Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Wojna Światów, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Wojna Światów, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 marca 2022

Z mojej płytoteki: Wojna Światów - Następne Stulecie, doskonała muzyka filmowa Józefa Skrzeka

Dość dawno, bo cztery lata temu,  pisaliśmy na naszym blogu w cyklu Kinowa Jazda Obowiązkowa, o genialnym filmie Piotra Szulkina Woja Światów (TUTAJ). Wspomnieliśmy wtedy, że to arcydzieło filmowe zostało wzbogacone muzyką Józefa Skrzeka. Jak wiadomo film ma drugie dno i wcale nie jest o Marsjanach, to po pierwsze. Po drugie - Roman Wilhelmi genialnym aktorem był i basta. Zawirowania w życiu osobistym, alkohol i przedwczesna śmierć to niestety ciemna strona tej postaci, niemniej kreacje filmowe - od czysto komediowych do dramatycznych jak w Wojnie Światów stawiają go w czołówce polskich aktorów wszechczasów.


Teraz muzyka. Z Józefem Skrzekiem jest mały problem z powodu jego wszechstronności, co za tym idzie nie każda płaszczyzna Jego twórczości przypada mi do gustu. Na pewno niektóre albumy SBB, choć nie wszystkie, na pewno kilka płyt solowych jak choćby znakomity Ojciec Chrzestny Dominika, płyta opisana przez nas TUTAJ


Na okładce kolczyk, który miał być w filmie znakiem rozpoznawczym akceptacji dla Marsjan. Cała okładka zresztą jest bardzo skromna, mało tego wydrukowana jest na innej okładce... bardzo kolorowej i bogatej - wystarczy zajrzeć do środka a tam Alibabki... 

 
Na płycie oprócz Skrzeka występują Tomasz Szukalski grający na saksofonie, Hubert Rutkowski na instrumentach perkusyjnych, Jan Skrzek na harmonijce Robert Gola na gitarze i Janusz Ziomber na perkusji.

Album zaczyna się od dynamicznego The War of The Worlds ze świetnymi partiami klawiszowymi i gitarowymi. Po nim Dla Aliny, prawdopodobnie poświęconego żonie i muzie autora, a nawiązującego do wątku miłosnego Irona Idema z filmu... Znakomity utwór nieco przypominający dokonania Bohren & der Klub of Goren których dokonania opisywaliśmy u nas TUTAJ. Znakomity saksofon do muzyki filmowej pasuje jak mało który instrument.


Z klimatu wyrywa nas Porno Magazine dynamiczny z lekko agresywnym wokalem. Ależ brzmienie, nie zapomnijmy, że mamy rok 1982! Piosenka opisuje uzależnienie od pornografii. Po tym krótkim utworze znowu robi się bardzo nastrojowo, bo następny jest Szakal. I znowu ten saksofon... Interception  szokuje brzmieniem i dynamiką, a po nim znowu uspokojenie. Nieznany List jest nawiązaniem do religijnego wątku w twórczości Skrzeka. Polski tekst nie pozostawia wielu złudzeń. Stronę A płyty zamyka ponownie tytułowa Wojna Światów, tym razem jednak w wersji instrumentalnej.

 

Stronę B to piosenki napisane z T. Winterem, otwiera znakomity 65th St. Sermon 


A później jest jeszcze kilka znakomitych momentów, jak choćby kończący album the Gig.

Moglibyśmy pisać dalej o muzyce, ale w obecnej sytuacji skupmy się bardziej jednak na filmie i jego przekazie... Piotr Szulkin w wywiadzie Anną Rembowską w 2005 roku powiedział o tym filmie tak:

Wojna Światów powstała, gdyż nie miałem samochodu. Jeździłem tramwajami i autobusami. Patrzyłem, jak bohaterowie festiwalu solidarności" - ludzie, tłum z dnia na dzień trzyma głowę niżej. Z drugiej strony, niektórzy z liderów śmiało wypowiadali tezę, iż aby Polska miała się wybić na niepodległość i odrodzić duchowo, to musi przejść przez rzekę krwi. Groźne megalomaństwo w sytuacji, gdy u władzy był Breżniew. Groźna i komiczna postać niczym dysfunkcyjny władca z jakiegoś imperium z S.F. Wojną Światów chciałem dotrzeć do ludzi z przesłaniem, by nie dali się wciągnąć w pułapkę. By Budapeszt 56 nie powtórzył się w Polsce.

Minęło ponad 40 lat a Rosja ciągle jest dla Polski zagrożeniem. Obyśmy na własnej skórze nie odczuli nigdy najazdu czerwonych Marsjan... 


Józef Skrzek - Wojna Światów - Następne Stulecie, tracklista: 
The War Of The Worlds, Dla Aliny, Porno Magazin, Szakal, Interception, Nieznany List, Wojna Światów, 65th St. Sermon, Fade Away, Wonderful Sky-Ride, The Gig. Muza 1982.

poniedziałek, 19 marca 2018

Kinowa jazda obowiązkowa: Wojna Światów Szulkina - film wcale nie o Marsjanach

Są takie filmy które stanowią kanon kinematografii. Wracam do nich nie tylko z sentymentu i tęsknoty za doskonałą grą aktorską, ale również z tęsknoty za czasami, kiedy polskie kino było czymś inspirującym, nastawionym na pobudzenie myślenia widza. Niewątpliwie czteropak wydany jako zestaw płyt DVD z filmami Piotra Szulkina to takie właśnie kino. Dzisiaj napiszę o Wojnie Światów, filmie który w czasach w jakich przyszło nam żyć nabiera specjalnego znaczenia.
 
Minęło ponad 30 lat od czasu jego realizacji (film miał premierę w Polsce w 1983 roku), wielu aktorów już nie żyje, niemniej wizja Szulkina jest jak najbardziej aktualna. Nie zamierzam streszczać dokładnie filmu (streszczenie można przeczytać na przykład TUTAJ) , być może zachęcę do zakupienia płyty, chcę natomiast zwrócić uwagę na coś o czym zapominają piszący w internecie streszczenia tego dzieła.
 
Prawdą jest, że film pokazuje najazd Marsjan na Ziemię. Jednak jest to tylko tłem dla rzeczywistej fabuły, którą moim zdaniem jest rola mediów, a dokładnie rola w kreowaniu rzeczywistości. Pozwolę sobie zacytować kilka dialogów z książki Piotra Szulkina stanowiącej podstawę scenariusza filmu. Główny bohater, grany przez znakomitego Romana Wilhelmiego, jest znanym prezenterem telewizyjnym. Na samym początku, po przybyciu Marsjan, aparat represji w towarzystwie gości z innej planety porywa mu żonę i dewastuje mieszkanie. Wkrótce po tym odbywa się ważna rozmowa z Dyrektorem stacji telewizyjnej w której Idem prowadzi swój popularny show. 

Przyszedłem… - powiedział zgaszonym głosem Idem.
-Widzę – dyrektor obojętnie pochwalił się swoją sprawnością.
-Przyszedłem, abyś nie fatygował swego goryla…
-To za mało – skonstatował skromnie dyrektor.
-Czego chcesz jeszcze?
-Czyżbyś się zmęczył niezależnością? A może chciałbyś bym ci rozkazywał i nagradzał za lojalność…. Czy nie tak? – wyglądało na to, ze dyrektor ma dziś swój dobry dzień.
-Może – odpowiedział Idem.
-Jakże to jest niemoralne, prawda? A ja chcę od ciebie czegoś więcej.
-Czego?
-Chcę abyś dalej sam pisał swoje teksty.
-Po co? – Idem naprawdę był zaskoczony.
-To proste, umiesz to robić, trafiasz w gusta widzów.
-Żeby trafić do ludzi nie można zapominać o rzeczywistości.
-Słusznie, i rzeczywistość jest taka, jaką ją widzą w telewizji. A ty pomagasz im w to wierzyć – wytłumaczył dyrektor tonem, jakim mało pojętnym dzieciom tłumaczy się zasady jedzenia widelcem.
-W co mają dzisiaj uwierzyć? – spytał Idem jak dziecko, które ma już wszystkiego dość.
-Mówiłeś coś o… ruchu drogowym. Nie chcę ci sugerować, ale to jest dobry pomysł.
-W co jeszcze mają uwierzyć?
-Ty myślisz że wsadzę ci palec w tyłek i będę tobą podrygiwał jak kukiełką, a potem dam ci za to cukierka. Takich kukiełek mam na kopy. Ty masz być inny. Musisz sam wiedzieć, co masz robić. Chcę od ciebie spontaniczności, zapału, wiary…
Idem milczał.
-Może potrzebuję cukierka – powiedział po chwili.
-A co jest twoim cukierkiem? – uśmiech na twarzy dyrektora stał się wyraźniejszy.
-Ty wiesz…
-Nie wstydź się, powiedz…
Idem opuścił wzrok.
-Żona. Oddaj mi ją.
Dyrektorowi w uśmiechu odsłoniły się zęby.
-Słyszałem że cię porzuciła. Współczuję ci… Jest piękną kobietą. Chyba będziesz musiał jej płacić  alimenty, nie?
-Jesteś łajdakiem.
-Każdy jest łajdakiem – stwierdził pobłażliwie dyrektor przysuwając się do Idema. Mówi się że aby coś dostać, trzeba bardzo chcieć. To nieprawda. Aby coś dostać, trzeba się bardzo bać. Czy ty się już wystarczająco boisz, aby dostać cukierki?

 
Powyższy dialog ma na celu skłonienie „niezależnego” prezentera do kłamliwego wyjaśnienia widzom, że za zwiększoną ilością wypadków drogowych nie stoją Marsjanie, łaknący coraz więcej krwi Ziemian. Ale to mniej ważne. Powyższy dialog polecam wszystkim tym, którzy wychwalają „obiektywizm” i „niezależność” dziennikarzy.  Forma skrępowania nie musi być tak brutalna, niemniej szantaż cały czas z pewnością jest metodą obowiązującą w świecie mediów…
 
Iron Idem ulega szantażowi, oddaje krew, sam pisze entuzjastyczne sprzyjające władzy komentarze do swojego programu. Nie wie, że jego żona dawno nie żyje… Medialna iluzoryczna rzeczywistość zawładnęła prezenterem. Pojawia się nawet w jego snach. Jedną z najbardziej szokujących scen filmu jest sen o spowiedzi Idema. Tak opisuje ją Piotr Szulkin:

Stał we wnętrzu ogromnego pustego kościoła…
Podszedł wolnym krokiem do konfesjonału i bojąc się unieść głowę przyklęknął przy kratce. Milczał,  chciał prosić i u słyszeć odpowiedź. Ale nie wiedział już, jak prosić…  A może nie wiedział już o co mógłby prosić… Podniósł głowę, zza kratki wyciekał cichy, zjadliwy chichot. Wstał, otworzył raptownie drzwi konfesjonału. W środku stał duży telewizor, na jego ekranie zbliżenie twarzy Irona Idema w peruce patrzyło prosto w oczy Idemowi, stojącemu przed konfesjonałem.
 
-Grzeszysz… - powiedział kpiąco ekranowy Iron Idem, po czym wybuchnął śmiechem, cynicznym, wyzywającym, głośnym śmiechem. Idem uciekł, goniony urągliwym chichotem twarzy na szklanym ekranie, który wydawał się tak mały w ogromie kościoła, a jednocześnie potrafiący wypełnić  całą tę przestrzeń swoim rechotem.”    

Film obnaża fałsz mediów, manipulację, kłamstwo. Fałsz polegający nie tylko na kreowaniu „faktów” medialnych (jak choćby scena z wybuchem bomby i pomstującymi po odlocie Marsjan matkami) ale też na odpowiednim doborze narracji, tak aby zawsze być na topie. Okazuje się, że media wyczuwają nastroje i Marsjanie, kiedy przestają już być wielkimi przyjaciółmi Ziemian których opuszczają, stają się natychmiast pierwszymi wrogami. Idem natomiast, zmuszony szantażem do fałszywej miłości wobec najeźdźców, okazuje się być teraz pierwszym wrogiem, bo przecież sprzyjał Marsjanom… Jakże przewrotna retoryka… A wszystko tylko w jednym celu.
Niech przemówi sam Idem:

„Jeden z fotelików skrzypnął i przekręcił się.  Siedział w nim dyrektor. Uśmiechnął się. Jednak brak ci wyczucia… - powiedział współczująco.
-Nic z tego nie zapamiętają. Szkoda. Na co ty liczyłeś? Zapomniałeś za co oni nas kochają…?   Za to, że tworzymy im fikcję…

 
Minęło 30 lat. Szczęśliwie jeszcze nie zabrali nam Internetu, dzięki któremu wielu ludzi, myślących niezależnie, potrafi samemu wytworzyć sobie obraz rzeczywistości. Jeszcze nie zabrali…     
 

Na koniec dodam, że tak mistrzowski obraz musi iść w parze z mistrzowską muzyką Józefa Skrzeka... Ale o tym napiszę w osobnym tekście. 

Piotr Szulkin - O bi, o ba, Wydawnictwo Alfa, 1984
Telewizja Polska - Piotr Szulkin, 4xDVD, Arcydzieła Polskiego Kina, 2009. 

niedziela, 12 lipca 2020

Kinowa jazda obowiązkowa: Piotr Szulkin - dzieła wybrane i kilka złotych myśli mistrza

Od dłuższego czasu na naszym blogu publikujemy serię pt. Kinowa Jazda Obowiązkowa (TUTAJ), w której opisujemy starsze, ale i nowe dzieła kina warte uwagi. 

Kilka razy pisaliśmy w niej o filmach Piotra Szulkina (TUTAJ), geniusza polskiego kina, który niestety opuścił nasz padół w 2018 roku...

Tym większego znaczenia nabiera omawiane dziś wydawnictwo z serii Arcydzieła Polskiego Kina, które nabyłem w 2009 roku, a które dzisiaj osiąga zupełnie horrendalne ceny! A jest za co płacić, bo wydawnictwo jest po prostu przepiękne. Nie dość, że mamy w środku największe dzieła reżysera na DVD, to są też bonusy w postaci filmów Kobiety Pracujące, i Mięso (Ironica).
Oczywiście nie brakuje klasyki - Wojna Światów (pisaliśmy o tym filmie TUTAJ), O-Bi, O-Ba. Koniec cywilizacji (opisany TUTAJ), Ga, Ga, chwała Bohaterom (TUTAJ) i Golem.



 
Przeglądając boks i patrząc na zdjęcia aktorów z filmów Szulkina nasuwa się refleksja. Bez względu na to co dzisiaj dzieje się z grającymi w tamtych filmach, należy przyznać jedno - dzisiaj nikt nawet o milimetr nie zbliżył się do poziomu ich gry w tamtych czasach. To co serwuje nam współczesne polskie kino to tandeta i plastik. Pogoń za sensacją, knajacki język, braki fabuły i ogólne jej spłaszczenie - to mówiąc w skrócie rodzime kino w pigułce. 

A tzw. gwiazdy? Szkoda na darmo strzępić języka... Pogoń za sensacją, robienie wkoło siebie szumu na plotkarskich portalach, czy próbowanie kreowania się na autorytety np. polityczne, co wypada co najmniej blado - to tak w skrócie charakterystyka aktorsko - celebryckiego modelu życia.    

Wróćmy do wydawnictwa - rarytasem jest książeczka, w której poza przedstawieniem sylwetki reżysera i wycinków prasowych z recenzji krytyków po premierach filmów, mamy absolutny hit - wyciągi z wybranych wywiadów z Piotrem Szulkinem.

Poniżej kilka cytatów (do obszerniejszego omówienia wywiadów wrócimy, podobnie jak do opisu książki autora).  Okazuje się bowiem, że niemal każda odpowiedź Szulkina zawiera jakieś złote myśli...

Dawanie nadziei przez wypowiedź artystyczną, to jak miłość bliźniego, której świadectwem miałyby być napisy na nagrobkach. Ciągle szukam takiego nagrobka:" tu leży taki a taki, który był wyjątkowym draniem".

Aby być autorytetem, trzeba być bystrym człowiekiem. Ja nie byłem bystry.

W Starym Testamencie Bóg nie jest specjalnie miłym partnerem dla swych dzieci - ludzi. W Nowym, Jezus próbuje to naprawić, ale doznaje druzgocącej porażki.

Arka istnieje, ale nie wiem, czy jesteśmy warci tego, by nadeszła. 

Nastąpiło odwrócenie wartości - tworzymy wartości z przedmiotów i sytuacji społecznych, które ich nie posiadają.

Kino amerykańskie wysysa z Europy najlepszych ludzi. Europa jest laboratorium eksperymentalnym dla amerykańskiego kina. Oni powinni nam za to płacić. 

Istnienie Herzoga tworzyło dla mnie obraz nowych Niemiec. 

Trzy czwarte amerykańskich produkcji to robota propagandowa.
Głębsza analiza wypowiedzi skłania do wniosku, że Szulkin stawiał już dawno diagnozę nie tylko odnośnie rodzimego kina, czy polityki, ale i sytuacji w naszym kraju. Na ile diagnoza ta okazała się ponadczasowa postaramy się odpowiedzieć w kolejnym wpisie z tej serii. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.    

niedziela, 26 maja 2024

Z mojej płytoteki: SBB i Memento z Banalnym Tryptykiem - polski progrock na światowym poziomie


Wczoraj odbył się w Krakowie na Cmentarzu Rakowickim pogrzeb Jana A. P. Kaczmarka. Informacja gdzie będzie pogrzeb podana została wcześniej. Informacja kiedy, zbyt późno. Żałuję, bo Jego twórczość wywarła ogromny wpływ na moje życie muzyczne. To nie były godziny, to były nieraz całe tygodnie kiedy z gramofonu nie znikał album Czekając na Kometę Halleya, który uważam za dzieło ponadczasowe. Nigdy nie zostanie zapomniane. Do twórczości Mistrza wrócimy, tymczasem niech spoczywa w pokoju, nie zapomnijmy o Nim w modlitwie. R.I.P. 
 
Pomyślałem zatem, że do dzisiejszego dnia refleksji pasuje album SBB. To taka właśnie muzyka, jak muzyka Kaczmarka - pełna nastroju, ładunku emocjonalnego. To oczywiście inny styl, ale poziomem wirtuozerii porównywalny z tym co tworzył Mistrz, chwilami są też podobieństwa muzyczne jak choćby z pięknym Trójkącie Radości, do złudzenia przypominającym momentami Kometę. Naciągane? Pewnie tak, ale czasem, w zasadzie zazwyczaj, nie umiem wytłumaczyć dlaczego sięgam akurat po taki a nie inny album w takich a nie innych okolicznościach.
 
 
Dostępne w sieci recenzje albumu choćby (TUTAJ) podkreślają, że to album który najlepiej zniósł próbę czasu, jeśli chodzi o twórczość z pierwszego etapu działalności SBB. I tak jest bo to jedyny jaki posiadam w kolekcji, mimo faktu że wielokrotnie przymierzałem się do innych płyt. Jednak wolę solową twórczość Józefa Skrzeka, jak choćby Ojciec Chrzestny Dominika (opisany TUTAJ), czy Wojna Światów (warto zerknąć TUTAJ). I ten album SBB jest stylistycznie najbardziej do tej twórczości zbliżony. 
 
Reasumując, to dziewiąta płyta w dorobku SBB, wydana w 1981 roku w składzie: Apostylis Antymos (gitara elektryczna i akustyczna), Sławomir Piwowar (gitara elektryczna i akustyczna, bass i aplauz), Jerzy Piotrowski (instrumenty perkusyjne), Józef Skrzek (fortepian, minimoog, polymoog, micromoog, organy, perkusja, śpiew, i wiele innych instrumentów), Alicja Piwowar i Renata Szybka (aplauz). Album nagrano w Studiu Polskiego Radia w Opolu w lutym 1980. Warto dodać że mistrz Skrzek przeprowadził remiks końcowy płyty zrealizowanej przez Władysława Gawrońskiego i Renatę Szybką a reżyserem nagrań był Edward Spyrka. Całość zapakowana jest w ciekawą okładkę projektu M. Mroszczaka i T. Sikory - na awersie mamy fotografię przedstawiającą zdjęcia muzyków umieszczone na jakimś mokrym, kafelkowanym podłożu. Na rewersie, być może to zła interpretacja, ale wydaje się że widzimy suszarkę do zdjęć, kiedyś dawno temu, zdjęcia wywoływało się w ciemni, i być może tutaj właśnie autorzy umieścili akcję dziejącą się na okładce.
 
Pikanterii dodaje fakt, że znakomite teksty na albumie napisał Julian Matej, a pod tym pseudonimem ukrywał się katowicki pracownik SB pułkownik Romuald Skopowski (warto zobaczyć TUTAJ). 
 
No i właśnie od pięknej ballady z tekstem Mateja i muzyką Skrzeka Moja ziemio wyśniona  zaczyna się ten album. Jest jesiennie, nostalgicznie, 


W obłoku każdym kreowanym
Ulotne płyną krajobrazy
W otwartych oczach na jawie sen
Jak na jawie sen
Już ptaki ciągną na południe
I każdy dzień od gniazd je dzieli
Ich szlaki znaczy słoneczny pył
Ziemi wyśnionej pył
Chłodu czas nadchodzi
Chwila traw powiędłych
Ukryjesz mnie w swych ramionach
Ziemio moja wyśniona

Po nim instrumentalny, skomponowany przez Sławomira Piwowara znakomity Trójkąt radości. Kojarzy się z Orkiestrą Ósmego Dnia... Jest eksperymentalny, chwilami monumentalny, okraszony pięknymi gitarowymi solówkami. Tak kończy się strona A płyty. 
 
Stronę B otwiera  Strategia pulsu - jest tu nieco jamowania, świetne solówki. No może harmonijka nie jest najlepszym wyborem, ale utwór i tak świetny. No i zakończenie - tytułowy Memento z banalnym tryptykiem znowu ze znakomitym tekstem Mateja.
 
Właściwie nie ma nic nadzwyczajnego
W spożywaniu owocu
Ani w nim samym
Jabłko mała planeta wszechsadu
Unosisz ją w górę i strząsasz
Wodę i ogień
Może tylko otwieranie granicy
Między zielenią i bielą
Zagajnik smaku
Wśród wyrudziałych pól
Córko mała damo z jabłkiem w dłoni
Chytrym zwierzątkiem
Przewrotną łasicą nadziei
Właściwie nie ma nic nadzwyczajnego
W spożywaniu owocu
Ani w nim samym
Właściwie nie ma nic nadzwyczajnego
W spożywaniu owocu
Ani w nim samym
Najłatwiej tu o ocalenie
Jarmarcznych obrazków
Ojca wypuszczającego
Strzałę w stronę syna
Kuszonej i kuszącej
Nobliwego wyspiarza
Który na długo odebrał
Ludziom nadzieję
Oderwania się od ziemi
Który na długo odebrał
Ludziom nadzieję
Oderwania się od ziemi
Właściwie nie ma nic nadzwyczajnego
W spożywaniu owocu
Ani w nim samym
Córko
Zabici leżą pośród jabłek w sadzie
Córko
Zabici leżą pośród jabłek w sadzie
 
Piękne? Mało powiedziane, a tekst może mieć wiele interpretacji, w tym antywojenną. 
 
Na koniec uwaga. Mistrz Skrzek wielokrotnie występował z utworami z tego albumu, jak i z innych opisanych powyżej płyt. Prawem autora jest zmiana interpretacji. Ale my fani, chętnie byśmy usłyszeli te piosenki w oryginalnych wersjach. Za ten powyżej, czy za Toczy Się Koło Historii dałbym się na sucho ogolić. Może Mistrz pomyśli i zagra kiedyś te albumy live, ale w oryginalnych wersjach? To by dopiero było...
 
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.  
 
SBB, Memento z Banalnym Tryptykiem, realizacja Władysław Gawroński i Renata Szybka, Muza 1981, tracklista: Moja ziemio wyśniona, Trójkąt radości, Strategia pulsu, Memento z banalnym tryptykiem.

 

niedziela, 12 sierpnia 2018

Kinowa jazda obowiązkowa: Fahrenheit 451, czyli jak Wojtek zaczął być orwellowskim antystrażakiem

Guy Montag (w tej roli Oskar Werner) - bohater brytyjskiego filmu Fahrenheit 451 z 1966 roku jest strażakiem, choć na prawdę chodzi o antystrażaka. Bowiem to nie jest zwykła straż pożarna,  w tej straży się nie gasi pożarów tylko robi się coś zgoła przeciwnego. Antystrażacy mają za zadanie podpalanie i likwidację książek. Świat wygląda niczym w powieści Rok 1984 George'a Orwella (pisaliśmy o książce i filmie TUTAJ), telewizyjna indoktrynacja, donosicielstwo i generalnie odmóżdżenie temu towarzyszące są na porządku dziennym. Taka typowa akcja antystraży wygląda jak poniżej:






Antystrażacy nie tylko zjeżdżają po słupie, ale też posiadają umiejętność jazdy po rurach odwrotnie  - czyli w górę. Po otrzymaniu rozkazu udają się na miejsce, wcześniej przygotowane przez Policję. Zamiast wozu strażackiego mają wóz z miotaczem, książki polewane są cieczą łatwopalną i palone. Montag jest wzorowym antystrażakiem i za chwilę dostanie awans. Spotyka w pociągu dziewczynę, która wydaje się być nim zainteresowana, choć większość ludzi boi się antystrażaków.


Żona Montaga za to, zdaje się przypominać pierwszą żonę Smithsa z powieści Orwella, i na tym zresztą podobieństwa obu dzieł się nie kończą. Opisywany film powstał na podstawie książki Roya Bradburyego (z roku 1953) pisarza amerykańskiego, napisanej później niż książka Orwella. Wspomniana żona Linda żyje tylko telewizją i interaktywnymi serialami w których może brać udział, (jak każdy inny mieszkaniec kraju, z czego nie zdaje sobie sprawy więc czuje się wyróżniona). Wizja awansu męża nie robi na niej żadnego wrażenia... Za to udział w serialu bardzo duże.





Uzależnienie Lindy od TV jest wzmacniane poprzez takie  interaktywne programy, bo po każdym dostaje pochwałę za wspaniały udział, przez co ogląda TV nawet przed snem. 
 
Podczas jeden z akcji, jak i w szkole dla antystrażaków Montag dowiaduje się, że 451 stopni Fahrenheita to temperatura w której płonie papier... (choć tak na prawdę to fikcja literacka, papier pali się w znacznie wyższej temperaturze). Pada nawet pytanie: czy dawno temu strażacy nie palili książek tylko gasili ogień? I odpowiedź: Domy zawsze były ognioodporne. Za to na pytanie: dlaczego palicie książki? pada odpowiedź: to praca jak każda inna, spalamy je na popiół a później palimy popiół, książki to stek bzdur, ludzie je czytają bo to zabronione, książki skłaniają do postaw aspołecznych, przynoszą nieszczęście. 

Lekcje dla antystrażaków polegają między innymi na tropieniu książek w elementach konstrukcyjnych i meblach i ogólnie ćwiczeniach w ukrywaniu i szukaniu - bowiem żeby umieć znaleźć trzeba umieć chować.


Poznana w pociągu dziewczyna prowokuje kolejne spotkanie podczas którego pada seria pytań dających do myślenia. Czyta pan książki które pali? Na co otrzymuje od Montaga odpowiedź: A po co - to zabronione. I kolejne: Jest pan szczęśliwy? Jakże mógłby nie być: oczywiście że tak. Proszę zauważyć pełną analogię do historii Smithsa i Julii z Roku 1984. Tam też kobieta sprowokowała spotkanie i całą miłosną historię. 

Montag zaczyna w końcu myśleć samodzielnie i zauważa, że jego żona Linda jest mało nim zainteresowana. Pyta ją bezpośrednio: Chciałabyś mieć większy dom? Na co otrzymuje odpowiedź: raczej drugi ekran ścienny... Na marginesie, żona i bohater cały czas w filmie zażywają tabletki, coś analogicznego do orwellowskiego dżinu zwycięstwa. 

Awans jest coraz bliżej, Montag upewnia się o nim podczas rozmowy z dowódcą który pokazuje teczki pracowników, każdy z nich ma swój numer nie ma nazwisk, Montag to akurat 381-813. Do jego awansu potrzebne jest 12 fotografii od tyłu a w teczce jest tylko 6...




Montag mieszka jak bohaterzy Orwella w czymś noszącym nazwę blok 813. Po powrocie z pracy odkrywa, że żona jest nieprzytomna, i prawdopodobnie przedawkowała tabletki. Informuje o tym dział zatruć przy okazji informuje co zażywają z żoną: czerwone tabletki numer 2 i złote tabletki numer 8. Przybywa karetka, dwóch dziwnie ubranych sanitariuszy twierdzi że: wpompują w żonkę nową krewkę i będzie jak nowa.  

W Montagu coś pęka, następnego dnia przypomina sobie rozmowę z dziewczyną z pociągu, i pytanie o czytanie książek, które pali. Decyduje się przemycić do domu książkę Dickensa i ukrywa w pawlaczu, czyta nocą wyłączając ekran jak w Orwellu. Nota bene Julia i Smiths z Roku 1984 też czytali książkę, ale Goldsteina.


 
Antystrażak przeżywa powolną metamorfozę, podczas rewizji w parku - placu zabaw, puszcza wolno człowieka w płaszczu, który ewidentnie ma pod nim schowane książki. Dziewczyna z pociągu nadal go śledzi, tym razem z matką, finalnie prowokuje spotkanie (jak w Orwellu). Żali się Montagowi, że zwolnili ją ze szkoły. Wkoło kwitnie donosicielstwo, wspólnie widzą scenę kiedy ktoś do specjalnej czerwonej skrzynki wrzuca donos.  Jak mówi Montag: to informator - pozbył się sąsiada, matki albo szwagra.





Kobieta zabiera Montaga do szkoły i wplątuje w intrygę. Szkoła okazuje się miejscem gdzie dzieci, wszystkie ubrane w identyczne  mundurki, uczą się jedynie liczyć. Pamiętasz gdy pytałaś czy czytam książki które palę? Wczoraj jedną przeczytałem, chwali się Montag swojej znajomej z pociągu.



Żona przyłapuje Montaga na czytaniu w nocy... Sytuacja dla niej staje się coraz trudniejsza.To tak jak życie w telewizji a prawdziwe życie. Coś a la fabuła filmu Piotra Szulkina Wojna Światów (opisanego TUTAJ).

Komendant podczas kolejnej akcji, w czasie której Montag kradnie następną książkę (historię Kaspara Hausera, jaki ten świat jest mały - proszę zobaczyć TUTAJ) wyjaśnia strażakom: Książki nic nie zawierają, są o ludziach którzy nie istnieli, ci którzy je czytają stają się nieszczęśliwi. Jedynym kluczem do szczęścia jest równość. 

W akcji ginie matka jego znajomej z pociągu, płonie w domu pełnym tego co kochała najbardziej - książek. 


 
To przeżycie dla Montaga jest przełomem. Postanawia przejść do działania. Daje wykład o książkach koleżankom żony - czyta fragment, jedna z nich się wzrusza, a kiedy kończy pozostałe stwierdzają, że książki to samo okrucieństwo, smutek i łzy. 


Tej samej nocy Montag ma koszmary, a Policja aresztuje wuja jego znajomej z pociągu i nauczycielki (dopiero teraz pada jej imię: Clarise) podczas gdy jej udaje się uciec. Rano po trudnej nocy żona stawia antystrażakowi alternatywę: książki albo ja. Następnie sama donosi na męża. Poniżej zdjęcie w kolorze, żeby uzmysłowić czytelnikom, że mimo iż mamy rok 1966 film jest niesamowity kolorystycznie. 


Antystrażak znajduje Clarice a ta opowiada mu o krainie za rzeką, krainie wolności gdzie żyją książkowi ludzie, i zachęca żeby z nią do nich uciekł. Montag jednak pragnie rozmontować system, czyli podłożyć antystrażakom książki a następnie ich zadenuncjować. Rozstają się...


Wypowiada pracę w antystraży ale zanim stanie się wolny, dowódca prosi go o wzięcie udziału w ostatniej akcji. Okazuje się, że antystrażacy jadą do jego domu, gdzie przy wyjściu spotyka żonę, która właśnie go opuszcza...




Recepty na szczęście wzajemnie się wykluczają - to kolejna lekcja którą udziela Montagowi dowódca podczas palenia książek w jego domu. Montag w desperacji pali łoże małżeńskie, telewizor a finalnie zabija dowódcę i ucieka - rozpoczynają się poszukiwania. Czy przeżyje? A może przeżyje swoją śmierć? Czy dotrze do krainy książkowych ludzi? Czy jeszcze spotka Clarice?



Na koniec kilka słów podsumowania. Nie spotkałem się z recenzją pokazującą podobieństwa między Orwellem a książką Bradbury'ego, na podstawie której nakręcono film. Nie spotkałem się nigdy z takim dziwnym filmem, z tak niesamowitym klimatem i kolorystyką. Są dwie sceny trącające kiczem, powodowane ówczesną techniką trikową, ale to jest do wybaczenia. Dziś w epoce komputerów wzbudzają nie tylko uśmiech, ale i szacunek. 

Nie spotkałem się też z filmem gdzie jedna aktorka gra dwie role, zarówno Clarice jak i żony Montaga Lindy (Julie Cristie). I kiedy tak oglądałem sobie niedawno jeden ze starszych filmów science fiction Woody Allena, nie wytrzymałem do końca - trącało kiczem i tandetą. Tutaj klimat jest absolutnie ponadczasowy. 

I na koniec: palenie książek to rzecz jasna aluzja do Niemców, a pociągi pokazane w filmie science fiction jeżdżą dzisiaj na prawdę w wielkich japońskich miastach... 

Julie Christie żyje i ma obecnie 77 lat. Za to Oskar Werner zmarł w wieku 63 lat, nomen omen w roku 1984...