Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Wilkinson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Wilkinson. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 stycznia 2023

Z mojej płytoteki: Marillion i Real to Reel - znakomita płyta koncertowa z Joy Division w tle

W roku 1984 Marillion niesione na fali sukcesu debiutu Script for a Jester's Tear (opisanego przez nas TUTAJ), oraz znakomitego Fugazi (opisanego TUTAJ) wydają koncertówkę Real to Reel. Ponieważ na naszym blogu opisaliśmy już wszystkie albumy z udziałem Fisha, do kompletu pozostała nam jeszcze dziś omawiana płyta. 

Tracklista oryginału (bo ukazało się też CD i wznowienie z bonusami), zawiera materiał znany z obu albumów, poza dwoma utworami z singli (Cinderella Search i Market Square Heroes). Wykonanie piosenek jest znakomite i pokazuje, że Marillion w tamtym czasie byli perfekcyjni instrumentalnie i rzecz jasna wokalnie.

Oczywiście płyta winylowa, poza swoimi wszelkimi zaletami, nie odda w pełni klimatu, jakim wtedy charakteryzowały się koncerty zespołu. Ten możemy częściowo eksplorować, dzięki znakomitej okładce Marka Wilkinsona (pisaliśmy o nim TUTAJ), powstałej według pomysłu Fisha i Julie Hazelwood, która ułożyła w ciekawy collage zdjęcia z trasy autorstwa Juliana Culla.

 
Z materiałów, które przetrwały z epoki (i relacji publiki) wiadomo, że koncerty zespołu były swoistego rodzaju inscenizacjami, coś w stylu tego co robił kiedyś Peter Gabriel z Genesis. To był prawdziwy art - rock, a głównym showmanem był oczywiście Fish, zmieniający kostiumy i makijaż w zależności od utworu.

Po latach zarówno Genesis, jak i Marillion odstąpili od takich form, a ich koncerty stały się, lekko mówiąc, mało strawne.

 

Wśród zdjęć odnajdujemy akcent Joy Division - logo Unknown Pleasures na koszulce Fisha. Kto by pomyślał, że gwiazda progrocka będzie inspirowała się twórczością Iana Curtisa, choć jak wiadomo, Fish zmagał się w tamtym czasie z depresją, narkotykami a później alkoholizmem. 


Może to wiele tłumaczyć, zwłaszcza mocno depresyjne teksty lidera Marillion

Naszym zdaniem najciekawszym utworem albumu jest Cinderella Search strona B singla Assassing z 1984 roku. Znakomity utwór, choć rzeczywiście jego nieco bajkowy klimat pewnie spowodował, że nie został umieszczony na albumie Fugazi. Za to zapewne idealnie by pasował do Clutching at Straws (który opisaliśmy TUTAJ), bo jest o piciu...

W Poszukiwaniu Kopciuszka

Po naszym zerwaniu, plącząc wszystkie linie   Światło na dnie butelki - alkoholowy alfabet
Za to po drugiej stronie lustra dowód w moim odbiciu
Pięć zmysłów wygasa zataczając się w poszukiwaniu Kopciuszka
Po zerwaniu, plącząc wszystkie linie
Niepowodzenie utrzymania pionu, z celem w poziomie
Konwersacja wymaga tłumaczenia
Trzy wymiary rozpływają się podczas poszukiwania Kopciuszka, poszukiwania Kopciuszka
Po zerwaniu, pisząc wszystkie linie
Śniące barmanki, burbon i saksofon
Bez powodzenia, bez czaru, poza grą odrzuceń w papierosowym mieście
Staram się tylko utrzymać kierunek w poszukiwaniu Kopciuszka,
W poszukiwaniu Kopciuszka
Ale Samarytanka złamanych serc złamanych
Podpłynęła przez nikotynową zasłonę i wymieniliśmy pocałunek ostatniego tchnienia
Zmartwychwstanie w transie, modelka, Graal, w namiocie obietnic
Dotknąłem marzenia, złapałem marzenie, trzymam moje marzenie
By skończyć poszukiwanie Kopciuszka, poszukiwanie Kopciuszka, już nigdy więcej, już nigdy!
Objawianie manier przy łóżku po godzinach
Czekam na rozwój sytuacji z paranoicznymi oczami niczym z polaroidu
Lokaj zapamiętał numer,
Ale książę wciąż trzyma oba pantofle
A czy ty zmieniłbyś pałac w zamian za kawalerkę i „Opowieści z Canterbury?"
Może to było tylko zauroczenie lub dreszcz pogoni
Może zawsze byłaś poza moim zasięgiem, a moje serce grało asekurancko
Ale czy widziałem w twoim oku  miłość czy tylko jej odbicie w moim?
Nigdy nie będę wiedział na pewno, bo nigdy nie dałaś mi naprawdę czasu.
Daj mi czas, dlaczego nigdy nie dajesz mi czasu?
Witamy ponownie w cyrku
Witamy ponownie w cyrku
Witamy ponownie w cyrku
Zawsze używam scenariusza, lecz nigdy asekuracj
Pomimo to
Witamy ponownie w cyrku! 

Reasumując - Marillion w szczytowej formie. Szkoda, że dziś już tylko z płyty...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Marillion, Real to Reel, EMI, 1984, producenci: Simon Hanhart i  Marillion, tracklista: Assassing, Incubus, Cinderella Search, Emerald Lies, Forgotten Sons, Garden Party, Market Square Heroes


niedziela, 7 marca 2021

Z mojej płytoteki: Marillion i Fugazi - krzyk z odmętów szaleństwa


Assasing

Jestem zabójcą z językiem podrobionym elokwencją

Jestem zabójcą, twoją Nemesis

Złożoną na ołtarzu sukcesu, przyjacielu

Odbieram pocałunki obcym, przyjacielu

Bez zaklęć wyrzutów sumienia, przyjacielu

Obnażam ostrze mojego głosu przyjacielu


Jestem tylko zabójcą


Kto udekorował szal węzłem fugijskim

Kto ukrył emocje w odległych spojrzeniach

Kto wyrył nacięcia na drzewie rodzinnym

Kto zahipnotyzował winę w transowym rytmie kariery?


Zabójca


Słuchaj jak mordercze sylaby tną ze spokojną precyzją

Wzorzyste chłodne frazy gwałcą twoje uszy i rozsiewają lodowe nacięcia

Przymiotniki unicestwienia ukrywają sedno sprawy

Jadowite czasowniki bezpardonowej szczerości 

Przywłaszczają sobie zabójczy zapał

Apokaliptyczny alfabet rzuca klątwy, wyznanie wyostrzonej dykcji

Przyjaciel w potrzebie to przyjaciel który krwawi

Niech gorzka cisza zatruje to zranienie


Jestem tylko zabójcą


Byłeś sentymentalnym najemnikiem w strefie wolnej od strzałów

Popisujący się hollywoodzkim sumieniem

Byłeś modnym przeciwnikiem w fetyszowym mundurze

Płatnym najemnikiem Pawłowa jak długo się powodziło

Wolnym obserwatorem – zabijam kolekcjonera – dezertera


Poddałeś się niepowodzeniu, przyjacielu

Pojawiłem się ja chłodny obcy, przyjacielu

Aby rozwiązać problem, przyjacielu

I obnażyć ostrze swojego głosu


I jak możesz nazwać mordercami, tych którzy za wszelką cenę oskarżają morderców, przyjacielu?


Punch i Judie


Pralka ogołociła z blasku królową piękności

Znaleźliśmy swoje gniazdko w Daily Express

Spotkaliśmy  pastora w świętym ornacie

Wychowaliśmy nasze dzieci w duchu Kościoła Anglii,

A teraz wegetuję przed kolorowym telewizorem

Najgorsza rzecz jaka mogła mi się przytrafić

Gorsza niż rozwód


Co się stało z bitwami na poduszki?

Z obcisłymi jeansami, piątkowymi nocami

Co stało się z uliczkami kochanków

Z namiętnymi zabawami

Niedzielnymi spacerami w strugach deszczu


Lokówki, leki przeciwbólowe

"Rób to szybciej bo boli mnie głowa"

Osobne łóżka, strach wieku średniego

Kto nie zakręcił pasty do zębów

Kto nie spuścił wody

Zostaw swoje przepocone skarpety za drzwiami

Nie chodź po wypolerowanej podłodze, Judy


Co stało się z porannymi uśmiechami

Z figlarnymi sztuczkami, pobłażliwymi stylami

Z błyszczącymi oczami, szybkimi przejażdżkami

Komplementami na wyrost


Podpierając bar

Trwonię ostatnie pieniądze

A wiem, że wystarczy

Kilka tabletek nasennych i będę wolny


I nie będzie nigdy więcej Judy 


Układanka


Jesteśmy kawałkami układanki ułożonymi na krawędzi okręgu

Zablokowani brakiem kawałka

Dziećmi renesansu  

Unieruchomionymi pod Ponte dei Sospiri

Na zawsze rzucającymi pochodnie na kamienie

Bliźniakami syjamskimi zrośniętymi sercami

Krwawiącymi podczas operacji wstępnej konfrontacji

Trzymającymi skalpele słów na drżących ustach


Stań prosto, spójrz mi w oczy i powiedz "do widzenia"

Stań prosto, dawno minęliśmy już punkt tłumaczący dlaczego

Wczoraj zaczyna się jutro, jutro zaczyna się dziś

I zawsze problemem wydaje się złapanie kawałków po rykoszecie


To rykoszet


Topiąc tequillowe wschody słońca, pasażer na gapę na nocnych statkach

Uciekinierzy romansu proszący o azyl od rzeczywistości

Nadający sygnały SOS na przypadkowych częstotliwościach

Zawsze odsyłają je nam poranne samoloty

Jesteśmy pilotami namiętności pocącymi się podczas lotu do celu

Do kolejnej szczytowej narady, kolejnego rozwodu w porze śniadaniowej

Krzyczący o chwilę wytchnienia

Oślepieni bielą śniegu w strefie lawin


Stań prosto, spójrz mi w oczy i powiedz "do widzenia"

Stań prosto, dawno minęliśmy już punkt tłumaczący dlaczego

Wczoraj zaczyna się jutro, jutro zaczyna się dziś

I zawsze problemem wydaje się złapanie kawałków po rykoszecie


To rykoszet


Jesteśmy impulsywni?

Rosyjska ruletka w poczekalni

Puste pokoje ściskają koniec

Pomieszane wizje łowią fale księżyca Trevi

Monety marzeń do fontanny lub na twoje powieki

Osiągnęliśmy punkt zapłonu od iskier żartów

Czuliśmy dym snujący się zza horyzontu


Musisz wiedzieć że planowałem ucieczkę


Stań prosto, spójrz mi w oczy i powiedz "do widzenia"

Stań prosto, dawno minęliśmy już punkt tłumaczący dlaczego

Wczoraj zaczyna się jutro, jutro zaczyna się dziś

I zawsze problemem wydaje się złapanie kawałków po rykoszecie


To rykoszet


Szmaragdowe kłamstwa


Być księciem posiadania w galerii pogardy

Cierpieć od twoich niedyskretnych dyskrecji kiedy prosisz mnie bym ustąpił

Kiedy tak gromadzisz flirt z wykalkulowanym milczeniem kurtyzany

Jestem arlekinem

W diamentowym kostiumie, rzucającym zielone cienie 

Jestem arlekinem

Obce zmysły bezczeszczą moją świątynię

Patrolują moje zmysły

Kradną moje sny

Splądruję twoje pamiętniki ukradnę niewinność twoich myśli

Splądruje twoje listy uknuję intrygi 

Niewinność


I pod togami Torquemady wskrzeszę inkwizycję

I nałożę karę subtelnych tortur pytaniami bez pytań

Bez pytań


Patrząc w cienie zieleni przez cienie błękitu

Ufam że ty zaufasz iż ja nie zaufam tobie

Przez jedwabną mgłę  rozmazanego  makijażu

Czterdziestowatowe słońce w sali sądowej

I wyplamione kawą wyblakłe kimono

Zobaczy taniec obrączek na zimnym linoleum


To jest niewinność


A ćmy oskarżeń krążące przy świetle

Spalą skrzydła i polecą spiralnym lotem samobójcy

Spakujesz swój świat do walizki ciepłe łzy stopią ten lodowy pałac

Rozpuszczą kryształ połknięty przez noc


Patrząc w cienie zieleni przez cienie błękitu


Ona kameleon


Chowając swoje ego na krawędzi podświetlanego łuku

Obmyśla uwiedzenie kalkuluje podryw

Kiedy się poruszyła jej obecność mnie przeszyła

Kiedy się odezwała jej słowa mnie usidliły

Patrz na jaszczurkę,

W karmazynowym welonie


Ukrzyżowała moje serce w głębi satynowego grobu

Kiedy leżałem w spoconym monologu, czułem gasnące światło miłości

I w spiralach dymu z papierosów

Odprawiłaś swój łóżkowy ceremoniał

Widziałem jaszczurkę

Dotknąłem jaszczurki w karmazynowym welonie


Widziałem drzwi zatrzaskiwane miliony razy

Śmiejące się kameleony winylowe kurtyzany


Wiedzą czego chcą wyśpiewują twoje imię

I wślizgują w pościel

Nigdy nie mówię nie, pozwalamy spotykać się naszym ciałom w chemicznym ogniu

To tylko kolejny sex, kolejny sex tak mówię

Kochanie dla zabawy, cielesny autograf leżąc na łóżku jaszczurki

To tylko kolejny sex, kolejny sex,  krwawię

Zdegradowany i samotny zgwałcony i ciągle obolały

Na łóżku jaszczurki

My kameleony



Incubus


Kiedy światła przyćmione w hołdzie minionej pasji

Moja publika mnie opuszcza, unosząc się w perfumowanej zmianie

Przez bełkoczącą ciszę, twarz która uruchomiła tysiąc kadrów

Zdradzona porcelanową łzą, splamioną karierą


Grałaś już tę scenę przedtem

Jestem pyłkiem w twoim oku

Nieodpowiednią reakcją


Ciemny pokój rozpala wyobraźnię w zdjęciach pornograficznych

Na których zawsze będziesz gwiazdą, zawsze gwiazdą, niedotykalna

Niedostępna, w ciemności

Powodują nieprawidłową reakcję

Bez kwiatów do położenia na grobowej płycie

A ściany stają się cienkie jak gazetowy papier

Ale to mogłoby spowodować negatywny obraz

A ty musisz być wyeksponowana w pełnych kolorach

Akt publiczny, pozwolę ci wymodelować twój wstyd

W kocim chodzie manekina

Niech chodzi kot


Grałem już w tej scenie

Jestem pyłkiem w twoim oku

Nieodpowiednią reakcją, satysfakcją


Nie zamieciesz mnie pod dywan, nie schowasz pod schodami

Kustosza twoich ukrywanych lęków, głównego aktora minionego roku

Kto jak ty wyczołgał się z alei ciemności

Skazana na odrzucenie w bagnie anonimowości

Ty którą pokierowałem wolą kochanków, ty której pozwoliłem hipnotyzować obiektywy

Ty której pozwoliłem się kąpać w strumieniu świateł

Ty która wymazałaś mnie ze swojej pamięci jak niepotrzebny makijaż

Jak niepotrzebny makijaż


Teraz jestem wężem w trawie, marą starego filmu

Producentem twojego koszmaru a przedstawienie się właśnie zaczyna

Zaczyna


Twój krąg wielbicieli drży jak celuloidowe lalki

Kiedy jąkasz się sparaliżowana z wyschniętymi oczami, 

Rzucasz cienie, zarzucasz skrzydłami, wyrywasz złudne ocalenie z ust dublera 

Uratować monolog, powstrzymać nekrolog

Moje wejście w ostatnim akcie ty czekasz w milczącej samotności 

Czekając na podpowiedź


Grałaś już w tej scenie przedtem

Fugazi

Bliskość wódki, romans z odosobnieniem w celi Blackheath

Gaszę płomienie w prywatnym piekle

Prowokuję ból serca do odnowienia licencji

Poety o krwawiącym sercu w delikatnej kapsułce

Podpierającego skorupę błyskotliwej świadomości

Owiniętego szalem kaca

Ochrzczonego we łzach nad rzeczywistością

Tonący w mokrych uchwytach na linii Picadilly, wyścig szczurów

Drepczących przez wilgotny elektryczny labirynt

Głaszczesz rękę Ofelii z klasyczną ambicją

Umizgi Albatrosa, ślubne tradycje

Schowany za walkmanem na uszach

Środkiem antykoncepcyjnym przeciwko niechcianej rozmowie

Rzuciła harpun i przebiła mi serce

Powiesiła się na mojej szyi

Przed bełkotem Time'u,

Life'u, Guardian'a

Bezpieczny i suchy we własnym morzu kłopotów

Od dziewiątej do piątej w odpowiednich krawatach

Rzucony dryfuję na fali kiedy ich pokazy, stereo, hetero

Uciszają się milkną, czarują, 

Topią się w rzeczywistości

Złodziej z Bagdadu ukrył się właśnie w Inslington

Modli się o deportację swojej świętej krowy

Dziedzictwo romansu z ogarniętego zmierzchem świata 

Wiano jakiejś krewnej dziewczyny

Kwiat wietnamski, unia z Dockland

Kochanie uwolnienia z uścisku magazynów

Kontrakty Magdaleny więcej niż przysługi

Karmiące dłonie zachodniej obietnicy trzymają ją za gardło


Syn swastyki z 45 afiszujący się  wybielonym sztandarem  

Graffiti zaklina testamenty uczniów nienawiści

Aerozolowe różdżki szepczą gdzie światła przecinają ogrodzenia z drutu kolczastego

To szachy w Brixton


Rycerz ze skarpy zwija swój gazetowy zamek

Istota w habicie żebrze o monetę przewoźnika

Odejdzie ze starymi żołnierzami w pobrudzonych smarem wezwaniach

I pozostaną z płonącymi sercami ostatniej wieczerzy Wielkiego Czwartku


Syn obserwuje ojca przeglądającego nekrologi swoich nieobecnych szkolnych przyjaciół

Kiedy jego generacja trawi wysokobłonnikową ignorancję 

Kuląc się za zasłonami i oklejonymi oknami

Ludobójstwo dozwolone, od drzwi do drzwi Belsens 

Puszki Pandory wypełnione Holokaustem krążą z wdziękiem po wypełnionym satelitami niebie 

Czekam na porę dna

Przedostatnia migracja

Radioaktywne perfumy

Dla modnie, dla ostatecznie obłąkanych 

Obłąkanych

Czy wiesz? Czy wiesz?

Że ten świat jest kompletnie fugazi


Gdzie są poeci gdzie są wizjonerzy

By pogwałcić świt sentymentalnych najemników

ISOLATIONS: Zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów

Na okładce albumu panuje bałagan... Projekt Marka Wilkinsona opisany przez nas TUTAJ pełen jest symboli: śmierć, alkohol, muzyka, minione czasy i wspomnienia. Jester znalazł przepis na swoje łzy i minęło kilka lat, kiedy po dość intensywnym wcielaniu go w życie zrozumiał, że nie daje rady. Przegrany upił się i leży otumaniony śród wspomnień dzieciństwa, i minionych miłości. Walki na poduszki zamieniły się w szarość codziennego dnia. Kobiety kameleony zabiły ostatnie nadzieje na sens uczuć, a mijający czas spowodował wyblaknięcie nawet najbardziej intensywnych kolorów przeszłości... 

I nawet jeśli wkrótce umrze, nic się nie zmieni. Świat będzie trwał, a on być może będzie jeszcze miał na tyle siły, aby po raz ostatni zanurzyć się we wspomnienia nieudanego dzieciństwa (TUTAJ) nim całkowicie pochłonie go alkohol, którego znowu chwyci się jak tonący brzytwy...

A później zostanie tylko nekrolog w gazecie...      

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Marillion - Fugazi. EMI: 1984, Producent: Nick Tauber. Tracklista:     Assassing, Punch and Judy, Jigsaw, Emerald Lies, She Chameleon, Incubus, Fugazi 



niedziela, 13 grudnia 2020

Z mojej płytoteki: Marillion - Misplaced Childhood - najlepszy concept album rocka progresywnego



Kimono ze sztucznego jedwabiu


Otulony bezpieczeństwem kimona ze sztucznego jedwabiu

W bransoletach dymu, nic nie rozumiem

Nikotyna rozpościera dawno wyschnięte łzy, niewidzialne łzy

Bezpieczny własnymi słowami, uczący się z własnych słów

Straszny żart, straszny żart


Otulony bezpieczeństwem kimona ze sztucznego jedwabiu

Poranna mara galopuje w bezgwiezdnych żaluzjach moich oczu

Powraca duch nieudanego dzieciństwa by przemówić

Do tego sieroty złamanego serca, pozbawionego złudzeń i zranionego

Uchodźcy

Uchodźcy


Kayleigh


Czy pamiętasz czekoladowe serca topione na ścianie na placu zabaw?

Czy pamiętasz ucieczki z wypełnionych księżycem hali koledżu?

Czy pamiętasz kwiaty wiśni  na rynku

Czy pamiętasz jak myślałem że to konfetti w naszych włosach

A propos czy nie złamałem ci serca?

Wybacz mi proszę, nigdy nie chciałem złamać ci serca

Wybacz, nigdy nie chciałem złamać ci serca

Ale ty złamałaś moje


Kayleight czy nie jest już za późno aby powiedzieć przepraszam?

Czy możemy znowu dostać to razem?

Nie mogę dalej udawać że to wszystko skończyło się normalnie

Kayleight nigdy nie myślałem że cię stracę

I myślałem że zawsze będziemy przyjaciółmi

Mówiliśmy że nasza miłość będzie wieczna

Dlaczego więc tak gorzko się skończyła?


Czy pamiętasz jak biegaliśmy boso po trawniku  wśród spadających gwiazd

Czy pamiętasz miłość na ławce w Belsize Park

Czy pamiętasz taniec w sztyletach śniegu

Cy pamiętasz, nigdy nie zrozumiałaś dlaczego musiałem odejść

A propos czy nie złamałem ci serca?

Wybacz mi proszę, nigdy nie chciałem złamać ci serca

Wybacz, nigdy nie chciałem złamać ci serca

Ale ty złamałaś moje


Kayleight chcę powiedzieć przepraszam

Ale boję się podnieść słuchawkę telefonu

Żeby usłyszeć, że masz już nową miłość by załatać nasz popękany dom

Kayleight ciągle staram się napisać tę miłosną piosenkę

I teraz jest dla mnie bardziej ważne że odeszłaś

Może ona udowodni nam że zrobiliśmy dobrze

A może udowodni że byłem w błędzie


Lawenda


Spacerowałem po parku marzyłem o nowej miłości

Kiedy usłyszałem rozpryskujący się szept

Lśniący w mgle letnich trawników

I słyszałem śpiewające dzieci

Biegnące przez tęcze

Śpiewały piosenkę dla ciebie

Wyglądała jak dla ciebie

Ta którą chciałem napisać dla ciebie

Dla ciebie


Lawenda niebieska, lawenda zielona

Kiedy będę królem, ty będziesz królową

Płacę za twoje myśli moja droga

Mam u ciebie dług za miłość


Lawenda zielona, lawenda niebieska

Kiedy mnie pokochasz, ja pokocham ciebie

Płacę za twoje myśli moja droga

Płacę za twoje myśli moja droga

Jestem twoim dłużnikiem za miłość


Za twoją miłość


Gorzka suita


I. krótkie spotkania


Pająk wędruje bezbronnie  w cieple cienia

Nie jak królewski stwór z przybrzeżnych jaskini

Ale jak biedny, bezcelowy, zagubiony krewny

Nieznanego szkockiego poety


Mgła wyczołguje się z kanału

Jak pierwotny duch romansu

By kłębić się pod kaskadą neonowego pyłu

Kiedy ja siedzę przywiązany do telefonu jak oczekujący ojciec

A twój goździk więdnie w wazonie


II. Stracony weekend


Pociąg śpi na bocznicy

Maszynista wypija kolejne piwo

By zmyć z siebie wspomnienia z piątkowej nocy w klubie


Ona podpierała ścianę mając lat szesnaście

I będzie podpierała mając trzydzieści cztery

Jej matka nazwała ją piękną

Ojciec powiedział: dziwka


III. Niebieski anioł


Niebo w Lionie miało kolor biblijnej czerni

Kiedy spotkałem Magdalene

Paradowała w świetle latarni ulicznych

I odmówiła podania swojego imienia


A pierścień fioletowych sińców

Przyszpilony do jej ramienia

Dwieście franków za świątynię, i poprowadziła mnie za rękę

Do pokoju tańczących cieni gdzie znikają wszystkie problemy sercowe

I z palących się  języków świec usłyszałem jak szepce mi do ucha

"Kocham cię całym sercem"


Słyszę twoje serce


IV. Nieudana randka


Jest zbyt późno aby napisać coś na papierze

Coś w końcu musi się zmienić pod wpływem tej presji

Już widać rysy


Jest za późno

Kariera weekendowej dziewczyny nigdy się nie zaczęła

Powiedzieli, że to nigdy nie powinno się ponownie zdarzyć

Jak źle, jak źle


Tym razem wydaje się to być kolejną nieudaną randką

Wygląda to jak kolejna nieudana randka

Z tobą

Z odpowiednikiem  Ciebie,  ciebie


V.Wystawianie kciuka na wiatr 


Na peryferiach niczego

Na okrężnej drodze gdzieś

Na krawędzi niezdecydowania

Zawsze wybieram okrężną drogę

Czekam na deszcz

Bo urodziłem się z przyzwyczajeniem

Wystawiania kciuka na wiatr

Na znak deszczu

Zaczęło padać


Serce Lothiana


Dzicy chłopcy, urodzeni z sercem Lothiana


Jest szósta rano w blokach wieżach

Stalagmitach kulturowego szoku

Gdzie podróżnicy fantastycznego światła, kłaniają się

Rozpylają feromony na ich perfumowane mundury


I anarchia śmieje się w Royal Mile

A one czekają na swoich chłopców

Kowbojów

Wesołe małe panienki przy wodopojach

Wygrają swoje nagrody piątkowej nocy


Urodziłem się z sercem Lothiana


Podniesienie kurtyny


A człowiek z gazety chce kolejnego ujęcia ciebie skulonej

Bo wyglądasz jak aktor w ujęciu filmowym

Ale czujesz się jak pijaczek na parkingu

Jak mogłem mimo tego w to wejść?

Czy na prawdę potrzebujesz playbacku do swojego show?

Bo dzicy chłopcy chcą wezwania do wodopojów


A człowiek w lustrze ma smutne oczy


Wodopój (Expresso Bongo)


Kiedy taksówki zbierają się w miejscu ceremonii

Pogrzebowe pogłoski zasądzają śmierć dziewictwa

Czy był to raj utracony, a może raj znaleziony?

Czy otrzymaliśmy szacunek czy też trwaliśmy przy swoim

Znalazłeś nową miłość, czy tylko w to wierzyłeś

A dzicy chłopcy otwarcie tatuują swoje serca


I kiedy myślisz że czas iść

Kiedy myślisz że już czas iść

Nie zdziw się

Bohaterów zawsze brakuje


Gderający kupcy sprzedają fałszywe wrażenia

Wywracający oczami na kelnerów w amerykańskim stylu

Wiążący anioły przy barach ze słodyczą Martini i ich wdziękami

Kładą się na byle wezwanie

Kiwają swoimi głowami w najlepszym stylu

Dla tanich win


A dzicy chłopcy

Kryją swoje miłosne ukąszenia dla swoich zbrodni


Zakulisowi władcy


Piosenka miłosna bez uzasadnienia

Udająca że nigdy wiele dla mnie nie znaczyłaś

Zdrętwiały, jestem  dzieckiem walium. 

Znudzony bezsensownymi kolizjami

Samotny błysk reflektora, diamenty uwięzione w czarnym lodzie

Lustro pęka wzdłuż białych linii


Po prostu chciałem żebyś była pierwszą

Płoną popioły


Styl życia bez uproszczeń

Ale nie proszę o twoją sympatię

Rozmowa, nigdy nie umieliśmy rozmawiać, 

zdystansowani wszystkim co było między nami

Zakulisowy władca, twór językowy

Jestem za daleko tam i za blisko tu


A ja po prostu chciałem żebyś była pierwsza

Chciałem żebyś była pierwsza

Płoną mosty

Mosty płoną


Ukryta krzywa


I. Śpiew w krwawym świetle


Ostatniej nocy powiedziałaś mi, że byłem zimny, niedotykalny

Samotna akcja w innym stylu

A ja po prostu chcę być wolny, cieszę się kiedy jestem sam

Czy możesz mnie zostawić w spokoju?

Po prostu zostaw mnie samego z moimi myślami

Uciekinier, po prostu uciekinier

Ocalam samego siebie


II. Przechodzący nieznajomi


Rozciągający się pod naszyjnikiem karnawałowych świateł

Zimny jęk, na brzegu nocy

Jestem zbyt zmęczony by walczyć


Tak więc teraz jesteśmy przechodzącymi nieznajomymi

Przy osobnych stolikach

Ciągle starającymi się dojść do siebie

Ciągle starającymi się pisać piosenki miłosne dla przechodzących nieznajomych

Tych wszystkich przechodzących nieznajomych

A migoczące kłamstwa, te wszystkie migoczące kłamstwa

Iskrzą się mokrym atramentem na papierze


III. Mylo


Pamiętam Toronto kiedy utonął Mylo

A my usiedliśmy i płakaliśmy do słuchawki

Nigdy nie czułem się taki samotny

Był naszym pierwszym

Niektórzy z nas topią się w blasku niejasności

Niektórzy z nas toną we mgle rozgłosu

Cena niesławy, krawędź obłąkania


W kolejnym Holiday Inn, kolejny tymczasowy dom

I dziennikarz Grozi mi mikrofonem

Porozmawiaj ze mną, opowiedz mi swoje historie


Tak więc powiedziałem o sumieniu  i powiedziałem o cierpieniu

A on spojrzał za okno i wtedy zaczęło padać

I pomyślałem, że może zwariowałem

Poszukałem butelki a on wyszedł

I podniosłem tabletki nasenne rozsypane na podłodze

Zapraszające mnie, do przygodnej obsceniczności


IV. Spacer po kole


Byłoby niewiarygodne jeśli moglibyśmy

Powrócić do wszystkich czasów w których tu żyliśmy

Do wszystkich zderzeń

Stracony, nigdy nie byłem tak stracony

Nigdy tak nie było przedtem


Spacer po kole

Wszyscy są obecni

Czuję, że mógłbym być wiekowy

Mistyczny


Jest obecne

Dziecko, moje dziecko

Moje dzieciństwo nie na miejscu

Oddajcie mi je, oddajcie

Moje dzieciństwo

Proszę oddajcie mi je


V. Próg


Widziałem wdowę wojenną w pralni

Spierającą wspomnienia z ubrań męża

Miała medale poprzypinane do płaszcza

Grudę w gardle i cmentarne oczy


Widziałem konwoje wlokące się po niemieckich autostradach

Szykujące się do wojny

Robią to cały czas

Nie mogę tego wytrzymać

Widziałem czarne flagi na fabrykach

Woluntariuszki przy ustach biedaków

Wałęsające się dzieci gwałcone w uliczkach

Czy ktoś tym się martwi? Nie mogę tego wytrzymać

Powinniśmy to skończyć  


Widziałem księży, polityków?

Bohaterów w czarnych plastikowych workach pod narodowymi flagami

Widziałem żebrzące dzieci

Spalone napalmem, to nie Wietnam


Jak można to dłużej wytrzymać, czy nie powinniśmy tego skończyć

Jak możemy to usprawiedliwić?

Przecież mówią że jesteśmy cywilizowani!


Koniec dzieciństwa?


Był poranek

Byłem w żałobie

Po dzieciństwie

Które myślałem że odeszło

Spojrzałem przez okno

Zobaczyłem srokę na tęczy, przestało padać

Nie jestem sam, spojrzałem w lustro

I zobaczyłem ciebie, dziecko które kochałem


Dziecko, przedtem zanim złamano mu serce

Nasze serce, serce o którym myślałem że jest stracone


Zaskoczony? Więcej niż zaskoczony

Znalezieniem odpowiedzi na pytania

Które zawsze miałeś w oczach


Czy zdawałeś sobie sprawę że do niej wrócisz

Ale to będzie cofnięcie się do wszystkich znanych ci problemów

Tak nieprawdziwe

Bo ona żyje swoim życiem

A ty swoim


Widzę że to ja, staram się coś zrobić

I ciągle jestem dzieckiem

Jedyne co pomyliłem to kierunek

A teraz go znalazłem

To nie koniec dzieciństwa

Jesteś moim przyjacielem z dzieciństwa, prowadź mnie


Hej ty, ocalałeś, przybyłeś

Aby odrodzić się w cieniu sroki


Teraz zrozumiałeś, że stąd nie uciekniesz

Znalazłeś światło przeznaczenia, płonące w popiołach twojej pamięci

Chcesz zmienić świat

Chciałeś zrezygnować i umrzeć jak złamany buntownik

Ale to się cofnęło

I znalazłeś światło


Ty, dziecko które kochałem

Zanim złamali mu serce

Nasze serce, to o którym myślałem że jest stracone


To ja, rozumiem, mogę wszystko

Ciągle jestem dzieckiem

Bo jedyne co pomyliłem to kierunek

I go odnalazłem

To nie koniec dzieciństwa

Jestem twoim przyjacielem z dzieciństwa, prowadź mnie


Białe pióra


Kiedy wracam do ulic z 1981

Znajduję serce w rynsztoku i koronę poety

Czuję kwaśne elektryzujące pocałunki i łzy jak sople lodu

Gdzie byłem przez te wszystkie lata?


Widziałem polityczne intrygi, polityczne kłamstwa

Chciałbym zmazać te uśmiechy samozadowolenia z ich oczu


Założę wasze białe pióra

Poniosę waszą białą flagę

Przysięgnę że nie mam narodowości

Ale jestem dumny, że mam serce

Założę wasze białe pióra

Poniosę waszą białą flagę

Przysięgnę że nie mam narodowości

Ale jestem dumny, że mam serce

Moje serce, to jest moje serce


Nie potrzebujemy mundurów, nie chcemy przebrań

Podzieleni trwamy, razem powstaniemy


Założymy wasze białe pióra

Poniesiemy waszą białą flagę

Przysięgniemy że nie mamy narodowości

Ale jesteśmy dumni, że mamy serca

Założymy wasze białe pióra

Poniesiemy  waszą białą flagę

Przysięgniemy że nie mamy narodowości

Ale jesteśmy dumni, że mamy serca

Nasze serca,

To są nasze serca

Nie zabierzecie nam ich

Nie ukradniecie

Nie odejdę już

Nigdy więcej


ISOALTIONS: zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów

To conceptalbum, i nie zawaham się twierdzić, że najlepszy conceptalbum w historii progrocka, o ile nie w całym dorobku światowej muzyki. 

Autor na początku opisuje swój stan, zdaje się usprawiedliwiać nadchodzącą projekcję nieudanego dzieciństwa, która niczym poranna mara galopuje w bezgwiezdnych żaluzjach jego oczu i przemawia... A swoją przemowę zaczyna od historii nieudanej miłości, bowiem inaczej nie można nazwać Kayleigh  - mówiąc krótko miało być pięknie, ale wszystko odeszło, bowiem ona złamała mu serce i opuściła, ale on ciągle to pamięta... Wręcza jej z uśmiechem na ustach kwiat maku - symbol śmierci, w tym przypadku umarłej miłości... 


Nic już nie powróci i nie będzie jak dawniej... A przecież obiecali sobie wielkie uczucie, coś jak w dziecięcej wyliczance Lavender... To jednak nie starczy, z czasu dzieciństwa przenosimy się do bliższego współczesności - Bitter Suite  - oczekiwanie, które nie prowadzi do spełnienia, a po nim wspomnienie, kiedy to ona podpierała ścianę w dyskotece, a ojciec nazywał ją dziwką... Może z tego właśnie powodu goździk więdnie w wazonie...  I być może z tego właśnie powodu on poszukał ukojenia w ramionach francuskiej prostytutki... 

Zdaje się, że w dalszej części płyty mamy coraz większe zacieranie się przeszłości i teraźniejszości, bo trudno jednoznacznie określić, co Fish miał na myśli mówiąc dzieciństwo... Nieudane randki, chłód miłości niosącej zniewolenie, alkoholizm i depresja, a w końcu ucieczka i śmierć syna, to bardziej współczesne wątki... Wszystko w to finalnie miesza się i prowadzi do rozstania, a ci których kiedyś łączyło uczucie stają się obcymi przechodniami taplającymi się w bagnie otaczającego ich spolityzowanego świata pełnego wojen i samotnych wdów...    

Wszystko to okraszone jest przepiękną okładką Marka Wilkinsona, czarującego nam za pomocą zwykłego aerografu zupełnie niesamowite pejzaże pełne symboliki, o której pisaliśmy (TUTAJ)... Natomiast środek okładki po rozłożeniu nie ma sobie równych - to istnie arcydzieło. 


Komplet stanowi doskonałość, a poziom na który wtedy wzbili się Marillion już nigdy więcej nie został przez nich osiągnięty.  

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Marillion - Misplcaed Childhood, EMI: 1985, producent: Chris Kimsey, Tracklista: Pseudo Silk Kimono; Kayleigh; Lavender; Bitter Suite; Heart Of Lothian; Waterhole (Expresso Bongo); Lords Of The Backstage; Blind Curve; Childhood's End; White Feather.