Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peel sessions. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Peel sessions. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lipca 2023

Z mojej płytoteki/ Peel Sessions: Dead Can Dance


Istnieje negatywna opinia, wyrobiona jeszcze w czasie kiedy był z nami Tomek Beksiński, o wznowieniach. Tomek uważał, że zespoły upychają na nich odrzuty z sesji, a wszystko tylko po to, żeby zwiększyć sprzedaż - wiadomo fani zawsze kupią. I jest w tym wiele prawdy, bowiem często odsłuchiwanie albumu kończy się tam, gdzie kończył się kiedyś oryginał. Mam tak na przykład z Warsaw - dodanie do oryginału Gutz, czy At A Later Date - piosenek napisanych we wczesnej fazie istnienia zespołu przez Petera Hooka, powoduje wręcz niechęć do reszty materiału. To jeden z wielu przykładów, które można mnożyć, weźmy choćby wznowienie debiutu Clan of Xymox - trudno wytrzymać dodany na nim remix utworu A Day, i tak dalej. 

Ale są wznowienia które warto mieć, jak choćby te Joy Division, na których pojawiły się nieznane wcześniej nagrania z koncertów, czy choćby wznowienie omawianego dziś albumu. Nie ukrywam, że posiadam debiut Dead Can Dance na CD, na którym dodano jako gratis utwory z ich singli (całość opisaliśmy TUTAJ). I kiedy jakiś czas temu wpadła mi w ręce okazja zakupu winyla z Garden of The Arcane Delights, zrobiłem to bez zastanowienia, zwłaszcza że to oryginał z 4AD w dodatku podwójny (okładkę projektował sam Brandon Perry). Przyzwyczajony do ukazujących się obecnie remasterów na 180 gramowych podwójnych winylach byłem przekonany, że to wyłącznie Garden of The Arcane Delights rozbity na dwa winyle. 

Jakże zdziwiłem się, kiedy ostatnio robiąc sobie wieczór z muzyką zespołu odkryłem, że owszem, maksisingiel wytłoczony jest na pierwszej płycie (opisanej TUTAJ), i co ciekawe to (typowe dla 4AD) płyta jest na 45 rpm, za to drugi winyl (ten już jest na 33 rpm) to sesje dla Johna Peela! Dokładnie osiem piosenek, bowiem zespół podczas dwóch sesji wykonał na każdej z nich po cztery.

Pierwsza sesja (Instrumental, Labour Of Love,  Ocean, Threshold) odbyła się 19.11.1983 roku w Media Vale 4 Studio (nadane w audycji Peela 28.11.1983 roku), jej producentem był Dale Griffin, a inżynierem dźwięku Martin Colley. Zespół wystąpił w składzie: Brendan Perry (gitara, śpiew, instrumenty perkusyjne), Lisa Gerrard (śpiew), James Pinker (perkusja), Scott Roger (gitara basowa), Peter Ulrich (bębny). Na niej nagrano piosenki 5 i od 2 do 4 z listy poniżej (wersja z YouTube ma przestawione dwa utwory). Pierwszy i drugi to mniej znane piosenki zespołu, a kolejne dwie (Ocean i Treshold) pochodzą z debiutu pt. Dead Can Dance.

Druga sesja (Flowers Of The Sea, Penumbra, Panacea, Carnival Of Light) miała miejsce 2.06.1984 roku w Studio Media Vale 5 z tą samą obsadą realizatorską i w identycznym składzie zespołu (YT poniżej - utwory 1, oraz 6-8). Nadane zostały po raz pierwszy w audycji 13.06.1984. Pierwszy utwór wyszedł na bootlegach, In Power pochodzi z Garden of The Arcane Delights podobnie jak ostatni utwór, czyli Carnival of Light.

Jasne jest, że najważniejszą piosenką z tego wydawnictwa, jak i chyba w całej karierze zespołu, jest In Power We Entrust - swoisty hymn gotyku. Wykonany tutaj wręcz idealnie...

Wierzymy w miłość którą głosimy

Żeglując na srebrnych skrzydłach przez burzę
Którą może przynieść szczęśliwa miłość
Wróci w moje ramiona znowu
Miłość minionej złocistej epoki
Jestem obezwładniony przez lęki i nie wiem jaki obrać kurs?

Zaczęło się i znalazłem moją wiarę która mnie opuszcza

Ta noc wypełniona jest płaczem wyalienowanych dzieci poszukujących raju
Znak niespełnionej ambicji porusza wiatraczek na patyku
Jestem obezwładniony przez lęki i nie wiem jaki obrać kurs?
Kiedy pamięć zmienia świadka w niewinnego zużytego umierającym szaleństwem

Metodą jest nasza miłość
Nie ma innej drogi ku końcowi

W przeciwnym razie nigdy nie znajdziesz kluczy
Do mojego serca

Isolations: Zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczenia


Czy ktoś kiedyś nagra jeszcze coś tak pięknego? 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Dead Can Dance - Peel Sessions, 4AD 2016, tracklista: Flowers Of The Sea, Labour Of Love, Ocean, Threshold, Instrumental, Penumbra (Avatar), Panacea (In Power We Entrust The Love Advocated), Carnival Of Light


 

środa, 19 października 2022

Peel Sessions: Modern Eon 28.01.1981


28.01.1981 Modern Eon nagrywa jedyną sesję dla Johna Peela. Ma to miejsce w Studio Langham 1 pod okiem Chrisa Lycetta (producent) i Nicka Gomma (inżynier). Zespół występuje w składzie: Alix Johnson (gitara, śpiew), Bob Wakelin (klawisze, syntezatory), Cliff Hewitt (perkusja), Danny Hampson (bas), Tim Lever (gitara, saksofon). W tym samym roku zespół wydaje ich znakomity debiut Fiction Tales (opisaliśmy go TUTAJ) ale jak to bywa z Peelem, jego wersje piosenek to zupełnie inna bajka. I dlatego warto zapoznawać się z tymi sesjami, zwłaszcza, że Modern Eon wydali tylko jeden album, po czym rozpadli się, nad czym ubolewam.

Zatem nie dziwi, że z tej płyty pochodzą wszystkie cztery nagrania. Zaczynają od High Noon - tak jakby na rozgrzewkę. Po nim absolutnie znakomita wersja Grass Still Grows, z syntezatorowym bulgotaniem Boba Wakelina. Może zbyt wyeksponowali tutaj saksofon, ale da się wytrzymać. Po nim Mechanic... No i tutaj mamy doskonałą grę na perkusji Cliffa Hewitta. Ogólnie cała sekcja zespołu jest znakomita. Warto przy okazji zwrócić uwagę na klarowność brzmienia. Rzeczywiście jest mechanicznie, pojawia się też szum morza...  Real Hymn kończy całą sesję. Spokojnie i w pełni profesjonalnie, z klimatycznym wokalem.

Zdejmij ubranie, chciałbym zobaczyć, jak wiele z ciebie znam
Zdejmij ubranie, chciałbym zobaczyć, ile naprawdę mi pokazujesz  

Jak dobrze, że nie zagrali Child's Play

Peel jest w doskonałej formie, żartuje na temat nazwy zespołu i piosenek. Granie u niego to było ogromne wyróżnienie. A kto dzisiaj tak gra? A kto dzisiaj jest Peelem, czy Beksińskim? Cicho, głucho... I zero szans na zmiany.

Ktoś umie cofnąć czas do końca lat 70-tych?

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Modern Eon, Peel Sessions, 28.01.1981, tracklista: High Noon, Grass Still Grows, Mechanic, Real Hymn.

niedziela, 8 marca 2020

Peel Sessions: A Flock of Seagulls 12.05.1981

Od dłuższego czasu opisujemy na naszym blogu sesje dla audycji legendarnego brytyjskiego dziennikarza Johna Peela (TUTAJ). Zwracaliśmy uwagę na fakt, że zespoły potrafiły w studiach BBC brzmieć zupełnie inaczej niż na płytach, czego koronnym przykładem są dwie genialne sesje Joy Division (TUTAJ). Mało tego sesje dla Peela ukazują się na bootlegach, a niektóre kapele, jak choćby Cocteau Twins (TUTAJ) umieszczają je jako uzupełnienia na wznowieniach oryginalnych płyt z tamtych czasów. 

Dzisiejszy wpis opatrzony jest nieprzypadkowo zdjęciem nie z sesji dla Johna Peela, a zdjęciem singla, który wydany został w 1983 roku przez Tonpress, a który posiadałem kiedyś w kolekcji. To dzięki niemu poznałem zespół i nie ukrywam, że obie piosenki z wydawnictwa zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Zasłuchany wtedy w Joy Division i chłodne brzmienia z 4AD odkryłem, że istnieje coś takiego jak new romantic. Elektroniczne, intrygujące a jednocześnie posiadające ładunek nostalgii i emocji. 

Może zanim przejdziemy do omówienia sesji, posłuchajmy co oferował wtedy zespół, i czego można było wysłuchać, kupując singla w ciemno w słynnych kioskach Ruchu... W tym przypadku pokierowałem się okładką, ma w sobie coś intrygującego. Oczywiście teledysków nasza telewizja nie puszczała...




Fantazyjne fryzury, zwłaszcza Mikea Scorea i dość odlotowa choreografia sprawia, że zespół odróżniał się wtedy od innych. Dla mnie I Ran był czymś na prawdę odkrywczym i w swoim czasie piłowałem go na adapterze po kilka razy dziennie...

Teraz sesja dla Peela. Odbyła się 12.05.1981 roku  w studio Langham 1, jej producentem był Chris Lycett (o czym wspomina na nagraniu Peel) a realizatorem dźwięku Nick Gomm. Zespół wykonał tylko cztery utwory.

Pierwszy z nich (pamiętajmy że mamy rok 1981) Talking (It's Not Me Talking) ma wyjątkowo futurystyczny wydźwięk, człowiek jest zagubiony w świecie elektroniki i komputerów, jakie to aktualne dzisiaj - po 40 latach...

Słyszę głosy, ale nikogo nie widzę,
Mówi do mnie w innym języku
Komputer mówi, że to kod binarny,
Szkoda, że go nie rozumiem
To nie ja mówię
To nie ja mówię
Widzę statek na złocistym niebie
Wysłałem wiadomość. Czy ją zrozumieją?
Komputer jest gotowy na przeciążenia,
Nie dzieje się tak, jak to zaplanowałem
To nie ja mówię
 

Nawiązałem kontakt z innym światem,
Kolejna istota z innej planety,
Innego czasu i miejsca,
Kolejna galaktyka, kolejna planeta
To nie ja mówię

Sprawiasz, że mówię, mówię.


To dopiero preludium do dalszych piosenek. Druga bowiem -
Messages From The Rings Of Saturn jest o wiele lepsza, i również bardzo futurystyczna...

Wskazówki zegara
Nie mogą powstrzymać czasu
Bez zegara
Nie istnieje powód dla którego
Wysyłamy wiadomości,
Wiadomości,
Wiadomości,
Wiadomości
Z podniesionymi rękami

Ku nowemu wschodowi słońca
Z otwartymi ramionami
Ku pustemu niebu
Odbieranie wiadomości,
Wiadomości,
Wiadomości,
Wiadomości.
Z pierścieni Saturna.


Po nim nadchodzi moja ulubiona piosenka z tamtych czasów, czyli I Ran. A o czym jest? Dziwne byłoby, gdyby zespół grający new romantic, nie zaśpiewał w końcu o miłości, zdaje się jednak, że nieosiągalnej...

Idę aleją
Nigdy nie myślałem, że spotkam dziewczynę taką jak ty
Poznam dziewczynę taką jak ty
Z kasztanowymi włosami i płowymi oczami
To rodzaj oczu, które mnie hipnotyzują
Hipnotyzujesz mnie
I pobiegłem
Uciekłem tak daleko
Pobiegłem
Biegłem całą noc i dzień
Nie mogłem uciec
Chmura pojawia się nad twoją głową
Promień światła świecił właśnie na ciebie
Świecił na ciebie
Chmura wciąż się przybliża
Widzę zorzę polarną
Pojawia się zorza
Pobiegłem
Uciekłem tak daleko
Pobiegłem
Biegłem całą noc i dzień
Ale nie mogłem uciec
Wyciągam rękę, by dotknąć twojej twarzy
Powoli znikasz z mojego widoku
Znikasz z mojego widoku
Wyciągam rękę, aby spróbować ponownie
Płynę za tobą w wiązce światła
Wiązce światła z tobą
I pobiegłem
Uciekłem tak daleko
Pobiegłem
Biegłem całą noc i dzień
I pobiegłem
Uciekłem tak daleko
Pobiegłem
Biegłem całą noc i dzień


Sesję kończy
Committed, chyba najsłabszy utwór tego miniwystępu.   
 
A Flock of Seagulls nagrali wtedy album, do którego na pewno wrócimy.  Tymczasem sesja dla Peela, którą ten jest mocno zafascynowany pokazuje, że zespół w tamtych czasach wyraźnie wyprzedzał epokę. I wydaje się, że ta epoka nie nadążyła za nim do dziś...


Peel Sessions: A Flock of Seagulls, 12.05.1981, tracklista: Talking (It's Not Me Talking), Messages From The Rings Of Saturn, I Ran i Committed 

środa, 22 maja 2019

Peel sessions: Cocteau Twins, sesja z 1983 - uzupełnienie Garlands i przedsmak Head Over Heels


O sesjach Johna Peela pisaliśmy u nas wielokrotnie (TUTAJ), celem zwrócenia uwagi, jakich cudów dokonywali ich realizatorzy. Gościli więc tutaj Clan of Xymox (TUTAJ), New Order (TUTAJ), Minimal Compact (TUTAJ), the Cure (TUTAJ czy TUTAJ), Interpol (TUTAJ), Bauhaus (TUTAJ), Blue Poland (TUTAJ) czy Sisters of Mercy (TUTAJ). 

Jednak warte szczególnej uwagi są  sesje Joy Division, kiedy to zespół brzmi (bez szlifu Martina Hannetta) zupełnie inaczej, a połączenie Exercise One z Insight to absolutne mistrzostwo świata (sesje Joy Division ukazały się na bootlegu omówionym TUTAJ). Również Cocteau Twins gościło u nas (TUTAJ) kiedy opisywaliśmy sesję z 15.07.1982 zawierającej piosenki z okresu nagrania Garlands, debiutu i jednej z najbardziej mrocznych płyt w historii chłodnej fali w ogóle (opiszemy ją u nas za jakiś czas). 

Dzisiaj sesja druga, mająca miejsce 22.01.1983 roku  w studio trudnym do ustalenia, która wyprodukowana została pod kierunkiem Dale Griffina a realizatorem nagrań był Harry Parker. Jako ciekawostkę można dodać, że ukazała się na CD z poszerzonym wznowieniem Garlands w 1987 roku. 

Sesją otwiera nagranie Hearsay Please, ostre brzmienie gitar i typowy dla tamtego okresu bas. Ale zespół już lekko odchodzi od chłodu Garlands idąc w swoim nowym kierunku. To okres kiedy Frazer śpiewała teksty, wydaje się że ten akurat jest o braku zrozumienia. Dear Heart już zdecydowanie podąża w kierunku nowego brzmienia grupy. Tekst jest o zranionych uczuciach, a zespól przygotowuje nas powoli na klimaty Head Over Heels. Dalej  mamy wersję  Blind Dumb Deaf znanego z Garlands, i w sumie nieznacznie ta wersja odbiega od albumowej, by finalnie usłyszeć Hazel, znakomity i bardzo dynamiczny utwór z dość dziwacznym tekstem, zdającym się być zlepkiem przypadkowych słów. 

To co? Zagrajmy, a kiedy będziecie słuchać, nie zapomnijcie, że jutro u nas kolejny nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Cocteau Twins - Peel Session, 22.01.1983, tracklista: Hearsay Please, Dear Heart, Blind Dumb Deaf, Hazel

czwartek, 25 kwietnia 2019

Peel Sessions: The Cure sesja pierwsza z 1981 roku

W 1981 roku the Cure nagrali dwie sesje u Johna Peela. Przypomnijmy, że w tym dziale omawiamy najważniejsze z perspektywy naszego bloga, sesje nagrywane na potrzeby audycji prowadzonych przez legendarnego dziennikarza muzycznego. Poprzednie sesje omawialiśmy TUTAJ

Ktoś mógłby zapytać po co się tym zajmujemy? Otóż jak wskazuje doświadczenie choćby z sesjami Joy Division (opisanymi TUTAJ), realizatorzy BBC potrafili wydobyć z brzmienia zespołów zupełnie niesamowite tonacje. W przypadku Joy Division bowiem wiadomo, że Martin Hannett miał swoją wizję brzmienia grupy, która kompletnie nie podobała się ani Sumnerowi ani Hookowi. I to bezhannetowe brzmienie, nie powiem że mniej ciekawe, usłyszeliśmy u Peela

Podobnie jest i dzisiaj, bowiem może brzmienie nie jest inne natomiast wersje utworów jakie przedstawia the Cure są zupełnie nieznane i drastycznie różne od tego co usłyszeliśmy na Faith. O płycie Faith pisaliśmy TUTAJ, a o genezie i inspiracji przedstawionej w książce Richarda Carmana TUTAJ

Sesję, nagraną 15.01.1981 roku w studio Langham 1 pod okiem Nicka Gomma a wyprodukowaną przez Chrisa Lycetta rozpoczyna Holy Hour. Wersja zupełnie różni się od tej nagranej na płycie Faith (przypomnijmy wydanej w kwietniu 1981 roku a więc trzy miesiące później). O ile muzyka jest taka sama to warstwa tekstowa różni się znacząco. Forever nie został opublikowany na Faith i wsłuchując się można dojść do wniosku ze chyba dobrze. Po nim Primary i znowu mamy odmienny tekst. Tutaj jednak zmiany idą bardzo daleko. Sesję kończy All Cats Are Grey i chyba nie jest zaskoczeniem, że też znacznie rożni się od wersji znanej z Faith. Bas jest wysunięty na pierwszy plan, klawisze są z tyłu, co na płycie ulega zmianie. Tutaj jednak mamy odwrotną sytuację niż w przypadku poprzednich piosenek, bowiem tekst jest taki jak na płycie. Pod koniec jedynie muzyka lekko przyspiesza, z czego finalnie the Cure zrezygnowali na albumie, i bardzo dobrze bowiem efekt był zupełnie dziwaczny. 

W 1981 roku zespół nagrał drugą sesję dla Peela, było to dokładnie 21.12. Ale tam zespół poszedł już w zupełnie nowym kierunku, ostrzejszym i mniej kompromisowym, którego ukoronowaniem była druga znakomita płyta grupy - Pornography

Na tą sesję, jak i na omówienie Pornography przyjdzie u nas pora. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 16 stycznia 2019

Peel sessions: Dwie sesje Clan of Xymox, 1985


Clan of Xymox (TUTAJ) wziął udział w sesjach Johna Peela (TUTAJ i TUTAJ) dwukrotnie. Obie miały miejsce w legendarnym studio Maida Vale 5. Pierwsza 17.06.1985 roku, jej producentem był Mark Radcliffe a dźwiękowcem Mike Robinson. Zespół  nagrał trzy utwory: Stranger, Moscoviet Mosquito i Seventh Time. 

Pierwszy pochodzi z debiutu nagranego dla 4AD zatytułowanym Clan of Xymox. I znowu jak to bywało w przypadku Peela, wersja sesyjna znacznie różni się od płytowej. Po pierwsze wydaje się być nieco wolniejsza, brzmienie klawiszy we wstępie jest głębsze, choć wstęp każdej z wersji robi niesamowite wrażenie.. Dalej we wstępie wyciszone są gitary, poza tym wokal pojawia się chwilami w innych miejscach. Moscoviet Mosquito, piosenka którą znamy z kompilacji 4AD Lonely is An Eyesore (pisaliśmy o niej TUTAJ) zrealizowana jest zupełnie inaczej. Brzmienie jest znacznie lżejsze, choć wokal brzmi podobnie, zmieniając jednak pewne fragmenty tekstu. Nadal po tych wszystkich latach  uważam, że to jeden z najlepszych utworów Clan of Xymox. Patrząc na całość utworu jednak odchudzony podkład syntezatorowy chyba nie polepsza wersji w porównaniu do tej zrealizowanej w studio 4AD. Seventh Time - znowu wracamy do pierwszej płyty. Jest nieco bardziej sennie, mniej basu, tak charakterystycznego dla wersji albumowej, jest spokojniej ale ogólnie znacznie lepiej niż na albumie. Widać większe skupienie dźwiękowców nad melancholijnym wokalem Anke Wolbert no i to wysunięcie syntezatora a la flet na pierwszy plan... Zdecydowanie na plus całościowo w stosunku do albumu głownie dzięki uczynienia z wokalu atutu piosenki, a jest z czego. 

Niemalże po pół roku (3.11.1985) grupa znowu wraca do tego samego studia i w tym samym składzie, teraz jednak producentem jest Dale Griffin, a dźwiękowcem Mike Shilling. I to słychać! 

Zaczynają zupełnie odlotową wersją After The Call. Każdy kto zna doskonały album Petera Nootena i Michaela Brooka zatytułowany Sleeps with the Fishes (nagrany dwa lata później kiedy Nooten opuścił zespół) ten wie, że wersja z sesji Peela jest bliższa solowemu wykonaniu z płyty Nootena i Brooka, niż surowej i mniej uduchowionej (a chwilowo nawet nudnawej) wersji z albumu Clan of Xymox. Być może realizatorzy Peela tchnęli nowego ducha w karierę Nootena? Do albumu Sleeps with the Fishes wrócimy w dziale Z Mojej Płytoteki, kto nie zna już dziś zapraszam. To album o którym Tomasz Beksiński mówił, że jeśli w Niebie grana jest jakaś muzyka, to jest właśnie taka... 

Dalej mamy Agonised By Love z nieco zmienionymi automatami perkusyjnymi, co moim zdaniem wypada gorzej niż na płycie, podobnie jak wokal. Finalnie zespól wykonuje Mesmerised - piosenkę zaczynającą album Medusa (tam nazywa się Theme I). Świetna wersja, zawierająca ciekawy bardziej uduchowiony wokal... Widać, że zespół tutaj jest mniej surowy brzmieniowo niż na albumie.

Swoją drogą kto dzisiaj tak pięknie gra i śpiewa?

Niewielu... a jeśli już, to właśnie u nas. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Clan of Xymox - Peel Sessions (17.06.1985, 3.11.1985), Tracklista: Stranger, Moscoviet Mosquito, Seventh Time, After The Call, Agonised By Love, Mesmerised.

czwartek, 29 listopada 2018

Peel Sessions: New Order, 16.02.1981


Ian Curtis 18.05.1980 roku popełnia samobójstwo, wieszając się na sznurze od suszarki. Byli członkowie Joy Division postanawiają kontynuować działalność, jako New Order

Kompozycje z sesji Johna Peela, która miała miejsce 26.01.1981 roku w studio  Langham 1,  a której realizatorem nagrań był Dave Dade,  a producentem sam Tony Wilson, pochodzą z wydanego pół roku później debiutu zespołu - doskonałego albumu Movement

Bernard Sumner powiedział w jednym z wywiadów, że muzyka Joy Division, gdyby istnieli, byłaby taka jak później prezentowali New Order. I o ile New Order nagrali Ceremony, który przecież był z okresu Joy Division, i o ile członkowie New Order zaglądali po śmierci Iana do jego notatek z tekstami o czym opowiadała wiele razy Deborah Curtis, to jeśli wokalista Joy Division uczestniczył przed śmiercią w tworzeniu czegokolwiek, to właśnie mogą to być słuchane dziś utwory z tej sesji. 

Takie New Order jestem w stanie w pełni zaakceptować. To coś pośredniego między Joy Division a nowym kierunkiem, jest elektronika, ale jeszcze sięgająca korzeniami do źródła. Coś z czego czerpali później garściami inni legendarni już dziś wykonawcy, ze wspomnę choćby Clan of Xymox... 

Gdyby New Order pozostali w tym nurcie to dziś świat muzyki wyglądałby inaczej.


Pozostało im jedynie wspominać wielkiego nieobecnego na swoich migających ekranach, bowiem muzycznie poszli drogą zupełnie odmienną niż kroczyli podczas tamtej sesji i ich legendarnego debiutu. 

Czy to dobra droga?

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.


New Order - Peel Sessions, 26.01.1981, Tracklista: Truth, Senses, I.C.B., Dreams Never End.

           

piątek, 16 listopada 2018

Peel Sessions: Interpol, 18.04.2001


Interpol - amerykańskie Joy Division chciałoby się powiedzieć... Zresztą nie ukrywali nigdy fascynacji Ianem i jego kolegami. Pamiętam jakiś czas temu wywiad którego udzielili jednemu z czasopism muzycznych, wspominali czasy, kiedy byli zespołem amatorskim i musieli urywać się z pracy, żeby grać. Przypomina to początki kariery Joy Division.  I również pod względem twórczości Interpool w pewien sposób przypomina Joy Division, bo również nagrał dwa albumy. Wiem wiem, nagrał ich więcej, ale dwa z nich są ważne i liczące się w dorobku zespołu. Tak to zwykle jest, że trzeci utwór na płycie i trzecia płyta decydują o karierze. Kiedyś słyszałem taką opinię, że ludzie w sklepach podczas przesłuchiwania płyt podejmują decyzję o zakupie właśnie po wysłuchaniu trzeciego utworu. Trzecie albumy są zwykle decydujące, bo zespoły przed wydaniem debiutu mają mniej więcej tyle piosenek, żeby wypełnić właśnie dwie płyty. Kolejna musi być tworzona już po debiucie i nie każda grupa znosi pressing.

No i właśnie Interpol nie znieśli pressingu i zdaniem wielu ludzi znających się na post punk powinni zakończyć działalność po wydaniu drugiego albumu. 

Dzisiejsza sesja Peela, a postanowiliśmy zaprezentować tutaj wszystkie z nurtu post punk i cold wave (TUTAJ) zawiera na szczęście materiał  z początku kariery a dokładnie  z debiutanckiego albumu zespołu Turn on the Bright Lights. Sesja została wyprodukowana przez Simona Askewa, nagranie realizował Jaimie Hart, a odbyło się ono w legendarnym Studio Maida Vale 4, nomen omen 18.04... (oczywiście jest to przypadek) czyli w 21. rocznicę śmierci Iana Curtisa

Zaczyna się od nastrojowego Hands Away  w wersji bardziej akustycznej i pełniejszej jeśli chodzi o klawisze. Wokal jest też nieco bardziej urozmaicony w stosunku do wersji znanej z albumu.  Obstacle 2, też jest inny zwłaszcza w warstwie gitarowej. Zapewne ta bardziej przypomina dokonania Joy Division.   The New - ciekawy wstęp na basie, nostalgiczny wokal Banksa i interesujący tekst  nieco nawiązujący do jednej z piosenek the Cure. NYC - czyli New York City, ostatni utwór sesji i chyba najlepsza piosenka Interpool. Nie ma z nim ślepego naśladownictwa, za to jest  amerykański klimat Nowego Jorku i coś co Interpol niepowtarzalnie wniósł do chłodnej fali... 

Wyłączmy zatem jasne światła.
Interpol: Peel Session, 18.04.2001. Tracklista:  Hands Away, Obstacle 2, The New, NYC.

wtorek, 16 października 2018

Peel sessions: Minimal Compact, 16.01.1985

Minimal Compact to legenda chłodnej fali o której pisaliśmy kilkakrotnie na naszym blogu (TUTAJ). Nie dziwi zatem, że legendarny dziennikarz radiowy John Peel (TUTAJ) zaprosił ich do nagrania sesji (TUTAJ) na potrzeby swojej audycji. Powiem szczerze, że dla mnie Minimal Compact istnieje od płyty Raging Souls z 1985 roku (TUTAJ). Mam co prawda ich wcześniejsze albumy, ale jako wznowienia wydane w specjalnym kartonowym boksie CD Returning Wheel,  o którym napiszę kiedyś w dziale Z mojej płytoteki

Sesja dla Johna Peela  wyprodukowana została przez Dale'a Griffina. Inżynierem dźwięku był Mike Engles, a sesja miała miejsce w legendarnym Studio Maida Vale 5. Zespół wykonał cztery piosenki: The Well, Nada, Not Knowing i Introspection

Pierwszy utwór pochodzi z płyty Deadly Weapons (ale i z albumów koncertowych)  z roku realizacji sesji Peela, jednak nagranie sesyjne ma inną wersję niż albumowa. Na pewno jest ona mniej surowa brzmieniowo niż wersja znana z albumu. Nada jest z tej samej płyty -  wersja na albumie posiada bardzo poetycki rozbudowany wstęp,  u Peela wstęp jest ostrzejszy, bardziej gitarowy i krótszy.  Warto podziwiać znakomite brzmienie basu, który przypomina de facto kontrabas. Not Knowing, również z Deadly Weapons u Peela wypada znacznie lepiej. Na płycie klaszcząca perkusja jest zbyt sztuczna, choć gitara klasyczna i wibrafon zdają  się ratować sytuację.  U Peela nie ma klaskania, jest bardzo łagodny automat perkusyjny, ciekawe klimaty wytwarzane są na klawiszach. Jest też gitara ale mniej przypomina klasyczną - jest bardziej elektryczna. Finalnie Introspection - koncertowy klasyk wydany dopiero po latach na Music From Upstairs (Archives & Experiments).  Nostalgiczna piosenka o bezsensie życia:

The value of life
Nothingness and debts
Order of the universe
The chaos of being
Physical beauty
You're soulless and vain
The flesh always willing
The spirit rough
Happy the men
Who don't know 

Czy po tych wszystkich latach ten tekst stracił na aktualności? 

Minimal Compact, Peel Session, 16.01.1985. Tracklista: The Well, Nada, Not Knowing i Introspection.

wtorek, 25 września 2018

Peel Sessions: Cocteau Twins jakiego nie znacie


Cocteau Twins (TUTAJ), jeden z filarów wytwórni 4AD (TUTAJ) nagrali w studio Johna Peela trzy sesje. I bardzo dobrze, że tak się stało bowiem udokumentowana została ewolucja jaką przeszła muzycznie ta grupa, a ewolucja ta jest czymś zupełnie wyjątkowym. 

Mało kto dzisiaj kojarzy Cocteau Twins z chłodnym zimnofalowym dość schematycznym brzmieniem, które zespół prezentował podczas nagrywania pierwszego albumu Garlands, i towarzyszących mu singlom. Później pojawił się drugi album Head over Heels, i tutaj wyraźnie widać było zmianę stylu, który w zasadzie osiągnął maksimum ideału na Treasure i przychodzącym po nim doskonałym Victorialand... 

Tę ewolucję my słuchacze konsumujemy mając wybór - albo dołować się klimatami takimi jak zaprezentowane dzisiaj, albo popaść w melancholię spokojnej, nostalgicznej i rozbudowanej instrumentalnie muzyki, jak ta pojawiająca się na późniejszych krążkach. Pierwsze płyty zawierają teksty, później sposób śpiewu Elizabeth Frazer to melancholijny głos udający instrument, coś jak Liza Gerrard z Dead Can Dance, czy Claire Hamill na swoim doskonałym Voices, gdzie w zasadzie nie ma już żadnego instrumentu poza głosem... 

Dzisiaj pierwsza sesja u Johna Peela (TUTAJ i TUTAJ)  i pierwsze wcielenie zespołu. Wyprodukowana została przez Johna O. Williamsa, inżynierami dźwięku byli Dave Dade i Mike Engles  a nagrania dokonano w Studio Maida Vale 4. Co ważne, sesja pokazuje, że od początku zespół podąża swoim własnym szlakiem. Mamy chłód gitary, schematyczny bas i automat perkusyjny. Ale proszę zwrócić uwagę na styl śpiewu Elizabeth Frazer. Jest na pewno czymś wyróżniającym, pełnym niepokoju, lęku. 

Sesję otwiera Wax And Wane  z pierwszej płyty zespołu Garlands. W odróżnieniu od nagrania z albumu automat perkusyjny jest bardziej płaski, również gitara gra nieco inaczej niż na albumie. Zwłaszcza zaskakuje solówka na końcu i samo zakończenie. Po nim Garlands, z wiadomej płyty, z ciekawym wstępem, znowu gitara brzmi inaczej niż na płycie, jest na pewno bardziej wyeksponowana. Wokal również jest inaczej zmiksowany, pojawiają się efekty nakładania partii głosowych, których nie ma na albumie. Ogólnie gry gitar, zwłaszcza na drugim planie to znak rozpoznawczy zespołu w tamtym czasie. Alas Dies Laughing - piosenka spoza albumu Garlands ukazała się później na rozszerzonych wersjach płyty. To bez wątpienia jedna z najbardziej ponurych piosenek zespołu:

Flaxen, the dress is born
Crush a crushing stone
Tie a starching walls
Wake takes a mumbling form
Wake takes a mumbling form 
 

Po nim Feathers Oar/Blades również spoza Garlands. Tutaj gitarzystę już zupełnie ponosi. 

Reasumując, kto nie zna Garlands i pojawiającej się w okolicach roku 1982 twórczości Cocteau Twins wiele traci, dziś to podwaliny nowoczesnej muzyki chłodnofalowej. Już na tym etapie pokazali, że są niesamowicie twórczy. 

A szczyty dopiero były przed nimi... 




Cocteau Twins - Peel Sessions, 15.07.1982. Wax And Wane,  Garlands, Alas Dies Laughing, Feathers Oar/Blades. 

środa, 19 września 2018

Peel Sessions: Blue Poland

Od niedawna prezentujemy zespoły występujące u Johna Peela, podczas jego sesji (TUTAJ i TUTAJ). Warto poznać te nagrania, bowiem inżynierowie dźwięku od Peela potrafili czynić cuda, jak choćby z brzmieniem Joy Division, o czym pisaliśmy TUTAJ

Dzisiaj zespół który ma nazwę brzmiącą dla nas bardzo swojsko: Blue Poland. Sesja nagrana została 7.04.1982 roku.  Zawiera cztery utwory: Find Out, Household God, Time And Motion, Puppet Nation

W warstwie tekstowej widać nawiązania do Joy Division, choćby w drugim utworze. Blue Poland powstali w 1979 roku w Liverpoolu, w składzie: Neil Morgan (śpiew), Chris Larsen (bass), Nigel Robinson (gitara i śpiew) i Melanie Deeprose (chórki), po czasie dołączył perkusista Steve Thomas. Wcześniej próbowali jako The Neutral Cover Ups i The Rampant Nasties. Nagrali 3 demo, oraz program u Johna Peela o którym piszemy dzisiaj. Ponadto wystąpili w programie BBC Something Else. Dema nagraniowe:

1) Last of the Zero Hours / Real Shadow / Past Age / Let Me Out Of Here

2) Never Pretend / Endless Silence / Ordinary Level

3) I'm Always Falling Down / Household Gods / Puppet Natio

Sesja u Johna Peela:  


Tracklista: Find Out, Household God, Time And Motion, Puppet Nation. Producentem nagrania był John Owen Williams, realizatorem Dave Dade. Nagrania dokonano w Studio Maida Vale 5. A tutaj wspomniany program telewizyjny z udziałem zespołu:


Swoją drogą jest w powyższym filmiku znakomity klimat lat 80-tych. A muzyka? Brzmi ciągle świeżo mimo upływu czasu...
 
Więcej:


niedziela, 16 września 2018

Z mojej płytoteki: Joy Division - Peel Sessions, czy ktoś mógł nagrać to lepiej niż Martin Hannett?





Dzisiaj podwójny odcinek, bo zarówno moja płytoteka, jak i sesje Johna Peela (TUTAJ i TUTAJ). Jestem posiadaczem płyty winylowej wydanej przez Strange Fruit Record, tłoczonej w UK. Płyta zawiera nagrania z dwóch sesji Joy Division - obie z 1979 roku (14.02 i 10.12, odpowiednio na stronie 1 i 2). Setlista jest na prawdę imponująca - mamy tutaj przegląd przez wszystkie trzy oficjalne płyty z tamtego okresu, a więc Unknown Pleasures, Closer i Still

Warto zwrócić uwagę na kilka detali. Producentem pierwszej sesji  był Bob Sargeant a inżynierem dźwięku Nick Gomm. Drugiej  Tony Wilson (tak tak TEN Tony) i Dave Dade. Obie nagrane zostały w tym samym studio - Maida Vale 4


Okładka zawiera jedno z legendarnych zdjęć Antona Corbijna z londyńskiego metra (TUTAJ).  Choć oryginalne okładki z sesji Peela wyglądały w taki sposób:



Skoro tak to powstaje fundamentalne pytanie - czy panowie podołali legendzie Martina Hannetta (TUTAJ) - genialnego realizatora nagrań który był opisywany jako piąty członek Joy Division? I moim zdaniem odpowiedź na to pytanie brzmi TAK, choć nie do końca. Takie półtak. Dlaczego? 

Wspomnienia członków zespołu pokazują respekt jaki czuli przed Hannettem, podporządkowanie, nieraz nawet wbrew ich woli. Jedynie Ian Curtis doskonale się z nim dogadywał. Ale skoro tak było, to dlaczego zespół nie odszedł od stylu jaki wypracował z nim Hannett - przecież była okazja bo w studio BBC pojawiło się dwóch innych realizatorów. Wilson rozumiem, mógł pilnować żeby zespół zbyt nie odjechał, ale  Bob Sargeant



I drugie półtak - jednak jest jak chciał Hannett ale nie do końca. Obie sesje są dźwiękowo spójne. Słucha się tego jak jednej płyty. Niemniej są różnice - wersje z sesji Peela są lżejsze, mniej jest tutaj pogłosów i dołów, choć głos Iana brzmi doskonale. Jest też nieco inaczej dźwiękowo i co ciekawe tekstowo (Colony w zupełnie innej wersji). 

Czy lepiej niż na płytach? Nie wiem - jest po prostu inaczej. 

A może w końcu spełniło się to, o co zawsze prosił zespół legendarny realizator dźwięku w Factory: tak samo ale inaczej... Warto ocenić samemu. 




Joy Division - Peel Sessions. Tracklista: Exercise One, Insight, Transmission, She's Lost Control, Love Will Tear Us Apart, Colony, Twenty-Four Hours, The Sound of Music 

Więcej: TUTAJ

poniedziałek, 10 września 2018

Peel Sessions: Sisters of Mercy, 19.06.1984. Znacie Sisters? Możliwe, ale nie takie...


O Johnie Peelu i jego sesjach pisaliśmy na naszym blogu TUTAJ. Dzisiaj prezentujemy jedną z dwóch sesji zespołu Sisters of Mercy. Zanim omówimy na blogu dokładnie ich doskonałe albumy, przypomnijmy, że opisywaliśmy już ich wcześniej prezentując znakomity koncert WAKE z 1985 roku (TUTAJ). 

Dzisiaj sesja dla Johna Peela, która miała miejsce 19.06.1984 roku w studio Maida Vale 5, producentem był Mark Radcliffe a realizatorem nagrań Ted De Bono. Sistersi wystąpili w swoim najlepszym składzie: Wayne Hussey (gitara), Gary Marx (gitara prowadząca), Craig Adams (bas), Andrew Eldritch (wokal), Doctor Avalanche (automat perkusyjny). 

Skupmy się na zupełnie niesamowitej ścieżce dźwiękowej. Przypomnijmy, że jesteśmy przed nagraniem znakomitego albumu First and Last and Always, nie dziwi zatem, że zespół eksperymentuje z wersjami piosenek, i niektóre z nich mają zupełnie zaskakujące wersje w porównaniu do albumowych. 

Na początek mamy Walk Away, ta wersja jest inna od albumowej, choć różnice nie są znaczące. Jest dłuższy wstęp na automacie perkusyjnym, nieco inna gitara solowa na drugim planie, a i perkusja nieco inaczej i wyraziściej brzmi. Również wokal w refrenie wyraźnie śpiewa wyżej. Wszystko to sprawia, że to lepsza i znacznie mniej zautomatyzowana wersja niż ta, którą znamy z albumu.  

Emma - utwór znany wyłącznie z singli i składanek lub wznowień (z 1986 roku), to cover spółki Brown/Wilson. Głos Eldritcha ze wspaniałym pogłosem, znacznie niższy niż do którego przywykliśmy...  

The Poison Door też nie znalazł się na żadnym oficjalnym albumie zespołu, a szkoda. Ukazał się za to na wznowieniu (2006 rok) pierwszej płyty grupy First and Last and Always. Myślę, że dla tej ostatniej byłoby znacznie lepiej, gdyby ta piosenka zajęła miejsce chyba najsłabszego na tej płycie A Rock and a Hard Place. Znakomita wersja, ze smyczkami i zupełnie szokującym zakończeniem na pianinie. 

No i ostatni utwór. Tutaj absolutnie hitowa wersja, która to powinna być umieszczona na  First and Last and Always. Odciążona brzmieniowo, płynąca, zawierająca niesamowite efekty dźwiękowe, poprzeplatane wokalizy. Mowa oczywiście o eksperymentalnej wersji No Time To Cry. Jest moc. Zamiast monotonicznego łupania automatu jest coś więcej, nutka awangardy i wysokotonowe wokalizy. 

Sometimes in the world as is you've
Got to shake the hand that feeds you
It's just like Adam says
It's not so hard to understand
It's just like always coming down on
Just like Jesus never came and
What did you expect to find
It's just like always here again it's..

Czy jest coś co dzisiaj może zabrzmieć lepiej?    

Tracklista: Walk Away, Emma, The Poison Door, No Time To Cry