Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Kaźmierczak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Kaźmierczak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2020

Variété: muzyka bez końca - film o legendzie polskiego cold wave



Dzisiaj mamy dzień pod znakiem Variété. Oznacza to, iż fani (a jesteśmy pewni, że jest ich na prawdę dużo) a także (nieliczni) wielbiciele cold wave, którzy nigdy ich nie słuchali, będą mogli uporządkować wiedzę/zapoznać się z historią polskiej legendy nowej fali, bo prezentujemy cenny dokument autorstwa Dariusza Landowskiego z 2010 roku pt.: Variété muzyka bez końca.



Gwoli przypomnienia, grupa powstała w 1983 roku w Bydgoszczy, przed festiwalem w Jarocinie lecz do dzisiaj tworzy, działa, występuje (dość obszernie o zespole pisaliśmy TUTAJ).


Autor filmu sam jest muzykiem (gra w zespole Kredki z Bydgoszczy) i pochodzi z Bydgoszczy. Samo to wystarczy, aby zajął się historią najbardziej rozpoznawalnego zespołu rockowego swojego rodzinnego miasta. A ponadto jest również reżyserem, montażystą, operatorem i scenarzystą filmowym oraz twórcą teledysków - również dla Variété. Cały film można obejrzeć poniżej:

Składa się on z trzech półgodzinnych części. Wypełniają je relacje muzyków i dziennikarzy, grających lub współpracujących z zespołem. Występują: Tomek Budzyński, Walter Chełstowski, Andrzej Cierkosz, Tomasz Dorn, Mikołaj Gajewski, Grzegorz Giedrys, Grzegorz Kaźmierczak, Paweł Kukiz, Krzysztof Lutowski, Marek Maciejewski, Dawid Majer, Paulus, Paweł Rychter, Marek Stankiewicz, Mikołaj Trzaska, Marek Wiernik i Wojciech Woźniak (nazwiska podano w porządku alfabetycznym).



Dokument zaczyna się od opowieści Mikołaja Trzaski o tym, jak to poznał się z Grzegorzem Kaźmierczakiem. A potem po kolei dowiadujemy się o okolicznościach spotkania ze sobą kolejnych muzyków grupy (nie brakuje anegdot, które pozwalają poczuć atmosferę wczesnych lat 80.) Oprócz tego mamy relacje dziennikarzy i działaczy kultury jakie zrobił na nich pierwszy występ (Chełstowski udowadnia że byli nienaturalnie poważni, podczas gdy Trzaska mówił, iż ciągle śmiali się i świetnie bawili). Nie brakuje kwestii trudnych – rozważań czym jest muzyka, a czym poezja, dlaczego zaczęli grać razem i czemu teraz charakter ich muzyki zmienił się w latach 90.


Siłą rzeczy prędzej czy później każda z osób występujących w filmie zaczyna mówić o Grzegorzu Kaźmierczaku, wokaliście i twórcy tekstów. Nie brakuje porównań do Iana Curtisa i Stevena Morrisseya, na korzyść polskiego poety (z twórczością Kaźmierczaka można zapoznać się na jego stronie TUTAJ a i u nas opisaliśmy tomik jego wierszy – z dedykacją odautorską - TUTAJ).
  
Interesująca jest próba wyjaśnienia przez autora czym tak na prawdę jest natchnienie i dlaczego zaczął śpiewać swoje teksty.
 
Muzycy Variété nie są nastawieni na komercję, o czym nadmieniają kilka razy. Interesuje ich muzyka, wspólne granie. Cały czas są na etapie tworzenia, poszukiwań i fascynacji nowymi gatunkami brzmieniami. Stąd biorą się ich nowe przedsięwzięcia z muzykami różnych krajów oraz próby wzbogacania brzmienia o elementy różnych nurtów muzycznych, w tym ambientu, muzyki elektronicznej po jazz.


Obraz zawiera szereg fragmentów filmów archiwalnych, zdjęć i nagrań po raz pierwszy udostępnionych publicznie. Są to zarówno pamiątki muzyków zespołu jak i kopie zbiorów fanów, którzy skrupulatnie kompletują cenne nagrania, dotąd niedostępne. Z nagrań tych wynika mistyczny, tajemniczy wizerunek zespołu, który jest najbardziej niezwykłą grupą muzyczną w historii polskiego cold wave.

Wkrótce opiszemy inną legendę polskiej chłodnej fali, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w manistreamie. 

środa, 27 maja 2020

Z mojej płytoteki: Variété - Bydgoszcz 1986 - pod powierzchnią ciągle gra cygańska muzyka

Urywki z wkładki: Na festiwalu w Jarocinie 84 grupa występuje już jako Variété i otrzymuje wyróżnienie. Ówczesny skład to: Grzegorz Kaźmierczak (głos), Wojtek Woźniak (gitara basowa), Jacek Buhl (perkusja), Radek Urbański (gitara), Sławomir Abramowicz (saksofon). Owocem występu jest spotkanie z Walterem Chełstowskim, który pomaga przy nagraniu singla dla Tonpressu (pisaliśmy o nim TUTAJ), oraz znajomość z malarzem Kubą Bryzgalskim, który jest autorem późniejszego obrazu pt. Bromberg, przedstawiającego muzyków grupy. W latach 1984 - 1985 zespół prowadzi intensywną działalność koncertową... W 1985 roku pochodzące z singla Tonpressu utwory stają się przebojami na liście PR3 i Rozgłośni Harcerskiej. W Jarocinie 85 Variete dostaje się do złotej dziesiątki. Na początku 1986 roku zespól nagrywa materiał na swoją pierwszą dużą płytę. W Jarocinie 86 zespół występuje jako gwiazda.

Płyta miała nosić tytuł Bydgoszcz, wydawcą miał być Klub Płytowy Razem. Taśma została przekazana człowiekowi, który miał ją zawieźć do wydawnictwa i sfinalizować umowę. Jednak w wyniku włamania do jego samochodu taśma została skradziona. Sprawa była nagłaśniana w radio i TV, pojawiły się apele do szczęśliwego "znalazcy" o zwrot nagrań, obietnice nagrody, ale taśma się nie znalazła. Przez lata wśród fanów krążyły jedynie jej słabej jakości kopie koncertowe. Pierwsze płytowe wydanie oficjalne ma miejsce dopiero teraz. Jako źródło posłużyła nam najlepsza kopia zaginionej taśmy - matki, zachowana w archiwum przyjaciela zespołu, Wojtka Chudzińskiego, i przez niego zremasterowana. Grudzień 2001, Krzysztof Nieporęcki. 
Byłem wtedy w Jarocinie, gdy debiutowali - stałem pod samą sceną (TUTAJ). Urzekali warstwą tekstową, prostotą brzmienia, niesamowitym klimatem piosenek z których epatował ogromny smutek (ach te teksty - warto zobaczyć TUTAJ). Kiedy po latach po jednym z koncertów zapytałem Grzegorza, dlaczego zmienili styl, odpowiedział: komuna minęła... 

Każdy zespół musi się rozwijać, dla mnie jednak tamto Variété pozostanie czymś z samego szczytu polskiej chłodnej fali. Dlatego dobrze, że jest ta płyta...
       
Otwiera ją klasyk: Klaszczę w dłonie,

Jeżeli miłość nas połączy
Będziemy diamentowym piachem
Żadna siła nas nie powstrzyma
Będziemy przeciekać przez dłonie
 

Klaszczę w dłonie,
By było mnie więcej
 

Język jest po to,
By go wytykać
Na wiatr, na mgłę.
Ja jestem po to żeby się kurczyć
Ja jestem po to
Klaszczę w dłonie,
By było mnie więcej
 

Ciało jest po to,
By używać.
Dusza jest po to,
By nie wytrzymać.
Jesteście po to by mnie nie było
Jesteście po to by mnie nie było
Klaszczę w dłonie,
By było mnie więcej
 

Jeżeli miłość nas połączy,
Będziemy diamentowym piachem
Żadna siła nas nie powstrzyma
Będziemy przeciekać przez dłonie
Klaszczę w dłonie,
By było mnie więcej


Prosty tekst o życiu, starości  i miłości, niemniej kto tak potrafi, poza wybitnymi poetami, ubrać te niby oczywiste sprawy w tak piękne słowa? 

Po nim nastrojowy: Nie będzie inaczej,  zaczynający się od znakomitego saksofonu...

Chcesz przegryźć druty
Zjadasz tylko rdzę
A wewnątrz nie ma oczyszczenia
I nie będzie inaczej
I nie będzie inaczej
 
Morderca przyszedł
Częstujesz kawą
I jeszcze pytasz
Czy może w szachy gra
I nie będzie inaczej
I nie będzie inaczej
 
Ranione zwierzę
Nogami ryje grunt
By chociaż na końcu
Przytulną była ziemia
I nie będzie inaczej
I nie będzie inaczej

Znowu dotykamy szarości życia, śmierci, odchodzenia... Piękne i jakże egzystencjalne... Piosenka żydowska była wtedy jednym z najważniejszych utworów zespołu. Takim pozostała do dzisiaj:

Jestem ramieniem
sześciu ramion gwiazdy
Jestem gwoździem wbitym
w dłoni krzyża

Jestem Morzem Martwym
co unosi ludzkie ciało
elektrycznym drutem
basztą karabinów

Dzieci Abrahama Izaaka Jakuba
wina i krzywda po obu ostrzach miecza
wieczni tułacze
wieczni tułacze
na sztandarach tyle gwiazd
i wszystkie skrwawione


Znakomity ponury wokal opisuje z wielką precyzją całą historię narodu. I jak tylko wybrzmiewa, Variété zabiera nas w następną niesamowitą podróż, do kolejnego bardzo ważnego utworu: Lecą anioły. Nie jestem pewny, ale zdaje mi się, że od tego zaczynali swój występ w Jarocinie w 1984, pamiętam tylko jaki to był dla nas szok... Brzmienie, wokal, tekst i klimat tej piosenki, oraz niesamowita gra świateł....

Lecą anioły
husaria nieba
wygięte pióra płoną

Uderzam już tylko
skrzydłami o ziemię
wygięte pióra płoną

Nic za mną
przede mną stoi
wygięte pióra płoną  

I kiedy wydaje nam się, że lepiej być nie może, to jest niestety tylko złudzenie, bowiem kolejnym utworem jest: Cygańska muzyka - pozostajemy na szczycie...

Dzień jest przyjemny
Koniec niedługo
Chłopiec z rowerem
Uciekł pod pociąg
Czerwony tramwaj rysował mi pętlę
Zgrzytając o szyny
 
Pod powierzchnią gra
Cygańska muzyka
 
Wieczorne upadki
Poranne zmartwychwstania
To woda powierzchni
To tylko powierzchnia
Nie jestem potrzebny
Te mury parzą
Cienie pomników
Okręty bez dna

Ból samotności bijący z tekstu jest wręcz nie do zniesienia. Gdyby to miało sens, można by było powiedzieć, że Variété to zespół, który o śmierci i przemijaniu potrafi śpiewać najpiękniej...

Na szczęście dają nam trochę odetchnąć, bo kolejna piosenka - Obok wystawy cudów świata nigdy nie należała do moich ulubionych.

Życie tak cenne
że przepić je w najbliższym barze
Patrząc w twarze
Które zapomniały czemu cierpią
Po nocy, po nocy, po nocy!
Trzeba wyjść
I przegrać
Obok wystawy cudów świata
Malarz skończył martwą naturę
Wyjrzał przez okno i wiedział
I wiedział gdzie jest...
Rośnie, rośnie, rośnie, rośnie słońce!
Z drugiej strony, z drugiej strony
Po nocy, po nocy, po nocy!
Trzeba wyjść
I przegrać 

Za chwilę wracamy na top, bowiem kolejny hit z tamtego czasu: Pociągi na wietrze... Jest ciężko, mocniej i na pewno trudniej, jeśli chodzi o warstwę tekstową.

Ślady na białej pościeli
tu leżał nóż i życie
chodź Indianinie
weź garść piór
i wyznacz
brzemienne grzechem cuda

Pociągi na wietrze
mijają się od lat
tworzą z pary obłoki
grzywy koni
przytul do szyny głowę 

Wiadomo o czym jest ta piosenka... Nie dziwi że jej tekst w niektórych miejscach w sieci jest dozwolony od lat 18-tu.  

Po niej drugi, nieco słabszy moim zdaniem moment tego albumu:  Dies irae,  

Bez ognia i płomieni
bez krzyku i tragedii
powolny rozkład
drąży nasze zmysły

Bóg nie zstąpi
sami obracamy swe uczucia w popiół
widzę w twych oczach ironię

Wzbiliśmy się na szczyt
wyżej utopijny błękit
zabiliśmy zapach swojej krwi
Dies irae nie nastąpi
Dies irae trwa


I pozostaje nam mocny finał - dwa znakomite utwory: Pere Lachaise i Bydgoszcz. 

Nasze palce nie sięgają steru już
Zakop szybko wszystkie dni
Nie zmienimy nic na pewno już
Pamięć o nas skłamie
Chodźmy spać nie róbmy nic
 

Poczekaj wytrę ręce
Z brudu który był też mój
Zasłoń okna niech na chwilę
Nie będziemy lustrem zła
Chodźmy spać nie róbmy nic
I nie mów co widziałaś
Słońce spadło w dół
Uwierzmy że we śnie
Nie będzie nic
Chodźmy spać nie róbmy nic
Wszyscy mają być wezwani
Wszyscy mają się wzbić
Uwierz


Ten ostatni to hymn o wielkim mieście, chyba najlepszy jaki kiedykolwiek powstał. Zespół podobnie jak Joy Division w swoim Shadowplay roztacza przed słuchaczami wizję industrialną, z tym że Variété robi to zdecydowanie bardziej poetycko. Chyba jednak Bydgoszcz była w tamtym czasie bardziej szara niż Manchester.   

Drewniane drzewa
pająk nieba
domy się schodzą dachami
stalowe rynny spijają deszcz
spalona litera
zepsuty ząb
w parku umierasz

W kawiarniach jądra burzy
bez wiatru i gniewu
w kawiarniach jądra burzy
bez wiatru i siły
wraki okrętów i chmur
które nigdy nie wypłynęły

Najbliżej ziemi są ulice
bliżej już tylko umarli
niedobry wiatr
wpycha w ziemię krzyk
i wyrywa dzwonom serca  



Koncert w Arenie w Poznaniu z 1989 roku jest bonusem. Pokazuje, że po Jarocinie 1984 i 1985 zespół poszedł w nieco cięższym kierunku. 

Później? Później nastały inne czasy, skończyła się komuna, a zespół nadal gra chłodną falę (warto zobaczyć opisane przez nas wydawnictwo zespołu TUTAJ). Ale teraz już zupełnie inną... 

Co nie znaczy, że do niej tutaj nie wrócimy. 

Dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.



Variété: Bydgoszcz 1986, Furia Musica 2001, Tracklista: Klaszczę w dłonie, Nie będzie inaczej, Piosenka żydowska, Lecą anioły, Cygańska muzyka, Obok wystawy cudów świata, Pociągi na wietrze, Dies irae, Pere Lachaise, Bydgoszcz. Koncert w Arenie, Poznań 1989 (bonus): Który to już śnieg, Bydgoszcz, Gdy przyniosą cud, Ziemia i wiara, Jestem spragniony, Goście.


czwartek, 4 października 2018

Z kasety magnetofonowej: Variete - koncert w Teatrze Stu


Kaseta magnetofonowa, nośnik dzisiaj zupełnie zapomniany. Ale czy słusznie? Pomimo faktu dość ograniczonej trwałości musimy zdawać sobie sprawę, że płyta CD zaprojektowana jest średnio na 7 lat. Jeśli ktoś posiada kolekcję płyt CD to powinien przyjrzeć się, czy wszystko gra, bo u mnie na przykład kilka tych zakupionych już w epoce postarzania produktów zakończyło swój żywot...

Muzyka Variete podlega ewolucji. Ta z epoki uwiecznionej na dziś prezentowanej kasecie to okres, który można nazwać drugim (rok 1993). Pierwszy był najbardziej mroczny, taki jaki pamiętam z Jarocina z 1984 i 1985 roku, saksofon, bas, gitara, Grzegorz spontanicznie na klawiszach. Później zespół zaczął wykorzystywać szersze instrumentarium. Muzyka ewoluowała, cały czas jest to chłodna fala, ale już nie tak ponura jak z okresu płyty Bydgoszcz, do której na pewno tutaj wrócimy. 

Koncert w Teatrze Stu uwieczniony na kasecie miał miejsce 9.04.1993 roku. Zespół jest po wydaniu oficjalnej płyty CD Variete, z której kilka piosenek jest granych podczas koncertu, w tym moja ulubiona Panowie z Miast...   


Zespół wystąpił w składzie: Grzegorz Kaźmierczak, Tomasz Dorn, Wojciech Woźniak, Marek Maciejewski, Mikołaj Trzaska. W projekcie okładki wykorzystano obraz Jacka Malczewskiego pt. Błędne Koło.


Do najmocniejszych akcentów koncertu należą wspomniani Panowie z Miast i Ziemia i Wiara. Mimo, że nowe wersje niektórych starych piosenek nie muszą się podobać (jak choćby Bydgoszcz czy Krzyż) to twórczość cały czas jest, jak to określił zapowiadający, pełna mroku i tajemnicy, a obcowanie z nią to mądra przygoda z zespołem Variete...

Zresztą posłuchajmy...


Variete - Koncert w Teatrze Stu, Music Corner Records. Tracklista: Na marne, Panowie z Miast, Burty, Teraz i Tu, Bydgoszcz, Chodzę nago po mieszkaniu, Ziemia i Wiara, Krzyż, 11'30, Mechanizmy, Klaszcząc w Dłonie


sobota, 14 lipca 2018

Wiersze Grzegorza Kaźmierczaka z zespołu Variete: Play Record - migawki z ludzkiej egzystencji

Nie ukrywam, że Variete kibicuję od lat 80-tych. Zespół widziałem na koncertach wiele razy, i w różnych wcieleniach. Na zaprezentowanie całych ich płyt, które stały się kanonem chłodnej fali, przyjdzie jeszcze na naszym blogu czas, dziś natomiast chciałem napisać nieco o tekstach. Tak na prawdę o malutkim tomiku poezji Play Record, który ukazał się na naszym rynku w 2002 roku dzięki wydawnictwu N.A. Marketing z Bydgoszczy


Stałem się jego szczęśliwym posiadaczem dzięki rozmowie po koncercie Variete w moim mieście, z wokalistą i autorem, który przysłał mi dedykowany tomik. 


Jest to bardzo skromne wydawnictwo, ale to nie ujmuje doskonałej zawartości jaką zawiera, czyli 15 wierszom-tekstom. Ktoś może zapytać dlaczego teraz o tym postanowiłem napisać? Wcześniej nie miałem muzycznego bloga, poza tym muzyka i ogólnie twórczość które na tym blogu prezentujemy, są uznane, przynajmniej przez nas, za ponadczasowe. Niech to będzie też forma podziękowania mojemu koncertowemu kumplowi za ten prezent, i ogólnie za całą działalność artystyczną. O tomiku przypomniało mi się podczas słuchania płyty Melancholia zespołu z Płocka - Schröttersburg, gdzie, jak pisałem wcześniej, (TUTAJ) warstwa tekstowa pozostawia wiele  do życzenia. Gdyby teksty pisał dla nich Grzegorz...

W tomiku Play Record z 15 wierszy kilka zostało udźwiękowionych i stało się piosenkami Variete. I to na trzech z nich chciałbym się dziś specjalnie skupić, żeby uzmysłowić czytelnikom, jak mocno można spotęgować przekaz wiersza za pomocą muzyki. To oczywiście dla artysty na pewno banał, ale jak mawiają niektórzy: simple is beutiful. Chyba najlepszym tego przykładem jest wiersz American Way.

Jechałem autobusem linii 8 albo 68.
Chodził kanar, sprawdzał bilety
-Bileciki poproszę
Nie mam biletu, jestem bezrobotny.

Facet, który siedział w fotelu obok
-Wiesz co stary, mnie też kiedyś pomogli
i ja tobie pomogę, mam dla ciebie robotę.
-O co chodzi-zapytałem
-przyjdź do mnie,
pogadamy, przyjdź do mnie.

Umówiliśmy się u niego, na za dwa dni,
na godzinę osiemnastą.
Przyszedłem punktualnie.
Był, czekał na mnie.

Na ścianie miał wywieszone marzenia,
-Chcesz mówił, poczytaj,
-Ja chodzę nocami z papierosem pomiędzy
meblami i zamieniam je w cel.

Teraz przypominam sobie wszystko,
to o czym kiedyś zapomniałem,

zgniatali mnie
rodzinny król,
kierat,
rozpacz i miasto.
Wysłuchałem go i powiedziałem
-Nie stary, dziękuję, to mnie nie interesuje.
Wyszedłem. Cześć.

1996

 

Oczywiście każdy czytelnik zapewne poda własną interpretację powyższego wiersza. Mnie uderza w nim fakt, że gdyby autor zgłosił go jako pracę pod tytułem obserwacja psychologiczna, to z pewnością praca ta zostałaby oceniona celująco. Tekst bowiem nie zawiera żadnych ocen, jest bardzo ścisłą relacją psychologiczną, chwilami jakby specjalnie zminimalizowaną. Nie potrzeba pisać, że facet coś powiedział. Wystarczy myślnik. Reszta już sama wynika bezpośrednio z tekstu. Autor ma szczęście, potrafi w życiu dokonać odpowiedniego wyboru między spokojem nawet bez pracy, a życiowym kołowrotkiem. Nie każdy jednak tak potrafi, choć z perspektywy własnych doświadczeń, należy przyznać rację narratorowi. 

Jeśli chodzi o wspomniany minimalizm słowny, tak jest w całym tomiku, dlatego podziw za formę i okładkę, które perfekcyjnie z treścią korespondują. Choćby notka na tylnym skrzydełku o autorze: Grzegorz Kaźmierczak urodził się w 1964 roku. Debiutował tomikiem wierszy Głód i przesyt/Milczenie i wiatr, Warszawa 1993/. Razem z zespołem Variete, w którym śpiewa wydał cztery płyty długogrające. Mieszka w Bydgoszczy.

Zatem reasumując: urodził się poeta, wydaje, nagrywa i mieszka...

Wracając jeszcze do American Way, proszę teraz posłuchać utworu i zwrócić uwagę na doskonałą synchronizację muzyki z tekstem (nieco zmienionym, zapewne w celu dostosowania do muzyki).





Z tego samego okresu pochodzi wiersz pt. Są Dni

Są dni kiedy widzę jaśniej,
no cóż wychodzę wtedy na miasto.
Pierwsze ślady w świeżym śniegu
bez kontaktu.

Idę po kuli,
która się obraca,
i wiem, że zostanę tu
dosłownie chwilę.

1996

 

To jest właśnie dar poety, tego nie da się nauczyć w szkole. Imponuje mi zwłaszcza druga zwrotka - czy istnieje lepsze podsumowanie ludzkiego istnienia? Tak krótki wiersz, a jakże inspiruje do myślenia, do zadumy nad faktem, że mimo gonitwy za sławą, pieniędzmi, sukcesem wszystkich nas czeka to samo - jedyny fakt pewny w życiu czyli śmierć. A tak wygląda to z muzyką Variete:


I żeby pozostać konsekwentnym, wiersz Bohater Liryczny:

Wstałem z ławki na przystanku
jak bohater liryczny,
który niby to
nie ma gdzie pójść,
ale idzie,
i kula ten liryzm, kula
jak śnieg na bałwana.

1996

 

Refleksja nad tym, że poeta jest w pewnym sensie aktorem. Czy musi nim być? Tak, bowiem trudno jest wyżyć ze sztuki. Jesteś artystą? Pierwszą rzeczą jakiej musisz się nauczyć to umiejętność walki z odrzuceniem twojej twórczości. Ja nie jestem artystą, niemniej wykonuję zawód który jest niezwykle twórczy, dlatego doskonale to rozumiem i czuję... Piosenka Bohater Liryczny  otwiera doskonały album Variete pt. Wieczór przy balustradzie:



Wybrane dziś wiersze łączą się ze sobą nie tylko faktem powstania w tym samym roku, ale tym, że można nazwać je swoistymi migawkami z życia, których w tomiku jest wiele. 

Do twórczości Variete jeszcze na pewno wrócimy, tymczasem poniżej komentarz, jaki pojawił się na ich stronie na FB, polecającym wpis z naszego bloga o festiwalu w Jarocinie w 1984 roku (TUTAJ). 

Komentowanie też może być sztuką, a dokładnie fragmentem wiersza... Tym razem,  wycinkiem migawki z ludzkiej egzystencji, jakże dosadnym...


O zespole i poezji Grzegorza Kaźmierczaka więcej TUTAJ