Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 września 2024

Dokument o Joy Division na kanale Stained Glass Stories: nasza recenzja

Jakiś czas temu opisywaliśmy bardzo dobry film o historii zespołu Cocteau Twins wyprodukowany przez kanał Stained Glass Stories (TUTAJ). Ponieważ miesiąc temu twórcy kanału postanowili zmierzyć się z historią głównych bohaterów naszego bloga, czyli Joy Division, warto co nieco o owym dokumencie napisać. 

Film zaczyna się od dość krótkiego wstępu opisującego każdego z członków zespołu. Oczywiście w tak krótkim dokumencie nie da się zawrzeć detali z życia artystów, jednak może warto dodać te, istotne dla późniejszej twórczości zespołu (te które wywarły wpływ na muzykę). Tak więc Bernard Sumner wychowywał się w bardzo trudnych warunkach (kalectwo matki i jej późniejszego męża), o czym można przeczytać w jego biografii streszczonej przez nas TUTAJ. Jeśli wspomniano o uzależnieniu od Legactilu Iana Curtisa w młodości (choć w jego biografii napisanej przez Middlesa i Reade tego faktu nie podano), to dlaczego nie wspomniano o przygodach Stevena Morrisa, który sam opisuje je w swojej biografii (streszczonej przez nas co środę TUTAJ)? 

Dalej  w filmie zaczyna się historia Joy Division i tradycyjnie już dla tego typu opracowań, podane są fakty wspólnej fascynacji punkiem Sumnera i Hooka, i rozpoczęcie przez nich gry w zespole, ale nie ma w tym miejscu nic na temat wcześniejszych udziałów w swoich zespołach zarówno Curtisa jak i Morrisa, a warto wiedzieć, że zanim dołączyli oni do Joy Division grali w innych grupach. Fakty te wspomina zarówno Morris w swojej biografii, jak i Jon Savage w swojej ostatniej książce (LINK). Co istotne, to Ian Curtis we wcześniejszym swoim projekcie z nijakim Iainem Grayem, wymyślił nazwę Warsaw dla ich wspólnego zespołu (warto zobaczyć TUTAJ): Po dokoptowaniu basisty zaczęli próby w klubie Great Western w Moss Side, choć mieli kłopoty ze znalezieniem miejsca prób, zewsząd byli wyganiani przez kurtkę Iana. Curtis wtedy nie śpiewał, bardziej recytował swoje teksty, jak opisuje to Gray: pochrząkiwał pochylony nad swoim tekstem. Nie mieli wtedy perkusisty, a jako nazwę Ian wybrał Warsaw  z powodu wpływu albumu Bowiego. W okolicach lutego ich zapał wygasł.. 

Dalej w filmie dowiadujemy się, że Warsaw grali jako support Buzzcocks... Taki fakt nie jest nam znany, owszem Joy Division supportowali Buzzcocks, ale Warsaw? Warsaw postrzegani byli w Manchesterze jako tandetny postfaszystowski band, ich koncerty raczej wzbudzały śmiech, a repertuar, którego głównym autorem był Hooky, nie wzbudzał entuzjazmu (przypomnijmy choćby At A Later date czy Gutz). Dlatego zespół oddalił się na chwilę z klubów by zmienić styl, więcej próbować i przechrzcić się na Joy Division (po drodze byli jeszcze Stiff Kittens). We fragmencie o debiucie Warsaw zamiast okładki An Ideal For Living pojawia się okładka jakiegoś bootlegu (An Ideal Begining). Debiut Warsaw przede wszystkim był nie tyle kiepskiej jakości jeśli chodzi o nagranie, ale był nagrany cicho. W jednej z książek o zespole jest opisana scena, kiedy poprosili DJa o puszczenie swojego singla w jakimś klubie w Manchesterze. Ten uległ prośbie, ale gdy tylko singiel zaczął grać, publika zeszła ze sceny bo nagranie było bardzo ciche. Problem tkwił też w fakcie, że okładka zaprojektowana przez Bernarda Sumnera kojarzyła się z nazizmem, i w pierwszej kolejności podczas wznowienia, to jej właśnie pozbył się menadżer zespołu Rob Gretton, zastępują okładką Stevea McGarrego (LINK). 

Jeśli natomiast chodzi o genezę nazwy Joy Division warto wspomnieć, że książkę Katzetnika przyniósł Sumner (LINK), który był też pośrednio inspiratorem okładki Unknown Pleasures. Inaczej wyglądała też historia wyboru menadżera zespołu. Owszem Gretton był na koncercie Joy Division, ale Sumner wspomina, że zaczepił go podczas rozmowy telefonicznej kopiąc w budkę i składając nietypową ofertę. Brzmiało to mniej więcej tak, że ma ofertę pracy przy sprzątaniu kibli, ale może zostać menadżerem Joy Division. Sumner zabrał go na próbę zespołu, a postali nie mieli pojęcia kim jest nowy obserwator ich gry. 

Kiedy omawiany jest debiut płytowy zespołu na minalbumie A Factory Sample powinno pojawić się nazwisko Martina Hannetta, miejmy nadzieję że pojawi się później (i tak też jest). Natomiast w całym filmie panuje dość mocny miszmasz jeśli chodzi o chronologię zdjęć, ale też i nagrań (choćby posiłkowanie się wersjami piosenek ze Still, które przecież ukazały się po śmierci Curtisa i brzmiały inaczej niż zespół sobie tego życzył w czasie ich nagrywania, a wersje z tego albumu są raczej mniej lub bardziej nieudanymi wizjami Hannetta). Podobnie jest ze zdjęciami, warto było jednak wspomnieć Kevina Cumminsa, jako jednego ze świadomych kreatorów ponurego wizerunku zespołu. Postać legendarnego fotografa nie powinna być  pomijana, zwłaszcza we fragmencie filmu kiedy omawiany jest unikalny wizerunek grupy (nie padają też nazwiska wielu innych osób, bez których dziś nie wiedzielibyśmy tyle o zespole, i które miały kolosalny wpływ na to jakim zespól się stał, czyli poza Cumminsem nie padają choćby nazwiska Micka Middlesa, Antona Corbijna czy Jona Savage'a). 

Przy omawianiu muzycznych inspiracji obok Kraftwerk, czy Velvet Underground, nie pada nazwa the Doors... A przypomnijmy, że Jim Morrison był wielkim idolem Iana Curtisa. Ten ostatni miał przecież podobny tembr głosu, przez co koncerty Joy Division w USA były reklamowane jako występy nowych the Doors

Podczas opisywania Hannetta i jego sposobu nagrywania koniecznie należało wspomnieć o uzależnieniu od narkotyków. Tak jak późniejsze albumy the Beatles są dziełem narkotyków w synergii z talentem muzycznym, tak samo produkcje Hannetta (jakże inaczej brzmiące niż zespół na żywo) były wynikiem jego eksperymentów z narkotykami, o czym wspominają sami muzycy. Martin po wyjściu zespołu ze studia zamykał się w nim, zażywał narkotyki, miksował, a rano, już na trzeźwo, słuchał swoich dzieł. 

Podczas omawiania okładki Unknown Pleasures warto było wspomnieć, że nie ma na niej nazwy zespołu (pierwsi ten zabieg zastosowali the Beatles), ale to może mniej istotne. Okładka jest fakturowana - to najważniejsze. Chodziło bowiem o to, żeby po wzięciu jej do ręki czuć było fakturę muzyki, co dotyczyło głównie słuchaczy z wadami wzroku lub jego brakiem. 

Odnośnie Closer to trudno też zgodzić się, że okładkę zaakceptował Curtis, wkoło tego faktu istnieją kontrowersje, a biorąc pod uwagę (pokazaną w filmie) ewolucję okładki LWTUA można sądzić, że Factory zastosowała chwyt reklamowy (jeśli tak to można nazwać - pisaliśmy o tym TUTAJ). Potraktowanie wątku samobójczej śmierci Curtisa w filmie to temat na zupełnie osobny wpis. 

Reasumując, film jest dobry dla początkujących fanów zespołu. Być może należało w nim poszerzyć kilka wątków, a inne skrócić. Niemniej można go (mimo kilku zastrzeżeń) polecić jako wstęp do budowania wiedzy o zespole. Takiej podstawowej wiedzy, pamiętając jednak, że diabeł tkwi w szczegółach... 

 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

                   

sobota, 25 grudnia 2021

Joy Division under review Roba Johnstonea i Andy Clelanda: filmowa historia zespołu w pigułce

Film zrealizowany został w 2006 roku przez Chrome Dreams, a producentami są Rob Johnstone i Andy Cleland. Na wstępie pojawia się wzmianka, że film jest przedstawieniem krótkiej historii zespołu, jego dorobku i wpływu na współczesną muzykę. Komentatorami są głównie dziennikarze muzyczni.



Na początku Pat Gilbert, Barney Hoskins i John Rob wspominają, czym w połowie lat 70-tych był punk rock. Mick Middles opowiada o roli Sex Pistols w decyzji o powstaniu Joy Division. Podkreśla, że koncerty Sex Pistols były średnie, obecnie ich rola jest przeceniana, a obraz zniekształcony (np. w filmie 24 Hour Party People). Lindsay Reade jest podobnego zdania, choć przywołane fragmenty wywiadu z Ianem Curtisem potwierdzają jak ważne to były wydarzenia.


Podkreślona jest ewolucja punka, w kierunku bardziej melodyjnym i zintelektualizowanym. Pojawiają się też pierwsze zespoły post-punk, wśród nich Siouxsie and the Banshees i Joy Division.


Następnie przedstawione są początki kariery Warsaw. Podkreślona jest rola tekstów Iana Curtisa na pierwszym wydawnictwie zespołu pt. An Ideal For Living (warto zobaczyć TUTAJ), które gdyby nie teksty, byłoby typowym wydawnictwem punkowym jakich było w tamtym czasie setki.

Podana jest geneza nazwy Joy Division w kontekście fascynacji historią Iana Curtisa, przy czym Lindsay Reade podkreśla, że takie same zainteresowania wykazywał też Bernard. Przylepiono w związku z tym zespołowi łatkę faszystowskiego, a na koncertach pojawili się zwolennicy faszyzmu. Kolejnym krokiem milowym było pojawienie się zespołu w TV w 1978 roku (pisaliśmy o tym TUTAJ). Występ sprowokował Ian zaczepiając Wilsona w Rafters i od tego czasu datuje się rozpoczęcie znajomości zespołu z Tony Wilsonem, jak i pierwsze taneczne popisy Iana (choć tak naprawdę te miały miejsce o wiele wcześniej o czym wspomniał Iain Gray TUTAJ).


Tony rozpoczyna działalność Factory, ukazuje się A Factory Sample z dwoma utworami Joy Division. Podkreślona jest rola Martina Hannetta i Tonyego Wilsona jako wizjonera i kreatora. Wypowiedzi zarówno bohaterów jak i fragmenty wywiadu z Ianem Curtisem zwracają uwagę na to, że muzyka JD kiedy była tworzona nie poświęcona była śmierci, a zespół uważany był za grupę ciągle żartujących przyjaciół. Mroczne klimaty w interpretacji pojawiły się po śmierci Iana Curtisa.


Mick Middles jednak podkreśla, że nie można zespołu postrzegać w kategoriach czarno-białych.



W maju 1979 roku realizują swój debiut. Otwiera go Disorder, genialny utwór popowy, choć w zupełnie nieznanym wcześniej stylu i niesamowicie energetyczny. Day of the Lords jest z kolei bardziej w stylu the Doors. Jeśli chodzi o I Remember Nothing pada opinia, że teksty wynikały z tego jak skomplikowaną osobą był wokalista zespołu. Jednak nie tylko wokale są na tym albumie wyjątkowe, w zasadzie gra każdego instrumentu jest czysta i wyróżnia się. To oczywiście sukces Hannetta, a za kluczowe utwory z jego znaczną interwencją realizatorską uważa się Insight i She's Lost Control. To Hannett stworzył na Unknown Pleasures brzmienie inne od wszystkich, które można nazwać dystopijnym disco. Pada fragment wypowiedzi Curtisa o tym, że zamiast o czymś śpiewać, można to pokazać.


Tak też było jeśli chodzi o jego taniec podczas występu w So It Goes gdy grali She's Lost Control. Sam cierpiał na epilepsję a piosenka powstała pod wpływem dziewczyny która również ją miała. Podkreślona jest rola Shadowplay, piosenki pokazującej jak trudno jest sklasyfikować muzykę zespołu - zawiera bowiem elementy punka, gotyku i metalu. Mick Middles podkreśla, że ten utwór jest chyba najbardziej uniwersalnym i wszechstylowym utworem zespołu. Okładka również jest kultowa, pada stwierdzenie, że to pierwsza minimalistyczna okładka w historii rocka (co w takim razie z białym albumem the Beatles?).


Następnie wskazana jest inspirująca rola Kraftwerk, słyszana choćby w Autosuggestion wydanym na Earcom 2. Kolejnym milowym krokiem było nagranie Transmission a po nim Atmosphere... Natomiast LWTUA wprowadziło zespół do mainstreamu. Porównuje się ten utwór do Stairway to Heaven, czy Smells like Teen Spirit.



Po śmierci Curtisa ukazuje się Closer. Podkreślono rolę Ballarda i Burroughsa w jego twórczości literackiej, w kontekście Atrocity Exhibition. Isolation z kolei to piosenka o samotności. Lindsay Reade wspomina kiedy pierwszy raz usłyszała the Eternal i przypomniała sobie, że było to po próbie samobójczej Iana, w samochodzie i z kasety, gdy wracali ze szpitala.


Jednak za najbardziej niesamowity utwór tego albumu wskazany jest 24 Hours - melodyjny, transowy i posiadający niesamowity tekst kiedy Curtis wiedzie nas do pewnego miejsca opowieści po czym pada: a tam nic nie było...


Okładka podkreśla całość - a jedynie Middles zdaje się zauważać, że nie ma do końca pewności czy została zaakceptowana przez Iana Curtisa bowiem płyta ukazała się po jego śmierci.


Całość kończy krótkie naświetlenie przyczyn śmierci wokalisty zespołu i zwrócenie uwagi na fakt, że New Order stali się kluczowym zespołem muzyki elektronicznej.


Reasumując - znakomity dokument o zespole, choć jak pisaliśmy powyżej z kilkoma faktami trudno jest się zgodzić. Ci którzy śledzą nasz blog potrafią z łatwością rozróżnić ile w historii Joy Division jest faktów a ile legend. Te zresztą też w kilku miejscach w filmie występują. O jednej z nich napiszemy już niedługo.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


 


sobota, 13 listopada 2021

Kinowa jazda obowiązkowa: Nowy Pitbull Patryka Vegi jest już w kinach - czy warto?

Jest już w kinach, a ponieważ Patryk Vega ostatnio nie miał najlepszych chwil reżyserskich, nie chciałem się wybrać.  

I zrobiłbym ogromny błąd, bowiem nowy Pitbull to, nie zawaham się użyć tych słów, znakomity film. Przez niemalże dwie godziny nie ma ani jednego momentu dłużyzny. Widz trzymany jest non - stop w napięciu, pod koniec nieco nużą fragmenty Księgi Wyjścia, odsłuchiwane z uporem maniaka przez Gebelsa (w tej roli Andrzej Grabowski), ale to  być może, tylko moje odczucie.


I to chyba jedyna rzecz, która  nie podobała mi się w filmie. Jest jeszcze jedno miejsce w fabule, które razi niespójnością (chodzi o przyjazd rosyjskiej mafii) za to więcej jest takich, które robią powalające wręcz wrażenie. 

Zatem co mi się podobało? Fabuła, scenariusz i reżyseria - wszystko autorstwa samego Vegi. Znane już z jego filmów klimaty: mafia pruszkowska, Pershing, Masa i przede wszystkim główny (obok znakomicie zagranego Gebelsa) bohater, Nos (w tej znakomitej roli Przemysław Bluszcz). Nie jestem znawcą kina, i być może popełnię faux pas, ale pan Przemysław nie wbił mi się do głowy wcześniejszymi rolami, za to twierdzę, że gra w Pitbullu to jego rola życia. Zagrał genialnie i w filmie jawi się gwiazdą pokroju samego Hopkinsa w Milczeniu Owiec (gra zresztą podobnie, sprawia wrażenie postaci nieco psychopatycznej).   

A nie było zagrać łatwo, bowiem Nos nie miał prostego życia... 

Od dziecka musiał walczyć o przetrwanie. Z biednego dzieciaka zaszedł w hierarchii mafijnej bardzo, bardzo wysoko... Zapłacił za to ogromną cenę. 


W filmie równolegle - po stronie dobra, mamy wątek policjanta Gebelsa, i obaj, zarówno Nos jak i Gebels mają synów. Zatem jak łatwo się domyślić - jasne staje się ciemne a ciemne... jeszcze bardziej mroczne. 

Druga rzecz robiąca wrażenie - Vega nie jest lamusem. Mimo tego że ma już 44 lata, doskonale odnajduje się  w dzisiejszych realiach. Potrafi do filmu wpleść wątki absolutnie nowoczesne, mamy więc zamach bombowy za pomocą drona, nietypowy gang dokonujący włamań nie używając do tego łomów czy podkopów, ale w zupełnie inny -  nowoczesny sposób, czyli  komputerowo. 


Sam film też zaczyna się niekonwencjonalnie, a motywy przeszłości przeplatają się z teraźniejszością. Co prawda zakończenie jest łatwe do przewidzenia, ale można to Vedze wybaczyć. Co ważne, być może wplecenie wątku religijnego zmusiło reżysera do znacznego ograniczenia wulgaryzmów, pierwszy raz w tego typu produkcji wychodzi się z kina bez zwiędniętych uszu.  

Podsumowując, znakomity film , doskonała muzyka, akcja, i całość obsadzona w naszych realiach. 

Polski film roku? Nie mam wątpliwości. Jazda obowiązkowa dla fanów mocnego, męskiego kina akcji. Nasza ocena: 6/6 - musicie to zobaczyć.


      

sobota, 28 sierpnia 2021

Back Stage Episodes: nowy film Marcina Wojciechowskiego w hołdzie Ianowi Curtisowi z Joy Division

Niedawno jeden z naszych czytelników zwrócił nam uwagę na trailer animowanego filmu autorstwa Marcina Wojciechowskiego (ur. 1972) zatytułowanego backstage.episodes a w zasadzie Back Stage Episodes.

backstage. episodes trailer from marcin wojciechowski on Vimeo.

Obraz jest wyrazem hołdu dla Iana Curtisa, legendarnego lidera Joy Division, który w  wieku 23 lat popełnił samobójstwo. W animacji (Wojciechowski jest jej reżyserem, scenarzystą i animatorem) nie ma jednak nic realistycznego, nic, co można by uznać za element biograficzny lub czułostkowy komentarz naiwnego fana.




Animacja jest niczym dalszy ciąg rękopisu muzyka. Na białym tle rysuje się nam pogmatwaną czarną kreską sylwetka mężczyzny, a w zasadzie tylko jej kontur. Występuje on na scenie, w światłach ramp, schodzi, idzie wąskim korytarzem, potem widzimy pokój a w zasadzie jego schemat. Jakiś stół, krzesło, kartka papieru, ołówek... który toczy się po stole, spada... Są także zwoje kabli, wzmacniacz... 

Te fragmentaryczne ujęcia powtarzają się, rysują na nowo, po czym rozsypują i znów powtarzają, zupełnie jakbyśmy dostali się do umysłu Iana Curtisa i śledzili jego twórcze zmagania. Wrażenie to potęgują pulsujące kadry, przesuwająca się kamera, nawracające obrazy. Czy tak mogły wyglądać chwile, w których lider Joy Division pisał swoje przejmujące teksty? Czy jego działania były równie chaotyczne a jednocześnie uparcie nieustępliwe? Gdy popatrzymy na odręczne notatki wydają się być one uporządkowane, pedantycznie zapełniane kanciastymi literami. Co jednak nie oznacza, że powstawały szybko i łatwo. Deborah Curtis wspominała w swojej biografii o bezsennych nocach męża w niebieskim pokoju, gdy paląc papieros za papierosem starał się napisać coś nowego. Coś nowego ciągle od początku, od nowa, tak samo, dzień po dniu... I o tym właśnie jest ten bardzo ciekawy film.



Dzięki uprzejmości jego twórcy mogliśmy go obejrzeć. Dziesięciominutowa animacja została podzielona niczym książka na rozdziały. Każdy z nich opatrzony jest tytułem, i tak po kolei jest: szum, próba, deszcz, fala, samotność dźwięków, niedostępne terytoria. Jest też narrator, który komentuje odruchy rysunkowej postaci, stara się wyjaśnić, co się dzieje, gdy porozrzucane dźwięki krążą po pokoju, a słowa nie nabierają żadnego kształtu. Narrator mówi, a rysunkowa postać siedzi, stoi, idzie, w niemocy opiera się o ścianę, mnie kartkę w kulkę, pisze, zasypia z głową na stole, śni sen o zalewającej wszystko fali, pije kawę, idzie, coś tam robi, występuje, wraca, siada, pisze, zrzuca wszystko ze stołu, zasypia na podłodze, w końcu przechodzi przez drzwi na korytarzu, znika... W końcowym komentarzu słyszymy niewyraźnie dźwięki piosenki Insight, której cytat wyświetla się, ostatecznie wszystko wyjaśniając: 


Chyba jest tak

Że zawsze nadchodzi

Kres marzeń

Już nie wzlatują

Lecz opadają 


Guess the dreams always end

they don't rise up just descend 

But I don't care anymore

I've lost the will to want more


Film na razie pokazywany jest tylko na festiwalach, lecz trwają starania, aby mógł trafić do szerszej publiczności, tak samo, by mogły mu towarzyszyć utwory Joy Division.



Zapytany przez nas twórca dzieła, potwierdził nasze przypuszczenia co do wymowy filmu i uzupełnił nasze przeczucia. Wyraził się tak: Moim celem było opowiedzenie uniwersalnej historii, dotyczącej zmagań artysty z materią twórczą i próbą rekonstrukcji sytuacji, do których odbiorca dzieł nie ma dostępu, a które są istotą tego procesu. 

Film pozbawiony jest akcji w klasycznym rozumieniu, składa się z prób, szkiców, krótkich epizodów. pokazujących artystę próbującego napisać wiersz, muzykę czy zapisać własne myśli, a całości towarzyszy szczątkowy monolog z offu, który tworzy dodatkową warstwę tego projektu, czasem uzupełniając sferę wizualną innym razem jej zaprzeczając.

Od zawsze Joy Division było dla mnie ważne, użycie postaci Curtisa stało się w jakimś sensie oczywiste, ale cytuję go bez dosłowności i biograficznych wątków, bardziej zwracając uwagę na artystę – człowieka z całą sferą doznań, odczuć itd. Oczywiście to jest on, ale pokazuję go nieco inaczej, w bardziej uniwersalnym ujęciu, ta postać, jej złożoność, niezwykła intensywność, a także pewna aura tajemniczości wokół niego samego i jego twórczości spowodowały, że stał się głównym motywem tego projektu. Pokazuję go po swojemu, to wszystko jest przefiltrowane przez pryzmat moich doświadczeń i mojej własnej wizji tego typu zdarzeń.



Marcin Wojciechowski, któremu dziękujemy za interesujące wyjaśnienia i możliwość obejrzenia filmu, jest absolwentem Wydziału Grafiki ASP w Krakowie. W ramach projektu Laboratorium Obrazów Ruchomych tworzy kameralne formy animowane używając techniki animacji poklatkowej. Jak napisano o nim w jednym z oficjalnych biogramów w swoich pracach eksploruje sferę stanów psychicznych i reakcji na bodźce świata zewnętrznego (LINK). Dotąd stworzył następujące animacje: Mental Traffic (2008), Distance (2012), Under Construction (2014) oraz wspomniany backstage.episodes (2020).


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 20 sierpnia 2021

Z mojej płytoteki: Vangelis i Blade Runner raz jeszcze - tym razem potrójne CD oczami samego Ridleya Scotta z polskim akcentem

Całkiem niedawno zajęliśmy się na naszym blogu filmem Blade Runner i genialną muzyką do niego skomponowaną (TUTAJ). Co ciekawe, ścieżce muzycznej, której autorem jest Vangelis, towarzyszyły pewne perypetie (o czym też poniżej). Ukazała się najpierw na winylu, później w podziemiu zaczęła krążyć na bootlegach z większą ilością piosenek, aż w końcu być może to sprowokowało do wydania jej na potrójnym CD, które trafiło właśnie do moich rąk. Trafiło choćby z powodu takich perełek jak ta:


Piosenkę powyżej, Rachel's Song śpiewa Mary Hopkins, walijska wokalistka, która debiutowała w 1968 roku pod okiem samego Paula McCartneya i byłą artystką związaną z beatlesowską wytwórnią Apple. Jak się nie obrócisz zawsze gdzieś pojawią się Beatlesi... 

Ale wróćmy do CD - jest to pełna ścieżką dźwiękowa, wydana z okazji 25-lecia realizacji filmu, prezentowana w naszym poprzednim wpisie.


 

CD jest wydane znakomicie. Opatrzone zdjęciami z filmu i co najciekawsze, książeczką z wstępem samego Ridleya Scotta z października 2007 roku. 

Reżyser podkreśla w niej, że film krążył po świecie w kilku wersjach, przy czym tą - firmowaną przez niego jest The Final Cut.


Scott pisze o muzyce Vangelisa w ten sposób: Oczywiście jednym z najbardziej pamiętanych aspektów filmu jest atmosferyczna muzyka skomponowana i wykonana przez Vangelisa. I podobnie jak sam film, przeszła perypetie zanim wydana została w finalnej, pełnej wersji. Najpierw, była to niezwykła ścieżka dźwiękowa nagrana przez New American Orchestra, zawierająca partytury dźwiękowe będące rodzajem lekkiej interpretacji dzieła  Vangelisa. 

Później w 1994 roku Vangelis sam nagrał album Blade Runner zawierający kilka motywów z filmu i kilka innych utworów, nim inspirowanych. Zawarto tam dialogi z filmu, a całość prezentowała się jak nietypowa hybryda dźwiękowa, co nie było w smak fanom muzyki Vangelisa.


Tak więc teraz, cieszę się że Vangelis ma  przyjemność zaprezentować nam finalną, trójpłytową kolekcję muzyki zarówno z filmu, jak i powstałą pod wpływem inspiracji nim, na 25 lecie jego realizacji. Mam nadzieję, że Vangelis jest zadowolony z tej wersji tak samo, jak ja jestem zadowolony z ostatecznej wersji filmu.


Praca nad muzyką do filmu była jednym z moich największych doświadczeń życiowych. Pracowaliśmy z Vangelisem w jego studio Marble Arch w Londynie, gdzie muzyk wykonywał dla mnie wstępne wersje utworów, obsesyjnie skupiając się na szczegółach i wychwytując każdą chwilę wyjątkowego piękna. Vangelis często tworzył tą muzykę bez słuchania dialogów, skupiając się na emocjonalnej odpowiedzi na obraz, a wynik przerósł moje oczekiwania.

 
W szczególności poruszył mnie utwór Memories of Green skomponowany przez Vangelisa na potrzeby jego wcześniejszej płyty See You Later. Ten kawałek idealnie pasował do mojego filmu bowiem perfekcyjnie opisywał świat który w nim stworzyłem. Na swój sposób to nieoficjalnie główny motyw z tego filmu. Takie utwory jak Bladr Runner Blues, czy Love Theme też idealnie pasują do tworzonego przez nas świata doskonale zacierając obraz między muzyką a filmem.


Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem współpracować z jednym z największych talentów muzycznych w historii filmu, obok Jerry Goldsmitha i Hansa Zimmera. Umieszczam Vangelisa na topie tej listy. Jego muzyka uwydatniła Blade Runnera nadając mu ciemnego pięknego rytmu...

Ridley Scott, Maroko, Październik 2007. 

Szkoda, że reżyser do drugiej części swojego filmu już Vangelisa nie zaprosił, choć może zrobił to, ale z jakiś powodów finalnie genialny Grek nie skomponował muzyki do Blade Runner 2049. Przez co mamy już do czynienia z zupełnie innymi doznaniami, ale potrafimy sobie to wynagrodzić odpalając trzy płyty CD z części pierwszej. 

Vangelis też na tym mocno skorzystał - wśród fanów ta właśnie ścieżka uważana jest za szczytowe osiągnięcie.



Na koniec polski akcent - utwór 10 na CD nr. 3 pt. Spotkanie z Matką, w którym recytowany jest wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego przez... Romana Polańskiego.


Polański zresztą gościł u Vangelisa na jego innym albumie, o czym już pisaliśmy...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

poniedziałek, 14 czerwca 2021

Isolations News 145: Otwarcie wystawy o historii Factory Records, Cummins wydaje książkę, sprzedają dom Tony Wilsona, Molchat Doma i Vollenweider koncertowo, festiwal w Pasadenie, Summer Sky Festival, Wakeman odznaczony, będzie nowy Władca Pierścieni, Thunberg w kosmosie



19 czerwca nastąpi długo oczekiwane otwarcie wystawy o historii Factory Records w Manchesterze. Znaleźć na niej będzie można rzadko udostępniane materiały i przedmioty archiwalne, wśród których ważne miejsce zajmie gitara Vox Phantom Iana Curtisa. Organizatorzy zademonstrują jej możliwości na żywo a także na prezentowanym wideo Love Will Tear Us Apart, które będzie można oglądać publicznie podczas festiwalu. Będzie to pierwszy pokaz instrumentu od ponad 30 lat. Na wystawie nie zabraknie również wielu obiektów wypożyczonych z posiadłości zarówno Tony'ego Wilsona, jak i Roba Grettona, byłego menadżera Joy Division i New Order. Wystawa potrwa do stycznia przyszłego roku (LINK).  Bilety są już dostępne: normalne 8 funtów, ulgowe 6 funtów, osoby poniżej 12 roku życia wpuszczane są bezpłatne, bilety można zarezerwować wcześniej TUTAJ.


Kevin Cummins powiadomił świat o wydaniu ekskluzywnej i niezmiernie kolekcjonerskiej książki, która edytowana jest tylko w 100 egzemplarzach. O czym będzie publikacja informuje jej tytuł: Joy Division. Juvenes. Chętni mogą album już zamawiać w przedsprzedaży. I dobrze, że z komputera korzysta się na siedząco bo cena zwala z nóg (LINK). Książka jest oprawiona w płótno, sprzedawana w tłoczonym. pokrytym folią pudełku z klapką, w towarzyszy jej podpisany i numerowany certyfikat oraz podpisana kopia samej książki zapakowana w specjalną obwolutę. Zatem fani Joy Division - nie zdziwcie się jeśli autor zacznie was obserwować na TT, po czym na DM zaoferuje wam zakup. Follow skończy się jak tylko odmówicie, bo w książce jeśli chodzi o zespół nowych zdjęć nie ma. Autopsja.


Właśnie wystawiono na sprzedaż dawny dom Tonyego Wilsona w Charlesworth, nie było chętnych więc obniżono jego cenę (LINK). Na zrobienie solidnego muzeum Joy Division okazji co niemiara, jednak władze Manchesteru jak widać mają to gdzieś. Zapomnieli ze bez Wilsona chodziliby dziś w gumofilcach po polu z ziemniakami załatwiając swoje potrzeby na słomę.


Skoro weszliśmy w klimaty chłodnofalowe - 
Molchat Doma pokazali na YT wideo z piosenką Ya Ne Kommunist (Я Не Коммунист) wykonaną podczas koncertu w Saint Petersburgu w tym roku. 



Jest to fragment nagrania Live /Saint-Petersburg / Aurora 2021).



W maju przyszłego roku w Pasadenie ruszy festiwal na którym wystąpią razem: Blondie, Devo, Bauhaus Morrissey, a oprócz nich jeszcze  Psychedelic Furs, Violent Femmes , Echo & the Bunnymen, English Beat, Public Image Ltd. , Berlin, Missing Persons, Christian Death, the Damned, Church i inni. Bilety można już kupować od piątku TUTAJ.


W Polsce a to, na Summer Sky Festival 2021 w Poznaniu, 17 lipca tego roku będą koncertować IRA, Sztywny Pal Azji i Róże Europy (LINK).


Jeśli koncerty - Andreas Vollenweider (o którym pisaliśmy TUTAJ) zamieścił niedawno pierwszą część koncertu live w Montreux z 2011 roku, zorganizowanego z okazji 35-lecia pracy twórczej. Druga część będzie dostępna online 20 czerwca 2021 o 20:00 (CEST), 14:00 Nowy Jork, 11:00 San Francisco. Obie będą za jakiś czas pewnie w sprzedaży (LINK).


Za to inny multiinstrumentalista Rick Wakeman został uhonorowany przez królową Elżbietę Medalem Imperium (LINK).



Netflix ma zamiar nakręcić film o Edgarze Allanie Poe. W roli głównej zagra Harry Melling, który pokazał się w sadze filmowej o Harrym Potterze (wystąpił tam w roli Duddleya Dursleya, grubego kuzyna Harryego) (LINK). Jaki to ma związek z Wakemanem? Ponoć proponowali tą rolę jemu, ale odmówił z powodu braku czasu.   

Skoro wkroczyliśmy w świat kina - Warner Bros i New Line kończą produkcję animowanego filmu według powieści Władca Pierścieni Tolkiena. Produkcja nosi tytuł Władca Pierścieni: Wojna z Rohirrimami i skupi się na historii fortecy w Helmowym Jarze, która jest eksplorowana w tomie Dwie Wieże. Reżyserem filmu jest Kenji Kamiyama, a scenariusz napisali Jeffrey Addiss i Will Matthews (LINK). Swoją drogą w latach 70 - tych Wakeman mógłby też grać samego władcę - pierścieni zawsze u niego było aż nadto.

W temacie powalonych pomysłów - kongresman Louie Gohmert poprosił o wydanie wiążącej opinii przez pracownika zarządu służb leśnych USA na na temat pomysłu eliminacji  niekorzystnych zmian klimatycznych na Ziemi. Według niego trzeba aby rząd dokonał zmiany orbity Księżyca wokół Ziemi, albo orbity Ziemi wokół Słońca (LINK).

Podobno planuje się dokonać tego poprzez wysłanie w kosmos Grety Thunberg, która ma odegrać rolę Natalii Tiereszkowej i psa Łajki jednocześnie. W tym celu Biden spotyka się właśnie z samym Putinem.

A my wracamy do was jutro z nowym wpisem - dlatego czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.