Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Order and me. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Order and me. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 sierpnia 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.11: Istnieją nagrania wideo całych koncertów Joy Division

 


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ, szóstą TUTAJ, siódmą TUTAJ, ósmą TUTAJ, dziewiątą TUTAJ, dziesiątą TUTAJ.

Kolejny rozdział książki Sumner poświęca ostatniemu etapowi istnienia Joy Division. Zaczyna od nagrywania Closer. Na początku porównuje sytuacje zespołu podczas nagrywania debiutu, czyli Unknown Pleasures z obecną. Tak więc Unknown było nagrywane przez trzy weekendy i na żywo, ewentualnie z poprawkami. Sytuacja zespołu podczas realizacji Closer była drastycznie inna. 

Po pierwsze mieli pieniądze więc było ich stać na lepsze studio. Co za tym idzie zmieniła się technika nagrywania bowiem Hannett teraz nagrywał każdy instrument osobno a później całość miksował. Pozwoliło to na uzyskanie pełniejszego brzmienia płyty. Kolektywnie stwierdzili, że na Closer pojawią się klawisze, co nieco zmieni brzmienie, jedynie wrogiem tego był Ian, który twierdził, że zespół zacznie brzmieć jak Genesis. Mieli syntezator, który Bernard zbudował sam i go wykorzystali. Ciekawe jest, że Sumner wspomina że U2 przyjechali do Londynu podczas sesji Closer, ponieważ chcieli aby Hannett był realizatorem ich nagrań i byli zakochani w debiucie Joy Division. Ta informacja nie zgadza się ze wspomnieniami U2 którzy twierdzą, że wizytowali Joy Division ale w Manchesterze gdy ci nagrywali LWTUA (warto zobaczyć choćby TUTAJ czy TUTAJ).

Mieszkali we wspólnym mieszkaniu, przy czym on mieszkał w pokoju z Robem i Martinem. Ian dzielił pokój z Annik. Robili sobie różne żarty, zwłaszcza Hooky który czasem przesadzał z dokuczaniem Ianowi i Annik, których porównywał do Johna i Yoko. Rob polewał ich wodą ze szklanki w której trzymał zęby. Bywał bardzo męczący kiedy potrafił na głos, po całonocnej sesji, czytać NME. Wszystko włącznie z reklamami. Zmieniał wtedy odpowiednio tonację głosu, a Hannett nieraz prosił go żeby powtórzył czytanie jakiegoś fragmentu, co ten chętnie robił.

Płytę nagrywali nocami zwykle zaczynali około 16:00, kończyli nad ranem. Dobrze się pracowało bo był ciekawy klimat. Studio Brittania Row należało do Pink Floyd i miało znakomitą akustykę. W portierni znaleźli książkę telefoniczną z numerami różnych osób z branży muzycznej więc kiedy się nudzili postanowili z Ianem dla żartów do kilku z nich zadzwonić, o czwartej nad ranem. Jedną z takich osób był sam John Peel

Sumner twierdzi, że nie było żadnych oznak tego, że Ian za kilka miesięcy popełni samobójstwo (jest to sprzeczne z wywiadami jakich zespół później udzielał). Owszem miał kilka ataków podczas koncertów granych w tamtym czasie, miał problemy, czuł się winny temu, że musi zostawić córkę, miał problem wyboru między dwoma kobietami. Ale nic nie zapowiadało że popełni samobójstwo. Najchętniej chciałby żeby ktoś podjął decyzję za niego, ale to było niemożliwe. Później kiedy zaczęli analizować teksty Iana dostrzegli że były w nich sygnały tego co chciał zrobić. Kilka dni po powrocie z Londynu zadzwonił do nich Rob i powiedział że Ian przedawkował leki i sam zadzwonił po pogotowie. 

Kiedy wrócili z Londynu Sumner miał kłopoty z bezsennością, wtedy nocami oglądał dużo filmów głownie Kubricka i budował syntezatory.

Ian załamał się podczas incydentu w Bury. Po awanturze siedział w garderobie, płakał i powtarzał że to wszystko przez niego (incydent opisaliśmy dokładnie TUTAJ). 

Gdy Ian zamieszkał z nim dużo rozmawiali, poddawał też Curtisa hipnozie (warto zobaczyć TUTAJ). Zapytał go wprost, czy chciał się zabić gdy przedawkował, czy też był to gest rozpaczy. Curtis odpowiedział, że chciał to zrobić, miał natomiast zbyt mało tabletek i pomyślał, że może dostać porażenia mózgu i będzie musiał tak żyć, wiec zadzwonił po pogotowie. Kiedyś gdy szli przez cmentarz Sumner pokazywał mu groby i starał się uzmysłowić, że byłoby idiotyczne gdyby na którym z nich widniało imię i nazwisko: Ian Curtis. Uświadamiał mu, że samobójstwo nie zmienia niczego. Ten jednak nic mu nie odpowiedział. Napisali wtedy dwie nowe piosenki, gdy Ian był w w szpitalu: Ceremony i In A Lonely Place, chcieli mu je zagrać kiedy wróci. Wtedy też zagrali ostatni koncert w Birmingham gdzie je wykonali.


Ian kupił sobie przed wyjazdem do USA zamszowe buty ze sznurowadłami na piętach a Sumner stwierdził, że to buty umarlaka. Nie wie dlaczego tak powiedział. 

Koncert w Birmingham został nagrany, Rob coś przeczuwał i załatwił dobry magnetofon. Nie wypadli dobrze z powodu słabej akustyki - nie słyszeli się na scenie. Rob też załatwił że ich inżynier dźwięku Harry de Mack nagra wideo z kilku koncertów zespołu i tak się stało. Ten jednak zażądał wielkich pieniędzy za taśmy wiec Rob ich nie odkupił.


Ostatnią niedzielę przed wylotem do USA Sumner spędził z kolegami z Section 25 jeżdżąc na skuterze wodnym. Chciał zabrać ze sobą Iana ale po wspólnym pobycie Curtis stwierdził że musi odwiedzić bliskich przed odlotem do USA. Kiedy zadzwonił Rob Bernard myślał że Ian tylko próbował się zabić, ale Rob kilka razy powtórzył że tym razem nie, że Ian Curtis nie żyje. 

Dzień przed Sumner był na spacerze z Simonem Toppingiem z A Certain Ratio. Podbiegł do nich biały dziki koń i dał się kilka razy pogłaskać. To był znak... 

Sumner nie odzywał się do nikogo do dnia pogrzebu. Nie poszedł do kostnicy, chciał pamiętać Iana takim jakim był. 

C.D.N.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.                  

niedziela, 21 sierpnia 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.10: Nagrywając Unknown Pleasures

 



Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ, szóstą TUTAJ, siódmą TUTAJ, ósmą TUTAJ, dziewiątą TUTAJ.

Kolejny rozdział książki Sumnera skupia się głównie na nagrywaniu Unknown Pleasures, w kwietniu 1979 roku. Zespół wszedł do Strawberry Studios w Stockport na 3 weekendy - jeden na nagranie piosenek, drugi na nagranie efektów specjalnych i trzeci na miksowanie. 

Nie znali wcześniej Hannetta, nie mieli pojęcia o procesie miksowania, w jego wyobrażeniach wszystko miało polegać tylko na nagraniu. To akurat było dość proste, bowiem mieli zgrany repertuar, piosenki były dopracowane podczas występów na żywo, miały swoje tempo i rytm. Jak się jednak okazało, Hannett z nieznanych im bliżej powodów poszukiwał nowych brzmień, a to w tamtych czasach nie było łatwe. Od momentu kiedy pierwszy raz usłyszeli piosenki zespół i osoby z otoczenia podzieliły się na dwa obozy. Hooky i Bernard nie lubili albumu. Wydawało im się, że Martin obdarł ich z pazura jaki mieli grając live. Bernard zwraca uwagę, żeby posłuchać jak brzmiało Transmission zagrane kilka miesięcy później w Plan K  i porównać to z brzmieniem Unknown Pleasures. Steven nie miał zdania, choć Bernard uważa, że to jak słychać jego perkusję na albumie kompletnie nie oddaje rzeczywistości. Inna sprawa, że akustyka studia w Stockport była taka, jakby instrumenty grały w próżni, co zwłaszcza fatalnie odbijało się na dźwięku perkusji, która raczej nadawała się do muzyki disco a nie na album rockowy. Dlatego Sumner uważa, ze dobrze iż Martin pracował nad jej brzmieniem. 

Muzycy ufali Hannettowi, bo ten miał na koncie jeden hitowy singiel i debiut the Buzzcocks. Również Tony i Ian uwielbiali Unknown Pleasures, a miedzy Curtisem a Hannettem powstała unikalna więź. Bernard w końcu uznał, że nie ma co się kłócić, zaakceptował album jakim był. Kilka miesięcy przed nagrywaniem jego ojczym wylądował w szpitalu. Miał nowotwór, a ponieważ jego niepełnosprawna matka i niewidoma babcia nie były w stanie go odwiedzać, obowiązek ten spadł na niego. Sumner więc bardzo przeżywał wizyty w szpitalu, bo ojczym był cały czas na morfinie. W końcu zmarł na jego oczach, gdy w sali nikogo więcej poza nimi nie było, co było dla młodego chłopaka dość traumatycznym przeżyciem.


Ciekawe jest to, że w rozdziale Sumner nie wspomina o kłopotliwym charakterze Hannetta. Nie potwierdzają się wspomnienia innych muzyków, czy sceny z 24 Hour Party People. Wręcz przeciwnie, Sumner przytacza scenę, kiedy przypadkiem rozlał piwo na swój wzmacniacz, a Hannett zaproponował ściągnięcie do studia kolegi - naukowca który naprawił wzmacniacz.


Bardzo dużą rolę w powstaniu płyty miał też Peter Saville. Sumner potwierdza, że to on znalazł obrazek z pulsarem na okładkę płyty (warto zobaczyć TUTAJ) a Saville go odwrócił kolorystycznie i zmniejszył. Bardzo pozytywnie wypowiada się o ich grafiku, wspomina scenę gdy pojawił się na Heathrow chwilę przed ich odlotem żeby pokazać im projekt okładki Brotherhood New Order

Sumner jednoznacznie odrzuca twierdzenia, że po śmierci Curtisa zaczęli zarabiać na jego śmierci zmieniając wizję okładki LWTUA i wrzucając odpowiedni obraz na Closer. Twierdzi, że obie okładki zaakceptował Ian Curtis, a pomówienia są niesprawiedliwe. 

W rozdziale pojawia się też pierwsza informacja o różnicach miedzy Sumnerem a Hookiem. Sumner uważa, że Hooky zawsze miał w głowie jakąś dziwną rywalizację między nimi. Nigdy w Joy Division nie robili sobie uwag na temat swojej gry. Traktowali się na równi. Hooky natomiast miał coś w tyle głowy i zaostrzał rywalizację. Tak było na przykład podczas koncertów New Order kiedy jego wzmacniacz, o największej mocy, musiał grać najgłośniej.

Więcej na temat Unknown Pleasures pisaliśmy TUTAJ

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.                  

środa, 17 sierpnia 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.9: Pierwszy atak epilepsji Iana Curtisa

 


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ, szóstą TUTAJ, siódmą TUTAJ, ósmą TUTAJ.

Rozdział 8 książki Bernarda Sumnera nosi tytuł Cold Winds Blowing i dotyczy dość trudnych perypetii związanych z  nagrywaniem w 1978 roku debiutu Warsaw

Ian Curtis poznał człowieka o nazwisku Richard Searling, który chciał wydać płytę z muzyką punk, bo uważał że jest na nią moda. Po wydaniu An Ideal For Living (warto zobaczyć TUTAJ) członkowie Warsaw nie spodziewali się że coś może pójść równie źle, a jednak tak się stało. Wynikało to z faktu, że Searling był zainteresowany tylko i wyłącznie robieniem pieniędzy. Narzucał im styl, chciał żeby wokale Iana brzmiały bardziej soulowo, żeby zespół nagrał materiał w jeden dzień, mieli dodać albo saksofon albo keyboard, poza tym był nerwowy bo płacił za wynajem studia. Po jednym dniu pracy Curtis oznajmił, że już nie wróci do studia. Jednak Sumner go namówił do zmiany zdania. Kolejnego dnia facet zapytał ich jaki rodzaj muzyki lubią, powiedzieli że Kraftwerk i Donnę Summer. Chciał żeby nagrali cover Keep on Keepin on, ale odmówili i nagrali swoją podobną piosenkę i tak powstało Interzone, do którego tekst napisał Hooky.


Cała ta sesja to była katastrofa i Rob postanowił odkupić taśmy, jednak facet od miksów zrobił kopie i te ukazały się na bootlegu. Postanowili od wtedy być bardziej ostrożni i nie działać bez menadżera, podpisali też kontrakt z Factory i na święta 1978 roku ukazał  się A Factroy Sample (warto zobaczyć TUTAJ). 

Nagrali wtedy Digital i Glass dla studia Martina Rushnetta ale nie wydali ich więc przekazali do Hannetta taśmy, a ten je zmiksował. 27.12 zagrali w The Hope and Anhor w Londynie, to był ich pierwszy koncert w stolicy. To był fatalny koncert, obserwował go jeden człowiek z psem. Wszyscy przed koncertem byli w kiepskich nastrojach. Ian był marudny, było zimno nawet jedzenie w pubie było kiepskie.


Kiedy wracali do domu Bernard czuł się fatalnie bo miał grypę. Pokłócili się wtedy z Ianem o śpiwór który Curtis w końcu wyrwał mu z rąk i zawinął sobie wkoło głowy. Wtedy dostał ataku. Położyli go na drodze a później zawieźli do szpitala w Luton. Tam dowiedzieli się że ma padaczkę. Wracali w milczeniu do domu, nikt się nie odzywał, Curtis dostał bardzo mocne leki. Te leki go zmieniły miewał wahania nastrojów. Ale nie był ponurym człowiekiem, zawsze potrafił świetnie żartować. Jeden z dowcipów to sikanie w stronę samochodu Stephena. Zawsze gdy gdzieś jechali i Ianowi chciało się sikać to sikał na koło samochodu, co strasznie wkurzało Morrisa. Tłumaczył się, że nie chce by ludzie którzy ich mijają widzieli go z siusiakiem w ręce. Był wielkim fanem Joy Division, uwielbiał koncertować i komponować. Powiedział podczas nagrywania Closer, że teksty napisały się same, czuł się jakby był w wielkiej pralce. Tamtej nocy miał atak, nosił ranę na czole bo się przewrócił. To były czasy, kiedy przestawał kontrolować to co dzieje się w zespole i jego życiu osobistym. Uwielbiał Doors, Velvet, Neu, Kraftwerk, Iggy Popa. Mimo że był fanem Joy Division odczuwał ogromną presję podczas koncertów. Raz po sesji Closer oświadczył, że odchodzi z Joy Division i otwiera księgarnię w Bournemouth, gdzie ma starego znajomego. Ale ten pomysł miał tylko przez jeden dzień. 

Dodatkowym problemem były ataki epilepsji podczas koncertów. Często widzieli że kiedy Stephen kończył grać, a Ian dalej tańczył to jest właśnie początek ataku. Wtedy delikatnie usuwali go ze sceny i pilnowali żeby przeszedł atak. Chciał po ataku zostawać sam, w obcym miejscu i obcym mieście, zwykle siedział i płakał. Podczas występów dawał z siebie zawsze wszystko a epilepsja mu to uniemożliwiała.     

C.D.N. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

piątek, 5 sierpnia 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.8: Pojawia się Rob Gretton jako menadżer

 


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ, szóstą TUTAJ, siódmą TUTAJ.

Kolejny rozdział książki ma tytuł The Organization

Rzeczywiście tytuł jest adekwatny do zawartości, bowiem autor pokazuje na początku chaos organizacyjny jaki panował w zespole, po czym z chosu wyłania się porządek spowodowany pojawieniem się Roba Grettona. 

Pierwszy koncert zagrali w Pips, 25.01.1978, zakończył się masową bijatyką. Później wystąpili w dość popularnym konkursie młodych zespołów w kwietniu 1978 roku w klubie Rafters na Oxford Street. Konkurs organizowały dwie wytwórnie płytowe Stiff Records i Chiswick Records. Wtedy też doszło do sceny która została zresztą dość dobrze opowiedziana przez Sumnera w filmie dokumentalnym o zespole. Ian Curtis zniecierpliwiony perspektywą dość późnego występu (a im później, tym mniejsza publika) wtargnął do garderoby w której znajdowała się kapela tworzona przez Richarda Boona (menadżera the Buzzcocks), Kevina Cumminsa (późniejszego fotografa zespołu) i Paula Morleya (dziennikarza muzycznego). W bardzo niegrzeczny sposób oznajmił im, że teraz wystąpi Joy Division i domagał się przepuszczenia swojego zespołu poza kolejką. Tak też się stało. Sumner, podobnie jak w filmie, podkreśla, że Ian był zwykle bardzo grzeczny i czarujący, niemniej czasem wpadał w furię i potrafił być wybuchowy, nieraz też niegrzeczny (na przykład kiedy obraził Wilsona mając pretensje, że nie pokazuje ich w swoim programie w TV). Dali tej nocy dość dobry ostry, agresywny wytęp. 

Na drugi dzień gdy rozmawiał przez telefon w budce zaczepił go Rob Gretton, oświadczając że widział ich w Rafters i że są świetni, oraz że chciałby zostać ich menadżerem. Sumner zaprosił go na wtorek do TJ Davidson (warto zobaczyć omówienie książki DavidsonaTUTAJ), gdzie wtedy próbowali i.. zapomniał o tym. 

TJ Davidson pochodził z bogatej rodziny, ojciec był jubilerem. Kupili budynek celem przekształcenia go w miejsce prób dla zespołów z Manchesteru. Tam Cummins wykonał im słynną sesję zdjęciową, między innymi Iana z jego płaszczem ze skóry, w którym zdaniem Sumnera wyglądał bardzo nędznie, tam też nagrali klip do LWTUA. Samo miejsce było bardzo obskurne, w toalecie leżały martwe szczury i nie było ogrzewania, ale uznali, że lepsze takie miejsce prób, niż żadne.

Rob był wtedy menadżerem the Panik. Przyszedł na spotkanie, a ponieważ Sumner zapomniał poinformować o jego wizycie innych członków zespołu, wzbudził lekkie zamieszanie swoim wejściem. Przerwali na chwilę grę i Bernard go przedstawił, po czym poszli do pubu na końcu ulicy żeby wszystko omówić. Wzbudzili zdziwienie Roba bo nikt nie postawił mu drinka. To były czasy gdy każdy kupował sobie drinka sam, dopiero później zamawiali kolejki. Gretton pochwalił się że zna Tony Wilsona, że powstanie w Manchesterze wytwórnia, i że ma plany żeby tam coś nagrali, ale najpierw proponuje im wydanie ich An Ideal For Living w lepszej okładce i jako 12 calowy EP. Bernard wspomina, że bardzo kogoś takiego potrzebowali, on a później też Tony, zajęli się sprawami organizacyjno - finansowymi, a oni mieli tylko robić dobrą muzykę. Był też dla niech w pewnym sensie opiekunem, uważając np. podczas tras żeby nie robili głupot  w hotelach. 

Następnie Sumner opisuje Manchester, konkludując, że zarówno Rob jak i Tony byli wielkimi fanami tego miasta, robili wszystko żeby Manchester był wielki, na kształt Londynu, byli prawdziwymi Macunian. On się tak nie czuł, uważał że każde miasto ma swoją specyfikę. Rob był też przy okazji wielkim fanem Manchester City, a obaj z Tonym fanami muzyki. Chcieli promować młode talenty z miasta.

Tony był zawsze w ruchu, cały czas coś organizował, nie mógł usiedzieć w miejscu. Wyglądał nieco dziwnie w swojej marynarce wśród miejscowych punków. 

W końcu 20.09.1978 roku zadebiutowali w jego programie. Zagrali Shadowplay, w tle pokazano samochody z filmu World in Action o CIA w odwróconych kolorach (jak to się stało opisaliśmy TUTAJ). Sumner uważa, że występ wyszedł im bardzo dobrze. Teraz przyszła pora, żeby pokazać co potrafią w studio nagraniowym. 

C.D.N.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mianstreamie.             

piątek, 29 lipca 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.7: Narodziny Joy Division

 


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ, szóstą TUTAJ.

Dzisiejszy fragment to streszczenie rozdziału szóstego - Przebudzenie. Zaczyna się od opisu próby i pierwszego wstępu w Electric Circus, który zdaniem Sumnera, był wybudowany jako sala kinowa, później przerobiona na pub. 29.05.1977 roku wraz z Penetration, John Cooper Clarke  i the Buzzcocks (zamykającymi wieczór) wystąpili. Mieli wtedy w repertuarze około 7 piosenek które zdaniem Sumnera były słabe. Sytuację z pierwszym występem artysta porównuje do lekcji pływania bez instruktora. Zawsze dziadek pomagał mu podejmować różne decyzje, czy mówił jak ma się zachowywać, tym razem jednak, nie było znikąd pomocy i musiał radzić sobie sam. Cały czas zastanawiał się czy chce być muzykiem, wahał się. Po występie ukazało się kilka recenzji, w tym jedna pozytywna Paula Morleya. Reszta była jednak negatywna. 

Zaczęli wtedy próbować w rożnych miejscach, nawet w kruchcie kościelnej, ale zwykle byli wyrzucani. Po czasie jednak Sumner odkrył, że mimo iż jest amatorem, gra w zespole coraz bardziej go pochłania i staje się coraz ciekawszym zajęciem. Tony Tabac był dobrym perkusistą, ale odszedł z zespołu. Zastąpił go Steve Brotherdale z the Panik. Niestety nie przypadł im do gustu, przyprowadzał na próby dziewczynę, czego nie lubili i uważali za nieprofesjonalne. W końcu Ian umieścił ogłoszenie w witrynie sklepu Jones Music Store w Macclesfield i zgłosił się Steven.


Sumner określa Stevena jako pozytywnie zakręconego, uprzejmego i miłego. Często żeby zrobić komuś przyjemność mówi to co się chce usłyszeć, a nie to co myśli. Jednak jest mało wymagającym człowiekiem, jak wielu perkusistów. Ponadto kolekcjonuje czołgi.. Nie makiety, tylko prawdziwe czołgi. Tak więc skład się ustabilizował i postanowili znaleźć jakieś zajęcie dla Terry Masona. Miał zostać kimś w stylu ich menadżera. 

Nagrali kasetę i Ian poprosił Terryego żeby zrobił kopie i wysłał do wszystkich renomowanych wytwórni w UK. Terryemu zabrało to dużo czasu, a ponieważ nic nie mówił w końcu Ian zapytał co z kasetami? Otrzymał odpowiedź, że Terry zrobił kopie i wysłał. Jednak gdy dostali od niego kopię, po jej włączeniu z przerażeniem odkryli, że spod ich muzyki przebija się dźwięk serialu Coronation Street a nawet słychać mamę Terrygo nawołującą go do wypicia herbaty, zanim ta ostygnie. Terry kopiował kasetę przez mikrofon stąd niezamierzone efekty. Na pewno nie był Brianem Epstainem

Następnie Sumner opisuje jak tworzyli, tutaj jego wersja opisu różni się od innych. Wspomnienia świadków, jakie dotychczas znamy, informowały nas o tym, że zwykle Steven podawał rytm, i kiedy jamowali Ian wyłapywał z chaosu jakiś riff i wtedy nad nim się skupiali, a Ian szukał w swojej torbie odpowiedniego tekstu. Sumner pamięta to inaczej, twierdzi, że (w przeciwieństwie do Deborah), Ian nie był autorem linii melodycznych ich piosenek, a teksty do gotowej już melodii (którą nagrywali na magnetofonie) dopisywał lub dobierał w domu, zwykle z butelką piwa (wtedy jego ulubionym był Carlsberg Special). Ian w niektórych piosenkach grał też na gitarze, zwykle na Vox Phantom (warto zobaczyć TUTAJ), zagrał w LWTUA i Heart and Soul (choć tutaj tylko jeden akord), ale chciał bardziej angażować się w proces twórczy. W tamtym czasie Ian został też nieformalnym agentem zespołu, grali w różnych dziwnych pubach i na dziwnych imprezach, a Ian skakał ze sceny na publikę. 

Za pieniądze jakie Curtis dostał na swoje 21. urodziny wydali An Ideal For Living (choć istnieją też wspomnienia, że Curtis wydał pieniądze z kredytu, jaki wziął na zakup mebli do domu). Niestety nie mieli doświadczenia, i umieszczenie 4 piosenek na singlu spowodowało kiepską jakość dźwięku. Okładkę projektował Sumner, który w tamtym czasie przybrał pseudonim artystyczny Albrecht (na cześć filmu z Brechtem jaki oglądał z matką). Chciał żeby jego nazwisko pasowało do nazwy zespołu - Joy Division, którą znalazł w książce Dom Lalek (genezę nazwy opisaliśmy TUTAJ). Nie chciał być Dickinem, i kiedy pierwszy raz w życiu mógł zdecydować jak się nazywa wybrał to nazwisko. 


Nazwę zaproponował najpierw Ianowi, a kiedy ten się zgodził innym członkom zespołu, którzy też niemieli nic przeciwko.

Aby jednak uniknąć takich błędów jak z ich EPką potrzebowali kogoś do pomocy - profesjonalnego menadżera. 

C.D.N.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 20 lipca 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.6: Narodziny Joy Division, pojawia się Ian Curtis

 


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ, piątą TUTAJ.

Kolejny rozdział książki Sumnera nosi tytuł Rebellion (Rebelia). Tytuł nawiązuje do wydarzeń, które zaszły w życiu autora i które później okazały się rzeczywiście rewolucyjne. 

W 1976 roku Terry Mason przyniósł New Musical Express i zachęcił ich do pójścia na koncert Sex Pistols. Wspomniał, że to antysystemowy zespół, że jego członkowie nawet byli w więzieniu. To ważne, bowiem z niewielu opracowaniach spotykamy się z informacją, że tak na prawdę Terry Masonowi zawdzięczamy powstanie Joy Division. Sumner opisuje, że bywał na kilku koncertach wcześniej, między innymi Lou Reeda, ale to co zobaczył podczas występu Sex Pistols zrewolucjonizowało jego życie i spojrzenie na muzykę. Faktem jest, że koncert był średni, zespół którego później słuchał z kasety brzmiał podczas koncertu fatalnie, niemniej ten występ był katalizatorem jego dalszych działań. Wspomina, jak wielu innych świadków, że na koncercie było kilkadziesiąt osób, część z nich przypadkowa, a bilety kasował i sprzedawał sam Malcolm McLaren. Widział tam Morriseya, Marka E. Smitha, Tony Wilsona i Paula Morleya, był oczywiście z Hookym

Wtedy postanowił, że może zacząć robić swoją własną muzykę, wyciągnął z kąta pokoju gitarę, którą wcześniej dostał od matki, odkurzył, usiadł na łóżku i zaczął brzdąkać. Początki były bardzo trudne, nawet nie wiedział gdzie znajduje się góra, a gdzie dół instrumentu... Ale kupił książkę do nauki i zaczął instrument stroić i na nim grać. Tym bardziej było trudno, bo w książce znajdowały się hity lat 50-tych, których zupełnie nie znał. Po pewnym czasie Hooky kupił bas i książkę do nauki gry, mocno się wtedy wykosztował. Tak więc narodziły się początki ich wspólnego grania. Zaczęli próbować razem, co wychodziło im beznadziejnie. Po pewnym czasie Sumner odkrył, że może podłączyć się do gramofonu dziadka, tak samo z innym gramofonem zrobił Hooky.

Po pewnym czasie zaczęło im brakować wokalisty i perkusisty. Dali więc ogłoszenie w witrynie sklepu płytowego Virgin, że poszukują wokalistów. To było nawet całkiem zabawne, bo do Sumnera, który miał w nowym mieszkaniu telefon, zaczęli wydzwaniać różni dziwni ludzie. Najzabawniejszy był hippis, który zaprosił ich do siebie, po czym grając na bałałajce zaczął śpiewać wiersze, jakie sam napisał. Po kilku takich incydentach Sumner zaczął pytać dzwoniących, czy są zainteresowani śpiewem w kapeli punkowej, a jeśli nie to kazał im spier%$lać. 

Pewnego dnia zadzwonił Ian Curtis. Był bardzo spokojny i merytoryczny. Sumnera zaskoczyło, że zapytany o punk, odparł że jak najbardziej, że słucha Iggy Popa, Velvet Undergroung i Lou Reeda. To był strzał w dziesiątkę, zaprosił go do zespołu. Przypomniał sobie, że go kojarzy z klubu Electric Circus, i zapytał, czy jest chłopakiem chodzącym w donkey jacket (pisaliśmy o niej TUTAJ) z napisem HATE, co Curtis potwierdził. Kojarzył dwóch Ianów, Curtisa i jego kumpla Iaina Graya.

Ian miał swój wzmacniacz, próbował też z nimi Terry Mason na perkusji, ale był fatalnym pałkerem. Przychodzili też próbować inni, ale również byli bardzo dziwni. Jeden na przykład powiedział, że przyszedł zobaczyć, czy oni dorastają do jego poziomu. W końcu znalazł się wśród nich Tony Tabac i z nim stworzyli pierwszy skład. 

Ponieważ Terry woził ciężarówką the Buzzcocks zaprzyjaźnili się z nimi. Auto Terryego pozostawało wiele do życzenia, ledwo jeździło, a kiedy zatrzymywało się ten musiał ustami zasysać benzynę, żeby mogło jechać dalej. Dlatego członkowie Buzzcocks nazwali go ssaczem benzyny, podczas gdy on nazywał wokalistę zespołu - Pete Shelly - człowiekiem o oddechu zjałczałego masła. Zapytali ich o propozycję nazwy, i padła propozycja Stiff Kittens. Rozważali też kilka innych, na przykład: The Out Of Town Torpedos, czy The Slaves of Venus, ale zaproponowana przez Boona - menadżera Buzzcocks nazwa wydała im się najbardziej punkowa. Po jakimś czasie zmienili ją na Warsaw, ta wydała im się bardziej ciekawa i egzotyczna, choć żaden z nich nie był w Warszawie. Warto dodać, Sumner pomija fakt, że nazwę Warsaw zaproponował Ian Curtis, który kiedy poznał Sumnera, tworzył zespół o tej nazwie z Iainem Grayem

Przed nimi rysowała się perspektywa pierwszego występu, a ponieważ odkryli, że istnieje zespół Warsaw Packt, postanowili wrócić do nazwy Stiff Kittens, niestety plakaty koncertowe były już wydrukowane. 

Wkrótce omówimy kolejny rozdział książki. 

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.            

niedziela, 10 lipca 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.5. Pierwsze prace i gang na skuterach

 


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ, czwartą TUTAJ.

Kolejny rozdział książki Sumnera nosi tytuł Scumbags (Szumowiny).

Po skończeniu szkoły w 1972 roku Sumner chciał kształcić się dalej w kierunku sztuki. Lubił ją i czuł się w niej pewnie. Niestety po szkole znaleziono mu dwie prace, z czego jedna to bycie fryzjerem. Tego nie chciał robić. W tym samym czasie matka kupiła mu gitarę, mimo że bardzo lubił jej dźwięk, to jeszcze nie był etap w którym chciał tworzyć własną muzykę. Tak więc gitara stała w rogu pokoju i pokrywała się kurzem. 

Matka naciskała na niego żeby podjął pracę zarobkową, Bernard jednak zdał do Bolton College of Art, gdzie został przyjęty. Niestety matka i ojczym zapatrywali się na to negatywnie i zrezygnował. Zaczął szukać stałej pracy na poważnie. Pomogła w tym matka, dzięki znajomości z jednym z radnych dostał pracę w Salford w radzie miasta w dziale skarbowym. Tam zajmował się pakowaniem rachunków do kopert i ich zaklejaniem. Przyjmował też skargi mieszkańców na wielkości rachunków, czego nikt inny nie lubił robić a on musiał. Kupował też i przynosił skarbnikowi miasta kawę z mlekiem. Praca była strasznie nudna, czasami płatali sobie wzajemnie figle. Poznał tam też jednego sensownego człowieka, Terry Thomasa. Po jakimś czasie miał dziwny sen z nim w roli głównej, po czym dowiedział się, że Terry zginął w wypadku samochodowym. 

To było dziwne miejsce pracy, w zasadzie poczekalnia dla ludzi krótko przed emeryturą. Zaczął szukać pracy w Manchesterze. Dostał dwie oferty związane ze sztuką, i choć były gorzej płatne od poprzedniej pracy, zdecydował się. To była praca przy przygotowywaniu reklamówek w gazetach. Rzucił ją po tygodniu bo nie miała wiele wspólnego ze sztuką. Podjął inną, w agencji reklamowej związanej z Granada TV, i rzeczywiście tutaj pracowało wielu artystów graficznych związanych z telewizją. Był zatrudniony jako pomocnik Simona Bonsaqueta, ten był bratankiem Reginalda, który czytał nowości w Granada TV. Był OK, stworzył wideo do piosenki Bryana Ferry A Hard Rain's A Gonna Fall, z czego był bardzo dumny.

To było bardzo fajne miejsce, dobrze się tam pracowało, ludzie słuchali muzyki i dyskutowali o niej. Niestety zostało zamknięte i Granada twierdziła, że za jakiś czas otwarte zostanie coś nowego. 

Zaczął wtedy pracować jako malarz rysunków do komiksów w Cosgrove Hall Animation. Wypełniał kolorami postaci do bajek np. Jamie And The Magic Torch.


Ta praca, mimo że wkoło było wielu fajnych ludzi, nie dawała mu żadnych możliwości rozwoju, więc szybko się nią znudził. Dużo jeździł na skuterze, i raz został przyłapany przez policję za brak opłaty podatku drogowego i ubezpieczenia. Skuter kupił mu dziadek, dał też pieniądze na podatek, ale Bernard kupił sobie album, którego zresztą nie słuchał ani razu. Zwrócił więc go do sklepu i odzyskał pieniądze. 

Jakiś czas później Peter Hook też kupił sobie skuter i kręcili się na nich z kilkoma chłopakami po mieście. Wtedy też zaczęli chodzić na koncerty i poznał Terry Masona. Terry był perkusistą w pierwszym składzie Joy Division, matka kupiła mu zestaw perkusyjny, niestety najtańszy i bardzo słaby. Grał kiepsko i nie nadawał się nawet do zespołu punkowego. Ale interesował się prasą muzyczną i koncertami, on wybierał koncerty na jakie chodzili. Niestety nie byli studentami więc nie wpuszczali ich na koncerty na uniwersytetach. Za to mogli chodzić do Free Trade Hall. Wtedy Sumner był wielkim fanem Lou Reeda, pamięta koncert w 1974 roku. To była epoka Berlin i Transformer. Reed był pijany, zniszczył kilka mikrofonów. Po koncercie była bijatyka i artysta nigdy więcej nie wrócił do Manchesteru. Bernard pamięta też koncert Deep Purple. Hooky ich słuchał. Niestety wtedy Sumner miał ból zęba i myślał że nie wytrzyma, zwłaszcza kiedy wokalista śpiewał Child in Time, coraz wyżej i wyżej.


Jeździli też na koncerty i festiwale poza miasto. 

Tak kończy się kolejny rozdział książki. Wkrótce omówimy następny. Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 6 lipca 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.4. Bolesny koniec młodości

  


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ, trzecią TUTAJ.

Trzeci rozdział książki ma tytuł Complex. Mimo przeprowadzki mały Bernard wciąż zaglądał na swoją daną ulicę, Alfred Street. Wspomina, że mimo iż jego dzieciństwo było skomplikowane, nie może o nim powiedzieć że było kiepskie. Bardzo miło wspomina podróże na skuterach do innych miast, one były oknem na inny świat, niż ten z jaki istniał w industrialnym Salford. Jednak okres w Salford Bernard wspomina jako najpiękniejszy czas, rodzina, przyjaciele i ten swoisty rodzaj braku odpowiedzialności. 

Kiedyś wpadła mu w ręce gazeta opisująca slumsy, wskazująca, że to Salford jest pod tym względem, najgorszym miastem w całym UK, bardzo poczuł się tym urażony. W tym czasie jego dziadek miał udar, ten całkowicie go odmienił. Ze spokojnego i miłego człowieka stał się zły i agresywny. Z tym musiała mierzyć się jego niewidoma babcia. Podzielili się - ona mieszkała na górze, on na dole. W końcu dziadek wylądował w szpitalu, gdzie żył jeszcze pół roku. Babcię wtedy przeniesiono do domu opieki społecznej, choć bardzo tego nie chciała, a tego miejsca wręcz nienawidziła. Nie umiała się opiekować w takim stanie domem, zalęgły się w nim myszy, zawsze była bardzo czystą kobietą, ale utrata wzroku jej to uniemożliwiła. 

Tym sposobem zostawili swój stary dom myszom. 18 letni wówczas Bernard Sumner bardzo to wszystko przeżył - to było ogromną stratą, tak jakby z rozpadem rodziny odeszła cała ta przeszłość, która była związana z jego domem rodzinnym.


Jak pisze Sumner, jego przejście z dzieciństwa w wiek dojrzały było bardzo trudne, nie podobało mu się to. Nagle wszystko stało się, jak stwierdza, pierdolenie trudne. Musiał bardzo szybko wydorośleć. Twierdzi, że mocno odbiło piętno na jego muzyce. Rozdział kończy bardzo ważna, z punktu widzenia twórczości zespołu konkluzja:

Myślę że możecie usłyszeć śmierć mojej społeczności i śmierć mojego wieku dojrzewania w moim wkładzie do muzyki Joy Division. 

Wkrótce streścimy kolejny rozdział książki - dlatego czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.         

niedziela, 26 czerwca 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.3: Nowa szkoła, spotkanie Petera Hooka i Terry Masona, oraz pierwsze zainteresowania muzyczne Bernarda

 


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ.

Kolejny rozdział książki ma tytuł Młodość. Zaczyna się dość tajemniczo, bowiem mały Bernard domyśla się, że w domu dzieje się coś dziwnego. Kiedy pojawia się w obecności matki i ojczyma ci przerywają rozmowy, a wieczorami pojawiają się dziwne szepty. Gdy jego matka w końcu woła go żeby my coś oznajmić ten oczekuje kolejnej kary. Jednak staje się inaczej. Matka oznajmia mu, że jej mąż zdecydował się zaadoptować i odtąd musi zmienić nazwisko na Dickin, oraz, że wyprowadzają się do bloku. Mały 11 latek czuje się rozczarowany, że nikt nie pytał go o zgodę, zawsze nazywał się Sumner...


Jednak po czasie okazuje się, że wyprowadzka do typowego bloku - wieżowca ma swoje plusy. W mieszkaniu jest łazienka, mają też suszarkę parową którą chłopak używa jako łaźni parowej. 

Wtedy jego rodzinę nękają kolejne tragedie, najpierw dziadek udaje się do szpitala celem usunięcia guza nowotworowego, a krótko po tym jego babcia, która miała mieć w zasadzie prosty zabieg na jaskrę w wyniku błędu lekarskiego traci wzrok... W tym momencie jedynym w pełni sprawnym dorosłym człowiekiem w całej rodzinie staje się dziadek w dodatku po skomplikowanej operacji.

Bernard rozpoczyna naukę w Salford Grammar School, gdzie pracują często dość dziwni nauczyciele. Nie znosi matematyki, ma zresztą dziwnego nauczyciela nie tylko z tego przedmiotu. Jeden z nich nauczyciel chemii zamyka pewnego dnia żydowskie dzieci z jednej z klas o odkręca palniki z gazem. Inny często przytacza opowieści o wojnie, w której brał udział. Jeszcze inny porusza się skonstruowanym przez siebie trójkołowym wehikułem. Ten w końcu zostaje zepchnięty w ramach buntu przez niezadowolonych uczniów z górki i ulega zniszczeniu, czemu przez okno do którego nauczyciel stoi tyłem, przygląda się klasa Bernarda w milczeniu. Po jakimś czasie chłopacy, którzy są znudzeni szkołą, siadają na tyłach klasy żeby dyskutować o sporcie i zainteresowaniach pozaszkolnych. Są wśród nich, obok BernardaPeter Hook i Terry Mason

W tamtym czasie w ich szkole pojawia się ekscentryczny nauczyciel geografii. Akceptuje fakt, że nie każdy musi lubić ten przedmiot. Pod warunkiem, że w klasie będzie spokój pozwala im na słuchanie muzyki. Ta zagościła w życiu Sumnera na dobre, głównie pod wpływem westernów, tam pierwszy raz słyszy muzykę Ennio Morricone i ta go oczarowuje. Są też inne zespoły - postanawia kupić sobie nawet pierwszy singiel, który puszcza na adapterze otrzymanym w prezencie. Ma wtedy 15 lat, i jest to singiel T Rex - Ride a Wilde Swann.


Chociaż druga strona tego singla już tak bardzo mu się nie podoba. Dużą rolę w jego życiu muzycznym zaczyna odgrywać klub muzyczny w Salford, gdzie zabierając Hooka udają się na jego skuterze. Duża rolę w ich wykształceniu muzycznym odgrywają the Beatles, Stonesi ale też Jimi Hendrix. Ten podoba się Sumnerowi najbardziej, zwłaszcza singiel Hey Joe.


Słucha też z zainteresowaniem Fleetwood Mac ale nie bluesowych piosenek. Nie gardzi też amerykańskim bluesem.

Tak kończy się drugi rozdział książki, wkrótce omówimy kolejne, dlatego czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

środa, 15 czerwca 2022

Bernard Sumner: Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz. 1 - gitarzysta Joy Division nie miał łatwego dzieciństwa

Na wstępie kila słów. Po pierwsze nie skończyliśmy jeszcze streszczać książki  Micka Middlesa i Lindsay Reade pt. Torn Apart (TUTAJ), ale skończymy. Za to teraz zaczynamy czytać coś nowego, co fachowo nazywa się czytaniem symultanicznym.

Omówiliśmy na naszym blogu fragmenty książek Iana Curtisa (TUTAJ) i Petera Hooka (TUTAJ). Pora na streszczenie książki gitarzysty Joy Division Bernarda Sumnera (Thomas Dunne Books, 2015)  zwłaszcza, że ten raczej przeczył opinii głoszonej przez legendarnego realizatora nagrań Martina Hannetta, że Joy Division to geniusz i trzech kibiców Manchester City

Sumner wniósł bardzo dużo do życia zespołu, był autorem okładki An Ideal for Living (warto zobaczyć TUTAJ), pomysłodawcą okładki Unknown Pleasures (geneza TUTAJ), mało tego, to on z Hookiem zakładali zespół, który przerodził się w Warsaw i Joy Division.

Książka zaczyna się od dedykacji, rodzinie, zespołowi, lojalnym przyjaciołom, oraz tym co odeszli. Miło że wymieniony jest Ian Curtis, Martin Hannett, Rob Gretton i Tony Wilson. W takiej a nie innej kolejności, co oznacza, że Sumner uważa Curtisa za najważniejszego, Hannetta za drugiego w kolejności jeśli chodzi o sukces Joy Division, co nas nie dziwi, menadżera który odegrał kolosalną rolę zarówno w promocji muzyki zespołu, jak i kierowaniu ich w odpowiednią stronę, i współtwórcę Factory, bez której nie byłoby dwóch genialnych długogrających albumów i kilku singli w tym LWTUA - najlepiej sprzedawanego singla wszechczasów.

We wstępie autor pozwala sobie na refleksję odnośnie upływu czasu. Czas jest czymś dziwnym - bo przyspiesza w miarę tego jak się starzejemy

Sumner urodził się w styczniu 1956 roku w szpitalu Crumsall w Manchesterze, później rodzina przeprowadziła się do Salford. Rodzina składała się poza nim z mamy i dziadków.  Zatem wychowywał się bez ojca. Jego pierwsze wspomnienia to jak siedzi na kanapie i gra na plastikowej gitarze - zabawce. 

We wstępie autor jawi się być skromnym człowiekiem. Nie wie jak to się stało że muzyka Joy Division, a później New Order podbiła świat. Dziwi go, jak tysiące młodych ludzi podchodzą do niego, żeby za pomocą komórek robić sobie z nim zdjęcia, podczas czego drżą im ręce - to wszystko przez siłę oddziaływania muzyki.

Pierwszy rozdział zaczyna się od bardzo mocnego muzycznego akcentu przypisania zespołów do miast ale też i odpowiedniego czasu i klimatu. Tak też Los Angeles wydało Beach Boys, Dusseldorf Kraftwerk, Nowy Jork Chic a Manchester Joy Division. Opisuje klimat Manchesteru końca lat 70-tych - zimny wieczór gdy błąkał się po jednej z ulic miasta nie robiąc nic. Był zbyt młody żeby się upić, i zbyt stary żeby siedzieć w domu, miał 16 lat.  Peter Hook i jeden z jego innych przyjaciół też tam byli, było mgliście, lampy uliczne nie ogrzewały klimatu, a wszechobecny chłód zniechęcał do podejmowania jakiejkolwiek  rozmowy. Ponieważ nie było inspiracji z zewnątrz postanowili poszukać jej w środku siebie. Tak powstało brzmienie Joy Division - adekwatne do tamtego klimatu - zimne i industrialne.

Sumner urodził się niemal dekadę po wojnie, wtedy w mieście widoczne były jeszcze leje po bombach. Na topie był Bill Haley i Elvis Presley. Jego mama od młodości była sparaliżowana, całe życie poruszała się na wózku inwalidzkim, miała problemy z kontrolowaniem swoich odruchów i mówieniem. Sumner nie znał ojca, ten znikł z jego życia jeszcze przed urodzeniem, i co może być dziwne, gitarzysta Joy Division nigdy nie miał ochoty go poznać. Ma nadzieję że ten  już nie żyje, a nawet jeśli jest inaczej, Sumner nie chce go poznawać twierdząc, że nie tęskni się za czymś czego się nigdy nie znało. 

Mieszkali w domu dziadków przy Alfred Street 11 ponieważ wymagali opieki. Mama spała na dole bo nie potrafiła wchodzić po schodach. Pokój dziadka przerażał Sumnera bo były w nim akcesoria z czasów wojny wiec go unikał. Dziadek opowiadał mu wiele strasznych historii z czasów wojny i się bał. Ale dziadek był dla niego jak ojciec. Sam stracił swojego w 1917 podczas I Wojny Światowej. W pobliżu ich domu znajdowało się więzienie i fabryka chemikaliów.

C.D.N.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.