Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Licht und Blindheit, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania Licht und Blindheit, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 marca 2018

Nieznane oblicze „Licht Und Blindheit” Joy Division - wydawnictwa Sordide Sentimental

Wyprodukowany przez Martina Hannetta w 1980 r. 7-calowy singiel Joy Division „Licht Und Blindheit” wyszedł w ilości zaledwie 1578 numerowanych kopii i został wyjątkowo starannie przygotowany (Wywiad z Ianem Curtisem o tym wydawnictwie TUTAJ). Na okładce umieszczono ilustrację Jean-François Jamoul a na rozkładanej wkładce wydrukowano tekst autorstwa Jean-Pierre Turmela, tłumaczony na angielski przez  Paula Bucka. J.P Turmel był założycielem Sordide Sentimental, niezależnej wytwórni z Rouen, która wydawała nisko limitowane albumy muzyczne w wyjątkowo wysmakowanej, ekskluzywnej formie, zawsze ze starannie dobraną okładką i oryginalnym tekstem. 

W dość długim eseju dołączony do płyty Joy Division, JP Turmel wykłada swoje estetyczne rozważania na temat roli i znaczenia sztuki scenicznej, podnosząc koncert muzyki rockowej do rangi przeżycia mistycznego, w czasie którego muzyk, a wraz z nim słuchacze, przeżywają ekstazę porównywalną ze spełnieniem seksualnym. Pisze m. in. „Wydarzenie na scenie to coś więcej niż show. Intensywna wiązka reflektorowa izoluje sylwetkę, utrwala się w przestrzeni i anuluje czas. Oślepiony i oszołomiony przez chwilę, oświetlony wokalista nie dostrzega już granic otaczającej go sali. Echo bijącego rytmu serca niesie obietnicę możliwego milczenia, wzmacnia przytłaczające wrażenie wewnętrznego poszukiwania, echa grot i zimnych katedr, echa nieskończonego kosmosu.”
 
Turmel przyrównuje sylwetkę oświetlonego w gęstym mroku, bladego wokalisty, z barokową rzymską rzeźbą Berniniego (1598-1680) "Ekstaza św. Teresy". Ekstatyczny stan w jakim wyobrażono młodą kobietę omdlewającą od przebicia strzałą przez Anioła, od początku powstania dzieła tłumaczono doznanym doświadczeniem mistycznym, powodującym uniesienie kobiety tak wielkie że oddać je może tylko orgazm. Często cytowane są przy różnych okazjach słowa Turmela o tej marmurowej rzeźbie, że „Ukazuje ona światło ostre, zrobione ze złotego metalu, a święta w ekstatycznym stanie bliska omdlenia ma na wpół przymknięte oczy (ten szczegół jest ważny)... To jest jak uciążliwa agonia, przedłużanie i tłumaczenie męczeństwa świętego Sebastiana: marmur, upiornie blady, ustawia ciało w określonym momencie, między ciałem i duchem, tuż przed zniknięciem namacalnego i odlotem duszy. Iluminacja, w dosłownym i mistycznym znaczeniu tego terminu. Ekstremalna bladość pożądanej śmierci w momencie przejścia do nieśmiertelności. Chłód wyrzeczenia się, namacalnego, będącego antycypacją bytu nieskończonego, ponadczasowego, absolutnego i nieodwracalnego. Ale co jest wewnątrz, jaka rzeczywistość kryje się w głębi wypolerowanego lica?”.
 
Ta metafora dowodzi jak bardzo Turmel był zafascynowany wokalistą Joy Division. Po latach w udzielonym wywiadzie opowiedział o okolicznościach spotkania z grupą [cały wywiad JP Turmela TUTAJ]. Było to 18 grudnia 1979 r. Paryżu, po koncercie zespołu w Bain Douches. Spotkanie nastąpiło w małym pokoju hotelowym. Wydawca nie był w dobrej kondycji, przeżywał bowiem stan swojego przyjaciela Danny Dupic’s, fotografa wytwórni, który był w ostatnim stadium choroby raka. Nie zważając na swoje położenie, Danny podczas koncertu robił zdjęcia muzykom. Turmel przypomniał, że mimo to Ian Curtis zrobił na nim ogromne wrażenie. Po wielu latach pamiętał jego bardzo bladą twarz, potwierdzającej wyobrażenia o Ianie nabyte podczas wcześniejszego słuchania albumu „Unknown Pleasures”. Pamiętał też uczucie absurdu, gdy obserwował rozmowę chorego przyjaciela z Ianem. 


Niezwykłość, której doznał podczas koncertu i następująca po nim ta jedna rozmowa, spowodowała, że uznał zespół za wyjątkowy. Za grupę, która nie tylko wyznaczyła nowy gatunek muzyczny, lecz stała się emanacją kolejnej odmiany współczesnej cywilizacji. Nie do końca jednak potrafił jeszcze wyjaśnić na czym ta nowa forma cywilizacji miałaby polegać. Stwierdził, tylko że „Joy Division wykracza poza prostą rozrywkę, aby ponownie zapisać muzycznie światy półmroku i intensywność ekstazy. Czasami pojawiają się rozczarowane lub nostalgiczne akcenty, ponieważ eksperyment jest wielopostaciowy, a jego złożoność nie może przełożyć się na koncepcję. Muzyka staje na skrzyżowaniu świetlistych i mrocznych światów, między ciszą a okrzykiem, jest pomostem między przeszłością a teraźniejszością mistycznego symbolizmu. Klucz do koncertów rockowych (czy słowo "rock" [skała] samo w sobie nie odnosi się do podziemnego świata?) leży we współczesnych rytuałach, które obecnie widzimy jedynie w aspekcie rozrywkowym lub socjologicznym.”
 
Czy Turmel przesadzał? Czy rzeczywiście dotknął istoty gatunku muzycznego zapoczątkowanego przez JD, a może jeszcze czegoś ważniejszego?


niedziela, 18 marca 2018

Wędrowiec przed morzem mgły - czyli raz jeszcze o unikalnym singlu Joy Division „Licht Und Blindheit”

Warto powrócić jeszcze raz do okładki  singla Joy Division „Licht Und Blindheit” wydanego w 1980 r., (więcej o nim TUTAJ). Ilustracja na niej namalowana przez Jean-François Jamoul (1926-2002) wyobraża przepaść w górach wypełnioną nisko płożącymi się tumanami mgły, na której krawędzi, na pierwszym planie, stoi odwrócona postać mnicha. Obraz nawiązuje do dzieła Caspara Davida Friedricha, czołowego niemieckiego romantyka, które stało się swoistym znakiem rozpoznawczym malarstwa okresu romantyzmu. Jest na nim samotny mężczyzna stojący nad przepaścią przesłoniętą mgłą. Tytuł obrazu „Wędrowiec przed morzem mgły” wyjaśnia jego sens. Wędrowiec, czy pielgrzym lub przechodzień, od średniowiecza jest postacią alegoryczną symbolizującą podróż egzystencjalną, w której to co najważniejsze „jest niewidoczne dla oczu.” U Friedricha metafizyczne doznania Wędrowca ucieleśnia mgła i delikatnie podświetlone chmury. Mężczyzna na obrazie kontempluje piękno przyrody i jej potęgę, a wewnętrzną wrażliwością podatną na te doznania, dowodzi wspaniałości natury ludzkiej. Poza, jaką przybiera, zachęca nas, widzów, abyśmy nie przyglądali się jemu, ale podążali wzrokiem tam gdzie on patrzy, czyli ku światu idei. 

U Jamoula człowiek stojący na przeciw sił natury jest jeszcze bardziej niedookreślony. Ubrany w brązowy habit z głową zasłoniętą kapturem jest dla nas anonimowy i nieznany. Samotnie stojąc nad brzegiem urwiska, symbolizuje samotność każdego człowieka przemierzającego życie, który nie potrafi jednak oprzeć się otaczającemu go pięknu. W doznaniu estetycznym wędrowiec znajduje siłę, która pomaga mu poznać samego siebie. Przekaz, który płynie z ilustracji ma nas przekonać, że kluczem do ludzkiej duszy, do najgłębszych warstw własnej istoty, jest tylko dogłębne poznawanie otaczającej natury.
 
Wewnątrz okładki znajduje się druga ilustracja. Jest to collage, na którym widzimy samotną postać ludzką, również uchwyconą od tyłu, schodzącą w głąb ziemi. Do ilustracji wykorzystano zdjęcie oświetlonej lampami liniowymi stacji Lancaster Gate, wykonane przez Antoniego Corbijna współpracującego Joy Division. Również postać na tej ilustracji jest odwrócona do widza tyłem i na naszych oczach samotnie opuszcza scenę życia…


Motyw postaci w habitach pojawił się jeszcze raz w materiałach związanych z Joy Division, na ich oficjalnym teledysku do utworu Atmosphere. Wideoklip reżyserował Anton Corbijn. Przedstawia powtarzające się sekwencje maszerujących postaci ubranych w białe i czarne habity, z kapturami nasuniętymi na głowy. Pomimo ich zwielokrotnienia nie da się zauważyć jakiejkolwiek interakcji między nimi. Wręcz przeciwnie, każdy z nich idąc obok innych pozostaje sam. Komentarzem odkrywającym znaczenie tych tajemniczych postaci mogą być słowa Jean Pierre Turmela z eseju dołączonym do płyty, w którym postanowił wyjaśnić naturę wpływu jaki miała na niego grupa Joy Division: "w sercu codziennego poczucia winy i cierpienia, w tych samych kręgach przekraczania przeciętności, znajdują się dwa klucze do drzwi wewnętrznych światów." Lecz to wytłumaczenie nie zadawala, bo jest na tyle poetyckie, że niezrozumiałe. Niewątpliwie, na wyrazisty wizerunek zespołu złożyły się obok ich muzyki, przede wszystkim skojarzenia budowane przez ich formę sceniczną, a także w dużej mierze przez ich zdjęcia i okładki płyt, bo nie każdy mógł zobaczyć zespół na żywo. Na ich odbiór niewątpliwy wpływ miał Anton Corbijn. Posługiwał się czarno-białą fotografią, surową w wyrazie, jakby spontanicznie wykonaną. Ten melancholijny fotograf, dla którego jak sam mówił „najwierniejszym przyjacielem była samotność”, wykreował Joy Division na grupę mroczną i niedostępną dla fanów. Dla zobrazowania tego wizerunku użył symbolicznej postaci mnicha, od zawsze reprezentującej poświęcenie, ascezę oraz izolację, a jednocześnie - dążenie do poznania mądrości.
Wydaje się, że Ian Curtis dobrze rozumiał rolę i znaczenie wyrazistego obrazu grupy (o omawianym wydawnictwie mówił TUTAJ). Dlatego jego teksty i sceniczny wizerunek budziły emocje, podobnie jak czytane przez niego książki budowały jego emocje i pomagały tworzyć teksty piosenek. Może dlatego od razu zaakceptował proponowaną okładkę singla Sordide Sentimental, która odwoływała się do powstającej już wtedy wśród fanów zespołu romantycznej legendy, wyrosłej ze skojarzeń zaczerpniętych z literatury romantycznej i science-fiction. Przypuszczenia te nie są jedynie spekulacją, bo szczerze o udziale I. Curtisa w kreowaniu siebie i grupy na wzór bohaterów okresu romantyzmu wspomina JP Turmel (TUTAJ)  Zauważył on podczas spotkania z Ianem Curtisem, że był on blady, małomówny, o nieśmiałych, jasnych oczach i doskonale ucieleśnił jego wyobrażenia o sobie powstałe podczas słuchania płyt zespołu. Wrażenie pozostało pozytywne szczególnie po tym, gdy Ian zaakceptował ilustrację J.F. Jamoula a nawet wyraził chęć jej kupna. Wynika z tego, że pomimo nowoczesnego brzmienia grupa bazowała w warstwie wizerunkowej na skojarzeniach dotykających okresu romantyzmu.

sobota, 15 sierpnia 2020

Joy Division „Licht Und Blindheit” - w labiryncie wieczności

Wydarzenie na scenie to coś więcej niż spektakl. Intensywne światło punktowe izoluje sylwetkę, utrwala ją w przestrzeni i unieważnia czas. Oślepiony i przez chwilę oniemiały, oświetlony śpiewak nie dostrzega już granic otaczającego go pokoju. Echo w sercu przypadkowej ciszy wzmacnia przytłaczające wrażenie podziemnej wyprawy. Echa grot i zimnych katedr, echa nieskończonego kosmosu. Kategorie udręki mają tendencję do zlewania się ze sobą: ucisk głębi i zamknięcie budzą lęk przed pustką, korytarze królestwa umarłych reagują w głębi nas samych jak idea nieskończoności.

Ten spektakl jest rytuałem, nieskończenie rozpaczliwą samotnością.
 

Dreszcz… Te kilka sekund wolnych od wibracji to wieczność. W nich kondensuje się głębia wewnętrznych refleksji, pogrzebowa eksploracja mrocznych labiryntów, z których pewny jest tylko wyjątkowy i nieodwracalny koniec. Czy muzyka byłaby tylko interpunkcją i akcentowaniem, czymś w rodzaju ramy wykutej z absolutnej ciszy, poszukiwanej w tajemnicy?
 
Powyższy tekst autorstwa Jean-Pierre Turmela został przetłumaczony na angielski przez  Paula Bucka i wydrukowany na wkładce do 7-calowego singla Joy Division „Licht Und Blindheit” wydanego we francuskiej wytwórni Sordide Sentimental z Rouen (opisaliśmy go TUTAJ). 

Należąca do Turmela firma emitowała nisko limitowane albumy muzyczne w wyjątkowo wysmakowanej, ekskluzywnej formie, zawsze ze starannie dobraną okładką i oryginalnym tekstem. Po wielu latach, Jean-Pierr Turmele w udzielonym wywiadzie dla francuskiego magazynu Les Inrockuptibles (nr 225, 22 grudnia 1999 LINK) dopowiedział szczegóły dotyczące historycznego singla: Sam wykonałem czarno-biały kolaż wzbogacony tuszem i węglem drzewnym, na temat promieni świetlnych słabo oświetlających przepaści, podziemne piekła, wewnętrzne labirynty i ukryte w nich niebezpieczeństwa.


Powtórzmy jeszcze raz ostatnie słowa: podziemne piekła, wewnętrzne labirynty i ukryte w nich niebezpieczeństwa. Czyż nie jest to sens poezji Iana Curtisa? Kluczowe znaczenie ma w tej metaforze odniesienie do labiryntu.

Słowo labirynt pochodzi z greki. Labyrinthos oznaczał w starożytności duży budynek ze skomplikowanymi podziemnymi przejściami. Po łacinie zaś labirynt odwoływał się do domus deadali, Dom Dedala, który także odnosił się do mitycznego labiryntu, antycznego mitu, według którego król Krety Minos skonstruował budowlę o systemie skomplikowanych korytarzy, w którym umieścił potomka swojej żony i byka Minotaura. Powstały potwór o ciele mężczyzny z głową byka pożerał tych, którzy przyszli do niego i zakłócili mu spokój. Klasyczny kreteński labirynt był strukturą, w której jedna kręta ścieżka nieuchronnie prowadziła do centrum, gdzie czyhało niebezpieczeństwo (Minotaur według starożytnych przekazów był zwykle umieszczany w jego środku).

Niewątpliwie, od początku ta konstrukcja miała znaczenie symboliczne. Zdaniem semiotyka Umberto Eco, labirynt jest pełen alternatyw, dlatego wszystkie jego ścieżki są ślepe, za wyjątkiem jednej, tej prowadzącej do celu.  (Umberto Eco From The Tree To The Labyrinth, Harvard 2014, s. 52–53). Zauważa on także, iż labirynt jest niczym sieć, w której każde skrzyżowanie łączy się z innymi. Znaczenie owej symboliki jest niejednoznaczne i dość sprzeczne. Najczęściej labirynt interpretuje się go jako obraz poszukiwania duchowego centrum, dążenia do samopoznania. W tym sensie jego obraz pojawiał się na posadzkach gotyckich katedr (najbardziej znany jest w Chartres).



Jednak współcześnie strach przed Minotaurem został zastąpiony strachem przed zagubieniem się. A wejście w labirynt oznacza nie tyle zmaganie się z własną niewiedzą, co totalnie ogarniające  człowieka  poczucie izolacji, wyobcowania i samotności. W labiryncie wprawdzie jest się wolnym, zwłaszcza w wyborze ścieżki, lecz boleśnie i ostatecznie samotnym. Wyizolowanym… Czy nie o tym są ostatnie utwory Iana Curtisa, Isolation i Colony, o których pisaliśmy TUTAJ? 

Kwintesencją tych znaczeń są zdjęcia Antona Corbijna, przedstawiające zespół wchodzący do podziemnego przejścia londyńskiego metra… (LINK). 



Trzej muzycy spoglądają bezrefleksyjnie w głąb korytarza i zaraz pewnie zbiegną po schodach, lecz na jednym ze zdjęć Ian Curtis stoi lekko z boku, oglądają się w tył, jakby się wahał…

I w końcu wszedł w labirynt, taki z którego nie ma już wyjścia...

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 19 maja 2019

Z mojej płytoteki: Licht und Blindheit Joy Division - legendarne wydawnictwo Sordide Sentimental

O legendarnym wydawnictwie Joy Division Sordide Sentimental napisaliśmy już chyba wszystko, choć sam minialbum nie był jeszcze w tym dziale prezentowany. Dzisiaj nadrabimay zaległości.  

Ian Curtis w swoim ostatnim wywiadzie wspominał  Licht und Blindheit z którego był bardzo (TUTAJ). Wydawnictwo rozdawane za darmo przy metrze w Londynie (zresztą zdjęcia Corbijna były robione na jednej ze stacji) dzisiaj na aukcjach osiąga niesamowite ceny..

U nas oczywiście przedstawiamy wznowienie, ale równie pięknie wydane, z zachowaniem wszystkich detali z epoki, włącznie z reklamą.
Jest jednak zasadnicza różnica, wznowienia są wydawane na kolorowych, przejrzystych winylach.. 

Resztę opisaliśmy w detalach TUTAJ i TUTAJ.

Dzisiaj, dzień po kolejnej rocznicy śmierci Iana Curtisa, ostatniej legendy rocka, postanowiliśmy być bardziej wyciszeni. 

Niech tego dnia zawładnie nami refleksja nad przemijaniem. Pomyślmy na tym, że kiedyś  przyjdzie nasza kolej.

By odejść w ciszy... 












Jutro wracamy z regularnym wpisem. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy post - tego nie znajdziecie w mainstreamie.  

poniedziałek, 10 lutego 2020

Isolations News 75: Joy Division na aukcji - nieznane zdjęcie zespołu, nowy album Smashing Pumpkins, David Gleave wystawia w Manchesterze, Antipole koncertuje, Tool i Zenek Martyniuk w Matrixie, Belive na winylu, Czas Ołowiu dotknął Romualda Lipko

Na aukcji jest do kupienia oryginał singla Joy Division - Licht und Blindheit, za jedyne ok. 5 K PLN. I pomyśleć że Rob wciskał to ludziom przy wejściu do metra w Londynie a ci wywalali do kosza. O albumiku pisaliśmy TUTAJ. Aukcja jest TUTAJ.

Skoro mowa o Joy Division to cały czas wypływają ich nowe zdjęcia. To powyżej jest autorstwa Francois Lagarde i zostało zrobione 16 października 1979 roku w klubie Plan K  (LINK). Warto zobaczyć TUTAJ - gdzie sam  Phlippe Carly opisał specjalnie dla nas swój album z innymi zdjęciami  z tego samego wydarzenia.

Skoro Joy Division to Factory i Manchester, a tutaj fotograf David Gleave zaprasza w dniach od 7 do 21 lutego na swoją pierwszą, indywidualną wystawę w Cass Art przy Oldham Street. Pokaże na niej zdjęcia z pierwszych sześciu lat działalności artystycznej, czyli od zdjęć Viniego Reillyego wykonanych w jego domu w Didsbury, do dnia dzisiejszego. Więcej TUTAJ.
Powiało chłodem, a skoro tak to warto zapowiedzieć występ naszego przyjaciela Karla Morten Dahla i jego Antipole, z którymi rozmawialiśmy TUTAJ. Całość czyli Antipole, The Snake Corps i The Pink Diamond Revue w Brighton 30.05.2020. Więcej TUTAJ.


Podobne nostalgiczne klimaty czyli Seven Windows - ostatni album Belive pojawi się w kwietniu w wersji analogowej. Przedsprzedaż drogą mailową management@believeprog.pl - decyduje kolejność zgłoszeń. Na specjalne życzenie płyty mogą zostać podpisane przez członków zespołu. Jest nieźle - nasza recenzja już niedługo.

Nieco cięższe brzmienia - Billy Corgan potwierdził, że The Smashing Pumpkins wyda w tym roku nowy, podwójny album (LINK). Ma się na nim znaleźć 21 utworów. Czy będą tam takie rarytasy?

Do kapeli wrócił James, ale nie ma D'Arcy... Zobaczymy.


Skoro ciężej, to każdy, kto chciałby kiedyś ułożyć zespół Tool z klocków Lego, niech zagłosuje na to na stronie firmy (TUTAJ). Potrzeba 10 K głosów. Ciekawe ile byłoby potrzeba na Zenka  Martyniuka z klocków Lego? 


To dopiero byłby Matrix...


Skoro o kultowym filmie mowa, to Keanu Reeves na Twitterze pokazał zdjęcia z planu Matrixa 4...  (LINK). Zenka na nich nie ma, ale ponoć prezes telewizji mocno zabiega.
Na koniec smutna wiadomość. Chociaż nie był z naszej bajki napiszemy o nim, bo miał w dorobku kilka utworów klimatem mieszczących się w atmosferze naszego bloga. 

Zmarł Romuald Lipko - jeden z najwybitniejszych polskich kompozytorów. W klimacie naszego bloga na pewno mieści się ta piosenka:


Słuchaj, to jest zwyczajne świństwo
Tak się nie mówi "do widzenia"
Nie można wyjść ot, tak
W połowie snu i w pół marzenia
Jeszcze wiruje Twoja płyta
Jeszcze się Tobą ekran pali
Pod zimnym światłem gwiazd
Jak ciężko żyć tym, co zostali...


Romku L. - proszę pozdrowić od nas Jurka Janiszewskiego (LINK)...   


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

niedziela, 6 maja 2018

Z mojej płytoteki: GRUFTGESAENGE - najbardziej znany bootleg Joy Division

Istnieje wiele informacji w Internecie na temat bootlegu Joy Division, Gruftgesaenge (Śpiewy z krypty) wydanego w 1981 roku w Niemczech (omawiane dziś wydanie zostało zakupione około roku 2002). Ponoć tylko pierwsze tłoczenie było oryginałem bootlegu (oksymoron?), a kolejne pochodzą z nielegalnych kopii. Ważne jest jednak to, że płyta do dziś uchodzi za najbardziej znany bootleg zespołu. W dodatku jeden z pierwszych wydanych po śmierci Iana Curtisa. Okładka przedstawia podkolorowane, słynne zdjęcie zespołu autorstwa Antona Corbijna, z 1980 roku z londyńskiego metra. Wykorzystano je w oficjalnym limitowanym wydawnictwie Licht und Blindheit wydawnictwa Sordide Sentimental  o którym pisaliśmy TUTAJ i TUTAJ. 



Na drugiej stronie okładki zdjęcia Iana Curtisa, tracklista i kilka dodatkowych informacji. Wydawnictwo nazywa się Demokrazie Muzik i jest typowym wydawnictwem krzak.


Najbardziej interesującym fragmentem płyty są koncertowe nagrania z klubu Paradiso w Amsterdamie (11.01.1980), pochodzące z innego źródła, niż dotychczas istniejące. 

    
Zabawna jest sugestia ceny na drugiej  stronie okładki. Maksymalna cena tej płyty to 7.50 Funtów GBP /18 USD/ w trzech językach, angielskim, niemieckim i francuskim. Dzisiaj jednak bootleg osiąga dość wysokie ceny na eBayu.


Ciekawostką jest fakt niewytłoczenia piosenki Shadowplay, mimo że jest zawarta na liście utworów. 


Tracklista:

STRONA DNIA:

Passover
Wilderness
Digital
Day Of The Lords

Insight
New Dawn Fades
Disorder

STRONA NOCY:
 
Transmission
Love Will Tear Us Apart
These Days
A Means To An End
Twenty Four Hours
Shadowplay

STRONA ŚWIATŁA:

She's Lost Control
Atrocity Exhibition
(Live z Paradiso)
Atmosphere
Dead Souls
Komakino
 

ŚLEPA STRONA:

Incubation I (Incubation)
Incubation II (As You Said)
Digital
Glass
(Nagrania demo z 1978 roku)
Komakino
Incubation I & II
(Factory flexi disc 1980)


No i ta dedykacja dla Josefa Ertla. Z nieznanych bliżej przyczyn, uczyniono ją na drugiej stronie okładki. Ertl był niemieckim ministrem rolnictwa, zginął w wypadku, po wcześniejszym ugodzeniu przez byka.  Dlaczego jemu dedykowano bootleg? Ktoś, coś?

piątek, 20 kwietnia 2018

Z mojej płytoteki: Unikalna wersja płyty Love Will Tear Us Apart, Joy Division

W tym wątku prezentuję płyty z własnej kolekcji, wydawnictwa nie tylko oficjalne i znane ale także bootlegi. Dzisiaj znana piosenka, bowiem największy hit Joy Division pt. Love will tear us apart ale wydany wiele lat później bowiem w roku 2011 przez wytwórnię MiruMir z USA.  Płyta ukazała się w serii Vinyl Lovers i zawiera 6 utworów:

Love Will Tear us Apart - wersja oryginalna z singla

Transmission - wersja z debiutanckiego singla Joy Division
 
Love Will Tear us Apart - wersja radiowa miksowana przez Dona Gehmana

These Days - z oryginalnego singla Love Will Tear us Apart
 
Atmosphere - wersja remiksowana przez Martina Hannetta z singla Licht Und Blindheit który opisywaliśmy (TUTAJ i TUTAJ) 

Love Will Tear us Apart - remix Arthura Bakera. Artur Baker to amerykański producent i DJ współpracujący między innymi z New Order.

Płyta jest bardzo atrakcyjnie wydana, choć moim zdaniem dość mało praktycznie. Poniżej zdjęcia - wszystko jest całkowicie przejrzyste zarówno winyl jak i obwoluta (pierwsze zdjęcie zrobiłem pod światło - płyta na prawdę wygląda doskonale). 


Na obwolucie motyw anioła ze zdjęcia Bernarda Pierre Wolffa ukazującego grób rodziny Ribaudo (z genueńskiego cmentarza), autorstwa włoskiego rzeźbiarza Onorato Toso (ok. 1910 r.) (opisywaliśmy to TUTAJ). Winyl zawiera dwie strony rozróżnione naklejkami po środku: białą i czarną. 



Teraz kilka słów o wadach: mimo atrakcyjnego wyglądu i dość wysokiej ceny  (na Ebay to 23 USD, cena w zasadzie jak u producenta) jakiś za przeproszeniem, kretyn, chciał pogodzić ze sobą plastikową obwolutę i winylową płytę. Zjawisko elektryzacji jest omawiane w programie szkół średnich... Ów efekt powoduje że muzyka (a zakupiłem nową płytę w sklepie za granicą) jest dość średniej jakości, bo słychać trzaski. Ja wiem że są płyny antyelektrostatyczne itd itp.




Płytę można zakupić bezpośrednio od producenta TUTAJ.

czwartek, 28 maja 2020

Caspar David Friedrich: rewolucjonista malarstwa pejzażowego

Caspar David Friedrich zmienił oblicze malarstwa pejzażowego. Intensywnie emocjonalny stosunek do natury, który widzimy w jego twórczości czymś nowym i stał się kluczowym dla sformułowania idei nurtu romantycznego, pisaliśmy o tym już kiedyś (TUTAJ), lecz ze względu na wpływ, czy punkty styczne w pojmowaniu zadań jakie stoją przed artystą, zauważalne także w muzyce new wave, każą nam ponownie przyjrzeć się jego obrazom.
 
W przeciwieństwie do większości artystów Caspar David Friedrich nie inspirował się mistrzami wcześniejszych wieków.  To pozwoliło mu zupełnie inaczej spojrzeć na krajobraz. Zwykły las, plaża, ba nawet drzewo nabiera u niego głębszego znaczenia, symboliki i treści. Ten sposób pojmowania otaczającej malarza rzeczywistości fascynował – wprawdzie niewielu – lecz za to czołowych artystów. Jednym z nich był Edvard Munch znany głównie dzięki obrazowi Krzyk (1893) (pisaliśmy o nim TUTAJ) który wydaje się być odpowiedzią na obraz Friedricha: Wędrowiec przez morze mgły, zwłaszcza, gdy przywołamy oryginalny tytuł niemiecki: Der Schrei der Natur  (Krzyk natury).  Krzyk Muncha uważany jest za dzieło wyrażające klaustrofobiczne odczucia artysty, które znamy z zapisków malarza: Szedłem ścieżką z dwoma przyjaciółmi - słońce zachodziło - nagle niebo zrobiło się krwistoczerwone - zatrzymałem się, byłem tak wyczerpany, że oparłem o płot - nad błękitem była krew i języki ognia - czarny fiord i miasto – moi przyjaciele szli a ja tam stałem drżąc z niepokoju - i wyczułem nieskończony krzyk przechodzący przez naturę. Jest to dokładnie to samo, co chciał przekazać nam Friedrich – moment przerażenia i osamotnienia w obliczu potęgi natury. Jedno co różni oba obrazy (poza stylistyką) to ostateczna konkluzja. Wędrowiec w przeciwieństwie do Krzyku wyzwala. Zrozumiał to doskonale Adolf Hitler, który widział w Wędrowcu apologię siebie, bądź narodu niemieckiego…

Inny obraz Caspara D. Friedricha, który chcemy ponownie pokazać naszym czytelnikom to Wapienne klify Rugii (Chalk Cliffs on Rugen) przechowywane w zbiorach Stiftung Oskar Reinhart w Winterthur w Szwajcarii. Skaliste brzegi na nim pochodzą z niemieckiej wyspy położonej na Morzu Bałtyckim. Obraz jest zapierającym dech w piersiach ujęciem niekończącego się horyzontu, który wabi widzów aby podeszli na skraj urwiska. Został namalowany na pamiątkę miesiąca miodowego artysty. Jest na nim malarz, jego żona Caroline i jego brat Christian.  Caroline pochyla się ostrożnie nad przepaścią, trzymając się kurczowo rosnącego nieopodal krzaczka i wskazuje coś, co widzi u dołu. Christian pewnie stoi wyżej jakby ufając, iż młode drzewo rosnące przed nim powstrzyma upadek. Najbardziej znaczącą i intrygującą postacią jest Friedrich. Uklęknął na ziemi, aby dokładnie zobaczyć to co  przykuło uwagę jego żony. Zdaje sobie sprawę z ryzyka, więc zdjął kapelusz kładąc go obok...

Dzięki śmiałej kompozycji Friedrichowi udało się stworzyć wizualną kombinację dwóch skrajności: głębokiego wąwozu z widokiem na morze i jednocześnie niekończącego się horyzontu. Obraz ten jest paralelą innego dzieła Friedricha: Wędrowca przed morzem mgły, który znalazł się na okładce unikalnego singla Joy Division „Licht Und Blindheit” (TUTAJ) i (TUTAJ). O ile jednak tam malarz składa hołd samotności, która pozawala mu na adorację piękna natury, tutaj do podziwu nad pejzażem skłania go bliska mu osoba.


Tyle na razie o obrazach Caspara Davida Friedricha… Zachęcamy jednak do samodzielnego spojrzenia na inne jego dzieła, bo są one tymi nielicznymi, w których krajobraz ma dwóch widzów – tego na obrazie i tego przed nim. Czy nie tak również jest z piosenkami śpiewanymi przez Iana Curtisa? Z jednej strony wyrażają one emocje wokalisty, a z drugiej są katalizatorem emocji widza.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.