Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka alternatywna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka alternatywna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 maja 2024

Z mojej płytoteki: Faith No More i Angel Dust - inteligentne oblicze alternatywnego metalu

Jakiś czas temu opisywaliśmy losy muzyków z zespołu Faith No More (LINK). W naszej ocenie ich szczytowym osiągnięciem jest album Angel Dust, choć wydane po nim King For A Day... Fool For a Livetime, czy Album of The Year są również na przyzwoitym poziomie. Warto poznać kilka faktów o zespole, które w specjalnym wydaniu Deluxe Edition przytoczył, nieżyjący od kilku lat, brytyjski dziennikarz muzyczny Malcolm Dome

Na wstępie dowiadujemy się, że po  drugim albumie zespół pożegnał dawnego wokalistę i do grupy dołączył Mike Patton. Pojawił się poprzednik dzisiejszego wydawnictwa, album The Real Think, ale dopiero na prezentowanym dziś albumie zespół osiągnął szczyt swoich możliwości i zabrzmiał jak nikt wcześniej. Przytoczona jest wypowiedź perkusisty zespołu Mike Bordina, który powiedział, że zespół uważano za grający w stylu funk - trash, ale w rzeczywistości FNM nie poddawał się żadnej kategoryzacji. Nie byliśmy nawet zaangażowani w klikę bohemy, bo byliśmy bandą głupców – facetów z zgniłymi włosami, dredami, którzy palili trawkę i mieli to w du##e. Lubiliśmy uderzyć w czuły punkt, nie zadając się z żadną kliką czy grupą.

 
Producentem Angel Dust był Matt Wallace, który dystansował się od brzmienia albumu The Real Thing uważając je za cienkie i przekompresowane (mimo że dobrze przyjęło się w MTV i stacjach radiowych). Starał się żeby Angel Dust brzmiała pełniej i bardziej naturalnie. W zasadzie nie używał kompresji. I tak rzeczywiście jest, bowiem pierwszą rzeczą która zwraca uwagę przy odsłuchaniu, jest niesamowicie świeże brzmienie, mimo że album powstał ponad 30 lat temu... 
 
Mike Patton wspomina, że poprzednie wydawnictwo było jakby wykonaniem pewnego zobowiązania, bowiem FNM nie mieli wokalisty. Ale Angel Dust to już pełnowymiarowy album, który stworzyli wspólnie. Wymieniali się taśmami z piosenkami i tak powstawały coraz to ich lepsze wersje.
 
 
Billy Gould, basista zespołu, wspomina że kiedy słuchał wcześniejszych płyt FNM miał duży ubaw, bo słychać było niedociągnięcia warsztatowe. Z czasem zespół stawał się coraz lepszy i rzeczywiście na Angel Dust grają doskonale. Jak mówi basista: nie tak prymitywnie i jest to obraz postępu.
 

Na albumie pojawia się wiele dziwnych dźwięków, są tam fragmenty gry orkiestry symfonicznej, śpiewająca brazylijska wokalistka, zapowiedź lotu z lotniska w Rio De Janeiro i wiele innych... Przed napisaniem Caffeine Patton poddał się eksperymentowi - nie spał kilka nocy, a piosenka Land of Sunshine powstała z życzeń z ciasteczek... Inny utwór z kolei powstał z fragmentów piosenek Franka Sinatry, a jeszcze inny został znaleziony gdzieś na ulicy - ktoś napisał go na kartce papieru którą Patton ukradł. Ale nie tylko Patton jest autorem tekstów, pisali je też współpracując z nim Bottum (piosenka Be Aggressive) i Gould (Everything Is Ruined).
 
Do specjalnego wydawnictwa dołączone są bonus tracki, koncert z Monachium z 1992 roku, i outtakes z nagrywania płyty. W zasadzie poza kiepskim i przekrzyczanym Malpractice, reszta jest bardzo dobra. Mimo upływu tylu lat muzyka z albumu brzmi ciągle niezwykle dobrze i nie ma na niej żadnych pogłosów. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.



 

Faith No More, Angel Dust, producent:
Matt Wallace, Rhino 1992, tracklista: Land Of Sunshine, Caffeine, MidLife Crisis, RV, Smaller And Smaller, Everything's Ruined, Malpractice, Kindergarten, Be Aggressive, A Small Victory, Crack Hitler, Jizzlobber, Midnight Cowboy, Easy.

środa, 28 grudnia 2022

Z mojej płytoteki: Faithless i To All New Arrivals - muzyka trudna do zaszufladkowania z the Cure w tle

 

W poniedziałkowych newsach informowaliśmy o śmierci wokalisty zespołu Faithless - Maxi Jazza, któremu nie dalej jak wczoraj poświęciliśmy wpis w naszej rubryce: Byli Wśród Nas, w której żegnamy gwiazdy muzyki z naszych obszarów zainteresowania (LINK).

Tak się akurat złożyło, że jako zagorzały kiedyś fan the Cure, postanowiłem z pewną przekorą, zakupić płytę Faithless - To All New Arrivals - piątą w dorobku zespołu (z 2006 roku). Zrobiłem to, ponieważ zespół umieścił na tym albumie cover the Cure właśnie. Mało tego, to w mojej ocenie jedna z najgorszych piosenek Cure, chyba obok Fiday I'm in Love. Eksperyment się powiódł, bo zespół wykonuje cover lepiej niż autorzy, rzeczywiście w takich klimatach ten gniot jest nawet do zaakceptowania. Mało tego, cały album jest całkiem przyjemny, i choć jest to jedyne wydawnictwo Faithless w mojej kolekcji, w rankingach fanów mieści się ono w pierwszej piątce (LINK), co mnie nie dziwi.

Odbieram ten album jak jakiś przekaz z kosmosu - pełen ciekawych dźwięków, przerywników, klawisze jakby imitowały przesłania pisane alfabetem Morse'a co może być efektem zamierzonym, bowiem album jest przesłaniem do nowo przybywających, patrząc na szatę graficzną - przypływających...

Na okładce bowiem umieszczono obraz Johna Atkinsona Grimshawa (pisaliśmy o tym artyście TUTAJ) Noc Nad Tamizą z 1880 roku. Historia z przybywającymi dotyczy nowo narodzonych, bowiem płyta nagrana została po urodzeniu się dwójki dzieci muzykom zespołu, a odgłosy dzieci wypełniają album, i ich zdjęcia znajdują się też wewnątrz okładki.
 

 



Przesłanie płyty pochodzi z jednej z piosenek:
 
Dla wszystkich, którzy powstali i zostali policzeni,
Dla wszystkich, dla których pieniądze nie były motywem,
Dla wszystkich, dla których muzyka była przesłaniem,
Chciałbym wam podziękować
 
Najlepsze utwory albumu to otwarcie - Bombs. I rzeczywiście lecą na nas bomby:
 
W naszym świecie malaria zabija dziecko co 30 sekund.
11 milionów dzieci umiera każdego roku z niedożywienia.

W naszym świecie 15 milionów dzieci zostało sierotami z powodu AIDS.
30 000 dzieci umiera każdego dnia z przyczyn, którym można zapobiec.
 
W naszym świecie w tej chwili 2 miliony dzieci pracuje w branży seksualnej.
 
1,1 miliarda ludzi na świecie zarabia mniej niż dolara dziennie.
 
Później wspomniany, przeplatany fragmentami utworu Cure Spiders, Crocodiles & Kryptonite. 
 
Music Matters za to, to czysta magia... Zawiera motto płyty, przy okazji dowiadujemy się, że Hendrix był idolem Maxi Jazza. Warto zwrócić też uwagę na Nate's Tune:
 
Patrzę z góry na tę piękną planetę i myślę, że w końcu znalazłem raj
 
Chyba najlepszym utworem albumu jest piękna ballada Last This Day... pełne emocji wyznanie matki dla swojego dziecka. Śpiewa go, znana z piosenki z Eminemem Stan, Dido. Zresztą artyści z zewnątrz pojawiają się też w innych utworach (podajemy ich w trackliście).
 
Kolejne piosenki są już dla koneserów gatunku, do których się nie zaliczam. Nie znaczy to jednak, że nie sięgniemy po inne płyty Faithless, z których najwyżej oceniana jest No Roots z 2004 roku. I podzielimy się tutaj swoimi wrażeniami... 
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
 
 
Faithless, To All New Arrivals, producent: Faithless, Cheeky Columbia 2006, tracklista: Bombs (wsp. Harry Collier), Spiders, Crocodiles & Kryptonite, (wsp. Robert Smith), Music Matters, (wsp. Cass Fox), Nate's Tune, I Hope, Last This Day, (wsp. Dido), To All New Arrivals, (wsp. Harry Collier), Hope & Glory  (wsp. One eskimo i John Reid), A Kind of Peace (wsp. Cat Power), The Man in You (wsp. LSK), Emergency.


  

niedziela, 30 stycznia 2022

She Said No: nowa EPka TÅSEN TEA PARTY jest z nami

 


To nie jest łatwa muzyka, wszak mówimy o muzyce spoza mainstreamu. Niemniej nowy projekt TÅSEN TEA PARTY jest z pewnością wart poznania. 

EPka She Said No, bo o niej mowa, ukazała się w styczniu, czyli to gorące wydawnictwo, a my dzięki bezpośredniemu kontaktowi z Tore (nasz wywiad z artystą jest TUTAJ) mogliśmy poznać całość jeszcze przed premierą.

Na wydawnictwie znajdziemy 5 utworów. Ci którzy znają twórczość muzyka z TÅSEN przywykli do jego specyficznego stylu. Ubogie, minimalistyczne teksty, powtarzane monorecytowane wersy, są dość depresyjne, ale przy okazji bardzo spokojne, całość natomiast zatopiona jest w nostalgicznej muzyce. 

Wydawnictwo opatrzone jest typową dla chłodnofalowych produkcji czarno-białą okładką (choć na Bandcamp jest ona w walorach błękitu). 

Otwiera je She Said Go, który ma bardzo ciekawe brzmienie. 

she said no

she said go

she wanna know

how they go


she said go

they don’t know

how it feel

to know

she said go

she said why

she wanna try


they don’t wanna be rejected

they don’t wanna be affected

protected

to be connected

she said go


Trzeba tego posłuchać kilka razy (jak i zresztą całości), żeby przyzwyczaić się do specyficznego stylu, zwłaszcza jeśli chodzi o wokal. Szczerze typ śpiewu, jaki został zastosowany w tej piosence, nie należy do moich ulubionych. 

Za to o wiele lepiej jest już w drugiej piosence pt. Fake. To bardzo nastrojowa kompozycja. Szczerze takich właśnie produkcji oczekuję od TÅSEN TEA PARTY


she was awake

It wasn’t fake

It was for real

no place to fear

It was for real

no magic to steal


Takie klimaty są jak najbardziej godne polecenia, utwór ma chwytliwą melodię i nadaje się jak najbardziej do promowania wydawnictwa. 

Za to Dissapear jest ciekawy w warstwie tekstowej, tutaj zdaje się że mamy jasną i jednoznaczną historię: 


she felt light

she felt dark

into the night

out to the park


he closed the door

he felt a tear

It wasn’t more

but to disappear


Podobnie jest z The Sign In Her Face. Krótko i konkretnie.   


no sign in her face

It was the end of this race


no open door

but can she ask for more?


Całość zamyka The Cold. Najbardziej chyba wpadający w ucho, i znany nam już wcześniej dzięki klipowi:


Wystarczy spojrzeć na entuzjastyczne komentarze na YT, czy TT. To obok Fake wyróżniająca się piosenka z tego wydawnictwa.

it was a fall
she was told
all her mistakes
was written in bold

it was a fall
she was told
the only place that fits you
is out in the cold

TÅSEN TEA PARTY to nie jest łatwa muzyka, można powtórzyć po raz kolejny. Albo ktoś ją polubi - ktoś kto dobrze wpasowuje się w jej mocno klaustrofobiczną formę, albo odrzuci. Zdaje się, że tutaj innych możliwości nie ma. 

Niemniej warto posłuchać i dać tej muzyce szanse, za jakiś czas bowiem TÅSEN TEA PARTY  może nas poważnie jeszcze zaskoczyć. O ile Tore obierze kierunek z the Cold i Fake. Pożyjemy zobaczymy, no chyba że powali nas kolejna mutacja COVIDU.

Ważne jednak jest to, że coś ciekawego się rodzi, i że jest to nowatorskie i chwilami bardzo, bardzo dobre.

Całości wydawnictwa można posłuchać TUTAJ.




Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.   

piątek, 7 maja 2021

Tą płytę warto znać: Morświn - nowe wcielenie Marcina Świetlickiego, w cieniu duch Roberta Brylewskiego

Nowe wcielenie, choć historia wcale nie jest nowa, a sięga czasów gdy żył jeszcze Robert Brylewski, legendarny polski muzyk, założyciel m.in. Brygady Kryzys (warto zobaczyć TUTAJ). Jak to opowiada w miniwywiadzie Marcin Świetlicki, zakładali z Robertem masę zespołów, w zasadzie co spotkanie nowy. Siłą napędową był Brylewski, uważał, że należy zakładać, po czym niezwłocznie udawać się do studia i nagrywać (podobna historia jak z opisywanym u nas wcześniej Falarek Band - TUTAJ). 

Założenie Morświna to zupełnie analogiczna historia. Spotkali się z Brylewskim 12.11.2018 na kilka miesięcy przed śmiercią Brylewskiego. Muzyk przyjechał z zespołem T-Love do Krakowa, po próbie Świetlicki z Brylewskim podczas konsumpcji cytrynówki, wspominając i snując plany, zaczęli zakładać zespół. Po czym toczyły się rozmowy o składzie, tak uformował się ten, który nagrał album. Wymyślili nazwę płyty i zespołu. Narzeczona Brylewskiego zrobiła zdjęcie, a ten wstawił je do sieci. Tytuł płyty miał brzmieć Głuchy Śmiech (z wiersza Tadeusza Borowskiego). 


O płycie więcej można dowiedzieć się w wywiadzie Rafała Księżyka z Małgorzatą "Teklą" Tekiel i Marcinem Świetlickim (TUTAJ). Tytułowy utwór powstał w wyniku inspiracji Revolution number 9 Beatlesów, a płyta jest niekoniecznie o samej rewolucji jako takiej, ale też i o swoistego rodzaju rewolucji w warstwie dźwiękowej, bowiem muzyka na albumie jest kolażem zadziwiających stylów. 

Chociaż wywiad mocno ocieka ideologią, my na naszym blogu zainteresowani jesteśmy muzyką. 

Tak więc na albumie mamy 7 piosenek. Otwiera ją mocno basowy Nieuf, po nim Mowa Nienawiści - tekst oczywiście dość mocno nawiązuje do największego przeboju Świetlików pt. Nieprzysiadalność (o płycie pisaliśmy TUTAJ). To typowa poezja Świetlickiego... Pies sunie w panice, przy ścianie kamienicy. Tytułowa mowa nienawiści dotyczy pewnej baby (pani). Stary Skończony to jakby ciąg dalszy poprzedniej piosenki. Znowu to samo, jak śpiewa autor. Piosenka nieco przypomina utwór Pan Traktor Świetlików
RB jest za to wspomnieniem ostatniej rozmowy Świetlickiego z Brylewskim. Ta piosenka należy do najlepszych na albumie... Owym Bogiem jest Brylewski, a jego kolegą - autor tekstu. Chciałoby się powiedzieć słowami utworu Brygady Kryzys: Wszystko się zmnienia... Choć Morświn refleksję tą ubiera w o wiele bardziej ponure dźwięki.


Tyk tyk to piosenka o efekcie gasnącej świeczki... Pobudza do głębokiej refleksji, jest podsumowaniem życia i tego ile ono jest warte. 

Do końca mamy dwie piosenki - Polska 9 i Rewolucjaaa. Pierwsza z nieco toolowym wstępem, to jakby kontynuacja poprzedniej (znowu przypomina się debiut Świetlików, tym razem piosenka Tata Mięso).

A finał - wiadomo, jest dużo muzycznej rewolucji, z Filipem Łobodzińskim w tle:

REWOLUCJAAA-MORŚWIN from Dorota Kwiatkowska on Vimeo.

To bardzo trudna muzyka. Niemniej na pewno warta uwagi. Dajemy 5/6 za zupełnie niepotrzebne okraszenie jej ideologią w wywiadach, jak ten cytowany powyżej. Bez tego utwory byłyby na pewno bardziej tajemnicze, przez co niewątpliwie ciekawsze.


      


Album jest do odsłuchania i zakupienia TUTAJ.

Morświn: Rewolucjaaa, Karrot Records, 2021, tracklista: Nieuf, Mowa Nienawiści, Stary Skończony, RB, Tyk tyk, Polska 9, Rewolucjaaa.            

piątek, 12 marca 2021

Z mojej płytoteki: Jan A.P. Kaczmarek i Orkiestra Ósmego Dnia - At The Last Gate i bonusy od zespołu

To druga oficjalna płyta Orkiestry Ósmego Dnia, legendarnego polskiego projektu. Tym razem prezentują się przed nami w duecie, obok Jana Kaczmarka występuje tutaj czołowy polski basista - Krzysztof Ścierański, który poza grą na basie udziela się również na gitarach. Jest też współkompozytorem kilku utworów. Jan Kaczmarek gra poza fidolą Fishera na flecie i instrumentach strunowych. 

Album jest poprzednikiem genialnego Czekając Na Kometę Halleya (opisanego przez nas TUTAJ), który uważam za szczytowe osiągnięcie Orkiestry. Mimo dość znacznych różnic muzycznych z Kometą, płyta jest w pewien sposób wstępem do doskonałości. Jest bardziej improwizowana, ale miejscami daje nam sygnał tego co nastanie na Komecie. Do moich ulubionych utworów zaliczyć należy bez wątpienia Forgotten Prayer - wprowadzający nas w klimaty, z leniwym basem i fidolą w tle, dynamiczny Rondo Con Fuoco - tylko Jan Kaczmrek potrafi tak grać, i tylko Krzysztof Ścierański umie grać takie solówki na basie. Dość mroczny Descending to już zupełnie inna liga. W tym utworze panowie osiągnęli absolutnie mistrzostwo - zupełnie zwala z nóg. Ładunek emocji i nostalgii są zupełnie nie do opisania. Nic nie stałoby na przeszkodzie gdyby utwór znalazł się na Komecie. W każdym razie poszli w tym kierunku i dobrze, że tak właśnie się stało. Również tytułowy At The Last Gate jest bardzo nostalgiczny i mimo, że tan album do łatwych nie należy, nikt nie może zarzucić muzyce braku oryginalności. To są nagrania do których po latach wraca się z nutką nostalgii wspominając czasy, kiedy muzyka była oryginalna, twórcza i ambitna.



I skoro już wracamy do tamtych czasów pora na zapowiadany bonus. 

Jako szczęśliwy posiadacz albumu Czekając No Kometę Halleya, oczarowany muzyką Orkiestry, postanowiłem napisać list na adres Teatru Ósmego Dnia w Poznaniu (adres widniał na obwolucie płyty). W tamtych czasach zdobycie płyt zespołu graniczyło z cudem, chciałem więc zorientować się w dyskografii grupy. Ponieważ muzyka była spoza mainstreamu, trudno było o informacje o niej w dość ubogiej muzycznej prasie (pamiętajmy, że wtedy nie było Internetu). Wyraziłem więc swoje uwielbienie dla muzyki zawartej na Komecie. I przyszła odpowiedź, którą zamieszczam poniżej:


W imieniu zespołu wystosował ją, 13.05.1987 roku (czyli 34 lata temu!) menadżer - Michał Merczyński (odpowiedź pisana jest na maszynie). Zdobyłem tym sposobem informacje o dorobku zespołu, ale jak mnie poinformował impresario - płyt kupić nie było można, bowiem nakłady wyczerpano. Jest też informacja o planach zespołu i miłe zaproszenie do Poznania. Całość w firmowej kopercie z logiem grupy i z wizytówką - jednym słowem pełen profesjonalizm.



W kopercie dodatkowo znalazłem piękny plakat dość znacznego formatu (A1), niestety bez autografów... Za to jest na nim wiele informacji o zespole. 

Tak więc na czarnej stronie poza znakomitym zdjęciem fidoli, mamy wycinki prasowe z recenzjami z wielkich światowych tytułów jak Music, Sun, Jazz Times. Czytamy choćby: Jest Orkiestra Ósmego Dnia świeżym powiewem oczyszczającym intelektualnie stęchłe powietrze współczesnej sztuki...

Po drugiej stronie plakatu masa zdjęć, historia grupy i wykaz ważniejszych festiwali od 1977 do 1985 roku. Dokładny opis tej strony jednak pozwalamy zostawić sobie na kiedy indziej. 

W końcu jeszcze nie żegnamy się z Orkiestrą i jej dorobkiem... 

P.S. Płyta, którą posiadam, jest wygraną loteryjną. Musiała komuś nie przypaść do gustu, bowiem jest w stanie idealnym. Kupiłem ją wiele lat temu na giełdzie płytowej za jedyne 25 PLN. W końcu to nie jest muzyka dla każdego.   

Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że był to jeden z najbardziej inspirujących zespołów z undergroundu, a jego lider przecież w końcu zdobył Oskara, o czym pisaliśmy TUTAJ


Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.               


Orkiestra Ósmego Dnia - At the Last Gate, Savitor, 1984, tracklista: Opening Act, Forgotten Prayer, Dancing In The Wind, Stream, November, 1st in New York, Rondo Con Fuoco, Descending, Again & Again, At The Last Gate


środa, 10 lutego 2021

BÖN - zadziwiająca muzyka o korzeniach z Dalekiego Wschodu i początków Dead Can Dance

Kto pamięta jeszcze początki Dead Can Dance? Epokę ich wydawnictw z lat 80-tych, kiedy muzyka na pewno była bardziej surowa, chłodna i mniej symfoniczna... 

Jeśli ktoś lubi klimaty ich debiutu o tym samym tytule co nazwa grupy, czy klimaty Frontier, the Protagonist, lub późniejszego the Serpent's Egg, ten pokocha bohaterów dzisiejszego wpisu.


Zespół BÖN wycisnął bowiem jak cytrynę klimaty DCD, przyprawił nieco bardziej buddyjskim instrumentarium, dodał do tego nieco psychodeli i znalazł sposób na siebie... 

Może popatrzmy na ich performance z XIX Wrocław Industrial Festival z 2020 roku:

BÖN - XIX WIF 2020 from wroclaw industrial festival on Vimeo.

Pomińmy milczeniem pytanie co wspólnego ma twórczość BÖN z industrialem, i skupmy się na muzyce - ta jest bardzo ciekawa. Pomijając aspekt tańczącej pani (nie chodzi bynajmniej o wygląd, ale o styl tańca, który zupełnie do muzyki nie pasuje) reszta jest jak najbardziej OK. 

Zespół pochodzi z Opola, a na swojej stronie na Bandcamp piszą: Twórcy dźwięku, podążając swoją ścieżką w klimacie przeszłości i teraźniejszości, pozwalając swoim wężom dźwiękowym mówić samodzielnie. Łącząc zachód ze wschodem i północ z południem, wysyłają własny rytualny komunikat na temat world music. Ich podróż nie zaczęła się zbyt dawno więc w dorobku nie mają żadnych płyt, ale wydaje się, że wolą pokazywać swoje dźwięki podczas występów na żywo ... na razie.

Mimo tego na Bandcampie można zakupić ich 3 realizacje. Pierwsza, trwająca 26 minut Vajravarahi nagrana w roku 2016 na jednej z prób zespołu, przypomina sesje jakie Ravi Shankar dawał Georgowi Harrisonowi, bo to the Beatles jako pierwsi wprowadzili sitar do muzyki... 

Kolejna realizacja z grudnia 2016 zatytułowana Simargł jest znacznie bogatsza instrumentalnie, trwa zaledwie 10 minut ale pokazuje już wyraźnie dochodzenie zespołu do własnego stylu. 

W końcu Cho'l qushlar, zaczynający się jak muzyka z jakiegoś dobrego dreszczowca, zapewne najbardziej dojrzała realizacja. 

Chociaż mówiąc szczerze, te trzy propozycje z Bandcampa nie oddają tego co zespół prezentuje obecnie i czego możemy doświadczyć oglądając powyższy show.

Na koniec linki, tak więc strona zespołu na FB znajduje się TUTAJ, na Bandcampie TUTAJ, a kanał na YT TUTAJ.

Na koniec najnowsza realizacja, która jest zapowiedzią sesji nagraniowej planowanej na maj 2021... 

Moja żona kiedy usłyszała ich po raz pierwszy powiedziała: wyłącz to - przecież jeszcze nie umieramy... I to jest chyba najlepsze usprawiedliwienie faktu, że BÖN musieli zagościć na naszym blogu.  

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 26 grudnia 2020

Dokument o Minimal Compact pt. Raging Souls, cz.3/3 - dlaczego zespół się rozpadł?

Pierwszą część filmu opisaliśmy TUTAJ, drugą TUTAJ. Dzisiaj ostatnia, trzecia część znakomitego dokumentu o legendarnym zespole chłodnofalowym - Minimal Compact

Ta część zaczyna się od opisu klimatu, jaki zapanował między muzykami podczas realizacji albumu The Figure One Cuts - ostatniej płyty studyjnej zespołu. Chodziło o specyficzną atmosferę między Malką, Colinem a Rami Fortisem. Samy Birnbach wspomina, że to był cud iż mimo tego klimatu, grupa potrafiła dalej istnieć, nagrywać niemniej po realizacji tego albumu zaczęli się rozpadać. Fortis wrócił znowu do Izraela, spotkał tam swoją przyszłą żonę Naomi, a Barremu urodziło się dziecko. Publika lubiła, gdy śpiewała Malka, ale też uwielbiali wokal Fortisa, w zespole pojawiła się masa konfliktów, współpraca stała się niemożliwa... 


Sytuacja w zespole przypominała tą, kiedy rozpadali się Beatlesi.. Wszyscy poza Maxem żyli w jednym budynku, Max natomiast mieszkał w Amsterdamie. Problemem zespołu było to, że nie mieszkali w Londynie, stąd trudno im było przebić się na scenę w UK. W końcu zostali zaproszeni na bardzo ważny koncert dla NME. Koncert jednak się nie odbył z powodu masakrycznych opadów śniegu, te bowiem spowodowały, że Max i realizator dźwięku utknęli w zaspie podczas drogi. Ponadto zaistniała szansa występów w USA na New Music Seminars w Nowym Jorku. W stanach wystarczy nagrać jeden dobry singiel, żeby zrobić karierę, ale zespół nie dostał wiz. Było to winą wytwórni Crammed Discs, która przegapiła terminy.


Ponadto Birnbach był przekonany że Fortis chce być głównym wokalistą grupy, ten jednak temu przeczy. Wtedy Fortis zaczął zadawać sobie pytanie - co dalej? Uważa że być głupio postąpił rozwalając zespół, ale atmosfera była nie do wytrzymania. Pojawiły się też problemy wynikające z kłopotów w funkcjonowaniu rodzin członków zespołu... Trudno żyć poza domem, zwłaszcza mając dzieci...

Innym aspektem był fakt, że nadeszła nowa moda. Fani Minimal Compact przestawili się na techno i house. Birnbach podkreśla, że zespół osiągnął apogeum, ale nie tworzył nic nowego. Dla niego to był koniec.
 

Wspomina jak zadzwoniła wtedy do niego Malka,  była w depresji i prosiła o radę. Z jednej strony był zespół - ten był dla niej wtedy wszystkim, z drugiej chciała założyć rodzinę z Colinem... Birnbach nie udzielił jej rady, nie wiedział co ma powiedzieć. Malka z kolei uważa, że chciała wtedy zdecydować się na dziecko, i nie wiedziała co robić, czemu zaprzecza Fortis - twierdzi, że przyszła do pozostałych członków zespołu i po prostu oświadczyła im, że jest w ciąży. Twierdzi też, że mimo iż zaczęli szukać basisty to jednak zdali sobie sprawę, że bez Malki zespół nie istnieje. 

Birnbach twierdzi też, że każdy chciał wtedy śpiewać i być głównym głosem zespołu, jemu z kolei, kazali jedynie pisać teksty i grać na syntezatorze... 

Zespół odbył ostatnią trasę po Francji z ciężarną wtedy Malką... Max wspomina, że kapela była dla niego jak rodzina i nie mógł przeżyć rozpadu... Wtedy Fortis nagrał album Tales From The Box po czym z Sakharowem stworzyli projekt Foreign Affair.

Sakharov wyznaje, że postanowił wtedy - po urodzeniu się jego syna, powrócić do Izraela. Miał dość nagrywania piosenek w języku angielskim, a w tym samym czasie Fortis pokazał, że można nagrywać w ich rodzimym języku.

W 1991 roku zespół powrócił i zagrał trzy koncerty w Izraelu. Wtedy dopiero zrozumieli, jak ważnym zespołem byli dla fanów w swojej ojczyźnie. 


Zespół sprzedał od 40 do 50 tysięcy kopii każdej ze swoich płyt. Potrafił, jako jedyny izraelski band, wyjść z poziomu lokalnego na poziom światowy i osiągnąć sukces. W 1998 roku pojawiły się plotki o ponownej reaktywacji i nagraniu singla, ale to okazało się nieprawdą...

Może kiedyś?    

Cały film jest do obejrzenia poniżej: 


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 16 grudnia 2020

Tą płytę warto znać: Malka Spigel - Rosh Ballata, czyli izraelskie Cocteau Twins



Malka Spigel to wokalistka i basistka Minimal Compact - zespołu o którym pisaliśmy i piszemy dużo na naszym blogu z powodu jego ogromnego znaczenia dla muzyki post punk i cold wave lat 80-tych (TUTAJ). 

Kiedy w 1988 roku zespół się rozwiązał, Spigel rozpoczęła solową karierę, choć w zasadzie nie tak zupełnie solową, bo w tle jej działań pojawiał się i pojawia Colin Newman, dawny członek Wire i realizator płyty Raging Souls Minimal Compact, a prywatnie mąż Malki

Album Rosh Ballata został nagrany w ich studio domowym w Brukseli a zmiksowany w Londynie, natomiast wydany w roku 1993. Jest odejściem od postpunkowych brzmień charakterystycznych dla dokonań Minimal Compact. Pojawia się tutaj shoegaze i triphop a teksty są w języku izraelskim.

Sama autorka powiedziała, że zawsze pisała w języku angielskim, więc powrót do rodzimego języka pozwolił jej przekazać w warstwie tekstowej naiwność dziecka, przez co stają się one czarujące. To piosenki powstałe pod wpływem dzieciństwa, słuchanych w tamtym czasie audycji w radio... Teksty do dwóch utworów napisał ekswokalista Minimal Comapact Samy Birnbach, a Malka posiłkowała się też tekstami znanych poetów Antona Shammasa i Dahli Ravikovich.

Płyta cieszyła się większym uznaniem za granicą niż w Izraelu, mimo faktu, że teksty są po izraelsku. Jest to też pierwsze wydawnictwo wytwórni Newmana i Spigel - Swim Records (LINK).

W 2018 roku artystka udzieliła wywiadu na temat albumu i spojrzenia na niego z perspektywy czasu (LINK). Zapytana o to jakie piosenki najbardziej pasują i współgrają z nią - z tym jaka jest obecnie, odpowiedziała, że cała płyta.

A co do niej, to muzycznie bardzo przypomina klimaty Cocteau Twins. I nie ma racji artystką zażegnując się od klimatycznych i nostalgicznych chwilami nastrojów, choć rzeczywiście płyta do smutnych nie należy. Powiedzmy że jest nieco nostalgiczna i lekko optymistyczna. 

Na szczególne wyróżnienie zasługują - doskonały i otwierający album utwór tytułowy... Możemy sobie zadać pytanie, dlaczego cały album nie ma takiego właśnie klimatu... To jest dopiero muzyka... Druga piosenka - Lisgor Sipor Yashan też trzyma poziom, i rzeczywiście wokalnie przypomina nieco dziewczęce klimaty. Kishufim to znowu arcydzieło! Rotsa Ladat Od, Besof Hayom, też nie są złe. Zwłaszcza doskonały klimat drugiego z nich. Oj dobrze - bo zaraz wyjdzie na to że wszystko wymaga polecenia. Niech każdy posłucha sam i zanurzy się w oceanie, przemieniając się na chwilę w czerwoną rybę... 

Na pewno będziemy tutaj wracać do solowych projektów muzyków Minimal Compact. Bo jest do czego. Jeśli chcecie je poznać czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

Są problemy z działaniem YouTube więc w razie czego link do albumu jest TUTAJ

 

Malka Spigel - Rosh Ballata, Swim Records 1993, tracklista: Rosh Ballata, Lisgor Sipor Yashan, Kishufim, Rotsa Ladat Od, Besof Hayom, Ain Le'an Lalechet, Tethnic, Mehamer, Yoshvim Al Hamaake, Yestiney, Hacol Zaram Beyachad, Don't Ask Why  

środa, 9 grudnia 2020

Dokument o Minimal Compact pt. Raging Souls, cz.2 - epoka sukcesów płyty Raging Souls i pierwsze rozłamy w zespole


Pierwszą część filmu opisaliśmy TUTAJ. Dzisiaj zaczynamy od powrotu Rami Fortisa do zespołu, który nastąpił w wyniku splotu kilku okoliczności. Tworzył wtedy w grupie Chromosome i ten zespół bardzo zainteresował Malkę Spiegel, zaczęli ze sobą się przyjaźnić, pisać listy a to stało się później czymś więcej. Ale Spiegel nie uważa że to ona przyciągnęła Fortisa do zespołu, bardziej zrobił to Berry Sakharov. Tony Van Deer Veen - menadżer tras zespołu Minimal Compact, uważa że wiele się zmieniło po powrocie Fortisa, ale nie fundamenty grupy, bowiem jego zdaniem Fortis jest też bardzo nerwowy i pełen energii, jak inni członkowie grupy. Zaproszenie Fortisa było dobre dla zespołu, czasy się zmieniały i połowa lat 80-tych przynosił okres większego otwarcia muzyki na publikę. Ich koncerty dzięki Fortisowi stały się bardziej energiczne. 

W tym czasie realizowali Deadly Weaplons na którym zwrócili się w kierunku muzyki psychodelicznej zachodu. Rytm piosenki tytułowej był przypadkiem, ponieważ perkusista popełnił błąd, ale to spodobało się pozostałym muzykom... Stało się też charakterystyczne w stylu Minimal Compact... 


Piosenka stała się pierwszym hitem zespołu, choć niektórzy uważali że zaśpiewana jest tak, iż brzmi Next Time Israel. Zespół zaczął być popularny, zapełniał kluby głównie we Francji, ale też we Włoszech, Belgii czy Szwajcarii. Grali na sławnych salach, jak choćby legendarny Paradiso w Amsterdamie.


Punktem przełomowym było przyłapanie Berry Sakharova na lotnisku w Izraelu, kiedy przemycał kokainę. Muzyk tłumaczy, że kiedy żyli w Amsterdamie używanie narkotyków było bardziej legalne. Chciał przemycić nieco kokainy do Izraela i kiedy został złapany skazano go na 8 miesięcy więzienia. 

Przyznaje, że było to dla niego nowe doświadczenie, żył w izolacji od wszystkich i wszystkiego. Z kolei muzycy zespołu twierdzą, że był to dla nich wielki cios. Chcieli lecieć z trasą do Japonii żeby promować Deadly Weapons a to co się stało, oznaczało w zasadzie koniec grupy... Ale człowiek z Crammed Discs - technik Vincent, który potrafił imitować każdego muzyka, zastąpił Berry Sakharova i ich uratował. Jednak przez ten rok w zespole wiele się zmieniło i po powrocie Berryego trudno było odbudować poprzednie relacje. Pracowali nad Raging Souls - bardziej popowym albumem, który powstał w Brukseli gdy wszyscy byli w związkach lub mieli rodziny. Stąd jest on bardziej romantyczny...


Pojawił się Colin Newman i coś zaiskrzyło między nim a Malką... Wtedy zaczęły się napięcia w zespole, i wtedy też powstałą piękna ballada When I go...


Fortis stwierdza w filmie, że lubi ją, bo go do dziś strasznie wkurza... Następnie opowiada o polskiej edycji albumu...


Opowiada jak po koncercie w Warszawie, kiedy grali jeszcze przed upadkiem komunizmu, podeszło do niego dwóch fanów z Czechosłowacji, chwaląc się, że nielegalnie przekroczyli granicę z Niemcami, żeby ich zobaczyć. Wtedy zdał sobie sprawę jak mocną siłę ma ich muzyka. Ich piosenka When I Go znalazła się w filmie Wings of Desire. Wtedy Berry przyniósł pomysł, żeby nagrać Immigrant Song. Doskonale do nich pasowała, była to forma żartu, czuli się jak imigranci, mimo że interesowali się sytuacją w swoim kraju, żyli poza nim.
 

Wtedy zespół przeniósł się do Brukseli - tam scena zdominowana była przez Joy Division czy Toxedomoon. Rozpoczęli intensywną współpracę z wytwórnią Crammed Discs.

O tym jednak napiszemy w kolejnym wpisie - dlatego czytajcie nas, u nas codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 12 września 2020

Z mojej płytoteki: Fortisakharof, czyli muzycy z Minimal Compact na jednej z najdziwniejszych płyt, jakie posiadam w kolekcji

Ktoś może powiedzieć, że dzisiejszy wpis jest pójściem na łatwiznę, niemniej nie da się odszukać więcej informacji niż te, które w nim zawrzemy. Tajemnicą nie jest, że muzycy Minimal Compact, kultowego zespołu chłodnofalowego lat 80-tych, pochodzą z Izraela. Nie jest też tajemnicą, że próbowali adaptować się bezskutecznie w Europie, co opisywaliśmy niedawno TUTAJ i TUTAJ, kiedy przedstawialiśmy historię grupy. Co ciekawe, Minimal Compact stał się nie tylko popularny na świecie, ale został najpopularniejszą grupą w Izraelu, mimo faktu że grał muzykę kompletnie undergroundową i niekomercyjną. Każdy ich w Izraelu zna, bowiem jako pierwszy zespół stamtąd zrobili światową karierę. 

Kilkanaście lat temu, kiedy w Polsce nie było jeszcze tak masowego obiegu płyt, poprosiłem znajomego, wybierającego się w celach turystycznych do Izraela, żeby rozejrzał się za jakimiś wydawnictwami MC (zapisałem mu nazwę na kartce bo to fan disco polo). Wtedy w kolekcji miałem zaledwie polskie wydanie Raging Souls (zresztą ohydnej jakości - Klubu Płytowego Razem), i bodajże The Figure One Cuts na CD, za który zapłaciłem fortunę. 

Wrócił z wycieczki i przywiózł to cudo, no i tyle. Cudo wcisnął mu izraelski sprzedawca w sklepie muzycznym po obejrzeniu mojej karteczki. 

Reakcja po wyjęciu płyty z plastikowej reklamówki nie mogła być inna, jak oczy w słup, bo na okładce tylko jakieś ślaczki i rysunki, obiektywnie można powiedzieć że wydane pięknie (kartonowa obwoluta w stylu wydawnictw Young God Records i książeczka na kredowym papierze).

No i przyszedł ten moment, że z głośników  popłynęła muzyka i wtedy, wieczorem doznałem głębokiego szoku... Rozpoznałem od razu charakterystyczny głos wokalisty MC - Ramiego Fortisa a po jakimś czasie dowiedziałem się, że znajomy zakupił album duetu Fortis i Sakharof (ten ostatni grał w MC na gitarze), czyli album duetu Fortisakharof zatytułowany, Al Hamishmeret, co tłumaczy się jako On Guard, czyli Na Straży.

Jeśli ktoś spodziewa się tutaj ścisłej kontynuacji tego co robiło MC nie poczuje się rozczarowany. To na pewno nie jest muzyka komercyjna. Mało tego, na albumie jest kilka tak znakomitych i klimatycznych piosenek, że pozostają w słuchaczu już na zawsze. Przeplatane z rockiem i alternatywą wątki muzyki ludowej, tworzą coś zupełnie niesamowitego.

Otwarcie powiem, że nie do końca wiem o czym jest ten album. Nieudolne tłumaczenia tekstów kilku piosenek zamieszczamy poniżej (te anglojęzyczne pochodzą ze strony TUTAJ). 


Płyta zawiera 11 utworów i są to w kolejności: חדשות מהירח (Wiadomości z księżyca),  על המשמרת (Na Straży), חת אש (Pod Ostrzałem), פנתר שחור (Czarna Pantera), להתעורר (Obudzić się), מעצבי דעת הקהל (Kreatorzy opinii), ישעיהו ליבוביץ'‏ (Yeshayahu Leibowitz),  בסוף של יום (Pod koniec dnia), לֵךְ לְךָ (Odejść), מועדון החולמים (Klub marzycieli), העולם האמיתי (Realny Świat).

Zaczyna się mocno i dynamicznie, choć wcale nie jest tak przez cały czas. Wiadomości z księżyca z typowym wokalem i gitarą Fortisa nie są najlepszym utworem na albumie, niemniej to dobra piosenka na otwarcie.

The sun disappeared behind the door
I hear a straw going straight into the ear
This uncertainty is like a safe anchor for me
The void in my world is full, full of meaning

Cuckoo, cuckoo, throw away the key
Cuckoo, cuckoo, he stays but runs away
Cuckoo, cuckoo, I send for myself
News from the moon..

The door disappeared behind the darkness
Innocence is no longer the road to madness
Phantastic people come in small sizes
And small folks can make great leaps

Cuckoo, cuckoo, throw away the key
Cuckoo, cuckoo, he stays but runs away
Cuckoo, cuckoo, I send for myself
News from the moon..
 


Po niej już typowo ludowo - ale i ostro gitarowo: Na Straży. Mamy tutaj tekst zaangażowany politycznie, padają mocne wersy:



Na balkonie nad ulicami
Matka woła do dziecka, żeby nie płakało
Chleba nie ma, więc będziemy jeść bomby
Ktoś obiecał cuda, cuda

Piosenka numer trzy, czyli Pod Ostrzałem wprowadza już typowy dla albumu nostalgiczny klimat. 

We'll be back and will regrow
When the rust eats up your teeth
One day, on the way to the orchard
We'll break down the walls next to your feet

I grow up under fire
Lighting up a cigarette (X)
In your arms, under fire
The flames don't scare me
I sink under fire
I kneel down and plead
For the rain to come down

We came to expel the darkness
To ease the pain in the meantime
The heat of Sodom and Gomorrah in Israel (2)
We open the window but can't see heaven

No, we didn't learn to lie
We just keep closing our eyes
We will deny it in no soft terms
Take heart and hold me tight against your chest

I grow under fire


Ten jednak w pełni dopiero rozwinięty jest w kolejnej piosence, niewątpliwie jednej z najlepszych na płycie. Mowa o utworze Czarna Pantera...


Tomorrow when the light comes out
Into the dark forest
A black panther will come
And eat the cat
Who ate like a pig
And there won't even be a drop of cream left

What's your name, my son without a home?
Who uprooted the olive tree?
There's no peace, and no peace in your heart
No joy and delight, in your heart, in your heart.
And since there's no peace, there's no peace in your heart
No joy and delight, in your heart, in your heart.
What's your name ?
 




Kumulacyjnym punktem albumu jest znakomity Obudzić się, opisujący koszmary senne autora - w zasadzie dla tych dwóch połączonych ze sobą piosenek warto zakupić album... Kolejna piosenka chyba jest najsłabsza na całym albumie to Kreatorzy opinii. Mogli sobie ją darować i zamiast niej połączyć dwie poprzednie z doskonałym i rytmicznym, instrumentalnym Yeshayahu Leibowitz. Pod koniec dnia niesie ze sobą ładunek nostalgii.



Pod koniec dnia na kanapie bez zdejmowania butów
A ekran znowu migocze, oślepiając nasze oczy
Na zewnątrz ląd tonie, a ty się nie spieszysz
Pod koniec dnia zajmuje miejsce na wspólnym łóżku


Kolejny utwór: Odejść, jest znakomity, poza patosem zawiera w sobie jakąś niesamowitą dozę smutku. Tekst zdaje się być mocno zaangażowany religijnie.

Wokół ogniska widać, jak nadzieja opuszcza ludzi
Zbuntowane serce zdradza, zdradza, zdradza
W głębi jaskini nie ma końca świętowaniu wszystkich przyjaciół
Kołysząca się głowa, samotna, samotna, samotna 




Do końca albumu pozostały dwa utwory: Klub marzycieli i Realny Świat. Pierwszy to znowu klimatyczna ballada, której na pewno nie powstydziliby się muzycy MC.



Even among the sheperds, I still got lost,
Got swept away by my weakness when looking for meaning.
Everything's fine with me, I'm walking on glass.
Everything's fine with me, I'm walking and walking..

I arrived by mistake at the club of those who dream of justice
Only asked for some more love, but got to face reality.
Everything's fine with me, I'm dancing on glass.
Everything's fine with me, I'm dancing and dancing.

A Poet of poverty and sadness
I was, I thought to be.
The essence of speech lies in the soul
I knew it, but forgot to admit.

To the dwelling of the seers I walked, groping blindly.
Got sanctified by my sins, that I could have given up.
Everything's fine with me, I'm walking on glass.
Everything's fine with me, I'm walking and walking..

Poet of poverty and sadness,
I was, I thought to be.
The essence of speech lies in the soul
I knew it, but forgot to admit. 


Realny Świat, kolejna nostalgiczna ballada o przemijaniu i uczuciach kończy ten doskonały album...



I saw how everything around you
Is overturned and messed up
The old smile and stubborn path
The sentence has been cast long ago

Grab your skirt with your fingers
Black and white and dirty
A little satisfaction, a reminder stays
A movement that got stuck in time

This is the real world
Come close to me, dont run away
Both of us in the real world
Its painful and fleeting, surrender yourself
Come to the real world
Theres no you, theres no me
How will we know if we forget

I saw how everything around you
Becomes more complicated
A short glance, a familiar hug
A picture that already disappeared

This is the real world
Come close towards me, dont go away
We´re both in the real world
Its painful and fleeting, surrender yourself
Come to the real world
Theres no me, theres no you
How will we know when we forget ?

All the world´s related
All the world sings
All the worlds related
 


Zdaje się, że można śmiało zaryzykować tezę, iż na omawianej dziś płycie mamy bardzo ciekawą muzykę i gdyby MC poszli w takim właśnie kierunku, zagorzali fani z pewnością by się nie obrazili.

Nieco mniej na niej undrgroundowych, basowo - rockowych brzmień znanych z płyt MC, ale przyjmijmy w końcu do wiadomości, że panowie są już po sześćdziesiątce...        
    

Fortisakharof - On Guard, Nana Disc, 2006, tracklista powyżej. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.