Refleksje po przeczytaniu książki. Zabierałem się za nią kilka razy, bowiem początek jest dość zniechęcający, pojawiają się nazwiska, których po części nie znałem. Ale im dłużej czyta się książkę Tomasza Lady, tym bardziej wciąga ona czytelnika.
Z życiorysu autora zamieszczonego TUTAJ, dowiadujemy się, że pisał dla Życia Warszawy, Faktu i innych redakcji, ale też dla prasy muzycznej np. Tylko Rocka i Bruma. Książka z 2022 roku w mojej ocenie spełnia dwa cele. Pierwszy to ostrzeżenie, czym kończą się narkotyki. To ślepa uliczka, zaczyna się zwykle od jointa z marihuany, a kończy śmiercią. Zazwyczaj w samotności i co jest najstraszniejsze, nie wiadomo w jaki sposób, bo po etapie marihuany pojawia się heroina, kompot, człowiek kończy jak nazywał ich Skandal z Dezertera (jeden z opisanych bohaterów) jako narciarz. Najpierw z grupą innych wychudzonych i włóczących się po centrach miast ćpunów, a później już samotnie, bo wszyscy dawni przyjaciele rozpływają się jak we mgle (to też cytat ze Skandala).
Pierwszy z trzech bohaterów książki to Janusz Rołt - legendarny perkusista projektów m.in. Brygada Kryzys, Armia, Lech Janerka. Geniusz perkusji, którego heroina sprowadziła na margines życia. Dzięki książce możemy poznać wiele szczegółów dotyczących kultowych dziś albumów, jak choćby Czarnej Płyty Brygady Kryzys. Chyba najbardziej zabawny fragment, pokazujący z kim muzykom przyszło nad nią pracować, dotyczy wspomnienia, kiedy po nagraniu albumu Rołt oświadczył że nie jest zadowolony ze swojej gry, i może zagrać lepiej. Okazało się, że jest leworęczny a perkusja była ustawiona dla muzyka praworęcznego...
Nie będę pisał streszczenia, szkoda obdzierać książki ze smakowitych kąsków, rozmówcy przytaczają fakty pokazujące kolejne fazy wzlotów i upadków genialnego perkusisty, w końcu AIDS (od strzykawek) i samobójcza śmierć.
Zdjęcie: se.pl
Drugim bohaterem jest Dariusz Hajn (Skandal) z Dezertera. I mamy podobny scenariusz, z tym że śmierć jest nie przez samobójstwo, tylko ... I tutaj częsta sytuacja spotykająca ludzi uzależnionych. Jak zmarł? Tego nie wie nikt... Podobnie było z Jimem Morrisonem, zresztą jest tutaj więcej podobieństw, nawet fizyczne.
Smutna historia, ale co ciekawe, niektóre z wypowiedzi są sprzeczne, czyli ktoś kłamie, co do faktu odejścia Skandala z Dezertera. Niemniej panowie jednak finalnie się pojednali bo Skandal zaśpiewał gościnnie w piosence Szwindel już po jego rozstaniu się z zespołem:
Droga była podobna, przeszedł na buddyzm, coraz więcej brał, haszysz, heroina, LSD, amfetamina. Finalnie: narciarz i śmierć. Nawet nie wiemy do końca jak, szkoda, że jego żona odmówiła autorowi wypowiedzi.
Zdjęcie: Wikipedia
Ostatni z bohaterów to Robert Sadowski (pseudonim Sadek), gitarzysta grup Madame, Deuter, Immanuel, Houk, Kobonq... Człowiek, który miał ogromny, wręcz niewyobrażalny wpływ na rodzimy underground. Kiedy usłyszał gitarę Jarosława Lacha z Aya RL postanowił kupić taką samą. Wtedy wszystko się zaczęło.
Miał w karierze okres fascynacji the Doors, kiedy grał w projekcie The Lizards Day. Poznajemy jak wielkim talentem gitarowym był Sadek, ale też dowiadujemy się jakim potrafił być tytanem pracy.
Ciekawym jest też opis błyskotliwej kariery zespołu Houk i przyczyn jego rozpadu (podziw dla autora za opublikowanie niektórych wypowiedzi... jak to pozory potrafią mylić...).
I znowu pojawia się heroina, ucieczki w miasto, opuszczanie prób. Ale przy okazji poznajemy historię zespołu Kobonq, problemy ze znalezieniem wydawcy ich muzyki, przełomowej wycieczki Sadka do Wiednia, rozpadu i próbach reaktywacji zespołu.
I jest jak zwykle, heroina, ulica, picie, AIDS, śmierć - tym razem na zawał.
Autor w wywiadzie opublikowanym TUTAJ zawarł credo, czym jest jego książka. Kilka osób nie chciało ze mną rozmawiać, bo uznało, że „piszę o narkomanach”. Owszem, ci faceci mieli problem z heroiną, ale dopóki nie usłyszałem tego tekstu, nie myślałem o nich w takich kategoriach. Uznałem po prostu, że piszę o twórczych ludziach, którzy poszukując swojego miejsca w sztuce i życiu, weszli zbyt głęboko w używki i skończyli tragicznie. Nigdy jednak nie byli dla mnie po prostu narkomanami. Teraz też tak o nich nie myślę.
I to jest najważniejszy, drugi cel książki Zagrani na śmierć. Upamiętnienie wybitnych muzyków bez których oblicze polskiego undergroundu nie byłoby dziś takie samo.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
W Manchesterze niedawno odbywały się targi sztuki Manchester Art Fair, ci którzy nie mogli wziąć w nich udziału mogą jeszcze kupić przez internet oferowane wówczas zdjęcie autorstwa AkseP19 muralu Iana Curtisa na Fairfield Street w Manchesterze. W ten sposób artysta wspomaga organizację charytatywną Shout 85258 zajmującą się zdrowiem psychicznym. Mural stanowi hołd dla wokalisty zespołu Joy Division i powstał w oparciu o fotografię Curtisa występującego w Brukseli w 1979 roku, wykonaną przez uznanego belgijskiego fotografa Philippe'a Carly'ego. Edycja zdjęć jest limitowana, a wielkość to 420 mm x 297 mm (LINK). Przypomnijmy że artysta napisał dla nas post i jest on TUTAJ.
W piątek na FESTIVAL BBMIX we Francji, w Carré Belle-Feuille i Boulogne-Billancourt zagrali byli pupile Factory - A Certain Ratio. Nagrania w sieci jeszcze nie ma, ale za to można posłuchać klipu nagranego w tym roku w Londynie, pod którym można zobaczyć porządek trasy koncertowej zespołu.
Pozostańmy przy kapelach i newsach z UK. Organizatorzy
BRIT Awards ogłosili, że w związku z polemiką dotyczącą różnorodności,
zmienią reguły począwszy od edycji nagród w 2024 roku.
Krytyka
spowodowana była eliminacją kobiet, żadna artystka nie znalazła się
wśród pretendentów do nagrody (LINK). Samiec twój wróg!
- Ile feministek potrzeba do powieszenia zasłon? - Wystarczy jedna. Jak zacznie zasłonom opowiadać o swoim życiu, to one nie wytrzymają i same się powieszą.
Idąc dalej tropem różnych wynalazków natknęliśmy się na powyższy obrazek. Naszym zdaniem to nie może być prawda, tylko fejk. Gdyby to była prawda imię brzmiałoby Werx.
Z innych ciekawych zajęć Millenialsów.
Zacznę popierać feministki, parytety i inne unijne bzdury, jeżeli przechodząc obok budowy będę widział kobietę topless przy betoniarce.
A propos budowy, zawsze wala się tam pełno przewodów...
Na budowie: - Bardzo ważne jest noszenia kasków. Znałam chłopca, który nie nosił kasku. Pewnego dnia spadła mu cegłą na głowę i zabiła go na miejscu. Znałam też dziewczynkę, która chodziła w kasku i gdy spadła jej cegła na głowę, uśmiechnęła się i poszła dalej. - Ja ją znam. Mieszka w naszym bloku. Do tej pory chodzi w kasku i się uśmiecha.
W tematyce budowlanej. Nowa
fontanna w austriackim Wiedniu została uznana za najbrzydszą w Europie,
a być może na świecie, mimo że kosztowała 1,8 miliona euro (2 miliony
dolarów). Wykonana przez awangardową wiedeńską grupę artystyczną
Gelitin, najnowsza fontanna w stolicy Austrii została zamówiona przez
władze lokalne dla upamiętnienia jubileuszu 150 lat nowoczesnego
systemu wodociągowego w Wiedniu (LINK). News ilustrujemy wynalazkiem brytyjskich budowlańców, oni nie chcą być gorsi.
Tak wróciliśmy do UK. A tutaj pojawił się zwiastun filmu o Simple Minds Everything Is Possible,
który ukaże się 22 grudnia w Paramount Plus UK.
Jest to pierwszy w
historii pełnometrażowy film dokumentalny przedstawiający kronikę tego
zespołu. Zawierać ma wywiady z członkami zespołu i muzykami: Bobem
Geldofem, Bobbym Gillespiem z Primal Scream, Dave’em Gahanem z Depeche
Mode, Jerrym Dammersem z The Specials, Sharleen Spiteri z Teksasu,
Jamesem Deanem Bradfieldem z Manic Street Preachers, pisarzem Irvine
Welshem i aktorką Molly Ringwald i innymi. Zwiastun jest powyżej.
Dalej UK. Żyjący
członkowie The Beatles nawiązali współpracę z marką sportową MEYBA z
Barcelony, chcą razem wypuścić nową serię odzieży sportowej (LINK).
Skoro było o the Beatles to teraz o ich kumplach. W
sieci pojawiła się informacja, że sponsorem przyszłorocznej trasy
koncertowej Rolling Stones będzie AARP, czyli Amerykańskie
Stowarzyszenie Emerytów, organizacja założona w 1958 roku i
zrzeszająca ponad 38 mln osób. Zajmuje się problemami, które dotyczą
osób po 50 roku życia, przede wszystkim związanymi z dostępem do usług
medycznych oraz ubezpieczeniami. Dla członków AARP przygotowano
specjalną niespodziankę. Będą mogli kupić bilety na koncerty w
przedsprzedaży. Wybór nie dziwi, jeśli uzmysłowimy sobie, że Mick Jagger i
Keith Richards, w przyszłym roku skończą 81 lat, a Ronnie Wood – 77. W
każdym razie trasa zacznie się od Ameryki Północnej po czym zespół
(podobno) uda się do Europy (LINK).
- Jaka jest istotna zmiana w ostatniej nowelizacji ustawy emerytalnej? - Emeryci od teraz będą mogli przechodzić przez jezdnię na czerwonym świetle.
Tym razem starsi panowie, ale z Polski. TSA
w grudniu opublikuje dwa wydawnictwa. 1 grudnia na rynek trafi EP-ka z
pierwszym nowym singlem od niemal 20 lat a 8 grudnia Live 2021, zapis
koncertu z 2021 roku (Summer Arena w Gliwicach) na CD i DVD (LINK).
I jeszcze - w
piątek 24 listopada w Teatrze Palladium Tomasz Lipiński (Brygada Kryzys,
Tilt) dał koncert z okazji 40. lecia twórczości oraz dla promocji
cyfrowej premiery singla Nie wierzę politykom nagranego z udziałem hiphopowej
grupy Molesta. Muzyk bardzo rzadko koncertuje, więc była to dla fanów
gratka (LINK).
Skoro pojawiła się polityka - ponad 4000 muzyków podpisało apel Musicians for Palestine wzywający Izrael do zawieszenia walk w Gazie (LINK). Obawiamy się, że niewiele się zmieni po tym apelu...
Podobnie jak i po apelu Adriana...
Za to zmieniło się, i to bardzo wiele, w życiu zawodowym lekarzy
w Missouri. Ci przeżyli szok podczas rutynowej kolonoskopii, kiedy
natknęli się na w pełni rozwiniętą muchę żyjącą w poprzecznicy jelita
pacjenta. Lekarze nie mogą pojąć skąd się tam wzięła i jak przeżyła (LINK).
Tylko Chuck Noris potrafi zapalić opony w rowerze wodnym
Jeszcze w temacie spraw niemożliwych. Po
roku policja namierzyła rabusia, który napadł wraz z dwoma wspólnikami
na sklep tytoniowy w Queens w Nowym Yorku. Miał maskę, ale został
zidentyfikowany przez spodnie biodrówki, spod których wystawały mu żółte
majtki z dużą literą R. Takie same zostały zauważone u mężczyzny, który
próbował sprzedać skradzione telefony komórkowe w jednym z lombardów (LINK).
Dalej USA. Kobieta,
która próbowała zabić swojego byłego męża siekierą, nie może żądać, aby
nadal płacił jej alimenty, orzekł Sąd Najwyższy Massachusetts. Julie
Rabinowitz zarzuciła Markowi Schenkmanowi złamanie umowy, ponieważ
wstrzymał on miesięczne płatności w wysokości 3533,33 dolarów po tym,
jak zaatakowała go w sierpniu 2015 r. w jego gabinecie dentystycznym w
North Attleborough, zamaskowana i uzbrojona w siekierę, maczetę i kij
baseballowy. Rabinowitz i Schenkman rozwiedli się w 2013 roku, kończąc w
ten sposób 16-letnie małżeństwo. Schenkman wyłączną opiekę nad ich
czwórką ich dzieci i miał wypłacić byłej żonie 212 000 dolarów w 60
miesięcznych ratach, co robił regularnie... (LINK).
W temacie spraw damsko - męskich, a jednocześnie z frontu walki o postęp - taka nowość z Finlandii...
Miejmy nadzieję, że producent nie będzie sponsorem helsińskiego festiwalu Flow, który w 2024 r. obchodzi 20. lecie istnienia. Organizatorzy ogłosili właśnie nazwy artystów, którzy wystąpią na jubileuszowej edycji w sierpniu 2024, wśród nich są Pulp, PJ Harvey, The Smile i Fred Again. Bilety TUTAJ.
Tak wróciliśmy do tematyki muzycznej a tutaj The Smile, w skład którego wchodzą Jonny Greenwood, Thom Yorke i były perkusista Sons Of Kemet Tom Skinner, ogłosili, że ich nowy album Wall of Eyes ukaże się 26 stycznia nakładem XL Recordings (LINK).
Inne nowości - Antipole
z radością ogłosili, że można już słuchać Destroy – singla powstałego we
współpracy z Deus Ex Lumina. Piosenka łączy w sobie EBM z lat 80. z
głębokim wokalem, hipnotyzującymi syntezatorami i gitarami coldwave
Dostępna na wszystkich platformach streamingowych! (LINK). Nasz wywiad z Antipole jest TUTAJ.
Ostatnia z nowości muzycznych. Ścieżka dźwiękowa do filmu Gunyo Cholo zawiera oszałamiający wokal wykonywany i ułożony przez Lisę Gerrard i kompozytora Marcello De Francisci.
Na koniec newsów przypominamy, że to ostatnia chwila, żeby napisać list do Świętego Mikołaja.
Czytajcie nas - codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Still Joy Division doczeka się reedycji z okazji 40. rocznicy. Album zostanie ponownie wydany 11 lutego 2022 roku i będzie kontynuacją poprzednich rocznicowych wydawnictw zespołu Unknown Pleasures i Closer. Still wyjdzie w limitowanej edycji z rubinowoczerwonym okładką, na krystalicznie przejrzystym winylu. Można go będzie kupić tylko w oficjalnym sklepie New Order. A przedsprzedaż już ruszyła TUTAJ.
Zamówiliśmy, opiszemy, o ile dożyjemy...
Jakwidać nasze obawy co do przeżycia podziela Dave Haslam, którypostanowił sprzedać swoją kolekcję płyt winylowych: Na swoim profilu FB napisał tak: Nadszedł czas. Wyprzedaż winyli. ALL MY VINYL jest na sprzedaż, ale najlepiej, żeby ktoś kupił wszystkie. Około 4300 płyt, około 90% 12-calowych singli, 10% albumów. Jeśli ktoś jest zainteresowany zakupem kolekcji lub może wskazać mi kogoś, kto mógłby to zrobić, proszę o kontakt (LINK).
Też uważamy że jak się ma przeczucia to warto zarobić i pohulać jeszcze trochę samemu, niż ma później za kasę z naszych płyt szaleć np. teściowa. A co sprzedaży to wielbiciele winyli modlą się tak: Panie Boże spraw, żeby po naszej śmierci nasze małżonki nie sprzedały naszych winyli za tyle, za ile powiedzieliśmy im że je kupiliśmy...
W klimatach Factory - Kevin Cummins (autor powyższego zdjęcia) w rozmowie z Johnem Robb będzie promować swoją książkę Joy Division JUVENES. Bilety i szczegóły TUTAJ.
Tymczasem pojawiło się podkolorowane czarno-białe zdjęcie Joy Division które wykonał (LINK) z Matthew Higgsem w tle, o czym pisaliśmy TUTAJ.
Jeśli jesteśmy w Manchesterze to jeszcze o bardzie z Salford - 15 października 2020 r. wyszła biografia John Cooper Clarke, a od października tego roku 2021 i jeszcze w przyszłym 2022 r. będzie miała miejsce trasa koncertowa I Wanna Be Yours. Program i bilety TUTAJ. Poeta podarował także na rzecz Forever Manchester - organizacji charytatywnej, która zbiera pieniądze na finansowanie i wspieranie działalności społeczności w Greater Manchester - napisany odręcznie i oprawiony wiersz. Aukcja trwa, kwota licytacji zbliża się do założonej wielkości czyli 2 tys funtów (LINK). O artyście pisaliśmy TUTAJ.
Skoro zaczęliśmy opisywać przyszłe imprezy - Tomasz Lipiński (Brygada Kryzys, Tilt) powiadomił poprzez Facebooka w dniu 5 października o zakończeniu kariery... Napisał tak: Chciałem z tą wiadomością zaczekać. Ale czas biegnie szybko, za szybko, coraz szybciej, dzielę się nią zatem już dziś. Tak, czas biegnie szybko. Dobiegł do miejsca, w którym trzeba sobie powiedzieć „dość, wystarczy”. Historia, która zaczęła się na dobre jesienią 1979, dobiega końca. W sobotę 23 października 2021 zagramy w Łodzi ostatni zaplanowany koncert. Wypuścimy też wkrótce w świat ostatnią piosenkę i wideo - „Nigdy nie będziesz”. Pewnie pojawię się jeszcze raz czy drugi na scenie przy jakiejś szczególnej okazji - z muzyką rozstać się nie da; może jeszcze kiedyś coś nagram… a może i nie. W każdym razie TA opowieść zbliża się do swego finału. Dzięki, że daliście mi możliwość robienia tego, co kocham, i to przez pełne 42 lata. Tomek (LINK). Ten ostatni koncert jest zorganizowany w ramach Soundedit Festival. W czasie trwania imprezy oprócz koncertów będą miały miejsce również wystawy związane tematycznie z branżą muzyczną. A jako, że w tym roku przypada 20. rocznica śmierci Grzegorza Ciechowskiego, zostanie pokazany zbiór jego fotografii autorstwa Andrzeja Świetlika wykonany w latach 1988-2001. Wernisaż odbędzie się 22 października (piątek), godz. 18.00 w galerii Łódzkiego Towarzystwa Fotograficznego (ul. Piotrkowska 102). Wystawę będzie można odwiedzać do 1 listopada, wstęp bezpłatny (LINK).
Jeśli nawiązaliśmy do Republiki, to tej by nie było gdyby nie fascynacja założycieli Res Publiki Jethro Tull. Ci z kolei z okazji 50. lecia wydania wznawiają album Benefit z 1970 roku. Płyta wyjdzie w bogatszej wersji jako sześciopłytowy zestaw z 100-stronicową książką w twardej oprawie z esejem Martina Webba (LINK).
Za to kotleta nie odgrzewają Tears For Fears którzy zapowiadają nowy, pierwszy od 17 lat album studyjny. The Tipping Point wyjdzie na początku 2022 roku. Będzie to, jak zapowiada zespół także ekskluzywna edycja, na której znajdą się trzy dodatkowe utwory. Przedsprzedaż już trwa (LINK).
Nowy album wydadzą też w listopadzie Deep Purple. Nazywa się Turning to Crime. Będzie to płyta z coverami i nagraniami studyjnymi utworów wydanych wcześniej przez takich artstów jak Love , Huey „Piano” Smith, Fleetwood Mac , Mitch Ryder & the Detroit Wheels, Bob Dylan , Ray Charles & Quincy Jones, Little Feat, The Yardbirds... Czarno to widzimy, ale z czegoś trzeba żyć...
Nowości z naszego podwórka - znany jest już tytuł, okładka (autorstwa Travisa Smitha) i data premiery nowego singla Riverside czyli Story of My Dream 27 października. Będzie to pierwszy utwór studyjny nagrany w nowym składzie z Maciejem Mellerem jako oficjalnym członkiem grupy (LINK).
A teraz trochę nowości, ale kinowych - 15 października w kinach pojawi się najnowszy film Ridleya Scotta Ostatni pojedynek. Akcja filmu rozgrywa się w XIV wiecznej Francji, a powstała na podstawie scenariusza autorstwa Bena Afflecka, Matta Damona i nominowanej do Oscara Nicole Holofcener. Producentami obrazu są: Scott, Kevin Walsh, Jennifer Fox oraz Holofcener, a producentami wykonawczymi Damon, Affleck, Madison Ainley, Drew Vinton i Kevin Halloran. Więcej TUTAJ.
My i tak na zawsze będziemy fanami Blade Runnera i to nie tylko z powodu filmu ale genialnej muzyki samego Vangelisa, o czym pisaliśmy TUTAJ.
Tydzień później, 22 października, kolejna premiera - tym razem ekranizacji powieści Diuna. Promuje ją nowy trailer który jest powyżej.
Na koniec celem odchamienia warto napisać coś o jakiejś wystawie. W William Morris Gallery w Londynie od 9 października można oglądać pierwszą w Wielkiej Brytanii wystawę dzieł sztuki z okresu Młodej Polski: Young Poland: An Arts and Crafts Movement (1890 – 1918). Polecamy! (LINK).
My wracamy już jutro, dlatego czytajcie nas - codziennie coś nowego, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Nikt mi nie uwierzy, że współprowadząca nasz blog kupiła ten album całkiem niedawno w sklepie ze starociami z Niemiec i meblami. Kosztował 3 PLN. Okładka jest w stanie dobrym plus, za to winyl... idealnym, w zasadzie nie wiem czy był słuchany więcej niż kilka razy.
A teraz pora udać się do głowy Roberta Brylewskiego, który wspomina w książce w rozmowie z Rafałem Księżykiem album tak (najpierw wspomina ten koncert jako pierwszy warszawski koncert Republiki, na którym zespół został poczęstowany przez gospodarzy specjalnym ciastem nasyconym narkotykami... - można zobaczyć fragmenty wideo z tego koncertu w filmie Ryszarda Kruka, o którym pisaliśmy TUTAJ):
Tego samego wieczoru został nagrany występ Brygady Kryzys, który trafił na wydaną w Londynie płytę Brygada Kryzys Live. To było pirackie wydawnictwo?
W ogóle nie wiedziałem o tym, że ktoś zabrał taśmę. O płycie dowiedziałem się dopiero, kiedy ją przywieźli z Londynu. Przyjechał gość w kurtce ramonesce i strasznie prosił, żeby wstecznie podpisać umowę. W pierwszej chwili zareagowaliśmy z entuzjazmem: "Płyta w Anglii? Zajebiście! Przecież i tak żyjemy w zamkniętym kraju, co nam szkodzi podpisać." Potem przyszła chwila otrzeźwienia, wydawanie płyty z pierwszego koncertu jest w ogóle nie do przyjęcia. Komu udało się zagrać udany pierwszy koncert? Ostatnio przeszły mi takie wątpliwości. Co z tego, że się wstydzę, bo później grałem dużo lepiej, skoro ludzie mają z tego korzyści, traktują te nagranie w świadomy sposób, nie tylko jako muzykę, ale też jako dokument.
Z tego dokumentu wynika chociażby, że graliście wtedy świetne miłosne songi: To co czujesz, to co wiesz, Ty i tylko ty, które nie weszły potem na wasz oficjalny debiut płytowy.
To specjalność Tomka. Przecież nie żyliśmy tylko zespołem. Sprawy sercowe tylko czasami były spychane na bok, ale - jak wspominałem - były równie ważne, a nawet najważniejsze.
Specjalnością Brygady Kryzys były jednak utwory bojowe: Wojna, od której rozpoczynaliście koncerty, Nie ma nic, Too much, Fallen Fallen is Babylon. Mieliście poczucie misji?
Trudno mówić o poczuciu misji, ale na pewno czuliśmy się na swoim miejscu i reagowaliśmy na to, co się działo. Przyszedł taki niesamowity moment, że nastąpił punkt kulminacyjny tego, co wzbierało wcześniej - czas nazwany karnawałem Solidarności - a zaraz potem gwałtowny zjazd w dół, stan wojenny. Moje geny konspiry dały o sobie znać, tak to sobie wyobrażam. I dobrze się z tym czułem. Można dobrze radzić sobie w konspiracji, a w innych warunkach się nudzić. Życie w ciężkich czasach, w trudnych miejscach jest fascynujące. Widziałem kiedyś w telewizji relację z wielkiej fety, chyba w sześćdziesiątą rocznicę Powstania Warszawskiego. Padały głupie pytania dziennikarzy: "Jakie to były czasy?" Pewna starsza pani mówiła: "Proszę państwa, to były wspaniałe czasy. Nasze najlepsze czasy. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale wtedy było wiadomo, kto jest kto." Ja bardzo podobnie czasy stanu wojennego.
Nudzisz się teraz?
Nie. Wciąż próbuję znaleźć sposoby działania na obecny czas. Brakuje mi środowiska muzycznego. Wiem, że najgorsze w życiu jest dążenie do stawiana kropki, finalizowania pewnych spraw, ale mam to we krwi. Pociesza mnie fakt, że naukowcy przekonują, iż jedyna pewna rzecz w kosmosie to zmiana.
Powyższy fragment pochodzi z książki Robert Brylewski - Kryzys w Babilonie, Autobiografia, rozmawia Rafał Księżyk, wydawnictwo Literackie 2012.
Szkoda, że nie padło pytanie o okładkę - wszak umieszczenie na niej upadającego daru ZSRS, a dokładnie samego Stalina, jako dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego, to niezły akt odwagi. Mimo upływu lat, szata graficzna i wkładka z tłumaczeniami tekstów (co prawda jednostronna) cieszy i jest bardzo profesjonalna. Warto dodać, że to Brygada Kryzys jako pierwsza postawiła zagadnienie zburzenia architektonicznego potwora, i to w czasie, kiedy nie było to jeszcze modne.
Dzisiaj, kiedy Robert Brylewski w tak głupi sposób połączył się z Kosmosem, tym bardziej przemawiają do nas słowa, które wypowiedział w wywiadzie. Bo tym bardziej czujemy wagę prezentowanego dziś dokumentu. I tak już pozostanie na zawsze, bo Brygada Kryzys na taki właśnie czas wpisała się w historię polskiej nowej fali.
Czytajcie nas - codziennie nowy tekst, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Brygada Kryzys Live, Fresh Records 1982, producent: Roy Rowland, tracklista: Nie ma nic, Babilon upadł, Telewizja, Centrala, Obudź się, obudź się, To Co Czujesz - To Co Wiesz, Ty i tylko ty.
Polska muzyka lat 80 wyrosła w trudnych okolicznościach. Narzekający na szarość i beznadzieję muzycy szeroko rozumianego nurtu new wave w Manchesterze, Londynie czy Nowym Yorku, wiedli w tamtych latach wygodne, kolorowe życie. Dzisiaj nawet trudno zrozumieć, czy wyjaśnić, jak wtedy było. To, że nie było komórek, smartfonów, Internetu wiedzą wszyscy. Lecz, w to, że wtedy kolorowy telewizor był luksusem, mało kto miał w domu telefon, dżinsy kosztowały dobrą pensję a dominującym kolorem był szary, mało kto teraz jest w stanie uwierzyć.
Na szczęście mamy muzykę i filmy, które przeniosły emocje niczym w kapsule czasu. Wśród nich są dwa klipy zrealizowane w latach 80. przez plastyka Tomasza Sikorskiego (ur. 1953 r.), które chcemy pokazać naszym czytelnikom.
Pierwszy powstał na przełomie grudnia 1981 i stycznia 1982 roku, czyli w pierwszych miesiącach stanu wojennego w Polsce (okresu hunty wojskowej gen. Jaruzelskiego). Film nosi tytuł Czekamy na sygnał, a wystąpili w nim: sam Sikorski, Tomasz Lipiński, Zbigniew Olkiewicz, Katarzyna Kobzdej, Joanna Ciba.
Obraz oparty jest na prostej konstrukcji: oto zamocowana sztywno pośrodku jakiegoś pokoju kamera kręci się do utworu Brygady Kryzys Centrala, pokazując siedzących tam nieruchomo ludzi.. W czarno-białym dokumencie przeważa uczucie schizofrenicznego marazmu, jakiegoś niekończącego się błędnego koła, w którym tkwią bez ruchu, zapatrzeni tępo w jeden punkt ludzie. Kamera beznamiętnie przesuwa swój wizjer po książkach, półkach, skąpych meblach, milczących osobach, jakiś kwiatach, drobiazgach... bez końca, w jakimś bezsensownym pędzie. Słowa piosenki są jedynym komentarzem i wyjaśnieniem sytuacji, w której wszyscy tkwią bez swojej winy:
...Czekamy na sygnał Z centrali! Czekamy, czekamy Czekamy, czekamy Czekamy, czekamy Czekamy, czekamy Wszyscy na jednej fali! Centrala nas ocali Centrala nas ocali, ocali Ocali, ocali Ocali, ocali Ocali, ocali Ufamy, ufamy Ufamy, ufamy Ufamy, ufamy Ufamy, ufamy...
Kolejnym filmem zrealizowanym przez Tomasza Sikorskiego do kolejnej piosenki Brygady Kryzys jest Tratwa Meduzy z 1982 roku. Tytuł nawiązuje do obrazu Théodore Géricaulta z 1819 roku, na którym artysta upamiętnił tragiczny los rozbitków, pozostawionych własnemu losowi przez załogę statku Meduza po jego zatonięciu. Nagrany przez Sikorskiego klip na statku płynącym Wisłą, w siódmym miesiącu stanu wojennego, czyli w czerwcu 1982 r. paradoksalnie ukazuje sytuację niejako odbitą w lustrze: to statek stał się na to jedno niedzielne popołudnie mikroskopijnym światem, dryfującym po falach hipokryzji, a reszta wokół, ludzie na brzegu, są rozbitkami opuszczonymi przez wszystkich, skazanymi na katastrofę. Ścieżką dźwiękową jest w tym wypadku utwór Święty szczytBrygady Kryzys z powtarzającą się frazą:
Patrzę stąd na Babilon Patrzę stąd na Babilon Hej panie zły Jak się pan masz? Jak tam twoja gra? Kto przewagę ma?
Jak widzimy, niepewność, alienacja, wyobcowanie stały się doskonałą pożywką, na której wyrosła znakomita muzyka. Czy to oznacza, że aby usłyszeć dobry utwór musimy wrócić do tamtej sytuacji? Oczywiście, że nie. Świadczy o tym twórczość wprawdzie niewielu, lecz znakomitych młodych twórców, których co jakiś czas wydobywamy z morza hałaśliwej popkultury i ukazujemy naszym czytelnikom.
Czytajcie nas, codziennie nowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Opisaliśmy pokrótce początki nurtu punk w muzyce na Zachodzie Europy (TUTAJ) ze szczególnym uwzględnieniem Manchesteru (TUTAJ) a teraz spróbujemy cokolwiek napisać o Polsce, co jest znacznie trudniejsze.
Bo u nas te początki były zupełnie inne, u nas wszystko było mniej lub bardziej polityczne. Każda inicjatywa, która nie została nakazana przez władze, była traktowana bardzo nieufnie. Powodów ku temu można wymienić kilka, lecz za główny trzeba uznać wyjątkowo dobre przyjęcie zbuntowanej muzyki przez młodzież, co szczególnie irytowało totalitarną władzę.
Punk przywędrował niejako samoistnie i komuniści w Polsce zostali nagle postawieni przez faktem dokonanym. Paradoksalnie, do tej pory tzw. muzyką młodzieżową określano pojęciem big-bit. Gatunek ten był akceptowany i traktowany jak swoisty zawór bezpieczeństwa. A nawet jako narzędzie do osiągania założonych celów. Popierane przez władze zespoły muzyczne działały przy wielu małomiasteczkowych domach kultury. Trąbki Beatlesów to nie trąby jerychońskie, które mogłyby zwalić mury socjalizmu… – powiedział o muzyce bigbitowej towarzysz Jan Szydlak, członek komunistycznej partii rządzącej w Polsce (KC PZPR). I tak 1967 roku pozwolono, aby w Warszawie wystąpili The Rolling Stones, a nawet, w ramach walki z Kościołem Katolickim w 1966 roku, w PZPR rozważano możliwość zaproszenia The Beatles do Częstochowy, gdzie znajduje się narodowe sanktuarium Jasna Góra. Planowano to uczynić dokładnie podczas uroczystości religijnych z okazji tysięcznej rocznicy Chrztu Polski. Rozmowy podobno trwały, lecz ostatecznie uznano, że milicja nie byłaby w stanie jednocześnie obsłużyć koncertu oraz zgromadzenia religijnego.
Próbą wyjaśnienia fenomenu polskiego big bitu był dokument zatytułowany Beats of Freedom, nakręcony w 2009 roku przez Leszka Gnoińskiego i Wojciecha Słotę z myślą o odbiorcy na Zachodzie, z anglojęzycznym narratorem, którym był Chris Salewicz. Tam to podjęto próbę wyjaśnienia, czym w PRL była oficjalna muzyka rockowa lat 60. I to w kraju, w którym hipisi nie nosili dżinsów, bo te były luksusem kupowanym w nielicznych, specjalnych sklepach Peweks, oraz w którym hasło make love not war nie miało żadnego sensu, bo cały blok krajów kontrolowanych przez Związek Sowiecki nie zajmował się niczym innym tylko walką o pokój. Dlatego w latach 70. młodzi-gniewni nie słuchali ugładzonego big-bitu, lecz nieprawomyślnego, ledwie tolerowanego, amerykańskiego jazzu. Muzyka instrumentalna była bowiem bezpieczniejszą dla ustroju totalitarnego, niż teksty wykrzykiwane ze sceny i warszawski festiwal Jazz Jamboree stał się swoistą mekką dla artystów nie tylko z Polski, lecz również z Czechosłowacji, NRD, Węgier itd.
Według niektórych mitów o początkach punka w Polsce, u jego genezy był Walek Dzedzej 1953-2006 (Lesław Danicki) i jego gitara. Występował on w l. 70. w podziemnych przejściach dla pieszych, grając rock and roll z elementami muzyki punk, a w 1977 roku założył z Maciejem Góralskim (Magura) i Jackiem KufirskimWalek Dzedzej Punk Band uznawany przez wielu, za pierwszy polski zespół punkowy. Grupa dała tylko dwa koncerty, pierwszy na poznańskim Folk Blues Meeting, drugi w warszawskim klubie Hybrydy. W 1980 r. Dzedzej wyjechał do Stanów Zjednoczonych... Jego najbardziej znanym utworem był Nie jestem tym, czym ty, który nie jest dostępny w Internecie, inne można znaleźć sporadycznie, czasem pojawiają się w sieci i zaraz znikają. Zdarza się, że któryś z zespołów wykonuje ich covery.
Dzedzej czasem występował z innym proto-punkowymi grupami, które zaistniały także na moment: Złotym Cielcem i Światowym Zębem, założonymi przez innego ulicznego grajka Andrzeja Zuzaka i z udziałem Macieja Pietracho. Dali dwa koncerty w Hybrydach, po czym Zuzak w 1978 r. wyjechał do Berlina Zachodniego.
W 2 połowie lat 70. do Polski zaczęły trafiać pierwsze egzemplarze płyt Sex Pistols, przemycane z Zachodu, poza tym słuchano Radia Luxemburg i Radia Wolnea Europa. Niektóre informacje o nowym gatunku muzycznym trafiały jakby mimochodem, za pośrednictwem oficjalnej prasy, Lech Janerka pierwszą piosenkę przyszłego Klausa Mitffocha, Muł pancerny, napisał w wojsku po przeczytaniu artykułu o Sex Pistols. Nie słyszał tego zespołu, ale w teście opisano ich muzykę jako wyjątkowo hałaśliwą i agresywną (opisano przypadek człowieka, który przed telewizorem w Wielkiej Brytanii doznał zawału serca oraz innego, który zdemolował swój odbiornik) i Janerka spróbował wyobrazić sobie brzmienie takiego utworu.
W 1979 liczne nowe zespoły muzyki punk już zagrały swoje pierwsze koncerty, wśród nich były The Boors (później Kryzys),Tilt, Ornitolog, Atak, PKS, Mono, Fornit, Poland oraz Atak uważany za pierwszy w pełni zespół w stylu punk w Polsce z wokalistką, Elą Polą Mazur. Robert Brylewski tak zapamiętał te początki: Ten ruch [chodzi o punk] zaczynał się w Polsce trochę po omacku. Pamiętam, że wpadł mi w ręce artykuł w "Życiu Warszawy". Wypisywali wtedy jakieś koszmarne bzdury na temat punk rocka na Zachodzie. Znalazło się tam jednak kilka prawdziwych informacji, które mnie zaciekawiły. Pisali, że utwory punkowe są bardzo krótkie, rytmiczne, a teksty agresywne. To mi się spodobało. Bardzo chciałem grać, a jednocześnie raziły mnie zespoły typu Yes złożone z kolesi w powłóczystych szatach z cekinami, stojący w strumieniach świateł i śpiewający o purpurowych kaloryferach na karmazynowych niebach. Chciałem więc bardzo poznać tę nową muzykę, która jest wprost, bez egzaltowanych metafor. Byłem w drugiej klasie liceum i w końcu trafiłem na jakieś płyty. Któregoś dnia razem z kolegą z klasy ubraliśmy się tak, żeby nie było wątpliwości, że jesteśmy punkami. Włożyliśmy stare marynarki, do których poprzypinaliśmy mnóstwo agrafek i żyletek. Wymalowaliśmy sobie oczy na czarno aż do brwi i bezczelnie stanęliśmy pod Rotundą, żeby złapać kontakt z innymi. Po chwili obok nas zaczął się kręcić koleś w skórkowej kurtce zapiętej pod szyję jak cinkciarze. "To na pewno ubek" [chodzi o funkcjonariusza tajnych służb PRL] – pomyślałem. Nagle on podchodzi do nas, rozpina tę frajerską kurteczkę, a pod spodem ma krawat - "śledź" cały w agrafkach. "Panowie, ja też" – mówi. - "Spotykamy się w Bolku". Tak się to zaczęło. Nie było jeszcze punkowego mundurka typu "ramoneska i irokez", tylko totalna dowolność" (LINK) . Nie trzeba było długo czekać i jego zespół The Boors zadebiutował w Domu Kultury w Aninie, z suportem The LiarszManchesteru, którym okazała się miejscowa grupa m.in. z Kazikiem Staszewskim. Wyszli oni z coverami brytyjskich zespołów i cześć publiczności dała się nabrać.
W 1980 Solidarność stała się pierwszym niezależnym związkiem zawodowym robotników we wschodniej Europie. W kraju wybuchły strajki i czuło się rosnące napięcie. Okres ten nazywany potem Festiwalem Solidarności przerwał brutalnie 13 grudnia 1981 r. stan wojenny. W tej atmosferze ogólnego buntu zaczęto wydawać pierwsze nagrania nowych zespołów, poprzez kasety magnetofonowe robione metodą DIY. Wśród muzyków niekwestionowane miejsce zajmował John Porter, Anglik, który przybył do Polski - podobno w poszukiwaniu wolności. Zagrał z kilkoma zespołami a potem założył swój Porter Band. Debiut został utrwalony płytą Helicopters nagraną w profesjonalnym studio i wydaną w 1980 przez wytwórnię państwową Pronit. Porter tworzył pod wpływem brytyjskiego stylu new wave, lecz nie były to utwory punk...
Ale początek lat 80 należał do Brygady Kryzys. Kiedy grudniu 1981 roku na ulice polskich miast wyjechały czołgi, oni weszli do państwowego studia nagraniowego Tonpressu i przez dwa miesiące - pomimo godziny policyjnej - nagrywali swój legendarny czarny album (pisaliśmy o nim TUTAJ). Co więcej - skorzystali z dopiero co otwartego, najnowocześniejszego w Polsce studia nagrań. Czemu stało się to możliwe? Zadziałał tzw. czynnik ludzki, którym w tym przypadku był szef placówki, Marek Proniewicz (niedawno udzielił nam wywiadu (TUTAJ).
Zespół założyli w 1981 roku w Warszawie. gitarzysta Tomasz Lipiński (ur. 21 sierpnia 1955 w Warszawie) i wokalista Robert Brylewski (ur. 25 maja 1961 w Warszawie, zm. 3. 06. 2018 r.). Lipiński wcześniej był frotmenem grupy Tilt a Brylewski - Kryzysu. W Brygadzie grali basista Ireneusz Wereński, perkusiści Sławek Słociński (zastąpiony potem przez Jana Rołta) i Jarek Ptasiński oraz saksofonista Tomasz "Men" Świtalski. Mieli wystąpić podczas ogólnopolskiego zjazdu Solidarności, jednak do tego nie doszło. Za to dali koncert w warszawskim klubie Riviera (zaraz po debiutującej Republice, do której mamy stosunek osobisty, o czym pisaliśmy TUTAJ). Nagrany nielegalnie materiał trafił potem do Anglii i został tam wydany jako bootleg na płycie z okładką, na której wywracał się Pałac Kultury i Nauki, symbol komunizmu w Polsce (dar Józefa Stalina) - pisaliśmy nieco o niej TUTAJ. Po wprowadzeniu stanu wojennego Brygada Kryzys miała dać koncert 13 lutego (data była symboliczna - przypomnijmy - 13 grudnia wprowadzono stan wojenny) w sali Gwardii w Warszawie, jednak cenzura nie pozwoliła na wydrukowanie pełnej nazwy zespołu na plakatach. Muzycy najpierw mieli zagrać pod szyldem Brygada K., jednak ostatecznie odmówili wyjścia na scenę. Po tym incydencie dostali zakaz na występy w kraju, co stało się powodem ich rozpadu. Natomiast wydana płyta stała się kultową, a zespół został uznany za głos swego pokolenia.
Po rozwiązaniu zespołu Lipiński, Brylewski z Pawłem "Kelnerem" Rozwadowskim stworzyli zespół Aurora, a po odejściu z niego Lipińskiego (który reaktywował Tilt) przemianowali go na Izrael. Potem Brylewski stworzył Armię. W 1989 r. reaktywowała się Brygada Kryzys, w czasie wyjazdu muzyków Tiltu i Armii do Berlina Zachodniego. Ich pierwszy koncert w Jarocinie w 1991 r. został przyjęty entuzjastycznie... I tak dobrnęliśmy do nazwy Jarocin która u każdego fana muzyku punk w Polsce powoduje szybsze bicie serca. Bo fani dzielą się na tych, którzy byli i pamiętają festiwale w Jarocinie i na tych, co to niestety nie. My oczywiście byliśmy (i to w jego najlepszej odsłonie, w pamiętnym, symbolicznym roku 1984) i co więcej już opisaliśmy, co tam widzieliśmy TUTAJ. Takie to były początki nurtu punk w Polsce, co też bardzo skrótowo opisaliśmy (trzeba jeszcze napisać o Deadlock, Dezerterze, Siekierze, KSU i wielu wielu innych, co na pewno nastąpi). Na pewno postaramy się też omówić nieco dokładniej poszczególne wydarzenia tamtego czasu (najważniejsze zespoły i płyty lat 80. opisaliśmy już TUTAJ i TUTAJ), ale liczymy także także na Waszą pomoc. Jeśli byliście na koncertach w latach 70. i 80. – napiszcie o tym. Adres mailowy jest na stronie bloga. Bo internety nie płoną.
Do tematu jeszcze wrócimy, dlatego czytajcie nas - codziennie mowy wpis, tego nie znajdziecie w mainstreamie.
Piotr Bratkowski, Prywatna Taśmoteka czyli Słodkie lata 80., Warszawa 2003
Leszek Bugajski, Seks, druk i rock and roll : zapiski z epoki recyklingu, Warszawa 2006. Beata Hoffmann, Rock a przemiany kulturowe końca XX wieku, Warszawa 2001 Rafał Księżyk, Robert Brylewski, Kryzys w Babilonie, Warszawa 2011 Mikołaj Lizut, PRL – Punk Rock Later, Warszawa 2003 Krzysztof Lesiakowski, Paweł Perzyna, Tomasz Toborek, Jarocin w obiektywie bezpieki. Instytut Pamięci Narodowej. Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, Warszawa 2004