Opisywaliśmy niedawno historię the Sisters of Mercy (TUTAJ), i pamiętam jak wtedy gdy dowiedzieliśmy się o kolejnych perturbacjach w grupie, z wielkim niepokojem czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Sisters wyszli z tego obronną ręką realizując Floodland (opisany TUTAJ), natomiast nieco wcześniej dwaj eks-członkowie SOM, czyli basista Craig Adams, oraz gitarzysta Wayne Hussey wydają opisywany dziś debiut the Mission.
Płyta jest co najmniej niezła, gitarowa, pełna hitów, i jest niewątpliwie najlepsza w dorobku zespołu. Niestety kolejne już tak nie porywały, siadały gdzieś na trzecim utworze, jak nie wcześniej... Debiut natomiast, mimo że nie jest tak powalający jak Flootland, porywa kilkoma świetnymi hitami i riffami, są na nim też niespodziewane zwroty akcji.
Całość w symbolicznej okładce, jej znaczenia w sieci jeszcze nie podano. My zatem jesteśmy pierwsi. Na awersie znajduje się sylwetka bogini Izydy, która była najważniejszym bogiem (a raczej boginią) medycyny, ponieważ przywróciła do życia własnego męża. Była bóstwem, które chroniło Egipt i wspierało jego króla, miała władzę nad wszystkimi narodami, uważana była za dostarczycielkę deszczu, więc ożywiała świat przyrody oraz była najsilniej spośród plejady bóstw związaną ze słońcem i księżycem. Dlatego przedstawiana była z opiekuńczymi skrzydłami. Ciekawe jest to, że pamięć o Izydzie przetrwała jej kult. Podobnie jak Grecy i Rzymianie, wielu współczesnych Europejczyków uważa starożytny Egipt za ojczyznę głębokiej, mistycznej mądrości, która często była łączona właśnie z Izydą. Może dlatego zachodni ezoteryzm często odnosił się do tej bogini. Podobnie jak za źródło tajemnej wiedzy uważa się Celtów i ich wierzenia.
Na okładce do Izydy - bóstwa uzdrawiania - odnosi się sentencja Gods Own Medicine, a do Celtów aluzją jest sznurowy krzyż, co także w pewien sposób odnosi się do Egiptu, gdzie węzły były szeroko stosowane jako amulety, ponieważ Egipcjanie wierzyli, że wiążą i uwalniają magię. Węzły celtyckie natomiast są takimi, które nie mają początku ani końca i można powiedzieć, że reprezentują wieczność, niezależnie od tego, czy oznacza to lojalność, wiarę, przyjaźń czy miłość...
Wewnątrz cytat:
Te symbole, a przynajmniej część z nich, mogą odnosić się też do Andrew Eldritcha (pisaliśmy o nim ostatnio TUTAJ), z którym pozostali członkowie się pokłócili. Ten zresztą na Floodland zawarł również aluzyjny wobec Husseya utwór This Corrosion, którego nikomu nie pozwolił interpretować (przypomina się How Do You Sleep? Lennona...). Z SOM związana jest też epoka w jakiej napisano piosenki na płytę - powstały jeszcze w czasach Sisters (teksty Husseya, muzyka zespołu), być może więc są odrzutami na których wykonywanie nie zgodził się apodyktyczny Eldritch?
Album otwiera recytowana sentencja: Wciąż wierzę w Boga, ale Bóg nie wierzy już we mnie po czym następuje Wasteland, z klipem w którym widzimy nawiązanie do okładki. Piosenka jest o wyborze między dobrem a złem. Po niej znakomity Bridges Burning, z charakterystycznymi dla zespołu riffowymi zwrotami akcji. Po tym uderzeniu pora na wiązankę wielkich hitów (niestety z małymi przerwami). Najpierw jeden z najlepszych utworów albumu:Garden of Delight (Hereafter)...
Widzę jak tańczysz, śmiejesz się, naga
Słodka i śliczna twarz
I obietnica płonąca jasno
W twoich kryształowych oczach
Twoje dzikie i gwałtowne ciało
Cięcie które krwawi, pocałunek który kłuje
Strącamy gwiazdy w desperackim śniegu
Upadamy z lśniącego nieba, tak więc
Weź mnie za rękę i prowadź
Do ogrodu rozkoszy
Weź mnie za rękę i prowadź
Do ogrodu rozkoszy
Objawienie dokonane, odbija się
Od smaganego wiatrem płynnego lustra
Tego zapierającego dech w piersiach świata, tej szczęśliwej śmierci
Ta elegancja we wdzięku
Cenny pierwszy przelotny dotyk wdzięcznej nieznajomej
Oczarował mnie i oczarował mnie
Wiem, że nie możesz mi zrobić krzywdy, tak więc
Bawimy się i bawimy się ogniem, tańczymy w płomieniach
I jesteśmy pokryci oparzeniami, które mogą nigdy się nie zagoić
I aniołowie mogą przyjść i aniołowie mogą odejść
Ale to raj na ziemi, kiedy ty
Weźmiesz mnie za rękę i poprowadzisz
Do ogrodu rozkoszy
Weź mnie za rękę i prowadź
Do ogrodu rozkoszy
Hicior numer dwa to:Stay With Me. Miłość na zawsze, mówiąc krótko. Po tym lekko zwalniamy - Blood Brother jest bowiem nieco mniej porywający. A po nim kolejne wielkie dziło:Let Sleeping Dogs Die... Takie klimaty to coś arcynadzwyczajnego... Zawsze najbardziej lubiłem ten właśnie utwór. Majestatyczny, ze znakomitym wokalem...
Jest zbrodnia z pasji
I zbrodnia z zemsty
Ale najgorsza ze wszystkich zbrodni
To zbrodnia z żalu
O wilku mowa
A diabeł może o tobie mówić
Dlaczego nie możemy
Pozwolić umrzeć śpiącym psom?
Piosenka jest o problemach narratora z wiarą. Sacrilege to najsłabszy utwór na płycie. Ale zaraz słabszy moment rekompensowany jest z nawiązką doskonałym Dance on Glass iAnd the Dance Goes On. W tym drugim riffowe przełamanie (że tak to nazwę) powala na kolana do dziś. To zwrot akcji, którego nie powstydziłby się żaden zespół. Przy okazji to lekcja, jak ze średniego utworu można zrobić absolutne mistrzostwo. Po refrenie jesteśmy już nieco znudzeni a tu taka nagła zmiana sytuacji przy 2:38.... A pociągnięcie tematu przez smyczki dopełnia całości.
Trwa przeplatanka bo Severina znowu nieco kuleje, ale za to z honorem wychodzą z całości hymnemLove Me to Death. O czym? Wiadomo...
Kochaj mnie na śmierć, mój kwiatku
Przebiegnij boso po moich włosach
Naga po ustach
Kochaj mnie na śmierć, mój skarbie
Zaduś mnie pocałunkami
Utop mnie w falach spadającej słodyczy...
A później? A później wrócili z Children. Ten jednak był dobry niestety tylko do pewnego momentu.
Za te przeplatanki jednak 5/6.
Może o nich jeszcze napiszemy? Zwłaszcza, że się reaktywowali....
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
The Mission, God's Own Medicine, Mercury Records, 1986. Producent: Tim Palmer i The Mission. Tracklista: Wasteland, Bridges Burning, Garden of Delight (Hereafter), Stay With Me, Blood Brother, Let Sleeping Dogs Die, Sacrilege, Dance on Glass, And the Dance Goes On, Severina, Love Me to Death.
W tekście o obecnych losach muzyków, którzy się przewinęli przez Sisters of Mercy (TUTAJ) napisaliśmy, że pierwszym zespołem do którego należał Wayne Hussey (prawdziwe nazwisko to Jerry Lovelock) był The Invisible Girls, formacja wspierająca Johna Coopera Clarkea. Jest to na tyle interesująca informacja, iż postanowiliśmy dokładniej zająć się tym aspektem działalności frontmana The Mission a także przy okazji prześledzić wątek dotyczący Martina Hanneta, który przecież grał na basie w The Invisible Girls (o zespole pisaliśmy TUTAJ).
Wayne Hussey był wówczas początkującym muzykiem. Poszukiwał swojego miejsca, a tak się stało, że akurat Martin Hannett przystąpił do nagrania (jedynego) albumu The Invisible Girls i Pauline Murray, wokalistki Penetration (o albumie pisaliśmy tutaj, przy okazji streszczenia książki Colina SharpaTUTAJ). Hannett zaangażował do tego wielu muzyków, w zasadzie każda piosenka to inny team. Tracklista wydanego we wrześniu 1980 roku LP w RSO Records, a zrealizowanego w lipcu w Strawberry Studios albumu zawiera następujące utwory:
1. Screaming In The Darkness
2. Dream Sequence
3. European Eyes
4. Shoot You Down
5. Sympathy
6. Time Slipping (Martin Hannett, Steve Hopkins)
7. Drummer Boy
8. Thundertunes
9. When Will We Learn
10. Mr. X
11. Judgement Day
Nagrano o wtedy jeszcze więcej materiału, który wyszedł w 1981 roku na maxi singlu. Zawierał on trzy piosenki:
12. Searching for Heaven
13. The Visitor
14. Animal Crazy
Wszystkie 14 utworów ukazało się razem na CD wydanym w 1993 roku. Przy powstaniu tych trzech udział wziął Wayne Hussey, który po prostu odpowiedział na ogłoszenie zamieszczone w Melody Maker. Oprócz niego w projekcie wystąpił Bernard Sumner, który wykonał solówkę w czasie gdy New Order czekało na wolne studio.
Tak więc zestaw muzyków biorących udział w przedsięwzięciu wygląda następująco:
Pauline Murray - wokal
Robert Blamire - bas
Martin Hannett - instrumenty klawiszowe, producent
Steve Hopkins - instrumenty klawiszowe, producent
Vini Reilly - gitara – gościnnie (The Durutti Column)
John Maher – perkusja (Buzzcocks)
Paul Burgess - perkusja
Dave Rowbotham - gitara
Dave Hassell - perkusja
Alan Rawlings – gitara; tylko w 13
Wayne Hussey – gitara, tylko 12, 13 i 14
Bernard Sumner – gitara; tylko 12 (New Order)
Chris Nagle - inżynier
Istnieje nagranie wideo z lipca 1980 r. na którym przypadkiem zarejestrowano chwilę, w której Martin Hannett wyjaśnia Tonyemu Wilsonowi swoją koncepcję nagrywania The Visitor.
Było to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, nic dziwnego, że Hussey je doskonale zapamiętał i wspominał kilkakrotnie w wywiadach, m. in. TUTAJ.
The Invisible Girls byli zespołem o zmiennym składzie, zresztą to był studyjny zespół Martina Hannetta, który brał udział przy produkcji kilku płyt?
WH: Tak, zgadza się. Na tej konkretnej płycie byli to: Steve Hopkins na klawiszach, John Maher na perkusji, ja na gitarze, Robert na basie, ale potem potrzebowali dograć gitarę, więc ściągnęli Bernarda z New Order, kiedy mnie tam nie było. Ale tak, to był również John Cooper Clarke i The Invisible Girls; Myślę, że Vini Reilly również grał w niektórych materiałach z Invisible Girls. To właściwie pierwszy raz, kiedy brałem kokainę podczas tych sesji.
Jak pracowało z Martinem? Miał reputację charakternego faceta…
WH: Tak, taki był, to prawda.
… I oczywiście był bardzo innowacyjnym producentem.
WH: Tak, rzeczywiście. To znaczy, wiem, że dźwięk werbla na jednym z tych utworów był w rzeczywistości samplowany przez areozol - cii! Ssh! - Och, podoba mi się to, to było świetne. Pamiętam, jak pewnego razu, a to było w czasach, kiedy nadal nagrywało gitary w studiu, a nie w reżyserce, a ja stałem w słuchawkach na uszach, grałem partię gitary i po czym całość grała do końca i zaczynała się od nowa i dochodziłem do końca, grałem, po czym znów wszystko zaczynało się od nowa, i to trwało wieki. A ja myślałem: okej, ale co ja robię, nikt mi tu nic nie mówi, czy dobrze to robię czy źle, wiesz… i zajrzałem do reżyserki gdzie było pusto poza Martinem Hannettem, który spał na podłodze pod stołem mikserskim! Więc takie było moje doświadczenie pracy z Martinem Hannettem. Hmm…
Cóż jeszcze dodać? Okładkę albumu zaprojektował oczywiście Peter Saville z udziałem Trevora Keya. Album zebrał same dobre recenzje. W zeszłym roku minęło 40 lat od chwili jego nagrania i a w tym 40 lat od publikacji maxi singla, dlatego wytwórnia Les Disques du Crépuscule wyda w tym roku zremasterowaną wersję płyty, która zawierać będzie również bonusy w postaci sesji Peela oraz ekskluzywną, bonusową płytę CD z wersjami instrumentalnymi produkcji Martina Hannetta (LINK).
Warto jeszcze dodać, że po długiej przerwie, trwającej około 31 lat, Pauline Murray powraca ze swoim trzecim solowym albumem Elemental. Prace nad materiałem rozpoczęła w 2016 roku i w ubiegłym ostatecznie je sfinalizowała. Producentem i jednym z wykonawców jest Robert Blamire, ten sam, który wziął udział w powstaniu The Invisible Girls & Pauline Murray. W tym roku piosenkarka planuje także trasę koncertową z The Psychedelic Furs, podczas której będzie wykonywać utwory z obu albumów (LINK).
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
O Sisters of Mercy pisaliśmy już całkiem sporo. Przedstawiliśmy unikalny show zespołu w Brixton Academy z 29 czerwca 1983 (TUTAJ) oraz koncert Wake z 1985 roku (TUTAJ), a także ich trzeci, znakomity album Floodland (LINK). Opisaliśmy również ich sesję u Johna Peela, która miała miejsce 19 czerwca 1984 roku w studio Maida Vale5 (LINK). Poza tym nie raz informacje o aktualnych poczynaniach grupy znajdowały się w naszych poniedziałkowych newsach. Lecz chyba to zbyt mało. I pora może napisać, co dzieje się teraz z poszczególnymi artystami tworzącymi formację SOM.
Wydawałoby się, że ustalenie tego będzie łatwizną, bo zespół jest bardzo znany, zatem należałoby oczekiwać mnóstwa danych w Internecie, morza wywiadów i książek. A tu nic z tych rzeczy. O jednych z muzykach dało się coś napisać, o innych tyle co nic… a przynajmniej bardzo niewiele.
Ale dość tych wstępów, przechodzimy do konkretów.
Początki zespołu sięgają roku 1980, kiedy to w Leeds doszło do spotkania dwóch przyszłych jego członków, czyli Andrew Eldritcha oraz Gary Marxa. Obaj panowie postanowili spróbować swoich sił w muzyce gdyż, jak potem ujawniono w wywiadzie, bardzo chcieli usłyszeć siebie w radio. Gary Marx rozpoczął grę na gitarze, a Eldritch na perkusji. Ten pierwszy skład nagrał singiel, zawierającego trzy utwory Damage Done, Watch i Home of the Hit-men. Nazwę zapożyczono z piosenki Leonarda Cohena noszącej właśnie tytuł The Sisters of Mercy, która znalazła się w filmie Roberta Altmana zatytułowanego McCabe & Mrs. Miller, który muzycy wspólnie obejrzeli. I tak to się zaczęło.
Skład grupy zmieniał się często. Muzycy przychodzili i odchodzili. W zasadzie niezmienionymi elementami krajobrazu scenicznego SOM pozostali Andrew Eldritch oraz automat perkusyjny kupiony przez basistę Craiga Adamsa i ochrzczony mianem Dr Avalanche. Ale co do reszty, to co rok prawie był inny zestaw, a wyglądało to tak:
1980-1981 Eldritch, Marx, Dr Avalanche
1981-1983 Eldritch, Marx, Gunn, Adams, Dr Avalanche
1984-1985 Eldritch, Marx, Hussey, Adams, Dr Avalanche
1985-1989 Eldritch, Morrison, Dr Avalanche
1989-1990 Eldritch, Bruhn, James, Dr Avalanche
1990-1991 Eldritch, Bruhn, James, Bricheno, Donovan, Dr Avalanche
1992 Eldritch, Bruhn, Bricheno, Dr Avalanche
1993 Eldritch, Bruhn, Pearson, Dr Avalanche
1993-1996 Eldritch, Pearson, Dr Avalanche
1996 Eldritch, Pearson, Sheehan, Dr Avalanche
1997-1999 Eldritch, Pearson, Varjak, Dr Avalanche
2000-2003 Eldritch, Pearson, Sheehan, Dr Avalanche
2003-2005 Eldritch, Pearson, Dr Avalanche
2005 Eldritch, Pearson, May, Dr Avalanche
2006+ Eldritch, May, Christo, Dr Avalanche
Natomiast obecny skład zespołu to:
Andrew Eldritch - śpiew, instrumenty klawiszowe, gitara (1980-)
Dylan Smith - gitara, śpiew (2019-)
Ben Christo - gitara, śpiew (2006-)
Dr Avalanche - automat perkusyjny (1980-)
Według nas, wśród najbardziej interesujących byłych członków, dzięki którym zespół odniósł sukces byli:
Gary Marx - gitara, śpiew (1980-1985)
Craig Adams - gitara basowa (1981-1985)
Ben Gunn - gitara (1981-1983)
Wayne Hussey - gitara, śpiew (1984-1985)
Patricia Morrison - gitara basowa (1985-1989)
I ich teraz po kolei opiszemy:
Gary Marx (naprawdę nazywa się Mark Frederick Pearman) urodził się 18 czerwca 1959 roku. Był nie tylko współzałożycielem, ale także wiodącym gitarzystą i autorem niektórych tekstów SOM. Opuścił zespół w 1985 roku i założył Ghost Dance, w składzie którego znalazła się była wokalistka zespołu Skeletal Family - Anne-Marie Hurst. Marx opuścił SOM podczas trasy koncertowej, więc tourne zespół dokończył w trójosobowym składzie. Ostatnim koncertem z jego udziałem był opisany przez nas Wake w Royal Albert Hall w Londynie (18.06.1985), zarejestrowany i wydany na kasecie VHS. W każdym razie Ghost Dance z Garym Marxem wydali dwa albumy i wyruszyli w szereg obszernych tras koncertowych, odnosząc względny sukces. Jednak polityka wytwórni płytowych i chyba brak dobrego menadżera (?) doprowadziła do rozpadu zespołu pod koniec 1989 roku.
Po tym doświadczeniu Gary porzucił estradę i podjął się pracy w instytucji założonej przez Paula McCartneya, którą jest Liverpool Institute for Performing Arts. W latach 1997-2005 był tam nauczycielem, a potem na swojej stronie internetowej udostępnił archiwum grupy Ghost Dance (strona obecnie nie działa).
W 2003 roku wydał swój pierwszy solowy album Pretty Black Dots, a 2007 kolejny, Nineteen Ninety Five and Nowhere, z materiałem stworzonym przez niego w 1995 roku dla The Sisters of Mercy. Obecnie Mark Frederick Pearman jest dyrektorem w spółce West Pavillion (Heath) Limited w Scarborough North Yorkshire zajmującej się doradztwem finansowym i zarządzaniem nieruchomościami… (LINK).
Craig Adams (Craig David Adams) urodził się 4 kwietnia 1962 roku w Otley, leżącym w hrabstwie Yorkshire, lecz wychowywał się w Leeds. Szkołę porzucił dla kariery muzycznej. Jego pierwszym zespołem był The Expelairs, z którym wydał kilka singli. Niemniej opuścił tę grupę i zaczął grać na basie, zainspirowany muzyką Motörhead. Tak samo jak Gary Marx trafił do SOM po rozmowie z Andrew Eldritchem w jednym z barów… Jednak nie minęły cztery lata i Adams oraz Hussey odeszli i wspólnie utworzyli utworzyli The Mission – jeden z ich koncertów, według nas najlepszy, omówiliśmy TUTAJ. Mimo tak dobrych występów, wydania czterech albumów, w 1992 roku Adams opuścił The Mission. W prasie można przeczytać różne relacje z wielu dziwnych incydentów, które go dotykały, jak choćby ten o złamaniu ręki w wyniku uderzenia pięścią w szybę autobusu podczas pierwszej trasy po Ameryce Północnej. Jednak w biograficznej książce o The Mission, Names Are For Tombstones, Baby autorstwa Martina Roacha i Neila Perry, podano, że Adams i Hussey byli w dobrych stosunkach, ale ich drogi muzyczne na tamtym etapie rozeszły się. Jednak później jeszcze wielokrotnie grali razem w formacji The Mission, a od 2011 roku Craig jest wymieniany jako czynny muzyk tej grupy. Adams namówiony przez Billyego Duffyego w 1993 roku zagrał w the Cult podczas ich europejskiej trasy koncertowej. Pozostał z nimi kilka lat aż do pierwszego rozpadu zespołu w marcu 1995 roku. Potem czasem dołączał do nich kilkakrotnie, gdy grali w Stanach Zjednoczonych, ostatni raz w październiku 2002 roku.
W 1998 roku razem z Duffym, Mikiem Petersem (z Alarm) i Scottem Garrettem, który również grał z the Cult w tym samym czasie co Adams założył Coloursound. A w 2006 roku Kirk Brandon zachęcił go do przyłączenia się do post-punkowej grupy Spear of Destiny, istniejącej od 1983 roku, oraz przyjął do swojego projektu Theatre of Hate, w którym gra do dzisiaj Wystąpił z nimi m.in. w 2019 roku w San Francisco
W 2012 roku Adams wydał swój pierwszy solowy album Demon King, wyprodukowany przez Mikea Kellyego, a dwa lata potem w 2014 roku Adams nawiązał współpracę z kubańsko - amerykańskim piosenkarzem Voltairem nad albumem Raised by Bats. W 2015 wystąpił z The Mission na Gathering 23 w Llandudno i dał pokaz gry solo połączonej ze śpiewem. W Polsce zobaczymy go w klubie Proxima w Warszawie gdzie wystąpi właśnie z The Mission podczas trasy Deja Vu Tour 2022 w dniu 28 marca 2022 roku (jest to koncert przełożony z 2020 roku). Bilety już można kupować TUTAJ.
Ben Gunn (prawdziwe nazwisko - Benjamin Matthews) urodził się w 1963 roku. Pseudonim przyjął na cześć postaci ex-pirata z powieści R.L. Stevensona Treasure Island (Wyspa Skarbów). Kiedy był w liceum jego rodzina przeprowadziła się do Leeds z Clapham (południowy Londyn). Zapoznał się z muzykami z SOM przez kilku byłych członków z Expelaires (należał do niej kiedyś Craig Adams), nawiązał współpracę i opuścił w atmosferze rozgoryczenia pod koniec roku 1983, już po sukcesie singla Temple of Love. Później grał w formacji The Torch, założył małą wytwórnię Flame On Records (dźwiękowcem był u niego Colin Richardson), która wydała dwa single Anabas (Romance i Barricades), podobno grając w tym zespole, lecz ostatecznie wycofał się z życia muzycznego. Co dość dziwne, niemalże nie pozwalał wówczas robić sobie żadnych zdjęć…
W każdym razie z wytwórnią jak i zespołem nie odniósł sukcesu, więc poszedł na studia ekonomiczne na Liverpool University, gdzie jeszcze związał się z zespołem bluesowym nazwanym Stanley The Counting Horse na cześć konia, któremu przypisywano umiejętności matematyczne. Po studiach podyplomowych uzyskał kwalifikacje księgowego. Co teraz robi niestety nie wiadomo, jedni fani twierdzą, że pracuje w firmie zajmującej się doradztwem podatkowym, inni, że działa w branży medialnej (LINK).
Wayne Hussey (prawdziwe nazwisko to Jerry Lovelock) urodził się 26 maja 1958 roku w Bristolu. Pierwszym zespołem do którego należał był The Invisible Girls, założony w Salford w Greater Manchester w 1978 roku przez Martina Hannetta w celu stworzenia muzycznego tła dla nagrań punkowego poety z Salford, Johna Coopera Clarke'a. W 1984 roku zastąpił w SOM Bena Gunna, ale grał w grupie dość krótko. W 1986 roku odszedł i założył The Mission…. Nie będziemy opisywać bogatej historii tej formacji. Wspomnimy tylko, że na początku 2020 roku wyruszyli w trasę United European Party Tour. Podczas trasy zespół wykonywał dwa kompletne różne sety przez dwie noce w każdym miejscu, począwszy od Birmingham w dniu 29 lutego, po czym wyruszyli w podróż po Europie. Tourne przerwała epidemia COVID-19, więc dokończą je w 2022 roku i wtedy odwiedzą Polskę, o czym napisaliśmy powyżej. The Mission nadal jest ciekawą formacją, na żywo Wayne Hussey podobno jest w imponującej formie. Obecnie muzyk mieszka w Brazylii, wraz z żoną Cinthyą i dwoma córkami. W 2019 roku opublikował swoją autobiografię, a w zasadzie wywiad-rzekę zredagowany przez Salat Daze (LINK). SOM z Husseyem nagrali pierwszą długogrającą płytę First and Last and Always (1985). Album odniósł spory sukces i ostatecznie osiągnął 14 pozycję na liście Billboard, co było zupełnie niespotykane wśród zespołów sceny niezależnej. W zeszłym roku zaangażował się z kolei w walkę z COVID-19. Zwerbował obecnych i byłych członków The Cure, Depeche Mode, The Cult, Siouxsie and the Banshees, Bauhaus i The Smiths do nagrania remakeu gwiazdorskiego hymnu The Mission z 1988 roku Tower of Strength. Cały dochód ma zasilić walkę z pandemią.
Patricia Morrison urodziła się w 1962 roku w Los Angeles. Jest znana głównie tego, że grała w trzech kultowych zespołach rockowych, takich jak The Gun Club, The Damned i oczywiście Sisters of Mercy. Po tym, gdy została żoną Davea Vaniana, piosenkarza i lidera grupy The Damned i urodziła w 2004 roku córkę Emily, wycofała się z życia muzycznego. Mogła to być dla niej trudna decyzja bo zaczęła grać na basie i występować odkąd skończyła 16 lat, najpierw z Femme Fatale, a potem z The Bag jednak w tym wczesnym okresie nigdy nie występowała na żywo, a jeśli już, to w papierowej torbie na głowie, aby utajnić swoją tożsamość. Jej osobowość musiała robić wrażenie, bo Eldritch w jednej z piosenek porównał ją do Lukrecji Borgii (chodzi o Lucretia My Reflection). Tak czy inaczej, jej obecność pozostawała nierozerwalnie związana z największym komercyjnym sukcesem Sisters of Mercy: fryzura, czarna szminka i szokujące ubiory przyciągały formacji wielu nowych fanów. Po tym, gdy w atmosferze wzajemnych pretensji opuściła grupę, w 1994 roku wydała solowy album Reflect on This, głównie dzięki pomocy finansowej kilku przyjaciół (m.in. perkusisty Franco Rogantan i menedżera Ian Blacakaby). W 1996 roku została poproszona o zastąpienie basisty Paula Graya z The Damned który uległ kontuzji podczas koncertu. W tym samym roku poślubiła ich piosenkarza, Davea Vaniana, objechała z nimi cały świat a gdy opuściła zespół, w jej miejsce wszedł Stu West.
Jest szczęśliwą, spełnioną kobietą i matką. Jak stwierdziła w jednym z wywiadów udało jej się dokonać trzech najdziwniejszych rzeczy, o których zawsze marzyła: poślubiła wampira, wspięła się na Wezuwiusz w szpilkach i została basistą a nie weterynarzem. Jej córka Emily Vanian, w wieku 12 wystąpiła obok ojca na scenie, podczas jubileuszowego koncertu The Damned, w Royal Albert Hall. Było to w maju 2016 roku.
Patricia 2020 roku wystąpiła jednak gościnnie na płycie drugim albumie studyjnym Creeper zatytułowanym Sex, Death & the Infinite Void, jej głos zaczyna płytę (o tym jak do tego doszło TUTAJ).
Patricia, Dave i Emily mieszkają w Londynie i tworzą szczęśliwą rodzinę, o czym możemy się przekonać patrząc na poniższe zdjęcie, umieszczone przez Patricie na jej profilu na Instagramie:
Nie opisaliśmy Andrewa Eldritcha (właściwie Andrew William Harvey Taylor) oraz Dr Avalanche. Co do jednego i drugiego uznaliśmy że należą się im osobne teksty… Za jakiś czas… Bo Eldritch inspiruje, jego osoba stała się w 2017 roku tematem piosenki Andrew Eldritch is Moving Back to Leeds zespołu The Mountain Goats. A Dr Avalanche jest nieśmiertelny...
Na koniec – link do oficjalnej strony Sisters Of Mercy (LINK).
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Zaczyna się od tego, że Wayne Hussey wita publiczność różami. Witajcie aniołki...
Najpierw Wasteland. Znakomity wstęp na gitarze, lekko przypominający Marion z repertuaru Sisters of Mercy, ale to nie dziwne, skoro z rozpadu SOM powstało the Mission a to właśnie Hussey tworzył tam muzykę. Cały koncert zresztą przypomina prezentowany przez nas performance WAKE z 1985 roku z Husseyem i Adamsem w składzie (TUTAJ). Po nim znakomity And the Dance Goes On z zupełnie niepowtarzalnym riffem na gitarze po drugim refrenie. Czy ktoś zrobił to kiedyś lepiej? To przecież mistrzostwo świata i jeden z najlepszych utworów the Mission. Dalej Garden of Delight w wersji gitarowej bez wiolonczeli, znanej z albumowej wersji tego utworu. Na pewno jest inaczej i zdecydowanie szybciej niż na albumie, a brak wiolonczeli wynagradza ciekawe zakończenie. Po nim kolejna perełka z pierwszej płyty the Mission - Let Sleeping Dogs Die. I znowu wznosimy się na szczyty muzyki gotyckiej. Czy ktoś kiedyś będzie w stanie tak zagrać? Czy ktoś jeszcze skomponuje tak znakomity, pełen refleksji utwór?
Deep, it cuts deep And the affection, it grows And heaven only knows What you were to earth And the giving birth To the giving rounds of judgement
Kolejne trzy piosenki nie są moimi faworytami, co nie znaczy ze są słabe. Po nich następuje szybki Sacrilege, który wprowadza nas w końcówkę tego znakomitego show. A końcówka jest zaiste imponująca: Stay With Me, Wake, Blood Brother, 1969...
Stay With Me - ładunek emocji jest na granicy wytrzymałości. Warto zwrócić na znakomitą grę perkusji w tym utworze. To zupełnie niesamowite, a automat - dr Avalanche z SOM nie ma szans podskoczyć... Ogólnie sekcja rytmiczna jest tutaj absolutnie na poziomie nadzwyczajnym, a piosenka to kolejna w zestawie kanonicznym gotyku. Wake - piękna ballada przy akompaniamencie klawiszy i gitary akustycznej... Chciałoby się powiedzieć słowami Lennona - Hard times are over...
The tried and the trusted talk of plans Master, past and present Heartless wordplay and dreams of revenge Living on the edge, the razor edge, living on the razor edge
One day we'll look back at this And laugh and laugh and we'll die laughing One day we'll look back at this and laugh
Blood Brothers - szybko i konkretnie by zakończyć całość doskonałym 1969 znanym z repertuaru SOM.
To były czasy. Czasy, kiedy piosenka miała zwrotkę, refren, można było ją zanucić i co ważniejsze - posiadała przesłanie w refleksyjnym, dającym do myślenia tekście. To już nigdy nie wróci.
Ale muzyka the Mission wróci na nasz blog na pewno i to nie jeden raz.
The Mission live, Crusade 1987: Wasteland, And the Dance Goes On, Garden of Delight, Let Sleeping Dogs Die, Serpent's Kiss, Over the Hills and Far Away, The Crystal Ocean, Sacrilege, Stay With Me, Wake, Blood Brothers, 1969