Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William S. Burroughs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą William S. Burroughs. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 stycznia 2024

Ten album warto znać: The Sisterhood i Gift - zapomniane, industrialne oblicze Sisters of Mercy z Jihadem, Suicide i Joy Division w tle

Po kryzysie w zespole, a jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze, dwaj jego członkowie (później założyciele the Mission) chcą grać piosenki Sisters of Mercy pod inną nazwą i przemianowują się na The Sisterhood. Jednak Andrew Eldritch robi im Jihad i wygrywa z nimi proces sądowy (dostaje 25 000 USD odszkodowania) i... kradnie im nazwę wydając pod nią opisywany dziś projekt. Jest potworem, bo album nazywa Prezent a w pierwszym utworze Patricia Morrison wykrzykuje: 2 - 5 - 0 - 0 -0. Eldritch dodatkowo do realizacji albumu zaprasza legendarnego muzyka Alana Vegę z zespołu Suicide, który przecież był jednym z ulubionych zespołów Iana Curtisa - wokalisty Joy Division. Tak na marginesie, w naszej opinii, czerwona gwiazda, którą Curtis nosił w klapie swojego płaszcza, pokazywała jego uwielbienie dla debiutu Suicide z 1977 roku. Dla jasności okładka:

Warto jeszcze nadmienić, że to o tym zespole Ian Curtis rozmawiał z samym wielkim Williamem Burroughsem, który kilka godzin wcześniej wyśmiał go w Plan K w Brukseli.
 
Ale wróćmy do albumu. Jihad przechodzi płynnie w Colours (oczywiście znowu pojawia się 2-5-0-0-0), utworu znanego później z genialnego Floodland. Ten ostatni okazuje się jednak mniej industrialny i surowy w porównaniu z Gift. I dalej Eldritch wyżywa się na ekskolegach:
 
Zbierasz to, co zasiałeś 
Przyłóż twarz do ziemi
Nadchodzą maszerujący 
Pod Twoimi sztandarami
 
Giving Ground jest nastrojową balladą z podtekstami:
 
Dawanie, dawanie, dawanie, dawanie…
W oddanym terenie

W miejscu, do którego wędrujemy
Przyczyna się odwróciła
I każdy głupiec
Zobaczy ukoronowanie swego szaleństwa
I każda prawda zostanie pochłonięta
Delikatnie oddając ziemię

To, co utraciłeś, nigdy nie zostanie odnalezione
Słowa są tylko pyłem na pustyni dźwięku
Wszystko stracone, a twoje zaufanie złamane
A prawda utonęła
 
Oglądam
Poddam się
Bo wiem

Teraz wiem, że nie zobaczysz
Szaleństwa, które widzieliśmy
A teraz wiem, że nie możesz być
Wszystkim, czym był twój lot

To, co utraciłeś, nigdy nie zostanie odnalezione
Słowa są tylko pyłem na pustyni dźwięku
Wszystko stracone, a Twoje zaufanie złamane
A prawda utonęła

Słowa to tylko pył

Stałem, ale po prostu nie mogłeś czekać
Za
Bo wiem, że nie możesz
Wszystkiego, czym był twój lot

To, co utraciłeś, nigdy nie zostanie odnalezione
Słowa są tylko pyłem na pustyni dźwięku
Wszystko jest stracone, a prawda utonęła
Wszystko ginie w oddawaniu ziemi

Wszystko jest stracone
Wszystko ginie w oddawaniu ziemi

Obrócił się
Powód się odwrócił
W oddanym terenie
W oddanym terenie
Wszystko jest stracone
W oddanym terenie
 
Kolejna piosenka  Finland Red, Egypt White to nic innego, jak manualna instrukcja obsługi karabinu AK-47. Wszystko można zrozumieć, ale żeby do kumpli z Kałasznikowa?  
 
No i na koniec fundują nam Rain From Heaven. Całkiem dobre wprowadzenie do Floodland...
 
Wybaczamy zapominając 
A dzień jest długi 
Wybaczamy zapominając 
A dzień jest długi 
Deszcz z Nieba
I woda przelewa się przez most 
Wybaczamy zapominając 
I idziemy przez krainę powodzi 
A dzień jest długi
A my idziemy po wodzie
Zapominamy
Deszcz z Nieba

Reasumując, Eldritch musiał być ostro wkurzony na dawnych kolegów. W końcu został sam z automatem perkusyjnym, co nie zmienia faktu, że nagrał genialny Floodland, definitywnie kończąc tym albumem projekt Sisters of Mercy. Później nie zrobił już niczego godnego uwagi.
 
Co dzieje się z artystą dzisiaj opisaliśmy TUTAJ.
 

 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
 

The Sisterhood - Gift, Merciful Release
1986, producent: Andrew Eldritch, tracklista: Jihad, Colours, Giving Ground, Finland Red, Egypt White, Rain From Heaven.        

czwartek, 28 października 2021

Dziwne obrazy Waltera Schnackenberga niczym wizje Williama Burroughsa

Dziwne obrazy… Wydaje się, że jest pewien styl w sztuce, który łączy artystów niczym szczególne powinowactwo, nieograniczenie rozciągające się w czasoprzestrzeni. Jakby każdy kto tak tworzy miał dostęp do okna, przez które patrzy na inną rzeczywistość, po to aby potem utrwalić ją na płótnie. Tak było z Hieronimem Boschem, o którym pisaliśmy TUTAJ, z Salvadorem Dali czy z choćby z Maxem Ernstem (LINK). I tak samo jest z Walterem Schnackenbergiem (1880 - 1961), którego plakaty i rysunki demonstrujemy dzisiaj.






Walter Schnackenberg urodził się w Niemczech, jako syn burmistrza Bad Lauterburg, Johanna Friedricha Schnackenberga, w czasach z dzisiejszego punktu widzenia zamierzchłych, bo zanim jeszcze Otto Bismarck został kanclerzem. Ale przynależy w zasadzie do naszych czasów bo zmarł w latach 60. XX wieku. Przeżył obie wojny, upadek Cesarstwa Niemieckiego oraz rządy Hitlera i doczekał Niemiec Konrada Adenauera. Gdy Schnackenberg ukończył 19 lat wyjechał do Monachium, gdzie uczył się w szkole Heinricha Knirr'a. Potem studiował pod kierunkiem Franza von Stucka (LINK) i dał się poznać  jako doskonały rysownik i karykaturzysta. Naturalnym więc stała się jego praca dla dwóch czasopism artystycznych - Jugend i Simplicissimus. Na przełomie stuleci (w epoce fin de siècle, dekadencji i  art nouveau) Schnackenberg kilka razy był w Paryżu, ówczesnej stolicy nowoczesnej sztuki, gdzie poznał twórczość Henri de Toulouse-Lautreca, a w latach 1908-1909 osobiście Picassa. Te obie znajomości szczególnie odcisnęły się na jego stylu. Ale nie tylko tych dwóch artystów. Im bliżej naszym czasom, tym wyobraźnia Waltera Schnackenberga podsuwała mu coraz bardziej surrealistyczne wizje. Można nawet postawić śmiałą tezę, że jeśli dałoby się uplastycznić fantazję Williama Burroughsa tak aby ją fizycznie pokazać, to byłaby zbliżona do tego, co podsuwa nam Walter Schnackenberg. Zwłaszcza, że malarz odwiedził Hiszpanię oraz Maroko. Ktoś nawet napisał o nim, że gdyby połączyć geny Salvatore Dali z Toulouse-Lautreca, wyszedłby z tego ktoś taki jak Walter Schnackenberg…



Artysta wykonywał nie tylko karykaturalne, surrealistyczne obrazy, lecz także, a może przede wszystkim, plakaty dla Deutsches Theater w Monachium oraz projekty scenografii i kostiumów. Możemy je porównać, aby zobaczyć różnicę. Plakaty pełne elegancji i perfekcyjnie kresce nawiązują do prac Toulouse-Lautreca, natomiast późniejsze pastele i rysunki zaludniają stwory przeniesione ze świata snu, czy z halucynogennych wizji opisanych w czołowej powieści Burroughsa  Nagi Lunch (Naked Lunch) (LINK).





W 1944 roku malarz ożenił się z Gittą, córką bankiera Carla von Thieme, założyciela firm ubezpieczeniowych m. in. Allianz. Małżeństwo doczekało się dwóch córek Liany i Glorii… Nic nie wiadomo o udziale Schnackenberga w działaniach II wojnie światowej, poza tym, że nalot aliantów zniszczył mu dom Haus Wildwiesen w Schlattan koło Partenkirchen, a także pracownię przy Königinstraße w Monachium a wraz z nią większość jego prac. Po tym wszystkim artysta przeniósł się do Degerndorf koło Brandenburga. Zmarł w szpitalu w Rosenheim i został pochowany obok żony w Inzell / Chiemgau.

Tyle można dowiedzieć się z publikacji udostępnionej w Internecie przez jego wnuka (LINK). Ale nie na darmo rysunki Schnackenberga są niczym wizje Williama Burroughsa. Bo ich koleje losu są równie dziwne co ich tematyka.






Otóż większość prac malarza zginęła w nalocie bombowym. Lecz pokaźny zbiór jego plakatów miał w posiadaniu Hans Sachs,  berliński dentysta i właściciel największej na świecie kolekcji plakatów. Prowadził nawet czasopismo na ten temat Verein der Plakatfreunde. Jego ogromny zasób złożony z ponad 12500 prac przejęli na rozkaz Goebelsa podczas Nocy Kryształowej 9 listopada 1938 r. hitlerowcy. Sachsow został osadzony w obozie koncentracyjnym, jednak po 17 dnia przypadkiem wypuszczono go wraz z żoną i synkiem (zapewne słono opłacił ten przypadek) i wyjechał  do Stanów Zjednoczonych. Po wojnie zaczął poszukiwać w Berlinie swoich wartych miliony plakatów. Niestety, urzędnicy NRD poinformowali go, że dzieła autorstwa takich twórców jak: Pierre Bonnard, Wassily Kandinsky, Käthe Kollwitz, Edvard Munch, Henri de Toulouse-Lautrec, Gustav Klimt, Franz Stuck, Alphonse Mucha, Henry van de Velde, Julius Klinger i wielu, wielu innych zostały zniszczone przez Rosjan w 1945 roku, choć kolekcjoner miał pewność iż wcale tak się nie stało, tylko leżą w podziemiach Deutsches Historisches Museum w Berlinie. W 1974 roku Sachs zmarł… Minęło wiele lat, w 2008 roku Peter Sachs, syn Hansa, przeszedł na emeryturę i rozpoczął batalię o zwrot kolekcji ojca (LINK). Postępowanie toczyło się długo, ostatecznie w 2013 roku sąd nakazał Niemcom zwrot 4344 plakatów. Część trafiła do muzeów, ale większość, w liczbie około 4000 została wystawiona na aukcji, Wśród nich znalazły się te wykonane przez Schnackenberga. Paradoksalnie, nie przedarły się one do mainstreamu. Dzisiaj mało kto kojarzy jego nazwisko oraz surrealistyczne, osobliwe rysunki. 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 


niedziela, 26 września 2021

Byili wsród nas: Richard H. (Harold) Kirk - założyciel Cabaret Voltaire, wielbiciel Burroughsa i przyjaciel Joy Division

Założył w Sheffield Cabaret Voltaire w 1973 roku wraz z Chrisem Watsonem i Stephenem Mallinderem. Występował z Joy Division, wpłynął na Bauhaus, Depeche Mode i nie tylko. Richard H. (Harold) Kirk zmarł w wieku 65 lat.


Cabaret Voltaire byli inni. Zamiast rockowych instrumentów, gitary i perkusji, używali sprzętu elektronicznego, za pomocą którego generowali industrialne lub atonalne dźwięki.  Charakter muzyki komponował się harmonijnie z nazwą zespołu, na cześć legendarnego klubu nocnego w Zurychu, gdzie kiedyś powstał ruch Dada. Stali się prekursorami post-punk z syntezatorami i elektroniczną perkusją.  Human League, Heaven 17 czy Clock DVA poszli dalej, lecz to muzycy Cabaret Voltaire pierwsi poszli tą drogą. W 1978 grupa podpisała kontrakt z Rough Trade Records, jedną z najważniejszych niezależnych wytwórni tamtych czasów, z którą wydali swój pierwszy album Mix-up. Kolejne ukazały się już w znanych wytwórniach płytowych, takich jak Virgin i EMI. Jak wyjaśnił w jednym z wywiadów Richard H. Kirk. [Technologia] pozwala ci robić rzeczy, których inaczej nie mógłbyś zrobić, zwłaszcza jeśli nie jesteś najlepszym muzykiem na świecie.


Jak wspomnieliśmy, występowali kilka razy razem z Joy Division, najbardziej znany jest ich wspólny koncert z 1979 roku w Raffinerie du Plan K w Brukseli, gdzie manchesterska grupa grała w supporcie, pisaliśmy o tym TUTAJ. Richard Kirk wspominał po latach, że głównym powodem udziału w tym przedsięwzięciu była obecność na nim Williama  Burroughsa.  Wiele z tego, co zrobiliśmy, zwłaszcza na początku, było bezpośrednim zastosowaniem jego pomysłów na dźwięk i muzykę – mówił - w szczególności jedna książka, The Electronic Revolution, wywarła na nas ogromny wpływ. W porównaniu z powieścią taką jak The Naked Lunch, The Electronic Revolution wydana w 1970 roku, dla muzyków takich jak Kirk stała się wręcz opisem nowej metodologii. To był prawie podręcznik używania magnetofonów w tłumie, w celu wywołania poczucia lęku lub niepokoju poprzez odtwarzanie odgłosów zamieszek wkomponowanych w przypadkowe nagrania samego tłumu. Ten pomysł zawsze była dla nas bardzo interesujący.


Koncert w Plan K był znany jeszcze z jednego powodu, otóż według opowieści Ian Curtis zwrócił się do Williama  Burroughsa aby dał mu swoją książkę, na co ten kazał mu się odpieprzyć... Według Kirka takie wydarzenie nie miało miejsca, przytoczmy zresztą jego wypowiedź: Bardzo wątpię, czy William powiedział Ianowi Curtisowi, żeby się odpieprzył. Zwróciłem się do pana Burroughsa na imprezie Plan K i wspomniałem, że jestem przyjacielem Genesis P-Orridge z Throbbing Gristle, który oczywiście był znany Williamowi - mnie nie znał ani nie słyszał o moim zespole Cabaret Voltaire, ale był bardzo przyjazny - to był bardzo uprzejmy stary dżentelmen. Dałem mu nawet odznakę Cabaret Voltaire, którą schował do kieszeni. Była to pierwsza z kilku okoliczności spotkania pana Burroughsa. 

Kirk pamiętał z tego wieczoru jeszcze jedno ciekawe zdarzenie: Moim jedynym trwałym wspomnieniem z Planu K było wspólne siedzenie przy stole z Ianem, Williamem i innymi członkami zespołu Joy Divison i Cabaret Voltaire. Ian zapytał Williama, co sądzi o Suicide (zespole), William uznał, że ten miał na myśli samobójstwo i o ile pamiętam powiedział, że się nie zgadza. William był zaniepokojony strzelaniem korków szampana na przyjęciu, które pomylił ze strzałami! (LINK).


Wpływ pisarza na Kirka nigdy nie ustał, nawet po wielu latach przyznawał Nadal jesteśmy z Burroughsem, który ma na nas ogromny wpływ; pod względem dorobku i inspiracji jest kluczową postacią naszych czasów. Jest jednym z najciekawszych i najbardziej inteligentnych inicjatorów XX wieku. Jak metoda wskazana w The Electronic Revolution okazała się skuteczna świadczy przebieg jednego z koncertów z 1975 roku w Sheffield zakończonego zamieszkami, podczas których basista Stephen Mallinder doznał obrażeń. Także koncert w Plan K miał swoje skutki. Zespół w październiku 1982 roku wystąpił w The Final Academy, spotkaniach literacko-muzycznych  z udziałem Williama Burroughsa i Briona Gysina, Psychic TV, Last Few Days i 23 Skidoo. Jak opisuje Genesis P-Orridge, jeden z głównych inicjatorów tego przedsięwzięcia: William, Brion i poeta John Giorno używali słowa pisanego, ponieważ w ich czasach pisanie było najważniejszą żywą formą propagandy […]. Cabaret Voltaire, 23 Skidoo, The Last Few Days i Psychic TV, którzy używali taśmy, przycinania, przypadkowych rozmów i brzmienia dokładnie tak, jak o tym przeczytali lub choć trochę zainspirowali się książkami Burroughsa i Gysina, umieścili to wszystko jednak w formule kultury popularnej, w muzyce, która w tej chwili stała się najważniejszą formą (LINK).


Po kilku dekadach, Richard Kirk wciąż zachował żywe wspomnienia z tamtych czasów. Na pytanie interlokutora w jednym z wywiadów, czy czuł pokrewieństwo z którąś z grup indie rocka lub punkowych, poza Throbbing Gristle, na przykład takimi jak The Fall, Joy Division czy Public Image Limited? Kirk tak odparł: Myślę, że Joy Division był przypadkiem szczególnym. Znaliśmy ich całkiem dobrze. Właśnie kilka nocy temu oglądałem Control i chichotałem sam do siebie to oglądając... cóż, oczywiście, to też jest dość smutna sprawa. Trzy lub cztery z tych znanych mi osób, które są przedstawione w tym filmie, już nie żyją. Ale Joy Division zdecydowanie... W pewnym momencie pod koniec lat 70. istniały trzy ważne zespoły. Jednym z nich był Throbbing Gristle. Innym był Cabaret Voltaire. Kolejnym był Joy Division. Z jednej strony miałeś Throbbing Gristle, który nie był muzykalny, a z drugiej Joy Division… który był eksperymentalny, ale był też rockowy i miał rozpoznawalne struktury utworów. A gdzieś pośrodku był Cabaret Voltaire, który pod pewnymi względami był po trochu jednym i drugim. Początkowo nie akceptowałem The Fall, ale zagraliśmy z nimi koncert na żywo w Newcastle, i niejako nawróciłem się, całkiem dobrze poznałem Marka E Smitha. Oba te zespoły pojawiły się i nagrywały w Western Works, a po śmierci Iana pojawiło się coś, co nazywało się New Order i nagrało tam kilka utworów, a może rok lub dwa później nagrywali tam również The Fall. Myślę, że to było wtedy, gdy byli jeszcze u Rough Trade. Public Image, niektóre z ich rzeczy podobały mi się (LINK).

Watson opuścił zespół w 1982 roku i stał się jednym z czołowych ekspertów w dziedzinie nagrań dźwiękowych w przyrodzie, współpracował na przykład z Davidem Attenborough przy filmach przyrodniczych. Jako duet, Cabaret Voltaire wtedy obrał kierunek bardziej muzyczny, z rytmami niemal tanecznymi, co spowodowane było może odejściem Watsona, który inspirował się Brianem Eno (Roxy Music).

Kirk i Mallinder spędzili kolejną dekadę przechodząc od Virgin do EMI, odkrywając muzykę pop, produkując takie hity jak Sensoria i I Want You, a także utwory house i techno. Natomiast w 1980 roku Kirk wydał swoją pierwszą płytę solową zatytułowaną Disposable Half-Truths i kontynuował karierę solową, jednocześnie grając w zespole, aż do w 1994 roku, do rozpadu duetu czy raczej odejścia Mallindera.


Wtedy Kirk na dobre poświęcił się twórczości solowej lub w różnych konfiguracjach z rozmaitymi muzykami i pod wieloma pseudonimami, takimi jak Al Jabr, Anarchia, Biochemical Dread, Bit Crackle, Blacworld, Chemical Agent, Citrus, Cold Warrior, Dark Magus, Destructive Impact, Dr. Xavier, Electronic Eye, Extended Family, Frightgod, Future Cop Movies, International Organisation, King Of Kings, Multiple Transmission, Nine Miles Dub, Nitrogen, Orchestra Terrestrial, Outland Assassin, Papadoctrine, Port Au Prince, PSI Punky Dread Allstars, Reflexiv, The Revolutionary Army (Of The Infant Jesus), Robots + Humanoids, Sandoz, Signals Intelligence, The Silent Age, Trafficante, Ubermenschlich, Ubu Rahmen, Wicky Wacky and Vasco de Mento...

W 2009 roku Kirk odtworzył Cabaret Voltaire który wtedy stał się raczej projektem solowym. Nazwa została, lecz muzyka zmieniła się. Shadow Of Fear, wydany w listopadzie zeszłego roku jest halucynacyjny, refleksyjny i pełen mówionych sampli. Artysta niejako otworzył tą płytą kolejne drzwi, tym razem dla brytyjskiego synthpopu XXI wieku. Wiosną ubiegłego roku wspominał nawet o dwóch albumach, ale jak to w życiu, słuchacze dostali na razie jeden. Może za jakiś czas pojawi się jeszcze coś nowego? 

Tyle z grubsza o Richardzie H. (Haroldzie) Kirku, z którego odejściem zamknął się istotny rozdział muzyki new wave. Wspomnijmy jeszcze o jego życiu osobistym. On sam nigdy nie poruszał tego tematu, udało mu się zachować prywatność życia tylko dla siebie. Niemniej kiedyś, w wywiadzie w radio ICI, wspomniał o swojej żonie. Było to w następstwie pytania o plany zwiedzania  Kuby po koncercie w Kanadzie (LINK). Skłonność do zatrzymywania intymnych szczegółów życia muzyka była tak duża, iż nadal trwają spekulacje związane z powodem jego śmierci. Pojawiły się pogłoski, że zmarł w wyniku powikłań po COVID-19 (LINK). A wszystko dlatego, że nikt oficjalnie nie podał przyczyn jego nagłego odejścia... Za to fani i znajomi chętnie wpisują kondolencje. Typowe a jednocześnie interesujące jeśli weźmiemy pod uwagę ich autorkę są wyrazy współczucia wpisane przez Alaurę O’Dell, perkusistkę (23 Skidoo, PsychicTV) i pisarkę Oh, no…. I had many evenings with Him and Mail back in the 80s, with my then husband Genesis P-Orridge. I can truly say Richard was a lovely, kind man..."

I chyba to jest najważniejsze, co zapamiętali wszyscy - Richard Harold Kirk był miłym, uprzejmym człowiekiem... I będzie go brakować.


Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

poniedziałek, 10 maja 2021

Isolations News 140: New Order z nową płytą, Umbro Madchester, Residents i ich nowy biały singiel, Pearl Jam na bootlegach, kup włosy Cobaina i wegańskie buty, podsłuchują nas, Placebo, NIN, Lisa Gerrard i Opposition nagrywają

New Order  wydali album z koncertem w Alexandra Palace w Londynie w 2018 roku. Publikacja nosi tytuł Education Entertainment Recreation i składa się z trzech płyt winylowych, 2 płyt CD i nagrania blue-ray, na których utrwalono ponad 2 godziny muzyki. 


Fragment powyżej. New Order to zespół trzech płyt: Movement, Low Life i Republic. Czy ta będzie czwartą? Wątpimy...


W temacie - firma odzieżowa Umbro nawiązała współpracę z New Order oraz Factory Records, w jej wyniku powstała seria koszulek piłkarskich Madchester (LINK). Jedną z przyczyn powstania kolekcji jest podobny pomysł firmy Adidas Spezial która z wraz z Bernardem Sumnerem rok temu wypuściła odzież także nawiązującą do stylistyki New Order. Całość wtedy sprzedała się na pniu (LINK). Factory to zawsze było Joy Division, a Joy Division to, jak powiedział kiedyś Martin Hannett geniusz i trzech kibiców Manchester City.


Skoro mowa o Ianie Curtisie, to po tym jak w Plan K. przegonił go W.S. Burroughs, obaj panowie rozmawiali przy kolacji o Suicide. W końcu kwietnia Liz Lamere wraz z żoną Alana Vegi (współzałożyciela tego awangardowego zespołu) zmarłego w 2016 roku,  rozpoczęli publikację archiwalnych materiałów muzyka. Pierwszym z cyklu jest Mutator - album z materiałem nagranym w Nowym Jorku w latach 1996-1998. Zapowiadał go już w lutym teledysk z  singlem z płyty Nike Soldier, wyreżyserowany przez Jacqueline Castel. 


Skoro już weszliśmy w obszar singli, the Residents polecają ekskluzywny, 7-calowy singiel z białą wlepką zawierający utwory Picnic/Loser i God Magic Finger, nagrany na żywo podczas japońskiej części trasy koncertowej In Between Dreams. Płyta wyszła w limitowanej ilości 500 kopii i jest dostępna wyłącznie TUTAJ.


W temacie - niedawno uruchomione centrum Deep na oficjalnej stronie Pearl Jam umożliwia odwiedzającym dostęp do 186 bootlegów i 5 404 utworów zespołu z ostatnich dwóch dekad, a każdemu koncertowi towarzyszą opisy autorstwa członków ich fanklubu. Poza tym fani będą mogli tworzyć własne setlisty i przesyłać je strumieniowo (LINK).  Wszystko to jest TUTAJ.

W temacie grunge - włosy Kurta Cobaina trafiły na aukcję. Obcięła je Tessa Osbourne w 1989 roku podczas trasy koncertowej po Wielkiej Brytanii. Licytacja zaczęła się 6 maja za pośrednictwem Iconic Auctions, potrawa do 15 maja. Cena wywoławcza wynosi 2500 US. Do tej pory sprzedano sweter muzyka za 137500 US więc organizatorzy spodziewają się wysokiej kwoty (LINK). Sweterek był reklamowany jako nienoszony, oby włoski były niemyte...


Przecież to bardzo eko - chroni się planetę. Niejaka piosenkarka Poppy  (?) we współpracy z Manchester's Koi Footwear wprowadza na rynek nową linię obuwia wegańskiego tzw. kolekcję Poppy's Little Secret… (LINK). Aż strach pomyśleć z czego są owe buciki. Przypomina się taki kabaret z TV: przepraszam pana ile lat trzeba żeby bronchit przyjął konsystencję takiego stolika?


Świat zwariował? Jak najbardziej, i wariuje dalej - na początku tego roku Spotify uzyskało patent na technologię, która może monitorować i nagrywać mowę użytkowników oraz hałas w tle, aby pomóc w doborze muzyki. W ostatnich dniach ponad 180 muzyków - koalicja, w skład której wchodzą Access Now, Fight for the Future, Union of Musicians and Allied Workers oraz organizacje praw człowieka - podpisało list otwarty wzywający firmę do publicznego zobowiązania się do tego, aby nigdy nie wykorzystywać, licencjonować ani sprzedawać czyli zarabiać na tym patencie. List przedstawia pięć głównych obaw koalicji dotyczących technologii, bo jest to: manipulacja emocjami, dyskryminacja, naruszenie prywatności,  naruszenie bezpieczeństwa danych oraz pogłębienie nierówności w przemyśle muzycznym.  Cały list znajduje się TUTAJ.


Odnośnie szpiegowania - Youtube zablokował oficjalny klip New Model Army do piosenki powyżej. Chcą skanu karty kredytowej lub dowodu osobistego. Walcie się. My wrzucamy wersję z płyty opisanej przez nas TUTAJ. Robimy to dlatego, że 28 maja frontman New Model Army, Justin Sullivan, wyda swój długo oczekiwany drugi solowy album, osiemnaście lat po pierwszym. Surrounded to zbiór szesnastu nowych piosenek, napisanych w na początku  pandemii w 2020 roku.  Przedsprzedaż ruszyła TUTAJ. 



Pierwszy singiel Amundsen, z klipem powyżej,  ma zachęcić do kupna płyty. Nas zachęca...


Skoro weszliśmy w świat nowych płyt - Lisa Gerrard i Jules Maxwell z Dead Can Dance przedstawiają nowy album Burn - każdy z utworów płyty opatrują jednozdaniowym, poetyckim komentarzem, który oczywiście ma zaciekawić fanów i skłonić ich do kupna. Płyta już jest dostępna od 7 maja  (LINK).  Tego samego dnia tzn. 7 maja ruszyła również sprzedaż biletów na koncerty ich  październikowego tourne po USA (LINK). Koncert w Polsce w Łodzi odwołano, kasę oddano. Lipa.


HEALTH i Nine Inch Nails połączyli siły i skomponowali nową piosenkę zatytułowaną Isn't everyone. Singiel został zmiksowany przez Atticusa Rossa.


The Opposition w dniu 21 czerwca wyda nowy album Hope. Tracklista będzie składać się z 10 utworów, płyta wyjdzie w wersji CD i na winylu i jeszcze towarzyszyć jej będzie limitowany pakiet w pudełku (LINK).



Placebo zakończyło prace nad nowym albumem. W weekendowym poście na Instagramie Brian Molko i Stefan Olsdal przekazali informację, częściowo w formie pytania: NFT, plakaty i reprodukcje, maseczki, kasety magnetofonowe, nawet Fanzine, może lalki.. Co z rzeczy związanych z Placebo naprawdę chcesz dostać w swoje ręce? a dalej podali wiadomość o powstaniu 8 albumu (LINK). O zespole pisaliśmy TUTAJ.

Wracamy jutro, bez maseczek, dlatego czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

czwartek, 5 grudnia 2019

William S. Burroughs - spoiwo między the Beatles a Joy Division

Zbliża się kolejna rocznica śmierci Johna Lennona, a skoro nasz blog jest blogiem muzycznym to może warto poświęcić choć jeden post Beatlesom? Co prawda nie odpowiadają oni stylistycznie temu miejscu, zwłaszcza w początkowym etapie twórczości, ale są co najmniej cztery fakty zmuszające nas do napisania o Fab 4. Fakty te, łączą się zarówno z Joy Division, jak i klimatem naszego bloga. 

Zatem od klimatu zaczynając, każdy na pewno zna takie hity jak Elanor Rigby, czy Only a Northern Song, które bez wątpienia są piosenkami bardzo smutnymi, miejscami dołującymi, a poruszane w nich tematy śmierci, samotności i opuszczenia to coś co przecież nas tutaj absorbuje w pełni...

Po drugie, innowacyjność okładek. Przecież Rubber Soul the Beatles jest pierwszą okładką na której nie ma nazwy zespołu, Revolver kolejną... A okładka Unknown Pleasures, Joy Division, zaprojektowana przez Petera Saville'a to krok dalej - nie ma na niej ani nazwy zespołu, ani nazwy płyty... (historię jej powstania opisaliśmy TUTAJ).

Trzeci fakt to efekty specjalne, zapoczątkowane przez Beatlesów na Revolver, później kontynuowane na Pepperze i kolejnych albumach, chciałoby się powiedzieć Martin Hannett kontunuatorem idei wielkiej czwórki... I to jak godnym kontynuatorem... 

I w końcu last but not least. William S. Burroughs (TUTAJ). Tak tak, ten sam kontrowersyjny pisarz, malarz, dziennikarz, ten którym pasjonował się Ian Curtis i ten sam z którym Kurt Cobain nagrał piosenkę o której pisaliśmy (TUTAJ). Ten sam który występował w Plan K z Joy Division i który wyrzucił żebrzącego o jego nową książkę Iana Curtisa, słowami fuck off kid! (TUTAJ). Co zatem ma wspólnego kontrowersyjny W.S.B. z Beatlesami? 

Otóż został uwieczniony na okładce najważniejszej płyty wszechczasów, czyli na okładce Sgt. Pepper's Lonely Heart Club Band. Stoi koło Marylin Monroe (oznaczyliśmy go strzałką). 


Sam on. Dlaczego? W jednym z wywiadów (dokładnie książce wywiadzie Victora Bockrisa z nim) - autor oświadczył, że trafił do domu Paula McCartneya w Londynie, kiedy ten komponował Elanor Rigby. Burroughs miał powiedzieć wtedy, że nie zna się na muzyce, ale widział, że McCartney wie co robi i jest fachowcem w swojej dziedzinie. 

I się nie mylił...  Historia kołem się toczy...

Czytajcie nas - codziennie  nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.  

niedziela, 13 października 2019

Ian Curtis zapytał Burroughsa, co myśli o samobójstwie - najnowsza książka Jona Savage'a o Joy Division - This Searing Light, the Sun and Everything Else, Joy Division the Oral History, nasza recenzja cz.9

 
Ostatnio skupiamy się na najnowszej książce Jona Savagea o Joy Division. Poddajemy jej treść analizie i jak dotychczas omówiliśmy rozdziały: ósmy (TUTAJ), siódmy (TUTAJ), szósty (TUTAJ), piąty (TUTAJ), czwarty (TUTAJ), trzeci (TUTAJ), drugi (TUTAJ) i pierwszy (TUTAJ).

Kolejny, już dziewiąty rozdział książki Jona Savage'a o Joy Division obejmuje zaledwie miesiąc - październik listopad 1979 roku.
 

2.X.1979 Joy Division wystąpili jako support the Buzzcocks na uniwersytecie w Liverpoolu. Pete Shelly wspomina, ze zespół zrealizował właśnie trzeci album, i to prawdopodobnie Richard Boon zdecydował się zaprosić Joy Division, którzy właśnie nagrywali swój debiut. Pamięta, że nie oglądali ich występów, jedynie końcówki, podczas występów Joy Division zwykle jedli przygotowując się do swoich występów. Za to po koncertach odbywały się zakrapiane imprezy. Boon wspomina, że Joy Division dobrze się odwdzięczyli, poza tym mieli swojego dźwiękowca i ogólnie byli samowystarczalni. 

Bernard Sumner wspomina też, że wtedy jakiś fan the Buzzcocks poczęstował go narkotykami, obudził się o 4 nad ranem i potwornie źle się czuł. Byli młodzi i naiwni wiec było to dla zespołu ogromne doświadczenie. Wszyscy członkowie grupy wtedy pracowali, kończyli pracę o 17:30 i mieli koncert np. w Londynie o 21:00. Jechali do Londynu a po koncercie wracali do Manchesteru, by na drugi dzień udać się do pracy. Dopiero kiedy zaczęli żyć z grania mogli bardziej skupić się na zespole.
 

Peter Hook wspomina jaki to był problem, bowiem rezygnacja ze stałych dochodów była wyzwaniem, muzyka dawała im od 11 do 13 GBP tygodniowo, co nie było znaczną sumą. Hook kiedy zrezygnował z pracy przestał urządzać dom, który kupił ze swoją dziewczyną. Nie mieli w nim nic, nawet łóżka, tylko dwa fotele, które dostali w prezencie. Jego matka była niezadowolona z faktu, że porzuca pracę. Kevin Cummins mówi że już wtedy wiele osób przychodziło na koncerty żeby zobaczyć Joy Division i po ich występie opuszczali koncert. Wspomina jak na otwarciu trasy w Liverpoolu zrobił zdjęcia do NME, ale redakcja była bardziej zainteresowana the Buzzcocks niż J.D.
 

Następnie wspominany jest koncert 4.10.1979 roku w Newcastle City Hall. Jon Wozencroft wspomina, że zmiana sali z Factory na dużą salę w Newcastle musiała być szokiem dla zespołu. Występowali jako support, i oczekiwał, że ludzie w tym czasie będą siedzieli głownie przy barze, jak to zwykle bywa na występach supportów. Zespół zdawał się być nerwowy, było mało miejsca, zwłaszcza dla Iana Cutrtisa, bo na scenie stał sprzęt the Buzzcocks. Na koniec zagrali Atrocity Exhibition, po ich występie około 1/3 publiczności wyszła.

16.X.1979 roku zespół zagrał w Plan K w Brukseli. Annik Honore wspomina, że ówczesny dyrektor klubu Frederick Flamand był człowiekiem lubiącym awangardę. Chciał uczynić z Brukseli miasto pełne muzyki, tańca, wideo... Wiedział dużo o literaturze, ale generalnie mało o muzyce. Prowadził fanzin En Attendant, w którym pisywał Michel Duval. Ten ostatni wiedział, że Honore mieszka w Londynie, więc kazał jej dowiedzieć się co słychać w mieście, poszukać jakiegoś ciekawego zespołu. Razem doszli do wniosku, że Joy Division idealnie wpisze się w klimaty
Fredericka. Poszła wiec za kulisy i zaprosiła zespół do Brukseli. Widziała ich występ w Nashville Rooms i brzmieli jak nikt inny. Brzmieli mocno i znakomicie, całości dopełniał śpiew i taniec Iana Curtisa. Przy okazji wyglądali na ludzi z prowincji i nie pasowali do klimatu Londynu.  



Honore również pisała dla fanzinu Fredericka Flamanda. Zapytała Roba, który siedział za stołem mikserskim czy może przeprowadzić wywiad z zespołem dla magazynu z Brukseli, a ten zdawał się nie wiedzieć gdzie to jest. Ian na scenie wychodził z siebie, był kimś innym, był we władaniu jakiejś dziwnej siły, wyglądał jak z innego świata. Nie wiedziała że jest chory, podziwiała do za styl w jakim występował. Podczas rozmów był bardzo grzeczny i uprzejmy.
 

Mieli podobne zainteresowania muzyczne, więc wtedy tamtej nocy słuchali Low Bowiego.



Rozmawiali o książkach, pamięta że o Kafce, później o rodzinie, dziecku. Zapytał czy ma męża, dziwiła się, że jest taki młody i już ma żonę i dziecko, i podziwiała za to że w takiej sytuacji udaje się w trasę. Oboje byli fanami twórczości Burroughsa, tym bardziej Curtis zgodził się wystąpić w Plan K, bo wystąpić miał tam też W. Burroughs. 

Richard Kirk z Cabaret Voltaire wspomina, jak Joy Division byli ich supportem. Wspomina swoje zainteresowanie Burrougsem. Interesował się wtedy dadaizmem, na przykład poezją Tristana Tzara, który tworzył losując słowa wycięte z gazet, z worka papierowego. Podobnie tworzył Brion Gysin i Kirk postanowił zastosować tą metodę do muzyki. 

Burroughs i Gysin wystąpili w Plan K pokazując filmy Antony Balacha Towers Open Fire i Cut - ups. W rafinerii Plan K były 4 piętra, zespoły grały na parterze na wyższych odtwarzano filmy i muzykę. Stephen Morris twierdzi, że Ian Curtis po spotkaniu z Annik zasugerował występ w Plan K. Hook z kolei wspomina podróż, jechali wanem kierowanym przez Terry Masona, który jeździł bardzo wolno, przybyli z opóźnieniem i wymęczeni. Terry Mason z kolei wspomina, że spali w Hostelu w centrum Brukseli. W jednym pokoju było aż 7 łóżek i nie było okien, poza oknem na korytarz... Stephen Morris opowiada historię znaną z filmu dokumentalnego, jak Ian Curtis chciał otrzymać książkę od Burroughsa i Gysina. Podobnie jest z opowieścią o tej sytuacji przytoczoną przez Hooka. Richard Kirk wspomina też, jak Curtis i Burroughs siedli przy stole z drinkami. Ian Curtis zapytał Burroughsa co myśli o samobójstwie. Kirk jest w 100 % pewny, że Curtisowi chodziło o amerykański zespół Suicide, Burroughs natomiast był zszokowany, myślał bowiem, że chodzi o akt samobójstwa. Kirk nie wiedział o co zapytać Burroughsa ale był zadowolony że razem siedzą przy stole, i że wyręcza go wokalista J.D. 

Następnie przytoczona jest recenzja Martina X. Ruffiana dla NME. Stwierdza w niej, że Joy Division są znakomici na scenie. Ich muzyka ewoluuje między punkiem a chłodnymi brzmieniami i jest depresyjna. Następnie pojawia się opowieść Hooka zawarta w filmie dokumentalnym o zespole, jak doskonale się wtedy bawili i jak Ian został przyłapany na sikaniu do popielniczki. 27 i 28.10.1978 zespół wystąpił w Apollo Theatre w Manchesterze. Hook wspomina, że mimo iż w trasie z Buzzcocks grali ten sam repertuar, w jednych miejscach mieli dużą publikę w innych prawie wcale. Boon twierdz, że trasa z Buzzcocks sprawiła, iż Joy Division stali się bardziej zdyscyplinowani i wyrobili się jako zespół. Jego zdaniem Ian Curtis ciężko znosił trasę, chciał jej ale nie wiadomo czy był wewnętrznie zadowolony. Twierdzi, że pod wpływem występów Curtis zaczął zachowywać się na scenie w taki sposób, w jaki chciał być na niej widziany przez publikę. Po czasie zaczął się w tym zatracać, to był rodzaj euforii - coś prywatnego. "Jego wewnętrzne emocje nie były pokazywane publice, nie było niczego wewnętrznie rozdzierającego. Wielu obserwatorów może tak myśleć, ale ja tak nie uważam. Osiągnął jakiś poziom realizacji ambicji, co go cieszyło, ale ludzie chcieli węcej." Boon filmował jeden z tych koncertów w Apollo, na prośbę Roba - chcieli zobaczyć jak zespól się prezentuje.
 

Wypowiedź Paula Morleya jest tożsama z tą z dokumentu o zespole. Opowiada o ambicjach członków grupy. Podobnie jest z wypowiedzią Jona Wozencrofta. Nowością jest tutaj podanie faktu, że Wozencroft nie wiedział o epilepsji wokalisty zespołu, i w związku z tym ograniczeniach w używaniu pulsujących świateł. Terry Mason podkreśla, że w tamtym czasie ataki epilepsji Iana Curtisa nasilały i  się i były coraz mocniejsze. Musieli bardzo go wtedy kontrolować podczas występów.
 
Deborah Curtis opowiada, że charakterystyczny taniec Iana Curtisa narodził się jeszcze przed tym jak zaczął mieć ataki epilepsji. Był to oryginalny sposób wyrażania siebie. Z początku traktowała to jako część sztuki. Jako jego wkład w bycie w zespole, ale to był błąd. "Nie było Iana dla świata i dla domu - wszystko to się zlało. Ludzie uwielbiali go za to co go niszczyło. Ludzie nie zdawali sobie sprawy, że on jest taki też po powrocie do domu. To nie było przedstawienie..." Richard Boon miał pretensje do Roba Grettona, że nie poinformował ekipy o epilepsji Curtisa. Był tym faktem rozgniewany. Nie wiedzieli jak się w takiej sytuacji zachowywać, znosili go jedynie ze sceny. Bernard Sumner kiedy pojawiła się choroba był zdania, że skoro kiedyś jej nie było, to odejdzie, że to jakiś rodzaj znerwicowania czy przemęczenia. Starali się żeby Curtis wcześniej chodził spać, wyciszyli oświetlenie. Ten jednak miał bardzo mocne ataki, a pozostali członkowie grupy nie mieli pojęcia co robić. Nie zdawali sobie, ani oni ani pewnie i medycyna, o skutkach ubocznych leków jakie wtedy przyjmował. Stepehen Morris mówi, że kiedy Curtis miał ataki wynoszono go ze sceny a zespół grał Interzone, który śpiewał Peter Hook. Ten ostatni wspomina, że najgorszy atak wokalista Joy Division miał podczas koncertu w Bournemouth. "Siedziałem na nim przez półtorej godziny trzymając za język w garderobie. Nie mógł wstać, więc powiedziałem do Roba, że musimy go zabrać do szpitala. Wszyscy byli strasznie wkurzeni, tylko ja z Robem byliśmy w garderobie i wzięliśmy go do samochodu i zawieźliśmy do szpitala w  Bournemouth. Tam wyciągnęli go z ataku." 

Wypowiedź Annik Honore też jest taka jak na filmie, poza faktem, że zwraca uwagę na niedbałość zespołu i ekipy o zdrowie wokalisty. Bernard Sumner opowiada jak przed tym fatalnym koncertem byli na drinku i gdy wracali koło pierwszej w nocy, nagle Curtis zaczął szybko iść w stronę morza, a oni go złapali. To było dziwne zachowanie, jego osobowość skrywał jakiś cień. Stephen Morris twierdzi, że Ian Curtis był największym wrogiem siebie samego, twierdził że czegoś nie zrobi, ale to robił, wszyscy chcieli odnieść sukces, on również, na przekór chorobie. Hook wspomina, że Curtis był wobec ludzi bardzo miły, nie szło się z nim pokłócić, był bardzo ugodowy. Jedyną osobą z którą często się kłócił był Rob Gretton, i Hook uważa, że szło zwykle o pieniądze, a za wszystkim stała Debbie Curtis. Z kolei Deborah twierdzi, że Factory chciało zataić fakt posiadania przez Curtisa żony w dodatku w ciąży. Ciekawa jest jednak jej inna wypowiedz, w której w pewien sposób usprawiedliwia Iana Curtisa, twierdząc, że każdy chce mieć w życiu partnera, i Annik była atrakcyjna, wolna i miała piękny akcent, widać jej mąż musiał czuć się bardzo samotny. 

Tony Wilson uważa, że nikt nie informował go o problemach małżeńskich Curisa, wiedział jedynie, że ma dziewczynę i uważał to za normalne, bowiem ludzie zmieniają partnerów. Lubił i Debbie i Annik.

Anton Corbij opowiada jak przeprowadził się do Londynu w październiku 1979 roku i poszedł na koncert zespołu do Rainbow. Po nim spotkał się z Grettonem i zaproponował słynną sesję na stacji Lancaster Gate w Londynie. Sumner i Morris wspominają jak przed tą sesją Gretton obcinał im włosy. Robił to dość nieudolnie bowiem używał dużych nożyc a nie typowych fryzjerskich. Corbijn opowiada, że nikt nie był zainteresowany zdjęciami, ponieważ nie widać na nich twarzy. Dopiero po śmierci Curtisa stały się one kultowe.

Kolejna część książki Savage'a omówiona będzie już wkrótce. Dlatego czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 

czwartek, 29 sierpnia 2019

Shadowplayers: Fakty i mity o Factory Records cz.10 - W.S. Burroughs do Iana Curtisa - fuck off!


Od jakiegoś czasu omawiamy na naszym blogu dokument Jamesa Nice'a Shadowplayers, czyli fakty i mity o wytwórni Factory Records. 

Tak też w części pierwszej (TUTAJ) omówione zostały początki powstania klubu i tworzenie stajni zespołów Factory. Część druga to historia tworzenia pierwszej płyty promującej zespoły wytwórni a więc A Factory  Sample (TUTAJ). Z kolei część trzecia (TUTAJ) przedstawiała personalia wytwórni. W części czwartej (TUTAJ) streściliśmy wypowiedzi legend tamtych czasów wspominających realizację kultowej dziś płyty, chodzi oczywiście o album Unknown Pleasures zespołu Joy Division (FAC 10), nagrany w maju 1979 roku a zrealizowany przez samego Martina Hannetta (o którym pisaliśmy wielokrotnie  TUTAJ). Kolejna część (TUTAJ), poświęcona była właśnie jemu, legendarnemu producentowi i jednemu ze współtwórców potęgi Factory Records, a jednocześnie twórcy Manchester Sound. W części szóstej (TUTAJ) opisywaliśmy historię Vini Reilly i jego Durutti Column, zespołu, który oprawił swoją pierwszą płytę długogrającą - Return of Durutti Column (FAC 14) w niesamowitą okładkę - okładkę z papieru ściernego (a sklejaniem zajmował się między innymi Ian Curtis i Joy Division). Cześć 7 (TUTAJ) poświęcona była pierwszemu singlowi A Certain Ratio, i ich relacji z menadżerem, szefem Factory Records - Tony Wilsonem, natomiast część 8 (TUTAJ) zespołowi Section 25 z Blackpool, którego menadżerami byli Ian Curtis i Rob Gretton (warto spojrzeć też  TUTAJ). W części dziewiątej (TUTAJ) zamieszczono wspomnienia z tras koncertowych zespołów z Factory ale nie tylko...

Część dziesiąta poświęcona jest koncertowi Joy Division i Cabaret Voltaire w Plan K w Brukseli 16.10.1979 r. (warto zobaczyć do naszych tekstów TUTAJ).

Odcinek rozpoczyna Annik Honore (warto zobaczyć TUTAJ), wspominając, że w tamtym czasie pracowała w Londynie dla NBC. Wtedy dotarcie do zespołów było bardzo ułatwione, bowiem nagrywały one głównie dla niezależnych wytwórni. Wystarczyło tylko zaprosić na koncerty do Belgii i zespoły przyjeżdżały. Nie wymagało to kontaktu z agencjami i firmami wydawniczymi.
Muzycy z the Names podkreślają rolę, jaką odgrywała wtedy Belgia i szczególnie Bruksela będąc jednym z najważniejszych miast w rozwoju punka i post punka. 

Annik Honore opisuje przebieg pierwszej nocy otwarcia, 6.10.1979 roku z koncertem Joy Division i recytacjami W.S. Burroughsa, oraz tańcami i występem Cabaret Voltaire (warto zobaczyć nasz opis TUTAJ i TUTAJ).  

Podkreśla, że klub był ulokowany na ulicy Manchester 21, co było pięknym zbiegiem okoliczności. 
Chris Watson z Cabaret Voltaire wspomina jak ważny to był koncert. Chodzi zwłaszcza o rozmach, o imprezy na różnych piętrach, obecność muzyków, artystów, reżyserów filmowych. Wszystko trwało kilka dni i było ogromnym przeżyciem. 
Peter Hook opowiada jak ważny był to występ dla Joy Division, zwłaszcza w świetle faktu, że był ich to ich pierwszy koncert za granicą i należał do bardzo udanych. Wspomina też kilka zabawnych epizodów, a najciekawszy to epizod znany z filmu dokumentalnego o zespole, kiedy to Ian Curtis poszedł poprosić Burroughsa o jedną ze swoich książek. Był pewny, że ją otrzyma, ponieważ chwalił się, że zna całą twórczość autora. Zwrócił się wtedy do pisarza po imieniu: Wiliam czy mogę dostać jedną z Twoich książek?, i usłyszał w odpowiedzi: fuck off (na filmie dokumentalnym Hook twierdzi, że Curtis usłyszał odpowiedź: fuck off kid!). 

Finalnie Annik Honore podkreśla, że przez trzy lata w klubie gościło bardzo wiele ważnych zespołów, nie tylko z Factory Records ale i z Roug Trade. Warto spojrzeć na wpis przesłany na nasz blog przez Philippe Carly (TUTAJ), który fotografował zespoły podczas koncertów w Plan K (w tym oczywiście Joy Division). 

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.