Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Winterbottom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michael Winterbottom. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 maja 2023

Streszczenie książki Davida Nolana o Tony Wilsonie cz.22: Kulisy powstania filmu 24 Hour Partry People - w 60% prawdziwego i w 40% zmyślonego

 

Bez niego kariera Joy Division byłaby inna. To on odpowiadał za wydanie debiutu zespołu, albumu Unknown Pleasures (wydał go za spadek po matce), który dziś uważany jest za najlepszy debiut w historii rocka. A ponieważ opisaliśmy już na naszym blogu życiorysy wielu osób z kręgu zespołu (warto popatrzeć na prawy pasek gdzie zawarliśmy linki do streszczeń), dziś kolej na pierwszą część opowieści o Tony Wilsonie. Książka, którą zaczynamy dziś omawiać znalazła się w naszych rękach dzięki Tony'emu Costello, którego serdecznie pozdrawiamy.

Część pierwsza streszczenia była TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ, piąta TUTAJ, szósta TUTAJ,siódma TUTAJ, ósma TUTAJ, dziewiąta TUTAJ, dziesiąta TUTAJ, jedenasta TUTAJ, dwunasta TUTAJ, trzynasta TUTAJ, czternasta TUTAJ a piętnasta TUTAJ, szesnasta TUTAJ, siedemnasta TUTAJ, osiemnasta TUTAJ, dziewiętnasta TUTAJ, dwudziesta TUTAJ a dwudziesta pierwsza TUTAJ.

Rozdział 12 dotyczy historii powstania filmu 24 Hour Party People (pisaliśmy o nim TUTAJ). Wielu ludzi błędnie myśli, że historia Wilsona była taka jak przedstawiona w tym filmie. Frank Cottrell Boyce - pisarz  i reżyser Michael Winterbottom po raz pierwszy spotkali Tony'ego w Granadzie, pracując między innymi nad serialem Coronation Street. Ponieważ byli zainteresowani zrobieniem filmu padła wobec Tony'ego propozycja inwestycji. Tony miał inne plany, dodatkowo nie miał gotówki, więc BoyceWinterbottom zajęli się realizacją innego dzieła. Mieli plan nakręcenia biografii Factory, który chwilowo musieli odłożyć.


Frank Cottrell Boyce wspomina, że Tony zrobił na nich ogromne wrażenie, i od razu wyobrazili go sobie w roli narratora takiej historii. Co prawda często miał złe pomysły, ale był o wiele bardziej interesujący niż jakikolwiek muzyk, z którym Cottrell Boyce pracował. Jego zdaniem Curtis czy Ryder byli, w przeciwieństwie do Tony'ego, nudni bo Tony całe życie się rozwijał. Dodatkowo nie był materialistą, był niezwykle hojny. 

Film, zupełnie przypadkowo stał się czarną komedią, bowiem umiera w nim kilku bohaterów. Zarówno Cottrell Boyce, jak i Winterbottom chcieli, aby Tony'ego zagrał Steve Coogan - manchesterski komik. 

Coogan wspomina, że pierwszy raz spotkał Winterbottoma na imprezie organizowanej przez jego ciotkę, kiedy był dzieckiem. Dwadzieścia pięć lat później dostał do niego telefon z prośbą o zagranie Tony'ego Wilsona.

Coogan mówił także, że pracował z Wilsonem w TV, a jego starszy brat kupował płyty Joy Division i chodził na ich koncerty. Sam Steve chodził także do klubu Hacienda stąd tematyka filmu nie była mu obca, choć rolę Tonny'ego przyjął z dużą odpowiedzialnością.

Michael Winterbottom uważa, że zawsze wydawało mu się, iż Coogan jest idealny do tej roli. Ale nie każdy był zadowolony, np. Hooky powiedział, że największy f&@t w Manchesterze będzie grany przez innego wielkiego f&@ta
 

Oczywiście pojawiły się problemy ze scenariuszem, np. Lindsay Reade nie była zadowolona ze sceny z Devoto, a Tony uważał, że pokazany jest jako samochwała itd. Wszystkie te problemy rozwiązał umiejętny scenariusz poprawiony przez Cottrella Boyce'a, i dodanie postaci mówiącej, że taka a taka scena jest fikcyjna. 

Pojawił się też problem Hilary i dzieci, ale ustalono, że nie będą o nich mówić w filmie bo to komedia. Ryder wspomina, że Tony został przedstawiony ciekawie a film jest w 60% prawdziwy i w 40% zmyślony. Na przykład nie było pogo na koncercie Sex Pistols, ludzie siedzieli na miejscach. Na marginesie, Tony nie był na tym koncercie (pisaliśmy o tym TUTAJ), ale jego zasadą było: drukuj legendę.

Zdjęcia do scen nakręconych w Haciendzie, były robione w klubie-replice, zbudowanym w magazynie w Manchesterze za 150 000 funtów. Wilson został zabrany na plan i niezwykle się wzruszył poziomem repliki. 

C.D.N. 

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 23 grudnia 2018

Kinowa jazda obowiązkowa: 24 Hour Party People - Joy Division na tle historii wytwórni Factory Records, legenda czy fakty?

Tony Wilson (TUTAJ), w tej roli Steve Coogan, to wpływowy dziennikarz, który sławę zdobywa poprzez dość śmiałe programy telewizyjne. Przyciąga uwagę odbiorców na przykład, latając ryzykownie na paralotni i często narażając życie, a może co najmniej zdrowie. Jego motto brzmi:  ludzie chcą publicznych egzekucji i choć o tym wie, to Wilson chce w końcu zostać poważnym dziennikarzem, wszak studiował w Cambridge...

Wszystko zmienia się 4.06.1976, kiedy Sex Pistols debiutują w Manchesterze.



Rodzi się punk rock, choć nie każdy to dostrzega bowiem na koncert przychodzą zaledwie 42 osoby... Ale urzeczone energią w przyszłości dokonują niesamowitych rzeczy. Na widowni są bowiem tak legendarne postaci jak sam Tony Wilson, Howard Devoto, Pete Shelley (TUTAJ) z the Buzzcocks, a z tyłu siedzi dwóch muzyków the Stiff Kittens, którzy niebawem staną się Warsaw (TUTAJ), później Joy Division, a w końcu New Order (TUTAJ), Mick Hucknall z Simply Red, i Martin Hannet (TUTAJ), legendarny producent płyt Joy Division

Mało uczestników? To nie zniechęca prezentera, bowiem ten wyznaje zasadę, że im ważniejsze wydarzenie, tym mniej w nim uczestniczy ludzi. Przykłady? Start pierwszego samolotu - 6 osób, ostatnia wieczerza - z Chrystusem razem 13, a Archimedes był w wannie sam..

Kierując się takim credo, ale i mając w sobie intuicję muzyczną, Wilson prezentuje teledysk Sex Pistols w programie TV So It Goes.
Eksploduje epoka punk, pojawiają się Siouxsie and the Banshees (TUTAJ), Iggy Pop (TUTAJ), the Stranglers (TUTAJ). 

Zafascynowany nową falą, wyczuwając koniunkturę, Tony Wilson zaczyna organizować koncerty, bowiem nudzi go puszczanie muzyki w TV. Wynajmują z przyjaciółmi na piątkowe noce Russel Club, a wieczory te nazywają, w stylu Andy Warhola, Factory. Podczas pierwszego z wieczorów pojawia się Ian Curtis, który obraża Wilsona.
Na scenie występują the Durutti Column (TUTAJ) i Joy Division, po koncercie natomiast, legendarny artysta z Factory, Peter Saville (TUTAJ) przynosi plakaty (o ich historii piszemy TUTAJ), jak określa je Wilson piękne, ale jakże nieprzydatne. Nieprzydatne bowiem, nie może być piękne... 





Wilson podpisuje krwią kontrakt z Joy Division i odwiedza Martina Hannetta, który żąda 50 GBP za godzinę i współudział w wytwórni, za zgodę zostania producentem.


Rozpoczynają się nagrania Joy Division. Łomot i łoskot który słyszy, nasuwa genialnemu producentowi pomysł rozmontowania perkusji. Nagrywają She's Lost Control, które odsłuchują w samochodzie. Curtis stwierdza, że brzmi jak Bowie, którego nie cierpi, bo to kłamca śpiewający, że trzeba umrzeć w wieku 25 lat, a sam, głosząc to hasło, ma już 29. Przeczy to faktom, mówiącym, że wokalista Joy Division był wielkim fanem Bowiego...


Wilson decyduje się na poszukiwanie swojego zespołu bowiem Joy Division należą do Roba Grettona. Wybór pada na A Certain Ratio. Pokazane są występy Joy Division i atak epilepsji Iana Curtisa.

Dochodzi do burdy po koncercie, a Rob Gretton oświadcza zespołowi, że ruszają w trasę po USA. Curtis odwiedza dom Wilsona ale go nie zastaje. W filmie pojawia się ze swoją papierową torbą na teksty, której nie pokazano w filmie Control Antona Corbijna. Natomiast torba jest zbyt mała, by wydawać charakterystyczny szelest, o którym wspomina Deborah Curtis (TUTAJ).

Ogląda film Stroszek Wernera Herzoga (TUTAJ), po czym popełnia samobójstwo.
 

Przed pogrzebem Wilson spotyka fanów, wśród nich Roberta Smitha z the Cure. Choć tak na prawdę Wilson nie brał udziału w pogrzebie. Podobnie zresztą Bernard Sumner, gitarzysta Joy Division, który w filmie, przy trumnie Curtisa przedstawia Wilsonowi jego babcię...

Po śmierci wokalisty Joy Division, rozpoczyna się drugi akt w historii Wilsona. Powstaje klub Hacienda za 700 K GBP. Otwarcie następuje 21.05.1982.
Wszystkie pieniądze zarobione przez singiel New Order pt. Blue Monday pochłaniają długi Haciendy.


W końcu klub staje się sławny, a miasto będące stolicą kolei, komputera i latającej bomby, rodzi kulturę rave. 

W tym samym czasie Martin Hannett ma coraz większe problemy z alkoholem i wagą, a Happy Mondays kreują się na typowych rock'n rollowców dla których najważniejsze to sex alkohol i narkotyki...

Następuje otwarcie siedziby Factory Records - i jak stwierdza Wilson: to był problem bo Haciendę otworzyliśmy za wcześnie, a siedzibę Factory za późno... 

Jedną z najzabawniejszych scen jest ta, pokazująca jak manager Joy Division, Rob Gretton, nie wytrzymuje ceny stołu...


Pojawiają się problemy Haciendy, bowiem atmosfera w niej napędzana jest przez narkotyki.. W końcu na atak serca umiera Martin Hannett...

Dalszy ciąg, dla mnie - fana Joy Division jest mało ciekawy. 

Ciekawsze natomiast jest znalezienie odpowiedzi na pytanie, ile w filmie jest prawdy? Czy postać lidera Joy Division przedstawiona została tak, jak wspomina się ją w książkach członków zespołu, czy innych dokumentalistów z tamtego okresu? 

A może Sean Harris dostał od reżysera polecenia odgrywania kogoś na kształt Tomka Beksińskiego, jakiego znamy z filmu Ostatnia Rodzina, czyli, delikatnie mówiąc, czubka? 

Kilka nieścisłości zasygnalizowałem powyżej, na omówienie innych przyjdzie jeszcze pora, kiedy rozprawimy się z Control

Dlatego trudno się zgodzić z opiniami naszych rodzimych ekspertów, że film jest niemalże dokumentem.. 

Ludzie opanujcie się. To film fabularny! Powtarzam: To film fabularny! Can you hear me?

Na pewno zachowana jest w nim chronologia, ale oglądając dzieło Michaela Winterbottoma z 2002 roku pamiętajmy o zdaniu, jakie wygłasza główny bohater:  

Mając prawdę i legendę - drukuj legendę...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.