Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka lat 2000-ych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka lat 2000-ych. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 maja 2024

Ten album warto znać: Tem(pi)el - MMXIII - nostalgiczny szwedzki postrock

 

Jeśli spojrzeć na nasz bardzo stary wpis TUTAJ w którym prezentowaliśmy koncert znakomitej Anny von Hausswolff, to okazuje się, że producent jej debiutu pt. Ceremony, Filip Leyman też miał ambicje muzyczne zakładając w Göteborgu z Albertem af Ekenstamem zespół Tem(pi)el

Jak podkreślają (TUTAJ) Filip Leyman szukał projektu, w którym miałby pełną swobodę artystyczną. Jednocześnie jego marzeniem było tworzenie muzyki, która powstawałaby w połączeniu nowoczesnej technologii – syntezatorów, automatów perkusyjnych i samplerów – z instrumentami akustycznymi i klasycznym instrumentarium. 

Tak też jest na znakomitym albumie MMXIII, z 2013 roku.  Albert af Ekenstam, gitarzysta między innymi Sumie Nagano, współtworzący z Leymanem miał bardzo podobne zainteresowania muzyczne. Poszukiwał także możliwości rozwijania własnych pomysłów. Projekt dojrzewał i ewoluował przez dwa lata. Do zespołu w międzyczasie dołączyła artystka Love Hultén, której niezwykłe pomysły wizualne stały się ważną częścią Tem(pi)el.

Podczas sporadycznie powtarzających się, ale sprawnie realizowanych sesji studyjnych, muzyka stopniowo rozwijała się w undergroundowym studiu Filipa Leymana. W zaskakująco naturalny sposób szybko przekształciła się w odmianę post-rocka, w którym gatunki elektroniczne spotykają się z ciężkim, głębokim rockiem. Można określić to słowami Rene Descartesa: Kraina niedźwiedzi, wśród skał i lodu.

Niestety mimo tworzenia znakomitej muzyki, dzieło MMXIII jest jedynym w dorobku zespołu, a szkoda...

Album zaskakuje różnorodnością, jest krótki i zawiera tylko 7 piosenek. Pobrzmiewają w nim echa Swans, Cocteau Twins, czy elektroniki Tangerine Dream, jest melodyjny i chwilami dość mocno rockowy. Niemniej nie brakuje w nim nostalgii. 

Na otwarcie Departure - typowo postrockowy, prosty riff zostaje mocno rozbudowany o okraszony solówkami. Napięcie narasta.. Expedition wprowadza świetny klimat. W tle pobrzmiewa Dif Juz. Przechodzi w pewnym momencie na pierwszy plan i jak brzmi! Desolate to początkowo elektronika, słychać Tangerine Dream do którego dołącza perkusja. Ciekawe... Gitary wracają na Disclosure, utwór rozkręca się leniwie, ale po chwili znowu brzmi niczym stare, dobre 4AD. Escape trzyma poziom, będąc jednocześnie jednym z najbardziej nostalgicznych utworów na albumie. Brzmienie gitary w tej piosence staje się znakiem firmowym albumu. Relief znowu wolno się rozkręca a całość kończy Transcendence - klimatami ponownie (przynajmniej na początku) zahaczając o elektronikę rodem z  Tangerine Dream. A później znowu ściana gitar.

Reasumując, ciekawa muzyka, zmuszająca do myślenia bogactwem klimatów i pejzaży. Szkoda że nic więcej nie nagrali...

  

Tem(pi)el - MMXIII, Kning Dics, 2013, tracklista: Departure, Expedition, Desolate, Disclosure, Escape, Relief, Transcendence.

 

piątek, 26 kwietnia 2024

Ten album warto znać: Second Still i ich EPka pt. Equals - ambitna zimna fala

Jakiś czas temu opisywaliśmy na naszym blogu zespół Second Still z USA (TUTAJ). Początki kapeli to rok 2014 i Brooklyn, a skład to Ryan Walker (gitara), Alex Hartman (bas) i Suki San (wokal i teksty). Co ciekawe, nazwa zespołu, kojarzyć się może z albumem Still zespołu Joy Division z 1981 roku. Ale naszym zdaniem jest zaczerpnięta z doskonałego albumu Modern Eon pt. Fiction Tales (opisanego TUTAJ) też z 1981 roku.

 

Muzyka zespołu spodoba się wszystkim wielbicielom wspomnianego Joy Division, ale też the Cure (oczywiście tego z czasów Faith czy Pornography), X-Mal Deutschland czy bardzo wczesnego Cocteau Twins, ale szczególnie polubią ją wielbiciele Siouxsie and the Banshees. No i ten bas - ewidentnie zajumany z New Order (w tle słychać wołanie Iana Curtisa: Hooky play high), a powodowany fatalną akustyką Knot Mill, gdzie zespół próbował. Ach ten klimat...

Jeśli ktoś zna koncert zespołu z PressureDrop.tv (jest TUTAJ) z 2017 roku, to omawiane dziś wydawnictwo, ponieważ ukazało się rok później, pokazuje lekką ewolucję stylu muzyki kapeli. Brzmienie jest zdecydowanie bogatsze niż na wspomnianym show, pojawiła się elektronika, a piosenki nabrały delikatności. Są oczywiście zimne, ale już nie tak bardzo jak wcześniej.

Początek to znakomity i nastrojowy In Order:

Stworzeni do zatracenia w mieście
Jesteśmy czymś, czujemy się inaczej
Mogłabym się naćpać
Ocal mnie od moich wspomnień
Mogę być lepsza niż ludzie wokół mnie

Gdy płakałam
Zabierz mnie na drugą stronę piekła

Prowadzona przez zagubiony głos
Moje odbicie, nieuniknione
Mogłabym się naćpać (mogłabym zamknąć oczy)
Jestem lepsza od ludzi wokół mnie

Gdy płakałam
Zabierz mnie na drugą stronę piekła

Odkrywasz, że zawsze będziesz ją kochał
Odkrywasz, że zawsze będziesz ją kochał

Ashes jest utrzymany w starym zimnym i chropowatym stylu. Piosenka podsumowuje sens ludzkiego istnienia:

Spotkałeś los, twój duch przygasł
Nadszedł ogień, trzymaj się mocno
Myślisz, że wszyscy wiedzą
Chcesz po prostu, chcesz...
Umrzeć 

Automata - piękna piosenka ze wspomnianą głębią... Jest tu dużo przestrzeni, refleksji nad powtarzaniem przez człowieka codziennych czynności, które czynią z nas bezrozumne maszyny. Utwór najbardziej przypomina dokonania Siouxsie and the Banshees. Ale skoro ci nie istnieją to dobrze, że mamy Second Still... 

Czy jestem prawdziwym człowiekiem?
Czy zastanawiam się tak jak reszta z nich?
Czy jestem marzycielem
Jeśli wiem, że moich marzeń wciąż mi brakuje?

Nie mogę dzisiaj ze sobą żyć
Właśnie to mówię
Nie mogę się dotknąć, a mimo to coś czuję

Czy to pustka w moim sercu?
Kiedy patrzę w lustro, czuję pożądanie
Mój umysł był zaprojektowany na obraz twojego ojca

Nie mogę dzisiaj ze sobą żyć
Właśnie to mówię
Nie mogę się dotknąć, a mimo to coś czuję

Jak długo trwa zakończenie programu i rozpoczęcie piosenki?
(Czy ja śnię?) Jak długo (czyja to twarz?)
Aby mój program się skończył (Czy tracę całą siebie) i zaczęła się moja piosenka
(Czy ja śnię?) Jak długo (czyja to twarz?)
Aby mój program się skończył (Czy tracę całą siebie) i zaczęła się moja piosenka?

Opening znamy ze wspomnianego powyżej koncertu. I tak też brzmi, może poza nieco bardziej miękkimi wokalami. Piosenka opisuje walkę między niebem a piekłem... Całość oryginalnego wydawnictwa kończy Altar - o dziwnej kobiecie - zjawie. Bardzo nowoczesna i akustyczna zimna fala. Wideo z kanału, którym posiłkujemy się w tym wpisie, zawiera jeszcze bonus track - Walls. I bardzo dobrze, bo gdyby do CD Garlands (TUTAJ) zawierającego bonusy z singlami Cocteau Twins, ktoś chciał dodać kolejny utwór - to proszę bardzo... Utwór o inwestycji w nowe uczucia, o poważnej inwestycji. 

Możesz zapomnieć
Wszystko co powiedziałeś
Jestem przyjaciółką
Która cię pokocha

Daj temu czas
Daj temu czas
Widziałeś, jak waliły się ściany
Ale lada dzień one wrócą
Nie spiesz się tym razem

On ją pokocha
Ale więcej dostanie
Nie daj się oszukać
Dla mnie jesteś więcej niż głupia

Daj temu czas
Daj temu czas
Widziałeś, jak waliły się ściany
Ale lada dzień wrócą
Nie spiesz się tym razem    

Mimo wszystko to znakomite wydawnictwo, bowiem jak długo muzyka pozostaje inspiracją i na odpowiednim poziomie uzupełnia pikowe dokonania minionych lat, tak długo cieszy ucho. Bo dziś niewielu już tak gra.   

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


 


Second Still, Equals, 2018, producent: Second Still i Chris King, tracklista: In Order, Ashes, Automata, Opening, Altar.   

niedziela, 14 kwietnia 2024

Z mojej płytoteki: The Frozen Autumn i Chirality: arcydzieło mrocznych brzmień dla fanów Clan of Xymox, choć bardziej romantycznie

 

To było dobrych kilkanaście lat temu, natknąłem się najpierw na ich teledysk, później kolejny i kolejny. Oczarowali mnie prostotą brzmienia i urokiem kompozycji, świetnymi wokalami wykonywanymi zarówno przez nią - Froxeanne i przez niego - Diego Merletto. Oboje też grają, programują syntezatory i komponują piosenki. Nasuwa się podobieństwo do Clan of Xymox, i zapewne ci są ich inspiracją, ale ich muzyka nie jest ślepą kalką. Moim zdaniem jest w niej więcej lekkości, romantyzmu, nie jest tak schematyczna jak muzyka COX. Nie dziwi zatem, że sam lider COX udzielał się w jednym z ich utworów, a muzycy z Verony miksowali piosenki Mooringsa. Zresztą w jednym z wywiadów jawnie podają COX jako źródło inspiracji, podobnie jak inne kapele z wczesnego 4AD. No i jesteśmy w domu.

Piąty album zespołu z 2011 roku jest ich najlepszą płytą w mojej kolekcji. Od wtedy nagrali jeszcze dwie, na które przyjdzie pora. Na Chirality osiągnęli doskonałość brzmienia, głębię muzyki i kompozycji. Dlatego dziś chcemy zaprezentować ten właśnie album.

Zaczyna się od znakomitego Before The Storm, powietrze wypełnia chłód, wieje mocny wiatr, czy czujesz ten chłód wewnątrz? W końcu pojawia się ona, i wszystko się zmienia. Sidereal Solitude to piosenka Froxeanne, trzyma znakomity poziom pierwszego utworu.

 

Narratorka odtrąca nachalne spojrzenia ciekawskich adoratorów, jest jej dobrze we własnej galaktyce:

Jestem zbyt odległą gwiazdą
Abyś dotknął mojego serca
Jestem zbyt odległą gwiazdą
Aby was wszystkich rozróżnić 

Pora na tytułowy Chirality, znowu Diego i znowu promujący album klip:

 

To nie sen
Rosnące spirale skrystalizowały się w rzeczywistości
To nie jest marzenie
Labirynt lustrzany
Bieganie w kółko
Gdzie jedno staje się dwojgiem...
Ja i ty!
Chiralność!
Przez rozbite szkło widzę
Ten drugi... to nie ja
To nie ja!
To nie jest sen!
Trwale skrystalizowany w rzeczywistości
To nie jest moje marzenie!
Labirynt lustrzany
Bieganie w kółko
Gdzie jedno staje się dwojgiem...
Ja i ty!
Chiralność!
Przez rozbite szkło widzę
Ten drugi... to nie ja
To nie ja!
Życie to przesuwane drzwi
Boję się, że mogę spaść
Labirynt lustrzany
Bieganie w kółko
Gdzie jedno staje się dwojgiem...
Ja i ty!
Chiralność!
Przez rozbite szkło widzę
Ten drugi... to nie ja
To nie ja!

I choć chiralność nie jest prostym kontrastem, zespół ma swoją wizję tego zjawiska.  

Breathtaking Beauty - poziom nie opada ani o milimetr. Znowu znakomita i nostalgiczna kompozycja Diego, tym razem to prośba do tajemniczej postaci pojawiającej się w jego ogrodzie, a następnie pukającej do jego drzwi:

Zapierające dech w piersiach piękno
Powiedz mi jak masz na imię
Pokaż mi sekretne miejsca, zabierz mój ból
Zapierające dech w piersiach piękno
Zabierz mnie do swojego serca
Gdzie czas jest niczym
Czas nic dla nas nie znaczy
Dla nas

Teraz pora na genialny So Brave i znowu ona z tym swoim nieziemskim głosem... Piosenka opisuje nieudany romans...

To też nie była moja wina
Winię za to ciebie
Chyba cię chciałem
I ja też poczułam się zraniona
Nie możesz teraz udawać
Nie zaprzeczaj tej prawdzie
Bo wiesz
Nie jestem miłosierna
Nie myśl, że jesteś
Tak odważny
Do ukrywania
Wszystkiego, co zrobiłeś
Chociaż nie masz nic przeciwko
Oszukałeś nas wszystkich
I ukradłeś to, co było moje
Potem zacząłeś oczerniać
Mnie i moje myśli,
Moje czyny, moje uczucia
Wstydź się
Jesteś kłamcą
Co za kłamca
Powinnam była jej powiedzieć
Nie powinieneś się do tego uciekać
Jesteś kłamcą
Jeszcze raz

The Exile  to egzystancjalne rozważania o duszy i samotności:

A w samotnym mieszkaniu budzi się mój świat

Pora na Victory - jakby to powiedzieć? Arcydzieło to zbyt mało... To hymn o uwolnieniu się z toksycznego związku. No i ten znakomity wokal... Po nim Rallentears - nostalgiczny utwór o rozstaniu....

Po prostu zapomnij moje imię
Wymaż to ze swojego serca łzy spadają z nieba
Byłaś tylko snem, czy zamarzniętą gwiazdą?

Do końca pozostały dwie piosenki: In The Golden Air i The Last Train. Pierwsza jest o uroku znakomitej randki. Zderzeniu satelitów, korekcie trajektorii w oparach obecnego w powietrzu ozonu.... Drugi, kończący album, to opis próby ucieczki narratora od wspomnień o minionej miłości...

Jakby to podsumować? Tutaj nie ma słabych piosenek. Może: jeden z najbardziej niedocenionych albumów minionych lat? Arcydzieło mrocznych klimatów...



The Frozen Autumn, Chirality, Calembour Records 2011, trackista: Before The Storm, Sidereal Solitude, Chirality, Breathtaking Beauty, So Brave, The Exile, Victory, Rallentears, In The Golden Air, The Last Train.
 

niedziela, 6 sierpnia 2023

Z mojej płytoteki: Interpol i Antics - kontynuacja dokonań Joy Division


Wśród spadkobierców Joy Division wymienia się m.in. brytyjski Editors (pisaliśmy o nich TUTAJ), inni  natomiast uważają, że z powodu podobieństwa głosu, bardziej zbliżają się do stylu Joy Division muzycy z rosyjskiej Motoramy (TUTAJ). My natomiast widzimy kontynuację zupełnie gdzie indziej. Naszym zdaniem prezentowany dziś drugi album amerykańskiego zespołu Interpol, to najlepsze rozwinięcie tego co rozpoczął Ian Curtis z kolegami. Ich doskonały debiut z 2002 roku opisaliśmy wcześniej TUTAJ. Dwa lata później wydają Antics. To już prawie 20 lat... Antics okazuje się równie dobry, być może chwilami nawet lepszy od debiutu i... Właśnie, i po nim zespól powinien zakończyć przygodę z muzyką. Podobnie jak Joy Division zakończyli ją po wydaniu dwóch długogrających albumów.


Antics jest dziełem kompletnym. Wszystko, począwszy od szaty graficznej, promocji, znakomitej muzyki, jest tutaj doskonałe. Nie ma ślepego naśladownictwa, jest głęboka inspiracja. Co ciekawe, nie poszli w kierunku Closer, bardziej skupili się na gitarowym brzmieniu, nastrojowych nostalgicznych piosenkach, które mimo upływu lat brzmią znakomicie.
 
Na stronie wytwórni w której wydali obie płyty podkreślono (TUTAJ), że to co wyraźnie się zmieniło, w porównaniu z debiutem, to zakres dźwięków, emocji i postaci występujących w muzyce zespołu. Po dwóch latach pozornie niekończących się tras koncertowych kwartet powrócił na początku 2004 roku do Tarquin Studios Petera Katisa w Bridgeport w stanie Connecticut, aby nagrać swój drugi album.  
 
Wokalista zespołu mówi o swoich partiach na tym albumie: Mój wokal jest wyższy, bardziej melodyjny, mniej monotonny. O tekstach mówi: W przypadku Bright Lights chciałem by moje wokale brzmiały wyobcowanie, sugerowały stan napięcia i desperacji. Tym razem piosenki są bardziej wyraziste i niosą więcej nadziei.
 
 
W wywiadzie dla NME (TUTAJ) muzycy opowiadają o swoim odrzuceniu i braku zainteresowania wytworni płytowych ich muzyką. Rozwiewają wątpliwości na temat plotki, iż rzekomo odrzucili aplikację samego Petera Hooka, który chciał u nich grać na basie. O płycie Antics mówią, że wewnątrz okładki umieścili tytuły 4 piosenek napisanych językiem Morse'a. Banks stwierdza: Kiedy myślę o Antics, myślę bardziej o byciu w studiu i nagrywaniu albumu w tym samym czasie, gdy pracowaliśmy nad grafiką. Byliśmy tak zajęci, że to odbywało się równocześnie. Pamiętam, kiedy pojawił się pomysł alfabetu Morse'a i dyskutowaliśmy, co powinniśmy zawrzeć na okładce, chcieliśmy mieć coś bardzo minimalistycznego.
 


Rzeczywiście minimalistyczna szata graficzna idealnie współgra z muzyką. Piosenek jest 10.  Zaczyna się od spokojnego Next Exit. Banks śpiewa:
 
We ain't goin' to the town
We're goin' to the city
Gonna track this shit around
And make this place a heart
To be a part of 

W jednym z wywiadów powiedzieli, że to piosenka która powstała na pierwszy album, ale tam się nie zmieściła. Opowiada o miłości między chłopakiem i uzależnioną od narkotyków dziewczyną. Po nim kończy się zabawa i zaczyna poważne granie. Bowiem pora na znakomity Evil do którego nagrano ciekawy teledysk. To pierwsza piosenka którą napisali na Antics.  Świetnie potęgowane napięcie to jej znak charakterystyczny: 

 
NARC zdaniem Banksa jest najlepszą piosenką na płycie, choć dość obskurną. Lubię eksplorować tematy, a następnie transponować je przez filtr – w tym przypadku chodzi o insynuacje zmuszania kogoś do zrobienia czegoś na siłę. To bardzo psychodeliczny utwór, ale posiada świetne nostalgiczne momenty. Chyba rzeczywiście najlepsza piosenka albumu, choć niemal wszystkie są równie dobre. W Take You on a Cruise znowu mamy podobne klimaty. Jest jakaś wielka nostalgia bijąca z tej piosenki. Dlatego zapewne, że to utwór o swoistego rodzaju mezaliansie. Banks mówi: To tandetna historia o uwodzeniu: o facecie, który jest światowy i bardzo dobrze wykształcony, ale próbuje przespać się z kelnerką. Slow Hands - nieco słabszy moment albumu. Nieco, choć muzycznie wybudzamy się ze spokojnych klimatów. Przypomina PDA z debiutu. Banks wspomina: Slow Hands to piosenka o relacji. Pomimo tego, że jest to pierwszy singiel z albumu, nie postrzegam tego jako deklaracji i intencji zawartych na płycie. Nie jesteśmy typem zespołu, który szuka złotego singla, a potem sprzedaje ludziom sześć gównianych piosenek na podstawie powodzenia tej jednej dobrej. Każda piosenka na albumie jest tak dobra jak Slow Hands.
 
Not Even Jail znowu wrzuca nas w nostalgiczne klimaty. Sens tej piosenki jest bardzo skomplikowany. Miałem wiele bezpłatnych sesji asocjacyjnych, podczas których siadałem z taśmą z muzyką i zapisywałem wszystko, co przychodziło mi do głowy. Trzymanie się czystej inspiracji do samego końca było dobrą rzeczą. Ograniczasz znaczenie, gdy za bardzo je udoskonalasz... 
 
Public Pervert zawiera najwięcej nawiązań do Joy Division, zwłaszcza pod koniec gdzie wręcz słyszymy gitary z Something Must Break. Świetny utwór ze znakomitym tekstem:
 
Czas jest moim naczyniem, 
Potem uczę się kochać
Możliwe, że to moja droga powrotna do morza
Latanie, metal, obracanie się powyżej
To tylko moje sposoby, by być widocznym
 
Banks mówi: Tytuł nie ma nic wspólnego z piosenką. Chodzi o parę, która jest świetlnymi ciałami lecącymi w przestrzeni i przemieszczającymi się z fizycznej ziemskiej równiny w kosmos...  
 
C'mere to największy hit płyty. Również z klipem:
 

Banks
opowiada: To zblazowana piosenka o miłości – bardzo gorzka. Nie ukrywam, że skłaniam się ku tym samym motywom towarzyszącym związkom: odległości i bliskości, pożądania i tęsknoty. To mnie najbardziej inspiruje. 
 
Pozostały jeszcze dwa utwory: Length of Love i  A Time to Be So Small. O pierwszym Banks mówi: Nigdy nie powiem, o czym jest ta piosenka – nigdy nie powiem. To obrzydliwość dla języka angielskiego, ale dla mnie ma bardzo specyficzne znaczenie.
 
Druga to bardzo dobre zakończenie płyty. I Banks po raz ostatni dziś: To piosenka o związkach rodzinnych. Obserwatorzy, którzy prowadzą narrację, to stworzenia wodne pod łodzią, obserwujące rozgrywający się dramat między ojcem a synem. Prawdopodobnie pierwsza piosenka napisana z punktu widzenia skorupiaka.
 
 
Warto dodać, że oryginalne demo (zamieszczone w reedycji Turn on the Bright Lights z okazji 10. rocznicy) zawierało fragment z książki Georgesa Bataille'a Literature and Evil, przetłumaczonej przez Alastaira Hamiltona. Nie jest jasne, dlaczego wybrano ten fragment ani jakie znaczenie może mieć dla utworu.

Pozostaje życzyć zespołowi, żeby kiedyś choć jeszcze raz zbliżył się do poziomu muzyki z Antics. Rankingi bowiem zarówno Antics jak i ich debiut umieszczają na szczytach... (LINK).
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Interpol, Antics, producent: Peter Katis i Interpol, Matador 2004, tracklista: Next Exit, Evil, NARC, Take You on a Cruise, Slow Hands, Not Even Jail, Public Pervert, C'mere, Length of Love, A Time to Be So Small.
 


 

piątek, 9 kwietnia 2021

Z mojej płytoteki: Eskobar - There's Only Now, przyzwoite nostalgiczne granie

 


W 2001 roku ukazuje się druga płyta długogrająca zespołu Eskobar ze Szwecji. Kupuję ją bo w owym czasie miałem jeszcze telewizor, i zdaje się że na MTV lansowano ten klip - od niego wszystko się zaczęło:


Podobieństwa do Oasis są łatwo dostrzegane, niemniej zespół ma ciekawe brzmienie i melancholijne piosenki, więc teraz w okresie wiosennym, nadaje się idealnie na lekkie ocieplenie klimatu na naszym blogu. 

Po jakimś czasie do powyższego doszedł hit wykonany wspólnie z Heather Nova, czyli Someone New, który otworzył kapeli wejście na szczyty list przebojów. Piosenka mimo że jest mocno popowa, niesie w sobie jakiś ładunek nostalgii, a takie granie jak najbardziej nam odpowiada.

Do Eskobar postanowiłem sięgnąć bowiem zespół wypuścił już dwie EPki z nowej płyty, wraca do nas po ostatnim albumie wydanym w 2008 roku, czyli po dość długiej przerwie.

Omawiany dziś There's Only Now - najlepszy w dorobku grupy,  jest bardzo ładnie wydany - jak na tamten czas urzeka stylistyką łączącą nowoczesność z lekkim konserwatyzmem. 

Na okładce industrialne krajobrazy, wewnątrz za to zdjęcia zespołu na tle drzew - przypominają słynne fotki Beatlesów z sesji Rubber Soul.





Zespół nagrał album w składzie: Daniel Bellqvist (wokal), Frederick Zall (gitara), Robert Birming (perkusja). Wszystkie utwory zostały skomponowane wspólnie, wyjątkiem jest  Someone New napisany z Heather Nova. Płyta nagrana została w Sztokholmie.  

Album otwiera melodyjny Move On z ciekawym riffem tak typowym dla Eskobar. Po nim jeden z lepszych utworów na albumie - Why London? Przecież to ani dom rodzinny, a wręcz przeciwnie - strefa wojny, więc niby dlaczego tam się wybierać? Po nim On the Ground, mimo że dość melodyjny to nie należy do najlepszych utworów albumu. A kolejnym jest hit Into Space:

Niektórzy udają się w kosmos, aby znaleźć inną cywilizację
Niektórzy mówią, że to marnotrawstwo, a inni wolą odpoczywać
Mam miłość tutaj na miejscu, dla mnie to strata czasu ta pogoń
Nie znajduję śladu w tobie, w tobie
Musisz wyluzować uwolnić swój umysł
Zostawiając ciebie i mnie za sobą,
Nigdy nie przekraczaj tej granicy
Kiedy nie da się już odpuścić 
Musisz się otworzyć, wejść do środka
Wewnątrz znajdziesz wszechświat
Nie musisz podróżować po niebie
Być świadomym i wiedzieć
Gdzieś we mgle ze smakiem przypominam sobie pocałunek
Przypomnij sobie czasy, kiedy to było piękne miejsce
I podczas tej podróży w kosmos, to ja jestem tym, który siebie zadziwił
Bo w tobie, w tobie nie znalazłem żadnych wartości godnych pochwały

Tell Me I am Wrong  to też znakomita, nostalgiczna piosenka o trudnościach związanych z uczuciami.


Worship You - takie klimaty powinny dominować w muzyce zespołu.

Wystarczyło jedno spojrzenie, jeden uśmiech
By pewnej nocy serce zostało złamane
To było prawdziwe, to jedyna wymówka
Ale wiem, że przebaczenie jest jedynie marzeniem
Czczę cię, uwielbiam

Save the Day jest utrzymany w klimacie Crowded House, co nie zmienia faktu, że to też doskonały utwór, rzecz jasna o miłości. Something Is Lost - jest za to dość dynamiczny więc pora zwolnić. I to jak - Skyscraper bowiem to arcydzieło i dla mnie jeden z najjaśniejszych punktów tej płyty. 

Stojąc wysoko nad ziemią
Czekam na wiatr
Wypchnij mnie jak najdalej
Pozwól mi wypróbować skrzydła
Drapacz nieba mnie porusza
Wieżowiec
Drapacz chmur mnie porusza
Zabierz mnie z tego miasta

Piękny futurystyczny tekst, którego dziś  - po 40 latach, zapewne nie powstydziłby się sam Ian Curtis. Coś jakby współczesne Shadowplay... 

Do końca mamy dwa utwory - Someone New, o którym wyżej i Snowman. Ten ostatni jest znakomity na zakończenie. Pełen nostalgii tekst wydawał się patrzeć na kolejne dokonania zespołu z nadzieją.

Kazali bałwanowi zdjąć ubranie
Zdjęli jego futro,
Pazury
Wyjęli jego duszę
To co zrobił,
Wydawało się idealną rzeczą do zrobienia
Ale czy tak jest?
Jego oczy były takie niebieskie
Nie nosił butów
Zostawili go, aby wszyscy mogli go zobaczyć
Bo bali się tego, kim mógłby się stać
Był taki sam jak ty i ja
Zostawili go na resztę jego istnienia
Zmusili bałwana do wyłupienia oczu,
Zdjęli skórę
Wyjęli serce
To, co zrobili
Wydawało się być, idealną rzeczą do zrobienia
Ale czy to prawda?
Jego oczy też były niebieskie
Nie nosił butów
Zostawili go, aby wszyscy mogli go zobaczyć
Bo bali się tego, kim mógłby być
Był taki sam jak ty i ja
Zostawili nas tak 
Na resztę naszego istnienia 
 



Eskobar - There's Only Now, V2 Music Scandinavia 2001, tracklista: Move On, Why London, On the Ground, Into Space, Tell Me I am Wrong, Worship You, Save the Day, Something Is Lost, Skyscraper, Someone New, Snowman.

Reasumując - na pewno mistrz w swojej klasie dlatego nie może być innej oceny. 


 


Strona Eskobar jest TUTAJ

Jest jeszcze jeden zespół, grający podobnie, również gitarowo i nostalgicznie. I są również ze Szwecji. Napiszemy o nich kiedy zrobi się już zupełnie ciepło. Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.