Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Carman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Richard Carman. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 września 2021

Co się dzieje z nimi dzisiaj: Matthieu Hartley z the Cure, współautor Seventeen Seconds z Joy Division w tle

Matthieu Hartley (ur. 1960 r.) angielski muzyk najbardziej znany jest z gry w zespole The Cure, choć należał do tej grupy stosunkowo krótko - został przyjęty na miejsce Michaela Dempseya  w listopadzie 1979 roku i odszedł w sierpniu następnego roku. W The Cure grał na klawiszach, co słychać w hicie A Forest z albumu Seventeen Seconds (który współkomponował)




Jako przyczynę odejścia z zespołu podał różnice w spojrzeniach na kierunek w jakim ten zaczął podążać. Nie interesowały go mroczne klimaty, warto pamiętać, że po 17 Seconds zespół wydał swoje dwie najważniejsze płyty, czyli Faith i Pornography (TUTAJTUTAJ).

W opisywanej przez nas kilkakrotnie biografii Richarda Carmana pt. Robert Smiths i the Cure (warto zobaczyć TUTAJ i TUTAJ) autor zwraca uwagę na ogromną rolę, jaką w obraniu takiego kierunku odegrali Joy Division

Narastające problemy zdrowotne i osobiste doprowadziły wokalistę Joy Division do samobójstwa. Zespół z Manchesteru rzucał naprawdę długi cień na muzykę pop przez resztę roku, jako że płyta Closer i singiel Love Will Tear Us Apart stały się punktem odniesienia dla każdego wykonawcy myślącego poważnie o muzyce. Jak wiele innych ówczesnych zespołów The Cure został głęboko dotknięty śmiercią Curtisa, a wzrost popularności Joy Division/New Order również nie był łatwy do zniesienia. Smith jako autor tekstów miał z pewnością pod ręką wiele mrocznych tematów, a w nadchodzącym roku czekały zespół właśnie ponure klimaty. ..

I o przyczynie odejścia Hurtleya: Relacje Hurtleya z resztą zespołu pozostawiły wiele do życzenia, a podczas pobytu w Australii stały się bardzo napięte. Między Lolem, Robertem i Simonem stosunki układały się bardzo dobrze, ale Matthiew pozostawał zdystansowany do zespołu zarówno pod względem muzycznym, jak i towarzyskim. Czterech młodych mężczyzn po drugiej stronie świata, gdzie w jednym momencie wysysana jest z nich energia, a w drugim pompuje się w nich adrenalinę... Z jednej strony są wolni i mogą robić co chcą, jednak z drugiej - są od siebie zależni - muszą dzielić wspólne pokoje hotelowe, i żyć z tego, co razem zarabiają. Każdy zespól mierzy się z podobnym napięciem. Media donosiły o zdewastowanych pokojach hotelowych. Matthiew poleciał do domu, kończąc trasę wcześniej, a kiedy reszta zespołu wróciła do Wielkiej Brytanii, zadzwonił do Roberta z informacją, że rezygnuje z grania w zespole.

Po opuszczeniu The Cure grał z różnymi zespołami z Brighton: z Fools Dance, Icicle Thieves, a od 2016 roku w trzyosobowym The Speak (LINK). Grupa ta została założona w 2012 roku przez Nicka Endacotta-Gibba (aka Nick Conroy), nieślubnego syna Maurice Gibba z Bee Gees (LINK). 

Nazwa zespołu została zapożyczona od miana czołowego londyńskiego klubu muzycznego The Speakeasy, potocznie nazywanego The Speak. Tworzy ją już wspomniany Nick Conroy – wokal/gitara, Violet Stow – perkusja i Matt Hartley – bas (LINK).  Do tej pory opublikowali Beautiful People,  debiutancką EP-kę z sześcioma utworami w 2015 roku, trzy lata później kolejną EP-kę Say Yeah i w ubiegłym roku singiel The Flowers (for Jackie) oraz kolejny singiel, już nie publikowany na nośniku, ale udostępniony w Internecie




The Speak występują oczywiście również na żywo, do tej pory grali w supporcie takich zespołów jak Dodgy, Dreadzone, Chris Difford, Peter Hook and the Light oraz The Christians. W tym roku można ich było zobaczyć na Chiddfest'2021 ale ponieważ nie dysponujemy nagraniem live z tej imprezy, oferujemy występ w The Cavern Club w Liverpoolu, z okazji IPO Festival 2018


Matthieu żonaty jest z Audrey Courtney Hartley (LINK), prawdopodobnie mają dzieci, lecz ile i jakie nie udało nam się ustalić, bo muzyk strzeże swojej prywatności... Natomiast jako miejsce pracy podaje Tortured Artists Ltd, spółkę założoną w 1998 roku, malutką wytwórnię muzyczną z siedzibą przy Basing Hill w Londynie (LINK). Jest to tak niewielka działalność, że spółka nie posiada nawet swojej strony internetowej i korzysta z możliwości prezentacji na innych (LINK)...

Po przekopaniu całego Internetu i innych źródeł tyle udało nam się ustalić o przyczynach odejścia i o tym co obecnie dzieje się z Matthiew Hartleyem, basistą i klawiszowcem, ex The Cure...


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 8 listopada 2020

Z mojej płytoteki: the Cure - live in Paris - nieco zapomniany album z nagraniami z najlepszej trasy koncertowej zespołu

 


Od dawna wiadomo, że my na naszym blogu jesteśmy wyznawcami dwóch genialnych płyt the Cure czyli Faith (opisanej TUTAJ) i Pornography (TUTAJ), a kilka innych jak choćby Disintegration (TUTAJ) lubimy. Lubimy też kilka jeszcze nie opisanych, i zapewne pojawią się one tutaj. Im bardziej bowiem the Cure będzie nas uraczać nowymi muzycznymi koszmarkami, tym bardziej my, na zasadzie zasad dynamiki Newtona, będziemy to odreagowywać wracając do ich starszych realizacji. 

Taką jest prezentowana dziś płyta Live in Paris z 1993 roku. Album nagrany został podczas koncertów promujących album Wish, w centrum Zenith w Paryżu, w październiku 1992 roku.


Aby oddać klimat tamtej trasy sięgnijmy do biografii autorstwa Richarda Carmana, którą posiłkowaliśmy się już kilkakrotnie w temacie kapeli Smitha (TUTAJ). Tak też Carman wspomina:

Po kilku spokojnych latach, przyszedł czas powrotu na trasę. Zespół promował album Wish. Tysiące osób, które oglądały występy the Cure wspominają tę trasę jako najlepszą ze wszystkich. Było to największe wydarzenie w karierze zespołu od bardzo długiego czasu, a jednocześnie ostatnie w tym składzie - dali ponad sto koncertów m.in. w Australii i Nowej Zelandii, gdzie nie grali od ponad ośmiu lat.



Carman opisuje szereg przykrych schorzeń, jakie dopadły członków zespołu w tamtym czasie. W trasie miało miejsce też kilka zabawnych wydarzeń, choćby spotkanie Smitha z zespołem tribute w Australii, podczas którego doszło do sprzeczki - brzmienie której kapeli bardziej przypomina brzmienie the Cure. Członkowie tribute band byli pewni, że ich... 

Wrażenie natomiast budzi rozmach całego przedsięwzięcia - w zasadzie bez wytchnienia latali po całym świecie. W końcu też zawitali do Paryża, gdzie spędzili 3 noce dając koncerty i rejestrując opisywane dziś wydawnictwo, opisane następująco:

Drugi album koncertowy Paris nagrany został oczywiście w stolicy Francji w październiku poprzedniego roku i wydany w limitowanym nakładzie. 

To być może wyjaśnia dlaczego wydawnictwo nie jest tak bardzo popularne, a szkoda. Zawiera bowiem świetny repertuar, zagrany miejscami być może w nieco lżejszej wersji niż znamy z albumów, niemniej z wielkim polotem. Do historii przejdzie znakomite, wykonane przy akompaniamencie publiki Play For Today. Cały album spina dość umiejętnie okres wielkiego the Cure z okresem, który ja nazywam pieśniarsko - symfoniczno - elektronicznym.


Można jeszcze dodać, że w czeluściach YouTube istnieje nagranie wideo paryskich występów zespołu z których materiał znajduje się na omawianym dziś albumie. Niestety jakość obrazu pozostawia wiele do życzenia. Ale dla wielkich fanów zespołu nie ma żadnych przeszkód:


Zatem powróćmy jak za dawnych lat i przypomnijmy sobie czas świetności zespołu, który na zawsze zapisał się złotymi zgłoskami w historii chłodnej fali, a 50% dochodów z opisywanego dziś albumu, przeznaczył na Czerwony Krzyż... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Cytowane fragmenty pochodzą z książki Richarda Carmana pt. Robert Smith i the Cure, wydanej przez wydawnictwo Anaconda w roku 2013. 

   

The Cure - live in Paris, Fiction 1993, producent: Robbie Williams, tracklista: The Figurehead, One Hundred Years,  At Night,  Play For Today, Apart, In Your House, Lovesong, Catch, A Letter To Elise, Dressing Up, Charlotte Sometimes, Close To Me.

sobota, 11 maja 2019

The Cure i ich Pornography: Halucynogenny koszmar urastający do olbrzymich rozmiarów


W drugiej części opisu książki Richarda Carmana o historii the Cure zajmiemy się kulisami powstania ich Pornography, płyty która całkiem niedawno świętowała 37 - lecie nagrania (pisaliśmy o tej rocznicy TUTAJ). Płyty, którą na naszym blogu, obok Faith (opisywanym kilka razy TUTAJ), uważamy za niewątpliwie największe dzieło grupy. 

Jesteśmy w roku 1981 zespół kończy rok koncertem w Leeds, po czym rozpoczyna pracę nad nowym albumem.

Byliśmy w najlepszym stanie - powiedział Smith Alexowi Petridisowi w wywiadzie dla Mojo w 2003 roku. Uważałem że bardziej nadajemy się do robienia muzyki o charakterze symfonii Mahlera a nie popu.

Nowym producentem, który pracował nad demo płyty był Phil Tornally. Wtedy też Steve Severin z Siouxsie and the Banshees (basista i współtwórca zespołu) namawiał Smitha do odejścia z the Cure, stosował nawet w tym celu sabotaż. To jednak się nie udało - Smith działał dalej, na nasze szczęście.

Młyn w Surrey okazał się dla Roberta schronieniem i kryjówką, kiedy sesje nagraniowe nie wypaliły - tam napisał teksty do większości utworów z płyty Pornography. "Chciałem zrobić pieprzony album, który byłby ostatnim i the Cure zakończyłoby działalność" - powiedział w wywiadzie.

Atmosfera była kiepska, dochodziło do spięć między muzykami, kiepskie warunki do pracy, naciski ze strony Fiction (wytwórni wydajacej płyty zespołu) nie poprawiały klimatu. W styczniu nagrali kolejną sesję dla Peela (jej jeszcze nie opisywaliśmy, za to były u nas dwie inne TUTAJ i TUTAJ) a płyta była gotowa w kwietniu.

Kiedy Pornography - czwarty album zespołu ukazał się na rynku niektórych wprawił w zakłopotanie, a innych w zachwyt, zależnie od tego po której stronie barykady stali. Trouser Press nazwał płytę nabrzmiałą od tematów czarnego popu. 
 
Zdaniem Melody Makera album ciągnął w dół w cienie wiecznie ponure. Magazyn Sounds był nieco mniej dwuznaczny: Podczas gdy fani zostali podstępnie uwięzieni w muzyce the Cure (inaczej przecież to muzyczne gówno nie miałoby prawa istnieć) Robert Smith wydaje się zamknięty w samym sobie - i jest to narastający koszmar, który sprawia, że zespół nagrywa pompatyczną muzykę, z której nic w nas nie pozostaje. Mniej krytyczny był NME: Jako dzieło w zakresie pełnego wyrazu brzmienia jest to wielkie i wstrząsające osiągnięcie. Do sedna płyty - jak chyba nikt inny - zbliżył się Dave Hill, kiedy wydał swoją opinię na łamach NME: Pornography nie powstała po to żeby ją uprzedmiotowić i studiować, ale po to, żeby ją wziąć w całości
jak bardzo głęboki obraz emocji, przedstawiający duszę na smyczy, walkę z paniką w ciemnościach.

 
Carman twierdzi, że Smith nazwał album najpotężniejszym w dyskografii Cure, po czym przechodzi do analizy ścieżki dźwiękowej. 

One Hundred Years jest piosenką o śmierci. To kontynuacja kierunku wyznaczonego przez Faith. Wnikliwa analiza samego siebie - diagnoza - rozpacz. Magazyn Rolling Stone opisał tę piosenkę następująco: jeśli nie ma to znaczenia, czy umrzemy, zanim się zestarzejemy, a przynajmniej jeśli zakwestionujemy fakt, że wszyscy umrzemy - w pewnym momencie może uda nam się odnaleźć jakiś sens, coś, co warte było szukania. Smith powiedział po latach: jeśli żywisz zbyt długo takie poczucie marności wszystkiego, może ono zacząć zżerać cię od środka.

Kolejny utwór, Short Term Effect zdaniem Carmana jest kontynuacją pierwszej piosenki: umierające ptaki, zgniła atmosfera, choroba, szaleństwo, oraz chaos. Halucynogenny koszmar urastający do olbrzymich rozmiarów.

The Hanging Garden i Siamese Twins, to zdaniem autora obraz jakiegoś aktu miłosnego w którym przeplatają się namiętność i okrucieństwo. The Figurehead nawiazuje do kolorystyki żałoby (czerwony i czarny), wizji piekła, bólu i wiecznej deformacji. A Strange Days to: oślepienie, tonięcie, zamknięcie oczu, pył. Cold - zimno wywołane brzmieniem przypominającym wiolonczelę, a Pornography - przesterowany głos i oraz obojętne i zimne dźwięki keyboardu. 

 
Tyle Carman, choć wydaje się, że nie wniknął zbyt mocno w ścieżkę dźwiękową albumu i mało interesował się inspiracjami. Na to jednak przyjdzie pora kiedy album Pornography pojawi się w dziale Z mojej płytoteki

Na koniec jeszcze ciekawostka z wnętrza płyty.

Wkładka do albumu zawierała zdjęcia członków  zespołu w specjalnie zaprojektowanych maskach. I koncepcję wyjaśnił Smith w wywiadzie z 1986 roku. Zostaliśmy sfotografowani w pozycjach Marilyn Monroe. Miało to wyglądać, jakby Marilyn została na swoim satynowym prześcieradle, a jej ciało ulegało rozkładowi przez długie lata...


Czy coś więcej wymaga dodania? Chyba tylko tyle, że zapraszamy do czytania nas - codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 13 kwietnia 2019

O tym jak the Cure stworzyli wiarę w Joy Division: Faith - geneza powstania najlepszej płyty zespołu w oczach Richarda Carmana, czy do końca pełna?


Warto odwiedzać duże sklepy, bo czasami w stertach przecenionych książek trafiają się rzeczy na prawdę warte uwagi. Tak też jest w tym przypadku, bowiem trafiła mi się książka Richarda Carmana pod tytułem Robert Smith i The Cure wydana przez wydawnictwo Anakonda w roku 2013, za śmieszną cenę 10 PLN (o zespole pisaliśmy TUTAJ).
 

Mówiąc szczerze w twórczości Smitha i kolegów nas najbardziej interesują dwa albumy, Pornography i Faith. Pierwszy z nich będzie opisany na tym blogu w odpowiednim czasie, o drugim już pisaliśmy (TUTAJ). A skoro tak to zabierzmy się za Faith właśnie, największe monumentalne dzieło zespołu i zobaczmy jak zostało opisane od kuchni w książce Carmana.

Pierwszy fragment jest lekko mówiąc kontrowersyjny, bo żeby pisać o Seventeen Seconds  jako o mrocznym albumie...
Od początku wszystko szło źle. Smith chciał utrzymać mroczny klimat poprzedniego albumu i rozwinąć go w piosenkach, które pierwotnie zostały nagrane jako demo w jadalni państwa Smithów. W ciągu kilku dni sesje utknęły w martwym punkcie.

Cure zbyt dużo w tamtym okresie koncertowali:

Problemem była niekończąca się trasa koncertowa zespołu. W końcu trasa zakończyła się występem w Londynie (rok 1980).

Na początku 1981 roku zespół nagrał ponowne sesje dla Johna Peela (pisaliśmy o tej z 1980 TUTAJ, te z 1981 opiszemy niebawem), a w lutym wrócił do Morgan Studios by wznowić pracę nad albumem. Produkcją ponownie zajął się Mike Hedges i Robert Smith. Nastrój nie sprzyjał konstruktywnej pracy. "Dobrze się czułem sam ze sobą, ze słowami i muzyką - wyjaśniał Smith. Ale kiedy byłem z innymi, wszystko było nie tak. Powstawało coś... wesołkowatego." 


Joy Division pojawiają się tej książce wiele razy, choć moim zdaniem Carman nie docenia roli zespołu jako źródła inspiracji dla Smitha, o czym poniżej.   

"Atmosfera była bardzo trudna i wszyscy dostawali bzika" - powiedział w 2000 roku Jamesowi Oldhamowi z Uncuta. "Pamiętam jak kończyłem nagrywanie wokali na Abbey Road i czułem ogromną pustkę". Był to początek czegoś co Robert nazywał "spiralą  która zawsze ciągnęła go w dół" co miało trwać przynajmniej przez następne dwa albumy. Stylistyczna ciemność przekształcała się w "nową czerń". Poprzedniego lata album Joy Division Closer dotarł do szóstego miejsca na listach w UK. Utwór LWTUA był bliski wejścia do pierwszej dziesiątki najlepiej sprzedających się singli (w 2003 r NME ogłosił go singlem wszechczasów). Ciemność obecna w Faith pochodziła zarówno z wewnątrz jak i z zewnątrz.

Następnie autor opisuje perypetie na jakie napotkał zespół podczas szukania studia celem nagrania albumu. Mało tego upadały morale, dochodziło do licznych kłótni głównie między Smithem a Hedgesem, sprawę komplikowały niedawna śmierć babci Smitha jak i choroba matki Lola (Tolhursta - perkusisty grupy).

Tym co nas najbardziej interesuje w muzyce to inspiracja. Pytamy o nią w każdym naszym wywiadzie (są TUTAJ). W książce Carmana mamy kilka ciekawych informacji na ten temat. 

Inspirowali się głownie obserwacjami ludzi w kościołach i ich reakcji na wiarę, choć Smith porzucił wiarę katolicką już w wieku 8 lat. Podczas nagrywania Faith jego brat podróżował do Indii a muzycy Cure przesiąknęli wiarą w reinkarnację. 


Następnie autor omawia wydanie pierwszych singli z albumu. Szczególnie ciekawa jest interpretacja tekstu Primary cytowana w książce z wypowiedzi Smitha z fanzinu Cure News z 1991 roku: Robert powiedział, że piosenka przekazywała ideę, że może lepiej umrzeć młodo będąc niewinnym i pełnym marzeń. 

Czy Carmanowi nie powinna w tym miejscu zapalić się czerwona lampka? Przecież to ewidentna aluzja do śmierci Iana Curtisa

A teraz kilka wypowiedzi Smitha o okolicznościach powstania płyty i przesłaniu kolejnych piosenek. 


The Holy Hour: Robert twierdził, że tekst do tego utworu napisał podczas mszy w kościele katolickim w Crawley - próbował w nim nadać sens komunii. 

Other Voices: piosenka której tytuł pochodzi z powieści amerykańskiego pisarza Trumana Capotea Other Voices, Other Rooms. 


All Cats Are Gray jest inspirowany muzyką Eno oraz albumem Low. 

The Funeral Party: znowu pojawiają się ślady albumu Another Green World. Punktem wyjścia do napisania tekstu była śmierć dziadków Roberta. W tym czasie Robert słuchał mnóstwo chorałów gregoriańskich - można się domyślać, że łagodność nagrania pochodzi z inspiracji tą niezwykłą muzyką. 

The Drowning Man - tytuł zaczerpnięty został z kultowej powieści Gormenghast Marvynea Peake'a. 

Faith: wypowiadając się o tej piosence Robert stwierdził, że starał się by była tak optymistyczna jak tylko się dało. 

Można w ramach ciekawostki dodać, iż piosenki All Cats are Gray i The Funeral Party zostały napisane tego samego dnia.

Następnie Carman opisuje reakcje krytyki na album. Zwłaszcza jeden fragment jest ciekawy: 


Magazyn Sounds wskazywał podobieństwa do Joy Division i zauważył, że pomijając wzmożone w tamtym czasie zainteresowanie mieszkańcami Manchesteru - the Cure doszedł pod względem muzycznym dalej.


Okładka albumu została tak zaprojektowana żeby kupujący musieli zgadywać zawartość płyty. Wzrastał dystans między muzykami a fanami, podobnie jak w przypadkach zespołów Wire czy Joy Division. Okładkę albumu i singla Primary zaprojektował Porl Thompson. Okładka przedstawia zsolaryzowane zdjęcie Bolton Abbey, położonego niedaleko Skipton w Yorkshire.  


Tyle na dzisiaj z książki Richarda Carmana. A teraz dwa fakty podtrzymujące tezę, że autor nie poszedł właściwym tropem, który narzucała mu recenzja z Sounds

Po pierwsze - fragment filmu 24 Hour Party People (opisaliśmy go TUTAJ, a pisaliśmy o nim TUTAJ), z dnia pogrzebu Iana Curtisa, kiedy Tony Wilson spotyka Roberta Smitha przed kostnicą, a ten mówi: Tony dasz mu to od nas - wiele dla nas znaczył,i wręcza mu tulipana.
 
Zdaje się, że ta scena i obecność Smitha nie została dostrzeżona przez krytyków opisujących film. A przecież Smith grał w Siouxsie and the Banshees a ci byli jedną z inspiracji dla Joy Division i vice versa...  Nie zapomnijmy też, że film powstał w oparciu o pamiętniki Tony Wilsona.

Po drugie ten fragment tekstu Primary, również opisywany w książce Carmana:

The innocence of sleeping children
Dressed in white and slowly dreaming
Stops all time 


Co razem z powyższą wypowiedzią Smitha o umieraniu za młodu dają jednoznaczne skojarzenie ze sceną z filmu  24 Hour Party People:

A gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości co do postawionej powyżej tezy, to zapraszam - akcja ma miejsce 17.10.1980 roku w Amsterdamie, wystarczy posłuchać początku:

Jak mawia klasyk: i to by było na tyle... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.