Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cold wave. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cold wave. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 grudnia 2024

Ten album warto znać: Double Echo i ich debiut Black Morning - interesujące dark/ cold wave

 

Foto: LINK

Zespół powstał w 2012 roku, czyli całkiem niedawno obchodzili dziesięciolecie, zresztą wydali też z tego powodu album. Ale my dziś piszemy o pierwszym i drugim wydawnictwie, EP-kach Black Morning i Plain Sight (akurat w takiej formie są na YT i doskonale do siebie pasują). 

Zespół jest wynikiem współpracy między amerykańskim producentem Chrisem Luna z San Diego, a Ashem Lerczak z Liverpoolu. Ten ostatni występuje pod pseudonimem artystycznym Doc Horror i poza Double Echo udziela się w projekcie Zombina & The Skeletons (LINK).

Wszyscy podkreślają, że zespół swoją stylistyką nawiązuje do wczesnego 4AD i muzyki lat 80-tych i coś w tym jest. 

Musi być, bo już początek pierwszego utworu, tytułowego Black Morning nawiązuje rytmem do A Forest zespołu the Cure. Oczywiście jest tutaj chłodniej, ale przede wszystkim bardziej przestrzenie. Muzycy zabierają nas do krainy samotności, dawniej raju. Po nim równie dobry, instrumentalny, Without Ceremony, sączący się wolno z fantastyczną ścianą gitar gdzieś w tle, a później niesamowitą elektroniką. Jest klimat... Desertion to absolutny hit. Ten akurat jest samodzielnym dziełem Chrisa Luna. Piosenka jest o oczekiwaniu i pobrzmiewają w niej echa the Opposition, ale też wokalnie the Sisters of Mercy. Plain Sight jest prawdopodobnie o śmierci i rozstaniu:

Mogło to trwać kilka sekund
Kiedy pozostawiono mnie bezdomnym
Z każdym mijającym ruchem
Kiedy nas odepchnięto

I tylko dla tych chwil
I zimny jak lód
Zawsze wydawało mi się to najdziwniejsze
Kiedy mogłem poczuć twój głos

A ja patrzę w ciszy
Więc niedługo będziemy musieli się rozstać
I nasze spotkania, o których nigdy nie myślałem, że się skończą
Nigdy nie wiedziałem, że to się skończy

Mogło to trwać kilka sekund
Jedno spojrzenie w Twoje oczy
Co zostało za drzwiami
Z rytuału

Obawiam się, że zmiana mnie ominęła
Tutaj, w odległej dziczy
Roztapiam się w zimnym świetle
Za lustrzanym życiem

Oczy by pamiętały
Zawsze

Darkroom  to świetny hit, ma się wrażenie, że gdzieś się to słyszało, to piosenka o aktorce:

Miłość do obserwacji
Poruszających się niezliczonych twarzy
Wzorce gnuśnego płaczu
Połóż się obok oka kamery

Zmieniające się przypływy i fale
Poruszą jej inkrustacje
Uśmiech zawsze pozostaje taki sam
Płonąca cisza, klatka po klatce

„Jakie to dziwne w świetle” – mówi
Znowu tak daleko od tych oczu
Wzorce gnuśnego płaczu
Będą się kręcić w oku kamery

Iluzją jest to oko bez twarzy
Ogrzana jedynie światłem, płacze
Uśmiech zawsze pozostaje taki sam
Fascynacja, klatka po klatce

Manekiny ze ślepych ulic
Zamyślam się przed ulewnym deszczem

Drżenie rąk spowoduje rozdarcie stron
O swoim przerobionym obrazie
Wzorcu gnuśnego płaczu
Krzycz w oko kamery

Wiek pozbawiony życia, zmęczone miejsce
Pęcznieje w jej pomalowanej twarzy
Uśmiech zawsze pozostaje taki sam
Trwała szarość, klatka po klatce 

Then Again z gitarą a la New Order kończy ten zestaw EP-ek.

Jak na początek całkiem nieźle, a my jeszcze wrócimy do kolejnych wydawnictw Double Echo, wszak minęło już 10 lat...

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.       

Double Echo Black Morning/ Plain Sight, 2012, tracklista: Black Morning, Without Ceremony, Desertion, Plain Sight,  Darkroom, Then Again.


piątek, 26 kwietnia 2024

Ten album warto znać: Second Still i ich EPka pt. Equals - ambitna zimna fala

Jakiś czas temu opisywaliśmy na naszym blogu zespół Second Still z USA (TUTAJ). Początki kapeli to rok 2014 i Brooklyn, a skład to Ryan Walker (gitara), Alex Hartman (bas) i Suki San (wokal i teksty). Co ciekawe, nazwa zespołu, kojarzyć się może z albumem Still zespołu Joy Division z 1981 roku. Ale naszym zdaniem jest zaczerpnięta z doskonałego albumu Modern Eon pt. Fiction Tales (opisanego TUTAJ) też z 1981 roku.

 

Muzyka zespołu spodoba się wszystkim wielbicielom wspomnianego Joy Division, ale też the Cure (oczywiście tego z czasów Faith czy Pornography), X-Mal Deutschland czy bardzo wczesnego Cocteau Twins, ale szczególnie polubią ją wielbiciele Siouxsie and the Banshees. No i ten bas - ewidentnie zajumany z New Order (w tle słychać wołanie Iana Curtisa: Hooky play high), a powodowany fatalną akustyką Knot Mill, gdzie zespół próbował. Ach ten klimat...

Jeśli ktoś zna koncert zespołu z PressureDrop.tv (jest TUTAJ) z 2017 roku, to omawiane dziś wydawnictwo, ponieważ ukazało się rok później, pokazuje lekką ewolucję stylu muzyki kapeli. Brzmienie jest zdecydowanie bogatsze niż na wspomnianym show, pojawiła się elektronika, a piosenki nabrały delikatności. Są oczywiście zimne, ale już nie tak bardzo jak wcześniej.

Początek to znakomity i nastrojowy In Order:

Stworzeni do zatracenia w mieście
Jesteśmy czymś, czujemy się inaczej
Mogłabym się naćpać
Ocal mnie od moich wspomnień
Mogę być lepsza niż ludzie wokół mnie

Gdy płakałam
Zabierz mnie na drugą stronę piekła

Prowadzona przez zagubiony głos
Moje odbicie, nieuniknione
Mogłabym się naćpać (mogłabym zamknąć oczy)
Jestem lepsza od ludzi wokół mnie

Gdy płakałam
Zabierz mnie na drugą stronę piekła

Odkrywasz, że zawsze będziesz ją kochał
Odkrywasz, że zawsze będziesz ją kochał

Ashes jest utrzymany w starym zimnym i chropowatym stylu. Piosenka podsumowuje sens ludzkiego istnienia:

Spotkałeś los, twój duch przygasł
Nadszedł ogień, trzymaj się mocno
Myślisz, że wszyscy wiedzą
Chcesz po prostu, chcesz...
Umrzeć 

Automata - piękna piosenka ze wspomnianą głębią... Jest tu dużo przestrzeni, refleksji nad powtarzaniem przez człowieka codziennych czynności, które czynią z nas bezrozumne maszyny. Utwór najbardziej przypomina dokonania Siouxsie and the Banshees. Ale skoro ci nie istnieją to dobrze, że mamy Second Still... 

Czy jestem prawdziwym człowiekiem?
Czy zastanawiam się tak jak reszta z nich?
Czy jestem marzycielem
Jeśli wiem, że moich marzeń wciąż mi brakuje?

Nie mogę dzisiaj ze sobą żyć
Właśnie to mówię
Nie mogę się dotknąć, a mimo to coś czuję

Czy to pustka w moim sercu?
Kiedy patrzę w lustro, czuję pożądanie
Mój umysł był zaprojektowany na obraz twojego ojca

Nie mogę dzisiaj ze sobą żyć
Właśnie to mówię
Nie mogę się dotknąć, a mimo to coś czuję

Jak długo trwa zakończenie programu i rozpoczęcie piosenki?
(Czy ja śnię?) Jak długo (czyja to twarz?)
Aby mój program się skończył (Czy tracę całą siebie) i zaczęła się moja piosenka
(Czy ja śnię?) Jak długo (czyja to twarz?)
Aby mój program się skończył (Czy tracę całą siebie) i zaczęła się moja piosenka?

Opening znamy ze wspomnianego powyżej koncertu. I tak też brzmi, może poza nieco bardziej miękkimi wokalami. Piosenka opisuje walkę między niebem a piekłem... Całość oryginalnego wydawnictwa kończy Altar - o dziwnej kobiecie - zjawie. Bardzo nowoczesna i akustyczna zimna fala. Wideo z kanału, którym posiłkujemy się w tym wpisie, zawiera jeszcze bonus track - Walls. I bardzo dobrze, bo gdyby do CD Garlands (TUTAJ) zawierającego bonusy z singlami Cocteau Twins, ktoś chciał dodać kolejny utwór - to proszę bardzo... Utwór o inwestycji w nowe uczucia, o poważnej inwestycji. 

Możesz zapomnieć
Wszystko co powiedziałeś
Jestem przyjaciółką
Która cię pokocha

Daj temu czas
Daj temu czas
Widziałeś, jak waliły się ściany
Ale lada dzień one wrócą
Nie spiesz się tym razem

On ją pokocha
Ale więcej dostanie
Nie daj się oszukać
Dla mnie jesteś więcej niż głupia

Daj temu czas
Daj temu czas
Widziałeś, jak waliły się ściany
Ale lada dzień wrócą
Nie spiesz się tym razem    

Mimo wszystko to znakomite wydawnictwo, bowiem jak długo muzyka pozostaje inspiracją i na odpowiednim poziomie uzupełnia pikowe dokonania minionych lat, tak długo cieszy ucho. Bo dziś niewielu już tak gra.   

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.


 


Second Still, Equals, 2018, producent: Second Still i Chris King, tracklista: In Order, Ashes, Automata, Opening, Altar.   

niedziela, 8 października 2023

Z mojej płytoteki: Opposition i Promises - obietnice nie są warte umierania


Rok po wydaniu kultowego Intymacy (opisanego TUTAJ) z 1983 roku, londyńskie trio wydaje omawiany dziś album. To kontynuacja poprzedniczki, choć poszli w nieco inne brzmieniowo klimaty, wprowadzili np. trąbkę (Small Talk), a wokale też są bardziej wysunięte do przodu, co słychać choćby w Already Know. Ogólnie o ile poprzedni album był przygnębiający, Promises niesie, zgodnie z tytułem, jakieś pozytywne przesłania i obietnice. 

Być może o tym właśnie jest otwierający album utwór Fall Into Line z pięknymi chłodnymi riffami gitary Longa. Small Talk - pierwszy raz dźwięk trąbki nie jest denerwujący. Ma on na celu podkreślenie warstwy tekstowej - chodzi w niej o kłótnię. Mężczyzna czuje się ignorowany, jest znudzony monotonią rozmów, ma dość. Płyną kolejne godziny, nic się nie zmienia, a on czuje coraz większy ból...  Nie jest wykluczone, że Already Know to kontynuacja poprzedniego utworu, autor jest pod presją, myśli o zmianie otoczenia.

Poczułem zmianę naszej sytuacji
Może powinniśmy zmienić otoczenie
Ciśnienie zaraz skończy się eksplozją
Nie mogę się przed tym ukryć i nie mogę stawić temu czoła samotnie
Ja już wiem...


Sytuację ożywia jeden z lepszych utworów na płycie, dynamiczny Innocent

W tej krainie obfitości mam dom
Mam imię, mam swoje miejsce
Wprawiasz mnie w zakłopotanie swoją komunikatywnością
Jeśli schowasz głowę, zagubisz się w przeszłości.

Jest zamieszanie,
Wytrzyj kurz z oczu.
Ale nie nazywaj mnie niewinnym

W domach milionów niektórzy z nas wygrywają
Niektórzy z nas przegrywają, a niektórzy po prostu przeżywają
Zaskocz mnie swoim wykształceniem
Nie byłem pierwszy i nie będę ostatni  
Ale nie nazywaj mnie niewinnym

Na tych ulicach widziałem twarze, niektóre dumne
A niektóre z nich wciąż zaskoczone
Wprawiaj mnie w zakłopotanie swoimi sprzecznościami
Chcę go po prostu wytrzymać, ale to biegnie za szybko.

Jest zamieszanie,
Wytrzyj kurz z oczu.
Ale nie nazywaj mnie niewinnym

 


I zaraz jesteśmy na szczycie... Rozbrzmiewa bowiem leniwie rozkręcający się Alternatives. No jest moc i klimat... Miłość...

Pokażę ci alternatywę
To nie jest takie proste i nie jest tak oczywiste


Będę sądzony w słabszych chwilach
Ale ostatecznie jesteś tylko ty
Czy teraz widzisz, że nie ma bohaterów?
W końcu jesteś tylko ty

Pozwól, że przeprowadzę Cię ku innej sytuacji
Może to być bolesne, ale nie ma się czego bać.
I pytasz mnie o kierunek - daję ci alternatywę

Będę sądzony w słabszych chwilach
Ale ostatecznie jesteś tylko ty
Czy teraz widzisz, że nie ma bohaterów?
W końcu jesteś tylko ty

Pozwól, że zadam Ci proste pytanie
To proste, ale nie jest to takie jasne
...To dla mnie trudne
A potem mnie poprowadzisz
Przez trudną sytuację
...To jest bolesne i ...To jest strach.
Potem zapytasz mnie o kierunek
I daję ci alternatywę
I pytasz mnie o kierunek
I daję ci alternatywę

Będę sądzony w słabszych chwilach
Ale ostatecznie jesteś tylko ty
Czy teraz widzisz, że nie ma bohaterów?
W końcu jesteś tylko ty
Będę sądzony w słabszych chwilach...

Po tym genialnym wręcz utworze zastanawiamy się czy coś może zabrzmieć lepiej. Owszem bo Searching For A Home  z pozoru prawie a capella rozkręca się po wejściu gitar do genialnego wręcz utworu, niosącego niesamowite nastroje. Być może to piosenka o szukających domu ludziach na granicach. Zapewne nie o młodych byczkach na łodziach, czy na granicy z Białorusią... Factory Gate nieco ożywia klimat. Ciężki temat zapracowanych ludzi z fabryk marzących o wakacjach... Nawiązuje do tego motyw na wewnętrznej kopercie albumu...


Don't Forget To Leave The Light On In The Hall - robi się jeszcze poważniej, nieco przypomina się In the Heart z poprzedniego albumu... Takie Opposition uwielbiamy, to mogło zostać na Intymacy. Piosenka jest o wojnie...     

Usłyszałem głosy za oknem,
Usłyszałem rozbite butelki, usłyszałem kochanków na schodach,
Poczułem kobiecy strach
Drzwi samochodu trzaskają za moim oknem,
Poczułem, jak sen się rozbija, usłyszałem, jak ktoś sika na drzwi,
Usłyszałem telewizję, usłyszałem radio. Poczułem strach mojego ojca.

Ciepłe noce za moim oknem,
Poczułem uderzenie w twarz, usłyszałem, jak ktoś ucieka do schronu,
Poczułem nienawiść
Za moim oknem nie ma ucieczki,
Poczułem, jak sen się rozpada. Usłyszałem, jak ktoś sikał na drzwi.
Słyszałem telewizję, słyszałem radio, czułem lęki ojca.

Nie zapomnij zostawić włączonego światła w korytarzu
To nie tak, że boję się ciemności
(I tak nie wierzę w duchy).


Genialny i monumentalny
I Dream In Colour  i znowu TO Opposition 

Dostałem wiadomość
Słyszałem, że chcesz wiedzieć
Kto jest twoim najlepszym przyjacielem
Po co ten pośpiech
Słyszałem, że po dobrej stronie jest jaśniej.
Marzę w kolorze
Po prostu taki jestem.
Potrzebuję rozwiązań
Jestem tylko człowiekiem i to boli
A jeśli będzie jakieś zamieszanie
Kłamię, opowiadam się po którejś stronie
dostałem wiadomość
Słyszałem, że chcesz wiedzieć
Kto jest twoim najlepszym przyjacielem
Po co ten pośpiech
Słyszałem, że w środku jest jaśniej
Marzę w kolorze
Po prostu taki jestem
Dostałem wiadomość.


Album kończy Stranded. Całkiem dobrze jak na koniec, no i ten tekst, w którym pojawia się tytuł albumu!

Matka mówi, że jest tak jak dawniej
Ojciec mówi, że nie jest tak, jak chce
Obietnice to wszystko, co kiedykolwiek mieli
Ale na obietnice nie warto czekać
Matka mówi, że tak, mogłoby być trochę lepiej
Ojciec mówi, że nie mogło być dużo gorzej
Obietnice to wszystko, czego kiedykolwiek pragnęli
Ale obietnice nie są warte umierania

NA MIELIŹNIE
KRWISTO-CZERWONE OCZY

Wysłanie w biurze,
poddanie się w dyskotece
Frustracja w metrze,
frustracja w lędźwiach
Ręce trzymane w przyjaźni, ręce załamane ze strachu
Choroba o poranku, gdy miłość idzie w błoto.
Złość w supermarkecie, złość pod drzwiami
Krzyki na placu zabaw, płacze z sypialni
Napięcie w domu, napięcie w samochodzie
Choroba o poranku, gdy miłość idzie w błoto.

NA MIELIŹNIE
KRWISTO-CZERWONE OCZY 

Oppositon wróci tutaj jeszcze. Tyle straciliśmy... Całkiem niedawno (21.09.2023) minęła pierwsza rocznica śmierci Marka Longa. Nie zapominajmy o nim i o genialnej muzyce którą pozostawiał.. 

O zespole pisaliśmy TUTAJ.  

Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.               


Opposition, Promises, Virgin 1984, realizacja: Kenny Jones, tracklista: Fall Into Line, Small Talk, Already Know, Innocent, Alternatives, Searching For A Home, Factory Gate, Don't Forget To Leave The Light On In The Hall, I Dream In Colour, Stranded.



 

niedziela, 17 września 2023

Z mojej płytoteki: concert the cure live - zapisy z najlepszej epoki zespołu

 

O jednym z najważniejszych w historii muzyki nowofalowej zespole, napisano już niemal wszystko. Dzisiaj, kiedy koncertowy the Cure zdaje się przypominać coś miedzy figurami z muzeum Madame Toissot a Leninem z mauzoleum i mamy pewność, że nigdy nie nagrają już nic wartościowego, pozostają nam wspomnienia. Do tych należy prezentowany dziś album, nieco mniej znany i zapomniany, ale za to znakomity. 

To pik ich możliwości. 

Historię zespołu dzielę na trzy okresy. Początki, kiedy znakomite, nieco chłodne już brzmienia ubogacały ambitne, chwilami dość sarkastyczne teksty - to ten pierwszy. Mamy tutaj ich debiut, i drugi album Seventeen Seconds (niektórzy twierdzą, że od tego zaczęła się zimna fala w muzyce). Drugi okres - kiedy na twórczość Smitha wpływ mieli Joy Division, to okres owocujący w najważniejsze dokonania zespołu. Monumentalny Faith i zimny Pornogrpahy - albumy o których pisaliśmy na naszym blogu, to płyty które każdy powinien mieć w swojej kolekcji. Później zaczęła się równia pochyła, wspomnienia wymagają pojedyncze zaledwie piosenki a w tej grupie albumów poza nieco słabszym (ale jeszcze w miarę) Disintegration o innych nawet nie warto pisać...


Dzisiaj omawiany album to zapis koncertów z Londynu i Oksfordu z 1984. Wydany przez wytwórnię zespołu - Fiction. Grają w składzie: Robert Smith, Porl Thompson, Andy Anderson, Phil Thornalley i Lol Tolhurst.

Utwory (poza dwoma) pochodzą z wspomnianych powyżej pierwszego i drugiego okresu i jest to taki Cure, który zawsze będziemy pamiętać (warto spojrzeć TUTAJ - opisaliśmy inną płytę koncertową z Paryża z tego okresu).

Na otwarcie Shake Dog Shake - wyłom, bowiem to piosenka z The Top, ale jak na otwarcie całkiem dobra. Później już jedziemy klimatami Faith - Primary, Charlotte Sometimes (z singla poprzedzającego ten album), The Hanging Garden, Give Me It (znowu z the Top), The Walk (z singla), One Hundred Years (z Pornogrpahy). Finalnie A Forest, 10:15 Saturday Night, Killing an Arab - te trzy to z początków zespołu. 

Oczywiście poprawność polityczna i mumifikacja, zabiły u Smitha niezależność, także kończący album Killing an Arab doczekał się na późniejszych koncertach wszelkiego rodzaju ekwilibrystyk słownych od Kissing an Arab do Killing Another. Dziś zespół nie gra już go wcale. Okrzyknięty w USA jako rasistowski, nietolerowany przez poprawnych politycznie, jakże innego wymiaru nabiera dzisiaj... 

Stojąc na plaży
Z pistoletem w dłoni
Wpatruję się w morze
Wpatruję się w piasek
Celuję
W stojącego Araba
Widzę jego otwarte usta
Ale nie słyszę żadnego dźwięku
Jestem żywy
Jestem martwy
Jestem nieznajomym
Zabijającym Araba
Mogę odwrócić się i odejść albo strzelić
Patrzę w niebo, spoglądam w słońce
Cokolwiek wybiorę, sprowadza się to do tego samego
Absolutnie do niczego
Jestem żywy
Jestem martwy
Jestem nieznajomym
Zabijającym Araba
Czuję, jak podskakuje stalowa kolba
Gładko w mojej dłoni
Wpatrując się w morze, wpatrując się w piasek
Gapię się na siebie
Odbicie w oczach
Martwy człowiek na plaży
Żywy
Nieżywy
Jestem nieznajomym
Zabijającym Araba
 

A przecież to tylko opis sceny z książki Alberta Camusa... Ją też w USA sprzedają w czarnych opakowaniach z nalepkami ostrzegającymi przed rasistowskimi treściami?  

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 


Concert the cure live, producent: Dave Allen, The Cure, Fiction 1984, tracklista: Shake Dog Shake, Primary, Charlotte Sometimes, The Hanging Garden, Give Me It, The Walk, One Hundred Years, A Forest, 10:15 Saturday Night, Killing an Arab.

 


niedziela, 10 września 2023

Ten album warto znać: Lowlife i ich debiut Permanent Sleep - ciepła zimna fala z basistą Cocteau Twins w tle


Lowlife ma swoje korzenie w Szkocji, i wcale nie jest przypadkiem, że ze Szkocji byli też Cocteau Twins, bowiem oba zespoły łączy postać basisty, który od Cocteau odszedł. Chodzi o Willa Heggie - po odejściu postanowił utrzymać w swojej muzyce klimaty późniejszej muzyki Cocteau, ale jednocześnie nadać jej więcej chłodu. Tak też powstał Lowlife
 
Zaczęli od singla the Rain (1985), ukłonem w stronę Joy Division, głównie dzięki wokalom Craiga Lorentsona. Rok później wydają swój debiut, omawiamy dziś Permanent Sleep. Niektórzy komentatorzy uważają (jak choćby TUTAJ), że są to cienie twórczości New Order, zwłaszcza jeśli chodzi o bas, choć naszym zdaniem to przesada. Lowlife stworzyło swój własny, niepowtarzalny styl, znakomita ściana gitar, patetyczny wokal, inteligentne teksty, wszystko to stanowi godną kontynuację dokonań Joy Division. Jest tylko jedna zasadnicza różnica. Lowlife, przez swoje cocteautwinsowe korzenie brzmi zdecydowanie lżej. To taka zimna fala po liftingu. Lżej, nieco cieplej, bardziej klimatycznie i nostalgicznie. Mniej schematycznie. Wystarczy też spojrzeć na szatę graficzną, gdzie zespół ucieka od biało-czarnych klimatów Petera Saville'a, który stał się tak popularny po pojawianiu się na rynku płyt Joy Division, a który jest ostro naśladowany przez kapele cold-wave do dziś.
 
 
Omawiany album został nagrany w składzie: Craig Lorentson (wokal), Stuart Everest (gitara), Will Heggie (bas) i Grant McDowall (perkusja). Mamy tutaj tylko osiem piosenek, a całość trwa zaledwie niecałe 33 minuty. 
 
Na otwarcie serwują nam Coward's Way, można powiedzieć typowy klimat chłodnofalowy:

Moje ciało umiera powoli, bardzo powoli, kawałek po kawałku
Życie mnie uwięziło i nie chce uwolnić
Gdybym tylko mógł się oderwać i odpocząć
Wiem, że to sposób dla tchórzy, ale myślę, że tak będzie najlepiej

Po  nim absolutny numer jeden albumu - As It Happens. Piosenka o mocno antywojennym wydźwięku. 

Źli ludzie kierują się zazdrością i radością
Będę musiał szukać i niszczyć
Aby „wyjąć” z siebie, moje gwiazdy do wzięcia
Zazdrosny o bogactwa, a życie jest pełne bogactw

A morderstwo może dotknąć każdego z nas
Gdzie świat umiera z głodu
Ale to trwa dalej i wokół ciebie
Opuszczony i okrutny, ale tak się składa, że ​​taka jest prawda

Więc dlaczego miałbym czuć potrzebę zabijania?
Odebrać życie, zabrać żonę
Ale takie jest życie, taki jest świat
Zemsta jest słodka, nie zniesiemy porażki
Rzeczy trudne do uchwycenia, rzeczy z przeszłości
Mieć i utrzymać to, co lodowate i zimne
I prowadź nas ku temu, żebyśmy już nie chcieli
Nawet jeśli dzieje się to za zamkniętymi drzwiami
 
Mother Tongue (nieco podobna do poprzedniczki) to piosenka o wspólnym życiu - aż po kres:
 
Chodź ze mną, biegnij ze mną aż po horyzont
Gdzie niebiosa spotykają się z morzami
Żyj ze mną, umieraj ze mną, pokaż mi ocean
Przyprowadź mnie, żebym zobaczył to, co muszę zobaczyć
I to co chcę zobaczyć

Wild Swan - piękny poetycki tekst tej piosenki wyraża tęsknotę za pewnego rodzaju swobodą, jakie mają zwierzęta, czy rośliny, w porównaniu z nami... Przy okazji to bardzo nastrojowy utwór, chyba najbardziej atmosferyczny z całego albumu....

Czy deszcz ugasił słońce?
Czekam, aż zapadnie ciemność
Kiedyś myślałem, że mój umysł jest jednością
Ale teraz czuję, że jestem inny

Chciałbym być dzikim łabędziem
Niebo to mój świat, mój własny staw
Deszcz spadnie i zaśpiewa piosenkę
Ale głos Nieba jest cichy

Chciałbym być dzikim drzewem
Wiatr wiał, żeby mnie odświeżyć
Zmieniam kolory i zmieniam liście
Ale drzewa wyglądają na bardzo samotne

Wygląda na to, że będę po prostu sobą
Odłożę swoje marzenia na półkę
Zachowam swoje zmartwienia i stracę zdrowie
Lepsze to niż bycie nikim

Tak nastrojowo kończy się strona pierwsza albumu. 
 
Drugą otwiera tytułowy Permanent Sleep - utwór o wzlotach i upadkach życia. Po nim A Year Past July dojrzała piosenka o upływie czasu, mimo tego, że ludzie tracą atrakcyjność fizyczną, pozostają ze sobą do końca. A może to piosenka o przemijających porach roku? Niemniej znowu zrobiło się bardzo patetycznie i nastrojowo. The Betting and Gaming Act 1964 - tym razem zrobiło się chłodno, zupełnie w stylu Garlands Cocteau Twins, tak brzmi ten utwór. W końcu Heggie nie tylko grał w Garlands na basie, ale był też producentem debiutu Cocteau. Świat jest mały... 
 
Całość kończy nastrojowy Do We Party, najprościej mówiąc o tym, że na każdego z nas przyjdzie koniec. 

 
Właśnie... i w związku z tym mała prywata. Akurat gdy osłuchiwałem się po latach z albumem miała w naszym domu zagościć piękna Loren. Ludzie zrobili z jej życia koszmar, niedokarmiana (przez co była nieco skarlała), zarobaczona (przez co miała kiepski stan jelit) trafiła do fundacji. Niestety, kiedy okazało się że fundacja wybrała nas na jej rodziców, kiedy zakupiliśmy wszystko co potrzeba i szykowaliśmy się do drogi, Loren 6.09.2023 około godziny 18:00 zmarła na stole operacyjnym na wgłobienie jelita.
 
Ta muzyka na zawsze będzie się z nią kojarzyć.
 
Ludzie nie krzywdźcie zwierząt.  
 
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
 
 
Lowlife,  Permanent Sleep, producenci: Keith Mitchell, Lowlife, Nightshift 1986,  tracklista: Coward's Way, As It Happens, Mother Tongue, Wild Swan, Permanent Sleep, A Year Past July, The Betting and Gaming Act 1964, Do We Party.
 
 

niedziela, 30 kwietnia 2023

Ten album warto znać: Mary Goes Round i Sunset - francuska zimna fala lat 80-tych z Joy Division w tle

Powiem szczerze, że z coraz większym zaskoczeniem przyglądam się fenomenowi francuskiej zimnej fali lat 80-tych. Pisaliśmy tutaj kilkakrotnie o Little Nemo (LINK), ale poza nimi jest jeszcze Trisomie 21 (pisaliśmy o nich TUTAJ), Hante i Minuit Machine (TUTAJ), czy Asylum Party, o których napiszemy i wielu wielu innych. Dzisiaj zajmiemy się zespołem Mery Goes Round i ich albumem Sunset.

Pierwszy wspólny występ Jérôme'a Avrila (gitara/wokal) i Cécile Balladino (keyboard) na scenie miał miejsce w 1986 roku w klubie Rex w Paryżu, gdzie zagrali jako goście zespołu Sonic Youth. Można to uznać za początek Mary Goes Round, chociaż jeszcze wtedy nie używali tej nazwy. Po występie Maurice (gitara basowa) i Gilbert Correy (perkusja), którzy odegrali kluczową rolę w powstaniu zespołu, dołączają do Jérôme'a i Cécile i tak powstał pierwszy skład.

Po pewnym czasie MGR otrzymali szansę wydania piosenki na kompilacji Unreleased Volume I z 1987 roku. Z tej okazji zarejestrowano utwór The Shelter, pod nazwą Mary Goes Round. Według mojej wiedzy wydali 4 albumy długogrające, a Sunset jest ich debiutem. Piosenki od 1 do 7 nagrane zostały w studio du Val d'Orge między grudniem 1988 a styczniem 1989, piosenka 8: w studio Mesa w lutym 1988, natomiast piosenki od 9 do 11 w studio Mix-it w listopadzie 1989, wreszcie 12 w studio Mesa w listopadzie 1988. Wszystkie napisał J.Avril. Sunset wydany został jako minialbum na kasecie magnetofonowej i winylu (zawierał 7 piosenek), a później jako pełen album na CD (ten opisujemy, zespół zrealizował i wydał go we własnym zakresie).

Wszystkie dwanaście piosenek to doskonała zimna fala, zarówno pod względem tekstów, jak i muzyki. Kilka razy powala monumentalnymi wręcz piosenkami, o czym poniżej.  

Zaczyna się od dzwoneczków, ale bynajmniej nie wprowadzają nas one w wesoły nastrój.   Mary Sleeps Alone bowiem, to piosenka o samotności...

Nikt nie rozumie dlaczego Mary śpi sama
Ona nie dba o to gdzie podąża świat, bo jej umysł jest już gdzie indziej
Nie tak daleko od nieba, ona żyje w przeszłości

Zniszczyła swoje zabawki, zabiła psa, Mary śpi sama
Czuje samotność na ziemi niczyjej, Mary śpi sama

Ojciec bierze ją w ramiona i mówi jej to, co lubi słyszeć
Święta matka zawsze jest tam z kwiatami i swoimi cennymi pocałunkami
Nie tak daleko od nieba, Mary śpi sama

Genialny Dark Times to odsłona zespołu jaką lubię najbardziej. No i ten mroczny tekst, wydaje się, że o zabójcy...

Hej siostro, co zrobiłem?
Proszę, pomóż mi teraz, czuję że wariuję
Pamiętam, jaką była słodką
Powiedz mi, powiedz mi, dlaczego ją zabiłem?

Hej siostro, jesteś moim jedynym przyjacielem
Proszę, pomóż mi teraz, czuję że wariuję
Moja droga, przepraszam cię za wieczność
Nigdy nie ucieknę od ciemnych czasów 

The Night jest bardziej dynamiczny, niemniej w warstwie tekstowej bardzo poetycki... Możliwe, że chodzi o śmierć... A może tylko o sen?

Leżąc na sofie i patrząc na gwiazdy na niebie
Daleko od rzeczywistości, gdzie wszystkie zegarki są zepsute
Oddając się wróżebnym głosom, tonąc w zachwycie
Czuj urok, nic innego się nie liczy

Zamknij oczy i pójdź ze mną
Pod urokiem nocy

A jeśli iść to tylko ku Ziemi Obiecanej, czyli... The Promised Land. Interesujący tekst, o tym, że czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, co posiadamy:

Szliśmy latami, by znaleźć naszą Ziemię Obiecaną
Opaleni słońcem, myśleliśmy, że to nigdy się nie skończy
Aż pewnego dnia spełnił się nasz sen
Wszystko wokół nas stało się piękne i urokliwe
Wydawało się to takie nierealne, że postanowiliśmy tam nie zostawać
Tak więc dlatego właśnie idziemy, idziemy i idziemy znowu
Znowu

The Great Desire jak sam tytuł wskazuje, jest o pożądaniu i prostytucji... 

Słodka lalka stojąca przed wyborem
Ubrana na biało w krwawy bal przebierańców
Niebo w jej oczach, tuż obok piekło
Nigdy nie poznamy tajemnic jej serca

Miliony oczu patrzy wgłąb jej
Jeden dla pieniędzy, inny dla seksu
Czekają obok siebie od lat i dłużej
By liznąć łzy kapiące z jej rany 

Tytułowy Sunset jest instrumentalny. Słyszymy w nim szum morza... Tak szybko się kończy, zanim na dobrze się nie rozkręci. Po nim zaczyna się poważna jazda. Bowiem Teardrops Again, to istne arcydzieło i co ciekawe, też instrumentalne... Bas w tej piosence, mimo że na drugim planie, robi niesamowitą robotę... The Nightmare, czyli koszmar, to chyba rzeczywiście opis koszmarnego snu ze zwierzętami w roli głównej

Biegnę w burzy
Lwy na ziemi
I tygrysy w niebie
Wiesz, że możesz umrzeć

Wtedy pojawia się człowiek
Z pająkami w sercu
On się uśmiecha, on się uśmiecha
Ma węże w ustach

Śpiąc w dżungli
Z dzikimi zwierzętami
Czujesz zimno
Jesteś nagi jak robak
Wtedy przychodzi ból
Głębiej w twoim plecach
O rany, to małpa
Która ciska cię na podłogę

Mary In The Sky to opis specyficznego nieba w wyobrażeniu głównej bohaterki:

Martwi się jedynie o własną przyjemność
W kółko tańczy, pijana na śmierć
Chłopcy wokół, czekają w ciszy na zaproszenie
Dziś wieczorem nie dostrzeże, jak wstrętne jest to miejsce

Jest szczęśliwą kobietą
Mimo że czuje uścisk czasu
Chce coraz więcej
I ciągle dostaje coraz więcej

Pora na piosenkę o żeglowaniu - On The Sea i o marzeniach, tym razem żeglarza... Muzycznie piosenka jest niezwykle ciekawa, no i tekst jest znakomity.... Dla tej piosenki warto kupić album! Nieco przypomina The Only Mistake Joy Division, ale nie wolno wstydzić się dobrych wzorców...

Żeglarz na morzu pewnego dnia zatęsknił za domem
Marzył o oceanie i ziemi poza nim
Jak stoi tam między drzewami, patrzy na niebo
Ptak, dziewczyna i słońce wysuszają jego łzy

To szaleństwo albo samotność

Może żeglarz spotka syrenę? 
 

Żeglarz na morzu pewnej nocy tęsknił za domem
Marzył o oceanie i lądzie za nim
Jak stoi tam między drzewami, patrzy na niebo
Ptak, dziewczyna i wiatr zmywają jego łzy

W kolejnym utworze płachty na ścianach też kojarzą się z kwartetem z Manchesteru, a dokładnie z ich the Day of the Lords z Unknown Pleasures... 

Tutaj, w schronieniu,
Ciemne czasy życia,
Nie znaleźliśmy marzeń dla zmarłych dusz,
Nie ma dla nas marzeń, tylko
Ciemne płachty na ścianach,
Więdnięcie kwiatów i kurz,
Nasza przeszłość umrze,
Zgubieni jesteśmy w schronieniu

Tutaj, w schronieniu,
Ciemne czasy w życiu,
Nie znaleźliśmy marzeń dla zmarłych dusz,
Zgubieni jesteśmy w schronieniu

Na koniec jednak wstaje słońce, a skoro wstaje to i zachodzi... Nadchodzi noc - Another Sunset

Zobacz zachód słońca,
w twoich oczach będę musiał znaleźć moje słońce
Pozwól mi położyć głowę na piersiach

Czas, abym pożegnał się z tobą pocałunkiem,
czasami noc jednak bywa łaskawa

To znakomita płyta, a my będziemy dalej eksplorowali tematykę zimnej fali z Francji. Strona zespołu jest TUTAJ


 

 

Czytajcie nas  - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie. 


Mary Goes Round, Sunset, MGR 01 CD, tracklista: Mary Sleeps Alone, Dark Times, The Night, The Promised Land, The Great Desire, Sunset, Teardrops Again, The Nightmare, Mary In The Sky, On The Sea, The Shelter, Another Sunset.   

niedziela, 15 stycznia 2023

Z mojej płytoteki: And Also the Trees i Virus Meadow - psychodeliczne klimaty brytyjskiej wsi


Swego czasu opisywaliśmy znakomity koncert brytyjskiego zespołu zimnofalowego And Also the Trees (TUTAJ), przedstawiając krótko sylwetkę grupy z Inkberrow: Zainspirowani ruchem post-punk And Also The Trees od samego początku byli inni. W przeciwieństwie do swoich rówieśników takich jak: PIL, Joy Division i The Gang Of Four, And Also The Trees byli pod wpływem prawie wyłącznie krajobrazu i historii wiejskiego otoczenia, i ten wpływ pozostaje w nich do dziś.

Idąc nijako za ciosem, kilka lat temu nabyłem album z najlepszymi (w mojej opinii) utworami z tamtego koncertu. Jest to drugi w dyskografii album, który wydany został w 1986 roku. Płyta przyleciała z Japonii, co ciekawe całość z transportem to zaledwie 100 PLN, co biorąc pod uwagę idealny stan, graniczy z cudem. Tym bardziej, że nabyta wersja pochodzi z rynku niemieckiego przez co została uatrakcyjniona jednym dodatkowym utworem pt. Scarlet Arch.


   

Całość ma bardzo ciekawy klimat, nie jest to typowa zimna fala, raczej podąża w kierunku psychodeli. Jest w tej płycie piękno, ale jest też niepokój. Już sam początek powala, jest prosty ale jakże sugestywny. Od pierwszych taktów wiemy o czym będzie mowa. Slow Pulse Boy...

Chłopak ze spowolnionym pulsem

Gdzieś eksplodujący podmuch paleniska
Bursztynowe pióropusze na nocnym niebie
Każda eksplozja rozpościera się
Od horyzontu do horyzontu
Od horyzontu… do horyzontu
I przez chwilę, chłopak ze spowolnionym pulsem
Stał przy oknie
I pozwalał by ogień wsiąkał w jego skórę
I znowu by wszystko znieruchomiało
Gdyby nie pusta puszka
Bujająca się w rynsztoku
Na wietrze
I wtedy stanęliśmy bardzo blisko siebie
Tak, że mogłem zmieścić się w przestrzeni
Pomiędzy uderzeniami jego serca
Na zewnątrz znowu
Wybuch paleniska
I ciemne czerwone rzeki
Wypełniające żyły gorączką
Mogliśmy owładnięci szaleństwem
Znaleźć wszystko co utracone
A ogień płonie w naszych butach...
Więc ścigamy wybuchy
Od horyzontu do horyzontu,
Owińmy się wokół odległości
Tak długo, tylko jak wytrzymamy.

Gdzieś śpiewa dziewczyna.

W powietrzu unosi się spokój
Ale jest większy spokój, jaki mogę znieść.
Że jutro świeci słońce.

Jako drugi serwują nam znakomity Maps In Her Wrists And Arms. Mimo że spokojny, też posiada w sobie ogromny ładunek emocji... Może się mylę, ale wydaje się, że to piosenka o umierającej kobiecie.

Mapy w nadgarstkach i ramionach
W namiocie z pudru i koronki,
Sępy dziobią padlinę, która karmi się z ręki,
Tęsknota za rozkładem
Czeka na dźwięk
Ich skrzydła powoli falują, gdy odlatują...
Niektóre zostaną na dłużej.

W jej nadgarstkach i ramionach są mapy,
A kurz leży jak śnieg wokół łóżka.

Świecąca biel, rzeźba z kości,
Albo klejnot jak zmięty, zniekształcony księżyc
Dreszcze w jej umyśle,
Jeśli podejdzie zbyt blisko
Rozbije się tak szybko, że nie zostawi nic po sobie,
Starsza pani wzdycha.

Czasami, gdy podnosi oczy
Pokój wypełniły powiewające prześcieradła z jedwabiu.
W jej nadgarstkach i ramionach są mapy,
A morfina przypływa chlebem terroru i błogością.

W namiocie z pudru i koronki,
Słyszy skrzypce, obserwuje smyczki...
Przewijające się po pokoju.

W zasadzie po takim ładunku trudno o coś mocniejszego. Instrumentalny The Dwelling Place idealnie pasuje tutaj jako hymn dla zmarłej... Vincent Craine zdaje się być z kolei hymnem pamięci dla brytyjskiego kompozytora, który popełnił samobójstwo trzy lata po realizacji omawianej dziś płyty, a w czasie jej nagrywania cierpiał na depresję. Co ciekawe, zmarł popełniając samobójstwo - przedawkował leki antydepresyjne. W piosence mamy nawiązanie do okładki, pojawia się w niej stół a na nim miska z owocami, kurczącymi się pod naciskiem  zardzewiałej łyżeczki.


Stronę B oficjalnej wersji płyty rozpoczyna Jack.

Jack wyszedł pewnego burzliwego dnia
Aby zobaczyć, gdzie poniosą go nogi,
Zabrały go z jego śpiącego miasta
W poprzek lądu wysokiego, i niskiego

Piosenka zdaje się opisywać podróż bohatera przez wsie, pełna jest typowych wiejskich krajobrazów, mamy w niej kwiaty, drzewa, morze... Bohater jednak nie wraca już do swojego domu. The Headless Clay Woman to w mojej opinii najsłabszy utwór płyty, znowu mamy tutaj klimaty wiejskie. Po nim Gone.....Like The Swallows - taki lekki zastrzyk optymizmu. Utwór nieco nie pasuje do całości, ale może chodzi o to, żeby przygotować nas na genialne zakończenie jakim jest tytułowy Virus Meadow.

Zatruta Łąka

Brzęczący dzwonek, powolne dzwonienie echa
Tarza się po zatrutej łące.
Ssij zaczarowany sznurek z jagód,
Usłysz dzwony poza nami.

Cichnące kazanie, mruczy głowa księdza
Święte słowa poprzez łąki.
Całował kręcącą się dłoń plag,
Przez jego usta śpiewał wirus.

A gawrony zdawały się podążać za nim
Gdziekolwiek nie poszedł
Trzepocząc na jasnym niebie,
Kracząc na wieży.
Wiszące na ołowianym niebie,
Zwisające ze słońca.
Gawrony zdawały się podążać za nim...
Gdziekolwiek nie poszedł.

Kiwający głową oset, angielska słoneczna rosa,
Kobieta z łabędzią szyją, łąka z łóżeczkiem dziecięcym.
Bolące ramiona opadają i wznoszą się
Jak bijące dzwony

I obandażowane wysmarowaną skórą  kończyny
Nocnych braci,
Walcząc... czołgają się
Przez pustą szczelinę poranka.

Reasumując, poza dwoma słabszymi piosenkami, to bardzo dobra płyta, ewidentnie strona A lepsza niż B

My zapewne wrócimy jeszcze do twórczości And Also The Trees, tymczasem oddajmy się nastrojowi psychodeli brytyjskiej wsi.


And Also the Trees, Virus Meadow, producenci: And Also the Trees, Mel Jefferson, Richard Waghorn, Reflex, 1986,  tracklista: Slow Pulse Boy, Maps In Her Wrists And Arms, The Dwelling Place, Vincent Craine, Jack, The Headless Clay Woman, Gone.....Like The Swallows, Virus Meadow.


 

niedziela, 8 stycznia 2023

Ten album warto znać: From the Lions Mouth, z inspiracji Closer Joy Division i historia tragicznej śmierci wokalisty the Sound Adriana Borlanda

 


O drugim albumie the Sound z 1981 roku krążą opinie, że jest to jedna z najlepszych płyt post - punku, że można tutaj odnaleźć ducha the Doors, i że zespół zapisał się w historii muzyki w zasadzie swoim debiutem Jeopardy z 1980 roku i omawianym dziś albumem. Kilka razy zabierałem się za to dzieło i wreszcie do niego dojrzałem. Tak, to świetna płyta i nie ma wątpliwości, że należy nabyć ją do swojej kolekcji. 

Okładka przedstawia obraz z XIX wieku, brytyjskiego malarza Britona Rivire pt. Daniel w Jaskini Lwów. Jak wiadomo biblijny Daniel wyszedł zwycięsko z próby, ocalony przed śmiercią. Dlatego pewnie, ale i z powodu warstwy tekstowej, Jonathan Garrett (LINK) z NME stawia omawiany dziś album w konfrontacji do Closer zespołu Joy Division. Czy to aby trafna teza? Naszym zdaniem nie, co pokazujemy poniżej.

Warto wspomnieć, że w 1980 roku, kiedy Closer i LWTUA okupowały szczyty list najlepszych albumów i singli w UK, Joy Division stali się punktem odniesienia dla wielu zespołów nie tylko rynku brytyjskiego, ale też w innych krajach (u nas zresztą również). Garrett podkreśla (odnosząc się do oryginalnej recenzji albumu napisanej przez Andy Gilla), że teksty na płycie są uszyte z tego samego materiału, co teksty na Closer Joy Division, czy na the Holly Bible zespołu Manic Street Preachers, jednak the Sound unika pesymistycznego tarzania się w rzeczywistości. Autor zauważa też, że album nie spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem od razu po wydaniu, a dopiero po pewnym czasie. Jego legenda odżyła, po tragicznej śmierci gitarzysty, tekściarza i wokalisty the Sound Adriana Borlanda


Sprawa dość banalna - rozpad zespołu, niepowodzenia w solowej karierze. W końcu depresja, problemy z alkoholem i trzy próby samobójcze, ostatnia zakończona powodzeniem. 
 
Jakże wzruszająca jest recenzja solowego albumu Harmony and Destruction, Adriana Borlanda, napisana przez jego matkę - Lin - w 2002 roku (wersja archiwalna jest TUTAJ). Możemy dowiedzieć się, że artysta popełnił samobójstwo podczas nagrywania tej właśnie solowej płyty. Pierwszy tydzień nagrań przebiegał dobrze, Borland był pełen entuzjazmu. W drugim jednak nastąpiło załamanie, zignorował ostrzeżenia lekarzy i zbytnio się forsował. Jego matka twierdzi, że poświęcił swoje życie dla muzyki, a na wspomnianym solowym albumie opisuje wiele ze swoich problemów, między innymi alkoholizm i próby samobójcze (do tej płyty jeszcze wrócimy). Zatem jak widać, NME zbyt pozytywnie odebrało  From the Lions Mouth, bowiem z perspektywy czasu, Borland i Curtis skończyli tak samo. 
 
Adrian Borland bowiem, rzucił się pod pociąg. Miał 41 lat...


Przejdźmy zatem do omówienia samego albumu.

Na otwarcie Winning - rzeczywiście zgoła odmienne podejście niż Joy Division, bo utwór opowiada o tym, jak walczyć gdy wsparcie wkoło nas zawodzi. To ewidentnie nawiązanie do okładki i historii Daniela.


Miałem się utopić
Ale zacząłem pływać

Schodziłem w dół
Potem zacząłem wygrywać, wygrywać

Zwycięski 

Szkoda, że Borland nie pamiętał o tym tekście na końcu swojego życia... Po nim Sense of Purpose - optymistycznie o miłości. 

Spójrz mi w oczy
Zobacz pożądanie i miłość
Spójrz mi w oczy
Kiedy do ciebie mówię
Wezmę swoje życie
W moje ręce
To ja będę winić
Jestem tym, który rozumie


Contact the Fact jest bardziej mroczny, a wspominany optymizm od tej chwili gdzieś pryska... I znika do końca albumu.

Myślisz: świat, prawdziwy świat dla mnie
Oglądanie tego, jak odchodzisz, jest jak oglądanie filmu w zwolnionym tempie
Wszystko, czego dotknę, obraca się w pył
I wszyscy, do których się zwracam, zwracają się przeciwko mnie

W Skeletons sprawy zdają się jeszcze bardziej pogarszać...

W naszym sposobie bycia jest ziejąca dziura
Nie mając już nic do wypełnienia
Żadnego ciała, żadnej krwi, tylko złamana kość
Rama, na której możemy powiesić nasze życie

Żyjemy jak szkielety

Czy ktoś nie obudzi we mnie umarłych?
Czy ktoś nie strząśnie ze mnie kurzu?
Daj mi wody, daj mi chleba
Ale nie wystawiaj mnie na śmierć

Żyjemy jak szkielety

Czujemy się jak szkielety 

Judgement to drugi co najmniej genialny moment tego albumy, kończący jego stronę A

Nie mogę powiedzieć: teraz albo nigdy
Jeśli nie zaczniemy działać teraz, może to być teraz i na zawsze
Chwila jest bliska, chwila prawdy
Ale co cię tak śmiertelnie wystraszyło?

Jesteś taki nieruchomy, milczysz bez ruchu
Nie mogę patrzeć i czekać
Tylko po to, by zapłacić cenę twojego osądu

Będę naciskał, zważywszy na władzę
Przyciągnę cię blisko siebie
A jeśli upadnę, to z gracją
Nie żałuj, nie przelewaj na mnie swojej litości

Jesteś taki nieruchomy, czy jesteś kulawy?
Nie mogę patrzeć i czekać
Tylko po to, by wziąć na siebie winę za swój osąd

Czy naprawdę może istnieć ktoś nade mną
Kto mnie osądza, kiedy mój czas się kończy
Nie mogę uwierzyć, nie mogę uwierzyć
Że nie jestem tym, któremu powinienem ufać

Jest taki nieruchomy, cichy, nieruchomy
Nie mogę patrzeć i czekać
Tylko po to, by zapłacić cenę

Jest taki nieruchomy, milczy, nieruchomy
Nie mogę patrzeć i czekać
Tylko po to, by zapłacić cenę jego osądu
 

Poprzedni utwór znakomicie kontynuowany jest na otwarciu strony B. Fatal Flaw jest o uzależnieniu. Po nim Possession - piosenka o wewnętrznej walce dobra ze złem. The Fire zdaje się opisywać ogień serca wiodący narratora na zgubienie. To piosenka w nieco szybszym rytmie, lekko nawet trącająca o punk. Silent Air - trzeci moment kulminacyjny, pokazujący z jak wielkim zespołem mamy do czynienia. Genialny wręcz, z lekko nonszalanckim wokalem Borlanda, przynajmniej na początku. Nomen omen - na koncercie w 1984 roku Borland dedykuje ten utwór Ianowi Curtisowi i New Order:

Zważając, że to jego solowa kompozycja, czy po takiej dedykacji da się inaczej rozumieć tekst tego znakomitego utworu, jak nie słowa dla wokalisty Joy Division właśnie?

Grzmot w powietrzu
Przed burzą, która rozdziera
Gniew w moim sercu
Palec na moich ustach

Pokazałeś mi tę ciszę
To nawiedza ten niespokojny świat
Pokazałeś mi tę ciszę
Która potrafi mówić głośniej niż słowa

Słowa kończą się katastrofą
Na skałach, w kawałkach
Wiem, że coś tam żyje
Ale nie mogę powiedzieć, co to jest

Pokazałeś mi tę ciszę
To nawiedza ten niespokojny świat
Pokazałeś mi tę ciszę
Która potrafi mówić głośniej niż słowa

Album kończy New Dark Age, ponownie solowa kompozycja Borlanda. I wcale nie jest to wesoła piosenka.

W najciemniejszych czasach
Słychać najmroczniejsze lęki
I z najbezpieczniejszych miejsc
Przyjdą najodważniejsze słowa
Niektórzy prowadzą spokojne życie
By trzymać ten przerażony stary świat z daleka
Psy wyją na ulicy na zewnątrz
Więc zasłaniają okna, mając nadzieję, że one odejdą

Nacisk ze wszystkich stron
Wokół naszych uszu
Utknąłem w pokoju bez drzwi
Przez lata drapałem po ścianach
Wszystko, co mamy do pokazania, to kurz na podłodze
I oto nadchodzi nowy mroczny wiek

Łapię twój wzrok
Zanim upadnie na ziemię
Kończy nam się czas, oddech i para
Biegniemy w dół
Palą czarownice
Na wzgórzu kary
Umierający dowód w mocy władzy
Aby dokładnie się dokonało

W najciemniejszych czasach
Słychać najmroczniejsze lęki
I z najbezpieczniejszych miejsc
Przyjdą najodważniejsze słowa

Nacisk ze wszystkich stron
Schodzi wokół naszych uszu
Utknąłem w tym pokoju bez drzwi
Przez lata drapałem po ścianach
Wszystko, co mamy do pokazania, to kurz na podłodze

I połamaliśmy sobie palce
Złamali naszą wiarę
Złamaliśmy nasze serca tyle razy
Nie da się ich już złamać
Przez lata drapał po ścianach
Wszystko, co mamy do pokazania, to kurz na podłodze
I oto nadchodzi nowy mroczny wiek

W takim kontekście album  From the Lions Mouth należy uznać za album inspirowany Closer, a nie stojący w opozycji do niego. 

A teraz wyobraźmy sobie, że the Sound spotykają na swojej drodze Martina Hannetta i on okrasza to arcydzieło swoimi efektami specjalnymi... 

I tak album ten stanie wkrótce na półce koło  Closer. Bo w zasadzie historie obu albumów pokazały, że są one totalnie spójne, a analizy płyt należy dokonywać po latach, bo jak mawiają: czasem dopiero w epilogu zaczyna się prawdziwa historia.

Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.

The Sound,  From the Lions Mouth, Korova, 1981, produkcja: The Sound i Hugh Jones. Tracklista: Winning, Sense of Purpose, Contact the Fact, Skeletons, Judgement, Fatal Flaw, Possession, The Fire, Silent Air, New Dark Age.