Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pismo Święte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pismo Święte. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 grudnia 2024

Zagadki życia świętego Józefa w sztuce na przełomie wieków

Żyd z Nazaretu żyjący w I wieku, a noszący imię Józef stał się jedną z najbardziej znanych osób na świecie, nie wypowiadając ani jednego słowa. W Biblii św. Józef jest prawie niewidzialny. Nowy Testament odnosi się do niego, jako do prawnego ojca Jezusa i męża Maryi. Występuje jednak tylko w kilku początkowych momentach życia Jezusa. We śnie przeżył swoje Zwiastowanie, opiekował się Maryją i Jezusem od chwili narodzin Dzieciątka i ucieczki do Egiptu. Po raz występuje w opisie pielgrzymki Świętej Rodziny do Jerozolimy, kiedy 12 letni Jezus zaginął i odnalazł się w Świątyni. Kilka lat później najprawdopodobniej umarł w Nazarecie


Cichy styl życia Józefa wpłynął na jego wyobrażenia w sztuce. Od pierwszych wieków aż do XVI stulecia Józef ukazywany był w tylko towarzystwie Maryi i Jezusa, w scenach Narodzin i Adoracji Dzieciątka Jezus, ucieczki do Egiptu, ewentualnie podczas innych chwil opisanych w Ewangelii. Tak jest na najstarszym przedstawieniu, na mozaice w Bazylice Santa Maria Maggiore w Rzymie, gdzie Józef został pokazany jako młody, brodaty, ubrany w rzymską tunikę mężczyzna w scenie Narodzin Jezusa, rozmawia z aniołami, trzymając w lewej ręce nie kij pasterski ale laskę symbolizującą władzę i odpowiedzialność. W innym cyklu Józef stoi na tle Betlejem, miasta Dawida, z rodu którego narodził się Jezus. Po prawej jego stronie widać Jerozolimę, miejsce śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Potem, z biegiem czasu, wraz z wzrostem nabożeństwa do św. Józefa, zaczęto go pokazywać głównie jako opiekuna Maryi i Dzieciątka. W tryptyku z Pokłonem Trzech Króli Hieronima Boscha (1494) św. Józef na lewym skrzydle klęczy w cieniu i ogrzewa pieluszki nowonarodzonego dziecka przy ognisku.
 


W innych dziełach, na przykład w obrazie Odpoczynek podczas ucieczki do Egiptu  Gerarda Davida (1510), Maryja karmi Dzieciątko winogronami, a św. Józef w tym czasie strąca kijem kasztany z drzewa.

Na innym obrazie św. Józef na przykład gotuje na podłodze kaszkę.
 
Conrad von Soest , Boże Narodzenie (1403)
 

Jak widzimy Conrad von Soest przedstawia Józefa jako starszego mężczyznę, o siwych włosach i długiej, białej brodzie. I mimo, że temat przedstawień jest dość schematycznie ukazywany to sam św. Józef wyobrażany jest różnorodnie: Święty jest stary, młody, w chwili snu, podczas pracy, o sporej tężyźnie ale i w słabości zdradzającej podeszły wiek.
 
I tu dotykamy kolejnego problemu z tym Świętym, którym był teologiczny dylemat związany z jego wiekiem. Czy Józef był stary, gdy się żenił z Maryją? Raczej musiał być w sile wieku, bo według Ewangelii św. Józef wyruszył pieszo lub na ośle w fizycznie wymagającą podróż do Egiptu, aby uchronić swojego ziemskiego syna i żonę przed zemstą z rąk Heroda. Ponadto św. Józef był cieślą, a praca ta wymagała siły i zręczności. Nauczył także tego rzemiosła Jezusa.
 
W XVII wieku następuje radykalna zmiana w sztuce, wraz z upowszechnianiem się idei kontrreformacji. Św. Józef na obrazach zostaje pokazany sam na sam z Dzieciątkiem, artyści podkreślali w ten sposób związek pomiędzy ojcem i synem, przywiązanie i pełne czułości chwile. W najczęściej reprodukowanym obrazie autorstwa Guido Reniego (1635) św. Józef trzyma Dzieciątko tak samo jak wcześniej Madonna, a ono bawi się jego brodą. U Bartolomé Estebana Murillo św. Józef podtrzymuje dziecko stojące na kamiennym cokole, aby nie spadło.

Guido Reni, Święty Józef trzymający na rękach Dzieciątko Jezus (1635)
 

Bartolomé Esteban Murillo, Święty Józef i Dzieciątko Jezus (1665-66)

W czasach nowożytnych Opiekun Jezusa staje się patronem królestw i prowincji.  Hiszpański król Karol II mianował Józefa patronem swojego imperium. W Austrii i Czechach za cesarza Józefa zapanował Józefinizm i powstały ogromne cykle malarskie ze scenami z życia św. Józefa. Przenoszony przez misjonarzy kult św. Józefa na  obie Ameryki skutkuje nowymi, niezwykłymi plastycznymi pracami. W Peru artyści połączyli wizerunek przywieziony z Europy z elementami pochodzącymi z ich rodzimej tradycji. W rezultacie powstał niezwykły obraz na którym Józef trzyma małego Jezusa na rączkę, jakby obaj zostali uchwyceni podczas spaceru (LINK). Obaj odziani są w jaskrawe, pokryte płatkami złota szaty uszyte z tkaniny Cumbi, materiału zarezerwowanego dla władców Inków. Czerwone sandałki Jezusa nawiązują do obuwia noszonego przez arystokrację inkaską. Jezus przy tym niesie koszyczek z narzędziami stolarskimi…

Malarz szkoły z Cuzco, Święty Józef i Dzieciątko Jezus (przełom XVII i XVIII w.) 
 


W Polsce najważniejsze  sanktuarium św. Józefa znajduje się Kaliszu, gdzie czczony jest obraz św. Rodziny. Jedno najstarszych przedstawień św. Józefa, pochodzące z 1678 roku czczone jest w kościele Mariackim w Krakowie, który pod 1715 roku oddano temu Świętemu pod opiekę. Od XVII wieku św. Józef staje się nie tylko patronem krajów. Mianowany jest potężnym Wspomożycielem w najtrudniejszej dla każdego człowieka chwili, czyli w momencie śmierci. Na wielu obrazach św. Józef jako patron dobrej śmierci zostaje pokazany właśnie w tej intymnej, ostatniej godzinie swojego życia. Tak go pokazał Giuseppe Maria Crispi. Obraz, namalowany pod patronatem kardynała Bolonii, przedstawia starego i umierającego Józefa w biednym i smutnym domu. Zapłakana Maryja siedzi przy łóżku męża, u którego stóp leży laska. Narzędzia ciesielskie są porzucone obok. U wezgłowia stoją aniołowie, a młodzieńczy Jezus siedzi, trzyma przybranego Ojca za rękę i mu błogosławi.

Giuseppe Maria Crespi, Śmierć św. Józefa (ok. 1712)

I tu dochodzimy do kolejnego problemu związanemu z osobą św. Józefa. Jest on obok Maryi jedynym świętym, którego relikwii nie znajdziemy w żadnym kościele. Nawet lokalizacja grobu  przez wiele stuleci była niewiadoma. Według tradycji było tylko wiadome, że zmarł i został pochowany w Nazarecie. Aż w 1853 roku doszło do sensacyjnego, przypadkowego odkrycia w podziemiach w klasztoru Sióstr Nazaretanek w Nazarecie. Siostry podczas zwykłego remontu znalazły wejście do  sklepionych podziemi i pustej komory grobowej w I wieku n. e. Podziemia uznano za pozostałości domu, warsztatu ciesielskiego św. Józefa, a jedną z komór zamkniętą wielkim głazem za jego grób. Kompleks leży blisko Bazyliki Zwiastowania, postawionej według przekazów na ruinach domu św. Joachima i Anny. Piwnice klasztoru sióstr Nazaretanek od 2004 roku szczegółowo badał archeolog prof. Ken R. Dark z Uniwersytetu w Reading. Uzyskane wyniki opisał niedawno w książce The Sisters of Nazareth convent. A Roman-period, Byzantine and Crusader site in central Nazareth, Londyn, 2020. oraz wydanej w zeszłym roku Archaeology of Jesus' Nazareth (LINK).


Jak wspomnieliśmy grób w Nazarecie był pusty. Gdzie więc podziały się szczątki św. Józefa? Święty Bernardyn ze Sieny (+1444) wprost wyraził przekonanie, że św. Józef, podobnie jak Maryja, został przez Jezusa po swojej śmierci z ciałem wzięty do nieba. Pogląd ten podzielał także św. Franciszek Salezy. Potwierdzeniem tej opinii może być zdarzenie, które miało miejsce w XIX wieku w Santa Fé, w stolicy Nowego Meksyku w USA. Otóż Siostry Loretanki, które w 1873 roku wybudowały w tym mieście kaplicę i klasztor znalazły się po nagłej śmierci budowniczego kościoła w wielkim kłopocie. Okazało się, że wykonawca umarł zanim skończył budowlę i w kaplicy nie było schodów prowadzących na chór. Zmartwione i bez środków dokończenie budowy siostry powierzyły swój kłopot św. Józefowi. Ostatniego, dziewiątego dnia Nowenny do św. Józefa, do furty klasztoru zapukał mężczyzna, który zaoferował swoją pomoc i obiecał ze zbuduje schody. I tak się stało. Nikomu nieznany cieśla wybudował spiralne schody bez centralnej podpory czy ściany na której by się opierały i to bez użycia gwoździ czy choćby kleju. Schody po dziś dzień stoją wbrew prawom fizyki, liczba ich stopni wynosi 33, a żeby było jeszcze bardziej zagadkowo,  drewno użyte do ich budowy pochodzi z gatunku drzewa, które  nie występuje w stanie Nowy Meksyk i nie kupiono go w Santa Fé. Gatunek świerku, z którego pozyskano drewno, rośnie aż na Alasce, odległej prawie 6 tysięcy kilometrów. Oryginalne schody nie miały poręczy, dopiero dziesięć lat później dobudował ją inny cieśla Phillip August Hesch.

Cichy św. Józef, wierny małżonek Maryi, odpowiedzialny ojciec rodziny, przyjaciel nieszczęśliwych, opiekun chorych i umierających, opiekun Kościoła, poskromiciel złych duchów trapiących człowieka - złych nałogów, nieopanowanych namiętności - jest patronem wielu profesji, miast, krain i państw. Patrząc na małe figurki w tradycyjnych szopkach warto zdawać sobie sprawę z tego, kim był…
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 5 października 2024

Święte schody do Nieba: niedoceniona relikwia chrześcijaństwa

Od pewnego czasu opisujemy na naszym blogu najważniejsze relikwie naszej chrześcijańskiej cywilizacji – czym są i gdzie można je zobaczyć. Pisaliśmy już o Świętym Graalu (LINK), o chuście św. Weroniki oraz chuście, którą położono na twarzy Chrystusa złożonego w grobie (LINK), a nawet o srebrnikach Judasza (LINK). Ale dzisiaj chcemy przypomnieć jedną z największych relikwii. Są to schody. Marmurowe schody o 28 stopniach. Ze śladami krwi na drugim, jedenastym i ostatnim stopniu. Co to za schody i gdzie się znajdują? W Rzymie, wypełniają sobą kaplicę stojącą przed Bazyliką św. Jana na Lateranie. Są to Święte Schody wymontowane według tradycji przez św. Helenę, matkę cesarza Rzymu Konstantyna Wielkiego, z pałacu Piłata w Jerozolimie. To po nich na sąd szedł Chrystus, to na ich szczycie ubrany w koronę cierniową i purpurową szatę usłyszał od Piłata Ecce Homo! (Jan 19:5).


Oczywiście niemal à priori wielu historyków i archeologów zaprzecza autentyczności tych schodów. Głównym argumentem jest sama myśl, że mogłyby zachować się tak nienaruszonym stanie przez 2 tysiące lat w innym miejscu niż pierwotne. Innym jest opinia jakoby w Jerozolimie nie używano do budowy marmuru. Co do pierwszego trzeba zauważyć, że wiele zabytków zachowało się w Europie z jeszcze dawniejszych czasów a nawet z odległych Chin (niedawno odkryto, że weneckie lwy są chińskim importem…) więc załadunek na statek i przetransportowanie marmurowych schodów z Jerozolimy do Rzymu nie stanowił większego wyzwania.  A co do drugiego zarzutu, jest on absurdalny. Badania archeologiczne w Jerozolimie wykazały, że marmurem wykładano wiele reprezentacyjnych sal np.: pałacu Heroda i innych okazałych budynków.

Zresztą, do niedawna nawet powątpiewano nawet czy aby Poncjusz Piłat istniał, czy nie był postacią fikcyjną. Potwierdzeniem, że ktoś taki żył naprawdę było znalezisko z 1961 roku z Cezarei, którą była tablica o wymiarach 82 na 65 cm z częściowo zachowanym napisem, który zrekonstruowany brzmi: (…)s Tyberium/ Pontius Pilatus/ Praefectus Judaeae/ (…) e (…). Tablica ta znajduje się obecnie w Muzeum Izraela w Jerozolimie i nosi numer katalogowy to AE 1963, 00104. Obiekt datowany jest na ok. 36 rok n.e.


Innym artefaktem uznanym za należący do Piłata jest sygnet z niesprecyzowanego stopu miedzi znaleziony w 1969 roku w ruinach pałacu i monumentalnej fortecy wybudowanej przez króla Heroda Wielkiego na pustyni niedaleko Betlejem, 16 km od Jerozolimy. Wyryte na nim zniekształcone greckie litery odczytano dopiero w 2018 roku. Zatarte przez erozję i czas, niewidoczne gołym okiem, tworzą koślawy napis Pilato.
Kolejną trudnością, która utrudniała uznanie rzymskich schodów za autentyczne było ustalenie miejsca, w którym odbył się proces Jezusa, czyli pierwotnej lokalizacji marmurowych schodów. Według Ewangelii sąd Piłata musiał zostać przeprowadzony tam, gdzie mógł się tam zebrać spory tłum i gdzie Piłat mógł siedzieć na trybunale - krześle sędziowskim (Mt 27:17-19). Jan zapisał także następujące fakty: Gdy więc Piłat usłyszał te słowa, wyprowadził Jezusa na zewnątrz i zasiadł na trybunale, na miejscu zwanym Lithostrotos, po hebrajsku Gabbata. (J 19,13). Tak więc sąd Jezusa przez Poncjusza Piłata odbył się na otwartym, wybrukowanym placu z podwyższeniem na krzesło blisko dawnego pałacu Heroda, pełniącego wówczas funkcję rzymskiego pretorium.


Pretorium było oficjalną rezydencją każdego rzymskiego namiestnika. W tym czasie Piłat miał główną siedzibę w Cezarei Maritma, gdzie pretorium umiejscowiono w starym pałacu Heroda Wielkiego (Dz Ap. 23:35). Oczywiście w Jerozolimie było jeszcze kilka innych budowli użyteczności publicznej więc pretorium lokowano także w  twierdzy Antonia w północno-zachodnim narożniku Wzgórza Świątynnego, w pałacu Hasmoneuszy i w końcu – w luksusowym pałacu króla Heroda Wielkiego, przebudowanym przez Heroda Antypasa



Przyjmuje się, że z różnych względów Piłat zamieszkał w pałacu Heroda. Pisał o tym Filon z Aleksandri a także Józef Flawiusz, który odnotował, że późniejszy rzymski prokurator Judei, Gessius Florus (ok. 64-66 r. n.e.), będąc w Jerozolimie, urządził swoją kwaterę w pałacu; i… kazał wystawić przed nim swój trybunał i zasiadał na nim.
Archeolog Shimon Gibson, który od wielu lat zajmuje się wykopaliskami w Jerozolimie i w ogóle w Ziemi Świętej wykluczył inne miejsca, bo zauważył, że twierdza Antonia byłaby zbyt mała, aby pełnić funkcję czegoś więcej niż rzymskiego posterunku i wieży obserwacyjnej, to samo było z pałacem Hasmodeuszy. Jedynie Pałac Heroda po zachodniej stronie miasta spełniał wymogi siedziby rzymskiego namiestnika, więc tam ulokowano także Pretorium. Podobnie jak w przypadku Świątyni, Pałac Jerozolimski Heroda został zbudowany na podwyższonej platformie o wymiarach około 1000 stóp (północ-południe) na 180 stóp (wschód-zachód). Opierał się na murach oporowych wznoszących się 13 do 16 stóp nad poziomem gruntu. Składał się z dwóch głównych budynków, każdy z własnymi salami bankietowymi, łaźniami i miejscami noclegowymi dla setek gości. Dwa skrzydła były nazwane na cześć Agryppy i Cezara, pomiędzy nimi znajdowały się ogrody z portykami. Teren obejmował poza tym gaje, kanały i stawy wyposażone w fontanny z brązu. Pozostałości Pałacu Heroda w Jerozolimie można dziś zobaczyć w pobliżu tzw. Wieży Dawida. Najniższe warstwy kamienia w jego murach pochodzą z czasów Heroda. Gibson potwierdził te domniemania, odsłaniając pozostałości bramy w murze zachodnim, która miała prowadzić do kompleksu pałacowego Heroda.

Brama ta została  nazywana Ukrytą Bramą lub Bramą Esseńczyków i prowadziła na wewnętrzny dziedziniec wyłożony kamieniami i z wystającym kamiennym podestem po jednej ze stron, który idealnie odpowiada położeniu miejsca rzymskiego trybunału, dokładnie jak sugerował Józef Flawiusz i św. Jan. Stąd, chociaż można założyć, że brama była używana głównie jako prywatne wejście do Pretorium, nie wyklucza to, że wewnątrz bramy i na dużym dziedzińcu położonym między murami mogły odbywać się różne publiczne czynności, takie jak posłuchania większej grupy ludzi i publiczne procesy. Było to wygodne ze względu na sprawowanie łatwej, w tym miejscu, kontroli nad tłumem zgromadzonym na placu z portyku wokół. Z relacji Jana wynika, że Piłat wielokrotnie wchodził i wychodził ze swojej rezydencji (J 18:29, 33, 38; 19:4), aby porozmawiać z Jezusem, a następnie wychodził do Żydów czekających na zewnątrz, przed pałacem. Musiało to wszystko więc znajdować się niedaleko od siebie. 

Na pewno precyzyjne ustalenie rozplanowania utrudniają wydarzenia następujące po Ukrzyżowaniu i Zmartwychwstaniu Chrystusa: W roku 66 n.e. rzymski namiestnik Gessius Florus zorganizował masowe krzyżowanie Żydów, co wywołało Pierwsze Powstanie Żydowskie. Zbuntowani Żydzi weszli do pałacu i go spalili. Zostały z niego tylko trzy wieże wzniesione przez Heroda Antypasa, ale i te w znacznej części zostały zniszczone kiedy przyszły cesarz rzymski Tytus zrównał większość Jerozolimy z ziemią w 70 r. n.e (na zdjęciu poniżej dolna część konstrukcji z bloków jest reliktem pałacu Heroda).

I prawdopodobnie trzysta lat później z gruzu po pałacu cesarzowa Helena wydobyła marmurowe stopnie schodów, niegdyś umieszczone przed Ukrytą Bramą, i nakazała przewiezienie ich do Rzymu. Tam jej syn, cesarz Konstantyn, kazał zbudować bazylikę i prawdopodobnie tam umieszczono schody a następnie po kilku wiekach zainstalowano w nowym pałacu papieży. Wpis w Liber Pontificalis dotyczący papieża Sergiusza II (844-7) wspomina, że to on podjął taką decyzję.  Po tzw. niewoli awiniońskiej pałac papieski był ruiną, dopiero papież Sykstus V nakazał jego przebudowę w 1586 roku. Prace zlecono architektowi Domenico Fontano. Cały średniowieczny kompleks został zburzony i zastąpiony obecnym mniejszym pałacem rozplanowanym wokół kwadratowego dziedzińca na północ od Bazyliki Laterańskiej. Jednak papież nakazał zachowanie Sancta Sanctorum czyli świętej kaplicy na szczycie Świętych Schodów. I tak też się stało. 


Fontana zburzył wszystko wokół tej kaplicy (i schodów), pozostawiając najwyższą kondygnację dwukondygnacyjnego fragmentu. Dobudował do niej klatki schodowe  poprowadzone w podłużnych loggiach, a w środkowej zainstalował stopnie Scala Santa. Samą kaplicę Sancta Sanctorum obudował dwiema innymi - jedną po prawej poświęconą św. Wawrzyńcowi (obecny kościół), a drugą po lewej, św. Sylwestrowi papieżowi. Ściany zostały pokryte freskami przez zespół artystów pod przewodnictwem Cesare Nebbii i Giovanniego Guerry. Projekt obejmował także przemalowanie fresków z XIII wieku w obrębie Sancta Sanctorum. Całość prac zajęła trzy lata.

Obecnie, Santuario Pontificio della Scala Santa – czyli Papieskie Sanktuarium Świętych Schodów - jest jednym z najbardziej czczonych miejsc pielgrzymkowych w Rzymie, przyciągające co roku tysiące odwiedzających. Po schodach można wchodzić tylko na kolanach, a z wejściem powiązany jest odpust zupełny.

Ilustracje ukazujące rekonstrukcje pochodzą STĄD.  Reszta ilustracji LINK.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 18 listopada 2023

Drabina w Starym i Nowym Testamencie, starożytnym Egipcie i rytuałach masońskich

Drabina. Dwie żerdzie połączone ze sobą poprzecznymi drążkami są urządzeniem znanym od początku cywilizacji. Drabina w starożytnych domostwach była jednym z najpotrzebniejszych sprzętów. Za wyjątkiem masywnych budowli zaopatrzonych w schody, jedynie dzięki drabinie można było uzyskać dostęp do wyższych kondygnacji. Dość szybko drabina nabrała jednak znaczenia symbolicznego i motyw drabiny rajskiej opartej na ziemi i skierowanej ku niebu, jako dźwigni umożliwiającej przystęp do niebieskich przybytków stał się elementem wyrażającym religijne wyobrażenia najpierw w starożytnym Egipcie, a potem w innych kulturach. 

Egipcjanie wierzyli, że bogowie Ozyrys, Ra i Horus po to szykują zmarłym drabiny aby ci dostali się do nieba. Z kolei w świątyniach Mitry budowano osiem bram, umieszczanych jedna nad drugą, symbolizujących drogę oczyszczenia, w celu dotarcia do najwyższego kręgu zaświatów. Obraz drabiny przeniknął także do symboliki chrześcijańskiej. Drabina, jako arma Christi, czyli jedno z narzędzi męki, często na obrazach opiera się o krzyż bo według służyła do umieszczenia Chrystusa na krzyżu a potem do zdjęcia Jego ciała. Według tradycji Wschodu Zbawiciel sam, po drabinie, wspiął się na drzewo kaźni. 


I tak drabina, związana ze śmiercią Jezusa niesie w sobie ogromy ładunek znaczeń, choć w Biblii wcześniej występuje tylko dwa razy: w Pierwszej Księdze Machabejskiej służy do oblegania i zdobycia miasta, a w Księdze Rodzaju występuje w opisie snu patriarchy Jakuba, który miał wizję drabiny opartej na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili po niej w górę i schodzili na dół. Na szczycie drabiny znajdował się Bóg, który mu oznajmił: Ja jestem Pan, Bóg Abrahama i Bóg Izaaka. Ziemię, na której leżysz, oddaję tobie i twemu potomstwu. A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie i przez twych potomków. Ja jestem z tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem sprowadzę cię do tego kraju. Bo nie opuszczę cię, dopóki nie spełnię tego, co ci obiecuję


W Ewangelii taką metaforyczną drabiną łączącą ziemię z niebem stał się Chrystus, Bóg–Człowiek, obiecany i zapowiedziany Potomek Abrahama, Izaaka i Jakuba, w którym wszystkie ludy ziemi dostępują Bożego błogosławieństwa. Już średniowieczni filozofowie (m.in. św. Augustyn czy św. Tomasz z Akwinu) w swoich tezach filozoficznych wykorzystywali pojęcie drabiny bytów, w której człowiek zajmował jeden ze szczebli. W tym przypadku drabina symbolizuje hierarchię społeczną, a jej kolejne szczeble oznaczają poszczególne stanowiska, którą można także interpretować jako pomost łączący niebo z ziemią. Symbolizuje również trud drogi jaka czeka człowieka, wart jednak mimo to poświęcenia aby ten osiągnął wytyczony cel. Potwierdził to zresztą sam Chrystus, zapowiadając, iż na końcu czasu wszyscy ujrzą „niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących [do nieba] i zstępujących [z nieba] na Syna Człowieczego (J 1, 49-51). Było to wyraźne przywołanie obrazu drabiny Jakubowej, która inspirowała i inne interpretacje symboliczne. 


Najczęściej spotykamy symbolikę o charakterze moralnym, osiągania stopni doskonałości duchowych ale jednocześnie drabina obrazuje Stary i Nowy Testament, zaś jej szczeble – poszczególne cnoty chrześcijańskiego życia. Temat drabiny od początku istnienia sztuki chrześcijańskiej był chętnie podejmowany i zarówno wyobrażenie snu Jakuba jak i drabina jako jedno z arma Christi było chętnie ukazywana przez artystów wszystkich stylów i epok. Niektórzy trzymali się ściśle biblijnego opisu, inni modyfikowali go. I tak na przykład obraz Jacob's Ladder (Drabina Jakubowa) namalowany przez angielskiego poetę, pisarza, rytownika i malarza Williama Blake'a (1757-1827) dla Thomasa Buttsa, a datowany jest w przybliżeniu na lata 1799-1806 zamiast drabiny pokazuje spiralne schody ciągnące się do otwartych niebios…
Oczywiście z drabiną, jako z przedmiotem powiązanym z zaświatami i śmiercią  związane były także rozmaite przesądy Jeden z najdawniejszych pochodzi z początków chrześcijaństwa i dotyczy liczby 3. Liczba ta jest uważana za świętą, ponieważ reprezentuje Trójcę Świętą (Ojciec Święty, Syn Święty i Duch/Duch Święty), co sprawia, że trójkąt jest świętym symbolem. Kiedy drabina opiera się o ścianę, linie łączące drabinę, ziemię i ścianę tworzą trójkąt. Przejście przez ten trójkąt (tj. przejście pod drabiną) było uważane za symboliczne naruszenie Trójcy Świętej. A taka ingerencja w Trójcy Świętej uznawana była za bluźnierstwo i grzech niewybaczalny, wraz z takim zachowaniem pojawił się strach i przesądy.

Inne zabobonne zachowania mają swoją genezę w starożytnym Egipcie, gdzie drabinę  umieszczano w grobowcach zmarłych, aby ich dusze mogły przedostać się po drabinie do zaświatów. Przejście pod drabiną oznaczało wtargnięcie do świętej przestrzeni, co uniemożliwiało duszy zmarłego dalszą podróż. Niektórzy wierzyli, że sprowadza to na nieszczęśnika, który się tego dopuścił, klątwę.

Lęk przed przechodzeniem pod drabiną w średniowieczu był powodowany z kolei używaniem drabiny podczas kary śmierci przez powieszenie, bo skazaniec wspinał się na szubienicę po drabinie. Niektórzy wierzyli więc, że gdy ktoś zostanie powieszony, jego duch przebywa w trójkącie utworzony przez drabinę – zatem przejście pod drabiną uznawano za zapowiedź wyroku śmierci.

Drabina pojawia się także w rytuałach masońskich, gdzie jest uważana za schody, przez które można przejść z tego świata do Niebios. Symbolizuje więc w pewnym stopniu podróż masona ku światłu. Powiązane z nią są określone rytuały. Przyjmowany do stowarzyszenia adept poprzez obraz drabiny zapoznawany jest z podróżą, u której celu są trzy cnoty teologiczne: Wiara, Nadzieję i Miłość, oznaczające trzy rozdziały życia: młodość, dorosłość i starość (LINK).

Dzisiaj także sięga się po uniwersalne treści, a także po obraz drabiny. Niedawno, bo 13 listopada w Rzeszowie demonstranci protestujący w obronie Palestyńczyków ustawili instalację  nazwaną Drabiną do nieba, której inicjator, Jerzy Fąfara, wyjaśniał, że zniszczone buty na stopniach drabiny symbolizują ludzi, którzy poszli do nieba. Oni odeszli a pozostały tylko buty.
 

W innej pracy drabina zestawiana jest z drogą, a dokładnie z autostradą, która łączy i prowadzi do celu. Taki rodzaj interpretacji stosuje Stanisław Fijałkowski, który tworzył cykl o tym tytule tak go wyjaśnia: Autostrada jest nowoczesnym symbolem Drabiny Jakubowej. To łączność ziemi z niebem, czyli materii z duchem. Uważam, że tylko symbol prosty, zarazem wieloznaczny, bliski abstrakcji daje się rozmaicie interpretować. Każdy może go na swój sposób przeżywać, w zależności od bogactwa, jakie w sobie nosi.

Jak widzimy drabina nadal inspiruje.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.