Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architektura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą architektura. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 grudnia 2023

Architektura jako narzędzie sowieckiej propagandy wczoraj i dziś

Każda sztuka to propaganda – napisał George Orwell definiując w ten sposób także budowle powstałe na zlecenie totalitarnych systemów i ich dyktatorów. Wśród państw, które wykorzystują wszelkie gatunki przekazu aby wpływać na masowego odbiorcę od ponad wieku przoduje Rosja, i to jako Związek Sowiecki i jako kraj, który niby wyzbył się totalitarnych ambicji. A wśród sztuk przez nią stosowanych wyróżnia się architektura.

Jak wielką wagę przykładano do nowopowstających budowli świadczy fakt, iż najpotężniejsze budowle powstałe za dyktatury Józefa Stalina  zostały przez niego osobiście zatwierdzone. Ktoś powie – cóż z tego, przecież tak samo robił Adolf Hitler - ale choć Stalin w przeciwieństwie do niego nie był w stanie narysować żadnego budynku, zdawał sobie sprawę, że za pomocą architektury władzy jest w stanie nadawać ton i charakter reżimowi oraz kształtować sposób życia, jaki narzuca ludziom.

Dlatego w 1934 roku Stalin założył Wszechrosyjską Akademię Architektury (VAA), która stała się źródłem prawdy architektonicznej. Akademia nadała ton monumentalnej architekturze, tak samo charakterystycznej dla moskiewskiego imperium, co  architektura Alberta Speera dla Hitlera w Niemczech (pisaliśmy o niej TUTAJ). Jak silnie oddziaływały stalinowskie budynki widać po tym, że stały się symbolami miast, w których powstały. Wzniesione z inicjatywy Stalina stacje metra i Moskiewski Uniwersytet Państwowy stylizowany na tort weselny (projekt: Rudniew, Abrosimow i Chryakow, 1949-53). na Wzgórzach w Lenina przypominają o sowieckiej przeszłości tego kraju. Podobnie jak Pałac Kultury i Nauki im. Stalina w Warszawie… Wiele z tych gigantycznych projektów zostało zrealizowanych tak samo jak w czasach faraonów, przy użyciu pracy przymusowej robotników wyposażonych w najbardziej podstawowe narzędzia. A Stalina nie zaniepokoiła liczba ofiar śmiertelnych wśród robotników składających te przerażające hołdy jemu i narodowi radzieckiemu.

Gust Stalina, podobnie jak Hitlera, był bardzo tradycjonalistyczny. Obaj najbardziej cenili architekturę mniej więcej klasyczną lecz konstruowaną na ogromną skalę. Kres architektury stalinowskiej teoretycznie nastąpił w 1955 roku, dwa lata po śmierci dyktatora, kiedy dekret Nikity Chruszczowa przywrócił architekturę radziecką modernizmowi, który porzucił pod koniec lat dwudziestych.

Pozornie, bo przez cały okres Związku Sowieckiego nowe, państwowe budowle miały ukazywać wielkość imperium. Nie inaczej, a nawet bardziej jest za czasów Putina. Powstające gmachy mają jak dawniej oddziaływać psychologicznie, stać się w pewnym sensie bronią, którą zniewolone masy pozostaną posłuszne dyktatowi tyrana. I służyć za tło promujących jego osobę wydarzeń. Jak bardzo słuszna jest ta konkluzja pokazują ostatnie  zdarzenia z udziałem Putina. Otóż w dwóch głównych moskiewskich obiektach kulturalnych Putin zainaugurował starania o kolejną, już piątą kadencję władzy.   Odbyły się one w obliczu nowej fali represji kulturowych, ponieważ w tym samym tygodniu władze uznały, że najsłynniejszy, rosyjski autor powieści historycznych w regionie, Borys Akunin, jest terrorystą.  Od czasu aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. pisarz przebywa za granicą na dobrowolnym wygnaniu. W Rosji jego książki są konfiskowane, a jego nazwisko wymazywane.


Wybory prezydenckie zaplanowane są na marzec 2024 r. A kandydatura Putina została już formalnie zgłoszona przez grupę zwolenników, w tym osobistości kultury, 16 grudnia w sali koncertowej Zaryadye w parku pod Kremlem, zaprojektowanej przez znany zespół nowojorskich projektantów Dillera Scofidio + Renfro i zatwierdzonej osobiście przez Putina. 17 grudnia odbył się drugi wiec, tym razem na terenie VDNH, czyli w wesołym miasteczku zbudowanym w latach trzydziestych XX wieku w celu gloryfikacji sowieckich osiągnięć gospodarczych pod rządami dyktatora Józefa Stalina, które w ostatnim czasie zostało odnowiono i wzbogacone w galerie prezentujące materiały propagandowe.  Tam na przykład 4 listopada, w święto Jedności Narodowej otwarto wystawę przedstawiającą aktualne osiągnięcia Rosji, także na terenach zaanektowanych przez Rosję na Ukrainie po inwazji w 2022 r.: Donieckiej i Ługańskiej Republice Ludowej oraz części Chersonia i Zaporoża.


Wiec Putina 17 grudnia w VDNH zbiegł się z kongresem kremlowskiej partii Jedna Rosja. Jednym z głównych działaczy tej organizacji jest Borys Piotrowski, wicegubernator Petersburga odpowiedzialny za kulturę w tym mieście i syn dyrektora Państwowego Muzeum Ermitażu Michaiła Piotrowskiego. Jest zresztą wymieniany jako następca ojca na tym stanowisku. Bo zbiory w Ermitażu także są częścią propagandy rosyjskiej. Nic zatem zaskakującego, że Michaił oficjalnie potwierdził wiedzę o tym, gdzie przewieziono zbiory muzeów ze zniszczonych ukraińskich miast, np.: z Mariupola. W niedawnym wywiadzie telewizji RBC zauważył nawet, że w przyszłości na zaanektowanych terenach dojdzie do odbudowy zniszczonych muzeów a może nawet do budowy nowych (LINK).

Tak więc podczas gdy Europa rozbraja się, Rosja buduje swoją potęgę także propagandową używając do tego wszelkiego rodzaju przekazu, również architektury...

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

wtorek, 2 maja 2023

Cloaca Maxima: najstarsza budowla Europy, czyli pieniądze nie śmierdzą

Co jest najstarszą budowlą na kontynencie europejskim? Nie jest to świątynia ani żaden pałac, ani inny reprezentatywny budynek. Najstarsze jest niewidoczne dla oczu, bo skrywa się w podziemiach, a dokładnie w podziemiach Rzymu. Najstarszy jest ogromny, murowany kanał o nazwie Cloaca Maxima. Dokładnie kiedy powstał, nie wiadomo, jedni badacze datują go na ok 600 r. p. n. e., inni przypuszczają że  powstał między III a IV wiekem p.n.e., za króla Lucjusza Tarkwiniusza Superbus (Tarkwiniusza Pysznego), uważanego za postać historyczną. Niewiele jest informacji o samym królu i jego dynastii i są one raczej na wpół legendarne. Historycy są jednak zgodni, że Lucjusz Tarkwiniusz dążył do wzmocnienia władzy królewskiej, opierając się zarówno na sile militarnej, jak i na masach pospólstwa. Możliwe, że to właśnie to pragnienie skłoniło króla do rozpoczęcia upiększania miasta. Wśród inwestycji znalazła się budowa Wielkiej Kloaki (Cloaca Maxima), kanału melioracyjnego dla bagiennej doliny między wzgórzami Palatynu i Kapitolu.

 

 

Uważa się, że wykonawcą był mistrz etruski lub też że został zbudowany według wzorów etruskich, bo Etruskowie słynęli jako znakomici murarze, a Rzymianie przejęli od nich tę sztukę. I na początku kanał był otwarty, dopiero później został przekształcony w system zamknięty, było to wtedy, gdy do kanału podłączono ścieki z toalet i łaźni publicznych.


Cloaca Maxima była rozbudowywana i ulepszana przez kolejne stulecia. Przez cały okres istnienia Imperium Rzymskiego zbierała wszystkie ścieki z wielu publicznych fontann, łaźni, pałaców i prywatnych rezydencji, które były zasilane przez akwedukty. Także Forum Romanum istnieje dzięki Cloaca Maxima. Podziemne położenie sieci kanalizacyjnej umożliwiło wybrukowanie centralnego prostokąta forum i wypełnienie terenu trwałymi konstrukcjami - przed nim budowle stale przewracały się  z powodu ciągłych powodzi. Po tym gdy już działał, od czasu do czasu woda z Tybru cofała się do kanału ściekowego, ale Pliniusz przekazał, że nie stanowiło to problemu dzięki doskonałemu wykonaniu kanału, a także jego rozmiarom.  Kanał ma rzeczywiście imponującą wysokość od 2,70 m do 4,50 m, a w niektórych miejscach jest na tyle szeroki, że ​​dwa samochody mogą się minąć. Ściek przebiegał długą, meandrującą trasą i w rzeczywistości był połączeniem siedmiu strumieni czy drenów. Obecnie jego trasę można wyznaczyć od punktu pod Via Cavour przez teren pod Bazyliką Emilia po drugiej stronie Forum, pod Bazyliką Julia, pod Forum Boarium i ostatecznie z ujściem do Tybru


Odwiedzający Forum Romanum nadal mogą zobaczyć jedno z dawnych wejść do Cloaca Maxima - pod Bazyliką Julia znajduje się mała klatka schodowa schodząca do niewielkich drzwi z ołowiu. Turyści czasami mogą usłyszeć tam przepływającą wodę w starożytnym kanale, a w gorących i wilgotnych miesiącach letnich nadal można poczuć jego zapach. Chociaż Cloaca Maxima nadal istnieje i jest w użyciu, dziś odpływ sączy się z niego wątłą strużką i łączy się z Tybrem w pobliżu Ponte Rotto i Ponte Palatino.


Cloaca Maxima była niezwykle ważną konstrukcją. Zapewniała miastu rozwój, toteż doczekała się własnej świątyni. Była to niewielka, na planie centralnym budowla stojąca na Forum Romanum i poświęcona Wenus Cloacina,  czyli Wenus Kanałów. Do Kanału, jak już wspomnieliśmy trafiało wiele rzeczy, nawet ciała ofiar przestępców a nawet ofiar zabójstw politycznych. Według legendy do kanału zostało wrzucone także ciało św. Sebastiana, a także zdegenerowanego cesarza Heliogabala, który zamordowany był najpierw publicznie wleczony po Forum Romanum i dopiero potem wrzucony do Cloaca Maxima.

 

Tak więc do ogromnego kolektora ściekowego trafiało wszystko lub prawie wszystko - poza uryną. Ta była zbierana i używana jako produkt chemiczny w garbarniach i foluszniach. I to ten proceder chciał opodatkować cesarz Wespazjan, który powiedział, usprawiedliwiając swój pomysł, do swego syna Tytusa Pecunia non olet (pieniądze nie śmierdzą). Podatek od moczu vectigal urinae, miał zapełnić cesarskie skarbce, ludzie oddawaliby mocz do publicznych pisuarów, które byłyby zbierane, a różne firmy wykorzystywałyby jako garbowanie i farbowanie ubrań, które wymagały moczu do produkcji, płacąc podatek. Reforma udała się i sprzedaż moczu stała się źródłem niebywałych wpływów do budżetu - a używane w związku z tym w starożytności wyrażenie odlać się oznaczało po prostu handel moczem. 


Wracając do kanału, nie jest on do końca przebadany i w zasadzie nie wiadomo co się w nim teraz znajduje. Dopiero w 2012 roku archeolodzy rozpoczęli szczegółową inwentaryzację – do tego celu używają skanera laserowego oraz zdalnie sterowanego pojazdu (LINK). Projekt miał na celu także sprawdzenie stanu zachowania starożytnej konstrukcji. Okazało się, że ta jest w wielu miejscach mocno nadwątlona i potrzeba wielu zabiegów renowacyjnych aby ją zachować na dalsze lata. Co do inwentaryzacji ta nadal trwa i w nie wiadomo co przyniesie... Czy to nie dziwne, że ludzkość, która planuje podróż na Marsa nie ma wiedzy co znajduje się w warstwach mułu starożytnej Cloaca Maxima.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis,tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 29 kwietnia 2023

Dom Johna Soane: masońskie labirynty

Są budynki które powstały tylko po to, aby zamknąć w nich tajemnicę. Można nawet uznać, że ich projektanci  budując je posłużyli się szyfrem, którego sens znany był tylko wtajemniczonym. To co zbudowano w efekcie nazywano krypto-architekturą. Z taką sytuacją mamy do czynienia w tzw. Sir John Soane's Museum, położonym przy 13 Lincoln's Inn Fields w centrum Londynu. Niepozorna fasada tego domu kryje w sobie labirynty korytarzy i pokoje gdzie architekt John Soane (1753-1837) umieścił swoją kolekcję dzieł sztuki, rzeźb, artefaktów i elementów architektury.

Soane najpierw kupił niewielki dom w 1795 roku i zamieszkał w nim wraz ze swoją rodziną, co było czymś najzwyklejszym. Nawet to, że przez lata rozbudowywał go, aby spełniał funkcje domu, pracowni, biblioteki i muzeum nie jest niczym dziwnym. Dopiero gdy wejdziemy do wnętrza i zagłębimy się w meandry pomieszczeń, odsłoni się przed nami złożoność budowli, a to dlatego, że wybitny architekt był członkiem tajnego stowarzyszenia, czyli loży masońskiej. Zbiór rozmaitych zasad filozoficzno-ezoteryczno-ideologicznych masonerii zakłada m. in. istnienie Istoty Najwyższej będącej Architektem wszechświata więc może dlatego dom Johna Soane jest tak zaskakującym tworem.


Aby urzeczywistnić swoją wizję, Soane zburzył i odbudował kolejno trzy domy po północnej stronie Lincoln's Inn Fields. Zaczął od domu rodzinnego czyli numeru nr 12 po czym w 1806 r. Soane kupił sąsiedni dom nr 13, obecnie muzeum, i przebudował go w dwóch etapach w latach 1808–09 i 1812, a w 1823 r., mając ponad 70 lat, nabył trzeci dom, nr 14, który przebudował w latach 1823–24. Projekt ten pozwolił mu na zbudowanie galerii obrazów, połączonej z nr 13 dawnym budynkiem stajni nr 14. Frontowa główna część tego trzeciego domu była traktowana jako osobne mieszkanie i wynajmowana, więc nie była wewnętrznie połączona z innymi budynkami. 




 

Samo muzeum nie jest zwykła tego typu placówką. Miejsce to oszałamia zbieraniną pokoi, korytarzy i aneksów wypełnionych przedmiotami wszelkiego rodzaju. W jednej chwili staje się przed rzymskim marmurowym posągiem Diany z Efezu, aby za chwilę wąskim korytarzem wyłożonym odlewami słynnych antycznych rzeźb Afrodyty, Herkulesa i Apolla zejść do piwnicy, gdzie widza zaskoczy widok sarkofag egipskiego faraona Seti I wyrzeźbiony z jednego kawałka alabastru. Architekt kupił go w 1824 roku za sumę 2000 funtów od włoskiego poszukiwacza przygód. Kiedy sprowadzono rzeźbę w 1825 roku, aby go umieścić w piwnicy domu trzeba było zrobić otwór w ścianie. Aby uczcić sukces wykonania tak ryzykownej inwestycji, Soane zorganizował trzydniowe przyjęcie, w którym uczestniczyło 1000 osób, w tym JMW Turner i Samuel Taylor Coleridge.



Każdy zakątek, każdy centymetr ściany budynku został wypełniony osobliwościami, fragmentami gotyckiej architektury i malowidłami. W wewnętrznym układzie domu czyhają na zwiedzającego nieoczekiwane przejścia i galerie, oświetlone świetlikami i mnóstwem luster. W Bibliotece, umieścił na przykład miniaturowy model grobowca rodziny Soane, którego prawdziwa wersja znajduje się na cmentarzu St Pancras. Był to projekt, na którym Sir Giles Gilbert Scott wzorował kultową czerwoną budkę telefoniczną…


Niewątpliwie, ten do był dziełem życia i pasją Soane'a. Nic dziwnego, że Soane przywiązywał do niego ogromną wagę. Nie mógł znieść myśli aby dostał się w ręce jego synów, którzy mogliby sprzedać jego zbiory (lub ich potomkowie). Dlatego uzyskał specjalny akt parlamentu w 1833 r., aby przekazać dom i kolekcję narodowi brytyjskiemu w celu przekształcenia go w muzeum architektury. Inna rzecz, że Soane nienawidził swoich dzieci i także z tego powodu nie chciał im zostawić domu w spadku.

Czy na świecie są jeszcze takie miejsca? Na pewno wiele. I być może za jakiś czas pokażemy jeszcze któreś z nich…

Dlatego czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


środa, 9 marca 2022

Władysław Horodecki: polski Gaudi, autor Domu pod Chimerami w Kijowie

Świat zapamięta odwagę prezydenta Ukrainy, Władymira Zelenskiego, który pozostał w Kijowie pomimo ataku Rosjan na to miasto. W jednym ze swoich przemówień polityk specjalnie stanął na ulicy, na tle pałacu prezydenckiego, ogromnego budynku o niebanalnej architekturze udowadniając iż nie uciekł ze stolicy. I właśnie o tym gmachu i jego twórcy chcemy opowiedzieć dzisiaj naszym czytelnikom. Pałac Prezydenta Ukrainy mieści się w tzw. Domu pod Chimerami, zbudowanym przez Władysława Horodeckiego (1863-1930), a właściwie Leszka Dezyderego Władysława Horodeckiego (ukr. Владисла́в Владисла́вович Городе́цький) – polskiego architekta, tworzącego głównie w Kijowie

Dom pod Chimerami został wzniesiony w 1903 r., zatem dość powszechne określanie Horodeckiego polskim Gaudim jest jak najbardziej uprawnione. Według legendy oryginalna forma budynku jest tak naprawdę pomnikiem ku czci córki architekta, która odebrała sobie życie skacząc do Dniestru (a w innej wersji: topiąc się w głębinach Morza Śródziemnego). Podobno w następstwie tego dramatu Horodecki zaprojektował ten dość szokujący swoimi detalem dom, w którym zresztą mieszkał przez kilka lat.  Ale nic z tych rzeczy nie jest prawdą. Horodecki poślubił Kornelię Francis Marr, pochodzącą z bardzo zamożnej rodziny miejscowych fabrykantów, z którą miał dwoje dzieci: córkę Helenę, która wcale nie utopiła się za to dwukrotnie wyszła za mąż i ostatecznie po 1945 roku via Polska emigrowała do Szwajcarii, i syna Aleksandra, który także ostatecznie zamieszkał w Polsce. Natomiast niezwykła architektura Domu pod Chimerami do dzisiaj stanowi reklamę umiejętności jego projektanta i jest przykładem nowatorskiego zastosowania cementu i betonu, produkowanego zresztą przez zakład, którego właścicielem był sam Horodecki.



Budynek jest faktycznie niezwykły. Zdobi go detal o motywach myśliwskich i mitologicznych: głowy nosorożców, słoni, antylop, jaszczurek, jak również mityczne stwory podwodnego świata oraz liczne atrybuty polowań: rzygacze są w formie węży, na kalenicach syreny dosiadają ryb i jeszcze te chimery… Łzawa historia o utopionej córce jest nieprawdziwa, ale oryginalna jest chyba bardziej interesująca. Mówi o zakładzie dwóch architektów. Jego świadkiem był prof. Włodzimierz Leontowicz: otóż Aleksander Kobielew rzucił kiedyś wyzwanie Horodeckiemu, który snuł opowieści o budowie domu: Chyba jest pan pomylony. Tylko komuś szalonemu mógł przyjść do głowy taki pomysł. Architekci założyli się. Po dwóch latach w wyznaczonym dniu Horodecki podjął jego i innych gości w tym swoim dziwnym, nowym domu prosiakiem z rożna. Wznosząc toast, powiedział wówczas: Może to i dziwny dom, ale nie będzie w Kijowie człowieka, który przechodząc obok nie zatrzymałby się, aby go obejrzeć. I tak rzeczywiście jest. Zgodnie ze stylem art. nouveaux dom jest asymetryczny: fasada główna jest cztero-, a tylna – sześciokondygnacyjna, co wynika z położenia na wzgórzu. 

Horodecki niedługo mieszkał w swoim fantazyjnym budynku. Wyruszył na wyprawę po Afryce i jej koszty okazały się tak wielkie, że musiał go zastawić w Kijowskim Towarzystwie Wzajemnego Kredytu. Nie spłacił zastawu i w 1913 r. jego dom stał się własnością inż. Daniela Bałachowskiego, a on sam z rodziną zamieszkał w wynajętym mieszkaniu przy ul. Katerynińskiej 11.







Horodecki był bowiem wielkim entuzjastą egzotycznych wypraw myśliwskich i one stały się inspiracją dla formy budynku. Samo wejście do niego zdobią obrazy i reliefy, które przenoszą wchodzących pod powierzchnię wody, pełnej ryb, skorupiaków i muszli wkomponowanych w łuki i ściany na których nie brakowało widoków zatopionych statków. Całe te bogactwo fauny wodnej i lądowej zaprojektował sam Horodecki, a wykonał włoski rzeźbiarz Elio Salia. Architekt był zresztą znany ze swoich ekstrawagancji. Pierwszy w mieście miał samochód, pilotował samolot, a na przechadzki wyruszał w towarzystwie małpki-kapucynki…






Po rewolucji bolszewickiej i jeszcze później w 1920 r., gdy przez Kijów przechodził z rąk do rąk, Horodecki, przeprowadził się do Warszawy. Tam otrzymał poważne zlecenia, m. in. przebudował pałac Wiśniowieckich w Tarnopolu i stanął na czele państwowego biura projektów. Wzniósł stołeczną wieżę ciśnień oraz kilka obiektów handlowych oraz przyjmował zlecenia z prowincji.  W roku 1928 przyjął zaproszenie amerykańskiej kompanii Henry Ulen & Co, z którą współpracował w Polsce oraz padyszacha Persji i kierował w tym kraju budową kolei. Do dzisiaj w Teheranie można podziwiać dworzec i pałac Rezy Szacha Pahlawiego, wzniesiony według jego projektu. Tam niestety także nagle zmarł, na zawał serca w 1930 roku i został pochowany na miejscowym cmentarzu…



Pamięć o Horodeckim jednak w Kijowie przetrwała. Jego trofea myśliwskie, które pochodziły z wypraw po Rosji, Turkiestanie, Afganistanie, Azerbejdżanie, Azji Środkowej, z gór Ałtaju oraz Afryki zdobią kijowskie muzeum myślistwa - jest ulica jego imienia oraz pomnik. Historię swoich polowań w Afryce Horodecki spisał i wydał w książce zatytułowanej Pamiętnik myśliwego. W głębi Afryki. Książkę zdobią zdjęcia i rysunki, wykonane przez autora. A co z Domem pod Chimerami? Został oczywiście upaństwowiony i w 1918 r., w zamieszkał w nim prezes Rady Ministrów Ukrainy, Wsiewołod Hołubowicz – działacz Ukraińskiej Centralnej Rady. Po zdobyciu miasta przez bolszewików w budynku tym urządzono biura Kijowskiego Okręgu Wojennego, dokładnie od 1943 r., gdy naprzeciw stanęła siedziba Komitetu Centralnego KP(b)U. Potem w budynku umieszczono poliklinikę CK, która znalazła inne lokum dopiero w 2002 r. W 2004 roku dom został poddany gruntownym pracom renowacyjnym i w od maja 2005 r. pełni funkcję jednej z oficjalnych siedzib prezydenta Ukrainy.

Oczywiście Dom pod Chimerami nie jest jedynym dziełem Horodeckiego w Kijowie, o reszcie można przeczytać choćby TUTAJ. Ostatnio jeden z kijowskich architektów wydał opracowanie dotyczące naszego budowniczego zatytułowane Władysław Horodecki. Penetracje archiwalne, autorstwa Dymitro Makałowa (Дмитро Малаков, Архітектор Городецький. Архівні розвідки, Кий, 2013). A chimery, istoty z głową lwa, ciałem kozy i ogonem węża symbolizujące nieubłagany upływ czasu do dzisiaj czuwają nad miastem...

Czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 22 lutego 2022

Sztuka Do Ho Suh: Architektura to coś więcej niż stan konstrukcyjny

Pojęcie domu od zawsze fascynowało Do Ho Suh. W jego oczach przestrzeń nazywana domem nigdy tak naprawdę nie ograniczała się tylko do strefy zamkniętej ścianami i dachem. Dom według niego to emocje, które tam się rodzą, w rezultacie czego dom staje się częścią tych, którzy w nim mieszkają. Zrodzone w mieszkańcach a później zrewidowane przez życie wspomnienia są równie żywe i realne, jak samo miejsce skąd pochodzą. 


Poglądy artystyczne koreańskiego artysty Do Ho Suh (ur. 1962 r.) wywodzą się z tradycji rodzinnej. Jego ojciec Suh Se-Ok był pionierem nowoczesnego, abstrakcyjnego malowania tuszem, techniką niezmiernie tradycyjną na Dalekim Wschodzie. Do Ho Suh podążając tą samą ścieżką artystyczną, ukończył malarstwo na Uniwersytecie Narodowym w Seulu i Rhode Island School of Design, a później rzeźbę na Uniwersytecie Yale

W ciągu lat kariery mieszkał na całym świecie, m.in. w Londynie, Nowym Jorku i Berlinie. Po latach tak wspominał swój dom rodzinny: W każdą niedzielę artyści zbierali się w naszym domu, aby rozmawiać o filozofii, sztuce, polityce, ogrodnictwie, a ja przysłuchiwałem się ich dyskusjom. To otworzyło mnie na świat i współbrzmiało z moją miłością do amerykańskiej kultury popularnej, więc miałem w głowie prawdziwą hybrydę – uwielbiałem radio i telewizję, które mieliśmy w Seulu, a które były przeznaczone dla amerykańskich żołnierzy. Moja mama zajmuje się tradycyjnym koreańskim rzemiosłem i odzieżą, co też było ważne.





Doświadczenia Suha wynikające z podróżowania oraz z miejsca pochodzenia i mają decydujący wpływ na jego sztukę.  Artysta wypowiada się poprzez różnorodne media, a także instalacje, rysunki i filmy. Lecz najbardziej znany jest z eterycznych form prezentujących historyczne budynki. Są one zbudowane z przewiewnych tkanin i przezroczystej żywicy, przypominając sen o rzeźbie. Ich specyficzna konstrukcja według twórcy oznaczają czas, pamięć i tożsamość.






Ich kształt rzeczywiście wynika z przeżyć koreańskiego rzeźbiarza. Mimo, że jak wspomniał, kultura Zachodu była mu znana od dziecka, to po przeprowadzce do USA przeżył szok. Sam tak to opisał: Subtelne różnice w architekturze wywarły na mnie ogromny wpływ. Coś tak niewielkiego jak różnica wysokości klamki. Koreańska architektura opiera się znacznie bardziej na poczuciu przynależności, wielofunkcyjności i integracji ze środowiskiem zewnętrznym, podczas gdy na Zachodzie widziałem znacznie więcej potrzeby izolacji. (…) Stany Zjednoczone dały mi przestrzeń do namysłu nad wpływem potrzeby redukcji zawiłej siatki wspomnień, które nas tworzą. Musiałem przemodelować tę przestrzeń lub moje wspomnienia o tej przestrzeni, aby w pewien sposób się jej pozbyć.








Ale aby dokładnie zrozumieć jego stosunek do tego co robi, musieliśmy przytoczyć jego poglądy na temat architektury: Architektura to coś więcej niż stan konstrukcyjny. Przezroczystość tkanin lub kruchość papieru, którego używam w moich konstrukcjach, jest ważna z uwagi na moją koncepcję, ponieważ staram się przekazać coś z ze sposobów tradycyjnej budowy. Zacząłem używać tkaniny częściowo ze względu na efekt jaki uzyskuję, podobieństwo z tradycyjną koreańską architekturą – jak ona bardzo jest porowata i przepuszczalna. Podoba mi się, że widz też staje się częścią mojej pracy, podobnie jak i architektura wnętrza muzeów, ze względu na przezroczystość tkaniny. Chodzi również o transport. Chodzi o to, co nosimy i jak żyjemy i dostosowujemy się do ruchu, zmiany i przemieszczenia (LINK).


Podsumowując, dom dla koreańskiego twórcy jest zatem czymś przeźroczystym, otwartym na świat, tradycyjnym w formie i niematerialnym… 

Nie podejmujemy się opisać naszej idei domu. Naszym czytelnikom powinny wystarczyć nasze teksty. Można je czytać w domu i poza nim, ale za to codziennie…

I już tradycyjnie zachęcamy do śledzenia strony artysty (TUTAJ).

czwartek, 8 kwietnia 2021

Paul Eis: surrealistyczna architektura Niemiec Wschodnich

Kolor zmienia, jeśli nie wszystko, to na pewno dużo. Kolor jest wyzwoleniem jak zauważył Henri Matisse i siłą według Wassilya Kandinskyego. Może nie zdaje sobie z tego tak dokładnie sprawy adept wydziału architektury Uniwersytetu w Linzu Paul Eis (ur. 1998), lecz to za pomocą koloru (oraz Photoshopa) konwertuje socrealistyczną architekturę Niemiec Wschodnich czyli dawnego DDR.

Po zjednoczeniu Niemiec większość obywateli dawnego, komunistycznego raju uciekła na zachód kraju, w poszukiwaniu lepszych perspektyw i wyższych płac. W rezultacie dawne DDR wyludniło się, szczególnie dzielnice większych miast złożone w szarych blokowisk. Obracają się one w ruinę, rozpadają, tworząc księżycowy krajobraz. W realu albo są teraz wyburzane albo po modernizacji w niewielkiej mierze na nowo zasiedlane, a w wirtualnym świecie dostają nowy, iluzoryczny wygląd. Czy lepszy? Na jego zdjęciach, z nowym jednolicie błękitnym tłem i otoczeniem wysterylizowanym z ludzi, drzew, pojazdów oraz wszystkich takich elementów, architektoniczna struktura zostaje pomalowana na jaskrawe barwy, w stylu Pieta Mondriana. Zresztą spójrzmy sami:





Ponawiamy teraz nasze pytanie – czy rzeczywiste osiedle domów o takiej kolorystyce byłoby dobrym miejscem do zamieszkania? I czy szara konstrukcja jest gorsza niż żółta, pomarańczowa lub różowa? Skoro według Paula Eisa piękno pochodzi z formy, to czy kolor uwidocznia tę formę, czy nad nią dominuje?

W jednym z wywiadów Eis także zauważył, że Istnieją oczywiście powody, dla których warto budować białe budynki. Ale jest wiele przypadków, w których użycie koloru byłoby świetną alternatywą, na przykład, gdy masz napięty budżet. Rezultatem jest często nudny, biały blok, lecz bez przesłania - użycie koloru może być wtedy doskonałym sposobem na podniesienie atrakcyjności takich budynków (LINK). 

Oczywiście taka dowolna, zupełnie niezwiązana ze stanem faktycznym kolorystyka budynków jest zabiegiem znanym, stosowanym na pocztówkach i innych ilustracjach już na przełomie XIX i XX wieku. Wówczas również chciano ulepszyć wygląd utrwalanych na kliszy gmachów i pokazać świat lepszym. Potraktowanie bryły architektonicznej tak samo jakby była rzeźbą podobnie nie jest czymś nowym, bo cały wiek XX jest okresem, w którym obie te sztuki przenikały się i pochłaniany nawzajem. Kubiczność form dotyczy w równej mierze rzeźby jak i pomysłów architektonicznych modernistów, szczególnie widoczne jest to u Fernanda Legera, Le Corbusiera, Theo van Doesburga… Ich bryły nie potrzebują rzeźbiarskiego detalu, bo same są rzeźbą. I mimo, że modernistyczne, abstrakcyjne rzeźby są bardzo barwne (wystarczy spojrzeć na efekty twórcze Katarzyny Kobro), to przecież architektura jest szczególną formą, służącą także celom użytecznym, w odróżnieniu od rzeźby, która jest głównie strukturą estetyczną.

Wracając do naszego pytania, czy dobra, ciekawa architektura musi być jednocześnie kolorowa, czy też może pozostać monochromatyczna? I na ile jest ona konstrukcją wyizolowaną a na ile zintegrowaną z otoczeniem? Jak zwykle liczymy na kreatywność naszych czytelników. I tradycyjnie podajemy strony internetowe na których możemy zobaczyć więcej prac dzisiejszego bohatera naszego postu (LINK) (LINK).

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.