Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Hollis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Hollis. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 października 2022

Złote myśli Marka Hollisa z Talk Talk


Poniżej kilka urywków z wywiadów jakich Mark Hollis (1955 - 2019), lider i wokalista Talk Talk udzielił na żywo (posiłkowałem się YT) i w prasie.

Dlaczego zagraliście koncert live, a nie jak kilka innych zespołów z playbacku?

1986: Granie live jest bardzo ważną częścią muzyki, podobnie jak w życiu, popełnia się błędy, niedoskonałość to ważna część życia. Ci którzy słuchają muzyki tylko ze studia gonią za perfekcjonizmem. 

1998: Problem pojawia się podczas długich np. dziewięciomiesięcznych tras. Wtedy bardziej patrzysz na swoją przeszłość, niż zajmujesz się tworzeniem przyszłości. Podróżujesz przez różne kraje, poznajesz różne kultury, ale te są dla ciebie zupełnie obce i ty dla nich. W końcu na koncercie spędzasz godzinę dziennie, a resztę poświęcasz na zupełnie przyziemne sprawy. 

Dziwne jest to, że zwykle większość koncertu poświęca się na muzykę, której obecnie się już nie gra. Np. w 1986 roku dwie trzecie koncertów to były piosenki z drugiego albumu, a nie te które właśnie nagraliśmy. Trudno jest nie grać czegoś, czym mentalnie obecnie jesteś pochłonięty. Jedynym sposobem żeby sobie z tym poradzić było picie.

Inspirujecie się jazzem?

1986: Uwielbiam jazz i to słychać w naszej muzyce, głównie jazz lat 50 - tych i 60 - tych. Zwłaszcza Milesa Davisa.

Nie uważam żeby image był częścią muzyki, po prostu muzyka jest najważniejsza. 

Jakie jest Wasze ulubione wideo?

The Cure - In Between Days

A dlaczego akurat to?

Bo wiedzieliśmy je tylko raz.  

Dlaczego na klipie Its My Life i na okładce The Colour Of Spring są zwierzęta?

Bo zwierzęta to piękne istoty. To wizja artysty.

Album The Colour of Spring to pierwsza płyta, podczas nagrywania której wytwórnia dała nam pełną swobodę artystyczną.  

Robimy to z miłości do muzyki, nie z miłości do komercji.

1998: Na Spirit of Eden doszliśmy do takiego momentu, od którego powinniśmy przestać nagrywać kolejne albumy. Zupełnie zmieniliśmy styl, w porównaniu z tym co było wcześniej.  

Traktuję swój głos jak instrument. 

Kiedy zaczynaliśmy tworzyć robiliśmy to z miłości do muzyki. Słuchałem wtedy zupełnie innych płyt, niż teraz.

Kiedy chcesz postępu w muzyce musisz unikać powtórzeń. Nagrywasz kolejną płytę i robisz wszystko inaczej niż poprzednio. Tym sposobem wkraczasz na nowe obszary. Dla mnie każdy kolejny album to postęp, w stosunku do poprzedniego. Stajesz się coraz starszy a nic nie jest  stałe. Byłoby zatem dziwne, a wręcz wariackie, gdyby nic się nie zmieniało.

Nie jestem chrześcijaninem, choć jest w chrześcijaństwie wiele humanitaryzmu. 

Skąd biorą się te eliptyczne wizje? Myślę że z kina, moje ulubione filmy kształtują charakter i cnotę, nie mają charakteru narracyjnego. Te dwa najważniejsze to The Bicycle Thieves i Les Enfants Du Paradis. Końcówka The Bicycle Thieves jest bardzo mocna.        

Po rozpadzie zespołu nie widziałem się z innymi jego członkami. Powody nie nadają się do upublicznienia. 

O swoim solowym albumie po rozpadzie Talk Talk

Było bardzo wiele czasu na słuchanie muzyki. Dla mnie jednym z kompozytorów których się wystrzegałem był Ravel, znałem tylko jego Bolero. Poznałem String Quartet i jego muzykę do poematów Stephana Mallarme, co jest fantastycznym kawałkiem muzyki i mistrzostwem aranżacji. Meandruję tak alejami i słucham tej muzyki, to działa. 

Na albumie nie ma elektroniki. Kiedy pracujesz z instrumentami akustycznymi i zdajesz sobie sprawę, że istnieją od setek lat, uświadamiasz sobie, że aby stworzyć muzykę ponadczasową, nie możesz pracować z instrumentami z twojej epoki...


Z wewnątrz patrząc na zewnątrz

Poczuj moją skórę Panie
Poczuj, jak moje szczęście upada
Nie zostawiaj już mi życia
 

Zmień moje pory roku
 

Żyłem w znacznie młodszych czasach
Nie zostawiaj już mi życia
Abym zabłysnął
  

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 23 kwietnia 2021

Z mojej płytoteki: Talk Talk - It's My Live - piosenki solowe Marka Hollisa lśnią jak diamenty

 

Opublikowana niedawno lista najważniejszych płyt post punk, którą pozwoliliśmy sobie skrytykować TUTAJ, przypomniała nam, o fakcie, że na naszym blogu jak dotychczas omówiliśmy tylko debiut Talk Talk - czyli album The Party's Over (TUTAJ). Zrobiliśmy to przy smutnej okazji śmierci lidera zespołu - Marka Hollisa (warto zobaczyć TUTAJ). Na żałosnej liście umieszczono jeden ze słabszych albumów zespołu, zresztą mniejsza z tym - cała ta lista dowodzi, że pandemia daje się niektórym ostro we znaki. 

Zatem dziś - druga płyta Hollisa i kolegów, album, którego bardzo wyczekiwaliśmy. Kiedy w 1982 roku wybrzmiały ostanie dźwięki debiutu zespołu, z zapartym tchem czekaliśmy co się teraz wydarzy. Strach był duży, coś jak w przypadku debiutu np. Marillion, kiedy obawialiśmy się z kolegami, odpalić nośnik z drugim albumem, bo wydawało się, że poziom pierwszego jest tak wyśrubowany, iż nie może być lepiej... 

I w przypadku Talk Talk po niecałych 2 latach wydarzyło się to co z Marillion... Otrzymaliśmy brzmieniowo o wiele dojrzalsze dzieło, wydaje się że bardziej spójne, inne - na pewno bardziej melancholijne... Jest to zapewne zasługa producenta: Tima Friese - Greene'a który dodatkowo zagrał na keyboardach, ale też i skomponował z Hollisem dwie piosenki. 


        

Album otwiera Dum Dum Girl, piosenka która może być (jak to zwykle bywa) interpretowana na wiele sposobów. Być może to opowieść o prostytutce, która stara się usprawiedliwić. Ciekawe klawisze imitujące flet tworzą tło do jedynego w swoim rodzaju wokalu Hollisa

Po nim największy hit albumu, i jeden z większych hitów grupy - Such a Shame...


Napisana przez Hollisa piosenka, mimo że przebój, niesie w sobie ogromny ładunek nostalgii. Warto zresztą nadmienić, że piosenki solowe Hollisa lśnią na tej płycie jak diamenty, w przeciwieństwie do tych pisanych we współautorstwie. Podczas tworzenia tego utworu Hollis inspirował się książką amerykańskiego psychiatry Luke Rhineharta (a tak na prawdę napisanej pod tym pseudonimem przez George Powers Cockcrofta), o człowieku, którego losem kieruje rzut kostką... Więcej o tej pasjonującej historii (TUTAJ).


  
Renée, to utwór do którego trudno nie mieć słabości.. To jedna z najlepszych piosenek Talk Talk, i jedna z najsmutniejszych piosenek tamtych lat...

Cóż kochanie, mijają tygodnie
Dziecko było najlepszą częścią twojej młodości i było sensacją
Tak, to zmiana
Nigdy nie myślałem, że w końcu cię oszukam
Słyszysz co mówią?
Wszyscy ci ludzie mieszkający na mojej ulicy
Cóż, mówią
"Bez kontaktu, ona żyje w wyblakłych snach"

Renee
Kochanie, jak mijają tygodnie
Kochanie, jak zmieniają się ulice

A może kiedy gra oszustwo
Może kiedy as wypadnie z rękawa 
On powie 
To jest gra, nie chciałem jej przegrać
Grasz po swojemu
Ale nagrodą, którą utraciłaś, była młodość
I mówię
Rzuć asa i staw czoła prawdzie 

Pora na kolejny hit - It's My Life a po nim znowu odlot... Tomorrow Started, utwór wiadomo - o tym jak trudnymi potrafią być uczucia... The Last Time, mimo że początek nie psuje do całości, jest jednak utrzymany w klimacie płyty. Po nim najsłabsza piosenka - Call in the Night Boy, napisana we współpracy z Simonem Brennerem, mogłaby spokojnie zostać pominięta i nic by się nie stało. Do końca bowiem mamy już stały - niezwykle wysoki poziom: Does Caroline Know? i It's You.



Pierwszy nas nieco usypia, za to drugi kończy w wielkim stylu. Tym razem wydaje się, że chodzi o kłopot z uzmysłowieniem sobie uczuć... 

Powiedz to jeszcze raz
Serce z kamienia
Czerwienisz się 
Tak samotny

Powiedz to jeszcze raz
Wiem, że to ty
Bóg tylko wie
Dlaczego przeszkadzają ci kłamstwa o tej dziewczynie?
Czas czeka na wyjaśnienie
Dlaczego odmówić?
To ty

Powiedz to jeszcze raz
Serce z piasku
Łzy na twojej twarzy
Nic nie pasuje

Bóg tylko wie
Zauważyłem cię
Powiedz to jeszcze raz
Dlaczego przeszkadzają ci kłamstwa o tej dziewczynie?
Czas oczekuje na wyjaśnienie
Dlaczego odmówić?
To ty

Powiedz to jeszcze raz
Wiem, że to ty
Bóg tylko wie
Dlaczego przeszkadzają ci kłamstwa o tej dziewczynie?
Czas czeka na wyjaśnienie
Dlaczego odmówić?
To ty

Wielki album, wielki wokalista i kompozytor. Nie możemy zapunktować inaczej... 


Wrócimy jeszcze do Talk Talk? Zapewne. Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


 
Talk Talk - It's My Life, EMI, 1984, producent: Tim Friese - Greene, tracklista: Dum Dum Girl, Such a Shame, Renée, It's My Life, Tomorrow Started, The Last Time, Call in the Night Boy, Does Caroline Know?, It's You.
 
 

czwartek, 4 czerwca 2020

Byli wśród nas: Mark Hollis (1955-2019) jakiego nie znacie


Od tego wpisu rozpoczynamy na naszym blogu nowy cykl, żyjemy bowiem w czasach, gdy wielu spośród naszych muzycznych bohaterów lat 80. odchodzi. My chcemy zatrzymać pamięć o nich na zawsze. Przynajmniej tak długo, jak sami nie odejdziemy by do nich dołączyć... 


Nagrywam ciszę - oto czym najchętniej zajmował się Martin Hannett, legendarny twórca dźwięków z Manchesteru (pisaliśmy o tym TUTAJ). Dzisiaj chcemy naszym czytelnikom przybliżyć innego konesera ciszy. Jest nim zmarły w zeszłym roku Mark Hollis (nasze wspomnienie o nim i płycie The Party's Over (1982) jest TUTAJ). 

Hollis stał się znany po występach z zespołem Talk Talk, w którym był wokalistą (grali tam jeszcze Paul Webb, Lee Harris i Simon Brenner).  Wraz z producentem i klawiszowcem Timem Friese-Greene, nieoficjalnym członkiem grupy, wydali w 1985 roku trzeci album The Color of Spring. Płyta ta stała się najlepiej sprzedającym się albumem Talk Talk dzięki przebojowi Life's What You Make It,  dzięki czemu, uzbrojeni w większy budżet, większą swobodę twórczą i pozbawiony ograniczeń czasowych, muzycy z Talk Talk mogli zająć się eksperymentowaniem i tworzeniem nowego albumu. 


Był nim Spirit of Eden, który został uznany za jedną z najważniejszych płyt lat 80.  Ona na nowo definiuje sposób słuchania muzyki – tak wyraził się o tym wydawnictwie Philip Selway z Radiohead w BBC 6 Music, podczas programu z okazji wydania wznowienia po 30 latach.  Znawcy podkreślają, iż jej brzmienie spowodowane było fascynacją Hollisa kapryśną muzyką impresjonistyczną, szczególnie Debussyego i Ravela (w Polsce przedstawicielem tego nurtu był Karol Szymanowski), a także niemieckiego eksperymentalnego zespołu rockowego Can. Natomiast Hollis po wydaniu albumu stwierdził, iż czuje silne powinowactwo z dźwiękiem i naturalnym brzmieniem instrumentów. Wydany niedługo potem jego jedyny album solowy artysty - zatytułowany po prostu Mark Hollis (1998) - był próbą stworzenia czegoś ponadczasowego. Muzyk chciał napisać taki utwór muzyczny, aby nie było wiadomo, w którym roku został nagrany*. Czy to mu się udało? Wydaje się, że raczej tak. Artysta zaprezentował taką wrażliwość na brzmienie, że stało się ono u niego samoistnym środkiem wyrazu.

Kierunek ewolucji muzyki, który możemy prześledzić na wszystkich pięciu albumach Talk Talk jest daleki od tego, co prezentujemy na naszym blogu. Ale musimy stwierdzić, że to co Hollis osiągnął, wykracza poza zwykłe rzemiosło muzyka pop. Ba - wykracza poza to, od czego zaczynał, czyli poza rock w odmianie synth-pop, oscylując wokół czegoś, co można nazwać próbą obsesyjnego przekazania egzystencjalnych, wręcz mistycznych przemyśleń artysty.  W ostatnim, solowym utworze, który został udostępniony publiczności w 1998 roku wydaje się, że jego zamiłowanie do ciszy nareszcie znalazło swój ostateczny kształt. Był to projekt AV 1, wyprodukowany z Phill Brownem i z Davem Allinsonem, z pogranicza muzyki ambient i rocka eksperymentalnego. Gdy słucha się jednego z utworów (TUTAJ), zagranego na pianinie przez Hollisa, od razu przypominają się jego słowa: Świetnie sobie radzę z ciszą. Nie mam z tym problemu. Jeśli masz zamiar w nią wkroczyć, postaraj się mieć ku temu powód. Później artysta z dnia na dzień całkiem wycofał się ze świata show-biznesu. Osiadł w Wimbledon pod Londynem i zajął się wychowaniem (wraz z żoną nauczycielką) dwóch synów. Tylko raz jeszcze po przejściu na emeryturę udzielił się muzycznie. W wyniku krótkiej, jednorazowej współpracy z Anją Garbarek w 2012 roku (jest ona córką polskiego saksofonisty Jana Garbarka, który wyemigrował do Norwegii) powstała płyta Smiling & Waving. Produkcją krążka zajął się Steven Wilson, zaś za muzyczny jego obraz odpowiadali Robert Wyatt i właśnie Mark Hollis


Hollis, tak o nim powiedział, Zaprojektowałem ten album w reakcji na wszystko dzieje się wokół. Na każdym kroku jesteśmy bombardowani dźwiękami i obrazami. W czasach gdy zawodzi świat, chcę spokoju i łagodności. I znów powstało coś co trudno zakwalifikować, coś co łączy ambient z elektroniką, współczesną muzykę klasyczną i improwizowany jazz, a także rock i pop.

Ostatnim, napisanym przez Hollisa, znanym utworem jest temat muzyczny ilustrujący serial telewizyjny Boss (2012) Sekcja 1 ARB


Muzyk odszedł nagle 24 lutego 2019 roku. Był młodszym bratem Eda Hollisa, producenta i muzyka, z wykształcenia psychologiem dziecięcym, mężem, ojcem a przede wszystkim muzykiem, który wykroczył poza swój czas.

*TUTAJ znajdują się wszystkie wywiady z Markiem Hollisem


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

sobota, 5 października 2019

Z mojej płytoteki: Talk Talk - The Party's Over; Mark Hollis (1955 - 2019)

Muszę przyznać, że długo zbierałem się do napisania tego tekstu. I kiedy ostatnio dowiedziałem się o śmierci Rica Ocaska z the Cars (pisaliśmy o tym TUTAJ) postanowiłem nadrobić zaległości...

Minęło już ponad pół roku od czasu, gdy odszedł on nas Mark Hollis. Nie ukrywam, że Talk Talk i ich muzyka wywarła ogromny wpływ na moją osobowość i może zabrzmi to nazbyt patetycznie, nie byłbym dzisiaj w tym miejscu muzycznej podróży, gdyby nie oni... Zresztą pisaliśmy o ich koncercie z 11.07.1986 roku długo przed śmiercią Hollisa (TUTAJ), bo omawiany dziś album, wspólnie z It's My Live to na prawdę niezapomniane wydawnictwa, wielka muzyka i na zawsze źródło inspiracji, a  akurat tamten koncert zawierał głównie repertuar z tych właśnie płyt.

To były okolice 1982 roku i Tomasz Beksiński, którego audycje były w małym mieście gdzie wtedy mieszkałem, oknem na wielki muzyczny świat. Wtedy poznałem debiut Talk Talk, później słuchałem ich z pirackiej kasety, w końcu przyszła pora na CD i omawiany dziś winyl - oryginał z epoki. 

Nagrania, zwłaszcza z tych dwóch albumów, uświadomiły mi, że można śpiewać bardzo emocjonalnie, poruszać ważne problemy i jednocześnie przekazywać absolutnie dołujący klimat w zupełnie inny sposób, niż znany mi dotychczas. Takie piosenki jak Today, The Party's Over, czy Have You Heard the News? wbudowały się w klimat betonowego miasteczka w którym mieszkałem i trafiły (trafiają) mnie w zupełnie inne miejsce, niż klimaty Joy Division. Ci bowiem atakowali mój mózg, Hollis natomiast i koledzy - serce. 

Już sama nazwa zespołu, jak i okładka pokazują z czym mamy tutaj do czynienia. Oczy mówią, ale jednocześnie płynie z nich łza. Hollis niczym Curtis, zmuszony do życia w słynnej brytyjskiej poprawności, doznaje swoistego rodzaju konfliktu między otoczeniem a własnymi odczuciami. Muzyka zarówno Talk Talk, jak i Joy Division, jest na pewno mocnym przekazem buntu. Już pierwszy utwór, Talk Talk pokazuje, że łatwo nie będzie. Hollis zdaje sobie sprawę, że jest oszukiwany, że to co słyszy to tylko przysłowiowe gadu, gadu. Kluczowym wydaje się fragment:

If every sign that I see is complete
Then I'm a fool in your game
And all you want to do is tell me your lies
Won't you show the other side, you're just wasting my time

Zatem startujemy z wysokiego C i załatwiamy już pierwszym utworem credo nie tylko albumu, ale i zespołu. Drugi, nieco spokojniejszy It’s So Serious zdaje się być piosenką o wejściu z okresu dzieciństwa w dorosłe życie. Ale to jeszcze nie są ukochane momenty tej płyty. Nieco bardziej klimatycznie robi się podczas Today, które jest przygotowaniem do wielkiego finału pierwszej strony albumu - tytułowego: The Party’s Over. I to jest to! 

The party's over
I never thought you'd stay
The love of laughter
My truth's no longer sane
The party's over
Much older than you'd say
This friend of no one
Time creases on your face
Take a look at the kids
I've been losing track
This crime of being uncertain of your love
Is all I'm guilty of
The party's over
I never thought you'd stay
A style of reason
This life of masquerade
Take a look at the kids
I've been losing track
This crime of being
Uncertain of your love
Is all I'm guilty of
Take this punishment away Lord
Name the crime I'm guilty of
Too much hope I've seen as virtue
Name the crime I'm guilty of

To jakby refleksja nad życiem dojrzałego już narratora, kiedy mija wszystko, nawet najbardziej wzniosłe uczucia... Pamiętam jak trudno po tym utworze było przełożyć płytę na drugą stronę. To jedna z wad CD, uniemożliwia chwilę na głębszą refleksję, zabijając ją kolejnym utworem. Za to winyl czasem zatrzymywał w fotelu i bywało, że strony B nie uruchamiało się wcale, bo odpowiedź na pytanie: czy coś może zabrzmieć lepiej (?) była zdecydowanie przecząca.

W przypadku omawianego dziś albumu na pewno nie zabrzmiało lepiej, Hate bowiem - być może z powodu zbyt dużego ładunku emocji, i lekkiej hałaśliwości, nie przebija tytułowej piosenki. Tekst traktuje o wojnie, a może o utracie wiary? A może po prostu o zwykłej ludzkiej nienawiści? Za to od drugiej piosenki powinna zacząć się strona B: Have You Heard the News? To ten moment gdzie odlatujemy bardzo, bardzo wysoko. Z pozoru banalny wstęp tego nie wróży, ale to co następuje w refrenie kompletnie odbiera możliwości samokontroli.... 


I'm picking up again
Ain't it got too much
After the accident
It could feel no worse
I turned around and saw him hit the ground
A little earlier, it was a game
I guess the barrier
Must have dropped away
I don't like to read the news
D'you know anything I'm going through
Did you see my photograph
It was on page ten
I swore to everyone
I'm not to blame
I turned around and saw him hit the ground
A little earlier it was a game
I'm so disposable
You can throw me away
I don't like to read the news
D'you know anything I'm going through
Wat a fool I've been
Didn't get to him in time
"What's been happening?"
Its so hard to sleep at night
Its so hard to sleep at night
To sleep at night
I don't like to read the news
D'you know anything I'm going through


Nadwrażliwość narratora który niczym antena radiowa rezonuje z każdym docierającym do niego negatywnym newsem, czując się za niego współwinnym jest czymś niespotykanym. Czy wiesz przez co muszę przechodzić? pyta zakłopotany... Niczym Ian Curtis, który w Colony pyta: po co te wszystkie konfrontacje? To bez wątpienia najlepszy utwór na tej płycie... To ta spływająca na okładce łza.

Mirror Man trzyma poziom. Czyż nie jest, jak wspominałem powyżej, piosenką wyśmiewającą sztywne, konserwatywne zasady społeczeństwa w którym przyszło żyć narratorowi? 

Every little bit of my time
Keeps me checking that my clothes are in line
I'll identify without wasting time
Mirror man

Another Word zdaje się wyśmiewać bohaterstwo na pokaz, a kończący album Candy podsumowuje i stawia przysłowiową kropkę nad i, o jakim przyjęciu śpiewa Hollis...

To z pewnością rodzaj przyjęcia
To bardzo przydatne
Otoczenie mojego życia wymówkami
Za to, co postanowiłem stracić
 
I moje imię
Teraz już nie wygląda dla mnie tak samo
Nie, nie, nie teraz
A wewnątrz
Czy nie wiesz, że czuję się tak źle?
 
Kiedy próbowałem się odwrócić
By ponownie poczuć nowe
Candy
Moje emocje kosztowały mnie ból
Czy wyglądałem tak samo?
Candy
Kiedy myślę o czasach
Gdy się śmiałem
Candy
Pomysł, że mnie oszukasz
Ale spójrz jeszcze raz
Co powiedziałaś
"To moje imię"
 
I mam nadzieję, że cię rozbawiłem
Do łez
A kiedy jestem w domu i myślę w ciemności
Mam nadzieję
Że nic z tego nie musiało pójść za daleko
 
Kiedy robi się za późno
Aby zobaczyć mnie innym
I tak trudno jest je utrzymać
Dla wszystkiego, czego tak bardzo chcę
Candy
 
Kiedy próbowałem się odwrócić
Ponownie poczuć się nowym
Candy
Moje emocje kosztowały mnie ból
Czy wyglądałem tak samo?
Candy
Kiedy myślę o czasach
Gdy się śmiałem
Candy
Pomyślałem, że mnie oszukasz
Ale spójrz jeszcze raz
Co mówisz
"To moje imię" 


Dziś po tych wszystkich latach możemy poczuć swoistego rodzaju ból, z faktu niezrozumienia przez bliskich artysty, czym jest dla nas jego muzyka. Ktoś bowiem zdecydował, że nie było nam dane dowiedzieć się, jaka była przyczyna śmierci Marka Hollisa. A może kiedy po niepowodzeniach twórczych wycofał się z życia muzycznego, uznano, że na to właśnie większość fanów zasłużyła? Przecież to oni wynoszą na piedestał, po czym tak samo szybko, potrafią z niego zrzucać, bo idzie nowe, lepsze, bardziej wyszukane... 

Mało kto, kieruje się zasadą, że nowe jest wrogiem dobrego. My, tą zasadę wyznający, wiemy natomiast jedno, że dla nas mała cząstka Marka Hollisa żyje i już na zawsze będzie wprawiała w drganie nasze serca, tak jak inna cząstka, tym razem Iana Curtisa, wibruje w naszych mózgach.  

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


Talk Talk, The Party's Over, EMI, 1982, producent: Collin Thurton, trackilsta: Talk Talk, It’s So Serious, Today, The Party’s Over, Hate, Have You Heard the News?, Mirror Man, Another Word, Candy.

   

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Isolations news 40: Ian Curtis w skórze, kokaina w perfumie, Gira w Polsce, Skids o Joy Division, Rock na Bagnie - znamy program


Peter Baumann i Paul Haslinger (kiedyś z Tangerine Dream) w tym i przyszłym roku realizują wspólny projekt pod nazwą http://www.neuland.net - mają zamiar wydać nową płytę, podobno jeszcze w 2019.
W dniach 28/29 października (poniedziałek i wtorek) o g. 20:45 w klubie Pardon, To Tu, Aleja Armii Ludowej 14 (od ul. Podoskich) będą gościć Michael Gira (Swans) i Norman Westberg. Bilety: 49 PLN (przedsprzedaż) i 59 PLN (w dniu koncertu). Bilety są dostępne TUTAJ lub w dniu koncertu (od godziny 19:00) na bramce i od 14.06.2019 w Pardon, To Tu przy barze (bilety kolekcjonerskie). O Swans pisaliśmy u nas wielokrotnie TUTAJ i na pewno napiszemy jeszcze nie raz...



Michał Miegoń & Adam Witkowski w czerwcu wydają nową płytę, więcej TUTAJ. Nasz wywiad z Michałem TUTAJ


Jest już dostępny program festiwalu Rock Na Bagnie - 1-2 lipca br TUTAJ. O festiwalu można dowiedzieć się więcej z naszego wywiadu z Jackiem Żabą Żędzianem - organizatorem festiwalu TUTAJ. 

 
Jeśli ktoś nie ma planów na najbliższy weekend to już w piątek 14.06. i sobotę 15.06. rocznicowe koncerty z okazji wydania Unknown Pleasures - debiutu wszechczasów muzyki rockowej. Reszta na plakatach powyżej.


A skoro już o Joy Division mowa, to można zakupić zdjęcie Jilla Furmanovskiego zrobione na koncercie zespołu w  YMCA w Londynie w 1979 roku. Limitowana seria to zaledwie 75 fotek (29x42 centymetry). Więcej TUTAJ

Uuups I did it again... Na mojej skórze właśnie wylądował kolejny tatuaż z serii Joy Division - tym razem portret Iana Curtisa. Wykonany techniką realistyczną przez Igora. Więcej dzieł artysty TUTAJ. Fotorelacja z poszczególnych etapów powstawania dzieła już wkrótce u nas.
Użytkowniczka Suriya z Manchesteru zamieściła na Twitterze ciekawy filmik z koncertu the Skids, na którym to wokalista zespołu wspomina Warsaw, czyli pierwsze wcielenie Joy Division. Co mówi? Posłuchajcie TUTAJ. Suriya - thank you! Stay in touch.


Ciągle trudno otrząsnąć się po niespodziewanej śmierci Marka Hollisa  - lidera i wokalisty Talk Talk. The Guardian zamieszcza tekst wspomnieniowy o muzyku. Wypowiadają się m.in. Steven Wilson czy Peter Gabriel. Więcej TUTAJ.

 
Gorąco więc  pora się bardziej niż zazwyczaj poperfumować... A jeśli tak to zapewne koneserzy sięgną po najnowsze perfumy Rammstein, o nazwie... Kokain. Więcej o produkcie TUTAJ. 

Wracamy z kolejnymi newsami za tydzień, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

środa, 27 lutego 2019

Isolations News 25: Nieznane zdjęcia Iana Curtisa i Joy Division, Mark Hollis nie żyje, orkiestracja Joy Division, Alibabki i Lenin?

Nie żyje Mark Hollis legendarny wokalista i współtwórca brytyjskiego Talk Talk. Przyczyna śmierci jest jak na razie nieznana, ale możemy domniemywać.. 

Zwłaszcza, że w the Guardian dokonano następującego podsumowania (TUTAJ):

A few years ago, I attempted to find him. I drafted an idea for a documentary, to prompt him from his hiding place and somehow make him appear again. I listened to endless old interviews, glorying in his thick London accent. I found out through friends where he lived, in a thoroughly ordinary suburban place. I found out he had made other music that hadn’t been released (although rumours of a Massive Attack collaboration are, sadly, probably untrue). Later, I would also find out the story behind April 5th: it is a song about his wife, named after the date on which she was born - giving the song’s erotic momentum an extra charge.

But then as February to March came again, the days starting to lengthen and warm, I realised it didn’t really matter where Mark Hollis was, or who he was any more. This was a musician who didn’t want us to think about him. This was a musician who wanted to exist absolutely in the moment of music. And so, as the year keeps on brightening, I’ll try to remember the music still continuing, still breathing, after all else has gone. And that voice, soft and sure, sings on: Youth takes its bow before the summer the seasons bring / Waiting for the colour of spring.

Pisaliśmy o koncercie Talk Talk z Mantreux w dziale Niezapomniane koncerty TUTAJ. Płyty Talk Talk miały pojawić się w dziale Z mojej płytoteki. I tak też będzie, ale teraz pojawią się w zupełnie innym kontekście... 

Tymczasem wspomnijmy wielkiego muzyka:


 

Renee Renee Renee Renee
Baby how the weeks fade
Baby how the streets change
Renee Renee Renee Renee
Baby how the weeks fade

 
W Internecie pojawiły się niepublikowane zdjęcia Iana Curtisa i Joy Division. Jako uzupełnienie zdjęć z koncertu z Les Bains Douches z 1979 roku opublikowanych przez Pierra Renne Wormsa TUTAJ, pojawiło się jedno zdjęcie Iana Curtisa TUTAJ. Natomiast dwa nowe pokazujące ujęcia zespołu z góry są autorstwa Marka Turnera (pokazane powyżej - link jest TUTAJ) i Paula Smithsa (TUTAJ).

O samym koncercie na pewno jeszcze napiszemy bowiem wyszedł z niego niesamowity dwupłytowy bootleg. Zapraszamy wkrótce do działu Z mojej płytoteki.

Przypominamy o koncercie 5.07.2019 w Royal Albert Hall w Londynie, na którym Peter Hook będzie dowodził orkiestrą z Manchesteru, a wykonają oni zorkiestrowaną wersją piosenek Joy Division. Strach się bać. 

Całe przedsięwzięcie opisywaliśmy TUTAJ.


Jesteśmy blogiem poświęconym głownie chłodnej fali i Joy Division, i skoro już padła ta nazwa... 

Jeden z portali (TUTAJ) cytuje wywiad z kimś nazywającym się Marcin Prokop. Z cytowanego fragmentu wynika, że człowiek ten sprzedaje coś w telewizji (MANGO TV?).
  
Wychodzę z założenia, że  w telewizji sprzedaję ludziom pewien towar. Jest nim optymizm, wesołość, dobra energia, jakaś krotochwilność. Tego oczekują ode mnie widzowie. Jeśli będą chcieli się pięknie zdołować, posłucha płyt Joy Division albo wystąpień Jarosława Kaczyńskiego (…) – opowiada w wywiadzie.

Pomijając że sam cytat jest skopany, z za dostęp do pełnej wersji trzeba płacić (jeszcze nas nie pogięło) rodzi się pytanie, co zatem robić celem wprowadzenia się w dobry nastrój? Alibabki i Lenin?

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 9 sierpnia 2018

Niezapomniane koncerty: Talk Talk w Montreux 11.07.1986


Dzisiaj koncert wyjątkowego zespołu, który prędzej, czy później musiał się pojawić na tym blogu. Talk Talk, o niesamowitym potencjale, to zespół, który w latach 80-tych stał się fenomenem, głównie dzięki swoim dwóm płytom - debiutowi The Party's Over (rok 1982) i doskonałemu albumowi, It's my Live, wydanemu dwa lata później. Po nich przyszła już nieco gorsza płyta The Colour of Spring,  która miała potencjał, ale zawierała też masę improwizacji. O kolejnych albumach nawet nie ma sensu wspominać.  

Mark Hollis, wokalista i autor tekstów, dał znać o sobie solowym albumem w 1998 roku, po czym słuch o nim zaginął, poza kilkoma doniesieniami o udziale w projektach, ale raczej jako osoba drugoplanowa (TUTAJ).

Dzisiaj koncert z 1986 roku, z lipca a więc trochę więcej niż 32 lata temu...

Zaczyna się od wizytówki, zagranej nieco wolniej niż na płycie: Talk Talk, po czym mamy nastrojowy Dum Dum Girl, i nieco żywszy Call in the Night Boy. Po nim moje ulubione Tomorrow Started. Zaczyna się inaczej niż na płycie od krótkiego intro na fortepianie by rytmicznie sączyć się niesamowitym tekstem i refrenem:

See my eyes
Tell me I'm not lying.
I'm just the first that you take
Are there reasons everybody pays?

oraz krótkimi przerwami, z żywiołowo reagującą publiką. Hollis miejscami przerywa i wydłuża partie wokalne, chwilami świadomie opuszcza fragmenty - jakby wiedział, że to zdaniem wielu fanów (w tym i moim) to najlepsza piosenka Talk Talk.  

Kolejny utwór, My Foolish Friend nie należy do moich faworytów, a po nim nadchodzi jeden z największych przebojów zespołu Life's What You Make It. Z kolei Does Caroline Know zaśpiewany jest z podobnymi suspensami wokalnymi jak Tomorrow Started. It's You, fenomenalnym był zawsze, tutaj z nieco większą porcją perkusji i partiami syntezatorowymi których nie ma na płycie, niemniej i tak wypada rewelacyjnie. Rozbudowana partia instrumentalna we wstępie Living in Another World, po czym  Give It Up - niestety widać w tych piosenkach nieco słabsze rzeczy, wiadomo ostatnia płyta.  Ale już za chwilę wszystko zostaje zapomniane - kolejna wiązanka wielkich  przebojów: It's My Life, I Don't Believe in You, Such a Shame i finalnie Renée. Czy może być lepsze zakończenie? Zwłaszcza ostatnia piosenka, która również jest moim ulubieńcem - proszę przy okazji posłuchać wersji z płyty... 

Well baby how the weeks fade
Baby was the best part of your youth a sensation
Yeah that's a change
I never thought I'd end up fooling you
Do you hear what they say?
All these people living up in my street
Well they say
'Out of touch, she lives in faded dreams'
Renee Renee Renee Renee
Baby how the weeks fade
Baby how the streets change
Renee Renee Renee Renee
Baby how the weeks fade


Czy można bardziej nostalgicznie ubrać przemijanie w wiersz?

 

Tracklista: Talk Talk, Dum Dum Girl, Call in the Night Boy, Tomorrow Started, My Foolish Friend, Life's What You Make It, Does Caroline Know, It's You, Living in Another World, Give It Up, It's My Life, I Don't Believe in You, Such a Shame, Renée