piątek, 1 lipca 2022

Archiwum artykułów o Joy Division: zbiory Gary Smitha cz.3. - Closer w recenzji Mikea Nicholsa: apogeum nostalgii i przygnębienia

Pierwsza część tekstu jest TUTAJ, druga TUTAJ.


Kolejna część pasjonującego zbioru Gary Smitha to tracklista i detale wydawnicze dotyczące Closer Joy Division. Na dole znajdziemy notatkę prasową - minirecenzję albumu, stwierdzającą, że ten zawiera fascynującą surową muzykę. Akordy grane są vibrato warkotliwie w przeciwtakcie. Oczywiście można było to skorygować, ale zespól chciał świadomie osiągnąć taki efekt. 

Kolejny wycinek to recenzja Closer autorstwa Mikea Nicholsa

Na początku autor wspomina, jak dwa lata wcześniej uczestniczył w promocji zespołu w jednym z lokalnych klubów. I o ile większość zespołów wykazywała przed takimi występami pewność siebie, Joy Division byli podejrzliwie milczący, jakby nieobecni. Podobnie wyglądał koncert zespołu, a takie zachowania znacząco odróżniały Joy Division od pozostałych zespołów, co mogło być jedną z przyczyn ich lawinowo rosnącego powodzenia. 

Następnie autor wspomina, jak dwa miesiące temu miał zamiar zobaczyć zespół w klubie Hurrah w USA, gdzie bilety zostały wyprzedane, ale jak wiadomo samobójstwo Iana Curtisa wszystko zniweczyło. W spadku został nowy singiel i album - potwierdzające sprzeczności płynące z ich muzyki. Następnie Nichols porównuje Unknown Pleasures z Closer

Ten ostatni nazywa głębszym i trudniejszym do okiełznania wydarzeniem, zwłaszcza stronę pierwszą. Atrocity Exhibition jest nazwane jako znakomita piosenka na rozpoczęcie płyty, Curtis nokautuje w niej słuchacza rymami zapraszając do środka tej wystawy okropieństw. Powtórzenie tej strategii odbiorca otrzymuje jeszcze w Colony i Passover, które dziwią odbiorców religijnymi konotacjami tekstów Curtisa. Jak w większości przypadków znakomitych tekściarzy, teksty są niejednoznaczne, pozostawiając słuchacza z możliwością własnej ich interpretacji. Autor uważa, że wiele dzieje się też w warstwie wybijania słuchacza ze swoistego nastroju nostalgii. Jak choćby po spokojnym i nastrojowym Isolation, po którym otrzymujemy gniewne brzmienie gitary Sumnera w Colony, czy, jak to określa Nichols, mieniący się oczekiwaniami A Means To An End. W tej piosence Curtis obdarza słuchacza rozpaczą, bez obwiniania kogokolwiek, jednak po czasie łatwo domyślić się do kogo skierowane były te słowa. 

Apogeum melancholii i przygnębienia zespół osiąga w The Eternal i Decades. Pierwszy jest pięknie poetycki, ze znakomitym wokalem i klawiszami Sumnera, ale i to wszystko przyćmione zostaje przez kolejny. Decades jest zdaniem autora piosenką w której tęskne zadawanie pytań przez Curtisa unosi się nad żałobnym motywem syntezatora.

Album wywołuje taki typ nostalgii, jakiego pozazdrościć powinni zespołowi wszyscy artyści. Płyta budzi wspomnienia, a po śmierci Curtisa zespół znalazł się wśród najważniejszych gwiazd muzyki. Na koniec autor zastanawia się nad przyszłością grupy, bo to czego dokonali to nie jest wcale zwykły rock'n' roll.

Wkrótce kolejne wycinki z zeszytu Gary Smitha, któremu jak zwykle dziękujemy za udostępnienie tej bezcennej kolekcji.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 30 czerwca 2022

Obrazy Uko Post: Vanitas vanitatum, omnia vanitas

Sztuka jest czymś całkowicie wolnym, wynika zazwyczaj z wewnętrznej duchowej ekspresji, a wszelkie ukryte motywy powinny pozostać bez wpływu na jej kształt, ponieważ inaczej by komplikowały jej odbiór i czyniły ją w jakimś zakresie narzędziem propagandy (Art is totally free, only bound in its own spiritual expression and any ulterior motive should remain without influence, because it would obscure her and make her more or less to a propaganda tool) (LINK). Tę maksymę Helene Kröller-Müller holenderski malarz Uko Post, (ur. 1954 r. ) uczynił swoim mottem, zgodnie z którym tworzy realistyczne obrazy ukazujące głównie motywy wanitatywne. W ten sposób artysta nawiązuje do wielowiekowej tradycji flamandzkich mistrzów, takich jak: Pieter Claesz, Harmen i Pieter Steenwijck oraz Herman Hengstenburgh.


Określenie Vanitas zaczerpnięte jest z Biblii, z Księgi Koheleta gdzie jest napisane: Vanitas vanitatum, omnia vanitas Marność nad marnościami, wszystko marność. W sztuce ową marność czyli vanitas przedstawiano w sposób symboliczny, za pomocą więdnących kwiatów, czaszek, gasnących świec, baniek mydlanych, instrumentów muzycznych, dzwonków, motyli i innych owadów... Za pośrednictwem takich rzeczy wyrażano poczucie przemijania i bezsensu ziemskiej egzystencji. 





Uko Post jest właśnie takim malarzem, który ukazuje kruchość naszej ziemskiej egzystencji i towarzyszące temu emocje, inspirując się historią i sztuką dawnych wieków. Deklaruje, że odcina się od głównego nurtu [obecnej] sztuki. Nie szuka tego, co tymczasowe, ale raczej ponadczasowe, które tworzy z nas ludzi i łączy. Według niego cechą wspólną wszystkich istot ludzkich jest poczucie upływającego czasu, przemijania i przeświadczenie o tym, że napięcia związane z egzystencjalnym lękiem są czymś wyjątkowo głębokim, nadającym życiu sens… W rezultacie artysta nie tylko epatuje nas motywami wanitatywnymi ale tworzy własne wersje romantycznych kompozycji Arnolda Bocklina (LINK) oraz Caspara Davida Friedricha (LINK), do którego mamy szczególny sentyment z uwagi na wydawnictwo Sordie Sentimental







Malarz od wielu lat mieszka i tworzy w cichym regionie Eifel na pograniczu Belgii i Niemiec. Regularnie wystawiając swoje prace w Holandii, Belgii i Niemczech

Polecamy stronę (TUTAJ), aby zobaczyć więcej dzieł Uko Post i uzyskać o nim więcej informacji. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 29 czerwca 2022

Dom Książki: Jacek Sawaszkiewicz i Na Tle Kosmicznej Otchłani, czyli psycho-science-fiction


Zaczynamy na naszym blogu nowy dział: Dom Książki. Będziemy w nim omawiać dzieła warte przeczytania, a tytuł nawiązuje do minionej epoki wcale nieprzypadkowo, bowiem większość książek, które tutaj się pojawią, powstały w minionych latach. Później na taką literaturę było mniej czasu, wiadomo, młodym jest się tylko raz, z wiekiem obowiązków przybywa, a czasu i sił ubywa. 

Dotychczas omawiane na naszym blogu książki dotyczyły muzyki (ich streszczenia są na prawym pasku), ale postanowiliśmy od tego odejść, bowiem klimat bloga jest również znakomicie oddany w książkach, niekoniecznie muzycznych. Poza tym uważamy, że polscy autorzy są w wielu przypadkach niedocenieni, i tak jest z omawianą dziś ostatnią w dorobku powieścią Jacka Sawaszkiewicza, polskiego pisarza science - fiction (zmarłego 11.06.1999 - pełny biogram TUTAJ).  

Na pomysł utworzenia takiego kącika czytelniczego wpadłem po przeczytaniu kilku miernych recenzji omawianego dziś dzieła na popularnych stronach czytelniczych (w zasadzie streszczeń). Zdaję sobie sprawę, że dziś kiedy wszystko podległo komercjalizacji i tabloidyzacji, ta książka może zostać uznana za trudną, ale właśnie na tym polega całe mistrzostwo Sawaszkiewicza. Aby zatem odczarować płyciznę innych recenzji teraz kilka słów o plusach i minusach tej książki, i zachęta żeby po nią sięgnąć. 

Jeśli chodzi o to ostatnie, sięgnąć koniecznie tylko po wersję drukowaną  (KAW 1988). Druk bowiem jest dwukolorowy, a autor w dość ważny sposób odznacza fragmenty pisane w swojej książce, od zapisywanych przez głównego bohatera w dzienniku, podczas kolejnych misji (te drukowane są na niebiesko, co nadaje książce swoisty klimat). Kto czytał wersję elektroniczną - czarno białą, ten faktycznie może odnieść wrażenie strasznego chaosu i nie dostrzegać rozwijania poszczególnych wątków w miarę zapoznawania się z kolejnymi rozdziałami. 

Ta książka, mimo że to powieść science - fiction i rzeczywiście jest o pilocie latającym na misje w kosmos, moim zdaniem porusza problematykę z dwóch książek napisanych wcześniej przez Stanisława Lema, mianowicie m.in. Dzienników Gwiazdowych i Solaris (w mniejszym stopniu też z Powrotu z Gwiazd). Sawaszkiewicz ewidentnie wzoruje się na Lemie (może lepszym byłoby słowo inspiruje), poruszając choćby problemy izolacji człowieka od doznań sensorycznych w komorze ciszy (podobnye stany miał Pirx podczas słynnej kąpieli). Sawaszkiewicz jako główne zagadnienie książki stawia pytanie, jak dalece ludzie powinni posuwać się w eksperymentach na innych ludziach? Kiedy kończy się granica, chodzi tutaj również o granicę ludzkiego poznania świata i Kosmosu?

Drugi problem zaczerpnięty z Lema to sprawa zwidów, halucynacji, choć nie tylko tego - ale, głównie powodów ich powstawania. Tutaj autor idąc tropem Solaris, pokazuje do czego mogą doprowadzić wyrzuty sumienia. Powstają one jako wynik uczestnictwa w bardzo nieprzyjemnych wydarzeniach z przeszłości - wypadku ojca, znęcaniu się nad niepełnosprawną umysłowo dziewczyną, czy w końcu interwencji w sprawie pracy pierwszej żony Emmeliny, jak i okłamaniu bliskiego przyjaciela (O'Pavela), co pośrednio prowadzi do jego śmierci. Sawaszkiewicz bardzo mocno eksploatuje pomysł z Solaris, ale w przeciwieństwie do książki Stanisława Lema, w jego dziele nie ma dłużyzn, jak choćby opisy krajobrazów gwiazdy itd. Dla mnie przynajmniej tamte opisy w Solaris były niepotrzebne, przez co Sawaszkiewicza czyta się jako dzieło mniej science-fiction, a bardziej psychologiczne.  

Nie będziemy przedstawiać tutaj streszczenia, warto tylko dodać, że główny bohater - na początku książki pilot klasy II (na końcu klasy S), Mike Cesara, dostaje od życia kilka lekcji, być może dlatego tak mocno się z nim zidentyfikowałem. Cała książka, mimo gęstniejącej fabuły i niesamowitych zwrotów akcji, kończy się jednoznacznie, wbrew temu co piszą w innych recenzjach w sieci. Jedynymi jej minusami są, pojawiające się w fabule i nieco archaiczne dziś: wideo i magnetofon, choć i tak autor jak na 1988 rok mocno zaskakuje wiedzą naukową znacznie wyprzedzając swoją epokę (niczym wspomniany Stanisław Lem). 

Kto uważnie przeczyta i przebrnie przez rosnący w dziele Sawaszkiewicza chaos, ten doskonale zrozumie o co chodziło autorowi. Warto jeszcze dodać, że w książce nie brakuje scen humorystycznych, co niewątpliwie podnosi jej wartość.

Obok m.in. Peppera Beatlesów, Closer Joy Division, Syren z Tytana Vonneguta, czy Nowych Sytuacji Republiki, jedna z rzeczy, które chciałbym mieć ze sobą zawsze i do końca. 

Ponadczasowe i absolutnie obowiązkowe, mimo uznawania przez ekspertów Kronik Akaszy jako największego dzieła autora, dla mnie jednak tym pozostaje Na Tle Kosmicznej Otchłani.  

Czytajcie. Również nas - u nas codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

wtorek, 28 czerwca 2022

Tomasz Bolek: od ambientu do grafiki komputerowej

In a distant, crumbling world, a powerful mechanism comes to life to save his descendant.  (Pradawny świat podąża w kierunku zagłady. Sędziwy mechanizm budzi się z bezruchu, aby pomóc swojemu następcy). Tak jednym zdaniem streszcza swoją animację Opus Vitae z 2017 roku Tomasz Bolek (ur. 1994 r.), polski grafik, architekt i absolwent Wydziału Operatorskiego i Realizacji Telewizyjnej PWSFTviT w Łodzi w 2020 roku. 


Ta etiuda zawiera wszystkie elementy przyszłej twórczości młodego artysty. Ciszę, podkreśloną muzyką, która kreuje i komentuje cały projekt, a zgodnie z preferencjami autora jest ambientowa i tradycyjnie instrumentalna.  Z dźwiękami koresponduje wizja architektury, składającej się z geometrycznych brył, zestawione ze sobą w rytmiczne ciągi po horyzont… 

W cytowanym wyżej filmie wykorzystano kompozycję Marcina Wagnera, łódzkiego muzyka i dyrygenta. Artysta sam także komponuje, układa krótkie formy oczywiście w stylu ambient (LINK).






Spójrzmy jednak na kilka komputerowych grafik Tomasza, wymodelowanych 3D za pomocą programów komputerowych. Ocierają się one niemal o sztukę abstrakcyjną, ale skoro użyliśmy słowna niemal trzeba podkreślić, że bohater dzisiejszego postu nie jest abstrakcjonistą a wręcz przeciwnie, bliskie są mu klimaty sztuki figuralnej i to w manierze fin de scieclu. Na dowód pokazujemy jego ostatni film rysunkowy Telegram z 2020 roku, który jest czymś w rodzaju filozoficznej przypowiastki zabarwionej ironicznym humorem:


Ale powróćmy do grafik. Mają specyficzny klimat. Są dystropijne, utrzymane w ciemnych barwach, znanych z kadrów katastroficznych filmów typu Łowca Androidów (Blade Runner), który opisaliśmy (TUTAJ). Jeśli już jest tam na nich gdzieś światło, to jego źródłem jest elektryczność, dlatego nie zobaczymy słońca czy srebrnej poświaty księżyca ale czerwone reflektory i blade, zamglone oparami deszczu żarówki… Czy taki świat jest dobrym miejscem dla ludzi? A czy są w nim jacyś ludzie? Jeśli znów przypomnieć etiudę Opus Vitae, raczej nie…. 



Ale artysta wydaje się osobistym życiem przeczyć smutnej wymowie swoich dzieł. Jest mężem oraz ojcem, i to sądząc z zamieszczanych w mediach społecznościowych zdjęć - bardzo szczęśliwym.

Niemniej zachęcamy do odwiedzenia strony internetowej Tomasza Bolka aby zobaczyć więcej projektów (LINK).

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 27 czerwca 2022

Isolations News 199: Stephen Morris występuje, Hooky sprzedaje bas, Rock na Bagnie 2022, Judas Priest koncertuje, protesty w Moskwie, Russkaja Cola podbija świat, kosz z Hampshire na Ukrainie, wraca Pink Floyd, prochy „Lemmy” Kilmistera w pomniku




Stephen Morris z Joy Division/ New Order w ostatni weekend wystąpił na Hinterland Festival of Literature and Arts, gdzie publicznie rozmawiał z Nerysem Williamsem w Teatrze w Kells w Irlandii o muzyce, Joy Division, New Order i życiu (LINK).


Z kolei na Omega Auctions została wystawiona na sprzedaż gitara Petera Hooka - Bass Pro 4 wyprodukowana przez firmę Eastwood - podpisana przez artystów występujących na imprezie z okazji 40. urodzin Hacienda. Są tam między innymi autografy takich osobistości jak: Peter Hook, Graeme Park, DJ Paulette, Jon Dasilva, Tom Wainwright, K Klass (Russ, Paul, Bobbi), Tom Wainwright, Hewan Clarke i Aron Mellor. Instrument osiągnął cenę wywoławczą 1600 funtów, a pieniądze trafią do dwóch organizacji charytatywnych: The Christie Charity i Legacy Of War Foundation (LINK).

W klimacie Manchesteru - The Chemical Brothers ogłosili, że muszą przełożyć swój koncert z 23 czerwca w Irlandii na przyszły rok ze względu na pozytywny wynik testu na COVID u członków zespołu i ekipy. Zespół ma być główną gwiazdą polskiej imprezy Open'er Festival i wystąpić 2 lipca. Na razie te plany są aktualne... (LINK).

Z kolei na Open'er Festiwal, który ruszy w Gdańsku oprócz The Chemical Brothers zapowiedziani są: Dua Lipa, The Killers, Twenty One Pilots, Måneskin, Sons of Kemet i The Smile. Bilety, terminy, wszystkie szczegóły TUTAJ.

Za to w Goniądzu w dniach 1-2.07.2022 r. ruszy XII edycja festiwalu Rock na Bagnie - cała playlista powyżej, a program jest TUTAJ.

Z kolei Judas Priest ogłosił nową serię koncertów w Ameryce Północnej w ramach trwającej trasy 50 Heavy Metal Years, która pierwotnie miała rozpocząć się w 2020 roku ale nie doszła do skutku z powodu Pandemii – bilety i terminy można znaleźć TUTAJ.

Z innych rewirów - 21 czerwca w Moskwie fani Victora Tsoia zebrali się na Arbacie aby uczcić 60 rocznicę jego urodzin. Śpiewających ludzi rozpędziła milicja... (LINK). Był pomysł aby urządzić festiwal jego imienia, ale urzędnicy warunkowali jego przeprowadzenie od listy wykonywanych na nim utworów. Szczególnie utwór Zmiana był nieakceptowany (LINK). 

O muzyku pisaliśmy TUTAJ.


Jeśli weszliśmy już na sowieckie tereny - były mer Archangielska, oligarcha Aleksandr Donskoj zapowiedział wprowadzenie na rosyjski rynek rodzimego analogu Coca-Coli, która zniknęła z półek z powodu sankcji. Russkaja Cola (a dokładniej Russkaja Koła) ma być produkowana w Archangielsku z ziół, przypraw korzennych i jagód zbieranych w Kraju Ałtajskim. Butelki takiej Koli będą mieć etykiety z ikoną Matki Boskiej, kapsle z krzyżykami i napisy wykonywane czcionką stylizowaną na wczesną cyrylicę. Donskoj wykorzystując Bogurodzicę do celów komercyjnych uważa, że robi słusznie, a co więcej że patriarchat prawosławnej Moskwy będzie zachwycony nowym napojem... (LINK).

Zachwycenie ma wzrosnąć tym bardziej, że w ramach promocji, do niektórych butelek napoju będzie dostarczał sam Valdimir Vladimirovich... 

Pewien człowiek w teatrze miał potrzebę. Wstał i idzie, nagle światła gasną, rozpoczyna się sztuka. On idzie, jakieś kotary, zasłony, potrzeba coraz większa. Toalety nie ma. W końcu patrzy, a tam stoi ogromny wazon. Ponieważ nie mógł wytrzymać - chwycił wazon i poszło. Zadowolony wraca na swoje miejsce i pyta sąsiada:

- Jak tam sztuka?

- Nic nadzwyczajnego, jak to w nowoczesnym teatrze, jakiś facet wyszedł i nalał do wazonu. 

W temacie: 

Przychodzi baba na badania, laborantka pobiera krew i mówi:

- A teraz poproszę o pojemnik z moczem.

Baba stawia butelkę na stoliku.

- Ależ to nie mocz tylko koniak!

- O rany, a co ja dałam lekarzowi?!


W temacie Sowietów, naczyń i pojemników. Równie niewytłumaczalne zjawisko: Kosz na śmieci z brytyjskiego Hampshire został odkryty przez dziennikarza w odległości 1200 mil na terytorium targanej konfliktami Ukrainie, w pobliżu polskiej granicy. W jaki sposób kubeł tam się znalazł i dlaczego, nikt nie wie... (LINK). Poza nami rzecz jasna. 

Jakiś sowiecki żołnierz przebywając w Hampshire dostał powołanie do wojska i prosto stamtąd trafił na wojnę.


A propos śmieci i zjawisk paranormalnych - wiadomość dla europoseł Spurek - naukowcy potwierdzili, że pseudomięso wyprodukowane z roślinnego białka jest znacznie gorzej przyswajalne przez ludzkie komórki niż białko z mięsa np. kurczaka. Jednak pogłoski o szybszym starzeniu się ortodoksyjnych wegan nie są przesadzone (LINK). 

Proces ten, jak udowadniają badania, rozpoczyna się od wygładzania fałd mózgowych. 

Dlaczego mózg młodej weganki jest cenniejszy niż mózg każdej innej kobiety?
- Bo jest mniej używany!

W temacie:

Czym różnie się feministka, od zawodnika sumo?
Zawodnik sumo goli nogi.


Odnośnie grubasek i feministek, ateistek oraz Europejek - zamiast ćwiczeń pigułka? Za niedługo będziemy mogli schudnąć bezwysiłkowo. Naukowcy z Baylor College of Medicine, Stanford School of Medicine i współpracujących instytucji opublikowali w czasopiśmie Nature wstępną informację o swoim ostatnim odkryciu. Otóż zidentyfikowali we krwi cząsteczkę, która jest wytwarzana podczas ćwiczeń i może skutecznie zmniejszyć spożycie pokarmu a przez to otyłość - na razie u myszy. Niemniej przyszłość w której zamiast na siłownię pójdziemy do apteki zbliża się wielkimi krokami (LINK). 

Myszka lubi to, żeby jeszcze to rozchwianie emocjonalne nauczyli się jednocześnie eliminować...


Kontynuując temat zjawisk paranormalnej aktywności - nad Nową Zelandią można było zobaczyć w ostatnich dniach na niebie spirale niebieskiego światła co zrodziło szereg teorii: od kosmitów po czarne dziury. Profesor Richard Easther z Uniwersytetu w Auckland wyjaśnił już, że prawdopodobną przyczyną niezwykłego pokazu świetlnego były spaliny rakiety wystrzelonej ze SpaceX Elona Muska, od których odbijały promienie słońca (LINK).

Jak dobrze, że spaliny a nie coś innego... 


Takie klimaty za to lubią kolejni bohaterzy naszych newsów. Pink Floyd ogłosiło datę premiery ich  nowego singla Hey Hey Rise Up, pierwszego od 25 lat. Nowy utwór ukaże się w dwóch wersjach: na siedmiocalowym winylu i na płycie CD 15 lipca w Wielkiej Brytanii, i całej Europie, a 3 sierpnia w Japonii

W Ameryce Północnej, Kanadzie, Australii i Meksyku pojawi się 21 października. Strona B płyty będzie zawierać przerobioną wersję A Great Day For Freedom z albumu The Division Bell z 1994 roku, przeprojektowaną przez Davida Gilmoura na podstawie oryginalnych taśm. W nowej piosence zagrali oprócz Gilmoura, perkusisty Nicka Masona, basisty Guya Pratta i klawiszowca Nitina Sawhneya, także Andriy Khlyvnyuk, wokalista ukraińskiego zespołu Boombox. Gilmour – którego synowa jest Ukrainką – wyjaśnił, że zespół wydał piosenkę, aby zwrócić uwagę na rosyjską inwazję na kraj i zebrać fundusze, bo cały dochód z singla zostanie przekazany na Ukraińską Pomoc Humanitarną.

Bez protekcji Gilmoura nie znalibyśmy kolejnej bohaterki. Chodzi o Kate Bush, która udzieliła 22 czerwca wywiadu Emmie Barnett z BBC Radio 4 i ujawniła w nim, że w przeciwieństwie do reszty świata nie słucha swoich starych utworów (LINK). Przypomnijmy, że hit Kate jest znowu numerem jeden listy przebojów w UK. To jedyna zasługa Netfliksa jaką znamy.

Wczoraj siedzimy z żoną w pokoju gościnnym i gadamy o różnych rzeczach. Stopniowo zeszła rozmowa na temat życia i śmierci. Mówię: ”Nie dopuść kochana do sytuacji, bym był w położeniu ”roślinki”, zależnym od aparatów i kroplówek ściekających z butelki. I jeżeli znajdę się w takim stanie - odłącz mnie od tych przyrządów, które podtrzymują we mnie życie”.

Nagle ona wstała, wyłączyła telewizor i wyrzuciła na śmietnik moją butelkę z piwem.


Inni nasi idole - szwedzki zespół  Katatonia  podał, że podpisał kontrakt z wiodącą austriacką wytwórnią Napalm Records, w której wydają m. in. Jinjer , Evergrey, God Is An Astronaut, Kamelot. Tym samym kończą współpracę trwająca od 1999 roku z Peaceville Records (LINK).


Co do innych stanów medycznych - część prochów Iana „Lemmy” Kilmistera, frontmana i założyciela  Motorhead, zmarłego w 2015 roku w wieku 70 lat, zostało umieszczonych w ogromnym posągu wykonanym przez Caroline Brisset, a przedstawiającym muzyka. Pomnik stanął na Hellfest w Clisson we Francji. Ceremonia jego odsłonięcia nastąpiła 23 czerwca (LINK). ciekawe, czy na odsłonięciu był gitarzysta Rolling Stones, bo jeśli tak - to istnieje poważna obawa o prochy Lemmyego. Keith Richards bowiem najpierw wciągnął prochy ojca, a teraz chce, żeby z jego prochami zrobiły to samo córki (LINK).  

W podobnym stanie jak Lemmy znajdzie się niedługo ktoś inny. Przyjaciele śmiertelnie chorego fana zbierają fundusze, aby spełnić jego życzenie, którym jest udział w festiwalu Glastonbury. 58-letni Nigel Stonehouse, były murarz z Hartlepool, corocznie bywał na festiwalu z przyjaciółmi przez ostatnie 30 lat. Miał wziąć udział i w tym roku ale w połowie lutego zdiagnozowano u niego raka nerki z przerzutami do płuc. Tak więc potrzebny byłby helikopter i opieka medyczna. Zebrano już pełną kwotę czyli 12000 funtów, lecz zbiórka trwa nadal (LINK).

Jeśli zbiorą podwójną kwotę, na festiwal w przyszłym roku polecą prochy Nigela.

My wracamy jutro - dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

niedziela, 26 czerwca 2022

Chapter and Verse - Joy Division, New Order and me, streszczenie cz.3. Nowa szkoła, spotkanie Petera Hooka i Terry Masona, oraz pierwsze zainteresowania muzyczne Bernarda

 


Pierwszą cześć streszczenia zamieściliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ.

Kolejny rozdział książki ma tytuł Młodość. Zaczyna się dość tajemniczo, bowiem mały Bernard domyśla się, że w domu dzieje się coś dziwnego. Kiedy pojawia się w obecności matki i ojczyma ci przerywają rozmowy, a wieczorami pojawiają się dziwne szepty. Gdy jego matka w końcu woła go żeby my coś oznajmić ten oczekuje kolejnej kary. Jednak staje się inaczej. Matka oznajmia mu, że jej mąż zdecydował się zaadoptować i odtąd musi zmienić nazwisko na Dickin, oraz, że wyprowadzają się do bloku. Mały 11 latek czuje się rozczarowany, że nikt nie pytał go o zgodę, zawsze nazywał się Sumner...


Jednak po czasie okazuje się, że wyprowadzka do typowego bloku - wieżowca ma swoje plusy. W mieszkaniu jest łazienka, mają też suszarkę parową którą chłopak używa jako łaźni parowej. 

Wtedy jego rodzinę nękają kolejne tragedie, najpierw dziadek udaje się do szpitala celem usunięcia guza nowotworowego, a krótko po tym jego babcia, która miała mieć w zasadzie prosty zabieg na jaskrę w wyniku błędu lekarskiego traci wzrok... W tym momencie jedynym w pełni sprawnym dorosłym człowiekiem w całej rodzinie staje się dziadek w dodatku po skomplikowanej operacji.

Bernard rozpoczyna naukę w Salford Grammar School, gdzie pracują często dość dziwni nauczyciele. Nie znosi matematyki, ma zresztą dziwnego nauczyciela nie tylko z tego przedmiotu. Jeden z nich nauczyciel chemii zamyka pewnego dnia żydowskie dzieci z jednej z klas o odkręca palniki z gazem. Inny często przytacza opowieści o wojnie, w której brał udział. Jeszcze inny porusza się skonstruowanym przez siebie trójkołowym wehikułem. Ten w końcu zostaje zepchnięty w ramach buntu przez niezadowolonych uczniów z górki i ulega zniszczeniu, czemu przez okno do którego nauczyciel stoi tyłem, przygląda się klasa Bernarda w milczeniu. Po jakimś czasie chłopacy, którzy są znudzeni szkołą, siadają na tyłach klasy żeby dyskutować o sporcie i zainteresowaniach pozaszkolnych. Są wśród nich, obok BernardaPeter Hook i Terry Mason

W tamtym czasie w ich szkole pojawia się ekscentryczny nauczyciel geografii. Akceptuje fakt, że nie każdy musi lubić ten przedmiot. Pod warunkiem, że w klasie będzie spokój pozwala im na słuchanie muzyki. Ta zagościła w życiu Sumnera na dobre, głównie pod wpływem westernów, tam pierwszy raz słyszy muzykę Ennio Morricone i ta go oczarowuje. Są też inne zespoły - postanawia kupić sobie nawet pierwszy singiel, który puszcza na adapterze otrzymanym w prezencie. Ma wtedy 15 lat, i jest to singiel T Rex - Ride a Wilde Swann.


Chociaż druga strona tego singla już tak bardzo mu się nie podoba. Dużą rolę w jego życiu muzycznym zaczyna odgrywać klub muzyczny w Salford, gdzie zabierając Hooka udają się na jego skuterze. Duża rolę w ich wykształceniu muzycznym odgrywają the Beatles, Stonesi ale też Jimi Hendrix. Ten podoba się Sumnerowi najbardziej, zwłaszcza singiel Hey Joe.


Słucha też z zainteresowaniem Fleetwood Mac ale nie bluesowych piosenek. Nie gardzi też amerykańskim bluesem.

Tak kończy się drugi rozdział książki, wkrótce omówimy kolejne, dlatego czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

sobota, 25 czerwca 2022

Co się dzieje z nimi dzisiaj: A Flock of Seagulls

Dawno, dawno temu, jeszcze w ubiegłym stuleciu w Liverpoolu w Anglii grał zespół new wave i synth-pop, którego znakiem rozpoznawczym były specyficznie ułożone włosy i świeże, elektryzujące, charakterystyczne brzmienie. Nie się zresztą co dziwić zamiłowaniu muzyków do wymyślnych, kosmicznych fryzur, skoro połowa z czterech założycieli to byli fryzjerzy, a chodzi o Mikea Score i Franka Maudsley.


Oprócz nich w zespole byli: Ali Score (brat Mike) oraz Francis Reynolds. Moment zawiązania grupy przypadł na 1979 r., a zespół był znany jako A Flock of Seagulls. Nazwa została zaczerpnięta z noweli Mewa autorstwa Richarda Bacha (ang. tyt. oryginału Jonathan Livingston Seagull).

W udzielonym po latach wywiadzie Mike tak opowiedział o okolicznościach powstania projektu: Zawsze interesowałem się muzyką, nawet kiedy w wieku 12 lat rozwoziłem gazety. Miałem wtedy przy rowerze małe radio tranzystorowe. Więc jeździłem, śpiewałem, dostarczałem gazety. Zainteresowanie muzyką było u mnie zawsze. Kiedy więc zająłem się fryzjerstwem, ludzie z zespołów przychodzili i chcieli ufarbować włosy i tego typu rzeczy. Rozmawiałem z nimi i zacząłem oglądać ich na żywo. Spoglądałem w górę na scenę i mówiłem sam sobie „Ja też mogę to samo robić”. Spotkałem się z moim bratem (Ali Score), a on do mnie „tak bardzo chciałbym być perkusistą”. Spotkałem się jeszcze z kilkoma przyjaciółmi (w tym Paulem Reynoldem który grał na gitarze i basistą Frankiem Maudsleyem) i zaczęliśmy jammować. Nauczenie się strojenia gitary zajęło mi około roku. Właściwie to lubiłem dźwięk rozstrojonej gitary, ponieważ mogłem pisać przy jej akompaniamencie piosenki, które były inne. Kiedy trochę się w to zagłębiliśmy, stało się jasne, że wolimy pisanie własnych piosenek niż dostosowanie brzmienia do innych zespołów. I tak przez kilka pierwszych wspólnych miesięcy pracowaliśmy nad naszym wyglądem i własnym brzmieniem (LINK).

A potem muzycy wydali w wytwórni Cocteau Records Billa Nelsona pierwszą piosenkę, samodzielnego singla (It's Not Me) Talking, który w 1981 roku został  odnotowany na 78 miejscu brytyjskiej liście singli. Z kolei wczesny utwór Telecommunication stał się hitem w klubach nadających new wave. W tym samym czasie A Flock of Seagulls podpisali kontrakt z wytwórnią Jive i wiosną 1982 roku ukazał się ich debiutancki album. W 1981 roku sam John Peel zaprosił ich do swojego programu, tę sesję opisaliśmy TUTAJ

W 1983 roku zespół wydał swój drugi album, Listen, który zaowocował piosenką o umiarkowanej popularności Wishing (If I Had a Photograph of You). Ale trzecia płyta The Story of a Young Heart z 1984 roku okazała się komercyjną klapą. Zdołowany tym gitarzysta Paul Reynolds opuścił zespół. Został zastąpiony przez Gary'ego Steadmana z Classix Nouveaux, a zespół wydał w 1986 roku kolejny album Dream Come True. To była kolejna porażka i zespół postanowił zakończyć działalność… Choć Mike Score utrzymuje, że nigdy się nie rozwiązali. Bo on kontynuował trasę koncertową z rozmaitymi muzykami. Było ich tak wielu, że niektórzy fani żartowali, iż zespół zainstalował obrotowe drzwi... Bo znawcy obliczyli, że przez FOS przewinęło nie mniej niż osiem składów i ponad 25 osób. Jedno z wcieleń zespołu wydało The Light at the End of the World w 1995 roku.

W 2003 roku oryginalny skład Mike'a, Ali'ego, Franka i Paula połączył się ponownie, by zagrać jednorazowo w serialu VH1 Bands Reunited. We wrześniu 2004 roku ponownie się spotkali i odbyli krótką trasę koncertową po Stanach Zjednoczonych. Od 2004 do 2017 Mike koncertował z innym składem po całym świecie. W 2018 roku zespół po raz pierwszy od 1984 roku nagrał nowy album zatytułowany Ascension. Jego realizacja miała miejsce w wielu studiach na całym świecie, a dodatkowo brzmienie wzbogaciła Orkiestra Filharmonii Praskiej. Podobnie w 2021 roku zespół wydał kolejny album orkiestrowy zatytułowany String Theory, zawierający bardziej klasyczne interpretacje singli. A w tym roku Mike z nowym składem rusza w tournée po Stanach Zjednoczonych które zakończy się w roku 2023. Główny wokalistą i klawiszowcem grupy pozostał Mike Score. Oprócz niego wystąpią Kevin Rankin na perkusji, Gord Deppe na gitarze i Pando na basie. Jak brzmią obecnie można usłyszeć na The 80s Cruise w Los Angeles w marcu tego roku



Jak widać, przez te wszystkie lata zmienił się nie tylko skład ale i wygląd grupy. Szalone fryzury całkiem zniknęły, a Score twierdzi, że jego nowy wygląd jest trudniejszy do utrzymania, ponieważ golenie głowy zajmuje więcej czasu niż tapirowanie włosów. Przez lata także zmieniło się życie poszczególnych członków. Mike przez dłuższy czas mieszkał w Key West na Florydzie, gdzie zajmował się budową łodzi. Wraz z nim do USA przeniósł się także Alie. Ale Mike nie wytrzymał długo bez muzyki i w 1996 roku wydał album Light At The End of the World.

A co dzieje się z pozostałymi trzema muzykami FOS?

Jak już wspomnieliśmy Ali i Mike przenieśli się do USA. Wraz z nimi wyjechał także Frank.  Wszyscy otrzymali warunkowo zielone karty na podstawie statusu celebrytów w ramach wizy O-1. Ale Frank szybko rozczarował życiem w obcym kraju. Kochał zespół ale nie miał rodziny. Tęsknił za Wielką Brytanią i w końcu wrócił do Anglii. Mike i Ali pozostali w Filadelfii i spełnili warunki wizowe. Po czym  bracia pokłócili się, przez co Mike pozostał jedynym pozostałym członkiem oryginalnego składu, a Ali przeprowadził się do Bostonu. Tam grał w zespole hard rockowym, a następnie rozpoczął pracę w firmie komputerowej w Cambridge, ponieważ wiza dała mu status stałego rezydenta. Bracia pogodzili się dopiero w 2003 roku, i wtedy zagrali koncert w Londynie dla VH1's Bands Reunited.


Mike Score (ur. 1957 r.) mieszka obecnie ze swoją żoną na Florydzie, oboje regularnie podróżują własnym jachtem między Stanami Zjednoczonymi a Liverpoolem. Score był żonaty cztery razy, od 2012 roku jest żonaty z Ceena Score. Z pierwszą żoną ma dziecko. W 2014 roku wydał Zeebratta, swój pierwszy album studyjny.

Paul Reynolds (ur. 1962 r.) pozostał w Anglii, czasem grywał w zespołach jazzowych. W czerwcu 2011 roku Frank Maudsley i Paul Reynolds wystąpili na festiwalu muzycznym Croxteth Park w Liverpoolu pod nazwą Flock of Seagulls. W 2015 roku zdiagnozowano u niego poważną chorobę serca. Na początku 2020 doznał udaru, obecnie jest w stanie rekonwalescencji.

Czy nas zaskoczą? Wszystko możliwe... Mike nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, w kwietniu tego roku ukazał się album Message Album, dokładnie 23 kwietnia (LINK).


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.