Pokazywanie postów oznaczonych etykietą epilepsja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą epilepsja. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 grudnia 2021

Mick Middles i Lindsay Reade: Życie Iana Curtisa - Rozdarty cz.22: Prywatny koncert Joy Division

Dziś omawiamy kolejny fragment z książki Micka Middlesa i Lindsay Reade (poprzednio omówione fragmenty: 1234567891011121314151617181920 i 21).

Mick Middles był zaproszony na prywatny koncert Joy Division do studia TJ. Był na nim również Rob Gretton. Zespół zagrał około 9 piosenek, dziennikarz nie pamięta dokładnie tytułów. Pamięta intro na perkusji, Bernarda trzymającego dość wysoko gitarę i grającego dość delikatnie oraz stojącego po środku Iana. To było bardzo mroczne brzmienie, Middles wspomina, że na myśl przyszło mu Siouxsie and the Banshees, ale brzmienie Joy Division było mocniejsze, bardziej agresywne. Widać było, że trudno im zagrać dla jednej osoby. 

Pod koniec 1978 roku Ian przygotowywał się do roli ojca. Poddawany był presji z wielu stron, przez fakt ze zostanie ojcem, przez rosnącą sławę zespołu i fakt, że był bardzo młody. Terry wspomina mordercze wyjazdy na koncerty, kiedy to zespół potrafił wracać do domu o 6 nad ranem i niczym zombie muzycy udawali się do pracy. 

27.12. zagrali swój pierwszy koncert w Londynie w klubie The Hope and Anchor w Islington (pisaliśmy o nim TUTAJ).


Publika nie dopisała, miejsce było mało znane, dodatkowo Barney był wtedy chory na grypę. Atmosfera podczas powrotu była kiepska. Dodatkowo Barney i Ian pokłócili się o śpiwór. Wtedy Ian dostał pierwszego ataku epilepsji. Steve pojechał do szpitala w Luton gdzie Ianowi podali barbiturany i odesłali do lekarza. 

To było wielkie zaskoczenie dla Doreen i Carole. Obie wspominają, że w młodości Ian cieszył się bardzo dobrym zdrowiem, nigdy nie miał żądnego ataku. Jedyny problem zdrowotny jaki go spotkał to torbiel na brzuchu koło pępka, który został wycięty. 23.01.1979 roku oficjalnie u Iana zdiagnozowano epilepsję. 

Ataki epileptyczne wynikają z zakłócenia komunikacji między mózgiem a neuronami - z przerwanych sygnałów (analizę choroby przedstawiliśmy TUTAJ). Jego matka twierdziła, że mógł być w dzieciństwie kopnięty w głowę, dodatkowo do tego dokładał się stres małżeński i koncertowy. Carole z kolei twierdzi, że Ian w wieku 15 lat mógł pić alkohol podczas dyskotek. Kiedyś nawet jakiś znajomy Carole zapytał czy wie, że Ian bierze narkotyki. Bała się o tym powiedzieć ojcu, bo ten gdyby je znalazł pewnie by go zabił. Zapewne później dużą rolę odegrało jego zaangażowanie koncertowe, siła i pasją z jaką występował. Do tego dochodziły nieregularne posiłki i alkohol - wszystko to wraz ze zmęczeniem zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia ataku.

Bez względu na przyczynę, Ian znalazł się w grupie około 70% ludzi którzy mogą mieć ataki bez specjalnego powodu. Mark Reeder uważa, że główną przyczyną ataków Iana był stres koncertowy, presja na pisanie piosenek, nerwy związane z utrzymaniem rodziny... 

Może miał ataki jako dziecko ale o tym nawet nie wiedział. Albo wiedział, tylko to umiejętnie ukrywał. W tamtych czasach epilepsja uważana była za upośledzenie, co czyniło ją chorobą wstydliwą. Reeder wie co mówi, bo sam miał ataki epilepsji. Wynikały one głownie z wypalenia, stresu i przepracowania.

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

środa, 30 czerwca 2021

Joy Division w książce Shadowplayers Jamesa Nice'a cz.2: FAC 2 , pierwszy koncert Joy Division w Londynie i pierwszy atak epilepsji Iana Curtisa

Kolejne obszerniejsze wzmianki o Joy Division pojawiają się w książce Jamesa Nice'a w kontekście listu, jaki Tony Wilson napisał do Roba Grettona 9.05.1978 roku. Tony twierdził, że podoba mu się EPka An Ideal for Living i chce zaproponować zespołowi występy pod szyldem Factory w Russel Club. 9.06. zespół występuje w towarzystwie the Tiller Boys. Publika była nieliczna, mimo tego zespół wypadł znakomicie. Ian Curtis ze sceny dostał się w publikę, niesiony był przez muzykę która całkowicie go wypełniła. 

Interesujący jest spis zespołów, które w latach 1978 - 1979 koncertowały w Russel Club w ramach imprez Factory. Są tam: Human League, the Only Ones, Magazine, the Fall, the Passage, Ultravox, Wire, Pere Ubu, Penetration, Gang of Four, Crass, Stiff Little Fingers, the Cure, Cabaret Voltaire, the Skids, Throbbing Gristle, Simple Minds, Echo and the Bunnymen, B-52s i oczywiście Joy Division. Do tego można dodać tajny koncert Iggy Popa i krótki występ PIL.

W 1978 roku odbył się pierwszy występ Joy Division w Granada TV (warto zobaczyć TUTAJ).

Powstaje idea wydania EPki A Factory Sample (FAC 2; warto zobaczyć TUTAJ), oczywiście z udziałem Joy Division. Obie piosenki zespołu nagrane zostały w studio Cargo w Rochdale (pisaliśmy o nim TUTAJ), którego właścicielem był John Brierley. Sesja była jednodniowa, a podczas niej Hannett użył cyfrowego opóźniacza dźwięku AMS. Doszło do lekkiego spięcia, bowiem Wilson nie poinformował właściciela studio, że to Hannett będzie realizował nagranie. Najdłużej nagrywali perkusję - każdy bęben osobno. Następnie Hannett kazał zespołowi opuścić studio bo nie chciał żadnej interwencji w proces miksowania nagrań. 


Jak wspomina Stephen Morris, wynik ich totalnie zaskoczył. Piosenki nie zostały zmienione jeśli chodzi o melodię, natomiast były zupełnie odmienione w warstwie brzmieniowej. Byli oczarowani, bo zespół brzmiał tak jak na prawdziwej płycie. 

Przytoczone są fragmenty wywiadu, jakiego Hannett udzielił Jonovi Savage'owvi, w którym opowiada o tym, jakim prezentem dla producenta byli Joy Division (cały wywiad jest TUTAJ).

Omówiona zostaje ręczna produkcja okładek A Factory Sample (wszystko zostało opisane przez nas TUTAJ). 

27.12.1978 roku zespół zagrał swój pierwszy koncert w Londynie, dla garstki ludzi, w klubie Hope and Anchor. Jonathan Crabb uwiecznił ten występ...





Recenzja w the Sounds była negatywna, a zespół określono jako nieudolny, natomiast po koncercie Ian Curtis miał a samochodzie pierwszy atak padaczki. Zatrzymali się,  położyli go na drodze, po czym zawieźli do szpitala koło Luton. Lekarz uświadomił ich co się stało, i zalecił wizytę po powrocie do domu. Otrzymał tabletki (Fenobarbiton) zanim wyruszyli do Manchesteru

Na miejscu wszyscy byli przekonani, że to jednorazowy incydent, niestety ataki zaczęły się nasilać i były coraz silniejsze. Lekarze włączyli do leczenia środki uspokajające i kazali Ianowi Curtisowi żyć jak najspokojniej. Steven Morris jednak uważa, że Ian nie po to był w zespole. Uwielbiał szaleć na scenie, i zalewać się podczas występów - to podstawowe rzeczy dla jakich wchodzi się w skład grupy rockowej.

Poprzedni tekst z tej serii jest TUTAJ. Wkrótce przejdziemy do roku 1979, i realizacji Unknown Pleasures

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

piątek, 20 listopada 2020

Epilepsja Iana Curtisa z Joy Division

Nieraz, gdy w prasie brytyjskiej pada nazwisko Iana Curtisa zazwyczaj w kontekście opisu skutków zaburzeń psychicznych, nierzadko prowadzących do samobójstwa czy innych tragicznych wydarzeń. Dzieje się tak głównie z powodu śmierci muzyka oraz choroby na którą cierpiał. Padaczka lub inaczej epilepsja, bo o niej myślimy, gdy przywołujemy wokalistę Joy Division, nie jest jednak chorobą psychiczną, choć jest to zaburzenie czynności mózgu. Padaczka jest chorobą neurologiczną. Dotyka ona zarówno dzieci, jak i dorosłych a jest - co należy mocno jeszcze raz zaznaczyć - chorobą układu nerwowego.

Naukowcy opisali wiele różnych odmian ataków padaczkowych, różniących się obszarami, w jakich dochodzi do wyładowań oraz towarzyszącymi im objawami.  Istnieje aż 70 odmian epilepsji. Choroba zwykle kojarzona z drgawkami, pianą toczącą się z ust i utratą przytomności tak naprawdę może przybierać różne formy i różne natężenie. Do końca nie stwierdzono, skąd się bierze Jej przyczyny udaje się ustalić mniej więcej u połowy pacjentów - u reszty podłoże choroby nie jest znane. Może ją wywołać m.in. uszkodzenie mózgu, jeszcze w okresie płodowym albo podczas porodu, przebyte zapalenie mózgu, guz mózgu, urazy głowy, także uraz mózgu spowodowany braniem narkotyków lub silnych leków psychotropowych.

Przypuszcza się, że w pewnym stopniu za padaczkę odpowiada genetyka. Zwykle napad nie ma bezpośredniej przyczyny, ale może być poprzedzony tzw. aurą. Może ona przybierać różne formy, mieć wiele odmian i postaci. Zwykle są to doznania halucynacyjne. Można np. silnie czuć specyficzny zapach, który pojawia się jedynie przed atakiem. Niektórzy mają zwidy, widzą obrazy, słyszą muzykę, fragmenty utworów, mają specyficzne doznania dotykowe albo wrażenie drętwienia ciała. Są osoby, które nagle postrzegają niektóre przedmioty, jako większe albo mniejsze niż w rzeczywistości, mają deja vu, czyli złudzenie polegające na przekonaniu, że osoba, przedmiot lub sytuacja obserwowane po raz pierwszy, były już kiedyś widziane (może to stąd brały się opowieści zarejestrowane przez Bernarda Sumnera podczas hipnozy Iana Curtisa, które opisaliśmy szczegółowo TUTAJ). Czasami czują silny ucisk w gardle albo w brzuchu. Zdarzają się też silne migreny, połączone z pogorszeniem widzenia czy pojawianiem się świetlistych punktów.

Jednak najbardziej uciążliwe dla chorych są towarzyszące chorobie różnorakie zaburzenia psychiczne. Do najczęstszych należy depresja, która dotyka nawet 60% chorych. Zaburzenia depresyjne mają z reguły charakter międzynapadowy, tzn. niezależny od napadów, ale nasilenie i liczba objawów depresji mogą zwiększać się tuż po napadzie. Poza depresją padaczce towarzyszą różne nieswoiste zaburzenia nastroju, które mogą mieć postać krótkotrwałych i przemijających, naprzemiennych stanów: euforii, rozdrażnienia, skłonności do irytacji, zmienności nastroju w połączeniu z lękiem i bezsennością. Wiele osób czuje lęk w trakcie samego napadu, a w okresie ponapadowym często doświadcza objawów lęku panicznego. Za przyczyny wystąpienia tych zaburzeń w przebiegu padaczki uważa się negatywne skutki stosowania niektórych leków przeciwpadaczkowych, predyspozycje genetyczne i reakcje organizmu na tak przewlekłe schorzenie.

Czy Ian Curtis doświadczył tego wszystkiego? Wydaje się, że tak. Gdy czyta się relacje żony lub innych osób, które obserwowały go na co dzień, uderza w ich opisach właśnie zmienność nastrojów. Raz Curtis był wesoły i dowcipkujący, kiedy indziej bez humoru i apatyczny. Deborah Curtis tak zapamiętała go w ostatnim dniu: Ian powiedział, że chce ze mną porozmawiać, a ja obiecałam, że wrócę po pracy. (…) zaproponowałam, że spędzę z nim noc. Pojechałam do rodziców, aby powiedzieć im, co robię, ale kiedy wróciłam do Iana, ponownie zmienił zdanie. Tym razem chciał, żebym trzymała się z daleka. Po jego twarzy mogłem stwierdzić, że napadu nie będzie miał. Kazał mi obiecać, żebym nie wracała do domu przed 10 rano, bo wtedy łapał pociąg do Manchesteru.

„(…) Po moim wyjściu łan zaparzył sobie jeszcze więcej kawy. W spiżarni była prawie pusta butelka whisky, z której wycisnął do ostatniej kropli. Słuchał The Idiot Iggyego Popa. Zdjął ze ściany fotografię Natalie, wyjął z szuflady nasze zdjęcie ślubne i usiadł, żeby napisać do mnie list. Był to długi, bardzo intymny list na tych samych wielkich arkuszach, na których pisał swoje piosenki. Stwierdził, że chciałby umrzeć, ale tak naprawdę nie wspomniał, że miał zamiar się zabić. Pisał o naszym wspólnym życiu, romansie i pasji; jego miłość do mnie, jego miłość do Natalie i jego nienawiść do Annik. Nie mógł nienawidzić Annik. Nigdy nie słyszałem, żeby mówił, że kogoś nienawidzi. Myślę, że napisał to, żeby mnie zadowolić. Napisał mi, że nie może zmusić się do tego, by być tak okrutnym, by powiedzieć jej, że nie chce jej więcej widzieć, nawet po to, by uratować swoje małżeństwo. Kartki były pełne sprzeczności Deborah Curtis, Touching from a Distance, London 1995, s. 102.

Tylko z tego fragmentu można wywnioskować jak bardzo Ian Curtis był chory. I pozostawiony sam sobie uległ destrukcyjnym skutkom depresji...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 14 marca 2020

15.01.1980 - koncert Joy Division w Kolonii

Na początku 1980 roku, dokładnie 15 stycznia, Joy Division dali koncert w małym klubie Basement w Kolonii, w piwnicy pod ewangelickim kościołem Christuskirche w centrum miasta. Miejsce było (bo od 2013 r. klub został zlikwidowany) niewielkie, na małej scenie podobno z trudem pomieścili się muzycy i ich sprzęt a sala mogła przyjąć, raptem do 250 widzów (na występ przyszło ok. 150 osób). Zespół wówczas nie był specjalnie znany w Niemczech, dopiero po śmierci Iana Curtisa stał się legendą. I wtedy ci, którzy cztery miesiące wcześniej go widzieli, opublikowali w niemieckich fanzinach swoje relacje z tamtego występu. Jednym z nich był Peter Bömmels, współzałożyciel magazynu Spex, którego tekst prezentujemy u nas. Zdjęcie pośrodku strony zrobił Michael Kloft.

Bömmels napisał tak między innymi: [Ian Curtis] był sugestywny, nieustannie wiosłował rękami, krzyczał, a zaraz potem szeptał, był ucieleśnieniem duszy grupy. Perkusiści Steve Morris i basista Peter Hook zbudowali rytmiczną przestrzeń za jego plecami, dzięki niezwykle precyzyjnej, impulsywnej grze. Perkusista wyznaczał szybkość utworów krótkimi, suchymi uderzeniami (werbel-uderzenie-uderzenie). (…) lan Curtis wiedział, jak przekazać napięcie cichym, spokojnym głosem lub, jeśli to było konieczne, krzykiem.
Podczas koncertu wydarzył się trudny dla Iana Curtisa incydent. Wokalista upadł. Wprawdzie doszedł szybko do siebie, a zespół starał się grać dalej jakby gdyby nic się nie stało, to jednak doznany atak musiał źle wpłynąć na psychikę artysty. Po koncercie próbował się z tego wydarzenia wytłumaczyć, jednak chyba nie bardzo wiedział jak… Świadek tak to opisał: Während des Stück's ,Dance, Dance, Dance to the Radio' brach lan Curtis auf der Bühne zusammten. Solche Schwächeanfälle soll er öfters gehabt haben. Bei einigen Konzerten der Gruppe Anfang Mai konnte er nicht mitmachen. Darüber war Ian Curtis sehr unzufrieden. In Köln sagte er nach dem Konzert, daß er gerne weitergesungen hätte, aber... Uberhaupt gaben sich die vier Musiker ohne Allüren, höflich  und zurückhaltend. Sie nahmen ihren Auftritt selbst  sehr  wichtig und diese Ernsthaftigkeit  bzw. Konzentration war an diesem Abend gut zu spüren [tłum.: Podczas utworu Dance, Dance, Dance to the Radio” lan Curtis upadł na scenę. Mówiono, że miał takie ataki słabości już kilka razy. Nie mógł uczestniczyć w niektórych koncertach grupy na początku maja. Ian Curtis był z tego bardzo niezadowolony. W Kolonii po koncercie powiedział, że chciałby nadal śpiewać, ale... Ogólnie rzecz biorąc, czterej muzycy zachowywali się spokojnie, uprzejmie i powściągliwie. Bardzo poważnie traktowali swój występ, ich powagę i koncentrację można było dobrze odczuć tego wieczoru.]

Istnieje nagranie koncertu, sporo zdjęć a także setlista:
 
01. Atmosphere
02. Love Will Tear Us Apart
03. These Days
04. Insight
05. Twenty Four Hours
06. A Means To An End
07. She's Lost Control
08. The Sound Of Music
09. Glass
10. Day Of The Lords
11. Shadowplay
12. Interzone
13. Disorder
14. Transmission
15. Atrocity Exhibition  
 

Transmission, podczas którego miałby nastąpić atak epilepsji jest drugie od końca… 

Jeśli chcecie poznać kolejne mało znane fakty z historii Joy Division czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 13 października 2019

Ian Curtis zapytał Burroughsa, co myśli o samobójstwie - najnowsza książka Jona Savage'a o Joy Division - This Searing Light, the Sun and Everything Else, Joy Division the Oral History, nasza recenzja cz.9

 
Ostatnio skupiamy się na najnowszej książce Jona Savagea o Joy Division. Poddajemy jej treść analizie i jak dotychczas omówiliśmy rozdziały: ósmy (TUTAJ), siódmy (TUTAJ), szósty (TUTAJ), piąty (TUTAJ), czwarty (TUTAJ), trzeci (TUTAJ), drugi (TUTAJ) i pierwszy (TUTAJ).

Kolejny, już dziewiąty rozdział książki Jona Savage'a o Joy Division obejmuje zaledwie miesiąc - październik listopad 1979 roku.
 

2.X.1979 Joy Division wystąpili jako support the Buzzcocks na uniwersytecie w Liverpoolu. Pete Shelly wspomina, ze zespół zrealizował właśnie trzeci album, i to prawdopodobnie Richard Boon zdecydował się zaprosić Joy Division, którzy właśnie nagrywali swój debiut. Pamięta, że nie oglądali ich występów, jedynie końcówki, podczas występów Joy Division zwykle jedli przygotowując się do swoich występów. Za to po koncertach odbywały się zakrapiane imprezy. Boon wspomina, że Joy Division dobrze się odwdzięczyli, poza tym mieli swojego dźwiękowca i ogólnie byli samowystarczalni. 

Bernard Sumner wspomina też, że wtedy jakiś fan the Buzzcocks poczęstował go narkotykami, obudził się o 4 nad ranem i potwornie źle się czuł. Byli młodzi i naiwni wiec było to dla zespołu ogromne doświadczenie. Wszyscy członkowie grupy wtedy pracowali, kończyli pracę o 17:30 i mieli koncert np. w Londynie o 21:00. Jechali do Londynu a po koncercie wracali do Manchesteru, by na drugi dzień udać się do pracy. Dopiero kiedy zaczęli żyć z grania mogli bardziej skupić się na zespole.
 

Peter Hook wspomina jaki to był problem, bowiem rezygnacja ze stałych dochodów była wyzwaniem, muzyka dawała im od 11 do 13 GBP tygodniowo, co nie było znaczną sumą. Hook kiedy zrezygnował z pracy przestał urządzać dom, który kupił ze swoją dziewczyną. Nie mieli w nim nic, nawet łóżka, tylko dwa fotele, które dostali w prezencie. Jego matka była niezadowolona z faktu, że porzuca pracę. Kevin Cummins mówi że już wtedy wiele osób przychodziło na koncerty żeby zobaczyć Joy Division i po ich występie opuszczali koncert. Wspomina jak na otwarciu trasy w Liverpoolu zrobił zdjęcia do NME, ale redakcja była bardziej zainteresowana the Buzzcocks niż J.D.
 

Następnie wspominany jest koncert 4.10.1979 roku w Newcastle City Hall. Jon Wozencroft wspomina, że zmiana sali z Factory na dużą salę w Newcastle musiała być szokiem dla zespołu. Występowali jako support, i oczekiwał, że ludzie w tym czasie będą siedzieli głownie przy barze, jak to zwykle bywa na występach supportów. Zespół zdawał się być nerwowy, było mało miejsca, zwłaszcza dla Iana Cutrtisa, bo na scenie stał sprzęt the Buzzcocks. Na koniec zagrali Atrocity Exhibition, po ich występie około 1/3 publiczności wyszła.

16.X.1979 roku zespół zagrał w Plan K w Brukseli. Annik Honore wspomina, że ówczesny dyrektor klubu Frederick Flamand był człowiekiem lubiącym awangardę. Chciał uczynić z Brukseli miasto pełne muzyki, tańca, wideo... Wiedział dużo o literaturze, ale generalnie mało o muzyce. Prowadził fanzin En Attendant, w którym pisywał Michel Duval. Ten ostatni wiedział, że Honore mieszka w Londynie, więc kazał jej dowiedzieć się co słychać w mieście, poszukać jakiegoś ciekawego zespołu. Razem doszli do wniosku, że Joy Division idealnie wpisze się w klimaty
Fredericka. Poszła wiec za kulisy i zaprosiła zespół do Brukseli. Widziała ich występ w Nashville Rooms i brzmieli jak nikt inny. Brzmieli mocno i znakomicie, całości dopełniał śpiew i taniec Iana Curtisa. Przy okazji wyglądali na ludzi z prowincji i nie pasowali do klimatu Londynu.  



Honore również pisała dla fanzinu Fredericka Flamanda. Zapytała Roba, który siedział za stołem mikserskim czy może przeprowadzić wywiad z zespołem dla magazynu z Brukseli, a ten zdawał się nie wiedzieć gdzie to jest. Ian na scenie wychodził z siebie, był kimś innym, był we władaniu jakiejś dziwnej siły, wyglądał jak z innego świata. Nie wiedziała że jest chory, podziwiała do za styl w jakim występował. Podczas rozmów był bardzo grzeczny i uprzejmy.
 

Mieli podobne zainteresowania muzyczne, więc wtedy tamtej nocy słuchali Low Bowiego.



Rozmawiali o książkach, pamięta że o Kafce, później o rodzinie, dziecku. Zapytał czy ma męża, dziwiła się, że jest taki młody i już ma żonę i dziecko, i podziwiała za to że w takiej sytuacji udaje się w trasę. Oboje byli fanami twórczości Burroughsa, tym bardziej Curtis zgodził się wystąpić w Plan K, bo wystąpić miał tam też W. Burroughs

Richard Kirk z Cabaret Voltaire wspomina, jak Joy Division byli ich supportem. Wspomina swoje zainteresowanie Burrougsem. Interesował się wtedy dadaizmem, na przykład poezją Tristana Tzara, który tworzył losując słowa wycięte z gazet, z worka papierowego. Podobnie tworzył Brion Gysin i Kirk postanowił zastosować tą metodę do muzyki. 

Burroughs i Gysin wystąpili w Plan K pokazując filmy Antony Balacha Towers Open Fire i Cut - ups. W rafinerii Plan K były 4 piętra, zespoły grały na parterze na wyższych odtwarzano filmy i muzykę. Stephen Morris twierdzi, że Ian Curtis po spotkaniu z Annik zasugerował występ w Plan K. Hook z kolei wspomina podróż, jechali wanem kierowanym przez Terry Masona, który jeździł bardzo wolno, przybyli z opóźnieniem i wymęczeni. Terry Mason z kolei wspomina, że spali w Hostelu w centrum Brukseli. W jednym pokoju było aż 7 łóżek i nie było okien, poza oknem na korytarz... Stephen Morris opowiada historię znaną z filmu dokumentalnego, jak Ian Curtis chciał otrzymać książkę od Burroughsa i Gysina. Podobnie jest z opowieścią o tej sytuacji przytoczoną przez Hooka. Richard Kirk wspomina też, jak Curtis i Burroughs siedli przy stole z drinkami. Ian Curtis zapytał Burroughsa co myśli o samobójstwie. Kirk jest w 100 % pewny, że Curtisowi chodziło o amerykański zespół Suicide, Burroughs natomiast był zszokowany, myślał bowiem, że chodzi o akt samobójstwa. Kirk nie wiedział o co zapytać Burroughsa ale był zadowolony że razem siedzą przy stole, i że wyręcza go wokalista J.D. 

Następnie przytoczona jest recenzja Martina X. Ruffiana dla NME. Stwierdza w niej, że Joy Division są znakomici na scenie. Ich muzyka ewoluuje między punkiem a chłodnymi brzmieniami i jest depresyjna. Następnie pojawia się opowieść Hooka zawarta w filmie dokumentalnym o zespole, jak doskonale się wtedy bawili i jak Ian został przyłapany na sikaniu do popielniczki. 27 i 28.10.1978 zespół wystąpił w Apollo Theatre w Manchesterze. Hook wspomina, że mimo iż w trasie z Buzzcocks grali ten sam repertuar, w jednych miejscach mieli dużą publikę w innych prawie wcale. Boon twierdz, że trasa z Buzzcocks sprawiła, iż Joy Division stali się bardziej zdyscyplinowani i wyrobili się jako zespół. Jego zdaniem Ian Curtis ciężko znosił trasę, chciał jej ale nie wiadomo czy był wewnętrznie zadowolony. Twierdzi, że pod wpływem występów Curtis zaczął zachowywać się na scenie w taki sposób, w jaki chciał być na niej widziany przez publikę. Po czasie zaczął się w tym zatracać, to był rodzaj euforii - coś prywatnego. "Jego wewnętrzne emocje nie były pokazywane publice, nie było niczego wewnętrznie rozdzierającego. Wielu obserwatorów może tak myśleć, ale ja tak nie uważam. Osiągnął jakiś poziom realizacji ambicji, co go cieszyło, ale ludzie chcieli węcej." Boon filmował jeden z tych koncertów w Apollo, na prośbę Roba - chcieli zobaczyć jak zespól się prezentuje.
 

Wypowiedź Paula Morleya jest tożsama z tą z dokumentu o zespole. Opowiada o ambicjach członków grupy. Podobnie jest z wypowiedzią Jona Wozencrofta. Nowością jest tutaj podanie faktu, że Wozencroft nie wiedział o epilepsji wokalisty zespołu, i w związku z tym ograniczeniach w używaniu pulsujących świateł. Terry Mason podkreśla, że w tamtym czasie ataki epilepsji Iana Curtisa nasilały i  się i były coraz mocniejsze. Musieli bardzo go wtedy kontrolować podczas występów.
 
Deborah Curtis opowiada, że charakterystyczny taniec Iana Curtisa narodził się jeszcze przed tym jak zaczął mieć ataki epilepsji. Był to oryginalny sposób wyrażania siebie. Z początku traktowała to jako część sztuki. Jako jego wkład w bycie w zespole, ale to był błąd. "Nie było Iana dla świata i dla domu - wszystko to się zlało. Ludzie uwielbiali go za to co go niszczyło. Ludzie nie zdawali sobie sprawy, że on jest taki też po powrocie do domu. To nie było przedstawienie..." Richard Boon miał pretensje do Roba Grettona, że nie poinformował ekipy o epilepsji Curtisa. Był tym faktem rozgniewany. Nie wiedzieli jak się w takiej sytuacji zachowywać, znosili go jedynie ze sceny. Bernard Sumner kiedy pojawiła się choroba był zdania, że skoro kiedyś jej nie było, to odejdzie, że to jakiś rodzaj znerwicowania czy przemęczenia. Starali się żeby Curtis wcześniej chodził spać, wyciszyli oświetlenie. Ten jednak miał bardzo mocne ataki, a pozostali członkowie grupy nie mieli pojęcia co robić. Nie zdawali sobie, ani oni ani pewnie i medycyna, o skutkach ubocznych leków jakie wtedy przyjmował. Stepehen Morris mówi, że kiedy Curtis miał ataki wynoszono go ze sceny a zespół grał Interzone, który śpiewał Peter Hook. Ten ostatni wspomina, że najgorszy atak wokalista Joy Division miał podczas koncertu w Bournemouth. "Siedziałem na nim przez półtorej godziny trzymając za język w garderobie. Nie mógł wstać, więc powiedziałem do Roba, że musimy go zabrać do szpitala. Wszyscy byli strasznie wkurzeni, tylko ja z Robem byliśmy w garderobie i wzięliśmy go do samochodu i zawieźliśmy do szpitala w  Bournemouth. Tam wyciągnęli go z ataku." 

Wypowiedź Annik Honore też jest taka jak na filmie, poza faktem, że zwraca uwagę na niedbałość zespołu i ekipy o zdrowie wokalisty. Bernard Sumner opowiada jak przed tym fatalnym koncertem byli na drinku i gdy wracali koło pierwszej w nocy, nagle Curtis zaczął szybko iść w stronę morza, a oni go złapali. To było dziwne zachowanie, jego osobowość skrywał jakiś cień. Stephen Morris twierdzi, że Ian Curtis był największym wrogiem siebie samego, twierdził że czegoś nie zrobi, ale to robił, wszyscy chcieli odnieść sukces, on również, na przekór chorobie. Hook wspomina, że Curtis był wobec ludzi bardzo miły, nie szło się z nim pokłócić, był bardzo ugodowy. Jedyną osobą z którą często się kłócił był Rob Gretton, i Hook uważa, że szło zwykle o pieniądze, a za wszystkim stała Debbie Curtis. Z kolei Deborah twierdzi, że Factory chciało zataić fakt posiadania przez Curtisa żony w dodatku w ciąży. Ciekawa jest jednak jej inna wypowiedz, w której w pewien sposób usprawiedliwia Iana Curtisa, twierdząc, że każdy chce mieć w życiu partnera, i Annik była atrakcyjna, wolna i miała piękny akcent, widać jej mąż musiał czuć się bardzo samotny. 

Tony Wilson uważa, że nikt nie informował go o problemach małżeńskich Curisa, wiedział jedynie, że ma dziewczynę i uważał to za normalne, bowiem ludzie zmieniają partnerów. Lubił i Debbie i Annik.

Anton Corbij opowiada jak przeprowadził się do Londynu w październiku 1979 roku i poszedł na koncert zespołu do Rainbow. Po nim spotkał się z Grettonem i zaproponował słynną sesję na stacji Lancaster Gate w Londynie. Sumner i Morris wspominają jak przed tą sesją Gretton obcinał im włosy. Robił to dość nieudolnie bowiem używał dużych nożyc a nie typowych fryzjerskich. Corbijn opowiada, że nikt nie był zainteresowany zdjęciami, ponieważ nie widać na nich twarzy. Dopiero po śmierci Curtisa stały się one kultowe.

Kolejna część książki Savage'a omówiona będzie już wkrótce. Dlatego czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.