Zniszczono mural z wokalistą Joy Division, który został umieszczony w 2020 roku z okazji Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego na szczycie budynku przy Port Street w Manchasterze przez lokalnego artystę Akse P19. Na portrecie Iana namalowano grafikę promocyjną nowego albumu miejscowego rapera, Aitcha Close to Home. Wszyscy byli tym faktem oburzeni, sam raper także. Stwierdził na Twitterze, że nic o tym nie wiedział, przeprasza i obiecuje przywrócenie malowidła z Ianem Curtisem (LINK). Wydaje się, że całe to wydarzenie było zaplanowaną akcją promocyjną rzeczonego albumu, na który niewiele osób zwróciłaby uwagę, a nic tak nie promuje jak nazwisko Iana Curtisa.
Co o tym myślimy nie napiszemy, bo mogą nas czytać nieletni (LINK).
Koncertowali z nimi Joy Division - the Buzzcocks 23 września wydadzą nowy album. Jego tytuł to Sonics In The Soul. Płyta została nagrana w Studio 7 w Londynie. To pierwszy album zespołu od czasu śmierci wokalisty Pete'a Shelleya, promuje go od dłuższego czasu powyższy klip.
Oni też grali z zespołem Iana Curtisa, i też niedawno stracili jednego z muzyków. Mowa o Cabaret Voltaire, którego współzałożyciel Stephen Mallinder, wydał nowy singiel Shock To The Body, który jest dostępny nakładem Dais Records. Jest to utwór z najnowszego albumu muzyka, który już można kupić TUTAJ.
W temacie kabaretów, bo padło to słowo. Nie wiemy czy powyższy news to fake, niemniej nawet jeśli, to jest tak rzeczywisty, że trudno stwierdzić. Oni są znakomicie dopasowani - Szczerba i Joński, jeden długi, drugi wąski.
A tutaj Rafał Czajkowski który wylewał hektolitry gówna do Wisły. Ale to było przecież jak najbardziej ekogówno.
Jeśli już weszliśmy na pole ekspozytury Niemiec w Polsce to mamy jeszcze taki mem.
A co tam Panie u ich mocodawców zza obrtęciowanej Odry?
Pracują w poecie czoła, żeby zima była lżejsza.
Do zimy przygotowują się też najwięksi sojusznicy Niemców, i będzie to jak najbardziej zima patriotyczna.
Jak widać jednak po prezentowanych rozmiarach bielizny patriotycznej, nie pomyślano o osobach rozmiaru Kim Kardashian. Niedobrze...
W temacie newsów z d##y - jak mawiał klasyk, taki mamy klimat. Czekamy zatem, kiedy panowie wrócą do hasła głoszonego za komuny przez Owsiaka. Uwolnić słonia!
Przychodzi facet do sklepu z bielizną.
- Chciałbym kupić żonie jakiś biustonosz na prezent, ale nie znam rozmiaru.
- To nie problem. Jakiej wielkości biust ma żona? Jak melony?
- Nie, mniejszy.
- Jak pomarańcze?
- Nie, jeszcze mniejszy.
- To może jak jajka?
- O tak, dokładnie! Jak jajka! Sadzone...
W temacie chorób, również umysłowych. Powstała nowa linia lalek Barbie: Ken z bielactwem i różne odmiany Barbie: z protezą kończyny, z aparatami słuchowymi i na wózku inwalidzkim (LINK). Czekamy na Barbie z prostatą i instrukcją masażu.
Wybierają się dwaj panowie po pięćdziesiątce do restauracji. Jeden pyta drugiego:
- Do jakiej restauracji pójdziemy?
- Może do Jelenia? Tam są bardzo ładne kobiety z jędrnymi piersiami.
Zatem poszli. Dziesięć lat później, znowu zastanawiają się, do jakiej restauracji pójdą:
- To gdzie teraz pójdziemy?
- Może do Jelenia? Tam zawsze jest dobre jedzenie.
No to poszli. Mają wreszcie siedemdziesiąt lat. Znowu rozmyślają, gdzie pójść.
- No to może pójdziemy do Jelenia?
- A dlaczego?
- Bo tam mają duże telewizory, więc dobrze widać napisy.
Minęło następne dziesięć lat. Panowie maja już po osiemdziesiąt lat i znowu się zastanawiają.
- Wiesz, może pójdziemy do Jelenia?
- A to niby czemu?
- No bo wiesz... Mają tam wjazd dla wózków inwalidzkich.
Więc poszli. Jako dziewięćdziesięciolatkowie gdybają, gdzie by tu pójść.
- Może do Jelenia?
- Czemu do Jelenia?
- A bo tam jeszcze nie byliśmy...
Ci panowie chyba jeszcze pamiętają gdzie byli, a gdzie nie. W Academy Brixton w Londynie 19 sierpnia wystąpił Bauhaus, od poniedziałku można go będzie zobaczyć w kilku miastach Europy a następnie na terenie USA i Kanady. Bilety TUTAJ.
Z kolei Dave Haslam aktywnie promuje swoją ostatnią książkę na spotkaniach autorskich oraz występuje jako DJ, głównie na terenie Wielkiej Brytanii i raz w Paryżu.
Porządek spotkań znajduje się na jego stronie LINK.
Foo Fighters ogłasza szczegóły dotyczące transmisji koncertu ku czci zmarłego Taylora Hawkinsa z londyńskiego stadionu Wembley. Koncert będzie dostępny na kanałach Paramount+, Pluto TV i YouTubeMTV od 8:30 czasu PST. Będzie on również dostępny do oglądania na tych samych platformach, a specjalne edycje koncertu będą emitowane w czasie największej oglądalności w kanałach telewizyjnych i kablowych Paramount, w tym CBS i MTV.
Zespół ujawnił również, że sprzedaż gadżetów i biletów będzie wspierana przez Music Support i MusiCares. Oprócz Foo Fighters wystąpi także cała plejada muzyków, będzie można obejrzeć występy: Travisa Barkera (Blink-182), Martina Chambersa (The Pretenders), Josha Freese'a, Violet Grohl, Justina Hawkinsa (The Darkness), Shane'a Hawkinsa, Jamesa Ganga, Briana Johnsona (AC/ DC), Kesha, Luke Spiller (The Struts) i Larsa Ulricha (Metallica), Nandi Bushell, Chris Chaney (Jane's Addiction / NHC), Stewart Copeland (The Police), Liam Gallagher, Omar Hakim, Joshua Homme (Queens of the Stone Age), Chrissie Hynde (The Pretenders), Alain Johannes, John Paul Jones (Led Zeppelin), Geddy Lee (Rush), Alex Lifeson (Rush), Brian May (Queen), Krist Novoselic (Nirvana) (LINK).
Powstaje też film o Jarocinie '84. Twórcy publikują zdjęcia osób które poszukują i proszą o relacje, o kontakt z osobami które tam wtedy były (LINK). My tam byliśmy, co opisaliśmy TUTAJ.
Skoro sięgamy do prehistorii - 16 sierpnia ukazała się wersja demo piosenki Lou Reeda Men Of Good Fortune z 1965 roku. Jest to trzeci utwór zapowiadający wydawnictwo kolekcji archiwalnych nagrań zatytułowane Words & Music, may 1965, którego premiera zaplanowana jest na 26 sierpnia na stronie Light In The Attic, w dniu 80. urodzin Lou Reeda. Forma demo Men Of Good Fortune składa się z wcześniejszej wersji tekstu i kompozycji.
I jeszcze prehistoria - Disney zaprezentował zwiastun serialu Willow, opartego na kultowym filmie Rona Howarda z 1988 roku (opisaliśmy go TUTAJ). Produkcja zadebiutuje na platformie Disney+ 30 listopada. Akcja serialu będzie toczyła się 20 lat po zakończeniu filmu. Tytułowy, władający magicznymi mocami bohater, za namową nowych towarzyszy, po raz kolejny będzie musiał walczyć ze złem. Zobaczymy.
W filmie nie brakuje wróżek i czarów. A dziś, 22 sierpnia to w USA Krajowy Dzień Wróżki Zębuszki. Jak wynika z badań 79% dzieci w USA od 6 do 12 lat wierzy w jej istnienie. W rezultacie rodzice zostawiają na poduszce swoich pociech średnio 5 dolarów za ząb. Nie jest to kwota wygórowana, nawet gdyby musieli zapłacić za wszystkie mleczaki na raz (LINK).
Przychodzi staruszka z jednym zębem do kościoła wyspowiadać się. Wylicza grzechy i mówi do księdza:
- Za to muszę iść do piekła.
Na to ksiądz:
- Nie pójdzie pani, bo w piekle jest płacz i zgrzytanie zębów.
Skoro już doszliśmy do tematu babć - po Gambii krążą oszalałe na punkcie seksu brytyjskie babcie i szukają młodych kochanków. Abubacarr S. Camara, dyrektor Rady Turystyki Gambii zaapelował o powstrzymanie seniorek przed takim rodzajem turystyki, bo obniża to reputację jego kraju i odstrasza innych turystów (LINK). Ciekawe czy babcie latają z cyckami na wierzchu, albo chociaż mają amalgamatowe plomby z rtęcią?
Pora na jeszcze jedno dziwactwo - w Nowym Yorku otwarto restaurację, w której podaje się dania inspirowane kocią karmą. Można i tak, ale czy nie prościej aby smakosze skorzystali z oryginalnej karmy? W końcu co oryginał to nie podróba. Zwłaszcza ze nowa restauracja zostanie otwarta pod patronatem Fancy Feast, najpopularniejszej w USA marki mokrych karm dla kotów. Jej nazwa to Gatto Bianco by Fancy Feast (LINK).
Jak będziesz grzeczny to coś dostaniesz.
- Do kogo pan to mówi? - pyta pacjent lekarza tuż przed operacją.
- Do tego kota, który siedzi pod stołem.
Na koniec hit. Pojawił się kolejny Podróżnik w Czasie. Tym razem pochodzi aż z roku 2906. I zapowiada: że w najbliższych 5 miesiącach niektórzy ludzie otrzymają supermoce od przedstawicieli cywilizacji pozaziemskiej, że prezydent USA Joe Biden opuści urząd w tym roku, że objawi się nowa pandemia wywołana tym razem przez świnię zombi która ucieknie z laboratorium, że okryjemy podziemny inny świat... Wszystko to ma wydarzyć się między październikiem a styczniem. Szkoda, że nie przywiózł numerów totolotka (LINK).
Nie ma też nic o kolejnych kataklizmach po braku cukru, węgla, prądu, galopującej inflacji, uchodźcach, rtęci, które już napotkały nasz kraj...
Idzie facet brzegiem Odry.
Widzi faceta klęczącego i pijącego wodę z rzeki.
Spacerowicz woła:
- Co pan robi? Niech pan nie pije! Otruje się pan, chemikalia i odpady!
- Was? Ich verstehe nicht!
- Powoli, bo zimna.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Tym razem temat składaka wydanego na LP w 1985 roku
pt. FALA, który uchwycę z punktu widzenia tamtych lat, tamtych chwil i jednego z
wielu, wtedy uczestniczących w tym całym zamieszaniu zwanym punk
rockiem, nową falą, czy reggae. Daleko szukać nie trzeba, bo mowa tu o masie
ludzi, naocznych świadkach tamtego zgiełku, klimatu i ogólnego chaosu.
Był
to, z tego co pamiętam, okres zimowych ferii połowy lat 80 - tych, czy coś w
tych okolicach; (dawno to jednak trochę ,więc pamięć już czasem płata
figle) śniegi, mrozy i nic ciekawego wokół. Monotonia życia i ponure
myśli, aby cokolwiek zmieniło ten drętwy stan umysłu. Jeszcze niedawno, tak bardzo niedawno, bo kilka miesięcy wstecz w minionym 1984
wspominało się upalne dni, gdzie można było trafić Siekierę, Prowokację i
inne dobre kapele. Dziś w ogólnym syfie na zewnątrz i braku pomysłu na
resztę dnia ta właśnie płyta była strzałem w 10-tkę!!! Od razu
następowała teleportacja w inny i ten właściwy świat. Strefę hałasu i
zamieszania, w miejsce docelowe, wielu takich jak ja. Toteż nie
zastanawiając się zbytnio, w ruch poszedł kaseciak, a zawartością taśmy
była właśnie przegrana od kolegi ta, a nie inna kompilacja. Gramofonu
się nie miało, ale Kasprzak załatwiał sprawę w zupełności. Nie tylko dla
mnie, ale i dla tłumów słuchaczy. Zresztą, co to wtedy była za
różnica? Żadna. Przynajmniej dla mnie. Liczyła się muzyka, muzyka i jeszcze
raz...
No więc jako dość młody punkowiec z przeszło
rocznym stażem, który już bywał tu i tam, przystąpiłem do wypalenia siebie w
strefę kosmosu! Nie powiem, że łyknąłem całą tą ścieżkę i przyswoiłem ją
jako swoją. Wiele pozycji stamtąd zupełnie do mnie nie trafiało, ale
jednak większość tak. Ciężko jest zadowolić każdego, a tam przecież muzyka
jest dość różna. To wszystko wtedy było razem i tak się traktowało te
zjawiska, subkultury, i muzykę, choć każdy tam zachowywał odrębność: Punki, Regały, czy każdy inny wampir żądny jakichkolwiek dźwięków,
różnych niż to co proponowały wtedy polskie media. To był
underground (jeszcze underground) i miejsce dla wszystkich
niedostosowanych. Chwilę później zaczęło to być zbyt otwarte, pospolite i
wypłynęło na szerszy nurt, na równi z disco, rockiem, czy czymkolwiek
innym. Już nie dziwiło i przestało być buntem, ale jeszcze nie wtedy, nie w
połowie lat 80-tych! Trwało to przecież od końca lat 70 i jeszcze jakoś to
wtedy się trzymało.
Dobra, wrzucam taśmę i się
zaczyna. Hmmm, jakieś fujarki, bongosy, tajemnicze dźwięki.. Dziwne to dla
mnie było, ale czekałem na rozwój sytuacji. Rozwoju jednak nie było, to
Intro. Takie akurat, a nie inne. Nie trafiało to do mnie, ale skoro widziałem co ma się znaleźć po tym, to w porządku. Tak pewnie ma być, więc
niech tak będzie. Nazwa 12 RA tym bardziej mi nic nie
powiedziała. Dobra koniec, było minęło. Lecimy dalej. Wyłaniają się regały
z Bakszysz. Byłem do tego przyzwyczajony, że Oni są zawsze gdzieś obok i
nie darzą sympatią dyskomułów tak jak i my, (czyli punkowcy). Oni
(rasta....) byli ogólnie milej nastawieni do świata niż inne załogi, ale
na swój sposób gardzili nie gorzej od nas tym wszechobecnym zjawiskiem z
dyskoteki. Dlatego na imprezach, festiwalach czy innych tego typu
spędach, można było spotkać punków, regałów, czy też ludzi z kręgu new
wave. No nie licząc masy dochodzących, fanów rocka, co z magnetofonami
uniesionymi w górę stali przez kilka godzin w deszczu i gnoju, aby
zapisać cokolwiek na swoich taśmach. To byli twardziele i pasjonaci. O tym co można zaobserwować obecnych czasach lepiej nie będę się wyrażał... Nie ma porównania, choć wszystko na tacy podane, a
może właśnie dlatego.
O czym to ja mówiłem? A o Bakszyszu. No to następny
po intrygującym Intro wjeżdża przedstawiciel Rasta. Utwór pt. Czarna
Droga. Nie moje typy myślę, posłucham, jak już jest, bo chcę to wszystko
zrozumieć, przetrawić, ocenić, żebym wiedział sam dla siebie. Jak dla mnie
to standardowy polski reggae band. Chórki, spokojny, nie agresywny
wokal, teksty traktujące o problemach współczesnego jestestwa, dużo
przenośni, wpleciony pacyfizm.. Ja, jako młody chłopak czasami niewiele
rozumiałem, lub nie chciałem zrozumieć. Nie raz się nawet zastanawiałem się co
poeta miał na myśli, mówiąc, że matka zabija swoje dzieci, to akurat było
czytelne, ale reszta tekstu jakby zaraz skręcała gdzieś z głównego
zagadnienia. No nie wiem, przepraszam, nie zrozumiałem tak na 99%, może mój nieopierzony wiek, może coś innego. W każdym razie muza zagrana
poprawnie i dla rastafarian była jak najbardziej na miejscu.
No, ale
zaraz, za tym numerem Bakszysza wpada co? Prowokacja proszę Państwa. W
utworze Prawo do życia, czyli Kochanej Mamusi! Wtedy to już się poczułem
jak w niebie!! Kilka miesięcy wcześniej ich widziałem, i teraz znów
znalazłem się tam gdzie się bardzo znaleźć chciałem. Tutaj też jest o
matkach, też o zabijaniu, ale ten tekst był dla mnie jasny i
przejrzysty. Nie musiałem rozwiązywać zagadek i męczyć mózgu, myśląc o co im
chodzi, po co, na co i w ogóle. Bez problemu odebrałem przekaz, a o muzie to
już nie ma co się nawet rozwodzić. To kopnięcie prosto w twarz i to
takie jak należy. Sam dobrobyt i miód na ucho. Pozamiatane w promieniu
kilku kilometrów! Tak bym to ujął. Klasyka i oby więcej takich
grup. Wiedziałem wtedy, że żyje i wiedziałem po co!
No
i teraz mógłbym napisać dokładnie to samo o następnych w
kolejce! Siekiera w utworze FALA!!!! Dlaczego ten numer nie zaczyna, lub
nie kończy tej składanki? Tego nie wiem. Mógł też i zaczynać i kończyć, i
byłoby dobrze. Jest to kawał mięcha i zamiast Intro, albo tego pana, który jest na końcu płyty, powinien, według mojego
skromnego zdania, znaleźć się ten numer Siekiery. No cóż, nie ja układałem kolejność, nie ja
miałem koncepcje płyty i nie ja będę teraz rozwodził się w tej
kwestii. Ubolewam jedynie nad tym faktem, i nic mi więcej nie
pozostało. Kawałek jest naprawdę rozkładający na łopatki, i naciera z
całą siłą na człowieka, który ma okazję go właśnie słuchać. Szczególnie na młodego chłopaka, którego pojęcie o muzyce jest
jeszcze wciąż niezagospodarowane! Takie numery to pożywka i kształtowanie
tego właśnie obszaru. To proces nasiąkania dźwiękiem i buntem w
jednym. No, a zaraz po tym, Idzie Wojna! Pamiętam to spod sceny. Kurz w
zębach, cyklon, kocioł jakich mało i zwarta masa punx tworząca największe
pogo jakie w życiu widziałem. Teraz znów to mam, ale z Kasprzaka, nie na
żywo, ale przecież na żywo już było i jestem jakby z tego dumny. Znów ta
chwila dalej trwa! Jest wejście, spokój (jak można to tak w ogóle nazwać) i
ognia!! Jazda bez trzymanki. Tak właśnie gra Siekiera, żywcem przeniesiona
stamtąd na obdartą stilonkę. Daje jak ta lala, jakby bez kompleksów i
obaw. Wszystko działo się tam i wtedy, a to jedynie przekaz z
magnetofonu. Co by wtedy te tłumy zakręconych muzyką ludzi zrobiły bez
przysłowiowego kaseciaka? Cienizna by nastała i ciemność, gorsza niż
była faktycznie. Także to uratowało wielu z nas dupy, i z tego
powinniśmy się cieszyć.
Dalej
wjeżdżają chłopaki z Abaddonu, czyli czad wśród pyłu i ostrej jazdy się
nie kończy. Mamy numer pt KTO! Też niedawno ich widziałem, no i dali
dobrze i dosadnie. Nie gorzej niż poprzednicy. To złoto polskiegopunk
rocka, Oni i kilku innych wykonawców. Dziś jeszcze bardziej to doceniam i
pewnie co niektórzy z was też, bo dziś już nie ma takich bandów. Może są
lepsze technicznie, bo czasy inne. Może mają większe chody i wpływy, bo Facebook i miliony niedoinformowanych lansują się na dokonaniach tych
pierwszych, lub prawie pierwszych w tym wypadku. Oni nie potrzebowali nic
oprócz prawdziwej muzyki, punk klimatu. Zawsze wykładali laskę na
wszechobecny system sierpów i młotów. Dlatego dla was szacunek, bo
niebawem wszyscy będziemy jedynie zamazanym i niejasnym wspomnieniem.
Dobra,
to czas na Tomka Lipińskiego z Tiltem w kawałku Za zamkniętymi
dzwiami (widziałem Cię). Numer utrzymany w rytmie trzymającym lekko za
pysk, ale tak delikatnie. Nie hardcorowo, czy nachalnie. Tomek chce pokazać
pazur w swoim stylu. Nie za bardzo agresywnie dla tych już zdegenerowanych, a dość mocno dla lalusiowatych, co niebawem odpłyną z kontrkultury, bo im się odechce. No ale,za to zawsze wspomną, że oni
kiedyś też byli przeciw, ale przeciw czemu? Fason się trzyma całe
życie, a nie jedynie przez jakąś marną chwilę.. Nawet wtedy, jak zmienia się
punkt odniesienia, a właściwie przede wszystkim wtedy. Dla Tiltu powiem
zdecydowane TAK! Na tej kompilacji nadawał się akurat, i to była dobra
decyzja.
No i teraz Nie ma
Zagrożenia poprzez Dezerterów!! To jest band na miarę mojego pojmowania
tamtego okresu. Nic dodać nic ująć, Skandal daje po bandzie swoim wokalem i
nic go w tym momencie nie przebije. Sam numer jest bardzo dobry, aby nie
używać tu pozytywnie niecenzuralnych określeń. A w sumie to dlaczego
nie? Przecież to wypas wykurwisty jest, wtedy dziś i na
wieki. Przepraszam, ale musiałem, bo inaczej tu się nie da! Będę się
powtarzał, ale to już też nie wróci i nikt tego nie powtórzy. Dezerter gra
dalej, gra dziś, tu i teraz w tych czasach i to dobrze. Dla mnie
jednak, tamto się nieco różni. Jak i wiele innych lepszych, prawdziwszych i
konkretnych zdarzeń. To nie ten sam stan umysłu, nie te
oczekiwania, ekscytacja na całego. To chyba tym się różni, bądź czymś w ten
deseń. W 1983 kupiłem sobie singiel (innego określenia nie znałem) z 4
numerami z Tonpressu i wtedy dużo się w moje głowie zmieniło, jak i w
tysiącu innych umysłach. To była bomba, dawka napalmu, który do dzisiaj
buzuje gdzieś w okolicach czaszki. Na składance World Class Punk, Skandal i koledzy trzymali dla nas jako nacji dobre miejsce w Punk Rocku
i cały świat mógł to docenić. Za to dziękuję w swoim i innych przygłupów
imieniu!
Kryzys? Tak Kryzys
następuje z wolna z kawałkiem Mam Dość! Ciśnienie spadło
po Zagrożeniu, ale jest to dobry moment na uspokojenie. Akurat, na miarę
szyty i na swoim miejscu. Tamta piosenka nie była dla mnie nowością, już
ją gdzieś tam słyszałem. Wolałem inne, agresywniejsze kawałki z punk
zamieszania i nieładu, więc to potraktowałem jako przerwę po dobrej
dawce poprzednich zespołów.
No i
nastał czas regałów. Zespół KULTURA w numerze Lew Ja i Ja DUB znów
standard i znajome rytmy.. Podobne do siebie zazwyczaj i mieszające się
ze sobą, ale tak też było nie tylko w reggae. W innych gatunkach również, bo przecież na tym te nurty bazowały. Zdarzały się wyjątki, czyli
mniej lub bardziej niemonotonne tematy, ale to nie jest pierwszyzna i
każdy o tym przecież wie. Dlatego ja wolałem tę moja szarpaną monotonię, a Rasta po prostu spokojnie znosiłem. Mogę jedynie dodać, że ten
kawałek, był wolniejszy, niż kolegów z Bakszysz, a poza tym to... Już
nic, ale nie martwcie się nie było aż tak źle. Naprawdę.
To
co nastąpiło po zespole Kultura, to już niestety jak na moją granicę
wytrzymałości(w tamtym czasie) zbyt wiele. Muza pod nazwą Rio Ras City
Huk, czyli bongosy, grass w powietrzu i tajemniczy powiew pozytywnej (tak
mi się wydaje) energii. Nie każcie młodemu narwanemu punkowi wchodzić
głębiej w ten zaułek, bo nic z tego nie będzie. Ostańcie w spokoju i
pokoju,a ja już może przejdę dalej. Tak będzie najlepiej dla wszystkich.
No
i po chwili na moje serce padł promień radości i wszystko wróciło do
normy! PLAKAT! DEZERTER! Już wróciłem z powrotem na planetę Ziemia! Dobra,
no to co tu gadać, bongosy na bok i punk rock znów staje się
faktem!! Jeden z lepszych numerów DEZERTERA w mojej opinii po dziś
dzień, ale powiedzmy, że to przecież było wtedy.. Po usłyszeniu tak zacnej
nuty, aż mnie nosiło po całym domu i miotałem się z eksplozją hałasu pod
kopułą! Pieśń była i jest na miarę wszechczasów, oraz historii polskiej
muzyki podziemia lat 80-tych, a raczej jej pierwszej połowy. R.I.P.- SKANDAL i
szkoda, że to już koniec.
Czas
nadszedł na IZRAEL, czyli numer Wolność. Tutaj akurat kapela zaskakuje
mnie,ponieważ gra bardzo dojrzałe reggae, w dobrym wykonaniu i
klimacie.. Warstwa tekstowa jest też jak większości kapel tego gatunku, a
wokalista ma taką barwę głosu jakby przepraszał za to, że śpiewa. Lekki
wokal snuje się tu i tam, wypełniając solidnie zagrane dźwięki. Naprawdę,
dobrze skonstruowane pomysły.. Tak też jest na obu ich pierwszych
płytach. Nie ma się czego wstydzić, bo to jedna z grup, która myślała nad
tym co gra i jak gra. Ma to też ogromne znaczenie, biorąc pod uwagę czasy w jakich tworzyła i
nagrywała. Chłopaki świadomi i zaangażowani. Tyle
w tym temacie.
No i na tym chciałbym zakończyć, a Panu Józefowi Brodzie, życzyć wszystkiego dobrego,oraz Wolności i Swobody!
Punks not Dead!
Fala, Polton 1985, poducent: Dr Avane, tracklista: 12 RA - Intro, Bakszysz - Czarna droga, Prowokacja - Prawo Do Życia, Czyli Kochanej Mamusi, Siekiera - Fala, Siekiera - Idzie wojna, Abaddon - Kto, Tilt - Za Zamkniętymi Drzwiami (Widziałem Cię), Dezerter - Nie ma zagrożenia, Kryzys - Mam Dość, Kultura - Lew Ja i Ja Dub, Rio Ras - City Huk, Dezerter - Plakat, Izrael - Wolność, Józef Broda - Swoboda.
To było tak. Festiwal muzyki w Jarocinie był w dla nas, w latach 80-tych ubiegłego wieku, enklawą wolności. Tutaj wcale nie chodziło o wolność człowieka jako taką, bowiem festiwal obstawiony był masą Milicji, nie tylko w tzw. sukach ale i na motocyklach (jeden mnie spisał i dostałem kolegium za spodnie typu moro...). Chodziło o coś, co można nazwać wolnością muzyczną, może nie do końca, bo jednak kontrolowaną przez partię. Wszystkie zespoły przechodziły przez przesłuchania, i te zbyt prostolinijnie walące w system kierowane były, i to przy odrobinie szczęścia, na tzw. Małą Scenę. Całym festiwalem jak i przesłuchaniami, dowodził Walter Chełstowski, wówczas w miarę młody człowiek z charakterystyczną czarną brodą.
To było 4 lata po śmierci Iana Curtisa z Joy Division, i mimo niepełnoletności udało mi się ubłagać rodziców, by wyrazili zgodę na mój wyjazd. Było nas pięciu: Sławek, Bogdan, Robert i ja, oraz jedyny pełnoletni: kuzyn Roberta, Rafał mający nas pod opieką. Wzięliśmy pięcioosobowy namiot i zamieszkaliśmy w Jarocinie na prywatnym polu namiotowym u jakiegoś rolnika. Wtedy poznałem braci Rakowskich (jeden starszy brunet, młodszy blondasek, wspólnie słuchaliśmy z ich magnetofonu Cocteau Twins - nawet pamiętam nazwę płyty, Head over Heels z 1983 roku), wtedy dwóch młodych chłopaków grających w zespole Bruno Wątpliwy, później Fading Colours, dziś organizatorów festiwalu gotyku w Bolkowie (czy oni to pamiętają?)
Chodziliśmy na festiwal codziennie, mimo niesprzyjającej pogody - dość mocno padało. Co najbardziej utkwiło mi w pamięci?
Jak donosi Wikipedia: W 1984 na festiwalu pojawili się Prowokacja, Siekiera, Moskwa, Hak, Jaguar, Piersi, Ostatnie Takie Trio, Rendez-Vous, Sedes, Abaddon, Kultura, Madame, Fort BS, Stress, Variété, Klaus Mitffoch, Made in Poland, Dezerter oraz debiutujący utworem Ostatni Tabor zespół Kat.
Siekierę doskonale pamiętam. Irokez Budzyńskiego i broda Adamskiego. Później rozpad i powstanie Armii. Pamiętam kiedy wiele lat później (koło dwudziestu) byłem na ich koncercie. Powiedziałem do swojego dziecka przedstawiając mu lidera zespołu Tomasza Budzyńskiego - patrz, to jest żywa legenda polskiego rocka. A Tomek wziął moje dzieckona przysłowiowego barana co uwieczniłem na zdjęciu. Wtedy w 1984 w Jarocinie, występ Siekiery wglądał tak:
Staliśmy w okolicy pierwszego rzędu koło pogujących. Cały koncert zespołu dostępny jest tutaj:
Moskwę też doskonale pamiętam, zwłaszcza Pawła Gumolę Gumę, to był naprawdę znakomity koncert:
Ten ekspresyjny blondyn grał tak szybko, że niewielu potrafiło nadążyć. Nam najbardziej spodobały się Samobójstwa (drugi utwór na liście).
Występ Piersi też dobrze zapamiętam, szczególnie Pawła Kukiza (tego, tego!) muzyka śpiewającego doskonałe tekstami zabarwione humorem i aluzjami do systemu. Rezerwa bodajże taki był tytuł megahitu z tego koncertu (na bis) ale i W Poroninie to też było coś! (posłuchajcie zwracając uwagę na tekst):
Rendez - Vous - trio z Łodzi i Ziemowit Kosmowski, wówczas z bardzo bujną czupryną, to też było coś elektryzującego. Taki cold wave minimalistyczny tekstowo (ale za to jaki urzekający) z doskonałymi gitarzystami i perkusistą....
Abbadon z Bydgoszczy, prosty, można powiedzieć klasyczny punk - rock ale jakże ciekawy tekstowo:
Madame cóż... I pomyśleć, że Robert Gawliński od Made in Poland i Madame doszedł do Baśki i jej biustu... Tyle w temacie. A tak wtedy grali:
Fort BS, też punk rock warto o nich wspomnieć, zwłaszcza z powodu doskonałego wokalu i tekstów:
Variete to temat na zupełnie inną opowieść. Za jakiś czas pochwalę się tomikiem wierszy od Grześka, z jego dedykacją, dla koncertowego kumpla. To było moje największe odkrycie, i takim pozostaje do dziś.... Wtedy wygrali a my urzeczeni zobaczyliśmy, jak może ewaluować muzyka inspirowana dokonaniami Joy Division....
Wiele lat temu po innym koncercie, kiedy dostawałem autografy, zapytałem go: Dlaczego dziś gracie inaczej? Odpowiedział: bo komuny już nie ma...
Klaus Mitffoch - po prostu niesamowici, zarówno tekstowo jak i muzycznie. Janerka i dwóch kolegów - takie zwykłe trio. Zobaczcie sami, jak nie są z nikim:
To był okres kiedy tworzyli takie cuda:
Made in Poland, tak jak wiele innych wymienionych powyżej zespołów, pojawi się tutaj w zupełnie osobnych wpisach, bo na to zdecydowanie zasługują. Wtedy grali tak:
Dezerter i Kat czyli punk i metal. Pierwsi byli całkiem dobrzy:
A KAT to heavy metal. Rok później dali bardzo doby koncert, Kostrzewski wyskakujący z trumny, a później rozdający autografy na masce wypasionego auta.
A co wtedy, w 1985 roku, działo się w Jarocinie opiszę w osobnym wpisie...
Wtedy w 1984 roku wydawało nam się, że festiwal i pobyt na nim to forma buntu. Dziś, patrząc z perspektywy czasu, można śmiało postawić tezę, że było to swoistego rodzaju kontrolowane wypuszczanie pary i rozładowywanie gorących nastrojów kipiących wewnątrz pełnego buntu młodzieńczego tygla.