Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shoegaze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shoegaze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 stycznia 2025

Ten album warto znać: Beautiful Pea Green Boat i Obsessions - między synth a shoegaze

 

W marcu 1987 roku zespół o dość dziwnej nazwie: Piękna łódź w kolorze groszku (nazwa zaczerpnięta od tytułu jednej z piosenek Lauren Anderson), nagrywa swój debiutancki album pt. Obsesje. Nagrywa go w swojej własnej wytwórni (Slaughterback), a grupa to duet: Heather Wright i Ian Williams. Zespołowi na gitarach towarzyszy Mervyn Wright. Ona pisze teksty piosenek na drugą stronę albumu (pierwsza, trzecia i czwarta), on resztę tekstów i całą muzykę. Grupa gra zaledwie 6 koncertów i wydaje  tylko 2 albumy - poza wspomnianym dziś debiutem, drugą płytę Get Religion i kilka singli. Po pewnym czasie ukazuje się też zapis ich koncertu z Francji. Wokalistka umiera w 2014 roku więc na nowe nagranie szansy już nie ma. Oto jak prezentowali się live w 1986 roku:

Uwagę zwraca ciekawy wokal i nostalgiczna muzyka. I taki jest też cały opisywany dziś album, zawierający 8 kompozycji.

Na szczególne wyróżnienie zasługują początkowe utwory. Wszystko zaczyna się od doskonałego Paper House, utworu o narkotycznych wizjach...

Wokół bladego księżyca
Krążyły szkarłatne ptaki.
Tańcząc wzdłuż ścieżki,
Przybyło dwóch połykaczy mieczy.
Unosząc się nad polami ryżowymi,
Z pyłem złota na dłoniach,
Przybył tuzin żołnierzy
W rytmie marszowych orkiestr.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
I ptaki oraz księżyc zniknęły.

Przez turkusowe rzeki
I zatoki skąpane w perłach
Rybacy czekają
Na towarzyszy na falach,
Na diamenty i kokainę,
Na idealny układ kart,
Na statki z nielegalnym
Ładunkiem czarnoskórych, by dotarły na ląd.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
A ćmy krążyły wokół płomieni.

Misjonarz odchodzi,
Odchodzi z modlitwą.
Gotów na ostatni oddech
Tego cennego powietrza.
Teraz wszystko jest papierem,
Wszystko spłonie:
Domy pełne lilii,
Lasy, pola i paprocie.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
A port zastygł w ciszy nocy.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
A cienie muskały zarumienione policzki.

„Prawdy,” rzekł, „tu nie ma.”
A ćmy krążyły wokół płomieni. 

Drugi Danielle też jest doskonały. Nieco bardziej patetyczny, ale apetyt słuchacza rośnie. 

Może powiedziałam prawdę,
a może skłamałam.
Może przystawiłam pi##olet do swojej głowy,
a może do twojej.

Wykorzystałeś moją słabość,
Drżącego dziecka,
Przestraszone śmierci,
Gdy wiatr wieje... o Danielle.

A może jesteś moim wrogiem,
a może talizmanem.
Jedynym twoim usprawiedliwieniem
jest to, że nie istniejesz.

Wykorzystałeś moją słabość,
Drżącego dziecka,
Przestraszonego śmierci,
Gdy wiatr wieje... o Danielle.

Może powiedziałam prawdę,
a może skłamałam.
Może przystawiłam pi##olet do swojej głowy,
a może do twojej.

Wykorzystałaś moją słabość,
Drżącego dziecka,
Przestraszonego śmierci,
O Danielle.

Mirror Of Souls już nie jest tak przebojowy, jak poprzednie dwie piosenki, być może z powodu podjętego w nim tematu odchodzenia z tego świata.

Deszcz lodu tak zimny,
Że zamroził jego spojrzenie
Na jej szklanej twarzy.
Tak zimny, że zadrżał.

Na koniec pierwszej strony albumu zespół oferuje nieco bardziej dynamiczny The Screw, choć cały czas poruszają się w temacie przemijania...

Snop światła na twoich włosach
Spływa w głąb studni, tej ciemnej, głębokiej studni.
Twoja twarz pobladła, włosy posiwiały,
Twoja twarz wiruje i... znika.

Stronę B otwiera When Dreams Moved In  z tekstem Heather Wright. Piosenka jest o nieudanej podróży, być może to aluzja do nieudanej próby zażywania narkotyków (choć w utworze nie pada bezpośrednio słowo trip to jest ona o podróżowaniu). Hammers Of Islam, również z tekstem Wright pokazuje, że już w 1987 roku artyści przeczuwali wsteczność Islamu, bowiem tekst jest krytyką społeczeństwa zdominowanego przez fanatyzm, przemoc i bezrefleksyjne posłuszeństwo wobec ideologii tej religii. Autorzy podejmują temat faktu istnienia napięcia między światłem (nasza religia - prawda, oświecenie) a cieniem (Islam - ignorancja, strach). 

Do końca pozostają dwie piosenki: The Powerhouse i And She Laughed Too. Pierwsza  jest o sile jaką mamy w sobie, to refleksja nad ludzkim potencjałem, duchową energią jaka nas buduje to buduje to, jakimi jesteśmy. To również tekst o tym, że każdy z nas może się zmienić. Drugi, kończący album to piosenka o wewnętrznym niepokoju. Z jednej strony autorka próbuje unikać konfrontacji z tym, co jest dla niej trudne, z drugiej strony stopniowo dochodzi do wniosku, że musi zaakceptować swoje uczucia i decyzje, nawet jeśli nie są one do końca jasne. Taka wewnętrzna walka z samą sobą... I wynikające z tego cierpienie. 

Ciekawy album i interesujący wykonawca. Szkoda że tak niedoceniony. Ile takich perełek z cudownych lat 80-tych jest jeszcze w muzycznej przestrzeni? Pewnie nieskończenie wiele. Dobrze, że niektóre z nich napotykamy na naszej drodze i możemy tutaj przedstawiać. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.



Beautiful Pea Green Boat, Obsessions, Slaughterback, 1987, realizacja: Beautiful Pea Green Boat,  tracklista: Paper House, Danielle, Mirror Of Souls, The Screw, When Dreams Moved In, Hammers Of Islam, The Powerhouse, And She Laughed Too.       

piątek, 22 listopada 2024

Niezapomniane koncerty: Somesurprises w KEXP - ambitny shoegaze/dreampop, a może zwyczajnie rock atmosferyczny?

Foto: LINK

Na początek zaskoczenie, bo okazuje się, że posiadająca dość nietypową urodę gitarzystka i wokalistka amerykańskiej grupy Somesurprises, ma pochodzenie egipsko-angielsko-amerykańskie. Poza faktem, że gra i śpiewa, pisze też teksty piosenek. Mowa o Natashy El-Sergany, która urodziła się w Letterkenny w Irlandii i wychowana na północy Anglii, a następnie wyjechała na Florydę (mając zaledwie 10 lat). Zamieszkała finalnie w Seattle w stanie Waszyngton. 

Somesurprises to czteroosobowy zespół, w którym poza Natashą występują: Josh Medina - gitara, klawisze, Laura Seniow - gitara basowa i Benjamin Thomas Kennedy - perkusja. 

Zespół w wywiadzie udzielonym podczas dzisiejszego występu twierdzi, że prezentuje styl shoegaze, choć naszym zdaniem jest to bardzo unikalny styl, rozbudowany, przestrzenny. Kiedyś w Polsce (w latach 90-tych) mówiono o tzw. rocku atmosferycznym. I chyba to określenie doskonale pasuje do muzyki zespołu. Świeża, ambitna, piękna, coś między Cocteau Twins (lecz znacznie bardziej miękko i mniej schematycznie) a  Slowdive (ale  Somesurprises są bardziej eksperymentujący).

Zaczęli od kaset, tak też w 2016 roku wydali Voice Memos. Był to zbiór przypadkowych i wyciszonych utworów nagranych na żywo i bez dogrywek. W 2019 nagrali kolejną kasetę - Somecandy. W 2019 pierwszy album o takiej samej nazwie jak grupa, a obecnie lansują tegoroczny Perseides. O tym albumie na pewno jeszcze napiszemy, jednak jak dowiadujemy się ze strony zespołu (TUTAJ) El-Sergany nagrywała i demowała utwory w niemal całkowitej izolacji, zaczynając od początku 2021 roku w legendarnych studiach Crybaby w Seattle.  

Motto zespołu (i nowej płyty): Jeśli rany koła czasu wyssały twoje serce z życia, podobnie jak Hafez, w demona żalu rzuć strzałę spadającej gwiazdy.

Dzisiaj usłyszymy:  Cherry Sunshine, Bodymind, Why I Stay, Perseids (poza pierwszym wszystkie utwory pochodzą z najnowszej płyty).

Pierwszy, Cherry Sunshine, jest idealny na otwarcie, rytmiczny, rozkręca się i jak tekst wskazuje jest o wiśniowym wschodzie słońca. Bodymind jest o pamięci cielesnej, przy okazji Natasha pokazuje swoje możliwości wokalne. Warto zwrócić uwagę, jak narasta ściana dźwięku w tej piosence (choć kończy się dość przewidywalnie) 

Kiedy już tu wszedłeś, nie mogłam pozwolić ci odejść
Natkniesz się na armię
Kiedy już rozpracuję twe ciało
Nie pozostanie we mnie żaden umysł
Kiedy już zrozumiem, że ten umysł nie istnieje
Bądź kimś, kto po mnie zostanie

Kiedy już się dowiem
Kiedy już się dowiem
Kiedy już zrozumiem ten umysł

Dołączę do żywych i będę się radować!
I radujcie się!


Why I Stay - tutaj lekko przesuwamy się w kierunku Belly, wokalnie przypomina się bowiem Tanya Donelly. Piękna piosenka, również w warstwie tekstowej. 

Możesz się zastanawiać, dlaczego tu zostaję, ale ja wiem
Jeśli odejdę, nie wrócę
Za każdym razem, gdy odchodzę, wiem
Nie wrócę

Słońce nie może prześcignąć Księżyca
Noc nie może dogonić dnia
Każdy porusza się po własnej orbicie
I nie możesz tego wymusić

Możesz się zastanawiać, dlaczego tu zostaję, ale ja wiem
Jeśli odejdę, nie wrócę
Za każdym razem, gdy odchodzę, wiem
Nie wrócę

Możesz się zastanawiać, dlaczego tu zostaję, ale ja wiem
Jeśli odejdę, nie wrócę

Całość kończy tytułowy utwór z ostatniego albumu: Perseids. Przytoczone powyżej motto piosenki bazuje na pewnym poemacie, ale o tym napiszemy, kiedy omówimy album. Tymczasem popłyńmy z rojem meteorów w kolejny wiek...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 


Somesurprises w KEXP, 9.07.2024, tracklista: Cherry Sunshine, Bodymind, Why I Stay, Perseids.
 

niedziela, 4 lutego 2024

Pochodzenie gatunku shoegaze, czy trzeba go wydzielać z gotyku?

Dziś chcemy zaprezentować film z kanału You Tube Stainled Glass Stories. Film przedstawia genezę gatunku shoegaze, analizując muzykę z wielu krajów. Finalnie cała analiza skupia się na 12 albumach po jednej piosence z każdego z okresu 1964 - 1988. Film zdaje się nie tyle opisywać gwiazdy gatunku, ile pokazać artystów mających na nie wpływ.


Jako pierwszy wymieniony jest utwór Be My Baby zespołu Veronica and The Ronnetes z 1964 roku. Zdaniem autorów filmu, piosenka zmieniła oblicze muzyki pop na wiele lat, a zaangażowany w jej nagranie był słynny Phil Spector (pisaliśmy o nim niedawno TUTAJ). Drugim jest album zespołu the Byrds Fifth Dimension z 1966 roku.


Album wpłynął na twórczość klasyków gatunku shoegaze jak My Bloody Valentine, Slowdive czy Wire. Wspomniany album był przejściem od piosenek typu folk w stylu Dylana do psychodeli. Wspomniano kultowy utwór Eight Miles High który jest niewątpliwie najlepszą piosenką na albumie, jak i w dorobku the Byrds. Wspomniano o inspiracji Ravi Shankarem i jego sitarem. W tym miejscu powinna pojawić się wzmianka o the Beatles. Oba zespoły przyjaźniły się, sitar to wynalazek Harrisona, a cała psychodela tego czasu wzięła się od wspólnego zażywania narkotyków. Kolejna pozycja to piosenka Heroin zespołu the Velvet Underground i Nico z 1967 roku. Wspomniano o roli zespołu w muzyce, a ich twórczość określono jako prowokacyjną. Wspomniano ich wpływ na twórczość Bowiego i Joy Division. Natomiast piosenkę Sunday Morning wskazano jako pierwszy utwór gatunku Dream Pop. Zdajemy sobie sprawę, że dość trudno jest powiedzieć, że od tego miejsca coś w muzyce się zaczyna, Pragniemy jednak przypomnieć, że był taki zespół, który potrafił nieco wcześniej nagrać taką piosenkę, której trudno dream popem nie nazwać...

 

Mało tego w 1966, przed debiutem the Velvet Underground nagrali coś takiego:


Następny utwór to piosenka All I Wanna Do zespołu the Beach Boys z 1970 roku. To też jedna z pierwszych piosenek dream pop, pełna efektów. Kolejny jest Shadowplay zespołu Joy Division z 1979 roku. Wspomniano o tym, że debiut zespołu nie był dobrze odebrany, jak i o roli realizacji dźwięku, choć nie wymieniono nazwiska Hannetta. Postpunk miał ogromny wpływ na takie zespoły jak KVB czy A Place To Bury Strangers. Zabawnym jest fakt, że w filmie jako Joy Division pokazano aktorów z filmu Antona Corbijna Control (6:43).

Przeskakujemy do roku 1982 i piosenki Cascades zespołu Siouxsie and the Banshees. Artystka miała wpływ na twórczość Sisters of Mercy, czy Cocteau Twins. No i nazwa jednej z ich piosenek Slowdive - od której to swoją nazwę wziął legendarny zespół shoegaze.


Kolejny utwór zaprezentowany w filmie to the Figurehead zespołu the Cure z albumu Pornography z 1982 roku (album był opisany przez nas TUTAJ). Podkreślono, że zespół wydzielił się z gotyku a wspomniany album jest bardzo psychodeliczny. Wiele zespołów shoegaze jak My Bloody Valentine czy Slowdive są fanami the Cure. Z kolei Smiths w jednym z wywiadów wspomina, że przed swoim ślubem słuchał Cocteau Twins. Pink Turns Blue zespołu Husker Du z albumu Zen Arcade (z 1984 roku) to kolejna piosenka. Zespół znany był z ostrej punkowej retoryki, ale nie na tej płycie. Artyści są omawiani jako inspiracja kilku gwiazd shoegaze. Nie mogło zabraknąć Pandory zespołu Cocteau Twins z 1984 roku. Autorzy nie zgadzają się z krytycznymi analizami Treasure, który stanowi piękne przejście od post punk do eterycznej muzyki zespołu (tak na prawdę po Garlands cały czas przesuwali się w stronę dream pop). Kolejnym zespołem jest The Jesus And Merry Chain i utwór Just Like Honey z albumu Psychocandy. Zdaniem autorów ten album to pierwszy album z muzyką shoegaze. Podkreślono, że artyści byli pod wpływem wspomnianych powyżej Velvet Underground i the Ramones. Silesia i A Primary Industry to kolejny omawiany artysta (1986). Zdaniem autorów filmu album Ultramarine, który jest jedynym w karierze zespołu, zasługuje na szczególną uwagę. To bardzo eksperymentalna płyta, również uważana za jedną z pierwszych w gatunku shoegaze. To tak jakby Robin Guthrie nagrał album industrialny.

Przechodzimy do roku 1987 i albumu Little Fury Things zespołu Dinosaur Jr. Artyści inspirowali się albumami z początku lat 90 - tych zespołów Slowdive, My Bloody Valentine i Ride - nazwanymi wielką trójką shoegaze. Pora na zespół Sonic Youth i piosenkę Teen Age Riot z albumu Daydream Nation z 1988 roku. Podkreślono wpływy na ich muzykę the Cure i Cocteau Twins. W roku 1986 A.R. Kane nagrał utwór When You're Sad i ten kończy zestawienie.

Autorzy w miły sposób dziękują za obejrzenie i zachęcają do dodawania przez publikę innych płyt. 

Film zapewne jest ciekawy, choć naszym zdaniem można go uzupełnić. Zacznijmy od tego, że nie podano w nim definicji gatunku. Jak wiemy nazwa wzięła się od specyficznego sposobu zachowania się artystów patrzących podczas koncertów w podłogę. Muzyka shoegaze w naszej opinii mocno wyrasta z gotyku, przeplatając się nie tylko z nim, ale i z dreampop, co film z pewnością uchwycił. Natomiast kilka rzeczy jest dość dyskusyjnych. Czy trzeba wydzielać shoegaze jako osobny gatunek? 

 
Przecież to wszystko z powodzeniem można wrzucić do worka z nazwą gotyk. Przykładem na to jak niepotrzebna to definicja niech będzie uważany za klasykę gatunku Slowdive, kiedy się go pierwszy raz usłyszy ma się wrażenie, że słucha się nieznanych nagrań Cocteau Twins, a ci z kolei zdefiniowani są jako dream pop. Za to inni wrzucają go do worka z gotykiem... Naszym zdaniem wszystko co nostalgiczne i smutne ma jakieś połączenia z gotykiem, i niech  tak zostanie. 
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.   

niedziela, 10 grudnia 2023

Ten album warto znać: The Moon Seven Times i ich debiut - nostalgiczne brzmienia jesieni między Bjork a Slowdive


Muzyka prezentowanego dziś zespołu jest dość trudna do zakwalifikowania, być może dlatego w sieci można doszukać się klasyfikacji: shoegaze, artwork, darkwave, dreamwave czy gotyk. W zasadzie jest to mieszanka wszystkich tych gatunków, co daje bardzo ciekawy efekt. Ich debiut o takim samym tytule jak nazwa zespołu pochodzi z 1993 roku i został nagrany w składzie: Lynn Canfield (wokal, który zespół określa na swojej stronie jako głos na słodkich magnoliach), Henry Frayne (gitara), Brendan Gamble (perkusja), Don Gerard (bas). Ten ostatni najpóźniej doszedł do zespołu, wcześniej bowiem, działali jako trio. 
 
Zespół powstał w Champaign - Urbana w stanie Illinois w USA. Mieli kłopot z ustaleniem nazwy, w końcu Lynn zaproponowała, żeby z książki o dawnych religiach wybrać losowo zdanie, opuścić w nim a oraz the i z pozostałych wyrazów utworzyć nazwę grupy. Wybór padł na zdanie: tip your turban to the moon seven times. Zdanie jest fragmentem zaklęcia z religii afrykańskiej, mającego na celu zawładnięcie nad czyjąś duszą.


Związali się najpierw z wytwórnią Third Mind Records, później z Roadrunner, i możliwe że to był błąd, wytwórnia bowiem kojarzona jest z ciężkimi brzmieniami, czego nie można powiedzieć o muzyce The Moon Seven Times. W jednym z wywiadów Lynn nie widziała w tym nic złego (LINK): Myślę, że istnieje obawa, że ​​ludzie tego nie słuchają. Myślą, że wiedzą, co to jest, ponieważ jest wydane przez Roadrunner. Albo słuchają tego i myślą: „To nie jest to, czego chciałem! Oczekuje się, że wszystko w Roadrunner będzie brzmieć w określony sposób, a ponieważ do tego nie pasujemy, mogliśmy zostać przeoczeni lub nie być tym, czego ktoś szukał. Ale było też wiele zalet. Wiele osób, które faktycznie pracują w Roadrunner, naprawdę lubi naszą muzykę i jest ona dla nich odświeżająca, choć jestem pewna, że w równym stopniu jest irytująca. Są tam ludzie, którzy niezwykle nas wspierają, ponieważ jesteśmy dziwakami w ich wytwórni.
Z perspektywy czasu jednak okazało się, że zespół tego eksperymentu nie przetrwał, rozpadając się po wydaniu trzeciego albumu. A to wielka szkoda, bowiem to co prezentowali jest na bardzo wysokim poziomie. Mają stronę na FB (LINK) ale utrzymywana jest przy życiu sztucznie, chyba tylko aby coś się o nich mówiło. 

Debiut zespołu z 1993 roku powinien zostać wydany w 4AD. Znakomity wokal, nostalgiczne klimaty, brzmienie - wszystko idealnie pasuje do czasów Ivo Watts Russela. Szkoda, że zespół nie zaczął jakieś 10 lat wcześniej, prezentowany dziś album byłby klasykiem. No i teksty, które pisała Lynn, kobieta obdarzona niesamowitym głosem, balansującym gdzieś między Bjork a Slowdive
 
Teksty niestety nie są dostępne w sieci, jest zaledwie kilka piosenek z tego albumu. Na szczęście jest tekst najlepszego utworu... A jest nim nostalgiczny Dear Joe..
 

Jest to niezwykle przejmująca piosenka w formie listu kobiety do zmarłego męża. Smutek, starość, pękające ściany i ona sama z kotem w tym wszystkim. Zbliża się czarna chmura pełna deszczu. Być może to koniec? 

Napiszemy jeszcze o tym zespole, tymczasem polecamy ich debiut, żałując, że nic więcej już nie nagrają.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
 
 
The Moon Seven Times, Third Mind Records 1993, tracklista: Her House, Miranda, This And That, Motion, Straw Donkeys, Rise, Paris Luna, Dear Joe, My Medicine, Sweet Magnolias, Surrender, Deep Water/ Ghost Station/ Ride 'em Chuck/ Perhaps My Life Is A Miracle/ Spooky.
 
 

sobota, 28 listopada 2020

Modern Mirror zespołu Drab Majesty - najlepszy album roku 2019

 

Wielu wydawało w 2019 roku, i wiele tych wydawnictw, nie tylko zagranicznych ale i krajowych, omawialiśmy na naszym blogu. Jednakże gdyby to wszystko chciało się sklasyfikować, to w naszej ocenie niepokonani są Drab Majesty i ich Modern Mirror

Karierę zespołu zacząłem obserwować od ich poprzedniej płyty pt. The Demonstration, którą wnikliwie opisaliśmy TUTAJ. Wcześniej zaprezentowaliśmy sylwetkę muzyków (TUTAJ) wróżąc im wielką przyszłość. Bo rzeczywiście ich kariera przebiega podobnie jak kariera Placebo, którzy początkowo byli dość średni, by eksplodować znakomitym Without You I am Nothing (opisanym TUTAJ) i trzymać poziom na następnych albumach. Drab Majesty oczarowali poziomem The Demonstration, choć płycie zarzucano wtórność. Modern Mirror jednakże to już zdecydowane pójście w kierunku własnego stylu, choć muszę się przyznać, że pierwsze odsłuchanie przyniosło rozczarowanie. Kompletnie stylistycznie odcięli się od the Demonstration... Zaczęli grać spokojniej, bardziej melodyjnie, kompozycje nie są już tak sztampowe - poszli w kierunku new romantic, jakiegoś nostalgicznego shoegaze, i... dobrze zrobili. Doprowadzili do tego, że ich albumu słuchałem nawet kilka razy dziennie delektując się pięknem zamieszczonych na nim piosenek.

Otwiera go A Dialogue który rzeczywiście ma formę dialogu, piosenka o miłości pokazująca, że bez niej człowiek wiele traci. Znakomity wstęp, bardzo lekki. Po nim The Other Side - też dobry i nieco bardziej dynamiczny, choć jeśli wgłębić się w warstwę tekstową i slang... Trudno ocenić czy Deb Demure próbuje coś tu przemycić, czy jest to przypadek, więc może zostawmy ją, bo czas na Ellipsis, dynamiczną piosenkę o konflikcie nuklearnym.

Po nim Noise Of The Void,  jeden z lepszych utworów o tym jak zło dziś już się nie ukrywa...

Otoczona reaktywnymi oczami
Masowa reakcja na smutek
Szatan już się nie ukrywa
A miłość jest dziś na smyczy
Markowana przez rzeczy, które mówisz
Powiesz-"tan" już się nie chowa
Szatan już się nie ukrywa

Dolls In The Dark  znowu opisuje uczucia, tęsknotę za czymś ulotnym co znika gdy tylko wschodzi słońce... Ta piosenka to wizytówka płyty pełna klimatu i nastroju różowego wina... Oxytocin opisuje stan zamroczenia uczuciem, ale też przestrzega przed jego przemijaniem, bo nic przecież nie trwa wiecznie...

Znowu jestem zakochany, 

Znowu jestem zakochany

Zrób z tym, co chcesz

Po prostu szukam tego dreszczyku, 

Dzisiejszej nocy

Kochać znowu, znów kochać

Cały czas który mam jest pożyczony 

Nie żyję dla jutra, nie ma go


Znowu żywy, znowu żywy

Nie muszę dziś umierać

Umrzeć tej nocy

I tak długo, to prawda

Wszystkie gry, w jakie grałem żeby do ciebie dotrzeć

W ogóle mnie to nie obchodzi

Odrzuć to wszystko

Będzie czas na śmiech

Czas by się śmiać, pewnego dnia


Zniknąć, zniknąć

Nasze więzi zerwą się

W każdym razie wiesz, że nic nie trwa wiecznie

Po nim Long Division kolejna nastrojowa ballada, tym razem o tym, jak uczucie potrafi rozczarować kiedy ta druga strona zmienia się w kogoś, od kogo się ucieka. Album kończy Out Of Sequence - nawiązujący gitarami do początku płyty i spinający ją w całość. Dynamiczny i znowu o uczuciach i niedostosowaniu. 

Czekamy niecierpliwie na kolejny album Drab Majesty. Czy przyniesie nam nowe oblicze zespołu? Oby tak, tymczasem nie ma najmniejszych wątpliwości, że Modern Mirror deklasuje wszystko co przyniósł nam rok 2019. Był na mecie pierwszy, wyprzedzając resztę i to o kilka długości...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Drab Majesty - Modern Mirror, DAIS 2019, producent: Josh Eustis, tracklista: A Dialogue, The Other Side, Ellipsis, Noise Of The Void, Dolls In The Dark, Oxytocin, Long Division, Out Of Sequence.         

środa, 16 września 2020

Z mojej płytoteki: The Egde of Water - Into Your World - legenda włoskiego shoegaze i indie rocka


Ten zespół to tabula rasa... Wiadomo tyle, że nagrali dwie płyty, obie ukazały się w wytwórni Angel Records. Pierwsza i omawiana dziś - Into Your World, zakupiona właśnie po niesamowicie okazyjnej cenie na Discogs, ukazała się w 1989 roku, druga - Winterlude, trzy lata później. 

Muzycy pochodzą z Włoch, dokładnie z Rzymu, a omawiany dziś album nagrali w składzie: Mario Meloni (gitara), Paolo Costa (bas), Roberto Basili (wokal, gitara), Sandro Volpi (perkusja), Roberto Feliciangeli (keyboard). Kilku z nich jest aktywnych muzycznie do dzisiaj, niestety zespół w którym grają nie odpisał na naszą prośbę o więcej informacji o The Edge of Water

Niech zatem przemówi muzyka, a ta naprawdę jest znakomita. Na albumie mamy kilka niesamowitych zwrotów akcji i wiele nostalgicznych momentów.


Pamiętajmy, że to rok 1989 a według ekspertów shoegaze urodził się w UK w okolicach 1988, także włosi mogli bez swojej wiedzy i zgody stać się jednymi z pionierów gatunku... 

Zaczyna się od Into Your World być może wcale nie najlepszego utworu, choć na rozgrzewkę pasuje. Wspomnienie dzieciństwa i wielkiej miłości... ze znakomitymi wokalami i ciekawymi zmianami rytmu. Gitara też robi swoje. Po nim  Abcd który jest połączony z pierwszą piosenką. Ta jest o upadkach i powstawaniach i niespełnionych obietnicach... Po niej The Siren - znowu połączony z poprzednią piosenką. Początkowo szybszy, rytmiczny o wspomnieniu szczęśliwych czasach.



I kiedy wydaje nam się, że cały album to będzie taki poprawny nostalgiczny rock zaczyna się odjazd. To I've Seen piękna ballada i jeden z najlepszych utworów albumu, znowu połączony z poprzednim. To jest to! Nie ma to jak uświadomienie sobie, że czas mija, my dorastamy, często nieczuli na problemy innych. Magia tej piosenki wręcz poraża... Po niej płynne przejście do kolejnego magicznego dzieła: Dawn At Sea słychać w nim chłodnofalowe gitary a la rodzime Made in Poland, piękny wstęp i instrumentalna całość.. I znowu płynnie do And There You Are - absolutnie kolejnego wielkiego dzieła. No takich odjazdów na gitarze to nie słyszy się na co dzień. Potęguje się ściana dźwięku, by płynnym wejściem wkroczyć ze znakomitym basem i wokalem Roberto Basili zarysowującym znowu wspomnienia dawnych przeżyć... Wielki utwór, chyba najlepszy na albumie. Czas przemija i nie zdołamy temu podołać...




Do końca mamy jeszcze trzy piosenki: Her Eyes, Final Song - The Curse, Out Of Your World. Pierwsza z bardzo spokojnym wstępem szybko przechodzi w rytmiczną balladę z ciekawą grą gitary solowej. Znowu wspomnienie przeszłych doznań, w końcu to włoski zespół... Druga - Final Song - The Curse z typowymi na albumie riffami, a całość kończy Out Of Your World. Znakomite zakończenie znakomitej płyty.  

Dla porządku dodam tylko, że płyta została nagrana i zmiksowana w Gulliver Master Studio latem 1989 roku. Pozostałe dane poniżej:




Na krążku bardzo lekki graver z nazwą zespołu i stronami albumu:




Jeden z najlepszych albumów shoegaze i indierocka spoza UK? Bez wątpienia, szkoda tylko, że tak mało o nim wiemy... 

Ale my dowiemy się więcej i wtedy o tym napiszemy, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.




The Egde of Water - Into Your World, Angel Records, 1989, producenci: M i the Edge of Water, tracklista: Into Your World, Abcd, The Siren, I've Seen, Dawn At Sea, And There You Are, Her Eyes, Final Song - The Curse, Out Of Your World.

niedziela, 23 sierpnia 2020

Debiutanci: Free Games for May - mamy swój zespół godzien nagrywania w 4AD

Fot. Maria Jaszczurowska

Wyobraźmy sobie, że bierzemy bas Hookyego, dodajemy do tego gitary a la Garlands Cocteau Twins, czy wczesnego Opposition, i dość spokojne ale stanowcze męskie i damskie wokale, coś na kształt wczesnego Throwing Muses, Belly, czy bardziej współczesnego - Slowdive (TUTAJ) lub Second Still (TUTAJ). Wszystko jest bardzo przemyślane, kryje pod warstwą muzyki jakiś niebanalny lekko tajemniczy przekaz. 

Gdybyśmy dzisiaj mogli cofnąć  się w czasie do początku lat 80 - tych to istnieje niemal 100 % pewności, że 4AD wzięłoby to na pniu. Mielibyśmy polski band u Ivo? Bankowo, tym bardziej że nawet wizerunkowo do wytwórni 4AD z tamtych czasów pasują...

Zacznijmy zatem od bio

Zespół Free Games For May, bo o nim mowa,  powstał w 2015 roku w Gdańsku. W jego skład wchodzą Hanna Went (gitara elektryczna, wokal, gitara basowa), Michał Macidłowski (perkusja, klawisze) i Pascal Buła (gitara basowa, wokal, gitara elektryczna). 

Debiutanckie wydawnictwo, EP No Snow, ukazało się w czerwcu 2018 roku było promowane singlami pt. Drift i Mermaids.  Zatem posłuchajmy może drugiego z nich, takiego typowo thismortailcoilowego i slowdivowego:


Zespół prezentował utwory z tej płyty na żywo m.in. w Trójmieście (także podczas Soundrive Festivalu 2019 w klubie B90 w Gdańsku), Warszawie. Hanna Went wystąpiła tam także w czasie SpaceFest 2018 w ramach nowego składu Pure Phase Ensemble, materiał nagrany w czasie koncertu ukazał się na płycie wydanej przez Nasiono Records. Singiel Drift został załączony na składance wydawnictwa 3szóstki z polską muzyką niezależną, a cały album został uwzględniony przez portal Soundrive.pl na liście 100 najlepszych płyt 2018 roku. 

Od marca 2019 roku płyta dostępna jest na fizycznym nośniku CD. W brzmieniu Free Games For May słychać inspiracje stylami takimi jak dream pop, shoegaze, slowcore czy szeroko pojętym rockiem psychodelicznym

Zainteresowania członków zespołu pozwalają rozszerzyć pole działalności artystycznej. Hanna Went rozpoczęła w 2017 roku studia z zakresu malarstwa, Pascal od 2018 jest studentem z zakresu wiedzy o filmie i kulturze audiowizualnej. Ponadto, Michał Macidłowski interesuje się produkcją muzyki. Dzięki temu zespół odpowiedzialny jest za całą audiowizualną oprawę swoich wydawnictw.
 
Jedenastego czerwca 2020 roku ukazała się druga EPka - leave a bruise, którą teraz wnikliwie omówimy.


leave a bruise

Rzut oka na okładkę i wiemy, że mamy do czynienia z konkretnym, zaangażowanym przekazem. Znajdujemy na niej bowiem fragment starożytnej, marmurowej rzeźby znanej jako Diana z Wersalu znajdującej się w Musée du Louvre w Paryżu. Przedstawia boginię Dianę (gr. Artemidę) z jeleniem. Jest to rzymska kopia (I lub II wiek naszej ery) zaginionego greckiego oryginału z brązu, przypisywanego Leocharesowi (ok. 325 pne). Statua jest również znana jako Diana à la Biche, Diane Chasseresse (Diana Huntress), Artemis of the Chase i Artemis with the Hind. Posąg był prezentem w 1556 roku papieża Pawła IV dla króla Francji Henryka II Walezjusza (ojca tego Henryka Walezjusza, który krótko był wybrany na króla Polski). Uważa się, że dar papieski był aluzją do osoby kochanki króla, Diany de Poitiers

Artemida - bogini łowów i dzikiej przyrody - nazywana była Panią dzikich bestii i według Homera była piękna, czysta, dziewicza i wojownicza. Jej ulubionym zajęciem było myślistwo (szczególnie polowanie na jelenia), stąd najczęściej jest przedstawiana w biegu, uzbrojona w łuk i strzały. Była boginią nocy i światła księżyca (księżyc jest symbolem dziewictwa). Także strzały, po które sięga na licznych rzeźbach, miały znaczenie symboliczne - obrazowały nagłą śmierć, bo Diana była sprawczynią gwałtownych zgonów, zwłaszcza kobiet w połogu.
 

Co jeszcze? Ta sama rzeźba pojawiła się na okładce wcześniejszej EP-ki zespołu, widać bardzo ją lubią (TUTAJ). Będzie niedługo okazja zapytać dlaczego, bowiem opublikujemy z nimi wywiad... 

Zatem spróbujmy rozszyfrować co ta trójka ambitnych muzyków chce nam przekazać na swoim albumiku, zawierającym zaledwie sześć piosenek. Skoro okładka dotyczy motywu polowania i myślistwa, więc może mamy do czynienia z concept albumem? Może to potwierdzać pierwsza, dokonała zresztą piosenka John Cazale Was a Dancer. Tym bardziej, że bohater, przynajmniej tytułu, mający pochodzenie włoskie, amerykański aktor, zagrał w filmie Łowca Jeleni, był to zresztą jego ostatni film, którego premiery nie doczekał, umierając bardzo młodo (42 lata) na raka...

Brother, open up your eyes 
Brother, won’t You drink with me? 
Your face is so lovely pale 

Just one shot for the sake of old times 

Brother, game is over, stop it 
Stand up, we are going home 
I will place my bet on You 
Just one shot fort the sake of old times 
Now that You’re and empty hole Zero, that has sold his soul 
We are not so proud of you 

Utwór - jeden z jaśniejszych punktów na płycie, wolno się rozkręca (coś a la Second Still kiedy zaczynają swój występ w PressureDrop TV - LINK), jest w nim ten właśnie bas Hookyego, rytmiczna perkusja i od wstępu bezkompromisowe brzmienie. Wokale są znakomite, wprowadzają nas w klimat tworzony przez ścianę klawiszy, znaną choćby z dokonań takich zespołów jak the Soft Moon (TUTAJ). Niemniej piosenkę strasznie podkręca ciekawy nieco leniwy styl śpiewu, zwłaszcza kiedy dziewczyna lekko spóźnia swoje partie... Około 3:35 zatrzymują się, to znany chwyt, niemniej bardzo, ale to bardzo skuteczny... jest świetnie! Szkoda, że zespół nie połączył utworów w jeden, aż prosi się o płynne przejście (w 4AD lubili to!) do Dorothy. To bardziej rytmiczna piosenka o uczuciach, nieco throwingmusowa, choć kończy się w stylu absolutnie innym, przypominającym zwłaszcza grą gitary, ten jaki na albumie Into Your World tworzyła włoska legenda indie rocka - The Edge of Water. Nie pisaliśmy o tej doskonałej płycie? Pora niedługo to nadrobić...  

Tymczasem zbliżamy się do trzeciej piosenki, którą jest Still Too Bright. Znowu dziewczyna, można się uzależnić od tego leniwego głosu... znakomity tekst który kontynuuje wątek damsko - męski, bardzo przypomina pod względem klimatu Teller zespołu Throwing Muses... Zresztą posłuchajmy:


Co nie zmienia faktu, że to znakomita piosenka. Bad Idea, też jest bardzo dobra, chyba jest najbardziej utrzymana w klimatach 4AD lat 80-tych. 

Fix your eyes 
Fix your eyes 
On the screen 
Fix your eyes 
Fix your eyes 
Endless stream 
Fix your heart on the pleasure 
Float mindlessly 
Fix your mind on the damage 
Live heartlessly 
Go to sleep 
Come up with another... 
another... 
another... 
Bad idea 
Wide eyed 
Bright eyed 
You are on your own

Wokal chwilami bardzo przypomina Lisę Gerrard z Dead Can Dance... Jest doskonale. Kto by pomyślał, że w Polsce ktoś tak jeszcze gra? 

Przed nami dwa ostatnie utwory: Watchdogs i Magpie. Pierwszy bardzo przypomina mi dokonania jednej polskiej kapeli (kto wie o jakiej mowa?), i ma znakomity tekst, drugi - kończący wydawnictwo, zaśpiewany niemalże szeptem, jest niezwykle klimatyczny i opisuje czym może stać się pożądanie... No i to zakończenie... wręcz idealne.

Podsumowując -   Free Games for May to kolejna polska kapela dająca nadzieję i  udowadniająca, że w rodzimej muzyce undrgroundowej dzieje się bardzo dobrze. Można powiedzieć, że mamy do czynienia z nowym brzmieniem, i gdyby 4AD zapragnęło wrócić w tamte klimaty ale z mocno współczesnymi brzmieniami, nasi dzisiejsi goście byliby idealni. 

Trzymamy za Was kciuki - nie spieprzcie tego. 

Wkrótce z wywiadu dowiemy się o zespole więcej, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.   

Free Games for May, leave a briuse, tracklista: John Cazale Was a Dancer, Dorothy, Still Too Bright, Watchdogs, Bad Idea, Magpie.