Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arnold Böcklin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Arnold Böcklin. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 listopada 2024

Co jest po drugiej stronie Wyspy Umarłych Arnolda Böcklina?

Wyspa Umarłych (Die Toteninsel) szwajcarskiego symbolisty Arnolda Böcklina  z 1880 roku to obraz, który fascynuje każdego, kto się z nim zetknie. My także pisaliśmy o nim wielokrotnie (LINK), bo i arcydzieło Böcklina było jednym z najczęściej reprodukowanych obrazów w historii sztuki, fascynowało Lenina i Hitlera, Freuda i Clémenceau oraz inspirowało Dalego i Scorsese. Przypominamy, że okoliczności powstania dzieła były prozaiczne. Protektorka Böcklina, Marie Berna, zamówiła ten obraz w 1880 r. jako formę epitafium zmarłego męża, na podstawie niedokończonego płótna, które zobaczyła w pracowni artysty we Florencji. Na jej prośbę artysta dodał do łodzi wiosłowej na pierwszym planie trumnę i owiniętą w całun postać. Böcklin napisał do niej później: będziesz mogła przenieść się snem do świata ciemnych cieni. Mimo to prawdopodobnie nie miał pojęcia, że ten obraz będzie tak popularny. Uważa się, że jest na nim scena ostatniej podróży opisanej w mitologii greckiej, w której przewoźnik Charon towarzyszy zmarłym do podziemnego świata po drugiej stronie rzeki Styks, po której przekroczeniu śmiertelnikom wymazywane są wymazuje wszelkie wspomnienia o życiu. 


Natomiast mniej znany jest fakt, że Böcklin namalował w 1888 roku również Wyspę Życia (Die Lebensinsel). Ukazuje pejzaż, jak mógł rozpościerać się po drugiej stronie Wyspy Umarłych. Tylko zamiast wysokich, białych, skalistych klifów mamy na wysepce łagodne wzgórze  porośnięte bujną zielenią i oświetlone ciepłymi, radosnymi promieniami słońca.  Na lądzie widać odchodzącą w dal, między drzewa, niewyraźną, ciemną parę. Bliżej brzegu kroczy radosny korowód postaci, a po wodzie wesoło brodzą kochankowie w towarzystwie oswojonych łabędzi, co być może jest nawiązaniem do motywów znanych z mitologii greckiej. Mamy więc w zasadzie obraz raju! Tylko o co w tym chodzi? Bo jeśli przyjrzymy się bliżej, zobaczymy, że pływające pary składają się z niepokojących męskich postaci satyrów lub trytonów czy raczej dzikich mężów oraz biało odzianych nimf. Pary te bawią się w towarzystwie łabędzi, które są chyba najważniejszym motywem na tym obrazie. 

Bo symbolika związana z łabędziami jest bogata, zarówno w mitologii greckiej jak i w Biblii. Jej znaczenie wynika z umiejętności łabędzia, który może podróżować i metaforycznie, i dosłownie w Powietrzu i Wodzie, a także po Ziemi więc niejako pomiędzy różnymi stanami duchowości. Łabędź był często przedstawiany w starożytnej mitologii greckiej jako symbol wdzięku i czystości. Symbolika łabędzia jest obecna w całej starożytnej poezji greckiej, gdzie te majestatyczne stworzenia były czczone za swoje piękno i elegancję. W mitologii rola łabędzi była w ogóle wieloaspektowa i różnorodna. Jeden z popularnych mitów dotyczy boga Apolla, który zabiegał o piękną nimfę Cygnus. Próbując ją uwieść, Apollo przeobraził się w łabędzia, mając nadzieję, że uda mu się ją zdobyć swoją gracją. Ta historia podkreśla związek łabędzi z pięknem. Znacznie bardziej znanym mitem dotyczącym łabędzi jest opowieść o Ledzie i łabędziu. Według tej legendy Zeus przybrał postać łabędzia, aby zbliżyć się do Ledy, co spowodowało, że urodziła ona dwie pary bliźniaków - Helenę i Klitajmestrę z jednego jaja oraz Kastora i Polluksa z drugiego. Mit ten pokazuje, jak łabędzie były postrzegane jako boscy posłańcy lub pośrednicy między bogami a śmiertelnikami. Stąd ptaki te towarzyszyły wielu boginiom. Na przykład Afrodyta, bogini miłości i piękna, była czasami przedstawiana jadąca na rydwanie ciągniętym przez łabędzie, co wyrażało ich związek z wdziękiem i czystością.

Symbolika łabędzia w sztuce chrześcijańskiej posiadała jeszcze głębszą wymowę, ich obecność oznaczała łaskę, czystość i boskie piękno. Elegancka i majestatyczna poza łabędzia inspirowała artystów i sprawiała, że ptak był przedstawiany na różnych dziełach sztuki religijnej. Wśród rozmaitych znaczeń istotna była jeszcze jedna cecha przypisywana łabędziom. Opisują ją bestiariusze, czyli średniowieczne księgi o zwierzętach i minerałach. Napisano tam, że łabędzie potrafią przepięknie śpiewać, a najsłodsze, najpiękniejsze pieśni śpiewają przed samą śmiercią… W sztuce chrześcijańskiej łabędź bywał więc symbolem zmartwychwstania Chrystusa. Podobnie jak łabędź wdzięcznie wyłania się z wody po czasie przebywania w ciemności i ukryciu, tak samo Jezus pokonał śmierć i zmartwychwstał trzeciego dnia. Jest to pozytywny dla chrześcijan obraz nadziei na życie wieczne.  Jednakże być może najważniejszą symboliczną cechą łabędzi było to, że tworzą one monogamiczne pary, są więc symbolem wiernej miłości.

Choć u Böcklina nie mamy – jak się wydaje – treści biblijnych, są za to odniesienia do mitologii. Ukazana wyspa jest obrazem Cytery, wyspy, która uchodziła za królestwo miłości, za idylliczną krainę zabaw i przyjemności (najbardziej znany obraz o tej tematyce namalował Antoine Watteau).

Tu miała urodzić się, a następnie przebywać Afrodyta… Aby jednak nie popaść zbytnio w idealizm wróćmy do pary w centrum obrazu, złożonej z nimfy i satyra. Satyrowie często pojawiają się w mitach greckich jako lubieżni i kochający wino dzicy ludzie natury, którzy mieli pewne zwierzęce cechy. Uważani byli za inteligentnych, ale psotnych i rozwiązłych… Można uznać więc, że obraz ukazuje różne aspekty miłości, od idealnej, trwającej aż poza grób, po cielesną. Niemniej im dłużej przyglądamy się w zamierzeniu artysty wesołej scenie, tym mocniej ogarnia nas niepokój. Bo gdzie podąża para znikająca w gaju? Dokąd zmierza kolorowy korowód? Czy beztroskie zabawy nimf i satyra nie są zapowiedzią czegoś, co czeka uczestników zabawy gdzieś za drzewami, w głębi wyspy…
 
Mimo jasnych barw, obraz nosi w sobie cień, być może jest to smutek zrodzony z ponurej atmosfery końca stulecia,  w obliczu zbliżającej się I wojny światowej, która na długo wyeliminuje z życia wszelką idyllę.

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 2 lipca 2020

Giorgio Chirico: Melancholia i tajemnica ulicy, czyli realizm magiczny na okładkach New Order i Armii

Czas i śmierć są związane z melancholią, ze smutkiem i z samotnością... Kategorie te są obecne na obrazach Giorgio Chirico (1888–1978), których sens skrywają puste place, zacienione  kolumnady i wyniosłe wieże... Jego dzieła są przesycone dziwnym, niemal złowrogim nastrojem. Cechy te są wręcz namacalne na najbardziej znanym jego obrazie, zatytułowanym po prostu Melancholia i tajemnica ulicy. Nie ma na nim nic szczególnego: ulica, gdzieś w jednym z miast. Lecz gdy zaczniemy przyglądać się, zaczynamy odczuwać przerażenie, które z każdą chwilą puchnie i zaczyna wypełniać to miejskie wnętrze. Biały budynek z rytmicznym rzędem arkad, pod którymi zalegające cienie gromadzą pełną grozy ciszę, wylewającą się na cały plac... 


De Chirico urodził się w Volos, w Grecji. Studiował sztukę w Atenach, Florencji i Monachium. W tym czasie zainteresował się pismami Friedricha Nietzschego i Artura Schopenhauera. W latach 1936–1937 zamieszkał w Nowym Jorku, gdzie od razu zyskał sławę miejscowego celebryty o statusie ojca surrealizmu, choć sam w 1928 roku opuścił to środowisko. Opisał ich później jako grupę zdegenerowanych, chuliganów, zepsutych bachorów, próżniaków, onanistów i pustelników . Wielokrotnie wystawiał swoje prace w Europie i Stanach Zjednoczonych, m. in. podczas Triennale w Mediolanie w 1973 r. Jego obraz  Bagni Misteriosi (Tajemnicze łaźnie), stworzony w USA, był wystawiany w Milanese Parco Sempione gdzie pozostał i do dziś jest podziwiany.

Twórczość tego malarza ulegała wielu przemianom, dzieląc się na rozmaite fazy, odbijające jego kapryśną naturę. On sam wpływał na innych malarzy. Zawdzięczamy mu powstanie takich surrealistycznych ikon jak: Max Ernst, Salvador Dalí i René Magritte, natomiast jego samego urzekła twórczość Arnolda Böcklina. Był nią zafascynowany przez całe swoje długie życie. Zauważył kiedyś: za każdym razem, kiedy widzę obrazy Böcklina odczuwam dziwną radość i pełne szczęścia wzruszenie, zachęcające mnie do doskonalenia się: odczuwam szczęście i wiarę, które może dać mi wyłącznie wielkie malarstwo… Nie dziwią zatem jego obrazy powstałe na kanwie Wyspy Umarłych Böcklina, o której pisaliśmy TUTAJ.







Oprócz tego tworzył własne, tajemnicze dzieła, wszystko zgodnie z sentencją Nietzschego: Sztuka jest rodzajem zadawania zagadek, który odgadującemu dostarcza rozkoszy płynącej z bystrości i ostrości własnego umysłu. Owo pojęcie zagadki towarzyszyło mu całe życie, o czym doskonale świadczą słowa zawarte na autoportrecie z 1911 roku: Et quid amabo nisi quod aenigma est? (Co ukocham, jeśli nie tajemnicę?). Pozostawił nam trudne do zakwalifikowania prace, niby nowoczesne, a równocześnie z wieloma odniesieniami do wzorów malarstwa klasycznego, szokujące i programowo anty-awangardowe, opiniotwórcze i niepokorne, powstałe wbrew wszelkim modom i wywołujące modę na realizm określany jako magiczny.

Wśród motywów chyba najbardziej zagadkowych spotykanych u niego są wieże. Pojawiają się na wielu płótnach i gdy przypomnimy sobie, iż są symbolem samotności i izolacji, smutek obrazów Chirico uderza w nas z całą siłą.








Chirico inspiruje i zadziwia od lat. Także muzyków. Jego metafizyczne obrazy zdobią okładki wielu płyt niezliczonej ilości muzyków, z rozmaitych stylów i gatunków muzycznych, wśród których da się wymienić  Armię z albumem Ultima Thule, na której umieszczono Melancholię i tajemnicę ulicy, New Order  z singlami Thieves like Us i Murder na których są fragmenty obrazu Zły duch króla, i Badfingera Magic Christian Music. Lecz nie tylko to. Zainspirował również na wielu znanych pisarzy, w tym Sylvię Plath, Johna Ashbery, Marka Strand i Gabriele Tinti





Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 3 września 2019

Philippe Charles Jacquet: Arnold Böcklin naszych czasów

Philippe Charles Jacquet nie tyle maluje pejzaże, co je stwarza. Jego obrazy przypominają surrealistyczne fotografie Sarolty Ban (TUTAJ), Michela Ticcino (TUTAJ), Jerrego Euelsmanna (TUTAJ), czy  Ionuta Caras (TUTAJ) tzn. dzieją się w nierzeczywistym świecie pomimo realistycznych części kompozycji: krajobrazy, mocno inspirowane widokami wybrzeży Bretanii, zawsze posiadają jakiś element surrealistyczny, a ich atmosfera, nasycona nostalgią i tajemniczością kojarzy się najbardziej z malarstwem Arnolda Böcklina i jego obrazem Wyspa Umarłych (pisaliśmy o nim wielokrotnie TUTAJ).

Czemu takie konotacje? Wydają się proste, jeśli tylko spojrzymy choć na kilka obrazów Jacquet’a: Jest na nich morze (morze otwarte, zatoka, czy morze traw, nie jest to istotne) i płynąca po nim łódka , zacumowana lub wyciągnięta na brzeg w zatoce u skalistego wybrzeża. Cisza, jaka panuje na jego obrazach, bezruch morskiej powierzchni, w zasadzie brak oznak życia wśród skał, nawet jeśli widać w nich domy, jest zupełnie z innego świata, zupełnie jak gdyby pokazano nam fragment tego co dzieje się na drugim brzegu życia… Czy nie odnosicie wrażenia, że autor ze swoją historią poszedł dalej i o ile Böcklin pokazał nam początek drogi, to Jacquet ukazał nam co dzieje się po dopłynięciu do wyspy? Podróżnik po prostu buduje tam dom i oswaja nowy ląd…










Zamiłowanie od odwzorowywania brył architektonicznych krytycy sztuki Jacqueta tłumaczą jego wykształceniem. Otóż ukończył wydział architektury w Ecole Nationale Supérieure des Arts Décoratifs i kilka lat przepracował jako czynny architekt. Po pewnym czasie jednak porzucił swój zawód i zajął się sztuką. Jest samoukiem. Lśniącą gładkość niektórych partii obrazów osiągnął za pomocą przyjętej przez siebie techniki: stosuje jako podkład białą farbę, która świetnie odbija światło, gdy laserunkowo położy na niej farbę. Te partie, które mają pozostać matowe, zarysowuje żyletką. Stosuje zgaszone barwy, lubuje się w odcieniach złamanego, przyszarzałego błękitu i szerokiej palecie ugrów.

Jacquet urodził się w 1957 roku w Paryżu, a obecnie mieszka i pracuje w Pantin, niewielkiej miejscowości leżącej na północnych przedmieściach Paryża, gdzie prowadził galerię. Cóż więcej? Maluje swój wszechświat, który leży gdzieś pomiędzy fantazją a rzeczywistością. Jego obrazy można zobaczyć na jego stronie internetowej LINK. Oprócz Wyspy Umarłych są tam także inne jego prace, w tym krajobrazy wyrwane wprost ze snów:









Niedługo na naszym blogu przedstawimy kolejnych ciekawych artystów, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 26 kwietnia 2019

Arnold Böcklin inspiruje: najdziwniejsze wyspy, owiane legendą, naturalne i te stworzone przez człowieka

Stali czytelnicy naszego bloga pamiętają może obraz Arnolda Böcklina Wyspa Umarłych (opisany TUTAJ), który wywarł tak ogromny wpływ na kolejne pokolenia malarzy. Niby nic nadzwyczajnego na nim nie namalowano, ot skalistą wyspę porośniętą cyprysami, do której zmierza łódź. Na wyspie jednak wszystko staje się możliwe. To tam od wieków umieszczano krainę wiecznej szczęśliwości, którą w różnych kulturach rozmaicie nazywano: Atlantydę, Utopię, Avalon... Na wyspie czas może biec inaczej i a rzeczywistość diametralnie zmienić się (przypomnijmy sobie wyspę Ajaja z boginią Kirke, która gościła Odyseusza). Wreszcie na wyspie lub wyspach znajduje się droga do „innego świata” albo - według wierzeń celtyckich - raj zamieszkały przez bóstwa, duchy zmarłych królów i bohaterów (W. Gąssowski, Mitologia Celtów, Warszawa 1987, s. 149). Bo wyspa, według wierzeń wielu ludów, z racji swojej odmienności, to przestrzeń lęku i oczekiwań, które jest tym szczególnym lądem, który nie jest stały lecz oblany wokół wodami, symbolizującymi zmienność i śmierć. Natomiast łódź, również widoczna na obrazie Bocklina, symbolizuje przede wszystkim podróż przez życie. Może stać się także metaforą podróży przez trudne momenty losu, uosobieniem dorastania, radzenia sobie z problemami i starzenia się. Kierunek łodzi, jej stan, sposób, w jaki płynie (prosto, ostro, zakosami, dryfuje), czy jest kontrolowana i w jaki sposób, jaki jest jej rozmiar i ilu ma pasażerów – wszystko to staje się alegorią życia człowieka. Są jednak na ziemi takie miejsca, w których działy się rzeczy niewyobrażalne, o których nie śniło się filozofom. Pokażemy najdziwniejsze wyspy, owiane legendą, naturalne i te stworzone przez człowieka.
 
Ponieważ zaczęliśmy od obrazu Arnolda Böcklina najpierw prezentujemy wyspę, która jest bliźniaczo do niej podobna. Jest to Wyspa św. Jerzego leżąca w pobliżu miasta Perast, nad zatoką Kotorską w Czarnogórze. Wiąże się z nią ponura historia zabójstwa przez mieszkańców Perastu podczas mszy w 1535 roku miejscowego przeora benedyktynów. 
Kolejna wyspa również nie należy do najszczęśliwszych, wydaje się być raczej przedsionkiem Hadesu. Leżąca w Lagunie Weneckiej Poveglia była miejscem gdzie izolowano w średniowieczu chorych na dżumę, a potem kolejno domem dla niechcianych starców i od 1922 r. szpitalem psychiatrycznym. Mówi się, że wielu ludzi zostało tu spalonych żywcem bo lekarz prowadzący tutejszy szpital był sadystą, który ścigany poczuciem winy popełnił samobójstwo rzucając się z dzwonnicy. Podobno kości jego ofiar znajdowane były na sąsiednich wyspach. Nie wiadomo co było prawdą a co tylko ponurą legendą, niemniej wyspa jest niezamieszkała i przez długi czas objęta była zakazem wstępu. Dopiero w ostatnich latach władze Wenecji wystawiły ją na sprzedaż. Przetarg wygrał włoski biznesmen, Luigi Brugnaro, który jeszcze nie zdecydował co z nią zrobi.
Na Lanzarote, jednej z Wysp Kanaryjskich, lokalizuje się jedno z wejść do piekła, prawdopodobnie z powodu księżycowego, wulkanicznego krajobrazu i stale unoszącego się zapachu siarki. Wyspa wygląda zupełnie tak, jak opis wrót piekieł przez Dantego, więc powszechnie nazywa się ją Wyspą Diabła.

Isle of Wight w archipelagu Wysp Brytyjskich jest uważana za najbardziej nawiedzone miejsce na świecie. Podobno widma snują się tu wszędzie, po plażach, domach i budynkach użyteczności publicznej. Zjawy ludzi i statków są tak powszechne, że w sklepach sprzedawane są mapy z  zaznaczonymi miejscami, w których straszy, a podobno wszystko to z powodu silnego pola elektromagnetycznego.

Niedaleko Ibizy leży wyspa Es Vedra, która również słynie z powodu wyjątkowo silnego pola magnetycznego. Kompasy, urządzenia elektryczne czy telefony komórkowe przestają na niej prawidłowo działać. Miejscowi utrzymują, że to dlatego, bo ich wyspa jest  ostatnim skrawkiem mitycznej Atlantydy i według Nostradamusa będzie jedynym miejsce na Ziemi, które przetrwa koniec świata.

Dziwną wyspą, w całości zbudowaną przez człowieka, jest Hashima w Japonii, znajdująca się 15 kilometrów od brzegu Nagasaki. Nazywana jest także Wyspą - Okrętem (Gunkanjima) z powodu swojego nietypowego kształtu, przypominającego ludziom pancernik lub lotniskowiec. Powstała w k. XIX w. jako ogromny hotel dla robotników pracujących w istniejącej tu podwodnej kopalni węgla. Używana była do 1974 r. i od tego czasu stoi pusta i popada w ruinę. Jednak odkąd wystąpiła w filmie o przygodach Jamesa Bonda (Skyfall) stała się modnym celem turystów, których przyciąga jej  upiorny wygląd. Wyspę można także dokładnie obejrzeć nie ruszając się z fotela, dzięki udostępnieniu jej na stronie Google Street View. Od kilku lat Japonia stara się o wpisanie Hashimy na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, jako jeden z najważniejszych industrialnych zabytków Japonii.

Do dziwnych miejsc można również zaliczyć wyspy Flannan, z których w niewyjaśniony sposób w 1900 roku, cztery dni przed Bożym Narodzeniem, zniknęło trzech latarników i to na wyspach odległych od siebie. Od tego czasu trwają spekulacje, co się z nimi stało. Nie ma żadnej poszlaki i ani jednego dowodu, który wyjaśniłby ten dziwny fakt. Stawia się wiele teorii - od porwania przez piratów poprzez atak ptaków morskich, po interwencję kosmitów.


La Gaiola położona u wybrzeży Neapolu we Włoszech obdarzona jest wyjątkowo złą sławą. Prawie każdy właściciel tej wyspy zginął śmiercią tragiczną, został zamordowany, utopiony, albo popełnił samobójstwo po tym gdy zbankrutował. Stoi więc opuszczona.


Bouvet Island, położona  na południowym Atlantyku, w pobliżu  Antarktydy, leży  1000 mil od stałego lądu i jeszcze dalej bo 1400 mil od najbliższej zamieszkanej osady (Tristan da Cunha). Wyspa odkryta w 1739 r. przez norweskiego badacza Jeana Baptiste'a Charlesa Bouvet de Lozier, jest pustkowiem skał i lodu, od 1929 r. należącym do Norwegii. W 1977 roku zbudowano na niej automatyczną stację meteorologiczną, jednak jej największą osobliwością było odkrycie na niej w 1964 roku łodzi. Tak właśnie było - pośrodku tej oblodzonej, bezludnej wysepki znaleziono zalaną szalupę z parą wioseł. Łódź nie posiadała żadnych oznaczeń identyfikacyjnych i chociaż istniały dowody na to, że byli w niej ludzie, nie znaleziono żadnych ludzkich szczątków i mimo wielu badań, nigdy nie poznano prawdy, do kogo należała i jak się znalazła na wyspie.

To tylko kilka najbardziej znanych zakątków świata, w których zdarzyło się coś niewytłumaczalnego. A może właśnie coś tak prozaicznie smutnego, że aura nieszczęścia nie pozwala tam ludziom wieść normalnego życia?

A wy na której wsypie chcielibyście wylądować i zostać? Ważne że dzięki nam mamcie wybór -  dlatego czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 1 listopada 2018

Dlaczego skały wyobraźni Wyspy Umarłych Arnolda Böcklina wciąż przyciągają artystów?

Jakiś czas temu opisaliśmy jeden z najbardziej tajemniczych a zarazem najsłynniejszych obrazów XIX wieku, czyli Wyspę Umarłych (Die Toteninsel) Arnolda Böcklina TUTAJ

Od chwili powstania dzieło to inspiruje. Mamy już dziesiątki odniesień do różnych wersji obrazu i to nie tylko w malarstwie, lecz także w literaturze, w dziełach filmowych, teatralnych, w poezji i muzyce. Malowidło powielone w tysiącach egzemplarzach cieszy niezmienną popularnością. Nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak wiele znanych osobistości chciało mieć w swoim domu jego kopię. Pisaliśmy, że jedną z wersji zatrzymał u siebie Hitler, także Lenin umieścił kopię obrazu nad swoim łóżkiem w mieszkaniu w Zurichu. A oprócz nich inni: Freud, Strinberg, Rachmaninow, Clemenceau, Dali, Druillet, Giger, Beksiński… 

Nic dziwnego, że obraz zdobył uznanie filmowców. Niektóre widoki Skull Island w oryginalnej wersji King Konga są uderzająco podobne do formacji skalnych lipskiej wersji Wyspy Umarłych. Val Lewton producent filmu o King Kongu miał zresztą obsesję na punkcie tego obrazu, użył wyspy w tle kolejnego filmu (I Walked With a Zombie), by w końcu nakręcić film o tej samej nazwie, który dzieje się na greckiej wyspie przypominającej scenerią obraz Böcklina. Pojawiły się i inne wpływy, między innymi trzeci film Michaela Powella i Emerica Pressburgera Opowieści Hoffmana (The Tales of Hoffman) oraz Obcy Ridleya Scotta (Alien) został osadzony w podobnej scenerii. W ostatnim czasie na obrysie kamiennej Wyspy Umarłych wzorowany był The Black Lodge and White Lodge w jednym z odcinków serialu Twin Peaks.

Dlaczego tak się dzieje? Czemu artyści wręcz oddają hołd temu obrazowi? Dlaczego wydawałoby się, niezależni malarze, jakimi byli HR Giger i Zdzisław Beksiński, namalowali własne wersje Wyspy Umarłych?
 
Ten fenomen jest trudny do wyjaśnienia. Bo cóż szczególnego znajduje się na obrazie Arnolda Böcklina? Otóż widzimy gładką powierzchnię wody, po której sunie łódka. Są w niej dwie osoby jedna owinięta w biały płaszcz stoi a druga wiosłuje. Celem ich podróży jest wyspa porośnięta cyprysami o wysokich brzegach skalnych, wynurzających się ostro z wody. Cyprysy kojarzą się zwykle, zwłaszcza w świecie śródziemnomorskim, z cmentarzami, śmiercią i pogrzebem. W skalnych ścianach wyspy znajdują się drzwi i okna wyryte w stromych ścianach klifu, co sugeruje obecność człowieka na wyspie.
 
Spokój morza i widok skalnych jasnych ścian poddają widzowi obrazu skojarzenie z miejscem wiecznego spoczynku. Wrażenie to podtrzymuje biały płaszcz osoby w łódce, z tkaniny przypominającej te, w które były pakowane zwykle martwe ciała. Usytuowanie łodzi z dwoma postaciami pomiędzy widzem a celem ich podróży ma istotne znaczenie dla malowidła. Zabieg ten wciąga widza w akcję toczącą się na obrazie, w ten sposób staje się on wręcz trzecią niewidzialną osobą biorąca udział w wyprawie. Postać, którą widzimy od tyłu, którą namalowano w taki sposób specjalnie, aby każdy mógł się z nią identyfikować, jest często uważana za duszę i uosabia tych, którzy odeszli z tego życia i stanęli w obliczu tego, co leży poza śmiercią. Przedstawiony na łodzi wioślarz może być zatem Charonem. Oprócz nich w łódce jest obiekt, który zwykle uznaje się za trumnę. Najprawdopodobniej więc obraz ma prezentować podróż duszy do następnego świata. Dlatego uczuciami, które zwykle odczuwa widz przed obrazem, są niepokój, samotność, tajemnica, oczekiwanie. 

Zakres interpretacji dzięki wielowarstwowym znaczeniom nadawanym użytym symbolom także jest zróżnicowany. Die Toteninsel można postrzegać jako elegię lub metaforę melancholii, smutku i izolacji. Można również uważać to dzieło za przenośnię podstawowych ludzkich myśli o śmierci, o życiu pozagrobowym i transcendencji.

Zawarta w obrazie struktura czasu także jest elementem, poprzez który autor nawiązuje z widzem narrację, wzmagając sugestywność obrazu.  Malarz osiągnął to narzucając kierunek ruchu: Oto łódka oddala się od widza i płynie ku środkowi wyspy. Także inne elementy kompozycji: położenie łódki na przecięciu osi symetrii, na połączeniu kontrastów barwnych (ciemnej wody i jasnej skały oraz ciemnej przestrzeni na wyspie i jasnego nieba) wywołują efekt wznoszenia się i przenoszenia łódki, a wraz z nią i widza z ciemności do światła. Gdy jeszcze dodamy do tego niepokojące sylwetki drzew, które zdają się poruszać, otrzymujemy zadziwiająco spójną kompozycję złożoną z symboli czasu i ruchu, realizującą się w atmosferze śmierci, straty i skruchy. Ukrytym tematem obrazu staje się w ten sposób Wniebowstąpienie i łagodne przejście ze świata żywych do świat umarłych.
 
Co jest jednak takiego w wizji Böcklina, że wciąż inspiruje tak wielu kreatywnych ludzi? Czy to, że udało mu się namalować obraz, w którym uchwycił krawędź, granicę, rozpiętą gdzieś między morzem a lądem, między spokojem i burzą, dniem i nocą, życiem i śmiercią, rzeczywistością i fantazją? Salvador Dalí powiedział kiedyś: Ruchome piaski automatyzmu i marzenia senne znikają wraz z przebudzeniem. Skały wyobraźni pozostają. Skały wyobraźni Böcklina wciąż przyciągają, nawet JG Ballard w swoim opowiadaniu z 1966 roku Kryształowy świat (The Crystal World) przywołał drugą wersję obrazu Böcklina aby opisać mrok początkowej sceny w Port Matarre
 
Spójrzmy na koniec na kilka dzieł będących hołdem lub tylko nawiązaniem do dzieła Böcklina. Może odpowiedź na zadane pytania pojawi się sama?