Twórczość Konrada Fijałkowskiego jeszcze u nas zagości, szkoda że autor niczego więcej nie napisze, zmarł bowiem 23.XI. 2020 roku w Wiedniu.
THEY KEEP CALLING ME
Blog o niedostosowaniu,
śmierci i przemijaniu,
o poezji,
mijającym czasie i o Ianie Curtisie,
o Joy Division muzyce i sztuce, która nie wróci do etapu tworzenia,
ale która jest w nas
Zaczynamy na naszym blogu nowy dział: Dom Książki. Będziemy w nim omawiać dzieła warte przeczytania, a tytuł nawiązuje do minionej epoki wcale nieprzypadkowo, bowiem większość książek, które tutaj się pojawią, powstały w minionych latach. Później na taką literaturę było mniej czasu, wiadomo, młodym jest się tylko raz, z wiekiem obowiązków przybywa, a czasu i sił ubywa.
Dotychczas omawiane na naszym blogu książki dotyczyły muzyki (ich streszczenia są na prawym pasku), ale postanowiliśmy od tego odejść, bowiem klimat bloga jest również znakomicie oddany w książkach, niekoniecznie muzycznych. Poza tym uważamy, że polscy autorzy są w wielu przypadkach niedocenieni, i tak jest z omawianą dziś ostatnią w dorobku powieścią Jacka Sawaszkiewicza, polskiego pisarza science - fiction (zmarłego 11.06.1999 - pełny biogram TUTAJ).
Na pomysł utworzenia takiego kącika czytelniczego wpadłem po przeczytaniu kilku miernych recenzji omawianego dziś dzieła na popularnych stronach czytelniczych (w zasadzie streszczeń). Zdaję sobie sprawę, że dziś kiedy wszystko podległo komercjalizacji i tabloidyzacji, ta książka może zostać uznana za trudną, ale właśnie na tym polega całe mistrzostwo Sawaszkiewicza. Aby zatem odczarować płyciznę innych recenzji teraz kilka słów o plusach i minusach tej książki, i zachęta żeby po nią sięgnąć.
Jeśli chodzi o to ostatnie, sięgnąć koniecznie tylko po wersję drukowaną (KAW 1988). Druk bowiem jest dwukolorowy, a autor w dość ważny sposób odznacza fragmenty pisane w swojej książce, od zapisywanych przez głównego bohatera w dzienniku, podczas kolejnych misji (te drukowane są na niebiesko, co nadaje książce swoisty klimat). Kto czytał wersję elektroniczną - czarno białą, ten faktycznie może odnieść wrażenie strasznego chaosu i nie dostrzegać rozwijania poszczególnych wątków w miarę zapoznawania się z kolejnymi rozdziałami.
Ta książka, mimo że to powieść science - fiction i rzeczywiście jest o pilocie latającym na misje w kosmos, moim zdaniem porusza problematykę z dwóch książek napisanych wcześniej przez Stanisława Lema, mianowicie m.in. Dzienników Gwiazdowych i Solaris (w mniejszym stopniu też z Powrotu z Gwiazd). Sawaszkiewicz ewidentnie wzoruje się na Lemie (może lepszym byłoby słowo inspiruje), poruszając choćby problemy izolacji człowieka od doznań sensorycznych w komorze ciszy (podobnye stany miał Pirx podczas słynnej kąpieli). Sawaszkiewicz jako główne zagadnienie książki stawia pytanie, jak dalece ludzie powinni posuwać się w eksperymentach na innych ludziach? Kiedy kończy się granica, chodzi tutaj również o granicę ludzkiego poznania świata i Kosmosu?
Drugi problem zaczerpnięty z Lema to sprawa zwidów, halucynacji, choć nie tylko tego - ale, głównie powodów ich powstawania. Tutaj autor idąc tropem Solaris, pokazuje do czego mogą doprowadzić wyrzuty sumienia. Powstają one jako wynik uczestnictwa w bardzo nieprzyjemnych wydarzeniach z przeszłości - wypadku ojca, znęcaniu się nad niepełnosprawną umysłowo dziewczyną, czy w końcu interwencji w sprawie pracy pierwszej żony Emmeliny, jak i okłamaniu bliskiego przyjaciela (O'Pavela), co pośrednio prowadzi do jego śmierci. Sawaszkiewicz bardzo mocno eksploatuje pomysł z Solaris, ale w przeciwieństwie do książki Stanisława Lema, w jego dziele nie ma dłużyzn, jak choćby opisy krajobrazów gwiazdy itd. Dla mnie przynajmniej tamte opisy w Solaris były niepotrzebne, przez co Sawaszkiewicza czyta się jako dzieło mniej science-fiction, a bardziej psychologiczne.
Nie będziemy przedstawiać tutaj streszczenia, warto tylko dodać, że główny bohater - na początku książki pilot klasy II (na końcu klasy S), Mike Cesara, dostaje od życia kilka lekcji, być może dlatego tak mocno się z nim zidentyfikowałem. Cała książka, mimo gęstniejącej fabuły i niesamowitych zwrotów akcji, kończy się jednoznacznie, wbrew temu co piszą w innych recenzjach w sieci. Jedynymi jej minusami są, pojawiające się w fabule i nieco archaiczne dziś: wideo i magnetofon, choć i tak autor jak na 1988 rok mocno zaskakuje wiedzą naukową znacznie wyprzedzając swoją epokę (niczym wspomniany Stanisław Lem).
Kto uważnie przeczyta i przebrnie przez rosnący w dziele Sawaszkiewicza chaos, ten doskonale zrozumie o co chodziło autorowi. Warto jeszcze dodać, że w książce nie brakuje scen humorystycznych, co niewątpliwie podnosi jej wartość.
Obok m.in. Peppera Beatlesów, Closer Joy Division, Syren z Tytana Vonneguta, czy Nowych Sytuacji Republiki, jedna z rzeczy, które chciałbym mieć ze sobą zawsze i do końca.
Ponadczasowe i absolutnie obowiązkowe, mimo uznawania przez ekspertów Kronik Akaszy jako największego dzieła autora, dla mnie jednak tym pozostaje Na Tle Kosmicznej Otchłani.
Czytajcie. Również nas - u nas codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Są ludzie, których twórczość zawsze będzie inspirować. Niewątpliwie należy do nich ilustrator i malarz Peter Elson (1947-1998) który odszedł nagle. Zmarł na zawał serca w Skegness, kiedy wraz z kolegami pracował nad muralem w Butlins, odpoczywając po pracy w hotelowym barze. Jego agentka i przyjaciółka Carol Butfoy zostawiła o nim takie świadectwo:
Po raz pierwszy spotkałam Petera w Ealing Art College w latach 60-tych. Peter przez rok studiował projektowanie mody i zdecydował się przejść na grafikę. Po roku zrobiłam to samo. To było ekscytujące miejsce. Zmieniały się czasy, a my chcieliśmy zmieniać się wraz z nimi.
Peter był bardzo utalentowanym artystą, pełnym pomysłów. Potrafił narysować wszystko. W przeciwieństwie do większości z nas, mógł po prostu tworzyć prace bez konieczności rozmyślania o tym co by narysować. Szybko staliśmy się dobrymi przyjaciółmi.
Po ukończeniu college'u Peter przeniósł się do Colchester, ale nadal utrzymywaliśmy kontakt, w 1977 roku wziął udział w konkursie na grafikę SF i wygrał. Zaczęły napływać prowizje. Mieszkając i tworząc w Colchester, potrzebował w Londynie kogoś, kto zajmowałby się jego klientami i znajdował nowych. Jego pierwszy agent okazał się nieskuteczny. Potem przyszedł do mnie. - Możesz sprzedawać różne rzeczy, Carol - powiedział. - A co jest najlepsze, ufam ci.
Więc zostałam jego agentem i tak narodziła się agencja Sarah Brown. Nazwa była kombinacją Sarah (imienia, które lubił Peter) i Browna (co moim zdaniem brzmiało wiarygodnie). W ciągu następnych lat pozyskiwaliśmy coraz więcej artystów SF i Fantasy, ale Peter był zawsze dla mnie na pierwszym miejscu bo według mnie był najlepszy.
Peter zmarł o wiele za wcześnie, ale przynajmniej siedział w barze z drinkiem. Są gorsze rzeczy. Na jego pogrzebie ksiądz powiedział, że odtąd prawdopodobnie „będzie wychodził na obchód” w niebie. Lubię myśleć, że on też tam maluje, ale teraz bez terminów, które czasami mogłyby sprawić, że praca, którą kochał, była również obowiązkiem.
Był głównie ilustratorem, lecz kiedy popyt na książki science fiction w Anglii zmniejszył się, utrzymywał się na powierzchni, malując scenografie teatralne i dekoracje parków rozrywki. Był niewątpliwie geniuszem a przez to samotnikiem....
Szkoda, że jego prace i postać w zasadzie została zapomniana. Bo wykonane ilustracje dziesiątek książek SF, głównie takich pisarzy jak Patricka Moore'a, Johna Wyndhama i Roberta Heinleina (spis książek które ilustrował jest TUTAJ), wizje jakie tam zamieszczał, wywarły ogromny wpływ na wyobraźnię pisarzy i reżyserów science fiction. Patrząc na jego prace podziwiamy bezkresy jego fantazji. Wydaje się, że osobiście uczestniczył w opowieściach, które ilustrował i z natury skopiował krajobrazy innych światów, statki kosmiczne i nieziemskie stwory... A malował tradycyjnymi technikami, nigdy nie zajmował się grafiką komputerową.
Siostra Elsona, Pam, opiekuje się jego spuścizną złożoną z ponad 300 obrazów i grafik. Dopóki żył Peter Pam nie zdawała sobie sprawy z rozmiarów talentu brata, doceniła go dopiero gdy odszedł. Wówczas założyła stronę na jego temat, gdzie można zobaczyć jego prace a nawet je zakupić (LINK).