Poniżej kilka urywków z wywiadów jakich Mark Hollis (1955 - 2019), lider i wokalista Talk Talk udzielił na żywo (posiłkowałem się YT) i w prasie.
Dlaczego zagraliście koncert live, a nie jak kilka innych zespołów z playbacku?
1986: Granie live jest bardzo ważną częścią muzyki, podobnie jak w życiu, popełnia się błędy, niedoskonałość to ważna część życia. Ci którzy słuchają muzyki tylko ze studia gonią za perfekcjonizmem.
1998: Problem pojawia się podczas długich np. dziewięciomiesięcznych tras. Wtedy bardziej patrzysz na swoją przeszłość, niż zajmujesz się tworzeniem przyszłości. Podróżujesz przez różne kraje, poznajesz różne kultury, ale te są dla ciebie zupełnie obce i ty dla nich. W końcu na koncercie spędzasz godzinę dziennie, a resztę poświęcasz na zupełnie przyziemne sprawy.
Dziwne jest to, że zwykle większość koncertu poświęca się na muzykę, której obecnie się już nie gra. Np. w 1986 roku dwie trzecie koncertów to były piosenki z drugiego albumu, a nie te które właśnie nagraliśmy. Trudno jest nie grać czegoś, czym mentalnie obecnie jesteś pochłonięty. Jedynym sposobem żeby sobie z tym poradzić było picie.
Inspirujecie się jazzem?
1986: Uwielbiam jazz i to słychać w naszej muzyce, głównie jazz lat 50 - tych i 60 - tych. Zwłaszcza Milesa Davisa.
Nie uważam żeby image był częścią muzyki, po prostu muzyka jest najważniejsza.
Jakie jest Wasze ulubione wideo?
The Cure - In Between Days
A dlaczego akurat to?
Bo wiedzieliśmy je tylko raz.
Dlaczego na klipie Its My Life i na okładce The Colour Of Spring są zwierzęta?
Bo zwierzęta to piękne istoty. To wizja artysty.
Album The Colour of Spring to pierwsza płyta, podczas nagrywania której wytwórnia dała nam pełną swobodę artystyczną.
Robimy to z miłości do muzyki, nie z miłości do komercji.
1998: Na Spirit of Eden doszliśmy do takiego momentu, od którego powinniśmy przestać nagrywać kolejne albumy. Zupełnie zmieniliśmy styl, w porównaniu z tym co było wcześniej.
Traktuję swój głos jak instrument.
Kiedy zaczynaliśmy tworzyć robiliśmy to z miłości do muzyki. Słuchałem wtedy zupełnie innych płyt, niż teraz.
Kiedy chcesz postępu w muzyce musisz unikać powtórzeń. Nagrywasz kolejną płytę i robisz wszystko inaczej niż poprzednio. Tym sposobem wkraczasz na nowe obszary. Dla mnie każdy kolejny album to postęp, w stosunku do poprzedniego. Stajesz się coraz starszy a nic nie jest stałe. Byłoby zatem dziwne, a wręcz wariackie, gdyby nic się nie zmieniało.
Nie jestem chrześcijaninem, choć jest w chrześcijaństwie wiele humanitaryzmu.
Skąd biorą się te eliptyczne wizje? Myślę że z kina, moje ulubione filmy kształtują charakter i cnotę, nie mają charakteru narracyjnego. Te dwa najważniejsze to The Bicycle Thieves i Les Enfants Du Paradis. Końcówka The Bicycle Thieves jest bardzo mocna.
Po rozpadzie zespołu nie widziałem się z innymi jego członkami. Powody nie nadają się do upublicznienia.
O swoim solowym albumie po rozpadzie Talk Talk:
Było bardzo wiele czasu na słuchanie muzyki. Dla mnie jednym z kompozytorów których się wystrzegałem był Ravel, znałem tylko jego Bolero. Poznałem String Quartet i jego muzykę do poematów Stephana Mallarme, co jest fantastycznym kawałkiem muzyki i mistrzostwem aranżacji. Meandruję tak alejami i słucham tej muzyki, to działa.
Na albumie nie ma elektroniki. Kiedy pracujesz z instrumentami akustycznymi i zdajesz sobie sprawę, że istnieją od setek lat, uświadamiasz sobie, że aby stworzyć muzykę ponadczasową, nie możesz pracować z instrumentami z twojej epoki...
Z wewnątrz patrząc na zewnątrz
Poczuj moją skórę Panie Poczuj, jak moje szczęście upada Nie zostawiaj już mi życia
Zmień moje pory roku
Żyłem w znacznie młodszych czasach Nie zostawiaj już mi życia Abym zabłysnął
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Talk Talk są podczas tego koncertu po wydaniu swoich znakomitych płyt The Party's Over (1982) i It's My Live (1984) a przed wydaniem The Colour of Spring (1986). Można powiedzieć, że Mark Hollis przerósł swoją epokę, bo w tamtych czasach kierunek w jakim poszli na/po The Colour of Spring, jak i jego późniejsza działalność, kompletnie nie zyskała akceptacji fanów. Muzyka eksperymentalna dość znacząco odbiegała od wcześniejszych dokonań zespołu i tym sposobem Talk Talk unicestwiło się na zawsze...
Dzisiaj, po śmierci Hollisa na tamte albumy patrzy się już zupełnie inaczej. Wkrótce 4 lata, od kiedy nas opuścił, a po jego śmierci w sieci pojawiły się koncerty, takie jak dziś opisywany. Co ważne, wtedy nie pisano o przyczynach jego śmierci, dziś wiemy, że to był rak.
Podczas festiwalu, z którego występ dziś oglądamy, mieli okazję zagrać obok takich wykonawców jak Nina Hagen, Depeche Mode, the Stranglers, w zasadzie pozostałych z plakatu powyżej nikt dziś już nie pamięta, a duże litery dla Culture Club to była kompletna porażka - chyba wtedy musieli być chwilowo na topie.
Zaczyna się od Tomorrow Started z It's My Live... napięcie od początku jest ogromne... to genialna piosenka, nie dziwi że rozciągają ją w czasie...
Nie oglądaj się za siebie, dopóki nie spróbujesz stanąć
Na przeciw otwartego kłamstwa
Poza tobą
Dopiero jutro się zaczyna
Powiedziałem, że się mylę, kiedy miałem rację
Widziałem czasy, kiedy byłem pewien
Ale nadal znajduję
To, że jestem tylko pierwszym lepszym, którego bierzesz
Czy są powody, dla których wszyscy tak płacą?
Nigdy nie wydają się być użyteczni
Nigdy nie wydają się być użyteczni
Dopiero jutro się zaczyna
Nie oglądaj się za siebie, dopóki nie spróbujesz
Z czasem będziesz coraz bardziej
Nieprzydatnym do użycia
Z początkiem jutra
Zobacz moje oczy
Powiedz mi, że nie kłamię.
Jestem tylko pierwszym, którego bierzesz
Czy są powody, dla których wszyscy za to płacą?
Nigdy nie wydają się być użyteczni
Nigdy nie wydają się być użyteczni
Dopiero jutro się zaczyna
Po nim mniej znany My Foolish Friend z singla o tym samym tytule (1983, na stronie B był utwór Calling the Night Boy). Mało znany teledysk, być może dlatego, że utwór nie stał się hitem:
Does Caroline Know? ze znakomitym początkiem a capella, w zasadzie fragmentem Mirror Man, płynnie przechodzącym w piosenkę wskazaną na setliście. Ta piosenka ma swój urok, jednak zawsze wydawała mi się nieco rytmicznie zbyt rozbujana. Dum Dum Girl - klasyk, jest ładunek i energia, Hollis na tamburynie, luz i opanowanie. Oczywiście piękne wokale na końcu Such A Shame - ostatniego utworu tego show, przedłużanego aż do skromnego dziękujemy bardzo, powtarzanego kilka razy.
Od czterech lat codziennie...
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Talk Talk, Rock In Athens - Panathinaikon Stadion, Kallimarmaron, Ateny, Grecja,27.07.1985. Tomorrow Started, My Foolish Friend, Does Caroline Know?, Dum Dum Girl, Such A Shame.
Peter Hook koncertuje. Powyżej trasa. W urodziny Iana Curtisa, 15.07. nic. Hmmm.
Jeśli zaczęliśmy od Manchesteru - pojawiło się ogólnodostępne czasopismo historyczne pod nazwą Manchester Region History Review (Przegląd Historii Regionu Manchester). Pierwszy numer zawiera m. in. artykuł Petera Wadsworth zatytułowany: Strawberry Studios z Stockport i jego rola w muzyce Manchesteru (LINK). Woow! Jeszcze o tym napiszemy.
Skoro o historii - legenda muzyki Paul McCartney obchodził swoje 80-te urodziny. Na zakończenie trasy Got Back w Nowym Jorku 16 czerwca Paul wystąpił z Bruce'm Springsteenem. Razem zaśpiewali I Wanna Be Your Man The Beatles (LINK). Kolejną niespodzianką koncertu był występ Jona Bon Jovi, który zaśpiewał dla McCartneya Happy Birthday (LINK). Szkoda że Lennon i Harrison nie żyją, może kiedyś the Beatles coś by nagrali...
A propos - Ringo Starr z zespołem Starr Band ogłosili zmienione plany tras koncertowych obejmujące wszystkie 12 przełożonych dat, które zostały niedawno przełożone ze względu na pozytywny wynik testu na Covid-19 u członków zespołu.
A propos życia i śmierci - USA i Szwecja to jednak eko pionierzy. Sylwia Spurek lubi to...
Jeśli mowa o pionierach - nie możemy nie wspomnieć o Sowietach. Tam pojawiły się produkty amerykańskopodobne. Z powodu sankcji rzecz jasna, do Diaduszki Wani - następcy McDonalds, dołączyła Funky Monkey Cola. A idi na chuj ruskie badziewie. Kola lepiej przynieś wody.
W temacie: inny dramat! Zerwane łańcuchy dostaw przez wojnę ukraińsko-rosyjską powodują niedobory zaopatrzenia w Wielkiej Brytanii. Są kłopoty z dostawami ziemniaków i oleju. I może tak się zdarzyć, że na wakacjach nie wystarczy porcji ryb z frytkami dla wszystkich a także zabraknie czekoladowej posypki do porcji lodów... Koszmar - stwierdził jeden ze sprzedawców. Jak żyć? (LINK).
Żyć może też inspirować... Powiedz mi gdzie tworzysz a my zgadniemy jaką muzykę? Może to zbyt radykalna propozycja, ale co sądzić o wynurzeniach gwiazdy rapu-u Posta Malone, który przyznał, że 60 procent swoich tekstów pisze siedząc w toalecie? Muzyk nie owijał w bawełnę (a może raczej w papier toaletowy) i w najnowszym wywiadzie zwierzył się, że uważa łazienkę za swoją oazę, w której do tej pory napisał około 30 procent swoich albumów: Gówno dosłownie przychodzi do mnie, ponieważ piszę wszystkie moje piosenki na kiblu. Powiedziałbym, że około 30 procent wszystkich moich albumów zostało napisanych na gównie, że tak ujmę, 60 procent tekstów zostało napisanych na gównie (LINK).
Bogu dzięki że na naszym blogu nigdy nie pisaliśmy o tym idiocie. I nie napiszemy więcej.
Za to inny zakręcony człowiek, nijaki Kevin Beresford nosi z dumą tytuł Najnudniejszego Mężczyzny Wysp Brytyjskich, nadany mu przez Klub Nudnych Mężczyzn (Dull Men's Club). Z czego żyje? Wydaje kalendarze ze zdjęciami parkingów, rond drogowych lub parkowych ławek... I co wydaje się być dziwne, jest na nie popyt, idą w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy (LINK).
Skoro takie rzeczy dzieją się na świecie nie dziwi fakt, że jeden z najpopularniejszych pisarzy amerykańskich James Patterson w rozmowie z The Sunday Times bardzo nieprzychylnie wyraził się o branży wydawniczej i show biznesie. Stwierdził, że obecnie białym mężczyznom trudno znaleźć pracę w przemyśle filmowym, teatralnym, telewizyjnym i wydawniczym. Nazwał to po prostu inną formą rasizmu. I niedługo potem odwołał swoje twierdzenie w krótkim oświadczeniu, które brzmiało coś w rodzaju Warunki na zgrupowaniach miałyśmy bardzo dobre! Wszystko to zasługa naszego prezesa i nie jest prawdą, że dach przeciekał, szczególnie, że prawie nie padało (LINK).
Na budowie Murzyn odchodzi na bok za potrzebą. Majster widząc to krzyczy: ty czarny, odrzuć tą rolkę papy i do roboty!
W temacie - kryzys w związku Strasburgera. Krążą plotki że Karol myślał że mu róg gra, a to echo grało...
Za to będący w podobnym wieku Mick Jagger powiedział, że jego stan zdrowia poprawia się po pozytywnym wyniku testu na Covid-19. Frontman Rolling Stones opublikował wiadomość na swoim Instagramie w ostatnią środę, pisząc Wszystkim tak bardzo dziękuję za życzenia i wiadomości z ostatnich kilku dni. Czuję się znacznie lepiej i nie mogę się doczekać powrotu na scenę w przyszłym tygodniu!
Rolling Stones odwołali koncert w Amsterdamie po tym, jak 78-letni Jagger zaraził się wirusem i przesunęli na 7 lipca. W 2019 r. muzyk przeszedł operację serca (LINK).
Mick jest tak przeżarty koksem i wódą że nic mu nie grozi, możemy być spokojni.
Przy wódce w gospodzie trzej chłopi przechwalają się:
- Ja - mówi pierwszy - wyhodowałem w tym roku wielkie jabłka. Każde ważyło kilogram!
- Moje jabłka - mówi drugi - były większe. Miały po dwa kilogramy!
- To jeszcze nic. - mówi trzeci. - Ja wyhodowałem takie jabłko, że jak wiozłem je furą na jarmark, to wyszedł z niego robal i zeżarł mi konia!
W tematyce zwierząt i żyjątek. Czarna Śmierć, największa pandemia w ludzkiej historii, została spowodowana przez bakterię Yersinia pestis i trwała w Europie w latach 1346-1353. Pomimo ogromnych strat demograficznych i społecznych, początki tej pandemii są nieuchwytne. Teraz multidyscyplinarny zespół naukowców, w tym badacze z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka w Lipsku, Uniwersytetu w Tybindze w Niemczech oraz Uniwersytetu Stirling w Wielkiej Brytanii, uzyskał i zbadał starożytne genomy Y. pestis , które prześledzić początki pandemii w Azji Środkowej. Okazuje się że za rozprzestrzenienie się zarazy odpowiadają szczury z obecnego Kirgistanu, dokładnie z okolic wokół góry Tian Shan (LINK).
Po ruskich nie można spodziewać się niczego dobrego.
Podobnie jest z Niemcami.
Podsumowując powyższe rozważania...
W temacie gwiazd naszej sceny politycznej - astronomowie odkryli coś, co może być swobodnie unoszącą się czarną dziurą. Uczeni uważają, że śmierć dużych gwiazd pozostawia czarne dziury, więc powinno być ich setki milionów rozrzucone po całej galaktyce Drogi Mlecznej. Problem polega na tym, że izolowane czarne dziury są niewidoczne. Teraz, zespół kierowany przez University of California w Berkeley, być może odkryli pierwszą, co może mieć niebagatelne znaczenie przy ustaleniu zdarzeń w chwili Wielkiego Wybuchu. Choć z drugiej strony może to być również gwiazda neutronowa. Dyskusja trwa... (LINK).
Wróćmy do gwiazd muzyki. Jubileuszowy debiutancki album Talk Talk, The Party’s Over, obchodzący 40. rocznicę został ponownie wydany w limitowanej edycji na 140-gramowym szarym winylu. W sklepach będzie dostępny 15 lipca. Przedsprzedaż TUTAJ.
W temacie nowości - Lisa Gerrard zapowiedziała publikację singla Until We Meet Again, będącego częścią najnowszego albumu EXAUDIA, który ma ukazać się 26 sierpnia 2022 roku (LINK).
Prawie na koniec nieco o filmie - do listopada tego roku można oglądać dokument o Iannis Xenakis: awangardowym kompozytorze, pionierze muzyki elektronicznej. Film został zrealizowany w stulecie jego urodzin (LINK). Artysta współpracował z Le Corbusierem i był wynalazcą i pionierem muzyki, w której stosował modelowanie matematyczne. Warto wspomnieć, że muzyk często gościł w Polsce – prowadził kursy dla młodych kompozytorów w Kazimierzu Dolnym, współpracował z polskimi orkiestrami, dyrygentami i artystami, wielokrotnie uczestniczył w koncertach festiwalu Warszawska Jesień, na którym miały miejsce dwa prawykonania jego dzieł: Oophaa (17 września 1989) oraz Mnamas Xapin Witoldowi Lutoslavskiemu (21 września 1994).
Miał szczęście że wspomniane festiwale nie odbywały się w Gorzowie Wielkopolskim... Sama prawda całą dobę.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Opublikowana niedawnolista najważniejszych płyt post punk, którą pozwoliliśmy sobie skrytykować TUTAJ, przypomniała nam, o fakcie, że na naszym blogu jak dotychczas omówiliśmy tylko debiut Talk Talk - czyli album The Party's Over (TUTAJ). Zrobiliśmy to przy smutnej okazji śmierci lidera zespołu - Marka Hollisa (warto zobaczyć TUTAJ). Na żałosnej liście umieszczono jeden ze słabszych albumów zespołu, zresztą mniejsza z tym - cała ta lista dowodzi, że pandemia daje się niektórym ostro we znaki.
Zatem dziś - druga płyta Hollisa i kolegów, album, którego bardzo wyczekiwaliśmy. Kiedy w 1982 roku wybrzmiały ostanie dźwięki debiutu zespołu, z zapartym tchem czekaliśmy co się teraz wydarzy. Strach był duży, coś jak w przypadku debiutu np. Marillion, kiedy obawialiśmy się z kolegami, odpalić nośnik z drugim albumem, bo wydawało się, że poziom pierwszego jest tak wyśrubowany, iż nie może być lepiej...
I w przypadku Talk Talk po niecałych 2 latach wydarzyło się to co z Marillion... Otrzymaliśmy brzmieniowo o wiele dojrzalsze dzieło, wydaje się że bardziej spójne, inne - na pewno bardziej melancholijne... Jest to zapewne zasługa producenta: Tima Friese - Greene'a który dodatkowo zagrał na keyboardach, ale też i skomponował z Hollisem dwie piosenki.
Album otwiera Dum Dum Girl, piosenka która może być (jak to zwykle bywa) interpretowana na wiele sposobów. Być może to opowieść o prostytutce, która stara się usprawiedliwić. Ciekawe klawisze imitujące flet tworzą tło do jedynego w swoim rodzaju wokalu Hollisa.
Po nim największy hit albumu, i jeden z większych hitów grupy - Such a Shame...
Napisana przez Hollisa piosenka, mimo że przebój, niesie w sobie ogromny ładunek nostalgii. Warto zresztą nadmienić, że piosenki solowe Hollisa lśnią na tej płycie jak diamenty, w przeciwieństwie do tych pisanych we współautorstwie. Podczas tworzenia tego utworu Hollis inspirował się książką amerykańskiego psychiatry Luke Rhineharta (a tak na prawdę napisanej pod tym pseudonimem przez George Powers Cockcrofta), o człowieku, którego losem kieruje rzut kostką... Więcej o tej pasjonującej historii (TUTAJ).
Renée, to utwór do którego trudno nie mieć słabości.. To jedna z najlepszych piosenek Talk Talk, i jedna z najsmutniejszych piosenek tamtych lat...
Cóż kochanie, mijają tygodnie
Dziecko było najlepszą częścią twojej młodości i było sensacją
Tak, to zmiana
Nigdy nie myślałem, że w końcu cię oszukam
Słyszysz co mówią?
Wszyscy ci ludzie mieszkający na mojej ulicy
Cóż, mówią
"Bez kontaktu, ona żyje w wyblakłych snach"
Renee
Kochanie, jak mijają tygodnie
Kochanie, jak zmieniają się ulice
A może kiedy gra oszustwo
Może kiedy as wypadnie z rękawa
On powie
To jest gra, nie chciałem jej przegrać
Grasz po swojemu
Ale nagrodą, którą utraciłaś, była młodość
I mówię
Rzuć asa i staw czoła prawdzie
Pora na kolejny hit - It's My Life a po nim znowu odlot... Tomorrow Started, utwór wiadomo - o tym jak trudnymi potrafią być uczucia... The Last Time, mimo że początek nie psuje do całości, jest jednak utrzymany w klimacie płyty. Po nim najsłabsza piosenka - Call in the Night Boy, napisana we współpracy z Simonem Brennerem, mogłaby spokojnie zostać pominięta i nic by się nie stało. Do końca bowiem mamy już stały - niezwykle wysoki poziom: Does Caroline Know? i It's You.
Pierwszy nas nieco usypia, za to drugi kończy w wielkim stylu. Tym razem wydaje się, że chodzi o kłopot z uzmysłowieniem sobie uczuć...
Powiedz to jeszcze raz
Serce z kamienia
Czerwienisz się
Tak samotny
Powiedz to jeszcze raz
Wiem, że to ty
Bóg tylko wie
Dlaczego przeszkadzają ci kłamstwa o tej dziewczynie?
Czas czeka na wyjaśnienie
Dlaczego odmówić?
To ty
Powiedz to jeszcze raz
Serce z piasku
Łzy na twojej twarzy
Nic nie pasuje
Bóg tylko wie
Zauważyłem cię
Powiedz to jeszcze raz
Dlaczego przeszkadzają ci kłamstwa o tej dziewczynie?
Czas oczekuje na wyjaśnienie
Dlaczego odmówić?
To ty
Powiedz to jeszcze raz
Wiem, że to ty
Bóg tylko wie
Dlaczego przeszkadzają ci kłamstwa o tej dziewczynie?
Czas czeka na wyjaśnienie
Dlaczego odmówić?
To ty
Wielki album, wielki wokalista i kompozytor. Nie możemy zapunktować inaczej...
Wrócimy jeszcze do Talk Talk? Zapewne. Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Talk Talk - It's My Life, EMI, 1984, producent: Tim Friese - Greene, tracklista: Dum Dum Girl, Such a Shame, Renée, It's My Life, Tomorrow Started, The Last Time, Call in the Night Boy, Does Caroline Know?, It's You.
Forautmagazine opublikował około 2 tygodnie temu listę 20 najlepszych albumów postpunk wszechczasów (LINK). I choć wydaje się, że autor we wstępie dość jasno podaje jakie są warunki, żeby płyta znalazła się na tej liście, to sama lista wzbudza dość dalece idące wątpliwości.
Warunki zatem pokrótce są następujące: jeden artysta - jedna płyta, lata obejmujące klasyfikację to 1977 - 1988 (uzasadnienie tego wyboru jest dość niejasne, poza podaniem faktu, że sięga się tutaj do korzeni) i tyle. A korzenie to jak wiadomo mają odnogi, a te odnogi mają mniejsze odnogi, i tak dalej i tak dalej...
Zanim omówimy wyniki warto podkreślić, że skupimy się na obecności na liście a nie pozycji, ta bowiem jest raczej kwestią arbitralnego wyboru autora (nie podaje on dlaczego tak a nie inaczej usytuowana jest płyta).
Miejsce pierwsze - Joy Division i Unknown Pleasures. Tutaj oczywiście dla nas sprawa jest jasna, choć w uzasadnieniu brakuje wielu rzeczy, że Hannett, że efekty specjalne, którym ten od czasu Beatlesów nadał zupełnie inny wymiar, że gra Morrisa stała się pierwowzorem do stworzenia pierwszego automatu perkusyjnego, i w końcu genialne okładka Savillea. Ale to nie wszystko - bowiem jeśli weźmiemy pod uwagę dojrzałość i poziom, to naszym zdaniem bez wątpienia na pierwszym miejscu powinno być Closer. Nikt o zdrowych zmysłach nie może nie dostrzec nowego wymiaru jaki w muzykę tchnął Hannett w takich arcymistrzowskich utworach jak Heart and Soul. Pod każdym względem Closer to o kilka poziomów lepszy album niż Unknown Pleasures. I to on powinien być na liście, jeśli rzeczywiście zakładamy warunek: jeden wykonawca - jedna płyta.
Miejsce 3 The Smiths i ich debiut... To kompletne nieporozumienie. Przecież to najsłabsza płyta zespołu. Oczywiście że Morrisey i Marr muszą być na liście, ale nie z płytą która poza kilkoma dobrymi utworami niewiele wnosi, i sam zespół podkreślał, że nie brzmi na niej jak chciał... Jeśli the Smiths to Hatfull of Hollow z 1984 roku, lub the Queen is Dead z 1986, choć my nie wzgardzamy też Meet is Murder, który ma niepowtarzalny klimat.
Miejce 7 - the Cure i Pornography. A dlaczego nie nagrana rok wcześniej Faith? Czy wtedy lista nie byłaby pełniejsza, gdyby obok Closer umieścić Faith właśnie, najwyraźniej którą Robert Smith się inspirował?
Mijsce 8 - Siouxsie and the Banshees i Juju... Dlaczego nie Tinderbox z 1986 roku? Bez wątpienia lepsza i bez wątpienia bardziej nowatorska - pokazująca że postpunk może ewoluować w kierunku lekkiej psychodeli? Nie ma porównania między tymi dwoma albumami...
Miejsce 14 - Talk Talk i the Spirit of Eden... Tutaj to już zupełnie nie można się zgodzić. The Party's Over czy It's My Live to realizacje kompletnie z innej półki. I jeśli iść tropem Closer i Faith to nie ma wątpliwości, że tutaj powinna znaleźć się płyta It's My Live. Smutek może mieć bowiem wiele obliczy, od typowo chwilami punkowego i mechanicznego jaki reprezentowali Joy Division, poprzez silnie klaustrofobiczny the Cure do bardziej elektronicznego Talk Talk.
Co do reszty - też można mieć wiele wątpliwości. Jednego jednak wybaczyć klasyfikacji Faroutmagazine nie można. Brak na niej takich silnie postpunkowych gwiazd jak Bauhaus, the Sisters of Mercy, Minimal Compact, kapel z 4AD które nadały postpunkowi zupełnie inny wymiar - Dead Can Dance, Cocteau Twins, Clan of Xymox, czy Wofgang Press albo DifJuz... Gdzie Swans i cala plejada gwiazd z USA?...
Takie jest ryzyko tworzenia wszelkich kwalifikacji... Trudno wznieść się ponad swoje własne upodobania, dlatego powinno się bardziej uściślić kryteria. No i warto czytać, choćby takie legendarne wydawnictwa jak omawianą u nas encyklopedię postpunka właśnie... (TUTAJ).
Ogólnie - nie, nie i raz jeszcze nie. Poziom muzycznego dziennikarstwa pikuje.
The virginal brides file past his tomb
Strewn with time's dead flowers
Bereft in deathly bloom
Alone in a darkened room
The count
Music journalism's dead
Music journalism's dead
Music journalism's dead
Undead undead undead
Undead undead undead
Undead
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Od tego wpisu rozpoczynamy na naszym blogu nowy cykl, żyjemy bowiem w czasach, gdy wielu spośród naszych muzycznych bohaterów lat 80. odchodzi. My chcemy zatrzymać pamięć o nich na zawsze. Przynajmniej tak długo, jak sami nie odejdziemy by do nich dołączyć...
Nagrywam ciszę - oto czym najchętniej zajmował się Martin Hannett, legendarny twórca dźwięków z Manchesteru (pisaliśmy o tym TUTAJ). Dzisiaj chcemy naszym czytelnikom przybliżyć innego konesera ciszy. Jest nim zmarły w zeszłym roku Mark Hollis (nasze wspomnienie o nim i płycie The Party's Over (1982) jest TUTAJ).
Hollis stał się znany po występach z zespołem Talk Talk, w którym był wokalistą (grali tam jeszcze Paul Webb, Lee Harris i Simon Brenner). Wraz z producentem i klawiszowcem Timem Friese-Greene, nieoficjalnym członkiem grupy, wydali w 1985 roku trzeci album The Color of Spring. Płyta ta stała się najlepiej sprzedającym się albumem Talk Talk dzięki przebojowi Life's What You Make It, dzięki czemu, uzbrojeni w większy budżet, większą swobodę twórczą i pozbawiony ograniczeń czasowych, muzycy z Talk Talk mogli zająć się eksperymentowaniem i tworzeniem nowego albumu.
Był nim Spirit of Eden, który został uznany za jedną z najważniejszych płyt lat 80. Ona na nowo definiuje sposób słuchania muzyki – tak wyraził się o tym wydawnictwie Philip Selway z Radiohead w BBC 6 Music, podczas programu z okazji wydania wznowienia po 30 latach. Znawcy podkreślają, iż jej brzmienie spowodowane było fascynacją Hollisa kapryśną muzyką impresjonistyczną, szczególnie Debussyego i Ravela (w Polsce przedstawicielem tego nurtu był Karol Szymanowski), a także niemieckiego eksperymentalnego zespołu rockowego Can. Natomiast Hollis po wydaniu albumu stwierdził, iż czuje silne powinowactwo z dźwiękiem i naturalnym brzmieniem instrumentów. Wydany niedługo potem jego jedyny album solowy artysty - zatytułowany po prostu Mark Hollis (1998) - był próbą stworzenia czegoś ponadczasowego. Muzyk chciał napisać taki utwór muzyczny, aby nie było wiadomo, w którym roku został nagrany*. Czy to mu się udało? Wydaje się, że raczej tak. Artysta zaprezentował taką wrażliwość na brzmienie, że stało się ono u niego samoistnym środkiem wyrazu.
Kierunek ewolucji muzyki, który możemy prześledzić na wszystkich pięciu albumach Talk Talk jest daleki od tego, co prezentujemy na naszym blogu. Ale musimy stwierdzić, że to co Hollis osiągnął, wykracza poza zwykłe rzemiosło muzyka pop. Ba - wykracza poza to, od czego zaczynał, czyli poza rock w odmianie synth-pop, oscylując wokół czegoś, co można nazwać próbą obsesyjnego przekazania egzystencjalnych, wręcz mistycznych przemyśleń artysty. W ostatnim, solowym utworze, który został udostępniony publiczności w 1998 roku wydaje się, że jego zamiłowanie do ciszy nareszcie znalazło swój ostateczny kształt. Był to projekt AV 1, wyprodukowany z Phill Brownem i z Davem Allinsonem, z pogranicza muzyki ambient i rocka eksperymentalnego. Gdy słucha się jednego z utworów (TUTAJ), zagranego na pianinie przez Hollisa, od razu przypominają się jego słowa: Świetnie sobie radzę z ciszą. Nie mam z tym problemu. Jeśli masz zamiar w nią wkroczyć, postaraj się mieć ku temu powód. Później artysta z dnia na dzień całkiem wycofał się ze świata show-biznesu. Osiadł w Wimbledon pod Londynem i zajął się wychowaniem (wraz z żoną nauczycielką) dwóch synów. Tylko raz jeszcze po przejściu na emeryturę udzielił się muzycznie. W wyniku krótkiej, jednorazowej współpracy z Anją Garbarek w 2012 roku (jest ona córką polskiego saksofonisty Jana Garbarka, który wyemigrował do Norwegii) powstała płyta Smiling & Waving. Produkcją krążka zajął się Steven Wilson, zaś za muzyczny jego obraz odpowiadali Robert Wyatt i właśnie Mark Hollis.
Hollis, tak o nim powiedział, Zaprojektowałem ten album w reakcji na wszystko dzieje się wokół. Na każdym kroku jesteśmy bombardowani dźwiękami i obrazami. W czasach gdy zawodzi świat, chcę spokoju i łagodności. I znów powstało coś co trudno zakwalifikować, coś co łączy ambient z elektroniką, współczesną muzykę klasyczną i improwizowany jazz, a także rock i pop.
Ostatnim, napisanym przez Hollisa, znanym utworem jest temat muzyczny ilustrujący serial telewizyjny Boss (2012) Sekcja 1 ARB:
Muzyk odszedł nagle 24 lutego 2019 roku. Był młodszym bratem Eda Hollisa, producenta i muzyka, z wykształcenia psychologiem dziecięcym, mężem, ojcem a przede wszystkim muzykiem, który wykroczył poza swój czas.
*TUTAJ znajdują się wszystkie wywiady z Markiem Hollisem
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Muszę przyznać, że długo zbierałem się do napisania tego tekstu. I kiedy ostatnio dowiedziałem się o śmierci Rica Ocaska z the Cars (pisaliśmy o tym TUTAJ) postanowiłem nadrobić zaległości...
Minęło już ponad pół roku od czasu, gdy odszedł on nas Mark Hollis. Nie ukrywam, że Talk Talk i ich muzyka wywarła ogromny wpływ na moją osobowość i może zabrzmi to nazbyt patetycznie, nie byłbym dzisiaj w tym miejscu muzycznej podróży, gdyby nie oni... Zresztą pisaliśmy o ich koncercie z 11.07.1986 roku długo przed śmiercią Hollisa (TUTAJ), bo omawiany dziś album, wspólnie z It's My Live to na prawdę niezapomniane wydawnictwa, wielka muzyka i na zawsze źródło inspiracji, a akurat tamten koncert zawierał głównie repertuar z tych właśnie płyt.
To były okolice 1982 roku i Tomasz Beksiński, którego audycje były w małym mieście gdzie wtedy mieszkałem, oknem na wielki muzyczny świat. Wtedy poznałem debiut Talk Talk, później słuchałem ich z pirackiej kasety, w końcu przyszła pora na CD i omawiany dziś winyl - oryginał z epoki.
Nagrania, zwłaszcza z tych dwóch albumów, uświadomiły mi, że można śpiewać bardzo emocjonalnie, poruszać ważne problemy i jednocześnie przekazywać absolutnie dołujący klimat w zupełnie inny sposób, niż znany mi dotychczas. Takie piosenki jak Today, The Party's Over, czy Have You Heard the News? wbudowały się w klimat betonowego miasteczka w którym mieszkałem i trafiły (trafiają) mnie w zupełnie inne miejsce, niż klimaty Joy Division. Ci bowiem atakowali mój mózg, Hollis natomiast i koledzy - serce.
Już sama nazwa zespołu, jak i okładka pokazują z czym mamy tutaj do czynienia. Oczy mówią, ale jednocześnie płynie z nich łza. Hollis niczym Curtis, zmuszony do życia w słynnej brytyjskiej poprawności, doznaje swoistego rodzaju konfliktu między otoczeniem a własnymi odczuciami. Muzyka zarówno Talk Talk, jak i Joy Division, jest na pewno mocnym przekazem buntu. Już pierwszy utwór, Talk Talk pokazuje, że łatwo nie będzie. Hollis zdaje sobie sprawę, że jest oszukiwany, że to co słyszy to tylko przysłowiowe gadu, gadu. Kluczowym wydaje się fragment:
If every sign that I see is complete Then I'm a fool in your game And all you want to do is tell me your lies Won't you show the other side, you're just wasting my time
Zatem startujemy z wysokiego C i załatwiamy już pierwszym utworem credo nie tylko albumu, ale i zespołu. Drugi, nieco spokojniejszy It’s So Serious zdaje się być piosenką o wejściu z okresu dzieciństwa w dorosłe życie. Ale to jeszcze nie są ukochane momenty tej płyty. Nieco bardziej klimatycznie robi się podczas Today, które jest przygotowaniem do wielkiego finału pierwszej strony albumu - tytułowego: The Party’s Over. I to jest to!
The party's over I never thought you'd stay The love of laughter My truth's no longer sane The party's over Much older than you'd say This friend of no one Time creases on your face Take a look at the kids I've been losing track This crime of being uncertain of your love Is all I'm guilty of The party's over I never thought you'd stay A style of reason This life of masquerade Take a look at the kids I've been losing track This crime of being Uncertain of your love Is all I'm guilty of Take this punishment away Lord Name the crime I'm guilty of Too much hope I've seen as virtue Name the crime I'm guilty of
To jakby refleksja nad życiem dojrzałego już narratora, kiedy mija wszystko, nawet najbardziej wzniosłe uczucia... Pamiętam jak trudno po tym utworze było przełożyć płytę na drugą stronę. To jedna z wad CD, uniemożliwia chwilę na głębszą refleksję, zabijając ją kolejnym utworem. Za to winyl czasem zatrzymywał w fotelu i bywało, że strony B nie uruchamiało się wcale, bo odpowiedź na pytanie: czy coś może zabrzmieć lepiej (?) była zdecydowanie przecząca.
W przypadku omawianego dziś albumu na pewno nie zabrzmiało lepiej, Hate bowiem - być może z powodu zbyt dużego ładunku emocji, i lekkiej hałaśliwości, nie przebija tytułowej piosenki. Tekst traktuje o wojnie, a może o utracie wiary? A może po prostu o zwykłej ludzkiej nienawiści? Za to od drugiej piosenki powinna zacząć się strona B: Have You Heard the News? To ten moment gdzie odlatujemy bardzo, bardzo wysoko. Z pozoru banalny wstęp tego nie wróży, ale to co następuje w refrenie kompletnie odbiera możliwości samokontroli....
I'm picking up again Ain't it got too much After the accident It could feel no worse I turned around and saw him hit the ground A little earlier, it was a game I guess the barrier Must have dropped away I don't like to read the news D'you know anything I'm going through Did you see my photograph It was on page ten I swore to everyone I'm not to blame I turned around and saw him hit the ground A little earlier it was a game I'm so disposable You can throw me away I don't like to read the news D'you know anything I'm going through Wat a fool I've been Didn't get to him in time "What's been happening?" Its so hard to sleep at night Its so hard to sleep at night To sleep at night I don't like to read the news D'you know anything I'm going through
Nadwrażliwość narratora który niczym antena radiowa rezonuje z każdym docierającym do niego negatywnym newsem, czując się za niego współwinnym jest czymś niespotykanym. Czy wiesz przez co muszę przechodzić? pyta zakłopotany... Niczym Ian Curtis, który w Colony pyta: po co te wszystkie konfrontacje? To bez wątpienia najlepszy utwór na tej płycie... To ta spływająca na okładce łza.
Mirror Man trzyma poziom. Czyż nie jest, jak wspominałem powyżej, piosenką wyśmiewającą sztywne, konserwatywne zasady społeczeństwa w którym przyszło żyć narratorowi?
Every little bit of my time Keeps me checking that my clothes are in line I'll identify without wasting time Mirror man
Another Word zdaje się wyśmiewać bohaterstwo na pokaz, a kończący album Candy podsumowuje i stawia przysłowiową kropkę nad i, o jakim przyjęciu śpiewa Hollis...
To z pewnością rodzaj przyjęcia To bardzo przydatne Otoczenie mojego życia wymówkami Za to, co postanowiłem stracić
I moje imię Teraz już nie wygląda dla mnie tak samo Nie, nie, nie teraz A wewnątrz Czy nie wiesz, że czuję się tak źle?
Kiedy próbowałem się odwrócić By ponownie poczuć nowe
Candy Moje emocje kosztowały mnie ból Czy wyglądałem tak samo? Candy Kiedy myślę o czasach Gdy się śmiałem Candy Pomysł, że mnie oszukasz Ale spójrz jeszcze raz Co powiedziałaś "To moje imię"
I mam nadzieję, że cię rozbawiłem Do łez A kiedy jestem w domu i myślę w ciemności Mam nadzieję Że nic z tego nie musiało pójść za daleko
Kiedy robi się za późno Aby zobaczyć mnie innym I tak trudno jest je utrzymać Dla wszystkiego, czego tak bardzo chcę
Candy
Kiedy próbowałem się odwrócić Ponownie poczuć się nowym Candy Moje emocje kosztowały mnie ból Czy wyglądałem tak samo? Candy Kiedy myślę o czasach Gdy się śmiałem Candy Pomyślałem, że mnie oszukasz Ale spójrz jeszcze raz Co mówisz "To moje imię"
Dziś po tych wszystkich latach możemy poczuć swoistego rodzaju ból, z faktu niezrozumienia przez bliskich artysty, czym jest dla nas jego muzyka. Ktoś bowiem zdecydował, że nie było nam dane dowiedzieć się, jaka była przyczyna śmierci Marka Hollisa. A może kiedy po niepowodzeniach twórczych wycofał się z życia muzycznego, uznano, że na to właśnie większość fanów zasłużyła? Przecież to oni wynoszą na piedestał, po czym tak samo szybko, potrafią z niego zrzucać, bo idzie nowe, lepsze, bardziej wyszukane...
Mało kto, kieruje się zasadą, że nowe jest wrogiem dobrego. My, tą zasadę wyznający, wiemy natomiast jedno, że dla nas mała cząstka Marka Hollisa żyje i już na zawsze będzie wprawiała w drganie nasze serca, tak jak inna cząstka, tym razem Iana Curtisa, wibruje w naszych mózgach.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Talk Talk, The Party's Over, EMI, 1982, producent: Collin Thurton, trackilsta: Talk Talk, It’s So Serious, Today, The Party’s Over, Hate, Have You Heard the News?, Mirror Man, Another Word, Candy.