czwartek, 12 stycznia 2023

Witold Pruszkowski: obrazy romantycznych wizji w okresie pary i elektryczności

Witold Pruszkowski (1846-1896) -  nieco zapomniany, a poza granicami Polski zupełnie nieznany malarz, który tworzył obrazy romantycznych wizji w okresie pary i elektryczności. Malował niesamowite, baśniowe sceny, przesycony symboliką, w których najważniejszą rolę grał światłocień i delikatne barwne przejścia. Życie Pruszkowskiego było równie osobliwe: syn zamożnego adwokata spędził dostatnie dzieciństwo na Podolu, Kijowie i Odessie, młodość we Francji i Monachium a wiek dojrzały w Krakowie i jego okolicach.  Co podkreślają jego biografowie, był wybitnie utalentowany a przy tym wrażliwy na cudzą krzywdę. Pomagał malarzom, którym z różnych względów nie powiodło się, chorym i gorzej sytuowanym. Pomagał na przykład Wacławowi Koniuszce, koledze, który wrócił po studiach w Monachium do Krakowa i zapadł na nieuleczalną chorobę psychiczną oraz częściowy paraliż i wskutek tego niemal całkiem zaprzestał malować, opiekował się do śmierci Juliuszem Mienem Jr. i chorym na gruźlicę rzeźbiarzem Stanisławem Lipińskim, który zmarł w jego krakowskim domu… I nic wówczas nie zapowiadało nieszczęścia, które jego samego spotkało.




W 1893 roku w niejasnych okolicznościach został poważnie ranny. Potężne uderzenie w twarz zdruzgotało kości prawej strony - według oficjalnej wersji było to kopnięcie konia. Malarz miał wtedy 47 lat, był w pełni sił twórczych i nagle musiał ograniczyć aktywność, aby poddać się bolesnym terapiom, bo rana nie chciała goić się i groził mu nowotwór kości. Po trzyletnim leczeniu, przeszczepie skóry, wyjęciu kości i utracie jednego oka, oszpecony Pruszkowski wyprowadził się do wiejskiego domu pod Krakowem gdzie tworzył w odosobnieniu unikając ludzi i czując nadchodzącą śmierć.

W październiku 1896 roku nagle wyszedł z domu i wyjechał w nieznanym kierunku. Poszukiwania żony nie odniosły skutku. Odnalazł się dopiero po kilku tygodniach w szpitalu w Peszcie. Podobno jechał do Nicei aby tam umrzeć. Jednak najgorsze stało się zanim zdołał dojechać nad Lazurowe Wybrzeże. Po śmierci został pochowany w Budapeszcie...



Postawił żonę, jedynego syna i obrazy, które są jednymi z najbardziej oryginalnych dzieł nie tylko w sztuce polskiej ale i europejskiej. Nie podążał za modą i malował symboliczne kompozycje inspirowane francuskim realizmem i stylistyką impresjonistyczną. Fascynował go Eduard Manet, nie naśladował go jednak, jego malarstwo jest inne, ale także stosował grę barw, budując nastrój za pomocą kolorów i delikatnego światłocienia. Tonacja i światło miały nie tyle oddawać rzeczywistość, co subiektywne przeżycia i nastrój artysty. Lubił budować atmosferę grozy, czym nawiązywał do dzieł Arnolda Böcklina i Moritza Schwinda, których znał z Monachium. Malował sceny znane z legend, fantastycznych opowieści ludowych, poezji i własnych wyobrażeń. Jedna z jego kompozycji ukazuje autorską wizję obrzędu zaduszek. Innym tematem który podejmował było plastyczne spojrzenie na poemat Słowackiego Anhelli. Ale oprócz tego z wnikliwym realizmem malował portrety: żony, przyjaciół znajomych, wreszcie mieszkańców wsi. A oprócz tego skąpane w tajemniczej aurze nokturny i wiejskie krajobrazy.



Jednym z ostatnich jego dzieł jest dyptyk Zmierzch. Na jednej z jego części Pruszkowski wśród gasnących cieni drzew umieścił postać kobiety, zainspirowaną prawdopodobnie obrazem Willa nad morzem Arnolda Böcklina, na drugiej części mamy pejzaż, na którym ciemne korony drzewa roztapiają się w tle ściany lasu, odbitą niewyraźnie w tafli jeziora, oświetlonego ostatnimi poblaskami zachodzącego słońca. Wydłużony format płócien kieruje wzrok widza ku górze, a ograniczona paleta barw nadaje kompozycji eteryczny, odrealniony charakter…


 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 11 stycznia 2023

Streszczenie książki Davida Nolana o Tony Wilsonie cz.8: Martin Hannett odkrył w Joy Division coś, w co można było tchnąć nowoczesną technologię

 

Bez niego kariera Joy Division byłaby inna. To on odpowiadał za wydanie debiutu zespołu, albumu Unknown Pleasures (wydał go za spadek po matce), który dziś uważany jest za najlepszy debiut w historii rocka. A ponieważ opisaliśmy już na naszym blogu życiorysy wielu osób z kręgu zespołu (warto popatrzeć na prawy pasek gdzie zawarliśmy linki do streszczeń), dziś kolej na pierwszą część opowieści o Tony Wilsonie. Książka, którą zaczynamy dziś omawiać znalazła się w naszych rękach dzięki Tony'emu Costello, którego serdecznie pozdrawiamy.

Część pierwsza streszczenia była TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ, piąta TUTAJ, szósta TUTAJ,siódma TUTAJ.

Drugim muzycznym wydawnictwem Factory była płyta A Certain Ratio, pt. All Night Party (warto zobaczyć TUTAJ). Muzycy wspominają, że mimo pracy na pełen etat w Granadzie, Wilson nie rezygnował z niej, a po godzinach zajmował się menadżerowaniem, zdając sobie sprawę z tego, że jest świadkiem punkowej rewolucji w muzyce. Peter Saville wspomina, że w Factory panowała wolność artystyczna, każdy zespół robił to, co chciał. Nikt nikogo nie zmuszał do nagrywania singli, czy płyt. Nikt nie wpływał na repertuar muzyków. Martin Moscrop z ACR wspomina, że Wilson nie mówił im jak mają grać. Mało tego - miał doskonałą rękę do dobierania ludzi do interesu. Wspomina choćby Martina Hannetta, czy Petera Savillea. 

Muzycy z OMD wspominają jak widzieli Human League w TV w programie Wilsona. Postanowili mu się przypomnieć i wysłać kasetę, żeby ich też zaprosił. Ten zadzwonił do ich menadżera i powiedział, że nie zaprosi OMD do programu, ale zamiast tego proponuje im nagranie dla swojej wytwórni - Factory Records. Ci się zgodzili. Kasetę w samochodzie usłyszała Lindsay Reade, oraz Peter Saville i namówili Tonego żeby zainteresował się tym zespołem, bo są nieco Krawtwerkowi. To było ważne, że słuchał opinii ludzi wkoło niego. W ten sposób powstało Electricity (więcej o tym singlu pisaliśmy TUTAJ).

Tony powiedział im że powinni zmienić wytwórnię na lepszą, bo grają doskonały pop przyszłości. Był w pewnym sensie filantropem muzycznym. W jednym z wywiadów Wilson przyznał się, że wzorował się na postępowaniu innej wytwórni - Fast Records z Edynburga. Ta wytwórnia przekierowywała lepsze zespoły wyżej, tak stało się z Gang of Four, którzy wylądowali w EMI i z Human League, których przetransferowano do Virgin. Realizatorem Electricity był Martin Hannett, który odszedł z Rabid Records Tosha Ryana. Miedzy Tonym a Rayanem istniało współzawodnictwo, a przejście Hannetta było dużym ciosem dla Rabid. 

Ponieważ John Peel grał OMD, singiel szybko się sprzedał i Tony miał problem żeby przekazać jeden egzemplarz dla Virgin. Zaoferowano zespołowi nagranie albumu. Muzycy z OMD mówią, że to mogło być dziwne, że nie wybrano Joy Division, czy ACR. Ale prawda jest taka, że wszystkie zespoły z Factory cieszyły się małą popularnością, mało ludzi słuchało takiej muzyki. Sukces OMD pokazał szeroki wachlarz możliwości Factory Records, od muzyki punk i post punk, do projektowania timera, czy organizacji wystaw filmów.

W końcu ukazała się FAC 10 - płyta Unknown Pleasures Joy Division. Krytycy muzyczni rzucili się na ten album. Melody Maker nazwał go jednym z najważniejszych debiutów muzyki ostatnich lat, co wynikało z pewnego rozczarowania punkiem. Po latach Tony Wilson przyznał, że Hannett odkrył w zespole coś, w co można było tchnąć nowoczesną technologię. Wilson dzięki temu stał się osobistością międzynarodową, co go prywatnie bardzo interesowało, jako fenomen. Zdziwienie budziła sytuacja mieszania muzyki z telewizją i narkotykami.


Muzycy Section 25 wspominają, że zainteresowali się nimi Joy Division i Rob Gretton. Demo pierwszego albumu nagrali pod okiem Iana Curtisa (warto zobaczyć TUTAJ) i Roba Grettona, a ten ostatni planował wydać go w Factory. Demo nie spodobało się jednak Tonyemu, ale postanowił polegać na guście Roba. 
 
Ich debiut Girls Don't Count (pisaliśmy o nim TUTAJ) też nie spodobał się Tonyemu. W 1978 roku pojawiły się u Iana Curtisa ataki epilepsji. Mimo że brał leki, bał się ich. W kwietniu 1979 roku urodziła mu się córka. Wtedy poznał Annik. Factory nadal wydawało płyty, ale sukces miał zostać wkrótce przypłacony bardzo dużą ofiarą. 

Tak kończy się 4 rozdział książki.

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.        

wtorek, 10 stycznia 2023

Trzy nurty w malarstwie Tomasza Prajzlera

Tomasz Prajzler urodził się w 1967 r. w Sanoku, teraz mieszka w Kostkowicach na Śląsku Cieszyńskim i tworzy obrazy. I w zasadzie wystarczyłoby teraz je pokazać i na tym zakończyć nasz post,  ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie spróbowali ich zakwalifikować i scharakteryzować. A z tym jest pewien kłopot. Otóż są one mocno niejednorodne i to nie tylko pod względem stylu czy tematu, co poziomu wykonania. Artysta jest profesjonalnym malarzem, absolwentem Wydziału Artystycznego Uniwersytetu, który swój dyplom uzyskał w 1992 roku w pracowni Jerzego Wrońskiego, ówczesnego prezesa Grupy Krakowskiej, czyli grupy wywodzącej się z okresu międzywojennego, utworzonego przez artystów o lewicowych poglądach na świat i sztukę, z której wywodzi się m.in. Teatr Tadeusza Kantora Cricot a której siedzibą były piwnice pałacu Krzysztofory, mieszczące galerię i kawiarnię...

Prajzler jednak całkowicie odszedł od tego nurtu i po studiach zajął się grafiką użytkową, został projektantem wzornictwa przemysłowego, autorem opakowań różnych towarów. Ale po kilku latach jednak powrócił do malarstwa.


W jego pracach da się zauważyć trzy nurty: malarstwo wzorowane czy też inspirowane formami Zdzisława Beksińskiego (którego znał osobiście), impresjonistyczne pejzaże i miejskie krajobrazy oraz akty i martwe natury. Wśród dwóch z nich możemy zobaczyć świetne płótna i nieco gorsze oraz słabe, takie, które chyba powstały, tylko z pobudek komercyjnych, z myślą o bardzo przeciętnym, niewyrobionym widzu, który chętnie powiesi u siebie obraz z nagą kobietą, z bukietem kwiatów lub z łąką, na której rosną ogromne kwiaty rumianku. Także malarstwo wynikające z fascynacji Beksińskim ma bardzo nierówny poziom. Niektóre tematy są z tego nurtu mocno eksploatowane, jak na przykład widok katedry - ale znać w tym dobry warsztat, umiejętność manipulacji formą i wrażliwość na kolory, przywodząca na myśl przy niektórych pracach Katedrę w Rouen Claudea Moneta, zwłaszcza gdy spojrzy się na ilość widoków tego typu.

 




Podobnie jest ze wspomnianymi pejzażami: z ulicami w deszczu albo sylwetkami miast złożonymi z prostokątnych gmachów wystających z morza zieleni, namalowanymi farbą kładzioną techniką impastu. Natomiast interesujące są płótna ukazujące rozlewiska, w których niby nic się nie dzieje, jest tylko woda, niebo, odbijające się w tafli wody wraz z suchymi trawami porastającymi brzegi i majaczące na horyzoncie wzgórza...



Dobrze, aby artysta podążał w tym kierunku. Ale oczywiście jest to wyłącznie subiektywna opinia, nienarzucająca się żadnemu z naszych czytelników, których zachęcamy aby wyrobili sobie własne zdanie, po obejrzeniu większej ilości prac, najlepiej za pośrednictwem strony Tomasza Prajzlera (LINK).

 


 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 9 stycznia 2023

Isolations News 227: Nowe Factory International, odsłonieto posąg Tilla Lindemanna, Alan Rankine RIP, John Cale - nowy album i trasa, Katatonia, Riverside i Peter Gabriel - nowe albumy i koncerty w Polsce, film o Abbey Road, film z bracmi Eno Live at the Acropolis , genitalia w czekoladzie, cierpiące szparagi i karzełek z reflektorem

W tym roku w czerwcu zostanie otwarte w Manchesterze nowe, ogromne centrum kulturalne: Factory International, nawiązujące lokalizacją i nazwą do dawnego studia telewizji Granada, osoby Tonyego Wilsona i Factory Records. Obiekt, który miał zostać otwarty w 2019 roku, zaprojektowany przez Ellen van Loon z Office for Metropolitan Architecture, kosztował ponad 210 milionów funtów, pochodzących głównie z kasy publicznej, więc aby społeczeństwo dobrze przyjęło projekt, otwarcie poprzedza wiele inicjatyw. Jedną z nich jest instalacja świetlna, zapoczątkowana 1 stycznia, a mająca trwać cały miesiąc. Tworzą ją potężne promienie światła strzelające wysoko nad panoramę miasta i powoli pulsujące, symbolizujące moment, w którym dziecko bierze pierwszy oddech, stąd jej nazwa First Breath. Instalacja została opracowana i zaprojektowana przez artystę wizualnego Luke'a Jerrama,  który chciał za jej pośrednictwem połączyć ziemię z niebem w wizualnej prezentacji nowego życia (LINK).


Teraz o innym pomniku. 3 stycznia w mieście Rostock odsłonięto posąg Tilla Lindemanna, wokalisty Rammstein. Okazją była 60. rocznica urodzin wokalisty. Posąg stanął w dzielnicy Evershagen, gdzie Till wychowywał się. Ale pomnik stał tylko kilka godzin po czym... zniknął. Posąg skradziono najprawdopodobniej około godziny 10 rano, 4 stycznia. Policja szuka świadków tego wydarzenia (LINK).

Taki typowo niemiecki ten pomnik, że mógł ukraść go jakiś wielbiciel krasnali i postawić w ogródku. 

Na stację benzynową podjeżdża krasnoludek swoim malutkim autkiem.
- Poproszę dwie kropelki benzyny.
Na to sprzedawca:
- I co, może ci jeszcze w oponki pierdnąć?


Skoro Niemcy to aktualnym tematem są reparacje. Były prezydent RP Bronisław Komorowski, popularnie zwany Bronkiem ma racjonalizatorski pomysł w tej sprawie... (LINK). Cytujemy: Można załatwić z Niemcami, żeby sfinansowali jakieś wielkie dzieło w Polsce, które by było jakąś formą zadośćuczynienia.... A może galerię sztuki.

Najlepiej żeby była to galeria abażurów i rękawiczek z ludzkiej skóry, albo mydła z ludzkiego tłuszczu. Szkopy mają bulić, my najwyżej możemy im dać zniżkę jak zabiorą stąd ich partię, oczywiście z Komorowskim i jego orłem z czekolady w gratisie.


W temacie czekolady... W Katowicach otwarto kontrowersyjną piekarnię - cukiernię (LINK). Więcej pod linkiem. Podobno ma ona już w planach dalsze innowacje, sok o smaku ludzkiego moczu i specjalnie preparowaną czekoladę, która będzie smakowała, no mniejsza z tym. Mieszkańcy Katowic już zaczęli zapisy na listach komitetów kolejkowych, ale moment wprowadzenia innowacji ma być zaskoczeniem. 
  

To jeszcze na zakończenie - typowy mieszkaniec Katowic kupujący we wspomnianej powyżej cukierni.
Freud znalazłby wytłumaczenie faktu spożywania przez Katowiczan słodyczy o kształtach penisów i wagin. Zapewne byłyby to problemy natury erotycznej, które pojawiły się od czasu wprowadzenia w mieście paczkomatów.


Mieszkańcy Katowic mają za to pomysł żeby zwrócić się do jakiegoś jasnowidza, celem przepowiedzenia daty pojawienia się nowej oferty w menu kontrowersyjnej restauracji. Ich prośbę mogłaby spełnić Jemima Packington, lat 65, która twierdzi, że jest w stanie przewidzieć przyszłość, rzucając szparagami i interpretując sposób, w jaki padają.
 
Do tej pory przewidziała Brexit oraz rezygnację Harry'ego i Meghan z przynależności do rodziny królewskiej. Podobno w tym roku Wielką Brytanię czeka racjonowanie żywności ze względu na niedobory, przez co niektórzy zaczną produkcję własnej. Z innych rzeczy wywróżyła: zawirowania na Dalekim Wschodzie w wyniku kolejnej super zarazy, nieoczekiwane zgony wśród osób związanych z show-biznesem - nie wszystkie spowodowane wiekiem, ujawnienie korupcji niektórych polityków, gejowskich inklinacji kilku gwiazd z Hollywood co będzie szokujące dla ogółu społeczeństwa. I jeszcze jedno - Wielka Brytania nie wróci do UE (LINK). My natomiast uważamy, że europosłanka Sylwia Spurek powinna natychmiast zainteresować się cierpiącymi szparagami, zwłaszcza że wykazują one chorobliwy eurosceptycyzm.

Skoro szparagi, to znowu pojawiają się w newsach Niemcy. Ci jednak, ponoć za szparagami już nie przepadają odkąd nie ma ich kto dla nich zbierać. W modzie za to jest teraz kurczak.


Kurczaka za to, oj sorry - koguta galijskiego, ma w herbie Francja. Przypomnijmy, że zarówno Niemcy jak i Francja łamały unijne zakazy eksportując do Rosji zakazane komponenty uzbrojenia. Oba kraje do dziś zresztą uchodzą za cichych sprzymierzeńców Putina. 

Przed Nowym Rokiem na Twitterze pojawiły się informacje, że Bonduelle wspiera rosyjskich żołnierzy wysyłając na front paczki. Jak podano, w paczkach z żywnością z logo Bonduelle można było znaleźć również życzenia szybkiego zwycięstwa. Za całą akcje odpowiedzialna jest CEO Bonduelle Euroasia - Ekaterina Eliseeva. Ostatnio koncern wydał oświadczenie tłumacząc się, że Grupa Bonduelle kontynuuje swoją działalność w Rosji wyłącznie w jednym celu — aby zapewnić dostęp ludności do podstawowych artykułów (LINK). Jednak klienci nie kryją oburzenia i wielu deklaruje bojkot produktów (LINK).

Pójście na wojnę bez Francji jest jak pójście na polowanie bez akordeonu.


Tak oto wróciliśmy do muzyki. A tutaj smutna wiadomość. Zmarł Alan Rankine, odszedł w wieku 64 lat. Muzyk i producent, współzałożyciel szkockiego zespołu The Associates umarł w domu otoczony rodziną, zaraz po świętach Bożego Narodzenia. Wiadomość o tym przekazali jego dwaj synowie Callum i Hamish. Największym hitem Associates była piosenka Party Fears Two, nagrana z piosenkarzem Billym Mackenzie w 1979 roku. Po odejściu z Associates Rankine był producentem m. in Cocteau Twins, Paula Haiga, Anny Domino, założył także wytwórnię płytową Electric Honey, która współpracowała z Biffy Clyro, Belle i Sebastian oraz Snow Patrol (LINK).


Za to znakomicie trzyma się John Cale, który  ciągle zaskakuje. Ma już 80 lat lecz nie przeszkadza mu to - właśnie wydaje nowy album Mercy promowany wideoklipem do utworu Story of Blood z udziałem Weyesa Blooda. Album zawiera poza tym nagrania z udziałem Animal Collective, Sylvan Esso, Laurel Halo, Tei Shi, Actress i innych. Płyta ukaże się 20 stycznia (w wytwórni Double Six/ Domino).

Trasa koncertowa promująca nową płytę Cale'a została przełożona na luty. Muzyk podczas niej odwiedzi kilka krajów Zachodniej Europy, najwięcej koncertów da w Niemczech (LINK).  Przypominamy, że Cale rozpoczął karierę muzyczną w 1965 roku jako członek The Velvet Underground, opuścił zespół w 1968 roku i rozpoczął karierę solową. Wydał 16 solowych albumów studyjnych, z których ostatnim był M: Fans w 2016 roku, a także niezliczone albumy live i efekty rozmaitych projektów z innymi muzykami, w  tym z Nico.


Ukazała się zapowiedź nowego albumu Petera Gabriela, zatytułowanego i/o, jest to singiel Panopticom. Płyta ma się ukazać w tym roku i będzie to pierwszy album artysty od czasu Up z 2002 roku. W ramach trasy koncertowej promującej album i/o Peter Gabriel wystąpi 18 maja 2023 roku w krakowskiej Tauron Arenie. Bilety są już w sprzedaży.


Dwunasty w dorobku Katatonii album zatytułowany Sky Void of Stars opublikowany zostanie już  niedługo bo 20 stycznia 2023 roku nakładem Napalm Records. Już za to można zobaczyć teledysk do utworu Birds z tej płyty  A 25 stycznia zespół wystąpi w warszawskiej Stodole. Posłuchamy i opiszemy, jak zawsze zapowiada się świetnie.

Tego samego dnia, bo 20 stycznia 2023 roku będzie miał swoją premierę najnowszy, ósmy w dyskografii album Riverside, zatytułowany ID.Entity. Przedsprzedaż już ruszyła (LINK). Wydawnictwo promuje singiel, który gra powyżej. Podczas nagrań nowego albumu zespołowi towarzyszyła ekipa filmowa. Powstał film dokumentalny, który będzie można zobaczyć w trzech miejscach, 20 stycznia w Warszawie, 21 stycznia w Gdańsku i 22 stycznia w Katowicach. W repertuarze, oprócz prezentacji dokumentu i fragmentów albumu, odbędą się również spotkania z zespołem, które poprowadzi dziennikarz Kamil Wicik. W trakcie spotkań będzie można porozmawiać z zespołem, nabyć nowy album, zdobyć autograf czy zdjęcie (LINK).


Na koniec nie o nowym, ale starym albumie. Eurythmics świętują 40 lat wydania Sweet Dreams (Are Made Of This), która była częścią ich drugiego albumu wydanego 4 stycznia 1983 roku (LINK). Co dziś robią muzycy zespołu opisaliśmy TUTAJ.


Pora na kilka newsów filmowych. W dniu 6 stycznia na kanale Disney+ został wyświetlony dokument przedstawiający długą bo 90 letnią historię kultowego londyńskiego Abbey Road, który zawiera wywiady z Paulem McCartneyem i Ringo Starrem z The Beatles oraz wypowiedzi Eltona Johna, Nile'a Rodgersa, Noela i Liama Gallagherów, Rogera Watersa, George'a Lucasa i innych. Reżyserię filmu powierzono Mary McCartney, córce Paula i Lindy Eastman. Dokument przedstawia kluczowe momenty w muzycznej historii studia, od występów Edwarda Elgara i Jacqueline du Pré, przez nagrywanie słynnych albumów, takich jak Abbey Road The Beatles i Dark Side of the Moon Pink Floyd, po projekty kompozytorów z Hollywood, takich jak John Williams, który nagrał muzykę do Indiana Jones: Raiders Of The Lost Ark i do Star Wars (LINK). Trailer filmu powyżej.


Za to film z koncertu Briana Eno i Rogera Eno  Live at the Acropolis  zostanie pokazany w wybranych kinach w Wielkiej Brytanii 2 marca 2023 roku. Podczas tego wyjątkowego wydarzenia będzie można zobaczyć występ braci i towarzyszącego im zespołu w ateńskim amfiteatrze Odeon of Herodes Atticus w sierpniu 2021 r. w ramach corocznego Festiwalu Epidauros.

 

Kończymy bardzo pozytywną wiadomością. Nirvana, Heart i The Supremes otrzymają nagrody Grammy za całokształt twórczości. Ceremonia wręczenia odbędzie się 4 lutego, dzień przed główną uroczystością rozdania nagród Grammy (LINK). U nas gra Nirvana w wersji alternatywnej... Karzełek z reflektorem robi tutaj całą robotę...

Z dyrektorem cyrku rozmawia przez telefon artysta.
- Chciałbym się u pana zatrudnić.
- A co pan umie robić?
- Umiem połykać metrowej długości miecz.
- Eee, to ograny numer.
- Być może, ale ja mam tylko osiemdziesiąt centymetrów wzrostu.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 8 stycznia 2023

Ten album warto znać: From the Lions Mouth, z inspiracji Closer Joy Division i historia tragicznej śmierci wokalisty the Sound Adriana Borlanda

 


O drugim albumie the Sound z 1981 roku krążą opinie, że jest to jedna z najlepszych płyt post - punku, że można tutaj odnaleźć ducha the Doors, i że zespół zapisał się w historii muzyki w zasadzie swoim debiutem Jeopardy z 1980 roku i omawianym dziś albumem. Kilka razy zabierałem się za to dzieło i wreszcie do niego dojrzałem. Tak, to świetna płyta i nie ma wątpliwości, że należy nabyć ją do swojej kolekcji. 

Okładka przedstawia obraz z XIX wieku, brytyjskiego malarza Britona Rivire pt. Daniel w Jaskini Lwów. Jak wiadomo biblijny Daniel wyszedł zwycięsko z próby, ocalony przed śmiercią. Dlatego pewnie, ale i z powodu warstwy tekstowej, Jonathan Garrett (LINK) z NME stawia omawiany dziś album w konfrontacji do Closer zespołu Joy Division. Czy to aby trafna teza? Naszym zdaniem nie, co pokazujemy poniżej.

Warto wspomnieć, że w 1980 roku, kiedy Closer i LWTUA okupowały szczyty list najlepszych albumów i singli w UK, Joy Division stali się punktem odniesienia dla wielu zespołów nie tylko rynku brytyjskiego, ale też w innych krajach (u nas zresztą również). Garrett podkreśla (odnosząc się do oryginalnej recenzji albumu napisanej przez Andy Gilla), że teksty na płycie są uszyte z tego samego materiału, co teksty na Closer Joy Division, czy na the Holly Bible zespołu Manic Street Preachers, jednak the Sound unika pesymistycznego tarzania się w rzeczywistości. Autor zauważa też, że album nie spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem od razu po wydaniu, a dopiero po pewnym czasie. Jego legenda odżyła, po tragicznej śmierci gitarzysty, tekściarza i wokalisty the Sound Adriana Borlanda. 


Sprawa dość banalna - rozpad zespołu, niepowodzenia w solowej karierze. W końcu depresja, problemy z alkoholem i trzy próby samobójcze, ostatnia zakończona powodzeniem. 
 
Jakże wzruszająca jest recenzja solowego albumu Harmony and Destruction, Adriana Borlanda, napisana przez jego matkę - Lin - w 2002 roku (wersja archiwalna jest TUTAJ). Możemy dowiedzieć się, że artysta popełnił samobójstwo podczas nagrywania tej właśnie solowej płyty. Pierwszy tydzień nagrań przebiegał dobrze, Borland był pełen entuzjazmu. W drugim jednak nastąpiło załamanie, zignorował ostrzeżenia lekarzy i zbytnio się forsował. Jego matka twierdzi, że poświęcił swoje życie dla muzyki, a na wspomnianym solowym albumie opisuje wiele ze swoich problemów, między innymi alkoholizm i próby samobójcze (do tej płyty jeszcze wrócimy). Zatem jak widać, NME zbyt pozytywnie odebrało  From the Lions Mouth, bowiem z perspektywy czasu, Borland i Curtis skończyli tak samo. 
 
Adrian Borland bowiem, rzucił się pod pociąg. Miał 41 lat...


Przejdźmy zatem do omówienia samego albumu.

Na otwarcie Winning - rzeczywiście zgoła odmienne podejście niż Joy Division, bo utwór opowiada o tym, jak walczyć gdy wsparcie wkoło nas zawodzi. To ewidentnie nawiązanie do okładki i historii Daniela.


Miałem się utopić
Ale zacząłem pływać

Schodziłem w dół
Potem zacząłem wygrywać, wygrywać

Zwycięski 

Szkoda, że Borland nie pamiętał o tym tekście na końcu swojego życia... Po nim Sense of Purpose - optymistycznie o miłości. 

Spójrz mi w oczy
Zobacz pożądanie i miłość
Spójrz mi w oczy
Kiedy do ciebie mówię
Wezmę swoje życie
W moje ręce
To ja będę winić
Jestem tym, który rozumie


Contact the Fact jest bardziej mroczny, a wspominany optymizm od tej chwili gdzieś pryska... I znika do końca albumu.

Myślisz: świat, prawdziwy świat dla mnie
Oglądanie tego, jak odchodzisz, jest jak oglądanie filmu w zwolnionym tempie
Wszystko, czego dotknę, obraca się w pył
I wszyscy, do których się zwracam, zwracają się przeciwko mnie

W Skeletons sprawy zdają się jeszcze bardziej pogarszać...

W naszym sposobie bycia jest ziejąca dziura
Nie mając już nic do wypełnienia
Żadnego ciała, żadnej krwi, tylko złamana kość
Rama, na której możemy powiesić nasze życie

Żyjemy jak szkielety

Czy ktoś nie obudzi we mnie umarłych?
Czy ktoś nie strząśnie ze mnie kurzu?
Daj mi wody, daj mi chleba
Ale nie wystawiaj mnie na śmierć

Żyjemy jak szkielety

Czujemy się jak szkielety 

Judgement to drugi co najmniej genialny moment tego albumy, kończący jego stronę A. 

Nie mogę powiedzieć: teraz albo nigdy
Jeśli nie zaczniemy działać teraz, może to być teraz i na zawsze
Chwila jest bliska, chwila prawdy
Ale co cię tak śmiertelnie wystraszyło?

Jesteś taki nieruchomy, milczysz bez ruchu
Nie mogę patrzeć i czekać
Tylko po to, by zapłacić cenę twojego osądu

Będę naciskał, zważywszy na władzę
Przyciągnę cię blisko siebie
A jeśli upadnę, to z gracją
Nie żałuj, nie przelewaj na mnie swojej litości

Jesteś taki nieruchomy, czy jesteś kulawy?
Nie mogę patrzeć i czekać
Tylko po to, by wziąć na siebie winę za swój osąd

Czy naprawdę może istnieć ktoś nade mną
Kto mnie osądza, kiedy mój czas się kończy
Nie mogę uwierzyć, nie mogę uwierzyć
Że nie jestem tym, któremu powinienem ufać

Jest taki nieruchomy, cichy, nieruchomy
Nie mogę patrzeć i czekać
Tylko po to, by zapłacić cenę

Jest taki nieruchomy, milczy, nieruchomy
Nie mogę patrzeć i czekać
Tylko po to, by zapłacić cenę jego osądu
 

Poprzedni utwór znakomicie kontynuowany jest na otwarciu strony B. Fatal Flaw jest o uzależnieniu. Po nim Possession - piosenka o wewnętrznej walce dobra ze złem. The Fire zdaje się opisywać ogień serca wiodący narratora na zgubienie. To piosenka w nieco szybszym rytmie, lekko nawet trącająca o punk. Silent Air - trzeci moment kulminacyjny, pokazujący z jak wielkim zespołem mamy do czynienia. Genialny wręcz, z lekko nonszalanckim wokalem Borlanda, przynajmniej na początku. Nomen omen - na koncercie w 1984 roku Borland dedykuje ten utwór Ianowi Curtisowi i New Order:

Zważając, że to jego solowa kompozycja, czy po takiej dedykacji da się inaczej rozumieć tekst tego znakomitego utworu, jak nie słowa dla wokalisty Joy Division właśnie?

Grzmot w powietrzu
Przed burzą, która rozdziera
Gniew w moim sercu
Palec na moich ustach

Pokazałeś mi tę ciszę
To nawiedza ten niespokojny świat
Pokazałeś mi tę ciszę
Która potrafi mówić głośniej niż słowa

Słowa kończą się katastrofą
Na skałach, w kawałkach
Wiem, że coś tam żyje
Ale nie mogę powiedzieć, co to jest

Pokazałeś mi tę ciszę
To nawiedza ten niespokojny świat
Pokazałeś mi tę ciszę
Która potrafi mówić głośniej niż słowa

Album kończy New Dark Age, ponownie solowa kompozycja Borlanda. I wcale nie jest to wesoła piosenka.

W najciemniejszych czasach
Słychać najmroczniejsze lęki
I z najbezpieczniejszych miejsc
Przyjdą najodważniejsze słowa
Niektórzy prowadzą spokojne życie
By trzymać ten przerażony stary świat z daleka
Psy wyją na ulicy na zewnątrz
Więc zasłaniają okna, mając nadzieję, że one odejdą

Nacisk ze wszystkich stron
Wokół naszych uszu
Utknąłem w pokoju bez drzwi
Przez lata drapałem po ścianach
Wszystko, co mamy do pokazania, to kurz na podłodze
I oto nadchodzi nowy mroczny wiek

Łapię twój wzrok
Zanim upadnie na ziemię
Kończy nam się czas, oddech i para
Biegniemy w dół
Palą czarownice
Na wzgórzu kary
Umierający dowód w mocy władzy
Aby dokładnie się dokonało

W najciemniejszych czasach
Słychać najmroczniejsze lęki
I z najbezpieczniejszych miejsc
Przyjdą najodważniejsze słowa

Nacisk ze wszystkich stron
Schodzi wokół naszych uszu
Utknąłem w tym pokoju bez drzwi
Przez lata drapałem po ścianach
Wszystko, co mamy do pokazania, to kurz na podłodze

I połamaliśmy sobie palce
Złamali naszą wiarę
Złamaliśmy nasze serca tyle razy
Nie da się ich już złamać
Przez lata drapał po ścianach
Wszystko, co mamy do pokazania, to kurz na podłodze
I oto nadchodzi nowy mroczny wiek

W takim kontekście album  From the Lions Mouth należy uznać za album inspirowany Closer, a nie stojący w opozycji do niego. 

A teraz wyobraźmy sobie, że the Sound spotykają na swojej drodze Martina Hannetta i on okrasza to arcydzieło swoimi efektami specjalnymi... 

I tak album ten stanie wkrótce na półce koło  Closer. Bo w zasadzie historie obu albumów pokazały, że są one totalnie spójne, a analizy płyt należy dokonywać po latach, bo jak mawiają: czasem dopiero w epilogu zaczyna się prawdziwa historia.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

The Sound,  From the Lions Mouth, Korova, 1981, produkcja: The Sound i Hugh Jones. Tracklista: Winning, Sense of Purpose, Contact the Fact, Skeletons, Judgement, Fatal Flaw, Possession, The Fire, Silent Air, New Dark Age.

                   

sobota, 7 stycznia 2023

Bańka mydlana i koncepcja vanitas vanitatum, czyli o przemijaniu

Słomki zawsze sprawiały problemy…. Taki wniosek nasuwa się gdy pochylimy się nad problemami związanymi ze zmianami klimatu i zanieczyszczeniem środowiska, wśród których słomki są uważane za jeden z istotnych czynników zmian klimatycznych na naszej planecie.


A kiedyś? Słomki także powiązane były z poważnymi sprawami - służyły mianowicie do puszczania baniek, a te były obrazem przemijania i nicości. Marność nad marnościami i wszystko marność – ten znany cytat z biblijnej księgi Koheleta odnosi się do symboliki tzw. homo bulla, zrodzonego w starożytności, o którym już w I wieku p.n.e. Varro (116 - 27 pne) napisał w początkowych zdaniach pierwszej księgi swego dzieła De Re Rustica: Quod, ut dicitur, si est homo bulla, eo magis senex (bo jeśli, jak mówią, człowiek to bańka mydlana, tym bardziej jest nim starzec). Również Petroniusz (I wiek n.e.) w swoim Satyriconie, opłakując nagłą śmierć przyjaciela, z którego pogrzebu wraca stwierdza: Jesteśmy nikczemniejsi niż muchy; muchy mają swoje zalety, my jesteśmy tylko bańkami. W innym dziele literackim Lucian z Samosaty zauważa: wszyscy ludzie i ich życie wydają mi się tacy sami. Czy kiedykolwiek obserwowałeś te bąbelki, które tworzą się u stóp wodospadu? Piankę, która składa się z bąbelków? Maleńkie bańki pękają i znikają natychmiast… Tak wygląda życie człowieka.


Powszechnie uważa się jednak, że obraz zestawiający bańkę mydlaną z koncepcją vanitas vanitatum swoje apogeum osiągnął w okresie baroku (o sztuce wanitatywnej pisaliśmy m. in. TUTAJ). Ten temat w sztukach wizualnych spopularyzowali głównie malarze holenderscy, choć pojedyncze przykłady takich motywów możemy napotkać kilka stuleci wcześniej, już w średniowieczu, jak choćby we fragmencie bordiury zdobiącej jedną z kart brewiarza z końca XIV wieku, na której malarz wymalował małpę bawiącą się puszczaniem baniek (British Library, Additional 18851, f. 470v).

 

Z przytoczonych alegorii jednak wynika spójny sens, w którym czynność puszczania baniek łączono z obrazem dziecka i w ten sposób wyrażano kruchość życia, przemijanie a w końcu śmierć… Temat spopularyzował w czasach nowożytnych Erazm z Rotterdamu, który zamieścił przytoczone porzekadło o bańce autorstwa Varro i Luciana w swoim zbiorze przysłów opublikowanym w 1572 r. Od tej chwili motyw zaczyna pojawiać się często. Do najbardziej znanych należy rycina Hendrika Goltziusa (1594): przedstawia oparte na czaszce putto, który dmucha bańki - jedna z nich już pękła, inne unoszą się w powietrzu. W tle, ze znajdującego się tam kamiennego ołtarza unosi się dym, a na kamieniu pod stopami amorka widnieje napis Quis Evadet (Kto ucieknie?). W 1591 roku Francis Bacon stwierdził, że świat jest bańką, czyli inaczej, że bańka jest mikrokosmosem świata, w którym każdy pojedynczy element dąży do spełnienia swojego celu w ramach całości.


Innym wczesnym przykładem ukazania vanitas pod postacią mydlanych baniek jest portret Adama Wachendorfa (1564) namalowany przez Cornelisa Ketela, na odwrocie którego mamy putto wydmuchujące bańkę. Wkrótce podobne sceny zapełniły niderlandzkie ryciny i obrazy z XVIII wieku autorstwa Raphaela Sadeler, Jacquesa de Gheyna, Hendricka Goltziusa i Johannesa de Groota na których leniwie wylegujące się dzieci puszczają bańki, mając za oparcie czaszkę. Pewna zmiana nastąpiła wraz z wynalazkiem lepszego gatunku mydła, które dawało ładniejsze bańki, znacznie bardziej lśniące i większe. Dlatego obraz Jean-Baptiste-Siméona Chardina nie tyle odnosi się do ogólnej idei vanitas, co do melancholii i tęsknoty za utraconym dzieciństwem.




Widzimy zatem, że nie wszystkie wyobrażenia z mydlanymi bańkami i słomkami przedstawiają dzieci. W martwej naturze Vanitas: autoportret artysty, martwa natura Davida Bailly'ego z 1651 r. unoszące się bąbelki pojawiają się obok popiersi, świec, portretów i czaszek. Podobnie na malowidle Jana Steena (1663) nie ma portretu ale jest scena tawerny, w której muzycy grają, ludzie tańczą, jedzą i piją, podczas gdy dzieci bawią się puszczając bańki. Obecność ciętych kwiatów, połamanych muszli i baniek mydlanych przypomina nam o przemijaniu radości i krótkotrwałych przyjemności, ale niekoniecznie musi oznaczać przemijanie i wyrażać z tego powodu melancholię. I im bliżej naszym czasom, tym bańki na końcu słomki tracą swoją wymowę vaniatywną.

 




Dziewiętnastowieczni artyści, w tym Édouard Manet jak tylko mogli unikali skojarzeń baniek z przemijaniem. Czternasta pieśń Don Juana Byrona sugeruje, że bańka jest tylko dziecięcą zabawką. Na pewno na taki stan rzeczy miało wpływ odkrycie przez Newtona zjawiska załamania światła, które zgodnie z legendą zaobserwował na wydmuchiwanej przez dziecko mydlanej bańce.



A dzisiaj? Czym dzisiaj jest mydlana bańka? Karykaturą daremnych starań nieudolnych polityków? Częścią show-biznesu w reklamach towarów piorących? Wygląda na to, że nie wiążą się z nią głębsze odniesienia. Inaczej ma się rzecz ze słomkami. Te, po usunięciu z ich końca baniek stały się symbolem ostatecznego zniszczenia planety w wyniku niefrasobliwej działalności człowieka. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.