Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minimal synth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą minimal synth. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 stycznia 2025

Ten album warto znać: Beautiful Pea Green Boat i Obsessions - między synth a shoegaze

 

W marcu 1987 roku zespół o dość dziwnej nazwie: Piękna łódź w kolorze groszku (nazwa zaczerpnięta od tytułu jednej z piosenek Lauren Anderson), nagrywa swój debiutancki album pt. Obsesje. Nagrywa go w swojej własnej wytwórni (Slaughterback), a grupa to duet: Heather Wright i Ian Williams. Zespołowi na gitarach towarzyszy Mervyn Wright. Ona pisze teksty piosenek na drugą stronę albumu (pierwsza, trzecia i czwarta), on resztę tekstów i całą muzykę. Grupa gra zaledwie 6 koncertów i wydaje  tylko 2 albumy - poza wspomnianym dziś debiutem, drugą płytę Get Religion i kilka singli. Po pewnym czasie ukazuje się też zapis ich koncertu z Francji. Wokalistka umiera w 2014 roku więc na nowe nagranie szansy już nie ma. Oto jak prezentowali się live w 1986 roku:

Uwagę zwraca ciekawy wokal i nostalgiczna muzyka. I taki jest też cały opisywany dziś album, zawierający 8 kompozycji.

Na szczególne wyróżnienie zasługują początkowe utwory. Wszystko zaczyna się od doskonałego Paper House, utworu o narkotycznych wizjach...

Wokół bladego księżyca
Krążyły szkarłatne ptaki.
Tańcząc wzdłuż ścieżki,
Przybyło dwóch połykaczy mieczy.
Unosząc się nad polami ryżowymi,
Z pyłem złota na dłoniach,
Przybył tuzin żołnierzy
W rytmie marszowych orkiestr.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
I ptaki oraz księżyc zniknęły.

Przez turkusowe rzeki
I zatoki skąpane w perłach
Rybacy czekają
Na towarzyszy na falach,
Na diamenty i kokainę,
Na idealny układ kart,
Na statki z nielegalnym
Ładunkiem czarnoskórych, by dotarły na ląd.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
A ćmy krążyły wokół płomieni.

Misjonarz odchodzi,
Odchodzi z modlitwą.
Gotów na ostatni oddech
Tego cennego powietrza.
Teraz wszystko jest papierem,
Wszystko spłonie:
Domy pełne lilii,
Lasy, pola i paprocie.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
A port zastygł w ciszy nocy.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
A cienie muskały zarumienione policzki.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
A ćmy krążyły wokół płomieni. 

Drugi Danielle też jest doskonały. Nieco bardziej patetyczny, ale apetyt słuchacza rośnie. 

Może powiedziałam prawdę,
a może skłamałam.
Może przystawiłam pi##olet do swojej głowy,
a może do twojej.

Wykorzystałeś moją słabość,
Drżącego dziecka,
Przestraszone śmierci,
Gdy wiatr wieje... o Danielle.

A może jesteś moim wrogiem,
a może talizmanem.
Jedynym twoim usprawiedliwieniem
jest to, że nie istniejesz.

Wykorzystałeś moją słabość,
Drżącego dziecka,
Przestraszonego śmierci,
Gdy wiatr wieje... o Danielle.

Może powiedziałam prawdę,
a może skłamałam.
Może przystawiłam pi##olet do swojej głowy,
a może do twojej.

Wykorzystałaś moją słabość,
Drżącego dziecka,
Przestraszonego śmierci,
O Danielle.

Mirror Of Souls już nie jest tak przebojowy, jak poprzednie dwie piosenki, być może z powodu podjętego w nim tematu odchodzenia z tego świata.

Deszcz lodu tak zimny,
Że zamroził jego spojrzenie
Na jej szklanej twarzy.
Tak zimny, że zadrżał.

Na koniec pierwszej strony albumu zespół oferuje nieco bardziej dynamiczny The Screw, choć cały czas poruszają się w temacie przemijania...

Snop światła na twoich włosach
Spływa w głąb studni, tej ciemnej, głębokiej studni.
Twoja twarz pobladła, włosy posiwiały,
Twoja twarz wiruje i... znika.

Stronę B otwiera When Dreams Moved In  z tekstem Heather Wright. Piosenka jest o nieudanej podróży, być może to aluzja do nieudanej próby zażywania narkotyków (choć w utworze nie pada bezpośrednio słowo trip to jest ona o podróżowaniu). Hammers Of Islam, również z tekstem Wright pokazuje, że już w 1987 roku artyści przeczuwali wsteczność Islamu, bowiem tekst jest krytyką społeczeństwa zdominowanego przez fanatyzm, przemoc i bezrefleksyjne posłuszeństwo wobec ideologii tej religii. Autorzy podejmują temat faktu istnienia napięcia między światłem (nasza religia - prawda, oświecenie) a cieniem (Islam - ignorancja, strach). 

Do końca pozostają dwie piosenki: The Powerhouse i And She Laughed Too. Pierwsza  jest o sile jaką mamy w sobie, to refleksja nad ludzkim potencjałem, duchową energią jaka nas buduje to buduje to, jakimi jesteśmy. To również tekst o tym, że każdy z nas może się zmienić. Drugi, kończący album to piosenka o wewnętrznym niepokoju. Z jednej strony autorka próbuje unikać konfrontacji z tym, co jest dla niej trudne, z drugiej strony stopniowo dochodzi do wniosku, że musi zaakceptować swoje uczucia i decyzje, nawet jeśli nie są one do końca jasne. Taka wewnętrzna walka z samą sobą... I wynikające z tego cierpienie. 

Ciekawy album i interesujący wykonawca. Szkoda że tak niedoceniony. Ile takich perełek z cudownych lat 80-tych jest jeszcze w muzycznej przestrzeni? Pewnie nieskończenie wiele. Dobrze, że niektóre z nich napotykamy na naszej drodze i możemy tutaj przedstawiać. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.



Beautiful Pea Green Boat, Obsessions, Slaughterback, 1987, realizacja: Beautiful Pea Green Boat,  tracklista: Paper House, Danielle, Mirror Of Souls, The Screw, When Dreams Moved In, Hammers Of Islam, The Powerhouse, And She Laughed Too.       

piątek, 8 października 2021

Tę płytę warto znać: Twice a Man i ich Works on Yellow, romantycznie, elektronicznie i nostalgicznie

 


Czasami warto wrócić do jednego z najważniejszych okresów w historii muzyki, czyli do lat 80-tych. Wtedy to intensywnie działał zespół Twice a Man, utworzony w 1981 roku w Szwecji. 

Zespół jest ciągle aktywny, choć od lat 80-tych już jakby coraz mniej, i od wtedy do dziś tworzy go dwóch muzyków:  Dan Söderqvist i Karl Gasleben. Trudno uwierzyć, że omawiany dziś album jest dziewiątym wydawnictwem w ich karierze (wliczając single i kasety), warto zatem w wolnej chwili sięgnąć po inne nagrania.

Muzyka na Works on Yellow jest bardzo nastrojowa, oscyluje gdzieś w klimatach Ultravox, choć w zasadzie jest mieszanką różnych stylów, a to przecież zawsze najbardziej lubimy, choć niektórzy określają ten który słyszymy na albumie, jako minimal synth cold wave. Jak zwał tak zwał, ważne że to znakomita muzyka.

Zaczyna się od Brave New World, jest nieco patetycznie - to futurystyczna wizja naszego nowego świata. Jednak po tym wstępie robi się na chwilę nieco weselej, przynajmniej jeśli patrzeć na tytuł - Happy Life. Niemniej to tylko ironia, bowiem bohater wcale nie jest wesoły jako kolejny człowiek zarażony wirusem nowego luksusu. Mamy wszystko co chcemy, robimy co chcemy, jesteśmy szczęśliwi z nowego życia w świecie bez smutku.   

Po tej gorzkiej pigułce pora na jeden z najlepszych momentów albumu: Lapwing Territory (Terytorium Czajki)... Piosenka bardzo smutna poruszająca problem dewastacji przyrody. Trwa znakomita passa, bowiem teraz pora na Girl. Panowie nie odpuszczają i  w bardzo szybkich, melodyjnych rytmach przeprowadzają nas przez ten miłosny hymn. 

Back On Venus promowała album, to okazja na obejrzenie sobie oficjalnego klipu z tamtego czasu... 


Do końca pozostały tylko 4 piosenki.  Left - podobnie jak tytułowy, jest bardzo patetyczny i posiada znakomity refren... Tym razem znowu to ballada o miłości. Backward Mode nie należy do moich ulubionych piosenek, choć ma chwytliwy refren. Time jest znakomity z powodu syntezatorowego tła. Opowiada o człowieku prześladowanym przez swoje wspomnienia. Całość kończy Africa. 

Nie ma wątpliwości - klasyk gatunku. Choćby dlatego maksymalna ocena. 

My wracamy jutro z nowym tekstem, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w manistreamie.

Twice a Man, Works on Yellow, Cosmic Overdose Publ. 1986, producenci: Karl Gasleben i Dan Söderqvist. Tracklista: Brave New World, Happy Life, Lapwing Territory, Girl, Back On Venus, Left, Backward Mode, Time, Africa


środa, 29 lipca 2020

Debiutanci: Opale - nadzieja dark i ambient, czyli muzyka utkana z morskiej piany

Dzisiaj w serii debiutanci, w której prezentujemy bardzo młode zespoły przed którymi, przynajmniej naszym zdaniem, wielka kariera przedstawiamy zespół Opale z Francji. 

Powstał w 2012, i jak dziewczyny piszą o sobie (LINK): wywodzi się z muzycznego pokrewieństwa, które łączy Sophię i Rocio. Zespół wydał swój pierwszy album w 2013 roku, a zatytułowany był L'incandescent. W 2014 roku kolejny - Hédoniste, a w 2015 Sleepless.

Omawiamy dziś minialbum Éternelle Nostalgie, wyprodukowany został przez ich wytwórnię Contemplative Recordings i We Be Friends, a  dziewczyny nagrały go w roku 2018. 

Sama muzyka jest niezwykle ciekawa i gdyby można było ją zakwalifikować, to na pewno pojawiają się w niej echa takich twórców jak Solid Space (pisaliśmy o ich znakomitej płycie Space Museum TUTAJ), ale nie tylko. Słychać tutaj wpływy Double Fantasy (opisanego przez nas TUTAJ) a najbardziej jednak znakomitego duetu Carbon Based Lifeforms (opisanego TUTAJ). Wszystko jednak jest bardziej zwiewne, lekkie, jakieś takie zawieszone gdzieś nad naszymi głowami. Tak jakby dziewczyny chciały nam coś przekazać, ale jednocześnie pokazać, że w zasadzie nie zależy im na tym, aby do nas dotrzeć.

Minialbum otwiera Eternelle Nostalgie,  czyli tytułowy utwór Wieczna Nostalgia. Wolno wprowadzają nas w klimat, dość leniwie. Ale już po kilkudziesięciu sekundach pojawia się dość mocno zaznaczony rytm. Odpływamy, a całości dopełnia znakomity delikatny, można powiedzieć anielski wokal... 

Po nim Sea Copy, znowu syntezatory i to charakterystyczne już dla zespołu brzmienie. I gdzieś w środku jakby wołanie syreny... Trudno w tym miejscu nie mieć skojarzenia z This Mortal Coil (TUTAJ)... 

Trzeci utwór Trajectoires to chyba najbardziej udana kompozycja z tego minialbumu. Żywiołowy i przebojowy, tak można powiedzieć. Zdecydowanie powinien promować wydawnictwo. Zerkam na YT, a może dziewczyny nagrały jakiś klip? Znajduję kilka ciekawych realizacji  - widać że mają nam do przekazania jakieś wizje artystyczne, co najmniej niebanalne...    

  
Wydawnictwo zamyka Maison Sensation, który jest spokojny wyostrzając nam apetyt na, być może tym razem już kolejny pełny album!

Czekamy.

I jeszcze to (dostaliśmy maila od jednego z czytelników): 

  

Dziewczyny żyją, są, a w maju pisały na FB (TUTAJ). Zatem może zareagują na nasz mail z prośbą o wywiad. Jeśli tak - wkrótce pojawi się on tutaj. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.     





Opale - Eternelle Nostalgie, Contemplative Recordings 2018, tracklista: Eternelle Nostalgie, Sea Copy, Trajectoires, Maison Sensation.

niedziela, 12 maja 2019

Debiutanci: Mandivula - warta poznania muzyka cold wave/dark z południa Europy


Jednym z celów powstania naszego bloga jest promocja nowych, mniej znanych wykonawców, takich, którym woda sodowa jeszcze nie zdążyła uderzyć do głowy na tyle, że są w stanie zaprezentować się u nas - na małym, niekomercyjnym blogu. Takich właśnie wykonawców przedstawiamy dzisiaj. 

Celem projektu Mandivula jest tworzenie muzyki na dwa sposoby: anonimowo i niskobudżetowo. Pochodzą z południowej Europy i piszą, że nad ich muzyką unosi się duch dokonań Jamesa Browna, bowiem rytmiczny, oparty na basie przekaz post punk okraszony jest mocno elektroniką. 

W dorobku mają singla ze swoją wersją piosenki Kraftwerk Computer Word, która powiem szczerze jest bardzo ciekawa. Może to bluźnierstwo, ale brzmi chwilami nawet lepiej niż oryginał. Mandivula potrafili tej piosence nadać sój własny rytm i tchnąć w nią duszę, tym sposobem mechaniczny utwór Kraftwerk uzyskał serce, które zaczęło w nim bić... 

Zresztą posłuchajmy..


Ciekawie wypadają też na żywo - oto fragment ich występu z marca 2018, gdzie muzyce towarzyszy interesująca oprawa wideo:


Poza tym, wydali niedawno pierwszy, bardzo ciekawy album Nonsense (TUTAJ). 


Muzyka? Nieco instrumentalnie przypomina prezentowany tutaj ostatnio doskonały Undertheskin (TUTAJ). Piszą o sobie, że ich muzyka z płyty Nonsense to: zestaw utworów w których rytm splata się z ciemnością, okraszony nieprzewidywalnymi syntezatorami i muzyką lekko eksperymentalną w naturze. 

Fani takich brzmień jak wspomniany Undertheskin, KVB, Neu, Ritual Howls, Joy Division, Trentemoller, The Soft Moon czy Cold Cave powinni być zadowoleni... 

Płytę otwiera Disease - na początku lekko zaszumiony, ale później pojawia się czyste brzmienie basu. My Spine za to zawiera dużo elektroniki, i znowu brzmi w nim ten ciekawy bas.



Nieco monotonna perkusja, ale w tle dzieją się bardzo interesujące rzeczy. Void to nieco inne klimaty, mniej tutaj schematycznego basu, za to więcej elektroniki. Cały czas jednak mamy do czynienia z  przemyślanym projektem. Dalej są Austerity i  Glass Bones, wraca schematyczny bas i znowu elektronika. Po nich Grey, nie ukrywam, że dla mnie najciekawszy utwór z płyty.  Mamy tutaj swoistą przeplatankę tego, co dotychczas na tym albumie usłyszeliśmy. W tle pojawiają się nieśmiałe odgłosy, choć płyta jest instrumentalna. Nie wiem dlaczego, ale ta piosenka pod względem klimatu kojarzy mi się z the Cure i ich the Forest. Mute Speach kończy płytę - widać jak bardzo rozkręcili się od pierwszego utworu. 
Trzeba obiektywnie przyznać, że jest coś w tej muzyce. Jest taki niepokój, jakiś industrialny klimat, ale jednocześnie nie można im odmówić świeżości i wytyczania nowych ścieżek. 

Może chwilami  grają zbyt schematycznie, co może denerwować, jednak nikt nie zarzuci jej wtórności.. 

Niewątpliwie coś w tym jest...

Cała płyta jest do posłuchania TUTAJ.

Kanał zespołu na YouTube znajduje się TUTAJ, a z niego jeszcze dwie piosenki z omawianego dziś debiutu. Najpierw Glass Bones, a po nim wpis zakończy Austerity..



Trzeba dawać szansę młodym wykonawcom. Znacie takich? Piszcie do nas na nasz e-mail, my chętnie ich zaprezentujemy i to for free. Tylko jest jeden warunek - żeby umieli obsługiwać skrzynki mailowe...

Mandivula tutaj jeszcze powróci - dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

niedziela, 24 lutego 2019

Czy kaseta magnetofonowa mogła zmienić oblicze muzyki? Solid Space - Space Museum, wśród inspiracji Joy Division, Sylvia Plath i the Cure

Wiara przenosi góry, chciałoby się powiedzieć patrząc na to jak malutkie amatorskie wydawnictwo na kasecie zmieniło oblicze muzyki. Dzisiaj piszemy o undergroundowym wydawnictwie Solid Space - Space Museum. I nawet jeśli ktoś nie lubi gatunku minimal synth, czy synth pop, z lekkimi naleciałościami nostalgii, i awangardy, to powinien przyjrzeć się temu dziełu i historii zespołu, bowiem płyta zaliczana jest dziś do klasyki gatunku (TUTAJ) i stała się inspiracją dla wielu zespołów (choćby TUTAJ). 

O płycie i muzykach w Internecie do niedawna było niewiele informacji, ale rok temu wydawnictwo Dark Entries postanowiło wznowić nagranie na winylu. Jest ono do nabycia TUTAJ w cenie 16 USD plus koszta przesyłki. Za połowę tej ceny można nabyć wersję mp3. Promocji albumu towarzyszyło wydanie obszernego artykułu (TUTAJ) o kulisach powstania tej znakomitej płyty.

Wszystko zaczęło się w Londynie od spotkania dwóch pasjonatów muzycznych. Tak też mający w 1983 roku 19 lat Dan Goldstein rozpoczął pracę w gazecie poświęconej muzyce (Electronic and Music Makers), którą po jakimś czasie doprowadził do stanu bardzo poczytnego czasopisma, niestety kosztem porzucenia studiów. A dokonał tego z fotografem Matthew (Maf) Vosburgh. Zanim Goldstein wyprowadził się z Londynu wspólnie z kolegą nagrali na kasecie projekt Solid Space, zainspirowany literaturą science - fiction, w szczególności Thunderbirds, Dr Who i Captain Scarlett.

Kaseta została wydana przez wydawnictwo InPhaze Records, specjalizujące się w muzyce post - punk. Przeszła jednak bez echa, a muzycy zajęli się czymś pożytecznym, bo z czegoś trzeba przecież żyć...  W okolicach roku 2002 okazało się, że wydawnictwo otoczone jest przez fanów estymą, do tego stopnia ze zostało wydane na bootlegu.

Oczywiście nagranie zaskakuje swoim minimalizmem, co ciekawe taśmy matki zostały wyrzucone przez ex-żonę szefa firmy InPhaze Records podczas ich rozwodu (ech te kobiety), ale odzyskano ich kopie. 

Płyta powstała kiedy obaj spotykali się w domu Dana, wówczas posiadacza keyboardu. Grali dla zabawy, początkowo bez tekstu, tworzyli samą muzykę. Później dograli bas, i jak sami stwierdzają, nagranie na kasecie pokazuje raczej ich postępy w nauce gry na tym instrumencie. Artyści wśród zespołów ich inspirujących wymieniają Joy Division i the Cure, mających zainspirować ich do powstania piosenek Destination Moon i New Statue.

Zwróciliśmy się za pośrednictwem strony Bandcamp z prośbą o wywiad z zespołem. W odpowiedzi jakiś dupek przysłał nam link. Suchy link do wywiadu. Bez komentarza. Taka kultura.. Wszystko zostało powiedziane, takie pewnie jest zdanie dupka z Dark Entries. 

A właśnie, że nie, bowiem inspiracją do piosenki Morning Song jest wiersz Sylvi Plath, autorki którą opisywaliśmy na naszym blogu TUTAJ. A na temat tej inspiracji w artykule TUTAJ słowa nie ma. Zatem pociągnijmy ten wątek i skupmy swoją uwagę na tym właśnie tekście, bowiem dwóch młodych chłopaków i poezja samobójczyni to brzmi co najmniej poważnie.

"Oh, I don't quite understand"/ "Oh nie do końca rozumiem"
"The dormouse is asleep again. Have you guessed the riddle yet?"/ "Jak suseł znowu śpię, zgadłeś już zagadkę?"
"No, I give it up. What's the answer?"/ "Nie, poddaję się - jaka jest odpowiedź?"
"I haven't the slightest idea" ? / "Nie mam najmniejszego pojęcia"
"Nor I" / "Ani ja"

Love set you going/ Prowadzi cię miłość
Love set you going/
Prowadzi cię miłość 
And your bold cry/ I twój odważny krzyk
Love set you going/
Prowadzi cię miłość
Love set you going/
Prowadzi cię miłość 
Like a fat gold watch/ Jak złoty zegarek

Our voices echo/ Echo naszych głosów
Our voices echo/
Echo naszych głosów
Our voices echo/ Echo naszych głosów 
New statue/ Nowy pomnik

In a draughty museum/ W przewiewnym muzeum
Your nakedness shadows our safety/ Twoja nagość pokrywa cieniem nasze bezpieczeństwo
We stand around/ Stoimy tak w pobliżu
Blankly as walls/ Puści jak te ściany

One cry/ Krzyk
And I stumble from bed/ Zrywam się z łóżka
One cry/ Krzyk
And now I wake to listen/ I budzę się by słuchać

Oryginalny wiersz autorki dostępny jest TUTAJ. 

Zaczerpnięte z niego trzy fragmenty, w oryginale brzmią:

Love set you going like a fat gold watch. 

Our voices echo, magnifying your arrival. 

New statue.
 

In a drafty museum, your nakedness
Shadows our safety. 

We stand round blankly as walls. 

One cry, and I stumble from bed, cow-heavy and floral

Wiersz Sylvi Plath opowiada o tym, jak miłość między ludźmi potrafi dać nowe życie. Przejęci rodzice obserwują nowo narodzone dziecko, ale już od chwili urodzin trudno im zaakceptować fakt, że nowe życie niekoniecznie oznacza życie szczęśliwe. 

To wiersz typowo egzystencjalny, o tym, jakim wyzwaniem jest trud rodzicielstwa. Solid Space natomiast dokonali jego skrótu. Pytanie, czy brakowało im tekstów? A może mieli coś konkretnego na myśli?
          
Matthew (Maf) Vosburgh żyje w USA, i jest wziętym programistą komputerowym pracującym dla czołówki światowej (Google czy Microsoft). Dan Goldstein także mieszka i pracuje w USA. Obaj nie zajmują się już muzyką.

Tak oto dwóch skromnych chłopaków swoją pasją potrafiło zmienić oblicze muzyki. To coś jak my, bo nas też łączy ta sama pasja - muzyka. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

Zdjęcia i fragmenty artykułu o zespole pochodzą ze strony TUTAJ. 


Solid Space, Space Museum, In Phase, 1982, Realizator nagrań: Pat Bermingham. Tracklista: Afghan Dance, Spectrum is Green, Destination Moon, The Guests, New Statue  (Morning Song - zawiera fragmenty wiersza Morning Song, Sylvi Plath), A Darkness in My Soul, Radio France, Tenth Planet, Earthshock, Contemplation, Please Don't Fade Away...