Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja płyty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja płyty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 grudnia 2018

Isolations news 16: The Soft Moon w Polsce! Legendarny singiel Joy Division do kupienia jak za darmo, historia post - punk na 5 CD, Joy Divison w recenzji nowego albumu the 1975


The Soft Moon w Polsce! Zespół, który jako źródło inspiracji podaje między innymi Joy Division, a ostatnio muzyka którego ewaluowała bardziej w kierunku industrialu i Nine Inch Nails, wystąpi na koncertach w marcu, dokładnie 19.03.2019 roku w Poznaniu i 22.03.2019 w Krakowie. 

Przypomnijmy, że o amerykańskim zespole Luisa Vasqueza pisaliśmy zanim stało się to modne TUTAJ. Bilety w całkiem rozsądnych cenach (od 69 PLN) do kupienia TUTAJ. Ich ostatnie dokonania koncertowe (rok 2018) można zobaczyć na poniższym klipie.

Jest lepiej niż bywało ostatnio, przynajmniej na tym koncercie, bowiem zespół wraca do korzeni i jest mniej raznorowania niż jakiś czas temu bywało. Może się wybiorę? Jeśli tak, na pewno o tym napiszemy.

Legendarny singiel Joy Division, An Ideal for Living (TUTAJ) do kupienia na Ebayu. Za singiel na wydanie którego Ian Curtis musiał wziąć pożyczkę w banku, a zespół projektował okładkę, ba nawet sklejał go osobiście, trzeba zapłacić bagatela 2950 GBP, czyli po obecnym kursie około 14 000 PLN. 

Nie zapomnijcie o kosztach przesyłki, zwłaszcza jeśli jesteście z Poznania czy Krakowa... Singiel jest TUTAJ.

To the Outside of Everything - tak nazywa się bardzo ciekawe wydawnictwo Avalanche Records. Na pięciu płytach CD ponad 100 piosenek, a wśród wykonaców między innymi Joy Division, Magazine, New Order, Killing Joke, Human Leaugue, czy Ultravox. Cena niewysoka  - 36 funtów (173 PLN) plus nieznane koszty transportu. Tracklista i możliwość zakupu TUTAJ - śpieszcie kochać ostatnie sztuki, tak szybko odchodzą, zwłaszcza, że wczoraj jedną nabyłem... 

Oczywiście opiszemy ją u nas, jak tylko przyleci.  


Można pisać o muzyce mając o niej pojęcie lekko mówiąc mgliste? Oczywiście. Jeden z portali publikuje recenzję płyty zespołu the 1975. Trochę Coldplay, trochę Joy Division, trochę zlot sprzedawców ubezpieczeń czytamy w recenzji. Ja się, poza faktem że zespół jest z Manchesteru, Joy Division tutaj wcale nie dopatruję. 

No, ale ja się nie znam...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 14 października 2018

Z mojej płytoteki: Nine Inch Nails (NIN) - Fragile


Trent Reznor - człowiek zupełnie zakręcony, o którym krążą legendy, człowiek który kupił dom  w którym Charles Manson dokonał rytualnego mordu na ciężarnej żonie Polańskiego... 

NIN - dziewięciocalowe gwoździe, nazwa mówi sama za siebie, poza tym Reznor jest muzycznym ojcem Marilyna Mansona i wielkim fanem Joy Division, o czym pisaliśmy TUTAJ.

Zatem dzisiaj jesteśmy bardzo na południe od powierzchni Ziemi i piszemy o królu industrialu, a dokładnie jego dziele Fragile z 1999 roku. Jest to trzecia płyta długogrająca NIN, moim zdaniem kończąca znakomitą epokę industrialu. Epokę rozpoczętą od Pretty Hate Machine (1989), płyty jeszcze nie do końca tak wyrobionej brzmieniowo, absolutnego dzieła  jakim było the Downward Spiral (1994) a zakończonej na Fragile właśnie. Dziele na którym NIN osiągają absolutnie mistrzostwo świata jeśli chodzi o budowanie nastroju. 

Na albumie nie ma słabych utworów, a weźmy pod uwagę że mamy tutaj dwie płyty - left i right i w sumie aż 23 piosenki! Wersja którą dysponuję to halo fourteen (NIN miało w zwyczaju wypuszczanie różnych wersji tego samego albumu). 


Płyta jest wydana w sposób absolutnie mistrzowski. Piękna kolorystyka, bogata książeczka z tekstami i kartonowa oprawa. Na prawdę jak na tamte czasy to rarytas, zresztą cenowo dość kosztowny. 

Muzycznie płyta jest dość mocna, ale to nie znaczy, że w całości. Reznor potrafi uspokoić słuchacza, choćby tak doskonałymi piosenkami jak nostalgiczna ballada industrialna La Mer - można zaryzykować chyba twierdzenie, że to najpiękniejsza ballada industrialu. 


Czy to możliwe, że człowiek tak dziwaczny jest w stanie wznieść się na wyżyny wrażliwości i skomponować tak piękną piosenkę? Proszę zwrócić uwagę na potęgowanie napięcie, po wstępie na pianinie pojawia się skromna sekcja rytmiczna, by zupełnie naturalnie, niczym w tle zaczęła odgrywać rolę pierwszoplanową elektronika. W końcu ta wycisza się i znowu pojawia się wątek na pianinie...

Doskonale pamiętam tamten czas, kiedy płytę promował teledysk We're In This Together. Teledysk, utrzymany w czarno-białej konwencji wyraźnie nawiązuje do klimatów z książek Orwella (TUTAJ). Autor przedstawia w nim wizję kataklizmu atomowego. 

Inny teledysk z tamtego okresu to Into the Void - można zobaczyć zespół w pełnej krasie. Wiele się od tamtego czasu zmieniło...

Reasumując: o ile Pretty Hate Machine jest płytą na pograniczu elektronicznego popu i industrialu, to zarówno the Downward Spiral jak i Fragile należy uznać za klasykę tego ostatniego. Każdy kto chce uważać się za znawcę stylu musi koniecznie poznać te dwie płyty. Zespół dzięki nim stał się ikoną stylu i zyskał masę naśladowców.   



Nine Inch Nails - The Fragile, Nothing Records, 1989. Producenci; Trent Reznor i Alan Moulder. Tracklista: Left: Somewhat Damaged, The Day the World Went Away, The Frail, The Wretched, We're in This Together, The Fragile, Just Like You Imagined, Even Deeper, Pilgrimage, No, You Don't, La Mer, The Great Below. Right: The Way Out is Through, Into the Void, Where is Everybody?, The Mark Has Been Made, Please, Starfuckers, Inc., Complication, I'm Looking Forward to Joining You, Finally, The Big Come Down, Underneath It All, Ripe (With Decay).  

Posłuchajmy:   

niedziela, 1 lipca 2018

Polski cold wave: Schröttersburg czyli Melancholia z Płocka, jest dobrze ale mogłoby być lepiej


Schröttersburg - oznacza po niemiecku Płock, tak też nazywa się pochodzący stamtąd zespół, którego twórczość chcieliśmy dzisiaj zaprezentować. Jak sami piszą o sobie Schröttersburg z Płocka to kapela, której początki sięgają 2008 roku. Skład nie zmienił się od 2015 roku i tworzą go: Michał (wokal i gitara basowa), Krzysiek (gitara i klawisze) i Marcin (perkusja). 

Wydali właśnie trzeci album Melancholia, i o nim właśnie dziś. Po pierwsze słowa szacunku i uznania za szatę graficzną, za to że jest dostępny winyl, za to że grają tak a nie inaczej. Ale mimo tego muszę napisać kilka słów krytyki. Może któryś z nich przeczyta i recenzja okaże się przydatna? 

Płytę otwiera  Joshua Ben Joseph, ciekawy instrumentalnie klimat, bas, gwizd coś jakby Rammstein, i chłodne klimaty klawiszy. Jest moc na otwarcie. Gitara przypomina trochę Joy Division, może bardziej The Editors, dobry wokal. Niestety warstwa tekstowa pozostawia wiele do życzenia. Tekst jest zbyt prosty, nie niesie w sobie żadnego głębszego przesłania, nie ma w nim mistyki, przysłowiowego drugiego dna.  No i te rymy... Drugi utwór, Melancholia - perkusja i bas a la Sisters of Mercy. Brzmieniowo piosenka zawiera w sobie głębie, tak ważną dla cold wave. Prosty tekst co prawda oddaje jakąś myśl, ale znowu pojawia się pytanie czy nie za płytką? Cały świat, cały czas pozbywa się nas... Nie, no tekściarz musi ewoluować. Kolejny utwór, † † † - linia melodyczna przypomina dokonania Second Still, o którym pisaliśmy TUTAJ. I znowu tekst... Jesteśmy ciszą warstwą tekstową porusza problemy egzystencji i uczuć w wielkim mieście. Klawisze, jak i wokal przypominają Siekierę z płyty Nowa Aleksandria, a dokładnie piosenkę tytułową z tamtego albumu.  Dłonie z kolei, mają bardzo ciekawą muzykę, ale warstwa tekstowa znowu jest zbyt prosta. Piosenka od pewnego momentu przyspiesza, co nadaje jej dodatkowego uroku. To jeden z najciekawszych utworów na płycie.  Pociągi to już czyste Joy Division. Niestety tekstowo jest znowu dość mało ciekawie. Siedem rozbudza nadzieje doskonałym wstępem, głębią, ale styl wokalu miejscami jest zbyt krzykliwy. Szkoda bo ten utwór mógłby na prawdę stać się hitem. Płytę zamyka Popielec, ciekawy początek, po którym piosenka nabiera rytmu. Znowu styl wokalu jest zbyt krzykliwy, wręcz denerwujący. 

Reasumując,  szacunek za grafikę, winyl, klimat i muzykę. Warstwa wokalna jednak miejscami jest trudna do słuchania, za mocna i krzykliwa. Nie idźcie tą drogą! Również teksty są zbyt mało poetyckie, taki prosty przekaz może znajdzie odbiór wśród młodszych słuchaczy, ale raczej nie przyciągnie ludzi którzy są koneserami post punk i cold wave. Widać wzorowanie się na klasykach stylu, ale póki co zespół idzie w dobrym kierunku i szuka własnego. O ile wokal będzie mniej krzyczał a więcej śpiewał, a teksty nie staną się bardziej banalne, tylko wręcz przeciwnie, Schröttersburg ma szansę na wielką karierę. I tego im życzymy. Fragmentów płyty można posłuchać tutaj: 
 
 
 
A całego albumu TUTAJ.

Podsumowując, jeśli Unknown Pleasures to 10, Melancholia uzyskuje 6/10.  Nieźle. Czekamy na kolejne płyty.