Pokazywanie postów oznaczonych etykietą archiwum artykułów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą archiwum artykułów. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 stycznia 2023

Śmierć Iana Curtisa ciągle mnie rani - streszczenie wywiadu ze Stephenem Morrisem z Joy Division z kilkoma uwagami polemicznymi

1.01. 2023 w The Times ukazał się nowy wywiad z perkusistą zespołu Joy Division/New Order Stephenem Morrisem (LINK). Ponieważ na naszym blogu mamy dział Archiwum Artykułów (TUTAJ), postanowiliśmy przedstawić najważniejsze wątki dotyczące zespołu, i jego tragicznie zmarłego wokalisty.

Wywiad zaczyna się od przypomnienia faktu, że kilka tygodni przed samobójstwem, Curtis dzwonił do Stephena Morrisa i oświadczył, że chce odejść z zespołu i prowadzić księgarnię. Morris stwierdził wtedy, że nie ma problemu, jeśli Ian uważa, że to będzie dla niego dobre to powinien tak zrobić. Dziś muzyk wyraża opinię, że być może Curtis wtedy go sprawdzał i oczekiwał zgoła czegoś innego - może chciał usłyszeć odpowiedź, że powinien zostać, że jest potrzebny zespołowi... Z drugiej strony, Curtis uwielbiał czytać (warto zobaczyć TUTAJ), pisał wiele tekstów, więc perkusista JD uważa, że idealnie nadawał się do roli księgarza, sprzedającego książki Ballarda czy Dicka.

Następnie przedstawiono działalność organizacji CALM (jej aktywność opisaliśmy TUTAJ), w której udzielają się muzycy New Order. W UK samobójstwa to poważny problem, popełnia je 125 osób tygodniowo. Morris opowiada, że samobójstwo Curtisa było tabu, i nawet po jego śmierci o tym nie rozmawiali. Do dziś nie widzą do końca, dlaczego to zrobił.

Z jednej strony, pytanie jest otwarte, z drugiej, można na nie udzielić setki odpowiedzi. Rodzi się też pytanie, co oni zrobili, żeby temu zapobiec, i Morris wyznaje, że niewiele i trudno z tym żyć. Jedyna ucieczka to CALM, może uda się kogoś uratować przed śmiercią. 

Ostatnio odbywał się remaster Low Life, zdaniem wielu najlepszego albumu New Order. I choć perkusista JD bardzo lubi wracać do tamtych czasów, ciągle wisi nad nim widmo samobójstwa Iana Curtisa. Wiele czasu upłynęło, zanim New Order zaczęli wracać do repertuaru Joy Division. Bali się, że ludzie pomyślą, że nie są tak dobrzy jak byli JD (i to prawda, Curtisa nikt nie zastąpi - takie jest nasze zdanie). Ostatnio w trasie z Pet Shop Boys grali więcej piosenek JD. 

W 2007 Anton Corbijn nakręcił Control (warto zobaczyć TUTAJ), i gdy Morris oglądał sceny ze swoim udziałem, cały czas myślał, że są nierealne, że to wszystko było nie tak. Natomiast ostatniej sceny nie może oglądać, jest zbyt trudna.

Sumner oświadczył, że początkowo nie myśleli, że Curtis miał problemy ze zdrowiem psychicznym, myśleli że to epilepsja. Naszym zdaniem, wymyślenie choroby psychicznej było wygodne w uspokojeniu sumień wszystkich wkoło Curtisa. Przypomnijmy, że po pierwszej próbie samobójczej Ian Curtis był badany przez psychiatrów i nie stwierdzono u niego choroby psychicznej - tak przynajmniej twierdzi w swojej książce Deborah Curtis, ale pewnie dziś tego już nikt nie pamięta, poza nami oczywiście. Muzycy też stwierdzają, że choć teksty Curtisa były nieco mroczne, to na co dzień był dowcipnym facetem. My pragniemy tylko przypomnieć, że w wywiadach jak i filmie Granta Gee, muzycy twierdzili, że nie wsłuchiwali się nigdy w teksty Iana...

Morris uważa, że nie jest sobie w stanie dziś wyobrazić Curtisa jako starszego pana sprzedającego książki. Pamięta go jako wiecznie uśmiechniętego i wesołego. Oczywiście stoi to w sprzeczności do wielu zdjęć przedstawiających Curtisa, jako smutnego i ponurego. Takim nie był. Ujęcie Antona Corbijna kiedy Ian siedzi zgnębiony z głową w dłoniach to tylko była chwila jego życia. 

My możemy na koniec tylko dodać, że skoro Curtis był wesoły i dowcipny, to może dziś każdego radosnego człowieka należy poddać obserwacji, bo możliwe że to objaw choroby psychicznej... 

Jedno jest pewne, z całym szacunkiem, ale wychodzi na to, że byli członkowie Joy Division nie dorośli wtedy poziomem do swojego wokalisty. Istnieje obawa, że stan ten trwa do dziś... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.             

niedziela, 18 grudnia 2022

Archiwum artykułów o Joy Division: Paul Slattery w Sounds, 11.08.1979 roku o tym czego boją się Joy Division

Paul Slattery był w Manchesterze z Davem Mccullough'iem kiedy ten przeprowadzał wywiad z zespołem. Slattery robił zdjęcia, co opisaliśmy TUTAJ. Okazuje się, że opisał też całe zdarzenie w Sounds, w artykule o dość przewrotnym tytule: Dave Mccullough nie otrzymał radości od Joy Division. 

Dziennikarz usłyszał album Unknown Pleasures w redakcji i uważał go za bardzo depresyjny. Joy Division w dniu kiedy fotograf udawał się do Stockport miksowali swój nowy singiel, a później mieli zagrać koncert klubie Mayflower. Studio było dość dziwacznie urządzone, na ścianach miało dywany. Zespół grał na dole w bilarda, po czym udali się na wywiad z Mccullough'iem. Slattery rozmawiał z Ianem Curtisem i Bernardem Sumnerem, którzy wspomnieli mu o fakcie założenia grupy w maju 1977 po koncercie Sex Pistols. Curtis wspomniał, że od czasu powstania zespołu ich styl znacznie się zmienił, mało tego zmienia się on cały czas. Piosenki na Unknown Pleasures powstały dość dawno, zespół nagrywał album przez 4 i pół dnia, nocami od 14 do 2 rano. Wspomniał też, że był pesymistą jeśli chodzi o oczekiwania co do recenzji. W swojej muzyce zespół nie stara się dawać ludziom odpowiedzi, a raczej chce zachęcić słuchaczy do myślenia. 

Gretton i Hook nie wywarli dobrego wrażenia, raczej wyglądali na osoby z poważnymi defektami umysłowymi. Sugestie, że ich pierwsze wydawnictwo wytworzyło w publice obraz zespołu jako faszystowski, nie spotkały  się z żadną reakcją muzyków. Na pytanie skąd nazwa Joy Division Ian odparł że to taka nazwa jak każda inna (nie wspomniał nic o konotacji z obozami koncentracyjnymi i żydowskimi kobietami ocalonymi od komór gazowych dla satysfakcji Niemców). W pewnym momencie Hooky wydarł się na nich z pytaniem, czy na prawdę uważają że teksty Iana są pesymistyczne? To było dziwne zachowania bo w trakcie całej rozmowy takie określenie się nie pojawiło. Spier@alaj - miał powiedzieć Hook a Mccullough miał zamiar wtedy wyłączyć magnetofon i wyjść.


Występ Joy Division był interesujący, ich piosenki live brzmią jeszcze mocniej niż na albumie. Zespół jest kompletnie pozbawiony humoru, a publika traktowana jest w sposób praktycznie bezkontaktowy, także po występie zostaje się z uczuciem odsłuchania kilku dobrze brzmiących piosenek.
 

Po koncercie gitarzysta był widziany, jak w okolicach klubu Mayflower szukał swojej wełnianej czapeczki, co bardzo mocno kontrastowało z wizerunkiem koncertowym grupy. Autor uważa, że ich ponury image koncertowy, ponure stroje, są tylko wytworem PR, a nie są realne. Ich muzyka, jak i sami muzycy, jest zbyt butna by być prawdziwa. Ich muzyka ma wprawić słuchacza w dyskomfort. Z drugiej strony taki sam sposób wpływu na publikę ma dobrze sprzedający się  Gang of Four, wiec może publika ma potrzebę, by tak właśnie się czuć? Może Joy Division nie drukują swojej nazwy na albumach bo czegoś się boją? Możliwe że siebie samych...          

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

środa, 7 grudnia 2022

Archiwum artykułów o Joy Division, Mick Middles dla Sounds 20.10.1978: recenzja koncertu Joy Division w Russel Club

Mick Middles w artykule z 20.10.1978 opisuje koncert Joy Division w Russel Club w Manchesterze, pod szyldem Factory. 

Zaczyna się od opisu nieletniego, próbującego bezskutecznie zakupić piwo, podczas gdy za jego plecami występują właśnie Joy Division. Wyglądają nietypowo, bowiem basista stoi tyłem do publiki, kołysząc się ze strony na stronę w rytm muzyki. Z boku w pełniej nieruchomości gitarzysta, za nim perkusista z dość ubogim zestawem, a na czele frontman machający ręką w epileptycznym stylu i krzyczący teksty. Widziałem okropności zakopane w piachu,  bezpieczeństwo zagwarantowane nielicznym, kiedy trzymamy się za ręce.

Pada po tym krótka prezentacja zespołu, który rok wcześniej debiutował jako Warsaw. Atmosfera jednak (a jest wieczór z piątku na sobotę) jest dość nieciekawa, ludzie bowiem chcą bardziej się zalać w trupa, niż oglądać zespół. Ten brak zainteresowana deprymuje muzyków, przez co grają poniżej możliwości. A przecież 3 tygodnie temu otrzymali niesamowite owacje, gdy startowali w konkursie Band On The Wall, przed mocno wymagającą publiką.

Kończą antyklimatycznie, a autor wychodzi rozczarowany z klubu zabierając ze sobą darmowy egzemplarz 12-calowego singla. 

Kolejnego dnia rano Middles odpala singla zespołu. Zaczyna się, ponuro i głośno, coś jakby w stylu wczesnego Black Sabbath. Padają pierwsze wersy tekstu piosenki Warsaw. Autor przyznaje, że nigdy nie słyszał tak głośno nagranej płyty, jest głośna, ale też i eksperymentalna. Chyba da się ją porównać do Wire. Jest wspaniała i bardzo szczera. Nazywa się An Ideal For Living i jest wydana przez Anonymous Records jako 12 calowy singiel (warto zobaczyć TUTAJ). Wcześniej wydana była na zwykłym singlu, ale bez mocy jak teraz. 30 godzin później rozpoczyna się wywiad z zespołem, który omawialiśmy na naszym blogu wiele razy.


Podsumowując można dodać tylko, że Rob Gretton trafił w dziesiątkę ze wznowieniem An Ideal For Living, w nowej okładce i wreszcie z odpowiednim poziomem głośności. Oryginał był bowiem nagrany zbyt cicho i miał kojarzącą się z Niemcami szatę graficzną (autorstwa Bernarda Sumnera). Warto też dodać, że stojący tyłem do publiki Hook jest już w tamtym czasie znakiem rozpoznawczym zespołu, a ponieważ było to przed pierwszym atakiem epilepsji Curtisa, trudno dać wiarę twierdzeniom, że basista zespołu stał tyłem, z troski o Iana, żeby mieć go na oku i pomóc w razie ataku. 

Wkrótce kolejne artykuły z archiwum, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 20 listopada 2022

Archiwum artykułów o Joy Division: Unikalny wywiad Marka S.J. Holmesa i R.W. Bella z Tony Wilsonem z Salford University magazine

Twitter ciągle dostarcza nam zaskakujących materiałów. Pod poprzednim wpisem o streszczeniu książki opisującej życie Tony Wilsona (TUTAJ), Ron W. Bell  (na Twitterze piszący jako @musicguitarhero TUTAJ) napisał: Tony was a really nice bloke. Met him a number of times and interviewed him for a magazine in his office at Granada Studios in the 80s! Seems a long time ago now. About the music business he said, "The place to be is on the tightrope between art and commercialism."  

Zatem nie postało nam nic innego, jak poprosić grzecznie Rona o plik z wywiadem. Ten okazał się bardzo miłym człowiekiem, czytającym nasz blog. Napisał tak: Here’s a scan of the original Salford University magazine I wrote for. The interview took place close to his birthday as there were cards on the shelf behind him, so I date this to 20th February 1981 or a day or two later.

Przedstawiamy streszczenie tego materiału, i oczywiście raz jeszcze dziękujemy Ronowi, za jego udostępnienie.

Artykuł jest tekstem napisanym na podstawie rozmowy z Wilsonem i zaczyna się od cytatu przytoczonego powyżej, Wilson stwierdza, że istnieje bardzo cienka granica między sztuką a komercją. To jest jego ulubiony cytat. Muzyka jest w jego przekonaniu sztuką wysoką. Następuje krótkie przedstawienie sylwetki guru Factory, który w chwili udzielania wywiadu ma 31 lat... Autorzy podkreślają, że Wilson był pierwszym, który puścił w TV Sex Pistols, the Clash i Cooper Clarke'a. Po czym wspominają pojawienie się na rynku Factory w 1978, oczywiście w kontekście promocji Warsaw, Joy Division i OMD, którzy opuścili wytwórnię kiedy okazali się zespołem popowym. Po nim w wytwórni pojawili się A Certain Ratio, New Order i the Names. Wilson podkreśla dwoistość swojej pracy w Factory, wydawanie płyt ale też ich promocja. Przedstawia się jako outsider pracujący w antyestabliszmencie. 

Stwierdza, że Radio One kontroluje cały przemysł muzyczny, inne niezależne stacje radiowe są bez znaczenia. Małe wytwórnie płacą osobom za promocję ale tylko te z kręgu Radio One mają przebicie i potrafią wypromować płyty. W jego opinii Factory promowane jest zupełnie innymi kanałami dystrybucji - przez koleżeńskie polecenia. Ktoś poleca nasze płyty komuś innemu, a ten je kupuje. Factory rozsyła też katalogi ze swoimi wykonawcami i w ten sposób stara się zdobywać środki na promocję. Factory między innymi dzięki temu, zakupiła sprzęt o wartości 38 000 funtów na kręcenie teledysków. Większość środków pochodziła z wpływów uzyskanych ze sprzedaży obu płyt Joy Division. Po zakupieniu sobie nowych aut i opłaceniu zaległych rachunków, postanowili zainwestować w coś wartościowego. Zapewne postarają się nakręcić film o Joy Division (jako kasetę VHS). Będzie to dwugodzinna kaseta i będzie kosztowała 12 lub 13 GBP. Czy pojawi się jeszcze jakiś materiał o Joy Division? Wilson potwierdza swoje poprzednie zapowiedzi, że dysponują dużą ilością nagrań zespołu, które zostaną wydane w postaci albumu Still.

Tekst podsumowuje konkluzja, że Wilson, mimo ataków ze strony mass-mediów, w tym posądzanie o faszystowskie sympatie (co należy jego zdaniem zbywać milczeniem) jest jedną z najważniejszych postaci brytyjskiego przemysłu muzycznego i szkoda, że nie można go sklonować.

Thank you Ron. 

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 23 października 2022

Archiwum artykułów o Joy Division: Dave McCullough recenzuje Still


21.11.1981 roku, legendarny dziennikarz, Dave McCullough (pojawia się w tekstach naszego bloga TUTAJ) recenzuje Still w magazynie Sounds. Choć jego dziennikarstwo budzi mieszane uczucia, i  na TT trwają cały czas spory, naszym zdaniem było wybitne. Zarzuca się nieżyjącemu już dziennikarzowi (jego losy opisaliśmy TUTAJ), że uprawiał londyński, patetyczny sposób pisania, ale każdy kto czytał jego teksty musi przyznać, że on był w pewien sposób podobny do Hannetta, bo widział w twórczości zespołu coś więcej niż przeciętny słuchacz. Martwe Disco - jego chyba najlepszy tekst i jednocześnie recenzja Unknown Pleasures (TUTAJ) to wręcz przepowiednia losów wokalisty zespołu, Iana Curtisa.

Z Martwym Disco łączy dzisiejszy tekst zdjęcie zespołu. W ten sposób cykl pisarski autora dopina się w jedną całość. Niech Martwe Dusze Śpią (przypomina się tytuł piosenki The Mission - Let's Sleeping Dogs Die), bo tak zatytułowany jest tekst recenzji Still, tak na prawdę w tytule już oddaje jej krytyczny charakter. 

Na wstępie autor podkreśla, że nie bardzo widzi sens istnienia płyty, zostawi ona bowiem nieco rys na micie Joy Division. Płyta ma dwa oblicza - live, z całym niedostatkiem nagrań na żywo, i stronę studyjną, ale z piosenkami który niewiele wnoszą po ich odsłuchaniu. Autor przyznaje że dawno przestał słuchać płyt live zespołów z lat 70-tych, ujawniają one bowiem wszystkie słabe strony, które słuchacz niekoniecznie powinien poznać. Płyty live zdzierają mistycyzm jakie zawierają oba albumy studyjne JD. Takie zakończenie przez Factory historii zespołu wydaje się autorowi bezsensowne. Nazywa album rockowym jękiem, który kiwa głową w stronę kolekcji powtarzalnych pamiątek. Autor krytykuje wydawnictwo nazywając je średnim, a cover Sister Ray wręcz katastrofą. Chwali natomiast stronę studyjną albumu, zwłaszcza Dead Souls, który był jednym z najlepszych utworów zespołu. Album nazywa aberracją tego, po co istnieli Joy Division. Zarzuca Factory, że nie usiedli i nie przygotowali porządnego materiału, jednej dwustronnej płyty i że wytwórnia może tym wydawnictwem zadusić złotą rybkę jaką jest mit o zespole.

Na koniec dedykuje recenzję innemu dziennikarzowi z Sounds - Barneyowi Hoskynsowi, który ma w tym numerze główny artykuł o U2.

Podsumowując, trzeba obiektywnie stwierdzić, że dziennikarz ma rację. Przecież dzisiaj ukazujące się wznowienia Still, czy innych albumów zespołu, zawierają rarytasy w postaci koncertów. I często są one znacznie lepsze niż ten uwieczniony na Still. Może Factory powinno wydać Still znacznie później a po śmierci Curtisa coś znacznie wyższej jakości, jak choćby koncert w London Lyceum (warto zobaczyć TUTAJ i TUTAJ)? Na Still znalazłoby się miejsce czas, ale być może wytwórnią kierował fakt, że zaprezentowano na nim ostatni koncert jaki dał zespół w swojej historii, o czym McCullough już nie napisał. 

Po latach to rzeczywiście płyta głównie o znaczeniu kolekcjonerskim, a wspomnienie, kiedy pierwszy raz ją usłyszałem (po wcześniejszym poznaniu dwóch płyt studyjnych) i rozczarowanie nagraniami koncertowymi, pozostanie już ze mną na zawsze. Pewnie tak samo rozczarował się McCullough.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 3 sierpnia 2022

Archiwum artykułów o Joy Division: zbiory Gary Smitha cz.6/6. Recenzja koncertu w Lyceum i nekrolog Iana Curtisa

Pierwsza część tekstu jest TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ, piąta TUTAJ. 

Dzisiaj ostatnia część zbiorów, ponieważ kolejne artykuły dotyczą New Order.

Pierwszy z omawianych dziś tekstów dotyczy recenzji Grahama Andersona z występów zespołów stajni Factory: Section 25 i A Certain Ratio wraz z Killing Joke w Londynie w Lyceum.


Przypomnijmy że koncert odbył się 29.02.1980 roku (pisaliśmy o nim TUTAJ). Warto dodać, że został wydany na bootlegu, który opisaliśmy TUTAJ, a który naszym zdaniem obok Amsterdam (opisanego TUTAJ) utrwala najlepszą jakość dźwięku i pokazuje moc brzmienia live zespołu.

Autor zaczyna od opisu występu Section 25, trio posiłkowało się keyboardami z podkładów, a przypominało brzmieniem wczesny Pink Floyd lub The Pop Group. Dobry bas wsparty był całkiem niezłą grą na perkusji. 

Podobnie brzmieniowo prezentowali się A Certain Ratio, którego brzmienie autor nazywa postrzępionym. Dodanie dwóch trąbek powoduje, że zespół brzmieniowo zbliża się do the Doors lub jakiegoś awangardowego zespołu jazzowego. 

Atmosfera ponuractwa została przerwana przez Killing Joke. Zespół brzmiał najpełniej tego wieczoru a brzmienie było jakby zdubbingowanym heavy metalem. 

Co ciekawe przy przejściu do omawiania koncertu Joy Division autor przytacza opinię, że zespół postrzegany jest jako grupa grająca koncerty z nieudanym brzmieniem, i autor zakłada, że to była jedna z gorszych nocy zespołu. Grupie rzadko udaje się odtworzyć moc brzmienia ze swoich płyt. Zespół proponuje niełatwe brzmienie, brzęcząca dyskomfortowa, niechlujna gitara, a muzyka jest trudna i nie daje chwili wytchnienia. Tego wieczoru wokal Iana Curtisa był napięty, bez siły, a zespół  zbliżył się do pełni potencjału tylko podczas wykonywania starszych piosenek jak Transmission i She's Lost Control. 

Je widać powyższa recenzja jest jedną z tych która napisana została przez kogoś zupełnie z zewnątrz zespołu. My przypominamy tylko, że podczas tego koncertu Ian Curtis miał atak  epilepsji. Trudno wymagać w takich okolicznościach, żeby jego głos brzmiał inaczej.



Drugi fragment dotyczy oryginalnej notki z prasy o śmierci Iana Curtisa. Muzyk znaleziony został w niedzielę 18.05.1980 roku w swoim mieszkaniu. Sprawę tak skomentował Tony Willson: Nie jestem w stanie obecnie nic powiedzieć o szczegółach. Wszystko co mogę powiedzieć, to że został znaleziony w niedzielny poranek, dowiedziałem się o tym będąc w studio i miksując nowy album. Był bardzo wrażliwym, młodym człowiekiem. Zdecydował, że będzie szczęśliwszym gdzieś indziej, i w końcu go tam spotkamy. Pozostawił nas w smutku, który jest moim zdaniem najgorszą z emocji.

Ostatni wycinek to krótki tekst pt. 1980: Closer. Musiał zostać napisany pod koniec roku, a być może nawet w 1981, bowiem autor wspomina w nim śmierć Johna Lennona (ten został zastrzelony w nocy z 8 na 9.12.1980 roku). Autor wymienia w nim szereg nieżyjących wielkich artystów. Zastanawia się dlaczego i w imię czego, musieli umrzeć, oraz nad tym, że po nich nie płacze. Na końcu stawia pytanie, czemu nie cieszymy się, że tak wielu nadal żyje. 

Tym fragmentem kończymy omawianie zbiorów Gary Smitha, dziękując raz jeszcze za ich udostępnienie.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 27 lipca 2022

Archiwum artykułów o Joy Division: zbiory Gary Smitha cz.5. Recenzje koncertów w University of London Union i Moonlight Club

Pierwsza część tekstu jest TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ.

Dzisiejsza część poświęcona jest recenzji koncertów w University of London Union, i zatytułowana jest Północny mrok kontra południowe uderzenie: 2:1. Przypomnijmy, że chodzi o koncert z 16.02.1980 roku, nagłaśnianego przez samego Martina Hannetta, który dodatkowo z playbacku, puszczał podczas niego efekty specjalne. Wtedy też po raz pierwszy zagrali the Eternal, a koncert zaczęli od Dead Souls (warto zobaczyć TUTAJ).


Peter Saville wspominał, jak wtedy po raz pierwszy usłyszał LWTUA, i zdał sobie sprawę, że bierze udział w czymś nadzwyczajnym. Po koncercie poszedł coś zjeść i przy jednym ze stolików siedział Ian Curtis. Dało się odczuć że dla ludzi wkoło jest postacią legendarną.

Recenzja koncertu Joy Division/ Killing Joke i Section 25 zaczyna się od opisu tańca Iana Curtisa, po czym pada stwierdzenie, że Joy Division to mistrzowie gotyckiego mroku, a przy tym wysyłają sygnały pobudzające mózg. Porównanie z poprzednim koncertem zespołu w Londynie (listopad 1979), kiedy wstępowali jako support the Buzzcocks wpada pozytywnie, w repertuarze bowiem pojawiły się nowe piosenki, które autor recenzji określa jako bardziej surowe, niż poprzedniczki.


Utwory są określane jako mniej kolorowe i pełniejsze desperacji, która zdaje się być rdzeniem twórczości zespołu. Piosenki są przepełnione purpurą, bas wysunięty jest teraz bardziej do przodu, a śpiew Curtisa, z szeroko otwartymi oczami, jest pełniejszy ekspresji. 

Ich piosenki mogłyby stać się nudne, jednak wokal Curtisa jest chwilami bardzo balladowy (jak choćby w wersie z Insight - I remember when we were young) co czyni ten fragment piosenki jednym z najsmutniejszych wersów muzyki pop, przy okazji jest niezwykle melancholijny.

Autor nazywa wykonanie LWTUA jako fantazyjnie wyemitowane, z ciekawym lekkim syntezatorem - widzi w nim więcej optymizmu. Tak jak przejście z klaustrofobii do bardziej czystych klimatów.

Następne wycinki prasowe opisują koncert Joy Division i A Certain Ratio w Moonlight Club 3.04.1980 (warto zobaczyć TUTAJ). Martin Townsend porównuje Wilsona do mistrza pewnej szkoły, zespoły występujące jako gwiazdy z jego klasy, a Kevina Hewicka do szkolnego łobuza (z powodu kiepskiego występu).Również Blurt nie wypadli imponująco.

Za to klasą byli Joy Division, ze znakomitym brzmieniem i z charyzmatycznym wokalistą wykonującym taniec, określany z powodu ruchów rękami, jako taniec skrzydeł młyńskich. To był najlepszy koncert, a zespół jest teraz w trudnym momencie, podtrzymania swojej popularności. 

Wkrótce wrócimy do opisu archiwów Gary Smitha, któremu składamy nieustające podziękowania za znakomitej jakości skany! 

Czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.      

środa, 13 lipca 2022

Archiwum artykułów o Joy Division: zbiory Gary Smitha cz.4. Recenzja Still Marka Coopera i zestawienia najlepszych albumów i singli lat 80-tych

Pierwsza część tekstu jest TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ.

Dzisiejsza część poświęcona będzie albumowi Still i głosowaniom radiosłuchaczy oraz czytelników nad najlepszymi utworami Joy Division.


 

Poza tracklistą Still mamy tutaj też zawartość Earcom 2 i zdjęcie Paula Slattery (warto zobaczyć TUTAJ). 

Ciekawszy jest kolejny materiał, recenzja Still autorstwa Marka Coopera. 

Na początku autor zwraca uwagę na monumentalny charakter okładki wydawnictwa. Podkreśla, że okładki z Factory zawsze takimi były. Za to wewnątrz zawsze zawierały muzyczny konkret. Podkreśla, że Joy Division zawsze byli zawieszeni miedzy apokalipsą a próbą szukania wyjścia awaryjnego, między tendencją do kategorycznych stwierdzeń, a faktem że życie jednak biegnie dalej. To wszystko nadawało muzyce zespołu charakteru pewnej walki między delikatnym pięknem, a groteską i brutalizacją brzydotą, przy czym piękno zostało pokonane gdy Ian Curtis popełnił samobójstwo. To nie było konieczne, żeby nadać muzyce zespołu klimat ostatecznej, niemniej tak jednak się stało, przez co muzyka zespołu otrzymała status legendarnej. To legendarna muzyka gotyku, z, jak pisze autor - grobową pieczęcią.

Następnie Cooper nawiązuje do wcześniejszych płyt zespołu. Pisze, że nie było na niczego radosnego, były pełne smutku depresji i desperacji. Na koncertowej części Still zespół jest całkowicie obnażony, i świadomie niewzruszony podróżuje przez krainę niewinności. Zespół przeciwstawia tym samym straszny gniew z bolesnym żalem a całość utrzymuje w czystości dźwięków. 

Z kolei część studyjna to utwory odrzuty z sesji i rzadkie realizacje. Nawet nieco gorsza jakość nagrań nie zmienia faktu, że w takich piosenkach jak Living in the Ice Age (z początku kariery) zespół tak odbiega od oryginału, jakby parodiował sam siebie. Na koniec autor zauważa, że sposób w jaki Joy Division odgrywają cover Velvet Underground Sister Ray, to absolutne mistrzostwo. 


W charakterystyczny dla siebie sposób eksponują delikatne, jak i mocne momenty tej piosenki. Nikt nigdy w taki sposób tego nie uczynił, co stawia Joy Division na piedestale.


 

Unikalne są dwa ostatnie wycinki, mamy bowiem okazję zapoznać się z wynikami głosowania słuchaczy audycji Johna Peela nad najlepszymi piosenkami wszechczasów. Pierwsze wyniki to głosy z 1980, drugie z 1981 roku. Jak widać słuchacze najwyżej oceniają Atmosphere, i rzeczywiście zdaniem światowej krytyki, to najlepsza piosenka jaką zespół zrobił pod okiem realizatora Martina Hannetta.


Drugie głosowanie dotyczyło najważniejszych albumów i singli lat 80-tych zdaniem czytelników czołowych brytyjskich pism muzycznych. W obu zestawieniach mamy Joy Division na dość wysokich pozycjach. Closer na drugiej, z perspektywy czasu okazał się znacznie bardziej wpływowy, niż album Gabriela, i LWTUA na 5. Tutaj również głosowanie nie wytrzymało próby czasu - LWTUA bowiem jest najbardziej kasowym singlem w historii muzyki.                

Wkrótce wracamy z kolejnymi notatkami. Dlatego czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 23 czerwca 2022

Archiwum Artykułów o Joy Division: Peter Wadsworth pisze o studio Strawberry



Niedawno w newsach (LINK) informowaliśmy o powstaniu nowego portalu historycznego opisującego Manchester (LINK). W pierwszym numerze znajdujemy bardzo ciekawy artykuł Petera Wadswortha o studio w którym nagrano Unknown Pleasures. 

Na wstępie autor zaznacza, że pojawienie  się studia w Stockport stało się nijako mostem między latami 60-tymi a 70-tymi. Zamknięte w 1993 roku przekształcone w wystawę odegrało ważną rolę rzutując na przyszłość muzyki. Tym dokonaniom autor poświęca swój tekst. 

Cała historia zaczęła się z banalnego powodu, w latach 60-tych nawet tak wielkie gwizdy jak Beatlesi musieli podróżować do Londynu żeby nagrywać płyty. Fakt ten postanowił zmienić Peter Tattersall który pracował w przemyśle muzycznym, otworzył małe studio Inter City nad sklepem muzycznym. Koszty zakupu sprzętu pokrył a dodatkowej pracy w piekarni. Jedna z pierwszych notatek o studio ukazała się już w 1967 roku!  Wkrótce do Tattersalla dołączył wspólnik Eric Stewart, który zawsze chciał pracować w branży muzycznej. Zainwestował w sprzęt i to on stworzył nazwę od jego ulubionego utworu the Beatles. Pojawili się kolejni sponsorzy a studio zdobyło lepszy sprzęt i lokalizację. Ważną rolę odegrał Graham Gouldman muzyk i inwestor, który grając sesyjnie zdobywał środki na wydawanie płyt głownie pod pseudonimami. Płyta Hotlegs jaką wydali odniosła komercyjny sukces w 1970 roku. Wtedy zaczęła się już poważna działalność producencka. Nagrali kolejny hit tym razem jako znana grupa 10CC. Zespół nagrał w Stockport wszystkie swoje hitowe albumy i to spowodowało coraz lepsze inwestycje w sprzęt. Ze studia zaczęli korzystać coraz bardziej wybitni artyści jak np. Paul McCartney. Wtedy otwarto drugie studio niestety nastąpił też rozpad zespołu. Autor opisuje początek współpracy Martina Hannetta ze studiem (koniec lat 70-tych do śmierci w 1991 roku) i wymienia zespoły jakich płyty realizował, wśród nich oczywiście Joy Division.

W 1986 roku nastąpił kryzys związany z brakiem adaptacji studia do nowinek epoki cyfrowej. Studio zostało kupione przez Yellow 2, i przestawiło się na produkcję wideo, co było początkiem końca.

Warto wspomnieć na koniec, że autor artykułu jest współtwórcą wystawy o studio, którą cieszyła się bardzo dużym powodzeniem. Strona wystawy wciąż jest czynna i można na niej zobaczyć eksponaty (TUTAJ).

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.     

niedziela, 12 czerwca 2022

Archiwum artykułów o Joy Division: zbiory Gary Smitha cz.2. - planowano wydać inną wersję Still

Pierwsza część tekstu jest TUTAJ. 

Przypomnijmy, że Gary uczęszczał do tej samej szkoły co Ian Curtis, tyle że 7 lat po nim. Ponieważ został fanem Joy Division i umieścił na TT filmik ze swoimi zbiorami, poprosiliśmy o digitalizację i zgodę na zamieszczenie na naszym blogu. Tym sposobem mamy unikalne materiały z epoki.

Pierwszy z omawianych dziś wycinków to minirecenzja singli Joy Division LWTUA/Incubation. Pierwszy określony zostaje jako najbardziej komercyjna produkcja zespołu, drugi nazwany rzekomo ostatnią produkcją Curtisa przed jego upadkiem. Jest inna niż Transmission i utrzymana bardziej w klimacie znanym z Unknown Pleasures i z później z Closer. To esencja Joy Division, choć jest odrzutem (przypomnijmy, że z sesji Closer).



Bardzo ciekawy jest kolejny wycinek, bowiem zaczyna się od stwierdzenia, że autor widział Joy Division podczas wspólnego tournee z Buzzcocks i Joy Division kradli show (jest to sprzeczne z opinią menadżera Buzzcocks Richarda Boona, który uważał, że tak nie było - warto zobaczyć TUTAJ). Z każdym koncertem gromadzili coraz liczniejszą publikę. Po wydaniu drugiego albumu i singla mieli mini-tournee po UK, ale część występów została odwołana z powodu choroby Curtisa, który chwilę później popełnił samobójstwo.  




Kolejne wycinki to notatki odnośnie zawartości Unknown Pleasures, oraz kompletna dyskografia Joy Division i początek dyskografii New Order. Jak widać musi to być tekst z początku lat 80-tych bowiem New Order ma tutaj w dorobku zaledwie pierwszy album Movement, zrealizowany przez Martina Hannetta. Pada stwierdzenie, że album to kontynuacja działalności Joy Division, szkoda że tak nie zostało... 

Opis Still informuje nas, że zawarta na nim wersja Ice Age została nagrana podczas sesji Atmosphere. Koncert pokazuje siłę występów Joy Division live. Naszym zdaniem jednak, nie o to tutaj chodziło, tylko o upamiętnienie na Still ostatniego występu. Przecież istnieją zapisy nieporównywanie lepszych występów Joy Division jak choćby te z bootlegu Amsterdam (opisanego TUTAJ), czy London Lyceum (opisanego TUTAJ - będącego chyba najdoskonalszym zarejestrowanym koncertem zespołu). Bardzo ciekawa jest informacja, że krążyła plotka o planach wydania Still z książeczką i zdjęciami, co niestety nie nastąpiło. Album definitywnie zakończył karierę Joy Division. 

A my jak zwykle dziękujemy Garemu i zapraszamy wkrótce na eksplorację kolejnych perełek z Jego zbioru.

Thank you Gary!

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w minstreamie.

niedziela, 5 czerwca 2022

Archiwum artykułów o Joy Division: zbiory Gary Smitha cz.1

Media społecznościowe pozwalają nam docierać do zupełnie niesamowitych materiałów. Tak jak jak od szkoły podstawowej zbierałem w zeszytach wycinki prasowe o the Beatles, tak nasz znajomy z Twittera Gary Smith zbierał wycinki o Joy Division. W Polsce materiałów o kwartecie z Manchesteru praktycznie nie było, te do których wtedy dotarłem przedstawiliśmy choćby TUTAJ czy TUTAJ. Natomiast Gary wrzucił na Twittera filmik z zeszytem z wycinkami z tamtych lat (LINK), i przychylił się do naszej prośby żeby swoje zbiory zdigitalizować i nam udostępnić, za co serdecznie dziękujemy. 

Przypomnijmy, że mamy na blogu dział Archiwum artykułów o Joy Division (TUTAJ), który poświęcamy takim właśnie rarytasom. 

Dzisiaj część pierwsza tej imponującej kolekcji.
Przy okazji dowiadujemy się, że Gary, lub ktoś z jego rodziny, uczęszczał do tej samej szkoły co Ian Curtis.


Pierwszy wycinek to artykuł Briana Hogga, jak widać niekompletny. Autor pochodzi ze Szkocji i pisał dla fanzinu Bam Balam, który poświęcony był muzyce lat 60-tych. Jak widać fragment poświęcony jest początkowi kariery zespołu, autor podkreśla, że nazwę Stiff Kittens zaproponował Pete Shelley z the Buzzcocks, ale zespół zmienił ją na Warsaw (zabawna literówka w słowie Warszawa). Nie wspomina się, że autorem nazwy Warsaw był sam Ian Curtis, kiedy współtworzył duet z Iianem Grayem.


Niesamowitą wartość archiwalną mają wycinki dokumentujące pojawienie się na rynku muzycznym kolejnych realizacji Joy Division, co świadczy o tym, że właściciel był fanem w czasie kiedy zespół istniał, a nie stał się nim dopiero po śmierci Iana Curtisa. Tak więc w kolejności mamy wycinek podsumowujący Atmosphere - jedno zdanie jako uniwersalna recenzja tego wydawnictwa.

Zgodnie z rekomendacją, wykracza poza zwykłą rozrywkę, aby muzycznie przepisać słowa pół-światła i intensywność ekstazy...

Druga czytelna notka dotyczy wznowienia Transmission, także w kilku słowach rekomenduje nabycie tego singla:

Wydanie na 12 calowym singlu tej klasycznej piosenki to wielka korzyść jedynie dla entuzjastów hi-fi, ale przy okazji daje możliwość zareklamowania tej płyty każdemu kto jej jeszcze nie posiada.


Ostatni omawiany dziś wycinek dotyczy detali kariery zespołu. Ciekawa jest informacja o wydaniu w 1981 roku An Ideal Beginning z demami piosenek Inside the Line, Gutz i At a Later Date. Faktem jest, że wszystkie te piosenki znalazły się na wznowieniu wydawnictwa Warsaw (to chyba najgorsze piosenki jakie stworzyli w karierze, warto dodać, że na początki piosenki pisał Peter Hook...). 

Dalej omówione jest pierwsze wydawnictwo Factory (czasem można trafić je na Ebay, choć rzeczywiście cena jest przerażająca), a autor artykułu zachwyca się piosenką Glass, choć dla nas Digital na pewno nie jest gorsze.
 
Autor podkreśla rolę Hannetta i Grettona, oraz doskonałą synchronizację okładki Unknown Pleasures z muzyką, którą widzi jako coś pośredniego między dokonaniami the Doors i Velvet Underground. Podkreślona jest rola występu w TV i wydanie singli Transmission i Auto Suggestion (Earcom Two - warto zobaczyć TUTAJ). Omówione są też inne single jakie zespół wtedy wydał, nie wyłączając Sordide Sentimental (kopii było dokładnie 1578 - warto zobaczyć TUTAJ).

Wkrótce kolejne wycinki z zeszytu Gary Smitha - thank you Gary! 

My wracamy jutro, dlatego czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.   

piątek, 8 kwietnia 2022

Archiwum artykułów o Joy Division: Fanzine The Pink Flag pisze o koncercie Joy Division w Malvern Gardens, 5.04.1980

Dzień przed pierwszą próbą samobójczą Iana Curtisa Joy Division grają koncert w Malvern Winter Gardens. Garry Birchall pisze recenzję z koncertu i umieszcza w nim serię swoich zdjęć.


Na początku autor stwierdza, że publika dopisała, była barwniejsza niż zwykle. Koncert otworzyli Section 25, którzy byli znani autorowi recenzji, bowiem wcześniej w Londynie wspierali już Joy Division. Po nich zagrali Primal Screamers - lokalny zespół z dwoma wokalistkami.

Zaraz po nich wystąpili Joy Division, zrobiłem kilka zdjęć by udać się na środek żeby odetchnąć i potańczyć. Muzycznie są nieskazitelni. LWTUA jest muzyczną atrakcją ze swoją zachwycającą muzyką i keyboardem które są bardzo poruszające. Zagrali też Wilderness i Interzone z płyty Unknown Pleasures oraz kilka nowych piosenek, a skończyli z wydłużoną wersją She's Lost Control i to wszystko, szkoda że tak krótko. 

Poczułem się oszukany, zwłaszcza, że zapłaciłem za koncert 2.5 G.B.P. a oni niechętnie wrócili na bis i to po kilkunastu minutach szalonych oklasków. Niechęć do bisów może być częścią ich image'u ale można to zrozumieć, jednak po odpowiednio długim występie.

Na bis jamowali z członkami Section 25 ze znakomitą perkusją, do piosenki przypominającej Dead Souls. Członkowie Joy Division pokazali swój bark ducha, oddalając się natychmiast po zakończeniu za scenę. 

Koncert był dobry, ale oczekiwałem więcej, zwłaszcza po tak dobrym zespole. 

Podsumowując, ani Joy Division, ani Section 25 nie odezwali się słowem jakiejkolwiek pochwały do publiki. Czasami sztuczne wytwarzanie dystansu jest kompletną porażką...
 

Dziś, po tych wszystkich latach kiedy wiemy, w jakim stanie był wtedy Ian Curtis, który dzień później próbował popełnić samobójstwo, a finalnie nieco ponad miesiąc później zrobił to, patrzymy na ten opis zupełnie inaczej. 

Dziś kiedy wiemy, że w tamtym okresie ataki epilepsji nasilały się, miały miejsce nie tylko podczas koncertów, ale i po nich jak i nawet podczas prób, możemy powiedzieć, że relacja Garry Birchalla jest dość mocnym dowodem tezy, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.


A swoją drogą, jeśli koncert był dla niego tak ważny mógł postarać się o nieco lepszą jakość zdjęć. No chyba, że nie zdawał sobie sprawy z jak wielkim zespołem ma do czynienia. 

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.    

niedziela, 13 lutego 2022

Niepublikowany wcześniej w sieci wywiad Chrisa Sharratta z Deborah Curtis z 1995 roku - krytyczna analiza

David Haslam powiadomił nas na Twitterze, że przesłał znajdujący się w jego domowym archiwum skan wywiadu Chrisa Sharratta z Deborah Curtis jego autorowi, a ten umieścił go po raz pierwszy w sieci (LINK).


Bardzo dziękujemy za tą wiadomość i z wielką przyjemnością omówimy wywiad na naszych łamach (w sumie trudno całość nazwać wywiadem - to raczej krótkie wypowiedzi). 

Odbył się on w 1995 roku, kiedy promocję miała książka Deborah Curtis o Ianie (pewne zawarte w niej sprzeczności omówiliśmy TUTAJ), a opublikował go magazyn City Live.


We wstępie autor przytacza krótką historię śmierci Iana Curtisa i narosłych wokół niej mitów.

Już na samym początku Deborah Curtis podkreśla, że Ian miał plan na samobójstwo - chciał zostać wielką gwiazdą a odejście w taki sposób było częścią tego planu. Rzeczywiście w książce jest taki fragment, ale pamiętajmy że dotyczy on wczesnej młodości wokalisty. Natomiast trudno nam jednoznacznie się z nim pogodzić, zwłaszcza gdy analizuje się wypowiedzi innych świadków tamtych dni. Kilku z nich podkreśla, że Ian miał plany na odejście z zespołu, wyprowadzkę do innego kraju. Marzył o tym że zostanie księgarzem. Zatem chyba nie do końca plan samobójstwa był jedyną opcją jaką rozważał (warto zobaczyć TUTAJ). Mało tego, jeśli Deborah Curtis uważa, że Ian miał taki plan, to dlaczego zostawiła go samego tamtego feralnego wieczoru, kiedy rozstawali się bodajże dwukrotnie? To pytanie na zawsze pozostanie bez odpowiedzi, bo skoro wszyscy widzieli w Ianie Curtisie ten mroczny element jego osobowości, mało tego Kevin Cummins podkreślał w wywiadzie że świadomie kreował ponury wizerunek Joy Division, to dlaczego nikt go nie pilnował tego wieczoru? Dlaczego tego nie robili, zwłaszcza że było to już po jego pierwszej próbie samobójczej?       

Następnie przytoczona jest wypowiedź, która również znajduje się w książce, że Ian chciał  w życiu nagrać tylko jeden album i singla, po czym stracił kontrolę nad zespołem i swoim życiem - nie był zdolny do podejmowania decyzji. Trochę dziwne jest to stwierdzenie i stoi w jawnej sprzeczności z przytoczonym powyżej twierdzeniem o realizacji planu... Skoro nie był zdolny do podejmowania decyzji to kto podjął za niego decyzję o samobójstwie?  

Całość kończy dość kontrowersyjne stwierdzenie, że świat po śmierci Curtisa nie stanął w miejscu, powstało New Order, Hacienda, Factory zbankrutowało, córka Iana dorosła a wdowa ponownie wyszła za mąż... Jasne, nikt przecież nie oczekiwał końca świata, wydaje nam się że Ian też nie. Natomiast ta wypowiedź pokazuje z jaką osobą żył wokalista Joy Division. Kiedy człowiek wsłucha się w teksty Curtisa z Unknown Pleasures to po wysłuchaniu I Remember Nothing przychodzą do głowy różne dziwne myśli. 

Ktoś powie, że mógł nie śpiewać o swoim życiu i swoich doświadczeniach. Warto jednak zastanowić się, dlaczego Martin Hannett, który przecież doskonale rozumiał się z Ianem, okrasił ten utwór takimi a nie innymi efektami specjalnymi? Czy to nie jest tak, że w życiu Curtisa było zbyt wiele typowej angielskiej poprawności i urażonej kobiecej dumy? Tej, która właśnie pozwoliła na zostawienie go samego w ów feralny sobotni wieczór, mimo wiedzy, że ma plan?   

Reasumując coraz bardziej nurtuje nas pytanie, czy aby książka Touching From the Distance nie jest próbą wybielenia pewnych faktów? Wszak jak mawiają - historię piszą zwycięzcy...

My to prędzej, czy później wyjaśnimy.


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.