W roku 1984 Marillion niesione na fali sukcesu debiutu Script for a Jester's Tear (opisanego przez nas TUTAJ), oraz znakomitego Fugazi (opisanego TUTAJ) wydają koncertówkę Real to Reel. Ponieważ na naszym blogu opisaliśmy już wszystkie albumy z udziałem Fisha, do kompletu pozostała nam jeszcze dziś omawiana płyta.
Tracklista oryginału (bo ukazało się też CD i wznowienie z bonusami), zawiera materiał znany z obu albumów, poza dwoma utworami z singli (Cinderella Search i Market Square Heroes). Wykonanie piosenek jest znakomite i pokazuje, że Marillion w tamtym czasie byli perfekcyjni instrumentalnie i rzecz jasna wokalnie.
Oczywiście płyta winylowa, poza swoimi wszelkimi zaletami, nie odda w pełni klimatu, jakim wtedy charakteryzowały się koncerty zespołu. Ten możemy częściowo eksplorować, dzięki znakomitej okładce Marka Wilkinsona (pisaliśmy o nim TUTAJ), powstałej według pomysłu Fisha i Julie Hazelwood, która ułożyła w ciekawy collage zdjęcia z trasy autorstwa Juliana Culla.
Z materiałów, które przetrwały z epoki (i relacji publiki) wiadomo, że koncerty zespołu były swoistego rodzaju inscenizacjami, coś w stylu tego co robił kiedyś Peter Gabriel z Genesis. To był prawdziwy art - rock, a głównym showmanem był oczywiście Fish, zmieniający kostiumy i makijaż w zależności od utworu.
Po latach zarówno Genesis, jak i Marillion odstąpili od takich form, a ich koncerty stały się, lekko mówiąc, mało strawne.
Wśród zdjęć odnajdujemy akcent Joy Division - logo Unknown Pleasures na koszulce Fisha. Kto by pomyślał, że gwiazda progrocka będzie inspirowała się twórczością Iana Curtisa, choć jak wiadomo, Fish zmagał się w tamtym czasie z depresją, narkotykami a później alkoholizmem.
Może to wiele tłumaczyć, zwłaszcza mocno depresyjne teksty lidera Marillion.
Naszym zdaniem najciekawszym utworem albumu jest Cinderella Search strona B singla Assassing z 1984 roku. Znakomity utwór, choć rzeczywiście jego nieco bajkowy klimat pewnie spowodował, że nie został umieszczony na albumie Fugazi. Za to zapewne idealnie by pasował do Clutching at Straws (który opisaliśmy TUTAJ), bo jest o piciu...
W Poszukiwaniu Kopciuszka
Po naszym zerwaniu, plącząc wszystkie linie Światło na dnie butelki - alkoholowy alfabet Za to po drugiej stronie lustra dowód w moim odbiciu Pięć zmysłów wygasa zataczając się w poszukiwaniu Kopciuszka Po zerwaniu, plącząc wszystkie linie Niepowodzenie utrzymania pionu, z celem w poziomie Konwersacja wymaga tłumaczenia Trzy wymiary rozpływają się podczas poszukiwania Kopciuszka, poszukiwania Kopciuszka Po zerwaniu, pisząc wszystkie linie Śniące barmanki, burbon i saksofon Bez powodzenia, bez czaru, poza grą odrzuceń w papierosowym mieście Staram się tylko utrzymać kierunek w poszukiwaniu Kopciuszka, W poszukiwaniu Kopciuszka Ale Samarytanka złamanych serc złamanych Podpłynęła przez nikotynową zasłonę i wymieniliśmy pocałunek ostatniego tchnienia Zmartwychwstanie w transie, modelka, Graal, w namiocie obietnic Dotknąłem marzenia, złapałem marzenie, trzymam moje marzenie By skończyć poszukiwanie Kopciuszka, poszukiwanie Kopciuszka, już nigdy więcej, już nigdy! Objawianie manier przy łóżku po godzinach Czekam na rozwój sytuacji z paranoicznymi oczami niczym z polaroidu Lokaj zapamiętał numer, Ale książę wciąż trzyma oba pantofle A czy ty zmieniłbyś pałac w zamian za kawalerkę i „Opowieści z Canterbury?" Może to było tylko zauroczenie lub dreszcz pogoni Może zawsze byłaś poza moim zasięgiem, a moje serce grało asekurancko Ale czy widziałem w twoim oku miłość czy tylko jej odbicie w moim? Nigdy nie będę wiedział na pewno, bo nigdy nie dałaś mi naprawdę czasu. Daj mi czas, dlaczego nigdy nie dajesz mi czasu? Witamy ponownie w cyrku Witamy ponownie w cyrku Witamy ponownie w cyrku Zawsze używam scenariusza, lecz nigdy asekuracj Pomimo to Witamy ponownie w cyrku!
Reasumując - Marillion w szczytowej formie. Szkoda, że dziś już tylko z płyty...
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Marillion, Real to Reel, EMI, 1984,producenci: Simon Hanhart i Marillion, tracklista: Assassing, Incubus, Cinderella Search, Emerald Lies, Forgotten Sons, Garden Party, Market Square Heroes
I jak możesz nazwać mordercami, tych którzy za wszelką cenę oskarżają morderców, przyjacielu?
Punch i Judie
Pralka ogołociła z blasku królową piękności
Znaleźliśmy swoje gniazdko w Daily Express
Spotkaliśmy pastora w świętym ornacie
Wychowaliśmy nasze dzieci w duchu Kościoła Anglii,
A teraz wegetuję przed kolorowym telewizorem
Najgorsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić
Gorsza niż rozwód
Co się stało z bitwami na poduszki?
Z obcisłymi jeansami, piątkowymi nocami
Co stało się z uliczkami kochanków
Z namiętnymi zabawami
Niedzielnymi spacerami w strugach deszczu
Lokówki, leki przeciwbólowe
"Rób to szybciej bo boli mnie głowa"
Osobne łóżka, strach wieku średniego
Kto nie zakręcił pasty do zębów
Kto nie spuścił wody
Zostaw swoje przepocone skarpety za drzwiami
Nie chodź po wypolerowanej podłodze, Judy
Co stało się z porannymi uśmiechami
Z figlarnymi sztuczkami, pobłażliwymi stylami
Z błyszczącymi oczami, szybkimi przejażdżkami
Komplementami na wyrost
Podpierając bar
Trwonię ostatnie pieniądze
A wiem, że wystarczy
Kilka tabletek nasennych i będę wolny
I nie będzie nigdy więcej Judy
Układanka
Jesteśmy kawałkami układanki ułożonymi na krawędzi okręgu
Zablokowani brakiem kawałka
Dziećmi renesansu
Unieruchomionymi pod Ponte dei Sospiri
Na zawsze rzucającymi pochodnie na kamienie
Bliźniakami syjamskimi zrośniętymi sercami
Krwawiącymi podczas operacji wstępnej konfrontacji
Trzymającymi skalpele słów na drżących ustach
Stań prosto, spójrz mi w oczy i powiedz "do widzenia"
Stań prosto, dawno minęliśmy już punkt tłumaczący dlaczego
Wczoraj zaczyna się jutro, jutro zaczyna się dziś
I zawsze problemem wydaje się złapanie kawałków po rykoszecie
To rykoszet
Topiąc tequillowe wschody słońca, pasażer na gapę na nocnych statkach
Uciekinierzy romansu proszący o azyl od rzeczywistości
Nadający sygnały SOS na przypadkowych częstotliwościach
Zawsze odsyłają je nam poranne samoloty
Jesteśmy pilotami namiętności pocącymi się podczas lotu do celu
Do kolejnej szczytowej narady, kolejnego rozwodu w porze śniadaniowej
Krzyczący o chwilę wytchnienia
Oślepieni bielą śniegu w strefie lawin
Stań prosto, spójrz mi w oczy i powiedz "do widzenia"
Stań prosto, dawno minęliśmy już punkt tłumaczący dlaczego
Wczoraj zaczyna się jutro, jutro zaczyna się dziś
I zawsze problemem wydaje się złapanie kawałków po rykoszecie
To rykoszet
Jesteśmy impulsywni?
Rosyjska ruletka w poczekalni
Puste pokoje ściskają koniec
Pomieszane wizje łowią fale księżyca Trevi
Monety marzeń do fontanny lub na twoje powieki
Osiągnęliśmy punkt zapłonu od iskier żartów
Czuliśmy dym snujący się zza horyzontu
Musisz wiedzieć że planowałem ucieczkę
Stań prosto, spójrz mi w oczy i powiedz "do widzenia"
Stań prosto, dawno minęliśmy już punkt tłumaczący dlaczego
Wczoraj zaczyna się jutro, jutro zaczyna się dziś
I zawsze problemem wydaje się złapanie kawałków po rykoszecie
To rykoszet
Szmaragdowe kłamstwa
Być księciem posiadania w galerii pogardy
Cierpieć od twoich niedyskretnych dyskrecji kiedy prosisz mnie bym ustąpił
Kiedy tak gromadzisz flirt z wykalkulowanym milczeniem kurtyzany
Jestem arlekinem
W diamentowym kostiumie, rzucającym zielone cienie
Jestem arlekinem
Obce zmysły bezczeszczą moją świątynię
Patrolują moje zmysły
Kradną moje sny
Splądruję twoje pamiętniki ukradnę niewinność twoich myśli
Splądruje twoje listy uknuję intrygi
Niewinność
I pod togami Torquemady wskrzeszę inkwizycję
I nałożę karę subtelnych tortur pytaniami bez pytań
Bez pytań
Patrząc w cienie zieleni przez cienie błękitu
Ufam że ty zaufasz iż ja nie zaufam tobie
Przez jedwabną mgłę rozmazanego makijażu
Czterdziestowatowe słońce w sali sądowej
I wyplamione kawą wyblakłe kimono
Zobaczy taniec obrączek na zimnym linoleum
To jest niewinność
A ćmy oskarżeń krążące przy świetle
Spalą skrzydła i polecą spiralnym lotem samobójcy
Spakujesz swój świat do walizki ciepłe łzy stopią ten lodowy pałac
Rozpuszczą kryształ połknięty przez noc
Patrząc w cienie zieleni przez cienie błękitu
Ona kameleon
Chowając swoje ego na krawędzi podświetlanego łuku
Obmyśla uwiedzenie kalkuluje podryw
Kiedy się poruszyła jej obecność mnie przeszyła
Kiedy się odezwała jej słowa mnie usidliły
Patrz na jaszczurkę,
W karmazynowym welonie
Ukrzyżowała moje serce w głębi satynowego grobu
Kiedy leżałem w spoconym monologu, czułem gasnące światło miłości
I w spiralach dymu z papierosów
Odprawiłaś swój łóżkowy ceremoniał
Widziałem jaszczurkę
Dotknąłem jaszczurki w karmazynowym welonie
Widziałem drzwi zatrzaskiwane miliony razy
Śmiejące się kameleony winylowe kurtyzany
Wiedzą czego chcą wyśpiewują twoje imię
I wślizgują w pościel
Nigdy nie mówię nie, pozwalamy spotykać się naszym ciałom w chemicznym ogniu
To tylko kolejny sex, kolejny sex tak mówię
Kochanie dla zabawy, cielesny autograf leżąc na łóżku jaszczurki
To tylko kolejny sex, kolejny sex, krwawię
Zdegradowany i samotny zgwałcony i ciągle obolały
Na łóżku jaszczurki
My kameleony
Incubus
Kiedy światła przyćmione w hołdzie minionej pasji
Moja publika mnie opuszcza, unosząc się w perfumowanej zmianie
Przez bełkoczącą ciszę, twarz która uruchomiła tysiąc kadrów
Zdradzona porcelanową łzą, splamioną karierą
Grałaś już tę scenę przedtem
Jestem pyłkiem w twoim oku
Nieodpowiednią reakcją
Ciemny pokój rozpala wyobraźnię w zdjęciach pornograficznych
Na których zawsze będziesz gwiazdą, zawsze gwiazdą, niedotykalna
Niedostępna, w ciemności
Powodują nieprawidłową reakcję
Bez kwiatów do położenia na grobowej płycie
A ściany stają się cienkie jak gazetowy papier
Ale to mogłoby spowodować negatywny obraz
A ty musisz być wyeksponowana w pełnych kolorach
Akt publiczny, pozwolę ci wymodelować twój wstyd
W kocim chodzie manekina
Niech chodzi kot
Grałem już w tej scenie
Jestem pyłkiem w twoim oku
Nieodpowiednią reakcją, satysfakcją
Nie zamieciesz mnie pod dywan, nie schowasz pod schodami
Kustosza twoich ukrywanych lęków, głównego aktora minionego roku
Kto jak ty wyczołgał się z alei ciemności
Skazana na odrzucenie w bagnie anonimowości
Ty którą pokierowałem wolą kochanków, ty której pozwoliłem hipnotyzować obiektywy
Ty której pozwoliłem się kąpać w strumieniu świateł
Ty która wymazałaś mnie ze swojej pamięci jak niepotrzebny makijaż
Jak niepotrzebny makijaż
Teraz jestem wężem w trawie, marą starego filmu
Producentem twojego koszmaru a przedstawienie się właśnie zaczyna
Zaczyna
Twój krąg wielbicieli drży jak celuloidowe lalki
Kiedy jąkasz się sparaliżowana z wyschniętymi oczami,
Rzucasz cienie, zarzucasz skrzydłami, wyrywasz złudne ocalenie z ust dublera
Uratować monolog, powstrzymać nekrolog
Moje wejście w ostatnim akcie ty czekasz w milczącej samotności
Czekając na podpowiedź
Grałaś już w tej scenie przedtem
Fugazi
Bliskość wódki, romans z odosobnieniem w celi Blackheath
Gaszę płomienie w prywatnym piekle
Prowokuję ból serca do odnowienia licencji
Poety o krwawiącym sercu w delikatnej kapsułce
Podpierającego skorupę błyskotliwej świadomości
Owiniętego szalem kaca
Ochrzczonego we łzach nad rzeczywistością
Tonący w mokrych uchwytach na linii Picadilly, wyścig szczurów
Drepczących przez wilgotny elektryczny labirynt
Głaszczesz rękę Ofelii z klasyczną ambicją
Umizgi Albatrosa, ślubne tradycje
Schowany za walkmanem na uszach
Środkiem antykoncepcyjnym przeciwko niechcianej rozmowie
Rzuciła harpun i przebiła mi serce
Powiesiła się na mojej szyi
Przed bełkotem Time'u,
Life'u, Guardian'a
Bezpieczny i suchy we własnym morzu kłopotów
Od dziewiątej do piątej w odpowiednich krawatach
Rzucony dryfuję na fali kiedy ich pokazy, stereo, hetero
Uciszają się milkną, czarują,
Topią się w rzeczywistości
Złodziej z Bagdadu ukrył się właśnie w Inslington
Modli się o deportację swojej świętej krowy
Dziedzictwo romansu z ogarniętego zmierzchem świata
Wiano jakiejś krewnej dziewczyny
Kwiat wietnamski, unia z Dockland
Kochanie uwolnienia z uścisku magazynów
Kontrakty Magdaleny więcej niż przysługi
Karmiące dłonie zachodniej obietnicy trzymają ją za gardło
Syn swastyki z 45 afiszujący się wybielonym sztandarem
Graffiti zaklina testamenty uczniów nienawiści
Aerozolowe różdżki szepczą gdzie światła przecinają ogrodzenia z drutu kolczastego
To szachy w Brixton
Rycerz ze skarpy zwija swój gazetowy zamek
Istota w habicie żebrze o monetę przewoźnika
Odejdzie ze starymi żołnierzami w pobrudzonych smarem wezwaniach
I pozostaną z płonącymi sercami ostatniej wieczerzy Wielkiego Czwartku
Syn obserwuje ojca przeglądającego nekrologi swoich nieobecnych szkolnych przyjaciół
Kiedy jego generacja trawi wysokobłonnikową ignorancję
Kuląc się za zasłonami i oklejonymi oknami
Ludobójstwo dozwolone, od drzwi do drzwi Belsens
Puszki Pandory wypełnione Holokaustem krążą z wdziękiem po wypełnionym satelitami niebie
Czekam na porę dna
Przedostatnia migracja
Radioaktywne perfumy
Dla modnie, dla ostatecznie obłąkanych
Obłąkanych
Czy wiesz? Czy wiesz?
Że ten świat jest kompletnie fugazi
Gdzie są poeci gdzie są wizjonerzy
By pogwałcić świt sentymentalnych najemników
ISOLATIONS: Zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów
Na okładce albumu panuje bałagan... Projekt Marka Wilkinsona opisany przez nas TUTAJ pełen jest symboli: śmierć, alkohol, muzyka, minione czasy i wspomnienia. Jester znalazł przepis na swoje łzy i minęło kilka lat, kiedy po dość intensywnym wcielaniu go w życie zrozumiał, że nie daje rady. Przegrany upił się i leży otumaniony śród wspomnień dzieciństwa, i minionych miłości. Walki na poduszki zamieniły się w szarość codziennego dnia. Kobiety kameleony zabiły ostatnie nadzieje na sens uczuć, a mijający czas spowodował wyblaknięcie nawet najbardziej intensywnych kolorów przeszłości...
I nawet jeśli wkrótce umrze, nic się nie zmieni. Świat będzie trwał, a on być może będzie jeszcze miał na tyle siły, aby po raz ostatni zanurzyć się we wspomnienia nieudanego dzieciństwa (TUTAJ) nim całkowicie pochłonie go alkohol, którego znowu chwyci się jak tonący brzytwy...
A później zostanie tylko nekrolog w gazecie...
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Marillion - Fugazi. EMI: 1984, Producent: Nick Tauber. Tracklista: Assassing, Punch and Judy, Jigsaw, Emerald Lies, She Chameleon, Incubus, Fugazi
Bezpieczny własnymi słowami, uczący się z własnych słów
Straszny żart, straszny żart
Otulony bezpieczeństwem kimona ze sztucznego jedwabiu
Poranna mara galopuje w bezgwiezdnych żaluzjach moich oczu
Powraca duch nieudanego dzieciństwa by przemówić
Do tego sieroty złamanego serca, pozbawionego złudzeń i zranionego
Uchodźcy
Uchodźcy
Kayleigh
Czy pamiętasz czekoladowe serca topione na ścianie na placu zabaw?
Czy pamiętasz ucieczki z wypełnionych księżycem hali koledżu?
Czy pamiętasz kwiaty wiśni na rynku
Czy pamiętasz jak myślałem że to konfetti w naszych włosach
A propos czy nie złamałem ci serca?
Wybacz mi proszę, nigdy nie chciałem złamać ci serca
Wybacz, nigdy nie chciałem złamać ci serca
Ale ty złamałaś moje
Kayleight czy nie jest już za późno aby powiedzieć przepraszam?
Czy możemy znowu dostać to razem?
Nie mogę dalej udawać że to wszystko skończyło się normalnie
Kayleight nigdy nie myślałem że cię stracę
I myślałem że zawsze będziemy przyjaciółmi
Mówiliśmy że nasza miłość będzie wieczna
Dlaczego więc tak gorzko się skończyła?
Czy pamiętasz jak biegaliśmy boso po trawniku wśród spadających gwiazd
Czy pamiętasz miłość na ławce w Belsize Park
Czy pamiętasz taniec w sztyletach śniegu
Cy pamiętasz, nigdy nie zrozumiałaś dlaczego musiałem odejść
A propos czy nie złamałem ci serca?
Wybacz mi proszę, nigdy nie chciałem złamać ci serca
Wybacz, nigdy nie chciałem złamać ci serca
Ale ty złamałaś moje
Kayleight chcę powiedzieć przepraszam
Ale boję się podnieść słuchawkę telefonu
Żeby usłyszeć, że masz już nową miłość by załatać nasz popękany dom
Kayleight ciągle staram się napisać tę miłosną piosenkę
I teraz jest dla mnie bardziej ważne że odeszłaś
Może ona udowodni nam że zrobiliśmy dobrze
A może udowodni że byłem w błędzie
Lawenda
Spacerowałem po parku marzyłem o nowej miłości
Kiedy usłyszałem rozpryskujący się szept
Lśniący w mgle letnich trawników
I słyszałem śpiewające dzieci
Biegnące przez tęcze
Śpiewały piosenkę dla ciebie
Wyglądała jak dla ciebie
Ta którą chciałem napisać dla ciebie
Dla ciebie
Lawenda niebieska, lawenda zielona
Kiedy będę królem, ty będziesz królową
Płacę za twoje myśli moja droga
Mam u ciebie dług za miłość
Lawenda zielona, lawenda niebieska
Kiedy mnie pokochasz, ja pokocham ciebie
Płacę za twoje myśli moja droga
Płacę za twoje myśli moja droga
Jestem twoim dłużnikiem za miłość
Za twoją miłość
Gorzka suita
I. krótkie spotkania
Pająk wędruje bezbronnie w cieple cienia
Nie jak królewski stwór z przybrzeżnych jaskini
Ale jak biedny, bezcelowy, zagubiony krewny
Nieznanego szkockiego poety
Mgła wyczołguje się z kanału
Jak pierwotny duch romansu
By kłębić się pod kaskadą neonowego pyłu
Kiedy ja siedzę przywiązany do telefonu jak oczekujący ojciec
A twój goździk więdnie w wazonie
II. Stracony weekend
Pociąg śpi na bocznicy
Maszynista wypija kolejne piwo
By zmyć z siebie wspomnienia z piątkowej nocy w klubie
Ona podpierała ścianę mając lat szesnaście
I będzie podpierała mając trzydzieści cztery
Jej matka nazwała ją piękną
Ojciec powiedział: dziwka
III. Niebieski anioł
Niebo w Lionie miało kolor biblijnej czerni
Kiedy spotkałem Magdalene
Paradowała w świetle latarni ulicznych
I odmówiła podania swojego imienia
A pierścień fioletowych sińców
Przyszpilony do jej ramienia
Dwieście franków za świątynię, i poprowadziła mnie za rękę
Do pokoju tańczących cieni gdzie znikają wszystkie problemy sercowe
I z palących się języków świec usłyszałem jak szepce mi do ucha
"Kocham cię całym sercem"
Słyszę twoje serce
IV. Nieudana randka
Jest zbyt późno aby napisać coś na papierze
Coś w końcu musi się zmienić pod wpływem tej presji
Już widać rysy
Jest za późno
Kariera weekendowej dziewczyny nigdy się nie zaczęła
Powiedzieli, że to nigdy nie powinno się ponownie zdarzyć
Jak źle, jak źle
Tym razem wydaje się to być kolejną nieudaną randką
Wygląda to jak kolejna nieudana randka
Z tobą
Z odpowiednikiem Ciebie, ciebie
V.Wystawianie kciuka na wiatr
Na peryferiach niczego
Na okrężnej drodze gdzieś
Na krawędzi niezdecydowania
Zawsze wybieram okrężną drogę
Czekam na deszcz
Bo urodziłem się z przyzwyczajeniem
Wystawiania kciuka na wiatr
Na znak deszczu
Zaczęło padać
Serce Lothiana
Dzicy chłopcy, urodzeni z sercem Lothiana
Jest szósta rano w blokach wieżach
Stalagmitach kulturowego szoku
Gdzie podróżnicy fantastycznego światła, kłaniają się
Rozpylają feromony na ich perfumowane mundury
I anarchia śmieje się w Royal Mile
A one czekają na swoich chłopców
Kowbojów
Wesołe małe panienki przy wodopojach
Wygrają swoje nagrody piątkowej nocy
Urodziłem się z sercem Lothiana
Podniesienie kurtyny
A człowiek z gazety chce kolejnego ujęcia ciebie skulonej
Bo wyglądasz jak aktor w ujęciu filmowym
Ale czujesz się jak pijaczek na parkingu
Jak mogłem mimo tego w to wejść?
Czy na prawdę potrzebujesz playbacku do swojego show?
Bo dzicy chłopcy chcą wezwania do wodopojów
A człowiek w lustrze ma smutne oczy
Wodopój (Expresso Bongo)
Kiedy taksówki zbierają się w miejscu ceremonii
Pogrzebowe pogłoski zasądzają śmierć dziewictwa
Czy był to raj utracony, a może raj znaleziony?
Czy otrzymaliśmy szacunek czy też trwaliśmy przy swoim
Znalazłeś nową miłość, czy tylko w to wierzyłeś
A dzicy chłopcy otwarcie tatuują swoje serca
I kiedy myślisz że czas iść
Kiedy myślisz że już czas iść
Nie zdziw się
Bohaterów zawsze brakuje
Gderający kupcy sprzedają fałszywe wrażenia
Wywracający oczami na kelnerów w amerykańskim stylu
Wiążący anioły przy barach ze słodyczą Martini i ich wdziękami
Kładą się na byle wezwanie
Kiwają swoimi głowami w najlepszym stylu
Dla tanich win
A dzicy chłopcy
Kryją swoje miłosne ukąszenia dla swoich zbrodni
Zakulisowi władcy
Piosenka miłosna bez uzasadnienia
Udająca że nigdy wiele dla mnie nie znaczyłaś
Zdrętwiały, jestem dzieckiem walium.
Znudzony bezsensownymi kolizjami
Samotny błysk reflektora, diamenty uwięzione w czarnym lodzie
Lustro pęka wzdłuż białych linii
Po prostu chciałem żebyś była pierwszą
Płoną popioły
Styl życia bez uproszczeń
Ale nie proszę o twoją sympatię
Rozmowa, nigdy nie umieliśmy rozmawiać,
zdystansowani wszystkim co było między nami
Zakulisowy władca, twór językowy
Jestem za daleko tam i za blisko tu
A ja po prostu chciałem żebyś była pierwsza
Chciałem żebyś była pierwsza
Płoną mosty
Mosty płoną
Ukryta krzywa
I. Śpiew w krwawym świetle
Ostatniej nocy powiedziałaś mi, że byłem zimny, niedotykalny
Samotna akcja w innym stylu
A ja po prostu chcę być wolny, cieszę się kiedy jestem sam
Czy możesz mnie zostawić w spokoju?
Po prostu zostaw mnie samego z moimi myślami
Uciekinier, po prostu uciekinier
Ocalam samego siebie
II. Przechodzący nieznajomi
Rozciągający się pod naszyjnikiem karnawałowych świateł
Zimny jęk, na brzegu nocy
Jestem zbyt zmęczony by walczyć
Tak więc teraz jesteśmy przechodzącymi nieznajomymi
Przy osobnych stolikach
Ciągle starającymi się dojść do siebie
Ciągle starającymi się pisać piosenki miłosne dla przechodzących nieznajomych
Tych wszystkich przechodzących nieznajomych
A migoczące kłamstwa, te wszystkie migoczące kłamstwa
Iskrzą się mokrym atramentem na papierze
III. Mylo
Pamiętam Toronto kiedy utonął Mylo
A my usiedliśmy i płakaliśmy do słuchawki
Nigdy nie czułem się taki samotny
Był naszym pierwszym
Niektórzy z nas topią się w blasku niejasności
Niektórzy z nas toną we mgle rozgłosu
Cena niesławy, krawędź obłąkania
W kolejnym Holiday Inn, kolejny tymczasowy dom
I dziennikarz Grozi mi mikrofonem
Porozmawiaj ze mną, opowiedz mi swoje historie
Tak więc powiedziałem o sumieniu i powiedziałem o cierpieniu
A on spojrzał za okno i wtedy zaczęło padać
I pomyślałem, że może zwariowałem
Poszukałem butelki a on wyszedł
I podniosłem tabletki nasenne rozsypane na podłodze
Zapraszające mnie, do przygodnej obsceniczności
IV. Spacer po kole
Byłoby niewiarygodne jeśli moglibyśmy
Powrócić do wszystkich czasów w których tu żyliśmy
Do wszystkich zderzeń
Stracony, nigdy nie byłem tak stracony
Nigdy tak nie było przedtem
Spacer po kole
Wszyscy są obecni
Czuję, że mógłbym być wiekowy
Mistyczny
Jest obecne
Dziecko, moje dziecko
Moje dzieciństwo nie na miejscu
Oddajcie mi je, oddajcie
Moje dzieciństwo
Proszę oddajcie mi je
V. Próg
Widziałem wdowę wojenną w pralni
Spierającą wspomnienia z ubrań męża
Miała medale poprzypinane do płaszcza
Grudę w gardle i cmentarne oczy
Widziałem konwoje wlokące się po niemieckich autostradach
Szykujące się do wojny
Robią to cały czas
Nie mogę tego wytrzymać
Widziałem czarne flagi na fabrykach
Woluntariuszki przy ustach biedaków
Wałęsające się dzieci gwałcone w uliczkach
Czy ktoś tym się martwi? Nie mogę tego wytrzymać
Powinniśmy to skończyć
Widziałem księży, polityków?
Bohaterów w czarnych plastikowych workach pod narodowymi flagami
Widziałem żebrzące dzieci
Spalone napalmem, to nie Wietnam
Jak można to dłużej wytrzymać, czy nie powinniśmy tego skończyć
Jak możemy to usprawiedliwić?
Przecież mówią że jesteśmy cywilizowani!
Koniec dzieciństwa?
Był poranek
Byłem w żałobie
Po dzieciństwie
Które myślałem że odeszło
Spojrzałem przez okno
Zobaczyłem srokę na tęczy, przestało padać
Nie jestem sam, spojrzałem w lustro
I zobaczyłem ciebie, dziecko które kochałem
Dziecko, przedtem zanim złamano mu serce
Nasze serce, serce o którym myślałem że jest stracone
Zaskoczony? Więcej niż zaskoczony
Znalezieniem odpowiedzi na pytania
Które zawsze miałeś w oczach
Czy zdawałeś sobie sprawę że do niej wrócisz
Ale to będzie cofnięcie się do wszystkich znanych ci problemów
Tak nieprawdziwe
Bo ona żyje swoim życiem
A ty swoim
Widzę że to ja, staram się coś zrobić
I ciągle jestem dzieckiem
Jedyne co pomyliłem to kierunek
A teraz go znalazłem
To nie koniec dzieciństwa
Jesteś moim przyjacielem z dzieciństwa, prowadź mnie
Hej ty, ocalałeś, przybyłeś
Aby odrodzić się w cieniu sroki
Teraz zrozumiałeś, że stąd nie uciekniesz
Znalazłeś światło przeznaczenia, płonące w popiołach twojej pamięci
Chcesz zmienić świat
Chciałeś zrezygnować i umrzeć jak złamany buntownik
Ale to się cofnęło
I znalazłeś światło
Ty, dziecko które kochałem
Zanim złamali mu serce
Nasze serce, to o którym myślałem że jest stracone
To ja, rozumiem, mogę wszystko
Ciągle jestem dzieckiem
Bo jedyne co pomyliłem to kierunek
I go odnalazłem
To nie koniec dzieciństwa
Jestem twoim przyjacielem z dzieciństwa, prowadź mnie
Białe pióra
Kiedy wracam do ulic z 1981
Znajduję serce w rynsztoku i koronę poety
Czuję kwaśne elektryzujące pocałunki i łzy jak sople lodu
Gdzie byłem przez te wszystkie lata?
Widziałem polityczne intrygi, polityczne kłamstwa
Chciałbym zmazać te uśmiechy samozadowolenia z ich oczu
Założę wasze białe pióra
Poniosę waszą białą flagę
Przysięgnę że nie mam narodowości
Ale jestem dumny, że mam serce
Założę wasze białe pióra
Poniosę waszą białą flagę
Przysięgnę że nie mam narodowości
Ale jestem dumny, że mam serce
Moje serce, to jest moje serce
Nie potrzebujemy mundurów, nie chcemy przebrań
Podzieleni trwamy, razem powstaniemy
Założymy wasze białe pióra
Poniesiemy waszą białą flagę
Przysięgniemy że nie mamy narodowości
Ale jesteśmy dumni, że mamy serca
Założymy wasze białe pióra
Poniesiemy waszą białą flagę
Przysięgniemy że nie mamy narodowości
Ale jesteśmy dumni, że mamy serca
Nasze serca,
To są nasze serca
Nie zabierzecie nam ich
Nie ukradniecie
Nie odejdę już
Nigdy więcej
ISOALTIONS: zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów
To conceptalbum, i nie zawaham się twierdzić, że najlepszy conceptalbum w historii progrocka, o ile nie w całym dorobku światowej muzyki.
Autor na początku opisuje swój stan, zdaje się usprawiedliwiać nadchodzącą projekcję nieudanego dzieciństwa, która niczym poranna mara galopuje w bezgwiezdnych żaluzjach jego oczu i przemawia... A swoją przemowę zaczyna od historii nieudanej miłości, bowiem inaczej nie można nazwać Kayleigh - mówiąc krótko miało być pięknie, ale wszystko odeszło, bowiem ona złamała mu serce i opuściła, ale on ciągle to pamięta... Wręcza jej z uśmiechem na ustach kwiat maku - symbol śmierci, w tym przypadku umarłej miłości...
Nic już nie powróci i nie będzie jak dawniej... A przecież obiecali sobie wielkie uczucie, coś jak w dziecięcej wyliczance Lavender... To jednak nie starczy, z czasu dzieciństwa przenosimy się do bliższego współczesności - Bitter Suite - oczekiwanie, które nie prowadzi do spełnienia, a po nim wspomnienie, kiedy to ona podpierała ścianę w dyskotece, a ojciec nazywał ją dziwką... Może z tego właśnie powodu goździk więdnie w wazonie... I być może z tego właśnie powodu on poszukał ukojenia w ramionach francuskiej prostytutki...
Zdaje się, że w dalszej części płyty mamy coraz większe zacieranie się przeszłości i teraźniejszości, bo trudno jednoznacznie określić, co Fish miał na myśli mówiąc dzieciństwo... Nieudane randki, chłód miłości niosącej zniewolenie, alkoholizm i depresja, a w końcu ucieczka i śmierć syna, to bardziej współczesne wątki... Wszystko w to finalnie miesza się i prowadzi do rozstania, a ci których kiedyś łączyło uczucie stają się obcymi przechodniami taplającymi się w bagnie otaczającego ich spolityzowanego świata pełnego wojen i samotnych wdów...
Wszystko to okraszone jest przepiękną okładką Marka Wilkinsona, czarującego nam za pomocą zwykłego aerografu zupełnie niesamowite pejzaże pełne symboliki, o której pisaliśmy (TUTAJ)... Natomiast środek okładki po rozłożeniu nie ma sobie równych - to istnie arcydzieło.
Komplet stanowi doskonałość, a poziom na który wtedy wzbili się Marillion już nigdy więcej nie został przez nich osiągnięty.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Marillion - Misplcaed Childhood,EMI: 1985, producent: Chris Kimsey, Tracklista: Pseudo Silk Kimono; Kayleigh; Lavender; Bitter Suite; Heart Of Lothian; Waterhole (Expresso Bongo); Lords Of The Backstage; Blind Curve; Childhood's End; White Feather.