Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beggars Banquet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beggars Banquet. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 października 2023

Co się dzieje z nimi dzisiaj? John Fryer z 4AD: od Depeche Mode do This Mortal Coil

Pewnego wrześniowego dnia 1979 roku 21 letni John Fryer zapukał do drzwi Blackwing Studios w Londynie. Był wówczas początkującym fotografem, który marzył o karierze projektanta. Ale że był to czas, gdy punk stawał się coraz bardziej popularny, jak grzyby po deszczu wyrastały nowe kapele i Fryer, który miał znajomego pogrywającego trochę w jakimś zespole, który miał nagrać demo w Blackwing Studios, wybrał się aby w tym pomóc.



Blackwing Studios mieściło się w opuszczonym kościele, który został zbombardowany podczas nalotów na Londyn w 1941 roku. Właścicielem studia był Eric Radcliffe, producent utworów wielu angielskich grup nowofalowych i synthpopowych. Fryer został nie tylko przyjęty przez niego do pracy, ale szybko stał się jego asystentem i uczniem. Początki jednak były trudne - zaczynał od parzenia wszystkim herbaty, sprzątania toalet i studio, a że był chętny i do pracy i do nauki, zlecano mu coraz więcej obowiązków. Stał się koproducentem wydawnictw m.in. z Fad Gadget, lecz nie oszczędzał się, pracował bez przerwy, przechodząc płynnie od jednego nagrania do drugiego.



W 1981 Fryer był już technikiem przy Speak & Spell, debiutanckim albumie Depeche Mode. Wkrótce stal się głównym inżynierem dźwięku wytwórni i przez dziesięć lat wyprodukował wszystko, co tylko wychodziło ze znakiem Blackwing Studio. Zajmował się nagraniami takich artystów jak Bruce Gilbert i Graham Lewis z Wire, a także grup Dome, Yazoo (Warto zerknąć TUTAJ)  i niemieckiego zespołu Xmal Deutchland (pisaliśmy o nim TUTAJ). Rozpoczął także współpracę z artystami innych wytwórni, takich jak 4AD , Mute i Beggar's Banquet (pisaliśmy o nich TUTAJ i TUTAJ) , co czasem owocowało jeszcze innymi korzyściami, np.: Daniel Miller z Mute Records bardzo interesował się technologią i zawsze przynosił na nagrania do Blackwing Studios najnowsze syntezatory i automaty perkusyjne. Był pomysłowy, dzięki niemu zespoły z 4AD Cocteau Twins, i Clan of Xymox osiągnęły niepowtarzalne brzmienie. Fryer ostatecznie stał się jednym z dwóch stałych członków głównego projektu 4AD, This Mortal Coil (TUTAJ) , drugim był założyciel wytwórni Ivo Watts-Russell  (TUTAJ).

Twórczość Fryera przyciągnęła uwagę Trenta Reznora, który wybrał go do nagrania Pretty Hate Machine – albumu Nine Inch Nails (TUTAJ). A potem zwabieni jakością nagrań ciągnęli do Fryera różni inni artyści, prezentujący rozmaite gatunki muzyki. Ilość projektów wymienionych choćby na stronie Discogs.com jest imponująca (LINK) . Ma także swój udział w ścieżkach dźwiękowych kilku filmów, w tym Clerks (1994), Seven (1995), Mortal Kombat, Johnny Mnemonic (1995), Mortal Kombat: More Kombat (1996), Faust (2001), Resident Evil: Apocalypse (2004), a to tylko niektóre z tytułów.


O tym co robił można by naprawdę długo i dużo pisać. Lecz co robi teraz? Od jakieś dekady Fryer wreszcie może tworzyć własną muzykę.  Zaczął od powrotu do starego projektu jakim był założony w latach 80. XX wieku Dark Drive, który w 2011 roku wydał debiutancki krążek Noise In My Head, a niedługo potem aż dwie nowe płyty  Muricidae i Silver Ghost Shimmer.

Rozpoczął także współpracę z Chrystą Bell, protegowaną amerykańskiego reżysera Davida Lyncha. Bell wykonała na przykład ulubiony utwór Lyncha jakim jest  Song For The Siren przeboju This Mortal Coil. Słynny reżyser chciał nawet go wykorzystać w jednym ze swoich obrazów ale okazało się to zbyt skomplikowane. Potem zaangażował się w projekt  Silver Ghost Shimmer, gdzie grając w duecie z Pinky Turzo, wydał dwa teledyski z piosenkami nasyconymi stylizacjami ultra-retro.

We współpracy z Louise Fraser utworzył  Muricidae, osiągając to samo prawie brzmienie, które fani znają  z This Mortal Coil i The Hope Blister. Oprawę wizualną Muricidae opracował Roxx z 2spirit Tattoo z siedzibą w San Francisco. Wybór tatuażysty zamiast artysty komercyjnego odzwierciedla niezależnego ducha, jaki Fryer wnosi do swojej pracy twórczej.

Swoje pomysły realizuje często sam i to rezygnując z reklamy, a w zasadzie decydując się na samodzielność nawet w tej dziedzinie. Sam nagrywa i sam reklamuje wydawnictwa w Internecie, korzystając z mediów społecznościowych.
 


Udziela wielu wywiadów lecz mówi w nich tylko o muzyce. Nie ujawnia żadnych informacji z życia prywatnego. I trudno natrafić w sieci na choć na ślad takich wiadomości. Ale, że Internety nie płoną, dla naszych ciekawskich czytelników dowiedzieliśmy się, że w 2006 roku ten producent i muzyk pochodzący z Anglii przeniósł do Oslo i założył tam studio nagraniowe. Co go do tego skłoniło? Po prostu miłość. Artysta sprzedał mieszkanie w Londynie, gdzie poznał młodszą o 20 lat Norweżkę Hannę Røskaft, stylistkę i właścicielkę oddziału sieci fryzjerskiej H2 przy Portobello Road w Londynie i przeprowadził się na Grünerløkka w Oslo, do mieszkania, które wyglądało niemal jak wunderkammer. Dużo miejsca w nim zajmowały czaszki, stworzenia mitologiczne i antyczne meble.

W Norwegii John Fryer założył własne studio, miał kilka wykładów na miejscowym uniwersytecie,  współpracował z takimi artystami jak Ulver, Castro, Mmm, Atle Pettersen, Seven, Ranheim, Zeromancer i Ronni Le Tekrö. Jego pierwszą tamtejszą produkcją był debiutancki album dla The School w 2006 roku, który został nagrany w Larsville Studio w Trondheim. Ta data 2006 roku, a szczególnie dzień 6 czerwca był dla niego istotny. Tego dnia w małej miejscowości Hell wziął ślub. Ceremonia podobno przypominała plan filmowy. Około 30 gości ubranych głównie na czarno i czerwono, panna młoda w czerni i tatuażach. Jedyną białą postacią był katolicki ksiądz, który udzielał im ślubu. Wybór daty z trzema szóstkami i miejsca miał, według Hanny zamienić coś negatywnego w coś pozytywnego.
 


Ale małżeństwo chyba nie okazało się trwałe. Hanna Røskaft na swoich mediach społecznościowych określa się wprawdzie jako mężatka, lecz podając datę zawarcia związku wpisuje rok 2018. I zamieszcza fotografie z innym panem…
 

A Fryer? Przeniósł się do Los Angeles. I w 2016 roku uruchomił nowy projekt muzyczny o nazwie Black Needle Noise, w którym współpracuje z wokalistami reprezentującymi wiele gatunków muzyki popularnej, m.in. z takimi jak: Jarboe (Swans), Ledfoot, Elena Alice Fossi z Kirlian Camera, Betsy Martin z Caterwaul, Bill Leeb (Front Line Assembly, Delerium), Mimi Page, Jennie Vee, Sivert Høyem i Beca. Ale to nie wszystko. Trzeba przyznać, że mnogość projektów w których bierze udział może przyprawić o zawrót głowy. Tylko w przeciągu ostatnich dwóch lat nagrał (a w zasadzie opracował) nowe wydawnictwa dla Zyna Hel Elektra (znana także jako Elizabeth Electra) z Glasgow (My Armour LINK), zremiksował muzykę filmową do chilijskiego obrazu  El Niño del Plomo w 2022 roku (LINK), a w lutym tego roku z Lisą Kekaulą wydał nowy album. Jeden z utworów na nim – Rise - powstał na potrzeby krótkiego filmu dokumentalnego o protestach w Los Angeles spowodowanych śmiercią George’a Floyda (LINK).

I pewnie jeszcze Jonhn Fryer - muzyk i producent ma dużo więcej pomysłów, tak więc musimy nastawić się i poczekać na kolejne single, Ep-ki i albumy. W jednym z wywiadów tak powiedział o sobie: Psychiatra kiedyś tak stwierdził "W twoich żyłach płynie sztuka". Myślę, że muzyka jest częścią mojego DNA (LINK).
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


piątek, 2 lipca 2021

Wspomnień czar: Wywiad Tomasza Słonia z Ivo Watts Russelem, założycielem 4AD dla NON STOP (1987) , cz.1


Tomasza Słonia poznaliśmy przy okazji jego książki o zespole Dead Can Dance (TUTAJ). Okazuje się, że dziennikarz dość aktywnie działał w obszarze przybliżania polskim czytelnikom wytwórni 4AD, bowiem w lutym 1987 roku w czasopiśmie NON STOP (był to dodatek do Tygodnika Demokratycznego) ukazał się jego wywiad z założycielem 4AD Ivo Watts Russelem (warto zobaczyć TUTAJ). Ponieważ jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami różnych dziwnych pamiątek, dzisiaj kilka kluczowych cytatów z tego wywiadu. 

Zanim jednak je przybliżymy warto dodać, że oczywiście Tygodnika Demokratycznego nikt o zdrowych zmysłach nie czytał. Ale dodatek do niego - jak najbardziej. Problem jednak był w tym, że NON STOP, bo o nim mowa, ukazywał się w limitowanym nakładzie i na ohydnej jakości papierze. Trzeba było nieźle się nagimnastykować, żeby go zdobyć, bo ukazywał się również nieregularnie. Takie to były czasy. Jeszcze nie jeden raz zaskoczymy naszych czytelników ciekawymi materiałami z tego czasopisma, a teraz przejdźmy do wywiadu. 

Jesteśmy w złotym okresie 4AD, przypomnijmy że w tym roku Dead Can Dance wydaje swój najlepszy album (Tomasz Słoń w swojej książce uważa go za najlepszy album 4AD jako wytwórni), Cocteau Twins jest po wydaniu arcydzieła Victorialand, a This Mortal Coil po Filigree and Shadow - też doskonałym albumie.


Wywiad nosi tytuł Traktuję Muzykę Bardzo Poważnie. 

O początkach wytwórni: W 1979 roku zdecydowałem się, z dnia na dzień, na pracę w niezależnej wytwórni. Miałem za sobą 4 lata pracy dla Beggars Banquet (warto zobaczyć TUTAJ) jako sprzedawca w sklepie z płytami. Wystartowaliśmy we dwóch, ja i Peter Kent. Początkowo 4AD była częścią Beggars Banquet i mieliśmy im wyszukiwać nowe twarze. Po roku zdałem sobie jednak sprawę, że taki układ mi nie odpowiada, no i staliśmy się samodzielną wytwórnią.

O ideologii 4AD: Nic z tych rzeczy. Są wytwórnie, które w momencie powstania, podkreślają swoją odrębność i inność, jak np. ZTT. Jest to fajna rzecz, ale na krótką metę. Startowaliśmy w niezwykłym okresie w historii muzyki, kiedy pojawiła się ta druga fala wykonawców zrodzonych z punk - rocka, zaczynających coraz bardziej eksperymentować i poszukiwać, robiących krok naprzód w stosunku do roku 1976. Jako 4AD chcieliśmy być częścią tego nurtu, pracować z zespołami, które przyjmowały podobny do naszego punkt widzenia na muzykę. Oczywiście dziś istnieje pewna kontynuacja tego, co robiliśmy kiedyś, bowiem zawsze na płytach 4AD ukazywała się muzyka, będąca odzwierciedleniem tego co lubię, co mnie inspiruje i fascynuje. Sami wykonawcy zapewne nie widzą tego i z pewnością niebyt podoba im się ten rodzaj nieuchwytnej nieco identyfikacji i wspólnoty, lecz dla mnie jest to sprawa bardzo istotna. Traktuję bowiem muzykę bardzo poważnie. Poza tym myślę, że elementem łączącym wszystkich ludzi z 4AD jest wiara, iż muzyka to coś niezwykle ważnego w pewnych okresach naszego życia.


O odejściach z 4AD (najpierw Bauhaus): Trzej wykonawcy, trzy różne przyczyny. Jako pierwszy rozstał się z nami zespół Bauhaus. Ich muzyka, po roku współpracy z 4AD przestała mnie interesować. Poza tym zespół był bardzo zainteresowany w odniesieniu sukcesu, co samo w sobie nie jest złym nastawieniem, ale nie za wszelką cenę. Przeszedł więc do Beggars Banquet, co było logiczną konsekwencją jego dążeń. Mimo iż był naszym najpopularniejszym wówczas wykonawcą, dobrze się stało, że się rozstaliśmy. Po prostu mogliśmy, co się okazało w przyszłości sprawą niezwykle ważną, oprzeć i rozwinąć dalszą działalność na nowych wykonawcach, nowych pomysłach muzycznych, dalekich od tradycyjnych źródeł inspiracji. Tak więc ambicje Bauhaus i ich plany, różne od tego, co chciałem zrobić, zdecydowały o naszym rozstaniu.


O odejściu Birthday Party: Stało się to z czysto finansowych przyczyn. Nie mogłem po prostu wspierać ich wszystkich planów i zamierzeń.


O odejściu X-Mal Deutschland: Wiem, że pchnąłem ten zespół w określonym kierunku. Potem jednak, nie byłem w stanie zmusić go do zmian, poszukiwań czegoś nowego, mówiąc krótko - do rozwoju muzycznego. To było coś, czego nie potrafili zrozumieć. Pamiętam jedną z rozmów z Wolfgangiem (Ellerbrock - basista zespołu) który powiedział mi wówczas: "ludzie lubią to, co robimy, po co się zmieniać?" Przed nagraniem LP Tocsin zapowiedziałem im, że będę pracował z nimi przy tej płycie, a po jej wydaniu pożegnaliśmy się. Niedawno podpisali kontrakt z Phonogramem i nie ukrywam, że z zainteresowaniem będę śledził ich losy.

O początkach współpracy z Cocteau Twins: Pewnego dnia Robin i Elizabeth przyjechali do Londynu zobaczyć koncert Birthday Party. To był ich ulubiony zespół i jeździli za nim prawie wszędzie. Robin wykorzystał pobyt w Londynie by wręczyć mi taśmę z próbnymi nagraniami duetu. W tym czasie pracowałem w jednym ze studiów pod Londynem i wracając do domu samochodem wieczorem włączyłem jedną z trzech taśm, jakie miałem wówczas ze sobą, właśnie Cocteau Twins. [Nagrania] nie miały nic wspólnego z tym, co znamy z płyt. Ich jakość była fatalna, ale przebijała z nich jakaś dziwna moc, coś niezwykłego. Zadzwoniłem więc po powrocie pod numer telefonu podany na kasecie i...


Czy ukierunkował zespół? Nie, raczej nie. Jako producent pracuję z zespołem, i tylko na początku ich działalności - gdy brakuje im doświadczenia w pracy w studio nagraniowym. Zawsze zachęcam ludzi do tego, by sami dla siebie byli producentami. W przypadku Cocteau Twins istniał jeszcze jeden problem. Elizabeth i Robin byli wtedy bardzo, bardzo nieśmiałymi i spokojnymi ludźmi, wiec gdy byliśmy w studiu, ktoś musiał podejmować ostateczne decyzje. Dlatego też byłem współproducentem Garlands (warto zobaczyć TUTAJ) nie zdając sobie zupełnie sprawy, w jakim kierunku zespół podąży później. Myślę, że oni już wtedy wiedzieli i na szczęście Robin w pewnym momencie przełamał się, i jest dziś samowystarczalnym artystą - zarówno realizatorem dźwięku jak i doskonałym producentem.

Tyle na dzisiaj, w kolejnej części przedstawimy myśli Ivo o This Mortal Coil, Dead Can Dance, Throwing Muses i planach wytwórni. 

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.              

czwartek, 8 sierpnia 2019

Martin Mills i potęga niezależnej wytwórni Beggars Banquet Records

Niedawno zaprezentowaliśmy w połączonym cyklu Niezapomniane koncerty i Z mojej płytoteki album Dreamtime z nagraniem koncertu The Cult, który miał miejsce w the Lyceum TUTAJ (o Lyceum pisaliśmy z kolei TUTAJ   przy okazji opisu największego koncertu Joy Division 29 lutego 1980 r.). Ale revenons à nos mouton – płytę Dreamtime, jak i omawiane niedawno wydawnictwo the Bolshoi (TUTAJ), wydała wytwórnia Beggars Banquet Records, ta sama w której strukturach działa malutka, lecz jakże istotna wytwórnia 4AD (o wydawanych przez nią płytach piszemy TUTAJ), założona przez Ivo Watts Russell’a, brytyjskiego, zubożałego arystokratę, o którym pisaliśmy TUTAJ. Beggars Banquet także nie zaistniałaby bez wizji innej, wybitnej indywidualności, którą był (i jest) Martin Mills. 

Zaczynał on prawie pół wieku temu, w 1974 r., od jednego sklepu z płytami, podobnie zresztą jak Richard Branson z Virgin Records o czym pisaliśmy TUTAJ. Wkrótce potem Mills swój sklep przekształcił w wytwórnię płytową a następnie w grupę medialną złożoną z wielu pomniejszych wydawnictw muzycznych.

Obecnie Beggars Records jest jedną z największych na świecie niezależnych wytwórni płytowych, a mimo to jej właściciel pozostał tym samym wielbicielem muzyki, co na początku. Co więcej - nie zajmuje luksusowego biura w Kensington, na wzór trzech największych wytwórni płytowych - Universal, Sony i Warner - lecz prowadzi swoją firmę z niewielkiego mieszkania w domu położonym w cichej dzielnicy w Wandsworth, w południowo-zachodnim Londynie. 

Kuchnia służy mu za sekretariat, salon ze stołem do gry w ping-ponga w razie potrzeby staje się salą konferencyjną, a piwnica to magazyn zastawiony skrzynkami z płytami. Dom kupił w 1984 r. a potem powiększył go o cztery sąsiednie posesje, łącząc je niczym króliczą norkę w jeden ciąg pomieszczeń, wśród których są dwa wieloosobowe apartamenty dla artystów.

 
To, że kwatera główna Beggars Records to kilka domków, a nie zwykłe biuro, dobrze pasuje do osobowości właściciela firmy. Jego sposób prowadzenia interesów też jest zupełnie inny. Mills ceni sobie niemal rodzinne kontakty z muzykami To miłe, gdy masz artystów na górze, którzy przychodzą na piwo w porze lunchu w piżamie - zauważył w jednym z wywiadów - Może zabrzmi to niesamowicie banalnie, ale jesteśmy w tym dla muzyki. Tak naprawdę nie jesteśmy w tym dla pieniędzy. Takie postawienie sprawy opłaciło się, bo dzięki kilku pomniejszym spółkom - XL, 4AD, Matador, Rough Trade i Young Turks - firma konsekwentnie plasuje się w czołówce światowej sceny muzycznej. Pod jej logo występują The Pixies, The Prodigy, The White Stripes i The xx, a w ostatnich latach Adele, która sprzedała ponad 35 milionów kopii swoich dwóch albumów.

A wszystko zaczęło się w 1977 roku od dwóch 7-calowych singli punkowego zespołu The Lurkers. Tak to nie tak dawno wspominał Martin Mills: Pod naszym sklepem w Fulham mieliśmy piwnicę, którą zamieniliśmy w salę prób, w której ćwiczyły punkowe zespoły, takie jak Generation X (o the Lurkers i Generation-X pisaliśmy TUTAJ  - przypis własny). Jednym z zespołów, które ćwiczyły tam był The Lurkers. Menedżer sklepu, Mike Stone, zaczął zarządzać zespołem, ponieważ potrzebowali pomocy. Potem on potrzebował pomocy, więc my zaczęliśmy nimi zarządzać [Martin Mills i Nick Austin] i próbować uzyskać dla nich umowę - ale nie mogliśmy. To był rok 1976 i wtedy nie było zbyt wielu wytwórni, a każda z nich podpisała już kontrakt z jednym punkowym zespołem  - to było to (to był ten problem). Więc zabraliśmy się za nagrywanie w sposób, który jest teraz naturalny dla prawie każdego zespołu. Ale wtedy to była niezwykła rzecz. Bo wtedy nie było mapy drogowej. Nie było małych niezależnych firm fonograficznych. Zaplanowaliśmy więc w jaki sposób nagrywać samemu. (…) Ostatecznie wydaliśmy nasz pierwszy singiel The Lurkers wkrótce po tym, gdy Stiff wydał „Buy 1”, a Nick Lowe i Chiswick także wypuścili pierwszy singiel. Więc nasza trójka zaczęła działać prawie w tym samym czasie. Szczerze mówiąc, była to świetna zabawa i bułka z masłem, ponieważ wokół było tak mało punkowych singli, że ludzie kupowali wszystko co było. Był to więc całkowicie niewolny rynek. Zrobiliśmy więc kolejny singiel Lurkers, który był równie zabawny co poprzedni. Potem pomyśleliśmy, wypuśćmy album, i zrobiliśmy to. Był to Streets, album z punkową kompilacją nagrań wszystkich niezależnych wytwórni, które wówczas nagle powstały. Po tym wydaliśmy album Lurkersów, który uplasował się w pierwszej dwudziestce (LINK).

Z biegiem lat Beggars wydał muzykę w niemal każdym z możliwych gatunków - punk, goth, synth-pop, folk- rock, indie i wiele innych. Obecnie jest jedną z największych niezależnych grup muzycznych w Wielkiej Brytanii, ma biura również w Nowym Jorku i pięciu stolicach europejskich, a także spółki joint venture w Hiszpanii i Australii.

Kiedy Mills założył Beggars w 1976 roku, muzyka była nagrywana wyłącznie na winylowych płytach. Potem doszły nowe nośniki lecz płyty winylowe były tłoczone cały czas. Obecnie przeżywają swój renesans, a Beggars Group odegrał poważną rolę w tym odrodzeniu płyty winylowej sprzedając je poprzez sieć sklepów płytowych Rough Trade, których jest współwłaścicielem. Sprzedaż płyt LP w Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku wyniosła 1,29 mln egzemplarzy co było najwyższym wynikiem od 20 lat. Popyt jest tak wysoki, że zakłady produkcji winylu osiągają granice swoich możliwości. Martin Mills, twierdzi, że sprzedaż detaliczna nadal odgrywa kluczową rolę w konsolidacji ogromnej społeczności miłośników muzyki, którzy wspierają nowe zespoły i kolejne produkcje. Miłośnicy winylu twierdzą, że przyciąga ich wyjątkowe brzmienie płyt analogowych i fakt, że są to fizyczne artefakty, zawierające okładki z ciekawą grafiką oraz z tekstami.  Lecz w porównaniu ze sprzedażą cyfrową rynek płyt analogowych pozostaje na poziomie niszowym. Mills dostrzega nowe możliwości jakie dają istniejące platformy muzyczne takie jak YouToube czy Spotify. Jego firma, gładko przeszła na technologię cyfrową, co mu się bardzo opłaciło. Każdego roku Beggars odnotowuje sprzedaż swoich produktów na poziomie 50 milionów funtów, z czego około dwie trzecie pochodzi z pobrań i transmisji strumieniowej, a reszta z płyt CD i winylowych. Mills widzi możliwości jakie daje muzyka rozprowadzana drogą elektroniczną i jako jeden z niewielu producentów  jest wielkim zwolennikiem tego, co Spotify.com wprowadziło na rynek.

Po latach ostrożnej pracy i konsekwentnej, powolnej ekspansji imperium Mills’a rozciąga się od Nowego Jorku do Melbourne przez Tokio. Nie tak dawno ten wieczny punk założył garnitur i udał się do Pałacu Buckingham, aby otrzymać od królowej tytuł szlachecki za usługi dla przemysłu muzycznego. I chociaż firmy utrzymujące się ze sprzedaży płyt ponoszą wielkie straty z powodu szerzącego się piractwa internetowego, Beggars, twierdzi, on sam wychodzi te tego niemal bez szwanku, ponieważ fani muzyki są wielkimi pasjonatami i bardziej szanują artystę niż przeciętny słuchacz. A poza tym on sam i jego firmy nie próbują sprzedawać ludziom tego, czego oni chcą, starają się sprzedawać ludziom to, o czym jeszcze nie wiedzą.

Cóż dodać? Może jeszcze to, że Martin Mills  urodził się 12 maja 1949 r., dorastał w Buckinghamshire i Oxfordshire i uczęszczał do Berkhamsted i Magdalen College Schools. Ukończył filozofię, politykę i ekonomię w Oriel College w Oksfordzie w 1970 roku. Beggars Banquet założył w roku 1974, początkowo jako sklep z płytami, a od 1977 r. już jako wytwórnię.  W latach 1987-2000 był członkiem Rady BPI, organu zarządzającego branżą nagraniową, a także dyrektorem zespołu ds. spraw licencyjnych wytwórni płytowych, PPL i VPL, oraz członkiem rządowego Forum Przemysłu Muzycznego. Był aktywnie zaangażowany w rozwój i zachowanie niezależnej dystrybucji płyt w Wielkiej Brytanii oraz w promowanie interesów niezależnego sektora wydawców. Mieszka w Ham, w Londynie i w Antibes, we Francji, z żoną Yvonne i dwójką dzieci (LINK).
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 31 lipca 2019

Z mojej płytoteki: the Bolshoi - dzieła zebrane wydawnictwa Beggars Banquet...


Każdy lubiący nostalgiczne klimaty nowo/chłodnofalowe lat 80-tych na pewno kojarzy the Bolshoi, co najmniej ich wielki hit Sunday Morning. Dzisiaj kilka słów o kolekcji z dorobku tego właśnie zespołu - the Bolshoi - 5 albums, która została wydana w 2015 roku przez Beggars Banquet w serii Beggarsarchive. Swoją drogą mało która wytwórnia tak walczy z usuwaniem swoich materiałów z YT jak oni, co moim zdaniem nie ma sensu. Myślę, że wielu ludzi (w tym ja sam) kupuje płyty po zapoznaniu się z ich zawartością w sieci, bez czego nie poznałbym wielu interesujących zespołów... 

Odnośnie omawianej dziś kolekcji CD to poza pięcioma krążkami, zawiera jeszcze miniksiążeczkę z pełnym opisem wydawnictwa.
Słowem wstępnym opatrzył je David Paul Wyatt Perko, menadżer, który w bardzo ciekawy sposób przedstawił nie tylko (mówiąc oględnie) dość skomplikowaną, osobowość lidera the Bolshoi, czyli Trevora Tannera, ale i klimat tamtych lat. 

Perko opowiada, kiedy to pewnego deszczowego dnia w 1985 roku znudzony przelatywał pilotem między kanałami w TV. W pewnym momencie natrafił na wywiad z jakimś muzykiem, który na pytanie co go kręci, udzielił odpowiedzi że ... hamburgery. Perko zirytował się taką nonszalancją i pomyślał, jak tylko zaczęto odtwarzać teledysk do piosenki Happy Boy z singla Giants zespołu, że na pewno to bedzie lipa i zaraz zmieni kanał. Tak jednak się nie stało, został oczarowany...

Przyznaje, że wtedy słuchał m.in. the Alarm, Japan, a jego pasja do Kate Bush, Cocteau Twins czy This Mortail Coil dopiero się rodziła. 

W 1989 roku skończył szkołę artystyczną (specjalność komunikacja wizualna) i jego marzeniem było przenieść się do Londynu i tam zatrudnić jako projektant okładek, chciał też zaprojektować okładkę czwartego albumu the Bolshoi. To niestety się nie udało, a dopiero 10 lat później, podczas wywiadu z Trevorem Tannerem dla swojego pisma Fright X, poczuł, że z gitarzystą i frontmanem zespołu łączy ich coś co nazwał creative connection. Ale dopiero w 2004 roku rozpoczęli współpracę. 

Kierownictwo wytwórni Beggars Banquet zatrudniło go do pracy nad albumem  Country Live. Nie tylko pozwolono mu zaprojektować okładkę, ale i brał udział w realizacji piosenek. Udzielał się także na kolejnym wydawnictwie zespołu pt. Voyage of Peculiarieties.
Muzycznie nie ma się co czarować, jest to gratka dla fanów zespołu i chłodnych brzmień. Pierwsza płyta - Giants, posiada znacząco rozszerzoną tracklistę o bonusowe utwory (zasadniczych piosenek jest 6, bonusów aż 11). Wśród dodatkowych piosenek mamy dema utworów Away, czy Sunday Morning. Wiadomo, te zostały umieszczone na drugim i moim zdaniem najlepszym, albumie w dorobku grupy, mianowicie Friends. Ten najeżony jest hitami... Dwa z nich poniżej, najpierw otwierający album, niesamowity Away:

a po  nim, wspomniany na początku wpisu, największy hit zespołu - czyli Sunday Morning:

Na mnie jednak największe wrażenie z tej płyty robi Looking for A Live to Lose. Może nie brzmi on najlepiej w wersji koncertowej, ale warto zobaczyć jak to wyglądało, co daje też niezły obraz frontmana grupy... 

 
Oczywiście i na tej płycie, obok 10 zasadniczych piosenek mamy 7 bonusów. Pozostałe albumy, nie są już tak udane... Niemniej są na nich hity, na Lindy's Party mamy przecież słynnego TV Mana. 
Pozostałe wydawnictwa będą jeszcze przedmiotem naszych wpisów. Na razie myślę, że tym, którzy zapomnieli o the Bolshoi udało nam się zespół przypomnieć, a tych którzy nie znali - nim zainteresować.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.  

Na koniec bonus, jak długo nie zdejmą, przenieśmy się do cudownych lat 80-tych a dokładnie do roku 1985:

 

The Bolshoi 5 Albums, Beggars Banquet 2015, produkcja: The Bolshoi, Giants, tracklista: Fly, Sliding Seagulls, Hail Mary, Giants, Happy Boy (Original Mix), By The River,     Bonus Tracks: Foxes, M.F.P., Billy's New Boots, Sob Story, Amsterdam, Crosstown Traffic, Boxes, Holiday By The Sea, Away (Demo), Sunday Morning (Demo), Books On The Bonfire (Demo). Friends, tracklista: Away, Modern Man, Someone's Daughter, Sunday Morning, Looking For A Life To Lose, Romeo In Clover (Call Girls), Books On The Bonfire, Pardon Me, Fat And Jealous, Waspy, Bonus Tracks: A Funny Thing..., Boss, Razzle Dazzle, Black Black Black, Toys Xmas Party, Pardon Me (Demo), Fat And Jealous (Demo). Lindy's Party, tracklista: Auntie Jean, Please, Crack In Smile, Swings And Roundabouts, She Don't Know, T.V. Man, Can You Believe It, Rainy Day, Barrowlands, Lindy's Party, Bonus Tracks: Please (12" Single Mix), West Of London Town, T.V. Man (7" Single Edit), Strawberries And Cream, I'm Depressed (We All Die). Country Life, tracklista: World In Action, Under The Shed, What's Your Favourite Coulour, Country Life, We Don't Want Him Here, Boy From The Nursery World, Long Tall Sally In A Black Dress, Too Late, Out There In The Distance, Castaway, Delores Jones, Yee Hee, Madame Hecate, Last Chance For The Slow Dance, Everything Is Done For You Today, Voyage Of Peculiarities, trackista: Let Sleeping Dogs Lie, I Know, Half Past Six, When Big Girls Cry, Singing The Blues, Lullaby, Sad Story, Rockin' Bird, Bonus: Live 1986, Modern Man, Family Farm, Someone's Daughter, Books On The Bonfire, Pardon Me, Looking For A Life To Lose, Away, Billie Jean / Take Me To The River.

środa, 24 lipca 2019

Z mojej płytoteki/ niezapomniane koncerty: The Cult - Dreamtime/ live at the Lyceum 1984

Jeśli zapytam, o jakiej bardzo ważnej płycie nurtu chłodnofalowego lat 80-tych jeszcze nie pisaliśmy i dlaczego, to odpowiedź będzie jedna. Chodzi o znakomity Dreamtime zespołu the Cult. Nie pisaliśmy o nim bo płytę mam w  swojej kolekcji i to oryginał z epoki, natomiast z YouTube album jest notorycznie usuwany. 

Postanowiłem zatem połączyć przyjemne z pożytecznym i przedstawić płytę wraz z koncertem, który też znika z YT z prędkością światła. Jako całość (jeden film) został wielokrotnie usunięty i jest praktycznie niedostępny, natomiast można go złożyć z pojedynczych piosenek, co uczyniliśmy (choć niestety jest kilka utworów audio, ale na szczęście z tego samego koncertu) i dlatego dzisiaj możemy tego wszystkiego posłuchać i obejrzeć. 

Sam album Dreamtime to debiut zespołu wydany w 1984 roku. Jest znakomity, mroczny, okraszony niesamowitym wokalem Iana Astbury i gitarą Billy Duffyego.

Okładka, zaprojektowana przez Davida Fathersa robi niesamowite wrażenie, wygląda jak skóra węża a grafika nawiązuje do tytułu. Po drugiej stronie zdjęcia członków zespołu (autorstwa Paula Venninga, który jest też autorem ilustracji) i tracklista. 

Całość wydana przez Beggars Banquet.

Ciekawostką jest koperta w której umieszczono winyl. Po jednej stronie znajduje się tekst tytułowego utworu:
po drugiej natomiast notatka, że celem otrzymania dodatkowych informacji o zespole czy tekstów, należy napisać na adres wytwórni, i nie zapomnieć o dołączeniu dużej, zaadresowanej do siebie koperty ze znaczkiem (tzw. S.A.E - stamp addressed envelope). Są też podziękowania i informacja o dostępnym na kasecie VHS koncercie (pamiętajmy, że jesteśmy w epoce przed DVD i Internetem...).

Płyta posiada bardzo ciekawą grafikę również na krążku, z nadrukiem zdjęcia wokalisty,Iana Astbury. 

Album udało mi się zakupić, po dość długich polowaniach, na jednej z aukcji internetowych, w stanie idealnym. Właśnie spojrzałem, tak są dostępne nawet teraz w cenach od 12 do 40 USD w zależności od jakości.
A koncert? Dziś prezentujemy go w wersji rozszerzonej, która ukazała się w 1996 roku w Kanadzie. Zespół poprzez bardzo klarowne brzmienie (dwie gitary i perkusja) wprowadza dość charakterystyczny klimat. Do moich faworytów należą - pierwsze dwa utwory, czyli 83rd Dream i God's ZOO, jak i nastrojowy A Flower in the Desert.


Jednak absolutnym mistrzostwem świata i jednym z najlepszych utworów the Cult jest niesamowity Butterflies... 

The wild wide eye with her painted wing
She crushed the gray boy
Don't you know my selfishness was my suicide
Her painted wing became my suicide, suicide
The whole world did not start to cry
They just got inside me
And now they walk behind me
They walk behind me
They walk behind me
Oh lord
Like little dogs
Like stony dogs, you know
Stony dogs
Stony dogs
They walk behind me, oh lord
They walk
Behind me
Behind me, oh lord 


A to czy Astbury wykonuje fragment moonwalka (ok.2:18) pod wpływem Jacksona, czy też wymyślił go sam - pozostaje pytaniem otwartym... Niemniej wykonanie tego utworu, jak i zresztą kilku innych pokazuje, że the Cult dysponowali wtedy doskonałymi muzykami, bowiem nie tylko gitara, czy wokal ale i sekcja rytmiczna (Nigel Preston na perkusji i Jamie Stewart na basie) są absolutnie bez zarzutu...

Czy ktoś dzisiaj jeszcze tak gra? 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


The Cult - Dreamtime, Beggars Banquet 1984, realizator nagrań: John Brand, tracklista: Horse Nation, Spiritwalker, 83rd Dream, Butterflies, Go West, Gimmick, A Flower In the Desert,Dreamtime, Rider in the Snow, Bad Medicine Waltz. 

DVD - Dreamtime live in the Lyceum, 20.05.1984, tracklista: 83rd Dream, Gods Zoo, Gimmick, Bad Medicine Waltz, A Flower In The Desert, Go West (Crazy Spinning Circles), Butterflies, Dreamtime, Christians, Spiritwalker, Horse Nation, Bone Bag, Ghost Dance, Brothers Grimm, Moya.