Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Abaddon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Abaddon. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 marca 2019

Płyta "Fala" okiem punka

Okładkę płyty zaprojektował Alek Januszewski

Tym razem temat składaka wydanego na LP w 1985 roku pt. FALA, który uchwycę z punktu widzenia tamtych lat, tamtych chwil i jednego z wielu, wtedy uczestniczących w tym całym zamieszaniu zwanym punk rockiem, nową falą, czy reggae. Daleko szukać nie trzeba, bo mowa tu o masie ludzi, naocznych świadkach tamtego zgiełku, klimatu i ogólnego chaosu.

Był to, z tego co pamiętam, okres zimowych ferii połowy lat 80 - tych, czy coś w tych okolicach; (dawno to jednak trochę ,więc pamięć już czasem płata figle) śniegi, mrozy i nic ciekawego wokół. Monotonia życia i ponure myśli, aby cokolwiek zmieniło ten drętwy stan umysłu. Jeszcze niedawno, tak bardzo niedawno, bo kilka miesięcy wstecz w minionym 1984 wspominało się upalne dni, gdzie można było trafić Siekierę, Prowokację i inne  dobre kapele. Dziś w ogólnym syfie na zewnątrz i braku pomysłu na resztę dnia ta właśnie płyta była strzałem w 10-tkę!!! Od razu następowała teleportacja w inny i ten właściwy świat. Strefę hałasu i zamieszania, w miejsce docelowe, wielu takich jak ja. Toteż nie zastanawiając się zbytnio, w ruch poszedł kaseciak, a zawartością taśmy była właśnie przegrana od kolegi ta, a nie inna kompilacja. Gramofonu się nie miało, ale  Kasprzak załatwiał sprawę w zupełności. Nie tylko dla mnie, ale  i dla tłumów słuchaczy. Zresztą, co to wtedy była za różnica?  Żadna. Przynajmniej dla mnie. Liczyła się muzyka, muzyka i jeszcze raz...

No więc jako dość młody punkowiec z przeszło rocznym stażem, który już bywał tu i tam, przystąpiłem do wypalenia siebie w strefę kosmosu! Nie powiem, że łyknąłem całą tą ścieżkę i przyswoiłem ją jako swoją. Wiele pozycji stamtąd zupełnie do mnie nie trafiało, ale jednak większość tak. Ciężko jest zadowolić każdego, a tam przecież muzyka jest dość różna. To wszystko wtedy było razem i tak się traktowało te zjawiska, subkultury, i muzykę, choć każdy tam zachowywał odrębność: Punki, Regały, czy każdy inny wampir żądny jakichkolwiek dźwięków, różnych niż to co proponowały wtedy polskie media. To był underground (jeszcze underground) i miejsce dla wszystkich niedostosowanych. Chwilę później zaczęło to być zbyt otwarte, pospolite i wypłynęło na szerszy nurt, na równi z disco, rockiem, czy czymkolwiek innym. Już nie dziwiło i przestało być buntem, ale jeszcze nie wtedy, nie w połowie lat 80-tych! Trwało to  przecież od końca lat 70 i jeszcze jakoś to wtedy się trzymało.

Dobra, wrzucam taśmę i się zaczyna. Hmmm, jakieś fujarki, bongosy, tajemnicze dźwięki.. Dziwne to dla mnie było, ale czekałem na rozwój sytuacji. Rozwoju jednak nie było, to Intro. Takie akurat, a nie inne. Nie trafiało to do mnie, ale skoro widziałem co ma się znaleźć po tym, to w porządku. Tak pewnie ma być, więc niech tak będzie. Nazwa 12 RA tym bardziej mi nic nie powiedziała. Dobra koniec, było minęło. Lecimy dalej. Wyłaniają się regały z Bakszysz. Byłem do tego przyzwyczajony, że  Oni są zawsze gdzieś obok i nie darzą sympatią dyskomułów tak jak i my, (czyli punkowcy). Oni (rasta....) byli ogólnie milej nastawieni do świata niż inne załogi, ale na swój sposób gardzili nie gorzej od nas tym wszechobecnym zjawiskiem z dyskoteki. Dlatego na imprezach, festiwalach czy innych tego typu spędach, można było spotkać punków, regałów, czy też ludzi z kręgu new wave. No nie licząc masy  dochodzących, fanów rocka, co z magnetofonami uniesionymi w górę stali przez kilka godzin w deszczu i gnoju, aby zapisać cokolwiek na swoich taśmach. To byli twardziele i pasjonaci. O tym co można zaobserwować obecnych czasach lepiej nie będę się wyrażał... Nie ma porównania, choć wszystko na tacy podane, a może właśnie dlatego. 

O czym to ja mówiłem? A o Bakszyszu. No to następny po intrygującym Intro wjeżdża przedstawiciel Rasta. Utwór pt. Czarna Droga. Nie moje typy myślę, posłucham, jak już jest, bo chcę to wszystko zrozumieć, przetrawić, ocenić, żebym wiedział sam dla siebie. Jak dla mnie to standardowy polski reggae band. Chórki, spokojny, nie agresywny wokal, teksty traktujące o problemach współczesnego jestestwa, dużo przenośni, wpleciony pacyfizm.. Ja, jako młody chłopak czasami niewiele rozumiałem, lub nie chciałem zrozumieć. Nie raz się nawet zastanawiałem się co poeta miał na myśli, mówiąc, że matka zabija swoje dzieci, to akurat  było czytelne, ale reszta tekstu jakby zaraz skręcała gdzieś z głównego zagadnienia. No nie wiem, przepraszam, nie zrozumiałem tak na 99%, może mój nieopierzony wiek, może coś innego. W każdym razie muza zagrana poprawnie i dla rastafarian była jak najbardziej na miejscu.

No, ale zaraz, za tym numerem Bakszysza wpada co? Prowokacja proszę Państwa. W utworze Prawo do życia, czyli Kochanej Mamusi! Wtedy to  już się poczułem jak w niebie!! Kilka miesięcy wcześniej ich widziałem, i teraz znów znalazłem się tam gdzie się  bardzo znaleźć chciałem. Tutaj też jest o matkach, też o zabijaniu, ale ten tekst był dla mnie jasny i przejrzysty. Nie musiałem rozwiązywać zagadek i męczyć mózgu, myśląc o co im chodzi, po co, na co i w ogóle. Bez problemu odebrałem przekaz, a o muzie to już nie ma co się nawet rozwodzić. To kopnięcie prosto w twarz i to takie jak należy. Sam dobrobyt i miód na ucho. Pozamiatane w promieniu kilku kilometrów! Tak bym to ujął. Klasyka i oby więcej takich grup. Wiedziałem wtedy, że żyje i wiedziałem po co!

No i teraz mógłbym napisać dokładnie to samo o następnych w kolejce! Siekiera w utworze FALA!!!! Dlaczego ten numer nie zaczyna, lub nie kończy tej składanki? Tego nie wiem. Mógł też i zaczynać i kończyć, i byłoby dobrze. Jest to kawał mięcha i zamiast Intro, albo tego pana, który jest na końcu płyty, powinien, według mojego skromnego zdania, znaleźć się ten numer Siekiery. No cóż, nie ja układałem kolejność, nie ja miałem koncepcje płyty i nie ja będę teraz rozwodził się w tej kwestii. Ubolewam jedynie nad tym faktem, i nic mi więcej  nie pozostało. Kawałek jest naprawdę rozkładający na łopatki, i naciera z całą siłą na człowieka, który ma okazję go właśnie słuchać. Szczególnie na młodego chłopaka, którego pojęcie o muzyce jest jeszcze wciąż niezagospodarowane! Takie numery to pożywka i kształtowanie tego właśnie obszaru. To proces nasiąkania dźwiękiem i buntem w jednym. No, a zaraz po tym, Idzie Wojna! Pamiętam to spod sceny. Kurz w zębach, cyklon, kocioł jakich mało i zwarta masa punx tworząca największe pogo jakie w życiu widziałem. Teraz znów to mam, ale z Kasprzaka, nie na żywo, ale przecież na żywo już było i jestem jakby z tego dumny. Znów ta chwila dalej trwa! Jest wejście, spokój (jak można to tak w ogóle nazwać) i ognia!! Jazda bez trzymanki. Tak właśnie gra Siekiera, żywcem przeniesiona stamtąd na obdartą stilonkę. Daje jak ta lala, jakby bez kompleksów i obaw. Wszystko działo się tam i wtedy, a to jedynie  przekaz z magnetofonu. Co by wtedy te tłumy zakręconych muzyką ludzi zrobiły bez przysłowiowego kaseciaka? Cienizna by nastała i ciemność, gorsza niż była faktycznie. Także to uratowało wielu z nas dupy, i z tego powinniśmy się cieszyć.

Dalej wjeżdżają chłopaki z Abaddonu, czyli czad wśród pyłu i ostrej jazdy się nie kończy. Mamy numer pt KTO! Też niedawno ich widziałem, no i dali dobrze i dosadnie. Nie gorzej niż poprzednicy. To złoto polskiego punk rocka, Oni i kilku innych wykonawców. Dziś jeszcze bardziej  to doceniam i pewnie co niektórzy z was też, bo dziś już nie ma takich bandów. Może są lepsze technicznie, bo czasy inne. Może mają większe chody i wpływy, bo Facebook i miliony niedoinformowanych lansują się na dokonaniach tych pierwszych, lub prawie pierwszych w tym wypadku. Oni nie potrzebowali nic oprócz prawdziwej muzyki, punk klimatu. Zawsze wykładali laskę na wszechobecny system sierpów i młotów. Dlatego dla was szacunek, bo niebawem wszyscy będziemy jedynie zamazanym i niejasnym wspomnieniem.

Dobra, to czas na Tomka Lipińskiego z Tiltem w kawałku Za zamkniętymi dzwiami (widziałem Cię). Numer utrzymany w rytmie trzymającym lekko za pysk, ale tak delikatnie. Nie hardcorowo, czy nachalnie. Tomek chce pokazać pazur w swoim stylu. Nie za bardzo agresywnie dla tych już zdegenerowanych, a dość mocno dla lalusiowatych, co niebawem odpłyną z kontrkultury, bo im się odechce. No ale,za to zawsze wspomną, że oni kiedyś też byli przeciw, ale przeciw czemu? Fason się trzyma całe życie, a nie jedynie przez jakąś marną chwilę.. Nawet wtedy, jak zmienia się punkt odniesienia, a właściwie przede wszystkim wtedy. Dla Tiltu powiem zdecydowane TAK! Na tej kompilacji nadawał się akurat, i to była dobra decyzja.

No i teraz Nie ma Zagrożenia poprzez Dezerterów!! To jest band na miarę mojego pojmowania tamtego okresu. Nic dodać nic ująć, Skandal daje po bandzie swoim wokalem i nic go w tym momencie nie przebije. Sam numer jest bardzo dobry, aby nie używać tu pozytywnie niecenzuralnych określeń. A w sumie to dlaczego nie? Przecież to wypas wykurwisty jest, wtedy dziś i na wieki. Przepraszam, ale musiałem, bo inaczej tu się nie da! Będę się powtarzał, ale to już też nie wróci i nikt tego nie powtórzy. Dezerter gra dalej, gra dziś, tu i teraz w tych czasach i to dobrze. Dla mnie jednak, tamto się nieco różni. Jak i wiele innych lepszych, prawdziwszych i konkretnych zdarzeń. To nie ten sam stan umysłu, nie te oczekiwania, ekscytacja na całego. To chyba tym się różni, bądź czymś w ten deseń. W 1983 kupiłem sobie singiel (innego określenia nie znałem) z 4 numerami z Tonpressu i wtedy dużo się  w moje głowie zmieniło, jak i  w tysiącu innych umysłach. To była bomba, dawka napalmu, który do dzisiaj buzuje gdzieś  w okolicach czaszki. Na składance World Class Punk,  Skandal i koledzy trzymali dla nas jako nacji dobre miejsce w Punk Rocku i cały świat mógł to docenić. Za to dziękuję w swoim i innych przygłupów imieniu!

Kryzys? Tak Kryzys następuje z wolna z kawałkiem Mam Dość! Ciśnienie spadło po Zagrożeniu, ale jest to dobry moment na uspokojenie. Akurat, na miarę szyty i na swoim miejscu. Tamta piosenka nie była dla mnie nowością, już ją gdzieś tam słyszałem. Wolałem inne, agresywniejsze kawałki z punk zamieszania  i nieładu, więc to potraktowałem jako przerwę po dobrej dawce poprzednich zespołów.

No i nastał czas regałów. Zespół KULTURA w numerze Lew Ja i Ja DUB znów standard i znajome rytmy.. Podobne do siebie zazwyczaj i mieszające się ze sobą, ale tak też było nie tylko w reggae. W innych gatunkach również, bo przecież na tym te nurty  bazowały. Zdarzały się wyjątki, czyli mniej lub bardziej niemonotonne tematy, ale to nie jest pierwszyzna i każdy o tym przecież wie. Dlatego ja wolałem tę moja szarpaną monotonię, a Rasta po prostu spokojnie znosiłem. Mogę jedynie dodać, że ten kawałek, był wolniejszy, niż kolegów z Bakszysz, a poza tym to... Już nic, ale nie martwcie się nie było aż tak źle. Naprawdę.

To co nastąpiło po zespole Kultura, to już niestety jak na moją granicę wytrzymałości(w tamtym czasie) zbyt wiele. Muza pod nazwą Rio Ras City Huk, czyli bongosy, grass w powietrzu i tajemniczy powiew pozytywnej (tak mi się wydaje) energii. Nie każcie młodemu narwanemu punkowi wchodzić głębiej w ten zaułek, bo nic z tego nie będzie. Ostańcie w spokoju i pokoju,a ja już może przejdę dalej. Tak będzie najlepiej dla wszystkich.

No i po chwili na moje serce padł promień radości i wszystko wróciło do normy! PLAKAT! DEZERTER! Już wróciłem z powrotem na planetę Ziemia! Dobra, no to co tu gadać, bongosy na bok i punk rock  znów staje się faktem!! Jeden z lepszych numerów DEZERTERA w mojej opinii po dziś dzień, ale powiedzmy, że to przecież było wtedy.. Po usłyszeniu tak zacnej nuty, aż mnie nosiło po całym domu i miotałem się z eksplozją hałasu pod kopułą! Pieśń była i  jest na miarę wszechczasów, oraz historii polskiej muzyki podziemia lat 80-tych, a raczej jej pierwszej połowy. R.I.P.- SKANDAL i szkoda, że to już koniec.
Zdjęcie pochodzi stąd: LINK

Czas nadszedł na IZRAEL, czyli numer Wolność. Tutaj akurat kapela zaskakuje mnie,ponieważ gra bardzo dojrzałe reggae, w dobrym wykonaniu i klimacie.. Warstwa tekstowa jest też jak większości kapel tego gatunku, a wokalista ma taką barwę głosu jakby przepraszał za to, że śpiewa. Lekki wokal snuje się tu i tam, wypełniając solidnie zagrane dźwięki. Naprawdę, dobrze skonstruowane pomysły.. Tak też jest na obu ich pierwszych płytach. Nie ma się czego wstydzić, bo to jedna z grup, która myślała nad tym co gra i jak gra. Ma to też ogromne znaczenie, biorąc pod uwagę czasy w jakich tworzyła i nagrywała. Chłopaki świadomi i zaangażowani. Tyle w tym temacie.

No i na tym chciałbym zakończyć, a Panu Józefowi Brodzie, życzyć wszystkiego dobrego,oraz Wolności i Swobody!

Punks not Dead!


Fala, Polton 1985, poducent: Dr Avane, tracklista: 12 RA - Intro, Bakszysz - Czarna droga, Prowokacja - Prawo Do Życia, Czyli Kochanej Mamusi, Siekiera - Fala, Siekiera - Idzie wojna, Abaddon - Kto, Tilt - Za Zamkniętymi Drzwiami (Widziałem Cię), Dezerter - Nie ma zagrożenia, Kryzys - Mam Dość, Kultura - Lew Ja i Ja Dub, Rio Ras - City Huk, Dezerter - Plakat, Izrael - Wolność, Józef Broda - Swoboda.

niedziela, 17 czerwca 2018

Festiwal Muzyki w Jarocinie 1984 okiem uczestnika: prawdziwa oaza buntu i wolności, czy może wypuszczanie pary z ustrojowego kotła?

To było tak. Festiwal muzyki w Jarocinie był w dla nas, w latach 80-tych ubiegłego wieku, enklawą wolności. Tutaj wcale nie chodziło o wolność człowieka jako taką, bowiem festiwal obstawiony był masą Milicji, nie tylko w tzw. sukach ale i na motocyklach (jeden mnie spisał i dostałem kolegium za spodnie typu moro...). Chodziło o coś, co można nazwać wolnością muzyczną, może nie do końca, bo jednak kontrolowaną przez partię. Wszystkie zespoły przechodziły przez przesłuchania, i te zbyt prostolinijnie walące w system kierowane były, i to przy odrobinie szczęścia, na tzw. Małą Scenę. Całym festiwalem jak i przesłuchaniami, dowodził Walter Chełstowski, wówczas w miarę młody człowiek z charakterystyczną czarną brodą. 

To było 4 lata po śmierci Iana Curtisa z Joy Division, i mimo niepełnoletności udało mi się ubłagać rodziców, by wyrazili zgodę na mój wyjazd. Było nas pięciu: Sławek, Bogdan, Robert i ja, oraz jedyny pełnoletni: kuzyn Roberta, Rafał mający nas pod opieką. Wzięliśmy pięcioosobowy namiot i zamieszkaliśmy w Jarocinie na prywatnym polu namiotowym u jakiegoś rolnika. Wtedy poznałem braci Rakowskich (jeden starszy brunet,  młodszy blondasek, wspólnie słuchaliśmy z ich magnetofonu Cocteau Twins - nawet pamiętam nazwę płyty, Head over Heels z 1983 roku), wtedy dwóch młodych chłopaków grających w zespole Bruno Wątpliwy, później Fading Colours, dziś organizatorów  festiwalu gotyku w Bolkowie (czy oni to pamiętają?)

Chodziliśmy na festiwal codziennie, mimo niesprzyjającej pogody - dość mocno padało.  Co najbardziej utkwiło mi w pamięci? 

Jak donosi Wikipedia: W 1984 na festiwalu pojawili się Prowokacja, Siekiera, Moskwa, Hak, Jaguar, Piersi, Ostatnie Takie Trio, Rendez-Vous, Sedes, Abaddon, Kultura, Madame, Fort BS, Stress, Variété, Klaus Mitffoch, Made in Poland, Dezerter oraz debiutujący utworem Ostatni Tabor zespół Kat.

Siekierę doskonale pamiętam. Irokez Budzyńskiego i broda Adamskiego. Później rozpad i powstanie Armii. Pamiętam kiedy wiele lat później (koło dwudziestu) byłem na ich koncercie.  Powiedziałem do swojego dziecka przedstawiając mu lidera zespołu Tomasza Budzyńskiego - patrz, to jest żywa legenda polskiego rocka. A Tomek wziął moje dziecko na przysłowiowego barana co uwieczniłem na zdjęciu.  Wtedy w 1984 w Jarocinie, występ Siekiery wglądał tak:


Staliśmy w okolicy pierwszego rzędu koło pogujących. Cały koncert zespołu dostępny  jest tutaj:


Moskwę też doskonale pamiętam, zwłaszcza Pawła Gumolę Gumę, to był naprawdę znakomity koncert:


Ten ekspresyjny blondyn grał tak szybko, że niewielu potrafiło nadążyć. Nam najbardziej spodobały się Samobójstwa (drugi utwór na liście).  

Występ Piersi też dobrze zapamiętam, szczególnie Pawła Kukiza (tego, tego!) muzyka śpiewającego doskonałe tekstami zabarwione humorem i aluzjami do systemu. Rezerwa bodajże taki był tytuł megahitu z tego koncertu (na bis) ale i W Poroninie to też było coś! (posłuchajcie zwracając uwagę na tekst):


Rendez - Vous - trio z Łodzi i Ziemowit Kosmowski, wówczas z bardzo bujną czupryną, to też było coś elektryzującego. Taki cold wave minimalistyczny tekstowo (ale za to jaki urzekający) z doskonałymi gitarzystami i perkusistą.... 



Abbadon z Bydgoszczy, prosty, można powiedzieć klasyczny punk - rock ale jakże ciekawy tekstowo:

Madame cóż... I pomyśleć, że Robert Gawliński od Made in Poland i Madame doszedł do Baśki i jej biustu... Tyle w temacie. A tak wtedy grali:


Fort BS, też punk rock warto o nich wspomnieć, zwłaszcza z powodu doskonałego wokalu i tekstów:


Variete to temat na zupełnie inną opowieść. Za jakiś czas pochwalę się tomikiem wierszy od Grześka, z jego dedykacją, dla koncertowego kumpla. To było moje największe odkrycie, i takim pozostaje do dziś.... Wtedy wygrali a my urzeczeni zobaczyliśmy, jak może ewaluować muzyka inspirowana dokonaniami Joy Division.... 


Wiele lat temu po innym koncercie, kiedy dostawałem autografy, zapytałem go: Dlaczego dziś gracie inaczej? Odpowiedział: bo komuny już nie ma...     

Klaus Mitffoch - po prostu niesamowici, zarówno tekstowo jak i muzycznie. Janerka i dwóch kolegów - takie zwykłe trio. Zobaczcie sami, jak nie są z nikim:   


To był okres kiedy tworzyli takie cuda:


Made in Poland, tak jak wiele innych wymienionych powyżej zespołów, pojawi się tutaj w zupełnie osobnych wpisach, bo na to zdecydowanie zasługują. Wtedy grali tak: 


Dezerter i Kat  czyli punk i metal. Pierwsi byli całkiem dobrzy:



A KAT to heavy metal. Rok później dali bardzo doby koncert, Kostrzewski wyskakujący z trumny, a później rozdający autografy na masce wypasionego auta.


A co wtedy, w 1985 roku, działo się w Jarocinie opiszę w osobnym wpisie...

Wtedy w 1984 roku wydawało nam się, że festiwal i pobyt na nim to forma buntu. Dziś, patrząc z perspektywy czasu, można śmiało postawić tezę, że było to swoistego rodzaju kontrolowane wypuszczanie pary i rozładowywanie gorących nastrojów kipiących wewnątrz pełnego buntu młodzieńczego tygla.