Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bruno S. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bruno S. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 kwietnia 2018

Kinowa jazda obowiązkowa: Zagadka Kaspara Hausera czyli każdy dla siebie i Bóg przeciwko wszystkim

W pierwotnym zamiarze Wernera Herzoga tytuł miał brzmieć: Każdy dla siebie i Bóg przeciwko wszystkim. Jest to film trudny, ambitny i poddany chyba milionom analiz, bowiem uważany za jeden z najważniejszych filmów w historii kina. Jednocześnie to debiut Brunona S. naturszczyka, o którego życiu i zaangażowaniu przez Herzoga pisaliśmy wcześniej (TUTAJ). Ważne jest to, że grajek Bruno S. syn prostytutki, miał bardzo zbliżony życiorys do Kaspara, z tym, że historia Hausera zaczyna się w 1828 roku. Był przez 16 lat więziony i mało było o nim wiadomo. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach.

Film rozpoczyna się od scen pokazujących dość dorosłego Kaspara, więzionego w lochu i karmionego chlebem i wodą. 



Odwiedza go człowiek (w pewnym momencie nazywa siebie ojcem, później w liście stwierdza że nim jednak nie jest) który próbuje go uczyć chodzić i pisać.


Po jakimś czasie pozostawia go z gotowym listem na rynku miasteczka N. w którym dzieje się akcja filmu (oryginalny Kaspar pochodził z Norymbergi). W liście opisana jest jego historia, a list skierowany jest do wysokiego rangą wojskowego, gdzie Kaspara doprowadza jeden z mieszkańców miasteczka, z centrum pustego rynku na którym stoi nieprzystosowany do życia bohater.

    
Wojskowy i urzędnicy zajmują się Kasparem, oceniają jego stan w wszystko protokołują.  Postanawiają umieścić go w wieży dla znajd i przestępców, po czym kiedy nabywa podstawowych manier decydują, że musi na siebie zarabiać w miejscowym cyrku.



W cyrku przedstawiany jest jako dziwoląg, i w końcu stamtąd ucieka trafiając pod opiekę jednego z dobrze sytuowanych mieszkańców.


W domu podczas rozmów poznaje czym jest religia, coraz bardziej doświadcza, jakimi okrutnymi istotami potrafią być ludzie. Zostaje dotkliwie pobity i doznaje, podczas utraty świadomości, wizji ludzi idących pod górę we mgle. Na górze jest tylko śmierć. Kaspar obcuje z przyrodą, zaczyna też nieudolnie spisywać historię swojego życia. 




Jego inność jednak powoduje, że nie znajduje akceptacji. W końcu zostaje śmiertelnie raniony nożem przez nieznajomego, który wręcza mu sakiewkę z listem. Przybiega z krwawiącą raną do człowieka u którego mieszka, jednak ten zamiast udzielić mu pomocy, najpierw pyta o miejsce w którym to się stało, po czym jest tam prowadzony przez krwawiącego Kaspara. Czyta list z sakiewki. W liście jest tylko informacja, że Hauser może rozpoznać nieznajomego i poinformować skąd pochodzi, a on sam chce zaoszczędzić Hauserowi trudu i sam ma zamiar powiedzieć skąd przybył. Chce nawet ujawnić swoje nazwisko. Tego jednak finalnie nie poznajemy. Hauser na łożu śmierci proszony o wyjawienie co leży mu na sercu, opowiada przypowieść o ślepym przewodniku, który kieruje karawanę przez pustynię.


Nagle ludzie spostrzegają przed sobą góry, ale ślepy przewodnik smakuje piasku i kieruje grupę cały czas tą samą drogą. Gór nie ma a pojawia się miasto, z tym że nikt nie wie co w tym mieście ma się wydarzyć. Hauser umiera a sekcja zwłok wykazuje anomalie mózgu i wątroby.



Teraz urzędnicy będą mogli spać spokojnie, bo wszystkie niedostosowania bohatera znalazły swoją przyczynę w anomaliach budowy jego ciała.  

Kilka refleksji po obejrzeniu filmu. Można wyobrazić sobie, że film pokazuje człowieka tabula rasa fizycznie dojrzałego jednak w pełni nieświadomego, oraz proces kształtowania i zapisywania tej tablicy przez otoczenie. Przemoc, materializm, zaspokajanie potrzeb i szukanie winnych wkoło, byle tylko poza sobą. W końcu zrzucenie winy na ofiarę, na człowieka niedostosowanego, bo tak jest najwygodniej. Ile razy słyszymy opinię o ludziach np. popełniających samobójstwa, że musieli to być ludzie nienormalni, mający coś nie po kolei w głowie? Ile w tym zachowań mających na celu tylko i wyłącznie uspokajanie siebie i własnego sumienia? Bo co to właściwie zmieni?   


I najsmutniejszy w tym wszystkim jest fakt, że bez względu na to kto umrze, psy będą szczekały a karawana pójdzie dalej. Świat będzie istniał i funkcjonował, a jeden zgon w tę czy tamtą nie zatrzyma tłumu idącego pod górę, którą widział w wyobraźni Kasper Hauser. Górę życia, na szczycie której nie czeka nic innego, poza śmiercią.

czwartek, 5 kwietnia 2018

Ostatnie transmisje Bruno Schleinsteina, grajacego rolę Stroszka w ulubionym filmie Iana Curtisa

Bruno Schleinstein, znany szerokiemu światu jako Bruno S. (2.06.1932 - 11.08.2010) - to aktor naturszczyk, grający w dwóch filmach  Wernera Herzoga. Jako miejsce jego urodzenia podaje się Berlin, choć nie jest to pewna informacja (TUTAJ).  Przede wszystkim, co ważne dla fanów Joy Division, grał rolę Bruno Stroszka, w ulubionym filmie Iana Curtisa (o związkach tego filmu z samobójstwem Curtisa pisałem TUTAJ). W filmie Control i 24 Hours Party People pokazane są sceny ze Stroszka, które Ian Curtis ogląda na krótko przed samobójstwem (np. scena licytacji domu na kółkach należącego do Bruno Stroszka w Wisconsin). 

Bruno S. był niechcianym dzieckiem prostytutki, bity przez matkę do nieprzytomności w wieku 3 lat popadł w stan śmierci klinicznej, co prawdopodobnie spowodowało u niego chorobę psychiczną. Z tego powodu Niemcy w czasach nazistowskich poddawali go eksperymentom medycznym. Od dzieciństwa przez 23 lata błąkał się po różnych zakładach dla psychicznie chorych, izbach dziecka, więzieniach i schroniskach dla bezdomnych. Tam nigdy nikt go nie odwiedzał, nikt go też wcześniej nie znał. Będąc bezdomnym często włamywał się do samochodów w których spał. Imał się różnych prac, m.in. był kierowcą wózków widłowych, w końcu zajął się śpiewem, grą na akordeonie i cymbałkach na placach Berlina (nigdy nie prosił o datki), mówi się, że stworzył swój styl. Nie miał przyjaciół, żył w kompletnej izolacji (TUTAJ).

Mawiał, że nie śpiewa piosenek tylko je transmituje. Jedna z nich pt. Myśli są wolne mówiła o niemożliwości odnalezienia schronienia nawet we własnych myślach. 


Wcześniej grał w dokumencie  o ulicznych grajkach: Es blies ein Jäger wohl in sein Horn z 1970 roku (film ten jest niedostępny w Internecie) i to właśnie po jego obejrzeniu Werner Herzog postanowił powierzyć mu rolę Kaspara w Zagadce Kaspara Hausera a później Bruna w Stroszku. Tak stał się kultowym aktorem.


Ale poza aktorstwem w dwóch filmach Herzoga na prawdę interesowały go poza-aktorskie obszary działalności. Poniżej krótki film pokazujący jak mieszkał, jego reakcja na film Stroszek i opowieść o jednej z grafik, bo Bruno S. aktorem został z przymusu, na prawdę czuł się artystą, komponował, grał i malował. 


W 2002 roku Miron Zownir nakręcił o nim film dokumentalny  (poniżej trailer):


Jego obrazy natomiast wystawiono na wystawie artystów outsiderów w Nowym Jorku w 2004 roku.







Poniżej film, który przedstawia autora pracującego nad swoim ostatnim obrazem. Pozostał niedokończony a bazował na piosence  Mamatschi (tłumaczenie z niemieckiego TUTAJ): 
  
Był sobie raz mały chłopczyk,
Który słodko, pięknie błagał:
"Mamusiu, podaruj mi konika
Taki konik byłby dla mnie rajem"
Ten mały mężczyzna otrzymał
Parę marcepanowych siwków
Popatrzył na nie, rozpłakał się i powiedział
"Takich koni nie chciałem"

Mamusiu, podaruj mi konika
Taki konik byłby dla mnie rajem
Mamusiu, takich koni nie chciałem

Czas mijał

Chłopiec zażyczył sobie
Od św. Mikołaja konika
Pod choinkę otrzymał to
Co sobie życzył
Na stole stały cztery konie zrobione z drzewa
Pomalowane lakierem
Popatrzył na nie, rozpłakał się i powiedział
"Takich koni nie chciałem"

Mamusiu, podaruj mi konika
Taki konik byłby dla mnie rajem
Mamusiu, takich koni nie chciałem

Minęło wiele lat
Z chłopca stał się mężczyzną
Któregoś dnia przed bramą
Zatrzymał się wspaniały zaprząg
Przed wozem stały cztery konie
Bogato zdobione i piękne
Przybyły aby zabrać jego kochaną matkę
Wtedy przypomniały mu się jego dziecięce lata

Mamusiu, podaruj mi konika
Taki konik byłby dla mnie rajem
Mamusiu, pogrzebowych koni nie chciałem 


Niedokończony obraz przedstawia karawan konny, ale konie nie posiadają głów. Autor skomentował ten fakt mówiąc, że ich głowy są już po tamtej stronie. Krótko później sam się tam znalazł.    


A to ostatni utrwalony koncert artysty, do repertuaru dołączył dzwonki (widać prawdopodobnie postępującą chorobę Parkinsona):


Zapis pochodzi z czerwca 2010, dwa miesiące później zmarł na serce. Mam swój umysł i potrafię myśleć, a moje myśli są jasne - tak mawiał. Jego prochy pochowano na Cmentarzu św. Mateusza w Berlinie 15.10.2010 roku, przy akompaniamencie małej orkiestry.






Wszystko przemija, nic nie jest trwałe. Sława, pieniądze stają się niczym w obliczu śmierci. Teraz, po tamtej stronie, Bruno Schleinstein razem z Ianem Curtisem, mają dużo czasu na dyskusje o filmie, muzyce i co ważniejsze, o przemijaniu. Niestety transmisje z tych spotkań są dla nas (jak na razie) niedostępne. 

Jak na razie.

Więcej: TUTAJ i TUTAJ