Żyjemy w ciekawych czasach. Gdzie nie spojrzeć króluje młodość. Ludzie nie starzeją się, gwiazdy i celebryci poddawani coraz to wymyślniejszym torturom zachowują wieczny wygląd dwudziestolatków, a reszta naśladuje ich jak tylko może. I tylko wbrew temu ogólnemu trendowi panuje moda na śmierć. I nie chodzi tu tylko o Halloween ale nawet dzieci bawią się lalkami-zombi a nastolatki najchętniej oglądają w kinie przygody truposzy w stylu Gnijąca panna młoda (2005 r.), Frankenweenie (2012 r.) czy opowieści o wampirach.
Zatem nic dziwnego, że dla rozrywki i wypoczynku turyści odwiedzają miejsca z dreszczykiem, czyli tereny katastrof, ludobójstwa lub morderstw lub chodzą do takich, gdzie mogą zobaczyć coś makabrycznego. Paradoks czasów? Nic bardziej mylnego, żyjemy bowiem w okresie post czyli w takim, w którym mamy świadomość, że wszystko jest post. Wszystko co robimy już było, tylko wraca bardziej, bo już w czasach romantycznych a potem znów w okresie fin de siècle'u turyści zwiedzali zamki, gdzie dokonywano okrutnych mordów, więzienia, cmentarze i katakumby.
Jeszcze wcześniej, bo w dobie baroku, istniała moda na tańce ze śmiercią, której wizerunek w postaci kościotrupa pląsał na obrazach w rytmie kontredansa. Lecz to co stało się w ostatnich latach to już zupełny ewenement. Podjęto się nawet próby klasyfikacji i charakterystyki zjawiska. W 1996 r. Malcolm Foley wprowadził pojęcie dark tourism obejmujące podróżowanie - dla przyjemności - do miejsc śmierci i katastrof. Inni naukowcy, Anthony V. Seaton i John Lennon (zbieżność nazwisk przypadkowa) wprowadzili pojęcie tanatoturystyki (thanatotourism od imienia greckiego boga i uosobienia śmierci Tanatosa), czyli podróży, której celem jest kontakt z rzeczywistą lub symboliczną śmiercią.
Czemu tak się dzieje Jedni socjologowie uważają, że winna jest brutalizacja życia, zwłaszcza mediów, które codziennie faszerują widzów obrazami krwi i śmierci. Inni z kolei podnoszą, że śmierć stała się w gruncie rzeczy tematem tabu, budzącym lęk większy niż było to w poprzednich wiekach, a nie od rzeczy jest tu wzrost ateizmu, który pozostawia człowieka samego podczas gdy religia rozpościerała perspektywę życia a nie nicości po śmierci, nadając w dodatku naszemu istnieniu sens... Dlatego aby oswoić się ze śmiercią, konfrontujemy się z jej makabryczną stroną. I tak można na wycieczkę pojechać do obozu koncentracyjnego, zobaczyć Pola Śmierci w Kambodży, czy ogromne cmentarze wojenne, wszystko zależy od zasobności portfela.
Biura podróży oferują rozmaite atrakcje - od wycieczki szlakiem Kuby Rozpruwacza po zwiedzanie domów w których mieszkali mordercy czy miejsc, gdzie w średniowieczu torturowano więźniów. I o tyle taki rodzaj turystyki ma znaczenie edukacyjne to wędrówki do miejsc powiązanych z współczesnymi mordercami budzi wątpliwości natury etycznej. W Gloucester w Wielkiej Brytanii, przy Cromwell Street znajduje się na przykład dom, w którym Fred West wraz z żoną popełniali okrutne morderstwa oraz przestępstwa na tle seksualnym. Oboje zostali skazani dopiero w latach 90. i prawie od razu przy ich domu pojawili się pierwsi turyści. Zainteresowanie budzi też dom w Beverly Hills, w którym członkowie sekty Charlesa Mansona zamordowali między innymi Sharon Tate a w Austrii dom należący do Jozefa Fritzla. Ale my nie będziemy się zajmować tymi miejscami, lecz pokażemy czytelnikom w kolejnych postach inwencję naszych przodków, którzy wieki temu oswajali temat śmierci.
M. Foley, J. Lennon, JFK and Dark Tourism - a fascination with assassination, „International Journal of Heritage Studies”, 1996 vol. 2 no 4, s. 198.
A.V. Seaton, From Thanatopsis to Thanatourism. Guided by the Dark, „International Journal of Heritage Studies”, 1996 vol. 2 no 4, s. 240.
S. Tanaś, Przestrzeń turystyczna cmentarzy. Wstęp do tanatoturystyki, Łódź 2008.
A.V. Seaton, From Thanatopsis to Thanatourism. Guided by the Dark, „International Journal of Heritage Studies”, 1996 vol. 2 no 4, s. 240.
S. Tanaś, Przestrzeń turystyczna cmentarzy. Wstęp do tanatoturystyki, Łódź 2008.



