Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rene Magritte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rene Magritte. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 kwietnia 2021

Motywy filmowe bezpośrednio zapożyczone z obrazów Magrittea

Każdy artysta jest skłonny zanurzyć się w poezji szukając w niej inspiracji. Czasem jest to poezja złożona ze strof, czasem są to odniesienia wizualne, obrazy, grafiki. Zadziwiające tylko jak takie przecież statyczne dzieła sztuki oddziaływały na obrazy ruchome czyli filmy. Ukształtowały nie tylko wygląd lecz i temat całych scen, a w niektórych przypadkach całych filmów. Wśród długiej listy malarzy których twórczość odcisnęła się w świecie kina, poczesne miejsce zajmuje René Magritte (1898-1967), o którym pisaliśmy wielokrotnie, m.in. TUTAJ.  Poniżej pokażemy kilka przykładów wpływu jego obrazów, przywołując tytuł filmu i zestawiając kadr z niego z konkretnym obrazem. Jedne są kalką pracy belgijskiego malarza, inne przenoszą nastrój, kolor lub tylko zasady kompozycji… A więc po kolei:

Afera Thomasa Crowna (The Thomas Crown Affair) w reżyserii Johna McTiernana i Syn człowieczy (The Son of Man)

Malena w reżyserii Giuseppe Tornatore i Georgette Magritte


Moonlight w reżyserii Barry’ego Jenkinsa i Suknia wieczorna (Evening Dress)


Trainspotting, czarna komedia w reżyserii Danny Boylei i Arcydzieło lub Tajemnice horyzontu (The  Mysteries of the Horizon)


Avatar, film science-fiction autorstwa Jamesa Camerona i Zamek w Pirenejach (The Castle in the Pyrenees)


Służąca (The Handmaiden) w reżyserii Park Chan Wook i Nie Do Reprodukcji (Not to be Reproduced lub La reproduction interdite)


Egzorcysta (The Exorcist) w reżyserii Williama Friedkina i Imperium światła (The Empire of Ligh) 


I na koniec: The OA, serial Netflix zestawiony w kilkoma dziełami Rene Magrittea…


Jak widzimy naocznie, malarstwem belgijskiego surrealisty inspirowali się zarówno twórcy kina akcji, science-fiction, horrorów i dramatów. Nawet filmy Davida Lyncha powstały pod wpływem twórczości Magrittea, bo niemal w każdym filmie tego słynnego reżysera pojawiają się czerwone zasłony - motyw bezpośrednio zapożyczony z obrazów Magrittea. Za jakiś czas pokażemy tak samo inspiracje innymi malarzami.

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

wtorek, 7 lipca 2020

Leszek Bujnowski: mój własny osnuty magiczną mgiełką świat

Nazywam się Leszek Bujnowski. Moją pasją jest fotografia. Fotograf, samouk, lubię przedstawiać zwykłe miejsca w niezwykły sposób. Często posługuje się techniką fotomontażu, pozwala mi to na tworzenie niezwykłych owianych tajemnicą i mistycyzmem surrealistycznych obrazów, w których odnajduję mój własny osnuty magiczną mgiełką świat. Do tworzenia moich prac używam wyłącznie własnych zdjęć (LINK).




Dodajmy jeszcze - artysta urodził się w Dąbrowie Górniczej w 1977 roku i może pochwalić się znacznym dorobkiem oraz osiągnięciami, wśród których są liczne nagrody w konkursach fotografii kreatywnej organizowanych m.in. przez  Photographic Society of America - światową organizację non-profit zrzeszającą fotografów. Tyle gwoli przedstawienia artysty, którego prace chcemy dzisiaj pokazać.



Choć on sam nie chce, aby go zaszufladkować w gronie surrealistów, niewątpliwie tworzy w tym stylu (dokładnie w surrealistycznym nurcie określanym realizmem magicznym), z czego sam chyba zdaje sobie sprawę, bo wśród ulubionych artystów wymienia Zdzisława Beksińskiego (TUTAJ) i Salvadore Dalego (TUTAJ). My dodalibyśmy jeszcze Rene Magritte (TUTAJ),  z czego sobie chyba nie do końca zdaje sprawę sam autor zdjęć. Lecz pojawiający się na fotografiach mężczyzna w meloniku nie pozostawia tu wątpliwości.





Ale co Bujnowski chce nam przekazać swoimi pracami? Czy są one jedynie estetycznym, zgrabnym, pokazem fotograficznych umiejętności, czy też kryją w sobie jakieś przesłanie? Niewątpliwie są one niezwykle emocjonalne, przesycone melancholią i jakimś trudnym do określenia smutkiem... Uczucia te udzielają się widzowi, który ze zdjęcia na zdjęcie, coraz bardziej zanurza się w wykreowanym, surrealistycznym świecie. Przed naszymi oczyma przesuwają się jałowe krajobrazy, aleje zamglonych drzew, widma domów, pnie strzaskanych drzew. Wszystko to pod zachmurzonym niebem. Przez zakątki w odcieniach sepii przemieszczają się drobne, samotne figurki wędrowców i cyrkowców. A ci cyrkowcy nie są klaunami, lecz zawsze smutnymi pierrotami. Takimi o złamanym sercu, bladych, bladością zmarłego, który za swoje naiwne zaufanie zapłaci najwyższą cenę… Postaci te zdążają do jakiegoś obranego celu, a nawet gdy stoją, zdają się wpatrywać w jakiś odległy punkt.

Innym rekwizytem, który często przewija się przez jego kadry jest kontrabas.  Instrument ten jest absolutnie specyficzny. Utarło się nawet mniemanie, iż przyciąga do siebie ludzi smutnych, nieszczęśliwych, lub nieudaczników niepotrafiących ułożyć sobie życia i co więcej, niepotrafiących go zmienić na lepsze…




Jeśli nie macie dość i jeszcze chcecie nadal zanurzać w obrazach Bujnowskiego, obejrzyjcie ten klip, złożony z prac artysty:



Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

czwartek, 2 lipca 2020

Giorgio Chirico: Melancholia i tajemnica ulicy, czyli realizm magiczny na okładkach New Order i Armii

Czas i śmierć są związane z melancholią, ze smutkiem i z samotnością... Kategorie te są obecne na obrazach Giorgio Chirico (1888–1978), których sens skrywają puste place, zacienione  kolumnady i wyniosłe wieże... Jego dzieła są przesycone dziwnym, niemal złowrogim nastrojem. Cechy te są wręcz namacalne na najbardziej znanym jego obrazie, zatytułowanym po prostu Melancholia i tajemnica ulicy. Nie ma na nim nic szczególnego: ulica, gdzieś w jednym z miast. Lecz gdy zaczniemy przyglądać się, zaczynamy odczuwać przerażenie, które z każdą chwilą puchnie i zaczyna wypełniać to miejskie wnętrze. Biały budynek z rytmicznym rzędem arkad, pod którymi zalegające cienie gromadzą pełną grozy ciszę, wylewającą się na cały plac... 


De Chirico urodził się w Volos, w Grecji. Studiował sztukę w Atenach, Florencji i Monachium. W tym czasie zainteresował się pismami Friedricha Nietzschego i Artura Schopenhauera. W latach 1936–1937 zamieszkał w Nowym Jorku, gdzie od razu zyskał sławę miejscowego celebryty o statusie ojca surrealizmu, choć sam w 1928 roku opuścił to środowisko. Opisał ich później jako grupę zdegenerowanych, chuliganów, zepsutych bachorów, próżniaków, onanistów i pustelników . Wielokrotnie wystawiał swoje prace w Europie i Stanach Zjednoczonych, m. in. podczas Triennale w Mediolanie w 1973 r. Jego obraz  Bagni Misteriosi (Tajemnicze łaźnie), stworzony w USA, był wystawiany w Milanese Parco Sempione gdzie pozostał i do dziś jest podziwiany.

Twórczość tego malarza ulegała wielu przemianom, dzieląc się na rozmaite fazy, odbijające jego kapryśną naturę. On sam wpływał na innych malarzy. Zawdzięczamy mu powstanie takich surrealistycznych ikon jak: Max Ernst, Salvador Dalí i René Magritte, natomiast jego samego urzekła twórczość Arnolda Böcklina. Był nią zafascynowany przez całe swoje długie życie. Zauważył kiedyś: za każdym razem, kiedy widzę obrazy Böcklina odczuwam dziwną radość i pełne szczęścia wzruszenie, zachęcające mnie do doskonalenia się: odczuwam szczęście i wiarę, które może dać mi wyłącznie wielkie malarstwo… Nie dziwią zatem jego obrazy powstałe na kanwie Wyspy Umarłych Böcklina, o której pisaliśmy TUTAJ.







Oprócz tego tworzył własne, tajemnicze dzieła, wszystko zgodnie z sentencją Nietzschego: Sztuka jest rodzajem zadawania zagadek, który odgadującemu dostarcza rozkoszy płynącej z bystrości i ostrości własnego umysłu. Owo pojęcie zagadki towarzyszyło mu całe życie, o czym doskonale świadczą słowa zawarte na autoportrecie z 1911 roku: Et quid amabo nisi quod aenigma est? (Co ukocham, jeśli nie tajemnicę?). Pozostawił nam trudne do zakwalifikowania prace, niby nowoczesne, a równocześnie z wieloma odniesieniami do wzorów malarstwa klasycznego, szokujące i programowo anty-awangardowe, opiniotwórcze i niepokorne, powstałe wbrew wszelkim modom i wywołujące modę na realizm określany jako magiczny.

Wśród motywów chyba najbardziej zagadkowych spotykanych u niego są wieże. Pojawiają się na wielu płótnach i gdy przypomnimy sobie, iż są symbolem samotności i izolacji, smutek obrazów Chirico uderza w nas z całą siłą.








Chirico inspiruje i zadziwia od lat. Także muzyków. Jego metafizyczne obrazy zdobią okładki wielu płyt niezliczonej ilości muzyków, z rozmaitych stylów i gatunków muzycznych, wśród których da się wymienić  Armię z albumem Ultima Thule, na której umieszczono Melancholię i tajemnicę ulicy, New Order  z singlami Thieves like Us i Murder na których są fragmenty obrazu Zły duch króla, i Badfingera Magic Christian Music. Lecz nie tylko to. Zainspirował również na wielu znanych pisarzy, w tym Sylvię Plath, Johna Ashbery, Marka Strand i Gabriele Tinti. 





Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 27 marca 2020

Surrealizm, punk i pandemia

Maurice Nadeau, francuski pisarz, krytyk i wydawca stwierdził, iż celem surrealizmu jest na nowo odkryć życie, wydobyć je spod grubego pancerza wieków kultury - życie czyste, nagie, surowe, zranione. W ten sposób surrealizm stał się buntem, takim samym jaki pół wieku później - punk. Sukces surrealizmu polegał na tym samym - na doborze narzędzi, którymi zeskrobywał grubą skorupę - były to: zdobycze psychologii, seks, poetyckie poczucie przypadkowości oraz świadomość życia w industrialnym społeczeństwie. Surrealizm wybuchł nagle w Paryżu, po zakończeniu I wojny światowej. Jego prekursorem i teoretykiem stał się Andre Breton, który podjął myśl francuskiego poety i weterana wojennego Guillaume'a Apollinaire'a, zmarłego, zanim zdołał ją rozwinąć, w 1918 roku. Natomiast Breton, zainspirowany pracami Zygmunta Freuda i chaotycznym ruchem Dada zaczął w stolicy Francji szerzyć swoje poglądy na sztukę. Trafił na podatny grunt, ponieważ powojenny Paryż leżał wówczas w centrum świata i przyciągnął niemal każdego zdolnego artystę. Do Paryża przybył zatem w 1922 r. hiszpański malarz Salvador Dali, szwajcarski rzeźbiarz Alberto Giacometti i niemiecki artysta Max Ernst. Filmowiec Luis Buñuel przyjechał w 1925 roku, a belgijski artysta René Magritte w 1927 roku, po tym gdy jego pierwszą wystawę indywidualną miażdżąco skrytykowano w Belgii (pisaliśmy o nim TUTAJ).

Nie wszyscy ci artyści zostali natychmiast przyjęci do oficjalnego kręgu surrealistów Bretona. Dali został nawet oficjalnie wydalony z grupy, między innymi za brak ostentacyjnego potępienia faszyzmu. Wszyscy jednak tworzyli zgodnie z założeniami stylu, czyli skupili się na wyrażaniu ludzkich pragnień. Ich dzieła przez to zawierały treść wyłącznie sensualistyczną, przyciągając i szokując publiczność nagością i erotyzmem, niepozbawionym humoru i bezpośredniości. Nie rozumiem, dlaczego kiedy pytam o grillowanego homara w restauracji, nigdy nie podają mi gotowanego telefonu - powiedział Dali w typowo surrealistyczny sposób, komentując swoją pracę: telefon z homarem z 1935 roku. Nie rozumiem, dlaczego szampan jest zawsze chłodzony i dlaczego na przykład telefony, które są zwykle tak przerażająco ciepłe i nieprzyjemnie lepkie w dotyku, nie są również wkładane do srebrnych wiader z pokruszonym lodem - pisaliśmy o okładkach inspirowanych dziełami Dalego i innych surrealistów TUTAJ) .

Czy nie przypomina nam ten styl - niepodobny do innych - no może poza mrocznymi pracami Hieronymusa Boscha i Breughla Starszego - do dzieł twórców zrzeszonych wokół subkultur punka i post-punka? Nawet w warstwie wizualnej, punk jest równie obrazoburczy i szokująco niekonwencjonalny jak surrealizm. A może i bardziej? Żyletki wbite w policzki, porwane dżinsy, irokezy i nabijane ćwiekami kurtki wyglądają jak irracjonalny i brutalny żart. Podobnie muzyka - naśladująca efektami maszyny, zmieszana z chaotycznym i wprowadzającym z trans rytmem. I pełna kpiny negacja - u surrealistów konwencjonalnej sztuki - a w sztuce punk - tradycyjnego stylu życia, uznanych konwencji i zasad...
 


Wstrząs II wojny światowej dał surrealistom surową lekcję na temat skutków prawdziwego chaosu wywołanego sztywną i nieludzką doktryną. Czy jednak surrealizm w drugiej połowie XX wieku nie wybuchł, ze zdwojoną mocą, w muzyce i sztuce anarchistycznych ruchów punk? Nie zostało po nich wiele, poza wspomnieniami i nagraniami. No może ich odpryskiem są żarty w zjawiskach kultury masowej, w kreacjach scenicznych niektórych gwiazd muzyki pop. Lecz teraz, po tym co dzieje się, warto może zadać pytanie: w co przekształci się surrealizm po kolejnym wstrząsie jakim jest przewalająca się przez świat pandemia? Co po Zarazie, która wytrąca społeczeństwo bogatych krajów z ułudy wygodnego życia?
 
Jedno jest pewne, my będziemy pisać dalej - dlatego czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

piątek, 17 stycznia 2020

Zdjęcia, które powstały z naśladownictwa malarstwem: inny wymiar sztuki

Żadna forma sztuki nie istnieje w izolacji. Od kina po fotografię i modę - każda z dziedzin sztuk plastycznych zapożycza od siebie nawzajem. To dzielenie się doświadczeniami i inspirowanie jest naturalne. I często na styku różnych rodzajów działań artystycznych dzieją się najciekawsze rzeczy, powstają najbardziej wartościowe obrazy.

Dla przykładu, proponujemy naszym czytelnikom spojrzeć na zdjęcia, które powstały z naśladownictwa malarstwa. Aparat posłużył tu do reinterpretacji klasycznych dzieł, bardzo znanych, które nabrały przez to nowego życia w innym wymiarze.

A zatem po kolei:

Ofelia namalowana przez brytyjskiego malarza Sir Johna Everetta Millaisa zgodnie z fabułą   Hamleta Williama Szekspira, z wdziękiem płynie rzeką tuż przed tym, gdy tonie. Obraz swego czasu wzbudził skandal a przynajmniej wywołał mocne emocje. Nawiązał do nich Gregory Crewdson, który stworzył równie hipnotyzujące dzieło, lecz filmowe. Dziesiątki lat później, w 2012 roku kręcąc dokument o życiu w małym miasteczku w USA zatytułowany Brief Encounters, wykorzystał w jednym z kadrów obraz Millaisa (tutaj trailer  LINK).
Edward Hopper, powszechnie uznawany za najważniejszego malarza realistów Ameryki w  XX wieku, o którym pisaliśmy wielokrotnie TUTAJ  zajmuje obecnie szczególne miejsce w umysłach wielu fotografów.  Zauroczony nim Richard Tuschman stworzył cykl zdjęć o nazwie Hopper Meditations. Każdy z kadrów powstał w wyniku cyfrowego połączenia prawdziwego modela z dioramą wielkości domku dla lalek.
Narodziny Wenus to dzieło włoskiego malarza Sandro Botticellego i jeden z symboli epoki renesansu.  Wyobrażenie bogini miłości na wieki stało się kanonem kobiecej urody i doczekało się licznych naśladownictw. Wśród nich jest wizja fotografa Giuseppe Gradella. Portret jest częścią jego serii zdjęć Italian Renaissance, które opublikował w 2018 r.
Rene Magritte (pisaliśmy o nim TUTAJ)  i zadawane przez niego egzystencjalne pytania, w charakterystycznym, niezwykle minimalistycznym stylu, stały się wzorcem dla wielu fotografów. Jednym z nich jest Logan Zillmer co widać szczególnie na wykonanej przez niego fotografii zatytułowanej Looking for Sun, która bardzo przypomina popularny obraz Magritte'a p.t. Golconda na którym niczym deszcz z nieba spływają mężczyźni w melonikach. Bohaterowie Zillmera za to wstępują do nieba, szukając w nim drugiej strony. A może zostawionych tam meloników?

Flaming June to tytuł arcydzieła Sir Frederica Leightona, które powstało w 1895 roku. Przedstawia młodą kobietę, która śpi obok trującego kwiatu oleandra, co ma podkreślić delikatny związek między snem a śmiercią a może sugerować ostateczność sceny? Wzorując się na nim Annie Leibovitz zrobiła zdjęcie Jessice Chastain (aktorki dwukrotnie nominowanej do Oscara), które ozdobiło okładkę Vogue. Jednak aktora na nim ani myśli spać…

Malarz Egon Schiele, odnosząca sukcesy amerykańska aktorka Julianne Moore i znany niemiecki fotograf Peter Lindbergh specjalizujący się w zdjęciach pokazów mody - to połączenie zaowocowało pastiszem obrazu Seated Woman with Bent Knee.
Frida Kahlo, o której pisaliśmy TUTAJ stała się inspiracją dla szwedzkiego fotografa Fredrika Wannerstedta. Podczas jednej z sesji domu mody odtworzył jeden z najsłynniejszych autoportretów Fridy Kahlo, utrzymanym w równie jaskrawych barwach.

Przytoczone przykłady są hołdem składanym przez współczesnych starym, uznanym twórcom. A jednocześnie wzbogacają tamte dawne dzieła o emocje współczesnych ludzi. Warto samemu spróbować czegoś podobnego, choć na początek odradzamy pastisz Bitwy pod Grunwaldem czy Panoramy Racławickiej. Warto zacząć od czegoś skromniejszego lecz budzącego także mocne uczucia. Wzorowanie się na wielkich artystach może doprowadzić do stworzenia własnych, oszałamiających prac. A przynajmniej oryginalnych. Bo wystarczy trochę wyobraźni, tak jak tutaj:

Autorem powyższego zdjęcia jest jeden z uczniów średniej szkoły w Radomsku (LINK). Oczywiście wszyscy poznajemy pierwowzór upozowania modelki na zdjęciu – jest to słynna Dama z gronostajem Leonarda da Vinci.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie...