Inność, bunt aż do szaleństwa to częste cechy, stany romantycznych bohaterów. Skłóceni ze światem, rozdarci wewnętrznie, nadwrażliwi i samotni ludzie żyli krótko lecz intensywnie... Podobnie jak i wielkie gwiazdy new wave i post-punk: Ian Curtis, Kurt Cobain (TUTAJ), Roman Sidorov (TUTAJ), Mark Linkous (TUTAJ), Tim Bergling (TUTAJ) a także pisarki Sylvia Plath (TUTAJ), czy Sarah Kane (TUTAJ)...
Czy to nie dziwne, że subkultura punkowa, tak odrzucająca wszelkie autorytety, fascynowała się szaleństwem? Wbrew okolicznościom, paradoksalnie, szaleniec - i to po obu stronach żelaznej kurtyny - uważany był za osobę postępującą tym bardziej racjonalnie, im mocniej absurdalna wydawała się rzeczywistość. I skoro system społeczny był opresyjny, to każdy, kto do niego w naturalny sposób nie pasował, a właśnie wariaci wyjątkowo nie współgrali z ogólnymi normami, stawał się przez swoje niedostosowanie wolny. Wkraczający w dorosłe życie młodzi ludzie boleśnie odczuwali brak perspektyw i hipokryzję, rozpad więzi, atrofię wartości, rozczarowanie...
Dlatego punk na samym początku nie był stylem muzycznym czy subkulturą, lecz sztuką (o tym pisaliśmy TUTAJ), w której głównym dziełem było życie jednostki, formowane przez siebie i dla siebie. I stąd w Wielkiej Brytanii wzięła się fala rocka, która wyszła z collegeów i rozlała się na ulice robotniczych przedmieść. W Polsce natomiast korzenie subkultury rockowej lat 70 i 80 wywodzą się z warszawskich szkół artystycznych, z kręgów sytej bohemy i krańcowo różnych od nich środowisk małomiasteczkowych subkultur, znacznie bardziej surowych i prostych, gdzie także pojawił się mit szaleńca.
Punkowcy w PRL nieraz wyrabiali sobie tak zwane żółte papiery, czyli zaświadczenia od psychiatry potwierdzające zaburzenia psychiczne. Powody były dość prozaiczne (chęć uniknięcia służby wojskowej), ale wielu trafiało do szpitali psychiatrycznych czy na obozy psychoterapeutyczne, gdzie symulanci mieszali się z ludźmi faktycznie chorymi.
Idzie wariat ulicą wytykany palcami Śmieją się ludzie nie wiadomo z czego Dziwne ma spodnie dziwne ma włosy Śmieszy to ogromnie szare roboty Słychać wszędzie idiotyczne śmiechy Nietolerancja jest cechą głupców Głupota jest mądrością czy mądrość jest głupotą?
Powyższa piosenka toruńskiego zespołu Rejestracja, założonego w 1980 roku, doskonale wyraża tę inność, od której przedstawiciele kultury punk nie uciekali. Można ją uznać nawet za swoisty manifest. Według niej to szarość, przeciętność jest złem, od którego trzeba się bronić wszelkimi sposobami, nawet wejściem w szaleństwo… Ten sposób widzenia świata przybliża punka do romantycznego poety, którego ucieleśnieniem stał się Lord George Byron, żyjący krótko, za to intensywnie. Tak było zarówno dwieście lat temu jak i kilkadziesiąt.
A teraz? Trudno orzec, czy w dzisiejszym świecie życie z piętnem wariata daje wolność. Problemy psychiczne stały się tak powszechnym zjawiskiem, któremu podlegają nawet dzieci, że przestały być czymś oryginalnym a przez to gwarantującym inność…
Do problemu wyobcowania i inności jeszcze nie raz będziemy wracać, dlatego, jeśli czasem tak się czujecie, czytajcie nas…
Codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Takie historie zwykle są do siebie podobne, albo trafiamy przypadkiem na płytę, czy nagranie w sieci, albo ktoś proponuje żeby posłuchać. Tak i było teraz, dostałem polecankę z komentarzem, że to zespół z Rosji, czyli zupełnie egzotyczny dla świata muzyki kierunek, i że twórca popełnił samobójstwo..
Piosenka jaką dostałem do posłuchania jest bardzo mroczna i ciekawa, no i oczywiście jest po rosyjsku:
Pod nią na YT rzeczywiście wpis, że człowiek był i że popełnił samobójstwo. Szukam w sieci - pustka, kilka razy natykam się na wpisy o tym, że Roman Sidorov tworzył ciekawą muzykę, ale o samym artyście w zasadzie nic nie wiadomo...
Pod jednym z klipów ktoś umieścił krótką notkę: Der Golem był eksperymentalnym zespołem z Fryazino w Rosji, utworzonym w 1999 roku przez Romana Sidorova (Старуха Мха, Sedativ, Fatal) i Dmitryja Zubova (Hypnoz, Zuboff Sex Shop). Obaj muzycy nie żyją: Roman Sidorov popełnił samobójstwo w sierpniu 2003, Dmitry Zubov zmarł w październiku 2011. Der Golem nagrał dwie płyty "Zmet" w 1999 i "Дисциплина взорванных мостов" w 2000. Ich muzyka była dziwnym miksem industrialu, post-punk, post-rocka i ambient.
Czy to wszystko? No nie do końca bowiem w sieci znajduję ciekawą audycję w języku rosyjskim (TUTAJ), w której Evgenii Voronovskii wspomina Romana Sidorova. Kopalnia wiedzy o muzyku we wspomnieniach jego współpracownika, co prawda nie z okresu der Golem, ale z początków działalności muzycznej Sidorova. Ponieważ nam język na tyle, że potrafię audycję streścić, poniżej najważniejsze informacje o artyście. Tym sposobem na naszym blogu powstaje najbardziej wyczerpujący tekst o pionierze moskiewskiej muzyki industrialnej....
Evgenii Voronovskii (Евгений Вороновский)jest muzykiem i producentem muzycznym. Na początku audycji stwierdza, że od dłuższego czasu rośnie zainteresowanie twórczością i samą postacią Sidorova, który tworzył wwymienionych powyżej zespołach. Ich pierwsze spotkanie miało miejsce, gdy autor audycji miał 18 lat a Sidorov 24. Był to ciekawy moment 1989 roku - moment zmiany epok, najważniejszych chwil końca lat 80-tych. Czas bez internetu, czas kiedy czytali dużo literatury z drugiego obiegu, którą można było kupować w podziemiu. Również istniało wtedy podziemie muzyczne, literaturę i muzykę można było zakupić głównie na stacjach metra, czy na dworcach. Wśród sztuki drugiego obiegu znajdowały się też wydawnictwa z muzyką, którą Voronovskii określajakoezoteryczną: Brighter than Death czy Deutsch Nepal.
Posłuchajmy zatem, najpierw pierwszego:
a później drugiego:
W tamtym czasie ukazywał się magazyn muzyczny o nazwie Zig Zag, skierowany na popularyzację takiej właśnie muzyki: mrocznego industrialu, i oni ten magazyn czytali.
Evgenii Voronovskii organizował wtedy koncerty w klubie metalowym, miały to być koncerty dark, electro, muzyki industrialnej, noizz, można było do niego zadzwonić i jeśli zespół taką muzykę grał - on organizował koncert. Poznał dzięki tej działalności wielu ludzi, a wśród nich był właśnie nikomu wtedy nieznany Roman Sidorov. Ten zadzwonił i niskim głosem oznajmił, że grają dark music, ale mają problem ze składem i instrumentami, i chciałby się gdzieś przytulić (takiego użył dosłownie sformułowania). Postanowili się spotkać, Voronovskii myślał, że być może z dyrektorem klubu coś się da załatwić. Spotkali się na festiwalu na którym Voronovskii organizował nagłośnienie i występował też w jednym z zespołów grając na klawiszach. Sidorov miał dziwną fryzurę, na grzywce taki charakterystyczny loczek. Wysoki, ubrany w sportową odzież, w dresy. Wręczył Voronovskiemu kasetę marki Fuji 30 minut nagrań ich zespołu. Ten zabrał ją do domu i usłyszał muzykę eksperymentalną, dość rytmiczną, z niskim wokalem Sidorova. Spodobało mu się i wtedy postanowili zacząć tworzyć razem.
Roman zapoznał go też z innym muzykiem, spotkanie miało miejsce na stacji metra. Zaczęli nagrywać jako Fatal, minialbum, który później nazwał się Легкие Цветы.
Sesja odbyła się u niego w domu, spotkali się i mieli zaprojektowane 3 kompozycje na komputerze (w tym utwór Amsterdam). Mieli do dyspozycji minidysk, gitarę, bas, mikrofon i pulpit mikserski, oraz syntezator Yamaha. Ten był bardzo prymitywny, ale posiadający wiele możliwości. Odpalali dyski, programowali sekwencer i w rytmie z dysku dogrywali muzykę, a Roman śpiewał. Wszystko odbywało się na żywo. Nagrali wspomniane 3 piosenki, nie mieli tekstów więc szukali w bibliotece, gdzie znaleźli fragmenty poezji, które śpiewali. Dobierał je Roman, który tworzył z cytatów teksty.
Mieli wiele estetycznych potyczek, Roman był byłym metalowcem, słuchał wcześniej death metalu i grindcore. Słuchali też Trickyego i Massive Attack, oraz elektroniki i gotyku. Romana fascynowały zespoły Black Tape for a Blue Girl, oraz grające industrial.
Trzeci członek zespołu słuchał post punk i pop, the Cure i tego typu muzyki, czyli dość dalekiej od metalu.
W tamtym okresie Voronovskii zabierał Romana na ciekawe koncerty w Moskwie, i one robiły na Romanie duże wrażenie. Na jednym z nich sami wystąpili, grając krótki koncert z muzyką dark. Koncert Fatal się spodobał. Mieli w tamtym okresie w repertuarze 4 piosenki i dostali propozycję przygotowania demo na płytękompilacyjną Russian Gothic Page. Niestety żaden z ich utworów nie spodobał się wydawcom, zwłaszcza jednemu ze znanych rosyjskich muzyków rocka gotyckiego i jednocześnie wydawców. Nie polubił on wokalu Sidorova. To spowodowało, że pozostała dwójka członków zespołu zaczęła zastanawiać się jak pozbyć się Sidorova z projektu. Zmienili nazwę i nawet zaczęli próby z wokalistką. To wszystko doprowadziło do rozpadu projektu i każdy z nich zajął się swoimi sprawami. Sidorov miał do nich pretensje, że wyrzucili go z Fatala jego właśni muzycy. Voronovskii odpowiadał na te zarzuty twierdząc, że nie są niczyimi muzykami, tylko wolnymi artystami.
Po jakimś czasie postanowili z Sidorovem spróbować znowu stworzyć coś wspólnie. Spotkali się mieszkaniu Voronovskiego, gdzie nagrali kilka kompozycji pod nazwą Sacrificum Intelectus. Wykorzystali kasetę z nagraniem muzyki elektronicznej innego autora, którą przyniósł Sidorov i do niej dodali własną muzykę, a Roman śpiewał teksty ze swojego zeszytu. Nagrali kilka piosenek i na tym projekt się zakończył.
Później ich kontakty się rozluźniły, kiedyś Roman zadzwonił do niego i zaprosił na koncert, ale się nie zrozumieli - umówili się i on czekał na nich na jednym przystanku a Roman z kolegą na drugim (wtedy nie było jeszcze telefonów komórkowych). Spotykali się raz po raz na koncertach np. jednego z zespołów punkowych, którego wokaliście przedstawił go Roman.
Później Sidorov założył zespół der Golem i nagrał kompozycję Niet.
Nazwę zespołu Roman zaczerpnął z doskonale znanego dzieła Gustava Meyrinka. Jego książka była wtedy w drugim obiegu wraz z wieloma pozycjami literatury okultystycznej. W tamtym okresie pojawiły się u nich książki Crowleya. Kolekcja książek Voronovskiego stanowiła źródło inspiracji Sidorova.
Pod nazwą der Golem Roman nagrywał utwory, których nie udało im się nagrać wspólnie jako Fatal. Cały czas miał traumę i żalił się, że koledzy wyrzucili go z jego zespołu Fatal. Projekt der Golem Roman realizował w nadzorowanym przez komunistów Domu Pionierów, gdzie mimo nadzoru panowała ciekawa undergroundowa atmosfera. Spotykali się tam modnie ubrani artyści, czytający ciekawą literaturę. Sidorov z Zubovem, którzy tam nagrywali zrealizowali kultowy dziś album Zmet.
Wtedy też Sidorov uznał sprawę wyrzucenia go z Fatal za zamkniętą i po jakimś czasie zadzwonił do Voronovskiego. Powiedział, że nagrał album i przekazuje mu, żeby dostał się w odpowiednie ręce. Ten zaprosił go na spektakl, do którego muzykę skomponował i tak znowu się spotkali. Mieli już wtedy telefony komórkowe, i Sidorov poprosił go, żeby wyszli przed teatr. Tam doszło do rozmowy, Sidorov zmienił image, był ubrany w moro.
Dał mu wtedy kasetę der Golem z albumem Zmet. Było tego kilka sztuk, około 5, poprosił żeby Voronovski przekazał je w odpowiednie ręce. Co znaczyło odpowiednie? Odpowiedział żeby przekazać je znajomym i gotom. Ten posłuchał kasety następnego dnia a muzyka na niej zawarta wprawiła go w nostalgiczny nastrój, taki w jaki wprawie wielu słuchaczy, nawet doprowadziła go do płaczu... Był pierwszym słuchaczem i oczywiście przekazał kasetę znajomym z subkultury gotyckiej. Zaprosił też der Golem do występów na koncertach które organizował. W tamtym okresie widział ich na koncercie w jednym z klubów, i zrobili na nim wielkie wrażenie. Postanowił zorganizować koncert na którym wystąpili der Golem, Teatriada i Roytof. Koncert był bardzo dołujący i melancholijny.
Po tym występie der Golem przestali się pojawiać i występować, a Voronovski stracił kontakt z Sidorovem. Propagowanie muzyki der GolemVoronovski traktował jako wynagrodzenie Sidorovovi faktu wyrzucenia go z Fatal.
Spotkali się kolejny raz dopiero po roku, na urodzinach znajomej. Roman siedział koło kominka, unikał rozmów, nie odpowiadał na pytania, tylko wpatrywał się w płomienie...
Ich ostanie spotkanie miało miejsce latem 2000 roku, kiedy jeden z ich wspólnych znajomych z zespołu Sedativ zaprosił go na jakiś festiwal muzyczny. Po nim pojechali za miasto trolejbusem do stacji Akrii. Spędzili razem noc w małym miasteczku. To było ich ostatnie spotkanie. Oglądali jakiś film Lyncha, wypili po piwie. Poszli na spacer, kąpali się w jeziorze, nad którym rozbili mały namiot. Całą noc przegadali. Wcześniej Sidorov uderzył podczas kąpieli głową w skałę. Ale nic mu się stało. Uratowali go.
Rano pojechali do domów. Tak skończyła się ich znajomość. Jakiś czas po tym poznał jego późniejszą twórczość jako Sedativ:
Roman Sidorov powiesił się 20.09.2003 roku...
Tyle udało nam się ustalić i tak krótka jest historia legendy rosyjskiego undergroundu.
Warto jeszcze wspomnieć, że unikalne materiały o muzyku zamieszczane są na koncie na FB, poświęconym jego twórczości TUTAJ.
Wkrótce napiszemy o innych ważnych i mało znanych artystach, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.