Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeźba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeźba. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 września 2024

Czy Lew Wenecki jest made in China?

Czy zalew Europy przez chińskie towary to znak naszych czasów? Okazuje się, że kontakty i początki wymiany handlowej miały miejsce już w okresie średniowiecza. Kiedy Marco Polo powrócił do Wenecji z miejsca, które nazywał Catai w 1295 r., zaskakiwał współziomków barwnymi opowieściami o innym świecie. Napisana przez niego księga Opisanie świata, znana też pod innymi tytułami: Księga cudów lub Milion  opowiadała o papierowych pieniądzach, płonącym czarnym kamieniu (węglu), drogocennych przyprawach (pieprzu, gałce muszkatołowej, goździkach) i wspaniałym pałacu Kubilaj-chana w Xanadu.

Współcześni kwestionowali prawdziwość tych relacji, mimo to informacje podróżnika stały się istotnym elementem budującym kontakty między Europą a dynastycznymi Chinami. Ale czy dopiero dzięki wyprawie Marco Polo Europa zwróciła się ku Chinom? Nowe badania przeprowadzone z okazji 700. rocznicy śmierci odkrywcy sugerują, że owocna wymiana między Wenecją a Chinami trwała przez długi czas jeszcze przed Marco Polo.


Jednym z symboli i dowodów na takie historyczne związki jest brązowa rzeźba Lwa Weneckiego, która stoi na szczycie jednej z dwóch kolumn na placu św. Marka. Skrzydlaty lew stał się oficjalnym symbolem Wenecji w latach 1261–1264 i chociaż nie wiadomo dokładnie, kiedy posąg został umieszczony na placu św. Marka, naukowcy są pewni, że nastąpiło to przed powrotem Polo z jego wyprawy. Najnowsza analiza przeprowadzona przez naukowców z Uniwersytetu w Padwie, który szczyci się  jednym z najbardziej kompletnym archiwum izotopów ołowiu, wykazała związki tej rzeźby z chińskimi złożami rudy miedzi w dolnym biegu rzeki Jangcy, obszarze o historii górnictwa sięgającej 3000 lat wstecz, do późnej dynastii Shang.


Od dawna wiadomo było, że wenecka rzeźba przedstawiająca krzyż, lwa i gryfa symbolizującego św. Marka Ewangelistę nie została wykonana na miejscu, jednak wcześniejsze badania sugerowały, warsztat, który ją wytworzył działał w Anatolii na Bliskim Wschodzie w okresie między IV a III wiekiem p.n.e.


Ale Massimo Vidale, naukowiec, który specjalizuje się w badaniu historii posągu nigdy nie był przekonany, że rzeźba pochodzi ze świata hellenistycznego. Dokonana analiza izotopów ołowiu posągu lwa, dały informację na temat  śladów pierwotnych kopalń, z których wydobywano miedź na rzeźbę. Wyniki porównano z efektami badań stopu, z którego odlano posągi tzw. strażników grobów z dynastii Tang (618–907 n.e.). Odkrycie to mówiono 11 września 2024 r. podczas otwarcia międzynarodowej konferencji poświęconej Marco Polo, która odbyła się w Wenecji w ramach obchodów  700. rocznicy śmierci  weneckiego podróżnika i kupca (LINK).

W dodatku zwrócono uwagę, że gdy większość brązowych artefaktów z dynastii Tang została przetopiona lub zniszczona, zabytki wykonane z porcelany wykazują silne podobieństwa szczególnie w ukształtowaniu szczegółów: nozdrzy, zębów, wyglądzie pyska ukształtowaniu sierści. Za dalsze dowody uznano otwory w głowie odlewu, w których według badaczy kiedyś umieszczono rogi, oraz w uszach, które były zaokrąglone. Rzeźba, o której wiadomo, że przybyła w częściach i została ponownie złożona, uległa zasadniczej modyfikacji, aby bardziej przypominała lwa.


Według Vidale’a kolejne dowody dały systematyczne badania historyków całej chińskiej ceramiki sprzed dynastii Ming, którą znaleziono w Wenecji. Jak dowodzi analiza porcelany z końca XIII wieku znaleziona w mieście, istniały szlaki handlowe, które biegły z południowych Chin, przez miasta portowe Sumatry i wzdłuż zachodniego wybrzeża Indii, zanim skierowały się lądem przez współczesny Iran i Turcję w stronę Europy Zachodniej i to na długo zanim Marco Polo w ogóle pomyślał o podróży na Wschód.

Oczywiście trwają badania i na ostateczne konkluzje jeszcze jest czas, niemniej śledzimy temat i poinformujemy naszych czytelników o kolejnych ustaleniach.
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 14 września 2024

Chrystus w ostatnich chwilach swojej agonii: niesamowita rzeźba Luigi Mattei

Wrzesień, co nie każdy zdaje sobie sprawę, jest miesiącem szczególnie powiązanym z Krzyżem Świętym.  W tym miesiącu ma miejsce szereg świąt liturgicznych, których geneza tkwi w pierwszych wiekach chrześcijaństwa. Na przykład publiczna cześć dla Krzyża Chrystusa datuje się dokładnie na dzień 13 września 335 roku, kiedy to w Jerozolimie poświęcono dwa sanktuaria: jedno zbudowane na miejscu Kalwarii, a drugie na miejscu Grobu Jezusa. Następnego dnia pozostałości Krzyża Świętego odkryte przez Świętą Helenę, matkę cesarza Konstantyna Wielkiego, zostały okazane zgromadzonym wiernym, pielgrzymom, mnichom i księżom przybyłym ze wszystkich zakątków Cesarstwa Rzymskiego. Odtąd na pamiątkę tego faktu zaczęto obchodzić święto, którego obchody pierwotnie trwały całą oktawę czyli osiem dni, podobnie jak święta Wielkanocne i Trzech Króli.  

Tradycje Święta Podniesienia Krzyża Świętego zwane także świętem Triumfu Krzyża Świętego przerwał w 614 roku najazd Chosroesa II, króla Persji, który napadł Syrię i Palestynę i zrabował wiele relikwii, w tym relikwię Prawdziwego Krzyża. W 629 roku cesarz Herakliusz z Konstantynopola wkroczył do Persji i je odzyskał po czym pobożnie przewiózł do Jerozolimy, dokąd wkroczył boso, odziany w wór pokutny. 14 września cesarz umieścił Święty Krzyż na swoim dawnym miejscu w Bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie. Aby uczcić to zwycięstwo, w VII wieku Kościół Rzymski ustanowił formalnie Święto Triumfu Krzyża (nazywane również Świętem Podwyższenia Krzyża) właśnie w tym dniu czyli 14 września.

W dniu 17 września Kościół natomiast wspomina świętego Franciszka, który w 1224 roku podczas medytacji otrzymał stygmaty na Górze Verna. W tym roku mija okrągłe 800 lat od tego wydarzenia. Wreszcie ojciec Pio z Pietrelciny, którego wiele osób nazywało żywym krucyfiksem, został stygmatyzowany 20 września 1918 roku.

Uczczenie Krzyża nie było dla pierwszych chrześcijan łatwą decyzją.

Wiemy od Cycerona, że ukrzyżowanie było uważane za najbardziej haniebną i upokarzającą karę, zarezerwowaną tylko dla niewolników lub tych, którzy nie posiadali obywatelstwa rzymskiego. Ukrzyżowanie oznaczało powolną i bolesną śmierć, ostatecznie spowodowaną uduszeniem.

I ten niesławny krzyż stał się znakiem rozpoznawczym każdego chrześcijanina, przedmiotem medytacji wielu świętych i natchnieniem pokoleń artystów. Ale ich dzieła, mimo że nierzadko imponujące, są tylko efektem ich fantazji. Dopiero niedawno boloński rzeźbiarz i profesor Luigi Mattei, jeden z najbardziej utalentowanych artystów naszych czasów, stworzył obraz Chrystusa cierpiącego w  oparciu o wyniki badań naukowych. Przyjmując za pewnik, że Całun Turyński jest rzeczywistym całunem, w który owinięte było ciało Jezusa, i że powstał przez niewytłumaczalne wydarzenia Zmartwychwstania, profesor Mattei postanowił stworzyć posąg (trójwymiarowy obraz) na podstawie wszystkich śladów zarejestrowanych na Całunie. Posąg został ukończony na czas Wielkiego Jubileuszu w 2000 roku. Wzbudził wielkie, światowe zainteresowanie i został wystawiony w różnych miejscach na całym świecie; jego zdjęcia zamieszono w magazynach, gazetach, czasopismach naukowych i filmach dokumentalnych, a docenił go nawet papież Jan Paweł II. Obecnie można go podziwiać w Muzeum Całunu w Turynie.


Rzeźba ukazuje, jak naprawdę wyglądał Jezus. Przedstawia solidnie zbudowanego mężczyznę średniego wzrostu, z szerokimi ramionami, potężną klatką piersiową, umięśnionym brzuchem i udami, wystającymi łydkami i dość dużymi stopami, odpowiednimi dla kogoś, kto musiał dużo chodzić. Profesor Mattei nie był jednak w pełni usatysfakcjonowany, ponieważ posąg był niejako tylko pośmiertną maską. Dlatego przystąpił do stworzenia według Całunu kolejnego posągu, który przedstawiałby Ukrzyżowanego Chrystusa. Powstała wyjątkowa statua o wymiarach 207x170x50 cm, która trafiła  do Loggione Monumentale w sanktuarium San Giovanni in Monte w Bolonii we Włoszech. Po raz pierwszy w historii można patrząc na tę rzeźbę kontemplować i podziwiać naukowo zrekonstruowany obraz tego, jaki naprawdę był Chrystus w ostatnich chwilach swojej agonii. Najbardziej uderzająca jest twarz. Pomimo cierpienia i bolesnych skurczów emanuje z niej ogromna godność.


Ciało ludzkie zostało upozowane tak, jakby wisiało na drzewie krzyża.  Jest umieszczone w pozycji asymetrycznej: lewe ramię jest proste, ale prawe zgięte pod kątem 90 stopni.
 

Według historyków podczas konania na krzyżu skazaniec za każdym razem, gdy oddychał musiał wyciągać ramiona, a potem automatycznie przyjąć inną pozycję, asymetryczną. To właśnie wyraźnie ukazuje Całun. Aby wdychać powietrze, Jezus musiał unieść klatkę piersiową, ale ten ruch wiązał się z okropnym bólem, ponieważ mógł to zrobić tylko naciskając na stopy, które były przybite do krzyża, więc najmniejszy nacisk na nie powodował niewiarygodny ból. Jedyną alternatywą było zatem wsparcie na ramionach, ale były one również przebite gwoździami, więc każdy wysiłek, jaki na nie wywierano, był również źródłem strasznego bólu. Wszystko to oznacza, że za każdym razem, gdy Jezus wciągał powietrze, odczuwał przenikliwy ból, więc prawdopodobnie jęczał za każdym razem, gdy potrzebował odetchnąć. Poza Chrystusa z lewą stopą na prawej, zgodnie z prawami fizyki, wymusza większy nacisk na  prawe a nie lewe ramię. Dlatego Jezus musiał zgiąć prawą rękę, aby unieść klatkę piersiową, kiedykolwiek chciał oddychać. I ostatecznie zmarł z powodu uduszenia. Na Całunie są dwa ślady, które dowodzą tego ponad wszelką wątpliwość. Po pierwsze, krew spływająca wzdłuż prawego ramienia sięgała tylko do łokcia, podczas gdy w lewym ramieniu krew spływała aż do klatki piersiowej. Po drugie, krew płynęła z prawej strony Jego ust. Stało się tak, bo Jezus, próbując oddychać, musiał pochylić głowę w prawo. I to jest pozycja, którą dla swojej figury wybrał rzeźbiarz.

Mattei ostatecznie wykonał cztery podobne rzeźby, eksponowane na czterech krańcach świata: w Jerozolimie, Rzymie, w Shreveport w Luizjanie i Ann Arbor w Michigan

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 5 września 2024

Fiori di Como Dale’a Chihuly’ego, czyli nieznana twarz kasyna w Las Vegas

W westybulu superluksusowego hotelu Bellagio w Las Vegas można zobaczyć jedno z arcydzieł sztuki użytkowej. Jest to Fiori di Como, czyli zapierająca dech największa szklana rzeźba tworzona dwa lata przez amerykańskiego artystę Dale’a Chihuly’ego (ur. 1941). Ukończona w 1998 roku utrzymana jest w charakterystycznym stylu Chihuly’ego, ale jej gigantyczny rozmiar czyni z niej coś absolutnie wyjątkowego. 


Ale przejdźmy do szczegółów: 190 m² sufitu pokrywa  2000 barwnych kwiatów z dmuchanego szkła rozpiętych na stalowej konstrukcji o wadze 4,5, a całość waży 18 ton. I każdy kwiat, każdy pojedynczy element, różni się kształtem, kolorem i rozmiarem, przez co całość wyobraża ogród kwiatów polnych na niebie. Organiczne, płynne kształty rzeźby i półprzezroczyste szkło łączą się dynamicznie, tworząc grę światła i koloru, zmieniającą się wraz porą dnia.

Proces tworzenia Fiori di Como był ogromnym przedsięwzięciem, które wymagało współpracy wykwalifikowanego zespołu szklarzy, kierowanego przez Chihuly’ego. Ale nad zamocowaniem kompozycji czuwał Philip Stewart, dla którego było to wyzwanie inżynieryjne, wymagające starannego planowania i precyzji. 


Pomysł Fiori di Como podobno powstał z inspiracji i fascynacji autora ogrodami i światem przyrody włoskich rejonów jeziora Como. Na pewno tak było. Ale oprócz tego widać wpływ osiągnięć renesansowego szkła weneckiego, które artysta studiował w pracowni Ludovica de Santillany z fabryki Venini na wyspie Murana koło Wenecji, słynnej z tego typu rzemiosła. Nauczył się tam sposobów zespołowego dmuchania szkła. Hotel, który należy do włoskiej rodziny otrzymał dzięki temu dekorację, łączącą tradycję z nowoczesnością.


Praca ta nie jest wyjątkiem. Chihuly cały czas tworzy, po czym pokazuje swoje dzieła na niesowitych wystawach w różnych miejscach na całym świecie. Jest zwolennikiem przybliżania sztuki ludziom z różnych środowisk, dlatego eksponuje swoje dzieła w parkach i ogrodach albo wiesza tam, gdzie najmniej spodziewalibyśmy się je znaleźć. Przez lata dotował wiele programów wspierających bezdomnych, weteranów, młodzież i osoby starsze, a ostatnio założył Dale and Lesley Chihuly Foundation, inspirując i edukując publiczność oraz wspierając artystów i organizacje artystyczne.
 

Być może kiedyś jego wystawa dotrze także do Polski






Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 14 marca 2024

Na całym świecie pojawiają się monolity, niczym z filmu Kubricka: czy to artefakty obcych?

W ostatnią sobotę na wzgórzu w regionie Hay-on-Wye w Walii zauważono dziwny, gigantyczny stalowy monolit – metalową, gładką i błyszczącą płytę o wysokości blisko 4 metrów. Na futurystyczną konstrukcję natknął się biegacz, który zaskoczony niecodziennym widokiem zaalarmował prasę i inne media.


Monolit z Walii nie jest ewenementem. To jeden z kilku podobnych artefaktów, które w ciągu ostatnich czterech lat pojawiły się na całym świecie. Od 2020 roku monolity odkryto w Utah, Kalifornii, Nowym Meksyku, Rumunii i na wyspie Wight. Monolit Utah został zauważony z helikoptera, przez kowbojów nadzorujących wielkie stada owiec. Jak wynika z późniejszego oświadczenia biura federalnego Bureau of Land Management w stanie Utah, miał również około 3 metrów wysokości, stał głęboko osadzony w czerwonej skale dna kanionu, do którego trudno dostać się z ziemi. Sekwencja w jakiej pojawił się ten pierwszy i następne odznacza się pedantycznym porządkiem. Pierwszy zjawił się 18 listopada i zniknął po 8 dniach, 27 listopada. Drugim był monolit nieopodal rumuńskiego miasta Piatra Neamt, na płaskowyżu Bâtca Doamnei znalazł się tam 27 listopada i zniknął 2 grudnia. Trzeci, ze szczytu Pine Mountain w Atascadero w Kalifornii, który pojawił się 2 grudnia, został usunięty przez nieznanych sprawców 3 grudnia i pojawił się ponownie 4 grudnia. I czwarty, w Albuquerque w Nowym Meksyku, który został osadzony 7 grudnia i usunięty tego samego dnia.


Wszystkie wyglądają jak artefakty obcych. Po części dzieje się tak dlatego, że przypominają monolity z filmu science-fiction Stanleya Kubricka 2001: Odyseja kosmiczna, w którym kosmici stawiają ogromne, czarne monolity, mające wpływ na ewolucję człowieka.


Abstrahując, wszystkie metalowe monolity są niesamowite. Nikt nie wie, czy nagle nie pojawi gdzieś się kolejny i czy nie zniknie nagle w nocy. Tak naprawdę wiemy o nich bardzo niewiele i wydaje się, że o to właśnie im chodzi. Jedna z popularnych teorii głosi, że monolit w Utah stał w pobliżu niektórych miejsc, w których w 2015 roku kręcono zdjęcia do dramatu HBO Westworld i sugerowała, że może to być rekwizyt lub żart członka ekipy Westworld. Inna teoria głosiła, że monolity są anonimową instalacją artystyczną, przy czym monolit z Utah został stworzony przez jednego oryginalnego artystę, a następne przez szereg naśladowców. W takim przypadku najbardziej palące pytanie brzmi: kim jest artysta? I tu zagadka rozwiązała się sama.  W mediach społecznościowych został zamieszczony wpis kolektywu artystycznego The Most Famous Artist, w którym artyści ci pochwalili się monolitami z Utah i Kalifornii. Grupa oferowała nawet na sprzedaż „autentyczny monolit obcych” na swojej stronie internetowej za 45 000 dolarów. Ale kim mogliby być tajemniczy artyści nazywający się The Most Famous Artist?

Okazuje się, że za tym mianem kryje się jeden człowiek, który czasem współpracuje ze znanymi sobie twórcami (LINK). Jest nim Matty Monahan (znany jako Matty Mo). Jest to współczesny artysta i przedsiębiorca marketingowy z Los Angeles, który za pośrednictwem tej platformy Monahan tworzy instalacje, performance i wystawy o tematyce poświęconej mediom społecznościowym, których zadaniem jest zachęcenie widzów do zbadania, w jaki sposób technologia i Internet wpływają na społeczeństwo. Na dowód autorstwa przedłożył zdjęcia i filmik, wykonane podczas stawiania jednego z nich (LINK).

W pracy pomagał mu Zachary Fernandez, znany z tego, że który przekształcił słynny napis Hollywood w Los Angeles  w napis Hollyweed. Matty z także dał się poznać z innych działań, w których ośmieszał konsumpcyjny tryb życia Amerykanów i ich pogoń za bogactwem.  W 2016 roku Matty stworzył dziesięć rzeźb, z których każda wyglądała jak stos banknotów tysiącdolarowych; jednakże widoczne były tylko banknoty na górze i na dole, przez co dosłowna wartość pieniężna stosu pozostawała tajemnicą. Stosy zostały wycenione na 5000 dolarów za sztukę, gdzie pierwszy sprzedał się w ciągu dwudziestu minut od opublikowania oferty na Instagramie. Podczas gdy kupujący przeglądali gotówkę, aby policzyć jej rzeczywistą wartość pieniężną, Matty dodał do każdego egzemplarza pieczęć, która łączyła wszystkie banknoty, i ogłosił,  że w przypadku złamania pieczęci stanie się on nielegalnym dziełem sztuki.


Po tym nastąpiły dalsze dziwaczne akrobacje artystyczne, takie jak jego ogromna  instalacja publiczna w Los Angeles, podczas której pomalował on trzy domy mieszkalne na jaskrawy różowy kolor… 
 

Teraz po ustawieniu kolejnego monolitu wróciły pytania o udział w tym przedsięwzięciu  The Most Famous Artist. Czy to on udał się do Europy, czy też może jednak kosmici wybrali się te rejony… 
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 9 stycznia 2024

Morskie tkaniny Mariko Kusumoto

Mariko Kusumoto to japońska projektantka urodzona w 1967 roku w Kumamoto, w rodzinie mnicha buddyjskiego, z tego powodu swoje dzieciństwo spędziła w 400 letniej świątyni…

Mariko już w szkole wiedziała, że chce być artystką, a podstawowe umiejętności rysowania, rzeźby, projektowania i malarstwa nauczyła się w szkole średniej. Następnie wstąpiła do Art College w Tokio i początkowo skupiła się na malarstwie olejnym. Następnie przeniosła się na wydział grafiki, gdzie uczyła się tworzyć akwaforty. W wieku 23 lat przeprowadziła się do San Francisco i wstąpiła na tamtejszą Academy of Art University, gdzie dalej zajmowała się grafiką. Jednak tuż przed ukończeniem studiów rozpoczęła zajęcia z jubilerstwa i rzeźby z metalu, co całkowicie zmieniło jej zamiłowania artystyczne.





Obecnie artystka mieszka w Massachusetts. Porzuciła obróbkę metalu i od kilku lat zajmuje się tworzeniem form przestrzennych z tkanin. Eleganckie w swojej prostocie i sugestywne tekstylne kompozycje są rodzajem sztuki użytkowej. Można nosić jako oryginalne naszyjniki i innego rodzaju biżuterię. Prace te tak niebanalne, że zwróciły uwagę czołowych projektantów mody. W styczniu 2019 pojawiły się na wybiegu Jean Paul Gaultier w Paris Haute Couture. Kusumoto zafascynowana potencjałem różnych materiałów, stara się wydobyć charakterystyczne cechy każdej tkaniny. Używając własnej, opracowanej przez siebie techniki utrwalania kształtu na gorąco, nadaje materii nową jakość widoczną w trójwymiarowej formie.  Ich delikatność, lekkość, w urzekający sposób naśladują florę i faunę morskiego świata. Przypominają jeżowce, koralowce i inne gatunki zamieszkujące morskie głębiny, oświetlone promieniami słońca i poruszane łagodnymi falami ciepłych mórz.



Zamierzenie to jest jak najbardziej działaniem celowym, bo jak pisze artystka na swojej stronie: Reorganizuję [moje rzeźby] w nową prezentację, którą można określić jako surrealistyczną, zabawną, pełną wdzięku lub nieoczekiwaną. W moje prace charakteryzuje pogodna i radosna atmosfera. Zawsze lubię zostawiać trochę przestrzeni dla wyobraźni widza; Mam nadzieję, że widz dzięki mojej pracy doświadczy odkrycia, zaskoczenia i zadziwienia (LINK). 
 



My także odnosimy takie samo wrażenie. Że prace Mariko Kusumoto stanowią zaproszenie do spędzenia letnich wakacji nad morzem, tam gdzie jest ciepło i gdzie morza kpią od barokowych, eterycznych osobliwości.

Jeszcze dopowiadając informacje biograficzne:  w 2010 roku prace Mariko Kusumoto były tematem indywidualnej wystawy zatytułowanej Mariko Kusumoto: Unfolding Stories, która wędrowała po Stanach Zjednoczonych od Fuller Craft Museum, poprzez Racine Art Museum, Society for Contemporary Craft do Morikami Museum. Tekstylia Kusumoto znajdują się w zbiorach Muzeum Wiktorii i Alberta oraz Muzeum Sztuki hrabstwa Los Angeles, a rzeźba Seascape 1 została zakupiona przez Smithsonian American Art Museum w ramach kampanii z okazji 50. rocznicy powstania Renwick Gallery.


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 14 listopada 2023

Przedstawiam czas, stosując filtr rozmytego ruchu - obrazy i rzeźby Andy Denzlera

Andy Denzler (ur. 1965) to szwajcarski artysta urodzony i mieszkający w Zurichu. W swoich pracach bada poczucie czasu, zatrzymując jedną chwilę w czasie, tak jakby zatrzymywał film.  Powoduje to zniekształcenia, rozmyte pasma, jakbyśmy w zwolnionym tempie patrzyli na przesuwające się kadry życia. Denzler ma wiele przemyśleń na temat czasu. Tak kiedyś powiedział o tym nieprzekraczalnym wymiarze: przede wszystkim w swojej twórczości odwołuję się do czasu i wywołuję narrację za pomocą kompozycji, światła i ruchu. Przedstawiam czas, stosując filtr rozmytego ruchu. Kiedy indziej stwierdza Bez ruchu nie byłoby życia, wszystko zaczyna się od ruchu… Na tyle zafascynowały nas te wynurzenia artysty, że zapoznaliśmy się z jego pracami. I uznaliśmy, że możemy je pokazać na naszym blogu. Bo stosowana przez niego technika jest prosta a przez to interesująca, a ponadto stosuje ją nie tylko w malarstwie ale także w rzeźbie. A malujących i rzeźbiących twórców nie jest wielu.

A zatem, skoro wytłumaczyliśmy się z naszego wyboru, pora pokazać najpierw jego obrazy:












I zaraz potem rzeźby:



Artysta, jak widzimy, stawia w centrum swojej uwagi ludzką postać.  Są to w większości portrety jego przyjaciół i znajomych, a w procesie twórczości wykorzystuje fotografie i filmy. Jest to sztuka figuratywna, oparta na dobrych wzorcach. Wymieniając swoich ulubionych malarzy wymienia Freuda, Velázqueza i Rembrandta, czyli kolorystów, którzy stawiali na formę ale także starali się przemycić to, co ukryte, czyli psychologiczny portret pokazywanych osób. Filmowy ruch i zniekształcone momenty to stałe cechy jego obrazów i rzeźb, jakby nieostrych. Dzięki temu jego obrazy są żywe, bardzo spontaniczne i natychmiast rozpoznawalne.

Artysta wiele wystawia, już 23 listopada będzie prezentował swoją kolejną wystawę Distorted Moments w Ludwig Museum Koblenz. Więcej jego prac można zobaczyć na jego stronie (TUTAJ).

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 5 października 2023

Rzeźby Magdaleny Abakanowicz

Jeszcze nie ustały echa wielkiej retrospektywnej wystawy abakanów w Tate Modern Galery w Londynie a znów zrobiło się głośno o polskiej artystce. Przypomnijmy, że Abakany to unikatowe rzeźby stworzone przez Magdalenę Abakanowicz (1930-2017). Stworzone a raczej utkane z włókna, o ogromnych rozmiarach. Te wiszące lub stojące miękkie formy są zaprzeczeniem tego co określa się mianem „rzeźba”. Nie są twarde, wykute w marmurze czy granicie, odlane w brązie albo wyrzezane w drewnie. Ale z powodu swojej faktury i właśnie przez miękkość mocno zapadają w pamięć. W Londynie pokazano kilka prac, skupiając się na okresie w którym Abakanowicz zaprzestała robić dzieła powiązane ze ścianą i zajęła swoimi pracami trójwymiarową przestrzeń.


Artystka urodziła się przed wojną i w chwili rozpętania niemieckiego szaleństwa weszła w wiek młodzieńczy. Dlatego w niektórych jej pracach krytycy doszukują się emocji, jakie w młodej dziewczynie wywołały przeżycia wojenne. Bo i były one traumatyczne. Urodzona pod Warszawą, po wybuchu wojny uciekła w rodzinne strony ojca na kresy (pochodziła z rodziny tatarskiej szlachty polskiej, która osiedliła się w XVII wieku naszym kraju korzystając z opieki polskich królów). Tam po wejściu bolszewików w 1939 r. widziała jak pijany żołnierz radziecki ranił jej matkę, masakrując jej całą rękę. Potem krótko przed Powstaniem Warszawskim przeniosła się z rodziną do Warszawy… Po wojnie musiała znosić PRL-owską rzeczywistość. Jej wuj, Piotr Abakanowicz, przedwojenny oficer, był żołnierzem Niezależnych Sił Zbrojnych. Po wojnie pojmany, został skazany na karę śmierci, zamienionej w drodze łaski na karę dożywocia. Zmarł pobity przez komunistyczną służbę bezpieczeństwa w więzieniu… (LINK). 


Najbardziej znane z jej twórczości są szeregi abakanów powstałe na wzór wykonanych 1986 roku o wymownym tytule: Katharsis. Była to plenerowa realizacja wykonana dla Fundacji Guliano Gori z Florencji. Instalację tworzy grupa trzydziestu trzech bezosobowych, wydrążonych, pustych kadłubów ludzkich o wysokości około 3 m. wykonanych tym razem w materiale trwałym - odlanych z brązu. Były to formy jeszcze bardziej uproszczone, wciąż jednak przypominające ludzką sylwetkę - człowieka pozbawionego tożsamości, zwielokrotnionego, wtopionego w tłum. Potem na podobieństwo tych prac powstawały kolejne, już uplecione z włókna.




I w zeszłym tygodniu, podczas paryskiego tygodnia mody, Sara Burton pokazała kolekcję pt. McQueenAnatomy II inspirowaną zarówno osobą królowej Elżbiety I, koncepcją krwawej róży i właśnie twórczością Magdaleny Abakanowicz. Prace naszej artystki nie tylko znalazły się na wybiegu ale także były widoczne w prezentowanej modzie - pojawiły się więc przeskalowane płaszcze, popularne ostatnimi czasy marynarki o szerokich ramionach, sukienki z rozmaitymi ozdobnymi elementami. Na pokazie królowały czernie, róż, złoto, czerwienie, ale tez blask i zdekonstruowane stroje nawiązujące do zbroi i futuryzmu. Pokaz - do muzyki Johna Goslinga - otworzyła Kaia Gerber, córka Cindy Crawford, a zamknęła supermodelka Naomi Campbell




Z dzieł Abakanowicz pojawiły się takie, które od lat nie były nigdzie eksponowane: Abakan – Situation Variable (1970–71), dzieło o wysokości 4 metrów, które po raz pierwszy od 50 lat zostało wystawione na wystawie w Tate na początku tego roku. Zaprezentowano także Abakan Violet (1969), rzeźbę nie pokazywaną wcześniej poza Stanami Zjednoczonymi, i dwa odcinki Kompozycji monumentalnej (1973-75), każdy o długości 10 metrów, po raz pierwszy pokazane poza Polską.


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.