Pokazywanie postów oznaczonych etykietą darkwave. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą darkwave. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 grudnia 2024

Ten album warto znać: Double Echo i ich debiut Black Morning - interesujące dark/ cold wave

 

Foto: LINK

Zespół powstał w 2012 roku, czyli całkiem niedawno obchodzili dziesięciolecie, zresztą wydali też z tego powodu album. Ale my dziś piszemy o pierwszym i drugim wydawnictwie, EP-kach Black Morning i Plain Sight (akurat w takiej formie są na YT i doskonale do siebie pasują). 

Zespół jest wynikiem współpracy między amerykańskim producentem Chrisem Luna z San Diego, a Ashem Lerczak z Liverpoolu. Ten ostatni występuje pod pseudonimem artystycznym Doc Horror i poza Double Echo udziela się w projekcie Zombina & The Skeletons (LINK).

Wszyscy podkreślają, że zespół swoją stylistyką nawiązuje do wczesnego 4AD i muzyki lat 80-tych i coś w tym jest. 

Musi być, bo już początek pierwszego utworu, tytułowego Black Morning nawiązuje rytmem do A Forest zespołu the Cure. Oczywiście jest tutaj chłodniej, ale przede wszystkim bardziej przestrzenie. Muzycy zabierają nas do krainy samotności, dawniej raju. Po nim równie dobry, instrumentalny, Without Ceremony, sączący się wolno z fantastyczną ścianą gitar gdzieś w tle, a później niesamowitą elektroniką. Jest klimat... Desertion to absolutny hit. Ten akurat jest samodzielnym dziełem Chrisa Luna. Piosenka jest o oczekiwaniu i pobrzmiewają w niej echa the Opposition, ale też wokalnie the Sisters of Mercy. Plain Sight jest prawdopodobnie o śmierci i rozstaniu:

Mogło to trwać kilka sekund
Kiedy pozostawiono mnie bezdomnym
Z każdym mijającym ruchem
Kiedy nas odepchnięto

I tylko dla tych chwil
I zimny jak lód
Zawsze wydawało mi się to najdziwniejsze
Kiedy mogłem poczuć twój głos

A ja patrzę w ciszy
Więc niedługo będziemy musieli się rozstać
I nasze spotkania, o których nigdy nie myślałem, że się skończą
Nigdy nie wiedziałem, że to się skończy

Mogło to trwać kilka sekund
Jedno spojrzenie w Twoje oczy
Co zostało za drzwiami
Z rytuału

Obawiam się, że zmiana mnie ominęła
Tutaj, w odległej dziczy
Roztapiam się w zimnym świetle
Za lustrzanym życiem

Oczy by pamiętały
Zawsze

Darkroom  to świetny hit, ma się wrażenie, że gdzieś się to słyszało, to piosenka o aktorce:

Miłość do obserwacji
Poruszających się niezliczonych twarzy
Wzorce gnuśnego płaczu
Połóż się obok oka kamery

Zmieniające się przypływy i fale
Poruszą jej inkrustacje
Uśmiech zawsze pozostaje taki sam
Płonąca cisza, klatka po klatce

„Jakie to dziwne w świetle” – mówi
Znowu tak daleko od tych oczu
Wzorce gnuśnego płaczu
Będą się kręcić w oku kamery

Iluzją jest to oko bez twarzy
Ogrzana jedynie światłem, płacze
Uśmiech zawsze pozostaje taki sam
Fascynacja, klatka po klatce

Manekiny ze ślepych ulic
Zamyślam się przed ulewnym deszczem

Drżenie rąk spowoduje rozdarcie stron
O swoim przerobionym obrazie
Wzorcu gnuśnego płaczu
Krzycz w oko kamery

Wiek pozbawiony życia, zmęczone miejsce
Pęcznieje w jej pomalowanej twarzy
Uśmiech zawsze pozostaje taki sam
Trwała szarość, klatka po klatce 

Then Again z gitarą a la New Order kończy ten zestaw EP-ek.

Jak na początek całkiem nieźle, a my jeszcze wrócimy do kolejnych wydawnictw Double Echo, wszak minęło już 10 lat...

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.       

Double Echo Black Morning/ Plain Sight, 2012, tracklista: Black Morning, Without Ceremony, Desertion, Plain Sight,  Darkroom, Then Again.


piątek, 6 stycznia 2023

Ten album warto znać: Twin Tribes i Ceremony, coś dla fanów zimnych brzmień


Z dość dużą rezerwą podchodzę do nowych zespołów zimnofalowych, bo zwykle jest to coś, co można nazwać archeologią muzyczną. Tym bardziej niechętnie zabrałem się za wysłuchanie płyty amerykańskiego duetu Twin Tribes pt. Ceremony. Zniechęcił mnie wtórny tytuł, zaczerpnięty z końcówki twórczości Joy Division, a początku New Order. Tym bardziej zdziwiłem się, kiedy po odpaleniu albumu usłyszałem coś, co z powodzeniem można zakwalifikować jako mieszankę twórczości the Cure i Sisters of Mercy, a lekkim dodatkiem Clan of Xymox. Po kilku wysłuchaniach stwierdziłem, że to doskonała i ożywcza płyta, warto więc o niej napisać.

Twin Tribes to duet pochodzący z Brownsville w Teksasie. Zespół został założony przez Luisa Navarro (wokal, gitara, syntezator, automaty perkusyjne) i Joela Niño, Jr. (bas, syntezator, wokal) w 2017 roku. W opinii krytyków (TUTAJ) czerpią inspiracje z okresu mrocznych lat 80-tych. Dark wave, post-punk i cold wave to tylko kilka gatunków, które zespół przywołuje za pomocą analogowych syntezatorów i automatów perkusyjnych. Mroczne melodyjne dźwięki, teksty o nieumarłych, okultyzmie i wszechświatach równoległych są tym, co przywołuje Twin Tribes.

A w naszej opinii jest to całkiem solidne przywołanie. Gwarantujemy, że po kilku wysłuchaniach wpada i zostaje w głowie, a niektóre piosenki to arcydzieła (gdyby ktoś chciał zakupić winyl to można zrobić to TUTAJ). Płyta została wydana w grudniu 2019 roku, a z informacji zamieszczonych przez muzyków, po niej ukazała się jeszcze jedna w 2021. Od tamtego czasu cisza... 

Mamy do odsłuchania 10 piosenek, całość trwa niecałe 38 minut.  

Album otwiera nostalgiczny Exilio:

Wewnątrz nędzy straciliśmy wiarę
Iluzje, które utrzymują mnie przy życiu
To pali mnie od środka 

Oczy ognia

Heart & Feather jest bardziej dynamiczny, choć nie brakuje w nim nastroju. Dość upiorna piosenka, wydaje się ze chodzi o miłość między zombie.. 

Tej klątwy, którą nam nałożono nie możemy ukryć
Klepsydra nas definiuje
Białe piaski łączą nas, ciebie i mnie
Na zawsze splecionych
Tej klątwy, którą mamy, nie możemy ukryć
Klepsydra cię definiuje
Białe piaski łączą nas, ciebie i mnie
Na zawsze...

The River, jest niezwykle nastrojowy, z damskimi chórkami. To utwór o jakiś sekretnych rytuałach, typowy dla nurtu gotyckiego. Warto wsłuchać się w doskonałe gitary...

Wrzuć szałwię do ognia
Z zasłoniętymi oczami pożądania
Pieczenie oczu

Wrzuć mędrca do ognia
Z zasłoniętymi oczami pożądania
Twój sekret jest teraz bezpieczny bez kłamstw

Po tych czarodziejskich zaklęciach pora na Avalon. Tutaj nieco przypomina się Cinema Strange, chyba przez klawisze. Piosenka człowieka, idącego na śmierć na szubienicy.

Powoli wspomnienia przecinają mgłę
Z zamkniętymi oczami idę na szubienicę
Wciąż widzę, wyraźnie, wyraźnie, wolno
Zawsze gotów


Połóż się znowu obok niej 

Obsidian to doskonałe gitary, one stają się znakiem rozpoznawczym tego albumu. Tutaj chyba najbardziej słychać the Cure i album Faith... 

Wstań i obmyj łzy
Twój strach właśnie się zaczął utrwalać
A jutro spróbujemy
Uszkodzone wspomnienia umrą
Spróbujemy

Bliżej, wciąż tu, ale poza zasięgiem wzroku
Cisza sprawia, że ​​tej nocy jest mi zimno
A jutro spróbujemy
Uszkodzone wspomnienia umrą
A jutro spróbujemy
Uszkodzone wspomnienia umrą
Spróbujemy

Stronę B rozpoczyna Fantasmas. Tutaj z kolei na myśl nasuwa się 69 Eyes. Refren śpiewany jest w języku hiszpańskim, a piosenka jest o widzeniu duchów w partnerce... A tak wygląda duet live:


VII zdaje się być nieco słabszym fragmentem albumu. Po nim Upir  w którym pobrzmiewają echa Clan of Xymox

Kiedy wchodzisz, tracę oddech
Jeszcze jedna zima bliżej śmierci
Żadnej refleksji, tylko twoje kłamstwa
Bez wątpienia prowadzisz mnie na śmierć

Na koniec Perdidos i Shrine. Uwagę zwraca drugi, bowiem zespół żegna się z nami w typowy dla siebie sposób:

Świeca stopiła się, gdy nasz płomień migotał
Nie widząc przyszłości, którą znaliśmy

Ogłuszająca cisza, martwa w ciemności
Podzieliliśmy się nią i nigdy nie wyszliśmy

Udostępniłem to i nigdy nie wyszedłem
Udostępniłem to i nigdy

Reasumując, mimo że jest tutaj wiele skojarzeń ze znanymi i lubianymi gwiazdami mrocznych brzmień, album Ceremony należy uznać za bardzo ciekawy. Nie nuży i zespół ma nam do przekazania konkret, bez zbytnich dłużyzn. Imponuje świeże brzmienie, mimo dość prostego instrumentarium. Warto mieć ten winyl w kolekcji żeby poznać nowe rytmy gotyku.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Twin Tribes, Ceremony, 2019, Producenci: Allen Michael i Twin Tribes, tracklista: Exilio, Heart & Feather, The River, Avalon, Obsidian, Fantasmas, VII, Upir, Perdidos, Shrine. 


piątek, 23 grudnia 2022

Ten album warto znać: Whispering Sons i ich debiut Image - zimna fala żyje


Kilka razy opisywaliśmy na naszym blogu belgijski zespół zimnofalowy Whispering Sons. Pisaliśmy między innymi o ich koncercie w Ancient Belgique (TUTAJ) i debiutanckiej EPce Endless Party (TUTAJ). Żeby się nie powtarzać, fascynuje ich między innymi wczesne 4ADJoy Division - takie klimaty zaszczepili w nich rodzice. Reszta opisu ich kariery pod wskazanymi powyżej linkami. EPka była świetna, więc przyszła pora na pierwszy długogrający album pt. Image, wydany w roku 2018 (warto dodać, że mają w dorobku zaledwie dwa długogrające albumy).

Image zarzuca się monotonię, ale trudno zgodzić się z takimi opiniami. Płyta jest bardzo dobra, mimo że nie szokuje jakimiś smaczkami, czy efektami specjalnymi, to jest to przyzwoita chłodna fala i zdaje się, że zespół potrafił znacznie odświeżyć ten gatunek. Wszystko okraszone jest znakomitymi wokalami Fenne Kuppens, autorki tekstów. Poza nią płytę nagrano w składzie: Kobe Lijnen (gitara), Tuur Vandeborne (bas), Sander Pelsmaekers (perkusja), Sander Hermans (klawisze). 

Okładka albumu to dzieło belgijskiego artysty Flor Masena, w którego dorobku można odszukać wiele podobnych stylistycznie obrazów (TUTAJ). I choć album ma tytuł Image, kończy się piosenką No Image.

Rozpoczyna się natomiast znakomitym Stalemate (Pat) idealnym na otwarcie. Chodzi w nim prawdopodobnie o rozstanie. 

Subtelny jak duch
Otaczasz przestrzeń, w której jestem
Określ, w jakiej jesteś formie
I z czym mam do czynienia
Nagły strach

To jest wszędzie

Subtelny jak duch
Zaburzasz labirynt, w którym jestem

Zamieszaj wyścigiem, w którym biorę udział

Z którym mam do czynienia
Nagły strach

Jest wszędzie 

Gdy drogi się krzyżują, a ja z nimi
Objawia się szaleństwo
Chociaż przez chwilę czuję, że żyję
Zbliża się odrętwienie

Noszę ślady tego uczucia
Noszę ślady tego uczucia
I zniosę to

Porzucone radio samochodowe płacze
Moja dusza jest w całkiem niezłym stanie, ja też

Noszę ślady tego uczucia
Noszę ślady tego uczucia
I zniosę to


Got A Light jest piosenką wyraźnie nawiązującą tekstowo do Shadowplay Joy Division. To dość mroczny spacer po nocnym mieście... Po nim doskonały, wręcz przebojowy Alone. I tutaj mamy ewidentne nawiązanie do okładki - martwa natura z ludzkich ciał:

W ciągu jednej sekundy
Staje się martwą naturą
Zamykam się
I wiem
Ścigam się
Do punktu bez powrotu

Poruszają się tak wolno, kiedy się nie boją
Ja po prostu poruszam się w innym tempie
To rodzaj bezruchu, którego nie potrafię określić
Poruszają się tak wolno, kiedy się nie boją

Jestem na zewnątrz
Jestem poza zasięgiem wzroku
Zamykam się
I wiem
Ścigam się
Do punktu bez powrotu

Poruszają się tak wolno, kiedy się nie boją
Ja po prostu poruszam się w innym tempie
To rodzaj bezruchu, którego nie potrafię określić
Poruszają się tak wolno, kiedy się nie boją

To jeden z najlepszych utworów albumu, gdzie tutaj wspomniana monotonia? Piosenka zmienia rytm, jest doskonała fabuła, patos, to jest wręcz genialne dzieło.

Po nim Skin, piosenka o zrywaniu skóry - skóry przeszłości. Poetycki tekst, o tym, że to zawsze jest pozytywne doświadczenia, bo pozostawia blizny pamięci... Stronę A (tak tak, oni wydają winyle) kończy No Time. Piosenka o osaczeniu nerwowymi uśmiechami, skazującymi bohaterkę na swoistego rodzaju męczącą grę pozorów. Muzyka doskonale pasuje do tekstu, ta lawina dźwięków... Piosenka nawarstwia się i wybucha, trzeba powiedzieć że pozornie monotonna recytacja Fenne uzupełniona jest wręcz genialnie.  

Stronę B otwiera Fragments, kolejny utwór nawiązujący do okładki. Egzystencjalny tekst jest opisem dostosowywania się narratorki do roli życiowej marionetki.

Mówią
Dobrze jest czuć
Dreszcz
Uroń kilka łez
Więc płaczę

Hollow i Dense - czyli dwie piosenki ze strony B są nieco słabsze. Może to tylko złudzenie, ale odnosi się uczucie, że zespół połyka własny ogon. Nie dotyczy to nastrojowego Waste i doskonałego No Image, kończącego ten bardzo dobry album. Wkrótce zajmiemy się ich kolejną płytą. Tymczasem są obecnie jednym z najlepszych zespołów cold wave.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Whispering Sons, Image, producent: Micha Volders, PIAS 2018, tracklista: Stalemate, Got A Light, Alone, Skin, No Time, Fragments, Hollow, Waste, Dense, No Image.

   

środa, 26 października 2022

Ten album warto znać: Paranormales i Versus, ambitny darkwave

 


Są z Barcelony, nagrywają w wytwórni Cleopatra Records (LINK), od 2016 roku grają ciekawą muzykę będącą miksem darkwave, industrialu i awangardy, choć swój styl opisują jako dźwiękowe rzemiosło XXI wieku, wymieniając wśród inspiracji Philip Glass & Wendy Carlos. Najciekawsze są jednak wokale, główny - damski i męskie (częściej w tle). W muzyce panuje chwilami nastrój roztaczany przez Yello na albumie Stella (opisanym TUTAJ), a realizatorem ich nagrań jest Maurizio Baggio, nagrywający Soft Moon, Boy Harsher i Holygram.

W wywiadzie udzielonym (TUTAJ) wyjaśniają genezę nazwy, która ich zdaniem wyszła absolutnie naturalnie, są bowiem fanami horrorów, lubią też Johna Carpentera, Roba Zombie, Davida Lyncha i Alfreda Hitchcocka. Jeśli spojrzymy na nagranie wideo z tego jak tworzą, i koszulkę wokalistki, dodatkowo wiele zrozumiemy:


Co ciekawe, na pytanie o wymienienie 5 piosenek, które definiują ich styl wymieniają wszystkie z opisywanego dziś albumu:  Doctrina, Disciplina, Vértigo, Camino i  Harakiri. Komponuje je głownie JC (syntezatory, w skład zespołu wchodzą dodatkowo: Ana, Diego Santos i David) a reszta w trakcie jamowania dodaje swoje wizje. Na pytanie z jakimi kapelami chętnie wystąpiliby w trasie wymieniają dwie ze wspomnianych powyżej, czyli: Soft Moon i Boy Harsher, a najchętniej nawiązaliby współpracę z  Trentemøllerem, którego dorobek bardzo cenią. W innym z wywiadów (TUTAJ) jako inspirację podają też Tangerine Dream i Klausa Schulze

Swoje motto muzyczne przedstawiają zdaniem: Zachowajmy spokój, wyjdziemy z tego.

Opisywany dziś album promowały klipy do piosenki Camino i Tigre, wydane przez rodzimą wytwórnię:


Zespół też na swojej stronie umieszcza amatorski klip do piosenki Harakiri:


Pomysł na dzisiejszy album wziął się stąd, że chcieli wydać miksy swoich piosenek w nieco bardziej tanecznej wersji. Niestety teksty są niedostępne, ale w wywiadzie uchylają nam rąbka tajemnicy, czym inspirowali się podczas pisania jednego z nich. Tak więc Elugelab to ostrzeżenie przed bombą atomową, ale może po latach być odebrane jako ostrzeżenie przed COVIDem.

Posłuchajmy, przed nami 10 odsłon Paranormales w dziesięciu miksach. Wśród autorów znane nam gwiazdy: Winter Severity Index, czy Antipole, z którymi rozmawialiśmy TUTAJ. Warto. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie najdziecie w mainstreamie. 


Paranormales, Versus, Cleopatra Records 2021, tracklista: Doctrina (Hapax Remix), Camino (S Y Z Y G Y X Remix), Vida (R. Missing Remix), Disciplina (Winter Severity Index Remix), Elugelab (Dimitri Berzerk Remix), Gem (This Cold Night Remix), Vértigo (Antipole Psychic Guilt Remix), Tigre (Velvet Condom Remix), Harakiri (Crying Vessel Remix), Origen (IAMTHESHADOW Remix).


środa, 1 czerwca 2022

Kill Shelter wraca z nową EP-ką i zapowiada album w lipcu 2022

 



Kill Shelter pojawił się na naszych łamach kilka razy. Tak też opisaliśmy jego znakomity debiut Damage (TUTAJ), a także nagrany wspólnie z Antipole album A Haunted Place (TUTAJ). Warto też sięgnąć do naszego wywiadu z muzykami TUTAJ.

Po znakomitym debiucie artysta zapowiada na lipiec tego roku drugi album pt. Asylum. Promuje go EP-ka the Necklace nagrana z Agent Side Gringer

Może zatem zagrajmy: 


Jak słychać, jest to bardzo solidny kawałek dobrego gotyku, zresztą artysta przyzwyczaił nas do bardzo wysokiego poziomu swoich produkcji. O utworze sam mówi tak:

Nowy singiel nagrany z Agent Side Grinder odzwierciedla ogólne tony nadchodzącego albumu. Wszystkie utwory zagłębiają się w różne interpretacje słowa azyl i podkreślają trudne tematy, takie jak handel ludźmi, przemoc domowa, szukanie schronienia, rozczarowanie i odkupienie. Zdecydowanie ma ciemną energię.

Z kolei Agent Side Grinder wypowiadają się o produkcji następująco:

Tytułowy the Necklace (Naszyjnik) jest metaforycznym narzędziem do budowania osobistej odporności w codziennym radzeniu sobie z przemocą i nadużyciami. Mieliśmy wspólną wizję zarówno piosenki, jak i teledysku i jest to współpraca w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu.


Warto dodać że na albumie Asylum, którym artysta świętuje ponad 40 lat muzyki alternatywnej i undergroundowej, swój udział zapowiedzieli: Ronny Moorings (Clan of Xymox), Agent Side Grinder, Ash Code, Stefana Netschio (Beborn Beton), Williama Faith (The Bellwether Syndicate / Faith and the Muse), Valentina Veil (VV & the Void) i Antipole. 

Zanosi się więc na kawał dobrego gotyku. 


Warto dodać, że album zostanie wydany w dwóch wersjach, osobno na rynek amerykański (w tym przypadku promocją zajmie się Metropolis Records) i brytyjski, gdzie wyda go Manic Depression Records

I na koniec jeszcze kilka słów o współautorze omawianej dziś EP-ki. Znany z wykorzystania syntezy analogowej i innowacyjnych technik nagrywania, Agent Side Grinder to szwedzki zespół elektroniczny założony w 2005 roku. Zespół składa się z Johana Lange, Petera Fristedta i Emanuela Åströma, a ich muzyka została opisana jako mieszanka post-punk, industrial i dark electro. Do tej pory wydali pięć uznanych przez krytyków albumów, zdobywając wiele prestiżowych nagród. Koncertowali w całej Europie, grali na licznych festiwalach jako support takich zespołów jak Suicide i Laibach.

Obecnie są w studio nagrywającym materiał na nowe wydawnictwo.

A my dzisiejszą EP-kę oceniamy celująco, jako przedsmak kolejnego znakomitego wydawnictwa. Trzymamy kciuki i czekamy do 15.07.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 29 kwietnia 2022

TÅSEN TEA PARTY i Corner of Trust: nowa Epka z 25.04.2022



25.04. 2022 TÅSEN TEA PARTY wydał (bo jest to projekt solowy rodem z Oslo - nasza rozmowa z artystą jest TUTAJ) kolejną EPkę pt. Corner of Trust. Trzeba przyznać, że jest to, naszym zdaniem najlepsze jak dotychczas jego wydawnictwo. Choć artysta jawnie przyznaje się do swojej mocnej sympatii dla Joy Division (starczy zerknąć na okładkę wzorowaną na An Ideal For Living McGarryego), to jednak w tej chwili zdaje się konsekwentnie podążać w kierunku własnego stylu. Owocuje to faktem, że na Corner of Trust mamy dużo elektroniki rodem z Clan of Xymox, z tym że TÅSEN TEA PARTY ciągle utrzymuje wpływy Joy Division, wynikiem czego jest coś nowego i całkiem interesującego.

W warstwie tekstowej podtrzymywany jest styl, do jakiego artysta zdążył nas już przyzwyczaić. Przypomina to krótkie komunikaty ze świata relacji damsko - męskich.

Na początek Second Day, krótka historia o rozstaniu.        


Second Day

she was

the second day from home

how far

could she come


he was

the second week away

where could

he stay


no plan was ahead

a coincidence instead


Z kolei Corner of Trust jest piosenką o utracie zaufania. Jak w większości piosenek artysty bohaterką jest kobieta... Muzycznie jest bardziej depresyjny od otwarcia, bardziej też syntezatorowo przypomina dokonania Clan of Xymox. Warto zwrócić uwagę na przestrzeń w tej piosence. To niewątpliwie najlepszy utwór albumu. 


Corner of trust


she gotta fight with them all

she gonna loose control

the world is so small

it was her goal


the point of return

was to burn

the corner of trust

was lost in the dust


the corner of trust

it wasn’t much

the corner of trust


Last Dimension jest z kolei bardzo lekki brzmieniowo, bardziej gitarowy. Również znakomity tekstowo. Strata poczucia czasu prowadzi bohaterkę do tęsknoty za tym co utraciła. Widać z jak klaustrofobicznego i sterylnego świata są bohaterki tych piosenek...  


Last dimension


when room

did disappear 

there was another

dimension to fear


when time

did not exist

there was something in her way

she had missed


EPkę kończy She had to loose - znowu o kobiecie. 


She had to loose


no place

to be

for the last time

set her free


no sign

in her face

she did miss

her trace


one day

she has decided

to play there

for herself


Reasumując jest dobrze, choć w warstwie tekstowej przydałoby się nieco zróżnicowania i przestrzeni. Krótkie komunikaty są jak najbardziej OK, ale może warto zastanowić się nad jakimiś innymi obszarami zainteresowania niźli tylko uczucia, czy odczucia bohaterki. Może pora też pomyśleć o pełnym albumie, może concept albumie, e efektami specjalnymi a la Martin Hannett? Wszystko przed nami, i nie mam wątpliwości, że o tym napiszemy.


ALBUM JEST TUTAJ


Czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


niedziela, 2 stycznia 2022

Niedocenieni: New Today i ich Together at Last z 2020 roku - świeży powiew chłodnej fali

Wydaje się, że od czasu pokolenia post Joy Division w chłodnej fali powiedziano już wiele. Byli Editors, byli Interpol (ci skończyli się dość szybko, bo po drugim albumie) i wielu innych. Dzisiaj można powiedzieć, że są New Today, i pozwalają patrzeć na przyszłość gatunku optymistycznie.

Duet z USA w składzie Dante Palomba i Daniel Stungaram istnieje od 2016 roku, ma w dorobku 6 albumów i singla. Wszystko realizują i wydają sami. W swojej muzyce sięgają do bardzo dobrych korzeni, poza wspomnianymi powyżej kapelami, w niektórych piosenkach słychać Sonic Youth, trochę cięższych brzmień rodem z NIN a nawet klimat (i wokal) Ultravox. Płyta zyskuje po kilku przesłuchaniach i jest naprawdę znakomita.

Na otwarcie mamy Dont Let Your Light Burn Out - prosty melodyjny utwór z charakterystyczną dla zespołu ścianą brudnego gitarowego dźwięku i elektronicznymi przerywnikami. Piosenka nieco przypomina znakomity Portrayal (pisaliśmy o nich TUTAJ), choć zapewne jest cięższa. Po nim Turn On. Makabryczny teledysk oddaje, chyba nieco zbyt bezpośrednio, sens utworu...


Włączenie

Będziemy musieli umrzeć

Bez litości

Nie można się nad tobą litować

Jedna bariera do przełamania

Ucieknę od ciebie

Będę się śmiać przez kilka dni

Z tej lekcji 

Gdzie odeszła miłość?

Po prostu zabierz mnie ze sobą

Przynajmniej tym razem daj mi zrozumieć

Gdzie odeszła miłość?

Co sprawiło, że upadłaś tak nisko?

Włącz mnie i wyłącz mnie ponownie

Nareszcie będziemy razem

Powiem Ci

Zaszczycony tym zadaniem 

Jak mogę odzyskać?

Jak mogę odzyskać połączenie?

Sprawię, że umrzesz

Przed reanimacją czuwania 


Chainsaw zaczyna się bardzo monumentalnie, dużo tutaj elektroniki i mroku. Night Crawler od samego początku jest tym, czego po tym albumie oczekiwałem. Ultravox, a może i Katatonia nie powstydziliby się tego utworu i tak właśnie by podążali, gdyby dziś nagrywali w swoim dawnym stylu. To jeden z najciekawszych kawałków na tym albumie - i jeśli zespół poszedłby w tym kierunku wszyscy mielibyśmy dużo radochy. Piękne to mało powiedziane!      

Permission znowu stawia nas do pionu. Ciekawa piosenka, można powiedzieć, że to już typowe brzmienie New Today, podobnie jak Starship. Something More to Fear za to ma teledysk:



Ciekawe, dystopijne elektroniczne brzmienie, choć teledysk wydaje się jakby bez zakończenia. Całość kończy Little Sister


Mała Siostra

Może poczuję to lepiej

Coś pozostało do poznania

Trzymana w środku

Pobita poobijana

Co chcesz pokazać

Otwórz oczy

Powinienem był cię wysłuchać

Teraz już Cię nie ma

Młodsza siostro

I nie obchodzi cię

Gdzie wylądujesz


Bardzo smutny utwór, wydaje się, że o stracie kogoś bliskiego..  Szkoda tylko, że wokalnie - przynajmniej miejscami - zbyt dużo w nim NIN. Za dużo... Reszta jak najbardziej na plus.

Będziemy przyglądali się zespołowi, pewnie sięgniemy do ich wcześniejszych albumów, zapowiadają wkrótce kolejny.

5/6, będzie więcej kiedy pójdą w stronę Night Crawler. Na to czekamy.

New Today, Together at Last, 2020, tracklista: Dont Let Your Light Burn Out, Turn On, Chainsaw, Night Crawler, Permission, Starship, Something More to Fear, Little Sister.


piątek, 6 sierpnia 2021

Kill Shelter & Antipole: A Haunted Place - album darkwave po który warto sięgnąć


Karierę Karla Mortena Dahla, znanego jako Antipole zaczęliśmy śledzić zanim stało się to modne, a wszystko zaczęło się od naszego wywiadu z muzykiem (TUTAJ). Później pojawiał się na łamach naszego bloga kilka razy, ostatnio jeśli chodzi o dokonania muzyczne w recenzji albumu Radial Glare (TUTAJ) wydanego w 2019 roku. Na tym albumie, jak i w swojej wcześniejszej twórczości artysta przyzwyczaił nas do charakterystycznej gitary błądzącej gdzieś w morzu riffów w okolicach the Cure. I tutaj miłe zaskoczenie, bowiem płyta Kill Shelter & Antipole p.t. A Haunted Place, wydana w roku bieżącym przez znaną nam skądinąd wytwórnię Manic Depression Records (to w tej wytwórni ukazał się doskonały Human Taxonomy zespołu Winter Severity Index opisany przez nas TUTAJ - wywiad z liderką Smioną Ferruci publikowaliśmy TUTAJ) przynosi zmiany. Antipole idzie w kierunku czegoś co jest koktajlem z Sisters of Mercy, the Cure i Clan of Xymox

Robi ten album bardzo dobre wrażenie już od pierwszych taktów utworu Raise The Skies (Podnieście niebiosa). Zaskakuje nie tylko mocnym rytmem, ale jest też idealny na otwarcie z powodu mrocznych, bardzo mocnych jednocześnie i czysto brzmiących wokali Kill Sheltera

Pod tym pseudonimem ukrywa się brytyjski muzyk multiinstrumentalista Pete Burns, współautor muzyki, tekstów a dodatkowo zajmujący się produkcją i masteringiem.

Tak więc na wejście mocno buntowniczy utwór którego clue zamyka się w zwrotce:


These fragile ties we have are broken/ kruche więzi jakie nas łączą są zerwane

The bond we made from a promise in the dark/ Więź jaką stworzyliśmy dając sobie obietnice w ciemności

The things we said, we’d never falter/ Rezeczy które mówiliśmy bez wchania

This is the start of it again/ To ponowny początek tego


Po nim Burn Bright - typowo w stylu Clan of Xymox (mniej więcej z okresu Twist of Shadows). Mocny i krótki tekst o rozstaniu, narrator domaga się oddania grzechów w zamian za obietnice jakie otrzymał (w tym jak i kilku innych utworach usłyszymy bardzo ciekawe chórki w wykonaniu Lynsey Burns). A Kiss in the Rain od początku zwraca uwagę typową gitarą Karla z dawnych czasów, tutaj doskonale komponującą się z mrocznym wokalem i elektroniką. Świetny, melodyjny utwór o...  śmierci. Warto zwrócić uwagę, że jak na razie nie mamy na płycie gorszych piosenek. Pora na utwór numer cztery: Into the Fire - zwalniamy nieco tempo bo to ballada. Ballada o życiu, o bezsensie codzienności w którym jednak tli się płomyk nadziei:


Join me in the darkness/ Dołącz do mnie w ciemności

Join me under the starless sky/ Dołącz pod bezgwiezdnym niebem

Take my hand and walk into

the fire with me again/ Weź mnie za rękę i znowu idźmy przez ogień...


Znakomita ballada i znowu świetne chórki i piękna solówka Antipole

Do końca pozostały cztery piosenki a słuchacz w głębi serca modli się, żeby niczego nie zepsuli. I nie robią tego, choć obiektywnie, album pod koniec zaczyna lekko nużyć. All for Nothing przynajmniej na początku, przypomina Lucretia My Reflection zespołu Sisters of Mercy. Ta perkusja i ten bas.. Jedynie w refrenie Kill Shelter nadaje piosence nieco lekkości. Niemniej w tym utworze mocno czuć klimat Eldritcha i spółki. The Edge of Reason znowu nieco zwalnia a do końca pozostają: Of Roses and Thorns i Every Waking Hour. Pierwszy jest bardzo monumentalny i dotyczy wspomnień minionej miłości, drugi natomiast doskonale podsumowuje cały album.


Lost in the crowd/ Zgubiony w tłumie

Caught in the scheme of things/ Złapany w schemat rzeczy

A downward spiral into darkness/ Spirala w dół w ciemność

A life of demons spared of angels/ Życie demonów ocalonych przed aniołami

With every waking hour/ W każdej godzinie czuwaniea

When the sands have all run out/ Kiedy wyczerpie się piasek 

And there’s nothing left at all/ I nic nie pozostanie

We fall into darkness/ Upadniemy w ciemność

With Every waking hour/ Z każdą godziną czuwania


Reasumując, Antipole wykonał bardzo dobry krok podejmując współpracę z Kill Shelterem. Jak widać owocem współpracy międzynarodowej szkockiego Edinburgha i norweskiego Trondheim może być świetny album, po który warto sięgnąć. Dajemy 5/6 za nieco słabszą od całości końcówkę i wersję jedynie elektroniczną. W epoce powrotu winylu chciałoby się postawić ten krążek na stojaku obok innych mrocznych dzieł gotyku. 

Wracamy jutro - dlatego czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie ma w mainstreamie.


Kill Shelter & Antipole: A Haunted Place, 2021, produkcja, miksy i mastering: Pete Burns, tracklista: A Haunted Place: Raise The Skies, Burn Bright, A Kiss in the Rain, Into the Fire, All for Nothing, The Edge of Reason, Of Roses and Thorns, Every Waking Hour.

piątek, 18 czerwca 2021

Wraca do nas Lycia i jak zawsze w znakomitym stylu: recenzja EPki Casa Luna

 


Prowadzenie bloga muzycznego ma swoje liczne plusy. Odezwał się do nas Marco z działu reklamowego Avantgarde Music i przesłał nam w ramach promocji pliki z najnowszym dokonaniem zespołu Lycia. No i szok, bo o zespole pisaliśmy na naszym blogu (i to w samych superlatywach) dość dawno, przy okazji omawiania ich genialnego albumu Ionia (TUTAJ) (swoją drogą leci do nas już wznowienie na podwójnym czerwonym winylu!). 

Zespół powstał w Tempe w USA w roku 1988. Obecny skład to John Fair, David Galas, Tara Vanflower oraz Mike VanPortfleet, który jest jedynym stałym członkiem od czasu założenia grupy. Chociaż są ciągle poza mainstreamem, to zespół jest jednym z pionierów muzyki dark i electroIch album z 1995 roku The Burning Circle And Then Dust pozostaje jednym z najlepszych dzieł amerykańskiego mrocznego rocka

Muzyka Lycii charakteryzuje się bogatymi pejzażami dźwiękowymi i warstwą mocno przetworzonych gitar, mrocznymi, klimatycznymi klawiszami, ciężkimi - przesiąkniętymi pogłosem automatami perkusyjnymi, a w tym wszystkim płynie ponury, chrapliwy wokal VanPortfleeta przeplatany żywym i melodyjnym głosem Vanflower.

Nie będzie chyba przesadą stwierdzić, że zespół ma już swój niepowtarzalny styl, i w zasadzie od pierwszych dźwięków jest natychmiast rozpoznawalny. 

Wznowienie płyty Ionia na podwójnym winylu spowodowało, że muzycy postanowili wrócić do źródeł i wydać prezentowany dziś minialbum pt. Casa Luna

Mike VanPortfleet opisuje Casa Luna jako kontynuację albumu In Flickers z 2018 roku, z bardziej zróżnicowanym podejściem, zarówno stylistycznie jak i tematycznie. Minialbum zawiera nagrania autorstwa duetu John Fair i Mike VanPortfleet, są tutaj ich wczesne piosenki oparte na syntezatorach (Except i Galatea) z 1989 roku, wcześniej znane tylko z surowej wersji jako demo. Na albumie słychać typowe dla zespołu inspiracje stylami hiszpańskimi/flamenco, które wcześniej inspirowały Mike'a VanPortfleet'a i John'a Fair'a w 1983 roku. Chęć Tary Vanflower, aby zrobić nieco cięższy kawałek, wraz z doświadczeniem Davida Galasa w tym właśnie gatunku doprowadziły do ​​powstania utworu Do You Bleed?, a zainteresowanie Mike'a VanPortfleeta starszym Art Rockiem i muzyką elektroniczną zaowocowało znakomitym Salt & Blood.

Casa Luna ukazała się 11 czerwca 2021 roku, ozdobiona okładką na której widnieje fotografia autorstwa Tary Vanflower. To ponoć duch przeszłości...


Minialbum otwiera A Quiet Way To Go z bardzo prostym ale jakże inteligentnym tekstem...

a quiet way
a quiet way to go away
to go away

To brzmienie lubię najbardziej. Fantastyczne wokale Vanflower niczym z najlepszych czasów 4 AD i szeptanki Mike'a VanPortfleet'a. Od razu wiadomo, że będzie jak na zespół przystało - porządnie. Po nim Do You Bleed? w którym nie tylko muzycznie (lekko metalowo i industrialnie), ale i pod względem tekstu jest ciężej:

Oparzenie
czarny pokój
Zamknij oczy
poproś o więcej
jesteśmy bliźniakami
ty i ja
ty i ja
umrzemy

krwawisz? 

będziesz
palić się
dotknij mojego oka
rozpadającego się 
poproś o więcej
jesteśmy bliźniakami
ty i ja
ty i ja
umrzemy

Topisz mnie 


Except ma rzeczywiście więcej elektroniki. Ale jest tutaj oczywiście miejsce na typowy dla zespołu klimat, z bardzo nostalgicznym tekstem o przeznaczeniu i przemijaniu. Nieco przypomina klimat piosenek Clan of Xymox, ale wokal jest bez porównania mniej absorbujący, jest delikatny niczym głos Iana Curtisa w the Eternal

I kiedy światła płoną tym wszystkim
Nie będę tam ponownie?
Będę tutaj, taki jest mój los
Tu jest nic,
Oprócz niczego

On The Mezzanine to wspomniana powyżej inspiracja klimatami Hiszpanii. Nie ma tutaj jednak niczego złego, za to jest powietrze gorącego zachodu słońca i nostalgicznych wieczorów gdzieś na brzegach upalnych plaż.  Galatea nawiązuje do trudów życiowej wspinaczki, a Salt & Blood - piosenka o wspólnym przemijaniu kończy ten znakomity minialbum. I to w jakim stylu!

Idziemy brzegiem
Jak tysiące razy wcześniej
Dary oddechu
Cichy pocałunek ukrył się w naszej śmierci
Morza połykają łzy
Sól i krew rodzą nasze lęki
Światło na twojej skórze
Znowu idziemy tą ścieżką


Lycia - Casa Luna, Avantgarde Music 2021, tracklista: Quiet Way To Go, Do You Bleed?, Except, On The Mezzanine, Galatea, Salt & Blood.

Nie ma innej możliwości jak 6/6. Czekamy na nowy album, a Marco niech śle do nas więcej takich perełek o których będziemy pisać, pisać i pisać.

Dlatego czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.