W pierwszej części (TUTAJ) przedstawiliśmy streszczenie fragmentu książki, w którym Stephen Morris opisuje swoje dzieciństwo. W części drugiej (TUTAJ) wojenne pasje perkusisty Joy Division, a w kolejnej historię życia jego ojca (TUTAJ), rodzinne wycieczki (TUTAJ) i pierwsze single w kolekcji Stephena (TUTAJ). W następnym wpisie przedstawiliśmy pierwsze instrumenty z kolekcji Stephena i opisaliśmy jego fascynację the Beatles, jak i amerykańską TV (TUTAJ). W kolejnym (TUTAJ) męczarnie na kursie tańca i fascynację obserwatorium Jordell Bank, oraz kompletnie inne, niż rodziców, zainteresowania kinowe. W kolejnym (TUTAJ) lekcje gry na klarnecie i pierwsze zakupy płytowe. W kolejnym (TUTAJ) pierwsze koncerty i fascynację DavidemBowie wybór roli w zespole jako perkusista (LINK). W tej części (LINK) przedstawiliśmy pierwsze eksperymenty kolegów z LSD, epizod ze studiami i przeprowadzkę do nowego domu. TUTAJ opisaliśmy pierwszych idoli gry na perkusji i zakup instrumentu, a także pierwsze lekcje Stephena gry na nim, a TUTAJ perypetie związane ze zmianą szkoły. Wzrastające zainteresowania winylami i rozbudowę zestawu perkusyjnego opisaliśmy TUTAJ i TUTAJ.
Spośród gatunków, które szczególnie nie podobały się przyszłemu perkusiście Joy Division było disco, zwłaszcza takie rzeczy jak Bee Gees umieścili w Gorączce Sobotniej Nocy. Teraz jest inaczej bo wszystko to nabrało wartości sentymentalnej...
Niestety w tamtych czasach niemalże wszytko co puszczano w TV BBC to było disco. Natomiast Stephen lubił The Old Grey Whistle Test i audycje Johna Peela, słuchał w nich miedzy innymi takich wykonawców jak Can, Roxy Music, Alex Harvey czy Dr Feelgood.
Słuchał wtedy wielu gatunków muzycznych: country, folk, funk itd. Skończył zatem w grupie folkowej w 1975 roku. Spotykał się ze znajomymi zwykle w piątki - na koniec tygodnia pracy, w czyimś domu (nie w swoim bo miał zakaz). Palili jointy i grali na gitarach. Czasem szli do pubów.
W tamtym czasie jeden z jego kolegów Will zdecydował się założyć zespół. Grał na basie i szybko dobrał do grupy gitarzystę i klawiszowca. Oczywiście Stephen zgodził się grać na perkusji. Zaczęli odbywać w soboty próby. Oczywiście podstawowym problemem był wybór jaką muzykę grać, bo każdy chciał grać coś innego. Finalnie doszli do kompromisu, że zagrają piosenkę Dylana pt. You Ain't Goin Nowhere.
Ich gitarzysta, nieco wyglądający jak Lennon, napisał kilka piosenek i postanowili je zagrać. Nagrali nawet je na kasecie, ale perkusja wszystko zagłuszyła. Zatem postanowili nagrać demo w oryginalnym studio. Zabukowali na pół dnia słynne Strawberry Studios w Stockport, należące do 10 CC (warto zobaczyć nasze posty o tym studio TUTAJ).
Wtedy Morris nauczył się wielu rzeczy dotyczących nagrywania perkusji, mimo faktu że jego wiedza o procesie nagrywania jako takim była znikoma. Piosenkę finalnie nagrali, tak więc można było ją posłać na konkurs do Picadilly Radio. Zagrali nawet pierwszy koncert, ale niestety wypadł on fatalnie. Nie wygrali też konkursu w radio. Dlatego zespól wkrótce się rozpadł.
C.D.N.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Niedawno w newsach (LINK) informowaliśmy o powstaniu nowego portalu historycznego opisującego Manchester (LINK). W pierwszym numerze znajdujemy bardzo ciekawy artykuł Petera Wadswortha o studio w którym nagrano Unknown Pleasures.
Na wstępie autor zaznacza, że pojawienie się studia w Stockport stało się nijako mostem między latami 60-tymi a 70-tymi. Zamknięte w 1993 roku przekształcone w wystawę odegrało ważną rolę rzutując na przyszłość muzyki. Tym dokonaniom autor poświęca swój tekst.
Cała historia zaczęła się z banalnego powodu, w latach 60-tych nawet tak wielkie gwizdy jak Beatlesi musieli podróżować do Londynu żeby nagrywać płyty. Fakt ten postanowił zmienić Peter Tattersall który pracował w przemyśle muzycznym, otworzył małe studio Inter City nad sklepem muzycznym. Koszty zakupu sprzętu pokrył a dodatkowej pracy w piekarni. Jedna z pierwszych notatek o studio ukazała się już w 1967 roku! Wkrótce do Tattersalla dołączył wspólnik Eric Stewart, który zawsze chciał pracować w branży muzycznej. Zainwestował w sprzęt i to on stworzył nazwę od jego ulubionego utworu the Beatles. Pojawili się kolejni sponsorzy a studio zdobyło lepszy sprzęt i lokalizację. Ważną rolę odegrał Graham Gouldman muzyk i inwestor, który grając sesyjnie zdobywał środki na wydawanie płyt głownie pod pseudonimami. Płyta Hotlegs jaką wydali odniosła komercyjny sukces w 1970 roku. Wtedy zaczęła się już poważna działalność producencka. Nagrali kolejny hit tym razem jako znana grupa 10CC. Zespół nagrał w Stockport wszystkie swoje hitowe albumy i to spowodowało coraz lepsze inwestycje w sprzęt. Ze studia zaczęli korzystać coraz bardziej wybitni artyści jak np. Paul McCartney. Wtedy otwarto drugie studio niestety nastąpił też rozpad zespołu. Autor opisuje początek współpracy Martina Hannetta ze studiem (koniec lat 70-tych do śmierci w 1991 roku) i wymienia zespoły jakich płyty realizował, wśród nich oczywiście Joy Division.
W 1986 roku nastąpił kryzys związany z brakiem adaptacji studia do nowinek epoki cyfrowej. Studio zostało kupione przez Yellow 2, i przestawiło się na produkcję wideo, co było początkiem końca.
Warto wspomnieć na koniec, że autor artykułu jest współtwórcą wystawy o studio, którą cieszyła się bardzo dużym powodzeniem. Strona wystawy wciąż jest czynna i można na niej zobaczyć eksponaty (TUTAJ).
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Dziś omawiamy kolejny fragment z książki Micka Middlesa i Lindsay Reade (poprzednio omówione fragmenty: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23i 24).
Mimo że sytuacja materialna wokalisty Joy Division nie była dobra, nie chciał on podpisywania kontraktu a potentatami. Starał się wytworzyć wkoło siebie i zespołu aurę undergroundu a Tony roztaczał dodatkowo wkoło aurę wolności, co go przyciągało.
Płyta była nagrywana w Strawberry Studios w Stockport. Nieopodal znajdował się pub Waterloo i mówi się, że odegrał on równie ważną rolę podczas nagrywania albumu jak samo studio.
Martin Hannett nie tylko wyskakiwał tam samemu, ale też wysyłał tam muzyków kiedy zaczynali go denerwować. Lindsay Reade, która spędziła bardzo dużo czasu w studio podczas nagrywania Unknown Pleasures, pamięta, że Martin wtedy nie pił dużo alkoholu, zawsze miksował nocami po pobycie w pubie. Za to bardzo wiele palił różnych narkotyków. Co do mitów o jego szaleństwie jest w tym wiele przesady, bowiem w jej opinii Martin był rzemieślnikiem i dobrze wiedział co robi. Poza tym był perfekcjonistą. Powtarzanie wiele razy piosenek mogło nużyć i być wręcz nudne, ale Martin kazał to robić tak długo, jak długo nie był zadowolony z końcowego efektu. Atmosfera w studio wcale nie była napięta, tylko relaksująca. Martin starał się wyżyłować muzyków, unikał chaosu dźwiękowego.
Mimo, że trzech członków Joy Division w wielu wywiadach podkreśla, że nie byli zadowoleni z efektów Unknown Pleasures, to Ian Curtis i Rob Gretton byli zachwyceni wprowadzeniem ambientu na album.
Terry Mason jednak uważa, że charakter Martina był trudny do zniesienia, zwłaszcza jego wahania nastrojów. Reade jednak twierdzi, że było inaczej. Zespół wtedy był na etapie wzajemnego cieszenia się swoją obecnością, schodzili na dół, gdzie grali w bilard albo oglądali TV a kiedy Martin ich potrzebował wracali na górę.
Hannetta wspomagał bardzo młody inżynier, uczący się od niego, Chris Nagle (pisaliśmy o nim TUTAJ). Martin w swoim założeniu starał się uniknąć zlania wszystkich instrumentów w jeden jazgot, dlatego każdy instrument, jak i wokal, nagrywany był osobno. Słychać to znakomicie choćby w She's Lost Control, gdzie wszystkie instrumenty tworzą osobną piękną melodię, a głos Iana Curtisa jest zniewalająco silny, ale jednocześnie wytłumiony w pogłosie.
Hannett nadał każdemu instrumentowi na albumie jego niepowtarzalny charakter. Wiele zespołów chce brzmieć inaczej, niż wszystkie inne. Ale w przypadku Joy Division to Martin nadał instrumentom takie brzmienie, jakiego nie miał nikt wcześniej. I być może dlatego Hooky i Sumner nie lubią Unknown Pleasures, bo zespół brzmi na tej płycie inaczej niż na koncertach, gdzie brzmiał jak typowy zespól heavy metal czy punk. Sumner był zaszokowany kiedy usłyszał zmiksowany album, oczekiwał cięższego brzmienia i zdziwił się dodatkowymi efektami specjalnymi. Morley podkreśla, że nie oczekiwał po Hannettcie takiego dzieła, widział go zawsze palącego narkotyki, poza tym bardzo dziwnie się wypowiadał. Ale tak ja wielcy producenci Pink Floyd, the Beatles czy U2 Hannett stworzył arcydzieło. Pojawienie się Hannetta obaliło też mit, że dobry producent musi być z Londynu. Martin pojawił się znikąd dowodząc, że zupełnie nieznane źródło może wyłonić genialnego realizatora.
Martin Hannett zmarł w 1991 roku, trudno zatem stwierdzić, kiedy zauważył coś unikatowego w głosie Iana Curtisa, natomiast prawdopodobnym jest, że nie widziała tego reszta zespołu włącznie z nim samym. Hooky podkreśla, że nie było wtedy widać u Iana żadnych niepokojących zachowań. Jedynie denerwował się w studio podczas nagrań. Ale Martin znalazł na to sposób. Bardzo zbliżył się do Iana, chodzili razem do pubu na drinki a przez wytworzenie intymnej atmosfery doprowadził do tego, że Ian poczuł się w końcu wyluzowany.
C.D.N.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Opublikowano fragment pamiętnika Genesis P-Orridge Nonbinary wydany przez wydawnictwo Abahms Publishing, którego premiera planowana jest na październik - oczywiście udostępniany kawałek jest o przyjaźni z Ianem Curtisem.
Muzyk pisze tak: Patrząc wstecz na moją krótką, ale cenną przyjaźń z Ianem Curtisem, mam wrażenie, że on i ja byliśmy bardzo podobni. Obaj urodziliśmy się w powojennym, zbombardowanym Manchesterze i obaj korzystaliśmy z naszych doświadczeń, minuta po minucie, postrzegając życie jako metaforę ostatecznie fatalistycznego przeznaczenia. Często wyrażaliśmy tę daremność w nienawiści do samego siebie. Nienawiść za to, że nie potrafiliśmy sprawić, by ludzie zrozumieli, by naprawdę ZOBACZYLI zarówno hipokryzję jak i zdrady oraz ból egzystencjalnych dylematów. Ian zwykle dzwonił do mnie późno w nocy. Może to od Jona Savage'a, a może od kogoś innego, zdobył mój prywatny numer telefonu i zaczął do mnie dzwonić. Dzwonił do mnie o dziwnych porach, żeby porozmawiać o Throbbing Gristle, o moich anarchistycznych pomysłach na muzykę popularną. W końcu to ja nazwałem zupełnie nowy gatunek rocka elektronicznego, dzięki czemu stałem się poważny i wiarygodny... Z tego co tam napisano jednoznaczne wynika, że P-Orridge był najbliższym przyjacielem Curtisa, któremu ten zwierzał się, wręcz spowiadał... Więcej można przeczytać (TUTAJ).
Pytanie czy w artykule jest wszystko na temat ich przyjaźni, czy też w książce są jeszcze jakieś inne ciekawe fakty. Postaramy się do niej dotrzeć i opisać na naszym blogu.
Ciąg dalszy Joy Division story - Paul Morley w Walthamstow Rock 'n' Roll Book Club wraz z Rose Marley będą opowiadać 21 października o Tonym Wilsonie, w związku z publikacją jego nowej biografii zatytułowanej From Manchester With Love. Bilety i szczegóły TUTAJ. W tym samym miejscu wcześniej, bo już 23 września o swoich książkach na temat środowiska artystycznego dekady lat 70 i 80 opowiedzą Dave Haslam i Paul Gorman (LINK).
Etienne Vernaeve (muzyk, prywatnie mąż Annik Honnore, przyjaciółki Iana Curtisa) udzielił wywiadu, w którym opowiedział o swoim hobby. Mianowicie jest kolekcjonerem płyt o najbrzydszych okładkach, jakie tylko można sobie wyobrazić (LINK).
Zauważył on, że Wygląd okładki zwykle dużo mówi o zawartości. Zła płyta często idzie w parze ze złą szatą graficzną, złą typografią, błędami ortograficznymi i, co najważniejsze, dwoma kiepskimi kawałkami odciśniętymi na krążku. Egzemplarze do kolekcji kupuje na pchlim targu, robi im zdjęcia i zamieszcza na swoim profilu na Instagramie (LINK), po czym płytę umieszcza w pudle na strychu swojego domu… Ma ich już prawie 400.
Ciekawe, czy w jego kolekcji znajduje się pokazana powyżej okładka króla jodłowania Franza Langa, z jego niezapomnianym hitem:
Vernaeve ma rację. Muzyki Langa nie da się słuchać na trzeźwo. Tak jak oglądać okładek jego płyt. Ale żeby to kupować? To chyba już jakieś zboczenie.
Pozostajemy w klimacie post Joy Division, bowiem New Order wystąpili na żywo w Manchesterze. Na koncert przyszło 35 tys. ludzi (LINK). Nie jesteśmy fanami New Order (choć mają klika dobrych płyt), niemniej obejrzane fragmenty koncertu jasno pokazują, że NO ciągle robią wielkie show, Ian Curtis jest wiecznie żywy, a Bernard Sumner zamiast śpiewać zaczyna coraz bardziej pokrzykiwać.
W temacie NO - Peter Hook wystawił na aukcję pamiątki związane z zespołem. Katalog jest dostępny TUTAJ, a sprzedaż ruszy 8 października.
Jeszcze news z okolic Joy Division - w Stockport 16 września odbył się koncert muzyki realizowanej w Strawberry Recording Studios w latach 1967-1993. Dochód zasilił Seven Miles Out Arts Community Interest Company, która ma sfinansować nagranie i produkcję winylowego albumu Strawberry Studios Forever (LINK).
Jeden ze sklepów internetowych oferuje t-shirt z motywem ulubionego zespołu muzycznego. Oferta jest bardzo szeroka - od Sex Pistols, Joy Division i Bauhaus po the Cure, Marillon i Milesa Davisa (LINK).
Pora kilka newsów koncertowych i z naszego podwórka. Give Up To Failure, którym kibicujemy (warto zobaczyć TUTAJ)podziękowali fanom za okazywane wsparcie i zapowiedzieli nową płytę, która ukaże się w przyszłym roku (LINK). Czekamy z niecierpliwością.
Moonspell łączy siły z My Dying Bride, Borknagar, Wolfheart i Hinayana i wspólnie wyruszają w europejską trasę Ultima Ratio Fest 2022. Zespoły zobaczymy 12.10.2022 we wrocławskim klubie A2 - Centrum Koncertowe i będzie to jedyny przystanek w Polsce podczas ich tournee (LINK).
Natomiast wrocławski koncert Clan of Xymox, który planowany był na 15 listopada został odwołany. Ze względów logistycznych (LINK).
W maju przyszłego roku do Polski wrócą Brendan Perry i Lisa Gerrard wraz zespołem muzyków Dead Can Dance. Wystąpią w Atlas Arenie w Łodzi. bilety już dostępne TUTAJ. Zastanówcie się jednak, zanim kupicie. W razie odwołania koncertu, jak było to ostatnio, zwrócą wam kasę, ale nie od ręki - trzeba bardzo długo czekać. Zwrócą oczywiście bez odsetek, przecież trzymali je w skarpecie.
Kilka newsów związanych z ruchami w świecie muzycznym. Placebo 17 września wypuścili pierwszą od pięciu lat nową piosenkę zatytułowaną Beautiful James. I zapowiedzieli wydanie nowe albumu, który prawie jest już skończony (LINK). Ceniliśmy Palcebo jak długo nie dowiedzieliśmy się, w jaki sposób rozstali się z poprzednim perkusistą. Żenada. Natomiast muzycznie połykają własny ogon, co słychać powyżej.
Duet David Long & Shane O'Neill zadebiutowali albumem Moll & Zeis. Jest on szczególnie polecany fanom Echo and The Bunnymen, Go-Betweens, PIL, wczesnego New Order i The, Sound. Płytę z 11 utworami można nabyć TUTAJ.
Aby się nieco odchamić, w końcu nie samą muzyką człowiek żyje - Muzeum Albertina proponuje bardzo ciekawe wystawy: od 17 września można zobaczyć dzieła Amadeo Modiglianiego. Jest to zaległa wystawa której otwarcie planowano na zeszły rok, w którym przypadała rocznica stulecia od śmierci malarza (LINK) a w przyszłym roku, od 18 lutego będzie można podziwiać 60 prac Edvarda Muncha oraz obrazy artystów pozostających pod jego wpływem, będą to m.in.:. Marlene Dumas, Peter Doig, Miriam Cahn i Tracey Emin (LINK).
I jeszcze, celem kompletnego już odchamienia, kilka newsów ze świata nauki. Dotyczą one przeszłości, niemniej opisują bardzo ważne dla nas dziś odkrycia.
Wieloryby nie zawsze były tylko zwierzętami wodnymi, ponieważ zidentyfikowane skamieliny ujawniły, że wieloryby miały kiedyś nogi i chodziły po lądzie. Na szczątki które potwierdzają tę teorię natrafili, po amerykańskich uczonych także paleontolodzy egipscy (LINK). Natomiast w Nowej Zelandii dzieci natrafiły na skamieliny pingwina olbrzymiego, który miałby około 1,5 m wysokości (LINK). Oba zwierzęta ponoć masowo i ochoczo krzyżowały się, czego dowody spotykamy na co dzień.
Wracamy jutro - czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie ma w mainstreamie.
W Czwartek 16 września o 19.30 Strawberry Studio organizuje wieczór piosenek Joy Division, New Order, The Smiths, The Buzzcocks, Happy Mondays, Inspiral Carpets i The Stone Roses wykonywanych przez młodych muzyków i nowe zespoły ze Stockport. Dochód ma zostać przeznaczony na sfinansowanie wydania albumu na winylu Strawberry Studios Forever. Bilety do nabycia TUTAJ.
W temacie Joy Division - można nabyć nowy numer dwumiesięcznika VIVE LE ROCK’S. Na okładce zdjęcie zespołu (LINK). W środku wiele ciekawych kapel.
W temacie - Café Royal Books po publikacji zdjęć Daniela Meadowsa czyli Factory Records 1979 – 1980, której znakomity opis jest na naszym blogu (TUTAJ), oferuje kolejne wydawnictwo, tym razem są to 32 strony zawierające zdjęcia Iana Beesleya wykonane w Manchesterze i Salford w latach 80. (LINK). Możemy pochwalić się, że przysłali nam je w gratisie do zdjęć Meadowsa, więc omówimy to wydawnictwo u nas wkrótce. Café Royal Books pozdrawiamy.
Les Disques du Crépuscule i Factory Benelux oferują darmowy sampler CD Daylight Upon Magic (TWI 1257) zawierający nowe i niezbyt znane utwory wydawnictwa z tego i przyszłego roku a do tego na nośniku jest jeszcze kilka ekskluzywnych utworów muzyków zaprzyjaźnionych z wytwórnią. Warunkiem otrzymania jest zamówienie przynajmniej jednego winylu lub dwóch płyt CD pośrednictwem serwisu wysyłkowego wytwórni. Uwaga – płyta TWI 1257 nie będzie dostępna w sklepach! Pełna tracklista TUTAJ.
Morrissey z kolei nie może znaleźć wytwórni płytowej aby opublikować swój nowy album. Każda mu odmawia, nie tolerując i zarzucając brak tolerancji. Nowa płyta ma mieć 11 utworów, lista jest opublikowana TUTAJ.
W klimacie chłodnych brzmień - Robert Smith (The Cure) potwierdził bliską publikację dwóch albumów zespołu (jednego ponurego a drugiego nie) oraz wydanie albumu solowego. Szczegóły ma podać za około 6 tygodni. Obie płyty The Cure są już na etapie miksowania (LINK).
The Opposition podał przedwczoraj wieczorem za pośrednictwem swojego profilu na FB szczegóły dotyczące nowego albumu Hope. Otóż będzie dostępny w kilku wersjach, różniących się dodatkami i oczywiście ceną. I tak:
Winyl Box Set będzie zawierał album na winylu, CD z 14 utworami w tym demami Marka Longa, książkę i koszulkę z logo The Opposition (cena £50.00)
CD Box Set z albumem na CD, demo na CD, książką i koszulką (cena £40.00)
Oba pudełka będą dostępne w przedsprzedaży od 21 czerwca.
Sam album na winylu (za £20.00) lub na CD (za £10.00) staną się dostępne od 1 lipca (LINK).
Poprzednia znakomita studyjna płyta zespołu została opisana przez nas TUTAJ.
Inni mistrzowie chłodu - Dead Can Dance nakręcili nowy klip zatytułowany Mushin, który powstał w wyniku współpracy filmowca Grahama Wooda i Brendana Perryego. Słowo Mushin jest terminem z filozofii Zen oznaczającym świadomość bez świadomości, również określany jako stan bez-umysłowości. Mushin osiąga się, gdy umysł osoby jest wolny od myśli negatywnych - gniewu, strachu lub o własnym ego podczas walki lub trudów codziennego życia. Forma klipu jest inspirowana japońskim łucznictwem (Kyudo) i teatrem Noh.
Równie mrocznie - drugi utwór Hante z nadchodzącego albumu Morning Tsunami, który zostanie wydany 2 lipca przez Synth Religion jest już w sieci i gra powyżej.
Na tegorocznym Castle Party Festival w Bolkowie od 8 do 11 lipca będzie można zobaczyć Clan of Xymox, Lacrimosę, Lebanon Hanover, Diary Of Dreams, Selofan, Artrosis, Clicks, As Night Falls, Give Up To Falure, Then Comes Silence, Hedone, Sexy Suicide, Das Funus, Closterkeller, Tides From Nebula i pewnie nie jest to cała lista. Program i bilety tutaj na stronie festiwalu (TUTAJ). Nas najbardziej cieszy GUTF - są znakomici i wiele osiągną, pisaliśmy o nich (mamy też wywiady) TUTAJ.
Skoro festiwale - ruszyła przedsprzedaż karnetów i biletów na Rock na Bagnie - TUTAJ. Z tym, że obecna pula karnetów przeznaczona jest dla osób, które do 2 lipca 2021 będą w pełni zaszczepione przeciwko COVID-19. Przed wejściem na imprezę, oprócz biletu, weryfikowany będzie kod QR wydany przez Ministerstwo Zdrowia, który stanowi potwierdzenie statusu osoby zaszczepionej. Bez tych regulacji nie ma możliwości na dzień dzisiejszy zorganizować festiwalu. Ale te reguły nie wszystkim się spodobały i sprowadziły na Jacka „Żabę” Żędziana falę hejtu… Nasz wywiad z ŻabąTUTAJ.
Do Polski po raz pierwszy ma (miała) przyjechać legendarna grupa Bauhaus. Daniel Ash (gitara), David J. (gitara basowa), Kevin Haskins (perkusja) oraz Peter Murphy (wokal) – to czterej muzycy, którzy w 1978 r. założyli legendarną grupę.
W tym właśnie oryginalnym składzie wystąpią w Klubie Progresja (Fort Wola 22, Warszawa) w ramach Międzynarodowego Festiwalu Producentów Muzycznych Soundedit. Wystąpią lecz nie wiadomo dokładnie kiedy, bo koncert nie może odbyć się od zeszłego roku i choć przeniesiono go na czerwiec tego, do końca nic jeszcze nie jest pewne. A mimo to bilety są sprzedawane TUTAJ.
Rock-Serwis Piotr Kosiński i Kujawskie Centrum Kultury zapraszają do Inowrocławia na festiwal INO-ROCK, który odbędzie się 28 sierpnia w Teatrze Letnim. Bilety w sprzedaży od 7 czerwca w Empiku oraz TUTAJ. Wśród kapel nazwy niewiele nam mówiące.
Wracamy jutro, z bardziej znaczącymi nazwiskami i nazwami - dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Jakiś czas temu zaczęliśmy na naszym blogu streszczać książkę Colina Sharpa o jednym z największych realizatorów nagrań w historii, i jednocześnie twórcy Manchester Sound, Martinie Hannettcie. Pierwsza część opisu dostępna jest TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ, piąta TUTAJ, szósta TUTAJ, siódma TUTAJ, ósma TUTAJ, dziewiąta TUTAJ, dziesiąta TUTAJ, jedenasta TUTAJ, dwunasta TUTAJ, trzynasta TUTAJ, czternasta TUTAJ, a piętnasta TUTAJ.
W kolejnych rozdziałach Colin Sharp przedstawił urywki z wczesnej młodości Hannetta, opis jego doświadczeń z narkotykami, byliśmy świadkami narodzin pierwszych niezależnych wytwórni płytowych Manchesteru, oraz co najważniejsze, mogliśmy odczuć klimat towarzyszący powstawaniu nagrań takich gwiazd jak John Cooper Clarke, Durutti Column czy Joy Division. Poznaliśmy także historię nagrania singla Electricity, będącego wynikiem współpracy między Martinem a muzykami z zespołu OMD. Dowiedzieliśmy się też, że po negatywnych recenzjach Unknown Pleasures, Factory Records miało zamiar zrezygnować ze współpracy z Hannettem. Poznaliśmy genezę słynnych powiedzonek Hannetta i wspomnienie jak powstawał wielki hit Joy Division, czyli Transmission. Później Colin Sharp dokonał wnikliwej analizy dwóch niezwykle ważnych płyt które zrealizował Hannett, mianowicie albumu John Cooper Clarke'a Snap, Crackle & Bop, oraz płyty Magazine pt. The Correct Use of Soap. Autor stawia pod znakiem zapytania legendy narosłe wokół śmierci wokalisty Joy Division - Iana Curtisa. Następnie Sharp opisywał w jaki sposób Martin Hannett przeżywał samobójstwo wokalisty Joy Division, które dosłownie zgruchotało jego psychikę. Następnie poznaliśmy kulisy epizodycznej współpracy między Hannettem a Robem Blamirem i Pauline Murray z punkowego zespołu Penetration, którzy wspólnie zrealizowali kultowe i przełomowe, choć rzadko słuchane, wydawnictwo nazwane Pauline Murray and the Invisible Girls (wydane we wrześniu 1980 roku).
Dzisiejszy rozdział poświęcony jest opisowi okresu po samobójstwie Iana Curtisa. Zespół wtedy cieszył się sukcesem ich największego hitu, czyli LWTUA, ze znakomitym nostalgicznym wokalem Iana. Closer wydany został w USA, a Martin kojarzony był z legendarnymi wydawnictwami Joy Division. W tm czasie zaczęła się epoka sporów. Pozostali członkowie Joy Division jednak byli ponad to i postanowili kontynuować działalność. Zagrali krótki występ w Beach Club, zorganizowany przez Suzanne O'Hara (pisaliśmy o nim TUTAJ), i nazwali się New Order.
Podjęto spekulacje kto mógłby zastąpić Iana Curtisa. Naturalnym następcą wydawał się Alan Hempsall z Crispy Ambulance, który zastępował Iana podczas choroby (warto zobaczyć TUTAJ). Próbowano zatrudnić też do tej roli Kevina Hewicka, ekscentrycznego artystę solowego. W 2006 ten wspominał, że Martin był obecny an przesłuchaniu, artysta jednak nie poczuł się na siłach po zaśpiewaniu kilku piosenek zespołu. Ten brzmiał wtedy tak:
New Order wrócili do studia i nagrali dwie piosenki pozostałe im po Joy Division, oraz debiut Movement. Martin niestety wtedy przeżywał depresję, ekscytacja po wydaniu płyt Joy Division odeszła w zapomnienie, a wypełniła ją pustka i dewastacja emocji. Do tego doszły spory o podział zysków z Factory. Heroina była w tamtym czasie bardzo droga i pochłaniała całe jego dochody. Pogarszała się też relacja z Tonym Wilsonem. Ten ostatni miał bardziej komercyjne upodobania, Martin chciał iść w kierunku nowej fali. Spierali się też o narkotyki, Martin uważał, ze heroina to najpiękniejsza rzecz na świecie i miał nadzieję, że Tony jej spróbuje, co nigdy nie nastąpiło.
Tony był lojalny wobec Martina do końca, a nawet po jego śmierci. Starał się reaktywować jego, zawieszoną po śmierci Curtisa, karierę. Martin za to sceptycznie mu nie ufał, w pewien sposób obwiniał Tonyego za samobójstwo Iana. W takiej atmosferze nagranie debiutu New Order nie mogło zakończyć się sukcesem. Peter Hook przyznał, że ten okres to był najgorszy czas zarówno dla Hannetta jak i dla zespołu. ten zwykł siadać za konsoletą i szantażować, że nie zacznie pracy zanim nie dostanie grama kokainy. Ta jest narkotykiem paraliżującym, zarówno umysł jak i ciało. Jej działanie jest takie, że chcesz jej ciągle więcej.
Hookowi podobał się ten album, jak mało komu. Niestety płyta jest dobra tylko przez pierwszych kilkanaście minut. Zagrana została w 2 tygodnie w Strawberry Studios. Niestety z Martinem nie miał kto wtedy pogadać, tak jak kiedyś podczas nagrywania nocnych wokali z Ianem...
New Order wciąż nie wiedzieli co z wokalistą, w końcu zdecydowali się na Bernarda, który początkowo brzmiał jak echo po Ianie Curtisie. Stąd partie wokalne są rozmyte i miejscami niezrozumiałe. Album ukazał się w listopadzie 1981 roku. Najwyższa pozycja to miejsce 30. Bernard wyznał w jednym z wywiadów, że nienawidził tego albumu. Posłuchał go tylko raz i nigdy więcej nie odtwarzał. Był zły z powodu wydania płyty której nie lubił. Muzyka jednak wywarła wpływ na wiele zespołów w późniejszym czasie.
Płyta została zmasakrowana przez krytykę, oszołomioną sukcesem Joy Division. Martin bardzo to przeżył.
Muzycy jednak zostawili Martina i odnieśli później sukces za pomocą własnej produkcji Power, Corruption and Lies i singla Blue Monday.
Także A Certain Ratio przestali z nim współpracować. Podobnie Vini Reilly...
Czy to był początek końca wielkiego realizatora dźwięku?
O tym napiszemy w kolejnym poście z tej serii, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Jakiś czas temu zaczęliśmy na naszym blogu streszczać książkę Colina Sharpa o jednym z największych realizatorów nagrań w historii, i jednocześnie twórcy Manchester Sound, Martinie Hannettcie. Pierwsza część opisu dostępna jest TUTAJ, druga TUTAJ, trzecia TUTAJ, czwarta TUTAJ, piąta TUTAJ, szósta TUTAJ, siódma TUTAJ, ósma TUTAJ, dziewiąta TUTAJ a dziesiąta TUTAJ.
W kolejnych rozdziałach Colin Sharp przedstawił urywki z wczesnej młodości Hannetta, opis jego doświadczeń z narkotykami, byliśmy świadkami narodzin pierwszych niezależnych wytwórni płytowych Manchesteru, oraz, co najważniejsze, mogliśmy odczuć klimat towarzyszący powstawaniu nagrań takich gwiazd jak John Cooper Clarke, Durutti Column czy Joy Division. Poznaliśmy także historię nagrania singla Electricity, będącego wynikiem współpracy między Martinem a muzykami z zespołu OMD. Dowiedzieliśmy się też, że po negatywnych recenzjach Unknown Pleasures, Factory Records miało zamiar zrezygnować ze współpracy z Hannettem.
Kolejny, jedenasty już rozdział, dotyczy końca 1979 roku i rozpoczyna się od wniosku, że fakt współpracy Hannetta z the Buzzcocks i Joy Division został dostrzeżony w branży i Martin zaczyna stawać się w niej coraz ważniejszą osobą. Padają nazwy zespołów które ponoć mają ochotę na współpracę z Hannettem, wśród nich pojawia się U2, Simple Minds, Ultravox czy Psychodelic Furs.
Martin chodzi nieogolony, zaczął znowu chudnąć co było wynikiem zażywania amfetaminy. Sharp przynosi Hannettowi kasety z zespołami krautrockowymi, pośród nich jest Neu! i ich dwie płyty, niefortunnie nazwane tak samo...
Wsłuchują się obaj w grę instrumentów, zwłaszcza w perkusję, która jest bardziej melodyjna niż to zwykle bywa, a nagrania mają duży wpływ na działalność Martina jako producenta. Ogólnie ich zainteresowanie wzbudza pulsujący rytm i gra instrumentów. Te dźwięki przypominają raczej Trans-Europe Express, niż dźwięki jakie można usłyszeć na brytyjskich drogach. Rytmy przywołują obrazy z miast Europy jak Berlin, Zurich, Monachium, Milan czy Wiedeń. Zdają się być czyste i wyrafinowane ale tylko na powierzchni, bowiem wewnątrz niosą nutę melancholii. Kto chce zrozumieć estetykę i wrażliwość Martina w tamtym czasie i ile wniosła ona w powstanie Unknown Pleasures, Closer i The Correct Use of Soap powinien posłuchać tej właśnie muzyki.
Martin zapożyczył brzmienia europejskie i przekonwertował na brytyjskie. Na przykład piosenka Hallogallo jest idealna do jazdy samochodem. Sharp uważa, że to muzyka stworzona pod wpływem narkotyków, o narkotykach i dla ludzi zażywających narkotyki. Takiego typu formy Martin stosował w swoich produkcjach dlatego jego muzyka byłą tak wciągająca i uwodzicielska.
Następnie Sharp opisuje scenę, jak z Hannettem dokonywali zakupu narkotyków u dilera, byłego więźnia. Hannett kupował wtedy heroinę, choć nie uważał się za ćpuna - tzn. nie stosował igieł ani strzykawek. Zdaniem autora, kupował narkotyki celem dokonywania eksperymentów.
Po dokonaniu zakupu udają się do Strawberry Studios, gdzie Hannett zamienia się w prawdziwego profesjonalistę. Przy okazji zwierza się, że jego słynne faster but slower i tego typu, jak o nazwał - gówniane powiedzonka, mają na celu jedynie wywoływanie zamieszania u muzyków co jest dla niego bardzo zabawne.
Nagle w głośnikach pojawia się linia basu - Sharp rozpoznaje wczesną wersję wielkiego hitu Joy Division, niemalże popowej piosenki Transmission.
Kończą pobyt w studio i Hannett odwozi przyjaciela swoim Volvo do domu. Podczas drogi milczy - słucha jakiegoś wewnętrznego przekazu. Daje mu na odchodne małą dawkę narkotyku i żegnają się pod jego domem...
Wkrótce streścimy kolejną część, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Napisaliśmy już sporo o Martinie Hannettcie (TUTAJ), może więc pora wspomnieć teraz o jego prawej ręce, Chrisie Nagle.
Krótko mówiąc, Nagle pracował jako inżynier dźwięku w Stockport's Strawberry Recording Studios od późnych lat 70. do późnych lat 80., u boku legendarnego producenta, twórcy Manchester sound. Widać ich razem na tym krótkim nagraniu z lipca 1980 roku, w którym Tony Wilson opowiada o sztuczkach dźwiękowych stosowanych przez Hannetta:
Chris Nagle współtworzył nagrania dla Factory Records, współpracując ze wszystkimi, najbardziej znanymi zespołami Manchesteru: Joy Division, The Ramones, The Stone Roses, New Order, Pauline Murray, Echo & The Bunnymen i Happy Mondays, Killing Jacke, Durutti Column, Crispy Ambulance, a samodzielnie produkował dla The Charlatans, The Wedding Present i Inspirial Carpets. Był odpowiedzialny za powstanie tak wielu wspaniałych płyt, że nie możemy ich tutaj wymienić, najbardziej wyczerpujące i dokładne dyskografie można znaleźć na allmusic.com i Discogs.com Sam także grał na gitarze (zresztą podobnie jak HannettTUTAJ i TUTAJ) i zaliczył kilka grup muzycznych, z których najbardziej chyba znaną była What? Nose. W 1989 roku ruszył z nią w trasę koncertową po Wielkiej Brytanii, promując album Fat. Zespół można było poza tym oglądać w Manchesterze, na wspólnych koncertach z Dubsex, Flatback Four, Laugh, i Inspiral Carpets. What? Nose było, co trzeba podkreślić, grupą jedyną w swoim rodzaju, bo złożoną z samych współpracowników Martina Hannetta, obok Nagela w projekcie wzięli udział: Julia Adamson (Nagel), była żona Chrisa, asystentka Hannetta oraz Tom Harris, technik dźwięku. Czyż Hannett nie był najbardziej inspirującą osobowością ostatnich dwóch dekad XX wieku? Syn Chrisa i Julii, Basil, także próbował swoich sił w muzyce. W 1998 roku jego głos znalazł się na ścieżce dźwiękowej singla The Fall z 1998 roku Masquerade:
W 2010 roku Chris odwiedził Polskę, wraz z Peterem Hookiem odebrał nagrodę dla Martina Hannetta na festiwalu Soudedit w Łodzi. Hook dał tam jeszcze koncert a Nagle poprowadził warsztaty:
A co robi teraz? Podobno rzadko wychodzi z domu… Tak utrzymuje Julia MCLarnon (LINK), która obsługuje stronę Chrisa Naglea (LINK). Julia także współpracowała z Martinem Hannettem, a teraz prowadzi własne studio nagrań Analoque Catalogue (LINK). Za to była żona Naglea, Julia Adamson (Nagle) w 2013 roku wystawiła na sprzedaż na swoim profilu FB taśmy matki i ich kopie z nagraniami Joy Division pochodzące z likwidowanego w latach 90. studia nagraniowego Strawberry Recording. Podobno – tak utrzymywała – wyciągnęła je z kontenera na śmieci. Ona i jej mąż.
Na dowód opublikowała zdjęcie przedstawiające prawie 30 pudełek z ręcznie napisanymi tytułami z nazwami zespołów, w tym New Order, The Durutti Column, Magazine i The Psychedelic Furs. Jedna z nich, zatytułowana Joy Division outtakes, zawiera nagrania piosenek She's Lost Control, Wilderness i New Dawn Fades, we wczesnych wersjach, innych niż na znanych nagraniach. Peter Hook w jednym z wywiadów wyjaśnił, skąd te taśmy wzięły się w archiwach studia: Martin miał w domu ćwierć calową szpulę. Za każdym razem, gdy robił miks, miał kopię wykonaną w studio i zabierał ją do domu i słuchał na odpowiedniej maszynie. Zespół miał tylko kasety. Ta kolekcja taśm [Martina] została opłacona przez Factory, więc w rzeczywistości jest własnością zespołu (LINK).
Dlatego zamiast kupić taśmy ujawnione przez Adamson, Hook wystąpił na drodze sądowej o ich zwrot. Po pewnym czasie jednak oboje doszli do porozumienia. I okazało się, że wszystkie te materiały były znane już wcześniej. W 2008 roku zdygitalizowano je i wydano w formie podwójnego albumu kompilacyjnego pod tytułem: Martin Mix Hannet Personal Mixes (pisaliśmy o nim TUTAJ).
Cóż jeszcze? Julia Adamson prowadzi od 2006 roku w Manchester wraz z grupą współpracowników i synem Basilem wytwórnię płytową Invisiblegirl Records i Invisible Girl Music Publishing (nazwa pochodzi od Invisible Girl, zespołu Martina Hannetta)...
Wkrótce kolejne posty z serii Co się dzieje z nimi dzisiaj, jeśli chcecie je poznać - czytajcie nas, codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.