Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shadowplayers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shadowplayers. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 października 2021

Co się dzieje z nimi dzisiaj: James Nice - dokumentalista działalności Factory Records, wydawca i pisarz

Wśród streszczeń wartościowych książek na temat osób, które wywarły największy wpływ na powstanie i rozwój nurtu muzyki post-punk w Manchesterze poczesne miejsce zajmuje prezentowany na prawym pasku naszego bloga cykl z Shadowplayers: The Rise and Fall of Factory Records autorstwa Jamesa Nice’a (TUTAJ). Była to istotna próba całościowego opracowania historii Factory Records. James Nice pisał ją kilka lat, od 2006 aż do 2010 roku. Poprzedziła ją publikacja dwugodzinnego filmu do pod tym samym tytułem. Nice, aby zrealizować swój dokument, przeprowadził szereg wywiadów. I tak po kolei skłonił do rozmowy takie osobistości jak: Anthony H. Wilson (współzałożyciel FR) i Peter Saville (projektant), a także muzycy, w tym Peter Hook (Joy Division/New Order), Vini Reilly (The Durutti Column), Simon Topping i Martin Moscrop (A Certain Ratio), Chris Watson (Cabaret Voltaire) i Howard Devoto (Buzzcocks/Magazine). Poza tym zebrał informacje od członków Section 25, Crispy Ambulance, The Names, Minny Pops, Swamp Children i Thick Pigeon, a także innych naocznych świadków I różnych osób, których wspomnienia są istotne dla prawidłowego opisu powstania i upadku Factory Records, wśród nich byli Richard Boon, Annik Honore, Lindsay Reade, Richard Jobson, Graham Massey i muzycy Killing Joke. O większości już napisaliśmy i to niejednokrotnie. 

Pora zatem abyśmy pochylili się nad osobą Jamesa Nice, który wykonał tę tytaniczną pracę. A więc po kolei:


James Nice urodził się w niewielkim miasteczku w hrabstwie Essex w 1966 roku, więc, co łatwo obliczyć, w chwili powstania Factory Records miał 12 lat… W 1984, w wieku 18 lat założył w Edynburgu wytwórnię LTM, która powstała z fanzinu Les temp modernes i najpierw produkowała kasety magnetofonowe z utworami Crispy Ambulance, Section 25, The Names i The Happy Family. W 1984 roku wypuścił w niej winylowe single: Een Kus Minny Pops i At Gunpoint A Primary Industry, po czym wstąpił studia prawnicze na Uniwersytecie w Glasgow, które ukończył w 1987 roku.


W czasie nauki zawiesił swoją wytwórnię, lecz zaraz tylko gdy został absolwentem wydziału parwa, nawiązał kontakt z Les Disques Du Crépuscule w Brukseli i został asystentem Michela Duvala oraz osobą odpowiedzialną za dział wysyłek. 

Jego praca na rzecz tej wytwórni została doceniona, mógł w jej ramach otworzyć coś swojego, mini-współ-wytwórnię Interior Music. W 1988 roku zaczął zarządzać Les Disques Du Crépuscule a w 1990 zdecydował się na reaktywację LTM. Przypominamy, że Les Disques du Crépuscule (z podwytwórnią Factory Benelux) została założona w 1980 roku przez parę dziennikarzy muzycznych Michela Duvala i Annik Honoré. Warto jeszcze zauważyć, że Factory Benelux została wygaszona w 1988 roku i reaktywowana w 2012 przez Jamesa Nicea za zgodą Duval i Honoré (Nice kupił prawa do nazwy i logo). Od tego czasu wytwórnia wznowiła szereg płyt, między innymi: Crispy Ambulance, The Wake, Blurt, Section 25 i The Durutti Column. W planach są kolejne albumy Factory Records, które publikowane będą kolejno, zgodnie z kalendarzem jubileuszów ich pierwotnego pojawienia się na rynku muzycznym.


James Nice zarządza obecnie Factory Benelux i Les Disques du Crépuscule za pośrednictwem LTM Recordings, wypuszczając wznowienia historycznych płyt, ale od czasu do czasu publikuje także nowe zespoły, takie jak Marine, solowy projekt wokalistki i klawiszowca Ladytron - Helen Marine. Prowadzi również wytwórnię Avant-Garde Art, która wydaje audiobooki XX-wiecznych awangardowych artystów tworzących w nurcie dadaizmu, futuryzmu, Musica Futuristica i Bauhausu.

Jakby tego jeszcze było mało, Nice pod pseudonimem James Hayward wydał szereg opracowań z historii wojskowości (The Bodies on the Beach (2001), Shingle Street (2002), Myths and Legends of the First World War (2002), Myths and Legends of the Second World War (2003) and Double Agent Snow - The True Story of Arthur Owens, Hitler's Chief Spy in England (2013)). 

Z zawodu jest, jak przypominamy prawnikiem, więc reprezentował niektórych artystów Factory przeciwko London Records w połowie lat 90.

James Nice działał i działa pod wielkim wpływem Factory Records. W 1987 roku nawiązał osobisty kontakt z Ivo Watts-Russelem z 4AD a z Tonym Wilsonem osobiście spotkał się dopiero w 1992 roku i drugi raz przy zbieraniu danych do swojego dokumentu o Factory Records. A mimo to, właśnie fascynacja Factory Records zmieniła jego życie. W wywiadzie otwarcie stwierdził, że Odwiedziłem Ivo wiele razy w 4AD na Alma Road w Londynie. Zawsze przysyłał mi wszystkie wydawnictwa 4AD. Mike Alway z Cherry Red zawsze mnie wspierał. O ile doceniłem 4AD, to muszę powiedzieć, że ta wytwórnia nie wpłynęła na mnie twórczo. Po prostu bardziej interesowały mnie Factory Benelux i Les Disques du Crépuscule (LINK). 

Podziw dla dzieła Tonyego Wilsona doprowadził go nawet to próby reaktywacji Factory Records. James Nice jakby chcąc odtworzyć sytuację sprzed kilkudziesięciu lat,  w 2012 roku wraz z Peterem Savillem, Alanem Erasmusem i Oliverem, synem Tonyego Wilsona, założył Factory Records Ltd. Wytwórnia wydała winylowe wznowienie From the Hip Section 25 i w zasadzie na tym skończyła swoją działalność. Firma została rozwiązana w marcu 2013 r. i choć Peter Saville ją natychmiast przywrócił, stając się jej jedynym właścicielem, nie wydaje się aby odniosła choć cień tego sukcesu co jej poprzedniczka…


James Nice z ojcem i z siostrą

A James Nice? Z tego co udało się ustalić nie ma rodziny. To znaczy swojej, bo ma starszą siostrę. Ale nie ma żony i dzieci. W natłoku obowiązków znajduje czas na hobby którym są biegi. Bierze udział w wielu maratonach i półmaratonach oraz biegach ekstremalnych. I cóż. Według nas nie musi za niczym gonić. Jego życie jest ilustracją tezy, iż marzenia, o ile się ich trzymamy, spełniają się…


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 15 września 2021

Joy Division w książce Shadowplayers Jamesa Nice'a cz.12: Po samobójstwie Iana Curtisa z Joy Division

  


Poprzednie części streszczenia fragmentów poświęconych Joy Division w książce Jamesa Nice'a można odszukać (kolejno od pierwszej do jedenastej) TUTAJTUTAJTUTAJTUTAJTUTAJTUTAJTUTAJTUTAJTUTAJTUTAJ i TUTAJ.

Omawiany dziś fragment zaczyna się od przytoczenia znanych powszechnie faktów związanych z reakcją członków Joy Division na wiadomość o śmierci wokalisty (pisaliśmy o tym TUTAJ). 

Kremacja odbyła się 23.05.1980 w Macclesfield, przed ceremonią Wilson zaprosił wybranych muzyków z Factory żeby zobaczyli ciało. Wśród gości byli: A Certain Ratio, Section 25, Cabaret Voltaire, oraz Annik Honore. Pozostali członkowie Joy Division odmówili zobaczenia ciała Iana Curtisa, czego później żałował Peter Hook. Zaproszony też został Paul Morley, celem napisania za jakiś czas biografii zespołu. 

Steven Mallinder z Cabaret Voltaire wspomina to tak: Zostaliśmy poproszeni żeby zobaczyć ciało Iana. W tamtym czasie byliśmy ze sobą blisko. Zaproszenie to nie było czymś upiornym. To była taka surrealistyczna seria wydarzeń, że w tamtym czasie nikt z nas nie umiał sobie z nią poradzić.


Factory obchodzili stypę po wokaliście Joy Division przy 86 Palatine Road obfitymi ilościami alkoholu, oglądając zrealizowany właśnie film o Sex Pistols The Great Rock and Roll Swindle. Towarzyszyły temu szok, frustracja i zakłopotanie. Larry Cassidy stwierdził, że wszyscy członkowie kapel Factory byli nieźle sfrustrowani. Zaszokowaniu towarzyszyły rozmowy o tym jak samolubnym czynem jest samobójstwo. Zarówno Morris jak i Hook doznawali sprzecznych emocji. Nie płakaliśmy na jego pogrzebie. Na początku byliśmy źli. Byliśmy absolutnie rozbici. Nie tylko straciliśmy kogoś, kogo uważaliśmy za przyjaciela. Straciliśmy też zespół, coś dla nas najważniejszego.


Przez kolejnych 15 lat ukazywały się nowe fakty dotyczące samobójstwa Iana Curtisa, począwszy od książki Deborah Curtis, a skończywszy  na wywiadach z członkami zespołu, i publikacji listów Curtisa do Honore w 2006 roku. W tamtym czasie informacje o tym co się działo nie wydostawały się poza wąskie grono ludzi z Factory i rodzinę. Tak więc wielu dziennikarzy żyło spekulacjami. Na przykład Dave McCullough przytoczył plotkę, że Curtis postradał zmysły, i napisał rozpaczliwe pożegnanie z liderem Joy Division (warto zobaczyć TUTAJ). Nie wspomniał o kłopotach zdrowotnych lidera zespołu.  

Gretton czekał na jakieś wyniki ze śledztwa. Przytaczane fakty odbiegały od jego oceny rzeczywistości.   nie zgadzał się z faktem, że Curtis cierpiał na poważną depresję, nie było tego widać. Tydzień wcześniej kiedy kupowali nowe ubrania na wyjazd do USA był bardzo zadowolony. Jego problemy rodzinne miały charakter osobisty, doradzali mu, ale to nie były sprawy zespołu. 7.04. próbował popełnić samobójstwo, 22.04. miał wizytę w klinice psychiatrycznej jako pacjent dochodzący. W pewien sposób oszukiwał zespół, nie chciał ich zawieść, choć o samobójstwie wspominał już od wczesnych lat jako nastolatek.


W czerwcu ukazał się LWTUA, a pozostali członkowie zespołu pozostali bez środków do życia ponieważ wcześniej porzucili swoje prace. 26.07 ukazał się Closer. Album sprzedał się w USA w 15 000 egzemplarzy, co dziwne, większy sukces odniósł singiel flexi (pisaliśmy o nim TUTAJKomakino, Incubation i As You Said który sprzedał się w 75 000 egzemplarzach. W UK Closer ulokował się na pozycji 6 tutejszej listy płytowej (warto zobaczyć TUTAJ).


Annik Honore po śmierci i pogrzebie Iana Curtisa przebywała przez kilka miesięcy w małej wiosce koło Mons w mieszkaniu swojej babci. Jeśli chodzi o śmierć Curtisa to w relacji pozostałych członków zespołu najbardziej przeżył ją Bernard Sumner. Próby zastąpienie Iana kimś z zewnątrz spełzły na niczym. 

Wspominają, że w tamtym czasie mieli tylko dwie piosenki - Ceremony i In a Lonely Place (zresztą obie z repertuaru JD - TUTAJ). Wkrótce zaczęły powstawać nowe kompozycje. Teraz, w przeciwieństwie do czasów Joy Division, zaczęli spędzać więcej czasu razem i więcej próbować - ich głównym celem było nie tylko zastąpienie Iana na wokalu ale i wypracowanie nowego stylu pracy, bowiem w Joy Division to Ian wszystkim dowodził. 

Zarejestrowali pierwszą sesję dzieląc wokale po równo - starali się sprawdzić, kto z nich wypadnie najlepiej. Rob Gretton miał pomysł żeby Stephen Morris śpiewał za Curtisa. W końcu do zespołu dołączyła Gillian Gilbert a wokalami zajął się Bernard Sumner.

Na tym kończymy nasze streszczenia książki Jamesa Nice'a do której zapewne wrócimy jeszcze omawiając inne mało znane aspekty działalności Factory. Tymczasem czekają nowe książki które omówimy już wkrótce.

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 3 września 2021

Joy Division w książce Shadowplayers Jamesa Nice'a cz.10: Ian Curtis - Napięcie jest zbyt wielkie

 


Poprzednie części streszczenia fragmentów poświęconych Joy Division w książce Jamesa Nice'a można odszukać (kolejno od pierwszej do dziewiątej) TUTAJTUTAJTUTAJTUTAJTUTAJTUTAJTUTAJTUTAJ i TUTAJ.

Jesteśmy w okolicach Wielkanocy 1980 roku. Mimo kiepskiego stanu zdrowia Iana Curtisa cały czas odbywały się koncerty Joy Division. Dobre recenzje zespół uzyskał po koncertach Factory by the Moonlight (bootleg z tych występów omówiliśmy TUTAJ). Nie uczestniczył w nich Martin Hannett - ten zajmował się realizacją nagrań zespołu U2 - w tym celu udał się do Dublina. Bono wtedy powoływał się na Unknown Pleasures i Low Bowiego jako podstawowe źródła inspiracji (opisywaliśmy w szczegółach tą współpracę TUTAJ).


Ich demo nie podobało się Hannettowi, ale polubił piosenkę 11 O'Clock Tick Tock

Joy Division po nieudanych koncertach w Rainbow i Moonlight w Londynie (warto zobaczyć TUTAJ) zagrali w Malvern Winter Gardens (warto zobaczyć TUTAJ) gdzie dołączyli do nich Section 25. Krótko poźniej Curtis popełnił pierwszą próbę samobójczą (6.04.1980) przedawkowując barbituraty. Zabrali go do szpitala na płukanie żołądka. Tak napisał do Annik Honore: To były bardzo trudne dwa tygodnie, a w końcu równowaga została zniszczona w niedzielną noc. Joy Division to tak wielka odpowiedzialność nie tylko dla mojego zdrowia i spokoju ale też z powodu tego, że zależy ode mnie przyszłość innych. Napięcie jest zbyt wielkie. Najchętniej uciekłbym stąd, schował się w jakiś kąt by uniknąć odpowiedzialności i decyzji. Wszystko wymyka się z rąk i czuję, że nigdy już nic nie będzie takie samo (warto zwrócić uwagę, że Curtis niemal cytuje fragmenty swoich tekstów, choćby New Dawn Fades).


Dwa dni po nieudanej próbie samobójczej Curtis miał wystąpić w Bury - co dokładnie opisaliśmy już wcześniej (TUTAJ i TUTAJ). Middles uzupełnia podawane już wcześniej przez nas informacje wskazując, że to Rob Gretton był pomysłodawcą zastąpienia Iana przez dwóch innych wokalistów: Hempsala i Toppinga

Rob odwiedził Iana w szpitalu i namówił do występu w Bury, co było błędem. Nikt nie wie, czym go zmotywował, Ian był człowiekiem podatnym na sugestie, ponadto prawdopodobnie chciał się podnieść po upadku, jakim była próba samobójstwa. Podczas koncertu doszło do awantury (opisanej TUTAJ). Przytoczone są wspomnienia Tony Wilsona, jak zastał Iana w restauracji na górze i jak go pocieszał (warto zobaczyć TUTAJ). 

Hempsal za swój występ dostał 5 GBP i numerowany singiel Atmosphere, podczas gdy Ian wrócił do szpitala. 11.04. wystąpił w Russel Club a w kolejny weekend w Ajanta Cinema w Derby, niemniej perspektywa dwutygodniowej trasy po USA wprawiała go w przerażenie. Przytoczone są wspomnienia Stephena Morrisa, który jednoznacznie stwierdza, że analiza tekstów Curtisa prowadzi do wniosku, że śpiewał on o sobie samym i swoich problemach (co stoi w sprzeczności z opinią Jona Savage'a - warto zobaczyć TUTAJ). Pogarszający się stan zdrowia wokalisty zespołu prowadzi do dowołania serii koncertów, m.in. w Middlesborough, Edynburgu, Stirling czy Liverpoolu. 19.04. zespól zagrał w Ajanta Cinema w Derby, a później, 2.05. ostatni swój koncert w historii w sali Birmingham University.


Wkrótce wydarzyła się tragedia, która zakończyła definitywnie działalność zespołu.

O tym w kolejnej części streszczenia. Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

środa, 18 sierpnia 2021

Joy Division w książce Shadowplayers Jamesa Nice'a cz.8: Koncerty, realizacja Closer i pierwsza trasa po Europie

  


Poprzednie części streszczenia fragmentów poświęconych Joy Division w książce Jamesa Nice'a można odszukać (kolejno od pierwszej do siódmej) TUTAJTUTAJTUTAJTUTAJTUTAJTUTAJ i TUTAJ.

Po opisanym w poprzedniej części koncercie w Electric Ballroom w Londynie, 26.10.1979 dwie następne noce (26 i 27.10.) zespół koncertował w Manchester Apollo wraz z Buzzcocks. Wtedy właśnie Richard Boon sfilmował fragmenty występów, a te umieszczone zostały w filmie Here Are The Young Men.


Widać było napięcie Iana Curtisa, a Stephen Morris stwierdził, że wtedy należał się Ianowi jakiś odpoczynek. Z kolei Hook stwierdził, że Curtis stał się swoim własnym największym wrogiem, bo zawsze odpowiadał że wszystko jest z nim OK i mówił to co pytający chciał usłyszeć.


Kolejny rozdział książki przenosi nas do roku 1980. Autor opisuje najpierw historię powstania okładki Closer autorstwa Petera Saville'a i jego asystenta Martyna Atkinsa (opisaliśmy to bardzo wnikliwie w naszej notce TUTAJ). 

W styczniu 1980 Joy Division nagrali LWTUA w Oldham. Wtedy Hannett zdecydował się nagrać Closer w studio zbudowanym i będącym własnością Pink Floyd - Britannia Row w Londynie. Zdecydowały o tym możliwości dźwiękowe i techniczne, lokalizacja i koszty. Istniała możliwość, że Pink Floyd poznają się na talencie Hannetta i zaproszą go do realizacji kolejnej ich płyty, a odległość od Manchesteru zapewniała łatwość wykluczenia muzyków z sesji miksowania nagrań. 

Studio miało jedynie sztuczne oświetlenie i po pewnym czasie przebywania w nim miało się lęki klaustrofobiczne. Ian Curtis zapytany przez Michela Duvala (warto zobaczyć TUTAJ) czy nowa płyta będzie drugą Ścianą odpowiedział, że zespół nienawidzi podwójnych albumów, ale cieszy się z robienia rzeczy, których nienawidzi

Closer nagrano w marcu, głownie nocami, a zespół stracił dynamikę Unknown Pleasures, i nie był też tak przebojowy jak na LWTUA. Użyto syntezatorów, a zespół grał zarówno w stylu proto-techno (Isolation) jak i spokojnie i lodowato (The Etarnal czy Decades). To najbardziej mistyczna i kabalistyczna produkcja Martina Hannetta. Unknown było zapewne weselsze, podczas gdy Closer bardzo depresyjne. Nagranie zabrało 13 dni i nocy. Ian czuł się źle, nie brał leków bo te wprawiały go w odrętwienie. Początkowo nie  był zadowolony z brzmienia Closer, powiedział że przypomina mu Genesis

Zdaniem Savillea Manchester to miasto podziemnych przejść betonowych i gotyckiej katedry. Unknown Pleasures da się porównać do pierwszego a Closer do gotyckiej katedry.

Tony Wilson wspomina jak członkowie Joy Division kleili okładki albumu Durutti Column z papieru ściernego. Odbywało się to w siedzibie Factory przy Paltine Road. Joy Division skleili około 500 okładek, z czego najwięcej Ian, który wtedy potrzebował więcej pieniędzy. Tak więc sklejał i zgniatał okładki, podczas gdy pozostali członkowie zespołu oglądali filmy pornograficzne.

W styczniu 1980 roku Joy Division pojechali na pierwszą profesjonalną europejską trasę. Odwiedzili: Amsterdam, Den Haag, Nijmgen, Antwerpię, Kolonię, Rotterdam, Brukselę, Eindhoven, Groningen i finalnie Berlin

Wkrótce i tym napiszemy, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 4 sierpnia 2021

Joy Division w książce Shadowplayers Jamesa Nice'a cz.6: Too Young to Know, Too Wild to Care - niezrealizowany film z udziałem Joy Division, Futurama i Annik Honore



Poprzednie części streszczenia fragmentów poświęconych Joy Division w książce Jamesa Nice'a można odszukać (kolejno od pierwszej do piątej) TUTAJTUTAJTUTAJTUTAJ i TUTAJ.

Przed wydaniem Transmission zespół ruszył na koncerty. Zagrali w Londynie w Prince of Wales Conference Center z Essential Logic i dwoma początkującymi kapelami z Liverpoolu: Echo and the Bunnymen i The Teardrop Explorers. Oba zespoły nagrały płyty dla ZOO stąd pojawił się pomysł imprezy ZOO Meets Factory Halfway (warto zobaczyć TUTAJ). 

Kolejnym ważnym wydarzeniem był koncert zespołu na Futuramie w Leeds (warto zobaczyć TUTAJ i TUTAJ). Według wszelkich opinii, zespół skradł show pierwszego dnia.


W tym czasie powstał film No City Fun (pisaliśmy o nim TUTAJ) Charlesa Salema według scenariusza Liz Naylor z trzema piosenkami Joy Division. Budżet filmu wynosił 25 GBP w ramach jego wyprodukowano dodatkowo Factory Flick. Filmy puszczane były w Scala Cinema w Londynie 13.09. 1979 roku razem z dwoma piosenkami Joy Division nagranymi przez Malcolma Whiteheada w Bowdom Vale Youth Club w Altrincham (warto zobaczyć TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ).



Przyjęto całość entuzjastycznie, na wszystkich trzech seansach sala była pełna. Opinia Iana była jak najbardziej pozytywna, choć tylko on chciał rozmawiać o filmie. Po tym sukcesie Tony Wilson postanowił zrealizować dłuższe dzieło, Too Young to Know, Too Wild to Care. Miał to być rodzaj thrillera szpiegowskiego. Scenariusz miała napisać Nailor, w roli głównej mieli wystąpić A Certain Ratio, ale mieli też w filmie pojawić się Joy Division i the Distractions, Don Tonay i John Cooper Clarke. Muzykę miał napisać Vini Reilly

Dla Nailor to było trudne zadanie - nie miała ani konta bankowego ani nawet maszyny do pisania.  Napisała około 6 stron scenariusza ręcznie. ACR i the Distractions mieli w nim porwać Iana Curtisa i  w ten sposób miało dojść do rozpadu Joy Division. Wszystko zostało zarchiwizowane pod numerem katalogowym FAC 20 (warto zobaczyć TUTAJ) co denerwowało Naylor, bo ta nawet nie zachowała notatek scenariusza. Wg. Tony Wilsona Naylor zniknęła z zaliczką, i w ten sposób projekt został unicestwiony. 

Po realizacji trzeciego albumu studyjnego the Buzzcocks postanowili wyruszyć w trasę i zaprosili na nią Joy Division. Trasa miała trwać do listopada i obejmować UK. W planach Buzzcocks było granie nieco lżejszej muzyki, i zajęcie pozycji na rynku, jaką zajmowało Joy Division. Na czas koncertów wszyscy członkowie Joy Division rzucili swoje prace i zarabiali około 35 GBP tygodniowo. Nie były to znaczne pieniądze, więc na trasie poruszali się starym busem - Fordem Cortina. Nasiliły się regularne ataki u Iana Curtisa, a po ataku w Bournemouth wezwano karetkę pogotowia. 

Trasa była wyczerpująca zdrowotnie i jak to nazwał Curtis soul- destroying. Nikt jednak tym się nie przejmował. Pojawiły się za to problemy z niezbyt imponującą sprzedażą Transmission. Początkowo sprzedano połowę z 10 000 płyt jednak Rob Gretton nie żałował decyzji o nieprzeznaczaniu specjalnych środków na promocję.                          

Ian Curtis miał coraz więcej problemów, nie tylko zdrowotnych, co stwarzało niebezpieczeństwo rozpadu zespołu. W międzyczasie urodziła mu się córka i zakochał się w Annik Honore. Factory byli jak rodzina, szybko pozbywali się osób niewygodnych, tak też stało się w stosunku do ciężarnej Deborah, która nie pasowała do obrazu gwiazdy rocka - jej męża. Annik z kolei była atrakcyjna i wolna. Urodzona w  małym mieście Mons przeniosła się do Brukseli w wieku lat 20. Stamtąd podróżowała po Europie uczestnicząc w koncertach i prowadząc swój fanzine En Attendant (pisaliśmy o nim TUTAJ).


W 1979 roku przeniosła się do Londynu, gdzie mogła realizować się jako fanka Siouxsie and the Banshees, była też wielką fanką Unknown Pleasures...

Ciąg dalszy nastąpi.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 29 lipca 2021

Joy Division w książce Shadowplayers Jamesa Nice'a cz.5: Po Unknown Pleasures pora na Transmission!



Poprzednie części streszczenia fragmentów poświęconych Joy Division w książce Jamesa Nice'a można odszukać (kolejno od pierwszej do czwartej) TUTAJTUTAJTUTAJ i TUTAJ.

Kolejny fragment książki powiązany jest z kultową okładką debiutu Joy Division czyli Unknown Pleasures (pisaliśmy o tej płycie wiele razy TUTAJ). Peter Saville przeprowadził się do Londynu bo uważał że tam więcej się nauczy. Podjął pracę, ale niewiele mu dawała. W 1979 roku zaprojektował okładkę Unknown Pleasures, która w sposób wręcz idealny pasowała do muzyki zawartej na albumie. Na awersie nie było nazwy zespołu a na rewersie tracklisty. Obraz CP 1919 został zredukowany do wielkości 56x70 mm i umieszczony na czarnym tle, jakby zawieszony w czerni. W środku znakomita fotografia Ralpha Gibsona wycięta z gazety. W NME ukazała się recenzja Maxa Bella.

Ten opisał muzykę zespołu jako klaustrofobiczną, ale uznał album za wielkie dzieło brytyjskiego rocka. Z kolei recenzję dla Melody Makera napisał Jon Savage. Ten nazwał album jako jeden z najważniejszych debiutów muzycznych od wielu lat.

W USA płyta była dystrybuowana przez Rough Trade która miała filię w San Francisco. W kalifornijskim punkzinie Slash ukazała się recenzja płyty (warto dodać że w 1980 roku ukazał się tam wywiad z zespołem który opisaliśmy TUTAJ). 

Recenzja chwaliła sposób śpiewu Iana Curtisa, pozbawiony dziwnego (fucking) akcentu. Przez melodyjne piosenki zespół unika szarych pułapek w jakie wpadali ich egzystencjalni kumple w industrialnym świecie. Umieszczenie na płycie piosenki Interzone tłumaczono kryzysem osobowości

Ten album ma dobre zadatki, ale ma też jedną poważną wadę - po prostu się nie trzyma całości. Tekstury są przyjemne, utwory rozpoznawalne, ale jakoś nie zapadają w pamięć. Z kolei New York Rocker określił płytę jako: ciekawie zimną i niejednoznaczną ofertę, jeśli szuka się jakiegokolwiek wskaźnika intencji artystycznych... 

Płyta mimo dobrych recenzji sprzedawała się (zwłaszcza na początku) słabo i połowa nakładu (czyli 5 000 płyt) była przechowywana w biurze wytwórni i w garażu Wilsona. Przyczyną była dość słabo rozwinięta sieć dystrybutorów - małych sklepików które chciały sprzedawać album. 

W sierpniu 1979 roku Joy Division ukazali się na okładce NME a Paul Rambali napisał w artykule o zespole że ich muzyka jest smutna i depresyjna.  Dave McCullogh odwiedził Manchester celem przeprowadzenia wywiadu z zespołem (warto zobaczyć TUTAJ, wywiad miał miejsce dokładnie 28.07.1979, wtedy Paul Slattery wykonał znakomitą sesję zdjęciową z zespołem). 3 miesiące po Unknown Pleasures zespół wydał singla Transmission. Efekt dźwiękowy na tym singlu bije na głowę wszystko co dotychczas ukazało się na rynku. Stephen Morris zawsze wierzył, że Transmission powinno ukazać się w formie singla (opisaliśmy go TUTAJ).

Na stronie B umieszczono Novely - był to pomysł Roba, choć zespół uważał ten utwór już za nieco przestarzały. Factory mieli nadzieję że DJ-ie będą grali piosenkę z powodu refrenu i kultowego już dziś dance dance dance to the radio. Wilson  udał się do Londynu do Carol Wilson z Dinc Disc. Uzyskał zgodę na granie Transmission w Radio 1 pod warunkiem, że zapłaci 2 000 GBP. Jednak na zebraniu Factory postanowiono nie iść w tym kierunku. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

sobota, 24 lipca 2021

Joy Division w książce Shadowplayers Jamesa Nice'a cz.4: Nagrywanie Unknown Pleasures czyli o strzelaniu z Walther P.38 do szkła i aerozolu


Poprzednie części streszczenia fragmentów poświęconych Joy Division w książce Jamesa Nice'a można odszukać (kolejno od pierwszej do trzeciej) TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ

Dzisiejsza część poświęcona jest nagrywaniu debiutu Joy Division dla Factory Records. I choć wiele już na ten temat pisaliśmy (TUTAJ), fragment ujawnia kilka mniej znanych ciekawostek. 

Na wstępie Tony Wilson wspomina, że w tamtym czasie wszyscy lubili punk rocka ale wiele osób nie widziało w nim przyszłości. Pomysł nagrania pierwszego albumu Joy Division dla Factory narodził się w rozmowie Grettona z Wilsonem podczas koncertu w klubie Band on the Wall. Tony proponował prostą umowę, natomiast Gretton upierał się przy prawnikach. Peter Hook wspomina, że jeśli coś było prawnie skomplikowane to można było mieć pewność, że uczestniczył w tym Rob i jego adwokat. Rob  zgodził się na nagranie jednego albumu dla Factory. Kontrakt, w porównaniu z umową na FAC2 był znacznie bardziej rygorystyczny i powikłany. Podzielono się 50/50 ale w ramach swojej połowy Factory miało koszty związane z publikacją albumu.


Nie jest oczywiście prawdą, że kontrakt na Unknown Pleasures został podpisany krwią (warto zobaczyć TUTAJ), choć Tony Wilson twierdzi, że na końcu kontraktu napisał swoje inicjały krwią właśnie. Ukłuł się w palec, a w kropli krwi na papierze zanurzył suchą stalówkę i napisał trzy litery - AHW.

Album nagrywano przez 5 dni w Strawberry Studios (warto zobaczyć TUTAJ). Koszty (mimo zniżek na czas miksowania) to 10 000 GBP. Wytłoczenie pierwszej partii w ilości 10 000 kopii stanowiło dodatkowy koszt 8 500 GBP. 

Nagrano 14 piosenek, z których 10 było wersją uznaną za Hannetta jako finalną. Wszystko wydawało się nie mieć końca, bowiem Hannett nagrywał każdy instrument osobno. Zaczęli od perkusisty i jego bębna basowego, później kolejne elementy perkusji. Steven Morris nie rozumiał takiej techniki nagrywania i nie był przyzwyczajony do takiego sposobu grania piosenek Joy Division. Co ciekawe, Martin w tym samym czasie nagrywał album John Cooper Clarke'a na którym Stephen Morris również grał. Wzajemnie z siebie z Hannettem żartowali.


Dźwiękowiec zaprosił na przykład Morrisa żeby ten użył repliki pistoletu Walther P.38 do rozbicia szyby co słychać na początku I Remember Nothing. Dodatkowo używano też dźwięku aerozolu w piosence She's Lost Control. Miksował w nocy, kiedy jego mózg był najbardziej kreatywny, i kiedy mógł być w kompletnej izolacji.

Z Hannettem w szczególności związał się Ian Curtis. Reżyser opisywał wokalistę Joy Division jako przewód oświetleniowy, a także wspierał się przy tym teorią Gestalt która wyjaśnia dlaczego całość jest większa niż suma części z których powstała (warto zobaczyć TUTAJ). O ile Morris i Curtis byli zadowoleni, to tego samego nie można powiedzieć o Hooku i Sumnerze. Ci nie lubili tego z albumu zrobił Hannett, bardzo odchudził w stosunku do koncertów, gitary. Nie lubili też studio Strwaberry z dywanami na ścianach, wydawało im się ono martwe, przesiąknięte klimatem lat 70-tych. Okładka albumu w odwróconej kolorystycznie wersji Saville'a też im się nie podobała, nawet chcieli z niej zrezygnować, ale spodobała się wszystkich więc na nią przystali. Gdyby to Hook i Sumner nagrywali ten album na pewno nie byłby tak ponadczasowy, jakim zrobił go Hannett. Ten nazywał wtedy muzykę Joy Division jako muzykę taneczną z podtekstami gotyku.


Wkrótce kolejne fragmenty książki - dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.           

środa, 30 czerwca 2021

Joy Division w książce Shadowplayers Jamesa Nice'a cz.2: FAC 2 , pierwszy koncert Joy Division w Londynie i pierwszy atak epilepsji Iana Curtisa

Kolejne obszerniejsze wzmianki o Joy Division pojawiają się w książce Jamesa Nice'a w kontekście listu, jaki Tony Wilson napisał do Roba Grettona 9.05.1978 roku. Tony twierdził, że podoba mu się EPka An Ideal for Living i chce zaproponować zespołowi występy pod szyldem Factory w Russel Club. 9.06. zespół występuje w towarzystwie the Tiller Boys. Publika była nieliczna, mimo tego zespół wypadł znakomicie. Ian Curtis ze sceny dostał się w publikę, niesiony był przez muzykę która całkowicie go wypełniła. 

Interesujący jest spis zespołów, które w latach 1978 - 1979 koncertowały w Russel Club w ramach imprez Factory. Są tam: Human League, the Only Ones, Magazine, the Fall, the Passage, Ultravox, Wire, Pere Ubu, Penetration, Gang of Four, Crass, Stiff Little Fingers, the Cure, Cabaret Voltaire, the Skids, Throbbing Gristle, Simple Minds, Echo and the Bunnymen, B-52s i oczywiście Joy Division. Do tego można dodać tajny koncert Iggy Popa i krótki występ PIL.

W 1978 roku odbył się pierwszy występ Joy Division w Granada TV (warto zobaczyć TUTAJ).

Powstaje idea wydania EPki A Factory Sample (FAC 2; warto zobaczyć TUTAJ), oczywiście z udziałem Joy Division. Obie piosenki zespołu nagrane zostały w studio Cargo w Rochdale (pisaliśmy o nim TUTAJ), którego właścicielem był John Brierley. Sesja była jednodniowa, a podczas niej Hannett użył cyfrowego opóźniacza dźwięku AMS. Doszło do lekkiego spięcia, bowiem Wilson nie poinformował właściciela studio, że to Hannett będzie realizował nagranie. Najdłużej nagrywali perkusję - każdy bęben osobno. Następnie Hannett kazał zespołowi opuścić studio bo nie chciał żadnej interwencji w proces miksowania nagrań. 


Jak wspomina Stephen Morris, wynik ich totalnie zaskoczył. Piosenki nie zostały zmienione jeśli chodzi o melodię, natomiast były zupełnie odmienione w warstwie brzmieniowej. Byli oczarowani, bo zespół brzmiał tak jak na prawdziwej płycie. 

Przytoczone są fragmenty wywiadu, jakiego Hannett udzielił Jonovi Savage'owvi, w którym opowiada o tym, jakim prezentem dla producenta byli Joy Division (cały wywiad jest TUTAJ).

Omówiona zostaje ręczna produkcja okładek A Factory Sample (wszystko zostało opisane przez nas TUTAJ). 

27.12.1978 roku zespół zagrał swój pierwszy koncert w Londynie, dla garstki ludzi, w klubie Hope and Anchor. Jonathan Crabb uwiecznił ten występ...





Recenzja w the Sounds była negatywna, a zespół określono jako nieudolny, natomiast po koncercie Ian Curtis miał a samochodzie pierwszy atak padaczki. Zatrzymali się,  położyli go na drodze, po czym zawieźli do szpitala koło Luton. Lekarz uświadomił ich co się stało, i zalecił wizytę po powrocie do domu. Otrzymał tabletki (Fenobarbiton) zanim wyruszyli do Manchesteru

Na miejscu wszyscy byli przekonani, że to jednorazowy incydent, niestety ataki zaczęły się nasilać i były coraz silniejsze. Lekarze włączyli do leczenia środki uspokajające i kazali Ianowi Curtisowi żyć jak najspokojniej. Steven Morris jednak uważa, że Ian nie po to był w zespole. Uwielbiał szaleć na scenie, i zalewać się podczas występów - to podstawowe rzeczy dla jakich wchodzi się w skład grupy rockowej.

Poprzedni tekst z tej serii jest TUTAJ. Wkrótce przejdziemy do roku 1979, i realizacji Unknown Pleasures

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

niedziela, 27 czerwca 2021

Joy Division w książce Shadowplayers Jamesa Nice'a cz.1: Warsaw, Gretton i Rabid Records

 


Jakiś czas temu omówiliśmy na naszym blogu film Shadowplayers (TUTAJ) w kontekście faktów i mitów o Factory Records. Był to film dokumentalny z wypowiedziami świadków tamtych czasów, w tym również muzyków nagrywających dla wytwórni. 

W 2010 roku wydawnictwo Aurus opublikowało omawianą dziś książkę. Jest to bardzo obszerna publikacja (aż 546 stron) dlatego streszczanie całości w zasadzie byłoby przepisywaniem, bo książka zawiera same fakty. Wiele z nich zresztą przedstawialiśmy już na naszym blogu, kiedy omawialiśmy historię Factory. Postanowiliśmy więc, w serii wpisów, skupić się tylko na wątkach poświęconych Joy Division, tym bardziej że Factory istniała jeszcze 11 lat po samobójstwie Iana Curtisa, a dalsze losy wytwórni mniej nas interesują.

Pierwsza obszerniejsza wzmianka o zespole pojawia się na stronach 32-35. Jesteśmy w roku 1978. Zespół był niezadowolony ze słabego zainteresowania ich EPki i szczycił się swoim nowym perkusistą Stephenem Morrisem. Ten był obok Iana Curtisa, najmłodszym członkiem zespołu i został wydalony ze szkoły King's School (warto zobaczyć TUTAJ) za picie nadmiernych ilości syropu na kaszel. Wzorował się wtedy na stylu gry perkusisty zespołu Can,  a w zespole znalazł się po przeczytaniu ogłoszenia jakie Ian Curtis zawiesił na wystawie sklepu muzycznego. 

Następnie opisana jest sesja nagraniowa dla RCA. Nagrali wtedy 11 piosenek w tym Interzone, Shadowplay, Transmission i nowe wersje piosenek z pierwszej EPki. Wszystka trwało 5 dni, zespół był niezadowolony z wyniku, i nie chciał zaakceptować propozycji producenta Johna Andersona, który myślał o dodaniu linii syntezatora do kilku piosenek. Całość znana dziś jako album Warsaw finalnie nie ukazała się oficjalnie.



Następnie opisany jest występ 14.04.1978 roku w klubie Rafters. Dokładnie był to konkurs, którego zwycięzcy mieli zagwarantowane nagranie dla wytwórni London. Joy Division wystąpili jako ostatni o 2:30 nad ranem, ale nie przekonali do siebie jury. Za to zdobyli w miarę pozytywną recenzję swojego występu od Paula Morleya w NME. W klubie pojawił się Tony Wilson z żoną Lindsay Reade i Alanem Erasmusem. Tam zostali zaczepieni przez Roba Grettona a później Iana Curtisa. Gretton był zachwycony występem Joy Division. Znał zespół z klubu, bo przesiadywali w nim i prosili go o odtwarzanie dziwnej muzyki jak np. Kraftwerk. Nazywani byli z powodu swoich strojów faszystami. Następnego dnia Gretton zaczepił Sumnera w budce telefonicznej, gdy ten dzwonił akurat do Morrisa i zaproponował bycie menadżerem zespołu. Sumner zabrał go na próbę. 

Członkowie Joy Division nigdy nie rozmawiali o swojej muzyce, zachowaniu scenicznym czy tekstach Iana. Ten był dyrygentem. Sumner twierdzi, że on jako gitarzysta, aranżował piosenki, wszyscy pisali muzykę, ale kierunek nadawał Ian. Sumner był bardziej rytmem i akordem, Hooky melodią, Morris natomiast podążał z rytmem za resztą. Na żywo zespół grał w rytm tańca Iana Curtisa, jakby mu do niego przygrywał.
 

Stoi to w sprzeczności z relacjami znanymi nam już wcześniej, gdzie członkowie zespołu twierdzili, że to Morris nadawał zawsze rytm, a oni się niego się dostosowywali. Również Deborah Curtis w swojej książce (warto zobaczyć TUTAJ) twierdziła, że to Ian był twórcą większości linii melodycznych piosenek zespołu. Ian też inspirował Hooka do grania wysoko, co wynikało po części z kiepskiej akustyki. 

Rob Gretton zaaranżował spotkanie z Wilsonem celem wkręcenia zespołu do telewizji. Zorganizował też nową okładkę dla pierwszej EPki. Niesprzedane egzemplarze chciał dystrybuować przez Rabid Records (warto zobaczyć TUTAJ). Rob zaprosił Lawrence'a Beedle (współwłaściciela Rabid) i Martina Hannetta na koncert zespołu, celem podpisania kontraktu z Rabid. Martin był jak najbardziej za, ale wytwórnia po zobaczeniu ich EPki z nazistowską grafiką odmówiła.
 

Wtedy też ukazała się recenzja EPki w NME, nazwano ją tam faszyzmem dla zysku.

Wkrótce omówimy kolejne fragmenty książki, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 22 stycznia 2020

Shadowplayers: Fakty i mity o Factory Records cz.16 - New Order i A Certain Ratio w Nowym Jorku


Od jakiegoś czasu omawiamy na naszym blogu dokument Jamesa Nice'a Shadowplayers, czyli fakty i mity o wytwórni Factory Records

Tak też w części pierwszej (TUTAJ) omówione zostały początki powstania klubu i tworzenie stajni zespołów Factory. Część druga to historia tworzenia pierwszej płyty promującej zespoły wytwórni a więc A Factory  Sample (TUTAJ). Z kolei część trzecia (TUTAJ) przedstawiała personalia wytwórni. W części czwartej (TUTAJ) streściliśmy wypowiedzi legend tamtych czasów wspominających realizację kultowej dziś płyty, chodzi oczywiście o album Unknown Pleasures zespołu Joy Division (FAC 10), nagrany w maju 1979 roku a zrealizowany przez samego Martina Hannetta (o którym pisaliśmy wielokrotnie  TUTAJ). Kolejna część (TUTAJ), poświęcona była właśnie jemu, legendarnemu producentowi i jednemu ze współtwórców potęgi Factory Records, a jednocześnie twórcy Manchester Sound. W części szóstej (TUTAJ) opisywaliśmy historię Vini Reilly i jego Durutti Column, zespołu, który oprawił swoją pierwszą płytę długogrającą - Return of Durutti Column (FAC 14) w niesamowitą okładkę - okładkę z papieru ściernego (a sklejaniem zajmował się między innymi Ian Curtis i Joy Division). Cześć 7 (TUTAJ) poświęcona była pierwszemu singlowi A Certain Ratio, i ich relacji z menadżerem, szefem Factory Records - Tony Wilsonem, natomiast część 8 (TUTAJ) zespołowi Section 25 z Blackpool, którego menadżerami byli Ian Curtis i Rob Gretton (warto spojrzeć też  TUTAJ). W części dziewiątej (TUTAJ) zamieszczono wspomnienia z tras koncertowych zespołów z Factory ale nie tylko...

Część dziesiąta poświęcona była koncertowi Joy Division i Cabaret Voltaire w Plan K w Brukseli 16.10.1979 r (TUTAJ), jedenasta (TUTAJ) dotyczyła dwóch koncertów Joy Division zagranych 4.04.1980 roku w the Rainbow i Moonlight Club, a dwunasta Factory Benelux i pokrewnym wytwórniom (TUTAJ).

Kolejna, trzynasta część (TUTAJ) dotyczyła awantury i bójki, jaka miała miejsce w Derby Hall w Bury 8.04.1980 roku. 

Część czternasta (TUTAJ) pokazywała reakcje na samobójstwo wokalisty Joy Division, Iana Curtisa, które miało miejsce w nocy z 17 na 18.05.1980 w jego domu w Macclesfield. Tym samym zakończyliśmy opis historii Joy Division. Część piętnasta (TUTAJ), krótsza od pozostałych, opisywała debiut New Order. Ten miał miejsce 29.07.1980 roku w Beach Club. Dzisiaj natomiast, w części szesnastej świadkowie wspominają Factory America i wyjazd New Order oraz A Certain Ratio do USA w sierpniu 1980 roku, czyli trzy miesiące po śmierci Iana Curtisa.

Odcinek otwiera wypowiedź Stanton Miranda z zespołu Thick Pigeon, podkreślając że wszyscy wkoło wytwórni byli wobec siebie bardzo uprzejmi.
Tony Wilson wspomina z rozrzewnieniem biuro jakie miał w Nowym Jorku
Peter Hook natomiast mówi, że dawali wtedy dobre koncerty, choć po śmierci Iana Curtisa było im trudno. 

Członkowie A Certain Ratio podkreślają doskonałą atmosferę panującą w Nowym Jorku i w klubie w którym występowali, było w nim wiele narkotyków i był ogólnie bardzo liberalny. W każdym razie czuli się tam lepiej niż w Manchesterze. Na ich płycie z tamtego czasu słychać wiele wypływów z Nowego Jorku. Wspominają, że Martin Hannett nie chciał niczego miksować w USA, bo nie  było z nim Chrisa Nagle - jego współpracownika i prawej ręki ze studia w Stockport w UK. Ponadto uważał, że studia w USA nie są tak dobre jak w UK. Nie było tam na przykład linii opóźniających IMS i innych gadżetów jakie stosował. 
Ann Quigley, artystka współpracująca z A Certain Ratio, wspomina jak rodziła się okładka płyty A Certain Ratio - To Each
Istniał wtedy konflikt między muzykami a projektantami jak powinna wyglądać okładka. Chciała żeby na okładce był obrazek z chłopcem, który jednak znalazł się na jej drugiej stronie. Ręce grające na trąbce to ręce samego Milesa Daviesa. Obecnie ta okładka jej się nie podoba, miała wtedy zbyt mało czasu na dopracowanie. Chłopcy na obrazku to nie są, jak przypuszczano, ludzie w drodze do komory gazowej. To obrazek z dżungli i jej sekret - między nią a zespołem.

Dzisiaj wie, że zaprojektowałaby to o wiele lepiej, i na pewno bardziej artystycznie.

Kolejny odcinek Shadowplayers już niedługo, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.