Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 marca 2023

Isolations news 237: Keeping Control - promocja, Manchester unspun, wygraj bilet na koncert Siouxsie Sioux, Waters zaskarża, wystawa fotografii Jill Furmanovsky, Banksy zniszczony, Pantera - próby odwołania koncertu, Ticketmaster oddaje kasę, brzydota w renesansie, trumna w kształcie M&M, amerykańska czekolada i niemiecki sześciopak

Bar Disorder, który - jak przypominamy - nawiązuje swoją nazwą i wystrojem wnętrza do zespołu Joy Division, zapowiada na 26 maja wieczór promocji zestawu płytowego Keeping Control na którym będzie 76 utworów muzyków związanych z Manchesterem od 1977 do 1981 roku. Wieczór ten poprowadzi Antony Davidson, właściciel TJM REHEARSAL i budynku w którym ćwiczyło wiele zespołów (LINK).


W klimacie - z końcem lutego ukazała się nowa książka o historii Manchesteru prezentująca okres od lat 80 do początków XXI wieku. Autorem jej jest Andy Spinoza. Wymowny tytuł: Manchester unspun: pop, property and power in the original modern city dowodzi znajomości tematu przez autora, który zamieszkał w Manchesterze w 1979 roku gdy rozpoczął studia, a potem związał się z miastem jako przedsiębiorca, wydawca, dziennikarz i PR-owiec. W ciągu ostatnich czterech dekad przeprowadził wywiad niemal z wszystkimi godnymi uwagi osobami w mieście. A teraz jego publikacja ma za cel wyjaśnienie fenomenu kulturowego Manchesteru i roli jaką w tym odegrały legendarne postacie jakimi byli: Tony Wilson, Peter Hook, Peter Saville, Mick Hucknall, Pep Guardioli, Sir Alex Ferguson i Gary Neville. Opis książki i krótkie streszczenie tego, co można znaleźć w każdym z rozdziałów jest TUTAJ


Pozostańmy w mieście - w Manchester City Library od 15 kwietnia do 24 czerwca 2023 r. zostanie zorganizowana wystawa fotografii Jill Furmanovsky - wstęp wolny. Photographing the Invisible upamiętnia pięćdziesiąt lat kariery Jill. Będzie można obejrzeć ponad 100 zdjęć z okresu od początku lat 70. do końca lat 90, prezentujące m.in. następujące zespoły: Pink Floyd, Led Zeppelin, Miles Davis, The Police, Bob Marley, Chic, The Rolling Stones, The Clash, Joy Division, The Cure, Amy Winehouse, Stevie Wonder, The Pretenders, Beyonce. Kuratorami wystawy prezentowanej przez Rockarchve.com, są Noel Gallagher i historyk fotografii Gail Buckland (LINK).

Skoro o wystawach: w Londynie w The National Gallery otwarto niezwykłą wystawę, zestawiającą piękno i brzydotę na portretach wielkich mistrzów w tym Leonardo da Vinci. The Ugly Duchess: Beauty and Satire in the Renaissance. Potrwa do 11 czerwca, a może zmienić nasze spojrzenie na świat renesansu. Okazuje się, że nie był to czas w którym ceniono tylko to co idealne, dostrzegano również to co inne (LINK).

Szczyt brzydoty: Być tak brzydkim, że trzeba retuszować swoje zdjęcie rentgenowskie.


W klimacie sztuki: mural Banksy'ego pt.: Morning is Broken – przedstawiający chłopca rozsuwającego firanki z blachy falistej – na opuszczonym budynku w Herne Bay już nie istnieje, bo dom rozebrano. Właściciel gdy dowiedział się ile warte było malowidło, bardzo się zmartwił... (LINK).

Dwaj wiejscy idioci spotykają się na drodze. Jeden z nich trzyma w dłoni reklamówkę z napisem ”kurczaki”.
- Hej, jeśli odgadnę, ile niesiesz kurczaków, dasz mi jednego z nich?
- Jeżeli odgadniesz, to dam ci oba.
- No dobra. Hmm, pięć?

Ci dwaj z powyższego dowcipu mają wielką szansę na zrobienie zawrotnej kariery w organach UE. Tam stężenie wariatów na metr kwadratowy jest takie, że mówiąc klasykiem: skala tego nie ogarnia...


Nijako nie w temacie, a jednak. W sieci pojawiła się petycja, by odwołać łódzki koncert Pantery, a wszystko dlatego że Philipowi Anselmo zarzuca się zachowania rasistowskie. Jak na razie koncert Pantery w Polsce ma się odbyć planowo, bo petycję podpisało mało osób.. Zespół ma zagrać w ramach Metal Hammer Festival, który odbędzie się 5 czerwca w łódzkiej Atlas Arenie (LINK). 

Też o koncercie, ale innej kapeli. Robert Smith z The Cure przekonał Ticketmaster do zwrotu nieuzasadnionych opłat. Gigant zajmujący się sprzedażą biletów zwróci więc 10 dolarów fanom, którzy kupili najtańsze bilety na trasę koncertową zespołu po Stanach Zjednoczonych, oraz 5 dolarów wszystkim innym (LINK). 


W jej zespole kiedyś grał Robert Smith. Portal Louder Than War ogłosił konkurs, w którym można wygrać dwa bilety na wyprzedany koncert Siouxsie Sioux w The Halls Wolverhampton North St Wolverhampton w środę 21 czerwca 2023 r. o: 19:00 - wystarczy odpowiedzieć na proste pytanie: Siouxsie & The Banshees wydali swój pierwszy singiel 18 sierpnia 1978. Jak się nazywał? Odpowiedź trzeba wysłać wraz z pełnym imieniem i nazwiskiem oraz prawidłowym adresem e-mail (w ten sposób zwycięzca zostanie powiadomiony) na adres shop(at)louderthanwar(dot)com – temat wiadomości MUSI brzmieć Siouxsie inaczej mail nie zostanie przyjęty. Termin nadsyłania odpowiedzi do 12:00 dnia 26 marca (LINK).


Za to nie dojdą do skutku zaplanowane koncerty grupy CAMEL. Jak czytamy w oświadczeniu organizatora, firmy Rockserwis: Z wielkim smutkiem i przykrością przekazuję złe wieści w sprawie koncertów Camel, które miały się odbyć w połowie maja. Wkrótce po zakończeniu kolejnej tury prób przed trasą, Andrew Latimer zaczął odczuwać ostry ból w dolnej części pleców, który rozszerzył się na nogę i stopę. Został skierowany na badania diagnostyczne, które szybko ujawniły ostry przypadek rwy kulszowej wymagający pilnej operacji. Czas powrotu Andy’ego do zdrowia jest w tej chwili trudny do precyzyjnego określenia, dlatego zespół i jego management zdecydował o przesunięciu koncertów. Ponieważ lekarze przewidują, że rekonwalescencja zajmie od 8 do 12 tygodni, nie było możliwości by majowe koncerty odbyły się w podanych wcześniej terminach (LINK). 


Inny gigant progrocka - Yes przełożyło europejską część Relayer Tour 2023 z bardzo prozaicznych powodów: zespół nie był w stanie odpowiednio ubezpieczyć trasy na wypadek nieobecności z powodu COVID lub wojny. Na razie zespół odwołał występ w Eventim Apollo w Londynie, należność za bilety są już zwracana. Wszystkie inne koncerty mają zostać przełożone na 2024 rok, a nowe daty zostaną wkrótce potwierdzone. Dotychczas posiadane bilety zachowują ważność (LINK).


Z kolei Roger Waters nakazał swoim prawnikom podjąć kroki mające na celu zaskarżenie decyzji o odwołaniu jego koncertów w Niemczech, przez władze miejskie, które zarzuciły muzykowi antysemityzm i wpieranie nastrojów proputinowskich (LINK).

Waters podobno żałuje, że nie mógł zobaczyć niemieckich sześciopaków...


A do piwa najlepiej smakuje czekolada. Naukowcy rozszyfrowali proces fizyczny, który zachodzi w ustach, gdy jemy jej kawałek. Analizując każdy z etapów jaki odczuwamy, interdyscyplinarny zespół badawczy z University of Leeds ma nadzieję, że doprowadzi do opracowania nowej generacji luksusowych czekoladek, które będą miały ten sam smak i  będą roztapiać się w taki sam sposób ale będą zdrowsze do spożycia. Wyniki opublikowano w amerykańskim czasopiśmie. Czyżby wyrób czekoladopodobny po amerykańsku? (LINK).


Jeśli już wylądowaliśmy w USA - pewna kobieta z Arizony zadbała o to, aby jej pogrzeb odzwierciedlał jej barwną i zabawną osobowość za pomocą trumny w kształcie M&M. Po pogrzebie jej rodzina powiedziała, że trumna była wzorowana na jednym z ulubionych cukierków  – niebieskim migdałowym M&M, który został trafnie nazwany Niebieskim przez firmę Mars (LINK).

Dzwonek do drzwi. Kobieta otwiera, a tam facet z dwiema trumienkami.
- To pomyłka. - mówi kobieta.
- Żadna pomyłka, - mówi facet - dzieci z kolonii przywiozłem.  

Inna straszna opowieść - nawiedzony dom w Baird w Teksasie jest wystawiony na sprzedaż, ale ten zakup może nie być dla osób o słabym sercu. Dom z trzema sypialniami o powierzchni 2168 stóp kwadratowych dla żywych – lub zmarłych – nie jest tym, czego można by się spodziewać na pierwszy rzut oka. Wnętrze bowiem wygląda niczym z kiepskiego horroru. Choć nie dla wszystkich. Jedna z potencjalnych kupujących nazwała go uroczym... (LINK).

Jeżeli spędzisz w danym domu ponad 150 lat, to będziesz mieć pewność, że ten dom jest nawiedzony.


Ostatni news z USA - stacja Showtime ogłosiła szczegóły premiery filmu Personality Crisis: One Night Only, dokumentu Martina Scorsese o frontmanie New York Dolls. Premiera filmu odbędzie się 14 kwietnia w Showtime - zwiastun powyżej.    

Na koniec optymistycznie z Polski - Warszawa została wytypowana jako jedno z 40 miast na całym świecie, które bierze udział w akcji U2SOS40 w ramach promocji płyty U2 Songs of Surrender, która ukazała się ma 17 marca. Mural na warszawskim Służewcu zawiera cytat z piosenki Walk On, która w nowej wersji opowiada o wojnie w Ukrainie. W ramach akcji U2SOS40 fani zobaczą nie tylko murale, ale także czterdzieści 60-sekundowych filmów do każdej piosenki, wykonanych przez 40 artystów z całego świata (LINK). 

Warszawa, korek na Jerozolimskich, do jednego kierowcy odzywa się drugi.

- Słuchaj, porwali prezydenta Trzaskowskiego, żądają sto milionów złotych, bo inaczej obleją go benzyną i podpalą, robimy właśnie zbiórkę.

- Tak? A po ile dają inni kierowcy?

- No tak po dwa, trzy litry ...

 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 29 stycznia 2023

Ten album warto znać: Camel i Harbour of Tears - znakomity i nostalgiczny conceptalbum o konieczności emigracji zarobkowej

 


Jest w historii rocka wiele znakomitych conceptalbumów, co ciekawe, w tym stylu lubują się kapele progrocka - jak choćby kiedyś Marillion. Podobnie też jest z omawianym dziś wydawnictwem - dwunastym albumem potęgi gatunku - zespołu Camel. A skoro Camel to wiadomo, Andy Latimer (o tym co się z nimi dzieje dzisiaj pisaliśmy TUTAJ). Ten ostatni, napisał do albumu całą muzykę i go wyprodukował, natomiast za teksty posłużyły wiersze Suzane Hoover, prywatnie partnerki, a później żony Latimera

Conceptalbum opiera się na historii rodziny Latimera - dokładnie jego babci - emigrantów zarobkowych do USA z Irlandii. Ich ostatnim widokiem na ojczyznę był port Cóbh Harbour - zwany Portem Łez. Pięknie położony port w Cork, znany także stąd, że Titanic odbył z niego swój pierwszy rejs. I to już wystarczyło żeby na tym motywie oprzeć wizję całego znakomitego albumu. Bo Latimer jest człowiekiem o niesamowitej wrażliwości, co zresztą często podkreślał Tomasz Beksiński, również niezwykle wrażliwy człowiek...

Nie dziwią zatem tradycyjne irlandzkie akcenty na okładce, oraz otwierająca album piosenka Irish Air zaśpiewana acapella przez Mae McKenna. To tradycyjna pieśń Gaelów - odłamu  Celtów (warto zobaczyć TUTAJ).

W tym spokojnym miejscu stoję sama,
Daleko od mojej ojczyzny
A moje puste serce nie może sobie przypomnieć,
Zapomnianych snów, które przyniosły mi radość
 

Gdybym znała sposoby na porzucenie zmarnowanych lat,
Pojechałabym do moich bliskich.
I z siłą i wiarą w Boga umarła,

Chętnie - tam ... w Irlandii

Natychmiastowa gitarowa odpowiedź Latimera, niczym bomba atomowa pokazuje nam, jak wielkim jest gitarzystą. Od początku wiemy, że to będzie klasyk i znakomita płyta. 

Pora na Harbour of Tears - utwór tytułowy. Piękna pieśń o losie tamtych ludzi - 5 z 7 braci musi opuścić rodzinny kraj za pracą. Cóbh - patetyczne instrumentalne pożegnanie z krajem, które płynnie przechodzi w Send Home the Slates. Narrator dostaje pracę, odwiedza dalszą rodzinę z Denver, stara się wysłać do Irlandii pieniądze, żeby jego bliscy mogli kupić sobie buty i inne dobra. Under the Moon to kolejna instrumentalna suita z imponującą solówką Latimera, a po niej Watching the Bobbins - historia kobiety pracującej jako szwaczka, po dziesięć godzin dziennie. Ma koszmarnie niskie zarobki, ale stara się to wytrzymać. Chce kiedyś z zarobionymi pieniędzmi wróćic do kraju. Generations - to kolejna instrumentalna suita, a po niej Eyes of Ireland. To właściwie kontynuacja tytułowego utworu, historia opowiadana przez babcię. Jak to kiedyś żyli z roli, ale kataklizm zniszczył plony. Dom się zawalił, musieli wyjechać patrząc ostatni raz na ukochany kraj z portu łez. Running from Paradise kolejny instrumentalny utwór (ten flet! i dialog z gitarą - mistrzostwo) a całość - jeśli chodzi o wokal, podsumowuje End of the Day. 

Wyszukiwanie fragmentów
ze starego wczoraj,
Stoję na krawędzi
mojego dzieciństwa do odnalezienia,
Tęsknię za cieniami
co tańczyły na koniec dnia...

Album kończy seria znakomitych utworów instrumentalnych -  Coming of Age, The Hour Candle (A Song for My Father) i hidden track -
tak jakby Camel chcieli dać nam czas na przemyślenie tej historii. 

Powinniśmy pamiętać, że kiedyś emigracja za pracą była czymś zupełnie innym, niż jest dzisiaj. Kiedyś ludzie w nowym miejscu pracowali, żeby pieniądze wysłać rodzinie. A dziś? A dziś stanowią często potencjalne zagrożenie i sieją terroryzm.

W ocenie wielu fanów to najlepsza płyta Camel, choć naszym zdaniem ustępuje nieco albumowi Stationary Traveller (pisaliśmy o nim TUTAJ), choć dzielą te płyty milimetry. Reasumujac - GENIALNE.

My wracamy jutro z newsami dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 


Camel, Harbour of Tears, producent: Andy Latimer, Camel Productions 1996. Traxcklista: Irish Air, (Traditional Gaelic), Irish Air  (Instrumental Reprise), Harbour of Tears, Cóbh, Send Home the Slates, Under the Moon, Watching the Bobbins, Generations, Eyes of Ireland, Running from Paradise, End of the Day, Coming of Age, The Hour Candle (A Song for My Father).


sobota, 12 marca 2022

Co się dzieje z nimi dzisiaj: Camel

Zespół Camel powstał w 1971 r. w Anglii w składzie: Andy Latimer (ur. 1949) gitara, śpiew i flet, Andy Ward (ur. 1952) perkusja, Doug Ferguson (ur. 1947) gitara basowa, śpiew, Peter Bardens (ur. 1945, zm. 2002) instrumenty klawiszowe. Ich debiut na scenie odbył się w Waltham Forest Technical College w Londynie, gdzie grali jako support Ashbone Ash. W latach późniejszych ten skład ulegał wielu zmianom, ale osią zespołu i głównym kompozytorem był i jest do dziś Andy Latimer, mistrz gitarowego nastrojowego grania. I mimo, że te zmiany miały duży wpływ na brzmienie zespołu, to ton gitary Latimera był i jest zawsze rozpoznawalny i stanowi charakterystyczny element tego teamu.


Zatem jak nadmieniliśmy, skład Camela stale się zmienia od 1977 roku. Przez kilkadziesiąt lat działalności przez zespół przewinęli się tacy muzycy jak: Paul Burgess, Mickey Simmonds, Guy LeBlanc, Ton Scherpenzeel Peter Bardens, Doug Ferguson, Mel Collins, Richard Sinclair, Jan Schelhaas, Dave Sinclair, Kit Watkins, David Paton, Chris Rainbow, Andy Ward, Ton Scherpenzeel i David Paton (LINK). Ale trzeba dodać, że na przykład Mel Collins gościł na prawie każdym albumie aż do Pressure Points z 1984 roku, Colin Bass jest w Camel od I Can See Your House From Here z 1979 roku, choć nie brał udziału w sesjach The Single Factor i Stationary Traveller, a Susan Hoover, która w końcu została żoną Andy'ego Latimera, pisze teksty i dostarcza koncepcje albumów od czasu Nude z 1982.

Grupa rozwiązywała się dwukrotnie i dwukrotnie wracała na scenę pod szyldem Camel. Pierwszy raz było to w połowie 1981 roku, gdy Andy Ward przestał grać na perkusji z powodu nadużywania alkoholu i narkotyków. Powrócili w 1984 roku (opisaliśmy album Stationary Traveller wydany wówczas LINK), lecz nie na długo, bo Latimer przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, wcześniej ponownie rozwiązując grupę, po czym w 1991 roku opublikował pod nazwą zespołu album Dust and Dreams we własnej, niezależnej wytwórni Camel Productions (która zresztą działa do dzisiaj). Album powstał przy współudziale kilku muzyków, którzy pojawili się na dwóch poprzednich albumach z pierwszych lat 80-tych: m.in. klawiszowca Mickey Simmondsa grającego wcześniej u Mike'a Oldfielda i Fisha. W ten sposób reaktywował się dawny projekt, działający z różnym natężeniem do dzisiaj.

Obecnie w zespole grają: Andrew Latimer, Colin Bass, Denis Clement i Pete Jones. Andrew Latimer – to gitara, flet, flet prosty, instrumenty klawiszowe, perkusja, wokal (1971-obecnie). Colin Bass – bas, gitara akustyczna, instrumenty klawiszowe, wokal (1979-1981, 1984-obecnie), Denis Clement - perkusja, instrumenty perkusyjne, instrumenty klawiszowe, bas bezprogowy, rejestrator (2000-obecnie), Peter Jones – instrumenty klawiszowe, syntezatory, saksofony, wokale (2016-do teraz). Ogółem grupa wydała czternaście albumów studyjnych i czternaście singli, a także liczne albumy koncertowe i DVD. Nie będzie jednak przesadą, gdy stwierdzimy, że Camel to Latimer a Latimer to Camel.

O mało co zresztą Camel mógł całkowicie przestać istnieć. W maju 2007 roku Susan Hoover ogłosiła za pośrednictwem strony internetowej Camel Productions, że Latimer od 1992 roku cierpi na postępującą chorobę krwi, na czerwienicę prawdziwą, która nieoczekiwanie przekształciła się w mielofibrozę, czyli chorobę nowotworową. I w listopadzie 2007 przeszedł udany przeszczep szpiku kostnego.


Na szczęście długi okres rekonwalescencji dał pozytywny efekt. W październiku 2013 roku nastąpił come back zespołu Camel na scenę. Z tej okazji muzycy zagrali podczas koncertu wszystkie utwory ze The Snow Goose dedykując go współzałożycielom zespołu: Andy'emu Wardowi i zmarłemu Peterowi Bardensowi oraz Dougowi Fergusonowi. Dodatkowo zespół wznowił album, ponownie nagrywając wszystkie utwory, tylko lekko przearanżowane i wzbogacone o rozbudowane sekcje instrumentalne. Późniejsza trasa promująca nowe The Snow Goose była wielkim sukcesem. Cała pula biletów rozprzedała się, a zespół został poproszony o kontynuowanie swoich występów na początku 2014 roku. Jednak w drugiej połowie trasy nastąpiła kolejna zmiana, klawiszowca Guy Leblanc, który nagle rozchorował się i zmarł w 2015 roku zastąpił Ton Scherpenzeel.

Mimo to, a także pomimo poważnego stanu chorobowego stawów w dłoniach i kolanach, spowodowanych postępującym artretyzmem, Latimer (i Camel) kontynuował tournée nie tylko w 2015 roku lecz i w latach kolejnych. W 2016 roku Wielbłądy koncertowali w Japonii z nowym klawiszowcem na pokładzie, z Pete Jonesem. Paradoksalnie niezależnie od tych przeciwności, był to okres największej popularności zespołu. Latimer otrzymał nagrodę Lifetime Achievement na Orange Amplification 2014 Progressive Music Awards, a trasa Snow Goose 2013-14 została nominowana do tej nagrody w kategorii Live Event. Zespół rozciągnął trasę koncertową w zasadzie na prawie całą dekadę, a koncertowe DVD nagrane w Royal Albert Hall w 2018 roku zostało wydane na początku 2020 roku. Obecnie Latimer pracuje nad nowym albumem, pierwszym od dwudziestu lat...

W 2021 roku nie bacząc na ograniczenia wynikające z wydawałoby się niekończącej się Pandemii, w Wild End Studio należącym do Colina Brassa trwa praca nad nowym materiałem, we współpracy z innymi artystami, którzy łączą się ze sobą online, ostatnio z irańskim eksperymentalnym zespołem prog-jazzowym, Quartet Diminished. Latimer znalazł w tym wszystkim jeszcze czas na wsparcie albumu Blind Hunter holenderskiego gitarzysty Eddiego Muldur, który został wydany na początku stycznia tego roku. A teraz, dosłownie na dniach, zespół ogłosił program swojej trasy z okazji 50-lecia wydania debiutanckiego albumu, którą zamierza rozpocząć w 2023 roku. Bilety już można kupować a występy planowane są w całej Europie (również w Polsce LINK).


Można więc powiedzieć, że zarówno Latimer jak i każdy z muzyków z grupy Camel, zrobili wielką drogę z Guildford w Surrey w 1971 roku, do Mountain View w Kalifornii, gdzie znajduje się Camel Productions, w której Latimer wydał większość płyt zespołu. 

Ale musimy jeszcze wspomnieć o Colinie Bassie, który jest, jak przypominamy, w Camel od 1979 roku i powrócił do składu podczas pamiętnej trasy w 2013 roku. W latach 1984-1992, gdy Camel nie istniał, występował grupie World Music Mustaphas 3. Ma na swoim koncie również dwa solowe albumy wydane pod własnym nazwiskiem oraz trzy albumy nagrane w Indonezji pod pseudonimem Sabah Habas Mustapha. Utwór tytułowy pierwszego, Denpasar Moon, stał się niezwykle popularną piosenką w Indonezji w połowie lat 90. i żyje własnym życiem w formie niezliczonych coverów wykonywanych przez indonezyjskich, malezyjskich, japońskich i filipińskich artystów. Jako producent muzyczny Bass poza tym współpracował wieloma artystami pochodzącego z rozmaitych zakątków Ziemi, takimi jak: Klezmatics (USA), SambaSunda (Indonezja), Daniel Kahn & the Painted Bird (USA), Krar Collective (Etiopia), Etran Finatawa (Niger) i 9Bach (Walia). Artysta pojawił się poza tym gościnnie na albumach wielu uznanych na całym świecie artystów, w tym czołowej malijskiej gwiazdy Oumou Sangare.

Colin Bass jest także dość popularny w Polsce. W 1998 roku wydał swój debiutancki, solowy album An Outcast of the Islands, który został nagrany w Polsce i Kalifornii, z udziałem Andrew Latimera grającego na gitarze, ówczesnego perkusisty Camel Dave'a Stewarta, polskiego progresywnego zespołu rockowego Quidam i członków Orkiestry Filharmonii Poznańskiej. Wydawnictwo zebrało pochwały krytyków a związane z albumem trasy koncertowe w Polsce przyniosły dwa kolejne albumy: Live at Polskie Radio 3 (1999) i Live Vol.2: Acoustic Songs (2000).

W 2012 roku muzyk otrzymał propozycję (a w zasadzie zlecenie) powołania zespołu składającego się z muzyków z Indonezji, Malezji, Laosu, Brunei, Tajlandii i Kambodży, którzy mieli wystąpić na River of Music z okazji Igrzysk Olimpijskich. W dość krótkim czasie, niemal ad hoc, powstała The Bamboo Pearl Orchestra. Także w 2012 roku artysta przeniósł się do Snowdonii w północnej Walii, gdzie założył Wild End Studio i rozpoczął pracę nad swoim trzecim solowym albumem At Wild End.

Rok 2013 rozpoczął się dla niego od wyjazdu do Nigru, aby nadzorować nagranie kolejnego albumu Etran Finatawa, które odbyło się w prowizorycznym namiocie na wydmach Sahary poza Niamey. Potem tworzył nagrania i miksy w Wild End Studio dla walijskiego zespołu 9Bach. Powstały tam album Tincian został wydany na płytach Real World.

W ostatnim czasie ostatecznie przeniósł się do Berlina skąd chętnie wyjeżdża do Polski - na przykład grał gościnnie z polskimi zespołami art-rockowymi, chociażby na płycie Amaroka Neo Way


Ostatnio koncertował w naszym kraju w 2018 roku. 

Warto w związku z tym przywołać opis tej wizyty, jaki muzyk zamieścił na swoim blogu (LINK): Luty w Polsce. Minusowe temperatury w dzień i w nocy. Niebo jest ogromną szarą płytą kamienną. Z okna pokoju hotelowego obserwuję padający śnieg. Po drugiej stronie sześciopasmowej, miejskiej autostrady widzę straszące resztki  nieudanego centrum handlowego, wypełnionego pustką, tętniącego pustką. W oddali, między tym jarzącym się pomnikiem błędnej idei a samotnym dworcem autobusowym, kryje się wielki kwadratowy budynek, niegdyś fabryka, teraz z dumnie wiszącym napisem „Progresja Music Zone”, bardzo dużymi literami. Co ja tutaj robię?

Właśnie przyjechałam na te podwarszawskie pustkowia, żeby wziąć udział w Warsaw Prog Days Festival, który za kilka dni ma się odbyć we wspomnianej już „Progresji”.

Początkowo mój przyjaciel Michał Wojtas, utalentowany gitarzysta i kompozytor Amarok Music Project, poprosił mnie, abym wystąpił i zaśpiewał w utworze, który z nim nagrałem na najnowszym albumie Amaroka „Hunt”. Potem zasugerowano, że mógłbym zagrać również swój własny set jako „gość specjalny”. Powiedziałem „super”, a potem moje imię znalazło się na górze plakatu, co, jak sądzę, było w porządku. Były tam tylko drobne szczegóły dotyczące tego, co zagram, kto zagra ze mną i czy będzie to w ogóle możliwe, biorąc pod uwagę, że będę miał czas tylko na niewielkie próby. Ale godny podziwu Amarok powiedział mi, żebym się nie martwił, przygotują wszystkie piosenki, które zaproponuję, a ja mogłem po prostu dołączyć do nich na kilkudniową próbę przed koncertem. I rzeczywiście zrobili to wszystko i było też bardzo dobrze, pomimo wyjazdu w ostatniej chwili ich klawiszowca (z powodów osobistych zapewniono mnie, a nie dlatego, że musiał grać moje piosenki). Na szczęście klawiszowcem zastępczym w ostatniej chwili okazał się Maciej Caputa, który właściwie jest znanym perkusistą, a także znakomitym klawiszowcem i wyjątkowo ciężko musiał pracować nie tylko ucząc się całego układu utworów Amaroka, ale także moich rzeczy. Chapeau!

I jeszcze więcej chapeausów (lub chapeaux) dla znakomitego zespołu Amarok, czyli: multiinstrumentalisty Konrada Pajeka (z którym mogłem zamienić się partiami na gitarze akustycznej i basowej), perkusistki Marty Wojtas, perkusisty Pawła Kowalskiego i Michała Wojtasa na gitarach, w tym gitarze wiodącej.

I ostatni, ale nie mniej ważny problem: zaprosiłem też mojego przyjaciela Macieja Mellera, żeby się przyłączył. Maciej grał na moim albumie „An Outcast of the Islands” w 1998 roku, razem ze swoimi kolegami z zespołu Quidam. Obecnie gra z czołowymi polskimi progsterami w potężnym Riverside. Na szczęście zdążył dojechać do Warszawy i zachwycić nas wszystkich swoją sprawnością.

 „To był świetny skład i wszyscy świetnie się bawiliśmy. Z przyjemnością zagrałem po raz pierwszy na żywo kilka piosenek, takich jak Walking to Santiago i Nowhere to Run, które wydawały się wyjść bardzo dobrze. I tak mi się podobało. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł to powtórzyć.

Również wielki szacunek dla trzech innych zespołów, które pojawiły się i wszystkie były niezmiernie dobre na różne sposoby: Galileous, Here On Earth i Coogan's Bluff. Miło poznać wszystkich.  

Wielkie podziękowania należą się również szefowi Progresji, Markowi Laskowskiemu i Beate Reizler w Musicom oraz całej załodze. Aż do następnego razu!

I na koniec jeszcze zdanie, które znaleźliśmy na stronie Andrew Latimera: Zawsze trzymaliśmy się naszych ideałów; Myślę, że jeśli próbujesz pisać coś tylko po to, by zadowolić innych ludzi, stajesz się frajerem. I oczywiście strona internetowa umożliwiła nam bezpośrednią komunikację z osobami, które kupują nasze płyty.

Odrzucając zdanie o płytach, musimy zauważyć, że rozumiemy się z liderami Camela. Także nie piszemy aby zadowolić innych ludzi, trzymamy się naszych ideałów i - ufamy, że jutro będzie znów okazja aby coś zamieścić i poprzez internet skomunikować się z tymi, którzy nas czytają.

Dlatego wracamy jak zawsze...

środa, 15 kwietnia 2020

Tą płytę warto znać: The Snow Goose - opowieść Camel o niesamowitej przyjaźni

Nie ukrywam, że moim faworytem jeśli chodzi o Latimera i kolegów zawsze był Stationary Traveller, o którym pisaliśmy TUTAJ. Jednak kiedy mam dość ludzi, a ten nastrój dopada mnie ostatnio coraz częściej, oddalam się w klimaty samotnego malarza z latarni morskiej i jego nietypowej, a właściwie dwóch nietypowych przyjaźni.  

Inspirowani powieścią Paula Gallico, Camel opowiadający instrumentalnie te nostalgiczne historie wprowadzają nas w niesamowitą krainę przepełnioną z początku radością, a później smutkiem kiedy Rhayader ginie na polu walki a śnieżna gęś La Princesse Perdue traci wiernego przyjaciela. 

Kilka lat temu Camel wydali remastering tej płyty. Opinie są podzielone, choć ja zawsze wolę oryginały. Niemniej ważne jest to, że Latimer wyzdrowiał i znowu ten wielki kompozytor i jego przyjaciele są z nami.

Camel - The Snow Goose, Decca Records 1975, Producent: David Hitchcock, tracklista: The Great Marsh, Rhayader, Rhayader Goes to Town, Sanctuary, Fritha, The Snow Goose, Friendship, Migration, Rhayader Alone, Flight of the Snow Goose, Preparation, Dunkirk, Epitaph, Fritha Alone, La Princesse Perdue, The Great Marsh.

poniedziałek, 21 października 2019

Isolations News 59: Skrzynia Joy Division, wznowienie Factory, Saville z Savagem, okradli Molchat Doma, System of A Down, Pink Floyd i Cave w Polsce, Ike Yard nagrywają, nominacje do Rock & Roll Hall of Fame, S25 Industrial Unit


Uwaga! Koma 3 nadchodzi, zbliża się! Z każdym dniem wiemy więcej o wznowieniu 10 pierwszych wydawnictw z Factory Records. Wydawnictwa wydawnictwami, ale te bonusy, wśród nich nieznany singiel the Tiller Boys, film No City Fun (pisaliśmy o nim TUTAJ) i... podwójne CD z niepublikowanymi wywiadami z Joy Division

Warto zobaczyć cieszący serce filmik TUTAJ. Tyko 4000 numerowanych egzemplarzy. Jesteśmy zakolejkowani, mają wysyłać od najbliższego piątku. Cena po dodaniu podatku i kosztów przesyłki 1000 PLN, ale czego się nie robi... 

Jak tylko do nas przyleci opiszemy do tutaj, i będzie to opis bardzo wnikliwy, jak tylko my potrafimy... 

Peter Saville, legendarny projektant i współzałożyciel Factroy Records będzie rozmawiał z Jonem Savage'm. 22.10.w Londynie. Bilety wyprzedane. Więcej TUTAJ.  


W klimatach Factory i Joy Division - John Spencer sprzedaje na FB jedną ze skrzyń podróżnych JD, aby sfinansować zakup sprzętu nagłaśniającego dla siebie - szczegóły w zrzutach z ekranu.
Okradli Molchat Doma (pisaliśmy o nich TUTAJ), których bardzo lubimy, mało tego, którzy udzielili nam wywiadu (TUTAJ). Najwyraźniej jeden z niemieckich lekarzy, lub inżynierów polubił brzmienie Yamahy. W Polsce byli i jakoś nikt, nic. Uważajcie chłopaki we Freiburgu.     

Coś tu ostatnio za spokojnie, więc pora na ostre pierdolnięcie. Inaczej nie można nazwać muzyki genialnego System of a Down. Oficjalnie jest to teraz kapela amerykańska, ale nie dajcie się nabrać - zawsze byli, i dają to poznać w swojej muzyce, Ormianami. Tak mniej więcej wygląda to teraz:

Piszemy o nich bowiem wystąpią 30.06.2020 w Polsce, co jest wiadomością dobrą, ale niestety w Tauronie, co jest wiadomością złą. Dlaczego złą? Zobaczcie na ceny... Od 550 PLN (TUTAJ). Wystarczy dołożyć 450 PLN i ma się box Factory. Albo można pojechać do sąsiadów... Kogoś nieźle pogięło.
Za to taniej można obejrzeć koncert Pink Floyd Tribute, daty i miejsca powyżej. Bilety od około 140 PLN. Organizatorem jest VIVA Music

Szkoda że to nie koncert tych panów powyżej... Czy jeszcze jeszcze kiedyś to będzie możliwe? Wątpimy...

Nick Cave and the Bad Seeds w Polsce. Wystąpią 28.05.2020 w Gliwicach. Czy zagrają znakomity The Weepping Song?


Przedsprzedaż biletów od 25.10. 2019. Więcej informacji TUTAJ i TUTAJ.

Kultowy Ike Yard, o którym pisaliśmy TUTAJ, a którego lider, Stuart Argabright udzielił nam wywiadu TUTAJ (obecnym jego wcieleniem jest znakomity Black Rain, gdzie głosem udziela się Zoe Zanias z Linea Aspera - TUTAJ) nagrali nowy album. Można go odsłuchać TUTAJ. Stuart na swoim FB (LINK) pisze tak: Ike Yard’s latest releases on Noiztank "Sacred Machine" (EP 2017), and "Rejoy" (LP 2018) are reworked by CUB (Regis and Mønic), Antechamber (Codex Empire's project), Grebenstein, Rebekah, Richard Fearless, Mønic, and Sedvs - a compilation of diverse remixes that expand the industrial electronics of the NYC-band to different sides and atmospheres of techno music.

A1 Ike Yard - Night Klub (CUB remix),A2 Ike Yard - Beyondersay antechamber remix),A3 Ike Yard - Sister M GREBENSTEIN remix),B1 Ike Yard - Teardrop Rebekah remix),B2 Ike Yard - Indra’s Net (Richard Fearless remix),Bonus1 Ike Yard - Spit Simon Shreeve monic remix),Bonus2 Ike Yard - K55 (Sedvs remix).
Original tracks by Ike Yard: Stuart Argabright, Kenneth Compton, Michael Diekmannm mastering by rude66, design and edition by Zosima,Release date: October 23rd, 2019, Format: 12" and digital.


1 listopada nastąpi reedycja czterech albumów zespołu Camel (pisaliśmy o nich TUTAJ). Będą to wytłoczone w latach 1974–1977: Mirage , The Snow Goose, Moonmadness i Rain Dancers. A soro mowa o śnieżnej gęsi to nie może zabraknąć tego...


Ich ponowne wydanie wiąże się z 90. rocznicą wytwórni Decca. O warunkach przedsprzedaży i szczegółach zamierzenia więcej TUTAJ. A o Camel na pewno jeszcze napiszemy...


Zespoły Soundgarden, Nine Inch Nails i Kraftwerk zostały nominowane do prestiżowego wyróżnienia przyznawanego przez muzeum Rock & Roll Hall of Fame



Nagroda zostanie wręczona 2 maja 2020 r. a o jej przyznaniu zdecydują fani, którzy mogą głosować na wybrany z listy zespół TUTAJ

  
Każdy może oddać swój głos raz dziennie do 10 stycznia 2020 roku. Trudny wybór... 

21 listopada Steve Stringer i Vin Cassidy z Section 25 wystąpią razem w duecie prezentując swój nowy projekt muzyczny o nazwie S25 Industrial Unit w Londynie,  w The Barrel Store, w ramach trasy koncertowej - Wiedeń - Londyn - Fryburg. Więcej TUTAJ

Miło ale bez Larryego, który zmarł na udar w 2010, to nic z tego..

I tym optymistycznym kończymy... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 21 czerwca 2018

Nostalgicznie: Podróżnik w miejscu


Uchodźca

Krąży plotka
Wszędzie skrada się paranoja
Chcesz wznieść mur
Powiedzieć temu stop
Mówisz że masz powody
Słyszę je cały czas
Mówisz że to zdrada
I zbrodnia
Pytać dlaczego

Czy nie wiesz, że już to wszystko kiedyś widziałem?
Historia znowu się powtarza
Nie chcę odejść
Ale nie mogę zostać

Mówisz że masz swoje racje
Słyszę je cały czas
Mówisz że to zdrada
I zbrodnia
Pytać dlaczego

Nie chcę być uchodźcą
Chcę tylko gwarancji
Nie chcę być uchodźcą
Chcę mieć prawo do tego aby się nie zgodzić

Niemiecka Policja

Obudzili cię nocą
Blaskiem jasnych reflektorów
Wartownicy w rzędzie
Widziałeś ich z okna
Sennymi oczami widziałeś scenę
I czułeś
Jak sen
Ożył

Zaskoczony
Schroniłeś się w ukryciu
Wysoka barykada
Za wysoka cena do zapłacenia
Nocni tancerze wypełnili ulice
I zatrzymali się
Kiedy sen
Ożył

Lament i płacz
Niebieskie światła przebłyskują
W cieniach drzew
Między nimi strefa
Młodzi żołnierze wyszli na ulice
I ruszyli
Kiedy sen
Ożył

Czy to nocny koszmar?
Czy jak się obudzisz będziesz trwał?
Starasz się biec
Bojąc się że zostaniesz sam
W nim

Tajniak

Wychodzisz
Nie ma odwrotu
Rozglądasz się
Ale nie masz odwrotu
Nie ma gdzie się ukryć
Uważaj na mężczyznę w przebraniu kobiety
Ona chce cię śledzić

Sprawdzaj wszystko wkoło
Nie ma powrotu
Słuchaj każdego dźwięku
Nie ma powrotu
Spuść głowę
Uważaj na pośrednika

Tajniak
Śledzi cię
Umykaj potajemnie
I nie ufaj nikomu kogo znasz

Uważaj co mówisz
Nie ma odwrotu
Kochankowie zdradzą
Uważaj na obietnice

Berlin Zachodni

Czuję chłód w ciemności
Opada zmierzch
Czuję bicie twojego serca
Niebezpieczeństwo woła

Na górę na dach, na deszcz

Planowałem to
Dzień po dniu
Nie ma wątpliwości
Jest tylko jedno wyjście

Na dach, na deszcz
I spoglądam na Berlin Zachodni
Czując się bardziej wolny niż kiedykolwiek
Kiedy zajdzie słońce nad Zachodnim Berlinem
Odejdę
I już nie będę mógł wrócić
Patrzę na Berlin Zachodni
Berlin Zachodni

W potopie światła
Zalśni bezpieczeństwo
Będziemy wysoko
Na stalowej linie

Opuszki palców

W czasie radości
Miłość może przekręcić klucz
Przyszłość rysuje się krystalicznie czysto
I co ma być to będzie

Nie odwracaj się
Skorzystaj z tej straconej szansy
Nie odwracaj się
Wypełnij pustkę

Niedługo nadejdzie czas
Na ostateczne pożegnanie
Starsi ale mądrzejsi
Lekcjami jakie dostaliśmy

Nie odwracaj się
Skorzystaj ze straconej szansy
Nie odwracaj się
Wypełnij pustkę

Ślizgając się pomiędzy twoimi opuszkami palców
Szukając twojego dotyku
Ślizgając się pomiędzy twoimi opuszkami palców
Szukając w nich życia
Nie pozwól na to
Aby zostało stracone to wszystko
Kiedy odejdziesz za późno
I jeśli się zawahasz

Długie pożegnania

Nad jeziorem
Ciepłe popołudnie
Wiatr unosi dziecięce balony
Pewnego razu
Nie tak dawno
Ona żyła w domu w lesie
I przywołuje ten dzień
Gdy opuściła dom

Długie pożegnania
smucą mnie
Muszę teraz odejść
I choć tego nienawidzę
Tak będzie lepiej
Długie pożegnania
Smucą mnie
Zapomnij że odszedłem
Wiesz że będę bardzo za tobą tęsknił
I za chwilami spędzonymi razem

Pod koniec dnia
Wstaje księżyc
Ona wzdycha z uśmiechem w oczach
W parku
Jest już późno
Siada i chłodno spogląda na mur
I przywołuje dzień
Kiedy opuściła dom

ISOLATIONS: Zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów


Camel - Stationary Traveller. Decca Records: 1984, Producent: Andrew Latimer. Tracklista: Pressure Points, Refugee, Vopos, Cloak and Dagger Man, Stationary Traveller, West Berlin, Fingertips, Missing, After Words, Long Goodbyes
 
Płyta Stationary Traveller to diesiąta płyta Camel z 1984 roku. To pierwszy koncept album od czasu Nude, poświęcony walce przeciw reżimom. Album nie trzyma się jednej linii narracji, a atmosfera doskonale oddaje wyrażane emocje. Poezja Suzan Hover (autorki tekstów) zawsze pełna była dążenia do wolności poglądów. 

Jednym z największych hitów jest West Berlin, w którym ktoś wspina się na dach i patrzy na berliński mur żeby zobaczyć drugą stronę świata. Inne utwory jak Vopos, czy Cloak and Dagger Man opisują walkę władzy z opozycjonistami. Nawet instrumentalne "Pressure Points", "Stationary Traveller", "Missing" i "Afterwords" są bardzo dobrze skomponowane dodając perfekcyjną równowagę do ogólnego brzmienia i przypominają, że Camel zawsze tworzyli doskonałe melodie.

Pozostałe utwory: "Refugee", "Fingertips" and "Long Goodbyes" są o desperacji i emigracji, smutku po straconej ojczyźnie i domu, oraz po straconej miłości. Ta tematyka zawsze przypomina mi twórczość czechosłowackiego pisarza Milana Kundery i jego książki o emigracji.

Płyta pozostaje jedną z najlepszych w twórczości Camel, dostępna jest także jej wersja koncertowa Pressure Points. Po tej płycie Camel siedem lat milczeli by wrócić z Dust and Dreams.


Recenzja pochodzi STĄD

There’s a rumour flying through the air;
Paranoia’s creeping everywhere.
You’re gonna raise a wall
– To draw the line.

Rok 1984. Tak..., to ten „orwellowski” rok 1984. W ówczesnym, przedzielonym murem Berlinie, wiele elementów mrocznej wizji brytyjskiego pisarza na dobre wpisało się w rzeczywistość. Pewnie mało kto wierzył w to, że da się ją szybko zmienić.

Posępne, berlińskie realia posłużyły muzykom Camel za fabułę do muzyki, która znalazła się na krążku „Stationary Traveller”. Andy Latimer, po latach (podczas konferencji prasowej przed koncertem 13 września 2000 w klubie Kuźnia w Bydgoszczy) wspominał: -Wiedziałem i wierzyłem, że kiedyś ten mur runie i tak też się stało! Najlepiej jednak mógłby o tym powiedzieć Colin, który mieszkał w Berlinie. Napływ ludzi, zmiana otoczenia z pewnością miały wielki wpływ na niego. Ja - przyznam się szczerze - nie lubię tworzyć muzyki o podłożu politycznym, z podtekstami publicystycznymi, jednakże trudno tego uniknąć. Jeżeli sięga się po tematy, które dotyczą człowieka, to siłą rzeczy mają one charakter publicystyczny. Stationary Traveller w moim przekonaniu nie był albumem politycznym, nie był płytą, która mówi o społeczeństwie, ale o jednostkach o ludziach, którzy zamieszkiwali to miasto! Jednak siłą rzeczy, mogła być tak właśnie, politycznie odebrana.

Stationary Traveller to już nie jest Camel z okresu Mirage czy The Snoow Goose. Nie tylko zmieniły się czasy, ale i cały (z wyjątkiem A. Latimera) skład grupy. Brzmienie uległo uproszczeniu, już dawno zniknęły elementy jazzu. Muzycy nie wahali się zajrzeć w rejony popowe. Ich muzyka to jednak nadal rock (i do tego właśnie słowa wedle upodobań możnaby dodawać najróżniejsze przymiotniki).

Kogoś, kto bezpośrednio przed Stationary Traveller, wysłuchałby jakieś starszej kompozycji grupy, np. Lady Fantasy, mógłby zaskoczyć swoisty chłód bijący z muzyki „nowego” Camel, chociażby z pierwszych taktów Pressure Points. Ale to tylko pozory.

Stationary Traveller naszpikowane jest bowiem emocjami. Wystarczy poznać chociażby kompozycję tytułową – bez wątpienia jedną z najjaśniejszych perełek w dorobku „wielbłąda”. Uczucia biją tu z każdego taktu, z każdej nuty. Stationary Traveller to niesamowite, magiczne połączenie dźwięków klawiszy, gitary i fletni pana. Albo kołyszące Fingertips – tu ujmująca muzyka wzbogacona jest o znakomity liryk autorstwa Susan Hoover. Piękny szeptany refren i solówka Mela Collinsa na saksofonie...

Wreszcie kończące album Long Goodbyes, które w 5 minutach i 16 sekundach zawiera cechy nie tylko przeboju, ale i znakomitego art rockowego utworu. Cóż tu się dziwić, w końcu piszę o jednej z najlepszych płyt, zespołu postrzeganego jako sztandarowy przedstawiciel tegoż art rocka.

Wracając zaś do przebojowego charakteru albumu, nie sposób pominąć ballady West Berlin. Refren tego utworu jest chyba jednym z najbardziej rozpoznawalnych motywów nagranych przez Camel. Chwytliwa, rytmiczna kompozycja.

A to przecież nie wszystko, co kryje w sobie Stationary Traveller. Uszy słuchaczy raczą się jeszcze „chłodnym” Refugee i mrocznymi, świetnie oddającymi nastrój nieustannie patrolowanego, zniewolonego miasta: Vopos (to słowo jest popularnym w Niemczech skrótem od Volkspolizei) oraz Cloak And Dagger Man. I jeszcze dwie instrumentalne perełki poprzedzające Long Goodbyes: Missing oraz After Words. Niezapomniany, nostalgiczny klimat. Razem 42 minuty 22 sekudy, z których nie sposób wyciąć ani jednego taktu. Stationary Traveller to klasyk - pozycja obowiązkowa.
 

Lorak (Recenzent), Rcenzja TUTAJ