Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plan K. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Plan K. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 sierpnia 2021

Joy Division w książce Shadowplayers Jamesa Nice'a cz.7: Ian Curtis we wspomnieniach Annik Honore

 


Poprzednie części streszczenia fragmentów poświęconych Joy Division w książce Jamesa Nice'a można odszukać (kolejno od pierwszej do szóstej) TUTAJTUTAJTUTAJTUTAJTUTAJ i TUTAJ.


Annik widziała Joy Division pierwszy raz w Nashville 13.08.1979 roku (opisaliśmy ten koncert TUTAJ a wspomnienia Annik o nim TUTAJ). Poprosiła wtedy Grettona o wywiad dla swojego fanzinu. Doszło do niego po koncercie w Walthamstow. Zaprzyjaźniła się z Ianem a ich kolejne spotkanie miało miejsce podczas Futuramy we wrześniu (warto zobaczyć TUTAJ). Annik zaczęła wtedy pracować w ambasadzie jako tłumacz - sekretarka, co miało ten plus, że gwarantowało jej dostęp do bezpłatnego telefonu. Zorganizowała koncert na otwarcie Plan K (warto zobaczyć TUTAJ). 

Opis koncertu w Plan K przedstawiliśmy TUTAJ. Ian Curtis wspomniał ten koncert następująco: Rzeczywiście byliśmy zadowoleni. Publika była powściągliwa. W Belgii występowaliśmy my, Cabaret Voltaire i William Burroughs i ci faceci robiący okropny hałas na skrzypcach przerywany ohydnymi okrzykami.

Następnie opisany jest incydent z Burroughsem, kiedy Curtis chciał od niego wyżebrać dedykowaną książkę The Third Mind z autografem (wspomnienia Hooka o tym zajściu przedstawiliśmy TUTAJ). Ian Curtis wstydził się w Manchesterze tego jak potraktował go pisarz, więc rozpowiadał znajomym, że Burroughs nie miał zapasowego egzemplarza książki dla niego. Po koncercie zespół mieszkał w złych warunkach - trafili do akademika mieszkając z niechcianymi współlokatorami. Starym przyzwyczajeniem z prób, Ian Curtis nasikał do stojącej na podłodze popielniczki, przy czym został przyłapany przez dozorcę. Dodatkowo złą sławę przyniosło im też przyłapanie Bernarda Sumnera sikającego w tym samym hotelu do zlewu... 

Nie przeszkadzało to jednak zaproszeniu zespołu 3 miesiące później na kolejny występ. Jego znaczna część została uwieczniona na taśmie 8 mm.


Pogłębiała się znajomość między Annik a Ianem, a Gretton postanowił wydać Atmosphere w Sordide Sentimental (warto zobaczyć TUTAJ). Wytwórnia właśnie wydała singla Throbbing Gristle. Korespondencja między Grettonem a właścicielem wydawnictwa J.P. Turmelem ujawniła ich wspólną pasję w dążeniu do doskonałości i zmuszaniu słuchacza do wytężenia umysłu, celem zrozumienia przesłania zawartego w muzyce. Zdecydowali się więc nie drukować tekstów piosenek Joy Division na okładce, a na singla wybrali Atmosphere i Dead Souls, nagrane w październiku w Cargo (warto zobaczyć TUTAJ) przez Hannetta. Zdaniem Sumnera to najlepiej zmiksowana przez Martina piosenka.  

26.10 zespól wystąpił w Electric Ballroom w Londynie (warto zobaczyć TUTAJ). Tam na podwórku Annik i Ian pierwszy raz się pocałowali. Ta wspomina:

Mam wspomnienia trzech chłopaków i Roba, nie jestem pewna czy widziałam Iana, byłam bardzo zakochana. Byliśmy bardzo skryci, a to wszystko rozgrywało się między nami. Pozostali byli bardzo podejrzliwi wobec mnie, i żartowali ze mnie bo byłam Belgijką, pracowałam w ambasadzie i mówiłam po francusku. Może był to rodzaj prowincjonalizmu. Ale Ian taki nie był. Był ekstremalnie otwarty, chętny do uczenia się czegoś nowego, spotykania nowych ludzi i nabywania nowych doświadczeń.


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.                

niedziela, 11 października 2020

Mural Iana Curtisa wokalisty Joy Division w Manchesterze, czyli Philippe Carly przechodzi do klasyki

Phot. Philippe Carly
 

Ktoś może powiedzieć - zdjęcia Joy Division = Kevin Cummins. Czas jednak pokazuje, że jest zdecydowanie inaczej, a w sieci i w różnego rodzaju wydawnictwach drukowanych pojawia się od lat coraz więcej zdjęć, często anonimowych autorów, które przechodzą do klasyki gatunku. 

Tak też jest ze zdjęciem Iana Curtisa, wykonanym przez Philippe Carly w Brukseli. Sam o tym dla nas napisał w specjalnie dedykowanym poście TUTAJ, a fotografie można zakupić (poza książkami) na jego stronie internetowej (LINK). 

Niestety Philippe ma pecha, bo jego kultowe zdjęcia były w przeszłości przypisywane innym znanym fotografom. Ba nawet dzisiaj uchodzące za poważne media, jak choćby NME informujące o powstaniu muralu (warto zobaczyć choćby TUTAJ) nie podają autorstwa zdjęcia. Pomyśleliśmy zatem, że wspomnimy pokrótce o książce Philippe, na której wnikliwe omówienie przyjdzie jeszcze u nas czas.


Książka, zawierająca zdjęcia z lat 1979 - 2009 z Plan K w Brukseli (o klubie pisaliśmy TUTAJ) została wydana przez ARP2 w roku 2017 i opatrzona jest specjalną dedykacją Petera Hooka i wstępem samego Kevina Cumminsa, wspominającego zajście z przypisaniem autorstwa zdjęcia Philippe właśnie jemu. Niemniej wspomina też, że, cytat: zdjęcie, [które jest umieszczone na opisywanym dziś muralu] stało się ujęciem definiującym wizerunek tragicznie zmarłego artysty, wraz z kilkoma moimi... 

W książce zresztą znajdziemy więcej wpisów i materiałów z kolekcji renomowanych osób z kręgów Joy Divison i Factory Records, jak choćby James Nice, Vincent Cassidy czy wspomniany Peter Hook. Dzieło dedykowane jest Annik Honore cyt: bez której to wszystko nie byłoby możliwe.


Wydawnictwo zawiera historię powstania Plan K i wytwórni Les Disques du Crepuscule (warto zobaczyć TUTAJ), opisaną przez samego Michela Duvala, wspomnienia muzyków i artystów i historyczne zdjęcia, choćby W. Burroughsa i B. Gysina. A artyści? Jest tego tutaj tyle, że o liście powiedzieć imponująca to mało. Spośród pojawiających na naszym blogu znajdziemy choćby A Certain Ratio (TUTAJ), Bauhaus (TUTAJ), Cabaret Voltaire (TUTAJ), Cocteau Twins (TUTAJ), Monochrome Set (TUTAJ), Residents (TUTAJ), Section 25 (TUTAJ), Siouxsie and the Banshees (TUTAJ), New Order (TUTAJ) czy Trisomie 21 (TUTAJ) i wielu wielu innych.

Teraz kilka słów o samym muralu, odsłoniętym przy Port Street w Manchesterze, 9.10.2020 a będącym autorstwa artysty ukrywającym się pod pseudonimem ASKE.  Jak widać na symbolicznej uroczystości nie zabrakło Petera Hooka. Powstanie muralu to początek kilkudniowego wirtualnego festiwalu, podczas którego zbierane będą datki dla muzyków zmagających się z COVID 19. I wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że zarówno NME (a zwłaszcza oni) jak i lokalny portal z Manchesteru (TUTAJ) ogłaszają co następuje (cytujemy za NME -  LINK): Recently, given the challenges posed by the ongoing coronavirus pandemic many people will have faced their own mental health problems and may still be. The unveiling of the mural of Ian Curtis marks the start of World Mental Health Day, in which Headstock will be raising money for the industry and mental health charities/ Ostatnio, biorąc pod uwagę wyzwania związane z trwającą pandemią koronawirusa, wiele osób musi i będzie musiało zmierzyć się z własnymi problemami ze zdrowiem psychicznym. Odsłonięcie muralu Iana Curtisa oznacza początek Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego, podczas którego Headstock będzie zbierać pieniądze dla przemysłu i organizacji charytatywnych zajmujących się zdrowiem psychicznym.

Nie bardzo rozumiemy dlaczego od dość dawna w sieci, choćby na Twitterze, wielu pseudo ekspertów przyczepia Ianowi Curtisowi łatkę osoby chorej psychicznie. Fakt, że miał doła i popełnił samobójstwo, nie musi oznaczać, że był chory. Wielokrotnie spotykałem się w życiu z postawą tego typu - nawet w mojej bliskiej rodzinie - że skoro to zrobił to musiał być nienormalny... W książce Deborah Curtis w ani jednym miejscu nie pada stwierdzenie, że jakikolwiek lekarz badający jej męża stwierdził chorobę psychiczną (a badało go kilku). To, że potrafił zachowywać się niekonwencjonalnie, (jak opisał w swojej książce Peter Hook - TUTAJ) mogło być przejawem jego bezsilności. Kiedy wsłuchamy się w tekst piosenki kończącej Unknown Pleasures - I Remeber Nothing, opatrzonej tak jednoznacznymi efektami specjalnymi przez Martina Hannetta możemy wiele się domyślać. 


O ile piosenka ta nie jest pozą artystyczną, to w życiu wokalisty już wtedy wiele się działo. Czy owe złapanie w klatki zbyt wcześnie, nie oznacza jego przedwczesnego małżeństwa? A scena kiedy jego ręce łamią krzesło? Czy jest tylko, poprzez przekaz artystyczny, odreagowywaniem słynnej angielskiej poprawności, czy też sceną z pamiętnika? Jego żona nie musiała nam przecież napisać w swojej książce wszystkiego, o czym już niedługo...

Reasumując grzecznie prosimy: odpierdolcie się od Iana Curtisa. Przynajmniej z takimi tekstami. A zamiast tego uderzcie się w piersi i przyznajcie się, że mimo jego wcześniejszej próby samobójczej, pozwoliliście mu, kierowani angielską dumą, pychą i egoizmem, zostać samemu w domu tamtej fatalnej soboty.

I to by było na tyle.

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.      

poniedziałek, 10 lutego 2020

Isolations News 75: Joy Division na aukcji - nieznane zdjęcie zespołu, nowy album Smashing Pumpkins, David Gleave wystawia w Manchesterze, Antipole koncertuje, Tool i Zenek Martyniuk w Matrixie, Belive na winylu, Czas Ołowiu dotknął Romualda Lipko

Na aukcji jest do kupienia oryginał singla Joy Division - Licht und Blindheit, za jedyne ok. 5 K PLN. I pomyśleć że Rob wciskał to ludziom przy wejściu do metra w Londynie a ci wywalali do kosza. O albumiku pisaliśmy TUTAJ. Aukcja jest TUTAJ.

Skoro mowa o Joy Division to cały czas wypływają ich nowe zdjęcia. To powyżej jest autorstwa Francois Lagarde i zostało zrobione 16 października 1979 roku w klubie Plan K  (LINK). Warto zobaczyć TUTAJ - gdzie sam  Phlippe Carly opisał specjalnie dla nas swój album z innymi zdjęciami  z tego samego wydarzenia.

Skoro Joy Division to Factory i Manchester, a tutaj fotograf David Gleave zaprasza w dniach od 7 do 21 lutego na swoją pierwszą, indywidualną wystawę w Cass Art przy Oldham Street. Pokaże na niej zdjęcia z pierwszych sześciu lat działalności artystycznej, czyli od zdjęć Viniego Reillyego wykonanych w jego domu w Didsbury, do dnia dzisiejszego. Więcej TUTAJ.
Powiało chłodem, a skoro tak to warto zapowiedzieć występ naszego przyjaciela Karla Morten Dahla i jego Antipole, z którymi rozmawialiśmy TUTAJ. Całość czyli Antipole, The Snake Corps i The Pink Diamond Revue w Brighton 30.05.2020. Więcej TUTAJ.


Podobne nostalgiczne klimaty czyli Seven Windows - ostatni album Belive pojawi się w kwietniu w wersji analogowej. Przedsprzedaż drogą mailową management@believeprog.pl - decyduje kolejność zgłoszeń. Na specjalne życzenie płyty mogą zostać podpisane przez członków zespołu. Jest nieźle - nasza recenzja już niedługo.

Nieco cięższe brzmienia - Billy Corgan potwierdził, że The Smashing Pumpkins wyda w tym roku nowy, podwójny album (LINK). Ma się na nim znaleźć 21 utworów. Czy będą tam takie rarytasy?

Do kapeli wrócił James, ale nie ma D'Arcy... Zobaczymy.


Skoro ciężej, to każdy, kto chciałby kiedyś ułożyć zespół Tool z klocków Lego, niech zagłosuje na to na stronie firmy (TUTAJ). Potrzeba 10 K głosów. Ciekawe ile byłoby potrzeba na Zenka  Martyniuka z klocków Lego


To dopiero byłby Matrix...


Skoro o kultowym filmie mowa, to Keanu Reeves na Twitterze pokazał zdjęcia z planu Matrixa 4...  (LINK). Zenka na nich nie ma, ale ponoć prezes telewizji mocno zabiega.
Na koniec smutna wiadomość. Chociaż nie był z naszej bajki napiszemy o nim, bo miał w dorobku kilka utworów klimatem mieszczących się w atmosferze naszego bloga. 

Zmarł Romuald Lipko - jeden z najwybitniejszych polskich kompozytorów. W klimacie naszego bloga na pewno mieści się ta piosenka:


Słuchaj, to jest zwyczajne świństwo
Tak się nie mówi "do widzenia"
Nie można wyjść ot, tak
W połowie snu i w pół marzenia
Jeszcze wiruje Twoja płyta
Jeszcze się Tobą ekran pali
Pod zimnym światłem gwiazd
Jak ciężko żyć tym, co zostali...


Romku L. - proszę pozdrowić od nas Jurka Janiszewskiego (LINK)...   


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 23 listopada 2019

PUNK GRAPHICS, Too Fast to Live, Too Young to Die: niesamowita wystawa w Brukseli

W Brukseli 20 listopada otwarto wystawę, której można przegapić. Jest poświęcona kulturze punk, a składa się z plakatów, fanzinów, koszulek, okładek albumów, czasopism i znaczków. Można ją oglądać w ADAM Brussels Design Museum do 26 kwietnia 2020 r.

Tytuł wystawy PUNK GRAPHICS Too Fast to Live, Too Young to Die nawiązuje i w zasadzie streszcza całą ideologię ruchu punk, o której zresztą już pisaliśmy nie raz a ostatnio TUTAJ. Miejsce ekspozycji, czyli Bruksela, stolica Unii Europejskiej, jest symboliczne. Oto obraz buntu został zaprezentowany w centrum uchwalania regulacji dotykających milionów ludzi. 

Pokazane przedmioty w głównej mierze pochodzą ze zbiorów Andrew Krivine, bankiera i biznesmena z Nowego Jorku, który jest również namiętnym kolekcjonerem grafik związanych z ruchem punk. Od 40 lat zbiera fanziny, okładki albumów, ubrania i filmy, które w zeszłym roku przedstawił publiczności w Museum of Arts and Design w Nowym Jorku. W Brukseli, z jego imponującej kolekcji obejmującej ponad 3000 przedmiotów, wybrano jedynie 500 obiektów i pogrupowano je według tematów. 




Na początku umieszczono artefakty związane z Sex Pistols, w tym ich niezapomniane plakaty między innymi God Save the Queen oraz Young Flesh Required. Dalej zawieszono inne, tworzone przez niezależnych artystów w tradycyjny sposób, technikami DYI - poprzez decoupage, kolaż, z użyciem zbuntowanej typografii. Jeśli na początku grafika punk była prosta, często czarno-biała lub o ograniczonej gamie kolorów, to z biegiem lat 80. stała się wielokolorowa i coraz bardziej wyrafinowana. Układ grafik pokazuje tę ewolucję a także uzmysławia wpływ różnych stylów i form przekazu na sztukę punk, głównie komiksów, pop art i dadaizmu.

Belgijska wystawa jest tym cenniejsza, ponieważ muzeum, które zdecydowało się ją zorganizować postanowiło w ten sposób oddać hołd belgijskiemu ruchowi punk. Dlatego kurator wystawy  David Vermeiren zebrał plakaty, bilety na koncerty i ówczesne fanziny na koncerty z Ancienne Belgique, Cirque Royal lub z innych, z dzisiejszego punktu widzenia dość nieoczekiwanych miejsc, przy czy ponad połowa artefaktów z w tej części wystawy pochodzi ze zbiorów Annik Honoré, dziennikarki która odpowiadała wraz z Marc Duval'em za działalność klubu Plan K. Grafiki te użyczyła córka Annik, Sasha Vernaeve, znana artystka - fotograf, o której pisaliśmy TUTAJ.

Ekspozycja stała się tej okazji miejscem do prezentacji belgijskiej odmiany punk-rocka i działających tu niezależnych wytwórni. Wśród nich była założona w 1983 roku przez Dirk Michiels wytwórnia Punk Etc.  w której Roland Beelen wyprodukował wiele płyt. Muzyk ten wcześniej w 1980 r. stworzył własną Kleo Roland Beelen Record, która była odpowiedzialna za kompilację No Big Business, w tym utworów Neue Sachlichkeit, Siglo XX i Spermicide, później znaną jako Antler Records. Inna grupa - Digital Dance - wydała własne płyty w latach 1980–1982 pod marką Digital Records. Kolejną wciąż działającą wytwórnią, założoną w 1980 r. Przez Michela Duvala i Annika Honoré, jest Les Disques du Crépuscule, która obejmuje pod-wytwórnię Factory Benelux (pisaliśmy o niej TUTAJ). Wybór okładek albumów tych belgijskich wytwórni ilustruje świat produkcji punk i new wave w Belgii na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Grafika ta jest na ogół prosta, zarówno pod względem typografii, jak i doboru koloru. Ta prostota zdeterminowana była nie tylko gustem lecz także kosztami, co wyjaśnia dlaczego okładki są w większości czarno-białe lub tylko w jednym kolorze. Niemniej nagromadzone dzieła sprawiają oszałamiające wrażenie. Nic dziwnego, że Krivine twierdzi, iż Koniec lat 70. był jedną wielką eksplozją kreatywności. Ruch punk był tak naprawdę dziełem sztuki: design, moda i muzyka idealnie do siebie pasowały







PUNK GRAPHICS, Too Fast to Live, Too Young to Die działa od 20 listopada 2019 r. do 26 kwietnia 2020 r. w ADAM, Brussels Design Museum, Place de Belgique 1, 1020 Bruksela

Wstęp 10 €, zniżki dla seniorów i młodzieży: 8 € LINK.

My z powodu wieku, wchodzimy tam za darmo, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 13 października 2019

Ian Curtis zapytał Burroughsa, co myśli o samobójstwie - najnowsza książka Jona Savage'a o Joy Division - This Searing Light, the Sun and Everything Else, Joy Division the Oral History, nasza recenzja cz.9

 
Ostatnio skupiamy się na najnowszej książce Jona Savagea o Joy Division. Poddajemy jej treść analizie i jak dotychczas omówiliśmy rozdziały: ósmy (TUTAJ), siódmy (TUTAJ), szósty (TUTAJ), piąty (TUTAJ), czwarty (TUTAJ), trzeci (TUTAJ), drugi (TUTAJ) i pierwszy (TUTAJ).

Kolejny, już dziewiąty rozdział książki Jona Savage'a o Joy Division obejmuje zaledwie miesiąc - październik listopad 1979 roku.
 

2.X.1979 Joy Division wystąpili jako support the Buzzcocks na uniwersytecie w Liverpoolu. Pete Shelly wspomina, ze zespół zrealizował właśnie trzeci album, i to prawdopodobnie Richard Boon zdecydował się zaprosić Joy Division, którzy właśnie nagrywali swój debiut. Pamięta, że nie oglądali ich występów, jedynie końcówki, podczas występów Joy Division zwykle jedli przygotowując się do swoich występów. Za to po koncertach odbywały się zakrapiane imprezy. Boon wspomina, że Joy Division dobrze się odwdzięczyli, poza tym mieli swojego dźwiękowca i ogólnie byli samowystarczalni. 

Bernard Sumner wspomina też, że wtedy jakiś fan the Buzzcocks poczęstował go narkotykami, obudził się o 4 nad ranem i potwornie źle się czuł. Byli młodzi i naiwni wiec było to dla zespołu ogromne doświadczenie. Wszyscy członkowie grupy wtedy pracowali, kończyli pracę o 17:30 i mieli koncert np. w Londynie o 21:00. Jechali do Londynu a po koncercie wracali do Manchesteru, by na drugi dzień udać się do pracy. Dopiero kiedy zaczęli żyć z grania mogli bardziej skupić się na zespole.
 

Peter Hook wspomina jaki to był problem, bowiem rezygnacja ze stałych dochodów była wyzwaniem, muzyka dawała im od 11 do 13 GBP tygodniowo, co nie było znaczną sumą. Hook kiedy zrezygnował z pracy przestał urządzać dom, który kupił ze swoją dziewczyną. Nie mieli w nim nic, nawet łóżka, tylko dwa fotele, które dostali w prezencie. Jego matka była niezadowolona z faktu, że porzuca pracę. Kevin Cummins mówi że już wtedy wiele osób przychodziło na koncerty żeby zobaczyć Joy Division i po ich występie opuszczali koncert. Wspomina jak na otwarciu trasy w Liverpoolu zrobił zdjęcia do NME, ale redakcja była bardziej zainteresowana the Buzzcocks niż J.D.
 

Następnie wspominany jest koncert 4.10.1979 roku w Newcastle City Hall. Jon Wozencroft wspomina, że zmiana sali z Factory na dużą salę w Newcastle musiała być szokiem dla zespołu. Występowali jako support, i oczekiwał, że ludzie w tym czasie będą siedzieli głownie przy barze, jak to zwykle bywa na występach supportów. Zespół zdawał się być nerwowy, było mało miejsca, zwłaszcza dla Iana Cutrtisa, bo na scenie stał sprzęt the Buzzcocks. Na koniec zagrali Atrocity Exhibition, po ich występie około 1/3 publiczności wyszła.

16.X.1979 roku zespół zagrał w Plan K w Brukseli. Annik Honore wspomina, że ówczesny dyrektor klubu Frederick Flamand był człowiekiem lubiącym awangardę. Chciał uczynić z Brukseli miasto pełne muzyki, tańca, wideo... Wiedział dużo o literaturze, ale generalnie mało o muzyce. Prowadził fanzin En Attendant, w którym pisywał Michel Duval. Ten ostatni wiedział, że Honore mieszka w Londynie, więc kazał jej dowiedzieć się co słychać w mieście, poszukać jakiegoś ciekawego zespołu. Razem doszli do wniosku, że Joy Division idealnie wpisze się w klimaty
Fredericka. Poszła wiec za kulisy i zaprosiła zespół do Brukseli. Widziała ich występ w Nashville Rooms i brzmieli jak nikt inny. Brzmieli mocno i znakomicie, całości dopełniał śpiew i taniec Iana Curtisa. Przy okazji wyglądali na ludzi z prowincji i nie pasowali do klimatu Londynu.  



Honore również pisała dla fanzinu Fredericka Flamanda. Zapytała Roba, który siedział za stołem mikserskim czy może przeprowadzić wywiad z zespołem dla magazynu z Brukseli, a ten zdawał się nie wiedzieć gdzie to jest. Ian na scenie wychodził z siebie, był kimś innym, był we władaniu jakiejś dziwnej siły, wyglądał jak z innego świata. Nie wiedziała że jest chory, podziwiała do za styl w jakim występował. Podczas rozmów był bardzo grzeczny i uprzejmy.
 

Mieli podobne zainteresowania muzyczne, więc wtedy tamtej nocy słuchali Low Bowiego.



Rozmawiali o książkach, pamięta że o Kafce, później o rodzinie, dziecku. Zapytał czy ma męża, dziwiła się, że jest taki młody i już ma żonę i dziecko, i podziwiała za to że w takiej sytuacji udaje się w trasę. Oboje byli fanami twórczości Burroughsa, tym bardziej Curtis zgodził się wystąpić w Plan K, bo wystąpić miał tam też W. Burroughs

Richard Kirk z Cabaret Voltaire wspomina, jak Joy Division byli ich supportem. Wspomina swoje zainteresowanie Burrougsem. Interesował się wtedy dadaizmem, na przykład poezją Tristana Tzara, który tworzył losując słowa wycięte z gazet, z worka papierowego. Podobnie tworzył Brion Gysin i Kirk postanowił zastosować tą metodę do muzyki. 

Burroughs i Gysin wystąpili w Plan K pokazując filmy Antony Balacha Towers Open Fire i Cut - ups. W rafinerii Plan K były 4 piętra, zespoły grały na parterze na wyższych odtwarzano filmy i muzykę. Stephen Morris twierdzi, że Ian Curtis po spotkaniu z Annik zasugerował występ w Plan K. Hook z kolei wspomina podróż, jechali wanem kierowanym przez Terry Masona, który jeździł bardzo wolno, przybyli z opóźnieniem i wymęczeni. Terry Mason z kolei wspomina, że spali w Hostelu w centrum Brukseli. W jednym pokoju było aż 7 łóżek i nie było okien, poza oknem na korytarz... Stephen Morris opowiada historię znaną z filmu dokumentalnego, jak Ian Curtis chciał otrzymać książkę od Burroughsa i Gysina. Podobnie jest z opowieścią o tej sytuacji przytoczoną przez Hooka. Richard Kirk wspomina też, jak Curtis i Burroughs siedli przy stole z drinkami. Ian Curtis zapytał Burroughsa co myśli o samobójstwie. Kirk jest w 100 % pewny, że Curtisowi chodziło o amerykański zespół Suicide, Burroughs natomiast był zszokowany, myślał bowiem, że chodzi o akt samobójstwa. Kirk nie wiedział o co zapytać Burroughsa ale był zadowolony że razem siedzą przy stole, i że wyręcza go wokalista J.D. 

Następnie przytoczona jest recenzja Martina X. Ruffiana dla NME. Stwierdza w niej, że Joy Division są znakomici na scenie. Ich muzyka ewoluuje między punkiem a chłodnymi brzmieniami i jest depresyjna. Następnie pojawia się opowieść Hooka zawarta w filmie dokumentalnym o zespole, jak doskonale się wtedy bawili i jak Ian został przyłapany na sikaniu do popielniczki. 27 i 28.10.1978 zespół wystąpił w Apollo Theatre w Manchesterze. Hook wspomina, że mimo iż w trasie z Buzzcocks grali ten sam repertuar, w jednych miejscach mieli dużą publikę w innych prawie wcale. Boon twierdz, że trasa z Buzzcocks sprawiła, iż Joy Division stali się bardziej zdyscyplinowani i wyrobili się jako zespół. Jego zdaniem Ian Curtis ciężko znosił trasę, chciał jej ale nie wiadomo czy był wewnętrznie zadowolony. Twierdzi, że pod wpływem występów Curtis zaczął zachowywać się na scenie w taki sposób, w jaki chciał być na niej widziany przez publikę. Po czasie zaczął się w tym zatracać, to był rodzaj euforii - coś prywatnego. "Jego wewnętrzne emocje nie były pokazywane publice, nie było niczego wewnętrznie rozdzierającego. Wielu obserwatorów może tak myśleć, ale ja tak nie uważam. Osiągnął jakiś poziom realizacji ambicji, co go cieszyło, ale ludzie chcieli węcej." Boon filmował jeden z tych koncertów w Apollo, na prośbę Roba - chcieli zobaczyć jak zespól się prezentuje.
 

Wypowiedź Paula Morleya jest tożsama z tą z dokumentu o zespole. Opowiada o ambicjach członków grupy. Podobnie jest z wypowiedzią Jona Wozencrofta. Nowością jest tutaj podanie faktu, że Wozencroft nie wiedział o epilepsji wokalisty zespołu, i w związku z tym ograniczeniach w używaniu pulsujących świateł. Terry Mason podkreśla, że w tamtym czasie ataki epilepsji Iana Curtisa nasilały i  się i były coraz mocniejsze. Musieli bardzo go wtedy kontrolować podczas występów.
 
Deborah Curtis opowiada, że charakterystyczny taniec Iana Curtisa narodził się jeszcze przed tym jak zaczął mieć ataki epilepsji. Był to oryginalny sposób wyrażania siebie. Z początku traktowała to jako część sztuki. Jako jego wkład w bycie w zespole, ale to był błąd. "Nie było Iana dla świata i dla domu - wszystko to się zlało. Ludzie uwielbiali go za to co go niszczyło. Ludzie nie zdawali sobie sprawy, że on jest taki też po powrocie do domu. To nie było przedstawienie..." Richard Boon miał pretensje do Roba Grettona, że nie poinformował ekipy o epilepsji Curtisa. Był tym faktem rozgniewany. Nie wiedzieli jak się w takiej sytuacji zachowywać, znosili go jedynie ze sceny. Bernard Sumner kiedy pojawiła się choroba był zdania, że skoro kiedyś jej nie było, to odejdzie, że to jakiś rodzaj znerwicowania czy przemęczenia. Starali się żeby Curtis wcześniej chodził spać, wyciszyli oświetlenie. Ten jednak miał bardzo mocne ataki, a pozostali członkowie grupy nie mieli pojęcia co robić. Nie zdawali sobie, ani oni ani pewnie i medycyna, o skutkach ubocznych leków jakie wtedy przyjmował. Stepehen Morris mówi, że kiedy Curtis miał ataki wynoszono go ze sceny a zespół grał Interzone, który śpiewał Peter Hook. Ten ostatni wspomina, że najgorszy atak wokalista Joy Division miał podczas koncertu w Bournemouth. "Siedziałem na nim przez półtorej godziny trzymając za język w garderobie. Nie mógł wstać, więc powiedziałem do Roba, że musimy go zabrać do szpitala. Wszyscy byli strasznie wkurzeni, tylko ja z Robem byliśmy w garderobie i wzięliśmy go do samochodu i zawieźliśmy do szpitala w  Bournemouth. Tam wyciągnęli go z ataku." 

Wypowiedź Annik Honore też jest taka jak na filmie, poza faktem, że zwraca uwagę na niedbałość zespołu i ekipy o zdrowie wokalisty. Bernard Sumner opowiada jak przed tym fatalnym koncertem byli na drinku i gdy wracali koło pierwszej w nocy, nagle Curtis zaczął szybko iść w stronę morza, a oni go złapali. To było dziwne zachowanie, jego osobowość skrywał jakiś cień. Stephen Morris twierdzi, że Ian Curtis był największym wrogiem siebie samego, twierdził że czegoś nie zrobi, ale to robił, wszyscy chcieli odnieść sukces, on również, na przekór chorobie. Hook wspomina, że Curtis był wobec ludzi bardzo miły, nie szło się z nim pokłócić, był bardzo ugodowy. Jedyną osobą z którą często się kłócił był Rob Gretton, i Hook uważa, że szło zwykle o pieniądze, a za wszystkim stała Debbie Curtis. Z kolei Deborah twierdzi, że Factory chciało zataić fakt posiadania przez Curtisa żony w dodatku w ciąży. Ciekawa jest jednak jej inna wypowiedz, w której w pewien sposób usprawiedliwia Iana Curtisa, twierdząc, że każdy chce mieć w życiu partnera, i Annik była atrakcyjna, wolna i miała piękny akcent, widać jej mąż musiał czuć się bardzo samotny. 

Tony Wilson uważa, że nikt nie informował go o problemach małżeńskich Curisa, wiedział jedynie, że ma dziewczynę i uważał to za normalne, bowiem ludzie zmieniają partnerów. Lubił i Debbie i Annik.

Anton Corbij opowiada jak przeprowadził się do Londynu w październiku 1979 roku i poszedł na koncert zespołu do Rainbow. Po nim spotkał się z Grettonem i zaproponował słynną sesję na stacji Lancaster Gate w Londynie. Sumner i Morris wspominają jak przed tą sesją Gretton obcinał im włosy. Robił to dość nieudolnie bowiem używał dużych nożyc a nie typowych fryzjerskich. Corbijn opowiada, że nikt nie był zainteresowany zdjęciami, ponieważ nie widać na nich twarzy. Dopiero po śmierci Curtisa stały się one kultowe.

Kolejna część książki Savage'a omówiona będzie już wkrótce. Dlatego czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

poniedziałek, 9 września 2019

Isolations News 53: Impreza w Plan K, Eno poleca lektury, Davidson wzmacnia New Dawn Fades, Gorman wystawia a Reeder podbija wschód, Molchat Doma w nowym teledysku, Nieznany Bowie


W Livin Green w Tajpej w dniach 16 sierpnia - 15 września 2019 r.  będzie wystawa o muzyce lat 80 - tych w Berlinie z udziałem Marka Reedera (warto zobaczyć TUTAJ), który nazwany jest ojcem chrzestnym muzyki berlińskiej pt.: I'm in Berlin - Music Godfather Klein Berlin Photographic Document (LINK). Przypomnijmy, że Reeder był wysłannikiem Factory Records na Europę Wschodnią.

Zapowiedź i zdjęcia z wystawy są TUTAJ. Warto dodać, że wytwórnia Marka Reedera pośredniczy i patronuje trasie koncertowej New Order   (LINK) promując zespół z Chin STOLEN, który będzie oficjalnym supportem w trakcie tego tournee. Posłuchajmy ich:

Bo ja wiem? Nie przepadamy tutaj za New Order więc i pewnie nie będziemy kochać tego, co kochają New Order.

  
Od czwartku 12.09 do soboty 14.09 w Manchesterze wystawa prac Briana Gormana pt. Manchester Icons (LINK). 

Przypomnijmy, że Brian jest pisarzem i rysownikiem, który zainspirował powstanie sztuki i komiksu o Joy Division i historii Manchesteru (pisaliśmy o nich TUTAJ). Będzie ona miała miejsce podczas wystawiania sztuki New Dawn Fades.


Strona sztuki i aktualny program TUTAJ

A skoro już padło nazwisko Briana Gormana i napisaliśmy o sztuce, to warto dodać, że do przedsięwzięcia dołączył Tony Davidson właściciel TJ Davidson Studio (pisaliśmy o nim TUTAJ). Na powyższym zdjęciu stoją Brian i Tony, a my cieszymy się, że Ian Curtis wiecznie żyje w pamięci Manchesteru. Póki co jednak, ciągle nie jest właściwie upamiętniony. Więcej TUTAJ.    
Białoruski Molchat Doma, którym bardzo kibicujemy, i o których pisaliśmy kilka razy TUTAJ nagrali nowy teledysk. Ciekawa historia, która może mieć wiele interpretacji: 

Piosenka pochodzi z płyty Etazhi opisywanej w dziale Z Mojej Płytoteki (TUTAJ). Przypomnijmy, że zespół nagrywa dla małej niezależnej berlińskiej wytwórni Detriti z której szefem przeprowadziliśmy wywiad (TUTAJ). Mało tego, nasz wywiad z zespołem (TUTAJ) też wydaje się być ciekawym materiałem. Trzymamy kciuki i czekamy na nowy album.

Philipe Carly jeden z tych fotografów, którzy należą do autorów najbardziej kultowych zdjęć Joy Division, zrobionych w legendarnym Plan K w Brukseli (napisał dla nas o tym TUTAJ) organizuje nowe wydarzenie. Będzie to prywatna impreza w 40 lecie drugiego koncertu Joy Division w Plan K, połączona z premierą jego kolejnej książki-albumu ze zdjęciami zespołów koncertujących w tym klubie. 

Impreza ma mieć miejsce 17 stycznia 2020 r. Każdy kto wpłaci konkretną kwotę może liczyć na coś. Owo coś rośnie proporcjonalnie do ilości wpłacanych euro (LINK). Od 45 można liczyć na zaproszenie dla 2 osób na jubileuszowy koncert plus książkę z autografem i twoje nazwisko w książce cokolwiek to znaczy.  W książce, która jest uzupełnieniem poprzedniej mają znaleźć się dotąd (podobno) niepublikowane zdjęcia (także kolorowe), świadectwa, mało znany wywiad z Annik Honore przeprowadzony przez Philippe Cornet

Na imprezie będzie można kupić ostatnie egzemplarze książki, z numerowanej edycji i posłuchać odtwarzanej z płyt muzyki z klubu Plan K

Więcej o imprezie TUTAJ.


Czy ktoś chciałby dokształcić się korzystając z rad samego Briana Eno? Jeśli tak to ten poleca listę lektur obowiązkowych... Wśród pisarzy mamy cały wachlarz od filozofów i artystów do naukowców, więc jest da Vinci, Fukuyama, Popper a  nawet Jon Savage. Swoją drogą ciekawe co mieliby do przedstawienia niektórzy nasi muzycy... Strach się bać... Pełna lista TUTAJ.  
Skoro pojawił się Eno to teraz z pobliża, czyli Bowie. Ukazało się wydawnictwo z nieznanymi nagraniami artysty z lat 1968/69 (LINK). Wśród nagrań dema, rozmowy, remiksy - wszystko wcześniej niepublikowane. Jak na razie nie opublikowano nagrań rozmów z Ianem Curtisem, które zapewne mają cały czas miejsce. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 16 sierpnia 2018

Drogi życia Annik Honoré po Joy Division

Drogi życia Annik Honoré i Iana Curtisa z Joy Division na zawsze splotły się ze sobą. I trudno się temu dziwić. Ich spotkanie tak zaważyło na losach każdego z nich, że nawet gdyby Ian Curtis nie popełnił samobójstwa, wydaje się, że ich życie i tak potoczyłoby się zgodnie z rytmem new wave.

Annik wraz z dziennikarzem Michelem Duvalem 16 października 1979 r. zorganizowali koncert zespołów Joy Division i Cabaret Voltaire w klubie Raffinerie du Plan K w Brukseli, o czym pisaliśmy TUTAJ. Jakiś czas później porozumieli się z Tony Wilsonem i utworzyli w Belgii filię Factory Records pod nazwą Factory Benelux.  

Honoré zorganizowała klubie Plan K wiele wydarzeń, nie tylko występy zespołów muzycznych, ale również spektakle performance i spotkania z pisarzami. W 1984 roku była także gospodarzem trasy grupy Front 242 podczas ich tourne w USA. W 1985 r. choć porzuciła dotychczasową działalność i rozpoczęła pracę w charakterze sekretarki w Departamencie Badań i Innowacji Komisji Europejskiej w Brukseli, to jednak jej wkład w rozwój muzyki rockowej lat 80. jest ogromny i chyba nadal nie dość doceniany. Była przecież zdolnym menadżerem, obdarzonym umiejętnością odnajdywania najbardziej interesujących grup muzycznych lat 80. i to głównie dzięki niej Plan K stał się w przeciągu zaledwie kilku lat miejscem, w którym wypromowano wielu artystów reprezentujących wschodzącą scenę awangardową. Spośród nich można wymienić takie zespoły i muzyków jak: Echo i Bunnymen, Orange Juice, Josef K, Teardrop Explodes, The Slits, The Pop Group, James White, The Human League, Bill Nelson, Richard Jobson, Vini Reilly, A Certain Ratio, Section 25 i jeszcze inni.


Na brukselskiej scenie swoje pierwsze kroki stawiał także niesłusznie zapomniany, rodzimy zespół Isolation Ward, założony w 1980 roku.  Isolation Ward utworzyli Stéphane Willocq i Jean-Pierre Everaerts. Dołączył do nich najpierw klawiszowiec Thierry Heynderickx (również grający w Creative Electro-Acoustic Music Workshop (ACME)) i perkusista Etienne Vernaeve, a od 1981 r.  piosenkarki: Nathalie Bourlard i Anne Kinna (Nanou) - migawka z ich występu: 
Dla Annik ich występ miał skutki znacznie poważniejsze, bo związała się z perkusistą Etienne Vernaeve. Miała z nim dwoje dzieci: córkę Sashę, wziętego fotografa (jeszcze o niej napiszemy) i syna Bertranda. Po ich urodzeniu usunęła się w cień. Nie wypowiadała się publicznie, nie udzielała wywiadów (poza jednym wyjątkiem) przez ponad dwie dekady. Zmarła na 56 lat na raka w swoim domu w 2014 r. 
Trzeba dodać, że wypromowany w Klubie K. sekstet Isolation Ward nagrał swój pierwszy singiel: Laminę Christus w kwietniu 1982 roku. Płyta została wyprodukowana przez Petera Principle'a z Tuxedomoon oraz wydana przez Les Disques du Crépuscule - wytwórni założonej przez Annik Honore i Michela Duvala.

Po koncertach z udziałem różnych artystów, w tym The Birthday Party, Antena, 23 Skidoo i Siouxsie oraz Banshees, Isolation Ward wydał w 1983 roku album Absent Heart. Jednak mimo pewnej popularności, ciągłe zmiany w składzie ostatecznie spowodowały jego rozwiązanie. Zespół swój ostatni koncert zagrał w maju 1983 roku. Wkrótce Jean-Pierre i Etienne połączyli swoje siły z Jerry'em WX i zaczęli wspólnie występować pod nazwą Arte Magica. Dołączyła się do nich na pewien czas wokalistka Krishna (Liaisons Dangereuses), jednak i ten skład nie istniał długo. Niedługo potem Jean-Pierre Everaerts i Thierry założyli kolejny zespół - Vertical Slums - do którego przystąpił także wokalista i skrzypek Pip Knapp. W tym samym czasie dawny członek Isolation Ward - Stéphane Willocq - utworzył wraz z Markiem Portée duet o nazwie Sonofabitc. Po rozwiązaniu Arte Magica Etienne Vernaeve zaczął występować najpierw w zespole Tongue a potem Babils.


Jak sam o sobie potem napisał: Nie jestem muzykiem, tylko udaję.... Kolejną senstencją, którą umieścił na swoim profilu na portalu społecznościowym jest ta: Samotność nie jest zła, jest trudna, ale jest o wiele lepsza niż mieć do czynienia z bandą idiotów...Muzyk obecnie mieszka w Céroux-Mousty i uwielbia fotografować ludzi śpiących w pociągach. O swojej drodze muzycznej opowiedział w krótkim wywiadzie:

Poza tym gromadzi na stronach internetowych dyskografię zespołów, w których grał: TUTAJ i TUTAJ

sobota, 9 czerwca 2018

Michel Duval o koncercie Joy Division w Plan K w Brukseli: To było naturalne, że zaprosiłem Burroughsa


Photo by Phlippe Carly downloaded from www site HERE

Wspomnienia związane z Joy Division i z ich występami nadal są żywe. Dziś prezentujemy obszerne fragmenty wywiadu przeprowadzonego przez Maxime Delcourt'a we wtorek, 15 lipca 2014 roku z Michelem Duvalem, dziennikarzem i krytykiem muzycznym, który wraz z Annik Honoré założył klub muzyczny Plan K w Brukseli (TUTAJ). Opowiedział on o pierwszym koncercie w tym miejscu, w dniu 16 października 1979 r., na którym wystąpiły dwa brytyjskie zespoły: Joy Division i Cabaret Voltaire i o spotkaniu z Williamem S. Burroughs'em, znanym pisarzem pokolenia Beat Generation, które miało miejsce tego samego wieczoru (o tym pisarzu pisaliśmy TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ).

Maxim Delacourt: Aby zrozumieć narodziny Twilight Records, musimy cofnąć się do roku 1979, kiedy otworzyliście z Annik Honoré Plan K u Frédérica Flamand. Jakie masz wspomnienia z tej sali koncertowej?

 
Michel Duval: Wszystko co pamiętam stamtąd jest dobre. Pierwszy koncert z Joy Division i Cabaret Voltaire był imponujący. Ale wystąpiło tam wiele innych zespołów: Fela Kuti, The Human League, Scritti Politti

Czy czułeś się, jakbyś wyprzedzał swój czas?

Tak, ponieważ większość z tych artystów tam zagrała swój pierwszy koncert w Europie. I gościliśmy także Williama S. Burroughsa, który wtedy, w tamtym czasie był już kimś.

Jak dokładnie wyglądało spotkanie z Burroughs'em?


William był obecny tam tego samego wieczoru, co Joy Division i Cabaret Voltaire.  Ten plakat miał uczcić otwarcie tego pięknego miejsca, jakim był Plan K (o tym wieczorze więcej TUTAJ). To było naturalne, że go [Burroughs’a] zaprosiłem. Powiązania między tym miejscem a Burroughsem są dość oczywiste, więc było naturalne, że go zapraszam. Zwłaszcza, że Cabaret Voltaire i członkowie Joy Division, i my wszyscy podziwialiśmy pisarza i byliśmy  zachwyceni uczestniczeniem wydarzeniach tego wieczoru.

Czy utrzymałeś z nim kontakt tym występie, po tamtym wieczorze?

Nie, ale ponieważ byłem wtedy także dziennikarzem, miałem okazję przeprowadzić z nim po południu wywiad dla magazynu En Attendant. Zachowywał się bardzo profesjonalnie, był bardzo inspirujący. Ale to nie spowodowało żadnych dalszych kontaktów.

A z Joy Division, jaki miałeś związek?

Szybko stali się przyjaciółmi. Nadal są, jeśli chodzi o tamtą chwilę.
 
Wieczór z Fela Kuti był naprawdę imponujący. Jak ich pozyskałeś?

Otwarcie nowego miejsca w Brukseli wydawało się ekscytować ludzi. Po pierwsze dlatego, że było to wyjątkowe miejsce w tym czasie, całkowicie nowe. Ale także dlatego, że Plan K propagował prawdziwą mieszankę gatunków, z założenia wielokulturowych. Z tej właśnie perspektywy sprowadziliśmy Fela Kuti, których francuskiego agenta znaliśmy. Nie pamiętam szczególnie tego wieczoru, ale pamiętam, że wątpiłem w ich przybycie do ostatniej chwili.
 

Z jakich powodów?
 
Ich otoczenie było niezdecydowane. A potem organizacja, nie pamiętam czy ich, czy nasza, była naprawdę niepewna.

 
Czy Factory Benelux postępowało zgodnie z tymi samymi założeniami, według których działał Plan K, a mianowicie z normami dotyczącymi utrzymania i udostępnienia?

 
Factory Benelux powstała w tym samym czasie, co Plan K. W związku z tym logiczne jest, że wytwórnia mieściła się w bezpośrednim sąsiedztwie sali koncertowej. Podobnie jak w wielu innych aspektach, wszystko zostało zorganizowane bardzo naturalnie. W końcu celem było powstanie wytwórni, która pozwoliłaby nam wspomóc rozwój artystów, których kochamy.
 

Czy fakt, że brała w tym udział Annik Honoré, która miała szczególny związek ze sceną w Manchesterze, przyczynił się do rozwoju wszystkich tych projektów?

Oczywiście! Annik mieszkała wówczas w Londynie, więc była naszą forpocztą tam na miejscu. Pozwoliło to nam wyszukać wszystko, co mogłoby się wydarzyć po drugiej stronie kanału.

Czy sam też zdecydowałeś się tam pojechać? Czy pamiętasz swój pierwszy raz?

 
Po raz pierwszy pojechałem do Anglii łodzią z Ostendy do Dover, żeby kupić płytę winylową. Potem moje zamiary zmieniły się, wróciłem tam głównie po to by wziąć udział w punkowej rewolucji, by śledzić zespoły takie jak Clash, X-Ray Spex czy Siouxsie. Trzeba powiedzieć, że często podróżowaliśmy do Anglii z płytami Crépuscule, mniej więcej raz w miesiącu. Pozwoliło to utrzymać relacje i zobaczyć, jaka muzyka była tam grana.
 

Jak wyglądały relacje między Tonym Wilsonem a tobą? Wiemy, że gdy człowiek ma własną wizję przemysłu muzycznego, nie zawsze musiało być to łatwe, prawda?
 
Wręcz przeciwnie, Tony Wilson nauczył mnie wszystkiego, a jednocześnie sam cały czas angażował się tę całą przygodę, w Factory Benelux i Twilight Records. Uważam, że byliśmy blisko aż do jego śmierci. Teraz raptem przez miesiąc nie myślę o nim.

 
W Factory Benelux pierwsza produkcja to EP z Durutti Column i jedna z Section 25, dwie produkcje w oczywistej ciągłości z Factory Records. Z drugiej strony pierwsze wypusty z Twilight Discs wyraźnie koncentrują się na lokalnej brukselskiej scenie z kompilacją From Brussels With Love. Konieczne było zatem natychmiastowe rozgraniczenie oznaczeń obu tych wytwórni?

 
Tak, ponieważ Factory Benelux i Twilight Disks zostały stworzone w tym samym czasie, więc łatwo mogło dojść do zamieszania. Ważne aby podkreślić, że Factory Benelux było po prostu filią Factory Records, wydając to co wytwórnia z Manchesteru. Ponieważ Tony Wilson nie chciał produkować niczego innego ze względu na ryzyko odejścia od pierwowzoru, który ukształtował, potrzebowaliśmy stworzyć kolejną strukturę, która pozwoliłaby nam publikować bardziej osobiste i lokalne projekty. Stąd Twilight Records.
 
Skąd ta nazwa?

Wahaliśmy się pomiędzy Les Disques du Crépuscule (Płytami Zmierzchu) i Les Disques de L’Intérieur (Płytami Wnętrza). Ale głosowanie w zarządzie wyszło na korzyść pierwszej opcji. Odpowiadało to duchowi czasu, w którym królował postpunk. Dodaj do tego szarość Brukseli już zrozumiesz, wszystko wyda się oczywiste.
 

Produkcja kompilacji w Brukseli jako pierwszego odniesienia była najlepszym sposobem na narzucenie swojego wizerunku, swojego sposobu działania. Co ta kompilacja reprezentowała dla ciebie?
 
To była bardziej koncepcja niż prawdziwa chęć wrzucenia Brukseli w świat rocka. Dla nas był to najlepszy sposób aby zaprezentować artystów, których kochaliśmy. Zdajemy sobie sprawę, że takie podejście może wydawać się dość wydumane, ale nam się podobało! Będąc eklektycznymi, tworząc współistniejące radykalnie różne gatunki muzyczne, takie jak new wave i muzyka eksperymentalna, było to bardzo ekscytujące. Było to posunięcie, które miało wpływ na znak firmowy w kolejnych latach.


Numer  From Brussels With Love miał TWI 007. Czy to prawda, że było to odniesienie do Jamesa Bonda?

Tak, to było takie mrugnięcie okiem. To samo dotyczy nazwy kompilacji. W tamtym czasie to było nasze wariactwo: podobały nam się filmy o Jamesie Bondzie - no cóż, szczególnie mnie! - i chcieliśmy zrobić do tego małe odniesienie. To nie było racjonalne, to był tylko nasz pomysł.
 

Po tym pierwszym wydaniu nabrałeś zwyczaju wydawania jednej kompilacji na rok. Skąd taki rytuał?
 
Przyznaję, że nawet nie pamiętam tej tradycji... Oczywiście zaproponowaliśmy kontynuację tej pierwszej kompilacji, ale była to świąteczna płyta, taki zwyczaj, który każda wytwórnia stosowała na swój sposób w tym czasie. Każdego roku wydaliśmy kompilację, aby uczcić świąteczny sezon piosenkami tematycznymi. Artyści to lubili!
 

Podobieństwa Factory Records do Twilight Records są też widoczne na innym przedmiocie, którym jest plakat anonsujący pierwszy wieczór według projektu obmyślonego przez Benoîta Henneberta. Uznanie go za belgijskiego Petera Saville'a było zatem dość łatwe, czyż nie?
 
Tak, zwłaszcza, że jego praca jest zupełnie inna Petera. Ale oprócz tego porównania muszę przyznać, że nie było nic oryginalnego w tym, że odwołałem się do Benoîta Henneberta. Jest jednym z założycieli Twilight Records, a każda [wytwórnia] miała własnego projektanta graficznego. Było więc całkiem naturalne, że do niego zadzwoniłem, chociaż później zmieniliśmy grafika. Trzeba powiedzieć, że był bardzo, bardzo powolny...

Od kilku lat Manchester jest bardzo dumny z przeszłości, ze swojej muzycznej sceny. Czy to też jest twoja sprawka?

 
Oczywiście! Bruksela była wtedy odtwarzaczem [gramofonem]. Było wiele wytwórni, takich jak Crammed Discs, dużo naśladownictwa, dużo dziwadeł i wielu młodych hiper-innowacyjnych artystów. Należy również pamiętać, że w tym czasie w Brukseli odbywało wiele nowych koncertów - rzadkie zespoły na scenie, które po raz pierwszy wyjechały z kraju pochodzenia.
 

Dlaczego w Brukseli działo się więcej, niż gdzie indziej?

Nie wiem czy więcej. Powiedziałbym po prostu, że każde miasto ma własną specyfikę. Podobnie jak Paryż, który kiedyś stał na czele światowej muzyki i łączył różne gatunki, Bruksela znajdowała się na czele całej tej rockowej sceny. Fakt, że mieszkańcy Brukseli bardzo dobrze mówią po angielsku, pozwolił na bezpośrednie związki ze sceną angielską. Belgia jest prawdopodobnie także krajem bardziej ciekawskim niż inne. Na przykład Holandia jest znacznie mniej zainteresowana nowinkami muzycznymi.
 

Pomimo prośby, czy nigdy nie próbowałeś skompilować wszystkich tych elementów, aby wykorzystać na przeszłość?
 
Pośrednio jednak. Przyjaciel z tamtego czasu, James Nice, ponownie wydał w ostatnich latach różne produkcje Factory Records, Factory Benelux i Records of Twilight w swojej wytwórni Les Temps Modernes. Pozwala na zaktualizowanie pewnego rodzaju rocka. 

Cień i skóra, które stały się znakiem wywoławczym, nie przeszkadzały ci?
 
Nie, ponieważ cała ta estetyka jest związana z muzyką tamtych czasów. Nie oznacza to, że my i artyści byliśmy poważni lub chorobliwi. Joy Division, na przykład, pomimo swojej reputacji dark, samobójczego lub złowieszczego zespołu, byli najdowcipniejszymi facetami, jakich znałem. Może to być trudne do wyobrażenia, ale byli to bardzo weseli ludzie. Dowód, że patrzysz na etykiety, które zostały zbyt szybko doczepione.
 

Czy miałeś taki sam związek z raperami jak z zespołami post-punkowymi?
 
Nie, wcale. Trzeba powiedzieć, że wszystkie moje relacje z artystami zawsze były czysto profesjonalne, z rzadkimi wyjątkami, takimi jak te z Joy Division.
 

Czy odczuwasz tęsknotę za Twilight Disks?

Wcale nie! Nie dlatego, że żałuję tego okresu, ale dlatego, że myślenie o przeszłości nie leży w moim charakterze. Wolę patrzeć w przyszłość.


Te wszystkie wytwórnie, które istnieją dzisiaj, czy uważasz, że tworzą one jakąś szkołę?
 
Nie sądzę. Istnieje wiele interesujących firm, takich jak Ed Banger, Enterprise lub Kitsuné, ale robią wszystko po swojemu. Być może była to nasza epoka, ale nie rościmy sobie prawa do innych.


Wywiad w wersji oryginalnej: TUTAJ