Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 maja 2024

Czy grób Bolesława Chrobrego jest pusty?

Za rok będziemy obchodzić wielką rocznicę koronacji pierwszego polskiego króla Bolesława Chrobrego. Przy tej okazji odżyje zapewne sprawa królewskich szczątków. Według tradycji powinny spoczywać w sarkofagu, złotej kaplicy w poznańskiej katedrze, ale czy tak rzeczywiście jest? Podobno grób władcy jest pusty…  Za to na pewno pojedyncze szczątki Chrobrego (dokładnie kawałek czaszki i kilka kręgów) przechowywane są w Muzeum Czartoryskich w Krakowie, gdzie trafiły w 2 poł. XIX wieku.


Ale może od początku: Bolesław Chrobry zmarł 17 czerwca 1025 roku, krótko po koronacji, co dokładnie potwierdzają dwa źródła: czeski Kosmas oraz Nekrolog luneburski. Monarcha został pochowany w katedrze poznańskiej, w jej nawie głównej. Ale w połowie XIV stulecia z polecenia króla Kazimierza Wielkiego szczątki przeniesiono do nowego sarkofagu.


W 1736 roku nawiedziła Poznań powódź, która wdarła się także do katedry i zalała nagrobek. Po ustąpieniu wód tumbę otwarto. Jak zapisano pod datą 1744 w Kronice Jezuitów Poznańskich wewnątrz znaleziono trzy trumienki, które kronikarz zinterpretował jako trumienki króla, królowej i syna. Ale w dokumentach źródłowych wspomniano wtedy jedynie o prochach Chrobrego. Po od szlamowaniu wnętrza tumby i odprawieniu egzekwii umieszczono znalezione szczątki w nowej trumience ze szkłem. Między rokiem 1755 a 1766 nagrobek Chrobrego został usunięty z nawy głównej, co z niesmakiem zauważył Julian Ursyn Niemcewicz, który zapisał co stało się z jego reliktami:  gdy budowano most na rzece Cybinie (...) przez niesłychaną i niedarowaną nigdy obojętność z innymi kamieniami i ten grób wmurowano w słupy mostowe. Zdaje się, że same rzeki tej nurty (...) zniosły ten most, a z nim i grób Bolesława w toniach swych pogrążyły. Proponował zresztą, by nająć nurków, którzy odnaleźliby fragmenty starego nagrobka. W 1790 roku doszło do pożaru katedry, w czasie którego zawaliła się wieża, miażdżąc nagrobek. To co wyjęto z sarkofagu zdeponowano wtedy w katedralnym kapitularzu. A dziesięć lat później, w 1801 roku w Poznaniu gościł Tadeusz Czacki, działacz oświatowy, historyk, współzałożyciel Komisji Edukacji Narodowej, założyciel Liceum Krzemienieckiego ogólnie osoba bywała. Pozyskał on od kapituły poznańskiej do swoich zbiorów kawałki kości króla, które potem darował  Izabeli Czartoryskiej oraz biskupowi Janowi Pawłowi Woroniczowi. Czacki w rodowym majątku w Porycku założył coś w rodzaju muzeum pamiątek narodowych i tam także miał odrobinę kości z ciała Chrobrego.



W latach 1835-1837 przy katedrze poznańskiej wzniesiono Złotą Kaplicę, dzieło architekta Franciszka Marii Lanciego, w której ustawiono sarkofagi z szczątkami i posągi pierwszych władców. Niemniej nie ma pewności, czy to co włożono urny było faktycznie szczątkami po Mieszku I i Bolesławie Chrobrym. Prowadzone w katedrze badania archeologiczne przyniosły efekty w postaci dwóch pustych jam grobowych, które zinterpretowano jako pozostałości po pierwotnych pochówkach księcia i króla.


Zbliżająca się rocznica przyczyniła się za to do zintensyfikowania prac nad ustaleniem DNA Piastów, a wszystko po to, aby potwierdzić autentyczność reliktów po Chrobrym i innych władcach z tej dynastii oraz przywrócić im tożsamość. W tym celu powołano w 2014 roku w Poznaniu  Centrum Archeogenomiki, współtworzony przez Instytut Chemii Bioorganicznej PAN oraz Wydziały Historii i Biologii UAM, które realizują projekt badawczy pod nazwą: Dynastia i społeczeństwo państwa Piastów w świetle zintegrowanych badań historycznych, antropologicznych i genomicznych. Zespołem kieruje dr Anna Juras, która osobiście pobierała próbki z kości według podań należących do Chrobrego (LINK).

Czy uda się do wielkich obchodów określić gdzie są prawdziwe, nie budzące wątpliwości szczątki naszego pierwszego króla? Czy też i te relikwie przeszłości zostały zaprzepaszczone? W ciągu tego roku otrzymamy odpowiedź na te pytania. Bo prace naukowe dobiegają końca i podobno ich efekty będą spektakularne… (LINK). 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 3 lutego 2024

Czy są historyczne dowody na istnienie brytyjskiego króla zwanego Arturem?

Czy król Artur żył naprawdę czy jest tylko mitem? Prawie każdy słyszał historie o królu Arturze: o jego mieczu w kamieniu, rycerzach okrągłego stołu, jego zamku Camelot… Ale czy tak naprawdę są historyczne dowody na istnienie brytyjskiego króla zwanego Arturem?

Artur rzekomo rządził gdzieś pod koniec V lub na początku VI wieku i walczył z Sasami. Jednak pierwsza wzmianka o wojowniku imieniem Artur pojawia się 300-400 lat później, kiedy w 829 roku walijski mnich nazwał tak wodza walczącego u boku królów brytyjskich. Więcej faktów podały Annales Cambriae, kroniki historii Walii spisane w X wieku, gdzie kilkakrotnie wspomina się o Arturze. Kroniki odnotowują bitwę pod Badon jako wydarzenie historyczne, które miało miejsce w roku 516, ale wspominają także o innych bitwach, w których brał udział Artur. Najbardziej znanym opracowaniem gdzie jest mowa o królu Arturze jest Historia królów Wielkiej Brytanii Geoffreya z Monmouth, napisana w XII wieku. W tej pracy Artur jest przedstawiany jako potężny władca, który podbija większą część Anglii a okres jego rządów to wiek rycerskości i honoru. Twórczość Geoffreya z Monmouth wywarła ogromny wpływ na ukształtowanie legendy arturiańskiej, a wiele kluczowych elementów tej opowieści, takich jak Camelot i Okrągły Stół, wywodzi się z jego pracy.
 

Stamtąd bierze swój początek tradycja Avalon, miejsca śmierci i ostatecznego spoczynku króla Artura, opisywanego przez Geoffreya z Monmouth jako wyspa, co jest zgodne z ówczesnymi zwyczajami. Celtowie tradycyjnie chowali swoich zmarłych na wyspach. Avalon zostało później zidentyfikowane jako opactwo Glastonbury, za którego lokalizacją przemawiało położenie klasztoru.  Glastonbury było otoczone bagnami, które często były pokryte wodą, więc miejsce to mogło wyglądać jak wyspa. Kościół w Glastonbury ma bardzo starą metrykę, był jednym z pierwszych kościołów w Anglii, według legendy jego budowę zapoczątkował Józef z Arymatei, który po śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa podobno przybył do Anglii


Ale nikt nie potrafił wskazać miejsca pochówku króla Artura w opactwie aż 24 maja 1184 r. (w dzień św. Urbana) klasztor nawiedził niszczycielski pożar. Unicestwił znaczną część kościoła i krużganków, cenne księgi i święte relikwie. Wiele z nich przechowywano w tzw. Veusta Ecclesia , czyli Starym Kościele, którego mury, jak wierzono, zostały wzniesione w początkach naszej ery. Opisał go w XII wieku Wilhelm z Malmesbury jako świątynię zawierający mnóstwo relikwiarzy, tak licznych że nie można ich było policzyć.


W każdym razie krótko po pożarze mnisi porządkując teren, rozkopali ziemię w kaplicy Matki Bożej, pomiędzy dwoma kamiennymi obeliskami stojącymi razem i odkryli wydrążoną kłodę zawierającą dwa ciała. Trumna ta została zakopana dość głęboko, na głębokość około 5 metrów. Zamknięta była kamienną pokrywą, do której przymocowany był krzyż o dziwnym kształcie z łacińskim napisem, wymieniającym pochowane osoby, czyli sławnego króla Artura i jego żonę królową Ginewrę. O tych wszystkich szczegółach wiemy z relacji Geralda z Walii zamieszczonej w Liber de Principis instructione

Po ekshumacji w 1191 r. szczątki Artura i Ginewry złożono w grobowcu w kościele opackim. Ale nie od razu, bo dopiero w 1278 roku. Grobowiec ten został opisany przez antykwariusza Johna Lelanda podczas jego wizyty w Glastonbury w latach trzydziestych XVI wieku. Według Lelanda grobowiec wykonany został z czarnego marmuru, z czterema rzeźbami lwów u podstawy i z krucyfiksem oraz płaskorzeźbą przedstawiającą króla i ustawiony centralnie przed ołtarzem głównym. Oznaczało to, że król był obecny podczas każdej celebracji mszy i znajdował się w centrum życia religijnego opactwa. Po jego obu stronach ustawiono groby królów saskich: od strony północnej Edmunda Starszego a Edmunda Ironside od południa. Niestety, nie zachował się żaden szczątek owego wyposażenia. Groby nie przetrwały kasaty opactwa zarządzonej przez Henryka VIII i jego zwolenników podczas angielskiej reformacji w 1539 r.

Dzisiaj powątpiewa się aby znaleziony w 1191 roku grób był miejscem pochówku króla Artura. Podnosi się, że pożar był katastrofą i mnisi pilnie potrzebowali środków na odbudowę opactwa. Pozornie cudowne odkrycie grobów króla Artura i królowej Ginewry zaledwie kilka lat po pożarze stałoby się bardzo pożądanym źródłem dochodu. Grób króla Artura i Ginewry mógł przyciągnąć królewskich patronów i pielgrzymów oraz ich pieniądze do Glastonbury.

Ale w takim razie dlaczego zwlekali z tym prawie 250 lat zamiast od razu umieścić kości królewskiej pary w kościele? Dlaczego nie rozgłosili samego faktu znaleziska, nie rozpoczęli szeroko zakrojonej kampanii reklamowej, wydając na przykład pisma o tym? Poza kilkoma wzmiankami w kronikach klasztornych na przestrzeni kilkunastu lat, nie ma żadnych wzmianek o jakimkolwiek błysku reklamowym. Nie zbudowano żadnych nowych obiektów, w których można by zapewniać zakwaterowanie pielgrzymom. I nie napisano nic, co sugerowałoby, że odkrycie w Glastonbury w ogóle przyciągnęło jakąkolwiek uwagę, że stało się po prostu taką sensacją na jaką zasługiwało.


Pozostałości opactwa można dziś zwiedzać, a miejsce, w którym kiedyś stał grób króla Artura, oznaczone jest tablicą z napisem. Brzmi on tak: Miejsce grobowca króla Artura. Mówi się, że w roku 1191 w południowej części Kaplicy Matki Bożej odnaleziono ciała króla Artura i jego królowej. 19 kwietnia 1278 roku w obecności króla Edwarda I i królowej Eleonory ich szczątki przeniesiono do grobowca z czarnego marmuru ustawionego w tym miejscu. Grób ten przetrwał aż do kasaty opactwa w 1539 roku.

Tak więc grób został zniszczony w XVI wieku. Ale pozostał ołowiany krzyż znajdujący się na wieku drewnianej trumny, którą znaleźli mnisi. Był widziany przez Johna Lelanda około 1540 roku, a jego wygląd znany jest z wydanej w 1607 roku Britannia autorstwa Williama Camdena, gdzie umieszczono rysunek krzyża. Ostatnia wzmianka o nim mówi, że był w posiadaniu niejakiego Williama Hughesa, urzędnika katedry w Wells, gdzieś na początku XVIII wieku. Co potem się z nim stało nie wiadomo…
Od kilkunastu lat prowadzone są poszukiwania archeologicznych dowodów związanych z legendą arturiańską.  Dotychczasowe ustalenia potwierdziły, że prawdopodobnie we wczesnym średniowieczu w opactwie Glastonbury istniał kościół. Istnieją też dowody na to, że mnisi rzeczywiście prowadzili wykopaliska w opactwie i prawdopodobnie w pobliżu Kaplicy Matki Boskiej znaleźli pochówki. Mogły to być kości królewskie, ponieważ pochowano tam kilku królów angielskich z okresu wczesnego średniowiecza. Z kolei wykopaliska archeologiczne na pobliskim wzgórzu w pobliżu wieży mieszkalnej tzw. Glastonbury Tor poświadczyły, że miejsce to było zamieszkane w V wieku naszej ery (a więc w czasach Artura) i prawdopodobnie ufortyfikowane. Jedna z wersji legendy głosi, że Ginewra została uprowadzona do Glastonbury Tor, będącej wówczas twierdzą kontrolowaną przez króla Melwasa

Jednym z najbardziej znanych miejsc związanych z królem Arturem jest Zamek Tintagel w Kornwalii w Anglii. W latach trzydziestych XX wieku archeolodzy przeprowadzili wykopaliska w tym miejscu i odkryli szereg artefaktów, w tym ceramikę i kamień z wyrytą nazwą Artognou. Niektórzy uczeni uważają, że imię to może być odmianą słowa Artur i sugerują, że Tintagel był ważnym ośrodkiem władzy w czasach Artura.

Jak więc było naprawdę? No cóż, Jeśli masz do wyboru legendę lub prawdę, wybierz legendę.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 2 stycznia 2024

Historia obchodów Nowego Roku i kartek noworocznych

Mamy drugi dzień roku 2024 ale nie zaszkodzi powiedzieć jeszcze raz Szczęśliwego Nowego Roku! Czy jednak mówiąc to zdajemy sobie sprawę, że Nowy Rok to najstarsze ze wszystkich świąt? To, co dziś znamy jako Nowy Rok, wyewoluowało ze zwyczajów, których początki giną w mrokach dziejów. Można nawet śmiało przyznać, że ludzkość obchodzi Nowy Rok od prehistorii. Bo już najstarsze cywilizacje z różnych części świata wyznaczały daty określające początek nowego roku. Różnorodność ich wynika pochodzenia etnicznego i kulturowego.

Dziś Nowy Rok na całym świecie obchodzony jest 1 stycznia. Jednak kilkaset lat temu tak nie było. Powszechna akceptacja 1 stycznia jako Nowego Roku obejmuje jedynie okres ostatnich czterystu lat, choć to Rzymianie uznali 1 stycznia za początek roku w 153 roku p.n.e. Wcześniej dniem tym był 25 marca, data równonocy wiosennej. I większość chrześcijańskich krajów europejskich we wczesnym średniowieczu uważała ten moment za początek Nowego Roku.

Jednak niedokładności, różnice między czasem astronomicznym a kalendarzowym sprawiły, że  Juliusz Cezar ustanowił nowy kalendarz. Został on opracowany przez greckiego astronoma, Sosigenesa z Aleksandrii, który użył do tego egipskiego kalendarza słonecznego. Cezar uważał, że datą rozpoczynająca Nowy Rok powinna być nie dzień 1 stycznia ale bardziej logiczną na przykład dzień przesilenia lub równonocy. Zdarzyło się jednak, że 1 stycznia 45 roku p.n.e. był datą nowiu księżyca.

Za reformę kalendarza Senat nagrodził go, zmieniając na jego cześć nazwę miesiąca jego urodzenia, Quintilis, na Iulii czyli lipiec. Podobny zaszczytu dostąpił wnuczek Cezara, cesarz August, gdy poprawił błąd, który wkradł się do obliczenia roku przestępnego. Przy okazji zniósł on wszystkie lata przestępne pomiędzy 8 rokiem p.n.e. a 8 rokiem naszej ery. W ten sposób uporządkował kalendarz i zasłużył sobie na zmianę nazwy Sextilis na August czyli sierpień. Kalendarz ten nie uległ znaczącym reformom aż do roku 1582, kiedy to papież Grzegorz XII wprowadził naszą obecną metodę liczenia i dzielenia roku. To ten papież przywrócił praktykę obchodzenia Nowego Roku 1 stycznia, niezależnie od przedchrześcijańskich skojarzeń z tą datą. Reformy gregoriańskie anulowały również dziesięć dni w październiku. Po czwartku, 4 października 1582 roku nastąpił piątek, 15 października 1582 r. Stara rozbieżność została usunięta poprzez umieszczenie w datach przestępnych tylko tych stuleci, które były podzielne przez 400. Zatem chociaż lata 1700, 1800 i 1900 były nie były przestępne, to rok 2000 owszem. Reformę tę przyjęły wkrótce wszystkie kraje katolickie. Protestanci poszli w ich ślady znacznie później: Niemcy przyjęły go w 1700 r., Wielka Brytania w 1752 r., a Szwecja w 1753 r. Konieczne było wówczas usunięcie 11 dni z kalendarza, ponieważ rok 1700 był rokiem przestępnym. Potem kolejne kraje uznały ten sposób liczenia: Japonia przyjęła go w 1873 r., a Chiny w 1912 r. Prawosławne kraje były na końcu:  Rosja przyjęła go dwukrotnie - najpierw w 1918 r. i ponownie w 1924 r. To dlatego sowiecka rewolucja październikowa naprawdę wydarzyła się na początku listopada 1917 roku. 

A teraz historii składania powinszowań z okazji nowego roku. Kartki domowej roboty, przypominające nieco współczesne kartki z pozdrowieniami, pojawiły się w Europie już w XIV wieku. Pierwsze wymieniano w Niemczech, były to druki odbijane z klocków drzeworytniczych. W tym czasie obchodzono nawet Świętego Walentego, ale takie kartki były drogie, ponieważ wykonywano je ręcznie i były zanoszone przez służbę, więc było ich niewiele.


Tylko osoby o wysokim statusie społecznym wysyłały lub otrzymywały takie pozdrowienia, przez co kartka z pozdrowieniami stała się symbolem bogactwa. Aż w wieku XIX kartkę zaczęto masowo drukować i wysyłać pocztą…


Od lat sześćdziesiątych XIX wieku firmy zaczęły masowo produkować kartki z życzeniami, a wraz z dalszym rozwojem technicznym w druku, zwiększając ich dostępność i obniżając cenę, stały się one łatwo dostępne dla wszystkich.
 

Wprowadzenie druku kolorowego w latach trzydziestych XX wieku i kart humorystycznych w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku spowodowało dalszy wzrost ich popularności. Tworzyli je także uznani artyści (jakiś czas temu w Nowym Jorku pokazano je na wystawie LINK) Obecnie kartki z życzeniami są używane na całym świecie przy każdej możliwej okazji, a wraz z rozwojem technologii i globalizacją rozmnożyły się sposoby przekazywania życzeń – od tradycyjnych kartek po e-maile i rozmowy wideo.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 2 września 2023

Sowiecki orzeł symbolem masonerii?

Orzeł z dwiema głowami skierowanymi jednocześnie na wschód i zachód jest oficjalnym herbem Rosji od stuleci, z małą przerwą przypadającą na czas imperium sowieckiego. Godło jest jednak znacznie starsze niż Rosja, a jego korzenie sięgają starożytnych cywilizacji, ale o tym za chwilę.



Orzeł w herbie kraju jest dość często spotykanym symbolem. Ptak ten jest równie popularnym godłem narodowym jak lew. Orzeł ozdabiał insygnia wielu imperiów. Legiony rzymskie, gdy wyruszały na bitwę, niosły je na swoich sztandarach. W USA Wielka Pieczęć przedstawia bielika trzymającego 13 strzał i gałązkę oliwną. Czarny orzeł znajduje się w herbie Niemiec, a biały od wieków jest godłem Polski.

Rosyjski orzeł jest dwugłowy – co nie jest jakimś wyjątkiem. Herby z dwugłowym ptakiem ma także: Serbia, Albania i Czarnogóra, a do niedawna również Austria. Skąd wziął się tak dziwny symbol i co on oznacza?  

Pierwsze takie wizerunki (wyryte w kamieniu) wiąże się z Hetytami zamieszkującymi Bliski Wschód w XIII wieku p.n.e. Od tego czasu dwugłowy orzeł pojawia się od czasu do czasu zarówno na Wschodzie i Zachodzie. Jednak to Cesarstwo Bizantyjskie (395–1453) uczyniło z niego symbol imperium. W Rosji wyjaśnia się znaczenie dwugłowego cesarskiego orła Bizancjum gdzie był obrazem jedności mocarstwa, które zjednoczyło pod swoimi skrzydłami zarówno Wschód, jak i Zachód. Bo orzeł ma dwie głowy, ale tylko jedno ciało.

Większość historyków uważa, że wszystkie narody kojarzące się z dwugłowym orłem odziedziczyły go po Bizancjum drogą małżeństw dynastycznych. W ten sposób Serbia, Albania i Czarnogóra otrzymały swoje herby, a Rosja poszła w ich ślady. W 1472 roku Iwan III, wielki książę moskiewski, poślubił księżniczkę bizantyjską Zofię i ćwierć wieku później, w 1497 r., pojawiła się pierwsza oficjalna pieczęć rosyjska z dwugłowym orłem. Przyjęcie dziedzictwa bizantyjskiego było dla Iwana niezwykle ważne. W 1453 r. Turcy zajęli Konstantynopol i Rosja stała się wiodącą potęgą prawosławną. W ten sposób skrzydła jej dwugłowego orła zaczęły obejmować zarówno Zachód, jak i Wschód. Fakty te dały podstawę̨ władcom Rosji do twierdzenia, iż Bóg nagrodził Świętą Ruś i powierzył jej obronę jedynej prawowiernej religii chrześcijańskiej – Prawosławia, czyniąc z Moskwy Trzeci Rzym. Od tej pory zadaniem Moskwy miałoby być doprowadzenie ludzkości do Królestwa Bożego na Ziemi. Miejsca dla Czwartego Rzymu w tej koncepcji oczywiście nie było – po Trzecim Rzymie nastąpi już tylko koniec świata.

Cesarstwo i Cerkiew w Rosji w związku z tą teorią, zostały ściśle połączone. W rezultacie cerkiew ostatecznie uległa w pewien sposób nacjonalizacji i podporządkowania państwu. Z biegiem lat w mentalności Rosjan Ruś stała się Wszechświatem, a car rosyjski władcą stojącym ponad innymi, nawet Jerozolima  uznana została za Ruś. Bo Ruś według tych wyobrażeń jest tam, gdzie prawdy wiary. Rosyjskie posłannictwo religijne, jedyne w swoim rodzaju, nadal, dzisiaj, związane jest z siłą i wielkością państwa rosyjskiego, z wyjątkowym znaczeniem kiedyś cara rosyjskiego a dzisiaj prezydenta. Stopniowo – w oczach rosyjskiego społeczeństwa - ich kraj staje się Świętą Rusią, narodem wybranym, nowym Izraelem.
 
I mimo, że sam herb zmieniał się na przestrzeni dziejów, ze złotego na czarny, a następnie z powrotem na złoty, obecna interpretacja herbu jest dość podobna do tej stosowanej w Imperium Rosyjskim. Po obaleniu monarchii w 1917 roku orzeł stał się biały po czym zniknął zastąpiony przez bolszewicki sierp i młot, aby powrócić w 1993 roku jako noszący trzy korony na dwóch głowach. Co interesujące, dwugłowy orzeł jest także jednym z symboli masonerii z dewizą Solve et Coagula, Niszcz i buduj. Czy Rosja nie realizuje swoich celów zgodnie z tą zasadą? Biorąc pod uwagę sposób w jaki działają władcy Kremla, którzy przyjęli regułę to co nie jest schowane najłatwiej ukryć i ogłaszają wszystkie swoje niecne pomysły zanim wprowadzą je w życie, być może stoimy w obliczu ostatniej może próby utworzenia ogromnego mocarstwa, zbudowanego na zgliszczach naszej cywilizacji….
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

sobota, 19 sierpnia 2023

Czy złoty tron Karola Wielkiego jest w Polsce?

Jakiś czas temu cały kraj ekscytował się złotym pociągiem, który podobno gdzieś w podziemnym tunelu wałbrzyskiej kopalni cały wypełniony drogocennym ładunkiem czekał na odkrywców. A że sezon ogórkowy w pełni, my chcemy przypomnieć o czymś daleko bardziej realnym, bo udokumentowanym w podaniach i kronikach, czyli o złotym tronie.

Chodzi przy tym nie o byle jaki tron a krzesło Karola Wielkiego, od którego imienia kraje słowiańskie w ogóle przyjęły słowo król oznaczające władcę. Tron, który może zostać uznany za mityczny przedmiot, ale który – kto wie – czy nie lada moment zostanie wydobyty z ukrycia. I to w Polsce, bo według historycznych zapisków, tron trafił do naszego kraju. Stało się to wkrótce po zjeździe gnieźnieńskim w 1000 roku. Według Ademara z Chabannes (zm. 1034 r.), francuskiego kronikarza, Bolesław po tym doniosłym wydarzeniu miał odprowadzić Ottona III do Akwizgranu (Aachen), gdzie cesarz nakazał odnalezienie i otwarcie grobu cesarza Karola Wielkiego. Grób otwarto i Bolesław miał otrzymać wyjęty z grobu złoty tron Karola i zabrać go do swego kraju.


Bardzo długo historycy odrzucali autentyczność relacji o sprezentowaniu Chrobremu tak cennego daru. Miała to być zapiska z XII wieku, jednak znalezienie pierwszej wersji tej kroniki datowanej na XI wiek zaprzecza tym założeniom. Również w kronice Thietmara pod rokiem 1000 znajduje się informacja o odnalezieniu grobu cesarza Karola. Jego ciało spoczywało w nim  w pozycji siedzącej na tronie królewskim. Niemiecki kronikarz wspomina jednak, że z grobu cesarz zabrał jedynie złoty krzyż, który wisiał na szyi zmarłego wraz z częścią szat jeszcze nie zbutwiałych. Natomiast resztę włożył z wielkim szacunkiem do grobu. Jednak Thietmar często pomijał niewygodne dla siebie fakty… Czy jednak to możliwe, aby cesarz pozbył się tak drogocennej relikwii koronacyjnej? Lecz podobno tron nie był aż tak bezinteresownym darem jakby się nam wydawało. W zamian Bolesław podarował Ottonowi całe ramię św. Wojciecha


Istnienia złotego tronu nie można wykluczyć, więcej nawet: wobec nagromadzenia wyjątkowych przedmiotów (świętych włóczni, cesarskiego diademu, gwoździ z Krzyża, ramienia świętego) i nieprawdopodobnych zdarzeń (przyjaźń niemieckiego cesarza z polskim księciem, zjazd, plany wspólnego zjednoczenia Europy), złoty tron nie wydaje się niemożliwy.


Lecz bardziej niż autentyczność legendy zajmuje naukowców rozstrzygnięcie kwestii - czy złoty tron zostanie odnaleziony? Teorii na temat, gdzie został ukryty jest wiele:

Mógł zostać zrabowany podczas najazdu czeskiego w 1038 r., razem z ciałem św. Wojciecha zabrali go  Czesi Brzetysława tak samo jak ciało św. Wojciecha oraz książęcą wotywę: krzyż wykonany ze złota i ważący po trzykroć tyle, ile jego fundator – Mieszko I. Jednak Czesi pochwaliliby się takim łupem.

Złoty tron Karola Wielkiego więc nadal może znajdować się na terenie  Polski. Gdzie? Na przykład na dnie jeziora Lednica, miejscu chrztu Polski przy Ostrowiu Lednickim. Podobno właśnie tam cesarz Otton III ofiarował Bolesławowi Chrobremu koronę (diadem) oraz tron (pisał o tym historyk P. Beer w 1908 roku). Otto Knoop, podał z kolei wiadomość o zatopieniu złotego tronu w Jeziorze Lednica (O. Knop 1893). Niedawne podwodne badania archeologiczne ujawniły pod wodą jeziora Lednickiego rozmaite artefakty z X wieku, w tym broń, różne przedmioty, wreszcie fragmenty mostu…

Innym miejscem ukrycia tronu może być także siedziba władców Polski, czyli Giecz lub Poznań, wreszcie podziemia Wawelu, gdzie miałby go przetransportować Kazimierz Odnowiciel, wnuk Bolesława Chrobrego, który na drugie imię miał Karol. Wszystko przed nami i ciekawskimi poszukiwaczami skarbów.


A tymczasem kościół akwizgrański posiada w swoim wyposażeniu tron Karola Wielkiego i to nie byle jaki bo wykonany na wzór tronu Salomona z płyt marmurowych wyjętych ze świątyni Jerozolimskiej. Tron ten jeszcze w średniowieczu służył podczas koronacjach cesarskich, a Napoleon Bonaparte pragnął przenieść go do Paryża! Lecz nie jest to legendarny Złoty Tron. Legenda tego mebla jest za to znakomitym tematem na fabułę filmową.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

środa, 3 października 2018

Z kasety magnetofonowej: Jak to wszystko się zaczęło


Historia nagrań dźwiękowych rozpoczęła się od Fonografu, maszyny wynalezionej przez Thomasa Edisona w USA w 1877 roku. Po tym wynalazku, amerykański inżynier Oberlin Smith otrzymał w 1888 r. patent na nagrywarkę magnetyczną, a kilka lat później, Duńczyk Valdemar Poulsen, wynalazł pierwszy na świecie magnetyczny rejestrator, zwany Telegraphone. Używano w nim jako nośnik cienkiego, metalowego drutu. I choć takie nagrywarki kablowe jak Telegraphone nie stały się popularne, poszukiwania innych metod nagrań magnetycznych były prowadzone u schyłku XIX wieku na całym świecie.

Do przełomu doszło w Niemczech, dokładnie w roku 1928 w Dreźnie, gdzie Austriak Fritz Pfleumer, specjalista od papieru, opracował metodę wytwarzania tańszych filtrów do papierosów z kolorowych, papierowych pasków imitujących złoto i to w taki sposób aby barwnik nie plamił ust palacza. W tym celu pokrył on papier cieniutką warstwą sproszkowanego metalu, który tak łączył się z podłożem, że wiązał farbę. Ten wynalazek, wydawałoby się nie mający nic wspólnego z rejestracją dźwięku, zapoczątkował historię taśmy magnetycznej, bo wkrótce Pfleumer zaprezentował taśmę pokrytą metalicznym proszkiem, która zastąpiła metalowy drut z Telegraphonu, a następnie zbudował pierwowzór magnetofonu (to on nazwał nowe urządzenie Magnetophone). Najważniejszą jego częścią były dwie szpule. Jedna z nich była owinięta papierową taśmą pokrytą z jednej strony cieniutką  warstwą drobinek żelaza, podobne jak było to w maszynach do pisania. Taśma przesuwała się przy pomocy silnika elektrycznego oraz magnesu na drugą szpulę.Taki nośnik okazał się bardzo tani, produkcja 300 metrów papierowego paska, na którym można było zapisać około 20 minut nagrania, kosztowała około 1,50 marki, co szczególnie w porównaniu do dotąd stosowanej taśmy stalowej było spektakularnym osiągnięciem, bo dla otrzymania tych samych efektów trzeba by wydać aż 250 marek. Minusem była nietrwałość papierowej taśmy, która szybko się rwała i  chłonęła wilgoć. I wtedy nastąpił kolejny przełom, bo  Fritz Pfleumer zaczął używać do zapisu magnetycznego taśmy na podłożu celuloidowym. Taki nośnik okazał się rewelacyjny, szczególnie do zapisu zewnętrznej pamięci komputerów. Magnetophon natomiast został usprawniony w latach trzydziestych XX w. przez inżynierów niemieckiej firmy elektronicznej AEG (Allgemeine Elektricitäts-Gesellschaft). Zakład ten wyprodukował w 1935 r. pierwszy na świecie magnetofon K1, który został pokazany i użyty najpierw w Berlińskim Radio Show po czym trafił do masowej produkcji.

Nawiasem mówiąc produkujące go IG Farben miało swoją filię w Landsbergu, dzisiejszym Gorzowie Wielkopolskim, gdzie od lat sześćdziesiątych XX wieku produkowano już polskie taśmy magnetofonowe Stilon dla pierwszego polskiego magnetofonu na francuskiej licencji Tonette i później ZK na licencji Grundiga, pochodzących z zakładów Kasprzaka w Warszawie. Jednak w okresie II wojny światowej taśmy magnetofonowe były wykorzystywane przez hitlerowską machinę wojenną (więcej o tym TUTAJ). W wyniku działań wojennych jeden z takich magnetofonów został zarekwirowany przez Amerykanów, przewieziony do USA i szybko usprawniony. Ponieważ funkcjonalność tego magnetofonu była lepsza niż w przypadku konwencjonalnej nagrywarki, kilka stacji radiowych natychmiast wprowadziło nowinkę do swoich studiów nagrań. Wkrótce także taśma magnetofonowa trafiła na rynek konsumencki, co doprowadziło do bardzo szybkiego wzrostu liczby produkowanych magnetofonów. W Japonii, fabryka Tokio Tsushin Kogyo, która ostatecznie zmieniła nazwę na Sony, także rozpoczęła po wojnie badania nad technologią zapisu magnetycznego i wkrótce opracowała swoją oryginalną taśmę magnetyczną oraz rejestrator dźwięku. Pierwszy japoński magnetofon pojawił się W 1950, a w latach 60. także magnetofon kasetowy. W rezultacie Japończycy uzyskali duży udział w światowym rynku nagrań. W 1979 roku nastąpiła prawdziwa rewolucja bo wprowadzono na rynek Walkman, czyli przenośny kompaktowy odtwarzacz kasetowy, który w bardzo krótkim czasie stał się niezwykle popularny na całym świecie. 

Tę dobrą passę kasetowej fonografii zakończył wprowadzony w latach 90. cyfrowy sposób zapisywania dźwięku, który wyparł taśmy. I wydawało się do niedawna, że magnetofony kasetowe odeszły w przeszłość.  Tymczasem dzieje się inaczej, bo zaczynają wracać. Opiniotwórcze oficyny wydawnicze takie jak Domino czy Stones Throw i zespoły tak renomowane jak Metallica czy Weezer postanowiły zainwestować w produkcję kaset. Jak się okazuje powodów powrotu tego nośnika jest wiele, wśród najważniejszych wymienia się specyfikę tego nośnika. Otóż taśma narzuca stan skupienia i dyscyplinę przy słuchaniu: trzeba zmienić stronę, trzeba poddać się decyzji twórcy utworu muzycznego i trzeba posłuchać całego albumu w tej, a nie innej kolejności. Są zresztą takie firmy, które nie poddały się dyktatowi mody i nigdy nie zrezygnowały z produkcji kaset magnetofonowych. Jedną z nich jest National Audio Company, położona w Springfield, Missouri i założona w 1969 roku. Popyt na kasety zaczął tak szybko rosnąć, że w roku 2015 ta jedna firma zarobiła na nich 5 milionów dolarów. Już od kilku lat artyści i wytwórnie uczestniczą w corocznym wydarzeniu jakim jest Cassette Store Day: TUTAJ (w tym roku odbędzie się 13 października) - odpowiedniku popularniejszego Record Store Day. Celem jednodniowego spotkania zespołów i wytwórni oraz miłośników kaset jest popularyzacja niezależnych sklepów muzycznych i mniej znanych zespołów, które nadal chętnie nagrywają swoje demo na taśmach magnetofonowych. Dlatego jeśli ktoś ma w domu stary odtwarzacz magnetofonowy, niech go odkurzy. Kto wie, czy za kilka lat nie będzie to znów najważniejszy sprzęt w domu? 

A my pozostajemy trendy, dlatego w tej rubryce prezentować będziemy unikalne wydawnictwa które ukazały się właśnie na kasetach. Pierwsza prezentacja już jutro.