Zaczynamy of koncertu New Order w Londynie, który okazał się gigantycznym sukcesem. 20 000 ludzi, niesamowita atmosfera i jak zawsze wszechobecny Ian Curtis.
Choć obecna twórczość zespołu kompletnie nam się nie podoba musimy oddać szacunek, że o ile chodzi o jakość show, to NO są numerem jeden w UK a być może i na całym naszym ziemskim padole... Więcej TUTAJ.
Jeśli pojawili się New Order - Ged Duffy może być uważany za najbardziej pechowego człowieka świata muzyki z Manchesteru. Mógł zostać menadżerem New Order, lub basistą w The Cult… i oczywiście nie udało mu się.
Za to teraz spisał swoje wspomnienia w książce Factory Fairy-Tales i opublikował z przedmową Petera Hooka i wstępem Gary "Mani" Mounfielda.
W publikacji, która jest już dostępna od października w sprzedaży, Ged wspomina m.in. pracę w charakterze pomocnika scenicznego w Russell Club, a później w The Hacienda (LINK).
Patrząc na całokształt, z pewnością książka okaże się plajtą...
Pozostańmy w klimatach Factory, bo tam debiutowali kolejni bohaterzy dzisiejszych newsów.
Orchestral Maneuvers In The Dark (OMD) wyruszy w listopadzie w 15-dniową trasę koncertową po Wielkiej Brytanii. Zespół wykona utwory z kultowego albumu Architecture & Morality, oraz wiele innych hitów. Program i bilety TUTAJ.
Także po Wielkiej Brytanii i Irlandii ruszy w lutym 2022 roku z koncertami Echo & The Bunnymen. Bilety TUTAJ. Grupa obchodzić będzie w ten sposób 40. lecie istnienia.
Nie podano, czy muzycy będą współdzielić laski z muzykami OMD, o wózkach też nic nie piszą.
Dalej koncertowo - można jeszcze kupić bilet na koncerty Clan of Xymox na 13 listopada w Warszawie (LINK) i we Wrocławiu, na 20 listopada.
Zespół będzie promował swoją ostatnią płytę Days Of Black z 2017 r (LINK).
Kolejni tytani muzyki - irlandzki Clannad w listopadzie będzie występował w Wielkiej Brytanii, ale w przyszłym roku czterokrotnie w Polsce oraz w Holandii, Danii i Norwegii (LINK).
Tym razem nie koncert i z rodzimego podwórka - Piotr Pawłowski (Made in Poland) zaprasza na spotkanie autorskie - 12 listopada (piątek) o 18.00 do Księgarni Korekty przy Al. Wyzwolenia 14 w Warszawie.
Spotkanie poprowadzi Grzegorz Kalinowski, pisarz powieści kryminalnych, a także fan i znawca polskiego undergroundu lat 80. Muzyk będzie promował swoją książkę Dzienniki basowe (LINK).
Z kolei legendarny zespół metalowy Judas Priest uruchomił interaktywne doświadczenie internetowe, oferując powieść graficzną o historii heavy metalu (LINK).
Całość składa się z sześciu części, w rozdziale 5 Richie Faulkner oferuje dwie lekcje gry na gitarze na zamówienie.
Świat zmienia się na naszych oczach, co przyniesie przyszłość?
Skoro weszliśmy w futurologię - muzyka Hansa Zimmera z wokalizami Lisy Gerrard do ekranizacji Diuny została już uznana za muzykę przyszłości i arcydzieło... My znamy więcej genialnych dzieł z udziałem Lisy, bo Dead Can Dance słuchaliśmy już w liceum...
Za to w podstawówce oglądaliśmy kreskówki. Pamiętacie rysunkowy film Disneya o Królewnie Śnieżce i 7 krasnoludkach? W przyszłym roku rusza jego wersja aktorska.
Gal Gadot zagra Złą Królową, Rachel Zegler Śnieżkę a reżyserem będzie Marc Webb, co niestety nic nam nie mówi.
O zgrozo producenci zapowiadają, że film znacznie rozwinie fabułę i muzykę oryginalnej wersji… (LINK). Z przecieków wiemy, że ma być w nim też wątek polski. Ponoć Śnieżka nie ma już być budzona pocałunkiem, bo to przemoc i seksistowskie zachowanie. Ma ją w nowej wersji obudzić Marta Lempart plaskaczem w twarz i okrzykiem - Śnieżka i krasnoludki - Wypierdalać!
Bowiem prawdziwym potworem jest przeznaczenie - co to oznacza? Nie bardzo wiadomo, jednak brzmi dobrze. I promuje nowy sezon Wiedźmina, serialu na Netflixie, który rozpocznie się 17 grudnia.
W ostatnich dnia opublikowano trailer cyklu, który gra powyżej. Jak na razie bohater ciągle jest biały.
Jak na razie...
Taplajmy się zatem dalej w absurdzie. Wyznawcy amerykańskiej sekty QAnon bardzo rozczarowali się w gdy w ostatni wtorek (2 listopada), John F. Kennedy i jego syn, John F. Kennedy Jr. nie pojawili się na koncercie Rolling Stonesów, który według ich własnych obliczeń miał stać się miejscem ich zmartwychwstania.
Teraz spekulują że Keith Richards to tak naprawdę JFK… (LINK). To możliwe odkąd Richards oznajmił w jednym z wywiadów że wciągnął do nosa prochy swojego dziadka. Ponoć wszystkiemu z bliska przyglądał się Elvis przebrany za Micka Jaggera a nad nimi biegało coś po dachu, świeciło i szeleściło.
Okazało się, że był to pająk w ortalionie i ze złotym zębem.
Co do złota - na pewnym polu w Norfolk od 1991 roku znajdowane są złote monety. Ostatnio przy pomocy wykrywacza metali ktoś wykopał aż 131 sztuk złotych monet a także cztery inne złote przedmioty sprzed 1400 lat, co czynią z tego znaleziska największy skarb z okresu anglosaskiego jaki wykryto na terenie Wielkiej Brytanii.
Trwają działania zmierzające do przejęcia tego wszystkiego na rzecz korony…
U nas wszystko co znajduje się w ziemi należy do państwa, i nie trzeba nic ani niczym się przejmować (LINK).
Skoro tak to na koniec żart o kopaniu (ale nie złota):
Spotykają się dwie sąsiadki:
- A co to sąsiadka tak dziś na czarno?
- A no, bo to mąż mój nie żyje.
- O mój Boże. A jak to się stało? Przecież jeszcze wczoraj go widziałam jak kopał w ogródku.
- A kopał, kopał. A potem poszliśmy do sklepu kupić mu nowe buty. No i mierzy jedną parę, drugą, trzecią... dziesiątą...
Mówię mu "nie śpiesz się Stefan, przymierzaj dokładnie żeby na pewno dobre były." W końcu po paru godzinach wróciliśmy do domu, on zakłada te nowe buty i mówi, że ciasne.
NO NIE ZABIŁABY PANI?
A ponieważ sezon grzybowy w pełni i wyjątkowo obrodziły kurki, na koniec w ramach równouprawnienia inny żart.
Mężczyzna w żałobie spotyka kolegę.
- Co się stało że jesteś w żałobie, pyta kolega?
-Moja trzecia żona nie żyje.
-Co się stało? Rak?
-Nie, zatruła się grzybami...
-A jaka była przyczyna śmierci twojej drugiej żony?
-Tak samo - zatrucie grzybami...
-Pierwsza też grzyby?
-Nie, pierwsza pęknięcie czaszki - nie lubiła grzybów...
My wracamy już jutro, dlatego czytajcie nas-codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Plagiat czy inspiracja? Bywa, że charakterystyczny motyw piosenki, lub pojedynczy, ale rozpoznawalny akord, przenoszony jest z jednego utworu do drugiego. Może różnić się rytmem albo tonacją, jednak odnajduje się go od razu. Peter Hook na przykład po latach przyznał się do wykorzystania tematu muzycznego autorstwa Ennio Morricone w jednym z hitów New Order (pisaliśmy o tym TUTAJ), a z kolei efekt znajomości muzyków Nowomowy dyskografii Interpolu i Depeche Mode sami odkryliśmy TUTAJ. Takie historia zdarzają się i początkującym i sławnym.
W 1991 roku Nirvana wydała singiel Nevermind na którym znalazł się utwór Come As You Are.
Podobno zespół, a w zasadzie Kurt Cobain typował na płycie w jego miejsce In Bloom, ale przeważyło zdanie wytwórni płytowej. Zastrzeżenia Cobaina wzięły się z obawy, czy aby Come As You Are nie jest zbyt podobny do piosenki Eighties Killing Joke z 1985 roku.
O dylematach lidera Nirvany napisał w swojej książce-mega wywiadzie menedżer zespołu, Danny Goldberg, odpytywany przez Alexa Smitha (Eyewitness Nirvana: The Day-by-Day Chronicle, 2000). Piosenka Nirvany rzeczywiście stała się hitem i muzycy Killing Joke, którzy od razu zauważyli podobieństwo, wysłali do Nirvany dokumenty prawne, zarzucając plagiat. Rozpoczęty spór zakończyła samobójcza śmierć Kurta Cobaina, bo w obliczu takiej tragedii Killing Joke nie chcieli ciągnąć tej sprawy dalej. Zresztą także Killing Joke nie uniknęli zapożyczeń, w tej samej spornej piosence, czyli w Eighties, skorzystali z riffu Baby Come Back The Equals sprzed 20 lat, z 1966 roku.
Może dlatego także piosenki innych zespołów w tym samym czasie, czyli w połowie lat 80. są do siebie podobne, zresztą porównajcie sami:
22 Faces Garden of Delight
Life Goes On The Damned
Według wspomnianej biografii Danny Goldberga muzycy Killing Joke przyznawali się do inkluzji riffu z The Equals, chociaż nie znali ani piosenki The Damned, ani Garden of Delight, więc z tym zapożyczeniem riffu mógł zadziałać prosty mechanizm zbiorowej świadomości, którego działanie można streścić znanym cytatem: ludzie lubią te piosenki, które znają. Dlatego czasem ciężko jest prześledzić muzyczne pochodzenie utworu, w którym wyłapujemy znajome frazy. Fani Nirvany doszukali się zresztą w innym utworze z tej samej płyty, czyli w kultowym Smells Like Teen Spirit
podobieństw do More Than a Feeling Bostons
Czego to dowodzi? Niczego. Albo może tego, że wszyscy mamy podobną świadomość muzyczną i to niezależnie od szerokości geograficznej. Nawet żelazna kurtyna nie była ta szczelną zaporą, aby zatrzymać muzykę. Utwór Już bliskoSiekiery bardzo przypomina The Wait z pierwszej płyty Killing Joke
Który do swego repertuaru wzięła Metallica
Inny znany polski zespół Made In Poland także skorzystał z riffów Killing Joke i ich Nieskazitelna twarz miejscami mocno przypomina Love Like Blood z płyty Night Time
Niby podobne a jednak niepodobne… I o to chodzi, aby na bazie zapożyczenia powstała nowa jakość.
Jak choćby ta:
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Dzisiaj powracamy pamięcią do czasów, kiedy kupowaliśmy single, bo w zasadzie tego już nie robimy. Głównie mogło się to odbywać dzięki Tonpressowi, z którego szefem p. Markiem Proniewiczem mieliśmy okazję rozmawiać TUTAJ. Mogliśmy dzięki temu poznawać najnowsze dokonania naszych muzyków, a było to na tyle cenne doświadczenie, że o płycie długogrającej wielu z nich mogło jedynie pomarzyć.
Większość singli ukazywało się bez okładek, w charakterystycznych biało - kolorowych papierowych obwolutach, zapobiegających rysowaniu się płyt. Kupowaliśmy głównie w kioskach Ruchu. Dzisiaj kilka z nich z muzyką chłodnofalową. Nie będzie to ranking, po prostu pokaz kolekcji, przynajmniej jej ocalałej drobnej części.
Zacznijmy od tych bez okładek - dwa rarytasy, Madame i Variete.
Pierwszy (pisaliśmy o MadameTUTAJ) to jedno z wczesnych wcieleń Roberta Gawlińskiego (dziś Wilki...). Drugi to znakomity debiut zespołu z Bydgoszczy (warto zobaczyć TUTAJ). I gdyby do tej świetnej dwójki dodać jeszcze trzeci - tak żeby powstało coś na kształt wielkiej trójki to należy wspomnieć o singlu Made in Poland. Okładkę do niego wykonałem sam, na podstawie odznaki nabytej w Jarocinie i zdjęcia z jednej z gazet, prezentującej wtedy krótki zarys twórczości kapeli z Krakowa.
Madame prezentuje się ze swoim największym hitem Może właśnie Sybilla i nieco gorszym utworem Głupi Numer (nigdy nie podobała mi się warstwa tekstowa).
Szkoda że na singlu nie znalazł się ich inny znakomity hit:
Variete to dziś klasyk, mamy tutaj znakomite dwa utwory: I znowu ktoś przestawił kamienie i Te Dni.. Oba są na jednakowym doskonałym poziomie, zresztą w tamtym czasie wszystkie ich utwory takie były.
Podobnie jest z singlem Made in Poland, oba utwory to dziś klasyka polskiego cold wave:
Z posiadających okładki singli warto wspomnieć jako pierwszy kultowy dziś singiel Siekiery, ze zdjęciami Antoniego Zdebiaka i okładką Alka Januszewskiego z którym mieliśmy okazję rozmawiać TUTAJ.
I o ile utwór Misiowie Puszyści zawsze wydawał mi się dziwny, i tak też jest do dzisiaj, to Jest Bezpiecznie należy do klasyków gatunku...
A później było już zupełnie inaczej. Nastąpiła ewolucja muzyczna, Siekiera zakończyła działalność, Variete nieco zmieniło styl (choć napiszemy jeszcze o jednym ich wydawnictwie z tamtego okresu), a Made in Poland i Madame poszli w nieco innym kierunku. Pierwsi wydali singla z wokalistką Jolantą Anną:
I szczerze był on całkiem dobry, ciekawie to brzmiało, choć okładka zaskakiwała kolorystyką...
No a Madame... Mamy tutaj zupełnie coś w nowym stylu, i znowu okładka Alka Januszewskiego:
To prawdopodobnie ostatnie podrygi formacji, szkoda że tak to się potoczyło...
Na koniec warto przypomnieć, że niektóre z powyższych piosenek zostały umieszczone na kilku albumach, z których chyba najważniejszymi są Jeszcze Młodsza Generacja (opisana TUTAJ) i Polska Nowa Fala 1983, omówiona przez nas TUTAJ. O naszych najciekawszych rodzimych artystach chłodnofalowych lat 80-tych pisaliśmy też TUTAJ. Do tematu jeszcze wrócimy - dlatego czytajcie nas, codziennie nawy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Przejście z punk rocka, czy nawet okolic oi music do obszarów new wave i jej odnóg, to naturalny proces, który nie powinien nikogo dziwić.. Jedni robią to w bardzo widoczny sposób, przeskakując bez żadnych sentymentów z tego co grali do niedawna, w coś zgoła innego,(często zmieniając też nazwy swoich składów, choć nie zawsze). Inni znów tylko na chwilę zanurzają się w ten lżejszy klimat (często lżejszy, lecz to też nie jest reguła), aby zaraz powrócić do tego skąd wyszli.. Inni też łączą te dwie opcję, lub pokazują, że potrafią i tak i tak.. Dowodzi to wciąż tego, że ścieżki punk rocka i kierunki new wave to nieodzowne arterie, które są w wielu przypadkach na siebie skazane.
Proponujemy przedstawienie kilku grup, które wpisują się w powyższą tezę. Niektóre z nich jeszcze grają i mają się dobrze. Kilka z nich jednak zaprzestało działalności już dawno temu, z różnych przyczyn (jak np. śmierć muzyków, brak zapału i chęci, które to kierowały nimi na początku, itp,itd).
W tym wypadku odniesiemy się do kapel takich jak: UK SUBS, BLITZ, RED ALERT, YOUTH BRIGADE (The Brigade), EXHUMACJA (Made in Poland), BRAK (Rendez-Vous), SIEKIERA.
UK Subs
No tutaj to mamy do czynienia z wytrwałymi postaciami sceny punk rockowej w UK i ogólnie na świecie. Charlie Harper i spółka począwszy od powstania kapeli, aż do dziś, wciąż radzą sobie znakomicie. Oczywiście skład się zmieniał na przestrzeni lat, ale weteran, frontman i oblicze UK SUBS wciąż zwarty i gotowy.
Koleś ma ponad 70 lat, a daje z siebie dużo więcej niż niejeden młodzieniaszek. Wie co robi i na czym polega rzetelna i uczciwa postawa na scenie. Zarówno w realu jak i w przenośni. Począwszy od pierwszej płyty Another kind of blues, po kilka następnych, jak na przykład Brand new age, Endangered species czy też Flood of lies (przypomnieliśmy niektóre), koledzy trzymali poziom jak należy i częstowali wszystkich sporą dawką punk energii. Styl się zbytnio nie zmieniał, co nie znaczy, że płyty były monotonne, słabe, czy też ciężkie do strawienia. Wręcz przeciwnie, ale w roku 1984 na światło dzienne wyszła ep-ka Magic z czterema magicznymi właśnie utworami. Kawałki te odbiegały delikatnie (mniej lub bardziej) od dotychczasowych materiałów i były jakby zwróceniem się w stronę new wave...
Słychać to od razu, choć wokal Harpera scala to w jeden styl wypracowany przez UK SUBS, to muzyka jednak różni się od standardu.. Posłuchajcie i oceńcie sami.. To dobra decyzja nagrać coś takiego, niby nie różniącego się w jakiś konkretnie wyczuwalny sposób, a za razem o nieco innym charakterze. Co tu mówić, UK SUBS rządzi i koniec, kropka!!!
Blitz
Kolejna bardzo dobra kapela z pogranicza oi/punk. Ich płyta Voice of a generation to podstawa w płytotece każdego skinheada, czy punka, a pierwszy numer z LP wraz z krótkim zamieszaniem na początku, to jedno z lepszych wejść i petard jakie ta muzyka ze sobą niosła! Przed LP były inne nagrania z singli, EPek itd., które są nie gorsze. Ogólnie każdy znajdzie tam to co znaleźć powinien. W dalszych poczynaniach grupy jak np. utwór New Age... od razu wkrada się klimat new (wave), a sam kawałek to wręcz przebój. Wychodzi też LP Second Empire Justice, który sam w sobie przedstawia ten kierunek, daje nam zupełnie inne oblicze Blitz, niż to z poprzedniego LP Voice of a generation. Jak dla nas i to i to jest czymś co po włączeniu daje chęć do życia. Jak dla niektórych był to koniec zespołu i odejście od punk, czy klimatu oi. Twierdzący tak mają na pewno rację, bo tego nie da się ukryć. Tutaj jest tak, jak w przypadku np. Siekiery, gdzie stara forma, jak i ta która po niej nastąpiła, są w naszej ocenie równie dobre. Wielu ludzi jednak może mieć inne zdanie i też będą mieli swoje rację. To kwestia podejścia do tematu i ogarnięcia muzyki.
Później zespół coraz bardziej zaczął kombinować ze składem i z muzyką, aż w końcu wszystko uległo totalnej autodestrukcji. Takie mamy zdanie, ale przecież ktoś może mieć inne, więc cieszmy się tym co jest.
Red Alert
Powstali w 1979 roku jako Red Alert, to typowy zespół z towarzystwa oi/punk.. Zadebiutowali kilkoma ep-kami i kawałkami na singlach, po czym w 1983 roku ukazała się ich pierwsza długogrająca płyta We've got the power. Możemy ją spokojnie polecić. To solidnie zagrane numery, które mogą spodobać się nie tylko punx czy skins, ale i każdemu innemu słuchaczowi dobrego rock and rolla! Tutaj również jak wiele innych kapel, muzycy zahaczyli o zmianę klimatu i pokusili się o delikatne zejście w stronę new wave. Tak to wtedy wyglądało i to kolejny dowód na to, że jedno z drugim idzie w parze. Nie jest to standard, ale zdarza się od czasu do czasu. Dajemy tutaj dla przykładu i porównania czarno na białym. Nie są to drastyczne zmiany, a raczej elementy wdrażania, ale to są fakty i należy się jedynie z tego cieszyć.
W późniejszym okresie zespół zawiesił działalność, lub kto woli rozpadł się, aby po kilku latach ponownie się zebrać. Na dzień dzisiejszy można chłopaków czasami trafić na koncertach w UK, ale nie tylko. Ich muzyka to wciąż raczej to co grali na początku, z jakimiś tam odchyłami w tą czy inną stronę, ale elementy new wave od czasu do czasu też się zdarzają..
Youth Brigade
(zmiana nazwy na The Brigade). Zajadłym fanom nie trzeba przedstawiać. Kalifornia, przełom 1979/1980 i mamy Youth Brigade. Kapela związana z Better Youth Organisation i punk rockiem (w tej trochę ostrzejszej odmianie) z zachodniego wybrzeża. Trzech braci razem i jednym składzie? Tak, tak, dokładnie. Mark, Adam i Shawn Stern. Czasami ktoś tam wspomagał ich jako kolejny element zespołu, lecz początki i trzon grupy to właśnie to rodzeństwo. To tak w wielkim skrócie.
Wydali kilka dobrych płyt, a w szczególności Sound and Fury, z której ścieżka rozwala czaszkę i sprawia, że człowiek ma odlot w nieznane! Z tą płytą było związanych trochę problemów i wynikło wiele zamieszania, ale w końcu jakoś ją zrealizowali. Było to w latach 1982/83. Następnie wydali jeszcze kilka płyt, a między innymi już jako The Brigade w 1986 roku LP. The Dividing Line. Muzyka ta nie jest tym co proponowali na przykład na Sound and Fury, i z ostrego podpadającego w hard core punk dźwięku, przechodzą właśnie w coś na kształt umiejscowiony w okolicach new wave.
Oczywiście można dyskutować, oceniać, rozważać, ale to jest właśnie ten kierunek. Zagrany i zaproponowany przez nich, w granicach ich tolerancji i miejsca z którego się wywodzą. Dziś panowie jeszcze pogrywają jako Youth Brigade, a The Brigade, był odskocznią i próbą stworzenia czegoś w wyżej wymieniony deseń.
Exhumacja
(Made in Poland). Muzycy zaczynali jako Exhumacja w okolicach 1983 r. Droga podobna jak u wielu kapel punkowych z tamtego okresu, czyli kilka znanych i dostępnych dla niszowego klimatu festiwali. Zauważeni tu i ówdzie, wznoszący się na fali buntu i ogólnego niezadowolenia społecznego w miażdżącym każdy indywidualizm i zachodnie trendy, w ówczesnej komunistycznej czarnej dziurze! Tam sprawa potoczyła się stosunkowo szybko, ponieważ już w roku 1984 skład nosił nazwę Made in Poland, a muzyka osadzona była w zimnofalowej koncepcji. Przeistoczenie okazało się trafne i dało nam jako słuchaczom kolejny dobry zespół z takiej właśnie dziedziny.
Band nagrał naprawdę kilka dobrych kawałków i wzbogacił historię takiej muzyki w naszym kraju. Choć nie do końca w tym samym składzie (ale to przecież normalne), grają z małymi przerwami do dziś. Zobaczymy co z tego wyniknie. Trzymamy kciuki, za efekty w studio, oraz granie na żywo, choć z tym jest czasami problem z racji braku całego składu w jednym miejscu przez cały rok. Tak czy inaczej chłopaki dają sobie z tym radę we własnym zakresie.
Brak
(Rendez-Vous) Kapela dość wcześnie zaczęła grać, bo na samym początku osiemdziesiątego roku. Zaproponowali punk rock (Brak) w łagodniejszym wydaniu, ale nie pozbawionym ekspresji czy swoistego kopa jak na tamte lata. Zaliczyli Jarociny, Opola i inne rockowiska, a Ziemek Kosmowski był tam śpiewającym frontmanem. Po kilku latach nastąpiła zmiana nazwy, oraz kilku ludzi w składzie i wyłoniło się Rendez-Vous. Tak samo jak i na tle punk rocka (Brak), tak i w klimacie nowofalowym (Rendez-Vous), kapela prezentowała raczej łagodniejszą nutę. Spokojne, miłe wręcz dla ucha kawałki jak Na skrzyżowaniu ulic, czy Anna, latały gdzieś wtedy w eterze, ciesząc słuchaczy swoją lekkością.. Obu tych grup dobrze się słucha do tej pory...
Siekiera
W przypadku Siekiery i tej starej i tej nowej, jak to się to często określa, mamy tu konkretny wypas jako całość!
Forma z Budzyńskim jest kapitalna, surowa i jak na polski klimat jedna z lepszych kiedykolwiek i gdziekolwiek. Chłopaki jeszcze niedoświadczeni, niezgrani na tip top, ale takie były realia i taka była prawdziwa muzyka. To głos tamtego pokolenia i extraklasa polskiej sceny punk (nie całej, a jej części jako jeden z świeżych elementów w owym klimacie i czasie).
Materiały muzyczne bez Budzyńskiego na wokalu, (ale przecież nie tylko On był filarem tej kapeli, ponieważ to Tomasz Adamski był odpowiedzialny za dalsze poczynania grupy) to już z całkowicie inna droga i tak jak w przypadku punkowej Siekiery, to znowu extraklasa, ale tym razem na płaszczyźnie new wave. Do dzisiaj mało kto tak gra i mało kto tak dobrze i trafnie przenosi dźwięki z głowy na warsztat i w rezultacie gotowy temat na płytę.
To nieczęsto się zdarza, że dwa inne style, inne kierunki i inni wokaliści, a i stara i nowa odsłona tworzą jedną konkretną całość (różniąc się od siebie całkowicie). Niedosyt jednak pozostaje, bo to pierwsze, oraz to drugie mogło stworzyć i nagrać choć po 10 numerów więcej, a wtedy świat byłby o wiele ciekawszy!
Ale i tak jest całkiem ciekawy - lecz tylko w naszym wykonaniu. Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
W piątek 25.01.2019 roku w Muzeum Miasta Gdynia miał miejsce pierwszy koncert promujący wydanie płyty Gdynia 1988 - 2018. Płyta jest swoistego rodzaju mostem łączącym kultowy już dziś album Gdynia (o którym napiszemy w dziale Z mojej płytoteki) z twórcami współczesnej sceny alternatywnej miasta. Na albumie znaleźli się tacy wykonawcy jak: drewnofromlas, Nowa Ziemia, Kiev Office, Molto Delay feat. The Pau, Michael Warren feat. Soon, Królestwo, Lastryko, Leśne Zwierzęta feat. William Malcolm, Tranq oraz Band A. Mówiąc krótko młodzi grają starych, a które wersje przypadną słuchaczom bardziej do gustu pokaże czas. Poniżej trailer wydawnictwa, a o samej płycie więcej można przeczytać TUTAJ i TUTAJ.
Promocji płyty towarzyszyć będą kolejne koncerty, następny już 22.02.2019:
Zacznijmy od naszej skromnej fotorelacji z pierwszego koncertu, na którym wystąpili Band A i Kiev Office.
Osobą, która pojawia się zarówno w projekcie Kiev Office (choć jest też muzykiem dwóch innych zespołów, The Shipyard i Made in Poland - ta ostatnia to kapela dziś kultowa dla polskiej chłodnej fali TUTAJ), a zawodowo będącą specjalistą do spraw promocji Muzeum Miasta Gdyni, jest Michał Miegoń (TUTAJ).
Poniżej nasz wywiad z Michałem (dziękujemy za poświęcony czas), który opowiada więcej o swojej muzycznej działalności, fascynacjach, i planach, ale też i o płycie Gdynia 1988 - 2018. Zapraszamy.
Kiev Office, The Shipyard, Made in Poland,czy to wszystkie grupy z jakimi masz do czynienia, czy też są jeszcze jakieś, o których nie wiemy?
Od zawsze ciągnęło mnie do grania w wielu zespołach. Ta nadaktywność może teraz jest już mniejsza, ostatnie miesiące poświęciłem przede wszystkim graniu w Kiev Office (szykujemy nowy materiał) ale jednak jest coś we mnie, co cały czas powoduje głód grania z ludźmi. Oprócz tego grywam muzykę dark-ambientową z Fuego Del Mar (debiutancka płyta w tym roku), The Shipyard nie powiedział ostatniego słowa ale nie mogę zapeszać. Made in Poland, z racji dystansu nas dzielącego (perkusista Artur Hajdasz mieszka w Wielkiej Brytanii) jest w obecnej formie raczej zespołem studyjnym.
Ponadto, że grasz na gitarze, to czy komponujesz w tych grupach również muzykę? W Kiev Office staramy się tworzyć muzykę wspólnie, jestem zaś całkowicie odpowiedzialny za teksty. Mogę przynieść jakiś szkielet melodii, albo nawet stworzyć ją w komputerze, bo oczywiście są teraz takie możliwości, ale jeśli zespół jest bandą połączonych ze sobą ludzi z misją przekazania czegoś wartościowego – a pusta muzyka i słowa nas nie interesują – najważniejszym jest stworzyć wspólny przekaz. Jakbyś ocenił obszary stylistyczne w których się poruszasz wraz z tymi zespołami? To jest pytanie z jednej stronie łatwe, z drugiej skomplikowane z powodu obecnych łatek i bardzo zróżnicowanych określeń na muzykę. Nie raz określano np. The Shipyard zespołem zimno-falowym, nowo-falowym, post-punkowym… tak samo Kiev Office. Dla mnie jednak to po prostu Rock. Możesz nazwać to Rockiem Alternatywnym, albo inaczej, ale jesteśmy zakorzenieni w tej stylistyce, tylko podajemy ją po swojemu. Nie mogę tego jednak powiedzieć o Made in Poland, w którego ponownej aktywacji ostatnio uczestniczyłem. To zdecydowanie zimna fala. Taka, która zalewa falochrony nocą i przewraca rybackie łodzie ;)
Czy w Trójmieście jest twoim zdaniem jakakolwiek "scena muzyczna", która skupia pewne kręgi grup grających konkretne odmiany rocka, lub ogólnie muzyki? Scena zdecydowanie istnieje, Trójmiasto jest pod tym względem wyjątkowe. Wielu muzyków występuje w sporej ilości projektów, spotyka się na nowych dźwiękowych polach. Widoczna jest symbioza i chęć współpracy. Jest też nieco takich mniejszych scen, skupionych np. niezależnych wytwórni typu Music Is The Weapon (Gdynia) czy Nasiono Records albo Zoharum Records (Gdańsk). Pewien problem w idealnym funkcjonowaniu sceny polega na ograniczonej ilości miejsc gdzie można prezentować swoje dźwięki, np. klubu do 100 osób (nie mówię o potężnych salach koncertowych). Czas odbija też pewne zmiany na ilości subkultur, będącymi odbiorcami grania niezależnego. Coraz bardziej zunifikowana publiczność urodzona po 2000 roku wydaje się być odbiorcami bardziej internetowymi niż gotowymi na kontakt z żywym graniem. Jednak mimo tego, definitywnie wciąż istnieje Trójmiejska Scena Muzyczna i mam nadzieję, że póki w kolejnych pokoleniach jest chęć grania oryginalnych i autorskich numerów to przed nią jest świetlana przyszłość.
Jak to się stało,że wkroczyłeś w szeregi dość uznanej już kapeli Made in Poland?(widziałem was na żywo i przyznam, że nie żałuję. Nie było tam kombinowania, albo ulepszania tego co jest już sprawdzone i dobre w tym zespole. Czysty chłodny przekaz, a przy tym bardzo dobrze zaprezentowany na żywo.
Made in Poland słuchałem jako nastolatek z przegrywanych kaset, później z mp3 z różnych źródeł – chodzi o koncert m.in. z Jarocina. Bardzo uderzył mnie wówczas tekstowy przekaz formacji, w mocny sposób pokazujący zniewolenie jednostki w systemie poprzedniego ustroju, choć teksty można dopasować do każdej sytuacji. Muzyka, mimo iż nawiązywała z jednej strony do Joy Division, z drugiej do Killing Joke (chyba nawet bardziej) broni się do dziś. Spełnieniem marzeń z tamtych lat było zaproszenie do składu przez Piotra Pawłowskiego (założyciel The Shipyard, gdzie też gram) by aktywować tamten skład. Nie zmienialiśmy przekazu ani muzyki, brzmienie może jest współcześniejsze bo i sprzęt obecnie jest lepszy. Ale baza została. Ta muzyka się nie zestarzeje i nie ma co w niej ulepszać. Warto dodać, że album Kult, w którym nagraniu i koncertach uczestniczyłem to nowe wersje utworów, które z wielu przyczyn (m.in. cenzorskiej opresji) nie mogły być wówczas zarejestrowane.
Grając na gitarze w Made in Poland robisz dobrą robotę,a w związku z tym wiążesz z tą kapelą dalsze plany, czy też nie chcesz wybiegać tak daleko w przyszłość?
W minionych dwóch latach zagraliśmy dzięki sprzyjającym wiatrom kilka konkretnych występów przed wydaniem płyty, ale co dalej – nie wypowiadam się bo po prostu nie wiem. Artur Hajdasz (perkusista i współzałożyciel grupy) mieszka w Wielkiej Brytanii co jest też pewną barierą twórczą jeśli chodzi o żywą interakcje. Jakby nie było, jestem bardzo dumny że dołożyłem cegiełkę do twórczości tej ważnej dla mnie grupy.
Jakieś nowe dźwięki są obecnie nagrywane w studio? Jeśli tak to powiedz proszę coś o tym.
Obecnie planujemy nagrać coś nowego z Kiev Office, trochę mieliśmy przetasowań składowo - muzycznych, ale wzmocniły one chęć twórczą i w tym roku mamy nadzieję nagrać album, tym razem inspirowany lokalnym folklorem. Kaszuby, lokalne legendy i ogólnie pojęty krajowy folklor zderzony z nowofalowym graniem jest drogą, którą powoli wydeptujemy. Mamy już gotowy nowy singiel pt. Król Popiel. Czy tą drogę wydeptamy? Oby trzciny i chwasty nie było zbyt wysokie!
Jakie masz ogólnie plany na przyszłość związane z muzyką? Czy może ukrywasz jakieś inne talenty, o których chciałbyś powiedzieć naszym czytelnikom?
Jeśli chodzi o muzykę mam plany zdecydowanie długofalowe, nie wyobrażam sobie życia bez solidnego walnięcia w gitarę czy bas. Samo Kiev Office, mam nadzieję, będzie grało tyle samo lat co chociażby No Means No, które supportowaliśmy kilka lat temu w klubie Parlament w Gdańsku. Chciałbym być hałasować również na stare lata. Zajmuje się też produkcją muzyczną, jednak ostatnimi latami rzadziej, raczej przy okazji czegoś, przy czym naprawdę mogę się bardziej rozwinąć. Poza graniem zaś zajmuje się historią, przede wszystkim dziejami Gdyni w której się urodziłem i w której mieszkam. Tropię w miejskich podwórkach dawne oficyny, resztki wiejskich zabudowań ukrytych w Śródmieściu, stare kamienice, tajemnice Festung Gotenhafen z czasów II Wojny Światowej (setki metrów tuneli, chociażby pod dzielnicą Działki Leśne).
Powiedz proszę kilka słów o zespołach, które wywarły istotny wpływ na twoja twórczość.Ogólnie jakie nurty kształtowały twoje gusta, pasje, i kierunki muzyczne...
Dorastałem w pełnym muzyki domu, rodzice słuchali zarówno Simple Minds i Dead Can Dance i jestem bardzo wdzięczny za ówczesną muzyczną edukacje, która zaplusowała w przyszłości. Około dwunastego roku życia zacząłem sam świadomie wsiąkać w muzykę, z czasem chyba najbardziej jednak bliska stała mi się estetyka lat 80-tych, wymieszana z bezkompromisową muzyką późniejszej dekady. Obok New Order (TUTAJ) i OMD (TUTAJ) lubiłem hałas Sonic Youth czy Swans (TUTAJ), nie było problemem posłuchać Mike Oldfield’a (TUTAJ) po Killing Joke (TUTAJ). I tak zostało do dziś. Wychowałem się na telewizji Viva Zwei, to była połowa lat 90-tych, więc bliska jest mi także niemiecka scena niezależna, m.in. zespoły takie jak Surrogat, Tocotronic czy elektroniczne Mouse On Mars.
Chciałbyś pozostać gdzieś na uboczu i grać dla tej świadomej grupy osób, czy też nie ma to dla Ciebie większego znaczenia?
Jeden z pierwszych utworów Kiev Office, które napisałem nosił tytuł Uciekł w niszę. Jestem za tworzeniem takiej niszy, w której zarówno twórca jak i odbiorca mogą poczuć wspólną energię. Z takich nisz powstało wiele prężnych scen muzycznych. Jestem jak najbardziej za świadomym odbiorcą, to lepsze, niż tłum przypadkowych osób. Natomiast, nauczony doświadczeniem, wiem że prawdziwym wyzwaniem jest przekonanie do siebie właśnie często nieprzygotowanego na takie granie tłumu osób. To zdarzyło się nam wielokrotnie na większych koncertach w wielu różnych miejscach, ale zawsze staraliśmy się wyjść obronną tarczą i chyba w 98 % przypadków się nam udało. Nikt nie jest idealny więc nie powiem że w 100 procentach : )
Byłem niedawno na koncercie Kiev Office (25.1.2019), gdzie graliście w ramach wydanej obecnie płyty nawiązującej do "Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej"...z drugiej połowy lat 80-tych. Koncert był bardzo udany i warto zobaczyć was na scenie. Wiem,że jesteś "motorem napędowym" wyżej wymienionego krążka, więc poproszę o kilka słów na ten temat. Kto tam występuje, w jakim celu płyta została stworzona i ogólnie to co chciałbyś na temat tego wydarzenia powiedzieć.
Jest to hołd dla zespołów, które współtworzyły Trójmiejską Scenę Alternatywną lat 80-tych. Po Prostu, Unrra, Apteka, Pancerne Rowery, Bielizna i inne formacje dyktowały wówczas nowe trendy. Ich granie, mimo iż zakorzenione w Punk-Rocku, Nowej Fali czy Post-Punku miało swoisty morski sznyt, obfitowało w improwizacje, poszukiwania czegoś nowego, jakiejś świeżej formy wyrazu. To był prawdziwy powiew wolności w realiach PRL-u. Płyta Gdynia 1988-2018, która została wydana z inicjatywy Muzeum Miasta Gdyni, jest nawiązaniem do legendarnej płyty winylowej Gdynia, na której trzydzieści lat temu objawiły się wyżej wymienione formacje. Obecnie, mimo iż żyjemy w zupełnie innych czasach, pełnych możliwości technicznych, które niesie ze sobą internet i dystrybucja muzyki w sieci, zespoły z Trójmiasta też poszukują. I też mają w sobie masę świeżości. Nagrały one nowe interpretacje utworów z płyty Gdynia, przenosząc tamte kompozycje w realia XXI wieku. To klamra pomiędzy tradycją a współczesnością. Jako współproducent płyty mam nadzieję, że album przyniesie sporo pozytywnych wrażeń słuchaczom i pokaże coś innego, nowego – tak samo jak płyta Gdynia z 1988 roku. Płytę można nabyć m.in. pod adresem sklep.muzeumgdynia.pl
Warto dodać, że już od 28.06.2019 roku w Muzeum Miasta Gdyni będzie można podziwiać wystawę pt. Przekaz, której wraz z Anną Śliwą jestem współkuratorem, poświęconą właśnie zjawisku Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej. Będzie się działo!
U nas również, jak zawsze - dlatego czytajcie nas, codziennie nowy wpis - tego nie znajdziecie w mainstreamie.