Pokazywanie postów oznaczonych etykietą art rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą art rock. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2025

Z mojej płytoteki: Marek Grechuta i Anawa - Korowód, płyta ponadczasowa

W swojej kolekcji posiadam wiele starszych płyt, ta jest właśnie jedną z nich - ze zbiorów ojca... Breakoutów oddałem koledze, zachowując najcenniejszy album z autografami. Zachowałem również dziś omawiane wydawnictwo, ponieważ jest to płyta absolutnie ponadczasowa. To jedna z płyt, które powinny być wizytówką polskiej muzyki alternatywnej, czegoś na granicy awangardy, poezji śpiewanej i art rocka. Marek Grechuta, którego wszyscy kojarzą z późniejszymi dokonaniami, artysta który po latach stał się gwiazdą wielkiego formatu, i którego (jak wiele gwiazd) nie ominęły życiowe kłopoty, na tym albumie prezentuje zupełnie nietypowe oblicze. To oblicze pseudo hippisowskie (wśród muzyków jest Marek Jackowski - przyszły założyciel Maanamu) zmieszane z klimatem krakowskiej Piwnicy Pod Baranami i cyganerii, artystów i poetów. Jak na owe czasy, a jest to wydawnictwo z 1971 roku, cały ten koncept pięknie oddaje okładka autorstwa T. Kalinowskiego - rozszalałe burzą niebo, pioruny, tęcza a wszystko to nad kroczącym dumnie korowodem muzyków. A jest ich całkiem sporo, bo poza Markiem Grechutą (śpiew) i Markiem Jackowskim (gitara i brać), jest wśród nich Jan Kanty Pawluśkiewicz (fortepian, aranżer i kierownik muzyczny), Jacek Ostaszewski (flet i kontrabas), Eugeniusz Makówka (perkusja), Anna Wojtowicz (wiolonczela), Tadeusz Kożuch (altówka) i Zbigniew Paleta (skrzypce). W tamtym czasie wielkim rarytasem było umieszczenie przez wydawnictwo Muza winylu w kopercie, która po rozłożeniu, daje nam plakat (autorstwa Kalinowskiego i Gołąba) ze zdjęciem muzyków na pomarańczowym tle. I wszystko to za jedyne 65 PLN.

Zresztą owo zdjęcie zdaje się oddawać klimat tamtych czasów, który został uwieczniony w filmie pt. Korowód w reżyserii K. Brzozowskiej i R. Kubiaka z 1972 roku. Zobaczmy fragment:

 

Film jest bardzo krótki, trwa zaledwie 25 minut, niestety nie jest dostępny w sieci.

Już sam początek albumu wprowadza nas w jakieś bardzo psychodeliczne klimaty - instrumentalny Widzieć więcej - jedyna piosenka na albumie autorstwa Marka Jackowskiego wskazuje, z czym będziemy mieli tutaj do czynienia. Kto by pomyślał, że kilkanaście lat później Dead Can Dance z 4AD podryfuje brzmieniowo w podobnym kierunku. Kantata z początkiem w klimacie poprzedniego utworu, z muzyką Jana Kanty Pawluśkiewicza i tekstem Jana Zycha to pogłębienie klimatu psychodeli. W zasadzie album zaczyna się na dobre tą piosenką. Piękna to mało powiedziane... Klimat lata, wieś przed burzą. A może chodzi o kontrast między wsią a miastem? O człowieka rzuconego z prowincji w zgiełk miasta, gdzie kończy swoje życie...


Chodźmy autorstwa Marka Grechuty to lekki utwór o poszukiwaniu przeznaczenia. Ale jest w nim też bardzo spokojny fragment o poszukiwaniu prawdy w życiu... Świecie nasz autorstwa Pawluśkiewicza i Grechuty to jeden z największych hitów płyty. Swoistego rodzaju apel o spokój, wyciszenie, jasne dni i ciszę. Nowy radosny dzień - to kolejny utwór instrumentalny, tym razem autorstwa Pawluśkiewicza, a po nim następny hit - Dni, których nie znamy, Pawluśkiewicza z tekstem Grechuty. Chyba największy przebój artysty... Natomiast moim faworytem z tego albumu jest chyba najpiękniejsza ballada polskiej muzyki - Ocalić od zapomnienia, gdzie do wiersza Gałczyńskiego muzykę napisał Marek Grechuta...

Korowód to mocna psychodela z tekstem Leszka  Aleksandra Moczulskiego i i muzyką Grechuty. Jakże aktualny dzisiaj tekst, mimo upływu lat... No i to solo na flecie...

Album kończy piosenka Niebieski młyn z muzyką Pawluśkiewicza i słowami Tadeusza Śliwiaka. Ciekawy tekst, można z nim dopatrywać się wątków religijnych, no i jest on ponownie podsumowaniem czasów, nie tylko tamtych, ale i tych w których żyjemy...

Wszystko jakże aktualne, mimo upływu lat... 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

Marek Grechuta i Anawa, Korowód, producent: Z. Gajewska, Muza 1971, tracklista: Widzieć więcej, Kantata, ChodźmyŚwiecie nasz, Nowy radosny dzień, Dni, których nie znamy, Ocalić od zapomnienia, Korowód, Niebieski młyn.


         

sobota, 7 grudnia 2019

Z mojej płytoteki: Collage - Moonshine, najlepsza płyta polskiego rocka progresywnego


Bohaterowie płaczą

Kawałek ciebie kawałek mnie
(czy słyszysz mój płacz?)
Jedno puste serce, jedno niezrealizowane marzenie
(czy czujesz?)
Na opuszczonych przystankach późno nocą
(czy słyszysz mój płacz?)
Udając że wszystko jest OK

Z ciemności, błyskają wspomnienia wypełnione cierpieniem,
Znowu umieram po telefonie
Neony igrają w moich łagodnych mokrych oczach
Teraz wiem, że tylko bohaterzy płaczą

Bohaterzy płaczą
Bohaterzy płaczą

Spójrz na mnie jestem zakurzoną tarczą dumy
Nie jestem gotowy na kłótnię
Jestem OK choć moje serce jest ciągle suche
Nie wiedziałaś że tylko bohaterzy płaczą?

Bohaterzy płaczą
Bohaterzy płaczą
Bohaterzy płaczą

Spójrz na mnie jestem zakurzoną tarczą dumy
Nie jestem gotowy na kłótnię
Jestem OK choć moje serce jest ciągle suche
Nie wiedziałaś że tylko bohaterzy płaczą?

Bohaterzy płaczą
Bohaterzy płaczą
Bohaterzy płaczą
Bohaterzy płaczą

Czy słyszysz mój płacz
Czy czujesz?
Czy słyszysz mój płacz
Czy czujesz?
 


W twoich oczach

Prawie noc,
Zaczynam
Ciche polowanie za marzeniami
Zachmurzone niebo
Nie ma znaku przyszłej nadziei
Tylko umierające światła

Teraz mogę czuć, czy to realne?
Ceremonia w moim sercu
Właśnie się zaczyna
Teraz czuję coś czego na prawdę nie rozumiem
Czy to miłość?
Czy to miłość?
Czy to miłość?

Czy to miłość?
Czy to miłość?
Czy to miłość?

Cichy w rozpaczy
Samotny jak kamień
Wystraszony jak dziecko przed burzą
Zagubiony w obietnicach przygaszonego neonu
Nic później nie miało dla mnie znaczenia

Noc była bardzo jasna
Noc była bardzo ciepła
Mokre liście i ziemia nie było oznak burzy
Płynąc w tłumie nagle spojrzałem głęboko w twoje oczy
I czuję że żyję

Znowu

I teraz zamierzam to zrobić po swojemu
Chcę patrzeć jak to rośnie w moim sercu
Nie pozwolę temu nigdy odejść
Nigdy nie pozwolę temu umrzeć

Tysiąc płomieni w każdej iskrze
Teraz mogę zmienić wodę w wino
W dół rzeki
Czekam na noc
Chcę widzieć Twoje oczy w odległych gwiazdach
Mam nadzieję je zobaczyć teraz

W dół rzeki
Czekam na noc
Chcę widzieć Twoje oczy w odległych gwiazdach
Mam nadzieję je zobaczyć teraz

Widziałem jak zgubiłaś się w  tłumie na linii horyzontu
Widziałem cię tutaj dziś
Nigdy nie pozwolę ci odejść
Nigdy nie pozwolę ci odejść

Ona była moim Świętym Mikołajem
Dała mi miłość nowo narodzonego dziecka
Pomogła mi zrozumieć moje lęki
I sprawiła że miałem marzenia

Była moją najsłodszą Julią
Z dawno zapomnianej historii miłosnej
Pomogła mi zrozumieć moje lęki
I sprawiła że miałem marzenia

W dół rzeki, czekam na noc
Chcę widzieć Twoje oczy w odległych gwiazdach
Mam nadzieję je zobaczyć teraz
W dół rzeki, czekam na noc
Chcę widzieć Twoje oczy w odległych gwiazdach

Mam nadzieję je zobaczyć teraz

Późno w nocy księżyc jaśnieje
I wiatrowskaz jest nieruchomy
Liście są zawilgocone i wszystko się budzi

Strach jest tylko odległym uśmiechem
Niejasnym i nierealnym
Śpię chroniony biciem twego serca

Tutaj dziś wieczorem zdaje się być na zawsze

Teraz mogę Ci powiedzieć co czuję
Powiedzieć co jest realne
Co czuję
Teraz jest czas na Ciebie i mnie
Na uśmiech i łzę
Bo wiem co jest w twoich oczach

Ceremonia właśnie się zaczyna
Wiem że to miłość
I miłością jest
To co znalazłem w twoich oczach
W twoich oczach
W twoich oczach
W twoich oczach



Piękny dzień

Wierzby
Łąki zieleni
Wyspy w słońcu
Wyrastające ze wzgórz bieli

Wierzby
Łąki zieleni
Wyspy w słońcu
Wyrastające ze wzgórz bieli

Poranny przypływ
Smutek świtu
Niebieskie dzwonki w porannej rosie
Kołysane w wietrze

To w twoim dotyku
To w twoim uśmiechu
To w piosence miłosnej
Którą słyszę wewnątrz

To w obrazie ciebie
Który uchwycił wszystko
Czego nie mogą zobaczyć oczy
I nie opiszą słowa

To taki piękny dzień
Zabierz moje lęki
To taki piękny dzień
Zabierz moje lęki

Pada śnieg
Pogania rwące rzeki
Światła z księżyca
Spoglądają na wzburzony przypływ

Gwiaździsta noc
Łza w mojej dłoni
Światła migoczącej świecy
W ciemności

To w twoim dotyku
To w twoim uśmiechu
To w piosence miłosnej
Którą słyszę wewnątrz

To w obrazie ciebie
Który uchwycił wszystko
Czego nie mogą zobaczyć oczy
I nie opiszą słowa

To taki piękny dzień
Zabierz moje lęki
To taki piękny dzień
Zabierz moje lęki

To w twoim dotyku
To w twoim uśmiechu
To w piosence miłosnej
Którą słyszę wewnątrz

Tak jest…




Żyjąc w świetle księżyca

Żyjąc w świetle księżyca
Wizje przepływają przez mój umysł
I tutaj przy kominku
Nie odróżniam iskier od spadających gwiazd

Żyjąc w świetle księżyca
Czuję się tak bezpieczny
Ona jest teraz moimi religiami
Nie ma jej tutaj ale czuję jej serce

Żyjąc w świetle księżyca
Czuję pustkę świtu
A przepych deszczowej jesieni
Powoduję że moje łzy spadają na ziemie

Spacerując w niebieskim świetle
Pojmuję marzenia przez pojedynczy dotyk
Przepych umierania
Nigdy nie był moim przewodnikiem

Taki samotny
Taki samotny
Samotny w oślepiającym deszczu świateł gwiezdnych
Taki samotny, na zawsze wierny

Taki samotny
Taki samotny
Samotny w oślepiającym deszczu świateł gwiezdnych
Taki samotny, na zawsze wierny

Kiedy czuję samotność w moim sercu
Wołam Twoje imię w ciemności
By złamać zaklęcie
By uczynić je dobrym

Kiedy czuję samotność w moim sercu
Wołam Twoje imię w ciemności
By złamać zaklęcie
By uczynić je dobrym

Zabierz mnie stąd

Żyjąc w świetle księżyca
Czuję się tak bezpieczny
Ona jest teraz moimi religiami
Nie ma jej tutaj ale czuję jej serce

Czuję jej serce
 


Blues

Gdy nadchodzi noc
A bicie mojego serca
Jest zbyt słabe by przerwać ciszę
Nie poddam się bez walki

Możesz zamknąć moje usta na zawsze
Ale nie zapomnisz mojej piosenki
Możesz zatrzymać moje serce
Ale nie zatrzymasz miłości

Długa deszczowa jesień
Dni wypełnione łzami
Czekam na coś
Na cichej krawędzi strachu

Goniąc upadek
Wysoko
Za długo czekając
Nigdy nie zobaczysz mnie pełzającego

Nigdy nie zwolnię
Czuję to we krwi
Dzikość jak płonący ogień
Nigdy nie przeminę

Nie poddam się
Nie ustąpię
Nie przebiorę swojego serca

Możesz pomyśleć że jestem szalony
Że jestem obłąkany
Możesz uczynić reflektory ślepymi
Ale ja zawsze będę tam na scenie

Jak płomień w środku ognia
Jak ćma wewnątrz złotego bursztynu
Jest duch wewnątrz mnie
Nie zatrzymasz nigdy

Długa deszczowa jesień
Dni wypełnione łzami
Czekam na coś
Na cichej krawędzi strachu

Goniąc upadek
Nad ścianami
Za długo czekając
Nigdy nie zobaczysz mnie pełzającego

Nigdy nie zwolnię
Czuję to we krwi
Dzikość jak płonący ogień
Nigdy nie przeminę

Usłysz moje słowa
Nie mam nic więcej do powiedzenia
Jestem gotów na przyjęcie jutra
I nigdy nie przestanę się modlić

Nie poddam się
Nie ustąpię
Nie przebiorę swojego serca

Nigdy się nie poddam
 


Skrzydła w nocy

Skrzydła w nocy
Poruszają się przez powietrze
Dotykają mojego serca
Od teraz już nie będę taki sam

Czy czujesz to wewnątrz?
Czy czujesz to w swoim sercu?

Skrzydła poruszają się wysoko
Twoje oczy zawsze pełzają
Zastanawiam się dlaczego
Dlaczego ty zawsze celujesz tak nisko?

Rzeki rwą pod ziemią
Szepty w deszczu
Zmysły zdane na własne siły między środkiem nocy
A światłem dnia
Niech wiatr dotknie twojej twarzy
Czy to trudne patrzeć i słuchać?

Będziemy tańczyć z rękami wysoko
Pochodnie płoną jasno
W lasach nocy
Z daleka od zatłoczonych ulic miast
W światłach supermarketu
Do dźwięku stereo
W kamiennych kręgach
Jak długo starczy sił

Nie wiesz kim jesteś
Ukrywając się gdzieś z oczami ukrzyżowanymi
Słysząc głosy których nie rozumiesz
Biegniesz
Wciąż biegniesz
Uciekasz

Dlaczego, dlaczego, dlaczego nie wierzysz w to co czujesz?
Niech wiatr będzie twoim przewodnikiem
Rozpostrzyj skrzydła i naucz się latać
Dlaczego, dlaczego, dlaczego nie wierzysz w to co czujesz?
Niech wiatr będzie twoim przewodnikiem
Rozpostrzyj skrzydła i naucz się latać

Znowu

Rzeki rwą pod ziemią
Szepty w deszczu
Zmysły zdane na własne siły między środkiem nocy
A światłem dnia
W światłach supermarketu
Do dźwięku stereo
W kamiennych kręgach
Jak długo starczy sił

Teraz połóż się na ziemi
Poczuj jej ciepły oddech na swojej skórze
Ciche migoczące gwiazdy kropla rosy w oczach
Patrzę na ciebie i zastanawiam się dlaczego

Dlaczego, dlaczego, dlaczego nie wierzysz w to co czujesz?
Niech wiatr będzie Twoim przewodnikiem
Rozpostrzyj skrzydła i naucz się latać
Dlaczego, dlaczego, dlaczego nie wierzysz w to co czujesz?
Niech wiatr będzie Twoim przewodnikiem
Rozpostrzyj skrzydła i naucz się latać

Znowu




Blask księżyca

Nigdy więcej baśni opowiadanych zimą
Nigdy więcej magicznych lasów moja droga
Jeśli chcesz przejść przez lustro teraz
Musisz je zbić

Nigdy więcej rozczarowań
Nigdy krzyczącej ciszy
Nigdy więcej łez, cieni w ciemności

Nigdy więcej rozczarowań
Nigdy krzyczącej ciszy
Nigdy więcej łez, cieni w ciemności

Teraz myślisz że jesteś bezpieczna
W twojej niebieskiej lektyce
Chowając marzenia w książce
Ale kiedyś obudzisz się z krzyczącymi oczami
Księżyc wyda się zbyt jasny

Nigdy więcej rozczarowań
Nigdy krzyczącej ciszy
Nigdy więcej łez, cieni w ciemności

Nigdy więcej rozczarowań
Nigdy krzyczącej ciszy
Nigdy więcej łez, cieni w ciemności

Jeden pusty szept za wiele
Jedna cicha noc bez końca
Pozwalam wejść światłu księżyca do środka

Delikatnie idę poprzez siedem
Kolorów nocy
By dostać się wprost do twojego serca

Czuję rytm wewnątrz
W każdej komórce mojej krwi
Nie mogę się więcej opierać
Chcę być zahipnotyzowany
Chcę być wzmocniony
Nie mogę się więcej opierać

Gdzie jesteś? Pragnę cię teraz

Jeden pusty szept za wiele
Jedna cicha noc bez końca
Pozwalam wejść światłu księżyca do środka

Delikatnie idę poprzez siedem
Kolorów nocy
By dostać się wprost do twojego serca

Czuję rytm wewnątrz
W każdej komórce mojej krwi
Nie mogę się więcej opierać
Chcę być zahipnotyzowany
Chcę być wzmocniony
Nie mogę się więcej opierać

Gdzie teraz jesteś?
Pragnę cię teraz

Gdzie teraz jesteś?
Pragnę cię!

Zawsze będę pamiętał moment spośród tych kilku
Wzięłaś mnie wtedy za rękę i powiedziałaś: Moje marzenia się spełniają
Powiedziałem to wszystko tobie

Zawsze będę pamiętał moment spośród tych kilku
Gdy wzięłaś mnie wtedy za rękę i powiedziałaś: Moje marzenia się spełniają
Powiedziałem to wszystko tobie

Wiem że teraz chcę to znowu czuć
Wiem że teraz chcę to znowu czuć
Wiem że teraz chcę to znowu czuć
Wiem że teraz chcę to znowu czuć
 


Wojna skończona

Wojna skończona
Wojna skończona
Dziś wieczorem

Weź mnie weź mnie
Na łąki zieleni
A wyszepczę dla Ciebie moje serce

Będziemy razem marzyć i rozmawiać
Wznosić toasty za nic i się śmiać
Teraz nic nas nie poróżni
Bo

Wojna skończona
Wojna skończona
Wojna skończona
Dziś wieczorem

Wojna skończona
Wojna skończona
Wojna skończona
Dziś wieczorem

Niech Twoje myśli odlecą
Ku oceanom błękitu
Gdzie fale pocałują Cię na dobranoc

Teraz niebo jest tak przejrzyste
Nie ma czego się bać
Teraz możemy rozpocząć wszystko od nowa
Bo

Wojna skończona
Wojna skończona
Wojna skończona
Dziś wieczorem

Wojna skończona
Wojna skończona
Wojna skończona
Dziś wieczorem

Polecimy nad górami
Na skrzydłach wiatru
I zobaczymy miejsce gdzie słońce rozpościera się
Nad spokojną ziemia

Polecimy nad górami
Na skrzydłach wiatru
I zobaczymy miejsce gdzie słońce rozpościera się
Nad spokojną ziemia

Wojna skończona
Wojna skończona
Wojna skończona
Dziś wieczorem

Wojna skończona
Wojna skończona
Wojna skończona
Dziś wieczorem

Wojna skończona
Wojna skończona
Wojna skończona
Dziś wieczorem

ISOLATIONS: Zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów



Collage - Moonshine, SI Music, 1994, Tracklista: Heroes Cry, In Your Eyes, Lovely Day, Living In The Moonlight, The Blues, Wings In The Night, Moonshine, War Is Over

Zacznijmy od okładki - dzieło wielkiego artysty Zdzisława Beksińskiego (pisaliśmy o nim TUTAJ), bezsensownie zamordowanego.. Kiedyś czytałem, że Japończycy wykupili wszystkie dzieła Beksińskiego jakie miał namalować do końca życia... Obraz z okładki nie ma tytułu, można go podziwiać w muzeum artysty w Sanoku. Byłem tam kilkanaście lat temu i każdemu szczerze polecam. 


Ale okładka to nie przypadek - wiadomo że zespołowi kibicował Tomek "Beksa" Beksiński (TUTAJ), syn artysty i jeden z najwybitniejszych polskich dziennikarzy muzycznych, który popełnił samobójstwo. 

Płyta jest niezwykła i nikt nie ma chyba wątpliwości, że dziś to klasyk polskiej muzyki, który śmiało można postawić obok czarnej płyty Brygady Kryzys (TUTAJ), czy Nowych Sytuacji Republiki (TUTAJ). 

Znakomite partie wokalne Amiriana i doskonałe solówki Gila, ale nie tylko - cały zespół brzmi bardzo nowocześnie i do dziś Moonshine zaskakuje świeżością. 

Tym którzy nie mieli jeszcze okazji poznać najwybitniejszej płyty polskiego rocka progresywnego zapraszam w krainę miłości, nostalgii i wspomnień. Przy tej muzyce zachody słońca nad jeziorami zdają się mieć zupełnie inny wymiar, jeśli tylko czujecie, że Teraz jest czas na Ciebie i mnie Na uśmiech i łzę, Bo wiem co jest w twoich oczach.

środa, 6 listopada 2019

Niezapomniane koncerty: EAST w polskiej telewizji!


Całkiem niedawno pisaliśmy o węgierskim EAST - zespole rocka progresywnego lat 80 - tych, który znacznie wyprzedził swoją epokę, a po latach ich albumy uznawane są za klasykę i uzyskują bardzo pozytywne recenzje na portalach poświęconych tego rodzaju muzyce.

Dzisiaj perła, rzecz która kilka lat temu nie była dostępna w Internecie, ale dziś już jest! Nazywa się niewinnie: East Varsó TV 1982, i jest zapisem występu zespołu w polskiej telewizji, bowiem EAST gościł u nas we Wrocławiu w roku 1982... 

Pamiętam urywek ich wrocławskiego występu, który pokazano w polskiej telewizji, i szok jakiego doznałem, żałując że mnie tam nie ma...  Ale to była inna epoka - nie było Internetu, a przepływ informacji odbywał się albo przez radio, albo nieliczne rubryki muzyczne w prasie. Jedyną gazetą muzyczną w tamtych czasach był Non-Stop, z tego co pamiętam, miesięcznik... 

I gdy EAST zawitali do Polski nagrali w TV dzisiejszy koncert. Ja zdaję sobie sprawę, że to prawdopodobnie playback, ale warto zobaczyć ich na żywo, zwłaszcza że materiał dziś prezentowany pochodzi z pierwszej płyty  Játékok (czyli w wersji anglo Blue Paradise).  Płyty absolutnie doskonałej, na pewno nie tak dojrzałej, jak omawiany przez nas niedawno (TUTAJ) HUSEG, ale nie znaczy to że mniej ważnej.

Na koncercie grają całą pierwszą stronę  Játékok. Tak wiec zaczynają od Nyitány (czyli Uwertury) która jak na uwerturę przystało, jest utworem instrumentalnym. Po nim Messze a Felhőkel (Daleko z Chmurami). Piosenka opowiada o nocnych jeźdźcach oplecionych w ciszę, aniołach i cieniach. Wszyscy oni mają zabrać naszego bohatera do nieba, pozwolić mu lecieć daleko z chmurami... No i ta solówka - mistrzostwo... 

Szállj most fel to znakomity dialog między klawiszami a gitarą, odlatujemy wysoko, w końcu tytuł to Unosimy się Teraz. Kék fekete látomás opisuje czarno - niebieskie wizje, Gyémántmadár - diamentowego ptaka, a na dokładkę EAST dodają dwa utwory kończące oryginalny album: Epilóg i Remény.

Na omówienie płyty przyjdzie czas niedługo, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


East VarsóTV, 1982, tracklista: Nyitány, Messze a felhőkel, Szállj most fel Kék, fekete látomás, Gyémántmadár, Epilóg, Remény. 

piątek, 25 października 2019

Z mojej płytoteki: EAST - Hűség; progresywnie, refleksyjnie i ponadczasowo


Zawsze w okolicy Wszystkich Świętych wracam do tego albumu... To już rytuał. Mimo, że nie jest to chłodna fala (której poświęcamy na tym blogu większość naszego muzycznego zainteresowania) tylko rock progresywny, to nastrój wytworzony na albumie jest absolutnie pasującym do klimatu tego miejsca. Wprowadza ładunek nostalgii, jakiejś nieopisanej emocji, smutku. 

Mało który zespół bloku wschodnioeuropejskiego wywarł tak znaczny wpływ na mój gust muzyczny, jak węgierski EAST. Zespół dziś uznawany za klasyka rocka progresywnego, doceniony po latach (warto poczytać recenzje w sieci, to dziś kultowa grupa). Niestety zarówno winyl jak i CD które posiadam, są w języku rodzimym, więc nie ma możliwości zaprezentowania tekstów. Ale istnieje limitowane wydanie płyty winylowej w wersji anglojęzycznej, które miałem okazję wysłuchać i co nieco zanotować. 

Płyta jest czymś w tamtych czasach zupełnie wyjątkowym, i w przeciwieństwie do klasyków rocka progresywnego po latach nie straciła na świeżości brzmienia. Niesamowite nastroje, klimat jesieni, diamentowe ptaki, poszukiwanie miłości, cierpienie i oczekiwanie. 

A wszystko na wydawnictwie, które wtedy w 1982 roku, wyprzedziło swoją epokę o dziesiątki lat. No i ta szata graficzna, wyraźnie nawiązująca do Revoler Beatlesów, choć muzyka to zupełnie coś innego. CD jest dodatkowo wzbogacony tekstami i nadrukiem na krążku. 

Z tym związana jest zabawna historia, bowiem poprosiłem kiedyś kolegę, jadącego na dłużej na Węgry, żeby rozejrzał się za CD-kami. Płyty owszem kupił, i to obie (oprócz Hűség zakupił też znakomity Jatekok, na który przyjdzie tutaj pora), ale po ich odsłuchaniu zdecydował, że mi ich nie sprzeda... W końcu uległ, sporządził sobie kopie, i tym sposobem mam co chciałem...
Album otwiera instrumentalny, nieco rozpasany Hűség, po nim znakomity i nastrojowy Keresd önmagad, delikatny wokal Miklosa Zareczky to jedno, ale ta gitara i monumentalne solówki Janosa Varga to drugie... Pojawiają się też monumentalne klawisze Istvana Kiraly, perkusja i bas też nie pozostają dłużne... Następuje płynne przejście do instrumentalnego Mágikus erő, w którym dialog: gitara - klawisze jest nie do podrobienia... Absolutne mistrzostwo - wirtuozeria to mało powiedziane... Pod koniec mamy monumentalne wzniesienie się na jakiś niewidoczny wierzchołek... I finał, ale w jakim stylu... Wyciszenie i przychodzi pora na najlepszą  piosenkę na albumie, nostalgiczny: Én voltam... Wokal powala, bardzo spokojna na początku gitara, ale to trwa tylko chwilę... Znakomita perkusja a później klawisze oraz dość monumentalne chórki, czynią z tej piosenki istne arcydzieło... Przechodzi ono płynnie w A Végtelen tér öröme, ze znakomitymi klawiszami i gitarą. Stronę pierwszą kończy (połączony z poprzedzającym go utworem) Újjászületés. Piękny wokal i znakomite zakończenie... 

Strona B zaczyna się od nabierającego tempa Ablakok. Warto tutaj zwrócić na samolot, poza tym na płycie efektów specjalnych jest więcej... I znowu zlewają się one w jedną całość - mamy płynne przejście w Vesztesek, który jest kolejną nostalgiczną, smutną  jesienną nutą... No i ta solówka... Widać że coś nadchodzi, bowiem nastrój staje się na prawdę poważny. Felhőkön sétálva, też spokojny i też powoli nabiera rytmu by doprowadzić nas do finału - genialnej wręcz ballady Várni kell. To co tutaj zrobili panowie z EAST to esencja ich genialnego albumu, płyty która nie ma ani jednego słabego utworu. Solówka tej piosenki z genialną grą gitar, klawiszy i przede wszystkim perkusji Geza Palvolgyi to coś wręcz niespotykanego... Album kończy nostalgiczny Merengés,  a słuchacz czuje wyraźny niedosyt... Niestety to co nadejdzie z kolejną płytą będzie tylko cieniem... Zmiana wokalisty i stylu doprowadzi do dość średniego Resek a Folon... Okładka też się zmieni, jak i muzyka, na bardziej kolorową... może kiedyś o tym napiszemy.     

Tymczasem polecamy zagrane z wirtuozerią partie gitarowe, swoiste dialogi pomiędzy gitarami i klawiszami, i bardzo nastrojowe partie wokalne. Mamy nadzieję, że nie zrazi nikogo język węgierski, a jak tylko zdobędziemy wersję anglojęzyczną przedstawimy  ją w osobnym wpisie.

Zapraszamy na jesienne granie z EAST.

EAST - Hűség, Start, 1982, realizacja: Debo Ferenc, tracklista: Keresd önmagad, Mágikus erő, Én voltam, A Végtelen tér öröme, Újjászületés, Ablakok, Vesztesek, Felhőkön sétálva, Várni kell, Merengés.

sobota, 28 września 2019

Z mojej płytoteki: King Crimson - Na Dworze Karmazynowego Króla


Schizofrenik XXI wieku

Łapa kota stalowy pazur
Neurochirurdzy krzyczą o więcej
Przy zatrutych paranoją drzwiach
Schizofrenik XXI wieku

Stojaki na probówki z krwią, drut kolczasty
Polityczne stosy pogrzebowe
Niewinni gwałceni ogniem napalmu
Schizofrenik XXI wieku

Nasiono śmierci, chciwość ślepca
Poeci wygładzający krwawiące dzieci 
Nie dostaje niczego czego pragnie
Schizofrenik XXI wieku

Rozmawiałem z wiatrem

Powiedział uczciwy człowiek do zmarłego
Gdzie byłeś?
Tu i tam
I pomiędzy

Mówiłem do wiatru
Moje słowa bez znaczenia
Mówiłem do wiatru
Wiatr nie słyszy nie może słyszeć

Jestem na zewnątrz patrzę do środka
Co widzę
Dużo zamieszania rozczarowania
Wkoło mnie

Mówiłem do wiatru
Moje słowa bez znaczenia
Mówiłem do wiatru
Wiatr nie słyszy nie może słyszeć

Nie zaskakujesz mnie
Nie imponujesz mi
Tylko wzburzasz moją pamięć
Nie możesz mnie poinstruować
Ani pokierować
Tylko zabierasz mi czas

Mówiłem do wiatru
Moje słowa niesione
Mówiłem do wiatru
Wiatr nie słyszy
Nie może słyszeć

Mówiłem do wiatru
Moje słowa niesione
Mówiłem do wiatru
Wiatr nie słyszy
Nie może słyszeć

Powiedział uczciwy człowiek do zmarłego
Gdzie byłeś?
Tu i tam
I pomiędzy

Epitafium

Ściana na której pisał prorok
Pęka na spoinach
Na narzędziach śmierci
Jasno błyska słońce

Kiedy każdy z nas jest rozdzierany
Koszmarami i marzeniami
Nikt nie dostanie wieńca laurowego
Dopóki cisza nie utopi wrzasków

Chaos będzie moim epitafium
Kiedy pełznę spękaną ścieżką
Kiedy to zrobimy będziemy mogli usiąść i śmiać się
Ale boję się że jutro jednak będę płakał
Tak boję się że jutro jednak będę płakał

Pomiędzy żelaznymi bramami losu
Zasiano ziarna czasu
Podlewane je uczynkami tych
Którzy wiedzą i są znani

Wiedza to śmiertelny przyjaciel
Kiedy nikt nie ustala zasad
Los całej ludzkości
Jest w rękach głupców

Ściana na której pisał prorok
Pęka na spoinach
Na narzędziach śmierci
Jasno błyska słońce

Kiedy każdy z nas jest rozdzierany
Koszmarami i marzeniami
Nikt nie dostanie wieńca laurowego
Dopóki cisza nie utopi wrzasków

Chaos będzie moim epitafium
Kiedy pełznę spękaną ścieżką
Kiedy to zrobimy będziemy mogli usiąść i śmiać się
Ale boję się że jutro jednak będę płakał
Tak boję się że jutro jednak będę płakał
Płakał
Płakał
Tak boję się że jutro jednak będę płakał


Księżycowe dziecko

Nazywają ją księżycowe dzieckiem
Tańczącym w mieliznach rzeki
Piękne księżycowe dziecko
Śniące w cieniach
Wierzby

Zabrane do drzew
Dziwnych pajęczyn
Śpiące na schodach fontanny
Machające srebrnymi różdżkami
Pieśni nocnych ptaków
Czekającym na słońce nad górą

Jest dzieckiem księżycowym
Ścinającym kwiaty w ogrodzie
Pięknym dzieckiem księżycowym
Dryfującym na echach godzin

Żeglującym na wietrze
W mleczno białej sukni
Rzucającym kamienne kręgi na tarczę słoneczną
Bawiącym się w ciuciubabkę
Z duchami świtu
Czekającym na uśmiech od słonecznego dziecka

Na dworze karmazynowego króla

Zardzewiałe łańcuchy uwięzionych księżyców
Zdruzgotane przez słońce
Szedłem drogą, zmieniały się horyzonty
Rozpoczął się turniej
Purpurowy kobziarz gra melodię
Chór łagodnie śpiewa
Trzy Kołysanki w starym języku
Dla dworu karmazynowego króla

Klucznik miasta
Spuścił żaluzję na marzenia
Czekam na zewnątrz
Drzwi pielgrzyma
Z niedokończonymi planami
Czarna królowa zawodzi
Marsz pogrzebowy
Pęknięte mosiężne dzwony wtórują
By przywołać z powrotem ognistą wiedźmę
Przed sąd karmazynowego króla

Ogrodnik siejąc zieleń
Depcze po kwiatach
Przyganiam wiatr pryzmatycznym statkiem
By posmakować słodycz i zgorzknienie
Żongler unosi rękę
Orkiestra zaczyna
Wolno obracają się żarna
Na dworze karmazynowego króla

W łagodne szare poranki płaczą wdowy
Mędrzec rzuca żart
Biegnę by pochwycić  znaki wróżby
I spełniam oszustwo
Żółty błazen nie gra
Ale lekko pociąga za struny
I śmieje się kiedy lalki tańczą
Na dworze karmazynowego króla

ISOLATIONS: Zastrzegamy sobie prawa autorskie do tłumaczeń tekstów

Jak wielokrotnie podkreślaliśmy, na naszym blogu dominuje klimat nostalgii. Aby jednak nie popaść w rutynę chłodnofalowych brzmień, na dowód tego, że można śpiewać nostalgicznie i poza nurtem cold wave, dziś jedna z najważniejszych płyt muzyki rockowej, inspirująca od kilku pokoleń, niepowtarzalna i zupełnie niesamowita. 

King Crimson moim zdaniem już nigdy nie osiągnęli tego poziomu, choć wiem, że fani mogą mieć inne zdanie. Do moich faworytów, poza tytułowym, należy refleksyjny I Talk to the Wind, oraz Moonchild który ma dla mnie bardzo prywatny wydźwięk.. Ale oczywiście cała płyta jest absolutnie niesamowita, proszę zwrócić uwagę że mamy rok 1969! Beatlesi - będący wtedy u szczytu sławy nagrywają swoje najlepsze albumy, owszem są one ważne, zarysowują nowe kierunki, ale King Crimson idą w zupełnie inną stronę - z hippisowskiej rewolucji dzieci kwiatów rodzi się art rock i rock progresywny. To dzięki nim. 

Jest jesień, na długie wieczory muzyka, która zasiewa w nas ziarno bajecznej nostalgii...



King Crimson - In the Court of the Crimson King,  Island Records, 1969, Producent: Robert Fripp, Peter Sinfield, Tracklista: 21st Century Schizoid Man, I Talk to the Wind, Epitaph, Moonchild, The Court of the Crimson King