Pokazywanie postów oznaczonych etykietą futuryzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą futuryzm. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 września 2022

Pora na performance, czyli dlaczego homar miałby być śmieszniejszy od psa?

Pokazujemy na naszym blogu rozmaite przejawy tego co ogólnie nazywa się sztuką. Można zatem powiedzieć, że jesteśmy otwarci. I tolerancyjni. Choć wolimy piosenki które znamy. Ale na szczęście tolerancja to nie afirmacja. Dlatego po kilku postach o uznanych dziełach sztuki typu Mona Lisa, czy o rzeźbach z brązu dzisiaj zajmiemy się czymś dla odmiany bardzo popularnym i takim na czasie. Aby dłużej nie trzymać naszych czytelników w niepewności, krótko mówiąc dzisiaj pora na performance. 

Termin ten obecnie jest używany i wręcz nadużywany. Gdy ktoś zobaczy coś co niby jest sztuką, a nie wie jak to zakwalifikować, określa to co widzi mianem performance. Nie zawsze jednak jest to właściwe. 

Performance według definicji jest to rodzaj ulotnych działań wykonywanych przez artystę w obecności widzów bądź przed kamerą. Zrodził się on w XX wieku, choć pierwsze działania performatywne datują się znacznie wcześniej. Za jeden z pierwszych uważa się widowisko plenerowe zorganizowane podczas Rewolucji Francuskiej przez malarza, Jacques-Louis Davida, oficjalnego propagandysty  reżimu, inaugurujące nową religię państwową czyli Kult Istoty Najwyższej, który miał zastąpić Kościół katolicki. Impreza, pod przewodnictwem głównego terrorysty Reign of Terror, Maximiliana Robespierre, odbyła się na Polu Marsowym w Paryżu 8 czerwca 1794 roku. Głównym elementem widowiska była góra zwieńczoną zapalonymi pochodniami i kolumną z posągiem bóstwa. U stóp góry podobny wizerunek ciągnęli na platformie żołnierze. Podobne, totalitarne widowiska były organizowane w czasie Rewolucji Październikowej, wypełniały je rekonstruowane sceny szturmu bolszewików na Pałac Zimowy w Petersburgu. A jeszcze później podczas wieców z udziałem Hitlera. Były to jednak zdarzenia, które nie oddziałały szerzej na twórczość artystyczną. 

Aż zdarzyło się coś, co zawładnęło wyobraźnią twórców: w połowie XX wieku Gérarda de Nerval wybrał się na spacer po Paryżu, ciągnąc za sobą na długiej niebieskiej wstążce homara o imieniu Thibault. Poproszony o wyjaśnienie, Nerval podobno odparł: Dlaczego homar miałby być śmieszniejszy od psa?” I tu mamy wyjaśnienie sukcesu jaki odniósł ów poeta, odkrył on bowiem, że dobry performance musi szokować.


I tak to się zaczęło: Powołany do życia przez poetę Filippo Tommaso Marinettiego w swoim manifeście z 1909 roku, futuryzm celebrował prowokację. Sprytnie korzystał z emocji, jakie może wzbudzać kontrowersje i wyreżyserował serię serate futuriste (Wieczorów futurystycznych) oferujących menu z odczytów poezji i wystaw malarskich. Politycznie naładowane obelgi były również rzucane w widzów z nadzieją wywołania zamieszek, nierzadko ze skutkiem. W międzyczasie poszczególni artyści, tacy jak Giacomo Balla, Luigi Russolo i Fortunato Depero, tworzyli dzieła, które trudno zakwalifikować, było tam wszystko, od lalek po specjalnie skonstruowane instrumenty ryczące atonalnym hałasem.

Pierwsza wojna światowa zakończyła pewną epokę w Europie. Zniknął car oraz niemiecki i austriacki kajzer. Ale podczas gdy włoski futuryzm i jego rosyjski odpowiednik ogłosili koniec starego porządku, nowy ruch Dada miał o wiele bardziej negatywny pogląd na wojnę jej następstwa. Dada wywodził się z grupy pisarzy, poetów i artystów - wśród nich są nazwiska Emmy Hennings, Hugo Balla, Tristana Tzary, Marcela Janco - którzy zebrali się w Cabaret Voltaire w Zurychu zimą 1915 roku na purnonsensowe recitale, które zdawały się sugerować, że absurd jest jedyną adekwatną odpowiedzią na rozpadający się świat. W powojennym Berlinie, gdzie atmosfera żalu z powodu przegranej Niemiec unosiła się w powietrzu, performance przybrał kostium czarnego humoru. George Grosz podczas przemarszu przez miasto: For Dada Death (1918) założył maskę w kształcie uśmiechniętej czaszki. 


Z kolei w nowojorskim kręgu dadaistów, do którego należał Duchamp popularną skandalistką była baronowa Elsa von Freytag-Loringhoven, której tytuł arystokratyczny wywodził się z krótkotrwałego małżeństwa. Urodzona jako Elsa Hildegard Plötz w Polsce przybyła do Nowego Jorku w 1913 roku. Była artystką, tworzyła rzeźby ze znalezionych śmieci, z jakiś niepotrzebnych drobiazgów, ale tak naprawdę głównym materiałem, który wykorzystywała było jej ciało. Jako orędowniczka wolnej miłości często wędrowała po Greenwich Village w biustonoszu zrobionym z puszek po pulpie pomidorowej i z klatką dla ptaków na szyi z żywymi kanarkami w środku. Przyjaźniła się z Duchampem i niektórzy krytycy sztuki spekulują, że to ona przysłała mu pisuar, który wywołał taki skandal na wystawie Towarzystwa Artystów Niezależnych w 1917 roku. Jeszcze wcześniej bo w 1912 roku wystąpiła publicznie naga, pocierając ciało gazetą z artykułem o Duchampie i deklamując Marcel, Marcel, kocham cię jak diabli, Marcel. W 1921 roku zagrała w filmie Man Raya Baroness Elsa von Freytag-Loringhoven Goli Włosy Łonowe, w którym zagrała tytułową rolę. Man Ray i Duchamp zniszczyli jego negatyw, ale przetrwały niektóre fotosy.

Jak widzimy, to co teraz proponują nam artyści jest tylko marnym naśladownictwem akcji sprzed ponad wieku. Nawet to co robi Marina Abramovic (TUTAJ) nie jest tak obrazoburcze jak tamte zdarzenia. Reasumując, sztuka performance okazała się płaszczyzną, w granicach której prowokacja, ponadczasowość i brak granic są wielokrotnie wykorzystywane jako pomysły działań. Ale aby dokładniej jeszcze wyjaśnić czym jest modny nadal performance i odróżnić go od happeningu, instalacji oraz innych ulotnych przykładów sztuki konceptualnej przytaczamy obrazową ściągę zamieszczoną przez jednego z internautów:

Jak narobisz komuś na wycieraczkę, zapukasz do drzwi i poprosisz o papier - to jest performance.

Jak narobisz i sobie pójdziesz - to jest instalacja.

Jak narobisz i rozsmarujesz na drzwiach - to jest malarstwo przestrzenne.

Jak narobisz i rozsmarujesz na ścianie - to jest mural.

Jak narobisz i wygłosisz monolog o wolności defekacji współczesnego człowieka - to jest manifest.

Jak narobisz razem ze znajomymi - to jest happening.

Jak narobisz razem ze znajomymi a potem to podeptacie - to jest collage.

Sama kupa na wycieraczce jako taka to (jeszcze) oczywiście awangarda.

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 25 lipca 2021

Dazzle Ships OMD, czyli od Petera Saville'a do Edwarda Wadswortha lub odwrotnie

Dazzle Ships to czwarty studyjny album angielskiego zespołu Orchestral Maneuvers in the Dark (OMD), wydany 4 marca 1983 roku. Tytuł i okładka płyty zaprojektowana przez Petera Saville'a nawiązuje do obrazu Edwarda Wadswortha z 1919 roku zatytułowanego Dazzle-ships in Drydock at Liverpool (1919) znajdującego się w zbiorach National Gallery of Canada w Ottawie. Tym samym Saville po raz kolejny dał wyraz zamiłowaniu do stylistyki futurystów (LINK).




Edward Alexander Wadsworth ARA (1889 – 1949) najchętniej malował pejzaże, krajobrazy marynistyczne i martwe natury. Artysta pochodził z Yorkshire, urodził się w rodzinie zamożnego przemysłowca. Uczęszczał do Bradford School of Art i Slade School of Art w Londynie, gdzie doceniano jego talent przyznając mu nagrody za pejzaże, lecz na jego twórczość największy wpływ miała wojna i funkcja jaką wówczas pełnił. Otóż podczas I wojny światowej służył w marynarce wojennej jako oficer wywiadu, zajmując się kamuflażem okrętów. Jak ważne było to zadanie zrozumiemy, gdy uzmysłowimy sobie, że okręty wojenne w tamtym czasie miały napęd żaglowy lub parowy i były dość powolne. Przeciwko nim Niemcy wysyłały swoje łodzie podwodne, które niepostrzeżenie podpływały blisko okrętów alianckich i je zatapiały… Straty ludzkie takich ataków były ogromne, bo agresor nawet gdyby chciał, nie mógłby pomóc załogom zniszczonej floty. Małe łodzie podwodne ledwie mieściły załogę. Dlatego zaczęto stosować technikę kamuflażu, biorąc wzór ze świata natury. Już na początku wojny brytyjski embriolog John Graham Kerr (1869-1957) zauważył, że niektóre duże zwierzęta, takie jak zebry, przemieszczają się w dużych stadach a jednocześnie pozostają ukryte. Kerr napisał list o swoich spostrzeżeniach do Pierwszego Lorda Admiralicji, Winstona Churchilla, stwierdzając, że „Konieczne jest przełamanie regularności konturu, a można to łatwo osiągnąć za pomocą silnie kontrastujących odcieni… żyrafa, zebra czy jaguar mają wygląd, który rzuca się w oczy w muzeum, ale w naturze, zwłaszcza w ruchu, jest cudownie trudne do zauważenia”.




Churchill szybko nakazał wprowadzenie częściowego kolorowania statków, co, jak zauważono, utrudniło wrogim statkom i okrętom podwodnym dokładne określenie odległości dzielącej je od nich. Mimo, że w Dardanelach flota aliancka poniosła klęskę, po której marynarka powróciła do zwykłego szarego koloru, niemniej zanim wojna się skończyła, ponad dwa tysiące statków zostało pokolorowanych i to jaskrawo, czego nie ukazują fotografie, które wtedy były przecież czarno-białe.  Projekty zakamuflowanych Dazzle zostały najpierw przetestowane na modelach w Królewskiej Akademii Sztuk w Burlington House w Londynie, które oglądano przez peryskopy, aby określić skuteczność pomysłu.




Wadsworth był zafascynowany efektami wizualnymi statków pokrytych kamuflażem. Dowodem na to jest jego cykl czarno-białych drzeworytów. I chociaż malarz stał się w latach 30 surrealistą, został zapamiętany głównie z powodu serii grafik Dazzle.


Po zakończonej służbie wojskowej artysta swoją służbę i odczucia z nią związane uczcił wspomnianym obrazem Dazzle-Ships w Drydock w Liverpoolu z 1919 roku. W 2014 roku galeria Tate Liverpool zleciła wenezuelskiemu artyście Carlosowi Cruz-Diezowi pomalowanie statku Edmund Gardner z okazji Biennale w Liverpoolu (LINK). Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Pstrokaty okręt z czasów wojny zaskoczył czystymi, oślepiającymi barwami zgromadzonych widzów, stając się nieoczekiwanym hołdem złożonym twórczości Edwarda Wadswortha i jego monochromatycznym drzeworytom.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 8 grudnia 2020

Prace Sidneya Hurwitza: Portret, krajobraz i martwa natura ery przemysłowej

Ryczący samochód, który zdaje się pędzić po taśmie karabinu maszynowego, jest piękniejszy od Nike z Samotraki.*  Zdanie to wypowiedział Marinetti, guru futuryzmu. Jego idee podchwycili konstruktywiści i literaci. W Polsce sloganem: Miasto, masa, maszyna odpowiedział mu Tadeusz Peiper, wyznaczając tym samym nowe wyzwania stojące przed poezją. Wierzył on w rozwój cywilizacji, w harmonijne współdziałanie człowieka ze światem maszyn (nota bene już w latach 20. XX wieku przewidział możliwość bezpośredniej komunikacji za pomocą urządzenia mieszczącego się w kieszonce kamizelki). Ten świat - świat maszyn - stał się tematem twórczości wielu artystów. Pisaliśmy już o niektórych: o malarzach - Jacku Clarksonie (TUTAJ) i Charlesie Sheelerze (TUTAJ) oraz fotografie Matthew Christopherze (TUTAJ). Dzisiaj natomiast chcemy zademonstrować prace Sidneya Hurwitza (ur. 1932 ). 

Hurwitz rysuje maszyny i architekturę przemysłową. Znieruchomiałe bryły i plątaninę zżeranych przez rdzę metalowych konstrukcji. Rejestruje pieczołowicie opuszczone urządzenia, które przecież tak niedawno stawiano z nadzieją na wspaniały efekt. Z tych oczekiwań nie zostało zbyt wiele, skoro ukazane konstrukcje nie są już używane. Lecz na grafikach Hurwitza dostały szansę na nowe życie - stały się za jego sprawą gigantycznymi dziełami sztuki, monumentalną rzeźbą, działającą na przestrzeń swoją masą i efektami światłocienia. 







Z wielu akwatint wybraliśmy te, które według nas najlepiej przywołują światło i cień oraz rejestrują zawiłą geometrię brył stworzonych z cegieł i cementu, stali i kamienia, dźwigarów i belek. Artysta pokazał nam iż silosy, a także rury, kanały , otwory wentylacyjne, szopy, kominy, taśmociągi, balustrady i drabiny niosą w sobie nieoczekiwany ładunek poezji i nostalgii. On sam nazwał je portretem, krajobrazem i martwą naturą ery przemysłowej (LINK). 







Ta fascynacja porzuconymi w latach 80. ośrodkami przemysłowymi doprowadziła do rozkwitu twórczości Hurwitza, który ukończył przecież studia w końcu lat 50. W ostatnim ćwierćwieczu XX wieku odwiedzał opuszczone zakłady okolic Bostonu, Ohio w stanie Indiana i w Maryland. W tym ostatnim wielkie wrażenie na nim wywarł kompleks przemysłowy Bethlehem Steel Company w Sparrows Point, produkujący kiedyś stal do budowy okrętów. Był także dwukrotnie we Włoszech  (w 1990 i 2002 roku), gdzie także robił zdjęcia, a z nich grafiki prezentujące tamtejsze industrialne konstrukcje. W 2002 r. udał się z kolei do Duisburga w Niemczech, aby przyjrzeć się nieczynnej hucie Thyssen-Krupp AG, która została zamknięta w 1985 r. Tak samo tam, jak i podczas zwiedzania młynów  w Betlejem w Pensylwanii, widok gigantycznej instalacji – nieczynnej i nieruchomej - i całkowicie opuszczonej, był dla artysty doświadczeniem niemal mistycznym, a na pewno niesamowitym (LINK). Mamy nadzieję, że tak samo odczują to nasi czytelnicy. 

*F.T. Marinetti, Akt założycielski. Manifest futurystyczny, cyt. za: G. Gazda, Futuryzm w Polsce, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk: Ossolineum, 1974, s. 42.

Prace Sidneya Hurwitza prezentowane w naszym opisie pochodzą z TEJ strony, można na niej zobaczyć ich więcej. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 3 września 2020

Jack Clarkson: industrialny krajobraz - budynki-klocki i butelkowate kominy cegielni

Nauczył mnie patrzeć na postać ludzką jak na masę przechylającą się w tę i inną stronę, a nie jak na kontur. Tak Jack Clarkson (1906-1986) wspominał swojego nauczyciela, a jednocześnie autorytet malarski i przyjaciela, Henryego Moorea. On sam zaczynał wejście w świat sztuki w zasadzie od garncarstwa, od lepienia rzeźb z gliny. Po tym, gdy ukończył studia  w Keighley School of Art i Royal College of Art sam został   wykładowcą na wydziale rzeźby w Sheffield College of Art i w dyrektorem Newcastle-under-Lyme Art School.

Dlaczego o tym piszemy? Bo prace Clarksona, ukazujące industrialny krajobraz i budynki regionu Potteries w Staffordshire, nie dowodzą aby ich autor był tak ważną personą. Wręcz przeciwnie, są pełne humoru i owego zachwytu nad światem, który znamionuje rysunki dzieci, zapamiętale malujące prostokątne domki ze spadzistymi dachami i kominami, skąd oczywiście zazwyczaj leci dym. Ale to tylko pozór. Bo baczny obserwator zauważy idealnie zastosowaną linearną perspektywę, świetnie dobraną kolorystykę i zakomponowane pomiędzy domami i fabrykami ludzkie sylwetki, ukazane schematycznie, lecz na niektórych pracach nie pozbawione cech indywidualizmu. Świat utrwalony przez Clarksona staje się odrębną, bajkową krainą, gdzie po mostkach biegną pudełeczka wagoników ciągnionych przez lokomotywki a zza budynków-klocków wystają butelkowate kominy cegielni…

W jego malarstwie dostrzega się pewną twórczą grę. Otóż część pejzaży to konwencjonalne studia architektoniczne, lecz spora część dzieł świadczy o artystycznych poszukiwaniach Clarksona. Budynki zmieniają się w geometryczne bryły, tak samo jak i kręcący się przy nich ludzie. Wszystko staje się jednością, co podkreśla użyta paleta barw, utrzymana w odcieniach szarości nasyconej tonami ugrów i kobaltu.











Jednak jak bardzo szczegółowe są obrazy Clarksona świadczy fakt, namalowane przez niego budynki z Newcastle-under-Lyme i sąsiednich miast traktowane są jako dokument, ponieważ niektóre z nich zostały później zburzone i można je obecnie znaleźć tylko na jego pejzażach. Ukazują zatem bezpowrotnie zaginiony świat.

Prace Jacka Clarksona można obejrzeć na stałej ekspozycji w Muzeum Brampton (Newcastle-under-Lyme), Laing Art Gallery w Newcastle-upon-Tyne oraz w Cartwright Hall w Bradford (LINK).


Wkrótce u nas kolejni nieznani artyści, i jeśli chcecie ich poznać - czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 20 sierpnia 2020

Zoltan Sepeshy z Detroit: obowiązkiem artysty jest patrzeć w przyszłość, a nie wstecz

Powszechnie kojarzony z amerykańskim malarstwem regionalnym, precyzyjny styl Zoltana Sepeshyego (1898-1974) realizował futurystyczny kierunek sztuki, który malarz określił następująco: obowiązkiem artysty jest patrzeć w przyszłość, a nie wstecz.

Zoltan Sepeshy żył długo. Widział upadek swojego arystokratycznego świata (urodził się w zamożnej, węgierskiej rodzinie na terenie Cesarstwa Austro-Węgierskiego), obie wojny światowe, rewolucję polityczną i obyczajową. On sam stylowo także dojrzewał i zmieniał się. zaczął od realizmu i impresjonizmu, po czym zafascynował się futuryzmem i innymi izmami, które wybuchły w okresie międzywojnia. Jego życie także obfitowało w nagłe zwroty akcji.

Był jedynym synem, potomkiem starego, szlacheckiego, węgierskiego rodu. Jak sam wspominał, w młodości zajmował się głównie zabawą i polowaniami. Po okresie nauki w akademiach sztuk pięknych Budapeszcie i Wiedniu, w 1921 r. za namową swojego ojca wyjechał do wuja do Detroit w Stanach Zjednoczonych. Detroit w latach dwudziestych XX wieku było ważnym ośrodkiem przemysłu i handlu i miejscem, w którym było wielkie zapotrzebowanie, głód sztuki. Obrazy Sepeshyego sprzedawały się tam na pniu, wśród jego klientów byli adwokaci, lekarze, przemysłowcy. A on malował to, co go otaczało: mosty kolejowe, fabryki, górników, zwykłe sceny miejskie, bezrobotnych mieszkańców parku. Malował zarówno małe obrazki, jak i duże murale. I podróżował. Zjechał znaczną część Stanów Zjednoczonych, odwiedził Nowy Meksyk w 1923 r., gdzie pracował z Walterem Uferem, a w latach 1928-29 udał się do Europy.

Nic zatem dziwnego, iż w latach dwudziestych Sepeshy stał się ważnym artystą w Detroit. Miał tam wiele wystaw indywidualnych i w końcu rozpoczął karierę nauczycielską. Potem znalazł uznanie ośrodków opiniotwórczych czego skutkiem stały się liczne wystawy w Nowym Jorku i Chicago. Ukoronowaniem jego kariery była nominacja w 1947 r., po śmierci Eliela Saarinena, na dyrektora Cranbrook School (LINK), wiodącej placówki kulturalnej w Detroit, a następnie w 1957 r. na jej prezesa, wyznaczając kierunek działalności instytucji do swojego przejścia na emeryturę w 1966 r.

To są jednak didaskalia, a nas interesuje przede wszystkim sztuka. A tutaj, twórczość Zoltana Sepeshy oferuje wszystko, no prawie wszystko…. Jest jak supermarket, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Bo mamy realistyczne, z nutą impresjonizmu i futurystyczne pejzaże, surrealistyczne krajobrazy w stylu Chirico, weduty miejskie na wzór Hoppera, zabawy formą, która ulega kubistycznej i futurystycznej deformacji… Spójrzmy zresztą na kilka obrazów z jego spuścizny, obejmującej paręset dzieł sztuki. Trzeba jeszcze dodać, iż mimo aury nowoczesności, Sepeshy malował starą techniką: temperą tłustą na spoiwie jajecznym, nawet w 1946 roku napisał książkę instruktażową o malowaniu temperą.













Sztuka to dziedzina, która nie zna granic. Kiedy jesteś zmęczony lub rozczarowany wszystkim innym na ziemi, zwracasz się ku sztuce

To kolejna złota myśl Zolatana Sepeshyego

My proponujemy dodać do sztuki muzykę i otworzyć nasz blog. Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.  

piątek, 26 czerwca 2020

Hans Baluschek: impresjonistyczny futurysta

Hans Baluschek (1870–1935) jest jednym z tych jeszcze pół wieku temu znanych niemieckich malarzy,  o których teraz wcale się nie pamięta. Malował berlińską klasę robotniczą a jego prace krytycy zaszeregowali do nurtu realizmu krytycznego. Był związany z secesją i z artystami skupionymi wokół idei tworzenia sztuki nowoczesnej, lecz jego prace dalekie są od tego stylu. Choć naciągając, za styczne z nią można uznać tematy jego obrazów oscylujące wokół problemów tzw. zwykłych ludzi. Niemniej nie ma w jego pracach tej wirtuozerii i zamiłowania do ornamentyki, do dekoracyjności, która cechuje secesję. Może to dlatego, iż Hans Baluschek był aktywnym członkiem Partii Socjaldemokratycznej i należał do jej lewego, komunizującego skrzydła? Czy w takim razie czekał na zwycięstwo rewolucji bolszewickiej a potem wyglądał Armii Czerwonej, która miała przybyć do Niemiec po trupie Polski w 1920 roku, aby wprowadzić w Europie nowy ład? 

Ale odłóżmy na bok takie rozważania...
 
Po dojściu do władzy Adolfa Hitlera (co stało się w Niemczech w 1932 roku w wyniku wolnych wyborów demokratycznych, tzn. wtedy, gdy większość społeczeństwa niemieckiego poparła jego nazistowski program), Baluschek nie był dobrze widziany. Jego sztuka uznana została za zdegenerowaną, choć on sam nie trafił do obozu koncentracyjnego. Zmarł, jak wiemy, przed wybuchem wojny. Po jej zakończeniu jego malarstwo we wschodnich Niemczech (NRD) odkryto na nowo i stawiano za wzór zaangażowania sztuki w społeczne problemy.
 
Popatrując na jego prace zastanawiamy się: czemu spotkał go ostracyzm narodowych socjalistów a uznanie socjalistów międzynarodowych? Uliczne scenki, pejzaże miejskie dalekie są od karykaturalnych dzieł niemieckich ekspresjonistów  w stylu Georgea Grosza lub Otto Dixa. Hans lubił ludzi, których malował, miał do nich ciepły stosunek. Nie przedstawiał ich w jakiś drastycznych, kłopotliwych dla nich sytuacjach. Przenosił na płótno robotników stojących w kolejce do urzędu pracy, sobotnich spacerowiczów w niedzielnych strojach po berlińskich ulicach, podróżnych spieszących się na dworcu, pary zakochanych, więźniów, biedaków ciągnących z trudem swój los lub czekających w zasadzie nie wiadomo na co...

Osobny rozdział w jego twórczości stanowią obrazki z I wojny światowej. Wydawałoby się beznamiętnie odmalowane okopy, wybuchy, dowódców i żołnierzy w rozmaitych sytuacjach. Widać w nich jego zmysł ilustratora. Prace te mogą służyć za ilustracje do powieści Ericha Marii Remarque.

Nas jednak najbardziej zafascynowały jego pejzaże uliczne. Pełne szczegółów, drobiazgowo oddanych, zanurzonych w świetle poranka lub też w cieniach wieczoru. Tym, co umknęło uwadze krytyków sztuki wydaje się być właśnie stosunek Baluscheka do natury. A jest on wręcz impresjonistyczny: dużą wagę przykładał do efektów świetlnych, które wywołuje zachodzące słońce, odbijające się czerwienią w kałużach i wilgotnych kamiennych okładzin chodników, blade światło poranka sączące się przez mgły i zimny blask księżyca, w którym świat wygląda groźnie i obco. Ale dosyć naszych rozważań, spójrzmy teraz na niektóre jego obrazy. Resztę niewątpliwie znajdziemy w Internecie (LINK).









Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.