czwartek, 3 września 2020

Jack Clarkson: industrialny krajobraz - budynki-klocki i butelkowate kominy cegielni

Nauczył mnie patrzeć na postać ludzką jak na masę przechylającą się w tę i inną stronę, a nie jak na kontur. Tak Jack Clarkson (1906-1986) wspominał swojego nauczyciela, a jednocześnie autorytet malarski i przyjaciela, Henryego Moorea. On sam zaczynał wejście w świat sztuki w zasadzie od garncarstwa, od lepienia rzeźb z gliny. Po tym, gdy ukończył studia  w Keighley School of Art i Royal College of Art sam został   wykładowcą na wydziale rzeźby w Sheffield College of Art i w dyrektorem Newcastle-under-Lyme Art School.

Dlaczego o tym piszemy? Bo prace Clarksona, ukazujące industrialny krajobraz i budynki regionu Potteries w Staffordshire, nie dowodzą aby ich autor był tak ważną personą. Wręcz przeciwnie, są pełne humoru i owego zachwytu nad światem, który znamionuje rysunki dzieci, zapamiętale malujące prostokątne domki ze spadzistymi dachami i kominami, skąd oczywiście zazwyczaj leci dym. Ale to tylko pozór. Bo baczny obserwator zauważy idealnie zastosowaną linearną perspektywę, świetnie dobraną kolorystykę i zakomponowane pomiędzy domami i fabrykami ludzkie sylwetki, ukazane schematycznie, lecz na niektórych pracach nie pozbawione cech indywidualizmu. Świat utrwalony przez Clarksona staje się odrębną, bajkową krainą, gdzie po mostkach biegną pudełeczka wagoników ciągnionych przez lokomotywki a zza budynków-klocków wystają butelkowate kominy cegielni…

W jego malarstwie dostrzega się pewną twórczą grę. Otóż część pejzaży to konwencjonalne studia architektoniczne, lecz spora część dzieł świadczy o artystycznych poszukiwaniach Clarksona. Budynki zmieniają się w geometryczne bryły, tak samo jak i kręcący się przy nich ludzie. Wszystko staje się jednością, co podkreśla użyta paleta barw, utrzymana w odcieniach szarości nasyconej tonami ugrów i kobaltu.











Jednak jak bardzo szczegółowe są obrazy Clarksona świadczy fakt, namalowane przez niego budynki z Newcastle-under-Lyme i sąsiednich miast traktowane są jako dokument, ponieważ niektóre z nich zostały później zburzone i można je obecnie znaleźć tylko na jego pejzażach. Ukazują zatem bezpowrotnie zaginiony świat.

Prace Jacka Clarksona można obejrzeć na stałej ekspozycji w Muzeum Brampton (Newcastle-under-Lyme), Laing Art Gallery w Newcastle-upon-Tyne oraz w Cartwright Hall w Bradford (LINK).


Wkrótce u nas kolejni nieznani artyści, i jeśli chcecie ich poznać - czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 2 września 2020

Z mojej płytoteki: Icehouse - australijski new romantic w klimacie Roxy Music polecany przez Tomka Beksińskiego

Dzisiaj nieco odpoczniemy od mrocznych i cięższych brzmień, ale nie znaczy to, że nie będzie nostalgicznie. Każdy kto słuchał audycji Tomka Beksińskiego z pewnością zna prezentowany dziś zespół i album. W zasadzie nie przypominam sobie, żebym miał w kolekcji jakieś bardzo mroczne brzmienia z Australii, ale za to druga grupa stamtąd, czyli Crowded House, gra podobnie do dzisiejszych bohaterów - mniej elektronicznie i bardziej gitarowo, ale równie nostalgicznie. Taki mamy klimat, kangury, Aborygeni i te sprawy, może nie ma miejsca na chłodną falę. Za to dostajemy znakomity nostalgiczny rock.
A wszystko za sprawą Iva Daviesa, który komponuje, śpiewa i gra na gitarze. To on jest liderem zespołu. I to on potrafi wytworzyć absolutnie niesamowite klimaty.

Dzisiejsza płyta jest trzecią w dyskografii, wrócimy tutaj i do wcześniejszych, a zaczynamy jak zwykle nie po kolei, bo akurat pod względem nastroju Sidewalk idealnie właśnie teraz pasuje. 

Ta płyta rozkręca się pod względem nostalgii z utworu na utwór, zatem można oczekiwać, że początek jest nieco słabszy. Rzeczywiście Taking the Town jest bez wątpienia najsłabszą piosenką, wcale nie jest zła, niemniej przyśpiewka w stylu maszerującego, niemieckiego wojska kompletnie ją psuje. Po nim  This Time i zaczyna się muzyka. Fajnie nastrojowo, w sam raz na jakąś dyskotekę z lat 80-tych (mamy rok 1984). A o czym to jest? Oczywiście o samotności z której bohatera wyrywa miłość.

Cóż, mówią, że miłość jest ślepa, ale ja wam powiem
Jest jedna rzecz, której jestem pewien
Ktoś wyjątkowy kto nadszedł jak noc
I wierzę, że teraz możemy to zrobić
 

Kolejny utwór to wyjątkowe arcydzieło i zapewne jeden z najjaśniejszych utworów albumu. Someone Like You ze znakomitym wstępem na syntezatorze imitującym skrzypce, świetnym tekstem i klimatem, który mogli wytworzyć tylko panowie z Icehouse.

Cóż, czasem zastanawiam się, kiedy na ciebie patrzę, czy to było tak bardzo dawno temu?
Były czasy, to zdarzało się tyle razy
Trzeba to uchwycić bo to jedno zdarza się tylko raz w życiu

Może to jest tylko szansa, zamieszkam z tobą, może z tobą
A może z kimś takim jak ty ... 
Kimś takim jak ty ...
Jeśli dzień minął, a ja jestem bez ciebie, Dzień porusza się tak wolno, 
Jakby nigdy się nie kończył
Cały czas zastanawiałem się, jak to może być
Czy on wie, że to zdarza się tylko raz w życiu


Może jest szansa, że zamieszkam z tobą, może tylko
Z kimś takim jak ty ... Kimś takim jak ty ...


Kimś takim jak ty ... Takim jak ty ...
Raz w życiu ... Ktoś taki jak ty ...
Chcę Ciebie a może kogoś takiego jak ty ... Może kogoś takiego jak ty ...
 


Nieco przyspieszamy w Stay Close Tonight, który mimo że posiada żywszy rytm, jest znowu bardzo nastrojowy...  A jak to brzmi live z epoki...


Teraz, gdy dzień się kończy, chwytaj każdą chwilę
Bo może prześlizgnąć się przez twoje ręce
Wieczór zapada tak wolno, że jest to tak ciepłe jak potrafią być tylko letnie noce

Każdy dźwięk, który słyszysz, każdy złapany uśmiech
Jakoś gubi się w tłumie
I wiem, że to nie jest łatwe, dziewczyno, znasz mnie
Nie ma potrzeby by teraz odchodzić

W tym miejscu każdy kto zna się na muzyce musi dojść do wniosku, że
Iva Davies zapewne bardzo lubi Briana Ferry i Avalone, o którym tutaj na pewno napiszemy. Tymczasem klimat lekko się zagęszcza, saksofon i bas wprowadza nas w Don't Believe Anymore... Tak to wyglądało wtedy w 1984: 

 

Piosenka o blaknięciu uczuć... Tekst jest tak prosty, że chyba nie potrzeba tłumaczenia... To kolejny znakomity hicior, i choćby dla takich piosenek warto poznać ten album... 

Natomiast nie warto dla takich jak Sidewalk drugi kiepski i nijaki utwór. Ma lepsze momenty niemniej można było sobie go podarować. Mamy przecież do dyspozycji 10 piosenek i bez pierwszej i tytułowej świat by się nie zawalił, no tak ale trzeba by było zmienić tytuł płyty...  

Po nim znowu wchodzimy w klimaty:  Dusty Pages. Kolejny raz o rozstaniu, tym raczej jednak narrator stara się ratować uczucie:

Nie mów, że to koniec, nie odwracaj się, miłość jest taka piękna
Teraz to koniec, nie odwracaj się, miłość jest taka piękna
Nie mów, że to koniec ... Miłość tak dobra ...
Teraz to koniec, nie oddawaj miłości tak wspaniałej
 


Pozostały już tylko trzy piosenki. On My Mind, Shot Down, The Mountain. Pierwsza z pozoru nijaka, ale tylko do pewnego momentu. To ballada o tym, że on nie może zapomnieć...

O nie, jeszcze raz nie, 
nie mogę zapomnieć, 
kiedy myślę o tobie

Druga jest słabsza, może nie tak słaba jak tytułowa, ale pod względem melodii bardzo ją przypomina. 

Całość płyty wyciszona jest w końcówce The Mountain i to bardzo, bardzo nastrojowo... W piosence natomiast jest wielka tęsknota za górami i dziką przyrodą, którą można spotkać tylko z dala od zgiełku wielkiego miasta...

Czy kogoś jeszcze dziwi, że Tomka urzekła ta muzyka? My za to obiecujemy wkrótce bardziej otworzyć się na new romantic...

To jeden z wielu powodów by być z nami, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.



Icehouse - Sidewalk, Chrysalis 1984, producent: Iva Davies, tracklista: Taking the Town, This Time, Someone Like You, Stay Close Tonight, Don't Believe Anymore, Sidewalk, Dusty Pages, On My Mind, Shot Down, The Mountain.

wtorek, 1 września 2020

Odo Dobrowolski: Mistrz półmroku

Gdyby spytać przeciętnego przechodnia, czy cokolwiek słyszał o malarzu Odo Dobrowolskim na pewno zaprzeczy. W rankingu najmniej popularnych zdobyłby on jedno z głównych miejsc.  Dlatego po prostu musimy u nas go zaprezentować. Tym bardziej, że był niezwykle utalentowany i żył tylko 34 lata.
 
Może kilka informacji biograficznych: Odo (a w zasadzie Otton) Dobrowolski urodził się w 1883 roku w Czerniowcach na polskich Kresach, w rodzinie urzędnika Namiestnictwa Galicji Józefa Dobrowolskiego. Imię – dość oryginalne – zawdzięcza swojej matce, Eugenii z domu Wittich. Po gimnazjum we Lwowie dostał się w charakterze wolnego słuchacza na wydział malarstwa w krakowskiej akademii. Po kilku latach, na rok wyjechał do Paryża (1908-1909), gdzie prawdopodobnie korzystał ze wsparcia Jana Styki, potem odwiedził także polską kolonię artystyczną w Monachium i ostatecznie osiadł we Lwowie. I tam zmarł. 

Pozostawił sporo prac, głównie są to gwasze, akwarele i rysunki tuszem, które można zobaczyć w zbiorach m.in. Muzeum Narodowego w Krakowie, Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, Biblioteki Narodowej w Warszawie oraz Lwowskiej Galerii Obrazów. Tyle o życiu, dość niewiele, trzeba przyznać…
 
Więcej o nim mówią jego prace. Najchętniej malował miejskie nokturny, których scenerią była zima. Kontrast pomiędzy czarnymi pniami drzew w parku, ciemnym brukiem ulicznym, błyszczącym zimno w blasku latarń i okien, a mglistym światłem księżyca i krystaliczną bielą śniegu nadają jego obrazom aurę wręcz cmentarnego, bo nieruchomego spokoju. Nieliczni przechodnie, nawet jeśli pojawiają się na planie, zdają się być częścią odwzorowanej, z mistrzowskim użyciem perspektywy, architektury. Te pozostawione przez niego, liczne widoki Paryża i Lwowa, w zupełności zapewniają mu tytuł Mistrza Półmroku. Czy w tych pejzażach, z których, jak wspomnieliśmy, emanuje niezmącony spokój, nie tkwi jednak jakaś niedookreślona tajemnica? Jakby wszystko, co  ważne, czaiło się na nich w cieniu…














Dobrowolski nie malował tylko miast. Zachowały się, wprawdzie w niewielkiej liczbie, wykonane przez niego scenki rodzajowe i portrety znajomych czy osób, które jakoś go zafrapowały. I tutaj także po mistrzowsku utrwala ów charakterystyczny dla jego prac element wyizolowania, jakby spoglądał na temat swoich prac z oddali, odsunięty na bok. Szczególne tego wrażenie pozostawia scena, która toczy się wewnątrz kawiarni, gdzie wszyscy prawie odwróceni są do niego plecami a jeśli nawet tak nie jest, to i tak nikt nie zaszczyca go choćby krótkim spojrzeniem, zdawkowym zainteresowaniem.
 
Rzadkością są portrety Dobrowolskiego. Chcemy pokazać dwa z nich, jeden to portret Zbigniewa Zwierzchowskiego, grającego na fortepianie, ujętego z boku. Mężczyzna potraktowany został na nim niczym bryła instrumentu, także monochromatyczna, czarno biała. Inny jest z kolei autoportret malarza, wykonany na początku jego artystycznej drogi. Ukazuje go stojącego bokiem i spoglądającego przez jedno ramię na widza. Ubrany w zbyt luźne, obwisłe spodnie, pasiastą koszulę i rzuca nam spod daszka czapki surowe, badawcze spojrzenie.  W rękach trzyma czaszkę, której szczerbate szczęki rozwarte są w sardonicznym uśmiechu. Czy było to przeczucie bliskiej śmierci, czy tylko aluzja do Hamleta Szekspira i odwiecznego pytania – być czy nie być? Portret został wykonany w 1908 roku, za kila lat rozpoczęła się wojna światowa, a nie minie dekada i bohater naszej opowieści być już przestanie…

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Isolations News 104: Natalie Curtis w Paryżu, dotacje w Manchesterze, IKE YARD wznawia, Oasis i Yoko Ono, NANGA i ich nieznana twarz, koncert chłodnej fali, wraca Smashing Pumpkins i więcej nieszczęść


Natalie Curtis informuje, iż od 17 września do 17 października 2020 w Galerie Arnaud Lefebvre w Paryżu będzie można obejrzeć wystawę jej zdjęć z cyklu Malibu Night Waves a także je zakupić. Dla większości, którzy nie będą w stanie dotrzeć do Paryża, kolejne zdjęcia zostaną opublikowane w Internecie TUTAJ. W sprawie sprzedaży należy kontaktować się z Arnaudem Lefebvre. O jedynym dziecku Iana Curtisa pisaliśmy wielokrotnie TUTAJ.



Skoro Natalie to Manchester. Placówki muzyczne i teatry tego miasta (ogółem 11 miejsc) otrzymały dotację o łącznej wartości ponad 260 000 funtów, co je uchroni przed zamknięciem. Pieniądze pochodzą z funduszu Emergency Grassroots Music Venue Fund Arts Council England, utworzonego, aby pomóc firmom przetrwać skutki blokady koronawirusem. Wśród odbiorców znajdą się między innymi sala koncertowa muzyki klasycznej The Stoller Hall, bar jazzowy Matt and Phred's oraz teatr społeczny NIAMOS, a także kilka najpopularniejszych niezależnych miejsc koncertowych w mieście (LINK).



Skoro Manchester i Curtis to Manchester City (którego Ian był fanem) ujawnił swój trzeci zestaw na sezon 2020-21, zainspirowany bogatym dziedzictwem muzycznym miasta. Nowy zestaw drużyny Premier League tym razem honoruje takich muzyków jak m. in. Liam Gallagher (LINK). A jeśli Gallagher to Oasis, a jeśli Oasis to ten cover:


A skoro ten cover to... 9 października tego roku pojawi się całkowicie zremiksowany zestaw najbardziej popularnych solowych materiałów Johna Lennona. Wszystko z okazji 80. rocznicy urodzin Beatlesa, która przypada w końcu tego roku. Kolekcja CD, 2CD, 2LP, 4LP została wyprodukowana przez Seana Lennona, a producentem wykonawczym jest Yoko Ono (LINK).

 
Jeśli Yoko to Japonia, a dla wielbicieli  sztuki japońskiej informacja, że mogą mieć ją na sobie wszędzie - od trampek po maseczkę (LINK). Stringi ponoć dopiero w fazie projektowania. 

 
Lekka z japońskiego brzmi też nazwa nowego projektu Magdy Dubrowskiej dawnego basu i głosu znakomitej Utraty Skład (nasz wywiad z Magdą TUTAJ). Na profilu FB informuje, że zespół w którym teraz śpiewa, nazywa się NANGA. Zapowiada też jego pierwszy album (LINK). Nie można jeszcze nic usłyszeć (pierwszy singiel będzie za chwilę) ale za to ruszyła przedsprzedaż (LINK). Pożyjemy posłuchamy, zobaczymy, opiszemy. Trzymamy kciuki, tak jak trzymaliśmy za Utratę. Oby tylko nie zakończyło się jak z Czapkinsem...


Skoro Czapkins to powiało chłodem... zatem chłodna fala - belgijscy fani tej muzyki zapraszają na festiwal, który odbędzie się nieopodal Sint-Truiden od 30 października do 1 listopada 2021. Zagrają na nim: The Neon Judgement, Front 242, The Mission, London After Midnight, Red Zebra, Gary Numan Official, Fields Of The Nephilim, Leaether Strip, The Chameleons, Laibach, Diary of Dreams, Minimal Compact, TRISOMIE 21, A Split - Second, She Past Away i wiele innych. Szczegóły i bilety na stronie festiwalu (LINK).

       
Minimal Compact poza wspomnianym festiwalem, zaprasza też na swój występ w dniu 28 października 2021 roku do klubu La Machine du Moulin Rouge w Paryżu, który miał się odbyć 20 maja tego roku. Ceny biletów i linki do ich zakupu TUTAJ.



Powraca też legenda Factory America - Ike Yard, zespół uruchamia sprzedaż odświeżonej EP-ki (LINK). Jest to limitowana edycja. Warto może w tym miejscu przypomnieć nasz wywiad z liderem - Stuartem Argabright o jego nowym dziecku, które mają wspólnie z Zoe Zanias, czyli Black Rain. To dopiero jest muzyka przyszłości (TUTAJ).


  
Wraca też inna z gwiazd przeszłości - The Smashing Pumpkins, którzy udostępniają nam dwie nowe piosenki Cyr i The Colour of Love poprzez Stream. 


Te dwa utwory prawdopodobnie pochodzą z ich nowego podwójnego albumu. W zasadzie jeden utwór, bo Cyr  wygląda na odrzut z jakiegoś nieudanego jam session Corgana z Depeche Mode i z The Cardigans. Co za syf, brakuje tylko Maryli z bębnem w tle.


 
A propos tego ostatniego (syfu, nie bębna) - Walmart i Microsoft podobno łączą siły, aby kupić TikTok (LINK). Nieszczęścia ponoć chodzą parami? Niekoniecznie - jak widać mogą też grupami. Coś jak posty na naszym blogu...

Jutro znowu kolejny, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 30 sierpnia 2020

Z mojej płytoteki: Harvest Rain, czyli jesienno - zimowa muzyka audiodrug między Swans a Lycia

Jakiś czas temu opisywaliśmy album zespołu Swans pt. The Burning World z 1989 roku (TUTAJ). Album ten, prawdopodobnie najlepszy w ich karierze, mógł stać się inspiracją dla przedstawianej dzisiaj płyty - mowa o Blood Hymns zespołu Harvest Rain z USA. Choć pewnie nie jest tak do końca, bowiem im dłużej słucha się tej muzyki, tym bardziej słyszy się też znakomity zespół Lycia, opisywany przez nas TUTAJ. 

Podobieństw do Swans jest kilka, zaczynając od okładki, a kończąc na nieco patetycznym stylu śpiewu. Niemniej album Harvest Rain zaliczyć należy do klasyki rocka gotyckiego i w naszej ocenie nie plasuje się on w grupie ślepych naśladowców a posiada swój klimat i unikalny styl, zresztą muzyka grupy (w przeciwieństwie do Swans) określana jest jako neofolkowa, czy nawet audiodrugowa. Chodzi o wywoływanie swoistego rodzaju transu u słuchaczy i podróży w inne stany świadomości. 

Zatem w stosunku do Swans, Harvest Rain starają się swoją muzykę bardziej uduchowić, co odbywa się na kilku płaszczyznach. Jedna i najważniejsza z nich, to teksty. We wkładce płyty widnieje wpis:

Blood Hymns był albumem rytualnym nagranym podczas przesilenia zimowego, które trwało przez dwanaście nocy Yule.

Warto może nadmienić, że Yule to germańskie święto pogańskie, obchodzone w czasach starożytnych, później nałożono na czas jego trwania katolickie Boże Narodzenie. Obchodzone więc było w okresie między 20 a 24.12 w czasie przesilenia. Być może w związku z porą roku zespół pokrył CD białą farbą...

Więcej o święcie można przeczytać TUTAJ. Według danych na wkładce w czasie nocnych sesji w nagrywaniu albumu brało udział aż 7 osób, w tym założyciel zespołu Jason Thompkins i jego brat Jamey Lloyd (obecnie jedyni stali członkowie grupy). O swojej muzyce Jason mówi w wywiadzie (TUTAJ) tak:

Po pierwsze, jest jesienna. Może być nawiedzona i refleksyjna, bogata w symbole które mnie otaczają, ale nie do końca „smutna” ponieważ może również podnosić na duchu. Mam tendencję do bycia perfekcjonistą więc staram się, aby każdy dźwięk był przyjemny dla rzeczywistej wizji którą chcę zamanifestować. To muzyka do grania w starym, pustym domu gdy mróz sprawia, że ​​Ziemia na zewnątrz jest biała. To muzyka do grania gdy zachodnie niebo pokrywają szaro-niebieskie chmury i pierwszy lodowaty wiatr dmie w trąbkę. Przypuszczam, że tak bym to opisał.

Płyta jest siódmą w karierze grupy  uchodzi za najlepszą.
    
Zaczyna się niemalże instrumentalnym wstępem, piosenką Pillars of Ice (słychać tylko w tle powtarzane słowo: lód). Po niej znakomity Most Northerly Midnight jeden z lepszych utworów albumu. Mamy tutaj nawiązanie do święta Yule, pojawia się Wotan, dom z lodu i czarne słońce. 

Wypatrując złocistego słońca
Twarzą w twarz z czarnym...

W The Glowing Child, podobnie jak w poprzedniej piosence, używany jest stary, archaiczny język. To też znakomity moment albumu, bardzo patetyczny, w którym pojawiają się krwawiące rany, krew przodków, runa i rodzima ziemia... podobnie zresztą jak w Helm of Awe, gdzie mamy dodatkowo spuchnięte zwłoki, które pachną i modlitwy do czterech wiatrów... 

My Butterfly to piosenka o miłości, specyficznej miłości:

Moja pani motyl przyszła z lasu o zmierzchu
I zabrała wiatr
Zabrała wiatr
I zabrała też wieczór

Dla nocy
Gdzie krople rosy mają swoją nazwę
I spadają z Wilczej Jagody
Nadając każdej kropli własne imię

A twoje imię będzie Gwiazda Poranna
Jesteś następny w radzie
I będziesz nosił upadłą bliznę

A twoje imię będzie Wąż
Dałeś inteligencję i przyniosłeś Światło
Dla mojego motyla


Leć teraz, kiedy jesień przyniesie zimno
I weź wiatr
Weź wiatr
Do grobu ze zrabowanego złota

Na ten dzień
Będący progiem twojej miłości
Podetnę ci skrzydła
Podetnę ci skrzydła
I zachowam je w książce

Thuletide jest piosenką o zimnie i chłodzie, A Gift of Blood, to kolejny znakomity utwór, zdaje się że z dość mocno uduchowionym i poetyckim tekstem:

He wears the Dawn on his wrinkled white soft head
And brought me books and showers in the sun
A quilt of Light all good fathers wrap their Sons in
A Gift of Blood
The wine rains from a cloud
A Gift of Blood
You Fathers and Sons
Across the field
A scarecrow is bleeding light
From ravens claws
A scarecrow is torn to death
Then comes the wind
The North wind blows tonight
And finishes off
The hanging god of the fields.

Warto zwrócić uwagę na monorecytacje, dziwne rozmowy i głosy pojawiające się w tej piosence, potęgujące podniosły nastrój. 

Will-o-the-Wisp to dokładnie kontynuacja klimatu pełnego kości, duchów i śmierci.

Frozen Light jest pięknym utworem instrumentalnym. Następujący po nim The Pulling Lights z kolei, można śmiało zaliczyć do wzorcowego reprezentanta wspomnianego powyżej nurtu audiodrug. Transowy z werblami na początku gdzieś w oddali, później jakby miał na celu wybudzenie słuchacza recytowanym tekstem:

Wokół zielonych świateł widmowych
Nad nami polarne słońce
Poniżej Północnego Świtu
Tracę ostatnie słowa


Przybyliśmy ze wzgórz
Wypłynęliśmy z oceanu
Północ jasna północ
Twój magnetyzm wyciąga moją krew

Żelazną Krew

Ciągnie jak magnes
Żelazną Krew
Uderza niczym błyskawica.


Walker of Dawn jest bardzo gitarowy a Thule's Pale Bloom wyróżnia się wokalem i jest po części w języku szwedzkim: 
 

Liście otaczają twój cień
Kwiaty otaczają twój grób
W wielu snach czuję
Twoja skóra
Biała jak róże
I Białe Róże Rosną
W północnym śniegu
Wokół korzeni Białych Róż 



Do końca pozostały zaledwie dwie piosenki: Venusian Eyes i Most Northerly Midnight II. Pierwsza o Wenus i jej mieszkańcach, druga natomiast to zakończenie będące powrotem do początku... 

Taki zamknięty mroczny, jesienno - zimowy krąg. Bo nawet nie zauważyliśmy, jak przyszła do nas jesień...

P.S. Można spotkać w sieci opisy tego albumu sugerujące, że to rock marynistyczny (WTF?)... Być może żeby nie pieprzyć takich bzdur, analizujemy płyty szukając inspiracji i przytaczając teksty. 

Chyba jednak widać sens takiego postępowania...  

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.



Harvest Rain - Blood Hymns, 2007, OPN Records Francja, tracklista: Pillars of Ice, Most Northerly Midnight, The Glowing Child, Helm of Awe, My Butterfly, Thuletide, A Gift of Blood, Will-o-the-Wisp, Frozen Light, The Pulling Lights, Walker of Dawn, Thule's Pale Bloom, Venusian Eyes, Most Northerly Midnight II.