Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka instrumentalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka instrumentalna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 listopada 2024

Z mojej płytoteki: Clannad i Atlantic Realm - między Vollenweiderem a Kaczmarkiem

Pomyśleliśmy, że ostatniego dnia szczególnych świąt w roku, warto posłuchać szczególnego albumu - dziesiątej płyty irlandzkiej kapeli, której twórczość już tutaj eksplorowaliśmy (LINK). Nasze zainteresowania skupiają się (jak dotychczas) w latach 80 - tych bowiem omówiliśmy już, wymieniając chronologicznie: Magical Ring (1983, TUTAJ), Legend (1984, TUTAJ), Macalla (1985, TUTAJ). Czyli w kolejności 3 płyty, a dziś przeskakujemy nad Sirius (1987, będzie za jakiś czas), by przejść do kolejnego w dyskografii Atlantic Realm (1989). 

Łączy go z Legend fakt, że jest to też muzyka filmowa, ale jednak nieco inna niż ta na Legend. Oryginalny film dokumentalny telewizji BBC (ona też wydała album), składał się z 3 części (LINK): pierwsza z 3 maja, pokazywała procesy geologiczne, które kształtują Atlantyk i dziką przyrodę na jego arkach wyspiarskich. Wszystko omówiono na przykładach laguny na Bahamach i islandzkiej wyspy Surtsey. Druga, nadana tydzień później, pokazywała życie na powierzchni morza i w jej pobliżu, od Antarktydy po Nową Fundlandię. Pokazano też życie zwierząt: humbaków, tuńczyka, merlina, meduzy i innych. W końcu 17.05. wyemitowano ostatnią część, będącą wynikiem podróży łodziami podwodnymi w otchłań, by obserwować stworzenia żyjące w głębinach i procesy geologiczne w Grzbiecie Środkowoatlantyckim, podmorskim paśmie górskim. Pojawiły się m.in. meduzy i ślimaki.


    

I tak różnorodna jest muzyka Clannad z omawianej dziś płyty. Utwory nawiązują czasem do dokonań nieodżałowanego Jana A.P. Kaczmarka (chyba najbardziej Moving Thru), pojawia się też klimat tak charakterystyczny dla genialnego Szwajcara Andreasa Vollenweidera (The Barbers), słychać nieco niepokoju, jaki przemycał w swoich piosenkach Minimal Compact, są też monorecytacje, przypominające te z Dzwonów Rurowych Oldfielda (Signs of Live). Ta ostatnia piosenka jest jedyną posiadającą tekst:

W końcu linię przekroczył albatros
Nadleciał przez mgłę
Jakby to była dusza chrześcijańska
Wychwalaliśmy go w imię Boga
Zjadł to, czego nigdy nie jadł
I latał w kółko
Lód pękł pod ciosem pioruna
Sternik nas przeprowadził
A z tyłu zerwał się dobry południowy wiatr
Albatros podążał za nim
I codziennie na jedzenie lub zabawę
Docierał do kajuty marynarzy 

Co ciekawe, i czego nie wspomniano na okładce, jest to fragment starego poematu The Rime of the Ancient Mariner, Samuela Taylora Coleridgea z 1834 roku (LINK). Ten zabieg kojarzy się z Albatrosem śpiewanym przez Little Nemo, którzy stosując podobny chwyt, adoptowali wiersz Baudelaire'a (pisaliśmy o tym TUTAJ).  

A po nim chyba najlepszy, najbardziej klimatyczny utwór z całego albumu, In Flight - jakby odrzut z Legend. Podobne do opowieści o Robin Hoodzie klimaty roztacza zespół w utworze Under Neptune's Cape, czy Voyager. Za go szczytem piękna jest Primveal Sun, w którym zespół przypomina nam, że dysponuje anielskimi wokalami. 

Znakomita muzyka instrumentalna, z czasów kiedy artyści mieli coś do powiedzenia, inspirowali się przyrodą i poezją. Cieszmy się, że mogliśmy wtedy żyć i kształtować nasze muzyczne gusta.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Clannad, Atlantic Realm, producenci: Pól Brennan i Ciarán Brennan, BBC 1989, tracklista: Atlantic Realm, Predator, Moving Thru, The Berbers, Signs of Life, In Flight, Ocean of Light, Drifting, Under Neptune's Cape, Voyager, Primeval Sun, Child of the Sea, The Kirk Pride.



niedziela, 9 lipca 2023

Z mojej płytoteki: Lunatic Soul i Impressions - wycieczka w krainę letnich krajobrazów


Trzeci w dorobku, ale za to pierwszy w pełni instrumentalny, album Mariusza Dudy z Riverside, pod pseudonimem Lunatic Soul. Ich debiut opisywaliśmy TUTAJ, i wtedy przedstawiliśmy motywację muzyka do podjęcia działań autorskich. W rzeczywistości jednak autor nie działa sam - towarzyszą mu na płycie Maciej Szelenbaum (pianino) i Wawrzyniec Dramowicz (perkusja), choć tylko w kilku utworach. Za to Mariusz Duda wykazuje się wybitnymi umiejętnościami, skomponował muzykę (poza Impressions II) i gra na gitarze akustycznej, basie, klawiszach, perkusji, ukulele, kalimbie, podkłada też głos... Całość opatrzona jest piękną minimalistyczną szatą graficzną autorstwa Travisa Smitha.


O współpracy z innymi muzykami, podczas realizacji swojego debiutu, Mariusz Duda w wywiadzie udzielonym TUTAJ mówi tak: 

Maciej Szelenbaum – tworzyliśmy razem piękne dźwięki na długo przed powstaniem zespołu na „R”. Maciek jest współautorem kilku kompozycji, zagrał na klawiszach, pianinie, fletach różnej maści, harmonijce, instrumencie z jedna struną, którego nazwy ni cholery nie znam, i qujangu. Zagrałby na jeszcze kilku instrumentach, ale już mu nie pozwoliłem, bo głupio bym przy nim wyglądał.


Wawrzyniec Dramowicz – nie widziałem nikogo innego na jego miejscu. Dla niewtajemniczonych, na co dzień perkusista Indukti, zespołu, który bardzo sobie cenię. Zagrał dokładnie to, co chciałem, – nawet nie musiałem nic mówić. To znaczy - chyba coś powiedziałem, ale nie pamiętam.


O samym albumie artysta TUTAJ mówi tak: To akurat jest moja fascynacja takimi brzmieniami (chodzi o brzmienia elektroniczne z lat 80-tych), która zaczęła się już trochę wcześniej, bo na płycie „Impressions” z 2011 roku. Tam chociażby utwór „Impressions I” był elektroniczny, ale potem nie rozwijałem tego kierunku, bo się bałem. 

A sam album to absolutnie genialna muzyka. Gatunek nie do zaszufladkowania, choć na Discogs uważają że to rock akustyczny, czy progresywny (TUTAJ). 

Jest tutaj wszystko, piękne fortepianowe pasaże (Impression VIII), gitarowe krajobrazy (Impresion VI), niesamowite gitary (powalający wręcz Impression III), znakomite głosy (Impression IV), elementy smutku, czy wręcz lekkiego horroru (Impression V i VII)...


Słychać tutaj momentami Orkiestrę Ósmego Dnia, gdzieś w tle może pobrzmiewa refleksyjny Cocteau Twins z fortepianem Harolda Budda, ale to wszystko nie jest żadnym naśladownictwem, to znakomita autorska twórczość, i co najważniejsze - kompletnie się nie starzeje ...

Mariusz Duda powiedział, że album jest soundtrackiem do nieistniejącego filmu

Idealna muzyka na lato, tak jakby artysta chciał nam przekazać, że w każdy dzień lata niesie ze sobą coraz większy smutek zbliżającej się jesieni...

Arcydzieło i to w wielu wymiarach.

 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Lunatic Soul - Impressions, KSCOPE 2011, realizacja: Mariusz Duda i Magda oraz Robert Strzedniccy, tracklista: Impression I, Impression II, Impression III, Impression IV, Impression V, Impression VI, Impression VII, Impression VIII.


niedziela, 6 listopada 2022

Sleeping Pandora: Znakomita muzyka instrumentalna, czyli między snami a Kosmosem


Można sobie wyobrazić, że ktoś zmieszał ze sobą kilka odległych nurtów muzycznych i w ten sposób powstało coś nowego i bardzo wartościowego? Oczywiście, a tym kimś jest multiinstrumentalista z Niemiec, dokładnie z Berlina, Mathias Rosmann, który nagrywa pod pseudonimem Sleeping Pandora. Można zastanawiać się, czy to przypadek, bo Pandora to szczytowe osiągnięcie Cocteau Twins, jednak po zapoznaniu się z twórczością artysty, pozbywamy się złudzeń.

Jego muzyka bowiem, przynajmniej na prezentowanym dziś albumie (a wydawnictw ma w dorobku 10) to znane nam klimaty z wczesnego 4AD, okraszone solówkami gitarowymi nieco w stylu Dif Juz, Windsor for the Derby, Cocteau Twins, a w tle pobrzmiewają momentami jakieś elektroniczne pasaże w stylu Tangerine Dream, może gdzieś tam czai się też Pat Metheny

Swoją muzykę, określa jako spotkanie gdzieś pomiędzy czasem a przestrzenią, jako medytacyjne ścieżki gitarowe. To z pozoru tylko zwykłe brzdąkanie w rzeczywistości po kilku przesłuchaniach układa się w nasycone nieco pewnym niepokojem kompozycje, choć w głębi bardzo relaksujące.


Artysta poza gitarą w swojej muzyce wykorzystuje programowany bas i perkusję, przy czym na wszystkich instrumentach gra osobiście. W jego muzyce można też doszukać się elementów  trip hopu, house i dub, choć inni opisują ją też jako psychodelę, space rock i muzykę relaksacyjną

Naszym zdaniem jednak najciekawsze są te momenty opisywanego dziś albumu Lifting Water (z 2021 roku), w których gitara jest mniej agresywna, tak jak na przykład w utworze Supraleiter, gdzie chwilami (zwłaszcza pod koniec) można doszukać się nawet wpływu The Residents i ich znakomitego Postcards from Patmos (warto zobaczyć TUTAJ), czy kończącego album Wish bardziej eksponującego syntezatory. Dif Juz słychać za to dość wyraźnie w Land of Trees. Cocteau natomiast pobrzmiewa w tle utworu Spiral (tło jakby żywcem wzięte z Heaven or Las Vegas).

Wszystko to razem jest zupełnie niesamowitym koktajlem. Mądra, ciekawa i bardzo relaksująca muzyka, gdzieś między snami a Kosmosem... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Sleeping Pandora: Lifting Water, 2021, tracklista: Resin Bath, Supraleiter, Land Of Trees, Dawn At Sea, Sunshore, Spiral, Wish.


 

niedziela, 10 kwietnia 2022

Ten album warto znać: Lost In Nothingness - A Lullaby For The Brokenhearted, nostalgia i instrumentalny smutek gdy wróg u bram

Wykonawca, którego muzykę prezentujemy dzisiaj, jest bardzo mało znany. Ale od dawna na tym blogu staramy się nie tylko prezentować klasykę, ale i polecać (naszym zdaniem) wartościowe dzieła, którym wróżymy odniesienie sukcesu. 

Muzykę Lost in Nothingness można opisać jako melancholijne spokojne brzmienia, atmosferyczny klimatyczny projekt który można określić jako pełen spokoju, piękna, i wdzierający się w duszę, bez względu w jakim nastroju znajduje się słuchacz.

Andrew F. Lares Jr. który ukrywa się pod nazwą obsługuje wszystkie instrumenty, programuje, jest odpowiedzialny za efekty i produkcję. 

Pochodzi z Los Angeles. O prezentowanej dziś płycie napisał tak: Ten album zawiera więcej reminiscencji niż pierwszy czy drugi. Więcej smutku, nostalgii, melodii depresyjnych. Zawiera też trochę spokojnych klimatów i brzmień post – rockowych, ale ogólnie są to brzmienia melancholijne, wciąż na swój sposób spokojne. Osobiście bardzo lubię pierwszy i ostatni utwór. Wiem że jest tylko 7 utworów ale to w sumie około 45 minut, więc chyba jest OK? Oczywiście możecie wesprzeć moją działalność, to mile widziane, choć nie jest konieczne. Ja po prostu kocham muzykę… (LINK).

Dzisiaj prezentujemy tylko tytułowy utwór z albumu. Resztę można odsłuchać na Bandcampie (TUTAJ), choć to czego można wysłuchać daje obraz całości. 

Wybraliśmy taką muzykę w związku z datą. Uważamy, że bez względu na sympatie polityczne (a od początku istnienia byliśmy apolityczni, teraz natomiast jesteśmy antysowieccy i propolscy), każdy rozsądnie myślący człowiek powinien poświęcić właśnie w tym dniu chwilę na odrobinę refleksji. 

Putin wysyła uzbrojone bandy, w tym faszystów z grupy Wagnera, żeby zabić Załenskiego. Sowieci mordują, gwałcą, kradną, kremują ludzi. To zbrodnicza banda. Jednocześnie w ich oficjalniej prasie pojawiają się manifesty w stylu Mein Kampf, a władza w niezależnych sondażach osiąga 80% poparcia. 

Coraz więcej ekspertów wojskowych ostrzega Polskę przed wojną, a Facebook publikuje oświadczenia, że agitacja za przyjmowaniem emigrantów zarobkowych na naszej granicy z Białorusią była sterowana przez FSB i KGB.

Pomyślmy o Smoleńsku i o tym co tam mogło się stać, i co z każdym dniem staje się coraz bardziej prawdopodobne. Pomyślmy o Ukrainie którą popiera cały normalny świat, poza Niemcami. Pomyślmy o UE, która nie wsparła Polski ani jednym Euro pomocy na uchodźców. I pomyślmy w świetle tego wszystkiego kogo my popieramy. 

Wróg jest u bram.  


Lost In Nothingness - A Lullaby For The Brokenhearted 2015, Realizacja: Andrew F. Lares Jr. Tracklista: A Lullaby For The Brokenhearted,Wishing For That Time Again,Remembering What Happiness Was..., You Are My Life, It's Time To Go..., I'll Never Be The Same...,The End...

piątek, 27 sierpnia 2021

Niedocenieni: Daliborovo Granje - chorwacka psychodela postrockowa, następcy King Crimson?


Powstali w Chorwacji w 2014 roku. Mają w dorobku dwa albumy długogrające, a zainspirowali nas do napisania o nich swoją najnowszą płytą Hainin z 2020 roku. Mowa o Daliborovo Granje z Cekovec, zespół tworzony przez czterech muzyków: Filip ToplekAlan Horvat (grają na gitarach), David Lesjak (bas) i Andrija Munđar (perkusja). 

Muzyka jaką grają jest mieszanką - gitarowe elementy poprzeplatane są motywami orientalnymi. Możemy powiedzieć, że to taki nieco folkowy postrock, niemniej zawierający i smutne chłodne brzmienia post punka, i wiele elementów psychodeli. W całości ich twórczości zaskakuje mocny powiew świeżości. To tak jakby korzenie zawarte w nazwie grupy (to bowiem oznacza słowo granje) sięgały do kilku źródeł i czerpały z nich wydając jednak zupełnie nowe owoce. 

Owoce te powstają w wyniku jam sessions, i słuchając płyty ma się wrażenie chaosu, jednak po kilku odsłuchaniach wiemy dobrze, ze chaos ten jest w pełni kontrolowany. 

Jak odbywa się proces ostatniego miksowania ich najnowszego albumu możemy zobaczyć na poniższym filmiku:


A tak wyglądało dogrywanie ostatnich partii perkusji:


Jak widać muzyka powstaje w garażu (po włamaniu obecnie zespół przeniósł się do baraku), w warunkach dalekich od profesjonalnego studia nagraniowego, co nie zmienia faktu, że jest na bardzo wysokim poziomie. Możemy sobie jedynie wyobrazić, co by było, gdyby profesjonalni realizatorzy wzięli ich w swoje ręce. Choć trudno powiedzieć, czy muzycy wyraziliby na to zgodę, stawiają bowiem na całkowitą niezależność procesu twórczego.   


Kilka słów o Hainin. Hainin - zdrajca, zrealizowany został w listopadzie 2020 roku. Zespół opatrzył produkcję mottem: A ko noću ide bez fenjera, zna se - lopov je i hainin/ kto nocą chodzi bez latarni ten jest zdrajcą  złodziejem. Motto jest autorstwa serbskiego pisarza Milosava Popadića. Autorem nieco obrazoburczej okładki są muzycy. Pokazano na niej fotografię więźnia z austro-węgierskiego więzienia z początku XX wieku.  

Na albumie zespołowi towarzyszy na trąbce Tomica Oskoruš.

Kto nie zna, niech posłucha. Warto. U nas 6/6 za powiew świeżości i odwagę. Być może uda nam się skontaktować z zespołem i wtedy napiszemy o nich więcej, jesteśmy bowiem pewni, że będzie o nich za jakiś czas głośno.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Daliborovo Granje, Hainin, 2020, Mix & Master: Leonard Klaić, tracklista: Mehana, Ak-maknadi, Hainin, Izgubljena, Žal, Sjenka u Mehani, Na putu za Stakleni Grad, Kača, Haloperidol 


     

piątek, 12 marca 2021

Z mojej płytoteki: Jan A.P. Kaczmarek i Orkiestra Ósmego Dnia - At The Last Gate i bonusy od zespołu

To druga oficjalna płyta Orkiestry Ósmego Dnia, legendarnego polskiego projektu. Tym razem prezentują się przed nami w duecie, obok Jana Kaczmarka występuje tutaj czołowy polski basista - Krzysztof Ścierański, który poza grą na basie udziela się również na gitarach. Jest też współkompozytorem kilku utworów. Jan Kaczmarek gra poza fidolą Fishera na flecie i instrumentach strunowych. 

Album jest poprzednikiem genialnego Czekając Na Kometę Halleya (opisanego przez nas TUTAJ), który uważam za szczytowe osiągnięcie Orkiestry. Mimo dość znacznych różnic muzycznych z Kometą, płyta jest w pewien sposób wstępem do doskonałości. Jest bardziej improwizowana, ale miejscami daje nam sygnał tego co nastanie na Komecie. Do moich ulubionych utworów zaliczyć należy bez wątpienia Forgotten Prayer - wprowadzający nas w klimaty, z leniwym basem i fidolą w tle, dynamiczny Rondo Con Fuoco - tylko Jan Kaczmrek potrafi tak grać, i tylko Krzysztof Ścierański umie grać takie solówki na basie. Dość mroczny Descending to już zupełnie inna liga. W tym utworze panowie osiągnęli absolutnie mistrzostwo - zupełnie zwala z nóg. Ładunek emocji i nostalgii są zupełnie nie do opisania. Nic nie stałoby na przeszkodzie gdyby utwór znalazł się na Komecie. W każdym razie poszli w tym kierunku i dobrze, że tak właśnie się stało. Również tytułowy At The Last Gate jest bardzo nostalgiczny i mimo, że tan album do łatwych nie należy, nikt nie może zarzucić muzyce braku oryginalności. To są nagrania do których po latach wraca się z nutką nostalgii wspominając czasy, kiedy muzyka była oryginalna, twórcza i ambitna.



I skoro już wracamy do tamtych czasów pora na zapowiadany bonus. 

Jako szczęśliwy posiadacz albumu Czekając No Kometę Halleya, oczarowany muzyką Orkiestry, postanowiłem napisać list na adres Teatru Ósmego Dnia w Poznaniu (adres widniał na obwolucie płyty). W tamtych czasach zdobycie płyt zespołu graniczyło z cudem, chciałem więc zorientować się w dyskografii grupy. Ponieważ muzyka była spoza mainstreamu, trudno było o informacje o niej w dość ubogiej muzycznej prasie (pamiętajmy, że wtedy nie było Internetu). Wyraziłem więc swoje uwielbienie dla muzyki zawartej na Komecie. I przyszła odpowiedź, którą zamieszczam poniżej:


W imieniu zespołu wystosował ją, 13.05.1987 roku (czyli 34 lata temu!) menadżer - Michał Merczyński (odpowiedź pisana jest na maszynie). Zdobyłem tym sposobem informacje o dorobku zespołu, ale jak mnie poinformował impresario - płyt kupić nie było można, bowiem nakłady wyczerpano. Jest też informacja o planach zespołu i miłe zaproszenie do Poznania. Całość w firmowej kopercie z logiem grupy i z wizytówką - jednym słowem pełen profesjonalizm.



W kopercie dodatkowo znalazłem piękny plakat dość znacznego formatu (A1), niestety bez autografów... Za to jest na nim wiele informacji o zespole. 

Tak więc na czarnej stronie poza znakomitym zdjęciem fidoli, mamy wycinki prasowe z recenzjami z wielkich światowych tytułów jak Music, Sun, Jazz Times. Czytamy choćby: Jest Orkiestra Ósmego Dnia świeżym powiewem oczyszczającym intelektualnie stęchłe powietrze współczesnej sztuki...

Po drugiej stronie plakatu masa zdjęć, historia grupy i wykaz ważniejszych festiwali od 1977 do 1985 roku. Dokładny opis tej strony jednak pozwalamy zostawić sobie na kiedy indziej. 

W końcu jeszcze nie żegnamy się z Orkiestrą i jej dorobkiem... 

P.S. Płyta, którą posiadam, jest wygraną loteryjną. Musiała komuś nie przypaść do gustu, bowiem jest w stanie idealnym. Kupiłem ją wiele lat temu na giełdzie płytowej za jedyne 25 PLN. W końcu to nie jest muzyka dla każdego.   

Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że był to jeden z najbardziej inspirujących zespołów z undergroundu, a jego lider przecież w końcu zdobył Oskara, o czym pisaliśmy TUTAJ


Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.               


Orkiestra Ósmego Dnia - At the Last Gate, Savitor, 1984, tracklista: Opening Act, Forgotten Prayer, Dancing In The Wind, Stream, November, 1st in New York, Rondo Con Fuoco, Descending, Again & Again, At The Last Gate


środa, 10 lutego 2021

BÖN - zadziwiająca muzyka o korzeniach z Dalekiego Wschodu i początków Dead Can Dance

Kto pamięta jeszcze początki Dead Can Dance? Epokę ich wydawnictw z lat 80-tych, kiedy muzyka na pewno była bardziej surowa, chłodna i mniej symfoniczna... 

Jeśli ktoś lubi klimaty ich debiutu o tym samym tytule co nazwa grupy, czy klimaty Frontier, the Protagonist, lub późniejszego the Serpent's Egg, ten pokocha bohaterów dzisiejszego wpisu.


Zespół BÖN wycisnął bowiem jak cytrynę klimaty DCD, przyprawił nieco bardziej buddyjskim instrumentarium, dodał do tego nieco psychodeli i znalazł sposób na siebie... 

Może popatrzmy na ich performance z XIX Wrocław Industrial Festival z 2020 roku:

BÖN - XIX WIF 2020 from wroclaw industrial festival on Vimeo.

Pomińmy milczeniem pytanie co wspólnego ma twórczość BÖN z industrialem, i skupmy się na muzyce - ta jest bardzo ciekawa. Pomijając aspekt tańczącej pani (nie chodzi bynajmniej o wygląd, ale o styl tańca, który zupełnie do muzyki nie pasuje) reszta jest jak najbardziej OK. 

Zespół pochodzi z Opola, a na swojej stronie na Bandcamp piszą: Twórcy dźwięku, podążając swoją ścieżką w klimacie przeszłości i teraźniejszości, pozwalając swoim wężom dźwiękowym mówić samodzielnie. Łącząc zachód ze wschodem i północ z południem, wysyłają własny rytualny komunikat na temat world music. Ich podróż nie zaczęła się zbyt dawno więc w dorobku nie mają żadnych płyt, ale wydaje się, że wolą pokazywać swoje dźwięki podczas występów na żywo ... na razie.

Mimo tego na Bandcampie można zakupić ich 3 realizacje. Pierwsza, trwająca 26 minut Vajravarahi nagrana w roku 2016 na jednej z prób zespołu, przypomina sesje jakie Ravi Shankar dawał Georgowi Harrisonowi, bo to the Beatles jako pierwsi wprowadzili sitar do muzyki... 

Kolejna realizacja z grudnia 2016 zatytułowana Simargł jest znacznie bogatsza instrumentalnie, trwa zaledwie 10 minut ale pokazuje już wyraźnie dochodzenie zespołu do własnego stylu. 

W końcu Cho'l qushlar, zaczynający się jak muzyka z jakiegoś dobrego dreszczowca, zapewne najbardziej dojrzała realizacja. 

Chociaż mówiąc szczerze, te trzy propozycje z Bandcampa nie oddają tego co zespół prezentuje obecnie i czego możemy doświadczyć oglądając powyższy show.

Na koniec linki, tak więc strona zespołu na FB znajduje się TUTAJ, na Bandcampie TUTAJ, a kanał na YT TUTAJ.

Na koniec najnowsza realizacja, która jest zapowiedzią sesji nagraniowej planowanej na maj 2021... 

Moja żona kiedy usłyszała ich po raz pierwszy powiedziała: wyłącz to - przecież jeszcze nie umieramy... I to jest chyba najlepsze usprawiedliwienie faktu, że BÖN musieli zagościć na naszym blogu.  

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 22 stycznia 2021

Fragile Thoughts i ich Broken Strings & Empty Hearts: nostalgiczna muzyka dla wielbicieli klimatów wczesnego 4AD

Zaczyna się jakby był z nami Harrold Budd i wróciły najlepsze czasy lat 80-tych, kiedy to z Cocteau Twins nagrał niezapomniany, poza skromnymi wokalizami Frazer w jednym utworze niemalże instrumentalny, album Moon and the Melodies

Zaczyna się od tytułowego Broken Strings & Empty Hearts który jest od kompozycji Budda i Cocteau Twins ze wspomnianego albumu, bardziej patetyczny, znakomity i przy okazji nieskończenie smutny...

Następujący po nim Pointless podtrzymuje klimat - tutaj jednak fortepian gra główną rolę, smyczki natomiast tworzą drugi plan, gdzie jednak bardzo dużo się dzieje. I kiedy wydaje nam się że nic już się nie zmieni wchodzi gitara. Coś a la ta, jaką znamy z płyty Nude zespołu Camel. Wszystko razem tworzy zupełnie niepowtarzalne klimaty.

Would You Stay? najkrótszy z całego minialbumu jest znowu pełen nostalgii, jakiegoś takiego dziwnego napięcia, mimo że jest bardzo spokojny. Zresztą cały minialbum niesie ze sobą klimat rezygnacji, taki jak rodzi się po obejrzeniu okładki.

Koniec... Chciałoby się zapytać - czy CDN? Czy Harold Budd naprawę nie żyje, a może to był ponury fake news, chwyt reklamowy, bo gościnnie z Andrew Latimerem wydali właśnie znakomity minialbum?

Nic z tego. To pochodzący ze stycznia tego roku doskonały (drugi w dorobku) minialbum gitarzysty Give Up To Failure Krzysztofa Młyńczaka.

Całości można posłuchać, a przy okazji wydawnictwo zakupić TUTAJ.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.             

piątek, 13 grudnia 2019

Tą płytę warto znać: Andreas Vollenweider: Białe Wichry


W zasadzie od szkoły podstawowej starałem się otaczać ludźmi, którym bliska jest muzyka. Gdy zaczęliśmy słuchać Jarre'a, mniej więcej w tym samym czasie pojawił się w kręgu naszych zainteresowań genialny harfista ze Szwajcarii, Andreas Vollenweider

Jego wcześniejsze ale i późniejsze dokonania nie  mogą konkurować z prezentowanym dziś albumem, piątym w dyskografii.  Polecam wysłuchanie w skupieniu, najlepiej przez słuchawki, jeśli nie całości to koniecznie chociaż The Glass Hall (Choose the Crystal)/The Play of the Five Balls/The Five Planets/Canopy Choir.. Niesamowite wrażenie. 

Najbardziej w jego muzyce podoba mi się to, że mimo upływu niemal 40 lat od wydania tej płyty brzmi ona do dziś zupełnie nowatorsko i ponadczasowo. Pomyślmy jak zmieniła się od tamtego czasu moda, w Polsce rodził się wtedy rock - królowała Republika, która właśnie nagrała drugą, znakomitą zresztą płytę Nieustanne Tango.

Ile się od wtedy wydarzyło... a trzy wieże z kości słoniowej okładki Białych Wichrów ciągle trwają. 


Andreas Vollenweider - White Winds, CBS 1984, Producent: Andreas Vollenweider, Tracklista: The White Winds/The White Boat (First View), Hall of the Stairs/Hall of the Mosaics (Meeting You), The Glass Hall (Choose the Crystal)/The Play of the Five Balls/The Five Planets/Canopy Choir, The Woman and the Stone, The Stone (Close-up), Phases of the Three Moons, Flight Feet & Root Hands, Brothership, Sisterseed, Trilogy (At the White Magic Gardens)/The White Winds

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie 

P.S. Tego, kto zajumał mi CD omawianej dziś płyty proszę grzecznie o oddanie...