Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 24 Hour Party People. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 24 Hour Party People. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 maja 2023

Streszczenie książki Davida Nolana o Tony Wilsonie cz.23: Tony zdecydował, że na jego pogrzebie mają zagrać Atmosphere Joy Division

 

 

Bez niego kariera Joy Division byłaby inna. To on odpowiadał za wydanie debiutu zespołu, albumu Unknown Pleasures (wydał go za spadek po matce), który dziś uważany jest za najlepszy debiut w historii rocka. A ponieważ opisaliśmy już na naszym blogu życiorysy wielu osób z kręgu zespołu (warto popatrzeć na prawy pasek gdzie zawarliśmy linki do streszczeń), dziś kolej na pierwszą część opowieści o Tony Wilsonie. Książka, którą zaczynamy dziś omawiać znalazła się w naszych rękach dzięki Tony'emu Costello, którego serdecznie pozdrawiamy.

Część pierwsza streszczenia była TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ, piąta TUTAJ, szósta TUTAJ,siódma TUTAJ, ósma TUTAJ, dziewiąta TUTAJ, dziesiąta TUTAJ, jedenasta TUTAJ, dwunasta TUTAJ, trzynasta TUTAJ, czternasta TUTAJ a piętnasta TUTAJ, szesnasta TUTAJ, siedemnasta TUTAJ, osiemnasta TUTAJ, dziewiętnasta TUTAJ, dwudziesta TUTAJ a dwudziesta pierwsza TUTAJ a dwudziesta druga TUTAJ.

Tony jednak nie pojawił się na premierze filmu, na którą bilety rozeszły się natychmiast. Pojawili się muzycy i aktorzy ich grający, a Tony jednak nie, możliwe że był już pochłonięty kolejnym projektem. Yvette Livesey wspomina, że rozmyślili się na chwilę przed wyjściem i zamiast tego poszli na kolację.


Wilson znowu poświęcił się Telewizji Granada, prowadził na przykład program sportowy - był wielkim fanem sportu. Poproszono go także żeby poprowadził program polityczny The Sunday Supplement.


Tony w programie improwizował, nie używał scenariusza. Mimo tego, że nie był polityczne neutralny, prowadził program profesjonalnie. 
 
Pod koniec 2001 roku został poinformowany, że otrzyma za całokształt, nagrodę the Royal Television Society. Pomysłodawcą był  Eamonn O’Neal, jednak jego idea napotkała na opozycję. 

Na wręczenie Wilson niemalże się spóźnił i wygłosił bardzo kontrowersyjne przemówienie. Jego zdaniem ta nagroda oznaczała starość i koniec kariery. Wystąpienie było bardzo kontrowersyjne i wzbudziło falę krytyki, pojawiły się poglądy o tym, że Wilson nie szanuje zdania społeczności. Miał wtedy zły humor, bowiem ogłoszono jego bankructwo i urząd skarbowy chciał go obciążyć podatkiem. cała sprawa była pomyłką a Tony wspomina że czuł się jak w powieści Kafki. 

W tamtym czasie rozpoczęto realizację filmu o Tonym, dzieło dokończyły jego dzieci Olivier i Isabel. 

W czasie gdy 24 Hour Party People weszło do kin, Tony i Yvette sprzedali mieszkanie na poddaszu za 1,8 miliona funtów. Wykorzystali moment promocji filmu. To było najdroższe mieszkanie na północy Anglii.

W tamtym czasie doszło też do konfliktu między Tonym a Davem Haslamem.

Kiron Collins z Granada wspomina, że Wilson był wspaniałym człowiekiem, bo nie udawał kogoś innego niż był. Po prostu był szczery i był sobą, brakowało mu czasem ogłady, ale był autentyczny. Kochał Granadę i był jej całkowicie oddany, to było jego miejsce na ziemi.

 

Dzień po tym, jak pojawił się ponownie na ekranie w Granada Reports, Tony pojechał do  Cannes, aby zobaczyć 24 Hour Party People. Wtedy zdecydował, żeby na jego pogrzebie wybrzmiało Atmosphere, Joy Division. Uważał jednak, że sam film nie zmienił go jako człowieka. Poza tym nigdy nie żalił się na to, w jaki sposób został w nim przedstawiony. 

W 2001 roku pojawiły się u Wilsona problemy zdrowotne. Miał mini-udar. Był na lunchu z Isabel kiedy ręce mu odmówiły posłuszeństwa. Wylądował w szpitalu, ale nikt o tym nie wiedział. Miał nadciśnienie i musiał brać leki. Yvette twierdzi, że dobrze się stało, że zwolnili go zaraz po tym z Granady.

C.D.N.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.            

środa, 3 maja 2023

Streszczenie książki Davida Nolana o Tony Wilsonie cz.22: Kulisy powstania filmu 24 Hour Partry People - w 60% prawdziwego i w 40% zmyślonego

 

Bez niego kariera Joy Division byłaby inna. To on odpowiadał za wydanie debiutu zespołu, albumu Unknown Pleasures (wydał go za spadek po matce), który dziś uważany jest za najlepszy debiut w historii rocka. A ponieważ opisaliśmy już na naszym blogu życiorysy wielu osób z kręgu zespołu (warto popatrzeć na prawy pasek gdzie zawarliśmy linki do streszczeń), dziś kolej na pierwszą część opowieści o Tony Wilsonie. Książka, którą zaczynamy dziś omawiać znalazła się w naszych rękach dzięki Tony'emu Costello, którego serdecznie pozdrawiamy.

Część pierwsza streszczenia była TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ, piąta TUTAJ, szósta TUTAJ,siódma TUTAJ, ósma TUTAJ, dziewiąta TUTAJ, dziesiąta TUTAJ, jedenasta TUTAJ, dwunasta TUTAJ, trzynasta TUTAJ, czternasta TUTAJ a piętnasta TUTAJ, szesnasta TUTAJ, siedemnasta TUTAJ, osiemnasta TUTAJ, dziewiętnasta TUTAJ, dwudziesta TUTAJ a dwudziesta pierwsza TUTAJ.

Rozdział 12 dotyczy historii powstania filmu 24 Hour Party People (pisaliśmy o nim TUTAJ). Wielu ludzi błędnie myśli, że historia Wilsona była taka jak przedstawiona w tym filmie. Frank Cottrell Boyce - pisarz  i reżyser Michael Winterbottom po raz pierwszy spotkali Tony'ego w Granadzie, pracując między innymi nad serialem Coronation Street. Ponieważ byli zainteresowani zrobieniem filmu padła wobec Tony'ego propozycja inwestycji. Tony miał inne plany, dodatkowo nie miał gotówki, więc Boyce i  Winterbottom zajęli się realizacją innego dzieła. Mieli plan nakręcenia biografii Factory, który chwilowo musieli odłożyć.


Frank Cottrell Boyce wspomina, że Tony zrobił na nich ogromne wrażenie, i od razu wyobrazili go sobie w roli narratora takiej historii. Co prawda często miał złe pomysły, ale był o wiele bardziej interesujący niż jakikolwiek muzyk, z którym Cottrell Boyce pracował. Jego zdaniem Curtis czy Ryder byli, w przeciwieństwie do Tony'ego, nudni bo Tony całe życie się rozwijał. Dodatkowo nie był materialistą, był niezwykle hojny. 

Film, zupełnie przypadkowo stał się czarną komedią, bowiem umiera w nim kilku bohaterów. Zarówno Cottrell Boyce, jak i Winterbottom chcieli, aby Tony'ego zagrał Steve Coogan - manchesterski komik. 

Coogan wspomina, że pierwszy raz spotkał Winterbottoma na imprezie organizowanej przez jego ciotkę, kiedy był dzieckiem. Dwadzieścia pięć lat później dostał do niego telefon z prośbą o zagranie Tony'ego Wilsona.

Coogan mówił także, że pracował z Wilsonem w TV, a jego starszy brat kupował płyty Joy Division i chodził na ich koncerty. Sam Steve chodził także do klubu Hacienda stąd tematyka filmu nie była mu obca, choć rolę Tonny'ego przyjął z dużą odpowiedzialnością.

Michael Winterbottom uważa, że zawsze wydawało mu się, iż Coogan jest idealny do tej roli. Ale nie każdy był zadowolony, np. Hooky powiedział, że największy f&@t w Manchesterze będzie grany przez innego wielkiego f&@ta. 
 

Oczywiście pojawiły się problemy ze scenariuszem, np. Lindsay Reade nie była zadowolona ze sceny z Devoto, a Tony uważał, że pokazany jest jako samochwała itd. Wszystkie te problemy rozwiązał umiejętny scenariusz poprawiony przez Cottrella Boyce'a, i dodanie postaci mówiącej, że taka a taka scena jest fikcyjna. 

Pojawił się też problem Hilary i dzieci, ale ustalono, że nie będą o nich mówić w filmie bo to komedia. Ryder wspomina, że Tony został przedstawiony ciekawie a film jest w 60% prawdziwy i w 40% zmyślony. Na przykład nie było pogo na koncercie Sex Pistols, ludzie siedzieli na miejscach. Na marginesie, Tony nie był na tym koncercie (pisaliśmy o tym TUTAJ), ale jego zasadą było: drukuj legendę.

Zdjęcia do scen nakręconych w Haciendzie, były robione w klubie-replice, zbudowanym w magazynie w Manchesterze za 150 000 funtów. Wilson został zabrany na plan i niezwykle się wzruszył poziomem repliki. 

C.D.N. 

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 24 sierpnia 2022

Mick Middles i Lindsay Reade: Życie Iana Curtisa - Rozdarty cz. 48: Control vs. 24 Hour Party People

  

Dziś omawiamy kolejny fragment z książki Micka Middlesa i Lindsay Reade (poprzednio omówione fragmenty: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46 i 47).

Kolejne dwa rozdziały książki to Postscript pt. Dzień Iana Curtisa 18.05.2005 roku, czyli opis skromnych obchodów 25 rocznicy śmierci wokalisty Joy Division. Pojawiają się w nim autorzy i bohaterzy książki, tak więc mama, siostra i ciocia wokalisty, pojawia się też masa fanów, koczujących na cmentarzu w Macclesfield, co jednak nie wzbudziło niesmaku matki Iana Curtisa. Wręcz przeciwnie, była wdzięczna za pamięć fanów o jej synu. 

Cytowane są wpisy z księgi pamiątkowej cmentarza, opisana masa fanów szukających grobu, jak i tłoczących się w pobliżu domu wokalisty. W zasadzie uwagę zwraca bardzo skromny sposób obchodów, publiczne odtworzenie wideo Atmosphere i LWTUA. Tak jest zresztą od dawna, a ostanie zamalowanie muralu z Curtisem tylko utwierdza nas w poglądzie, że włodarze Manchesteru niezbyt zdają sobie sprawę jak wpływowym zespołem byli Joy Division. A może to jest nieubłagalny znak upływającego czasu, skoro dziś wielu młodych ludzi nie wie kim byli the Beatles?



Kolejny rozdział dopisany został po roku 2009 i nosi tytuł Ikona która jest większa niż długość jej życia. Napisany został przez obu autorów książki i zawiera ciekawe, mało znane fakty dotyczące rozwoju legendy Joy Division. 

Najpierw Mick Middles omawia film Control, w zasadzie nie zostawiając na nim suchej nitki. Wyśmiewane są wręcz niektóre fragmenty,  jak choćby podpisywanie kontraktu przez Wilsona własną krwią. Do tego filmu odnosi się w dalszej części Lindsay Reade. Też ma o nim bardzo krytyczne zdanie, uważa że nawet sceny live mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Lindsay z kolei ma bardziej pozytywny stosunek do 24 Hour Party People (warto zobaczyć TUTAJ), z tym że tutaj potępia sceny z nią związane a dotyczące seksu.


Pada ciekawe porównanie obu filmów, o ile 24 Hour Party People ma być  filmem w którym użyto fikcji celem pokazania prawdy, o tyle Control w wielu miejscach pokazuje prawdę w sposób fikcyjny. Postaci pokazane w Control niewiele mają wspólnego z tym kim na prawdę były, jak choćby Rob Gretton, zwykle milczący intelektualista w filmie pokazany jest jak chłopek roztropek. Pada stwierdzenie, że Control został zrobiony pod publiczkę  żeby się sprzedawał.

Najciekawszy jednak wątek podjęty w ostatnim rozdziale dotyczy planów realizacji kolejnego filmu o Ianie Curtisie. Idea powstała jeszcze przed Control, młoda reżyser Amy Hobby i pisarz Michael Stock mieli bazować na książce Deborah Curtis. Odbyli nawet spotkanie z nią i jej partnerem, oraz z Tony Wilsonem. W 2000 roku Stock zaczął pisać scenariusz. Niestety doszło do serii konfliktów osobistych i perypetii, sam pomysł mocno ewoluował, nawet pojawiła się przymiarka do ekranizacji Torn Apart. Rolę Iana miał zagrać Jamie Bell.

Finalnie jednak do realizacji żadnego z zamierzonych dzieł nie doszło.

Nie omówimy kolejnego rozdziału książki, w którym przedstawiono losy jej bohaterów po latach, bo książka ma już swój wiek. Zatem na tym kończymy.    

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.      

sobota, 2 stycznia 2021

Archiwum artykułów o Joy Division cz.2: Control Antona Corbijna - fakty i mity oczami Kevina Cumminsa

Drugi w serii artykułów o Joy Division, które ukazały się z okazji promocji filmu Control (pierwszy z nich omówiliśmy TUTAJ), to artykuł Kevina Cumminsa pt. Closer to the Birth  z magazynu the Observer. 

Autor na wstępie opisuje klimat Manchesteru końca lat 70-tych. Był wtedy świeżo po studiach fotograficznych i posiadając aparat Nikon chodził na koncerty. Chciał zostać reporterem the Observer lub NME. Joy Division był jednym z wielu zespołów które powstały pod wpływem impulsu koncertu Sex Pistols. Autor opisuje koncert 29.05.1977, kiedy poszedł zobaczyć Stiff Kittens/Warsaw. Debiut był bardzo nieudany. Wtedy Cummins bardzo oszczędzał na filmach, były one drogie (dziesięć GBP za rolkę, podczas gdy NME płacił około 6.5 GBP za zdjęcie). Jedna sesja z Joy Division zwykle nie wyczerpywała całej rolki - tak żeby starczyło dla innych. Polityka była taka, żeby fotografować Iana Curtisa jako ponurego, dlatego Cummins był rozczarowany gdy tracił ujęcie bo Ian się uśmiechnął. Nigdy nie namawiał zespołu na film - bo ten byłby dla niego niedochodowy. Ujęć w kolorze jest bardzo mało, autor posiada ich zaledwie 6, kiedy robił zdjęcia the Buzzcokcs i zostały mu wolne klatki. Sesje czarno - białe, najważniejsze, to sesja na moście i w TJ Rehearsal Studios.


W styczniu 1979 roku NME zdecydowali się na wydanie numeru z zespołami spoza Londynu, dokładnie z Manchesteru. Wybrano Spherical Objects, the Passage i Joy Division. Dzień 6.01.1979 roku Morley i Cummins zdecydowali się poświęcić dla Joy Division. Ponieważ cały tydzień padało, sesja niemalże nie została odwołana. Jak się później okazało, śnieg stał się elementem nadającym zdjęciom niepowtarzalny klimat. Odwiedzali puby a Paul Morley przeprowadził wywiad. Obaj byli zaskoczeni, jak poważnie Joy Division traktowali swoją twórczość, w przeciwieństwie do większości zespołów, która z muzyki czerpała radość. Byli antytezą najbardziej kultowej kapeli Manchesteru tamtych czasów, czyli the Fall. Po realizacji Unknown Pleasures zmietli całą opozycję z powierzchni. Hannett wyciągnął z ich muzyki głębię i idealnie wpasował w czarno - biały klimat industrialnego miasta. 

Następnie autor kończy opowieść o sobie samym i rozpoczyna recenzję filmu Corbijna. Podkreśla realizm scen koncertowych i świetne aktorstwo Sama Rileya. Zdaje się że Corbijn kupił wiele mitów o zespole i wcielił w film. Cummins podkreśla, że spędził wiele czasu z muzykami z zespołu, zarówno podczas koncertów jak i w trasach. Byli typowymi chłopakami w wieku dwudziestu kilku lat. Rozmawiali o piłce, dziewczynach, muzyce, Ian zwłaszcza lubił piłkę - obaj byli kibicami Manchester City (temu zaprzecza rodzina Curtisa w książce Micka Middlesa i Lindsay Reade, o czym jeszcze za jakiś czas napiszemy). Nie byli smutnymi bohaterami z piosenek Iana. Bernard podkreślał, że nie wie o czym Ian śpiewa. W filmie wiele postaci przedstawionych jest niezdarnie i karykaturalnie. Choćby postać Roba Grettona, który w rzeczywistości był niezwykle uprzejmym człowiekiem. Podobnie jest z postacią Tony Wilsona. Film zatem jest skierowany do fanów którzy nigdy nie widzieli Joy Division, a zdaniem Cumminsa, nic nie oddaje lepiej klimatu tamtych czasów niż książka Deborah Curtis i muzyka z Unknown Pleasures.

Finalnie dostaje się też reżyserowi 24 Hour Party People, za przedstawienie Tony Wilsona, z którym Cummins studiował. Tony był uprzejmy i czarujący i bez niego nie byłoby Joy Division i sceny Manchesteru. Co najważniejsze jednak, był człowiekiem niezwykle inteligentnym i sprytnym.                    

Wkrótce omówimy kolejny artykuł pozwalający nam, tym którzy nigdy nie widzieli zespołu na żywo, dosięgnąć, lub przynajmniej zbliżyć się, do prawdy. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.     

czwartek, 14 maja 2020

Cargo Recording Studios - serce sceny muzycznej Manchesteru

Jeśli nagrania z Manchesteru kojarzą się z jakimkolwiek miejscem, to jest nim na pewno Strawberry Studio, o którym była mowa w kilkunastu postach na naszym blogu (TUTAJ). Jak wyglądał proces nagrywania w nim opowiedział pokrótce także Dave Clark w udzielonym nam wywiadzie (LINK). Lecz Manchester Sound i Martin Hannett to nie tylko nagrania w Stocport. Oprócz tamtejszego studia działały wówczas także inne, a wśród nich Cargo Recording Studios, które było sercem sceny muzycznej Manchesteru w latach lat 70. i 80., czyli w czasach świetności i istnienia Joy Division, The Fall, New Order, The Stone Roses, The Charlatans, The Happy Mondays, The Mock Turtles i The Inspiral Carpets. Wszystkie wymienione zespoły nagrywały w budynku na Kenion Street w Rochdale a także inne, ich pełna lista jest TUTAJ.


 
Studio założył w pomieszczeniach nad sklepem Tractor Music John Brierley, który był operatorem w Granada TV (czyli tam, gdzie pracował Tony Wilson). Brzmienie, które oferowało studio było tak dobre, że wzbudziło podziw Johna Peela (warto zobaczyć TUTAJ). Powiedział on kiedyś, że John Brierley był pracownikiem BBC, który zbudował studio praktycznie ze starych części pralki w swojej sypialni i na poddaszu. Gdy jego mama i tata rano wstawali, używał ich sypialni do nagrywania głosu, ponieważ akustyka tam była lepsza. Peel znał więc dobrze Brierleya, bo ten w tej swojej pierwszej wytwórni, założonej w domu swoich rodziców czyli w Dandelion Studios, zrobił dema zespołu The Way We Live, na podstawie których Peel zaoferował muzykom kontrakt.  Nic dziwnego, że niektóre zespoły wybierając je, od razu stawały w polu zainteresowania Johna Peela i trafiały do jego programu. Oczywiście nie bez znaczenia był fakt współpracy Brierleya z Martinem Hannettem. I może dlatego zespół Joy Division nagrał tam jedną ze swoich najbardziej znanych piosenek Atmosphere. 

Sylwetka budynku jest znana z filmu 24 Hour Party People (TUTAJ) (2002). Rozegrała się w nim kluczowa scena, w której Hannett zmusił perkusistę Joy Division, Stephena Morrisa, do przeniesienia perkusji na dach, podczas realizacji singla She's Lost Control w 1979 roku (wiemy z skądinąd, że tej sytuacji nigdy nie było).
 
Bez wątpienia na popularności studio wpłynęły, oprócz jakości nagrań i stosunkowo niższej ceny usług, także inne względy, w tym jego lokalizacja: zaledwie kilka kilometrów od Manchesteru. W latach 80., Hook i Chris Hewitt (współpracownik Hannetta) kupili Cargo za 1300 GBP i zamienili go w Suite 16. To wydawało się romantyczne, tak później ocenił tę decyzję Hook. Pomimo zakupu dobrego sprzętu, co kosztowało ich fortunę, i mimo iż wśród ich klientów znalazły się znane zespoły: Stone Roses, Happy Monday i zespół Hooka Revenge, nie osiągnęli wielkich zysków. Po 11 latach działalności Suite 16 został przejęty przez innego muzyka związanego z Factory Records, Sian Hira ze Stockholm Monsters, który prowadził je jeszcze pięć lat. Potem, w 2001 roku studio zamknięto i jego pomieszczenia służyły po prostu za magazyn. Choć co do zakupu Cargo przez Hooka i Hewitta, według Johna Brierleya było nieco inaczej: studio nie zostało sprzedane Peterowi Hookowi. Kiedy Cargo Studios zostało zamknięte, firma o nazwie Quobeat kupiła większość sprzętu, a Quobeat był częściowo własnością Petera Hooka. I ta spółka założyła w budynku nowe studio nagrań, właśnie Suite 16, bo nazwa studia Cargo  nadal była własnością Brierleya (LINK).

W 2012 roku budynek stał pusty. Wtedy kupili go Marc Lewis, producent i realizator dźwięku, oraz Jamie Alsop, perkusista z Voltalab Studios w Smallbridge (TUTAJ). Słynne wnętrza wyglądały wtedy tak:
Wydali ponad 35 000 funtów na remont i założyli tam Voltalab Studios, które działa tam od 2019 roku, także w ramach Cargo Broadcast Ltd, co pozwala im także na filmowanie programów telewizyjnych.  I według legendy, gdzieś w czeluściach wytwórni zawieruszyła się kaseta z nagraniem  Martina Hannetta… Oczywiście to tylko urban myth, bo właściciele studia zarzekają się, że wszelkie taśmy (a było ich niewiele) zostały zwrócone zespołom, lecz kto wie, czy w jakiejś szczelinie betonowej podłogi czy w obudowie ścian nie tkwi taśma z nagraniem Iana Curtisa, wyprodukowana przez Martina Hannetta?
 

Spójrzmy jeszcze na zakończenie na historyczny budynek:


Wkrótce kolejne historie i miejsca związane z Joy Division. Poznacie je tylko tutaj, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 17 listopada 2019

Scena z perkusją na dachu pokazana w filmie 24 Hour Party People nie zdarzyła się, jak wiele inych scen...


O Martinie Hannettcie nigdy zbyt wiele. Bo choć napisaliśmy już o nim wiele postów, to jego osoba nadal stanowi zagadkę. Był przecież nie tylko piątym członkiem Joy Division, ale stworzył wielu zespołom niepowtarzalne, tylko im właściwe brzmienie (tzw. Manchester Sound). Aby zrozumieć, na czym polegał jego warsztat, podjęliśmy próbę prezentacji jego słownika efektów dźwiękowych:

- Metaliczne głośne dźwięki gitar w Spiral Scratch zespołu Buzzcocks (New Hormones, 1977)

- Psychodeliczne, głośne werble na płycie Disguise In Love (CBS, 1978) z poezjami Johna Clarke'a i akompaniamentem The Invisible Girls (osobiście grał tam na basie)

- Echo w Electricity grupy Orchestral Maneuvers In The Dark osiągnięte cyfrową jednostką opóźniającą Advanced Music Systems (AMS) DMX 15-80 (było to 80-milisekundowe opóźnienie werbla)

- Zaakcentowane niskie dźwięki, przy jednocześnie zniekształconych wysokich tonach, efekty windy, tłuczonego szkła (zbitą butelką od mleka), odgłos rytmicznie puszczanego sprayu do czyszczenia taśmy magnetofonowej, opóźnienia i pogłosy oraz charakterystyczne brzmienie perkusji dzięki kompresji taśmy na Unknown Pleasures zespołu Joy Division (Factory, 1979)

- Mruczący ptasi szum, prosty rytm perkusji i werbla w Return Of The Durutti Column The Durutti Column (Factory, 1980)

- Nagranie dźwięku każdej części perkusji, uderzeń bębnów w określonym rytmie, przy jednoczesnych markowanych uderzeniach plaśnięciami o kolana i uda w Closer zespołu Joy Division (Factory 1980)

- Klaustrofobiczna, taneczna muzyka, dudniąca echem werbli jakby nagrana w piwnicy pod basenem To Each grupy A Certain Ratio (Factory, 1981)

- Ksylofon i dźwięk płynącej wody w Nightshift zespołu The Names (Factory 1981)

- Połączenie gitary klasycznej i elektronicznej oraz syntezatorów i głośnych, dominujących bębnów dla Armande Altaï w Nocturne Flamboyant (Mercury, 1983).


Jeśli ktoś z naszych czytelników mógłby dorzucić coś do tego katalogu, bylibyśmy wdzięczni. Przy okazji prostujemy – scena z perkusją na dachu pokazana w filmie 24 hour party people nie zdarzyła się. Tak twierdzi John Brierley, asystent Martina Hannetta TUTAJ. Martin nie mógłby nagrywać w ten sposób, ponieważ dźwięki na dachu budynku zakłócałby szum i hałas ulicy (wiadomo, że część perkusji była umieszczona w toalecie).

Dzisiaj nie brakuje eksperymentatorów, którzy chcą odtworzyć efekty Martina Hannetta. Swoje dokonania prezentują opinii publicznej, jak choćby TUTAJ.

Na ile są one prawdziwe można stwierdzić porównując je z oryginalnymi brzmieniami zebranymi i wydanymi po latach  na płycie Martin Hannett's Personal Mixes (pisaliśmy o tym wydawnictwie TUTAJ). A jak wyglądało nagrywanie u Martina Zero opowiedział nam w udzielonym wywiadzie Dave Clark (TUTAJ). 

Mówi m. in. o nim, że Bardzo go polubiliśmy, miał taki markowy dowcip. Takie specyficzne poczucie humoru, inteligentne i zabawne… 

Czyż nie stoi to w sprzeczności z obiegowymi opiniami o Mad Genius of Manchester?

Poniżej biografia - mamy ją w biblioteczce,  jak tylko skończymy opis książki Jona Savage'a i na nie przyjdzie pora. Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Bibliografia:
 

J. Kennedy, Joy Division and the Making of Unknown Pleasures. Londyn. 2006
C. Sharp, Who Killed Martin Hannett? Londyn 2007

poniedziałek, 27 maja 2019

Isolations news 38: Pizza Cobaina, 24 Hour Party People z bonusami, Herzog i nowy film, zapałka Rammstein, New Dawn Fades wraca, Underthesin w nowym klipie, Rush i Haslam piszą


Papierowy talerz z setlistą, z którego Kurt Cobain jadł pizzę, sprzedano za ponad 22 tys. dolarów (LINK). Setlistę napisał osobiście, dnia 23.04.1990 roku. Także zachęcajcie waszych bliskich, żeby zbierali resztki po Was, nigdy bowiem nic nie wiadomo... 


Kultowy film, którego scenariusz opiera się na pamiętnikach Tony Wilsona, film o Factory Records i między innymi Joy Division - 24 Hour Party People  (opisywany przez nas TUTAJ) doczekał się nowoczesnych wersji na DVD i Blue Ray. Promocja w czerwcu...

Ale, ale ale, to nie wszystko bowiem te wersje zawierać będą rarytasy, wiadomo jak to jest... Tak więc wśród bonusów (cytujemy z oryginału):  Audio commentary with Tony Wilson, Audio commentary with Steve Coogan and producer Andrew Eaton, Unknown Pleasures – 24 deleted scenes, Pills N Thrills and Bellyaches – 11 interviews with people involved in the Factory Records/Hacienda scene, including Tony Wilson, members of The Happy Mondays and DJ Arthur Baker From The Factory Floor - Commentary from former Factory collaborators including Peter Hook, Rowetta and Martin Moscrop, Profile of director Michael Winterbottom, Audio interview with Peter Saville, the co-founder and graphic designer for Factory Records...
Kupimy i opiszemy to u nas. Więcej TUTAJ. 

Nasz i nie tylko nasz, bo przede wszystkim Iana Curtisa z Joy Division, ulubiony reżyser, czyli Werner Herzog nakręcił nowy film. Jego poprzednie dzieła omawialiśmy u nas TUTAJ. Nie zapomnijmy, że po obejrzeniu Stroszka, Ian Curtis popełnił samobójstwo.

Nowe dzieło Family Romance, będzie miało premierę w Cannes i jest w języku... japońskim. A oto trailer:
Na pewno film będzie zajebisty i na pewno go opiszemy. Herzog to geniusz. Niewielu z nich jeszcze żyje. 

Więcej TUTAJ. 
Rammstein promuje swój nowy album za pomocą instalacji na TIR na którym umieszczono ważącą 1,5 tony... zapałkę. 

Była w Katowicach  w ostatni piątek. Ktoś coś? Więcej TUTAJ.  Trasa TIRa - TUTAJ.


Od września w Manchesterze znowu będzie można zobaczyć znakomitą sztukę o Joy Division, ale nie tylko, zatytułowaną New Dawn Fades.

Przypomnijmy, że scenariusz napisał do niej Brian Gorman. Sztukę opisywaliśmy TUTAJ. Na Instagramie znajdziecie fajne zdjęcia TUTAJ. 

Warto nadmienić, że zarówno Brian Gorman jak i New Dawn Fades obserwują nas na Twitterze! Dziękujemy i pozdrawiamy Was. A oto nowy trailer sztuki:  

Undertheskin - objawienie i nadzieja polskiej chłodnej fali, których dzieło Negative recenzowaliśmy u nas TUTAJ serwuje nowy teledysk z płyty, pod tytułem Poison. Więcej o tym TUTAJ, a my po prostu obejrzyjmy teledysk...


Spróbujemy ich zahaczyć o wywiad, oby okazali się zwykłymi ludźmi i wyrazili zgodę..  A jeśli nie? Wtedy więcej o nich nie napiszemy.
Ten koleś na zdjęciu to legenda - Geddy Lee z legendarnej grupy Rush z Kanady. Co prawda oni nie grają cold wave, ale nostalgicznego rocka progresywnego, niemniej robią to znakomicie i od lat. Geddy ma już 65 lat i ukazała się właśnie książka (400 stron) o jego gitarach. Coś jak basy Petera Hooka...





Więcej TUTAJ, a żółtodziobom, którzy nie znają Rush dedykujemy powyższe klipy, popatrzcie jak się gra i śpiewa Mistyczne Rytmy podczas przygotowywania Projektu Mahnattan.


Jak przypomina jedna z naszych czytelniczek - pani Asia, którą serdecznie pozdrawiamy, Lebanon Hanover (pisaliśmy o nich TUTAJ) wystąpi na OFF Festival. No to i my przypominamy nasz post z 7.12.2018 (TUTAJ)..

Znamy już pierwszych wykonawców, którzy zaszczycą swoją obecnością katowicki OFF Festival, w dniach 2-4.08.2019. Wśród gości znajdują się Daughters, The Gaslamp Killer, The Comet Is Coming, Perfect Son, Boogarins, Bamba Pana & Makaveli oraz... Lebanon Hanover. O tych ostatnich pisaliśmy zanim stało się to modne TUTAJ. Zainteresowali nas bowiem wśród swoich faworytów wymieniają Joy Division.
 



Dave Haslam o którym pisaliśmy kilka razy (TUTAJ) wydał książkę o tym jak to postanowił sprzedać swoją kolekcję płyt. Oczywiście odbywa się seria spotkań z DJ-em z klubu Hacienda, także można posłuchać o tym TUTAJ.

Jak ja będę sprzedawał swoje płyty zobaczy to tylko jeden świadek - święty Piotr. Oczywiście zrelacjonujemy to u nas. Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 13 kwietnia 2019

O tym jak the Cure stworzyli wiarę w Joy Division: Faith - geneza powstania najlepszej płyty zespołu w oczach Richarda Carmana, czy do końca pełna?


Warto odwiedzać duże sklepy, bo czasami w stertach przecenionych książek trafiają się rzeczy na prawdę warte uwagi. Tak też jest w tym przypadku, bowiem trafiła mi się książka Richarda Carmana pod tytułem Robert Smith i The Cure wydana przez wydawnictwo Anakonda w roku 2013, za śmieszną cenę 10 PLN (o zespole pisaliśmy TUTAJ).
 

Mówiąc szczerze w twórczości Smitha i kolegów nas najbardziej interesują dwa albumy, Pornography i Faith. Pierwszy z nich będzie opisany na tym blogu w odpowiednim czasie, o drugim już pisaliśmy (TUTAJ). A skoro tak to zabierzmy się za Faith właśnie, największe monumentalne dzieło zespołu i zobaczmy jak zostało opisane od kuchni w książce Carmana.

Pierwszy fragment jest lekko mówiąc kontrowersyjny, bo żeby pisać o Seventeen Seconds  jako o mrocznym albumie...
Od początku wszystko szło źle. Smith chciał utrzymać mroczny klimat poprzedniego albumu i rozwinąć go w piosenkach, które pierwotnie zostały nagrane jako demo w jadalni państwa Smithów. W ciągu kilku dni sesje utknęły w martwym punkcie.

Cure zbyt dużo w tamtym okresie koncertowali:

Problemem była niekończąca się trasa koncertowa zespołu. W końcu trasa zakończyła się występem w Londynie (rok 1980).

Na początku 1981 roku zespół nagrał ponowne sesje dla Johna Peela (pisaliśmy o tej z 1980 TUTAJ, te z 1981 opiszemy niebawem), a w lutym wrócił do Morgan Studios by wznowić pracę nad albumem. Produkcją ponownie zajął się Mike Hedges i Robert Smith. Nastrój nie sprzyjał konstruktywnej pracy. "Dobrze się czułem sam ze sobą, ze słowami i muzyką - wyjaśniał Smith. Ale kiedy byłem z innymi, wszystko było nie tak. Powstawało coś... wesołkowatego." 


Joy Division pojawiają się tej książce wiele razy, choć moim zdaniem Carman nie docenia roli zespołu jako źródła inspiracji dla Smitha, o czym poniżej.   

"Atmosfera była bardzo trudna i wszyscy dostawali bzika" - powiedział w 2000 roku Jamesowi Oldhamowi z Uncuta. "Pamiętam jak kończyłem nagrywanie wokali na Abbey Road i czułem ogromną pustkę". Był to początek czegoś co Robert nazywał "spiralą  która zawsze ciągnęła go w dół" co miało trwać przynajmniej przez następne dwa albumy. Stylistyczna ciemność przekształcała się w "nową czerń". Poprzedniego lata album Joy Division Closer dotarł do szóstego miejsca na listach w UK. Utwór LWTUA był bliski wejścia do pierwszej dziesiątki najlepiej sprzedających się singli (w 2003 r NME ogłosił go singlem wszechczasów). Ciemność obecna w Faith pochodziła zarówno z wewnątrz jak i z zewnątrz.

Następnie autor opisuje perypetie na jakie napotkał zespół podczas szukania studia celem nagrania albumu. Mało tego upadały morale, dochodziło do licznych kłótni głównie między Smithem a Hedgesem, sprawę komplikowały niedawna śmierć babci Smitha jak i choroba matki Lola (Tolhursta - perkusisty grupy).

Tym co nas najbardziej interesuje w muzyce to inspiracja. Pytamy o nią w każdym naszym wywiadzie (są TUTAJ). W książce Carmana mamy kilka ciekawych informacji na ten temat. 

Inspirowali się głownie obserwacjami ludzi w kościołach i ich reakcji na wiarę, choć Smith porzucił wiarę katolicką już w wieku 8 lat. Podczas nagrywania Faith jego brat podróżował do Indii a muzycy Cure przesiąknęli wiarą w reinkarnację. 


Następnie autor omawia wydanie pierwszych singli z albumu. Szczególnie ciekawa jest interpretacja tekstu Primary cytowana w książce z wypowiedzi Smitha z fanzinu Cure News z 1991 roku: Robert powiedział, że piosenka przekazywała ideę, że może lepiej umrzeć młodo będąc niewinnym i pełnym marzeń. 

Czy Carmanowi nie powinna w tym miejscu zapalić się czerwona lampka? Przecież to ewidentna aluzja do śmierci Iana Curtisa! 

A teraz kilka wypowiedzi Smitha o okolicznościach powstania płyty i przesłaniu kolejnych piosenek. 


The Holy Hour: Robert twierdził, że tekst do tego utworu napisał podczas mszy w kościele katolickim w Crawley - próbował w nim nadać sens komunii. 

Other Voices: piosenka której tytuł pochodzi z powieści amerykańskiego pisarza Trumana Capotea Other Voices, Other Rooms. 


All Cats Are Gray jest inspirowany muzyką Eno oraz albumem Low. 

The Funeral Party: znowu pojawiają się ślady albumu Another Green World. Punktem wyjścia do napisania tekstu była śmierć dziadków Roberta. W tym czasie Robert słuchał mnóstwo chorałów gregoriańskich - można się domyślać, że łagodność nagrania pochodzi z inspiracji tą niezwykłą muzyką. 

The Drowning Man - tytuł zaczerpnięty został z kultowej powieści Gormenghast Marvynea Peake'a. 

Faith: wypowiadając się o tej piosence Robert stwierdził, że starał się by była tak optymistyczna jak tylko się dało. 

Można w ramach ciekawostki dodać, iż piosenki All Cats are Gray i The Funeral Party zostały napisane tego samego dnia.

Następnie Carman opisuje reakcje krytyki na album. Zwłaszcza jeden fragment jest ciekawy: 


Magazyn Sounds wskazywał podobieństwa do Joy Division i zauważył, że pomijając wzmożone w tamtym czasie zainteresowanie mieszkańcami Manchesteru - the Cure doszedł pod względem muzycznym dalej.


Okładka albumu została tak zaprojektowana żeby kupujący musieli zgadywać zawartość płyty. Wzrastał dystans między muzykami a fanami, podobnie jak w przypadkach zespołów Wire czy Joy Division. Okładkę albumu i singla Primary zaprojektował Porl Thompson. Okładka przedstawia zsolaryzowane zdjęcie Bolton Abbey, położonego niedaleko Skipton w Yorkshire.  


Tyle na dzisiaj z książki Richarda Carmana. A teraz dwa fakty podtrzymujące tezę, że autor nie poszedł właściwym tropem, który narzucała mu recenzja z Sounds. 

Po pierwsze - fragment filmu 24 Hour Party People (opisaliśmy go TUTAJ, a pisaliśmy o nim TUTAJ), z dnia pogrzebu Iana Curtisa, kiedy Tony Wilson spotyka Roberta Smitha przed kostnicą, a ten mówi: Tony dasz mu to od nas - wiele dla nas znaczył,i wręcza mu tulipana.
 
Zdaje się, że ta scena i obecność Smitha nie została dostrzeżona przez krytyków opisujących film. A przecież Smith grał w Siouxsie and the Banshees a ci byli jedną z inspiracji dla Joy Division i vice versa...  Nie zapomnijmy też, że film powstał w oparciu o pamiętniki Tony Wilsona.

Po drugie ten fragment tekstu Primary, również opisywany w książce Carmana:

The innocence of sleeping children
Dressed in white and slowly dreaming
Stops all time 


Co razem z powyższą wypowiedzią Smitha o umieraniu za młodu dają jednoznaczne skojarzenie ze sceną z filmu  24 Hour Party People:

A gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości co do postawionej powyżej tezy, to zapraszam - akcja ma miejsce 17.10.1980 roku w Amsterdamie, wystarczy posłuchać początku:

Jak mawia klasyk: i to by było na tyle... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.