Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jezus. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 października 2024

Święte schody do Nieba: niedoceniona relikwia chrześcijaństwa

Od pewnego czasu opisujemy na naszym blogu najważniejsze relikwie naszej chrześcijańskiej cywilizacji – czym są i gdzie można je zobaczyć. Pisaliśmy już o Świętym Graalu (LINK), o chuście św. Weroniki oraz chuście, którą położono na twarzy Chrystusa złożonego w grobie (LINK), a nawet o srebrnikach Judasza (LINK). Ale dzisiaj chcemy przypomnieć jedną z największych relikwii. Są to schody. Marmurowe schody o 28 stopniach. Ze śladami krwi na drugim, jedenastym i ostatnim stopniu. Co to za schody i gdzie się znajdują? W Rzymie, wypełniają sobą kaplicę stojącą przed Bazyliką św. Jana na Lateranie. Są to Święte Schody wymontowane według tradycji przez św. Helenę, matkę cesarza Rzymu Konstantyna Wielkiego, z pałacu Piłata w Jerozolimie. To po nich na sąd szedł Chrystus, to na ich szczycie ubrany w koronę cierniową i purpurową szatę usłyszał od Piłata Ecce Homo! (Jan 19:5).


Oczywiście niemal à priori wielu historyków i archeologów zaprzecza autentyczności tych schodów. Głównym argumentem jest sama myśl, że mogłyby zachować się tak nienaruszonym stanie przez 2 tysiące lat w innym miejscu niż pierwotne. Innym jest opinia jakoby w Jerozolimie nie używano do budowy marmuru. Co do pierwszego trzeba zauważyć, że wiele zabytków zachowało się w Europie z jeszcze dawniejszych czasów a nawet z odległych Chin (niedawno odkryto, że weneckie lwy są chińskim importem…) więc załadunek na statek i przetransportowanie marmurowych schodów z Jerozolimy do Rzymu nie stanowił większego wyzwania.  A co do drugiego zarzutu, jest on absurdalny. Badania archeologiczne w Jerozolimie wykazały, że marmurem wykładano wiele reprezentacyjnych sal np.: pałacu Heroda i innych okazałych budynków.

Zresztą, do niedawna nawet powątpiewano nawet czy aby Poncjusz Piłat istniał, czy nie był postacią fikcyjną. Potwierdzeniem, że ktoś taki żył naprawdę było znalezisko z 1961 roku z Cezarei, którą była tablica o wymiarach 82 na 65 cm z częściowo zachowanym napisem, który zrekonstruowany brzmi: (…)s Tyberium/ Pontius Pilatus/ Praefectus Judaeae/ (…) e (…). Tablica ta znajduje się obecnie w Muzeum Izraela w Jerozolimie i nosi numer katalogowy to AE 1963, 00104. Obiekt datowany jest na ok. 36 rok n.e.


Innym artefaktem uznanym za należący do Piłata jest sygnet z niesprecyzowanego stopu miedzi znaleziony w 1969 roku w ruinach pałacu i monumentalnej fortecy wybudowanej przez króla Heroda Wielkiego na pustyni niedaleko Betlejem, 16 km od Jerozolimy. Wyryte na nim zniekształcone greckie litery odczytano dopiero w 2018 roku. Zatarte przez erozję i czas, niewidoczne gołym okiem, tworzą koślawy napis Pilato.
Kolejną trudnością, która utrudniała uznanie rzymskich schodów za autentyczne było ustalenie miejsca, w którym odbył się proces Jezusa, czyli pierwotnej lokalizacji marmurowych schodów. Według Ewangelii sąd Piłata musiał zostać przeprowadzony tam, gdzie mógł się tam zebrać spory tłum i gdzie Piłat mógł siedzieć na trybunale - krześle sędziowskim (Mt 27:17-19). Jan zapisał także następujące fakty: Gdy więc Piłat usłyszał te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na trybunale, na miejscu zwanym Lithostrotos, po hebrajsku Gabbata. (J 19,13). Tak więc sąd Jezusa przez Poncjusza Piłata odbył się na otwartym, wybrukowanym placu z podwyższeniem na krzesło blisko dawnego pałacu Heroda, pełniącego wówczas funkcję rzymskiego pretorium.


Pretorium było oficjalną rezydencją każdego rzymskiego namiestnika. W tym czasie Piłat miał główną siedzibę w Cezarei Maritma, gdzie pretorium umiejscowiono w starym pałacu Heroda Wielkiego (Dz Ap. 23:35). Oczywiście w Jerozolimie było jeszcze kilka innych budowli użyteczności publicznej więc pretorium lokowano także w  twierdzy Antonia w północno-zachodnim narożniku Wzgórza Świątynnego, w pałacu Hasmoneuszy i w końcu – w luksusowym pałacu króla Heroda Wielkiego, przebudowanym przez Heroda Antypasa



Przyjmuje się, że z różnych względów Piłat zamieszkał w pałacu Heroda. Pisał o tym Filon z Aleksandri a także Józef Flawiusz, który odnotował, że późniejszy rzymski prokurator Judei, Gessius Florus (ok. 64-66 r. n.e.), będąc w Jerozolimie, urządził swoją kwaterę w pałacu; i… kazał wystawić przed nim swój trybunał i zasiadał na nim.
Archeolog Shimon Gibson, który od wielu lat zajmuje się wykopaliskami w Jerozolimie i w ogóle w Ziemi Świętej wykluczył inne miejsca, bo zauważył, że twierdza Antonia byłaby zbyt mała, aby pełnić funkcję czegoś więcej niż rzymskiego posterunku i wieży obserwacyjnej, to samo było z pałacem Hasmodeuszy. Jedynie Pałac Heroda po zachodniej stronie miasta spełniał wymogi siedziby rzymskiego namiestnika, więc tam ulokowano także Pretorium. Podobnie jak w przypadku Świątyni, Pałac Jerozolimski Heroda został zbudowany na podwyższonej platformie o wymiarach około 1000 stóp (północ-południe) na 180 stóp (wschód-zachód). Opierał się na murach oporowych wznoszących się 13 do 16 stóp nad poziomem gruntu. Składał się z dwóch głównych budynków, każdy z własnymi salami bankietowymi, łaźniami i miejscami noclegowymi dla setek gości. Dwa skrzydła były nazwane na cześć Agryppy i Cezara, pomiędzy nimi znajdowały się ogrody z portykami. Teren obejmował poza tym gaje, kanały i stawy wyposażone w fontanny z brązu. Pozostałości Pałacu Heroda w Jerozolimie można dziś zobaczyć w pobliżu tzw. Wieży Dawida. Najniższe warstwy kamienia w jego murach pochodzą z czasów Heroda. Gibson potwierdził te domniemania, odsłaniając pozostałości bramy w murze zachodnim, która miała prowadzić do kompleksu pałacowego Heroda.

Brama ta została  nazywana Ukrytą Bramą lub Bramą Esseńczyków i prowadziła na wewnętrzny dziedziniec wyłożony kamieniami i z wystającym kamiennym podestem po jednej ze stron, który idealnie odpowiada położeniu miejsca rzymskiego trybunału, dokładnie jak sugerował Józef Flawiusz i św. Jan. Stąd, chociaż można założyć, że brama była używana głównie jako prywatne wejście do Pretorium, nie wyklucza to, że wewnątrz bramy i na dużym dziedzińcu położonym między murami mogły odbywać się różne publiczne czynności, takie jak posłuchania większej grupy ludzi i publiczne procesy. Było to wygodne ze względu na sprawowanie łatwej, w tym miejscu, kontroli nad tłumem zgromadzonym na placu z portyku wokół. Z relacji Jana wynika, że Piłat wielokrotnie wchodził i wychodził ze swojej rezydencji (J 18:29, 33, 38; 19:4), aby porozmawiać z Jezusem, a następnie wychodził do Żydów czekających na zewnątrz, przed pałacem. Musiało to wszystko więc znajdować się niedaleko od siebie. 

Na pewno precyzyjne ustalenie rozplanowania utrudniają wydarzenia następujące po Ukrzyżowaniu i Zmartwychwstaniu Chrystusa: W roku 66 n.e. rzymski namiestnik Gessius Florus zorganizował masowe krzyżowanie Żydów, co wywołało Pierwsze Powstanie Żydowskie. Zbuntowani Żydzi weszli do pałacu i go spalili. Zostały z niego tylko trzy wieże wzniesione przez Heroda Antypasa, ale i te w znacznej części zostały zniszczone kiedy przyszły cesarz rzymski Tytus zrównał większość Jerozolimy z ziemią w 70 r. n.e (na zdjęciu poniżej dolna część konstrukcji z bloków jest reliktem pałacu Heroda).

I prawdopodobnie trzysta lat później z gruzu po pałacu cesarzowa Helena wydobyła marmurowe stopnie schodów, niegdyś umieszczone przed Ukrytą Bramą, i nakazała przewiezienie ich do Rzymu. Tam jej syn, cesarz Konstantyn, kazał zbudować bazylikę i prawdopodobnie tam umieszczono schody a następnie po kilku wiekach zainstalowano w nowym pałacu papieży. Wpis w Liber Pontificalis dotyczący papieża Sergiusza II (844-7) wspomina, że to on podjął taką decyzję.  Po tzw. niewoli awiniońskiej pałac papieski był ruiną, dopiero papież Sykstus V nakazał jego przebudowę w 1586 roku. Prace zlecono architektowi Domenico Fontano. Cały średniowieczny kompleks został zburzony i zastąpiony obecnym mniejszym pałacem rozplanowanym wokół kwadratowego dziedzińca na północ od Bazyliki Laterańskiej. Jednak papież nakazał zachowanie Sancta Sanctorum czyli świętej kaplicy na szczycie Świętych Schodów. I tak też się stało. 


Fontana zburzył wszystko wokół tej kaplicy (i schodów), pozostawiając najwyższą kondygnację dwukondygnacyjnego fragmentu. Dobudował do niej klatki schodowe  poprowadzone w podłużnych loggiach, a w środkowej zainstalował stopnie Scala Santa. Samą kaplicę Sancta Sanctorum obudował dwiema innymi - jedną po prawej poświęconą św. Wawrzyńcowi (obecny kościół), a drugą po lewej, św. Sylwestrowi papieżowi. Ściany zostały pokryte freskami przez zespół artystów pod przewodnictwem Cesare Nebbii i Giovanniego Guerry. Projekt obejmował także przemalowanie fresków z XIII wieku w obrębie Sancta Sanctorum. Całość prac zajęła trzy lata.

Obecnie, Santuario Pontificio della Scala Santa – czyli Papieskie Sanktuarium Świętych Schodów - jest jednym z najbardziej czczonych miejsc pielgrzymkowych w Rzymie, przyciągające co roku tysiące odwiedzających. Po schodach można wchodzić tylko na kolanach, a z wejściem powiązany jest odpust zupełny.

Ilustracje ukazujące rekonstrukcje pochodzą STĄD.  Reszta ilustracji LINK.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 26 września 2024

Zagadka srebrników Judasza

Istnieją różne relikwie… Na naszym blogu pisaliśmy o Weraikonie (LINK) o Graalu (LINK) a nawet o Arce Przymierza i o tym, co z niej zostało (LINK). Ale dzisiaj chcemy zająć się wyjątkowymi artefaktami, dość kontrowersyjnymi, jakimi są srebrniki, którymi zapłacono Judaszowi za wydanie Chrystusa.  Według Ewangelii św. Mateusza (26:15) Judasz dostał trzydzieści srebrników. Sumę tę dostał przed Ostatnią Wieczerzą od arcykapłanów ale po wszystkim, po pojmaniu Jezusa zwrócił pieniądze arcykapłanom, po czym powiesił się.


Ale wróćmy do zapłaty. Słowo użyte w Ewangelii (argyria) oznacza po prostu srebrne monety, dlatego zarówno historycy jak i numizmatycy spierają się o to, jakie to były nominały. Na przykład Donald Wiseman (Illustrations from Biblical Archaeology, Londyn: Tyndale Press, 1958, s. 87–89) sugeruje, że Judaszowi zapłacono albo tetradrachmami tyryjskimi, powszechnie zwanymi szeklami tyryjskimi, albo staterami z Antiochii (które miały na awersie głowę Augusta). Arcykapłani mogli także wręczyć Judaszowi tetradrachmamy Ptolemeuszy.



Z tych trzech rodzajów najczęściej wskazuje się jednak szekle z Tyru (tetradrachmy). Produkowano je w Tyrze od 125/5 p.n.e. do 65/66 n.e., a w czasach Cesarstwa Rzymskiego używano je (i tylko te monety) do płacenia specjalnego podatku na rzecz Świątyni w Jerozolimie (zob. Mat. 17:24). Na swoim awersie z rozkazu Rzymian widniała ukoronowana wieńcem w laurowym głowa bożka Melcharta, czyli Baala, interpretowana przez Greków jako Herkulesa, ale szyderczo Żydzi uważali ją za podobiznę Belzebuba. Wybór akurat tej monety do uiszczania podatku brał się z jej wartości:  szekle Tyru były ze srebra o wyższej czystości (94%) niż moneta rzymska (mniej niż 80%). Zatem  trzydzieści szekli z Tyru miało potencjalnie wyższą wartość niż 30 innych srebrnych monet używanych w tym samym czasie. Także didrachmy (statery) z Rodos, z wyobrażeniem Heliosa uznaje się za nominał wypłacony Judaszowi.


Czy 30 srebrników to było dużo? Przyjmuje się, że 30 takich monet otrzymywał za kwartał wykwalifikowany rzemieślnik, była to także cena niewykształconego niewolnika lub wartość zakupu małego pola (porównanie innych do szekla cen można znaleźć TUTAJ).  Jednak ogólnie uważa się, że otrzymana przez Judasza kwota nie była wygórowana.

Podobno zachowało się nie więcej niż 20 takich monet, z których historycznie udokumentowanych jest 16, ale obecnie tylko trzy są uważane za relikwie, a więc są oprawione i przechowywane w miejscach kultu. Najładniejsza z nich, najlepiej zachowana, jest od XIV wieku przechowywana w srebrnym relikwiarzu stojącym w skarbcu katedry pod wezwaniem św. Anzelma w mieście Nin w Chorwacji. Relikwiarz jest wykonany wprawdzie ze srebra, ale także ze szkła, a sam srebrnik podtrzymywany przez srebrną podpórkę w kształcie wyciągniętej ręki.



Nie ma precyzyjnych informacji kiedy moneta dotarła do Nin. Czy została znaleziona na miejscu, czy też jest darem jednego z wędrowców, a może była celową fundacją dla miejscowego kościoła? Według legendy monetę przywiozła Marcela, święta patronka miasta, która przyjaźniła się ze św. Martą i jej bratem Łazarzem. Według podań św. Marcela wspólnie z kuzynem, św. Anzelmem, założyli katedrę w Ninie, w której Anzelm był pierwszym biskupem.

Zwrócone judaszowe srebrniki nie powróciły do skarbca świątynnego, arcykapłani uznali, że są nieczyste, bo płacono nimi za śmierć człowieka. Kupili za nie działkę, nazywaną  Polem Garncarza w Dolinie Hinnon (Dolinie Gehenny) i przeznaczyli na cmentarz dla innowierców zmarłych w Jerozolimie. Dziś stoi tam grecki monastyr św. Onufrego… 


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 14 września 2024

Chrystus w ostatnich chwilach swojej agonii: niesamowita rzeźba Luigi Mattei

Wrzesień, co nie każdy zdaje sobie sprawę, jest miesiącem szczególnie powiązanym z Krzyżem Świętym.  W tym miesiącu ma miejsce szereg świąt liturgicznych, których geneza tkwi w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Na przykład publiczna cześć dla Krzyża Chrystusa datuje się dokładnie na dzień 13 września 335 roku, kiedy to w Jerozolimie poświęcono dwa sanktuaria: jedno zbudowane na miejscu Kalwarii, a drugie na miejscu Grobu Jezusa. Następnego dnia pozostałości Krzyża Świętego odkryte przez Świętą Helenę, matkę cesarza Konstantyna Wielkiego, zostały okazane zgromadzonym wiernym, pielgrzymom, mnichom i księżom przybyłym ze wszystkich zakątków Cesarstwa Rzymskiego. Odtąd na pamiątkę tego faktu zaczęto obchodzić święto, którego obchody pierwotnie trwały całą oktawę czyli osiem dni, podobnie jak święta Wielkanocne i Trzech Króli.  

Tradycje Święta Podniesienia Krzyża Świętego zwane także świętem Triumfu Krzyża Świętego przerwał w 614 roku najazd Chosroesa II, króla Persji, który napadł Syrię i Palestynę i zrabował wiele relikwii, w tym relikwię Prawdziwego Krzyża. W 629 roku cesarz Herakliusz z Konstantynopola wkroczył do Persji i je odzyskał po czym pobożnie przewiózł do Jerozolimy, dokąd wkroczył boso, odziany w wór pokutny. 14 września cesarz umieścił Święty Krzyż na swoim dawnym miejscu w Bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Aby uczcić to zwycięstwo, w VII wieku Kościół Rzymski ustanowił formalnie Święto Triumfu Krzyża (nazywane również Świętem Podwyższenia Krzyża) właśnie w tym dniu czyli 14 września.

W dniu 17 września Kościół natomiast wspomina świętego Franciszka, który w 1224 roku podczas medytacji otrzymał stygmaty na Górze Verna. W tym roku mija okrągłe 800 lat od tego wydarzenia. Wreszcie ojciec Pio z Pietrelciny, którego wiele osób nazywało żywym krucyfiksem, został stygmatyzowany 20 września 1918 roku.

Uczczenie Krzyża nie było dla pierwszych chrześcijan łatwą decyzją.

Wiemy od Cycerona, że ukrzyżowanie było uważane za najbardziej haniebną i upokarzającą karę, zarezerwowaną tylko dla niewolników lub tych, którzy nie posiadali obywatelstwa rzymskiego. Ukrzyżowanie oznaczało powolną i bolesną śmierć, ostatecznie spowodowaną uduszeniem.

I ten niesławny krzyż stał się znakiem rozpoznawczym każdego chrześcijanina, przedmiotem medytacji wielu świętych i natchnieniem pokoleń artystów. Ale ich dzieła, mimo że nierzadko imponujące, są tylko efektem ich fantazji. Dopiero niedawno boloński rzeźbiarz i profesor Luigi Mattei, jeden z najbardziej utalentowanych artystów naszych czasów, stworzył obraz Chrystusa cierpiącego w  oparciu o wyniki badań naukowych. Przyjmując za pewnik, że Całun Turyński jest rzeczywistym całunem, w który owinięte było ciało Jezusa, i że powstał przez niewytłumaczalne wydarzenia Zmartwychwstania, profesor Mattei postanowił stworzyć posąg (trójwymiarowy obraz) na podstawie wszystkich śladów zarejestrowanych na Całunie. Posąg został ukończony na czas Wielkiego Jubileuszu w 2000 roku. Wzbudził wielkie, światowe zainteresowanie i został wystawiony w różnych miejscach na całym świecie; jego zdjęcia zamieszono w magazynach, gazetach, czasopismach naukowych i filmach dokumentalnych, a docenił go nawet papież Jan Paweł II. Obecnie można go podziwiać w Muzeum Całunu w Turynie.


Rzeźba ukazuje, jak naprawdę wyglądał Jezus. Przedstawia solidnie zbudowanego mężczyznę średniego wzrostu, z szerokimi ramionami, potężną klatką piersiową, umięśnionym brzuchem i udami, wystającymi łydkami i dość dużymi stopami, odpowiednimi dla kogoś, kto musiał dużo chodzić. Profesor Mattei nie był jednak w pełni usatysfakcjonowany, ponieważ posąg był niejako tylko pośmiertną maską. Dlatego przystąpił do stworzenia według Całunu kolejnego posągu, który przedstawiałby Ukrzyżowanego Chrystusa. Powstała wyjątkowa statua o wymiarach 207x170x50 cm, która trafiła  do Loggione Monumentale w sanktuarium San Giovanni in Monte w Bolonii we Włoszech. Po raz pierwszy w historii można patrząc na tę rzeźbę kontemplować i podziwiać naukowo zrekonstruowany obraz tego, jaki naprawdę był Chrystus w ostatnich chwilach swojej agonii. Najbardziej uderzająca jest twarz. Pomimo cierpienia i bolesnych skurczów emanuje z niej ogromna godność.


Ciało ludzkie zostało upozowane tak, jakby wisiało na drzewie krzyża.  Jest umieszczone w pozycji asymetrycznej: lewe ramię jest proste, ale prawe zgięte pod kątem 90 stopni.
 

Według historyków podczas konania na krzyżu skazaniec za każdym razem, gdy oddychał musiał wyciągać ramiona, a potem automatycznie przyjąć inną pozycję, asymetryczną. To właśnie wyraźnie ukazuje Całun. Aby wdychać powietrze, Jezus musiał unieść klatkę piersiową, ale ten ruch wiązał się z okropnym bólem, ponieważ mógł to zrobić tylko naciskając na stopy, które były przybite do krzyża, więc najmniejszy nacisk na nie powodował niewiarygodny ból. Jedyną alternatywą było zatem wsparcie na ramionach, ale były one również przebite gwoździami, więc każdy wysiłek, jaki na nie wywierano, był również źródłem strasznego bólu. Wszystko to oznacza, że za każdym razem, gdy Jezus wciągał powietrze, odczuwał przenikliwy ból, więc prawdopodobnie jęczał za każdym razem, gdy potrzebował odetchnąć. Poza Chrystusa z lewą stopą na prawej, zgodnie z prawami fizyki, wymusza większy nacisk na  prawe a nie lewe ramię. Dlatego Jezus musiał zgiąć prawą rękę, aby unieść klatkę piersiową, kiedykolwiek chciał oddychać. I ostatecznie zmarł z powodu uduszenia. Na Całunie są dwa ślady, które dowodzą tego ponad wszelką wątpliwość. Po pierwsze, krew spływająca wzdłuż prawego ramienia sięgała tylko do łokcia, podczas gdy w lewym ramieniu krew spływała aż do klatki piersiowej. Po drugie, krew płynęła z prawej strony Jego ust. Stało się tak, bo Jezus, próbując oddychać, musiał pochylić głowę w prawo. I to jest pozycja, którą dla swojej figury wybrał rzeźbiarz.

Mattei ostatecznie wykonał cztery podobne rzeźby, eksponowane na czterech krańcach świata: w Jerozolimie, Rzymie, w Shreveport w Luizjanie i Ann Arbor w Michigan

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 3 września 2024

Puste serce, czyli o Sercu Jezusa i ludobójstwie w imię „wolności, równości i braterstwa". Czy Francja się nawróci?

W Polsce wygrała partia, która przyjęła za symbol puste serce. Ponad 200 lat temu także serce, ale inne serce, stało się symbolem armii - Katolickiej i Królewskiej Armii Wandei - która wystąpiła przeciwko ludziom bez serca, dokonującym pierwszego w dziejach nowożytnej Europy ludobójstwa w imię wolności, równości i braterstwa. Zadziwiające, jak współcześnie chętnie zawłaszczane są symbole religijne, którym nadaje się zupełnie różne od pierwotnej  znaczenie. Ale po kolei:


Serce, dokładnie symbol Najświętszego Serca Jezusa od zarania wieków powiązany jest z Królestwem Francji, którego historia sięga czasów upadku Cesarstwa Rzymskiego, kiedy król Chlodwig, pogański władca germański, w 496 roku nawrócił się na chrześcijaństwo. Zrobił to pod wpływem swojej żony Klotyldy, która będąc chrześcijanką, nieustannie namawiała go do przyjęcia chrztu. Zresztą zrobił to w chwili zagrożenia kraju najazdami. Wówczas uczynił z Bogiem swoisty targ – obiecał ochrzcić się ale w zamian za zwycięstwo nad wrogiem. I tak się stało, a co więcej, już chrześcijański król Chlodwig i do czasu swojej śmierci w 511 r. skonsolidował Franków i rozszerzył swoje wpływy i panowanie, zajmując rzymską prowincję Belgica Secunda w 486 r. oraz terytoria Alemanów (w 496 r.), Burgundów (w 500 r.) i Wizygotów (w 507 r.). W kolejnych wiekach Francja stała się głęboko chrześcijańskim narodem, tak bardzo, że była uważana za najstarszą córkę Kościoła lub nową Jerozolimę. Dowodem na to są olśniewające zabytki architektury i sztuki.
Kolejna pomoc zesłana przez niebo Francji miała miejsce 17 czerwca 1689 roku. Wówczas Jezus poprosił Małgorzatę Marię Alecoque, urodzoną w 1647 r. mistyczkę i wizjonerkę, aby przekazała królowi Ludwikowi XIV wiadomość o tym, że Bóg chce mu błogosławić i chronić przed wrogami. Aby to nastąpiło, król musiał zrobić trzy rzeczy:

Poświęcić siebie i dwór Najświętszemu Sercu Jezusa.
Umieścić symbol Najświętszego Serca Pana Jezusa na fladze narodowej  i herbach Francji.
Zbudować kaplicę poświęconą Jego Najświętszemu Sercu.

Dokładnie powiedział tak: Powiedz najstarszemu synowi mojego serca, Ludwikowi XIV, że tak jak jego doczesne narodziny zostały uzyskane dzięki oddaniu czci mojemu Świętemu Dziecięctwu, tak samo on uzyska dla siebie narodziny łaski i wiecznej chwały przez poświęcenie siebie mojemu Sercu, które pragnie triumfować nad wielkimi tego świata. Moje Serce pragnie panować w jego pałacu, powinno zostać namalowane na jego sztandarach i wyryte na jego herbie, aby zapewnić mu zwycięstwo nad wszystkimi jego wrogami (List Małgorzaty Marii Alacoque do Matki de Saumaise, 17 czerwca 1689 r.).

Król jednak tego nie uczynił. Są spory, czy w ogóle przekazano mu wiadomość zakonnicy, czy też uznał, że we Francji panuje pokój zatem ani on, ani jego królestwo nie potrzebuje boskiej interwencji…

Osobą, która bardzo chciała wypełnić polecenie Jezusa była królowa Francji, Maria Leszczyńska, żona Ludwika XV. Na jej prośbę zgromadzenie duchowieństwa francuskiego, które odbyło się 17 lipca 1765 r., poleciło biskupom królestwa do ustanowienia w swoich diecezjach publicznego kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa. Z jej inicjatywy postawiono w kaplicy królewskie ołtarz z wizerunkiem Serca Jezusowego. Jednak środek zalecany przez królową nie był na tyle oficjalny, aby uratować Francję przed rewolucyjnym zamieszaniem. Równo w stulecie objawienia, czyli 17 czerwca 1789 roku, zbuntowany stan trzeci ukonstytuował się jako Zgromadzenie Narodowe co rozpoczęło rewolucję... Bóg został zdetronizowany i wykluczony z życia publicznego. Wprowadzono w katedrze Notre Dame kult Najwyższej Istoty. Król trafił do więzienia, gdzie złożył ślub Najświętszemu Sercu, że poświęci Mu siebie, swoją rodzinę i swoje królestwo jeśli Bóg go uwolni z położenia w które popadł. Ale było już za późno. Jednak wizerunek Najświętszego Serca nosiło wiele ofiar rewolucji. Między innymi księżna Maria Teresa de Lamballe, której głowę obnoszono po Paryżu.
Nie ścięto jej, ale tłuszcza po ogłuszeniu zgwałciła ją, a potem rozszarpała odcinając najpierw głowę. Historycy będą się później spierać, czy opowieści o tym, że jej mordercy odcięli jej piersi aby karmić nimi psy, a następnie ugotowali i spożyli (zakrapiając winem) jej serce, można uznać za prawdziwe.  Niezaprzeczalnym faktem historycznym jest jednak, że jej odciętą głowę, nadzianą na pikę, skory do żartów tłum poniósł przed okna królowej.  Żeby sobie też popatrzyła… I w pozostawionych rzeczach księżny znajdował się  wizerunek przedstawiający serce płonące, ukoronowane cierniem i przebite mieczem, z następującymi słowami: Serce Jezusa, ratuj nas; giniemy. Także wizerunek Serca Jezusa był wśród dokumentów królowej. Ale Serce Jezusa, jak wspomnieliśmy na początku przyjęli publicznie na swoje sztandary chłopi wandejscy, którzy zbrojnie wystąpili przeciwko Rewolucji. Spotkały ich za ich czyn represje na skalę, którą dzisiaj trudno nawet określić, bo badania historyczne nad wojnami wandejskimi nie są tak dobrze widziane jak studia nad zdobyczami cywilizacyjnymi Rewolucji Francuskiej. Wandejczycy ponieśli bowiem najcięższą możliwą karę za wierność swej religii i królowi – śmierć przez zapomnienie. A już 19 marca 1793 roku Konwent Narodowy przegłosował dekret, w którym nakazywał zabicie wszystkich Wandejczyków. Na mocy tego jednego aktu prawnego kolumny rewolucyjnych wojsk wymordowały ok. 200 – 300 tys. mieszkańców regionu (głównie kobiet starców i dzieci). Miażdżyłem dzieci kopytami koni, masakrowałem kobiety, które – przynajmniej te właśnie – nie będą już rodzić bandytów – raportował do Paryża jeden z Komisarzy Konwentu odpowiedzialnych za republikańskie zbrodnie. Tam też zaczęto robić wyroby z ludzkiej skóry, choćby rękawiczki. Więc wcale nie Niemcy w obozach byli pierwsi, i być może dlatego oba narody tak doskonale się dogadują między sobą, ale też i z Sowietami...
 
Taka eksterminacja jednak kładła się cieniem na duszy francuskiego narodu…
 
W 1871 r. Paryż znów stał się miejscem, gdzie doszło do rewolucji. Choć trwała krótko, bo tylko 2 miesiące, to w wyniku ciężkich walk między Gwardią Narodową a armią francuską, głównie na  wzgórzu Montmartre w Paryżu tysiące ludzi (nawet do 40 tys.) zginęło, a zarówno Pałac Tuileries, jak i Hotel de Ville zostały spalone. W 1873 roku postanowiono, że w tym miejscu – historycznie znanym jako miejsce męczeństwa św. Dionizego, patrona Francji - zostanie wybudowana Bazylika, wyraz pokuty, zadośćuczynienie za grzechy Komuny Paryskiej, a także za klęskę Francji podczas wojny francusko-pruskiej.

Jednak byli Paryżanie, którzy uznali, że taki plan jest bardzo kontrowersyjny. Ostatecznie ustawą uchwaloną przez Zgromadzenie Narodowe w lipcu 1873 r., zadekretowano budowę Bazyliki Najświętszego Serca. Jednak fundusze nie pochodziły od państwa, lecz z prywatnych darowizn. Została ukończona w 1914 r., ale początek Wielkiej Wojny opóźnił jej uroczyste poświęcenie, które odbyło się dopiero w 1919 roku.

Na frontonie widnieje napis Christo eiusque Sacratissimo Cordi Gallia Poenitens et Devota Chrystusowi i Jego Najświętszemu Sercu Galia Pokutująca i Oddana. Budynek jest najwyżej położoną budowlą Paryża. Uważa się że pozostawienie wieży Eiffla po wystawie międzynarodowej, której była częścią, miało nadać miastu inny wizerunek, po to aby wzgórze z Bazyliką Sacre Coeur nie wybijało się na plan pierwszy. Były nawet pomysły aby zburzyć kościół. Francuski komunista, Ian Brossat zasugerował, aby na jego miejscu  zbudowano ośrodek poświęcony solidarności. Jednak na szczęście nie uczyniono tego.

Bazylika wypełnia swoją rolę. Od  1885 roku w Sacré-Cœur trwa nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu. W dniu 6 listopada 1887 roku w podróży do Rzymu zatrzymała się tutaj Teresa Martin – później znana jako Teresa od Dzieciątka Jezus z Lisieux – i przy ołtarzu św. Piotra w krypcie bazyliki ofiarowała siebie Najświętszemu Sercu Jezusa. Miała wtedy 14 lat. Dwa lata później podobny ślub złoży na Montmartre Karol de Foucauld. Warto wspomnieć, że to właśnie na prośbę biskupów francuskich papież Pius IX ustanowił dla całego Kościoła uroczystość Najświętszego Serca Jezusa
 
Czy to koniec tej opowieści? Wydawałoby się że tak, ale było jeszcze coś: Na objawienie św. Małgorzaty Marii Alacoque powołał się sam Jezus, który ukazał się Siostrze Łucji z Fatimy i uskarżał się na opieszałość w wypełnieniu przesłania otrzymanego za pośrednictwem Maryji: Oto cytat z listu Siostry Łucji do spowiednika,  ks. Jose Bernardo Gonçalvesa S.J z 1936 roku: Później, w intymnej rozmowie, Nasz Pan powiedział mi, w tonie skargi: Nie chcieli wysłuchać mojej prośby! Podobnie jak król Francji, będą pokutować i to uczynią, ale będzie za późno, Rosja już rozprzestrzeni swoje błędy na świecie, prowokując wojny i prześladowania przeciwko Kościołowi. Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć.

Co jeszcze?

- Małgorzata Maria została ogłoszona świętą przez Kościół katolicki 13 maja 1920 roku.
- Na fladze Francji nigdy nie umieszczono Najświętszego Serca Jezusa.
- W 1911 roku papież Pius X stwierdził, że Francja nawróci się. W przemówieniu do narodu francuskiego powiedział tak: Nadejdzie dzień, i mamy nadzieję, że nie będzie on odległy, kiedy Francja, jak Szaweł na drodze do Damaszku, zostanie otoczona niebiańskim światłem i usłyszy głos powtarzający jej: 'Moja córko, dlaczego mnie prześladujesz?' A na jej odpowiedź: 'Kim jesteś, Panie?' głos odpowie: 'Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz (LINK). Przez 18 miesięcy — od 27 grudnia 2023 r. do 27 czerwca 2025 r. — małe miasteczko Paray-le-Monial w regionie Burgundii we Francji będzie obchodzić jubileusz 350. rocznicy objawień Najświętszego Serca Jezusowego siostrze wizytce, św. Małgorzacie Marii Alacoque. W klasztorze wizytek w tym miasteczku święta miała swoje objawienia, tam zmarła i tam jest jej grób.


- W ostatnim czasie mimo różnym wydarzeniom zauważalny jest wzrost nawróceń we Francji (w tym roku na Wielkanoc chrzest przyjęło ponad 7000 dorosłych osób) a także konwersje muzułmanów (LINK).  
 
Bazylika pozostała też jedynym oświetlonym miejscem  po satanistycznych obrzędach podczas otwarcia ostatniej olimpiady, kiedy nastąpiła awaria prądu (LINK).
 
Znaki, znaki... Ale czy nie jest na to wszytko już za późno?

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 12 marca 2024

Chusta z Manoppello: Święte Oblicze Chrystusa identyczne z twarzą z Całunu Turyńskiego i niemożliwe do odtworzenia przez człowieka

Czy w dobie nauki możliwe jest współdziałanie wiary z rozumem? Badania naukowe nad starożytnymi reliktami przeszłości pokazują, że nauka może pomóc człowiekowi trzeciego tysiąclecia w zrozumieniu wielu aspektów wiary. Do takich okoliczności dochodzi na przykład podczas ustalania sposobu wytworzenia pewnych tajemniczych artefaktów. Należy do nich niewątpliwie obraz nazywany Chustą z Manoppello, przechowywany w sanktuarium, w klasztorze kapucynów w Abruzji, w prowincji Pescara. Według tradycji znajduje się na nim oblicze Chrystusa, zwane Świętym Obliczem

Czym jest to szczególne przedstawienie? Według relacji zawartych w rękopisach przechowywanych w klasztorze w Manoppello, przedmiot ten przyniósł do klasztoru baron Donato Antonio De Fabritiis (1588-1670), który kupił go za 4 skudi (20 lirów) od Marzii Marzii Leonelli (1588-1643), prawnuczki Giacomo Antonio Leonelli (LINK). Leonelli był lekarzem i astrologiem. W posiadanie chusty wszedł podobno przypadkiem, otrzymał ją w 1506 roku od nieznanego pielgrzyma z Ziemi Świętej. Historię tę spisał 1640 roku O. Donato da Bomba OFM Cap. w dziele Relatione Historica di P. Donato Da Bomba. Te dość dziwne okoliczności spowodowały masę hipotez, także o nabyciu przez Fabritiisa skradzionej relikwii, która od VIII wieku spoczywała w relikwiarzu w jednym z filarów podtrzymujących kopułę Bazyliki św. Piotra w Rzymie i która zaginęła w bardzo niejasnych okolicznościach około 1630 roku (więcej TUTAJ).
 

Jaka by nie była historia, wizerunek Chrystusa z Manoppello wykazuje zadziwiające właściwości.  Wykonany jest na kwadratowym kawałku materiału o pierwotnych wymiarach 4 na 4 rzymskie palmy (co oznacza 1,05 na 1,05 metra). Palma jako jednostka miary była używana już w starożytnym Egipcie. W czasach Jezusa cenne tkaniny mierzono w łokciach egipskich. Jeden łokieć odpowiadał 52,5 centymetrom. Oznaczałoby to, że to, że Chusta mierzyła w tamtych czasach dokładnie 2 na 2 łokcie egipskie (52,5 x 2 = 105 centymetrów). Pierwotne rozmiary ustalono na podstawie ramki, w którą oprawiono tkaninę. Z biegiem czasu jednak krańce tkaniny uległy zniszczeniu. Wtedy niejaki ojciec Klemens przyciął tkaninę, pozostawiając jedynie niewielki margines zakryty obecnie relikwiarzem.

Tak dużego i cienkiego lnianego welonu nie można wiązać z płótnem malarskim, lecz ze strojem odpowiednim dla kobiety o określonej randze społecznej. Podstawową więc funkcją chusty było po prostu kobiece nakrycie głowy. Dowodem na to są widoczne przy odpowiednim świetle deformacje splotu wątku podczas użytkowania: złożenia i przesunięcia pod wpływem sił działających podczas naciągania płaskiej tkaniny na głowę, co jest widoczne szczególnie w środkowej części Welonu (widać to na poniższych zdjęciach). Sam obraz nie uległ zniekształceniu, ponieważ został odciśnięty później, gdy położenie nitek było już ustalone. Te ustalenia od razu identyfikują kobietę i samą chustę ze św. Weroniką, która według tradycji podczas męki Chrystusa otarła mu twarz, za co została nagrodzona odbiciem na nim twarzy Zbawiciela, czy jednak rzeczywiście jest to TA tkanina? 


I tu dochodzimy do szczególnej cechy tkaniny z Mannopello, jaka jest jej półprzezroczystość. Jest to tkanina z włókien lnianych składająca się z bardzo cienkich nitek o grubości około 0,1 mm, oddzielonych odległościami nawet dwukrotnie większymi od grubości nici, tak że około 42% welonu to pusta przestrzeń. Można powiedzieć więc, że patrzymy na coś co głównie jest powietrzem, ale że zdolność rozdzielcza ludzkiego oka jest tego samego rzędu wielkości co gęstość splotu, kontury obrazu pozostają więc wyraźne. Twarz widoczna jest obustronnie (przód – tył) i w zależności od warunków oświetleniowych i obserwacji wykazuje pewne różnice w szczegółach anatomicznych. Włókna tworzące nici lniane mogły zostać spojone substancją organiczną o składzie chemicznym zbliżonym do celulozy, prawdopodobnie skrobią, eliminując pomiędzy nimi powietrze. Ta szczególna struktura sprawia, że cienkie lniane nici stają się przezroczyste dla światła widzialnego. Właśnie dzięki temu w zależności od warunków oświetleniowych i kąta patrzenia obserwatora dostrzegalne są różnice w znajdującej się na niej twarzy. I co jeszcze ciekawsze, znaki Męki Pańskiej, czerwonawe ślady, które uważa się za odciśniętą krew, są dobrze widoczne tylko w padającym świetle. Oznacza to, że te czerwonawe plamy znajdują się we włóknach znacznie głębiej, niż pozostałe kolory, jak gdyby Święta Twarz została odciśnięta na lnianych nitkach dopiero, niejako wtórnie, po zabarwieniu ich Znakami Męki. Jest to nieoczekiwany wynik wielu badań, jakim poddano włókna chusty, co jest absolutnym ewenementem, biorąc pod uwagę, jak cienkie są lniane włókna.
 
Płótno, jak już wspomniano, poddawane było i jest szczegółowej analizie i badaniom z użyciem nowoczesnych instrumentów i technik, pierwszy raz w 1974 r. i od tej pory cyklicznie: promieniami Roentgena, spektroskopem Ramana, promieniowaniem: ultrafioletu generowanym przez lampę Wooda oraz podczerwieni, a ostatnio spektrum promieniowaniem laserowym. I nadal niewyjaśnione pozostaje, w jaki sposób na tak cienkim, wykrochmalonym lnianym welonie można było uzyskać tę szczególną sekwencję kolorowania ikony, z czerwonawymi detalami umieszczonymi na większej głębokości i odciśniętymi przed innymi kolorami. Welon jest tak cienki, że trzeba dozować ilość światła która go oświetla, aby obserwator mógł zobaczyć obraz jaki się na nim rysuje. Można to jednak łatwo skorygować osłaniając tkaninę przed nadmiarem światła na przykład dłonią, tak jak to pokazano na poniższym obrazku.
 

I co widzimy? Twarz z wyraźnie nierównymi policzkami,  ponieważ jeden z nich jest szczególnie opuchnięty. Na pierwszy rzut oka podbródek nie pasuje do resztą twarzy, a oczy nie są w tej samej odległości od nosa. Wszystkie te cechy dają wyraźną asymetrię twarzy. Cechy te stały się powodem, dla którego zaczęto porównywać twarz z chusty z Manoppello z twarzą widniejącą na Całunie Turyńskim, który według tradycji chrześcijańskiej miał zakrywać zwłoki Jezusa w grobie aż do Jego Zmartwychwstania. Jednakże deformacje twarzy na chuście były także spowodowane uszkodzeniami strukturalnymi bardzo cienkich nici z których ją utkano, o czym wspominaliśmy. Dlatego porównanie z twarzą Człowieka z Całunu wymagało w pierwszej kolejności korekty tych zniekształceń poprzez cyfrową rekonstrukcję obrazu, a następnie wykonano zdjęcia w świetle widzialnym przez GC Durante, zaś w ultrafiolecie przez GB Judica Cordiglia. Rezultat potwierdził, że i na całunie i na chuście jest ta sama twarz. 
 
 
Jeśli postawić hipotezę, że artysta z przeszłości, na przykład ze średniowiecza, mógł widzieć Całun Turyński, a następnie stworzył Święte Oblicze z Manoppello, to musiałby namalować twarz znacznie bardziej wydłużoną i suchą, tak jak widać to na całunie po jego rozciągnięciu. A zamiast tego mamy twarz okrągłą, asymetryczną i opuchniętą. Jednak po połączeniu – nałożeniu na siebie obu obrazów otrzymano nieoczekiwaną zgodność między dwiema twarzami, miały one te same proporcje, a uzyskany wynik pokazano na poniższej ilustracji.


A zatem, czy chusta z Mannopello jest chustą św. Weroniki, czy raczej chustą, która spoczęła na twarzy Chrystusa w czasie pogrzebu, tą chustą, o której wspomina w św. Jan w Ewangelii? Tą, która w Grobie Chrystusa leżała osobno, nie razem z innymi płótnami, ale zwiniętą na jednym miejscu (J 20,6-7).

Zainteresowanych najnowszymi badaniami naukowymi nad fenomenem Wizerunku z Manoppello oraz analizą podobieństw między tym obrazem a odciśniętym na Całunie Turyńskim odsyłamy do opracowań naukowych fizyka Liberato da Caro, członka Consiglio Nazionale delle Ricerche (LINK). Nas jedno jeszcze ciekawi w tych wszystkich rozważaniach. Chusta z Manoppello nie należała do św. Weroniki, a zatem do kogo? Kto mógł oddać swoją chustę aby przykryć twarz Chrystusa podczas pogrzebu? Najprawdopodobniej użyto chusty osoby mu najbliższej, czyli… Jego Matki. Ale to tylko nasze domniemania i domysły. Jest jeszcze jeden aspekt. Co więc stało się z Chustą św. Weroniki? Na to pytanie odpowiemy za jakiś czas… I jest w tej historii istotny dla niej (i dla nas) wątek polski.  
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 11 stycznia 2024

Ile warta jest kopia (?) Salvator Mundi ?

Ile może być warta kopia? Kopie Mony Lisy, najsłynniejszego obrazu na świecie szybko sprzedają się na aukcjach za spore pieniądze (o kilku obrazach z Mona Lisą oraz o obrazie Salvator Mundi pisaliśmy TUTAJ). Jednak po tym, gdy kopia innego, domniemanego dzieła Leonarda da Vinci, czyli Salvator Mundi, została sprzedana 28 listopada ubiegłego roku podczas internetowej wyprzedaży Old Masters zorganizowanej przez Christie's Paris, za ponad 1 milion euro, trzeba uznać, że wszystko, co choćby w najmniejszym stopniu jest związane z Leonardem, jest warte mnóstwo pieniędzy. 

Zlicytowany teraz obraz zawsze uważany był za kopię, ale wykonaną prawie sto lat po oryginale. Dlatego zakładano, że jest wart góra 10 000–15 000 euro. Ale przypomnijmy, że w 2017 roku Christie's sprzedał obraz Salvator Mundi za 450 milionów dolarów. Obecnie ma on pewnie jeszcze większą wartość. Ale cena kopii była wielką niespodzianką – obraz należał do kolekcjonera i handlarza dziełami sztuki Raymonda Hekkinga, który kupił go za równowartość 5 euro na południu Francji i aż do swojej śmierci w 1977 r. był przekonany, że ma oryginał.

Na pierwszy rzut oka zdjęcie paryskiego malowidła nie potwierdzało wartości dzieła. Obraz o wymiarach 63,2 x 51 cm, wykonany na desce topolowej, był opisany w notatkach katalogowych domu aukcyjnego jako szkoła włoska, [około] 1600 roku, według Leonarda da Vinci. Zdjęcie ujawniło poza tym znaczne uszkodzenia warstwy malarskiej, odsłaniające grunt, twarz Chrystusa była nie tyle namalowana co jakby przemalowana. Zauważono także inną różnicę: otóż rękaw szaty przy błogosławiącej dłoni Chrystusa różni się od obrazu saudyjskiego i niemal wszystkich znanych kopii, gdzie widać było tylko luźno zwisający kawałek materiału. Zamiast tego na kopii mamy coś, co wygląda jak mankiet koszuli zapinany na guzik. Podobne rozwiązanie znane jest z zaginionego obecnie rysunku, który nazywany był Worsley /Yarborough Salvator Mundi i przechowywany był w zbiorach Royal Collection Trust na zamku w Windsor. W zasadzie był to szkic draperii wykonany czerwoną kredą z detalami ukazującymi rękawy z mankietami.


Martin Clayton, szef działu rycin i rysunków w Windsorze zasugerował nawet, że mogły istnieć dwie oryginalne wersje Salvatora Mundi. Jego wnioski, oparte na skrupulatnych badaniach kompozycji i techniki powiązanych z przedstawieniem rysunków przygotowawczych draperii Leonarda zostały zaprezentowane na konferencji zorganizowanej przez profesora Franka Zöllnera w Lipsku, poświęconej tylko temu dziełu i mającej na celu rozwiać kontrowersje wokół obrazu narosłe po sprzedaży Salvator Mundi księciu Mohammedowi bin Salman. Zauważył wtedy, że w spuściźnie Leonarda pozostały dwa rysunki studyjne określone przez jego asystenta Francesco Melziego numerami 214 i 218, i datowane na około 1508-1510. 


Clayton zwrócił uwagę na liczne, malowane warianty kompozycji Salvatora Mundi,: z których najważniejsza jest wersja znajdująca się wcześniej w zbiorach Worsley i Yarborough, a ostatnio widziana na aukcji w Reims w 1962 r.; druga wersja opisywana jako tzw. wersja Ganay, wystawiana w Luwrze na wystawie Leonardo da Vinci w latach 2019-20 (na tej wystawie, na której nie pojawiła się wersja saudyjska).


I teraz niektórzy zastanawiają się, czy obraz zlicytowany niedawno na aukcji Christie’s nie jest być może kolejną wersją tego samego tego samego tematu wykonaną przez Leonarda? Nie wiadomo na razie co sądzić o tym obrazie. Trudno jednak uwierzyć, że obraz Ganay’a pochodził z pracowni Leonarda. Mógł przecież zostać wykonany przez artystę lub artystów, którzy znaleźli rysunki i karykatury w pracowni Leonarda po jego śmierci. Na ich podstawie sporządzili kopie oryginalnego Salvatora Mundi Leonarda… Alternatywnie, obraz jest dziełem samego Leonardo da Vinci
 

Obraz nie został przebadany, nie wykonano żadnych przy nim ekspertyz związanych z ustaleniem użytych pigmentów czy innych tego typu analiz. Tak więc po drugiej Monie Lisie mamy kolejny obraz budzący mocne namiętności i spory wśród specjalistów. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 24 grudnia 2023

Z mojej płytoteki: Czerwono - Czarni i Msza Beatowa - pierwsza polska płyta gospel

 

Nie jestem aż tak wiekowy (płyta jest wydana w 1968 roku), żeby być świadomym świadkiem wydania tej płyty, odziedziczyłem ją z dość pokaźną płytoteką, po ojcu. Podpisana przez niego, często słuchana w domu, co pamiętam z dzieciństwa. Ciekawa muzyka i teksty, wszystko skomponowane przez Katarzynę Gärtner, idealnie nadaje się na dzisiejszy dzień i tym bardziej wieczór.

Płyta wydana imponująco, w mojej kolekcji zachowała się w całkiem dobrym stanie. Wewnątrz zdjęcie kościoła w Podkowie Leśnej, tam narodziła się idea i miał miejsce początek utworu Pan Przyjacielem Moim.

Wewnątrz tekst Lucjana Kydryńskiego w języku polskim i angielskim, który przytaczamy poniżej:

Utwór, który przedstawiamy Państwu na tej płycie, jest czymś zupełnie nowym w Polsce, a w ogóle, w świecie - niewiele (we wkładce ten wyraz jest z błędem) ma odpowiedników. Określenie Msza Beatowa, jak nazywa się go potocznie, jest przy tym trafne tylko w pewnym stopniu, ponieważ nie wyczerpuje wszystkich elementów, wszystkich uroków i wszystkich niezwykle interesujących pomysłów dzieła. W tym morzu dźwięków, jakim jest blisko 40 - minutowa Msza znajdziemy i psalm o charakterze młodzieżowego przeboju Pan Króluje i łagodne śpiewy, przypominające chorał gregoriański Baranku Boży; partie bardzo awangardowe, improwizowane Kyrie; bardzo ciepłą, intymną kolędę Płonie Gwiazda; kontrowersyjne szokujące potężną ekspresją Credo Wierzę w Boga, i żywe rytmiczne pastorałki, jak Historia o Bożym Narodzeniu. Gdyby trzeba było jednak całość podciągnąć pod jeden wspólny mianownik, to Msza Beatowa najbliższa jest chyba stylowi soul, Modlitwie Duszy, która do takiego - jeśli się można tak wyrazić - tematu, takiego programu utworu, jest na pewno najwłaściwsza.

Z myślą eksponowania Mszy opartej na najnowszych zdobyczach harmonicznych, rytmicznych i melodycznych muzyki młodzieżowej i rythm and bluesowej, Katarzyna Gärtner nosiła się od dawna. Pisała popularne przeboje, zdobywała nagrody na festiwalach piosenki, lecz jednocześnie przeprowadzała studia do utworu, który miał stać się najważniejszym w jej twórczości. W lipcu 1967 K. Gärtner - mieszkanka Leśnej Podkowy - nawiązała kontakt z miejscowym proboszczem, księdzem Leonem Kantorskim i wtedy jej zamierzenia zyskały szansę praktycznej realizacji...

Przez 6 miesięcy powstawała w Polsce pierwsza Msza Beatowa, potem kompozytorka uwzględniła z Kazimierzem Grześkowiakiem sprawę opracowania tekstów liturgicznych i uzupełnienia ich nowymi, specjalnie napisanymi przez tego autora, wreszcie - zaproponowała (z dobrym skutkiem) wykonanie dzieła zespołowi Czerwono - Czarnych. 14.01. 1968 w Kościele Św. Krzysztofa w Leśnej Podkowie, zespół Czerwono - Czarnych zastąpił podczas Mszy Świętej tradycyjne organy i chóry; odbyło się pierwsze wykonanie Mszy K. Gärtner.

Wykonano zresztą dopiero pierwowzór, z  którego kompozytorka rozwinęła później całość, nadając jej obecny kształt, taki - jaki otrzymujemy na płycie. Jest to eksperyment, lecz eksperyment, który przeszedł już pierwszą próbę. Msza Beatowa lub jej fragmenty wykonywane są co niedzielę w kościele w Leśnej Podkowie i zyskują pełną aprobatę wiernych. Sądzić więc można, że nagranie - rozbudowane i wycezelowane, nie tylko również zyska aprobatę, lecz więcej: stanie się dla słuchacza dużym przeżyciem artystycznym, godnym ambitnych zamierzeń kompozytorki.

Wszystkim czytelnikom bloga zdrowych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia - Redakcja.


Czerwono - Czarni, Msza beatowa „Pan przyjacielem moim, producent Janusz i Teresa Urbańscy, Polskie Nagrania „Muza”, 1968, tracklista: „Introitus – Pieśń na wejście”, „Kyrie – Panie zmiłuj się nad nami”, „Gloria – Chwała na wysokości”, „Graduale – Pieśń rozważania”, „Credo – Wierzę w Boga Ojca”, „Sanctus – Święty", „Agnus Dei – Baranku Boży”, „Communio – Pieśń na Komunię", "Kolęda – Płonie gwiazda”


P.S. A tutaj live mszy w wersji czeskiej z kościoła ewnangelickiego w Třebechovicích pod Orebem - rok 2013, utwór pozostaje ponadczasowy...


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 5 sierpnia 2023

Czy Święty Graal istnieje? Fakty i mity

W ostatnich latach wiele przedmiotów, legendarnych, o których można było jedynie przeczytać w źródłach, nagle odnalazło się… bądź też dowiedzieliśmy się co też się z nimi stało. Tak było z na przykład z Arką Przymierza, której resztki – wedle wszelkich wskazań – odnalazły się z niewielkim muzeum w Afryce (pisaliśmy o tym TUTAJ). Podobnie może być ze Świętym Graalem.

Święty Graal to według niektórych źródeł kielich, z którego Chrystus pił podczas Ostatniej Wieczerzy i do którego Józef z Arymatei zbierał krew Chrystusa podczas ukrzyżowania. Był on niedościgłym celem wypraw rycerskich w średniowieczu. Szukano go tak uporczywie, z negatywnym skutkiem, że w końcu uznano iż jest tylko mitem.  Aż tu w 2014 roku dwoje naukowców:   Margarita Torres Sevilla, doktor historii średniowiecza na Uniwersytecie w León i wykładowca wizytujący w St John's College w Cambridge oraz José Miguel Ortega del Río, doktor historii sztuki z Uniwersytetu w Valladolid opublikowali w książce The Kings of the Graal wyniki wieloletnich badań, w których ogłosili autentyczny Święty Graal znajduje się w León. I co najdziwniejsze, rzeczywiście fakty w niej zamieszczone dają wiele do myślenia.

Chodzi o kielich przechowywany od XI wieku w Bazylice San Isidoro w León (dokładnie w Królewskiej Kolegiacie św. Izydora), znanym inaczej jako kielich doña Urraca, córki Ferdynanda I Wielkiego (1016/1018 - 1065), króla KastyliiLeónu. Skąd znalazł się w Hiszpanii? Otóż z został podarowany przez fatymidzkiego kalifa Egiptu Al-Mustansira władcy Taifii Denia (mikroskopijnego muzułmańskiego państewka na półwyspie Iberyjskim) w podzięce za okazaną pomoc podczas wielkiego głodu, który spustoszył Egipt w roku 1054. Emir Denia Ali Iqbal al-Dawla (1045-1076 ) z kolei wysłał go w darze królowi León, Fernandowi I, dla umocnienia zawartego pokoju. W ten sposób kielich od XI wieku znajdował w stolicy Leon.


Na półwyspie Iberyjskim kielich miałby dostać się z Kairu, tam według informacji źródłowych pochodzących z dokumentów odnalezionych przez arabistę doktora Gustavo Turienzo Veiga w Bibliotece Narodowej Egiptu (2006), a także w Bibliotece Al-Azhar w Kairze (2010), kielich znajdował się w Jerozolimie w XI wieku, skąd został wykradziony przez dynastię Fatymidów (rządzącą Egiptem, wschodnią i północną Afryką oraz częścią Azji Mniejszej a także częścią półwyspu Iberyskiego). Tekst odkryty w kairskiej bibliotece odnosi się do pisma Abu-l-Hsana Ali uibn Yusufa ibn al Qifti (1172-1248), pisarza muzułmańskiego. Jest tam wzmianka o tym, że kielich używany przez chrześcijańskiego mesjasza został znaleziony w małym kościele w Jerozolimie, gdzie przechowywano relikwie jednego z jego uczniów. Stamtąd, jak już wspomnieliśmy, został przewieziony w obecne miejsce. Jednak podczas podróży stał się ważny fakt: Obawiając się, że może stać się łupem złodziei, kazali go strzec biskupowi frankońskiemu, pielgrzymującemu do Jerozolimy. Oprócz tego na czele ekspedycji stał członek rodziny Bani-l-Aswad, który odbił kawałek kielicha i tę drzazgę dał Saladynowi, który prosił o drogą relikwię aby uzdrowić córkę. Ten mały kawałek został złożony w kairskim skarbcu.



Inne dokumenty natomiast przedstawiły dzieje obecności kielicha w Jerozolimie. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 400 roku i pochodzi z Breviarius A , niewielkiego przewodnika po Jerozolimie. Pisze się tam, że w Bazylice Grobu Pańskiego są strzeżone trzcina, gąbka i kielich Pański, który Jezus pobłogosławił i podał uczniom do picia. Wspomina o nim również Antoninus z Piacenzy około 570 roku, pielgrzym, który napisał Itinerarium Antonini Placentini, gdzie opisuje pomieszczenie w Bazylice Grobu Pańskiego, w którym przechowywana jest część Prawdziwego Krzyża, trzcina, gąbka i onyksowy kielich, którym Chrystus pobłogosławił podczas Ostatniej Wieczerzy. Inne świadectwo pozostawił irlandzki mnich Adomnan, autor De locis sanctis (683) przewodnika o Ziemi Świętej na podstawie informacji otrzymanych od frankońskiego biskupa Arnulfa, który odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej. W pracy tej wskazano, że pomiędzy kościołem na Kalwarii a bazyliką konstantyńską znajdowała się kaplica z Kielichem Pańskim. Tam kielich widział osobiście Arculfo, który nawet dotknął go ręką przez otwór w drzwiach relikwiarza, w którym był przechowywany. Komentuje również, że całe miasto czciło tę relikwię. W okresie bezpośrednio poprzedzającym okres Fatymidów ostatnia wzmianka o kielichu to Commemoratorium gdzie zamieszczono znajduje się dokładny spis osób pełniących posługę w każdym z kościołów jerozolimskich, z zaznaczeniem, że do kielicha  przechowywanego w Bazylice Grobu Pańskiego przypisano dwie. 


Obecnie przechowywany kielich składa się z dwóch części. Górna część, z agatu ozdobiona jest złotym koszyczkiem przystrojonym kamieniami szlachetnymi, perłami słodkowodnymi oraz kameą. Do czaszy dorobiono stopę z onyksu oprawioną w złote taśmy, splatające całość. Na podstawie znajduje się inskrypcja:  IN NOMINE D(OMINI) VRRACA FREDINA(N)DI. Całość ma wymiary 18,5 cm wysokości, górna część ma średnicę 11,5 cm, a stopy 12 cm. Najbardziej interesująca jest oczywiście czara jak przypominamy z agatu, o cechach hellenistyczno-rzymskich, prawdopodobnie wykonana w Aleksandrii. I zgodnie z przekazami brakuje w niej  okrucha na obrzeżu... 


Czy rzeczywiście jest to TEN kielich? Do miana Graala pretenduje wiele innych naczyń na terenie całej Europy. Oblicza się że jest ich ponad 200, z których najsłynniejszy jest  opactwo Glastonbury w hrabstwie Somerst w Anglii, które podobno stoi na mitycznym Avalon, miejscu pochówku króla Artura.

Innym pretendentem do miana Świętego Graala jest kielich przechowywany w La Capilla del Santo Cáliz (Kaplica Kielicha) w katedrze w Walencji w Hiszpanii. Kolejną potencjalną hiszpańską lokalizacją Świętego Graala było opactwo Montserrat, na północ od Barcelony. To miejsce zostało, według niektórych źródeł, odkryte przez hitlerowca Otto Rahna (1904-1939), który studiował legendy arturiańskie w poszukiwaniu wskazówek na temat Graala. To właśnie Rahn zachęcił Heinricha Himmlera do odwiedzenia opactwa Montserrat w 1940 roku. Himmler, przekonany, że Graal da mu wielką moc, zbudował w Niemczech zamek, w którym miał znaleźć się święty kielich… (więcej o Otto Rahn TUTAJ).

Wielu historyków jest sceptycznie nastawionych do tezy o odkryciu Świętego Graala w Leon, podnosząc, że nie ma dowodów na to, że Święty Graal w ogóle istnieje, AFP Carlos de Ayala, historyk średniowiecza z uniwersytetu w Madrycie spointował to krótko: Nie można szukać czegoś, co nie istnieje. Nie przeszkadza to jednak innym badaczom poszukiwać Świętego Kielicha, najcenniejszego skarbu w historii.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.