Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka lat 70-tych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka lat 70-tych. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2025

Z mojej płytoteki: Marek Grechuta i Anawa - Korowód, płyta ponadczasowa

W swojej kolekcji posiadam wiele starszych płyt, ta jest właśnie jedną z nich - ze zbiorów ojca... Breakoutów oddałem koledze, zachowując najcenniejszy album z autografami. Zachowałem również dziś omawiane wydawnictwo, ponieważ jest to płyta absolutnie ponadczasowa. To jedna z płyt, które powinny być wizytówką polskiej muzyki alternatywnej, czegoś na granicy awangardy, poezji śpiewanej i art rocka. Marek Grechuta, którego wszyscy kojarzą z późniejszymi dokonaniami, artysta który po latach stał się gwiazdą wielkiego formatu, i którego (jak wiele gwiazd) nie ominęły życiowe kłopoty, na tym albumie prezentuje zupełnie nietypowe oblicze. To oblicze pseudo hippisowskie (wśród muzyków jest Marek Jackowski - przyszły założyciel Maanamu) zmieszane z klimatem krakowskiej Piwnicy Pod Baranami i cyganerii, artystów i poetów. Jak na owe czasy, a jest to wydawnictwo z 1971 roku, cały ten koncept pięknie oddaje okładka autorstwa T. Kalinowskiego - rozszalałe burzą niebo, pioruny, tęcza a wszystko to nad kroczącym dumnie korowodem muzyków. A jest ich całkiem sporo, bo poza Markiem Grechutą (śpiew) i Markiem Jackowskim (gitara i brać), jest wśród nich Jan Kanty Pawluśkiewicz (fortepian, aranżer i kierownik muzyczny), Jacek Ostaszewski (flet i kontrabas), Eugeniusz Makówka (perkusja), Anna Wojtowicz (wiolonczela), Tadeusz Kożuch (altówka) i Zbigniew Paleta (skrzypce). W tamtym czasie wielkim rarytasem było umieszczenie przez wydawnictwo Muza winylu w kopercie, która po rozłożeniu, daje nam plakat (autorstwa Kalinowskiego i Gołąba) ze zdjęciem muzyków na pomarańczowym tle. I wszystko to za jedyne 65 PLN.

Zresztą owo zdjęcie zdaje się oddawać klimat tamtych czasów, który został uwieczniony w filmie pt. Korowód w reżyserii K. Brzozowskiej i R. Kubiaka z 1972 roku. Zobaczmy fragment:

 

Film jest bardzo krótki, trwa zaledwie 25 minut, niestety nie jest dostępny w sieci.

Już sam początek albumu wprowadza nas w jakieś bardzo psychodeliczne klimaty - instrumentalny Widzieć więcej - jedyna piosenka na albumie autorstwa Marka Jackowskiego wskazuje, z czym będziemy mieli tutaj do czynienia. Kto by pomyślał, że kilkanaście lat później Dead Can Dance z 4AD podryfuje brzmieniowo w podobnym kierunku. Kantata z początkiem w klimacie poprzedniego utworu, z muzyką Jana Kanty Pawluśkiewicza i tekstem Jana Zycha to pogłębienie klimatu psychodeli. W zasadzie album zaczyna się na dobre tą piosenką. Piękna to mało powiedziane... Klimat lata, wieś przed burzą. A może chodzi o kontrast między wsią a miastem? O człowieka rzuconego z prowincji w zgiełk miasta, gdzie kończy swoje życie...


Chodźmy autorstwa Marka Grechuty to lekki utwór o poszukiwaniu przeznaczenia. Ale jest w nim też bardzo spokojny fragment o poszukiwaniu prawdy w życiu... Świecie nasz autorstwa Pawluśkiewicza i Grechuty to jeden z największych hitów płyty. Swoistego rodzaju apel o spokój, wyciszenie, jasne dni i ciszę. Nowy radosny dzień - to kolejny utwór instrumentalny, tym razem autorstwa Pawluśkiewicza, a po nim następny hit - Dni, których nie znamy, Pawluśkiewicza z tekstem Grechuty. Chyba największy przebój artysty... Natomiast moim faworytem z tego albumu jest chyba najpiękniejsza ballada polskiej muzyki - Ocalić od zapomnienia, gdzie do wiersza Gałczyńskiego muzykę napisał Marek Grechuta...

Korowód to mocna psychodela z tekstem Leszka  Aleksandra Moczulskiego i i muzyką Grechuty. Jakże aktualny dzisiaj tekst, mimo upływu lat... No i to solo na flecie...

Album kończy piosenka Niebieski młyn z muzyką Pawluśkiewicza i słowami Tadeusza Śliwiaka. Ciekawy tekst, można z nim dopatrywać się wątków religijnych, no i jest on ponownie podsumowaniem czasów, nie tylko tamtych, ale i tych w których żyjemy...

Wszystko jakże aktualne, mimo upływu lat... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Marek Grechuta i Anawa, Korowód, producent: Z. Gajewska, Muza 1971, tracklista: Widzieć więcej, Kantata, ChodźmyŚwiecie nasz, Nowy radosny dzień, Dni, których nie znamy, Ocalić od zapomnienia, Korowód, Niebieski młyn.


         

piątek, 26 stycznia 2024

Piątek z the Beatles/ Z mojej płytoteki: Let It Be Naked/ Fly On The Wall - cz.1 - geneza

 

W jednym z wywiadów z Paulem McCartneyem, wydaje mi się że w książce Paula Du Noyera, exBeatles opowiada, jak to pogrążony w depresji w 1970 roku potrafił spać nawet do 13 po południu. I pewnego pięknego dnia obudził się i usłyszał w radio, że Beatlesi wydali nowy album Let It Be... Ponoć odpowiednie zabiegi prawne pozostałej trójki doprowadziły, że było to możliwe bez Paula... Efekt był koszmarny. Nie ma co ukrywać, że w porównaniu z Abbey Road, które jest dziełem doskonałym i godnym ostatnim słowem wielkiego zespołu, Let It Be to koszmar (nagrany wcześniej niż Abbey Road, ale odrzucony przez wielką czwórkę). Ogólnie Beatlesi po Pepperze mieli nierówno pod względem realizatorskim wydawane płyty, że wspomnieć Magical Mystery Tour. W jednym z wywiadów po rozpadzie zespołu, Lennon przyznał, że McCartney specjalnie,  pełną premedytacją doprowadzał do tego, żeby utwory Johna brzmiały gorzej niż jego samego. Wykorzystał słaby moment w życiu Lennona, ten przed poznaniem Yoko Ono popadł w ogromną depresję. Podobnie było po Pepperze. Uzależniony od LSD, sprowadzał do domu dziwnych ludzi, całe noce imprezował, zespół interesował go średnio, więc cały ciężar spadł na McCartneya...

Być może to było powodem, że pozostała trójka, w ramach zemsty, wydała Let It Be bez Paula. Album zrealizowany przez Phila Spectora... I zrealizowany bardzo źle. McCartneya załamała szczególnie ballada The Long and Winding Road, piękna, ale nie w wykonaniu realizatorskim Spectora, mówiąc krótko za dużo orkiestry. 

W 2003 roku po śmierci Lennona i Harrisona, ale za zgodą tego ostatniego, Paul McCartney bierze odwet na kolegach. Postanawia nagrać zremasterowaną od nowa wersję Let It Be dodając do niej w tytule Naked.

 
Ale to nie wszystko. Jak to zwykle bywa z remasterami, okładka jest typu gatefold (foto wewnątrz pochodzi z koncertu na dachu - patrz początek posta), do albumu dodana jest pięknie wydana książka z fotografiami i... rarytas. Singiel Fly On The Wall - absolutny hit z rozmowami ze stycznia 1969, oraz kilkoma nieznanymi wersjami piosenek. Całość robi powalające wrażenie...
 

Paul cały czas stara się podtrzymywać pamięć o zespole, i zapewne o remasterach usłyszymy jeszcze nie raz. My natomiast dziś proponujemy posłuchać Let It Be Naked, brzmi inaczej od oryginału, ale nie zaskakująco inaczej. Paul starał się utrzymać równowagę miedzy oryginałem a remasterem, niemniej niektóre piosenki brzmią inaczej, jak choćby wspomniana ballada. Wyraźnie wokale zostały wysunięte do przodu a orkiestra jest usunięta lub mocno wyciszona. A my w kolejnych wpisach omówimy zawartość książeczki i singla.

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.  

The Beatles - Let It Be Naked, Apple 2003, tracklista: Get Back, Dig a Pony, For You Blue, Harrison, The Long and Winding Road, Two of Us, I've Got a Feeling, One After, Don't Let Me Down, I Me Mine, Across the Universe, Let It Be.

niedziela, 3 grudnia 2023

Ten album warto znać: Nick Drake i Pink Moon - epitafium geniusza

 

Nick Drake był geniuszem gitary. Opracował własny styl gry, komponował, śpiewał swoją poezję. Nagrał zaledwie trzy albumy, każdy z nich jest inny, niemniej my zaczynamy od ostatniego - uchodzącego za najlepszy. Albumu, nagranego po przerwie, kiedy autor zmagał się z permanentną depresją. Udowodnił, że jest artystą wielkiego formatu, a jego piosenki inspirowały takie gwiazdy jak Kate Bush czy the Cure. Ci ostatni zaczerpnęli swoją nazwę z tekstu jednej z jego piosenek. 

Drake i jego życiorys są godne głębszej eksploracji i tym zajmiemy się na naszym blogu wkrótce. Na wstępie jednak warto wspomnieć, że jego geniusz owocował też pewnymi ograniczeniami (tak zwykle jest z geniuszami). Mimo tego, że doskonale grał i śpiewał dał tylko około 30 koncertów, a występy sprawiały mu ból. Miał kłopoty z kontaktami z ludźmi, próbował być w kilku związkach z kobietami, ale to nie przynosiło efektów. Nie był homoseksualistą i nie brał morfiny (jak twierdzą niektórzy). Był nadmiernie wstydliwy i wyciszony, a kiedy nagrywał wokale na albumy śpiewał zwrócony twarzą do ściany...

Popełnił samobójstwo (25.11.1974) w wieku 26 lat przez zmieszanie około 60 leków antydepresyjnych na receptę, wyrzucając wcześniej opakowania (coś w stylu Tomasza Beksińskiego).

Dzisiejszy album nagrywano 3 lata wcześniej. Jest krótki (zaledwie 28 minut), niemniej zawiera aż 11 piosenek. Po latach okazał się bestsellerem, przywracając artyście należyte miejsce na jakie zasługiwał za życia. 

A ponieważ postać Nicka Drake nie ma odpowiedniej reprezentacji na naszym rynku muzycznym, postanowiliśmy skupić się na wierszach, może w ten sposób uda nam się dotrzeć do przesłania, które artysta chciał nam przekazać...

Różowy księżyc

Widziałem to jako napisane i widziałem jako powiedziane
Różowy księżyc jest już w drodze
I nikt z was nie jest na tyle wysoki
Różowy księżyc dopadnie was wszystkich

I jest różowy księżyc
Tak, to różowy księżyc
Różowy, różowy, różowy, różowy
Różowy księżyc
Róż, róż, róż, róż
Różowy księżyc

Widziałem to jako napisane i powiedziane
Różowy księżyc już w drodze
I nikt z was nie jest na tyle wysoki
Różowy księżyc dopadnie was wszystkich

I jest różowy księżyc
Tak, różowy księżyc 

Miejsce w którym mogę być

Kiedy byłem młody, młodszy niż wcześniej
Nigdy nie widziałem prawdy
A teraz jestem starszy, zobaczę ją twarzą w twarz
A teraz jestem starszy, muszę wstać i to uporządkować


Byłem zielony, bardziej zielony niż wzgórze
Gdzie rosły kwiaty, a słońce wciąż świeciło
Teraz jestem ciemniejszy niż najgłębsze morze
Więc po prostu daj mi spokój, daj mi miejsce, w którym mogę być

A ja byłam silny, silny stojąc w słońcu
Pomyślałem, że zobaczę, kiedy dzień się skończy
Teraz jestem
słabszy od najjaśniejszego błękitu
Taki słaby w tej potrzebie posiadania ciebie

Na którego?

Na którą się zdecydujesz?
Którą pokochasz?
Którą wybierzesz
Z gwiazd nad nami?
Na co odpowiesz?
Do którego zadzwonisz?
Za co się weźmiesz
Dla Ciebie i wszystkich?

I powiedz mi teraz
Którego pokochasz najbardziej?

Dla kogo tańczysz?
Co sprawia, że ​​lśnisz?
Które teraz wybierzesz
Jeśli nie wybierzesz mojego?
Na co będziesz mieć nadzieję?
Które to może być?
Którego teraz weźmiesz
Jeśli nie zabierzesz mnie?

I powiedz mi teraz
Którego pokochasz najbardziej?

 Poza słońcem

Proszę, uważaj na te spojrzenia
Będą się tylko uśmiechać, gdy cię zobaczą, gdy będziesz poza domem
A kiedy już zobaczysz, czym one były
Zdobycie ziemi po prostu nie będzie warte twojej nocy ani dnia
Kto usłyszy co wtedy powiesz?

Rozejrzyj się, znajdziesz ziemię
Nie jest tak daleko od miejsca, w którym jesteś, ale nie bądź zbyt mądry
Bo one nigdy nie rosną 
na dole
Zawsze są zmęczone i wynajmuje się uroki z ich oczu
Nigdy nie niespodziankę

Nie spiesz się, a wszystko będzie dobrze
I pomódl się za tamtejszych ludzi
Którzy zwijają się ze śmiechu
A jeśli zobaczysz, co ma być
Nie wymieniaj dnia ani nie próbuj powiedzieć
Że to zdarzyło się wcześniej

Nie wstydź się, nauczysz się latać
I zobaczysz słońce, gdy dzień się skończy, jeśli tylko zrozumiesz
Po prostu to, czym jesteś pod tą gwiazdą
To oznacza jeden deszczowy dzień jesienią za darmo
Tak, bądź tym, kim będziesz

Wiesz

Wiesz, że Cię kocham
Wiesz, że mnie to nie obchodzi
Wiesz, że cię widzę
Wiesz, że mnie tam nie ma

Pasożyt

Podnoszenie maski lokalnego klauna
Czuje się przygnębiony tak jak on
Widząc światło w barze na stacji
Podróżując daleko w grzechu
Płyniemy w dół do linii północnej
Oglądanie połysku butów
Słuchanie prób tamtejszych ludzi
Kogo to obchodzi, jeśli przegrają?

Spójrz, może zobaczysz mnie na ziemi
Bo jestem pasożytem tego miasta

Taniec w kościele z dzwonkami
Znak czasów dzisiaj
Nie słychać dzwonu z wysokiej wieży
Ludzie w przerażeniu
Spadają daleko na srebrną łyżkę
Zmieniają szlafrok na zbyt mały

Spójrz, może zobaczysz, jak idę
Bo jestem pasożytem, ​​który podróżuje parami

Kiedy zdejmuję maskę z lokalnego klauna
I czuję się przygnębiony tak jak on
I widzę światło w barze na stacji

Podróżują daleko w grzechu
A ja płynę w dół do linii północnej
Oglądając połysk butów
I słysząc doświadczenia tamtejszego ludu
Kogo to obchodzi, że przegrają?

Spójrz, może zobaczysz mnie na ziemi
Bo jestem pasożytem tego miasta
I spójrz, może zobaczysz mnie w błocie 

Darmowa przejażdżka

Znam Cię
Mnie też to obchodzi
Obejrzałem
Wszystkie obrazy, które trzymasz na ścianie
Wszystkich ludzi, którzy przyjdą na bal

Ale usłysz moje wołanie
Nie dasz mi
Darmowej przejażdżki
Usłysz moje wołanie
Nie dasz mi
Darmowej przejażdżki

Też wiem
Co robisz
Kiedy już skończysz
Liczę bydło, które przechodzi obok drzwi
Utrzymanie tak grubego dywanu na podłodze

Ale usłysz moje wołanie
Nie dasz mi
Darmowej przejażdżki
Usłysz moje wołanie
Nie dasz mi
Darmowej przejażdżki

Znam Cię
Mnie też to obchodzi
Obejrzałem
Wszystkie obrazy, które trzymasz na ścianie
Wszystkich ludzi, którzy przyjdą na bal

Ale usłysz moje wołanie
Nie dasz mi
Darmowej przejażdżka?
Usłysz moje wołanie
Nie dasz mi
Darmowej przejażdżki?

Na żniwo

Upadam szybko i spadam swobodnie
Szukasz przyjaciela
Upadam szybko i spadam swobodnie
To może być po prostu koniec
Upadając szybko, pochylasz się, by dotknąć
I ucałować kwiaty, które się uginają
I jesteś już gotowy
Na żniwo

Od rana

Pewnego razu nastał dzień
I było pięknie
Pewnego razu z ziemi wstał dzień
Potem upadł w noc
A powietrze było piękne
Tej nocy, kiedy upadł dookoła

Więc spójrz, zobacz dni
Nieskończonych kolorów
I idź zagrać w grę, której się nauczyłeś
Od rana

A teraz wstajemy
A my jesteśmy wszędzie
A teraz podnosimy się z ziemi
Zobacz, ona leci
A ona jest wszędzie
Zobacz, ona lata dookoła

Więc spójrz, zobacz znaki
Niekończących się letnich nocy
I idź zagrać w grę, której się nauczyłeś
Od rana


Po wielokrotnym wysłuchaniu album wpada w ucho, nie ma się więc co dziwić, że jeden ze znanych jamajskich pisarzy Marlon James w wywiadzie twierdził, że CD miał w swoim odtwarzaczu aż pięć lat (LINK)...  Wyróżniają się (choć wszystko jest bardzo dobre): Place to Be - bardzo nostalgiczny, Road - jaka piękna i czysta gitara, Things Behind the Sun  - brzmi jak krzyk rozpaczy, jest zwyczajnie piękny, ponury Parasite i kończący album From the Morning - jednak chyba optymistyczny? Pomiędzy nimi przelatują jak strzały krótkie utwory instrumentalne.

Nick Drake jeszcze powróci, może za tydzień? Tymczasem warto pamiętać, że takich samotnych ludzi jak Drake jest pełno wkoło nas. I nie wszystkich spotka sława, taka jaka spotkała jego.. 

Szkoda, że dopiero po śmierci.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 


Nick Drake, Pink Moon, Pink Moon, producent: John Wood, Island 1972, tracklista: Place to Be, Road, Which Will, Horn, Things Behind the Sun, Know, Parasite, Free Ride, Harvest Breed, From the Morning



niedziela, 24 września 2023

Z mojej płytoteki: Tubeway Army i Replicas - w świecie androidów, czyli między Kraftwerk, Ultravox a Blade Runnerem


Niedawno, bo w kwietniu, minęło 40 lat od wydania tego albumu, drugiego i ostatniego w dorobku Tubeway Army. To nie tak, że wcześniej nie słyszałem nazwiska Numana, czy nazwy zespołu. Nigdy wcześniej nie interesowałem się ich twórczością, aż jakiś czas temu ktoś na Twitterze wrzucił to:

 

Ciekawe, biorąc pod uwagę, że to rok 1979, mało tego jakaś znajoma twarz na klawiszach, którą okazuje się być jeden z czołowych muzyków Ultravox  Billy Currie. No obok takiego zjawiska nie można przejść obojętnie, zwłaszcza że w klipie Numan ucharakteryzowany jest na androida, a album okazuje się być oparty na jego powieści o dystopijnym świecie w którym zjawisko replikacji jest czymś normalnym. Jeśli do tego dodamy fakt, że album zrealizowała wytwórnia Beggar's Banquet to mamy absolutnie pewniaka z dobrą muzyką.

Od razu w głowie pojawiają się pytania, co było pierwsze: jajo, czy kura. Może legendarni Kraftwerk swoją koncepcję człowieka maszyny zerżnęli od Numana? A może było odwrotnie? U Kraftwerk widać ewolucję muzyki, od Radioaktivity z 1975 do The Man Machine z 1978. Płyta Numana powstała później, jednak nie wydaje się żeby inspirował się Kraftwerk. W tamtych czasach proces nagrania i wydania trwał, podobnie z obiegiem muzyki na rynku (album zaczęto nagrywać pod koniec 1978 roku). Zatem podejrzewać należy, że mamy podobne wizje u muzyków z Niemiec i genialnego Brytyjczyka. Tamci jednak poszli bardziej w przemysł i robotykę, Numan w science  - fiction. Jakże blisko jest tutaj twórczość naszego genialnego Piotra Szulkina... To wszystko podobny klimat, a jeśli do tego dodamy, uchodzący za najlepszy film w historii kina sci-fi, Łowca Androidów z muzyką Vangelisa, to możemy sobie urządzić cały weekend w stylu tego co nas zapewne w niedalekiej przyszłości czeka.

Gary Numan w wywiadzie (TUTAJ) opowiada, że wytwórnia nie była zachwycona taką muzyką. Zespół podpisał kontrakt jako kapela punkowa i taki miał być ich album. Ale w studio napotkali mimimooga i Numan zdecydował przerobić swoje piosenki na elektroniczne. Co do książki, której nie skończył a na której oparł ideę albumu, w tym samym wywiadzie artysta twierdzi, że jej nigdy nie wyda, jak i nie wróci do koncepcji na której oparł Replicas. Mówi: dla mnie Replicas było ciągiem małych pomysłów, które zaczęły się jako opowiadania, ale zrodziły się w postaci albumu. I na tym się to skończyło. Mam głowę pełną pomysłów i rzadko kiedy odczuwałem potrzebę ponownego sięgania po starsze. Zawsze jest coś nowego i bardziej ekscytującego, o czym można myśleć lub nad czym pracować.

 

Zatem w skrócie: Me! I Disconnect from You - błagania androida o prąd. 

Are 'Friends' Electric? roboty w służbie człowieka, wyglądają jak ludzie wiec ci ich nie rozpoznają.

The Machman - koszmar maszyny - androida z ludzką skórą - która ma potrzebę przynależności.

Praying to the Aliens - modlitwa do kosmitów o kobietę w świecie męskich robotów.

Down in the Park - Numan inspirował się Ballardem i Dickiem, historia opowiada o maszynach zabijających w parku ludzi celem rozrywki... Swoją drogą jedna z najlepszych piosenek na albumie... 

You Are in My Vision - opowieść o androidzie prostytutce 

Replicas - świetny utwór, wszystkie roboty są identyczne, każdy może być każdym

It Must Have Been Years - rodzi się myśl, że jednak adroidy są inne niż ludzie

When the Machines Rock - instrumentalna piosenka, słychać minimooga, wszystko jednak nieco w stylu Kraftwerk

I Nearly Married a Human  - na zakończenie drugi utwór instrumentalny - tym razem mniej rytmiczny a bardziej klimatyczny.

Patrząc na tytuł, nie ma się wątpliwości, że musiał inspirować Scotta żeby ten nakręcił Blade Runnera...  

Ta płyta zmieniła oblicze sztuki. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Tubeway Army, Replicas,  producent: Gary Numan, Beggars Banquet 1979, tracklista: Me! I Disconnect from You, Are 'Friends' Electric?, The Machman, Praying to the Aliens, Down in the Park, You Are in My Vision, Replicas, It Must Have Been Years, When the Machines Rock, I Nearly Married a Human.

 



 

niedziela, 26 marca 2023

Niedziela z Kate Bush

Po 12 latach od wydania The Red Shoes (1993), który w ocenie wielu, nie był szczytowym osiągnięciem Kate Bush, artystka wraca z albumem Aerial (2005) i to jest powrót niesamowity, bo album zupełnie odbiega od dotychczasowych dokonań artystki. No może poza stroną B genialnego Hounds of Love (opisanego TUTAJ), na którym to artystka umieściła suitę Dziewiąta Fala. Aerial bowiem też jest w podobnej formie, czyli mamy do czynienia z serią połączonych piosenek. Ale na tym kończy się podobieństwo, bo Aerial jest bez porównania lżejszy i mniej przebojowy. Jest też bardziej optymistyczny, choć jest mocno nostalgiczny.

To podwójny album - pierwszy w karierze Bush, i jak to zwykle u niej, wydany absolutnie niesamowicie. Koncepcja okładki jest dziełem samej artystki i kogoś ukrywającego się pod pseudonimem Peacock. Zdjęcie prania, które pod wpływem wiatru ulega transformacji w ptaki jest autorstwa Johna Carder - Bush. Proszę zobaczyć jak doskonale umieszczono w nim obie płyty:

Nazwa albumu (Powietrzny) kojarzy się z ptakami, bo rzeczywiście na okładce mamy  obraz fali generowanej przez śpiew kosa (to nie góry wbrew pozorom) a cała druga płyta pełna jest śpiewu ptaków. 

Jeśli jednak dokładnie zapoznamy się z zawartością wydawnictwa odkryjemy w środku obraz Rybacy, autorstwa Jamesa Southalla (1861-1944). Łódź ciągnięta przez rybaków w morze nazywa się dokładnie tak samo jak album.

Czyli wszystko idealnie do siebie pasuje, jest wietrznie i powietrznie.

Muzycznie to nie jest łatwa płyta dla fanów wcześniejszej twórczości Bush. Nie ma na niej prawie wcale typowych piosenek, są za to cała pasaże, tak jakby artystka dzieliła się z nami swoimi przemyśleniami. Powiem szczerze, że po pierwszym przesłuchaniu (a płytę kupiłem z ciekawości) byłem mocno rozczarowany, a krążki przeleżały w szufladzie dobrych kilka lat. Teraz uważam że artystka wskazuje nam drogę w jaką podąży współczesna muzyka.


Album podzielony jest na dwie części: Morze Miodu i Niebo Miodu


Pierwsza część bardziej poświęcona jest rodzinie artystki, nawet zamieszcza zdjęcie syna, śpiewa też o nieżyjącej matce. 


Druga dotyczy bardziej obcowania z przyrodą, a całość kończy krótka piosenka Pianissimo, o śmierci... 

Zachęcony kupiłem właśnie kolejny album Bush, bowiem z tego co słyszałem, jest utrzymany w podobnych klimatach. I pomyśleć, że jak na złość, na listy przebojów wrócił Running Up That Hill, i to dzięki Netflixowi, a wokalistka mogła znowu zarobić na sprzedaży singla. 

Tak płynnie przeszliśmy do drugiej części wpisu, bowiem warto zapoznać się z kompilacją teledysków piosenkarki - bardzo ciekawym dokumentem Kate Bush at the BBC. To kompilacja klipów artystki i występów telewizyjnych od 1978 roku do 1993 roku, czyli piosenek z albumu The Red Shoes. Całość to godzina solidnej podróży w czasie.


I na koniec cofnijmy się w czasie jeszcze bardziej. Jak bowiem wiadomo, Kate gdy rozpoczynała karierę, była jeszcze niepełnoletnia, ale miała skomponowanych około 100 piosenek grając minikoncerty dla znajomych i rodziny w domu. Na jeden z takich koncertów jej brat Paddy Bush, zaprosił jednego z liderów Pink Floyd, Davida Gilmoura. A ten oczarowany występem załatwił szybką ścieżkę promocji artystki. I teraz bomba! Ktoś taki minikoncert nagrał i wrzucił na bootleg. Nazywa się to Cathy's Home Demos i ukazało się w 1995 roku. Co prawda wiadomo, bootleg, jakość nie jest najlepsza, ale mamy tutaj poza wersjami live również nagrania piosenek zupełnie nieznanych i wersji studyjnych (mało tego niektóre są w winnych wersjach tekstowych). Dla fanów gratka! 30 perełek pozwalających nam wrócić do tamtych lat:


Szkoda że na Aerial Paddy jedynie śpiewa w chórkach, zwykle brał bardziej aktywny udział w nagraniach siostry. My natomiast obiecujemy, że na naszym blogu omówimy wszystkie wydawnictwa artystki, chyba jeśli o kobiecy wokal, najważniejszej w historii muzyki. Doświadczenie a Aerial pokazuje, że za szybko zrezygnowaliśmy z The Red Shoes i Sensual World. Do muzyki Kate Bush bowiem trzeba dojrzeć, bo ona wyprzedza nas o lata. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

    

niedziela, 12 lutego 2023

Z mojej płytoteki: Genesis i A Trick of the Tail - arcydzieło rocka progresywnego po odejściu Petera Gabriela

Po realizacji sześciu płyt z Peterem Gabrielem, Genesis w 1975 roku musi zmierzyć się z odejściem charyzmatycznego wokalisty. Powiem szczerze, że całkowicie akceptuję płyty z Gabrielem, natomiast Genesis z Collinsem jedynie w dwóch utworach Mama i Home By The Sea. Zawsze unikałem i nie eksplorowałem wcześniejszych ich płyt, z tych właśnie powodów, a tutaj ogromna niespodzianka. Otrzymałem prezent, który długo stał na półce, aż w końcu kiedyś z ciekawości odpaliłem zapominając, że na wokalu jest Collins a nie Gabriel... I doznałem szoku. To absolutne mistrzostwo świata, a wokale Collinsa są tak doskonale zmiksowane, że chwilami ma się wrażenie, że to Gabriel. Muzycznie jest to oczywiście kontynuacja wcześniejszego Genesis, zatem album jak najbardziej do zaakceptowania. Historia, jak to zespół bezskutecznie zebrał ponad 400 ofert wokalistów, poszukując potencjalnych kandydatów do zastąpienia Gabriela opisana jest TUTAJ.

Co ciekawe, pierwsza piosenka, która powstała na album to utwór numer jeden Dance on a Volcano, piosenka po wysłuchaniu której ma się ochotę wrzucić iglicę gramofonu raz jeszcze na początek. W wersji koncertowej wyglądało to może nieco mniej atrakcyjnie ale warto przypomnieć, zwłaszcza teraz gdy Collins zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi, śpiewając z trudem i na siedząco... 


Święta Matko Boża, spraw
Aby iść szybciej, aby dostać się na szczyt
Brudna stara góra, cała pokryta dymem
Ona może zamienić cię w kamień
Więc lepiej zacznij robić to dobrze
Lepiej zacznij robić to dobrze

Jesteś w połowie wysokości i jesteś w połowie drogi w dół
A plecak na twoich plecach obraca cię
Wyrzuć to, nie będzie ci tam potrzebne
I pamiętaj, nie oglądaj się za siebie
Cokolwiek robisz, lepiej zacznij robić to dobrze

Po twojej lewej i prawej stronie
Zielone i niebieskie krzyże
Twoi przyjaciele nie przeżyli
Z powodu nocy i z ciemności
Ognia i walki
Cóż, tak chodzą bohaterowie
Przez szczelinę w matce ziemi
Płonąca gorąca, stopiona skała
Rozlewa się po ziemi
A lawa jest kochankiem
Kto zlizuje ci buty
Żebyś się nie ugotował
Lepiej zacznij tańczyć
Chcesz ze mną zatańczyć?

Lepiej zacznij robić to dobrze

Muzyka gra, nuty są prawidłowe
Postaw najpierw lewą stopę, gdy wejdziesz w światło
Krawędź tego wzgórza jest krańcem świata
I jeśli masz zamiar przejść
Lepiej zacznij robić to dobrze

Rzeczywiście taniec na wulkanie... A może zmagania w codziennym życiu? Po nim znakomity Entangled - to piosenka którą napisał Steve Hackett pod wpływem psychiatrii, dokładnie doświadczeń w odchodzeniu od świadomości podczas seansów na kanapach psychiatrycznych. Ponoć inspirowany jest też kreskówkami Disneya... Nie zmanienia to faktu, że to piękna ballada.


Squonk wyjaśnia nam w pewien sposób koncepcję okładki. Chodzi bowiem tutaj o mityczne stworzenie, wywodzące się z XIX wiecznej Pensylwanii. Sqonk jest brzydki, nieustannie płacze i chowa się przed innymi. Wszystko to powodowane jest wstydem z powodu wyglądu. Myśliwy stara się go pochwycić, po czym czeka go niespodzianka... 

To bardzo smutny utwór... Niemniej wyjaśnia też czym inspirowali się Marillion, gdy pisali Grendel... 

Ogólnie rzecz biorąc, jesteście bardzo wymierającą rasą
Pokładając ufność w okrutnym świecie
Nigdy nie miałeś rzeczy, które myślałeś, że powinieneś mieć
I teraz ich też nie dostaniesz
I to cały czas w idealnej synchronizacji
Twoje łzy spadają na ziemię


Mimo doskonałego tekstu i przesłania muzycznie nie jest to doskonały utwór. Mad Man Moon znakomicie znosi nieco gorsze wrażenie po poprzedniej piosence. Piękna ballada, aż miło posłuchać, o poszukiwaniu spokoju i wytchnienia... Robbery, Assault and Battery jest historią napadu na bank, i śmierci dwóch osób. Zresztą, jest do niej oficjalny klip z Collinsem w roli złodzieja: 


Ripples... cóż, znowu pięknie i nastrojowo. Piosenka o starzeniu się, nieodwracalności zmian... 

Odpłyń, odpłyń
Zmarszczki nigdy nie wrócą
Przeszedł na drugą stronę
Spójrz w sadzawkę, zmarszczki nigdy nie wrócą, wróć
Zanurkuj na dno i idź na górę
Aby zobaczyć, dokąd poszli
Przeszli na drugą stronę

Zmarszczki nigdy nie wrócą
Odpłyń, odpłyń
Odpłyń, odpłyń
Zmarszczki nigdy nie wrócą 

Pora na tytułowy A Trick of the Tail. Ponoć wśród inspiracji byli the Beatles i ich Getting Better. Chodzi o wizytę obcego na naszej planecie. Inspirację muzycy zaczerpnęli z powieści Williama Goldinga pt. The Inheritors. Znowu, jak w Squonk, mamy w utworze stwora, który  opuszcza królestwo, próbując wejść do świata ludzi, ale bez powodzenia... 

Całość kończy Los Endos. Składanka poprzednich piosenek z krótkim, ale jakże wymownym tekstem... 

W słońcu stoi anioł W słońcu stoi anioł Wolny, by powrócić do domu

To znakomity album i można tylko żałować, że Genesis finalnie porzucili ten doskonały, baśniowy styl.. Niemniej A Trick of the Tail to arcydzieło.. A my wrócimy jeszcze do ich twórczości na naszym blogu nie jeden raz, życząc Philowi Collinsowi siły w walce z chorobą...  

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 


Genesis, A Trick of the Tail, Charisma 1976, producenci: David Hentschel i Genesis. Tracklista: Dance on a Volcano, Entangled, Squonk, Mad Man Moon, Robbery, Assault and Battery, Ripples..., A Trick of the Tail, Los Endos.

 

 

niedziela, 11 września 2022

Z mojej płytoteki: Al Stewart i Pasaże Czasu w realizacji Alana Parsonsa - niesamowita podróż w czasie


To dla mnie bardzo ważna płyta, o czym poniżej. Szczerze mówiąc, nie przepadam za solistami, ale w tym przypadku muszę zrobić wyjątek. Zaczynamy od najważniejszej płyty Ala Stewarta

Na okładce widać jakieś magiczne zawirowania w czasie. Zatem najpierw zapoznajmy się dokładnie z zawartością tekstową albumu - bo musi to być jakaś niesamowita podróż...      


Pasaże czasu

To było późno w grudniu

Dzień chylił się wolno ku końcowi

Noc zaczynała płynąć jak rzeka

I czułem tętno moich myśli

Dryfujących przez pasaże czasu

Lata upadają w blednącym świetle

Pasaże czasu

Kup mi bilet na ostatni pociąg do domu

 

Tak, ja nie jestem typem żyjącym w przeszłości

Lata biegną za krótko, a dni za szybko

Rzeczy na których się opierasz są rzeczami które nie trwają

Jest tylko teraz, a później moja strofa odlatuje

W te pasaże czasu

Jest coś co wraca a co zostawiłeś w przeszłości

Pasaże czasu

Kup mi bilet na ostatni pociąg do domu

 

Usłysz echo i poczuj jak zaczynasz biec

Nie wiem dlaczego powinieneś czuć

Że jest coś czego masz się nauczyć

Z tej gry

 

Zmienia się obrazek

Stajesz się częścią tłumu

Oni śmieją się z czegoś

Gra głośno muzyka

Wychodzi do ciebie dziewczyna

Którą kiedyś znałeś

Wyciągasz rękę

Ale jesteś tutaj sam

Pasaże czasu,

Wiem że jesteś tam, poza zasięgiem wzroku

Pasaże czasu

 

Sposób Valentiny

 

Poszukaj kochanka jutro

Kolejnego  dzisiaj

Tak długo jesteś na samotnych ulicach

Że pewnie padasz

Przyszła pora odnowy

Pora by podjąć znowu tę idee

Tak smutno to widzieć

To tragedia

Jesteś taka słaba

Spójrz dookoła – powiedz mi

Czy to jest tego warte

Ta cena którą płacisz

Na sposób Valentiny

 

Nie myślę, że jest gotowa posłuchać

I że zechce wrócić

Tutaj jest zbyt chłodno

By zwabić takiego motyla

Myślę ze ona odpłynie

Może chwyci nocny express

Pokrętne kłamstwa

I oczy kameleona

Jest nieostrożna

Kup sobie bilet

Na cokolwiek co dziś odjeżdża

Z drogi Valentiny

 

Pada deszcz

I świecą gwiazdy

Nadchodzi noc

W latarniach i barach

Dla dźwięków gitar

Słuchaj…

 

Życie w ciemnej wodzie

 

Daleko od dnia jestem tutaj

Żyjąc na dnie morza

W głąb krętych metalowych szaro-stalowych korytarzy

Silniki warkoczą tylko dla mnie

Nie dochodzą dźwięki z morza nade mną

Nie ma wiadomości i trzasku radia

Nigdy się nie dowiedzą przenigdy

Jak dziwnym może być życie w ciemnej wodzie

 

O marynarze pomyślcie kiedy mijacie

Tych którzy żyją życiem w podwodnych łodziach

Daleko w głębi oczy reflektorów nigdy nie śpią

Ukryte jak cień w nocy

Dzioby odrzutowców przez chmury nade mną

Szukają moich śladów na radarach

Nigdy nie będą wiedzieli

Jak dziwne jest życie w ciemnej wodzie

 

Zastanawiam się jak wyglądają gwiazdy

Dziś na niebie

Powiedz mi dziewczyno, ona musi być silna

Siedzi i czeka całą noc

Czekając na lepszy dzień

Musi poszukać innej drogi by odejść

 

Nie pamiętam, powiedz co ze mną jest nie tak?

Dlaczego jestem tutaj sam bez odpoczynku

I teraz nawa statku już nie jest taka sama

Jak długo brzmiała ona "Marie Celeste?"

Nikt z załogi nie ocalał

Pięćset lat dostarczali zapasy dla mnie

 

Nigdy się nie dowiedzą jak dziwne jest życie pod wodą

 

Mężczyzna na każdą porę

 

Co kiedy osiągniesz wiek rozumu

Tylko po to by odkryć że nie było wytchnienia

Ciągle będziesz mężczyzną na każdą porę?

Czy też powinieneś wtedy odejść

Mierzymy nasze dni

W krokach niepewności

Nie odwracamy się by zobaczyć skąd przyszliśmy

I patrzeć na autostradę

Stąd do wieczności

I sięgnąć po zbiegłą miłość

Kiedy mężczyzna na każdą porę

Gubi się w słońcu

 

Henry Plantagenet wciąż kogoś szuka

By przynieść dobre nowiny w godzinie zwątpienia

Podczas gdy Thomas More czeka w wieży Tower

Patrząc jak niewiele czasu do końca

I liczy godziny

Stąd do zapomnienia

W działaniach których nie można odwrócić

Żeglarz ciemności

Szuka południka

I złapany przez pierwsze promienie świtu

Mężczyzna na każda porę

Zatracony w sztormie

 

Powinienem to wiedzieć

Powinienem wiedzieć

Słyszałem jak krzyczeli

Odeszli

Nie ma już niczego w co można wierzyć

Usłysz ich

Marzących, okłamanych

Doprowadzą cię do upadku

 

Co kiedy osiągniesz wiek rozumu

Tylko po to by odkryć że nie było wytchnienia

Ciągle będziesz mężczyzną na każdą porę?

Czy też powinieneś wtedy nie dowierzać

Liczymy swoje zyski w szczęściu i przypadku

Lampiony zawrócą noc

I zamienią nasze klęski w szanse lub doświadczenie

I znowu zaświecą

Niektórzy czekają na źródła sukcesu by je posiąść

Inni widzą przypływy chorej szansy przepływające przez nich

Niektórzy wołają Jehowę

Inni krzyczą Allah

Niektórzy czekają na statki które wiosłują do Vallhali

Powinieneś starać się zaakceptować jakie role są rozpisane

Kiedy niektórzy mówią że są pewni że nadejdzie kara

Patrzysz wkoło być może na szansę by temu zapobiec

Ale za wcześnie to się kończy i mija

 

A mężczyzna na wszystkie pory

Gubi się w słońcu

 

Niemalże Lucy

 

Lucy pracowała codziennie w innym klubie

I chociaż myślała o tym

Sercem była gdzie indziej

Stała w pobliżu zbyt długo by dostać zapłatę

Nie chciała spędzić czasu z tobą

Nie mogła zostać na chwilę

 

A wszystkie te zmieniające się twarze nigdy jej nie kłopotały

Istniały jako tło

Czy napis na ścianie

Lucy wygląda jak ktoś kto czeka na telefon

Wie że będzie

Ale nikt inny go nie usłyszy

 

Lucy znajduje przebieralnię i bar

Odwiesza ubrania

Ma nadzieję że dziś wieczorem umowa nie zostanie złamana

 

Dostaniesz kopniaka wiele razy gdy nie jesteś gwiazdą

Występuje całą noc za psie pieniądze i za grosze

Ale te wszystkie niedogodności nigdy jej nie martwią

Mówi że to wyostrza percepcję

Kiedy znowu jesteś przyparty do muru

Jest coś co nie pozwala jej wznieść się ponad to wszystko

Wzruszyć ramionami, kiedy to wszystko wydaje się zajść za daleko

Myślę że prawie

Czujesz cierpienie wewnątrz

Myślę ze prawie

Czujesz, ale nie wiesz dlaczego

Nie wiesz dlaczego

 

Ostatnim razem kiedy ją widziałem

Łapała okazję

Wyprowadziła się do Kalifornii

Opaliła na twarzy

Mówi że tamto życie było kolejnym czasem, inną przestrzenią

Ale się skończyło, wiele się nauczyła

I to nie stracony czas

 

Myślę że prawie

Czujesz cierpienie wewnątrz

Myślę ze prawie

Czujesz, ale nie wiesz dlaczego

Nie wiesz dlaczego

 

Myślę że prawie

Czujesz cierpienie wewnątrz

Myślę ze prawie

Czujesz, ale nie wiesz dlaczego

Nie wiesz dlaczego

 

Pałac Wersalski

 

Smugi dymu unoszą się

Ze ścian Bastylii

I przez ulice Paryża

Przelatuje nierealne

 

Wszyscy królowie umarli

Ich służba rozbiegła się

Spaliliśmy ich pałace

W imię Robespierrea

 

I wciąż czekamy

Kiedy zacznie się dzień

Nasz czas, stracony na wietrze

Dziwimy się dlaczego

Dziwimy się dlaczego

Rozbrzmiewa echem

Przez pusty pałac Wersalu

 

Wewnątrz nocnych narad

Palą się lampy

Siedzisz i rozmawiasz całą noc

Ale nie masz gdzie iść

 

Nadchodzi Bonaparte

Ze swoją armią z południa

Marat twoje dni policzone

Zdejmiemy ręce z ust

I wciąż czekamy

Kiedy zacznie się dzień

Nasz czas, stracony na wietrze

Dziwimy się dlaczego

Dziwimy się dlaczego

Rozbrzmiewa echem

Przez pusty pałac Wersalu

 

Duch rewolucji

Grasuje po ulicach Paryża

Przez wszystkie nieskończone wieki

Zdziwiony, niepełny

 

Przemawia w tanim czerwonym winie

Kawiarni letnich nocy

A jego czerwone i bursztynowe głosy

Przywołują samochody w światłach ulic

 

I wciąż czekamy

Kiedy zacznie się dzień

Nasz czas, stracony na wietrze

Dziwimy się dlaczego

Dziwimy się dlaczego

Rozbrzmiewa echem

Przez pusty pałac Wersalu

 

Bezkresne niebo

 

Podróżując na południe

Na zaułek kraju

Dotarłem do wioski

Gdzie dorastałem

I zatrzymałem się podczas wspinaczki

Spojrzałem w dół ze szlaków

Na szare dachy

 

Widziałem ruch w wiosce

Kiedy przechodził przez nią wolno dzień

Na polu na którym leżeliśmy

Przez które przechodziły ślady kochanków

Na polu na którym leżeliśmy

Moja pierwsza miłość i ja

Pod wiecznym  niebem Arkadii

 

Stary kanał przebiega

Uśpiony pod niebem

Barki odpłynęły w poprzednią epokę

Na zarośniętych brzegach

Zniknęły ślady kochanków

Na długo zanim pobudowano drogi

I kiedy przyszła nasza kolej i przyszliśmy tutaj

I wyryliśmy swoje imiona na drzewach

A dni zostały rozmyte

Jak fale na nieskończonym morzu

Pod wiecznym  niebem Arkadii

Pod wiecznym  niebem Arkadii

 

Czas biegnie ci przez palce

Nigdy go nie złapiesz zanim odejdzie

Niektóre fragmenty zostają z tobą

Utrzymując się jak śnieg na wiosnę

 

Zostawiłem wioskę za sobą w nocy

Znikając jak żeglarz w ciemnych otchłaniach mórz

Zmiany w schematach życia

Na wieki na zawsze

A w innej wiosce na obym lądzie

Nowy dzień nadchodzi z otwartymi rękami

A słońce ma księżyc w swoich oczach

Przechodząc przez bezkresne niebo

 

Piosenka w radio

 

Podróżowałem przez stracony ląd

Drogą przez miasto

Zmieniałem stacje radiowe

Myśląc o tobie

Twoi przyjaciele nazywają cię Lily Paloma

Ale ty nią nie jesteś

To za wiele żeby mówić o błędnej nazwie

Dla spadającej gwiazdy

 

Ale ty i ja moja droga

Widziałem cię

W oddali, wiedziałem

Nie ma ucieczki

Powiem ci teraz

Co powinniśmy zrobić

Pójdziemy pozbierać dni

Poukładać chwile

Jesteś w mojej pamięci

Jak piosenka w radio

 

Pamiętam kiedy cię pierwszy raz widziałem

Samotną w ciemności z drinkiem

Z płomieniem świecy płonącym przed tobą

Ukrytymi myślami

Stałaś w oddali

Wydawało się, że nie słyszysz co mówiłem

Dlaczego byłaś przeciwna

Kiedy wszystkie światła były tak czerwone?

 

Bo ty I ja moja droga

Ale ty i ja moja droga

Widziałem cię

W oddali, wiedziałem

Nie ma ucieczki

Powiem ci teraz

Co powinniśmy zrobić

Pójdziemy pozbierać dni

Poukładać chwile

Jesteś w mojej pamięci

Jak piosenka w radio

 

Nie wiem co było tak bolesne

Ale czasem jest to na twojej twarzy

Czasem wyglądasz na pogardliwą

Wobec ludzi

Ale później na skrzydłach emocji

Kołujemy w locie

Dopóki nie przypłyniemy jak ocean

Do jej łoża nocą

 

Ale ty i ja moja droga

Widziałem cię

W oddali, wiedziałem

Nie ma ucieczki

Powiem ci teraz

Co powinniśmy zrobić

Pójdziemy pozbierać dni

Poukładać chwile

Jesteś w mojej pamięci

Jak piosenka w radio

 

Koniec dnia

 

Wieczorem, kiedy dzień zachodzi

Ona opuszcza jasne światła domu

Staje i patrzy okryta płaszczem

Pochodnie podpalają zachodnie niebo

 

Czasem myśli że zna go zbyt dobrze

Innym razem że nie za bardzo

Oni żyją swoim życiem w rodzinach

I dopadają się, kiedy upadają

 

Nic nie trwa. Ona dobrze wie, stara się kurczowo uchwycić

Kiedy to minie będziesz spalona

Mody i przyjaciele przychodzą i odchodzą

Każdy podróżuję drogą w ich kierunku

 

Ona chce wybiec tam gdzie dzień spotyka się z nocą

Daleko poza te środkowo-zachodnie farmy

Ale ona będzie z nim jak długo nie znajdzie

Obcej w jego ramionach

 

Zastrzegam sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów



Time Passages to ósma studyjna płyta szkockiego piosenkarza, i jedna z najlepiej sprzedawanych - rozpoczynających jego amerykańską karierę (dziesiąte miejsce na amerykańskiej liście top ten). Zainteresowałem się twórczością artysty, kiedy na liście przebojów Programu Trzeciego zagościł doskonały nostalgiczny Rumours of War, będący utrzymany w lekko elektronicznych klimatach (i jakże dziś aktualny...).



Omawiana dziś płyta to album bardziej gitarowy, jednak poszukiwacze klimatów wspomnianego hitu odnajdą go choćby w Life in Dark Water czy The Palace of Versailles. Mam w kolekcji kilka płyt Stewarta i ważne jest to, że wszystkie są na zdecydowanie wysokim poziomie zarówno muzycznie jak i w warstwie tekstowej. Myślę, że do nich jeszcze wrócimy, dzisiaj jednak oddalmy się w podróż po pasażach czasu, którą wspólnie z Stewartem oferuje nam nikt inny jak wielki Alan Parsons, będący realizatorem płyty.

Zarówno Stewart jak i Parsons jeszcze u nas zagoszczą, w końcu odzie jesień...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 


Al Stewart - Time Passages, RCA Records 1978, Producent: Alan Parsons, Tracklista: Time Passages, Valentina Way, Life in Dark Water, A Man for All Seasons, Almost Lucy, The Palace of Versailles, Timeless Skies, Song on the Radio, End of the Day